To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Shadows of York
Shadow York, forum PBF osadzone w świecie opartym o twórczość Cassandry Clare `Dary Anioła`.

Clifton - Rzeka

Tequila Blauerwasser - 2019-11-17, 17:01

Niestety Charlotte nie udało się ujrzeć szczęścia i ulgi na twarzy Teq, mimo że gdzieś tam była niespokojna. Mało tego, nadal potrzebowała dojść do siebie na tyle, by móc schować skrzydła. Przecież nie będzie z nimi paradować po ulicy. Chociaż, tutaj mało kto by jakoś specjalnie na to zwrócił uwagę, była dzieckiem ze skrzydełkami i tyle, ale gdyby się przyjrzeli dostrzegliby, że nie są one jakoś umocowane do jej pleców. Więc istniało ryzyko. Do tego Charlotte była nieprzytomna! Widząc co się z nią dzieje pognała po wodę kilka razy i oblewała ją nią prosto na twarz. Z nadzieją, że ta się ocknie. Dopiero jak się uspokoiła czując, że są bezpieczne udało się jej ukryć skrzydła i mogła spokojnie dotknąć przyjaciółki.
- Charlotte!
Krzyknęła do niej potrząsając nią lekko.
- Proszę ocknij się...proszę!
Jęknęła cicho szturchając ją co rusz.

Anonymous - 2019-11-21, 17:28

Mroczki przed oczami, nachodząca czerń, a potem tylko ciemność... Miała wrażenie, że znajduje się w jakimś tunelu. Gdzie nie dochodzą dźwięki spod powierzchni bądź jakby jakiś szum. Nie wiedziała co dokładnie się stało ani czemu tutaj się znajdowała. Przecież jeszcze przed chwilą przechodziła przez tunel z przyjaciółką, która miała skrzydła... czarne skrzydła. Nie wiedziała... co się stało. Czyżby umarła? To, czemu miała wrażenie jakby ktoś wołał jej imię..., a później do przerażające zimno.
Nie wiedziałam co się stało ani co działo się przed chwilą. Jednak pierwsze co zobaczyłam przed sobą to zaniepokojoną twarz przyjaciółki. Rozejrzałam się szybko po okolicy... by ponownie spojrzeć na przyjaciółkę.
- Co się stało? Gdzie jesteśmy? - zaczęłam zadawać pytania, gdy wszystko do mnie po chwili dotarło. - O Boże... Tata i pan Darion. Musimy im pomóc wezwać dla nich pomoc - dodałam do przyjaciółki. Bo przecież oni nas potrzebowali. Ci ludzie mogli ich zabić...

Tequila Blauerwasser - 2019-11-21, 19:16

Drżała z przerażenia nie widząc co robić. Przecież nie miała pojęcia jak działać, nie była szkolona w przetrwaniu poza Instytutem. A teraz? Musiała pomóc przyjaciółce i dojść do Instytutu. Mało tego, na niej ciążyła odpowiedzialność za Charlotte, w końcu była tutaj starsza prawda? A to oznaczało, że ktoś musiał działać. Chociaż to, że Charlotte była czarownica mogło im bardziej pomóc ale czy dziewczyna będzie miała tyle sił by stworzyć nowy portal? Na jej pytanie rozejrzała się dookoła.
- Szczerze sama nie wiem...chyba daleko od Instytutu bo nie znam tych stron. Nigdy tutaj nie byłam, nie wiem nawet gdzie się kierować.
Przyznała zagubiona i przygryzła nieco wargę.
- Będziesz w stanie stworzyć portal do Instytutu? Nie ważne w jakie miejsce, musimy dostać się do domu by pomóc Twojemu tacie i Panu Darionowi...musimy się pospieszyć bo mogą ich zabić.
Przyznała na głos sama będąc totalnie zdołowana i zagubiona. Wystarczyłoby, by dostały się chociaż blisko Instytutu wówczas mogłyby nieco więcej zdziałać.
- Tylko nie mów nikomu o skrzydłach dobrze. Nie chcę by ktoś więcej wiedział. I...i przepraszam, nie potrafię jeszcze nad nimi panować. Mogłaś zginąć przeze mnie. Nie wiem co może się stać jak je mam...
Spojrzała na przyjaciółkę czując się winna tego, że ta straciła przytomność.

Anonymous - 2019-11-23, 16:44

Bała się o swojego tatę i pana Dariona nie wiedziała co ci ludzie mogli im zrobić. Przecież oni byli źli i tak źle o niej mówili. Nie można było po nich spodziewać się niczego dobrego. Zwłaszcza już jak tamten jeden ją uderzył. Na myśl o tamtym zdarzeniu dotknęła się w miejsce, w które uderzyła o ścianę. Na pewno będzie siniak czy nawet będzie miała guza. Jednak teraz nie myślała o sobie i o tym, co się działo z nią. Były bezpieczne... no prawie. Nie wiedziały gdzie jest... Powoli wstała z ziemi i rozejrzała się po okolicy. Zdawało się jej, że kojarzyła to miejsce. Jednak nie miała pojęcia jak stąd najszybciej dojść do Instytutu. Bo teraz coraz rzadziej w nim bywała tata twierdził, że nie może jej zabierać po to się nie podoba innym łowcom.
Słysząc pytanie przyjaciółki spróbowała otworzyć portal, ale tylko lekko zamigotało i zniknęło. Zrobiła niezadowoloną minę i spróbowała raz jeszcze.
- Chyba jeszcze jestem zbyt słaba musimy iść na pieszo - powiedziała do przyjaciółki. Chciała pomóc tacie i zawiadomić komu trzeba. Straciła już mamę nie chciała tracić i jego.
- Wydaje mi się, że kojarzę to miejsce nie daleko tutaj mieszka ciocia Avalon wiesz ta co podoba się tacie i może zostanie moją mamą oraz tam - pokazała dłonią kierunek. - Chyba jest park z placem zabaw. Gdzie jeździłam z tatą na wrotkach. Jednak nie wiem jak stąd dostać się do Instytutu. Tato zazwyczaj mnie tutaj samochodem przywoził - powiedziała, bo co z tego, że miała pewne przypuszczenia gdzie mogą być. Jak nie wiedziała jak stąd wrócić do domu, a tym bardziej do Instytutu.
- Czeka nas spacer.... lub możemy zadzwonić na policje. Wiem, że to głupie, ale oni będą musieli kogoś powiadomić. Co myślisz?- dodała po chwili do swojej przyjaciółki. Poza tym jeszcze nie czuła się na siłach.

Tequila Blauerwasser - 2019-11-23, 17:09

Ona sama była przestraszona tym co miało miejsce. Nie sięgała wysoko, ale chociaż tyle by jak to mawiał dziadek Joe pierdzielnąć komuś od dołu w jaja. Co tam, że nie wiedziała o co chodzi, ale zawsze się śmiali po pachy z tego stwierdzenia bo oczywiście starszy Verlack widział już wyobraźnią to jak wyglądała ta cała scena gdy Teq wali przeciwnika w krocze. No ale...
- Może odpocznij, posiedź chwilę tato mówił zawsze, że w takich sytuacjach jak ktoś traci przytomność może dojść do tego no...rozbicia mózgu...czy jakoś tak...no wiesz, że będzie Ci niedobrze i będziesz się źle czuła.
Przyznała z powagą na twarzy a zarazem niepokojem wymalowanym w oczach. Nie wiedziała co ma zrobić i jak się zachować. Telefonu nie miała przy sobie, zostawiła w domu bo po co jej on skoro była z Darionem. Miała opiekuna, więc nie potrzebowała go. Rozejrzała się sama dookoła nie wiedząc co ma robić. Cholera, mogła chociaż zabrać stelę. Ale...właśnie, miała iść z dorosłym, nie spodziewała się że może się coś stać! Tym bardziej, że było 2 dorosłych więc no hej...westchnęła cicho słuchając przyjaciółki i skinęła głową.
- Policję...wiesz, może to dobry pomysł, ale jak im wyjaśnimy że nasi opiekunowie walczą o życie z tymi całymi z Kohorty...do tego nie możemy nikomu ufać. Nie wiemy czy dzwoniąc na policję ktoś nas nie usłyszy albo coś...a nawet jak trafimy na policję co wtedy? Przecież nie podam im adresu do Instytutu.
Skrzywiła się lekko i zrezygnowana usiadła obok przyjaciółki.
- Żałuję, że zostawiłam stelę w pokoju. Razem z telefonem...Jesteśmy bezbronne.
Skrzywiła się lekko i nagle wpadła na pomysł.
- A Ty masz telefon? Może zadzwonimy do tej Pani od twojego taty. Ona by mogła nam pomóc.
Odezwała się no bo gdzie miały szukać wsparcia jak nie u niej?

Anonymous - 2019-11-23, 18:00

Była przerażona tym, że nie potrafi portalu otworzyć, jak również, że są same bez broni i bez magi. Bo skoro nie potrafiła portalu otworzyć to była jeszcze słaba. Nie wiedziała co robić i co powinna zrobić. Starała się myśleć tak jak ją uczył tata. Jednak teraz nic przychodziło jej do głowy. To z policją wydawało się dobre, bo przecież w szkole ich tak uczyło. Jednak to była szkoła dla przyziemnych to, co mogła z niej w nieść. Nic...
- Nie mogę odpoczywać... Musimy coś zrobić tutaj liczy się każda minuta - powiedziała do przyjaciółki. Chciała płakać, ale powstrzymywała się, bo wiedziała, że to jej w niczym nie pomoże. Na razie czuła się dobrze... trochę kręciło się w jej głowie i była jeszcze tak jakby otumiona. Jednak to było nic... Przynajmniej tak sądziła Charlotta wcześniej nie traciła przytomność, ani też nie była podana po moc skrzydeł.
- Możemy powiedzieć, że się zgubiliśmy i poszukać na policji jakiegoś podziemnego i jemu wyjaśnić. Jako adres możemy podać mój dom, ale pewnie tam nikogo nie ma - powiedziała, bo przecież słyszała, że tam pracują podziemni. Jednak nie była pewna tego pomysłu. Wiedziała tylko, że muszą coś zrobić.
- Tak mam... ale nie wiem, czy odbierze o tej godzinie, bo wiesz ona jest wilkołakiem - powiedziała do przyjaciółki. Poza tym, co miała powiedzieć Avalon, że tata walczy o życie na jakieś uliczce. Wyciągnęła telefon, ale nikt nie odebrał. (Gracz nieaktywny) - Znasz kogoś numer... Jakieś cioci czy wujka? Kogoś kogokolwiek? Albo zostaje spacer, ale możemy spotkać kogoś podobnych do tych ludzi lub tych wilkołaków bądź po prostu się zgubić - powiedziała do przyjaciółki.
Rozejrzała się raz jeszcze próbując zorientować się w którym kierunku powinny iść. Nie chciała przypadkiem wpaść do rzeki. Rzeka...
- Rzeka!- powiedziała wskazując na wodę, przez którą też była przemoczona. - Czy ona nie ciągnie się przez cały York możemy iść jej wzdłóż i trafimy miejsce bardziej nam znane - dodała szybko wyjaśniając o co chodzi jej z tą wodą.

Tequila Blauerwasser - 2019-11-23, 19:12

Wszystko wydawało się być do dupy, totalnie do dupy. Nie tak jak tego chcieli. Ale co robić...do tego jeszcze te słowa, że mogą zabrać ją do ojca. Ale też kolejne pytania rodzące się w niej z zapytaniem co dzieje się z ojcem, czemu nie zabrał jej ze sobą skoro należy do tej całej Kohory. Czemu ją zostawił? Czemu oni nie przyszli po nią prędzej? A może to były kłamstwa? Nie miała pojęcia i pewnie się już nie dowie. Tak czy inaczej teraz ważne było by dostać się do domu. Na słowa przyjaciółki skrzywiła się nieco i zaczęła myśleć ale nic jej nie przychodziło do głowy.
- Nie pamiętam...jest Pan Jaden...ale nie pamiętam jego numeru...
Skrzywiła się lekko a na propozycję o przejściu wzdłuż rzeki poderwała się z miejsca. No właśnie! Przecież idąc nią, mogą dojść w jakieś bardziej znane miejsce faktycznie!
- Właśnie! To jest dobry pomysł. Możemy iść, wzdłuż może uda się nam dojść w bezpieczne miejsce i tam kogoś spotkamy i powiadomimy...
Ale kogo...wątpiła by ktoś nagle przechadzał się wzdłuż rzeki dla zabawy. Ale co im pozostało? Ujęła przyjaciółkę pod pachę i powoli ruszyły przed siebie.
- Ale jak coś będzie nie tak, to mów...a jak dojdziesz do siebie to może...hm...może znasz jakieś czary mary i mogłabyś wrzucić komuś list przed nos? Widziałam kilka razy jak w Instytucie kilka osób tak dostało listy, ale nie wiem jak to się robi.
Przyznała pod nosem nieco niezadowolona.

Anonymous - 2019-11-23, 19:26

Wątpiła by tamci ludzie mówili prawdę. Poza tym sądziła, że każde słowo wypadające z ich ust było kłamstwem. Nie była zła ani ona, ani nikt podziemnych. Oni byli tymi źli... atakowali i zabijali dla swojej rozrywki. Bo co oni im zrobili? Czemu nie przyczepili się do kogoś innego? Poza tym cały czas głowie odbiły się ich słowa. Co jeśli inni Nocni Łowcy uważają, że na świecie nie ma miejsca dla podziemnych. Czy Teq też za parę lat nie będzie tak uważała?
Te wszystkie pytania zostawiała dla siebie nie dzieliła się nimi z nikim. Nie wiedziała też jakby miała je zadać przyjaciółce. Kiedy powiedziała o nie jakim Jaden i że nie zna jego numeru. Zmartwiła się skinęła głową przyjaciółki. Sama nie znała innych ludzi numerów. Tylko do taty, cioci Avalon i Opal. Jednak ta tata walczył, ciocia Avalon nie odbierała, a nie wiedziała, czy powinna dzwonić do cioci Opal. Jednak kiedy Teq tak radośnie zareagowała na propozycję z rzeką była zadowolona, że nie będą stać w miejscu tylko pójdą do przodu. Lepiej było być w ruchu wtedy mniejsze prawdopodobieństwo, że ci źli ich znajdą. Jednak medal ma dwa strony również małe, że ci dobrzy ich odnajdą.
- Hmm... Może mogłabym spróbować, ale musiałabym znać imię i wiedzieć jak ta osoba wygląda. Niestety nie znam nikogo z Instytutu. Oprócz taty jego siostry i cioci Margaret z wujkiem Jamesem. Niestety ich nie ma w Instytucie - powiedziała do przyjaciółki i ruszyły wzdłuży rzeki. Licząc, że w ten sposób znajdą jakiś punkt. Też kierowali się w stronę, gdzie jest więcej budynków. Im ich więcej, tym bliżej centrum. Czyż nie?
- Teq pamiętasz przysięgę? Obiecaj mi, że nigdy we mnie nie zwątpisz..., że nie będziesz o mnie myśleć tak jak oni - powiedziała do przyjaciółki. Naprawdę jej zależało, by trzymały się razem choćby nie wiem co...

Tequila Blauerwasser - 2019-11-23, 19:36

Martwiła się o Charlotte, była jej przyjaciółką. Jedyną jaką posiadała. W końcu nie miała innej i nie miała zamiaru od tak jej zostawiać nigdy. Słysząc jej słowa skrzywiła się nieco próbując sobie przypomnieć wygląd Zastępcy Dyrektora. Ale szczerze...nie miała pojęcia jak on może wyglądać.
- Niestety on pisał tylko do mnie, a nie wiem jak wygląda.
Westchnęła i cicho jęknęła zdając sobie sprawę, że po prostu zostały same jak palec. Nie miały pojęcia gdzie iść, co robić. Mimo to słowa Charlotte nieco ją rozbudziły z letargu powodując, że uniosła na nią spojrzenie.
- Jak możesz się o to martwić? Zawsze będziesz moją przyjaciółką. Jesteśmy tylko my, nie możemy być Parabatai, ale mamy siebie. Na wieczność po kres naszych dni ja jestem z Tobą a Ty ze mną. Nie ważne co się będzie działo. Jesteś mi jak siostra Charlotte. To co Tamci powiedzieli...oni są dziwni...jak można traktować wszystkich jednakowo? Przecież nie skrzywdziłaś mnie, nikt z podziemnych mnie nie skrzywdził.
Przyznała z powagą na twarzy i uśmiechnęła się do niej czule obejmując ją lekko.

Anonymous - 2019-12-03, 18:19

Żałowałam, że nie znałam nikogo z Instytutu do kogo mogliśmy wysłać wiadomość, a tym bardziej tego zastępcy dyrektora. Jedynie wiedziałam, że to brat taty, ale nigdy go nie poznałam. Nawet nie był na moich urodzinach czy też na świętach Bożego Narodzenia. Które obchodziła rok temu w Instytucie. Dlatego nie wiedziałam jak wygląda, a tym bardziej nie znałam go. Nie mieliśmy do kogo się odezwać ani wezwać na pomoc. Musiałyśmy same dojść do miejsca bezpiecznego. Zaczynałam żałować, że cały mój świat kręcił się wokół taty, bo gdyby znała więcej osób to miałabym do kogo się odezwać o pomoc.
- Taki razem musimy same sobie poradzić - powiedziałam do przyjaciółki starając się nie pokazywać tego jak bardzo się boję być nie wiadomo gdzie. - W końcu to nie nasz pierwszy raz, kiedy same chodzimy po nocy. Prawda - dodałam po chwili. Teraz nie będą mogli mieć do nich pretensji, że same chodzą po nocy. Bo raz, że nie to nie była nasza wina. Dwa, że no cóż zrobiły to co oczekiwali od nich dorośli.
- Nie wiem... Po prostu się boję, że kiedyś będziesz jak ci inni Nocni Łowcy. Większość z nich nie akceptuje podziemnych. A nie chciałabym cię stracić. Naprawdę myślisz, że twój tata może zadawać się z tymi ludźmi - powiedziałam do przyjaciółki. Trochę pocieszający był fakt, że jednak nie odwróci się od de mnie.

Tequila Blauerwasser - 2019-12-13, 22:25

Minusem było to, że były same jak palec oraz to, że nie miały bladego pojęcia gdzie są. Wezwanie na pomoc też nie wchodziło w grę, bo nawet gdyby zaczepiły kogoś to co potem? Zabiorą je na komisariat a tam co powiedzą? Przecież nie mogła podać adresu Instytutu bo wiedziała, że zwykli ludzie nie zobaczą ogromnej posesji i całego majestatycznego budynku tylko zrujnowany kościół. A nie znała innego adresu. Mieszkanie taty...nie, nie pamiętała adresu też, jedynie wiedziała jak tam trafić.
- Wiesz, to wszystko jest dziwne. Tata znika bez słowa, nie wiadomo co się z nim dzieje, nie wrócił do mnie...a zawsze wracał. A teraz Ci dziwni ludzie...do tego twierdzą, że tata żyje. To czemu nie przyszedł po mnie sam, albo nie zabrał mnie ze sobą?
Przyznała w końcu po namyśle.
- Nie wiem co o tym myśleć.
Przyznała cicho zawiedziona tym wszystkim. Miała nadzieję, że w końcu dowie się co się dzieje z jej tatą, dowie się co się z nim działo i będzie mogła go objąć i przytulić się do niego. Ba, że nawet nawrzeszczy na nią, że mimo niedoświadczenia i braku szkolenia wybrała się bez wiedzy innych na jego poszukiwania. No ale winić jej nie mógł. W końcu robiła to dla niego, chciała go odnaleźć i dowiedzieć się co się stało. Nie jej wina, a już na pewno nie jej i Charlotte, które próbowały nie pierwszy raz go odnaleźć.
- Nigdy nie będę taka jak inni. Pan Lennan uważa, że wszyscy Nefilim są źli. Ale się myli. Ja nie widzę w nim niczego złego tak jak w Tobie. Jesteś moją przyjaciółką, Pan Lennan pewnie miał zły dzień, albo ja zrobiłam coś nie tak, mniejsza. Możesz być pewna, że ja nigdy nie pozwolę Ciebie skrzywdzić. Jesteś moją podziemną parabatai. Zawsze będę po Twojej stronie.
Obiecała i objęła ją lekko starając sama sobie dodać odwagi i otuchy. Jednocześnie bojąc się by nie zrobić jej krzywdy. W prawdzie skrzydeł nie miała, było wszystko dobrze, ale wolała nie ryzykować za bardzo.
- Szczerze...nie wiem. Mam nadzieję, że to wszystko kłamstwa, nie wierzę im...chociaż z początku...nie wiem, no oni wydawali się być szczerzy, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem. Zresztą jeśli tato naprawdę by z nimi się zadawał, to czemu nie dał mi znaku, że żyje i nie powiedział mi co się dzieje. Czemu nie przyszedł po mnie? Jeśli naprawdę żyje i jest z nimi...
Urwała na chwilę i cicho westchnęła nie miała sił na nic, była zmęczona głodna i chciało się jej płakać coraz bardziej.
- Tato nie zostawiłby mnie samej prawda...nie odszedłby bez słowa.
Powiedziała chcąc dać sobie otuchy i nie myśleć o tym, że tamci mogli mówić prawdę. Przecież to jej tato, czemu miałby przystąpić do tych złych ludzi? Przecież nie był złym człowiekiem. Chronił ją przed mamą, starał się by miała wszystko czego pragnie, nie chciał jej nawet dawać do Instytutu by miała normalne dzieciństwo.

Anonymous - 2019-12-17, 11:58

Faktycznie minusem było to, że były same i zdane tylko na siebie. Jednak trzeba spojrzeć na wszystkie plusy tej sytuacji. Były razem i nie pierwszy raz musiały działać w parze. Bez pomocy innych i jeśli będą razem to wszystko się ułoży. Zwłaszcza że nie były zwykłymi dziećmi przyziemnych. Należały do Świata Cieni, bo jedna z nich było Nocną Łowczynią, a druga Czarodziejką. Dadzą sobą radę pójdą wzdłóż Rzeki i znajdą znajome miejsce. Przecież ta rzeka ciągnie się przez cały York. Zawsze mogło być gorzej... Mogły wylądować w innym mieście, a tak są swoim, a nie gdzie obcym nieznanym mieście. Tylko dzielnice słabo znają...
- Nie podoba mi to się wszystko, ta krew i jego stela... Tu coś nie gra i czemu oni gadali, że był z nimi. Gdyby był to nie miałby swoją stele oraz sam by się zgłosił po ciebie. Czy należy do tej całej Kohorty, czy też nie. Prawo ojca biologicznego jest wszędzie akceptowane - powiedziałam, bo już wcześniej się na tym zastanawiałam. Bałam się, że kiedyś po nią może zgłosić się jej ojciec. Nie chciała być z nim, bo Tata Xavier twierdził, że jest Demonem, a one są złe. - Też nie wiem, ale może dorośli znajdą jakieś rozwiązanie - powiedziałam, bo normalnych warunkach bym się buntowała, że nie jestem dzieckiem. Jednak oni wiedzą więcej niż my i mają szersze pole przez swoją wiedzę. Wszystko przez to, że część informacji ukrywają przed nami.
- A ja przy tobie i nic tego nie zmieni - potwierdziłam jej słowa, bo już dawno złożyły sobie przysięgę. Trochę teraz było mi głupio, że zwątpiłam. Jednak ci ludzie mówili takie straszne rzeczy. Nie wiedziałam co im takiego zrobiłam, że tak brzydko o mnie mówili. Jednak nie zmienia to faktu, że nie powinni tak o mnie mówić. Powinnam coś zrobić, a nie stać. Teraz zostawiłam tam tatę i pana Dariona.
- Myślisz, że nic im nie będzie - powiedziałam do Teq, bo martwiłam się o nich. Wiedziałam, że nie mogłyśmy nic za wiele zrobić. Tylko byśmy ich rozpraszały, a tak martwiłam się o nich.
- Jasne, że nie... Bo przecież cię kochał. Po co by walczył z twoją mamą gdyby chciał cię zostawić - powiedziałam do przyjaciółki, by jakoś ją pocieszyć. Musiał być jakiś powód, dlaczego nie pojawił się po nią...

Tequila Blauerwasser - 2020-01-05, 10:31

Martwiła się o Pana Dariona, martwiła się o Pana Xaviera w końcu oni byli jej i Charlotte opiekunami na tej wyprawie. Nie chciała by coś się stało ani jednemu ani drugiemu. Widziała na treningach Pana Dariona jak trenuje innych i musiała przyznać, że był dobry oby tylko dał im radę. Nie znała Pana Xaviera na tyle by wiedzieć jaki jest mimo to miała nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i że oni już są w Instytucie i szukają je. Miała takie nadzieje...chociaż też wiedziała,że nadzieja jest matką głupich. W końcu też miała nadzieję, że odnajdzie ojca żywego a tym czasem jest niemal przekonana że jest martwy, w końcu widziała krew, znalazła stelę ojca. Odgoniła czarne myśli od siebie i cicho westchnęła.
- Żałuję, że nie mam ze sobą steli. Sądziłam, że jak idziemy z dorosłymi to będziemy bezpieczne i nie będzie ona nam potrzebna.
Mruknęła pod nosem.
- Na pewno nie będzie. Są dorośli, starsi od nas.
Uśmiechnęła się lekko chociaż sama nie do końca wierzyła.
- Jak się w ogóle czujesz? Powinnyśmy kogoś powiadomić,a tutaj nikogo nie ma. Żadnej żywej duszy. Musimy dać komuś namiary gdzie jesteśmy. Nie koniecznie w Instytucie. Ty częściej przebywasz z czarodziejami. Może komuś z nich dałabyś radę dać znać co się stało?
Zapytała bo szczerze była zmęczona już i strasznie głodna. To miał być patrol, krótki a z patrolu stała się długa wędrówka powrotna nie wiadomo do tego jak daleko były oddalone.

Anonymous - 2020-01-08, 18:37

Sama sądziła, że to będzie zwykły patrol czy też spacer z panem Darionem i tatą. Nie przewidziała tego, że rozpęta się coś takiego i trochę to ją wszystko przeraziło. Jednak pomimo tego starała się być dzielna. Tata by chciał aby tak było, bo tak ją uczył. Nie ważne co się dzieje to najważniejsze by nie tracić głowy. Próbowała sobie przypomnieć wszystkie lekcje, jakie jej tata udzielił. Wydawało się, że iście wzdłuż rzeki było dobrym pomysłem. Ona przepływa przez całe miasto i na pewno w ten sposób trafią do punktu, którym będą mogły się odnaleźć.
- Oj tam nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - powiedziała do przyjaciółki. Przynajmniej to, że nie mają stali nie znaczy wcale, że nie dadzą rady. - Poza tym nie wzięłaś steli ojca z tej ulicy? - powiedziała do przyjaciółki. Pamiętała, że znalazła stele swojego ojca. Ciekawe tylko czy tym całym chaosie wzięła ją przechodząc przez portal.
- Skoro tak mówisz to ci wierzę. Teraz my musimy stanąć na wysokość zadania i dostać się bezpieczne miejsce - odpowiedziałam do przyjaciółki. Wierzyła jej, że dadzą radę przetrwać teraz one muszą zrobić to samo.
- Dobrze jestem trochę słabsza, ale wszystko okej - odpowiedziała Teq, po czym się rozejrzała po okolicy. Chciała zobaczyć czy kogoś ona zobaczy. Może te kocie oczy coś zdziałają. Jednak zamiast kogoś zobaczyła drogę, którą znała.
- Tam! - krzyknęła wskazując drogę miedzy drzewami. - Znam ją! Chodziłam nią z tatą i Łobuzem. Nią możemy dojść do mojego domu. Chodź - powiedziałam do niej pociągnęłam ją w strone znajomej mi drogi.

Tequila Blauerwasser - 2020-01-08, 18:49

Ona sama traciła coraz bardziej nadzieje, na odnalezienie drogi. Nie miała okazji jeszcze być w trasie poza miastem, czy w jego okolicach więc nie ma się co dziwić, że panikowała. Bała się, że to co mówili tamci z Kohorty jest prawdą, że jej tato tam jest. Ale jak wspomniała Charlotte, była krew i to nie tylko na steli, ale niestety nie było im dane zbadać dokładnie tego miejsca. Potarła czoło zmęczona i spojrzała na przyjaciółkę z troską bo czuła się winna temu, że dziewczynka osłabła i to przez nią.
- Przepraszam Char za to co Ci zrobiłam. Nie panuję nad skrzydłami, w ogóle nie panuję nad tym...ale cieszę się, że nic Ci nie jest.
Przyznała z powagą by po chwili spojrzeć za dziewczynką przed siebie, ale ona nic tam nie widziała tylko drzewa.
- Jesteś pewna? Tam są tylko...Twoje oczy...
Uniosła wzrok zaskoczona i uśmiechnęła się lekko czując maleńką nutkę ulgi. No tak, pamiętała z lekcji, że czarodzieje mają swoje zdolności i każdy czarownik jest na swój sposób wyjątkową istotą a zarazem niebezpieczną. Jednak Teq nie widziała w Char niczego złego. To, że miała ojca demona co ją to obchodziło? Nie ona była zła tylko Ci, którzy traktowali takich jak ona z góry.
- Dobrze, w takim razie ruszamy.
Zgodziła się z nią i ruszyła we wskazane miejsce.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group