To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Shadows of York
Shadow York, forum PBF osadzone w świecie opartym o twórczość Cassandry Clare `Dary Anioła`.

Pixie Dust - Bar Żółty

Shadowhunter - 2019-02-17, 11:07
Temat postu: Bar Żółty
Bar Żółty




Anonymous - 2019-06-29, 19:30

#2

Przeglądając się swojemu lustrzanemu odbiciu zapinającemu guziki bordowej koszuli i przygładzającemu materiał czarnej marynarki, po raz setny zadawał sobie w głowie pytanie, czy faktycznie chce w ogóle wychodzić z domu. Odpowiedź za każdym razem była taka sama - nie, nie chciał. Nawet nie musiał ruszać się gdziekolwiek z domu. Nie miał żadnych pilnych zobowiązań, nie czekał na niego żaden z informatorów i nie spodziewał się żadnego znaczącego wydarzenia, które mogłoby skłonić go do ruszenia czterech liter poza mury rezydencji. Bardzo dobrze jednak wiedział, że samotne siedzenie w czterech ścianach i wpatrywanie się w puste łóżko, słuchając po raz któryś piosenki "These Foolish Things" śpiewanej przez Ellę Fitzgerald, nie wpłynie najkorzystniej na jego samopoczucie. Nie chciał, nie musiał, ale POTRZEBOWAŁ tego wypadu na miasto. Potrzebował wyjść do ludzi i przez choćby kwadrans poprzebywać w ich towarzystwie. Nie żeby tęsknił za niezobowiązującymi rozmowami o chlebie i niebie, absolutnie. Plan był taki, by ruszyć gdziekolwiek, wypić ze dwa kieliszki wina, poobserwować innych i wrócić. Niby nic, a jednak dużo.
Pochylił się, by zawiązać sznurowadła swoich dobranych pod kolor koszuli wysokich sztybletów, uprzednio wpuszczając w nie nogawki czarnych, ciasnych jeansów z delikatnymi przetarciami na wysokości ud. Ostatnie spojrzenie w lustro, przeczesanie ciemnych kędziorków palcami i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Zanim jednak opuścił teren swojej posiadłości, obluzował deskę w podłodze obok drzwi wejściowych i w odsłoniętej skrytce położył skórzaną sakiewkę. Wyszeptał kilka słów pod nosem, aktywując zaklęcie i na powrót zamaskował schowek. Teraz mógł spokojnie iść do miasta. Postanowił nie korzystać z portalu czy innego, równie szybkiego magicznego środka transportu. Spacer, zwłaszcza dłuższy, dawał mu możliwość rozmyślania nad rozmaitymi rzeczami, poukładania sobie wszystkiego w głowie i - co najważniejsze - dawał okazję do zażycia ruchu i pooddychania nieco świeżym powietrzem... Przynajmniej do momentu, w którym dotrze do miasta, gdzie na kilometr będzie wyczuwalny smród spalin samochodowych i fastfoodów. To jeszcze raz - po co on tam szedł? A tak... Wyższa potrzeba "socjalizacji". Szedł przed siebie przez dłuższy czas z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni, wpatrując się w ciemniejące niebo. Zanim dotarł do punktu docelowego, czyli pierwszego lokalu, który minimalne wzbudził jego ciekawość, niebo było już całkiem czarne.
Stłumione dźwięki muzyki słyszalne były długo przed tym jak dostrzegł neonowy szyld, oraz kolejkę osób czekających na wejście. Ruszył powolnym krokiem na koniec kolejki i rozejrzał się uważnie, omiótłszy pobieżnie wzrokiem zebranych ludzi. Przez ułamek sekundy zawiesił wzrok na dwóch rozmawiających mężczyznach, którzy pokazywali sobie coś na ekranach smartfonów, jednak szybko stracił zainteresowanie. Kilka minut później znajdował się już w lokalu. Jego uszy bombardowane były przeraźliwie głośną muzyką elektroniczną dobywającą się z głośników, a jego trzewia wstrząsał raz po razie mocny bas. Prześlizgiwał się zwinnie między tańczącymi ludźmi, kierując się w stronę baru. Zasiadł na jednym z niewielu wolnych krzeseł ustawionych przy podświetlonym na żółto kontuarze i gdy barman skinął nań głową, zamówił... Nie, nie wino. Piwo. Zamówienie wina w klubie nocnym byłoby zbytnim przejawem ekstrawagancji, raczej niezbyt stosownym do miejsca. Nie chciał się wyróżniać... Wyciągnął dwa palce, wskazujący i środkowy, pomiędzy którymi trzymał banknot i zapłacił za napitek. Chwilę później, gdy otrzymał swój trunek, upił dwa łyki i odwrócił się, by poprzyglądać się tańczącym na parkiecie ludziom.
Pasek nastroju bardzo powoli zaczął się ładować.

FINLAY NIGHTWIND - 2019-07-04, 20:27

Dom Finlaya zrobił się dziwnie pusty. Mógł się domyśleć, że w końcu tak będzie, ale nie przewidział że tak szybko to nadejdzie. Za pomocą żelaznych sióstr ściągnął z siebie runy małżeństwa. Stare księgi, które czytał mówiły prawdę- było to bardzo bolesne przeżycie. Zwłaszcza ta runa z serca. Chciałby powiedzieć, że następnym razem będzie uważał komu ślubuje miłość do końca swoich dni, ale to wcale nie było takie łatwe. Kochał ją i pewnie byłoby tak do dzisiaj, ale demoniczna śpiączka wszystko zniszczyła. Jedyne co go łączyło z byłą małżonką to był Alec, ich wspólny syn. Dobrze nie otworzył oczu a jego rodzice juz nie żyli ze sobą. Naprawdę współczuł dziecku. Jak to dobrze, ze mógł malucha odwiedzać w weekendy. Był pewien, że Margaret nie poświęcała mu wystarczająco dużo czasu. Była teraz dyrektorką instytutu! To było zrozumiałe, że miała też inne sprawy na głowie, ale była uparta jak koń i nie mógł nic na to poradzić. Siła nie będzie odbierał syna, bo to nie było sensu.
Powoli już uprzątnął rzeczy Margaret i dziecka. Nie był pewien czy nadal chce tam mieszkać. coraz to bardziej zastanawiał się czy nie uprzątnąć bardziej mieszkania i go nie sprzedać. Albo nie dać do wynajęcia komuś! Okolica była przyjazna, sąsiedzi mili. Czego chcieć więcej?! W dodatku kiedy Nefilim ma tyle długów. Pierścionek, ślub, wesele, podroż poślubna, dom, rzeczy dla dziecka... od dawna miał długi, ale kiedy zorientował się, że naprawdę ją kocha to jakoś zleciało. A teraz... miał tylko cholerne długi i depresję.
To dlatego zaczął odwiedzać coraz to częściej bary i zaczepiać wampiry. Nigdy nienawidził tej okropnej rasy. A potem jego parabatai, jedyna rodzona siostra została wampirem a on został oskarżony o jej śmierć i jeszcze bardziej ich znienawidził! Cóż za hańba dla rodziny. Wszedł do pierwszego lepszego baru i usiadł. Zamówił trunek. Miejsce miało swój klimat. Przygryzł wargę i przyjrzał się gościowi obok. Może nie była to babka, którą zaczepiłby w barze, ale może jednak warto zaczepić.
- To nigdy nie kończy się na jednym więc nie płaciłbym zaraz po pierwszym zamówieniu. Można dać raz a dobrze napiwek, a nie za każdym razem- powiedział pewnym siebie głosem. Oh, jaki z niego był znawca. Często odwiedzał takie miejsca więc się nauczył. Jednak nie tak często jak oto ten mężczyzna! Miał już swoje lata. Pewno nie był zwykłym przyziemnym, którymi gardził.

Anonymous - 2019-07-06, 12:17

Bardzo powoli popijał swoje piwo, czując na języku nieprzyjemnie gorzki smak, którego nie potrafił polubić przez ostatnich kilkadziesiąt lat swojego życia. Nie potrafił zrozumieć zachwytu innych ludzi nad tym "trunkiem". Miało byle jaką woń i byle jaki smak, ale spora część zgromadzonych w klubie ludzi rozkoszowała się nim jak najszlachetniejszym z win z greckich winiarni. No ale cóż... Jak już zostało powiedziane, "jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jako one". Tak więc sączył to piwo, obserwując tańczących. Choć muzyka kompletnie nie była w jego guście, to jednak zaczął delikatnie bujać się na krzesełku barowym, obserwując pląsające, skaczące i wijące się na parkiecie kobiety, oraz towarzyszących im mężczyzn. Byli tu głównie młodzi ludzie, którzy niedawno przekroczyli granicę pełnoletności. Zmarszczył nieco brwi, kiedy w oddalonych nieco lożach dostrzegł znajome twarze czarowników, oraz ich młodych podopiecznych. Senciner nie był jedyną osobą w Podziemiu, który otoczył się gronem informatorów, dostawców i innego rodzaju... "Szpiegów", jeżeli to tak można nazwać. Większość jednak nie dysponowała tak rozległymi kontaktami, które posiadał Gariel. Szybko jednak stracił zainteresowanie i powrócił do obserwowania bawiącej się młodzieży. Przesuwał wzrokiem od jednej grupki tancerzy do drugiej i trzeciej, kiedy usłyszał obok męski głos. Odwrócił nieznacznie głowę, obdarzając siedzącego obok nieznajomego spojrzeniem brązowych oczu. Kiedy przetworzył treść rzuconego w jego stronę komunikatu, uśmiechnął się blado i skinął głową
- Dzięki za radę. - odpowiedział na tyle głośno, by mężczyzna mógł go dosłyszeć i uniósł ku ustom niemal pełny kufel z piwem i upił kolejne dwa drobne łyki, następnie dyskretnie oblizując górną wargę z piany. Odłożył szklanicę na ladę barową obok siebie i wyprostował się na krześle. Tuż obok Sencinera oraz nieznajomego przeszła grupka roześmianych osób, która na widok czarownika oraz jego - nazwijmy to - "towarzysza" delikatnie zwolniła kroku by się im przyjrzeć, wymienić między sobą szeptem parę zdań, po czym jakieś na oko dwudziestoletnie dziewczyny mrugnęły okiem w kierunku obu mężczyzn i chichocząc uciekły na parkiet. Brwi Gariela uniosły się nieznacznie, podobnie zresztą jak kącik ust. Czyżby zaproszenie?
- W moim przypadku jednak na jednym raczej się skończy. Nie umiem pić do upadłego... - Rzucił po chwili, odwracając wzrok od tańczących nieopodal dziewczyn, które co jakiś czas zerkały w stronę Finlaya i Sencinera, jakby wyczekując czy skorzystają z tego jakże subtelnego i dyskretnego zaproszenia, czy też będą zainteresowani swoim towarzystwem.
- Z kim mam przyjemność? - dodał z czystej uprzejmości. Nie specjalnie chciał, by mu przeszkadzano, no ale przecież cała dzisiejsza noc upływała mu pod znakiem "Nie chcę, ale POTRZEBUJĘ", dlatego też stwierdził, że skoro już nadarzyła się okazja do dialogu, to z niej skorzysta.

Gabriel Blackthorn - 2020-02-03, 20:00

/przed szukaniem dostawcy z Ray

Nie planował się dzisaj upijać, naprawdę! To wyszło tak jakoś samo, całkowicie przez przypadek. Jeśli prawie cały czas wolny od treningów i obowiązków spędza się w barach, to później tak to się kończyło... swoją drogą chyba należy mu się jakaś karta stałego klienta w Pixie Dust? Niesposób zliczyć, ile pieniędzy zdążył zostawić tu ku uciesze właścicielki oraz barmanów, którym zwykle nie szczędził na napiwkach. Pieniądze były jedną z tych rzeczy, do których nie przykładał szczególnej wagi a jego zmysł ekonomiczny był praktycznie zerowy, dlatego większość jego pieniędzy zazwyczaj rozchodziła się sama, nie wiedzieć gdzie. Z reguły musiał się później nasłuchać od Tris, ale siostra kilka dni temu wyjechała nie informując gdzie i po co, zostawiając mu jedynie krótką wiadomość, że nic jej nie jest i prawdopodobnie wróci za kilka tygodni.
No właśnie, Tris. Z całą pewnością była jednym z powodów, dla których tak bardzo popłynął dziaisj z alkoholem. Drugi powód natomiast miał na imię Elijah i podobnie jak Trisacha zlewał go już od dłuższego czasu. Jedyne dwie osoby, na których kiedykolwiek tak bardzo mu zależało... a teraz został zupełnie sam, więc chyba nie powinno nikogo dziwić, że szuka pocieszenia w kieliszku. W końcu wódka nie pyta, wódka rozumie. Picie w pojedynkę było jednak strasznie smutne i żałosne, dlatego po krótkiej chwili namysłu wystukał szybką wiadomość do Neviny, z zapytaniem, czy nie chciałaby do niego dołączyć. Na tą chwilę była chyba jedyną osobą, z którą chciał przebywać, dlatego ucieszył się, kiedy kilka minut później otrzymał pozytywną odpowiedź. Wsunął telefon do kieszeni i - nieco chwiejąc się już na krześle - po raz kolejny tego wieczora zawołał barmana.

Nevina Eaton - 2020-02-06, 19:20

Nev tego wieczora, jak ostatnio prawie codziennie, wegetowała w domu. Odkąd jej rodzinka znów sprowadziła się do York, nie miała zbyt wielu okazji do rozrywki. Jej znajomych z dzieciństwa już to raczej nie było, bo rozjechali się po całym kraju, z większością Łowców nie utrzymywała zbyt bliskich kontaktów, a jej rodzeństwo, które teraz z nią mieszkało, miało raczej inną definicję rozrywki i zabawy niż ona. Przez to na ogół wieczorami ćwiczyła w piwnicy rezydencji, ewentualnie w samotności sączyła wino lub łaziła bez celu po mieście, wypatrując jakiejś zadymy, która rozruszałaby jej życie.
Dlatego gdy otrzymała wiadomość od Gabriela, nie mogła nie przyjąć swoistego zaproszenia. Szybko ogarnęła się na tyle, by swoim wyglądem nie straszyć innych, czy to Przyziemnych, czy kogoś ze Świata Cieni. Dyskretnie ukryła też w swoim stroju kilka przedmiotów, mogących przydać się jej i posłużyć za broń na wypadek... zamieszania. W klubie znalazła się kilkanaście minut później, bo jeden ze starszych braci wykazał się wspaniałomyślnością i podwiózł ją do miasta. Weszła do środka i niemal natychmiast namierzyła Gabriela. Kogoś tak postawnego jak on ciężko było nie zauważyć. Podeszła do niego i wtedy dostrzegła, w jakim jest stanie.
- Oj mam wrażenie, że ta imprezka trwa już od dłuższego czasu, Gabrielu - powiedziała wesoło, choć w jej głosie było słychać nutę powagi. Znała Blackthorna już od kilku lat, więc wiedziała, że coś jest nie tak. Usiadła obok niego i uśmiechnęła się przyjaźnie. Chciała, by wiedział, że na nią może liczyć.

Gabriel Blackthorn - 2020-02-10, 01:11

Nim Nev dotarła do klubu, zdążył wypić w samotności jeszcze kilka kolejek. Dalej nie uważał, że jego problemy magicznie się rozwiązały, jednak teraz wydawały się jakby odległe i na tyle mało istotne, by nie zawracać sobie nimi głowy w tej chwili. Gdyby coś stało się Tris, wiedziałby o tym dzięki runie Parabatai, a Eli... Eli to Eli i na pewno sobie poradzi, choć myślenie o nim w dalszym ciągu Gabriela bolało. Dlatego właśnie uznał, że potrzebuje jeszcze więcej alkoholu, to pomagało mu zapomnieć. Jak bardzo był pijany? Cóż, na pewno do tego stopnia, by za świetny pomysł uznać rzucenie w barmana banknotem, z głośnym okrzykiem TAŃCZ. To chyba nie potrzebowało już żadnego dodatkowego komentarza. Na szczęście barman wydawał się być wyjątkowo wyrozumiały i postanowił przymknąć oko ze względu na dość żenujący stan Gabriela - przyszło mu to o wiele łatwiej, gdy Blackthorn uświadomił mu, że może zatrzymać sobie tego banknota.
Czas do przybycia Neviny nieco mu się dłużył, jednak ostatecznie jego cierpliwość została wynagrodzona. Blackthorn naprawdę szczerze ucieszył się na jej widok. Przynajmniej ona go nie wystawiła.
- Nev! Dobrze cię widzieć! - oznajmił z uśmiechem i pewnie nawet by ją przytulił, gdyby nie fakt, że jego zdolności równowagi były nieco zaburzone i bał się trochę, że próbując zejść z barowego krzesła mógłby przypadkiem skończyć na podłodze. Poza tym, takie wylewne zachowanie z jego strony z pewnością byłoby kolejną oznaką, że coś jest mocno nie w porządku... w końcu do tej pory słowa Gabriel i wylewny nie miały prawa bytu w jednym zdaniu. - Pijesz? - sam nie był pewien, po co właściwie zadał to pytanie bo tak czy inaczej zamówił kolejkę dla siebie i Nev. Miał już zdecydowanie dosyć samotnego picia jak na jeden wieczór. - Neeev, powiedz że chociaż ty mnie nie zostawisz - wybełkotał błagalnie i zaraz podsunął dziewczynie drinka, którego przed chwilą jej zamówił. Pamiętał swoje postanowienie o tym, żeby już nikogo nie próbować sobą obarczać, ale w tej chwili się nie kontrolował i nie mógł nic poradzić na to, że czuł się tak cholernie samotny.

Nevina Eaton - 2020-02-11, 01:23

Nev, w pewnym sensie, była w podobnej do Gabriela sytuacji. Jej parabatai, najbliższa jej obecnie osoba, była gdzieś w świecie, zapewne na jakiejś misji, o której sama Nev nie miała bladego pojęcia, a pozostali ostatnio się na nią wypinali - rodzeństwo zazwyczaj ją ignorowało, matka dalej była chodzącym trupem. I chyba tylko dlatego, że musiała ogarniać swoją rodzicielkę, nie upijała się właśnie w barze jak Blackthorn. Matka powoli wygrzebywała się z depresji, więc wolała nie ryzykować teraz powrotu jej załamania. Czasem jednak nawet Nevina miała dosyć bycia poważną Łowczynią. Czasem potrzebowała alkoholu i towarzystwa kogoś, kto nie działał jej na nerwy i rozumiał ją. I takim kimś był właśnie Gabriel. Wiedziała, że Łowca bez powodu nie pisałby do niej o takiej porze, a i miejsce było wymowne… Nie mogła go zostawić w takiej chwili.
- Ciebie również miło widzieć, Gabrielu – powiedziała z uśmiechem i, zanim usiadła, na chwilę położyła dłoń na jego ramieniu. Jego stan lekko ją zaniepokoił. Nie zamierzała jednak wyciągać pochopnych wniosków, więc na początek postanowiła wybadać, co tak właściwie było powodem obecnego nastroju Łowcy. W końcu ostatnio nabrała wprawy w zabawę w psychologa - leczenie depresji matki jednak na coś się jej w życiu przydało.
- Oczywiście. Przecież wiesz, że komu jak komu, ale tobie nie odmówię – odpowiedziała, rozsiadając się wygodniej na stołku przy barze, i uśmiechnęła się szeroko do towarzysza. Zauważyła, że barman posłał im dłuższe spojrzenie. Czyżby Gabriel już próbował go poderwać? Niby słyszała plotki, że Blackthorn się prawie ustatkował, ale nic, co teraz by zrobił, nie zdziwiło by jej przy jego obecnym stanie upojenia.
- Przecież tu jestem. I nie zamierzam tak szybko się ulotnić – zapewniła, przyjmując drinka. Naprawdę zaczęła się niepokoić stanem Gabriela. Nie pamiętała, kiedy ostatnio widziała go w tak kiepskiej kondycji. O ile kiedykolwiek miało to w ogóle miejsce. – A teraz mów dobrej, starej Nev, co ci leży na sercu i na wątrobie – powiedziała, gdy przełknęła pierwszy łyk alkoholu. Popijawa była kusząca, ale nie mogła tak po prostu zignorować problemów kogoś jej bliskiego.

Gabriel Blackthorn - 2020-02-19, 11:42

Jak widać u innych również przychodzi w życiu taki moment, kiedy zostaje się skazanym tylko i wyłącznie na siebie, bo najbliższe osoby nagle stają się całkowicie obce. Ile czasu minęło od jego ostatniej normalnej rozmowy z Tris? Sporo. Choć zastanawiał się intensywnie, nie mógł przypomnieć sobie, by po wspólnej wigilii chociaż raz zamienili ze sobą więcej niż kilka zdań na raz. A Eli? Z nim nie było kontaktu jeszcze dłużej, a dokładniej od czasu, kiedy pijany Spiritstride przyszedł nad ranem pod jego drzwi po tym, jak wcześniej go wystawił. Gabriel z początku próbował nawiązać jakikolwiek kontakt z nimi obydwoma, ale jak widać bezskutecznie, dlatego tym bardziej poczuł się podbudowany obecnością Nev.
- Oni też tak mówili... Elijah i Tris. Mówili że im zależy, że jestem dla nich ważny... a widzisz ich tu gdzieś? - zapytał retoryczne, wpatrując się pustym wzrokiem w swoją szklankę. Gdyby nie alkohol, z pewnością trzymałby język za zębami i nie obarczał Nev swoją samotnością, ale w tej sytuacji ciężko było mu udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy tak naprawdę nic nie było. - Wierzyłem im, wiesz? Naprawdę myślałem, że coś dla nich znaczę. Żałosne, prawda? - zaśmiał się, choć nie było w tym nawet cienia wesołości. Cokolwiek Nev by nie odpowiedziała, on i tak uważał się za godnego pożałowania. Od zawsze wiedział, że dopuszczenie kogokolwiek tak blisko siebie nie jest dobrym pomysłem, więc sam był sobie winien. - Nie gadajmy o tym, co? Nie przyszedłem tu, żeby dobijać się jeszcze bardziej - to powiedziawszy złapał kieliszek i wypił wszystko za pierwszym podejściem. Zachwiał się nieco i prawie spadł z krzesła, ale zdążył w porę podtrzymać się blatu. Spróbował usiąść nieco bardziej stabilnie a kiedy już miał niemal całkowitą pewność, że utrzyma pion, zmacał kieszeń swojej skórzanej kurtki, by upewnić się, że nóż do flaków w dalszym ciągu tam jest. Głupio by było, gdyby po pijaku zgubił go w klubie, czyż nie?

Nevina Eaton - 2020-02-27, 16:56

Tak, bycie wystawionym przez bliskich to przykra sprawa. Zwłaszcza gdy robi to tobie własne rodzeństwo czy ukochana osoba. W przypadku Nev związki po pewnym czasie po prostu się rozlatywały, bo to nie było to, a nie z winy którejś ze stron. Ale i tak znała ten ból. Dlatego starała się nie zawodzić swoich bliskich. Czasami nie dawało się unikać przykrych sytuacji, ale na tyle, na ile mogła, starała się nie wystawiać przyjaciół. Gabriel był jednym z nich, więc nie mogłaby zignorować wiadomości od niego. Nie była idealną przyjaciółką, ale się starała.
- Och, a więc tu jest wampir pogrzebany – powiedziała cicho, gdy jasne się stało, co było przyczyną obecnego zachowania i stanu Gabriela. Na jej twarz wpłynęła zmartwiona mina, a Nev pokiwała ze zrozumieniem głową. Może i nie wiedziała dokładnie, co dzieje się w umyśle łowcy, ale potrafiła sobie wiele wyobrazić.
- Nie, Gabrielu. To nie jest żałosne. To normalne. Każdy z nas czuje czasem potrzebę zaufania drugiej osobie – powiedziała delikatnym głosem, a jej spojrzenie było współczujące. Naprawdę przejęła się stanem Blackthorna. Sama przechodziła podobne sytuacje już niejednokrotnie. I rozumiała czemu Gabriel czuł potrzebę upicia się. Sama zazwyczaj, gdy przechodziła przez coś podobnego, upijała się samotnie winem i objadała lodami lub ciastkami. I dlatego wiedziała też, że mężczyzna potrzebuje teraz wsparcia.
- Pewnie. Ja też nie jestem tu po to, by cię dołować – odpowiedziała, biorąc kolejnego łyka alkoholu. Gdy łowca zachwiał się na swoim miejscu, Nev była w gotowości, by w razie czego go złapać i podtrzymać. Gdy jednak sam zdołał utrzymać równowagę, znów uważnie na niego spojrzała. – W takim razie pogadajmy o lepszych czasach. Bo niektóre nasze spotkania miały przyjemniejsze okoliczności – powiedziała, uśmiechając się lekko by podtrzymać jakoś przyjaciela na duchu. Miała nadzieję, ze zmiana tematu nieco poprawi jego humor.

Gabriel Blackthorn - 2020-02-29, 22:07

U Gabriela to nawet nie był związek. Przyjaciele z korzyściami - tym właśnie oficjalnie byli. Z początku taka relacja w pełni mu odpowiadała bo tak czy inaczej nie wyobrażał sobie, żeby miał zbliżyć się do kogoś bardziej, niż to konieczne. On i normalny związek? Proszę was, kto chciałby ładować się w relację z kimś tak zepsutym jak on? Poza tym sam do tej pory nie czuł potrzeby wiązania się z kimkolwiek na dłużej - przygodny seks z każdym atrakcyjnym facetem który akurat mu się nawinie brzmiał w jego odczuciu dużo bardziej zachęcająco. Czemu teraz tego nie robił? Sam nie był pewien, bo miał na to cholerną ochotę. Żaden z facetów w klubie nie był jednak Elajżą, a Eli najwyraźniej mniej lub bardziej świadomie zmienił go z homoseksualisty w elajżoseksualistę. A ponadto jakimś cudem sprawił, że zimny, niewzruszony i bezuczuciowy Gabriel zaczął widzieć w nim kogoś więcej niż tylko obiekt pożądania... nawet więcej niż przyjaciela. Wypierał się tego przez długi czas, ale po tym, kiedy przyznał to na głos przed pijanym Elim, wreszcie w pełni dopuścił do siebie fakt, że zwyczajnie go kochał. Wiedział doskonale, że Elijah nie chce mieć z nim już nic wspólnego, dlatego przez ostatnie miesiące usilnie próbował wyleczyć się z tego uczucia, jednak jak widać bezskutecznie.
- To jest żałosne - upierał się przy swoim, będąc głęboko przekonanym o tym, że już nigdy nie będzie w stanie wybaczyć sobie, iż pozwolił, by doszło do sytuacji, w której tak bardzo zaczęło mu na kimś zależeć. Chyba nie był w stanie dłużej myśleć o tym bez kolejnego kieliszka wódki. Albo najlepiej całej butelki. - Jestem sadystą i socjopatą... jestem taki sam jak mój zasrany ojciec. Czemu ktoś miałby chcieć trzymać się blisko mnie? Co ja sobie kurwa w ogóle wyobrażałem? - to powiedziawszy wybuchnął nerwowym śmiechem, który z wesołością nie miał absolutnie nic wspólnego. To wszystko, co działo się z tej chwili z pewnością było winą alkoholu, który pomagał mu wyrzucać z siebie emocje, kumulujące się w nim od dawna. Było z nim źle. Nawet bardzo. Poczuł jednak ulgę na myśl, że Nev nie będzie próbowała dalej drążyć tego tematu. Jeszcze tego by brakowało, żeby zaczęła mu współczuć czy się nad nim litować.
- Faktycznie, miały. Choćby twoje ostatnie urodziny... kurwa, dobrze, że zamówiłem tort, bo tym który upiekła Trisacha pewnie byśmy się otruli - może i nie był teraz w nastroju na wspominanie lepszych czasów, ale mimo wszystko lepsza była rozmowa o braku umiejętności kulinarnych Tris, niż o Elim który nigdy nie odwzajemni jego uczuć.

Nevina Eaton - 2020-03-13, 17:52

Nevina na swoim koncie również miała przygodne znajomości, czy też liczne przyjaźnie z plusem. Oprócz nich zdarzały jej się też jednak poważniejsze, trwające kilka miesięcy, czy nawet kilka lat, związki. Nev była kochliwą dziewczyną, więc to było nieuniknione. Każdy z tych związków jednak prędzej czy później się rozpadał, bez względu na Rasę czy płeć tej drugiej osoby. Za każdym razem bolało tak samo, bo jednak, w jej przypadku, niemożliwe było spędzenie z kimś kilku wspaniałych tygodni i zupełne nieprzywiązanie się do tej osoby. Z czasem jednak ból mijał, bo uczucie wygasało. Niemałą rolę odgrywały w tym przygodne romanse, które jej się przytrafiały, ale to był tylko słaby środek na ukojenie bólu. Można by pomyśleć, że po tylu zawodach Eatonówna straci chęć na angażowanie się w jakąkolwiek znajomość, ale tak nie było. Nev nadal gdzieś tam w głębi duszy wierzyła, że spotka w końcu odpowiednią osobę. I to chyba ta wiara pomagała jej pozbierać się po kolejnych, bolesnych rozstaniach.
- Zobaczysz, kiedyś zrozumiesz, że stara, dobra Nevina miała rację mówiąc, że to normalne i wcale nie żałosne – powiedziała z miną sugerującą, że przekazuje mu jakąś wielką mądrość życiową. Naprawdę wierzyła w swoje słowa. Wiedziała jednak, że w obecnej chwili Gabriel nie widzi w nich najmniejszego sensu. Sama zawsze przeżywała to rozdarcie po każdym rozstaniu. Z czasem jednak rozumiała, że tak po prostu w życiu bywało. Faceci pewnie potrzebowali po prostu więcej czasu, aby to zrozumieć i przyjąć do wiadomości. – Gabrielu, przecież ja się trzymam blisko ciebie. Może nie w romantycznym sensie, ale wiedz, że masz przyjaciół. I pamiętaj, każda potwora znajdzie swego amatora – dodała nieco weselej, chcąc poprawić mu humor. Nie chciała, żeby myślał, że się nad nim lituje, bo tak nie było. Był jej przyjacielem, więc chciała mu pomóc tak po prostu, a nie z litości czy dlatego, że tak wypadało. Nevina była w stanie naprawdę wiele zrobić dla swoich bliskich i przyjaciół. Wiedziała, że duszenie w sobie emocji było niezdrowe, więc była gotowa słuchać wszystkiego, co Gabrielowi leżało na sercu, jeśli tylko chciał mówić. W końcu od tego byli przyjaciele.
- O tak – roześmiała się, obracając w dłoni szklankę z drinkiem. Miała nadzieję, że po zmianie tematu Łowca poczuje się lepiej, bo najwyraźniej nie miał ochoty na dalsze zwierzenia. – Ale trzeba przyznać, że pod względem wizualnym prezentował się całkiem nieźle – dodała po chwili namysłu, wypijając swój alkohol i kiwając na barmana, żeby dolał jej jeszcze trochę. Potem wróciła spojrzeniem do towarzysza. – Właśnie przypomniałeś mi, że jestem o krok od trzydziestki. Jak na standardy Nefilim jestem starą panną. W sumie na standardy Przyziemnych też. Wypijemy za wieczną młodość? – zapytała rozbawiona. Świadomość tego, że dobijała trzydziestki, naprawdę była przerażająca.

Gabriel Blackthorn - 2020-03-23, 10:46

Dlatego właśnie Gabriel nigdy do nikogo się nie przywiązywał. Pomijając już swoje głębokie przeświadczenie, że na nikogo nie zasługuje, zwyczajnie uważał, że przywiązanie i uczucie to słabość, na którą on nie może sobie pozwolić. Dopóki trzymał swoich łóżkowych partnerów na dystans i do szczęścia wystarczyły mu luźne, niezobowiązujące relacje, jego życie było nieco mniej pojebane. Co się wydarzyło, że w przypadku relacji z Elim stało się zupełnie inaczej? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, wiedział jedynie, że to wszystko było jednym wielkim błędem, bo koniec końców, po dwóch zajebistych latach i tak został sam, w dodatku obwiniając o to wszystko samego siebie.
- Jasne... - mruknął w odpowiedzi, choć i tak wiedział swoje. Niestety, niełatwo było zmienić poglądy i podejście do życia, zwłaszcza, kiedy miało się na karku trzy dekady w ciągu których doświadczyło się tyłu paskudnych rzeczy co on. Życie zwyczajnie dało mu po dupie zbyt mocno, by uznał swoją chwilę słabości za coś normalnego. Staczał się, był na najlepszej drodze do tego, by stać się drugim Arthurem skoro uznał, że zapicie tak głupiego problemu będzie zajebistym pomysłem. - Mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować. Bywam toksyczny dla otoczenia - stwierdził, a raczej niewyraźne wybełkotał, ponownie podtrzymując się blatu bo świat nagle zaczął wirować mu przed oczami. Te ostatnie resztki zdrowego rozsądku, które mu pozostały podpowiadały mu, że powinien przystopować trochę z piciem, jednak on jak zwykle nie miał zamiaru ich słuchać.
- Bycie starą panną musi być prawie tak samo zajebiste jak bycie wdowcem - stwierdził, i choć brzmiało to jak zwykły pijacki bełkot, Nev z pewnością doskonale wiedziała, jak bardzo poważnie mówi w tej chwili Gabriel. Przecież po wyjeździe z Londynu była jedną z pierwszych osób, które radośnie poinformował o śmierci swojej przymusowej żony, przez całe sześć lat stanowiącej dla niego jedynie niewygodny balast. Zresztą, każdy doskonale wiedział, że Blackthorn i tak nigdy nie traktował tego ślubu poważnie i przez cały czas robił co tylko chciał, zupełnie nie zważając na runę małżeńską. Była tylko formalnością, która nie odebrała mu niezależności. - Wiek to tylko liczby. Wierz mi, po trzydziestce absolutnie nic się nie zmieni - mówił z własnego doświadczenia, sam przez cały czas czuł się tak samo piękny i młody... no i przez cały czas był takim samym chujem. Stwierdzenie, że ludzie z wiekiem stają się coraz lepsi było jednym wielkim kłamstwem. - Za wieczną młodość - zawtórował jej, ochoczo sięgając po alkohol i po raz kolejny zerując kieliszek w takim tempie, jakby zależało od tego jego życie. Zaraz oczywiście zamówił następną kolejkę, i dla siebie i dla Nev, bo choć wiedział, że balansuje na granicy, zwyczajnie nie potrafił się powstrzymać. - To cooo? Jeszcze po jednym i idziemy tańczyć? - mruknął, ponownie unosząc kieliszek do ust. Musiało być z nim naprawdę źle, bo jak wszyscy doskonale wiemy, Gabriel nie tańczył... to chyba był dla Neviny wyraźny sygnał, że Blackthorn mocno przesadził i dla jego własnego dobra lepiej, żeby już więcej dzisiaj nie pił.

Nevina Eaton - 2020-03-25, 16:19

Przywiązanie i uczucia to słabość? Możliwe. Ale była to taka słabość, na którą Nev sobie pozwalała. Może nie zawsze, bo podczas misji wolała zachować profesjonalizm, i nie pozwalała sobie na kierowanie się emocjami, ale w życiu prywatnym sprawa miała się inaczej. Fakt, niejednokrotnie kończyło się to złamanym sercem, dramatem i innymi nieprzyjemnościami, ale takie przecież było życie. Czasem słodkie, czasem gorzkie. Według Łowczyni właśnie to nadawało mu charakteru i niezwykłości. Rozumiała jednak postawę Gabriela, którego podejście do życia było skrajnie różne niż jej własne. Dlatego zawsze go lubiła. Jego zachowanie i podejście do większości spraw tak mocno kontrastowało z jej nastawieniem, że dzięki temu potrafiła spojrzeć na świat z innej perspektywy.
- Gabrielu, znamy się już od tylu lat, że twoje ostrzeżenia nie robią na mnie wrażenia. Mam ci przypomnieć, w jakich okolicznościach się poznaliśmy? – zapytała nieco rozbawiona. Nie zraziło jej negatywne podejście Blackthorna. W końcu była tu po to, by spróbować mu pomóc, a nie po to, by jeszcze bardziej pogłębiać jego depresyjny i negatywny nastrój. Co prawda nie za bardzo wiedziała, jak miałaby tego dokonać, ale zawsze lepiej próbować, niż zostawiać przyjaciół w takiej czy innej potrzebie. A Gabriel ewidentnie w takowej był. Nie miała pojęcia, jak może dotrzeć do towarzysza, bo wszelkie typowe słowa pocieszenia na pewno były w tej sytuacji niewystarczające i brzmiałyby głupio. Nie łudziła się też tym, że sama jej obecność może być pocieszająca. Blackthorn nie był takim typem człowieka.
- Nie wiem, jak to jest być wdowcem czy wdową, ale bycie starą panną niewiele zmienia, jak na moje oko. Zwłaszcza od kiedy nie wisi nade mną groźba zaaranżowanego przez ojca małżeństwa – powiedziała, opierając jeden z łokci na barze i przyglądając się przyjacielowi. Skoro wyszedł na wierzch temat jego przymusowego ożenku, to sytuacja należała do poważnych. Wiedziała, że mężczyzna nie wspomina dobrze tamtych wydarzeń, więc zmartwiła się jeszcze bardziej. – Łatwo Ci to mówić, bo jesteś facetem. Wy nawet w podeszłym wieku macie branie – dodała, a na usta wpłynął jej lekki, asymetryczny uśmiech. To była bolesna prawda. O ile na ogół faceci z wiekiem mieli większe powodzenie, to ona raczej mogła liczyć na odwrotny efekt. Póki co jednak jeszcze trzymała się całkiem nieźle, więc nie narzekała.
Z niepokojem zauważyła, z jaką łatwością przychodziło Gabrielowi wlewanie w siebie alkoholu tego wieczora. I choć pijaństwo często było nieodłącznym elementem ich wspólnych spotkań i egzystencjalnych rozważań o ich pojebanym życiu, to jednak obecna tendencja Blackthorna do błyskawicznego opróżniania kieliszka była złym znakiem. A gdy usłyszała kolejne słowa Gabriela, aż otworzyła szerzej oczy. O nie, to już jawne przegięcie i dobitny sygnał, że dzieję się coś złego. Przecież on nie tańczył! Tak naprawdę nigdy. Nawet gdy był pijany jak polski Janusz w Wielkanoc.
- Wiesz co? Zamiast kolejnego kieliszka proponuję wyjść i się przewietrzyć. Co ty na to? – zapytała, gestem wskazują barmanowi, by chwilowo wstrzymał się z polaniem kolejki. Gabriel na dzisiaj już swoje wypił. Miała jedynie nadzieje, że nie będzie protestował za bardzo i uda jej się wyprowadzić go z baru dosyć sprawnie i bez niepotrzebnego zamieszania.

Gabriel Blackthorn - 2020-03-29, 00:51

Gabriel był wychowany zupełnie inaczej i uważał, że nie może pozwalać sobie w życiu na żadne większe słabości. Kiedyś, za okazywanie jakiejkolwiek słabości przy ojcu dostawał na treningach podwójny wpierdol - najczęściej kończący się mocnymi obrażeniami, które przez pierwsze kilka dni musiały goić się bez pomocy Iratze. To z pewnością miało spory udział w procesie niszczenia mu psychiki, choć przy okazji bardzo uodpornił się na fizyczny ból, więc nie można było doszukiwać się samych negatywnych aspektów. Poza tym nie uważał, że jego podejście do życia jest złe, w końcu dopóki nie okażesz słabości, nikt nie uzna cię za słabego. To działało w bardzo prosty sposób.
- Doskonale pamiętam. I w sumie ostatecznie całkiem dobrze bawiłem się na tej stypie - o tak, z pewnością użył trafnego określenia, bo niemal każdy ślub Nocnych Łowców dużo bardziej przypominał stypę, czemu właściwie trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że większość tych małżeństw jest zwyczajnie wymuszona. Gabriel wolałby chyba umrzeć niż przechodzić przez to piekło po raz drugi - za nic w świecie nie da się kolejny raz wmanewrować w małżeństwo, koniec i kropka. Zresztą, ojciec gryzł piach, matka miała go w dupie, więc podejrzewał, że już nigdy w swoim życiu nie usłyszy podobnie absurdalnych wymagań. Z miłości również nie planował brać ślubu, bo ustaliliśmy już chyba, że kompletnie nie nadawał się do budowania głębszych relacji. Jego jedyną miłością do końca życia pozostanie wódka i tak będzie najlepiej dla wszystkich.
- To najważniejsze. Ten stary kurw może cię teraz cmoknąć w dupę - mowa była rzecz jasna o nikim innym jak o zacnym ojczulku Nev, który spieprzył życie jej, jej siostrze i przy okazji pewnie jeszcze wielu innym osobom. Skoro jednak Nevinie udało się uwolnić spod władzy rodzicielskiej to nic, tylko pogratulować sukcesu. - Pewnie nawet nie dożyję podeszłego wieku - stwierdził, w odpowiedzi na jej kolejne słowa. Choć sam nie liczył lat i przez cały czas czuł się tak samo, jak na standardy Nocnych Łowców nie był już wcale taki młody. Podejrzewał że prędzej niż później zginie w jakiejś walce, tak jak większość, i nawet nie będzie musiał martwić się tym, że ze starości nie daje sobie rady z pewnymi rzeczami. - Powinniśmy korzystać z życia póki możemy - cóż, dlaczego więc sam tego nie robił? Z uwagi na Eliego? To głupie... a jednak w tej chwili nie potrafił się przełamać. Jeszcze nie. Musi minąć trochę czasu nim ponownie będzie w stanie spojrzeć na kogoś innego w taki sposób. Nie spodziewał się, że to stanie się prędzej niż później, wraz z dniem, kiedy po dłuższym czasie spotka swojego starego przyjaciela - nie wybiegajmy jednak zbyt daleko w przyszłość a skupmy się na tym, co było tu i teraz.
- Przerwa na fajkę? - zapytał, patrząc na nią nieprzytomnie. Przerwanie picia by wyjść na dwór oznaczało w jego mniemaniu tylko jedno a że ostatniego papierosa wypalił kilka godzin temu to uznał propozycję Nev za całkiem dobrą. Pomacał kieszeń spodni, by upewnić się, że paczka razem z zapalniczką są na miejscu, a kiedy już wiedział co i jak, ciężko zeskoczył z krzesła, omal nie potykając się o własne nogi. - Dobra, to chodźmy - wybełkotał, wczepiając się w ramię przyjaciółki, co z boku musiało wyglądać przezabawnie... prawie dwumetrowy facet ledwo trzymający się na nogach, opierający się na dużo niższej od siebie dziewczynie. Widok z pewnością warty zapamiętania! Gabriel jednak kompletnie nie przejmował się tym, jak żałośnie w tym momencie wygląda - to był ten stan, w którym nie przejmował się już niczym poza brakiem kieliszka pod ręką. Był jednak święcie przekonany, że spalą sobie spokojnie tą fajkę i wrócą do środka pić dalej, nawet przez myśl mu nie przeszło że Nev ma inne plany i chce odseparować go od procentów na resztę nocy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group