To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Shadows of York

Central - Rustique

Arthur Buckley - 2018-12-25, 15:00

Arthur doceniał wszystko, co robiła Rachel, ale nawet jemu czasem puszczały nerwy, na szczęście nie w sprawach tak prostych jak krzywo złożone majtki, ale musiał odreagować choćby urwany zderzak od Srebrnej Strzały.
Starał się rozumieć, dlaczego Rachel ma żal do alfy, wydawało się jednak, że dziewczyna zbyt łatwo łączyła niektóre fakty, pomijając rzeczywisty powód, dla którego Arthur znalazł się w takiej sytuacji.
- Tracisz mnie przez to znamię, nie Kierana. Zgodziłem się pomóc grupie, więc jestem tak samo winny, jak on. - Starał się wyjaśnić nie wiedzieć który już raz. - Ale czuję się lepiej, Rachel. Może czarnoksiężnik zrobił nam prezent na święta i odpuścił? - Uśmiechnął się do kobiety, nie chcąc, by jej nastrój popsuł się przez nieuważnie wspomnienie osoby alfy.
Moment później pojawił się kelner, który powitał ich i zaoferował karty menu.

Ray Hiddle - 2018-12-25, 15:16

Każdemu przecież zdarzały się drobne wypadki, prawda? Zwłaszcza, kiedy ostatni raz prowadziło się auto bliżej dziewiętnastych, niż dwudziestych piątych urodzin. Na całe szczęście, Buckley boczył się wtedy jedynie kilka dni, które w tamtym momencie trwały niczym najprawdziwsza wieczność!
Ray obwiniała Kierana głównie dlatego, że jej emocje w dalszym ciągu brały górę nad zdrowym rozsądkiem. W końcu każdy wiedziałby, że Arthur miał wiele możliwości. Mógł odmówić i spędzić ten wieczór z nią. Poza tym, były pewne ścieżki życia, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Było to wszystko zbyt świeże, aby mogła spojrzeć na to w inny sposób, niż obecny. Zwłaszcza, kiedy to widziała, jak jej ukochany powoli umierał.
- Nieprawda.- rzuciła niemalże natychmiast, kiedy Wilkołak próbował usprawiedliwić Vaughana. Przecież jej Artie nigdy sam nie naraziłby się na coś takiego! Był dobrym księgowym, jeździł priusem i składał bieliznę w kostkę!
Otworzyła usta, aby zacząć kontynuować swój wywód, kiedy otwarta karta wylądowała przed jej nosem. Z zawstydzeniem uniosła wzrok na obcego mężczyznę, a później na Arthura.
- Napijesz się wina za kolejny rok razem? - zapytała niepewnie, wychylając się znad karty i rzucając mu pytające spojrzenie.
- Pamiętasz w ogóle... jak się poznaliśmy?- kiedy finalnie złożyli swoje zamówienia, Rachel ponownie miała ochotę na wspominki. Sześć lat. Cholera jasna! Przecież to szmat czasu.

Arthur Buckley - 2018-12-25, 16:02

Drobne wypadki kosztowały Arthura prawie sto funtów za naprawę oraz trzy dni bez samochodu, gdy prius został w warsztacie. Dopiero wtedy Arthur przekonał się, że buty, które nosił do garnituru, były diabelnie niewygodne i nie nadawały się do wycieczek na trasie dom-biuro!
- Prawda. - Zacząłby droczyć się z Rachel, gdyby nie kelner, który przerwał rozmowę. Buckley starał się nie tracić dobrego nastroju i nie martwić się o przyszłość, która, zresztą, mogła wcale nie nadejść.
Choć obiecał Rachel, że nie będzie pić alkoholu, wydawało się, że ten jeden raz mógł odstąpić od swoich nowych zasad.
- Bardzo chętnie. - Przystał na propozycję wina. Uśmiechnął się do Ray, gdy ta wspomniała początki. - To było na urodzinach Jamesa. Albo Daniela? - Próbował przypomnieć sobie, który z kolegów wyprawiał imprezę urodzinową. - Bałem się do ciebie odezwać nawet po trzech piwach. - Zaśmiał się lekko.

Ray Hiddle - 2018-12-25, 16:21

Rachel uśmiechnęła się delikatnie, uciekając wzrokiem od mężczyzny.
- To chyba był Daniel. Jego... dwudzieste czwarte, albo trzecie urodziny?- błękitne oczy uniosły się do góry, wodząc po suficie i próbując sobie to wszystko przypomnieć. Ten smród dymu papierosowego, wrzawę tak głośną, że nie było słychać nawet muzyki.
- Do teraz nie wiem jakim cudem pomieścili się tyle osób na tak małym metrażu!- uniosła dłonie i machnęła nimi przed swoją klatką piersiową, chcąc mu przedstawić to tak, jakby nigdy w życiu tam nie był.
- Ilu nas tam było? Z dwadzieścia osób?- wzruszyła zaraz ramionami, milknąc jednocześnie, kiedy to przyszedł kelner i rozlał im po lampce czerwonego, zapewne półsłodkiego, idealnie dopasowanego do zamówionych dań, wina. W momencie, kiedy znów zostali sami, Ray ujęła ją w dłonie i uniosła.
- Kocham Cię i nie wyobrażam sobie bez Ciebie życia. Chciałabym, abyśmy już zawsze byli razem. - miała nadzieję, że uda im się przezwyciężyć tego żerującego na nim potwora.

Arthur Buckley - 2018-12-25, 16:59

- Byliśmy wtedy wszyscy piękni i młodzi. - Zażartował Arthur. I bez problemów takich jak zabijające znamię, mógłby dodać, jednak nie było sensu raz po raz wspominać tego samego. Choć na chwilę mogli zapomnieć, że jego czas się kończy. - Ja byłem ledwie po szkole, zakładałem działalność z siedzibą w domu rodziców, a ty nawet nie zaczęłaś studiów. - Pokręcił lekko głową, jakby nie dowierzając, że taki stan rzeczy miał kiedyś miejsce. - Nie widziałem Daniela od dobrych trzech lat.
Dobrze było czasem tak powspominać. Arthur już dawno nie był na żadnej takiej głośnej, tłocznej imprezie i wcale za takimi nie tęsknił. Parę osób w mieszkaniu raz na miesiąc wystarczyło w zupełności.
- Rachel, będziemy już zawsze razem. Weźmiemy ślub i będziemy żyć. Razem.
Nie wierzył w swoje słowa, ale wiedział, że Rachel potrzebuje takich zapewnień. Dość miał użalania się nad sobą, które miało gorszy wpływ na ukochaną niż na niego samego, a nie pomagało ani odrobinę.

Ray Hiddle - 2018-12-25, 17:38

Rachel zachichotała na jego stwierdzenie, zaraz przykładając palec do ust i otwierając je. Arthur doskonale wiedział, co też takiego jego ukochana miała na myśli: ten okropny aparat na zęby, do którego przyklejało się praktycznie wszystko, co zjadła.
- Kto był, ten był. Przypomnę Ci, że to Ciebie oblegały praktycznie wszystkie panie tamtego wieczoru! Daniel pewnie był wściekły.- stłumiła śmiech, przykrywając usta w taki sam sposób, w jakim robiła to kiedyś. Wstydząc się aparatu i swoich krzywych zębów. Cholera jasna, jak ten czas szybko leciał. Ona również nie utrzymywała z nikim kontaktów. Ani z prześliczną Caroline, ani z Sarah. Nie wiedziała nawet co u Judith, która kiedy tylko dowiedziała się o tym, że Ray spotyka się z Arthurem po prostu urządziła jej awanturę. Nate i Daniel również umilkli, zwłaszcza po tym, jak postanowili uciec do olbrzymiego Londynu.
Jego słowa kiedyś sprawiłyby, że byłaby najszczęśliwszą kobietą na ziemi, o ile nie w całej galaktyce. Obecnie jednak miała ochotę tylko się rozpłakać, bo jej ukochany mówiąc to był naprawdę wymęczony i brzmiał trochę tak, jakby sam w to nie wierzył.
- Tak. Jak tylko wyzdrowiejesz. - życie było krótkie i wciąż niespodziewane. Nigdy nie wiadomo, kiedy nagle może się skończyć. Dlaczego więc mieliby czekać i odkładać tę decyzję? Na kolejne kilka lat?
Ray upiła łyka z okazji toastu.
- Myślałeś kiedyś o tym? Wiesz, jak chciałbyś, aby to wyglądało?-

Arthur Buckley - 2018-12-25, 17:59

Aparat sprawiał, że Rachel wyglądała wyjątkowo, nawet jeśli ona sama wstydziła się drucików na zębach i męczyła się z czyszczeniem. Ale czy nie było warto dla efektu?
Arthur zawstydził się, gdy Rachel wspomniała, jakim powodzeniem się cieszył.
- Wszystkie były pijane, Rachel. - Zaśmiał się na samo wspomnienie. - I to z pewnością bardzo miłe dziewczyny, ale nie byłem w nastroju na amory. Wręcz przeciwnie, chciałem uciekać do domu. Gdybyś mi wtedy nie pomogła, pewnie wyskoczyłbym oknem.
Arthur mógł żartować na temat mało urodziwych, za to bardzo chętnych koleżanek, ale sześć lat temu na domówce u Daniela był przerażony jak nigdy wcześniej!
- Jak tylko wyzdrowieję. - Obiecał, powtarzając po niej. Sam odważył się zamoczyć usta w winie. Tylko jedna lampka, obiecał sobie. W takim stanie nie powinien pić. - Chciałbym, żeby to była skromna uroczystość, Ray. Nie ma sensu zapraszać wszystkich wujków, których widziało się raz w życiu w wieku trzech lat. - Mruknął, rozbawiony samym pomysłem. - Zaprosilibyśmy rodzinę na kolację, a potem wrócili do domu, akurat w czas, żeby obejrzeć jakiś serial. - Żartował dalej.

Ray Hiddle - 2018-12-25, 18:13

Faktycznie, wyjątkowo. Najbardziej dziecinnie ze wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu. Ubrana w luźne spodnie i koszulkę z jakąś grą słów, której już nawet nie była sobie w stanie przypomnieć, w długich włosach, związanych w luźny warkocz. Chuda i niska. Chyba nawet od tamtego momentu niewiele urosła, o ile rzecz jasna nie wsunęła na swoje nogi wysokich obcasów.
- Gdybym wtedy piła, to najprawdopodobniej też bym wisiała Ci na ramieniu.- rzuciła miękko i żartobliwie w jego stronę, ponownie upijając łyk alkoholu, by odstawić zaraz kieliszek na idealnie biały obrus. Prawdą było to, że Buckley od samego początku mógł poszczycić się urodą, której zazdrościł mu nie jeden jego rówieśnik. Gdyby w parze szło choć odrobinę pewności siebie, tak zapewne nawet by na nią nie spojrzał. Wszystkie inne musiały go bardzo mocno zawstydzać. Dlatego hej: niech żyje przeciętność!
- Byłam tak zestresowana, że pomyliłam Twoje imię. Ale wyglądałeś tak nieszczęśliwie, że po prostu musiałam. - inna sprawa, że kiedy już znaleźli się poza zasięgiem chętnych dziewczyn, Rachel zrobiła to, co potrafiła najlepiej- po prostu się zmyła, paląc przy tym cegłę hańby.
- To dobrze, Artie. Nie chciałabym, aby to była jakaś wielka i huczna impreza. Poza tym, oprócz Twoich rodziców i Olliego, nie miałabym kogo więcej zaprosić. - przecież jej rodzina zniknęła z York dobre cztery lata temu. Od tamtej pory kontakt się urwał.
- Znając nasze szczęście, jeszcze będzie mieszkać z nami Oliver. - podpięła się pod żart, wyobrażając sobie, że po ślubie wreszcie powrócą do tego małego i przytulnego mieszkanka, w którym żyli spokojnie, dopóki wszystko się nie posypało. Poza tym, Arthur znał Ray na tyle, aby podejrzewać, że tak obrót sytuacji wcale by jej nie przeszkadzał.
- Jakaś kolacja i do domu. Lubię świętować tylko z Tobą. - i naprawdę chciałaby być jego żoną. Liczyła na to, że będzie miała okazję.

Arthur Buckley - 2018-12-25, 18:37

Rachel wybijała się na tle wszystkich tych panien, które uważały, że zrobiły się na bóstwo, ale przypominały... Arthur sam nie wiedział, co. Był wdzięczny Ray za to, że nie szła za trendami i nie nosiła na głowie platynowego blondu, nie domalowywała sobie brwi na pół czoła i nie nosiła ubrań, które pokazywałyby za dużo. Koszulka z napisem i jeansy były o wiele atrakcyjniejsze od kusych sukieneczek i krótkich topów, które pokazywały brzuch. Szczególnie, jeśli brzucha było za dużo.
- Ramiona mam tylko dwa, a dziewcząt było całe stadko. Ale może znalazłabyś miejsce na kolanie. - Mrugnął do Rachel porozumiewawczo, rozbawiony całą tą rozmową. Zawsze miał powodzenie, ale nigdy z niego nie korzystał. Gdyby tak było, mógłby być już ojcem paru dzieciątek, a każde miałby zapewne z inną panną. Jego koledzy przerabiali taki scenariusz.
- Uratowałaś mi wtedy życie, Rachel. Mam dozgonny dług wdzięczności. - Oświadczył przesadnie podniosłym tonem. Moment później wyłapał jednak błąd w doborze słów. Nie powinien mówić o zgonie.
Rodzice i Ollie jako jedyni goście na weselu? Skromnie, może nawet zbyt skromnie, ale za to zupełnie w ich stylu. Arthur nie miałby nic przeciwko takiem obrotowi wydarzeń.
- Tak. - Zaśmiał się, skupiając wzrok na kieliszku. Zamyślił się na moment, zastygając z uśmiechem na ustach.
Dlaczego nie mogło być tak pięknie? Czy ich marzenia były zbyt śmiałe?

Ray Hiddle - 2018-12-25, 18:52

- Było bardzo kościste w tamtym czasie, Kochanie! Zresztą, na pewno byłaby chętna, co by się ze mną zamieniła.- odparła w podobnym, żartobliwym tonie, jednocześnie błądząc już w kolejnych wspomnieniach. Kiedy to pierwszy raz usiadła na jego kolanach. Byli wtedy w parku i było naprawdę lodowato. Pierwszy raz od dawna, w York nie padał deszcz, a śnieg. W ogóle, to wszystko wydawało się być wtedy takie magiczne. Może to wina tej całej atmosfery? Było wtedy na krótko przed świetami. W radio grały kolędy i nawet w jej rodzinnych włościach pachniało mandarynkami i goździkami. Oprócz tego, każdy wilkołak gustował wtedy w grzanym winie, ale nie mogło to zepsuć wrażenia, że pierwszy raz te święta będą wyjątkowe. Bo będą należeć również do dwójki zakochanych w sobie ludzi.
- Oh. - tak jak i on, tak i ona była wrażliwa na wszystko, co tyczyło się śmierci. Starała się jednak tego po sobie nie pokazywać, dlatego na usta zaraz wtoczył się uśmiech.
- Przesadzasz. To ja powinnam być Ci wdzięczna. Dzięki Tobie jestem szczęśliwa. - przerwała na moment, kiedy to na stół wjechały dania. Dziękując kelnerwi, Rachel wzięła sztućce i życzyła ukochanemu smacznego.
- Myślisz, że Twoi rodzice ucieszyliby się, że wreszcie zdecydowaliśmy się na ten krok?- ostatnim razem coś tam przebąkiwali na ten temat. Widocznie ich powrót do siebie sprawił im ulgę. Gorzej jeśli podnieśliby wyżej poprzeczkę. I skoro ślub już się odbył, to najwyższa pora na to, aby rodzina się powiększyła. Prawda?

Arthur Buckley - 2018-12-26, 10:20

Arthur parsknął, gdy Rachel przypomniała o stanie jego kolan. Dzięki codziennemu bieganiu w jego nogach wyrobiły się ładne mięśnie, ale przez chorobę zaczęły zanikać, a kości ponownie wystawać spod skóry, wbijając się nieznośnie w pośladki każdego, kto chciał na arthurowych kolanach usiąść.
- Teraz tylko ty możesz na nich siadać. - Zapewnił ją, odruchowo klepiąc się po udzie. Wiedział jednak, że będą musieli zaczekać do opuszczenia restauracji, nim Rachel będzie mogła wykorzystać propozycję.
Na szczęście dania już podano.
- Wesołych Świąt, Rachel. - Powiedział, nim zabrali się za jedzenie. - Życzę ci, kochanie, żebyś w kolejnym roku również była szczęśliwa.
Ze mną albo beze mnie, nie odważył się dodać. Poczuł bolesny ucisk w okolicach serca, gdy zrozumiał, że to mogą być jego ostatnie święta. Wydawało mu się, że im bliżej końca będzie, tym bardziej przywyknie do myśli odejścia, tymczasem wydawało się, że co najwyżej wzmaga się w nim panika.
- Oni i tak uznają nas już za małżeństwo. - Wzruszył ramionami. - Ślub to tylko formalność.

Ray Hiddle - 2018-12-26, 12:01

Bywały momenty, w których miała wrażenie, jakby wszystko było takie na siłę. Jakby uparcie odrzucali od siebie myśl o śmierci i robili wszystko, by żyć normalnie. Co było sztuczne i czasami aż niepoprawne. Mimo wszystko- Rachel miała wrażenie, że właśnie tego potrzebuje. Takiego podkreślenia, wyniosłości i dostrzeżenia, że wciąż jeszcze może być normalnie; że musi być.
- Niech ktoś inny by spróbował! Może nie jesteśmy małżeństwem, ale jesteś tylko mój!- już raz była ku temu okazja, chciałoby się rzec, ale uparcie odrzucało nieprzyjemne myśli. Nie tyle, co siadało się na kolanach, ale dotykało jego twarzy. Całowało. Nie chciała o tym pamiętać. Chciała mieć z nim wszystkie przyjemne wspomnienia. W końcu odchodził. Marniał.
- Wesołych Świąt, skarbie. - powtórzyła za nim, delikatnie się uśmiechając. Co, jeśli było to ich ostatnie celebrowanie świąt? Co jeśli w przyszłym roku już nie będzie powodów do świętowania? Zwłaszcza, że oprócz Bożego Narodzenia, mieli swoją rocznicę. Ciemnowłosej rosła gula w gardle.
- W takim razie jestem najszczęśliwsza na świecie. - dodała zaraz, rozdrabniając łososia na swoim talerzu.

Arthur Buckley - 2018-12-26, 12:50

Stwarzanie pozorów nikogo jeszcze nie zabiło, a skoro pomagało zmierzyć się z trudnymi okolicznościami, było jak najbardziej na miejscu. Arthur uśmiechał się do Rachel, oboje byli spokojni... nawet jeśli pod maską szczęścia dalej czaiły się problemy nie do pokonania w ich obecnym położeniu.
- Nikomu innemu nie pozwolę. - Arthur planował nachylić się nad stolikiem, ocenił jednak, że odległość jest zbyt duża, by mógł komfortowo skraść Rachel całusa. To będzie musiało poczekać do końca posiłku.
Arthur nagle zdał sobie z czegoś sprawę. Wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej poważny, odłożył sztućce na talerz i wyprostował się.
- Rachel, przepraszam, uznałem to za oczywiste, ale czuję, że powinienem zapytać ponownie. Rachel, wyjdziesz za mnie?

Ray Hiddle - 2018-12-26, 15:56

Uśmiechnęła się, nieco mocniej wbijając widelec w różowe mięso ryby i kierując je do ust. Teraz już była pewna tego, że sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy. Miała nadzieję, że ta mała pchła pod postacią jego brata, również postanowi odpuścić i da im wreszcie spokój. Pozwoli żyć po swojemu. Razem, tak jak tylko chcieli. U siebie w domu, na szarej kanapie, z kawą i serialami każdego wieczoru. Marzyła o tym, aby na ich palcach wreszcie pojawił się charakterystyczny okrąg ze złota, a ich miłość wreszcie weszła na nowy poziom. By przysięgli sobie, że będą już zawsze razem. I by nawet śmierć ich nie rozłączyła.
Kiedy spoważniał, ona właśnie była w trakcie popijania alkoholem. Jego mina sprawiła, że napój ugrzązł jej w gardle. Zmuszona do tego, aby odkaszlnąć, ułożyła dłoń na klatce piersiowej po czym skierowała na niego swoje jasne spojrzenie. O co musiał zapytać? I dlaczego wyglądał w taki sposób, jakby nagle miał wstać i wyjść?
- Oh!- odczuła nagłą ulgę, gdy zrozumiała o co mu chodzi, roześmiała się, odchylając na moment głowę do tyłu.
- Skarbie. Nie musisz pytać, to oczywiste. Kocham Cię i zawsze będę chciała zostać Twoją żoną. -

Arthur Buckley - 2018-12-26, 17:32

Arthur lubił ich rutynę dnia codziennego, ale czasami tęsknił za przygodami lat szkolnych. Teraz jednak przygód miał już po uszy i jedyne, czego pragnął, to powrót do szarej rzeczywistości. Pracy od ósmej do szesnastej, gotowania obiadu, serialu z Rachel, kładzenia się do łóżka nieprzyzwoicie wcześnie...
Przynajmniej uczucia Rachel pozostawały stałe. Arthur uśmiechnął się, jakby usłyszał najlepszą nowinę tego roku.
- Dziękuje, Rachel. Dziękuję.


Koniec wątku



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group