Przecież poznała już i Sonię, młodą wilczycę, która mimo ciężkiej przeprawy związanej z zostaniem częścią świata cieni była w stanie stać się szczęśliwą osobą, ba, nawet związała się z przyjemnym i wydawać by się mogło, że są szczęśliwi. W końcu młody wilkołak był w stanie nie tylko to zauważyć ale i dotrzeć do myśli siostrzyczki, które mogłyby posłużyć za scenariusz do filmów dla dorosłych. Tak. Niewątpliwie. Kobiety były bardziej zboczone, amerykańscy naukowcy nie kłamali.
- Nie wiem. Tak nie do końca, chyba. - no dobra, wiedział co oznacza patronat, jak to wszystko działa. Nie wiedział jednak jak to się je i skąd w ogóle bierze się ta przypadłość. Więc można było śmiało się pokusić o twierdzenie, że był szczery. Mówił to co wiedział, nie widział nawet powodów dla których mógłby ją oszukiwać.
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to powikłania po chorobie, albo coś w ten deseń. Rodzaj patronatu cechuje raczej naszą zwierzęcą naturę. - i to już były typowe domysły. Jeśli chciałaby się czegoś więcej dowiedzieć o tym wszystkim. To może faktycznie powinna się spotkać i szczerze porozmawiać z ojcem? Tylko w jaki sposób miałby zaaranżować ich spotkanie? Zabrać ją do domu watahy czy może wystarczy, że poda jej numer do ojca? Może powinien poczekać na jakąś propozycję z jej strony? Kto wie, może nawet zabierze go na kawę i ciastko, albo lody?
To nic, na rozmowy o jej przyszłości przyjdzie jeszcze czas. Nigdzie im się nie spieszyło i mieli ogrom czasu, na chwilę obecną posiadali ważniejsze tematy do rozmów – chociażby zniknięcie kobiety z radarów i dość podejrzane zapachy w lokalu. Dlatego też młody wilkołak słysząc uwagę partnerki zmarszczy tylko brwi i zaczął idąc za własnym nosem kręcić się w pomieszczeniu szukając pozostałych, podejrzanych substancji. Miał ochotę powyciągać je wszystkie na stół nieopodal ukochanej i groźnie tuptając pogrozić jej paluszkiem.
- Jesteś uroczą medyczką, nikt nie mówi, że jesteś idiotką. - burknął wyraźnie oburzony jej twierdzeniem, jakby nie patrzeć od zawsze drażniła go dość niska samoocena młodej łowczyni. Młodej, hah. W sumie jak na Nocnego Łowcę była już niczym emerytka, bo ci przecież ginęli zazwyczaj dość młodo.
- Martwiłem się. - prawda, szczera prawda i tylko prawda jak to mówi pewne ludowe powiedzenie. Tylko co z tego, że ten się martwił skoro ona ignorowała ten fakt? Właśnie. I cóż, wszystkie spięcia jej mięśni i tak dalej były dla wilkołaka dość łatwe do wyczucia. Aż miał ochotę nastrzelać jej na goły tyłek i położyć ją spać.
Całe szczęście, że obeszło się bez ofiar w wilkach i nikt nie będzie musiał kleić futerka na kropelkę. Zęby całe, pazurki na miejscu, nikt się nie zmoczył pod siebie. Wszystko tak jak być powinno – na miejscu i tak dalej. Dlatego gdy sama kobieta wróciła do ludzkiej postaci młody wilkołak położył się na brzuchu i obie swoje łapy położył na oczach. W końcu dobrze wychowany, wstydliwy młodzieniec nie będzie podglądać kobiety, która przez sytuację była naga. Nie jej wina, że wilkołactwo wiązało się z ekshibicjonizmem.
I nawet obecność i słowa ojca nie zmieniły jego pozycji. Po prostu jakoś tak dobrze się czuł w pozycji zawstydzonego pieska. No i na pewno wyglądał uroczo, jakby nie patrzeć, niecodzienny widok. W dodatku jego ogonek leżał sobie wzdłuż ciała, nawet miał położone uszka – wskazujące na uległość i sympatię.
Przecież to zrobił. Dał jej ogromną ilość czasu nie zawracając jej nawet głowy. Nie mogła też winić go o to, że w pewnym momencie zaczął się martwić i postanowił sprawdzić co się z nią dzieje. Nie mogła też winić go za drzwi, bo te widocznie musiały być popsute jeszcze zanim złapał za klamkę. Jak to się właściwie stało, że wszedł z nimi do środka? Sam nie wiedział. Może przez stres, lęk, jej zapach w środku, niepewność. Masa czynników mogła przyczynić się do tego, że na ułamek stracić kontrolę nad własnymi emocjami. Co mu się dziwić. Młody, narwany, pełen energii, zagubiony w świecie dorosłych.
Wszystko byłoby pięknie tylko, że kobieta zapomniała o małej drobnej rzeczy. Umawiała się z wilkołakiem, który poza wilczymi atutami potrafił czytać w myślach. Delikatnie mówiąc. Przejebane po całości bo przed takim nie da się nic ukryć. Dlatego gdy tylko odstawił drzwi na ich miejsce odwrócił się w stronę Pii krzyżując dłonie na klatce piersiowej i spoglądając się w jej stronę spod byka. Nie, nie był zły. Raczej martwił się faktem, do jakiego stanu doprowadziła się kobieta. Będąc pupilem lokalnego celebryty podziemnego świata – tak, mowa o Adamie – doskonale wiedział, że ceną za rozluźnienie jest osłabienie psychiki. Tak samo było w przypadku łowczyni, z której mógłby teraz czytać jak z otwartej karty. I może niektóre z wypływających jej myśli nie do końca mu się podobały to jednak akceptował jej przeszłość – pomimo tego jaka ona była. Czemu? Bo to przeszłość kształtuje nasze charaktery, no i nie określa naszej przyszłości, sami jesteśmy panami własnego losu.
- Connor, wilkołak. - i o dziwo jego głos był spokojny, przepełniony troską. Dwa słowa, które miały jej przypomnieć z kim rozmawia. No chyba nie będzie próbowała udawać niewinnej skoro od samych dowodów jej winy aż gęsto w powietrzy? Do tego dochodzą jej wspomnienia, stan i rozbujane serce. A wystarczyło zadzwonić, poprosić o pomoc i porozmawiać. Czy kobiety muszą wszystko komplikować?
Szkoła aktorska polegała w głównej mierze na śmiałości, prawda? Jak wiadomo nie od dziś młody wilkołak niestety bywał śmiały do czasu. Fakt, zdawał sobie sprawę z tego, że jest przystojny. Fakt, uwielbiał flirtować. Jednak problemy pojawiały się w momencie gdy flirt dochodził za daleko. Co z tego, że ostatnim czasem udało mu się przełamać tą barierę z pewną łowczynią, skoro w stosunku do pozostałych przedstawicielek płci pięknej nadal posiadał niesamowicie skuteczny hamulec. Mechanizm obronny tak skuteczny, że przegrzany mózg młodzieńca wyrzucał z siebie rozpaloną czerwień na jego policzki.
- Może jeszcze mam pokazać dowód? Już nie naście, dzieścia, od kilku miesięcy. - chyba bardziej dosadnie nie mógł przekazać, że od jakiegoś czasu dumnie nosi dwójkę z przodu. Poza tym, nawet jeśli chciałaby odebrać to jako atak, zaczepkę, cokolwiek. To czy mogła? Biorąc pod uwagę, że posłał w jej stronę jeden z tych swoich przeuroczych uśmiechów?
Trzeba przyznać, że sama kobieta wybrnęła dość idealnie. Wilk syty i owca cała jak to mawia pewne przysłowie. Nawet postanowił usiąść po turecku opierając się o barierkę dzielącą ich od eksponatu, na którego tle uwiecznił kobietę. Aparat rzecz jasna położył między nogami podnosząc głowę aby mógł spojrzeć na twarz rozmówczyni.
- Patronat półksiężyca dotyczy wilków, które są najbardziej ludzcy. Spokojni, przede wszystkimi. Nagrodą za nie uleganie zwierzęcym instynktom jest dar do odczytywania cudzych umysłów. - tak na wstępie chyba to powinno ją uspokoić? Mógłby wspomnieć, że ojciec posiada podobne umiejętności ale to mogłoby zniechęcić potencjalny nabytek do rozmów z nim. Cholera wie, czy kobieta nie chciałaby czegoś ukryć. - Jedyny, który działa niezależnie od formy. Są jeszcze inne zdolności przeznaczone dla naszych kompanów. Oddziałujące na szybkość, siłę albo regenerację. - czy właśnie nie wytłumaczył tej dość ładnej pani jak to wygląda? Czy po takiej lekcji zasługuje na tytuł profesora Connora? Poza tym celowo użył określenia 'istot' a nie 'ludzi' nie wiedząc ile ta może wiedzieć o świecie cieni i jego mieszkańcach.
//#2 05.19

Od dziwnej wiadomości minęło już trochę czasu, on nawet postanowił dać jej nieco odpocząć. Ani nie dzwonił, ani nie pisał, ani nawet jej nie odwiedzał. Jednak w końcu troska o nią wzięła górę i zmartwiony postanowił sprawdzić co się dzieje. Problem w tym, że po przypadkowych odwiedzinach w jej rejonie natrafił na przeszkodę w postaci zamkniętych drzwi. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie irytacja wilkołaka, która doprowadziła do tego, że ten po prostu wszedł do środka wyrywając je z futryny. Ups. Może powinien bardziej kontrolować swoje emocje i wilcze atrybuty?
Rzecz jasna po przekroczeniu progu nie tylko wyczuł Piankę i podejrzane substancje ale miał właśnie przed oczami obraz nędzy i rozpaczy, którego szczerym będąc wolałby nie oglądać. Skoro już stał trzymając w ręku drzwi kobiety to nic nie mówiąc posłał w jej stronę jedno z tych typowych, pytających wspomnień. Jakby ignorując szkody materialne chciał skupić się na jej zachowaniu – i pomyśleć, że to on był tym nieodpowiedzialnym gówniarzem. Jak widać, kobieta miała problem i potrzebowała pomocy, dlaczego więc usilnie próbowała się od niego odciąć? Jakby był dla niej balastem. Jeśli chciała, żeby przestał się nią interesować, martwić i tak dalej, to czy nie powinna go o tym poinformować łamiąc przy okazji młode wilcze serce? Podobno pierwsze miłości bywały najtrudniejsze, i pomyśleć, że przed młodym Vaughanem jeszcze wiele do odkrycia. Ciekawe jak ten młody mężczyzna sobie z tym wszystkim poradzi.
W sumie bycie skrzydłowym w ekstremalnych sytuacjach wychodziło mu już całkiem przyzwoicie, poza tym dzięki temu miał okazję obserwować i uczyć się jak zachowuje się w takich sytuacjach profesjonalista. Szczerym będąc on sam nie wiedziałby jak podejść do spłoszonego zwierzęcia, jednak jak widać ten dojrzalszy Vaughan nie tylko był bardziej doświadczony ale i przygotowany na wszelkie możliwe problemy. Zdawać by się mogło, że nic nie było go w stanie już zaskoczyć.
Cała ta sytuacja wydawała się być rozwiązana. Skoro kryzys został zażegnany a wilczyca zdawała się toczyć wewnętrzną walkę to ten postanowił również przysiąść na wilczym zadku – blokując nim drzwi. Położył ogon wzdłuż swojego ciała i dość teatralnie ziewnął. Po czym przejechał językiem po pysku i spoglądał się z zainteresowaniem w stronę kobiety.
Trzeba było przyznać, że zajście w domu wilkołaków było dość niespodziewane, można by się pokusić o twierdzenie, że napad kobiety był dość ryzykowny i w całej tej napiętej sytuacji brakowało tylko Bevina, który mógłby cały rodzinny plan wyrzucić do kosza.
No dobra, to, że nie wiedziała jak wygląda jej ojciec wyszło dopiero po chwili. Nie jego wina, że nie sprostowała tego na czas. Jednak nic straconego, skoro dokładnie go obejrzała to nawet wiedział w jaki sposób opowiedzieć jej o staruszku, żeby go w razie potrzeby rozpoznała.
- Tak więc dodaj kilka lat, trochę więcej mięśni i zarost. Vuala. Tak wygląda Kieran. - nawet jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Śmiało mogła po niej wywnioskować, że młody mężczyzna zastanawia się czy ma powtórzyć prezentację. W końcu służył pomocą, dobrym serduszkiem i słodkim, zniewalającym z nóg uśmiechem. Ha!
- I wcale nie taka młoda. - bąknął z przekąsem na komentarz padający w jego stronę. W końcu miał już od jakiegoś czasu dzieścia a nie naście lat. Nie jego wina, że odziedziczył dobre geny i wyglądał dość młodo. Co zabawne dość często w sklepach był proszony o okazanie dowodu.
Na jej kolejne pytania wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem małego dziecka. Po prostu nie dało się go zignorować a on sprawiał wrażenie, jakby próbował ją oczarować do tego stopnia aby przestała zadawać kłopotliwe pytania. Nawet postanowił sobie nieco z niej zażartować. Niewinnie. Jak się okazało.
- A pomyślałaś? - spytał z oczami niczym talerze od zupy zasłaniając usta ręką. Zupełnie jakby był zaskoczony tym zajściem. Ale przecież wiedział o Kieranie, że go nie widziała, no i odpowiedział na uwagę o jego wieku. Zbieg okoliczności? - Całus za odpowiedź. - no dobra. Tego może do końca nie przemyślał ale szczerym będąc nie spodziewał się aby kilka informacji okazało się dla niej wartych ceny. I miejmy nadzieję, że Elena nie zrobi nic głupiego, nic co by chłopaka zawstydziło.
Sama odpowiedź zjawy dawała do myślenia. No ale urażona duma młodzika wzmacniana przez wpływ krwawego księżyca nie pozwalała mu na pozostawienie sprawy o tak. Dlatego wziął dwa głębokie wdechy aby nieco się uspokoić. Powtarzając w głowie kilkukrotnie mantrę – księżyc, słońce, prawda, co dziwnym trafem działało kojąco na jego nerwy. Tak jak Hanka radziła sobie poprzez ból tak mu wystarczyło powtarzanie wspomnianych trzech wyrazów.
- Tak jak język migowy wymaga gestów, tak język morsa wymaga nadania sygnałów, nawet komunikacja niewerbalna zawsze pozostawia po sobie ślad. Poza tym, nie zostawię tu Fao samej. - o! Chociaż za rycerskość zapewne zostanie dość szybko ukarany. Jednak nie mógł pozwolić aby kobieta została sama w tłumie zjaw. Ojciec był dorosły, skoro tylko on mógł przejść to mu pozostawało mieć nadzieję, że będzie mógł dojrzeć chociaż bezpieczeństwa tej niewinnej istoty zanim przywódca wyprawy wróci z odpowiedziami.
Doskonale wiedział, że jako człowiek na nic się zda jego pomoc. Dlatego gdy został zasłonięty przez ojca postanowił pomóc mu w poskromieniu wściekłej kobiety. Gdyby tylko wiedział, że będzie tak problematyczna to najpierw by ją potrącił a potem zabrał na ryby – z betonowymi butami. Zza rosłego wilkołaka wyłonił się cień drugiego, niemalże identycznego – widać było po nim, że jest nieco młodszy od przewodnika. Był drobniejszy, to przede wszystkim. Nadal jednak wiedział, że przede wszystkim nie mogą pozwolić kobiecie na opuszczenie budynku. Dlatego zagrodził jej drogę ucieczki stając pomiędzy nią a drzwiami. Czy w towarzystwie dwóch panujących nad sobą wilkołaków kobieta postanowi wyhamować i przyjmie uległą postawę? Tak jak to winna zrobić potrzebująca pomocy osoba stająca twarzą w twarz, z kimś kto mógł jej faktycznie pomóc.
Sam młody wilkołak wydawał się dość spokojny skupiając się na powierzchownych myślach rodzica. W końcu jako duet o podobnych zdolnościach nie mieli najmniejszych problemów z komunikacją, nawet w zwierzęcych ciałach. Co tylko sprawiało, że byli ze sobą niesamowicie zgrani.
No dobra, może to nie było najmądrzejsze rozwiązanie ale cholera, skąd miał wiedzieć, że wilk ją strzeli? No ale skoro już tego wilka dostała a ojciec spojrzał na niego dość wymownie to ten tylko przewrócił oczami i wzruszył ramionami rozkładając ręce niczym Mojżesz.
- No co? - jeszcze jakby to była jego wina! Przecież kobieta potrzebowała wyraźnie pomocy a on sam chcąc ją wesprzeć postanowił poznać ją z najbardziej doświadczonym wilkołakiem w okolicy. Czy staruszek nie powinien docenić uznania i dość rozsądnej decyzji, którą podjął jego potomek? W końcu nie próbował ratować sytuacji na siłę, nie wiedząc jakby mógł ją oswoić z byciem wilkołakiem, tylko postanowił poprosić o pomoc rodzica. Czy przyznanie do własnej niewiedzy było niczym krok w dorosłość?
I nawet poczuł na sobie karcący wzrok ze strony wilka Kierana gdy zaczął myśleć o popcornie na całe to widowisko. Nawet przeprosił go w myślach robiąc kilka kroków w tył, tylko po to, żeby nie dostać od któregoś z wilków rykoszetem. No ale sami przyznajcie, że wiaderko popcornu do tego pokazu pasowałoby wręcz idealnie!
Jedyne co mógł w tej chwili zrobić to naśladować zachowanie ojca – co też uczynił i mieć nadzieję, że ich posoka nie zostanie wypita albo użyta do jakiegoś mrocznego rytuału. Co jak co, wolałby uniknąć rozmowy z mrocznym sobą albo walki z jakimś dziwnym tworem napędzanym przez jego własną krew. Cholera jasna, czy zjawy musiały być tak porąbane? Czy ta cała wyprawa nie mogłaby przebiegać w knajpie z ciepłą pizzą i zimnym piwem? Prawda, że byłoby przyjemniej?
Nie wiedzieć czemu słysząc swoją zagadkę przez myśli przeszedł mu wizerunek swojego głuchoniemego przyjaciela. Co zabawne, dzięki niemu młody wilkołak nauczył się nawet języka migowego, zbyt zależało mu na utrzymaniu z nim kontaktu aby pozwolić sobie na jego utratę wraz z utratą słuchu przez Leo.
- Migowy? - spytał jakby niepewnie powtarzając automatycznie ten wyraz przy pomocy dłoni. Czemu to zrobił? Jakoś odruchowo. I mógł mieć nadzieję, że właśnie o to chodziło dziwnemu bytowi. Oczywiście, kontrolnie co jakiś czas zerkał w stronę ojca oczekując jakiś dalszych instrukcji.
Robienie wizualnie dobrego wrażenia to zapewne kwestia dobrych genów, aż dziw bierze jak bardzo podobny był do głowy stada. Czyżby teoria zaginionego plemnika nabierała ponownie jakiegoś sensu? Żeby rozwiać wszelkie jej wątpliwości nawet nie musiał zbyt wiele mówić, po prostu uniósł ręce ku górze niczym Mojżesz i dość powoli obrócił się wokół własnej osi – przecież od tyłu nieraz był mylony z Kieranem. No chyba, że kobieta nigdy go na oczy nie widziała to sprawy znacznie bardziej się komplikowały i zostaje jej się domyślać jakie znaczenie miał gest, do którego doszło przed chwilą.
- To po co ja się tak pięknie obracam? - mruknął bardziej do siebie, a może do niej, w sposób zaczepny. O czym świadczył wyraźny uśmiech na twarzy. W końcu przed chwilą sama powiedziała na głos, że nie zna go osobiście a młody wilkołak stracił tylko czas i energię kręcąc się wokół własnej osi. Powiedzmy, że można to było odebrać jako taniec rozluźniający atmosferę – wtedy będzie można śmiało twierdzić, że jego działanie miało jakiś szczytny cel.
- Tajemnica. - odparł wystawiając w jej stronę język i marszcząc w dość komedyjny sposób czoło. - To nie Sonia. - dodał po chwili zupełnie jakby chciał jej dać jasno do zrozumienia, że chętnie pobawi się z nią w zgadywanki. Bo czemu nie? Nigdzie się im chyba nie spieszyło, prawda?
W sumie był trochę rozbity, tak wewnętrznie. Nie do końca wiedział, co ma myśleć o całym tym zajściu jednak ciepłe nastawienie ze strony łowczyni tylko ułatwiało mu odnalezienie się w nowej sytuacji. Jak się okazało nowe nie zawsze znaczy złe, szkoda tylko, że nie wiedział jeszcze z jakimi konsekwencjami przyjdzie mierzyć się kobiecie. Kto by się spodziewał, że jej pobratymcy potrafią być tak mało tolerancji? Na szczęście miała go i dom watahy, miała gdzie się skryć. Istniało miejsce, w którym była doceniania i traktowana z szacunkiem – kto by pomyślał, że dotknięci pewną paskudną klątwą będą posiadać większą zdolność empatii od tych, którzy podobno pochodzą od aniołów.
Do samego procesu smażenia naleśników posadził ją na blacie, tak żeby móc swobodnie wędrować wzrokiem pomiędzy smażonym ciastem a jej oczami. I nawet otrzymała jedno bardzo poważne zadanie. Musiała pilnować słoika z nutellą, w której Connor zdążył zamoczyć palec i zostawić na jej nosku czekoladową plamkę. W następstwie zrobił drugą na jej ustach, które po chwili dość namiętnie pocałował – może i nie miał doświadczenia z kobietami ale kreatywności mu nikt nie odbierze.
Słysząc jej słowa nieco się zarumienił. Jednak na jego twarzy cały czas malował się uśmiech, zupełnie jakby sytuacja z nocy dodała mu nieco pewności siebie, tą niewielką ilość, której mu od zawsze brakowało.
- Ciekawe jak długo dusiłbym to w sobie gdyby nie krwawy księżyc, kolejny dopiero za sto lat. - w sumie dobre pytanie, ile czasu potrzebowałby aby przełamać się do tego stopnia, żeby móc wyrzucić z siebie te dwa magiczne słowa? Tyle dobrego, że teraz nie będzie mieć z tym żadnych kłopotów. Po podrzuceniu kolejnego naleśnika, gdy już usypał z nich na talerzu całkiem przyzwoity kopiec, właśnie wtedy gdy wlał na patelnię resztki ciasta oparł swoje czoło na wargach kobiety.
- I nic się nie zmieniło, nadal cię kocham. - mruknął całkiem niespodziewanie jakby wewnętrznie czując, że to wyznanie – wypowiadane na trzeźwo – będzie miało dla niej więsze znaczenie od kilkukrotnych zapewnień, do których doszło w nocy. I vuala! Śniadanie gotowe, chociaż dwadzieścia naleśników to chyba zbyt dużo na taką kruchą kobietę? Nie jego wina, martwił się o to, żeby nie była głodna, i nawet pomógł jej wrócić na podłogę.
Posiadanie rodzeństwa samo w sobie było dość skomplikowane – tym bardziej, gdy było się rodzinną maskotką nieustannie dręczoną przez dwie przyszywane siostry. Zarówno Sonia jak i Hanka potrafiły być niczym potwory, w najgorszym możliwym znaczeniu tego słowa. Chociaż mimo wszelkich kąśliwości, dokuczań i innych pięknych czynności towarzyszącym rodzeństwu zawsze miał kogoś komu mógłby się wygadać, poprosić o radę albo po prostu pomarudzić. Co dziwne, zawsze do zwierzeń preferował towarzystwo rosjanki wiedząc, że może liczyć na dyskrecję z jej strony.
Rzecz jasna, nie trzeba było być Sherlockiem aby zauważyć, że przez ostatni okres chłopak poświęcał większość swojej uwagi pewnej łowczyni, co wilczyca zapewne była w stanie rozpoznać po kilku runach tu i tam. Nie było też żadną tajemnicą, że zakochany mężczyzna szukał okazji i pretekstów aby namawiać partnerkę na kilka zdjęć, na pamiątkę.
- Nie. Aż tak to nie, jestem zbyt uroczy aby być zboczeńcem. - o! Szczera prawda i tylko prawda, ciekawe tylko czy kobieta zostanie sprzedana przez swoje najpłytsze myśli potwierdzając nieświadomie zdanie Connora. W końcu ten miał dostęp do jej myśli i na pewno postara się wykorzystać jej aprobatę, co do jego urody jeśli takowa będzie miała miejsce. Ciekawe co z tego wszystkiego wyniknie.
- Bo cię nie znam. I chyba szukasz mojego tatę? Znacie się? - w końcu nie było żadną tajemnicą, że myślała i o stadzie i Kieranie, po co miał owijać w bawełnę skoro temat był dość interesujący. Ciekawe tylko skąd, jak, na co i dlaczego. Mógł jej zadać tak wiele pytań, że od ich natłoku aż rozbolała go głowa, przez co został zmuszony do kucnięcia i oparcia się o barierki. Natłok jej myśli też nie działał kojąco na ból.
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo