Sierpień

Kto: Ray Moonwater & Aiden Perrault & Darion Jesse Nestraven
Gdzie: Charka na skraju lasu
Opis: Oględziny miejsca znalezienia rozkładających się zwłok kilku lub kilkunastu osób
Data: 08/06/2019
Status: ZAKOŃCZONE

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr
Status: TRWA/ZAKOŃCZONE

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr



Retrospekcje

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr
Darion na wielkie jego szczęście zaczął oględziny miejsca zdarzenia ale poza chatka pełnej zupy z ciał. Chodził spokojnie wokół terenu i czegoś zawzięcie szukał co mogłoby ich naprowadzić na jakiś ślad czy jakikolwiek trop prowadzący do rozwiązania tej zagadki. Owszem wolał pracować na świeżym powietrzu niż w środku ale przeszukanie samemu tego terenu nie było najłatwiejszym zadaniem. Był tak pochłonięty przeczesywaniem centymetr po centymetrze terenu wokół miejsca zbrodni, że nie docierało do niego nawet co inni mówili. Owszem słyszał komentarz Ray o śladach stóp, butów czy też łap ale sądząc po ilości zwłok w chatce mogły one zostać zadeptane. Jednak coś tam znajdował i co jakiś czas wyciągał telefon by pstryknąć zdjęcie. Znalazł też parę strzępków sierści czy też ubrań ale nie wiedział czy to ich do czegoś doprowadzi.
Gdy wreszcie miał udokumentowane całe miejsce zdarzenia spojrzał zarówno na czarownika jak i na Ray.
- Zdjęcia prześlę ci później na telefon byś sama mogła na to spojrzeć. Owszem znalazłem kilka śladów i kilka interesujących strzępków. Może uda ci się odczytać coś z tego. Powkładałem do woreczków strunowych z opisem miejsca znalezienia i datą. A teraz państwa przeproszę. Będę czekać w aucie Ray. – stwierdził i po prostu oddalił się w stronę pojazdu. Woreczki strunowe włożył tam gdzie było ich miejsce po czym wsiadł do pojazdu i czekał na Ray. Wiedział, że musi się uspokoić ale stanie się to pewnie dopiero po znalezieniu się w Instytucie.

/Ray jak już wsiądziesz do samochodu to możesz dać tez z/t Darionowi.
Darion w spokoju starał się obserwować zachowanie czarownika jak i pani Patolog zastanawiając się kiedy będzie musiał interweniować. Jakoś nie chciał wywoływać jakichś konfliktów na linii Czarownicy oraz Nefilim ale podejrzewał, że nieodpowiedzialne wejście kogokolwiek gdy on wykonywał swoje zadania skończyłoby się o wiele gorzej niż tylko opierdolem. W gniewie Darion czasem przesadzał i reagował instynktownie. Nawet bardzo instynktownie, a wyuczone i wyćwiczone ruchy dawały o sobie znać. Ile to razy przypadkiem pacnął kogoś końcem swojego bicza tylko i wyłącznie dlatego, że raczył go pouczać… No ale to nie było teraz najważniejsze. Czarownik może i zrobił głupstwo lecz jednak zamaskował ten smród ale też zanieczyścił miejsce zbrodni czy jak tam to co nazwać więc rozumiał Ray. Jednak gdy usłyszał podniesiony głos i jakieś wyrzuty ze strony Maga natychmiast odwrócił się w jego stronę i zmierzył go wzrokiem.
- Wiesz my najpierw działamy, a później zadajemy pytania. O ile jeszcze jest komu. A tutaj raczej ta zupa nic nam nie powie chyba, że znasz jakieś czary, które sprawią, że te flaki do nas przemówią. Mamy zbadać to miejsce i dowiedzieć się jak najwięcej o tym co tu się mogło stać. Nie mamy na razie żadnych informacji. A nawet gdybyśmy mieli czemu mielibyśmy je tobie podawać, bo tak chcesz? – zapytał i stanął pomiędzy Czarownikiem, a Ray. Cóż teraz zadziałał instynktownie. Zadziałał instynktownie. No ale to zawsze lepsze niż wyprowadzenie kogoś skądś siłą, a takie metody też były w szerokim wachlarzu interwencji Nestravena. Ok, może i sam ryzykował niektórymi swoimi zachowaniami wściekłość mężczyzny lecz skoro ktoś go o coś poprosił wolał to wykonać także reakcja szanownego pana Aidena dość mocno go zdziwiła. Przecież nawet nie użył siły. Sam nie wiedział jakie bakterie lub inne paskudztwa mogły kryć się w tej chatce także to co mówiła Ray wydawało się logiczne dla Dariona. Jednak analizując słowa Czarownika zaczął się zastanawiać czemu ma go nie dotykać. Czy kurwa szanowny pan Podziemny ma z tym jakiś problem czy też chodziło o przestrzeń osobistą, która w tym momencie akurat Jesse’yego nie obchodziła. Ok, gdy smród ponownie buchnął od strony chatki Nefilim musiał mocno się spiąć, by nie zwymiotować ale Darion postawił sobie za punkt honoru, że tego nie zrobi.
Na fochy czy też występ teatralny lub też operowy, jak zwał tak zwał, wzruszył tylko rękoma i z nie najpiękniejszym uśmiechem na twarzy złożył ręce do oklasków. Czt chciał kogoś urazić… Nie? On po prostu idąc za tokiem rozumowania pani koroner twierdził, że do występów w takich gmachach jak teatr czy opera to stojący przed nim czy już za nim mężczyzna się nadawał. Owszem w końcu zorientował się, że Aiden stoi za nim i błyskawicznie odwrócił się w stronę wejścia do chatki.
- Tak… Ten świat można powiedzieć pełen jest psychopatów gdyż nikogo nie można uznać za normalnego. Także im szybciej się dowiemy co to zaszło tym prędzej będziemy mogli zlikwidować chociaż jednego z nich. – stwierdził nie okazując żadnych emocji. No w końcu może wreszcie pozwolą mu działać i robić to do czego został stworzony lub też to co było jego przeznaczeniem. Słuchając dalej wywodów czarownika i Ray zastanawiał się jak to możliwe, że pani Koroner jeszcze nie ustrzeliła Aidena swoim toporkiem. Na wzmiankę o zapachu lekko wzruszył ramionami. Nie znał się na tym i dla niego każdy zapach byłby dobry jeśli maskowałby smród jaki wydobywał się z chatki. Było mu to naprawdę obojętne.
Na szczęście ostatnia wypowiedź Ray ucieszyła go i to dość mocno. Tak szukanie śladów może nie było jego ulubionym zajęciem ale wówczas mógł się skupić na czymś innym niż próbowanie rozkminić przyczyny tej masakry.
- Ok. Obejdę to miejsce i zobaczę co uda mi się znaleźć. Powiedz mi tylko co może być dla ciebie przydatne. Resztą się zajmę. – stwierdził spokojniej i zaczął się rozglądać po ziemi nie odchodząc na razie na odległość głosu od pani Koroner.
Tak… Po co w ogóle on pytał o takie rzeczy. W końcu im mniej się wie tym lepiej, ale w tym wypadku i w obliczu masakry jaką zastali w chatce wyjaśnienia się przydały. Co prawda po suchych faktach nie było za łatwo rozwiązać zagadkę ale można było spróbować dojść do sprawców mordu. Chociaż w tym smrodzie nie dało się pracować.
- No dobrze rozumiem twój sposób i tok rozumowania jednak czasem młodziaki też powinni zobaczyć jakie misje będą być może kiedyś wykonywać. Ale sądząc po smrodzie pewnie połowa byłaby zielona już po wyjściu z auta, a do chatki by w ogóle nie podeszli. – mówił co jakiś czas przełykając ślinę by nie puścić pawia. Nie byłoby to ani profesjonalne ani na miejscu. Cóż zupa czy też potrawka z rozkładających się trupów wcale nie zachęcała Dariona do wejścia do środka, ale z daleka raczej nie mógłby pracować więc walcząc z samym sobą i własnym organizmem zbliżył się i jeszcze raz rozejrzał dookoła.
- Sądząc po ilości ciał, a raczej ich pozostałościach to podejrzewam, że mógłby to być albo czyjś składzik, wiesz mało to psycholi, którzy lubią trzymać swoje ofiary, aby napawać się ich widokiem, albo po prostu ci nieszczęśnicy znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie. A co do teorii to była ona pierwszą jaka wpadła mi do głowy. – powiedział i nie skończył gdyż obok nich pojawił się nagle mężczyzna. Nestraven odruchowo sięgnął po swój bicz jednak nie wykonał żadnego ruchu, gdyż mogłoby być to uznane za atak na nieuzbrojonego podziemnego. Widząc jego „wielkie wejście” albo raczej wielkie chlupnięcie w ciało tylko lekko pokiwał głową ze zdziwieniem. Słyszał tyle o czarownikach ale nie przypuszczał, że mogą przypominać słonie w składzie porcelany. No ale nie zdążył nic powiedzieć gdy nowo przybyły „ozdobił” miejsce zbrodni wielokolorową zawartością żołądka. Smród jaki towarzyszył efektownemu pojawieniu się mężczyzny o mało nie spowodował takiej samej reakcji u Nefilima, na szczęście Nestraven jakoś się od tego powstrzymał. Słysząc natomiast kolejne słowa Ray odgrodził ją od czarownika i lekko wypchnął go z chatki pokazując kierunek, w którym powinien się udać. Owszem nie uśmiechało mu się być niańką ale skoro i tak nie miał tutaj co robić to wolał się oddalić od miejsca masakry pachnącego jakimś kwiatowym zapachem i móc odetchnąć innym powietrzem.
- Tu masz wszystko o czym mówiła Ray. Ściągnij buty i spodnie, a potem wracamy tam i staramy się nic więcej nie uszkodzić. – powiedział spokojnie choć widać było, że wolałby zostać przy aucie. Niestety cała ta sytuacja w chatce nie dała mu spokoju. Zostawił więc czarownika samego i wrócił do chatki. Uważając na całą to chlupoczącą masę zgniłego i zarobaczonego mięsa wzruszył tylko ramionami.
- Cóż możesz mieć rację jednak mnie dalej zastanawia, a raczej zastanawiał ten spalony wisielec. No po prostu coś mi tu nie gra. Ale może to on to zrobił, a później sam się podpalił nie dopuszczając ognia dalej… – powiedział próbując coś mądrego wywnioskować z tego co widział.
Darion przez wielu był uważany za gbura i kabla po tym jak przyprowadził do Instytutu dwie zbiegłe dziewczynki. Cóż rozumiał ich motywację jednak niestety cała sprawa musiała trafić przed oblicze szefowej Instytutu więc większość Nocnych Łowców go po prostu unikało. Owszem może paru zamieniło z nim parę słów i tylko na brata zawsze mógł liczyć. Akurat zamierzał iść potrenować gdy usłyszał pukanie do drzwi. Ubrał na siebie jakąś koszulkę i otworzył. Jednak zamiast zaprosić gościa do środka kompletnie zdębiał, a gdy jeszcze się dowiedział, że ma towarzyszyć Ray na jakiejś misji lekko podrapał się w głowę. Ale skoro szefowa Instytutu uważała, że należy go tam posłać nie zamierzał protestować. Wreszcie wpuścił panią Koroner do pokoju, sam przygotował się do misji zabierając oczywiście swoją ulubioną broń, czyli bat, jedno długie i jedno krótkie serafickie ostrze, stellę, sensor i magiczne światło, po czym obrzucił pokój pobieżnym spojrzeniem. Wziął z szafy buty przypominające glany sięgające Łowcy do dwóch trzecich łydki i swoją ulubioną skórzaną kurtkę po czym razem z Ray opuścił Instytut. Nie spojrzał nawet na innych przebywających w tym czasie w pomieszczeniu głównym Nefilim, tylko przeszedł jak burza do wyjścia i wsiadł do zaparkowanego pod bramą samochodu. Tam wreszcie poczuł się swobodniej.
- Dzięki, że wyciągnęłaś mnie z Instytutu ale powiesz mi czemu zawdzięczam ten zaszczyt i gdzie jedziemy? – zapytał patrząc w przednią szybę samochodu. Nie wiedział o co dokładnie chodziło, bo nikt go nie wprowadził w zadanie. Miał jednak nadzieję, że Ray podzieli się z nim szczegółami. Jednak dopiero jak wysiadł z samochodu i poczuł ten smród lekko się skrzywił.
- Kurwa mać. Co tu się odjaniepawla? Co to za zapachy jakby ktoś wydalił wszystkie wnętrzności z siebie przez odbyt i zapomniał posprzatać po sobie? – zapytał, bo i jego ruszył ten zapach i miał trudności z utrzymaniem lekkiego posiłku jaki zdążył zjeść przed wyjściem z Instytutu. – Wiesz ja nie znam się na wnętrznościach więc chyba większość zadania należy do ciebie. Ale jak mi powiesz co i jak to mogę ci pomóc. – dodał wzruszając ramionami. Naprawdę był lekko zobojętniały na śmierć szczególnie, że wielokrotnie ja zadawał. Niestety, gdy pani Patolog otworzyła drzwi to i Darion musiał się odwrócić i kilkukrotnie przełknąć ślinę, by nie puścić pawia na sam zapach. W środku musiała się rozegrać niezła jatka. Nie rozumiał tylko tego całego, krwawego bałaganu z gnijących wnętrzności, krwi, kości, pleśni i robaków. Niezła zupa z trupów i ich ciał. Co tu się kurwa stało i czemu ten spalony trup wisi, a jeszcze nie spadł. zaczął się zastanawiać i z chustką przy ustach i nosie zaczął szukać źródła ognia. Jednak jak na razie żadnego nie mógł znaleźć, a ta breja skutecznie to utrudniała. Oczywiście nie miał zamiaru komentować wymiotów pani Koroner, on sam się zastanawiał ile wytrzyma w tym smrodzie.
- Coś mi się tu cholernie nie zgadza. – powiedział patrząc na spalonego truposza. – Ślady krwawej masakry są wszędzie ale nie wiem czy zauważyłaś nigdzie nie ma ani śladu ognia. Więc ten spalony wisielec mógł to albo zrobić i nie zdążyć się schować przed słoneczkiem, albo ktoś go podpalił już po popełnieniu tego mordu. – powiedział analizując to co widział w chatce jako miejsce zbrodni. Cóż nie wiedział kto może im pomóc zapanować nad tym smrodem ale skinął głową, że się zgadza. W końcu to bardzo ułatwi samą identyfikację czy też pracę Ray. No bo czy była tu robota dla niego nie wiedział. Chociaż może i się do czegoś przyda. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to szło. Tylko dlatego czarnowłosy nie odszedł jeszcze od chatki by poszukać jakichś innych śladów.
Postaci: {DArion Jesse Nestraven
Termin nieobecności: od 20/07/2019 do 30/09/2019
Powód: Posty będą się pojawiac. Jednak nie czuję się zbyt dobrze od kilku dni. Jak już dojdę do siebie to będę miała kilka wyjazdów. Więc mam nadzieję, że mogę wziac nieobecnośc na tak długi okres czasu.


~ Dodane
Runy stałe: Enkeli, Voyance
Runy czasowe: Glamoure(III) – [2/9], Dexteritas(III) – [2/9], Farsighted(III) – [2/9], Precision(III) – [2/9]
Runy niedokończone: Iratze
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

No proszę znalazły się dwie buntowniczki. To się nie podobało Darionowi. Owszem rozumiał postępowanie jednej z dziewczynek jednak stwierdzenie, że mają broń wywołało uśmiech na twarzy Nestravena. Lecz jednak doskonale wiedział, że Nocni Łowcy bez przejścia Ceremoni nadania pierwszych run nie mogli sami wychodzić poza jego teren. Naprawdę chciał być wobec tych dwóch dziewczynek pobłażliwy ale nie mógł. Najpierw jednak spojrzał na małą czarownicę. Owszem ona miała jak to się wyraziła jedna z nich broń w postaci magii i rzeczywiście mogła się obronić ale była jeszcze młoda i wychodzenie z Instytutu samemu nie była dobrym pomysłem. Darion westchnął ciężko i przyklęknął przy nich.
- Owszem masz rację, przez bramę byłoby szybciej i bezpieczniej jednak choć nie chcę tego robić muszę z wami pogadać o niebezpieczeństwie na jakie się naraziłyście. Dlatego spacer będzie najlepszą formą powrotu. – powiedział stanowczo do małej czarownicy. Ok, wiedział, że tembr i ton jego głosu nie będzie za bardzo przyjazny no ale co miał zrobić? Puścić płazem złamanie regulaminu. Żałował, że nie ma z nim brata. On na pewno wymyśliłby jak dotrzeć do dziewczynek. Lecz Darion nie nadawał się do spokojnych rozmów z kimkolwiek. On raczej nie zadawał pytań tylko od razu skracał o głowę i jeśli ktoś przeżył wtedy przechodził do rozmowy. W głowie miał mnóstwo słów, które powinien im teraz powiedzieć ale nie wiedział nawet od czego zacząć i traf chciał, że druga z dziewczynek podsunęła mu temat do pogadanki.
- Masz broń… A jaką? – zapytał po części znając odpowiedź. W końcu kojarzył tą dziewczynkę gdyż widział ją nie raz w Instytucie i z tego o pamiętał niedługo miała dostać swoje runy. Naprawdę był ciekaw jej odpowiedzi. W końcu Serafickie ostrze słuchało tylko Nocnych Łowców, a Tequila jeszcze nim nie była więc Darion naprawdę zdziwiłby się gdyby broń posłuchała tej dziewczynki. Po czym wysłuchał jej wypowiedzi i lekko pokręcił głową.
- Ok, rozumiem, że chcesz znaleźć swojego tatę, ale powinnaś to zostawić dorosłym. Widzisz nie wiesz jakie niebezpieczeństwa mogą się czaić na ulicach szczególnie w nocy. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że naraziłaś siebie i swoją koleżankę na wielkie niebezpieczeństwo. Widzisz wielu z podziemnych nie bardzo lubi naszą rasę i spotkanie z nimi może się źle skończyć. Nie mówię już o samych demonach z nim i mogłybyście sobie nie poradzić. Dlatego musicie zrozumieć, że jeśli ktoś ustala jakieś zasady, robi to tylko dla dobra naszej społeczności. Nie możemy sobie pozwolić na stratę młodych Nocnych Łowców. A teraz niestety muszę was zabrać do Instytutu i jeśli nie chcecie bym was zmusił do powrotu, to współpracujcie ze mną. Błagam. – powiedział i jakby od niechcenia położył rękę na rękojeści bicza. Nie chciał go używać ale nie wiedział czy nie będzie musiał.
Runy stałe: Enkeli, Voyance
Runy czasowe: Dexteritas (III) – [3/9], Farsighted (III) – [3/9], Glamour (III) – [4/9], Heightened speed (III) – [3/9], Precision (III) – [3/9]
Niedokończone: Iratze,
Ekwipunek: Stela, serafickie ostrza [2], bicz ze srebra i elektrum, sensor, magiczne światło

Darion patrzył na miejsce gdzie uderzył jego bicz. Nie wierzył w to ci się wydarzyło. Owszem to, że jego brat pierwszy dosięgnął demona nie było dla niego niczym dziwnym, jednak on miał nadzieję się bardziej przyczyni do ubicia tego demona. Przez chwilę stał w osłupieniu i nie wiedział co miał zrobić. Owszem cieszył się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane ale według niego za prosto i za łatwo im poszło. No ale skoro sensor ucichł to był znak, że demon został odesłany do otchłani, a zagrożenie zniknęło. Cieszył się nawet, ze ani on ani jego brat nie ostali ranni. Po czym rozejrzał się po ulicy i jego wzrok padł na ciało nastolatka.
- Wiesz co mam lepszy pomysł. Gdy sensor się uaktywnił nie widzieliśmy demona. Może powinniśmy zabrać ciało do instytutu, by być pewny, że ten zabity nie był nosicielem demona. Nasz patolog powinien się na takich sprawach znać? – zaproponował, aczkolwiek nie był pewny czy to był dobry pomysł. Owszem zatuszować prawdziwą przyczynę zgonu musieli ale może takie sprawdzenie nie byłoby głupim pomysłem.
Runy stałe: Enkeli, Voyance
Runy czasowe: Glamoure(III) – [1/9], Dexteritas(III) – [1/9], Farsighted(III) – [1/9], Precision(III) – [1/9]
Runy niedokończone: Iratze
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

Tego dnia Darion nie miał zbyt wiele obowiązków. Owszem gdyby został w Instytucie z pewnością coś by się znalazło, ale Nestraven potrzebował jednego dnia dla siebie, by pomyśleć o tym wszystkim co się wydarzyło i o czym się dowiedział. Nie chciał trenować, gdyż wówczas nie analizował stanu swojej wiedzy tylko skupiał się na wykonywaniu perfekcyjnie ćwiczeń i zaplanowanych kombinacji oraz sekwencji ruchów, aby doprowadzić je do perfekcji. Dlatego wolał wyjść z Instytutu i po prostu powłóczyć się po mieście. To o wiele bardziej sprzyjało temu, aby Jesse na spokojnie przemyślał parę spraw, a niestety miał ich sporo do przemyślenia. Przecież jeszcze na początku miesiąca nie wiedział, że ich kuzynka, Sena się odnalazła, nie miał pojęcia o planach brata oraz nie wiedział o zachowaniu i bardzo nieładnym potraktowaniu najmłodszej latorośli z jego rodziny. Owszem niektóre sprawy napawały go optymizmem, inne lekkim niepokojem, a pozostałe po prostu były dla niego niezrozumiałe dlatego powiadomił Szefową Instytutu, że wychodzi poza teren, aby się przejść. Oczywiście obiecał, że będzie miał przy sobie zarówno komórkę jak i skaner oraz broń i stelę, chociaż Nestraven nie spodziewał się kłopotów na tym spacerze, to jednak przezorny był zawsze ubezpieczony. Dlatego też zanim opuścił bezpieczne mury wziął swoją ulubioną broń jak zwykle używając jej jako „ozdobnego” jak i zabójczego paska do spodni, przez plecy przewiesił sobie serafickie ostrze, a do kieszeni włożył zarówno magiczne światło, skaner, stelę i oczywiście wyciszoną komórkę. Na skórę naniósł runę Glamoure, by ukryć swoją osobę przed przyziemnymi, runę Dexteritas, znak Farsighted, oraz znak Precision. Dołożył do tego też niedokończoną runę leczącą. Tak przygotowany opuścił Instytut.
Przechadzał się po ulicach i uliczkach Yorku obserwując życie Przyziemnych i zastanawiając się nad tym jak oni zareagowaliby na wiadomości, o których on dowiedział się tak niedawno. Owszem nie był w ich skórze więc nie miał pojęcia jak mogliby na takie coś zareagować. Niby wyglądało na to, że Łowca jest spokojny lecz w jego głowie szalał sztorm informacji i możliwych scenariuszy jak się to może potoczyć i pewnie rozmyślałby dalej lecz coś przykuło jego uwagę. Ten widok nie za bardzo mu się spodobał ale, że nie był do końca pewny czy go wzrok nie myli więc zaczął iść w kierunku dwóch na oko dziesięcioletnich dziewczynek. Zbliżając się do nich jego rysy twarzy coraz bardziej tężały, a oczy zaczynały wyrażać coś na kształt gniewu. Gdy był już na tyle blisko, by potwierdzić swoje obawy zatrzymał się przy dwójce dziewczynek i pokręcił głową.
- Wiem, że świat za murami Instytutu jest interesujący, ale do cholery co wy tu robicie? Dla czarownicy i niewyćwiczonego Łowcy to bardzo niebezpieczne miejsce. Wytłumaczycie się łaskawie i jeszcze jedno. Wracamy natychmiast do Instytutu. Ale na piechotę, by odechciało się wam wymykać. – powiedział dość ostrym i szorstkim tonem. W końcu musiał opieprzyć dziewczynki, ale doskonale pamiętał samego siebie w ich wieku i dlatego zdecydował się odstawić je do Instytutu wolniejszym sposobem ale podczas tego spaceru chciał poznać ich motywy działania.
Lipiec

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr
Status: TRWA/ZAKOŃCZONE

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr
Status: TRWA/ZAKOŃCZONE

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr



Retrospekcje

Kto: Kenrick Seymour & Darion Jesse Nestraven
Gdzie: Stary cmentarz na obrzeżach York
Opis: Odpoczynek od obowiązków i bardzo nieprzyjemne spotkanie z wampirem.
Data: Lipiec' 18
Status: TRWA

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr

Kto: postać & postać
Gdzie: nazwa lokacji
Opis: txt
Data: dd/mm/rrrr
Nimat?
różowa torebka
Darion czekał na ten dzień jak na swoją ceremonię run. Wreszcie po miesiącu wytężonej pracy miał wolne. Jeden dzień ale zawsze coś i nie należało się tym nikomu chwalić. Oczywiście Darion nie wybrał się na wolne bez sensora czy też bez komórki, która chociaż była ustawiona na wibracje to jednak można było się z nim skontaktować. Lecz Nestraven nie powiedział nikomu gdzie tak właściwie się udał odpoczywać. Owszem parę osób się o to dopytywało ale nie otrzymali żadnych informacji od Dariona. W końcu on mógł być na jakiejś tajnej misji i nie musiał się nikomu tłumaczyć gdzie idzie. On musiał się tylko tłumaczyć szefowi Instytutu. Tak więc nie niepokojony przez nikogo mężczyzna po prostu wyszedł z budynku Instytutu i udał się w stronę przedmieść Yorku, do jednego z ulubionych miejsc Nestravena. Oczywiście ten, kto poznał chociaż trochę tego Nefilima nie byłby zdziwiony widząc Dariona wchodzącego na teren starego cmentarza i idącego pomiędzy nagrobkami do jednego ze starych drzew, które chyba musiało być kiedyś trafione przez piorun. Mężczyzna wskoczył na nie z lekkością i usiadł na swoim ulubionym konarze, który był rozwidlony w taki sposób, że Darion mógł bez trudu utrzymać się i bardzo wygodnie usiąść na nim. Nestraven był ukryty wśród liści więc jeśli nikt nie podszedł blisko jego drzewa nie miał możliwości go zauważyć. Owszem może i Jess miał dzień wolny ale nie oznaczało to, że był całkowicie bezbronny. Miał przy sobie serafickie ostrze i swój ukochany bicz jak zwykle opleciony wokół jego bioder. Przecież nigdy nie wiadomo co mogło spotkać samotnego Nefilima w świecie Przyziemnych. Ze swojego punktu obserwacyjnego przyglądał się krzątającym się czasem koło nagrobków niczego nieświadomych ludzi, a nawet czasem zauważał inne istoty, których istnienia nie byli świadomi inni śmiertelnicy. Oprócz broni Darion miał przy sobie również stelę. Po chwili obserwowania tej spokojnej okolicy Nestraven oparł się o pień i przymknął oczy. Nie znaczyło to jednak, że całkiem stracił czujność. Jego wyćwiczone ciało i mięśnie mogły zareagować w każdej chwili, a tylko wprawny obserwator mógł zauważyć, że mężczyzna cały czas trzymał lewą rękę na rękojeści swojego bicza, by w razie potrzeby ochronić się przed niespodziewanym atakiem.
Runy stałe: Enkeli, Voyance
Runy czasowe: Dexteritas (III) – [2/9], Farsighted (III) – [2/9], Glamour (III) – [3/9], Heightened speed (III) – [2/9], Precision (III) – [2/9]
Niedokończone: Iratze,
Ekwipunek: Stela, serafickie ostrza [2], bicz ze srebra i elektrum, sensor, magiczne światło

Darion mijał przyziemnych jak słupki w slalomie. Zresztą nie było to takie trudne jak się wydawało. W końcu takie ewolucje trenował już od dzieciństwa. Miał tylko nadzieję, że jego plan zaskoczenia demona wypali. Gdy minął ostatniego Przyziemnego chwycił rękojeść bicza i zaczynając obrót wokół własnej osi wyciągnął swój ulubiony oręż. Podchodził powoli do demona rozkręcając coraz szybciej bicz. Wreszcie gdy był pewny, że końcówka osiągnęła odpowiednią prędkość lekko szarpnął nadgarstkiem, by zmienić ruch bata z kołowego na prosty i zaatakował. Jednak nie trafił. Zdekoncentrował się w ostatniej chwili. Wykonując ostatni obrót wokoło własnej osi źle stanął i tor lotu końcówki bicza chybił cel o parę milimetrów. Nefilim zaklął szpetnie i kończąc ruch przyklęknął na jednym kolanie czekając na kolejną szansę na atak.
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo