//z wejście do Instytutu

Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agility, Technique (działanie 2 sesje)
Runy czasowe:
Ekwipunek: skradziony

Dla Dariona było to proste odróżnić jednego Verlaca od drugiego. W końcu z jednym był na patrolu i mógł wysłyszeć różnicę w sposobie wymowy i w sposobie bycia. Jednak być może Jayden o tym zapomniał. Może to i dobrze, bo jak na razie Nestraven nie zamierzał się tłumaczyć gdzie się podziewa Xavier. Tego nie wiedział i choć cały czas był nieufny w stosunku do członków rodu Verlac, to jednak podświadomie wiedział, że Zastępca Dyrektora chce mu pomóc. Może i runa, jaka nałożyli na niego członkowie The Cohort działała jednak nie była w stanie przyćmić umysłu, który przeszedł ćwiczenia w Scholomancji. Jednak na niego też oddziaływała ale działanie mogło być osłabione.
- Zostaliśmy wzięci w dwa ognie na ulicy w Centrum York, przez członków The Cohort. – powiedział. Owszem sam się niepokoił o to, że ani Tequila, ani Charlotte nie wróciły choć samo wspomnienie córeczki wywołało nieprzyjemny dreszcz na jego skórze. Doskonale pamiętał słowa członków Kohorty i bardzo mu się one nie podobały, bo skoro Jeffrey żył to kim mógł być w tej organizacji. Z tyłu głowy zaświtało mu, że Przywódcą i kolejny zimny dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie. To nie możliwe… myślał ale jakiś cichy chochlik podpowiadał mu cały czas, że to prawda. Miał tylko nadzieję, że dziewczynka się znajdzie i wszystko się wyjaśni. A przynajmniej bardzo tego chciał.
- Była z nami jeszcze Charlotte. Przybrana córka Xaviera i jej ojciec. Ale nie wiem gdzie się podziewają. A portal otworzyła nieznana mi rudowłosa czarownica. – powiedział spokojnie to co mógł, by informacja jaka od niego wychodziła była najpełniejsza. Wreszcie tuż przed wejściem do Instytutu spojrzał się na Jaydena.
- Mam do pana prośbę. Proszę nie pozwolić Margot używa na mnie żadnych lekarstw. Tylko i wyłącznie skalpel i runy. – powiedziałem i choć byłem pewny, że spowoduje to kolejna serię pytań mogłem spróbować na nie odpowiedzieć. W końcu po spotkaniu z The Cohort miałem jakieś informacje wryte w mózg i chciałem się z nimi podzielić. Nawet jeśli było trzeba to z szefem Instytutu. Potem dałem się wprowadzić do budynku jak i do skrzydła szpitalnego oraz do pokoju, gdzie miałem mieć robione badania.
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agilyty, Technique (działanie 2 sesje)
Runy czasowe:
Ekwipunek: skradziony

Był zmęczony. Nie zauważył ruchu na drodze prowadzącej do Instytutu. Wzrok mu płatał figle, które wcale mu się nie podobały. Ok widział, że jedna z run została strasznie niedbale wycięta i to nożem, ale na razie nie martwił się tym zbytnio. Dopiero gdy zauważył ruch obok siebie podniósł wzrok, by zobaczyć kto jest jego wybawcą. Jednak gdy zobaczył Jaydena lekko się zdenerwował jednak nie miał siły walczyć. Nawet nie miał czym. Nie wiedział skąd mu nagle przyszła na myśl Kohorta lecz wiedział, że rodzina Verlac ma być wichrzycielami i mieszać w stanowiskach w Instytucie. Owszem bardzo chciał by ten irracjonalny gniew zelżał ale nie mógł. Gdy wreszcie podnieśli go do pionu zwiesił się ciężko na ramionach dwóch podtrzymujących go Łowców i spojrzał na Jaydena.
- Jest bezpieczna. – powiedział nie poznając własnego głosu, który przypominał drapanie pazurami o wyschnięte ściany studni. Nie był pewny czy tak rzeczywiście jest, bo nie wiedział o którą dziewczynkę mu chodzi. Oddychał ciężko przez wysiłek jaki musiał włożyć w dojście do Instytutu. Był ranny i owszem ale był też mocno otumaniony. W pierwszej chwili po prostu nie zrozumiał pytania zastępcy Dyrektora Instytutu. Powiedział pierwsze słowa jakie przeszły mu na myśl. Dopiero potem do niego dotarło co Verlac chciał mu przekazać.
- Był portal i obie przez niego przeszły. Chcesz powiedzieć, że nie ma ich tu. Musimy ich szukać. – stwierdził i zaczął się wyrywać jednak był za słaby. Bez pomocy nie był w stanie stać. Poza tym rana po kuli zaczęła mu bardziej dokuczać. Kolejne słowa słyszał jak przez grubą watę w uszach. Usłyszał tylko medyczka.
- Nie… Tylko nie do niej… Błagam… – rzekł nadal zdenerwowanym głosem. Wiedział z jakiego rodu pochodzi Margot. I był przekonany, że ona robi machlojki z lekami. Nie chciał się dać jej w ogóle tknąć. Jednak widząc co się dzieje sądził, że raczej nie będzie mieć wyboru. W sumie to już dał się po prostu ciągnąć dwóm Łowcom w stronę Instytutu.
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agilyty, Technique (działanie 2 sesje)
Runy czasowe:
Ekwipunek: skradziony

Obudził się z lekkim bólem w okolicy uda. Leżał twarzą w jakiejś trawie. Niewiele pamiętał z ostatnich kilku godzin. Jednak wiedział, że coś musiało się stać. Najpierw jednak musiał przekręcić się na plecy, a potem wstać. Skutki narkozy na razie były dość nieprzyjemnie odczuwalne. Jedyne co pamiętał to starcie z członkinią The Cohort i jego ostatnie cięcie. Jednak potem miał w głowie pustkę. Ostatnim co zanotował w pamięci był jakiś ruch, a potem nastała przyjemna miękka ciemność. Jednak zaraz był przecież na ulicy, więc… Podniósł się powoli nadal czując jak kręci mu się w głowie od narkozy. Chciał sięgnąć po swoją stelę jednak gdy siebie całego obmacał stwierdził, że jej nie posiada. Sklął The Kohort na wszystko na czym świat stoi i zaczął oceniać swoje położenie. Był na obrzeżach Yorku. Do Instytutu miał kawałek drogi i musiał go przebyć by powiadomić o ataku…. Tylko kogo… Jaydena z rodu Verlac, Dyrektora, a może samo Clave… Nie wiedział. Na razie musiał się dostać do Instytutu. Gdy zobaczył swoje ciało i dostrzegł ranę wiedział, że musieli go ogłuszyć zanim dokończył Iratze. No cóż teraz pozostał mu tylko spacer do Instytutu. Ruszył ciężko gdyż przebywanie niewiadomo ile pod narkozą zrobiło swoje. Szedł potykając się o własne nogi, a adrenalina, która jeszcze niedawno buzowała w jego żyłach przestawała działać. Z samej drogi do Instytutu Nestraven niewiele pamiętał. Obolały i mocno skołowany po narkozie wreszcie dostrzegł znajomą bramę. Dzieliło go od niej niej już tylko parę metrów… Każdy kolejny krok mocno go osłabiał. Jednak zamiast robić z siebie bohatera powinien dać sobie odpocząć ale nie mógł. Szedł mozolnie aż końcami palców dotknął zimnego metalu. Chwycił się go mocno i pchnął bramę. Po czym wszedł na teren Instytutu, jednak był droga i rana zrobiły swoje. Darion był osłabiony. Stał przy bramie i ani myślał ruszyć dalej jednak musiał. Klęknął więc na kolana, a gdy poczuł ból po prostu położył się i zaczął się czołgać w stronę wejścia mając nadzieję, że ktoś go znajdzie.
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agility
Runy czasowe:
Niedokończone Runy: Iratze, Farsighted
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

Darion doskonale zdawał sobie sprawę jaka odpowiedzialność spoczywa na jego barkach. Wiedział, że musi ochronić trzy osoby, a to nie pomagało niestety. Cóż kula tkwiąca w ranie mogła być przyczyną zakażenia więc użycie Iratze nie wchodziło nawet w grę bez wyciągnięcia pocisku. Tego był w stu procentach pewny gdyż kiedyś słyszał o czymś takim w instytucie w Brazylii. Cóż nie miał przy sobie żadnego krótkiego noża ani szczypiec do wyciągnięcia pocisku, medykiem też nie był. On częściej zadawał śmierć jednak nigdy nie używał broni palnej ponieważ uznawana ona była za niegodną Nefilim. Poza tym Darion nie żałował swoich decyzji. Gdyby przyjął propozycję, oznaczałoby to dla niego zdradę i od razu po dołączeniu do The Cohort sam rozpłatałby sobie gardło. Tak bowiem najczęściej zadawał innym śmierć. Dlatego też przyjęcie oferty od tej organizacji było niemożliwe i niewykonalne. Może i oni myśleli, że to jakaś łaska. Dla Nestravena byłaby to hańba.
Owszem usłyszał słowa Ognistowłosej kobiety i to dodało mu sił. Nie patrząc na to, że nie ma przy sobie nic do wyciągania kul wsadzi sobie palce w ranę i zacznie w niej grzebać starając się wyciągnąć pocisk. Dopiero po tym działaniu będzie mógł dokończyć runę Iratze. Jeśli to mu się powiedzie sięgnie po swoją stelę i będzie dokańczał runę leczącą. Oczywiście cały czas nie spuszczał przeciwniczki z oka. Jeśli wszystko mu się uda wstanie na nogi lekko się uśmiechając. Jeśli będzie gotowy do walki zastosuje tak zwane Tureckie cięcie*. O ile wykona to cięcie zgodnie ze sztuką może rozciąć przeciwniczkę od krocza po szyję, a cięcie może być nie do odparcia. Jeśli mu się to nie uda i przeciwniczka znajdzie na to cięcie obronę będzie próbował uciec z linii jej kontraataku w bok i będzie wykonywać cięcie przez rękę i przez głowę z próbą pozbawienia jej przeciwniczki. Jeżeli to cięcie mu się nie uda będzie próbować zbić ostrze przeciwniczki silną częścią serafickiego ostrza i pchnąć ją w twarz.
Ta cała przemowa kobiety z The Cohort owszem zrobiła na nim wrażenie ale nie zamierzał jej odpowiadać. W myślach pomyślał tylko sobie, że pogoń za dziewczynkami, będzie możliwa po moim trupie.

*oglądajcie od 2:56 do 3:06
Zebranie Clave
1. Faruna (Faoiliarna & Arunas) 26
2. Beloch (Bevin & Lochy) 26
3. Aviomarin (Savio & Aiden) 30
4. Raynis (Ray & Ignis) 37
5. Soia (Jia & Sora) 26 -
6. Kanevka (Kasia & Nevina) 25
7. Welena (Wania & Elena) 31 +
8. Igianne (Marianne & Ignis) 5
9. Evar (Oscar & Evangeline) 31
10. Mekith (Mei & Malekith) 32
Na Anioła czy ta lekarka czy jak nazwać Margot nie rozumiała, że on tu nie przyszedł jej pouczać tylko po prostu, aby zostać przebadanym. Nie miał czasu na rozważania czy ma wiedzę w zakresie medycyny czy też nie. Owszem zarówno w Akademii w Idrysie jak i później w Scholomancji odebrał stosowne wykształcenie, na które składała się również wiedza z zakresu medycyny. Operacji raczej, by nie przeprowadził, ale wiedział jak opatrzyć złamanie czy też jak poradzić sobie z masywnym krwawieniem nie używając run. Sądził, ze większość Nefilim powinna posiadać taką wiedzę, a jeśli nie to chociaż czytała kiedyś podstawowe zasady pierwszej pomocy u Przyziemnych. Arogancja młodej lekarki zaczynała Skrytobójcę doprowadzać do szału, a to nie wróżyło nic dobrego. Ci, którzy widzieli Dariona gdy się wkurzył woleli od tamtej pory obchodzić go szerokim łukiem. Ale jak widać nie wszyscy słyszeli o jak to się mówiło w Instytucie „Niezrównoważonym psychicznie Kruku”, który potrafi w sytuacji nie wymagającej użycia siły, wyciągnąć swój bicz, aby się chronić. Oczywiście w większości to były tylko żarty, a Darion wśród innych Nocnych Łowców nie miał się czego obawiać, lecz na treningach pokazywał jakim jest groźnym wojownikiem. Przynajmniej w jednym się zgadzali co było już dużym plusem. Nestraven również uważał, że Margot nie powinna piastować stanowiska medyka, a przynajmniej nie powinna wykonywać badań samemu, bez nadzoru kogoś bardziej doświadczonego. Owszem przebywał już w Yorku jakiś czas i wiedział, że są tutaj osoby, które mogłyby nadzorować to co mówi i robi młoda medyczka. Niestety o tym na razie nie było z kim porozmawiać.
- Słuchaj paniusiu, ja naprawdę nie mam czasu na rozmowy typu pierdolenie o Chopinie. Powinienem być już dawno w terenie, a nie siedzieć tutaj i obserwować jak naburmuszona medyczka wykonuje swoje obowiązki. W przeciwieństwie do ciebie ja z moich wywiązuję się dość dobrze. Także proszę kończmy tą farsę. – powiedział nie komentując nawet wzmianki o melisie. Według niego ona wyglądała na bardziej zestresowaną i zdenerwowaną w tym konkretnym momencie. Owszem Darion nie wiedział co tam ma w tym swoim kubeczku stojącym na biurku ale na pewno nie zamierzał się dopytywać. Może nie czuła się komfortowo w jego towarzystwie ale obecnie Jesse miał to gdzieś. On widział to inaczej. Jakaś nastolatka wmawia mu, że jest agresywny i niespełna rozum zatrzymując go jednocześnie przed wykonywaniem zadań w terenie. Kolejne słowa padające z ust lekarki tylko ją pogrążały w oczach Nestravena. Naprawdę w pewnym momencie chciał puknąć się w czoło i przejechać ręką po twarzy widząc tak jawną niekompetencję. Lecz czego chcieć od osoby mającej osiemnaście lat i posiadającej stanowisko medyka, mogącego zabić lub umiejętnie doprowadzić do śmierci swojego pacjenta. Dlatego też nie skomentował jej słów o wysługiwaniu się Dyrektorem Instytutu lub jego Zastępcą. Poza tym nie miał przy sobie listu od Jaydena, bo naprawdę chciał rzucić jej go na blat biurka by się wreszcie przestała wywyższać. Pokręcił tylko głową z niedowierzaniem no ale co on mógł. Był tylko szeregowym Nocnym Łowcą piastującym odpowiednie do swojego charakteru i doświadczenia stanowisko. Także na razie musiał tylko dotrwać do końca tych bezsensownych badań.
Kolejne pytanie sprawiło, że Darion otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Nie rozumiał co miała jego aktywność seksualna wspólnego z badaniami opierającymi się głównie na stwierdzeniu czy niczego nie bierze. Ale skoro chciała usłyszeć z ust Skrytobójcy kilka słów prawdy to proszę bardzo. Tym razem nie zamierzał się hamować.
- Ja rozumiem, że ten kwestionariusz pisałaś zapewne sama ale to nie miejsce i pora na szukanie sobie partnera. Zresztą jeśli chciałabyś się ze mną umówić to trzeba było to powiedzieć wprost, a nie ukrywać za zawoalowanymi stwierdzeniami. Jednak moja odpowiedź brzmi nie mam żadnej aktywności seksualnej. Jest to związane z tym jakie stanowisko piastuję i nie mam zamiaru postawić kogoś w sytuacji, w której musiałby wylewać za mną łzy gdybym przypadkiem zginął podczas jakiejś misji. – powiedział patrząc lekarce prosto w oczy. Co ona tam chciała wyczytać to już była jej sprawa. Natomiast Darion po ostatnim pytaniu zdołał już sobie wyrobić odpowiednie zdanie na temat pani medyk. Lecz na razie nie zamierzał go ujawniać.
Szanowny Panie Mistrzy Gry. Proszę wyjaśnić jakim cudem członkini The Cohort dostrzegła Serafickie ostrze Dariona, skoro była na nie nałożona runa Glamoure, a zgodnie z opisem run znajdującym się na forum runa ma takie działanie: Znak ten pozwala ukryć się przed wzrokiem Przyziemnych, innych Nefilim oraz Podziemnych – działa wyłącznie na wilkołaki oraz wampiry. W pierwszym poście Dariona zostało to napisane.

Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agility
Runy czasowe:
Niedokończone Runy: Iratze, Farsighted
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

Może i czuł ból ale nie zostawi przecież swojej broni zrobionej na jego specjalne zamówienie u płatnerza, który wykonał bicz zgodnie z tradycją wywodzącą się z Wu-shu. Nestraven miał go już jakiś czas i nie zamierzał się z nim rozstawać, a że przypłacił to fala bólu jakoś go to nie obeszło. Owszem krwawił i to coraz mocniej dawało mu się we znaki. Chciał gdzieś się schować czy też po prostu stracić przytomność ale nie mógł. Wówczas pewnie trafiłby do Przyziemnego szpitala, a badania w takiej placówce groziłyby ujawnieniem świata Cieni. Dlatego też postanowił dalej walczyć.
Nie zdziwiło go bynajmniej, że przeciwniczka jest na tym samym lub podobnym stopniu wytrenowania co i on. Przecież głupotą, by było wysłać przeciw Centurionowi jakiegoś młokosa, co nic nie potrafi. Jednak teraz liczyło się to, by przetrwać. I jakoś przeżyć tą walkę. Miał przecież dla kogo egzystować i kim się opiekować, a to dodawało mu zarówno werwy jak i determinacji. Owszem cieszył się, że Tequila i młoda Czarownica zdążyły umknąć, a on widząc co się dzieje z adeptem musiał myśleć o tym jak przeżyć.
Owszem gdy dostał kopnięcie w twarz upadł na chodnik plecami co skutkowało lekkim ukłuciem bólu w jego ranach, a także nieprzyjemnym, metalicznym posmakiem krwi. Jednak jeśli myśleliście, że ten Nefilim się podda. To byliście w błędzie. On miał zakodowane, należy walczyć do końca. Dlatego też już w momencie upadku przezornie starał się skulic lewą nogę bliżej swojego ciała by ją chronić. Owszem był świadom, że przypłaci to kolejnymi spazmami bólu jednak wolał jeszcze mieć możliwość obrony lub poruszania się. Chociażby odpełznięcia na bok za jakiś kosz na śmieci jeśli pojawiłaby się przyziemna policja. Jeśli to by mu się udało nie zamierzał dawać czasu przeciwniczce na wyprowadzenie pchnięcia. Sam starałby się podnieść z ziemi do pozycji siedzącej i wyprowadzić proste pchnięcie w brzuch kobiety. Była nikła szansa, że trafi skoro ona chciała zaatakować jego nogę. Niestety na nic więcej nie miałby raczej szans gdyż upływ krwi z ran jak i związana z tym utrata sił mogłaby spowodować to, że Darion straciłby świadomość i już nie mógł by się bronić.
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agility
Runy czasowe:
Niedokończone Runy: Iratze, Farsighted
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

Tak… Nie musiało do tego dojść. Mogli przecież spełnić prośbę Skrytobójcy i po prostu mu się przedstawić. Ale jak widać ich początkowe słodkie słówka według Dariona były tylko zasłoną dymną. Poza tym na rozmowę nigdy nie przychodzi się z aktywowaną bronią jak to uczynili członkowie The Cohort. Nestraven nie ufał im nawet na sekundę. Owszem wiedział, że teraz muszą wszyscy być bardzo uważni gdyż Przyziemni mogą zgłosić tą strzelaninę czy też odgłosy bójki. W końcu byli w ścisłym centrum Yorku. A to było dość sporym zagrożeniem. Teraz niestety należało działać szybko o rozsądnie. Ale na negocjacje nie było miejsca. Poza tym jak to kiedyś ktoś powiedział Clave nie negocjuje z terrorystami lub zdrajcami. Prawda zaś była taka, że Nocni Łowcy nigdy nie prowadzili rozmów z tymi, którzy godzili w ich rządy. Ok, może i rodzina Dariona czasem hołdowała innym przekonaniom ale to było tylko i wyłącznie zależne od nich, a nie od tego, że ktoś im coś nakazywał. Podejrzewał, że powinien nakreślić na swoim ciele runę Glamour, ale na razie tego nie zrobił.
Nestraven rzucił jeszcze kątem oka na zamykający się portal, a potem dosięgły go jednak kule pomimo posiadania prowizorycznej tarczy. No cóż draśnięcie w okolicy łokcia nie było jak na razie jego największym problemem. Dwie inne rany miały o wiele poważniejszy wpływ na jego organizm. Z bólem jakoś jeszcze sobie radził ale krwawienie powinien jak najszybciej zatamować. Niestety był w samym środku potyczki i użycie steli byłoby raczej bardzo głupim posunięciem. Ok, mógł dokończyć runę Iratze ale to i tak wiązałoby się z wystawieniem się na atak, a widział, że ognistowłosa nie ustąpi. Co mu pozostało, w sumie niewiele. Musiał walczyć mimo tego, że był ranny i to dość poważnie. Spojrzał na swoją przeciwniczkę i lekko się tylko uśmiechnął
- Walczę tak, jak mnie wyszkolono. A to co robię to wcale nie są wygłupy. One uratowały mi nie raz życie. – warknął w stronę członkini The Cohort. Był jednak pewny, że tym razem to kobieta popełniła błąd. Darion bowiem miał jednego asa w rękawie, a dokładnie na plecach. Błyskawicznie, nie czekając na ruch swojej przeciwniczki zaczął zwijać bicz uszkodzoną ręką, a drugą w tym samym czasie chowając za plecy tak jakby chciał się podrapać po karku. W ten sposób miał nadzieję chwycić rękojeść, długiego, serafickiego ostrza. Jeśli będzie miał szczęście wyszarpnie je z pochwy, wypowie imię Raguela i korzystając z impetu jaki mu da wysunięcie ostrza będzie ciął przeciwniczkę na skos od lewej do prawej, tak by uszkodzić rękę członkini The Cohort lub też zranić ją w pierś. Jeśli cięcie mu się uda, obróci się na lewej nodze i wykona kopnięcie z pełnego obrotu celując w drugą rękę ognistowłosej. Jeśli cięcie mu się nie uda po prostu będzie się starał uniknąć ataku kobiety poprzez zejście do parteru w Negativa i z tej pozycji będzie się starał wykonać Martelo no Chao* nie wypuszczając serafickiego ostrza z ręki. Potem jeśli będzie miał czas. Spojrzy jak radzi sobie Xavier.

*kopnięcie na początku.
koncert rockowy
tracheotomia
Gabriel
Camellia
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Agility
Runy czasowe: Dextertias (III) – 4(4), Precision(III) – 4(4), Heightened Speed (III) – 4(4)
Niedokończone Runy: Iratze, Farsighted
Ekwipunek: Bicz ze srebra i elektrum, długie serafickie ostrze, skaner, wyciszona komórka, stela

Nadzieja jak zwykle okazała się matką głupich, ale przecież każdą matkę trzeba kochać. Ok, może i Darion zrobił błąd sięgając po bicz jednak w obliczu dwóch aktywowanych serafickich ostrzy i jednego gnata nie miał raczej innego wyboru, a skoro jego prośby o ujawnienie się dwóch członków The Cohort nie poskutkowały wolał być przygotowany na ewentualne starcie. Nie użył od razu bicza gdyż miał nadzieję, że dwójka nieznajomych się opanuje i pójdzie na współpracę. Niestety jak widział jego dyplomacja nie poskutkowała więc nadszedł czas na reakcję.
- Dziewczynki próbujcie sprowadzić pomoc. – krzyknął tylko do Charlotte i Tequili. Im niestety nie mógł pomóc. Teraz musiał uważać zarówno na siebie jak i na adepta, który przeszedł Ceremonię nadania pierwszych run. Uważnie rozglądając się po uliczce starał się zapamiętać wszystkie znajdujące się w niej przedmioty lub coś co mu pomoże w walce. Powoli mięśnie i adrenalina płynąca w jego żyłach sprawiały, że mężczyzna zaczynał poruszać się miękko i można powiedzieć trochę kocio. Treningi w Scholomancji robiły swoje. Mięśnie powoli się napinały, a ręce i ciało zaczynało wykonywać wyuczone ruchy. Tak teraz Darion był gotowy. Zaczął poruszać się do przodu chcąc podnieść z jednego z koszy na śmieci pokrywkę i zrobić z niej improwizowana tarczę. Owszem słyszał wystrzały i wolał nie stać w miejscu gdy kule dolecą do niego. Ale zaraz wystrzały.... Moment czy Nefilim nie mogą używać broni palnej, gdyż runy blokują zapłon prochu.... Coś mu tu cholernie nie pasowało. Jeżeli udało mu się odbić chociaż trzy wystrzelone pociski w pełnym biegu wykona rundaka i przy odrobinie szczęścia wyląduje za ognistowłosą kobietą wymijając ją przez wykonanie salta w tył lądując za członkinią The Cohort. Jeżeli ktoś zagrodziłby mu drogę będzie próbował zahaczyć końcówkę bicza o jakiś balkon i za jego pomocą znaleźć się za plecami kobiety. Jeżeli i ten manewr by mu się nie udał będzie po prostu próbował za pomocą Ginga(czyt. Żinga) z rozkręcaniem bicza i poruszaniem się wyuczonym w Brazylii dezorientować obu członków The Cohort, przy okazji uważając aby nie dać się żadnemu z nich trafić oraz bronić dostępu do utworzonej przez Czarownice bramy. Być może się przyda..
No oczywiście wysiłek jaki szare komórki musiały, by włożyć w myślenie był jak widać za duży jak na młodą panią medyk. Wystarczyło poprosić o akta Dariona a już by wiedziała, że nie trafił do Instytutu w Brazylii jako małe dziecko tylko jako dorosły mężczyzna i właśnie tam robili mu co jakiś czas badania. Jednak niestety widocznie tego medyczka nie doczytała czy też nie przeczytała, a szkoda. Oszczędziłaby Darionowi góry niepotrzebnych pytań i niepotrzebnego nikomu gniewu Nestravena. Co poradzić, że mężczyzna był wybuchowy i nie znosił czegoś takiego jak niewiedza czy też po prostu zwykłe lenistwo lub też przekonanie o własnej nieomylności. On nigdy nie zamierzał wchodzić w buty medyka jednak wiedział, że jego papiery są w porządku. Ok, może podczas ostatniego roku, jaki przebywał w Yorku było inaczej ale nie należało twierdzić po tym, że coś mogło się zmienić. A już na pewno nie należało dyskutować z kimś, kto miał tytuł Centuriona. Niestety takie dysputy kończyły się zwykle fiaskiem i można się było sparzyć, a Darion miał dość sporą wiedzę na temat świata Nefilim. Może nie we wszystkich dziedzinach był oczytany ale co nieco wiedział o każdej. Może i prowadzenie wywiadów medycznych było standardową procedurą w przyziemnych przychodniach. Nie sądził, że wywiad medyczny ze śmiertelnie rannym Nefilim coś pomoże, tym bardziej, że wówczas liczyła się każda sekunda. Ok, nie wiedział jak działają szpitale dla Przyziemnych ale nie podejrzewał, by tam najpierw pytali, a później przystępowali do ratowania życia więc to co robiła obecnie Margot było dla niego czystą stratą czasu i miało zapewne coś więcej na celu o czym im nie powiedzieli. No cóż stało się tak, że Nestraven nie zapałał sympatia do młodej medyczki. Nie dlatego, że nie miała podstawowej wiedzy lecz dlatego, że według Dariona uważała się za osobę wykształconą i wiedzącą lepiej od niego jak powinno się prowadzić szpital w Instytucie. Na jej nieszczęście, Jesse w parę razy był w szpitalu będąc jeszcze w Brazylii i z tego co pamiętał tam lekarze nie strzępili języka po próżnicy tylko zadawali takie pytania, które były w danym momencie potrzebne lub też od razu stosowali runy, które neutralizowały większość uszkodzeń ciała jakich każdy Nefilim mógł się nabawić. Słysząc odpowiedź medyczki lekko przewrócił oczami.
- Czy skończyłem nie wiem. To zależy ile masz jeszcze pytań w tym kwestionariuszu. Co do twoich popisów słownych się nie wypowiem, a czy usiądę nie wiem. Lepiej mi się stoi. W końcu jak to Przyziemni mówią posiedzę jak mnie złapią. Więc wolę stać. A co do końca rozmowy to wszystko zależy od ciebie. Nie ode mnie. – powiedział siląc się na spokój chociaż tak naprawdę krew go zalewała wobec niewiedzy jaka prezentowała medyczka. Owszem słyszał jej można powiedzieć obelgi jednak nie chciał wchodzić z nią w utarczki słowne, gdyż obawiał się, że by ich nie zrozumiała czy tez nie odczytała tak jak trzeba. Poza tym Darion naprawdę zaczynał się zastanawiać czy pod tymi bujnymi włosami i pod sklepieniem czaszki jest jakiś mózg. W myślach zadał sobie pytanie, na które nigdy nie uzyska odpowiedzi: Halo, czy tam jest jeszcze jakiś mózg? Uśmiechnął się tylko do siebie gdy pomyślał o takim zagraniu jednak nie zamierzał zniżać się do jej poziomu.
- To chyba ci odpowiedziałem na to pytanie. Nie biorę żadnych leków. Poza tym nikt mi nie będzie mówił jak mam przezywać żałobę. Radzę sobie z nią na swój własny sposób. A co do spokoju, to ja cały czas jestem spokojny. Ty natomiast wydajesz się być zdenerwowana. Także nie wiem, które z nas powinno wziąć na wstrzymanie. – powiedział spokojnie. Owszem może i w środku się gotował jednak po nim nic nie było widać. Poza tym biorąc pod uwagę to jak medyczka do niego podchodziła lub jak starała się mu coś narzucić nie sądził, by miała jakiekolwiek szanse, by jej słów posłuchał. On nienawidził jak ktoś mu rozkazywał. Przyjmował tylko polecenia od szefostwa Instytutu i od nikogo innego. Im bowiem podlegał.
- Cóż skoro nie chcesz mi przekazać tych informacji zwrócę się z prośbą do Zastępcy Dyrektora, aby przysłał ci oficjalne pismo, chociaż nie podejrzewam, że ja musiałbym to robić. – dodał, jednak nie usiadł. Nie skomentował też słów medyczki o pluciu, bo na pewno tego nie robił więc jeśli chciała sama się jeszcze bardziej pogrążać w oczach Dariona to jej to doskonale wychodziło.
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo