Każdy wyczekiwał wyprawy, każdy chciał, by całe to napięcie i niepewność się skończyły, jednak na pewno każde z nich choć raz pomyślało o jednym małym fakcie. Z tej wyprawy wielu z nich mogło już nie wrócić. Powiedzmy szczerze, mierzyli się z czymś, co zdecydowanie wybiegało poza ich możliwości. Pradawny był potężny, miał do dyspozycji cały Faerieland, który w każdej chwili mógł na nich napuścić. Nie wiedziała, jak wielu trudnościom będą musieli stawić czoła, nie wiedziała, czy w ogóle uda im się dotrzeć do Iskry, Strażnika czy innych celów, które będą musieli osiągnąć. I tak jak Dev była przyzwyczajona do ryzykowania swojego życia, tak nie mogła powiedzieć, że się nie bała. Tak jak przed każdą misją, na której mogła zginąć. Miała na tym świecie osoby, które kochała i które chciała bronić, miała swoje obowiązki, które powinna wykonać, śmieć nie należała więc do jej najbliższych planów. Mimo to wiedziała, że nic nie zrobi, gdy nadejdzie jej czas. Choć nie chciała zostawiać swojego syna, wróżek, choć chciała żyć, to jednak pogodziła się z myślą, że śmierć może w końcu ją dopaść. Może dlatego, pomimo ścisku w żołądku na samą myśl, nie panikowała z powodu możliwości odejścia już na zawsze.
Widać w ogóle na zbliżającą się wyprawę reagowała dość spokojnie, bo Marianne niemal wyrywało do działania, a w jej oczach lśnił ogień podekscytowania. Chociaż skoro mówiła o tym, a nie innym czarowniku jej obecny stan mógł być wywołany przez coś zupełnie innego.
- Wiara i nadzieja to nic złego, póki nie zapomnimy o możliwości wystąpienia niepowodzenia. Cały plan wydaje się co prawda lekko szalony, ale czy mamy inny wybór? Przecież nie będziemy siedzieć i czekać na koniec? Zakładajmy więc, że nam się powiedzie, przynajmniej będziemy mieli więcej energii, by stawić czoła wyzwaniom na nas czekającym - mówiła, samej uznając, że lepiej myśleć o sukcesie, niż o porażce. Grali o naprawdę dużą stawkę, nie mogli więc pozwolić sobie na załamanie się ani nagłe zawahanie. Musieli być twardzi. Ona musiała być, by nie stać się kimś bezużytecznym i by nie zawieść innych.
Skąd to podejrzenie? Cóż, głównie opierała się na przeczuciu, co dość często się nie zdarzało, a oprócz tego, jej umysł nie potrafił znaleźć innej odpowiedzi.
- Po prostu to nie mógł być przypadek. Niemal obudziliśmy już Ojca, niemal uwolniliśmy Go z kryształu, aż nagle zapanowała ciemność, a gdy znów mogliśmy coś dostrzec, nie było ani Jego, ani Smoczycy. Jak dla mnie jedyną istotą, która mogła dostać się do tego wymiaru, czy miejsca tak łatwo, jest Mrok. Po chwili wszystkich nas wyrzuciło do ludzkiego świata. Byliśmy tak blisko, jednak nie udało się, bo coś musiało nam koniecznie przeszkodzić. Mrok może w końcu wykonał ruch? Może w końcu dostrzegł, że robimy coś, co mu zagraża? A jeśli to naprawdę on, to gdzie indziej, niźli we wróżkowie miałby ukryć zaginioną dwójkę? To jego dzieci, pewnie trzyma je gdzieś blisko siebie - westchnęła. Dla niej to było dość logiczne, choć wiadomo, nieomylna nie była. Tylko jak inaczej wytłumaczyć to zniknięcie? No, chyba że Smoczyca ich zdradziła. Tylko co wtedy z Królem?
Skinęła na dalsze wyjaśnienia, co do morderstwa, które dokonał jej syn. Nie była zła, nie była nawet zaskoczona. Lennan uznał, że zabicie tego Nefilim jest konieczne i dobrze. Dorastał szybciej niż wróżka, ona zresztą w jego wieku również miała już krew na rekach, nie mówiąc o tym, jak bardzo skąpała szkarłatem swoje ręce na przestrzeni tych wszystkich wieków. Zresztą, Lennan zabijał Łowców także podczas Mrocznej Wojny. To nie był jego pierwszy raz i Dev wiedziała, że sobie poradzi, szczególnie jeśli pomagała mu Marysia.
- Cel był przynajmniej smaczny? - zapytała, uśmiechając się lekko. Znała Marianne, wiedziała, jak potrafiła działac.
Rośliny dalej milczały, a Dev nie wytrzymała i usiadła ciężko pośladkami na podłogę. Przetarła twarz, nie zdjęła jednak dłoni, które miały ją ochronić, szczególnie przed ukazaniem zbyt wielu emocji. Jej umysł na chwilę się wyłączył, a ona trwała w zawieszeniu, próbując przyswoić tłukącą się w jej głowie informacji, choć było to niesamowicie trudne. Poczuła dłoń na ramieniu, nie spojrzała jednak jeszcze na siostrę. Wbiła wzrok w ziemię, a jej głowę wypełniły wspomnienia. Jego uśmiechu, radosnych i gorzkich chwil, bliskości, którą z nim dzieliła. Przypomniała sobie, jak ją dotykał, jak wymawiał jej imię, jak... Po jej policzku spłynęła łza, a ona starała się przełknąć gulę, która zrodziła się w jej gardle.
- Eryk - powiedziała w końcu dziwnie stłumionym głosem, wzięła głęboki oddech i zwróciła głowę w górę, oczy jednak miała zamknięte. Bądź silna. Masz misję, żałobę przeżyjesz kiedy indziej. Nie pamiętasz, że od ciebie uciekł? Nie pamiętasz, że byłaś na niego wściekła? A co jeśli on nie mógł do ciebie dotrzeć, bo... A ty go nie mogłaś znaleźć i... Nie. Nie myśl o tym. Nie teraz. Skup się na wyprawie. Wzięła drżący oddech i spojrzała zaszklonymi oczami na Niedźwiedzicę.
- Cholera, powiedz mi, co ja takiego zrobiłam, że wszyscy... - pokręciła głową, nie mogąc skończyć. - Nie, muszę się skupić na tych, których da się uratować, prawda? Na osobach, które idą odbić dom, je mogę jeszcze ochronić tak jak resztę wróżek. Musimy o zrobić - warknęła, znów przecierając twarz. Musiała zadośćuczynić to, że nie pomogła jemu. Choć tyle.
Dev w sumie nie ogarniała, co takiego dziwnego w syrenie ze skrzydłami. Okej, może i mogłyby lekko zmieniać opływowość i aerodynamikę (a raczej hydro) w wodzie, ale jakby potraktować to jako takie większe płetwy, to wcale źle by z tym nie było, prawda? Dla niej obraz ten nie byłby ani komiczny, ani pokraczny, w końcu sama uznawała, że skrzydła były niezwykle pomocne i pozwalały na wiele ruchów, których nie wykonałoby się bez nich. Doceniała to, że je posiada i starała się z nich korzystać tak często, jak tylko mogła. Bo w sumie latanie po prostu było całkiem przyjemne.
Chęć nauki naprawdę była wspaniałą cechą, a już na pewno w oczach nauczycieli. Ile to razy Dev dostawała pod skrzydła wróżki, które na treningi przychodziły tylko po to, by jakoś je przeżyć i wrócić do błaznowania oraz rozrywek wątpliwej przydatności w dalszym życiu? Cóż, potem taki delikwenci często z nauk byli wyrzucani, albo ingerował ktoś z zewnątrz, zanim Dev biednego młodzika nie rozszarpała na kawałki. Z Ler jednak naprawdę miło się pracowała i starsza wróżka jeszcze nie wniosła o zakończenie ich spotkań. Choć młoda, potrafiła docenić to, jaką szansę od życia dostała.
Lereena mogła sporo się naczytać, nie wszystko jednak mogło zostać zapisane w sposób jasny, nie wszystkie wskazówki musiały być pomocne, a czasem te najlepsze, mogły się w Księgach nie pojawiać. Szczególnie te najbardziej oczywiste. Uśmiechnęła się, gdy syrenka wzięła jej rady pod uwagę, a potem zabrała się do pracy. Choć w jej głosie zabrzmiała lekko wątpiąca nuta, na co Dev wywróciła oczami.
- Więcej entuzjazmu i wiary w siebie, jak tak do tego podejdziesz, to wątpię, by zaczęło ci wychodzić - stwierdziła neutralnym tonem, kładąc się na brzuchu z głową skierowaną na Ler. Usadowiła się wygodnie, a po chwili obserwowała już młodą wróżkę, która próbowała wykonać podobne zaklęcie co Dev. Wątpiła, by syrence wyszło wszystko za pierwszym razem, była więc gotowa rzucać uwagi.
- Spróbuj użyć mniej magii, a bardziej skupić się na tym, co robisz - zaczęła, szukając przy okazji czegoś, czym mogłaby zająć ręce. W końcu dopadła kawałek kory, który zaczęła skubać. - Nie walcz z wodą. Sięgnij po jej małą ilość i ją tylko poprowadź, nie próbuj jej narzucić biegu, jedynie lekko popychaj ją w odpowiednik kierunku. Siłujesz się z nią, a ma to bardziej polegać na współpracy - mówiła, dalej znęcając się nad kawałkiem martwego już drewna. Od czasu do czasu zerkała na to, co robiła Lereena. - Zobacz - powiedziała, znów wyciągając cienką stróżkę, tym razem wolniej. Widać było, jak kawałek strumyka po prostu zaczął płynąc wyżej, by po chwili nagle zacząć skręcać zgodnie z wolą driady. Po chwili wrócił do wody, zakręcając w stronę nurtu. Wiedziała, że to nie było łatwe, Ler jednak miała potencjał i mogła naprawdę szybko się tego nauczyć. I tak szybko zrobiła całkiem spory postęp. Widać, że była utalentowana.
Ekwipunek:
pancerz (kolczuga, skórzana brygantyna, stalowe naramienniki, skórzane elementy chroniące ręce i nogi), pod kolczugą nie za gruba przeszywanica, spodnie zrobione z grubej wełny, cienka lniana koszula, gruby pasek, wełniany płaszcz z kapturem podszywany futrem z lisa polarnego
• enchantowany przez Mala łuk zadający obrażenia od ognia, kołczan z dwudziestoma strzałami, dwa sztylety, jeden większy, w pochwie przy pasie, drugi mniejszy, przyczepiony do uda
• skórzana kaletka, a w niej hubka i krzesiwo, kawałek miedzianego drutu, trochę kory wierzby, krwawnika i rumianku w woreczkach, kawałek węgielka
• skórzana torba, a tam lina (6m), racje żywnościowe (suszone owoce, orzechy, sucharki, trochę suszonego mięsa i ryby) na pięć dni, dwa bukłaki z wodą (jeden przy pasku), mała menażka, mały słoiczek z woskiem pszczelim, bandaż, mała latarenka, butelka mocnego alkoholu

Życie nie rozpieszczało, co? Dev dobrze o tym wiedziała. Ostatnie kilka miesięcy było karuzelą, która lubiła ciągle zaciągać wróżkę w stronę rozpaczy i kolejnej straty. Najpierw jedna, druga, chwila nadziei, a potem znów, dwa razy z rzędu, kogoś straciła. Najpierw znów zaginął Król, potem dowiedziała się o śmierci Eryka... To wszystko ciążyło na niej niczym jakaś klątwa, miała jednak nadzieję, że uda się ją w końcu złamać.
Wyprawa do Faerielandu.
Może to ona miała złamać złą passę. Może uda im się dokonać tego, co sobie zaplanowali i odzyskają dom? Może wszystko wróci do swojego pierwotnego stanu, gdy śmierć nie dyszała im w karki, czekając i czając się, o czym dobrze wiedzieli, lecz mało mogli z tym zrobić. Pokręciła głową, po czym spojrzała na wróżki, które już się tu zebrały. Marianne zgromadziła jak na razie całkiem obiecującą drużynę. Nie było jednak jeszcze Anthonego, Oinariego, czarowników i w sumie nie wiadomo kogo tam jeszcze, bo nie chciała narzucać siostrze swojego zdania, skoro to jej zostało powierzone takie, a nie inne zadanie. A gdyby się już zaczęła dowiadywać o składzie, zapewne miałaby kilka uwag. Tak dla zasady.
Dom. Byli już tak blisko tego, by w końcu rozstrzygnąć, czy w ogóle uda im się cokolwiek zdziałać, czy mieli jedynie czcze marzenia. Niepewność sprawiała, że serce Dziewanny pompowało krew szybciej niż zwykle, a żołądek zawinął się w supeł, ona sama jednak wyglądała na całkowicie spokojną. Cóż, po co denerwować innych swoim zachowaniem, nie prawda? Denerwowała się, jednak próbowała tworzyć kolejne plany, to jednak nie łagodziło jej nerwów. W końcu więc zaczęła wsłuchiwać się w szepty roślin, które może miały coś ciekawego do powiedzenia.
Berberys, chowaniec, którego ze sobą zabrała, siedział w tym czasie na jej ramionach i czujnie się rozglądał, szczególną uwagę poświęcając jakiejś dziwnej wróżce, która jeszcze podczas ubierania Niedźwiedzicy i Devany w zbroję oraz ich marszu na miejsce nie mogła zdecydować się, czy być lisem, czy nie być lisem, w końcu jednak pozostając w swojej bardziej futrzastej formie. Teraz zaś powarkiwała cicho, co nie bardzo mu się podobało, czuł jednak, że przy swojej Pani był bezpieczny. Nawet mimo to, że Dev wyglądała na kompletnie pochłoniętą przez swoje myśli.
Zniecierpliwienie dotykało wszystkich, musieli je jednak opanować przez jeszcze parę dni. A potem mogli w końcu ruszyć, by ostatecznie zając się Mrokiem i spróbować odzyskać dom. Albo im się uda i wszystko wróci do normy, dzięki czemu będą mogli w spokoju wieść swoje życia, jakby nic się nie stało, albo zginą, próbując to osiągnąć. Dev znała ryzyko, dlatego wiedziała, że odpowiednie przygotowania to podstawa. Musieli przygotować broń, zapasy i inne potrzebne im przedmioty. Nie wiedzieli, czego mogli się do końca spodziewać. Nie wysłali żadnego zwiadu, choć informacje dostarczone przez czarowników mogły choć trochę przygotować ich na to, co mogą tam spotkać. Nie zapowiadało się więc zbyt łatwo, Dev jednak wiedziała, że nie mają innego wyjścia. I choć Marysi się to nie udawało, ona rozłożyła na szachownicy swoje pionki, które i tak przesuwały się po niej od jakiegoś czasu. Teraz jednak nadchodził moment, gdy partia musiała zostać w końcu rozstrzygnięta.
Driada odpowiedziała na uśmiech siostry, chociaż widziała, że humor miała jakiś nie najlepszy. Nie było się jednak czemu dziwić. Nie mogli jednak ciągle chodzić przybici. Chwilowe przebłyski radości, czy pojedyncze żarty, choć na chwilę rozbijały napiętą atmosferę, która jeszcze trochę, a mogła ich przygnieść swoim ciężarem. Skinęła, na wiadomość o cenie, która nie była tak wygórowana.
- Jego wybór. Choć nie dziwi mnie nawet, ostatnio przez brak dostępu do domu na rynku zrobiło się małe zamieszanie, jeśli chodzi o składniki. Pewnie wielu liczy, że ta wyprawa przywróci dawny stan rzeczy - wzruszyła ramionami, bo jej składniki ów nie były do niczego potrzebne, ale dla niektórych mógł to być cios w interesy.
I skoro już o czarowniku mowa... Do tej pory rośliny nie szeptały o niczym ciekawym, teraz jednak ich rozmowy zaczęły przyciągać uwagę Dziewanny. Co prawda musiała użyć swojej podzielności uwagi, by się im przysłuchiwać, a jednocześnie kontynuować rozmowę z Marysią, wyłapywała więc raczej te głośniejsze ich myśli. Między innymi tą o całym tym całowaniu. Spojrzała szybko na siostrę, czując od roślin, że to o niej rozmawiały i musiała ugryźć się w język, by nie zapytać się o to i owo. Skoro Marianne nie poruszała tego tematu, to na razie nie chciała jej zmuszać do tego, choć sama wiedza no ów tematy mogła się przydać. To nie jeden pikantny szczegół, którym dzieliła się flora. Gdy zeszły na temat jej syna i Jonathana... Cóż, Dla swojego dobra Dev przestała na chwilę słuchać i wróciła do rozmowy, choć tego i owego nie mogła zignorować. Powstrzymała się przed chrząknięciem i zaczęła sama mówić.
- Mi też nie podoba się fakt, że Oinari także rusza z nami, rozumiem jednak, czemu podjął taką decyzję. Król znów zaginął, mamy podejrzenia, że może być teraz w Faerielandzie. Do tego, to przecież nasz świat. Lepiej by co prawda było, by choć jeden dziedzic tronu nie ryzykował swojego życia, trudno jednak tylko się przyglądać i nic nie robić. Co do Lennana, mam nadzieję, że zwłoki ukryliście z należytą ostrożnością? I nie musisz go bronić. Sama zrobiłabym to samo na jego miejscu, przecież wiesz. Zrobił to, co uznał za słuszne, zabił tego, kto na to według niego zasługuję. Jest dorosły, choć trudno mi to czasem przyznać - lawenda jednak dała jej do wiadomości, JAK bardzo jest dorosły, bo jakoś nie mogła jej zagłuszyć - dlatego dopóki nikt o tym nie wie, to nie zamierzam się wtrącić. A jeśli Łowcy coś spróbują za to zrobić mojemu synowi, cóż, nie zamierzam się powstrzymywać - uśmiechnęła się, zaś w jej oczach rozbłysnął lód. Chciała coś jeszcze dorzucić, gdy rozmowy roślin stały się gwałtowniejsza, głośniejsze i przepełnione strachem. Dev odruchowo zmarszczyła brwi, poświęcając im całą swoją uwagę. Stosy? Znów zaczęli palić tych niewinnych ludzi? Głupi przyziemni potrafili tylko niszczyć i...
Zamarła.
Oczywiście, że pamiętała. Pamiętała Eryka, ich wspólne chwile w czasach młodości, ich późniejsze pojednanie i jego ucieczkę. Pamiętała ten topór, który zdobił jej imię.
Jak mogłaby zapomnieć tego, który tak długo zajmował jej serca, by nagle zostawić po sobie bolesną wyrwę, którą zapełniła gniewem.
Jak mogłaby...
Nagle zbladła. Jej jasna cera stała się biała niczym kartka, zniknęły delikatne rumieńce na policzkach. Jej oczy rozszerzyły się w szoku, a ona dalej słuchała roślin.
Nie żyje? Jak to nie żyje? Czemu, kto, co? Poczuła chłód w sercu, poczuła, jak coś w jej piersi zaciska się boleśnie. Chwyciła za sznurek od huśtawki. Może i była na niego wściekła, może i miała ochotę obedrzeć go ze skóry za to, że ją zostawił, nie oznaczało to jednak, że przestała go zupełnie kochać. Uczucia do niego nadal w niej gdzieś tkwiły, a teraz... Teraz, słysząc te wieści, zaczęły ją palić od środka, zamieniając się w żal, niedowierzanie i ogromny smutek.
Zapanowała cisza, a ona zachłysnęła się powietrzem, mocniej zaciskając pięść na sznurku, starając się zdusić emocje. Choć było to trudne.
- Nie żyje? - w końcu się odezwała, rozglądając się po roślinach, jakby czekając, na to, że powiedzą, że tylko żartowały. Wiedziała jednak, że tak nie jest. Rzadko które kwiaty czy drzewa rozumiały ideę żartu. Nawet zapomniała, że tuż obok niej siedzi Marianne.
Może nie przyłożyła swojej własnej rączki do zaciukania, ale mogła asystować przy tworzeniu co ciekawszych eliksirów, głównie pewnie tych trujących, a i może coś sama się przy tym nauczyła? Chociaż jak miało być to przypadkowe... Może niechcący wystawiła ci też kogoś do zaciukania, sprowadzając go w dobre miejsce o dobrej porze? xD Co do straty, to na pewno, w końcu Opal ma sporo historii pod tym względem xD

Jak coś Dev chętnie przygarnie kocyk xD Jak najbardziej mi to wszystko pasuje, Dev będzie się też z ciebie pewnie śmiać, widząc, że próbujesz adorować Marysię (wydała się z tymi planami)
Marco, myślę, że z Opałkiem mogliśmy się znać już wcześniej, tym bardziej że ona całkiem sporo po różnych dworach w swojej młodości i nie tylko podróżowała, często stając przy czyimś boku, a to zauroczonego nią towarzysza, a to udając czyjąś krewną, także mogła jako dość młoda osóbka, zapewne ze swoim Mistrzem, zawitać na dwór którychś Habsburgów. Tym bardziej że ów ród miał swoich ludzi także na jej rodzinnych terenach (i chyba nadal ma), mogli więc poznac się nawet na początkach "kariery" Opałka. A potem mogli spotykać się raz po raz, zapewne z różnym skótkiem ;>

Co do Dev, to w sumie dla żartu mogła dać się przygarnąć z lasu i przez jakiś czas sobie u Marco pomieszkiwać (załóżmy miesiąc), po czym ten niechcący mógłby nakryć, że wilk jednak jest kobietą, która postanowiła trochę poużywać na darmowym jedzeniu i całkiem miłym mieszkanku XD Jaki by ci okres wtedy w miarę pasował? :D
Link do posta: Klik
Użyte słowo: prokrastynacja
Rzut kostką:
Nagroda 3

[ Komentarz dodany przez: Nimat: 2019-10-03, 20:59 ] ~ Dodane
Sama także wolała się nie ruszać z posiadłości Jonathana, choć czasami nosiło ją do tego stopnia, że musiała po prostu wyjść gdzieś do lasu i na chwilę zniknąć, by nie zwariować. Chyba każdy odczuwał niesamowite napięcie, które wzmacniała prokrastynacja, w sprawie wyprawy do Faerielandu. Rozumiała jednak, że nie mogą tam wyruszyć nieprzygotowani. Musieli zabezpieczyć się na wszelki możliwe opcje, szczególnie po kolejnym cholernym zniknięciu Ojca. Przecież już mieli go mieć przy sobie, już go widzieli, dotykali kryształu, którym był otoczony, oddali swoją krew, by go uratować, a on... Nagle się rozpłynął. Bezsilność w całej tej sytuacji lekko ją przytłoczyła, nie mogli się jednak poddawać w kwestii Króla. W końcu i tak mieli wrócić do domu, czemu więc nie mieliby go przy okazji tam znaleźć? Wątpiła, by całe to wyparowanie jego i Smoczycy było przypadkowe. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę pochodzenie Ojca.
Devana weszła do oranżerii, wsłuchując się w to, co mówiły rosnące tu rośliny. Pogładziła liście i jedne z ostatnich kwiatów najbliżej rosnących osobników i westchnęła. Wiedziała, że Marianne na nią czeka. Nie miała jednak pojęcia, o czym tym razem będą rozmawiać. A to ją niepokoiło. Brakowało im jeszcze kolejnych kłopotów, jakby Mrok nie sprawił ich wystarczająco, liczyła więc, że tym razem obyło się bez niespodziewanych wyjątków.
Nie kryjąc swojej obecności podeszła do huśtawki i stanęła tuż obok niej. Spojrzała na Niedźwiedzicę, która chyba tak jak i Dev była już po prostu tym wszystkim zmęczona. Jak pewnie zresztą każda wróżka. Przecież one chciały jedynie wrócić do domu. Czemu więc musiało to być tak niezwykle trudne? Czemu musieli płacić za błędy tych, o których nawet nie pamiętali?
Dziewanna skinęła siostrze, gdy ta poinformowała o tym, gdzie się znajdowała jej ulubiona broń.
- Będę musiała jakoś ów czarownikowi zapłacić za tą przysługę. Nie lubię mieć długów - spojrzała na Marianne i westchnęła. - Jest coś, co jeszcze należy przed podróżą załatwić? - wolała się dopytać, by w razie czego móc jeszcze zareagować.
Dev lubiła większość zwierząt, mewy więc jej nie przeszkadzały, ba, czasami potrafiły być niezwykle zabawne, choć wrona rzeczywiście miała w sobie więcej majestatu. Oczywiście do pewnego momentu, bo Dev była świadkiem nie jednego niezręcznego momentu z ich udziałem. Zwierzęta miały swoje dziwne momenty i w sumie, jeśli spędzało się z nimi dużo czasu, można było się nauczyć, że większość stereotypów o nich może być całkowicie niezgodna z prawdą. A, że driada wolała ich towarzystwo, niżeli ludzkie, tak sama miała na ich temat całkiem sporą wiedzę. Nie wspominając, że w niektóre z nich potrafiła się zmieniać, co dawało jeszcze większą możliwość wczucia się w dany gatunek.
Co do skrzydeł, to Dev nie mogła nic poradzić. Sama miała zaszczyt się z nimi urodzić, przez co nie wyobrażała sobie bez nich życia. Często można było ją dostrzec unoszącą się w powietrzu, bo po prostu lubiła latać, sprawiało ją to przyjemność i w sumie trochę współczuła syrenie, że sama nigdy nie będzie mogła poczuć wiatru mierzwiącego włosy podczas lotu. Z drugiej strony, Dev pewnie nigdy nie uda się swobodnie pływać w oceanie. Chociaż musiała przyznać, że wielkie połacie wody jakoś jej nie kusiły. Wolała twardą ziemię i otoczenie roślin.
Dobrze by było, gdyby Ler się skupiła, Dev ją sprawdzała, chcąc się dowiedzieć, czego od niej może oczekiwać. Bystrego umysłu, czy zmemłanej papki? Ciekawej odpowiedzi, czy ciszy? Kolejnej książkowej regułki, czy wyciągnięcia własnych wniosków? Słuchała więc w ciszy wypowiedzi młodej wróżki, uśmiechając się od czasu do czasu. Musiała przyznać, że Lereena potrafiła użyć swojej głowy, bo odpowiedzi były całkiem poprawne, a i myśli, którymi się podzieliła, krążyły wokół dobrych zagadnień. Nie odezwała się jednak ani słowem, dopóki nie dotarły do strumienia, o którym wcześniej Driada mówiła.
- Wodę można łatwo kształtować, utrzymanie jednak tego, co stworzyliśmy, jest trudne, bo to nie w jej naturze. Woda chce się zmieniać, chce przyjąć kształt naczynia, choć nie zatrzyma się w nim za długo. Dlatego magia wody nie opiera się na zmuszeniu wody do zatrzymania. Raczej ma za zadanie wprawić wodę w taki ruch, który nam odpowiada - stanęła przy brzegu i skupiła się. Po chwili ze strumyka zaczęła wyłaniać się cienka strużka wody, która ciągle falowała, jakby bieg strumienia nie został w niej przerwany. Po chwili Dev trzasnęła ów wstęgą cieczy o powierzchnię rzeczki, niczym batem, dając się jej rozpaść. - By móc rozkazywać wodzie, musisz pojąć jej naturę i dowiedzieć się, jakie są jej zachowania. Im bardziej będziesz się im sprzeciwiać, tym trudniej ci będzie wykonać zaklęcie. Teraz spróbuj powtórzyć to, czego dokonałam wcześniej. Strużka wody nie musi być tak samo długa - stanęła z założonymi rękami i zaczęła się przyglądać poczynaniom Ler.
Najciekawsza postać żeńska: Marianne, Freya, Ray
Najciekawsza postać męska: Malekith, Bies, Bevin
Najmilsza postać: Ray, Aiden, Anthony, Shay
Najmroczniejsza postać: Gabriel, Shizhi, Nina
Najbardziej ekscentryczna postać: Aiden, Ray, Elvan
Najzabawniejsza postać: Ray, Wania, Erin, szczególnie jak w pobliżu są mewy
Najbardziej zwariowana postać: Ray
Najpoważniejsza postać: Eleanor, Jayden, Byakko
Najbardziej gapowata postać: Shay, Aiden,
Najbardziej wojownicza postać: Marianne, Lennan, Malekith,
Najbardziej urocza postać: Anthony, Cassian
Najbardziej autentyczna postać: Jonathan, Sonia, Bevin
Najbardziej dramowa postać: Bevin, Oinari, Shizhi
Mistrz pióra: Jonathan, Aiden, Bevin, Shizhi, Malekith
Najśmieszniejszy wątek: Ten w którym Nimat i Nina rozwalały Bevinowi dom :V
Najlepszy event: Wróżkowo - anihilacja <3
Najlepsza drama: W sumie chyba moment, kiedy wszyscy myśleli, że Król wróżek umarł
Najciekawszy wątek: Wilkołaki i pierwsze stado
Forever online: Nimat
Najlepszy romans: Marianne i Malekith
Najlepszy związek: Jonathan i Lennan
Najlepszy Lider/liderka: Oscar, Oinari
Najlepsze wybrnięcie z patowej sytuacji: Ray krzycząca do Shi, że mu zrobi łapacz snu, tylko niech Viv nie morduje xD

:owca:
Sora <3
Król raczej od pytań się nie odgoni, KIEDY już go wybudzą, na razie jednak musieli skupić się na tym, by to w ogóle osiągnąć. Smoczyca nie dawała gwarancji, Dev mogła to zrozumieć. Widocznie to, co robili, to zwykły eksperyment, który mógł przynieść skutki, lub nie, ona wiedziała jednak jedno. Nie poprzestanie na jednej próbie, nie teraz, gdy byli tak blisko odzyskania Króla. Nie teraz, gdy mieli go przed sobą, niemal na wyciągnięcie ręki, choć oddzielał ich ten cały kryształ.
Dev nie spodziewała się, że brat tym razem dopadnie ją ze swoimi próbami ukojenia. I chociaż objął ją delikatnie, ona lekko się na ten gest spięła. Dla nie to po prostu nie był czas i miejsce, nie wtedy, gdy patrzyły na nią wampirzyca, Catriona i nowo poznana kobieta. Odwzajemniła jednak uścisk, wkładając w to prawdziwe emocje, które przebiły się przez przyjętą maskę i na chwilę wypłynęły. Troska o brata, niepewność, wyrzuty sumienia, to wszystko wylała w tę krótką, intymną na swój sposób chwilę rodzeństwa. Uśmiechnęła się lekko na słowa brata i spojrzała na niego, jakby znów miała przed sobą niesfornego dzieciaka, a nie wróżka, który godnie zastępował ojca.
- Wiesz, że jesteście dla mnie ważni. Dlatego tu jestem, inaczej nie mogłabym postąpić - powiedziała cicho, kończąc jednak ich uścisk, gdy przemówiła Smoczyca.
Dziewanna nie musiała oznajmiać, że jest gotowa. Była od momentu, gdy usłyszała o wszystkim, jeszcze bardziej się w tym upewniła, gdy zobaczyła Ojca.
Podeszła do misy i chwyciła sztylet, nie zwracając nawet uwagi na zdobienia. Nie to było ważne. Przyłożyła go do skóry na dłoni i zamarła na chwilę. Król Ciemnego Dworu. Potem Król Wróżek. Dla niej jednak przede wszystkim rodzic. Nie był może idealny. Pamiętała ich pierwsze spotkanie, pamiętała, że wtedy był dla niej niczym obcy człowiek, władca, ten, który łaskawie pozwolił jej zaznać dworskiego życia, a jednak z czasem to się zmieniło. Przestał być obcy, a zaczął być kimś, komu Dev zaczęła całkowicie ufać, którego podziwiała, którego miała zamiar chronić za wszelką cenę, a mimo to, to on ochronił ją. Przypomniały jej się momenty, gdy obdarzył ją zaufaniem i słuchał jej rad oraz uwag, które czasem wtrącał. Pamiętała te chwile we dwoje, gdy grali w szachy i rozmawiali. Gdy nie byli Królem i poddanym, a córką i ojcem. Nikim mniej, nikim więcej. Tęskniła za tym. Tęskniła za nim. Kochała go dziecięcą miłością, prostą i czystą, a jednocześnie podziwiała, jako autorytet i władcę. Był jednak jej tatą. Chciała go z powrotem.
Te wszystkie myśli przepłynęły przez jej głowę, zanim przecięła swoją dłoń, a krew spłynęła do misy.
Wrona była tylko zwykłym zwierzęciem, a ona nie były ufne w stosunku do gatunku innego niż swój. A już szczególnie do tych większych i chodzących na dwóch łapach, a nie mających skrzydeł. Lereena nie powinna więc brać zachowania ptaka do siebie. Ten po prostu zrobił wyjątek względem Dziewanny, bo ta potrafiła do niego mówić, a i jeszcze go rozumiała. To było coś innego, coś ciekawego. Starsza wróżka po prostu mogła pozwolić sobie więcej, jeśli chodzi o faunę i florę, bo dość dużo poświęciła na rozwijanie mocy, które umożliwiałyby z nimi kontakt. Nawet teraz słyszała, o czym szepczą drzewa, wiedziała, co czuję wrona i starała się ją uspokoić, a także mogła spróbować porozmawiać z resztą zwierząt, które ich otaczały. Ba, nawet w niektóre z nich mogła się zmienić, choć nie we wszystkie. Nad tym jeszcze pracowała. Ptak więc nie odleciał, a obserwował obie kobiety, jednak wolał zachować pewien dystans. Na wszelki wypadek, by nie skończyć jako obiad którejś z nich.
Devana zanotowała zmianę w zachowaniu Ler, która widać odetchnęła z ulgą, że się nie spóźniła. Dobrze, punktualność była w cenie, choć nie koniecznie powinna aż tak stresować. To jednak nauki na później, teraz lepiej było nauczyć się co nieco, jeśli chodzi o magię. Sztylety zgubisz, zdolności raczej nie utracisz tak łatwo. Dlatego były tak bardzo dla nich ważne.
Dev uniosło wysoko brew, gdy Lereena zaczęła swój mały wykład. Nie przerywała jej jednak, a słuchała, chcąc zobaczyć, ile dziewczyna wie i jak bardzo jest to przydatne. Co prawda tego typu teoria nie dawała za wiele, miło jednak było wiedzieć, że syrenka była zainteresowana tematem i próbowała się czegoś dowiedzieć na własną rękę.
- Ładnie, ale trochę książkowo. Dobrze, że zaczęłaś od wody, to raczej żywioł, który będzie ci sprzyjał, patrzą na to, jak blisko jesteś z nią związana. Oprócz tego, że ta dziedzina wymaga skupienia oraz ostrożności, to ważna jest jeszcze jednak rzecz. Zrozumienie działa ów żywiołu i w pewnym stopniu, hm, połączenie się z nim? Nie wiem dokładnie jak to kreślić. Jednak zanim stworzysz burzę czy wiat, musisz wiedzieć, czemu i jak powstają. Co się na nie składa. Jak to możliwe, że powstają pioruny, jak to możliwe, że wiatr jest tak silny, jak to możliwe, że płonie ogień i tak dalej. Skoro już coś wykombinowałaś z wodą, do będziemy na niej kontynuować twoją naukę. Przejdziemy się kawałek, niedaleko na północ jest strumień - zarządziła, po czym ruszyła w odpowiednim kierunku. Przeanalizowała w głowie dokładniejszy plan tego, co będą dziś próbować zrobić i ponownie spojrzała na Ler. - Jak myślisz, jaka jest woda? - pytanie trochę dziwne, ale dość ważne, by mogły przejść dalej. - I nie uznaję odpowiedzi mokra. W ogóle co oznacza, że coś jest mokre? - dalej drążyła, chcąc zobaczyć, jak syrenka sobie radzi w myśleniu. Szpieg musiał mieć sprawny umysł, nie mógł być tępym wojownikiem z toporem w ręku, bez urazy dla niektórych. Szła, czekając na odpowiedzi, a za nimi leciała wrona, która raz za razem siadała na gałęzi, przyglądając się wróżkom.
Dziwna to była dla niej sytuacja. Nie rozumiała paru rzeczy, których nikt nie chciał, lub nie mógł rozjaśnić, musiały więc wystarczyć jej zwykłe domysły. Tak jak w przypadku wampirzycy, która im towarzyszyła. Jeśli potrzebni byli potomkowie Króla, to widocznie kobieta musiała być siostrzyczką od strony Króla. Miło, że nie wiedziała o kolejnej tajemnicy, choć Oinari zdawał się ją znać i całkiem dobrze się z nią dogadywać. Spoglądała z lekko przymrużonymi oczami na ich chwilę czułości. Dziwnie się czuła z tym widokiem przed oczami, sama jednak nie miała zamiaru wtrącać się w tę sytuację, która była widać Oinariemu potrzebna. Nie, żeby sama zupęłnie stroniła od kontaktu fizycznego, czasem nawet sama niego wołała, teraz jednak, przy tych wszystkich praktycznie obcych jej osobach, wolała się nie odsłaniać. Może później, gdy zostanie z bratem sam na sam.
Oh i lepiej, by ten przestał myśleć o sobie jako tchórzu. Jeśli ktokolwiek powinien dostać takie miano, to Devana. To ona była starsza, to ona powinna przyjąć na siebie ciężar dowodzenia, a jednak nawet się o to nie postarała. Nawet nie spróbowała, zrzuciła wszystko na jego barki, nie próbując go wspomóc, wykonywała jedynie jego rozkazy, nie pokusiła się nawet o to, by samej podjąć cholerną inicjatywę. Siedziała w swojej bańce komfortu, zamiast wyjść z niej, choć na chwilę i przynajmniej spróbować. Wiedziała, że to był jej błąd. Wiedziała, że powinna postąpić inaczej i czuła przez to wyrzuty sumienia, szczególnie teraz, gdy siedzieli w tej całej komnacie z Królem w krysztale. Czuła, że zawiodła. I Ojca i Oinariego. Nie miała jednak zamiaru się z tego powodu załamywać. Musieli działać, jeśli chcieli pomóc Królowi, jeśli chcieli, by znów był wśród nich.
- Będziemy próbować wszystkiego, co nam przyjdzie do głowy. Krew to niewielka cena za odzyskanie Ojca. A jak to nie pomoże, to będziemy szukać dalej. Żyje, jest tuż przed nami, to już i tak ulga, przecież myśleliśmy, że już nigdy go nie zobaczymy. Owszem, nie ma gwarancji, ale i tak dostaliśmy więcej, niż na to zasługujemy. Zresztą, w końcu ten jeden raz mamy szanse, by to ojciec został uratowany przez nas, a nie odwrotnie, taka okazja może się już nie powtórzyć - uśmiechnęła się do Oinariego. Nawet jeśli nie uda im się obudzić Króla za pomocą krwi, to Dev nie miała się zamiaru tak łatwo poddawać. Nie po tym, ile dla niej zrobił, nie po tym, jak o nią dbał, nie po tym, jak prawie oddał za nią życie, choć powinno być odwrotnie.
Wracamy do zabawy

Devanę zaskoczyło pojawienie się obcej kobiety, której aura była niepokojąco przyjemna, a jednocześnie coś jej cholernie przypominała. Nie wiedziała, kim ona jest, co od nich chce i dlaczego w ogóle postanowiła się pojawić w tym miejscu, skoro o spotkanie prosił je Oinari. Wróżka zacisnęła zęby, czekając na wyjaśnienia. Na które załapała się również jakaś wampirzyca. No tej to już kompletnie się nie spodziewała, można ująć, że była jeszcze większą niespodzianką, niż sama Smoczyca. Dev obrzuciła Dziecię Nocy podejrzliwym spojrzeniem, bo oczywiście, jak to w jej rodzinie tradycja nakazywała, nikt nikomu nic nie mówił. Szczególnie o kolejnych członkach ichniego rodu.
A potem nadszedł czas na wyjaśnienia, na które driada zmarszczyła brwi. Wiedziała, że nic nie mogło pójść gładko, wiedziała, że Ojcu coś musiało się stać, skoro jeszcze do nich nie wrócił, skoro to nie on stał na ich czele. Odczuła jednak też ulgę. Bo w końcu naprawdę żył. Nie odszedł na zawsze. Choć co oznaczało to, że będą musieli oddać część siebie?
Szybki teleport, chwila zaskoczenia i rozejrzenia się po komnacie, by wypatrzeć dwie sylwetki. Swojego brata i Króla, ukrytego w ogromnym krysztale. Wpatrywała się w swojego rodzica niedowierzając, a jednocześnie czując w środku powoli rosnące ciepło. Myślała, że go straciła, a jednak tu był. Podeszła do kryształu powoli, ostrożnie, jakby bojąc się, że go uszkodzi. Przyłożyła do niego rękę i czoło, po czym bezgłośnie powiedziała kilka słów, które nie były przeznaczone dla nikogo innego, oprócz niej i Ojca, który mógł jej nawet nie słyszeć. Proste wyznanie dziecka, które czuło, że zawiodło, które kochało miłością pierwotną i naturalną, przy czym skomplikowaną. Dopiero po chwili oderwała się i stanęła obok brata, posyłając mu pytające spojrzenie, jedno z tych, które często wymieniali. Może on bardziej rozjaśni sytuację?
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo