Nałożyła strzałę na cięciwę, sprawnym ruchem naciągnęła ją tak, że niemal dotknęła nią kącik swoich ust. Nie celowała długo. Wypuściła z płuc powietrze, zwolniła strzałę, a ta pognała wprost do celu, którym tym razem była zwykła tarcza zrobiona ze słomy. Trafiła niemal w sam środek, na jej twarzy nie pojawiło się jednak za dużo emocji. Sięgnęła po kolejną strzałę, wymierzyła, strzeliła i tak jeszcze kilka razy, aż kołczan przypięty do jej pasa nie opustoszał. Wzięła łuk do ręki, podeszła do tarczy i zaczęła wyjmować strzały, które skłębiły się w najwyżej punktowanym polu lub jego okolicach. To był jej codzienny, dość rutynowy trening, który pozwalał jej stawać się coraz lepszą, jak i nie wyjść z formy, gdy misji było jak na lekarstwo. Aż kusiło ją, by znów wybrać się do świata ludzi i trochę tam namieszać. Miała jednak trochę obowiązków, w tym nauczanie kilku młodzików, w tym jednej młodej syrenki, która lada chwilę miała się tutaj zjawić.
Driada przeciągnęła się leniwie, po czym opadła na trawę. Wsłuchała się w odgłos wiatru, szum liści, śpiew ptaków i ciche szepty roślin. Uśmiechnęła się do siebie, czując niezwykłą radość i spokój. Polana we wróżkowym lesie dawała jej schronienie przed wszelkimi dworskimi intrygami, które nie prowadziły do niczego zbyt przydatnego i całym tym życiem jako księżniczka. Dobrze, że ojciec nie naciskał na jej obecność w życiu towarzyskim Ciemnego Dworu, bo chyba by się szybciej pocięła, niż zawitał na kolejnym bezsensownym balu. Naprawdę, już wolała uczyć żółtodzioby. Jeszcze musiałaby łazić w niewygodnych sukniach i nosić tiarę. Oh bogowie, naprawdę, nie nadawała się do tego, mimo iż czasem sukienka nie była złym pomysłem. Po prostu te całe niepotrzebne warstwy materiałów i ozdób przy dworskich sukniach irytowały.
Ona wolała prostotę i wygodę, szczególnie jeśli miała trenować. Dlatego postawiła na strój typowo męski. Miała na sobie zwykłe, ciemnozielone nogawice, skórzane buty za kostkę, luźną, oliwkową tunikę na długi rękaw. Przepasana była zwykłym, skórzanym paskiem, którego nadmiar swobodnie zwisał, kończąc się gdzieś na wysokości połowy jej uda mosiężną ozdobą przedstawiającą wyjącego wilka. Włosy, obcięte do ramion, związała w prosty kucyk. Na ramionach narzucony miała zwykły, szary kapturek z krótkim ogonem z tyłu, z wyhaftowanymi żółtą nicią motywami roślinnymi. Jedyny element typowo ozdobny.
Usłyszała, że ktoś idzie, podniosła się więc i skierowała wzrok w kierunku hałasu. Miała już plan na to, jak zabawi się dziś ze swoją uczennicą. Mała wrona usiadła na jej ramieniu, wpatrując się razem z nią w las, również wyczekując tego, kto miał zakłócić ich spokój.
Mieli więcej przypuszczeń, niż stwierdzeń, co Dev nie pasowało, wiedziała jednak, że nic lepszego na obecną chwilę nie osiągną. Za mało wiedzieli, za dużo stanęło przed nimi niewiadomych, musieli więc jakoś potwierdzić takie, czy inne teorie, a to nieubłaganie sprowadzało ich do działania. Jeszcze trochę i zakończą swoje spotkanie, a wtedy wróżki będą mogły w końcu przejść do czynów. Jeszcze trochę, a dostaną odpowiedzi na swoje pytania i dowiedzą się, czy Strażnik ich nie porzuci i im pomoże.
- Niestety, ale Nimat może mieć trochę racji. Strażnik nie musi być dobry, może po prostu dbać o harmonię tego świata, a wtedy to, czy uda nam się go przekonać, by nam pomógł, może zależeć od tego, kto na ów harmonię gorzej działa. Mrok, czy może my sami? - uśmiechnęła się smutno. Cała nadzieja więc w tym, że legendarna istota znajdzie sens w tym, by udzielić im wsparcia. Większe więc szanse mieli w poproszeniu go o przywrócenie Iskry niż o pokonanie Mroku.
To, że Iskra się rozdzieliła, brzmiało sensownie, choć nasuwa się wtedy pytanie, czemu Mrok tych fragmentów nie mógł znaleźć, jeśli przez ten cały czas po prostu tkwiły rozproszone w różnych miejscach. Czy to dlatego, że póki główna część Iskry napędzała Spiralny, te się do końca nie przebudziły, czy jeszcze coś innego miało na to wpływ?
- Jestem niezwykle ciekawa, co zamierza sama Iskra? - rzuciła, by po chwili wywrócić oczami. Oj czepneli się jednego słowa, które było częścią nazwy własnej, jakby mieli alergię na wszelkie bóstwa i inne tego typu sprawy.
- Lisy mówiły na ów istotę Bogini, tak więc też ją określiłam. To nazwa, tak jak każda inna, nie rozumiem, czemu musicie od razu wytykać mi wiarę w to bóstwo, gdy, notabene, nie wierzę w podobne nadrzędne siły, które tak pokochały istot ludzkie - westchnęła, lekko poirytowana ich zachowaniem. Błagam, sama miała imię pochodzące od Bogini, za którą ciemny jeszcze wtedy lud ją brał. Tylko dlatego, że potrafiła kilka przydatnych sztuczek. To chyba dużo mówiło?
Spaczenie terenu... Coś zasłyszała od Króla, ba, miała tam nawet się wybrać, poobserwować wywerny, jakoś jednak nie udało jej się przed zniszczeniem całego domu. Widać mieli jednak już jakąś wprawę w naprawianiu tego, co zniszczone. Chętnie by się dowiedziała więcej.
- Chętnie dowiem się więcej o tym spaczeniu. Może doświadczenia z wtedy, pomogłyby przy ewentualnej odbudowie domu? Zresztą, czyż nie na tych moczarach miał się kryć Pradawny? Czy to może mieć jakiś związek? - dopytywała, patrząc to na Nimat, to na Ninę, bo w końcu to one na ten temat mówiły.
Była jak najbardziej za użyciem mocy cieni, lecz wtedy z Marianne musiałyby jeszcze raz przeanalizować cały plan wyprawy i to, czy na pewno każde z nich wytrzyma tak długi czas, korzystając z tej umiejętności.
- Myślę, że próby ukrycia się będą bardziej odpowiednie. W końcu mieliśmy wysłać jak najmniejszą ilość osób, dywersja może zwrócić uwagę także tę niepotrzebną - założyła ręce na piersi, zastanawiając się, co jeszcze zostanie poruszone na spotkaniu.
Wzięła sobie kolejną kanapeczkę, dalej słuchając wszelkich ustaleń. Ona już wiedziała, co ma zrobić, choć chętnie wysłuchiwała, co takiego inni mają do powiedzenia w przeróżnych kwestiach, które zostały poruszone. Sprawa strażnika i ich próba jego znalezienia wydawała się dla niej oczywistym punktem. W końcu coś musieli zrobić, a że opcji aktualnie za wiele nie pozostało, to przynajmniej mogli łapać się legend i nadziei.
- Mamy nadzieję, że uda się zdziałać cokolwiek, nawet jeśli Strażnik nas nie wysłucha, to pierwszy zwiad będziemy mieli za sobą. Kto wie, co jeszcze uda nam się dowiedzieć, gdy już przekroczymy portal - spojrzała na Mariannę, bo i w ten sposób ich misja mogła przynieść jakieś korzyści. Przynajmniej reszta będzie mogła dowiedzieć się o paru niespodziankach.
Spojrzała na mapę i na to, co pokazywał im Oinari. Pochyliła się nad iluzją i przyjrzała położeniu lokacji. Odwiedziła tunele, wtedy, podczas feralnego karnawału, lecz nie znała ich na tyle dobrze, by kojarzyć drogę, o której mówił jej brat. Wydawała się jednak naprawdę dobrą opcją, a przynajmniej lepszej nie mieli.
- Zawsze jakaś szansa, że wzrok Mroku tam nie sięga. A jeśli jednak tak, to podejrzewam, że Dziki Gon razem ze swoją siedzibą raczej nie mają łatwo, o ile jeszcze trzymają się na nogach - realne stwierdzenie. Jeśli Pradawny wiedział o tunelu, mógł zaatakować nie tylko od frontu, ale i od pleców. A to nie byłoby zbyt przyjemne dla członków Gonu.
Wysłuchała, co brat ma do powiedzenia o drzewie i zamyśliła się na chwilę. Mapa, tak? Czy tylko? Czy mogłaby być to droga, dzięki której mógłby im zaszkodzić? Dzięki której mógłby ich zranić, zabić, a może kontrolować? Spojrzała na brata tym razem bardziej znacząco, dając mu do zrozumienia, że będzie chciała o tym porozmawiać. Wydawało jej się to dość istotną sprawą, przynajmniej dla nich.
Wyspa. Owszem, ciekawiło ją to miejsce, choć powiedzmy szczerze, na obecną chwilę wątpiła, by miało być ono ich priorytetem. Zostało zniszczone, choć miało w sobie coś niezwykłego. Amaterasu...
- Nie sądzicie, że Bogini Lisów miała jakieś bardzo bliskie połączenie z Iskrą. To, że nas uleczyła z wpływu Mroku i tak dalej, nie jest to znajome dla was, czarownicy? - rzuciła, choć to była jedynie teoria, która nie musiała mieć pokrycia.
Na temat Nefilim wolała się nie odzywać. O ile w ogóle pomyślą o tym, by jednak zgrzebać cztery litery i im pomóc, to na pewno dopiero wtedy, gdy uprzątną syf, który sobie zgotowali. The Cohort, niekompetencja, lepiej, niech zajmą się swoimi sprawami i dadzą dorosłym działać. Bo inaczej będą jedynie zawadzać.
Dev nie wiedziała, jak wyglądało życie młodych Łowców i jakoś w nie, nie wnikała. Lennana wychowywała po swojemu, pilnując, by niczego mu nie zabrakło i by mógł sobie poradzić w późniejszych latach. Nie miała jednak w intencji zrobić z niego maszyny do zabijania, którą mieli być Nefilim, po prostu dawała mu lekcje, które mógł wykorzystać, a jednocześnie uczyła piękna świata, sztuki, czy po prostu się z nim bawiła i spędzała miło czas. Bo swoją relację opierała na miłości, nie na utrzymaniu renomy rodu.
Proszę nie śmiać się z matki. Ona po prostu działała niemal instynktownie niczym lwica broniąca swoje młode. Zabiłaby każdego, kto skrzywdziłby Lennana, nie ważne, kim ta osoba była i nie było przy tym dyskusji. Swoich bliskich broniła zażarcie. Tym bardziej że miała ich ostatnio coraz mniej, co niezwykle ją bolało. Miała ich niewielu, a każdą stratę odczuwała niezwykle mocno. Dobrze, że chociaż jedna miała szansę się odnaleźć.
- Pamiętaj jednak, że zawsze ci pomogę w razie potrzeby - westchnęła, po czym znów się uśmiechnęła. Czasem trudno sobie przypomnieć, że Lenn nie był małym chłopcem, a dorosłym mężczyzną. Z którego była niezwykle dumna, choć czasem by chciała, by pozostał dzieckiem na dłużej. Im starsza pociecha, tym jakoś mniej była skora do czułości, a Dev jakoś nie mogła się przestawić. Przynajmniej jeszcze nie. - Widzisz, to oznacza, że twoje miejsce jest u nas, Faerie, do czego musimy postarać się doprowadzić - kiwnęła mu w końcu, jakoś przełykając te wszystkie niepewności i obawy. To było trudniejsze dla niej, niż myślał. Niż ona sama myślała.
Z zaciekawieniem słuchała o spotkanym przez syna wróżku, a z każdym słowem jej mina robiła jakoś bardziej nieprzenikniona, a w oczach gościło pewne przejęcie. Zacisnęła zęby, doskonale wiedząc, do kogo pasował ten cały rysopis, tym bardziej że ów osoba miała szpiegować w Azylu.
- Uważaj na niego - stwierdziła na samym początku, gdy Lennan skończył. - A najlepiej nie przyznawaj się przy nim, że w ogóle mnie znasz. Powiedzmy, że nie mamy za sobą najlepszej przeszłości, ba, każde spotkanie może się skończyć śmiercią moją, albo jego. Jego imię to Bevin, choć oczywiście nie te prawdziwe. Był wiernym wyznawcą Jasnego Dworu, Psem Królowej i moją byłą ofiarą, której udało się zwiać. Z drugiej strony niektórzy mu ufają, choć, można powiedzieć, że był jedną z tych osobistości, przed którą wolałam cię chronić - skoro miał się pytać o każdą wróżkę, to ona zamierzała mu wszystko wyjaśnić. Skoro już wkraczał w ten świat, lepiej, by wiedział o zagrożeniach.
W sumie był jeden przedmiot, który należał do Króla i który obecnie posiadał Oinari. Dev nadal pamiętała o znalezionej masce, gdy wyspę i ich świat zaczął pochłaniać Mrok. Wspomnienie tego momentu, gdy zrozumiała, co się dzieje, prawdopodobnie już do końca zostaną w jej pamięci. Gorzki posmak porażki, bezsilności i wściekłości. I późniejsza rozpacz. Teraz jednak mieli nadzieję.
- Zawsze możesz spróbować, może akurat cię posłuchają? Wiesz, to pozostali są głusi na odzew roślin, one jednak doskonale wiedzą, co się wokół nich dzieje i co się do nich mówi - uśmiechnęła się do syna. Chyba wie, jakiej umiejętności będzie musiała nauczyć syna, gdy ten już stanie się pełnoprawnie jednym z nich. Zresztą, on zawsze mówił do roślin, nawet jeśli nie wiedział, co odpowiadały. Według Dev było to całkiem urocze oraz miłe. W końcu można uznać, że w ten sposób Lenn naśladował matkę. Co jej schlebiało.
Znów się uśmiechnęła na wspomnienie o Jonathanie. Widać Lennan miał już całkiem ładną grupkę tych, którzy byli gotowi go ochraniać. To dobrze, Dev mogła być spokojna, że gdyby jej nagle zabrakło, on nie zostałby sam. Co jej przypomniało, że w sumie chyba należałoby powiedzieć również o swoich planach. Na razie jednak pokręciła głową na słowa o Oinarim.
- Cóż, widać dobrze to przyjął, myślę, że możesz na niego liczyć. Szczególnie że postanowił powierzyć ci tak ważne zadanie. Widać od razu zaczął cię traktować jak jednego z nas. Zapewne zabawnie będzie reagować, gdy zaczniesz mówić do niego wujku - mrugnęła do Lennana.
Cóż, chyba do Lenna doszła całkiem ważna kwestia posiadania w swoich żyłach błękitnej krwi. Wiedziała, że nie była to łatwa wiadomość do przetrawienia, sama nie za bardzo lubiła o tym myśleć, ale lepiej go uświadomić jak najwcześniej.
- To, że nie będziesz miał wstążek, nie oznacza, że twoim dziadkiem nie jest Król. Cała sytuacja z dziedziczeniem jest pogmatwana, bo co chwilę ktoś się odnajduje, ktoś abdykuje, także nie zdziw się, jeśli któregoś dnia nie stanie przed tobą trudna decyzja. Na razie chyba jednak nie masz sobie czym zawracać głowy. No, chyba że przypomnieniem sobie manier i niektórych tańców, bo jeśli odzyskamy dom, to jako członek rodziny Królewskiej będziesz musiał czasem odstawić jakąś szopkę - tak, Dev właśnie tak to widziała. Jej samej dworskie przepychanki aż tak bardzo nie ciekawiły, dopóki nie doprowadzały do zabójstwa, które miała wykonać, lub czasem powstrzymać.
Lekkość w jej głosie, którą do tej pory utrzymywała jednak nagle znikła. Spojrzała na syna poważnie.
- Gdy tylko skończy się ten cały polityczny bajzel, idę z Marianne do Faerielandu - powiedziała, choć z lekkim zawahaniem. Niech wie, tak na wszelki wypadek. Gdyby coś miało pójść nie tak.
Wiadomość, którą dostała, niemal natychmiast postawiła ją na nogi. Znaleźli go. Znaleźli, informacje o tym, że żyje, były prawdą, a nie jakimś lichym marzeniem. Dawno już nie czuła takiej radości, dawno już nie czuła tak jasnego płomienia nadziei. Cholera, od czasu, gdy nie było przy niej Króla, czuła się źle. Jakby nie na miejscu, jakby nie do końca wiedziała, co ma robić. Błądziła, zagubiona w poczuciu straty i to nie tylko jego. Szarpały nią emocje, których nie chciała, a które mimo to nie mogła się ich pozbyć. A teraz, choć na chwilę wszystko się odmieniło. Nadzieja rozbłysła jaśniej i wyraźniej, oświetlając na chwilę jej duszę.
Szła w stronę fabryki szybkim tempem, tuż za nią podążał jej chowaniec, zaciekawiony nagłym poruszeniem swojej Pani. W końcu ostatnimi czasy głównie chodziła na jakieś głupie spotkania, przez które musiał sam siedzieć w obcym, choć już nie tak bardzo, domu. Teraz mógł w końcu jej towarzyszyć.
Devana w końcu dotarła do ogrodzenia, spoglądając ciekawsko na Catrionę. Nie spodziewała się jej tu spotkać, ale widać w końcu przestała uciekać przed losem i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. To dobrze, uciekanie przed tym, kim się jest, nie zawsze wychodziło na dobre. Skinęła jej głową i przystała w ciszy, spodziewając się spotkać tu jeszcze Oinariego, w końcu od niego dostała wiadomość. Byli dziećmi Króla, musieli więc dowiedzieć się, co dokładnie się stało. I czemu Ojciec nie mógł się z nimi skontaktować. Tak, to niepokoiło Dev, choć zawsze lepiej, że przynajmniej żyje.
1. Tipi (Kieran & Pia) 21 -
2. Mariakith (Marianne & Malekith) 26 +
3. Nook (Nina & Hook) 31
4. Desanor (Desmond & Eleanor) 24
5. Pianor (Pia & Eleanor) 25
6. Jizhi (Joe & Shizhi) 22
7. Frayden (Freya & Jayden) 19
8. Igianne (Marianne & Ignis) 23
9. Vain (Viviane & Rain) 28
10. Mekith (Mei & Malekith ) 27
Dev raczej nie uważałaby tej całej sytuacji za śmieszną. W sumie to by pewnie to trochę rozumiała, w końcu ona sama dawała się wodzić, bo czy innym było te paniczne szukanie jej czarownika, który zostawił ją z samą z tym całym burdelem, wtedy, gdy w sumie potrzebowała czyjegoś wsparcia. Serce nie sługa, jak to się mówi. Mogły być silnymi kobietami, ba, do tego cholernie niebezpiecznymi, nie były jednak z kamienia, choćby chciały. W końcu znalazł się ktoś, kto je cholera poruszył, a do tego jednocześnie skrzywdził i nic już nie mogły z tym zrobić. Jedynie pogodzić się, żyć dalej postarać się nie popełnić tych samych błędów. A to wbrew pozorom nie było łatwe. Widać więc Dev musiała cierpliwie czekać, aż Marianne sama do niej z tym przyjdzie, choć powiedzmy szczerze, będzie przy tym niemal cierpieć z niedomiaru informacji. Choć teraz rzeczywiście, skupiała się i tak na ważniejszych problemach.
Skinęła siostrze, zgadzając się z nią. Z ich dwójki to Marysia była lepszym tankiem, Dev miała inne umiejętności, które mogli wykorzystać. W końcu wybierali się w niebezpieczne regiony, choć niby były ich domem. A jednak, odmienionym i czyhającym na ich życia, co wydawało się śmieszna, ale i tragiczne. Czy zastaną jedynie ruiny, czy może jednak coś się uratowało? Czy po wszystkim, jeśli uda im się uratować ich od Mroku, uda im się wszystko odbudować? Czy może jednak będą i tak musieli poszukać nowego miejsca zamieszkania? Wiele ryzykowali, nadzieję zaś pokładali w niezwykle młodej wróżce. W ich największej nadziei.
- Ta delikatność duszy może jednocześnie okazać się jego siłą. Nie wiem, czy to my będziemy musieli szukać strażnika, czy raczej strażnik znajdzie nas, mam jednak nadzieję, że naprawdę raczy nas wysłuchać i nie odeśle z kwitkiem. Wiem, że nie jesteśmy idealni, że nasza rasa ma wiele na sumieniu. Wojny, wybijanie się nawzajem i inne grzeszki. Wyratowanie swojego świata jest chyba jednak nie takim złym życzeniem, co?
- uśmiechnęła się słabo. Wrócić, spróbować żyć jak wcześniej, szczęśliwie. Chyba po całej sprawie z Mrokiem zaczną bardziej doceniać to, co mają. Króla, o ile się znajdzie, dom, inne wróżki. Zaśmiała się na kolejne słowa Marysi. - W sumie kto ci broni spróbować gry na instrumencie? Co, zniszczy to twój wizerunek nieokrzesanej Niedźwiedzicy? - znów się zaśmiała. Chłopak nie musiał być głupi czy szalony. Mógł po prostu zauważyć atuty Marianne, te, które nawet ona nie dostrzegała i po prostu wpaść na pomysł, jak je wykorzystać. A, że widocznie nie znał owej wróżki, to trochę nie trafił z preferencjami, choć chętnie by zobaczyła siostrę z wiolonczelą. Byłaby to ciekawa odmiana.
Łowcy. Dev się wzdrygnęła, jakby pomyślała o czymś wyjątkowo paskudnym i zmarszczyła nosek.
- Jak nie wyjdę w trakcie spotkania, uznam to za sukces. Tak samo, jeśli nikogo nie zadźgam, jak zaczną gadać głupoty, a tego, że to zrobią, jestem niemal pewna. W końcu i tak jeszcze ani razu się nie popisali w całej tej sprawie - westchnęła i pokręciła głową. Już na samą myśl jej się odechciało, Oinari jednak poprosił, by z nim poszli, a ona nie miała zamiaru się kłócić. Zresztą mogła okazać się przydatna w kilku kwestiach.
Zebrać siły? Nie wiedziała, o co chodziło siostrze, ale podejrzewała, że nie wygląda aż tak źle, by ktoś kazał jej odpoczywać. Może i była lekko zmęczona, ale nie na tyle, by musieć się już teraz kłaść. W końcu było trochę rzeczy do zrobienia, kilka kwiatów do przesłuchania i wróżek do odwiedzenia. Zresztą nie tylko wróżek.
- Zajrzę jeszcze do Lennana i spróbuję chwilę odsapnąć, ale nic nie obiecuję. Wolę być na nogach, gdy to coś z tych krzaków wyskoczy, tak na wszelki wypadek. Zresztą, ty też chyba musisz wziąć głębszy oddech i zaznać chwili spokoju. Dobrze ci to zrobi - stwierdziła w odwecie, unosząc lekko brwi wyzywająco. Musiała jeszcze sprawdzić co u syna, a i miała parę spraw do przemyślenia, tak łatwo więc jej się nie położy. Nie chciała jednak bardziej denerwować Marianne, dlatego podniosła się, skinęła jej głową i podążyła szukać swojej pociechy, z którą chciała porozmawiać, Szczególnie po tym, jak dowiedziała się o Ojcu.

/zt x 2
Te kanapeczki, ta muzyczka, naprawdę miło było w końcu pojawić się gdzieś, gdzie przyjmą cię całkiem dobrze, a atmosfera nie będzie próbowała wszystkich udusić. Rozmowa z Clave naprawdę nie należała do najmilszych i wątpiła, by cokolwiek miałoby ją teraz zirytować tak samo, jak próba porozumienia się z Łowcami. Błagam, czuła się, jakby gadała z bandą dzieciaków i choć w sumie dla niej i tak byli niczym młodziki, to spodziewała się przynajmniej po tych starszych odrobiny profesjonalizmu i wiedzy, jak należy mierzyć się z zagrożeniem oraz jak rozmawiać o taktyce. A tu się mocno zawiodła.
Jak jeszcze czarownicy ją zawiodą, to się chyba potnie.
Usiadła sobie wygodnie na kocyku i sięgnęła po kanapeczkę, stwierdzając, że lepiej jej się myśli na pełny żołądek. Zresztą nie mogła zrobić przykrości gospodarzom. Zerknęła po wszystkich nieprzeniknionym wzrokiem, zastanawiając się, kto wykona pierwszy ruch. W końcu jeden z czarowników przeszedł do merytorycznej rozmowy, dając nadzieję na sukces. O, doinformowani, myślący, dający propozycję, stanowczy. To się nazywa sojusznik.
Słuchała uważnie, aż nie doszli do momentu, gdy jej brat wspomniał o kryształowym drzewie. Spojrzała na niego pytająco, bo sama nie miała nigdy okazji tam zawędrować, więc i za wiele o nim nie wiedziała. Nie zadała jednak pytań głośno, nie chcąc pokazywać, że nie każdy wszytko u nich wie.
Strażnika Lasu nie widziano, lecz czy to na pewno powód, by tak szybko rezygnować z próby skomunikowania się z nim?
- Mrok i Iskra też były tylko legendami. A teraz proszę, grozi nam przez nich zagłada. Powiedzmy szczerze, trudno teraz znaleźć wróżkę o nieskazitelnym sercu, pewnie więc dlatego żadna nie spotkała Strażnika Lasu. Jednak, czy to powód, by pominąć tę opcję? - spojrzała na Oinariego. W końcu już zgodziła się towarzyszyć Marianne w tej całej eskapadzie, ba, prawie nalegała, by Pucas ją ze sobą zabrała.
Kartki nie miała, długopisu też nie, ale zawsze można było użyć mniej konwencjonalnych metod, których nauczyła się w pracy. Tuż przed nimi na kocyku, za pomocą mocy iluzji, stworzyła obraz mniej więcej oddający dany fragment mapy Faerielandu, przedstawiający właśnie Ciemny Las i okolicę.
- Wystarczy? - zapytała, gotowa zmienić mapę w każdej chwili.
Sierpień

Kto: Dev & fruszki i czasowniki
Gdzie: Ogród w siedzibie fioletów
Opis: Kolejne planowanie i narady
Data: 03.08.19

Kto: Dev & Cat & Oinari
Gdzie: Fabryka
Opis: Król znaleziony
Data: 19.08.19
Devana nie wątpliwie była gotowa wysłuchać Marysi, w końcu od tego były siostry, tym bardziej takie, któremu wybierało się samemu, a nie były tak po prostu ustanawiane przez więzy krwi. W końcu nawet z Oinarim, choć był jej bratem zarówno z ojca, jak i matki, nie miała tak dobrych kontaktów, jak z wróżką, z którą właśnie teraz rozmawiała. Dlatego była gotowa na każdą możliwą wersję historii i już nawet powoli przygotowywała do każdej z nich odpowiednie słowa, bo rzez te parę chwil zdołała nawet zacząć zgadywać, o co mogło chodzić. Widać niepotrzebnie, bo Marianne jakoś nie kwapiła się do snucia wywodów. Dev uniosła oczy ku górze, pokręciła głową, ale nic nie powiedziała. Było w tym trochę racji, mieli ważniejsze rzeczy na głowie, ale do rozmowy z Clave raczej nie zdołają nic zdziałać, więc dziesięć minut by je nie zbawiło, choć widać lepiej, by spożytkowały je na snuciu planów. Nie kwasiła się, bo lubiła zajmować główkę takimi sprawami. Chociaż nie zamierzała tak do końca odpuścić. Nadejdzie dzień, kiedy zapędzi siostrę w uliczkę bez wyjścia i uda się jej ją przycisnąć do drobnej spowiedzi.
Skinięcie głową wywołało jedynie wyższe uniesienie brwi. Dev podciągnęła pod siebie nogi, by zaraz usiąść na kanapie po turecku. Bucików nie miała ubłoconych, toteż tapicerki nie pobrudziła. Chyba, a jak coś to zamaskuje ewentualne szkody magią iluzji i nikt się o niczym nie dowie. Nie, żeby miała coś przeciwko bardziej kobiecej Marianne, ale taka zmiana musiała być czymś spowodowana. Zresztą, przyzwyczaiła się do obecnego sposobu życia Marysi i wizja zmian jakoś była dla niej dziwna, choć interesująca. Zresztą, ona też ostatnio zaniedbała swoją kobiecą stronę na rzecz postawy żołnierskiej. Mieli jednak kryzys, a ona... Nie bardzo miała już komu jej pokazywać.
Och, rozumiała. Wystarczyła chwila, by pomyśleć o uroczym Anthonym, by wiedzieć, że sam to co najwyżej da się zeżreć pierwszej napotkanej istocie. Oj, zapowiadała się niezapomniana przygoda, jak spojrzy się na wszystkie aspekty. Nie był to jednak głupi plan, ba, powiedziałaby nawet, że całkiem błyskotliwy.
- Mogę bronić naszych tyłów, ty możesz zaś iść na przedzie i taranować nam drogę. To może się udać, o ile Lisek będzie miał na tyle rozumu, by się nas bezgraniczne słuchać i nie zrobi przy okazji czegoś głupiego - nie, żeby coś, ale ona po prostu mało komu ufała, szczególnie w kwestii tego, czy na pewno zachowa się odpowiednio i niczego nie wymyśli. Tajemniczy uśmieszek pobudził jakąś dziwną ekscytację w trzewiach Dziewanny. O, coś ciekawego? Słuchała o teoriach, by zamyślić się na chwilę.
- Nie jest to głupie stwierdzenie. W sumie miejmy nadzieję, że Strażnik będzie chciał porozmawiać z Anthonym, gdy będziemy mu towarzyszyć. Nie, żeby coś, ale jakoś trudno będzie mu znaleźć odrobinę bieli na naszych splamioną krwią duszach - odpowiedziała swobodnie, bo nie było to coś, co ją martwiło. To był po prostu fakt. Skrytobójcy zazwyczaj nie byli aniołkami. Taki zawód, taka ścieżka życiowa.
Dzieciństwo to inna sprawa i Dev o tym dobrze wiedziała. Wtedy nie miało się tylu problemów, wtedy świat był prosty, a radości łatwiej było uchwycić. To dorośli myśleli za ciebie i rozwiązywali twoje problemy, nauka była zabawą, a przyszłość wypełniona wspaniałymi przygodami. Tym bardziej, jeśli było się wróżką, dzieciństwo potrafiło trwać o wiele dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał. Lennan jak na jej standardy musiał dorosnąć niezwykle szybko. Dlatego mogła więc twierdzić, że ten uśmiech był po prostu wyjątkowy.
Lennan zdawał sobie sprawę, dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej, a to ją cieszyła. Nie chciała słyszeć wyrzutów, mimo iż sama je sobie robiła. W swoim życiu jednak skrzywdziła wiele osób, rozumiała, że wiele pałało do niej chęcią zemsty. A już na pewno najwięcej wróżek. Nie miała doświadczenia w ochronie tak niewinnej istoty, jak dziecko, dlatego to, co mogła według siebie zrobić, to wyszkolić je i ukryć tam, gdzie będzie bezpieczne. Cóż. Nie wyszło do końca tak, jak chciała, nie do końca pojęła, z czym wiąże się nadanie run. Nie wiedziała też tego, że nefilim bez run w ogóle może przejść przemianę. Jej ówczesny błąd. Musiała więc teraz pozwolić synowi naprawić jej błędy, choć to było dla niej bolesne.
Różnica wieku, szczególnie pomiędzy istotą długowieczną a tą z ludzkim limitem czasu, jaki może stąpać po ziemi, była naprawdę ciężka do przeskoczenia. Zdawała sobie sprawę, że to mogło gryźć zarówno Lennana, jak i Jonathana. I ją gryzło to, że obecnie jej syn mógł odejść przed nią, temu więc była mimo wszystko w stanie pomóc synowi pozbyć się jego pierwiastka Łowcy. Choć by to się udało, trzeba było najpierw odzyskać dom, co wydawało się trudniejsze, niż cała afera z Nefilim i ich opierzchłością. Miała nadzieję, że nie zacznie mieć od tego wszystkiego migreny, bo to było w tej chwili naprawdę zbędne.
Uniosła brwi na krzywą minę swojego syna.
- Tym bardziej przekaż mi, kto wysyłał w twoją stronę krzywe spojrzenie - drapieżna iskra zatańczyła w jej oku. - Może wyglądasz jak łowca, może masz umiejętności łowcy, ale przyznaj szczerze, w sercu jesteś wróżką i to jak dla mnie się najbardziej liczy. Jeśli inni tego nie wyczują, to znaczy, że oceniają cię pochopnie, a to bardzo niemądre z ich strony. I chętnie udzielę im lekcji - powiedziała, uśmiechając się. Znała syna, znała jego niektóre przyzwyczajenia. Wiedziała, jak kocha naturę, wiedziała, że na pewno poradziłby sobie w nauce wszelkich wróżkowych umiejętności. Miał to we krwi i w duszy. I to zapewne było silniejsze niż nefilimowa domieszka.
- Zawsze jakiś punkt zaczepienia, nieprawdaż? A jeśli mają go Łowcy, to podejrzewam, że Instytut dość szybko pójdzie z dymem, gdy ja i kilka innych wróżek się tam wybierze w odwiedziny - spojrzała na niego wymownie. Zresztą, Łowcy byli za głupi, by wykonać taki manewr. Gdyby znaleźli Króla, wróżki już dawno by o tym wiedziały. I to od nich. A Dev i tak rzucała jedyne luźne myśłi, to do Lennana należała decyzja, co z nimi zrobi.
Cóż, widać była osoba, która umiała ją przeniknąć na wskroś. Lennan znał ją jednak całe życie, co miała więc poradzić, że dzieciak potrafił z niej czytać lepiej, niż ktokolwiek inny. Zresztą lepiej, że to on tak dobrze ją rozumiał, niż ktokolwiek inny.
I tak dla niej zawsze pozostanie tym małym chłopcem, co miała poradzić? Zresztą sama w jeg wieku była jeszcze cholernie niedojrzałym dzieciakiem i takie pieszczoty dawkowane przez matkę nie były dla niej niczym dziwnym. Choć rzeczywiście, w późniejszych latach odsunęła się trochę od swojej rodzicielki, choć może to dlatego, że ta powoli popadała w szaleństwo, zabijając większość rodzeństwa Devany? Przez to wszystko została tylko ona i Oinari. Cóż, ten fakt chyba był kolejnym powodem, dla którego ukrywała Lennana. Wolałaby, by nikt po prostu nie powtórzył podobnego zabiegu.
Słuchała syna, próbując przetrawić wszystkie informacje, choć nie zawsze było to łatwe. Zresztą, jeśli chciał uratować te dwie Nefilim przed ewentualnym gniewem matki, powinien przynajmniej podać rysopis, bo nie chciało jej się teraz śledzić każdego Nefilim z osobna, by przekonać się, o kim syn mówi.
- Dla mnie po prostu wybrałeś ścieżkę życia, która pasuje ci bardziej niż ta, którą podążałeś. I ja to rozumiem, zrozumiałaby też to, gdybyś nie chciał dokonać zmiany. A Łowcy mogą sobie ta ich całą zdradą podetrzeć tyłki. Niech tylko cię tkną, a ja i zapewne też Marysia oddamy im z nawiązką. Zresztą nie zdziwiłabym się, gdyby także Oinari wstawił się za tobą. Zresztą... Jak na ciebie zareagował? - musiała się zapytać, bo zaczęła ją zżerać ciekawość. Ciekawe, czy brat kiedyś zrobi jej wyrzuty, że nie pisnęła mu ani słówka. A potem nagle dostała olśnienia. - W sumie wiesz, że jeśli staniesz się oficjalnie wróżką, to będziesz miał zapewnione prawo do tronu i zostaniesz umieszczony w czołówce kolejki do sukcesji - spojrzała na niego z nieprzeniknioną miną.
Dev musiała się chyba przyzwyczaić, że coraz częściej pojawiała się na rozmowach natury dyplomatycznej i coraz więcej osób widywało jej twarz, po czym mogło sobie spokojnie żyć dalej. Było to dla niej naprawdę sporą odmianą, ale nie zamierzała narzekać. Twierdzili, że jest potrzebna? Cóż, nie pozostało nic innego niż się skrzywić i podreptać wraz z resztą. Zresztą, cała sprawa miała dotyczyć planów związanych z odpiciem domu, jak i taktyki z tym związanej, a ona lubiła takie rzeczy i czuła się w nich po prostu pewnie. Nie była więc niczym piąte koło u wozu, a raczej istotka, która mogła co nieco pomóc pozostałym. W sumie chyba musiała zacząć przyznawać, że powoli odzyskiwała przez to wszystko poczucie, że naprawdę żyje. Bo przez parę ostatnich wydarzeń trochę się popsuła.
Ciekawiło ją to, co uda im się dzisiaj ustalić. Czuła, że są coraz bliżej powrotu do domu, jak to jednak rozegrają? To właśnie dziś miały zapewne zapaść odpowiednie decyzje. Potem mogli ruszać do ataku. Choć wolała jednak wersję bardziej finezyjną, do której się przymierzali.
Sama nie odstawał od reszty wróżek. Również miała na sobie strój dość elegancki, choć wygodny. Czarne nogawice, ciemnozielona tunika zapinana pod szyją, sięgająca do połowy ud z krawędziami ozdobionymi haftami ze złotogłowiu, przedstawiającymi pogoń ogarów za zającami. Na przedramionach miała skórzane karwasze z wytłoczonymi motywami roślinnymi. Na ramiona narzuciła płaszcz z trzech czwartych koła, spięty złotą broszą przedstawiającą głowę wilka. Włosy miała rozpuszczone, głowę przyozdabiała maska z pyskiem jelenia, niedbale zsunięta na jej bok. Na nogach miała czarne, skórzane buty za kostkę, przepasana zaś była paskiem ze złotymi nabijakami przedstawiającymi wszelaką roślinność, do niego zaś przymocowana była pochwa ze złoconymi zdobieniami a w niej sztylet z głownią wykończoną obsydianowym wilkiem.
Szła obok siostry, uśmiechając się lekko, widząc jej strój. Okej, cos się stało, bo Marysia naprawdę się postarała, wolała jednak tego na razie nie komentować. O takie rzeczy mogła zapytać po spotkaniu, co by nie drażnić Niedźwiedzicy. A gdy doszli na miejsce, uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Przyjemne warunki pracy, choć dla niej wystarczyłby stół, mapa i kilka figurek, które mogłyby oznaczać ich siły. I dobre światło. Skłoniła się czarownikom po dworsku, chcąc nawiązać do zagwarantowanych warunków, po czym spojrzała na instrumenty. Gdyby była mniej profesjonalna, chętnie by na którymś im zagrała.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
My już mamy ustalone, prawda? ^^
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo