Shadows of York Strona Główna

Znalezionych wyników: 476
Shadows of York Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 61

PostForum: Dom Watahy Kierana   Wysłany: Wczoraj 23:26   Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Coś, co Misha nazywał nienaturalnym, dla Kierana było normalne. Adam miał inne poglądy, ale to było jak dupa, każdy ma swoją. Nie mógł zarzucać Vaughanowi tego, że postępował źle. Był po prostu jedną z nielicznych osób, które chodziły po tej ziemi i chciał pomagać innym. Prawda jest taka, że świat zaczął gnić, ludzie patrzyli tylko na siebie, byle egoistami, myśleli o swoich potrzebach, a własne „ja”, było ich jedynym priorytetem. Brunet po prostu należał do osób, które koło biednego nie przejdą obojętne, nakarmią, ubiorą, nawet, jeśli miałby tej osobie oddać swoją ostatnią bluzę i nie mieć co na siebie włożyć w zimowy dzień. Tak już miał, był dobrym człowiekiem i taki styl bycia mu pasował.
Owszem, w kwestii Mishy zachował się okrutnie i egoistycznie, ale to było jedyne, słuszne wyjście. Sam Misha stwierdzał w końcu, że gdyby Kieran umarł, jeszcze tego samego dnia pochowaliby ich obu. A co jeśli to blondyn poległby na polu walki? Z brunetem najpewniej stałoby się dokładniej to samo. Szczerze mówiąc, Vaughan użył Rosjanina jako swoją „kotwicę”, wiedząc, że musi do niego wrócić i dla niego walczyć za wszelką cenę. Gdyby widział jego cierpienie na polu bitwy… nie wiedziałby, jakby się to skończyło.
- To było konieczne, Misha. Może kiedyś to zrozumiesz… – odparł zrezygnowany. Sam już nie wiedział jak wiele razy tłumaczył to Denisovowi, ale zaczynało mu brakować do tego sił. Mówił, prosił, przekonywał, uzmysławiał, robił naprawdę wszystko, ale niestety… Blondyn był zbyt uparty i krnąbrny, żeby cokolwiek do niego docierało. Co by zrobił, widząc Kierana, który rzuca się pomiędzy Arthura i Demona, nie zareagowałby? Wtedy i jemu mogłaby stać się krzywda, w wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Ryzyko było zbyt wielkie.
Miał prawo być zły, aczkolwiek tego typu komentarze mógł zachować dla siebie. Kieran nie miał siły się z nim kłócić, dlatego postanowił się nie odzywać, całkowicie ignorując jego słowa. Poruszą ten drażliwy temat, jak tylko poczuje się trochę lepiej. Próba wstania okazała się fiaskiem, ale Misha zainterweniował odpowiednio szybko. Vaughan westchnął, czując jego „słony” pocałunek.
- Ciebie… – szepnął w odpowiedzi, przymykając lekko powieki. – Jego już nie ma, nie żyje… Ja nie umrę. – powiedział cicho, spuszczając wzrok na znamię, a raczej na miejsce po znamieniu, które znaczyła teraz blizna po kuli, którą oberwał. – Wiem, że ostatnie miesiące… mogłeś poczuć się odtrącony przeze mnie. Nie chciałem tego, ale przecież wiesz, że musieliśmy uratować Świat Cieni… Przepraszam. – dodał cichym głosem, spoglądając na niego niepewnie. – Pomożesz mi dojść do łazienki? Muszę wziąć prysznic. – stwierdził, przygryzając lekko wargę.
  Temat: Ops
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 64

PostForum: 
Retrospekcje
   Wysłany: Wczoraj 23:13   Temat: Ops
Kieran chciał go uchronić przed trudnym losem, włączając w to dbanie o jego zdrowie, wyżywienie i wszystko. Owszem, mało który człowiek porwałby się na wychowywanie obcego dziecka w wieku kilkunastu lat, ale Vaughan czuł się w obowiązku, dlatego dał młodemu swoje nazwisko i zrobił dla niego wszystko, dosłownie. Nie musiał przecież wyjeżdżać i próbować życia, cierpiąc głód i nie wiadomo co jeszcze, tylko po to, aby kupić mu drogi prezent! Connor chyba na głowę upadł, ale Kieran nie chciał już mu truć więcej, w końcu… choć naprawdę ciężko było mu przez te ostatnie pół roku, to jego syn naprawdę włożył w to wiele wysiłku i starał się, aby sprawić mu choć odrobinę przyjemności.
- To bardzo miła niespodzianka. Dziękuję. – odparł, z bladym uśmiechem. Nie oszukiwał go, to, że dla niego Connor harował przez pół roku… było naprawdę bardzo miłe, nie musiał tego robić, Kieran bez najmniejszego problemu mógł sobie sprawić taki prezent sam. Tyle, że Vaughan nigdy nie robił nic dla siebie, nie myślał ani o sobie, ani o realizowaniu swoich pragnień. Zawsze ktoś był na pierwszym miejscu. Connor, Misha, Hannah, Adam… Lista była bardzo długa. W tym wszystkim Kieran zawsze zapominał o samym sobie.
- Jasne, że będziesz… A później sam założysz rodzinę i będziesz mnie odwiedzał z wnukami. – stwierdził, uśmiechając się. Connor był heteroseksualny, interesowały go kobiety i bardzo dobrze. Kieran zawsze uczył go, aby ten zwracał się z szacunkiem do nich, bo tak należało robić. Sam również zachowywał się w ten sposób, więc było to całkiem uzasadnione. To, że on żył z Mishą… było jego wyborem, bo właśnie w Rosjaninie się zakochał. Mówi się trudno! Pikanterii dodawało to, że Denisov był Omegą.
Tak sądził, że Connor zażartuje sobie z tego, a przynajmniej będzie próbował obrócić to w żart. Szczerze powiedziawszy, Kieran by nawet wolał, żeby jego syn nie miał świadomości, że dzieje się coś niedobrego, że naprawdę może stracić swojego ojca. To na pewno trudne dla dziecka, wiedza, że jego rodzic może odejść ze świata dosłownie w każdej chwili.
- Tak, Connor. Zabija. – stwierdził, poważniejąc całkowicie. – Ale nie martw się, może… jest cień nadziei, że uda się to odwrócić… – dodał, będąc nie do końca pewnym swych słów, w końcu… nie wiedzieli czy uda im się zdjąć znamię czy nie.
  Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 61

PostForum: Dom Watahy Kierana   Wysłany: Wczoraj 21:35   Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Miał taki właśnie charakter i Denisov nic z tym nie mógł zrobić. Zawsze wybierze ratowanie kogoś, kosztem własnego zdrowia. Nie miało to znaczenia, że Arthur był członkiem watahy. Gdyby musiał uratować zupełnie obcą sobie osobę, zrobiłby to bez wahania. Dla Rosjanina to mogło być niezrozumiałe, ale dla Kierana było zupełnie naturalnym odruchem. Ile razy nadstawiał karku, ile razy ryzykował własne życie? Ciężko było już to zliczyć, ale wiedział, że takie zachowanie było dobre. Dlatego też nie chciał, aby Misha szedł na tą bitwę. Nie mógłby znieść myśli, że blondyn się naraża, że może go stracić. Bardziej martwiłby się o niego, niż o samego siebie, a to dopiero mogłoby doprowadzić do istnej katastrofy. Wrogowie bardzo szybko znajdują słabe punkty przeciwnika, a trzeba przyznać, że Misha był jego słabym punktem. Zagroziliby jemu, a wtedy Vaughan przestałby logicznie myśleć, mógłby nawet zginąć postępując nierozważnie. Chciał mieć pewność, że Misha będzie w domu i ją miał, a to pozwalało mu się skupić na pokonywaniu wrogów.
Spojrzał w stronę Mishy, który był dziwnie przygaszony. Docierało do niego, że nadal może się na niego złościć, ale wiedział, że postąpił prawidłowo. Westchnął cicho i delikatnie, z cichym syknięciem przesunął się na brzeg łóżka, spuszczając z niego powoli nogi. Cholera, jak to wszystko bolało.
- Wiem, że jesteś na mnie zły, nawet powinieneś… Ale cieszę się, że Cię tam nie było. Przynajmniej wiedziałem, że żyjesz, jesteś w domu i czekasz na mnie, a ja nie mogę się poddać i muszę do Ciebie wrócić. – szepnął cicho. To właśnie dawało mu nadzieję i wiarę, że się uda. Misha czekał na niego, a Kieran nie mógł, nie chciał go zawieść. Chciał do niego wrócić, żywy, a nie w foliowym worku, więc musiał podjąć walkę i tylko ta myśl trzymała go przy życiu.
- Wolę myśleć o tym, niż o cholernym bólu albo tym, że śmierdzę… – dodał, wywracając oczami i podniósł się, ale kolana ugięły się pod ciężarem jego ciała, a sam Vaughan zachwiał się na nogach, chwytając szafki.
  Temat: Studio Fotograficzne
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 96
Wyświetleń: 1990

PostForum: 
Acomb
   Wysłany: 2019-01-22, 23:50   Temat: Studio Fotograficzne
Najgorszym było, kiedy najbliżsi nie akceptowali tego, kim się jest. Kieran akurat nie miał tego problemu, bo jego matka całkowicie akceptowała jego osobowość, pasje i marzenia. Oliver nie był jednak odosobnionym przypadkiem. Wystarczyło spojrzeć na Hannah, która wylądowała na bruku, dosłownie w kartonie, może nie przez to, że inni jej nie akceptowali, ale przez to, że ona nie akceptowała sama siebie. To poważny błąd ze strony jego rodziny, że postanowili odizolować go, czy on odizolować samego siebie, tylko ze względu na inne poglądy. Każdy miał prawo do własnego zdania, a jeśli Oliver nie widział w wilkołactwie nic złego, oni nie powinni stwarzać mu problemów.
- Być może i będzie tym błogosławieństwem, Oliver, jednak kiedy przypadkiem dowie się prawdy, może poczuć się bardzo zraniony. – ostrzegł go, bo chyba lepiej być ze sobą szczerym, prawda? Arthur w tym momencie widział Olivera jako młodszego braciszka, który częściowo ukrywał przed nim swoją prawdziwą naturę, o czym oczywiście starszy z braci nie miał pojęcia. Poczuje się oszukany, może go to zranić, wiele mogło się wydarzyć, jeśli prawda wyjdzie na jaw. Oliver powinien jednak rozważyć, czy szczerość nie będzie dla niego najlepszą opcją. Kieran mógł mu jedynie doradzić, powiedzieć to, co on sam myśli. Decyzja należała do niego samego i na to nigdy Vaughan nie będzie miał wpływu. Ani on, ani nikt inny.
- Cieszę się, że przyszedłeś. – odparł na jego słowa, a później podniósł zza biurka. Uścisnął jego dłoń solidnie i uśmiechnął się. To jasne, że chciał, aby Oliver czuł się pewniej w jego towarzystwie, w końcu Kieran nikogo nie pogryzł, więc nie powinno być z tym większych problemów.
- Odprowadzę Cię. – jak powiedział, tak rzekł i dotrzymał Oliverowi towarzystwa w drodze do wyjścia. Poklepał jeszcze pokrzepiając po ramieniu i chwilę stał, obserwując, jak ten odchodzi w swoim kierunku.

ZT x 2
  Temat: Ops
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 64

PostForum: 
Retrospekcje
   Wysłany: 2019-01-22, 23:43   Temat: Ops
Bardzo dobrze, że jego dziecko postanowiło się usamodzielnić i zacząć żyć na własnych warunkach. Nie mógł liczyć na pieniądze ojca całe życie, choć w spadku dostanie większą część majątku, w końcu Vaughan traktował go jak pierworodnego. Starał się wychować Connora najlepiej jak potrafił, choć nie miał bladego pojęcia o dzieciach, czy wpajaniu im odpowiednich wartości. Zwyczajnie próbował powielić to, co stosowała wobec niego i Adama jego matka, która włożyła naprawdę wiele trudu w to, aby obaj synowie wyrośli na porządnych ludzi. Nigdy nie zapomni jej uśmiechu, ani tego, w jaki sposób ich traktowała czy była z nich dumna. Trzeba przyznać jedno, sam Kieran zawsze robił wszystko, aby jej nie zawieść, bo to złamałoby jej serce. Z Connorem starał się postępować w ten sam sposób, wpajając mu odpowiednie wartości do głowy, ucząc czym jest dobro, a czym jest zło. To najważniejsze w życiu, aby znać pojęcia dobra i zła, bo bez tego nie dało się funkcjonować.
Nie sądził też, że młody postąpi tak nierozważnie i przez pół roku będzie wypruwał sobie żyły, tylko po to, aby sprawić ojcu odrobinę przyjemności. Kieran nie tak go uczył. Zawsze cieszył się nawet z tych małych prezentów, kiedy jeszcze jako dziecko Connor wykonywał je ręcznie, dając w prezencie ojcu to, co tak naprawdę przekazywało mu jego serce. W pamięci miał, jak Kieran dostał od niego laurkę na dzień ojca, z uroczymi, brokatowymi wilkami. Sam nie pamiętał już, ile Connor mógł mieć wtedy lat. Sześć, może siedem. Był małym dzieckiem wtedy. Teraz, dorosłym mężczyzną, który chciał uczyć się życia, ale zapominał, jak ważny dla Kierana jest.
-Connor, wiesz, że nie musiałeś mi niczego kupować, ani tym bardziej drogiego. – skomentował. – Nie kosztem snu, nieodpowiedniego odżywiania się, ani tym bardziej braku odzewu z Twojej strony. – dodał. Nie na tym życie polegało, prawda? Kieran ucieszyłby się nawet z najmniejszej pierdółki, a Connor postarał się nawet bardzo. Vaughanowi podobał się ten prezent, sam kiedyś podarował młodemu podobnego typu aparat, jak był jeszcze małym chłopcem. To były zamierzchłe czasy, ale na samo wspomnienie robiło się jakoś cieplej na sercu.
- Nie o to chodzi, że masz być blisko mnie, czy być przywiązany… – westchnął cicho, odkładając prezent na stolik. Przetarł lekko twarz dłońmi. Kieran musiał pogodzić się z tym, że w końcu jego dziecko wyprowadzi się na stałe i będzie miało swój dom, swoją rodzinę, być może za parę lat będzie sam ojcem i zobaczy jak to jest miło i sympatycznie, kiedy mała zołza robi na złość. – Chciałbym, żebyś po prostu o mnie pamiętał. Zadzwonił, napisał sms, cokolwiek. – dodał. To, że w końcu Connor opuści rodzinne gniazdo było nieuniknione, a Kieran będzie musiał to zaakceptować. Chciał jednak, aby syn myślał o nim i pamiętał…
- Dziękuję za prezent… – odpowiedział z uśmiechem i… tak, chciał uniknąć odpowiedzi na pytania, które zaczął zadawać. Widział jednak nieprzenikliwe spojrzenie, którym obdarował go syn i wiedział, że tego nie uniknie. Jak miał jednak powiedzieć mu o tym… Westchnął cicho i spuścił wzrok.
- Ten tatuaż… to znamię Leytona. Na pewno wiesz kim jest, w Londynie też narobił niezłego rabanu. – mruknął cicho. – To znamię… sprawia, że wysysa moją energię życiową.A ja powoli umieram…
  Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 61

PostForum: Dom Watahy Kierana   Wysłany: 2019-01-22, 23:31   Temat: #40 You have a love so deep, you trust the wrong guys
Czy cokolwiek pamiętał? Niewiele. Ostatnią rzeczą, która zachowała się w zasobach jego pamięci, był niewyobrażalny ból – najpierw pleców, później miejsca, gdzie mieściło się znamię Leytona. O ile to drugie po chwili ustało, o tyle to pierwsze, było tak ogromne, że całkowicie odebrało mu świadomość. Nie pamiętał ani końcówki bitwy, ani tym bardziej fajerwerków, czy transportu do własnego domu. Nie zanotował wniesienia do domu, ani do sypialni na piętrze, ale współczuł tym, którzy musieli to uczynić. Był ciężkim basiorem, bardzo dużych rozmiarów. Niestety, kolejne kilka godzin również było dla niego czarną dziurą, nic nie znaczącym elementem jego egzystencji. Podjął regenerację – to było najistotniejsze. Dopiero późnym popołudniem zaczął dochodzić do siebie na tyle, że ból nie blokował już jego umysłu, ani nie niszczył go od środka. Nawet nie chciał wiedzieć, jak dokładnie wyglądają jego plecy.
Przemienił się, choć sprawiło to ogromny ból. Wrócił do ludzkiej formy. Czuł, jak jego obolałe plecy naznaczone są milionami blizn… nie, one były jedną wielką blizną, spieszoną demonicznym kwasem. Pamiętał… Musiał ochronić Arthura przed śmiercią, bo pewnie ten przeklęty kwas, który był na demonie, wyżarłby mu cały pysk, docierając do mózgu. Musiał to zrobić, tak postąpiłby odpowiedzialny opiekun. Teraz sam odczuwał tego skutki i choć ledwo mógł ruszać kończynami, wiedział, że da radę i tym razem. Ból świadczył o tym, że nadal był żywy, a to chyba dobrze, prawda?
Najpierw spojrzał na swoje przedramię i zauważył brak znamienia Leytona. Udało im się go pokonać? Przede wszystkim, pierwszym znakiem był fakt, że żył, drugim był brak znamienia. Wszystko mogło się teraz wydawać… prostsze, a przynajmniej dla niego, bo trzeba przyznać, że mózg Vaughana nie pracował na zbyt dużych obrotach.
- Żyję… – szepnął, przesuwając wzrok na Mishę, który był obok niego. Rosjanin nalegał, aby mógł iść z nimi walczyć, ale na to Kieran nie mógł pozwolić. Nie chciał stracić kolejnej bliskiej osoby, a patrząc na wydarzenia minionej nocy… Mogło być naprawdę różnie. Wiedział, że zmuszenie Mishy głosem Alfy było złym posunięciem, ale jedynym, które mogło utrzymać go w tym domu, w tych ścianach. – Bardzo źle to wygląda? – spytał, mając na myśli swoje plecy. Mógł zobaczyć w lustrze, ale nie miał siły podnieść się z łóżka.
  Temat: Ops
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 64

PostForum: 
Retrospekcje
   Wysłany: 2019-01-20, 20:26   Temat: Ops
Może i miał swój świat, a do tego zestaw fantastycznych kredek Bambino, ale powinien już zachowywać się w kilku kwestiach odpowiedzialnie. Connor nie był już małym chłopcem, był prawie dorosłym mężczyzną, który z jednej strony chciał być niezależny i udowodnić ojcu, że potrafi sam o siebie zadbać, a z drugiej strony zachowywał się szczeniacko, nawet bardzo. Powinien przemyśleć swoje zachowanie. Sytuacja w Świecie Cieni była napięta, a młody Vaughan wiedział, że ojciec jest ciutkę przewrażliwiony na jego punkcie. Mimo tego działał nadal w ten sposób, aby jego stary wysiwiał do reszty jeszcze przed czterdziestką!
Nie musiał mu przypominać o śniadaniu, Kieran dobrze wiedział, że powinien je zjeść i nawet miał taki zamiar. Problem polegał na tym, że przez ostatnie kilka miesięcy ciągłego stresu, miał problemy z żołądkiem, nie do końca potrafił wstać i zjeść, tak z miejsca, bo to później kończyło się bólem. Niestety, tego Connor nie wiedział, bo całkowicie wypiął się na ojca. Może Vaughan po prostu z tego wszystkiego dostał jakichś wrzodów? Po co będzie szedł do lekarza…
- Zdecydowanie powinieneś. - powiedział poważnym, nieco ostrym tonem. - Masz świadomość przez co przechodziłem, kiedy Ciebie nie było? - spytał, unosząc brew ku górze. Oczywiście, że nie miał. Świetnie bawił się w Londynie, zapominając o Bożym świecie, nic go nie interesowało, a już szczególnie nie człowiek, który poświęcił mu całe życie. Ważne, że co miesiąc kasa lądowała na koncie, nic innego się nie liczyło, prawda? Odchrząknął nieco, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Wiesz, że Jun została zamordowana? To samo Twój wuj, Owen. - dodał, unosząc brew ku górze i patrząc na niego z wyrzutem. - Miałem uznać Cię za zmarłego, tak jak ich? Wiesz co czułem, Connor? - spytał, robiąc bardzo wymowną minę. Oczywiście, że był na niego zły! Był wściekły, że tak po prostu zapomniał o własnym ojcu, kiedy ten naprawdę potrzebował choć cząstki informacji o tym, że żyje i nic mu nie zagraża.
- Jesteś nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Nie mam nawet słów… - prychnął lekko, a później wziął swoją kawę ze spotka. Nie wiedział na co liczył Connor. - Kocham Cię, bo jesteś moim dzieckiem, ale niesamowicie mnie zawiodłeś. - odpowiedział na jego pytanie. Może i jego syn miał swój urok, ale niestety, dzisiaj nie działał na ojca.
  Temat: Ops
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 64

PostForum: 
Retrospekcje
   Wysłany: 2019-01-20, 12:00   Temat: Ops
Wszystko się skomplikowało i Vaughan zdawał sobie z tego sprawę. Szczerze mówiąc, wczorajszego wieczoru nie miał sił na rozmowę z Connorem. Chłopak był też zmęczony podróżą z Londynu, a Kieran miał mu dużo do powiedzenia i obawiał się, że nie wszystko do niego dotrze. Szczerze mówiąc, nadal był na niego zły o te miesiące milczenia, podczas których był już prawie pewien, że jego syn jest martwy, że ludzie Leytona dorwali się do niego i dołączył do grona poległych. Nie wiedział, że ten świetnie się bawi w stolicy, podczas kiedy jemu pękało serce, bo tracił bliskich jednego za drugim. Przecież numer Kierana widniał w internecie, na stronie studia fotograficznego, jakoś nie wierzył, że Connor mógłby tak po prostu zapomnieć o tym małym szczególe i zwyczajnie olać własnego starego. Kieran włożył ogrom pracy, w zapewnienie mu wszystkiego co najlepsze i najlepszego wychowania, a teraz poczuł się tak, jakby młody zwyczajnie chciał się od niego odciąć.
Wstał wcześniej, wyślizgnął się z łóżka, kiedy Misha jeszcze smacznie spał. Poprawił na nim kołdrę, ułożył poduszkę, a później zszedł na dół, niemal bezszelestnie. Z łazienki skorzystał będąc u siebie w pokoju, w końcu w jego prywatnej kwaterze była jedyna… prywatna łazienka. Później dopiero znalazł się na dole. Wyczuł zapach Connora od razu, zorientował się też, że młody buszuje w kuchni, bo zapachy z lodówki zaczęły wydostawać się w ekspresowym tempie.
- Dzień dobry… - mruknął, wchodząc do pomieszczenia i drapiąc się po rozczochranych włosach. Postawił wodę na kawę, a później rozejrzał się, po średnio uporządkowanym salonie. Trzeba to będzie wszystko jakoś posprzątać. Zebrał talerze i odniósł do kuchni, żeby załadować zmywarkę, może jeszcze nie teraz, bo nie chciał nikogo budzić, ale w najbliższym czasie na pewno. Milczał, owszem, chyba lepiej, żeby Connor zaczął się tłumaczyć bez jego ponagleń.
  Temat: Studio Fotograficzne
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 96
Wyświetleń: 1990

PostForum: 
Acomb
   Wysłany: 2019-01-20, 11:53   Temat: Studio Fotograficzne
Oliver chyba bał się reakcji swojego brata, a już na pewno zbyt… sztywno podchodził do tego, że Arthur może go odrzucić. To, co było miłością między rodzeństwem, było bezwarunkowe. Dlaczego uważał, że kiedy jego brat dowie się prawdy, będzie na niego zły, albo się rozczaruje. Każdy człowiek był powołany do czegoś innego, Oliver może miał być dobrym manipulatorem. Sam musiał odpowiedzieć sobie na jedno, zasadnicze pytanie, czy to, że manipulował i umiał kombinować, sprawiało, że był złym człowiekiem? To tak samo jak fakt, że Kieran ukręcił łeb panującemu Vindevogelowi, czyniło z niego mordercę? Ten typ wyrżnął wiele wilkołaków, a Kieran chciał ich chronić. Niemniej jednak, nadal było to morderstwo i nadal niezgodne z prawem ludzkim. Lepiej chyba pozbyć się jednej jednostki, która zagraża reszcie, niż pozwolić na wybicie setek innych osób.
- Oliver. Jeśli wykorzystujesz swoje zdolności do dobrych celów, nie jesteś złym człowiekiem i Arthur nie ma prawa, ani Cię obwiniać, ani być Tobą rozczarowany. Mój rodzony brat jest hakerem, potrafi nieźle zakręcić sobie ludzi wokół palca, ale nie uważam go za złego człowieka, ani nie jestem nim rozczarowany. - powiedział poważnie. Młody Buckley powinien zastanowić się dokładniej nad tym wszystkim i przemyśleć kwestie, może jednak Arthur wcale by się nie rozczarował? Jego zdolności można było wykorzystać na wielu płaszczyznach i Kieran był tego bardziej niż pewien.
- Nie powiem mu, to Twój sekret i Ty o nim decydujesz. - dodał jeszcze. Skoro Oliver prosił go, aby trzymał gębę na kłódkę, ten nie miał zamiaru bawić się w plotkarę. Kto jak kto, ale Vaughan akurat fanem rozgadywania wszystkiego na prawo i lewo nie był, więc sekret Oliver była u niego bezpieczny.
- Jasne, załatwię widły i pochodnie, a potem podbijamy wioski. - zażartował, puszczając mu oczko. Chciał jakoś rozluźnić tego biednego chłopaka, żeby już nie stresował się tym, co miało nadejść. - Nie przejmuj się, ogarniemy to wszystko. Jakbyś czegoś potrzebował, zawsze możesz przyjść. - dodał po chwili, aby upewnić go, że nie ma złych zamiarów. W końcu nie miał, prawda?
  Temat: Studio Fotograficzne
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 96
Wyświetleń: 1990

PostForum: 
Acomb
   Wysłany: 2019-01-17, 00:32   Temat: Studio Fotograficzne
Decydujemy sami o sobie, o swoim losie, o tym co nas czeka. Jeśli Oliver uznawał siebie za zwierzynę, to była jego decyzja, przecież nie musiało tak być. Po to człowiekowi została podarowana wolna wola, aby mógł decydować o swoim losie. Vaughan nie chciał być ofiarą, miał silny charakter i dobre serce. Gdyby tak nie było, jego przyjaciele z Londynu nie nakłanialiby go do odłączenia się od tamtejszej watahy, anie nie uczynili z niego swojego Alfy. Kieran robił to wszystko najlepiej jak potrafił, choć wcale nie czuł takiego powołania. Oczywiście, że mógłby pokonać innego wilkołaka i tym sposobem dorwać się do władzy, ale polityki strachu nie była jego drogą. Nie mógł pokazać słabości, choć każdy człowiek je przecież posiadał. To nie zmieniało faktu, że i tak wolał być Łowcą, niżeli ofiarą.
- Oliver… Nie każdy gra uczciwie, mało tego, nie zawsze da się grać uczciwie. - stwierdził na jego słowa, choć wyraźnie zauważył jego niepewność i zmieszanie. - Powiem Ci coś, zapamiętaj te słowa. Jeśli Twoja manipulacja jest w stanie przekonać przeciwnika, a w efekcie doprowadzić do wygranej bitwy, to nie powinieneś się krępować. Przeciwnie, wyciągnij to z siebie i daj wszystko, co możesz dać. - powiedział z pełną powagą, dokładnie wiedząc, o czym mówi. Może Oliver miał właśnie takie powołanie? Może bardzo dobrze potrafił manipulować ludźmi i… grać. Czasem takie kombinacje dają naprawdę dużo.
- Ja Cię nie namawiam do napadu na bank, wymordowania wioski niewinnych ludzi, nie wiem… do czegoś bardzo złego. - dodał, rozkładając ręce w obronnym geście. - To nie my zaczęliśmy tą wojnę. Przez Leytona zginęły dwie bardzo bliskie mi osoby, należące do mojej rodziny. Myślisz, że on zastanawiał się nad tym co robi? Nie. Chciał zabijać i dlatego oni są martwi. Na wojnie nie zabija się dla przyjemności. A jeśli chcemy, aby Świat Cieni istniał nadal, musimy być silniejsi od nich. - dopowiedział, aby wszystko było dla niego jasne. Ktoś, kto nie zabijał wcześniej, mógł mieć problemy z pojęciem całości sytuacji. Kieran nie uważał siebie za mordercę. Wiedział, że jeśli on by nie zabił, to już byłby martwy.
  Temat: Na zewnątrz
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 72
Wyświetleń: 964

PostForum: William Leyton vs. Świat Cieni    Wysłany: 2019-01-16, 18:06   Temat: Na zewnątrz
Poczuł lepką maź na swoich plecach, a jego wycie mógł usłyszeć chyba każdy w promieniu kilku kilometrów. Ból był ogromny, odbierał zmysły, sprawiał, że Vaughanowi zrobiło się ciemno pod oczami. Teraz nie mógł się przemienić. Nie dość, że od dziecka, a raczej od kiedy zmienił się w wilka po raz pierwszy, miał problemy z regeneracją, to jeszcze teraz, jakby zmienił się w człowieka, całkowicie przestałoby się goić. Zanotował to, że Arthur był obok niego, ale cholernie ciężkim zadaniem było zebranie tak uszkodzonego tyłka. Nie dość, że srebrna kula uszkodziła jego organizm, to jeszcze kwas wyżarł mu na plecach dziurę, o ile nie kilkanaście. Z ledwością dźwignął się na nogi, a wtedy... jak na złość, poczuł ból w miejscu, gdzie dorobił się znaku Leytona. Znów zawył i padł na kolana. Liczył na to, że innym uda się załatwić demony. On chwilowo nie był w stanie zrobić nic, poza próbą stanięcia na nogi i odsunięcia się z pola rażenia.
  Temat: Bitwa szipów
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 1080
Wyświetleń: 13414

PostForum: Gry i zabawy   Wysłany: 2019-01-16, 18:00   Temat: Bitwa szipów
1. Finnon (Finn & Dagon) 33
2. Tina (Tangata & Nina) 26
3. Nigyn (Nimat & Sigyn) 37+
4. Aleksarna (Aleksandr & Faoiliarna) 24
5. Carzhi (Caranthir & Shizhi) 28
6. Soniuel (Sonia & Samuel) 32
7. Raythur (Ray & Arthur) 34
8. Roseryn (Rose & Seweryn) 24
9. Jomes (Joe & James) 24 -
10. Eleaniel (Eleanor & Nathaniel) 25
  Temat: [WILKOŁAK] Hannah Cox
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 1435

PostForum: Wiadomości   Wysłany: 2019-01-14, 13:19   Temat: [WILKOŁAK] Hannah Cox
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: #39
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 59
Wyświetleń: 880

PostForum: Dom Watahy Kierana   Wysłany: 2019-01-14, 13:12   Temat: #39
Wigilia miała być radosnym czasem i Kieran nie spodziewał się ani trochę, że wszystko będzie wyglądać właśnie tak. Problemy pojawiały się jeden za drugim. Powrót Connora zachwiał wszystko. Najpierw Hannah, które zniknęła z salonu, Adam, dziewczyny, które zbierały się do wyjścia. Misha. Arthur z Oliverem i Ray, chcieli wyjść się przewietrzyć. Nie był do końca pewien czy wyczuwali zwyczajnie jego nerwy, choć to on był tutaj mistrzem empatii, czy co się tak właściwie stało. Connor był jego synem i choć Vaughan zdenerwował się na niego, za to w jaki sposób postanowił “wrócić do domu ojca”, to nie mógł przecież na niego nakrzyczeć przy wszystkich.
Misha poszedł za Hannah, a Kieran poczuł, że stabilizacja, nad którą pracował od kilku tygodni zwyczajnie zaczynała znikać. Spojrzał na Connora i gości, którzy zaczynali wychodzić z pomieszczenia. Syn wspomniał o tatuażu, a Kieran uśmiechnął się tylko blado. Mało ambitny projekt, być może, nie on to sobie wymyślił. Plus był taki, że Connor nie wiedział nic na temat znamienia, ani tego, że wykańczało osobę, która je nosiła, aż do czasu, kiedy umarła. W tym momencie nie miał zamiaru go uświadamiać. Nie chciał psuć czegoś, co już i tak się zepsuło.
Odłożył sztućce i przełknął głośno ślinę, starając się robić dobrą minę do złej gry. W gruncie rzeczy było mu przykro, że Adam, Hannah i Misha wyszli z kolacji. Pokazali jak bardzo nie akceptują jego wyboru i jego dziecka. Nie rozumieli i nawet nie starali się zrozumieć. Pewnie mieli mu za złe, że zachował się w ten sposób, nic go nie tłumaczyło, to prawda, ale ich zachowanie? Dobrze, że mógł liczyć na wsparcie swoich najbliższych.
- Porozmawiamy później, Connor. - dodał, wstając od stołu i kierując się na zewnątrz, aby stanąć na werandzie i zapalić.

// Dziękuję wszystkim za udział w wigilii, cieszy mnie to, że przyszliście, ale z uwagi na fakt, że sprawa trochę przedawniona, kończymy w tym temacie!

Chętni mogą rozegrać resztę w retrospekcjach! //
  Temat: Na zewnątrz
Kieran A. Vaughan

Odpowiedzi: 72
Wyświetleń: 964

PostForum: William Leyton vs. Świat Cieni    Wysłany: 2019-01-13, 12:44   Temat: Na zewnątrz
Bolało jak cholera, czuł jak opuszki na jego łapach zostały solidnie przypieczone, a do tego spaliła mu się sierść. Średnio wysmażony wilkołak nie miał jednak zamiaru się poddawać, był wdzięczny, że Dagon postanowiła zaatakować i wesprzeć go w walce z demonami. Na pewno też ucierpiała, ale teraz nie było czasu na zastanawianie się.
Widząc to, co zrobił Arthur... aż się zaczął zastanawiać czy życie jest mu w ogóle miłe. Demon był pokryty śluzem, który podobnie jak jego ślina były kwasem wypalającym wszystko na swojej drodze. Wiedział, że Arthur chce pomóc, ale nie mógł pozwolić na to, aby przypadkiem przez demona kwas wyżarł mu pół pyska! Dlatego też zareagował, jak na pasterza broniącego swoich owieczek przystało. Ruszył w stronę Arthura i zwyczajnie odepchnął go od demona. Chciał ratować jego życie, a raczej to, co mogło się stać, jeśli kwas wżarłby się głębiej. Oby reakcja była szybka.
Ale widząc płonące demony pomyślał co pomyślał, a później zaczął szukać jakiegoś realnego wyjścia z sytuacji. Przecież te jadowite złodupce płonęły! Wpadł na jeszcze inne rozwiązanie, dość ciekawe...
Odwrócił się w stronę demonów tyłem i zaczął... kopać. Tak, dokładnie w ten sam sposób co pieseł zakopuje efekty uboczne przemiany materii. Próbował zasypać demony ziemią, aby chociaż trochę ugasić płomienie na nich.
 
Strona 1 z 32
Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 16