Dokąd pędzisz, Niesforna Łanio?
Czyż nie jest to winą tych przerażających wizji, które stały się rzeczywistością? Wielu nieprzespanych nocy, których motywem przewodnim było: czy jeszcze go zobaczę? Nawet pomimo słów Matki, słodkiego szeptu który miał wymazać jego obraz z twej jaźni, nadal pamiętałaś? Gdy podniosłaś tę pluszową zabawkę z nagrobka, obiecując sobie, iż jeszcze go odnajdziesz? Powiedz mi, ileż to dziesiątek lat na tym ci przeminęło? Ile raz twój pogodny nastrój był przerywany przez tę jedną myśl – o tym, który raczył skraść pocałunek? A przecież była to ledwie senna mara z przeszłości, ktoś kto nie powinien mieć dla ciebie żadnego znaczenia, wszakże wszelaka logika to podpowiadała. A jednak nie mogłaś sobie tego odpuścić.
Jak więc się czułaś w chwili, gdy wykonałaś to jakże czasochłonne zdanie? Realizacja celu przyniosła ci ulgę? A może kryło się za tym coś dużo bardziej złowieszczego, niepewność? Wszakże to definiowało cię na parę ludzkich żywotów, to polowanie na króliczka – i cóż czynić, gdy w końcu udało się go dopaść. Pamiętasz ten dzień, prawda? Bolesna gorycz przeszłości, ten który rzekomo miał być tym najbliższym, a zarazem odebrał ci tę która obdarowała cię nieśmiertelnością. Powinnaś go zabić, każdy by ci to powiedział, nawet on. A jednak postanowiłaś znaleźć odpowiedź na to jedno rzekomo proste pytanie – dlaczego? Przecież ostrzegał, nie rób tego, nie idź tą drogą, jedyne co cię spotka to jeszcze więcej cierpienia. Wszakże wszyscy wiedzieli, iż pod tą fasadą chłodu, kryło cię delikatne i pełne empatii serce.
Cóż więc czułaś, gdy obudziłaś się po tej nocy? Z rozlewu łez i omal nie krwi pewnego Gada, po szczere deklaracje i wreszcie połączeniu się dwóch bytów w jedną całość. Przecież doskonale wiemy, jak przebiegła intymna część spotkania, której następstwem była pobudka w absolutnym nieładzie, na salonowej kanapie. Nie martw się, pamiętamy jak schowałaś główkę w kocyku, po sam nosek, czyżby zawstydzenie? A jednak on raczył się uśmiechnąć i ucałował twe czółko. I co jeśli ci powiem, że takich widoczków, dni i nocy, było więcej? I oczywiście nie mówimy tutaj wyłącznie i przyjemnościach cielesnych, choć mało kto wie, iż krew czarowników bywa uzależniająca. Goniłaś za szczęściem przez całe życie, jak więc stawiłaś czoła kolejnemu rozdziałowi, w której to pełniłaś funkcję Ukochanej Perełki? Czyż nie przyszło wam buszować w kuchni, próbując przygotować ulubione smakołyki? Nie wpatrywaliście się w niebo, próbując dostrzec spadającej gwiazdy? Przecież wiesz, jak skończyło się wypowiedzenie jednego życzenia, tamtego pamiętnego dnia. A może zapomniałaś już o spacerze po parku i tym, jak dostałaś tym dziwnym pseudo-mniszkiem lekarskim prosto w pyszczek? Ktoś spyta, coś takiego, zimą, w Anglii? Czarownik odpowie, a kto mówił w ogóle o Europie? Wszakże wystarczyło pstryknięcie palca, by znaleźć się choćby i w Zakazanym Mieście.
Dokąd więc pędzisz?
To właśnie cię przerażało? Fakt że musiałaś nauczyć się żyć na nowo, z tym felernym Japończykiem? Świadomość przeszkód, jakie z czasem staną wam na drodze, będące czymś trudniejszym do przeskoczenia aniżeli kłótnia o drobnostkę? W pewnym sensie nawet cię rozumiem, to i ucieczkę. Lecz wiedz jedno, niezależnie od pokonanego dystansu, gdy w końcu zatrzymasz się by nabrać tchu – on tez tam będzie, gotów cię przytulić.
- Wszystko będzie dobrze… - znałaś to kłamstwo, prawda? Wiec dlaczego te słowa, wypowiedziane przez niego, potrafiły ukoić twe delikatne lico? Czyż nie jest to efektem tego, co zostało wtedy wypowiedziane? Chciałaś go, a on ciebie: jako wybranka serca, kochanka, powiernika sekretów, obrońcę i tego którego sama chroniłaś – tej wyjątkowej duszy, która kompletowała twe jestestwo i nadawała sensu do dalszej egzystencji. Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość. Kto wie, może kiedyś będzie wam dane przyjrzeć się tym wyjątkowym gwiazdom z bliska? A może ta sielanka zakończy się w przeciągu dziesięciu lat? Nikt nie zna dnia ani godziny, gdy Matka Was Wszystkich przybędzie i wyciągnie dłoń, chcąc przeprowadzić kolejną pociechę na tamtą stronę. Przynajmniej po nim możesz spodziewać się jednego, gdziekolwiek byś nie poszła, podąży za tobą – choćby miał przebić się przez cały wszechświat.
Wiesz dlaczego?
Bo cię kocha.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Nagroda
Otrzymujesz nagrodę za:

misję z budową toru przeszkód

Otrzymujesz: + 3 pkt

Łącznie masz: 90 pkt
Nagroda
Otrzymujesz nagrodę za:

misję z budową toru przeszkód

Otrzymujesz: + 3 pkt

Łącznie masz: 20 pkt
Nagroda
Otrzymujesz nagrodę za:

misję z budową toru przeszkód

Otrzymujesz: + 3 pkt

Łącznie masz: 22 pkt
Wpierw podstawowe kryterium, sytuacja osobista. Rozjaśniając, gdybym naprawdę miał co robić i czasu na jakiekolwiek pisanie byłoby niewiele – szczególnie mając do zrobienia posty wymagające dłuższego posiedzenia – to choćby sesja była cudowna, nie ma rady i nijak nie wypuszczę czegoś wyraźnie odbiegającego od standardu sesji. Mam też swój mechanizm – czasem zawodzi, zależy od zmiennych rzeczywistych - powiedzmy 6 odpisów do zrobienia, a czasu na trzy, to automatycznie leci trójca teraz i pozostałe w przeciągu 24h. Jeżeli wiem, że tego nie mogę wykonać – a nie jest to nic naglącego/mg – lądują w docu i zostaną wrzucone hurtem.

W normalnych przypadkach, jedne sesje są luźne i pozbawione większych konsekwencji czy rozwoju – owszem, czasem mogą być wstępem do czegoś więcej, lecz to nie zawsze od razu musi wyjść i czasem trudno to dostrzec. Te będące, w jakiś sposób, przełomowymi dla postaci będą po prostu… ciekawsze? Ze swojej strony, tworząc postać nie określam jej ostatecznego rysu, ona powinna się wręcz zmienić, więc to i poszczególne wątki ewolucyjne będą mieć przewagę nad czymś co niczego nie zmieni/zapoczątkuje.
Kolejna sprawa, chemia. Typ rozrywki w zasadzie nie ma tutaj znaczenia, tak długo jak pisanie ma w sobie to coś – słodycz, gorycz, ból itp. - gdzie czytanie powoduje dreszczyk emocji i inne tego typu odczucia. Musi być vibe. Do tego dochodzi wyciąganie maksimum własnych możliwości i rozwój warsztatu. Gdy mam parę postów, takie robię zaraz po tych dla MG, bo zwykle już wiem co chcę w nich zamieścić zaraz po odczytaniu otrzymanego.

Raczę podpiąć się pod Verkę, w kwestii odgrywania tego co faktycznie postać ma w KP i wynika z fabuły oraz barwne opisy, tak że czuć emocje lub łatwo idzie sobie coś wyobrazić – wtedy od razu pisze się chętniej i przyjemniej. Kreatywność, przenoszenie i sprawna konwersja motywów z innych uniwersów, ciekawi npc – yes! W przypadku bardzo krótkich postów tzw. pieciolinijkowców? Zwykle nie jestem w stanie zawrzeć w tej konwencji najważniejszych wypowiedzi i rysu emocji/uzasadnienia, dlaczego tak a nie inaczej. Jeżeli poruszanych jest więcej wątków, nie ma szans na kompilację, która po prostu męczy.
Jest jeszcze kwestia relacji z danym graczem, bo też nie ukrywam, gdy jest się z kimś na złej – tylko i wyłącznie ten wariant -stopie, to często wychodzi w stylistyce posta i automatycznie przyjemność z sesji spada. Kwestia nastawienia, gdy jest się pomijanym w odpisach, też boli.
Aktualizacja
Informacja

Przenosisz punkty (4)
-> Malekith -> Damien
Łącznie masz: 23 pkt
Aktualizacja
Informacja

Przenosisz punkty (4)
-> Malekith -> Damien
Łącznie masz: 0 pkt
Ponoć Smoki to poczciwe stworzenia, dlaczego ten miałby być wyjątkiem? Więc Ray może mówić o szczęściu, że nie wszyscy znajomi Shizy to wredne kurwiszony, bo są wśród nich i tacy będący „miziable”.Mówisz o mizianiu uszu, to gdzie z rączkami? Te naturalne magicznie wyparowały, nim ktoś mógłby się rozbestwić. Za to pojawiła się druga para, na głowie – i DZIWNYM trafem, przypominały te kocie. W dodatku Moonwater musiała liczyć się z pewnymi rozpraszaczami w postaci czterech puchatych ogonów! Tymi Czarownik raczył zaatakować Łowczynię! Po jednym na każdą rączkę, trzeci na podbródek i czwarty w okolicę noska. A wszystko to było śnieżno-białe, nieskazitelne, czyściutkie i mogące przejść test pedantyzmu pewnego pana – wręcz odzwierciedlenie duszy Japończyka! Teraz już wiesz, jakiego potwora poskramiała twoja Babka? I niechaj odpowiedzią na tuńczyka będzie kolejne miauknięcie.
- Oh? Czyżbyś zajmowała się obracaniem sztywniaków, w ich ostatniej podróży? - spytał, z dziwnym błyskiem w oczku. Z jego perspektywy, samo określenie tejże wędrówki było co najmniej dwuznaczne. Wszakże odrobina nekromancji pozwala na posłanie delikwenta, dajmy na to, przeciwko szalejącemu Kohorciakowi. To również pewna forma ostatniego spaceru, gdyż cielsko zapewne zostałoby posiekane na kawałeczki. Ktoś powie, Nefilim tego nie umieją! Gad odpowie, umieją ale nie na taką skalę, na jaką chociażby on mógłby sobie pozwolić. Runy to zaskakująco wszechstronne elementy rynsztunku Łowców. Powiedz mi, Ray, korciła cię kiedyś ta konkretna zakazana? A co do paróweczek z trupów, przecież są osoby, które aż proszą się o problemy żołądkowe, nieprawdaż? Sposoby okazywania sympatii Koreańczyka już może lepiej zostawmy w spokoju, kto wie czy nie przyjdzie wściekły z reklamacją, podły stalker.
- I dlatego zaczęłaś mnie miziać? - spytał rozbawiony, na wzmiankę o unikaniu zagrożeń. To, że nie miał złych zamiarów to jedno. Lecz łamanie wszelkich barier strefy osobistej, przy przedstawicielach ras których psychika, po kilkuset latach, potrafi mocno szwankować? Jednio urżnęliby jej rączki, inni pociągnęli ten wątek w kierunku zupełnie Jeżykowi nieznanemu. Wyjaśniając dobitnie: hajd. - Podziemni zwykle nie przepadają za Smerfami, a biorąc pod uwagę jak ci traktują pewnych „specyficzniejszych” pobratymców, ci zwykle są bardziej wszechstronni i zdatni do osiągnięcia mniej książkowego konsensusu - odparł pokrótce, gdyż sam wolałby dogadywać się z kimś mającym coś więcej niż nefilimski kodeks, jako drogę do rozwiązania problemu, która w ostateczności wyjdzie wszystkim na zdrowie. Poza tym, ci nielubiani u Łowców – kwestia czystości krwi – są zwykle sympatyczniejsi i nie srają wyżej niż widzą.
- Tak jak teraz? - spytał, wcale nie złośliwie, dwoma paluszkami muskając epizodycznie jej podbródek. To tylko drobna dywersja, gdyż temperatura faktycznie uległa podwyższeniu, pogoda i wiatry są dzisiaj wyjątkowo nieprzewidywalne. Tylko dlaczego ktoś mógłby mieć wrażenie, że któryś z kolei podmuch był o tyle intensywny, iż przypominał muśnięcie dłonią po udzie? Wielu nazwałoby to czymś sugestywnym w wykonaniu. Z kolei rączki Czarownika? One znajdowały się dosłownie na widoku: jedną przecież miała przed sobą, drugą z kolei Mal po prostu podrapał się po własnym karczku. Złośliwość? Wcale nie, to przecież domena Wróżek!
Malekith nie wnikał za bardzo w to co działo się za kurtyną fasady Faerie. Nie zrozumcie go źle, to nie tak że wcale nie był ciekawski – gdyby nie wciskał nosa w nie swoje sprawy, nie byłby sobą. Chodziło bardziej o konsekwencje, kiedy coś bierzesz, kurtuazja wymaga, by jednak coś od siebie dać. A prawdę mówiąc, gdyby wydobyć to co działo się u Czarowników na zewnątrz, konsternacja i parodia stanowiłyby idealne określenia dla kogoś typowo zorganizowanego. Poza tym pamiętajmy o zielonej naturze i ich specyficznym podejściu do gościnności i pertraktacji, wszakże baśniowy charakter narzucał zobowiązania, które nie są spisywane na widocznym dla obu storn piśmie.
Z braku odpowiednich narzędzi malarskich, Japończyk posiłkował się iluzjami. Cały osprzęt: pędzelek, farby, płótno, stojak – były jak najbardziej namacalne, zasługa dodatku innej dziedziny magicznej, lecz ich ostrość już niekoniecznie. Gadowi daleko do mistrzostwa, czy choćby zaawansowania w iluzjach, stąd graficzne niedociągłości w osprzęcie, co raczył podkreślić. Jeżeli już miał na czymś się skupić, to efektach malarskich, te postara się odwzorować zgodnie z rzeczywistością – prosta kreska będzie taką jaką pociągnie dłoń artystki, zgodna z tym co dałby prawdziwy pędzelek.
- Zacznijmy od… - państwo raczą wybaczyć brak profesjonalnych określeń, siedząca po drugiej stronie osoba jest daleka od ich znajomości, jak i choćby cząstkowego talentu w tej dziedzinie. Dlatego uznajmy, iż Malekith tłumaczył wszystko, kroczek po kroczku. W niektórych przypadkach, takich jak poprawne trzymanie pędzelka, raczył korygować Niedźwiedzicę bardziej namacalnie. Następnie kwestia farb i ich mieszania, z paroma poradami, gdzie można było dobre dostać. Dawniej malarze sami musieli je mieszać, tudzież brać przepisy od mistrzów, dzisiaj na szczęście nie było z tym aż takiego problemu. I wreszcie pozostawała kwestia tego, co zawrzeć na płótnie. Obecna Kraina? Błąd, zamiast tego smoczysko raczyło przywołać obraz dawnej rzeczywistości, po prostu odtworzył fragment Jasnej Krainy, który pamiętał. Kto wie, może tam chciałby mieć kiedyś domek letniskowy? Skromna, drewniana chatynka, bastion osobistego spokoju w szalejącej rzeczywistości.
Ile kawałków płótna ostatecznie zostało zapełnionych? Trudno powiedzieć, choć każde z nich zdawało się być literą pewnej, w założeniu, mało skomplikowanej sentencji. A opisać ją można krótko, prostym pytaniem: dlaczego to brzmiało, jak pożegnanie?

z/t x2
Aktualizacja
Informacja

Przenosisz punkty (6)
- złota karta o wartości 12 punktów (Nagroda za najlepszy romans);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda za najlepszy romans);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda za bycie Mistrzem Pióra);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda dla najbardziej autentycznej postaci);
- srebrna karta o wartości 8 punktów (Nagroda dla najciekawszej postaci męskiej)

-> Malekith -> Damien
Łącznie masz: 15 pkt
Aktualizacja
Informacja

Przenosisz punkty (6)
- złota karta o wartości 12 punktów (Nagroda za najlepszy romans);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda za najlepszy romans);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda za bycie Mistrzem Pióra);
- brązowa karta o wartości 4 punktów (Nagroda dla najbardziej autentycznej postaci);
- srebrna karta o wartości 8 punktów (Nagroda dla najciekawszej postaci męskiej)

-> Malekith -> Damien
Łącznie masz: 0 pkt
Cóż pozostało gadowi, jak nie przytulić Niedźwiedzicy i nie pogładzić jej po pleckach? Niby prosty gest, a kto wie, może pomoże? Spróbować nie zawadzi, a kosztuje zupełne nic. Za to, w przypadku tego co działo się z osobą po śmierci, mógłby polemizować. Nie chodzi tutaj o teologię, tych i wariantów dalszego losu duszy wiele, uwzględnijmy wyłącznie spojrzenie znawcy nekromancji. Wszakże mogli wyciągnąć duszę z zaświatów i zrobić z nią parę rzeczy, mniejsza o detale. Tym samym osobiście odrzucał kolejne wcielenia, gdyż tymi nie operowali. Wniosek jest prosty: w jakimś limbo czy innym raju, kiedyś wylądują. Zabawne, odpowiedź na to pytanie Czarownicy mają pod ręką, lecz chyba żaden z nich nigdy nie spytał zmarłego, jak jest po drugiej stronie.
- Więc zamiast wydawać rozkazy, zacznij je przyjmować. Kolejny aspekt generalski, o którym zapominasz, głuptasku, ci nie bez powodu mieli sztaby i doradców z różnych dziedzin. Na swoim przykładzie: nie miałem zielonego pojęcia, ile strzał może przydać się łucznikom w czasie kampanii wojennej, to zostawiałem zaopatrzeniowcom i oficerom od rzeczonych formacji. Specjalnie mocno nie wnikałem, jakie medykamenty miały znaleźć się w zapasie – doktorzy spisywali listę, moja głowa w tym, aby otrzymali zawartość spisu. Podobnie jak z artylerzystami pod Zbarażem: mówiliśmy, czego oczekujemy, a konkretnym ustawieniem dział zajmowali się oni - odparł i otarł rękawkiem cudze łzy, z obu polików. Misiu, płakać nie przystoi. Może nie jest dobrze, lecz to co najtragiczniejsze już minęło, więc może być tylko lepiej. Kohorta była zdecydowanie mniejszym zagrożeniem niż coś co zjadało Demony na śniadanie. - Owszem, inna i wymagająca zmiany nastawienia. Z: co mogę zrobić, na: jak mogę pomóc. Ciągnęliście Króla za język? - podsumował i skierował swoją uwagę na nieco inną personę, mającą zdecydowanie większe pojęcie o wielu sprawach niż on, Marianne, Bies i pewnie kilkunastu innych długowiecznych razem wziętych. Jeżeli miałby szukać rozwiązania problemu braku słońca, to u tych, przy których całe szanowne grono wyglądało niczym banda dzieciaków.
- I, bez urazy, ale ta filozofia na dobre mu nie wyszła. Nawet w przypadku zwykłego człowieka, nie uwierzyłabyś, ile czasu można wygospodarować na nowe doświadczenia – jeżeli tylko ograniczyć zwykłe zbijanie baków o tych kilka procent. Nie powiesz mi, że nigdy nie ucięłaś sobie drzemki, pomimo braku większego zmęczenia, czy też nie spędziłaś całego dnia, leniuchując w łóżku. Skróć obie te rzeczy o godzinę, a zapewniam, zbierze się tego całkiem sporo, w sam raz aby zasmakować w nowym doświadczeniu. Najważniejsze to chcieć i zrobić ten pierwszy krok… - pomędrkował jeszcze troszeczkę, a przecież miał nie lada doświadczenie w czynnościach, które nijak miały się do tego co powinien WIECZNIE robić leciwy Czarownik. Przecież ktoś taki jak on nie powinien dotykać pędzelka, łowić ryb lub podróżować niczym Przyziemni. Ponoć to skandal! - To, że dał ci życie nie jest równoznaczne z możliwością rozporządzania nim, do samego końca - innymi słowy, Marianne musiała w końcu zadecydować za siebie, co chce zrobić. Inni mogą doradzać, lecz nie rozkazywać, chyba że są tutaj jakieś przywiązania wynikające z „umowy”, o której Gad nie wiedział.
Jak to było z jej wiernością, i resztą życia rzekomo intymnego, może faktycznie już nie wnikajmy i zainteresowanych odeślijmy do pamiętniczka starowinki. Wszakże, gdyby Gad chciał powspominać dawne czasy, udałby się bezpośrednio do seniorki. Dlatego, grzecznościowo, jej tematu już nie podejmie. A skoro przyszedł do Jeżyka, to w jednym banalnym celu, zerknąć co też wyrosło w zacnej familii Moonwater. Skoro już o niej mowa…
- Meow? - raczył zamiauczeć, ten podstępny Gad. Nie dajcie się zwieść, to nie było jedno, a trzy wydane z siebie, typowo kocie odgłosy. Może nie brzmiał zupełnie jak Shizhi, brakowało tutaj futrzastych sentencji typu „wydziedziczam cię” i „zostaw mnie, kobieto”, lecz pewnych rzeczy nawet Malekith nie mógł podrobić. Może gdyby urodził się Chińczykiem, byłoby inaczej? To chyba powinno dobitnie zobrazować, jak wyglądało marudzenie poczciwego Koreańczyka.
- Na rany cytrusa i wszystkich świrniętych, nie macie odpowiednio wielkich chłodni na zwłoki? Przecież to niezbędnik każdego Czarownika i każdego Instytutu! - raczyło zwrócić na to uwagę, jak zwykle urocze smoczydło, po czym złapało się za głowę z niedowierzania. O koronerstwo, w tej chwili, podejrzewał Ray równie mocno co o masowe mordy. Wszakże osobistościom o różnych profesjach, zdarza się gromadzić zwłoki. Równie dobrze mogłaby kreować kolejnego frankensteina lub sprzedawać cielska dla ludzi o wątpliwym smaku i moralności. Fetyszystów i producentów parówek nie brakuje. I my, Gadzinkowie, wypraszamy sobie wszelkie aluzje o złośliwość. To domena innych znaków zodiaku, każdy Wąż wam to powie. - Oj, nie przesadzaj, oboje wiemy, że sympatię można okazywać na wiele sposobów - raczył tak podsumować fakt, iż to Ray posiadała klucze do tego domu. To jak bardzo mogła go rozsierdzać w dzieciństwie, zapewne wywnioskuje z dalszej rozmowy. Im bardziej zwariowana będzie teraz, tym większy mnożnik otrzyma na lata minione. O odporności obgadywanego Panicza na dzieci lepiej nie wspominać. Po prostu cieszmy się, że nie został drugim Anakinem.
- Ostatnimi czasy niebezpiecznie jest być kimkolwiek innym niż Łowcą, o ile nie ma się w papierach wpisanej jednej słusznej przynależności. Więc w towarzystwie tych, których dawny gospodarz nie gania z kijem od szczotki i stadem demonów, nie ma się czego wstydzi - odparł i uśmiechnął się cieplutko. Panno Ray, przecież oboje wiemy, że gdyby Mal był cięty na smerfy i w dalszym ciągu je zjadał, Koreańczyk już by się tutaj zjawił. To stalker, pamiętasz? Nawet jeśli nie jest ciałem, to na pewno kamerami, magicznymi zmysłami, skrzętnie skrytymi artefaktami i duchową cząstką komunikacyjną. - Domyślam się stanu rzeczy wśród typowych smerfów, lecz poza ich gronem, elfie uszy uchodzą za urocze. Z resztą, niejeden człowiek męczył się, aby uzyskać taki efekt. Nie zakrywaj ich, Arweno, inaczej przyjdzie mi sprowadzić tutaj prawdziwą zawieruchę - powiedział, jak przystało na typowego derpa i podrapał się teatralnie po tyle głowy. Tajemnica dziwnych powiewów wiatru rozwiązana, nieprawdaż?
- Łowca, z domieszką krwi faerie, uchodzi za bardziej swojskiego - dodał tę cenniejszą uwagę, na wypadek gdyby przyszło komuś rozmawiać z rasowymi Wróżkami. Grzechem byłoby nie skorzystać z własnych atutów, nawet jeśli miałyby stosunkowo niewielki wydźwięk.
Nagroda
Otrzymujesz nagrodę za:

realizację zadania: Gdzie jest Opal?

Otrzymujesz: + 4 pkt

Łącznie masz: 10 pkt
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo