Mieli swoje własne zwątpienia i problemy. I, co zadziwiające, chociaż Niedźwiedzica znajdowała się w bagnie, w które właśnie się zapadła, doskonale czuła, że Bies również nie ma się najlepiej. Ona nie mogła wydać prawdziwej bitwy, doprowadzić do prawdziwej wojny, jako generalicja zawiodła, ale on miał problem, by znaleźć odpowiedź na pytanie, co dalej, co zrobić, jak walczyć, jak budować ich świat i to właściwie malowało się na jego twarzy. Zmarszczyła brwi, poruszając się lekko pod jego ciepłym, silnym ramieniem i starając mu się przyjrzeć. Chciała odsunąć na bok, na chwilę, własne żale, które i tak po chwili buchnęły z niezwykłą siłą.
- Ale się dowiesz, Biesie. Kto, jeśli nie ty? - powiedziała i uśmiechnęła się do niego, bo naprawdę w niego wierzyła. Doskonale wiedziała, że nie był uczonym tylko z nazwy, a te setki przeżytych lat poświęcił na naukę, kształcenie się i zdobywanie obszernej wiedzy, zarówno w Świecie Cieni, jak i pośród Przyziemnych, którzy wymyślali coraz fantastyczniejsze dzieła, pomagające im w życiu codziennym i nie można było o tym mimo wszystko zapominać.
- Moją wartością jest siła, zdolność władania każdym orężem, rozlew krwi. Na co to nam się teraz przyda, Biesie? Teraz... To ktoś tak mądry jak ty, może nam wskazać właściwe ścieżki. Podziwiam cię za to, jak wiele potrafiłeś zgromadzić przez lata wiedzy, już teraz widzę, że mimo wszystko nie ustajesz w zastanawianiu się nad tym, co tutaj zrobić - stwierdziła, zerkając na niego spod rzęs, a potem położyła palce na jego prawej skroni, jakby chciała podkreślić fakt, że doskonale widzi, jak trybiki w jego głowie kręcą się nieustannie. Był niesamowicie inteligentnym mężczyzną i teraz kiedy znowu mieli możliwość przebywać w swojej obecności, zastanawiała się, co go skłoniło do tamtego porywu szaleństwa. Nie sądziła, by tak naprawdę chciał zwracać na nią jakąś większą uwagę.
- Właśnie. Czy to nie brzmi, jak ironia losu? Kiedy Ignis pokazała mi to na Lisiej Wyspie... Nie wiem, nie miałam nawet pojęcia, co mam myśleć, co czuć. Po tym wszystkim to jak policzek. Albo prześmiewcza nagroda - powiedziała cicho, patrząc na Biesa, jakby chciała się przekonać, czy on również tak myśli, czy faktycznie nie jest do końca pewien, co z tym zrobić i jak to traktować. Co to miało być? Dar na pożegnanie? Pokazanie, że Mrok jednak potrafił się zmienić? Sama nie wiedziała, ale odnosiła wrażenie, że nurza się w głębokim gównie i nie do końca umiała przyswoić sobie myśl, że teraz miałaby władać czymś, co pochodziło od istoty, która doprowadziła do tego, co znajdowało się przed nimi. To ją złościło, napawało gniewem, ale i odrazą, a jednocześnie rozumiała chyba zaciekawienie, jakie przejawiała Ignis.
Może Niedźwiedzica chciała i wolała wierzyć w to, że kiedy się umiera, nie ma już nic. Żyła już przeszło tysiąc lat, widziała wiele, zmiany, ewolucje, rozwój, upadek i w jakimś sensie czuła, że ma tego już dość, tego, co ją otaczało i dokąd to to właściwie zmierzało, niekoniecznie chciała się w tym zagłębiać, a gdy się nad tym zastanawiała, odkrywała niespodziewanie, że być może przyjdzie jej trwać kolejne tysiąclecia w jakimś bezsensownym miejscu, czekając na czyjeś wezwanie. Pewnie dlatego chciała wierzyć, że gdy się umiera, dzieje się tak na zawsze, ciało rozpada się w pył, a ty istniejesz już tylko na kartach historii i we wspomnieniach najbliższych. Tak, cóż, było najłatwiej, niezależnie od tego, co mówili inni, niezależnie od tego, co sugerowali i jak to wszystko wyglądało.
- Cały czas... Kiedy opuszczaliśmy ten świat, Król zobowiązał mnie, żebym o nich dbała. Zwrócił się do mnie moim imieniem, a ja nigdy nie sprzeciwiłam się jego woli - powiedziała cicho, doskonale wiedząc, że Malekith ma z pewnością rację, że te wszystkie słowa o dowodzeniu i wsparciu są jak najbardziej prawdziwe, że są czymś wielkim, nad czym powinna się pochylić, ale jednocześnie, nie umiała za bardzo do tego wrócić, nie umiała tego jeszcze uszeregować. Czuła również ból, którego nie była w stanie nazwać, smutek po tym, że całe jej poświęcenie i chęci spełzły na niczym i znalazła się w miejscu, które nie posiadało właściwie żadnej wartości. Odetchnęła głęboko, nim postanowiła zebrać się w sobie i udzielić mu poprawnej, właściwej odpowiedzi, bo czuła, że pewne słowa nie chcą przejść jej przez gardło.
- Nimat rozmawiała z Królem, ale nie wiem tak naprawdę, o czym i sądzę, że się nie dowiem - powiedziała w końcu, nie musząc dodawać, jaki jest tego powód. W końcu wyznała mu już, jak została określona, jak zostały ocenione jej zachowania i cała postawa, a co za tym idzie, jak bardzo czuła się odrzucona na dalszy plan. Kiedy coś przestaje być przydatne, po prostu się to wyrzuca. Zamknęła oczy, bo podobne myśli krążyły po jej głowie wręcz nieustannie, a teraz, jedyne, co jeszcze trzymało ją jakoś na powierzchni, to obecność czarownika. Nic dziwnego, że przytuliła się do niego tak, by ukryć twarz w jego ramieniu, brakowało jej sił i zdaje się, że miała dość udawania, że zawsze jest niewzruszoną skałą, która poradzi sobie z każdym sztormem. Bo już było widać, że tak nie jest.
- Nauczysz mnie tego? - spytała cicho. To nie tak, że sama by sobie nie poradziła, na pewno dałaby radę, ale wyraźnie potrzebowała kogoś, kto z nią będzie, pomoże jej, jakoś ją poprowadzi, nawet w takich prostych sprawach, które dla większości osób były po prostu wręcz oczywiste i banalnie proste. Dla niej samej była jak zagubiona dziewczynka, która po raz pierwszy patrzy na otaczający ją świat i chyba nie do końca wierzy w to, co się dzieje, co ją otacza. Może w końcu dostrzegała więcej, ale czy nie było już na wszystko za późno?
Słyszała, że niektórzy Przyziemni twierdzili, że śmierć jest tak naprawdę początkiem nowego życia i zastanawiała się czasami, czy nie mają racji. Z drugiej strony - wizja niebytu, gdzie nie musisz już myśleć, czekać i czegokolwiek szukać, była równie pociągająca, bo przekreślała wszystko i pozwalała na to, by wszystko się zakończyło, nie było już nic więcej, a każda rozterka dobiegała końca. Bezpowrotnie, ostatecznie, bez cienia szansy na to, że jeszcze kiedykolwiek, ktokolwiek może czegoś od ciebie chcieć, może o coś prosić, może czegoś zażądać. Słuchała jednak czarownika, bo dlaczego miałaby tego nie robić? Uśmiechnęła się nawet o wspomnienie o pizzy, które skojarzyło jej się zaś z ich ostatnim spotkaniem przed wyprawą do jej świata. Malekith nie musiał długo czekać, by Niedźwiedzica się do niego naprawdę przytuliła, by szukała w nim wsparcia, pocieszenia i bliskości, jakich jej brakowało. Widać nawet ona, taka niezłomna wojowniczka, która wiecznie szła naprzód, czasami była zbyt słaba, by chociaż samodzielnie stać. Opierała się na nim, na jego słowach, na jego wsparciu i obecności, które nieznacznie ją koiły, aczkolwiek niektóre słowa zdawały się ranić mocniej, niż sobie to wyobrażał.
- Może o to chodzi, Mal? Może za długo próbowałam ciągle i ciągle coś zrobić, może już dość tej inicjatywy - powiedziała cicho, patrząc na niego szklącymi się oczami, a łzy nadal płynęły po jej policzkach, chociaż nie dało się powiedzieć, żeby faktycznie płakała, rozpaczała, żeby rwała sobie włosy z głowy. To był niemy szloch, który w pełni oddawał to, co w niej siedziało, co się w niej kryło i dlaczego było tak ważne. Jeśli chciał się z nią bić, przyjęłaby to, aczkolwiek widać było wyraźnie, że teraz nie potrzebuje ciosu w głowę, a kogoś, kto po prostu ukołysze ją w swoich ramionach i pozwoli jej przez chwilę na zdjęcie maski, jaką nosiła całe życie, na pokazanie słabości, jakie jednak posiadała, na lęk, cierpienie, niepewność, na wszystko to, co teoretycznie dawno nie powinno mieć z nią żadnego związku.
- To też jest jakaś wojna. Inna, innego rodzaju, spokojniejsza i odpowiednia dla wielkich umysłów. Rozmawiałam z Biesem, ale nawet on ma wątpliwości co do tego, co dalej. Nie będę się z nim kłócić, ani z innymi, nie będę tutaj walczyć, Mal, bo co ja mogę zrobić? Przywołać parę korzeni i patrzeć, jak te rośliny marnieją? - powiedziała w końcu cicho, jednocześnie trzymając się dość kurczowo czarownika, jakby miała zaraz spaść, zniknąć, czy zrobić cokolwiek takiego. Spróbowała się do niego lekko uśmiechnąć, ale było to znowu trudne. - Wiesz, że nigdy tego nie robiłam? Mój ojciec uważał, że nie ma na to czasu - powiedziała cicho, jednocześnie patrząc na swoje dłonie, jakby chciała zapytać je, czy wiedzą, jak się maluje, czy w ogóle mają pojęcie, jak się trzyma pędzle i ołówki, czy być może są tak zgrabiałe i przywykłe do dzierżenia oręża, że sobie z tym za nic w świecie nie poradzą.
Przeszłość. Czasami chciałaby w niej pozostać, tam, gdzie wszystko było dobre, inne, rozsądne. Było czymś, czego nie miała i nie raz i nie dwa żałowała, że nie mogła po prostu odwrócić biegu historii. Czy było jej źle pod Zbarażem? Ani trochę. Nie było jej źle również, teraz gdy spokojnie śpiewała to, co przed laty, było jej dobrze, gdy mogła przytulić się do czarownika i poczuć, że nie jest sama, a jej najlepszy towarzysz broni, jednak jej słucha i jak zawsze, gdy znajdowała się w trudnej sytuacji, jest skłonny wyjaśnić jej wiele kwestii, na które ona może nie zwróciła uwagi. Czuła jednak również wdzięczność, gdy odkrywała, że Malekith nie jest skłonny do sądzenia jej i wydawania podobnych wyroków jak te, które postawiła Nimat. Nie było jej tam, nie wzięła w tym udziału, a pochopne ocenianie nie było tym, co powinno cechować przywódcę. Tego była pewna. Tak czy inaczej, przysunęła się bliżej, potrzebowała wyraźnie tej obecności, tego ciepła, jakiego do tej pory nie doświadczyła, a o jakim być może zapomniała.
- Mój ojciec zabił się, kiedy doszedł do wniosku, że świat nie daje mu już nic nowego. To jedno z gorszych rozwiązań, ale czasami, Mal, mam wrażenie, że to wyzwala. Jest prostym krokiem, czynem, który na zawsze wszystko przekreśla, kończy i w pewien sposób zaczyna. Nigdy go nie rozumiałam, czułam gniew, wściekłość, nienawidziłam go. Żałowałam, bo miał mnie i miał dla kogo dalej iść naprzód. Zastanawiałam się, czy jest ktoś, kto naprawdę by tęsknił, gdybym wybrała jego drogę - powiedziała cicho, jakby chciała, żeby tylko on ją słyszał, chociaż przecież w okolicy nie było nikogo, nawet duchów przeszłości, którą mimowolnie właśnie opłakiwali. Nie było tutaj tego, czego szukali, nie mogli tego znaleźć, tej ucieczki, ciszy i odskoczni od świata ludzi, w którym oboje przeżyli raczej większość swoich, jakże długich istnień. Obecność czarownika była jednak dla niej krzepiąca, miała jeszcze jego u boku i być może to właśnie ta myśl powodowała, że nie rzucała się wściekle i nie decydowała się na kroki całkowicie pochopne, które pewnie nie przyniosłyby ostatecznie niczego dobrego i nie zmieniłyby tak naprawdę jej życia. Cóż, zmieniłyby je w nieżycie, a być może nie o to tutaj chodziło. To była ścieżka tchórzy, wiele razy tak uważała, ale patrząc na nią teraz, dostrzegała w niej więcej czaru, niż w ciemności, jaka ją otaczała.
- Myślisz, że w ogóle się do tego nadaję? Odejść od wszystkiego, zrezygnować, patrzeć, jak pozostali walczą i czekać? Znasz mnie, wiesz, że zawsze idę w bój, dokąd mam się udać, by zaznać tego spokoju? Czy jest takie miejsce, w które mogłabym odejść, by faktycznie nie patrzeć i pozwolić, by to inni wybierali drogi i wojowali za mnie? - powiedziała cicho, bo chociaż wiedziała, o co mu chodzi, nie znajdowała w sobie ani siły, ani nadziei na to, że to się uda. Jeśli chciała to uczynić, to obawiała się, że wędrując samotnie nigdy nie zazna spokoju i nie znajdzie tego miejsca, gdzie mogłaby się tak naprawdę zatrzymać. W tej chwili daleko było jej do tego, by nazwać ją sterem, żeglarzem i okrętem, była jedynie łupinką targaną przez wiatr, na nic więcej nie było jej wyraźnie stać.
Może miała nadzieję, że mimo wszystko Bies powie, że coś da się zrobić? Może liczyła na to, że niczym magik z kapelusza wyciągnie królika, odsłoni magiczną kartę albo zaśmieje się i powie, że jest głupiutka, bo tak naprawdę to odwrócenie tego wszystkiego, co się tutaj działo, jest wręcz bajecznie proste. Nie wiedziała, czego chciała i czego oczekuje, nie wiedziała, czy czegokolwiek, czy może po prostu wciąż starała się wierzyć w baśni, które nie miały już raczej prawa się ziścić. Było jej ciężko, tym bardziej że straciła wiele, a nie otrzymało nawet minimalnego pocieszenia, czy choćby drobnych słów, które wskazywałyby na to, że jej trud jednak nie poszedł całkowicie na marne. Zamknęła na moment oczy, starając się jakoś zapanować nad falą rozgoryczenia, jaka ją w tym momencie zalała i spowodowała, że cała aż zadrżała, starając się jakoś zapanować nad tym, co się z nią dzieje.
- Czy to ma sens, Bies? Czy to wszystko ma jakikolwiek sens? - spytała cicho i zacisnęła dłonie w pięści, czuła bowiem, że cała zaczyna drżeć i nie wiedziała zupełnie, co ma ze sobą zrobić. Jej stabilność emocjonalna całkowicie się zepsuła, rozchwiała się do tego stopnia, że nie była w stanie w żaden sposób się zatrzymać, to jej nie odpowiadało, czuła się tragicznie, ale nie umiała w żaden sposób wzbudzić w sobie siły, z jaką jeszcze nie tak znowu dawno temu, wkraczała do tego świata, by o niego walczyć. A teraz nawet nie wiedziała, czy jej szaleńcza walka o Ignis cokolwiek dała, czy Lisica jeszcze żyła, czy jej własny świat ją przyjął. Wszyscy wycofali się w cień, a ona jedna została nagle sama na placu boju, który okazał się koszmarnym pobojowiskiem, z którego nie było wyjścia.
- Na wszystkie demony... - mruknęła, czując jednocześnie, jak głos jej drży. - Nie nadaję się do tego, Bies. Wszystko, co próbowałam zrobić, poszło na opak. A teraz jeszcze... ten dar. Nawet nie mam pojęcia, czym on jest. Poza tym, że wygląda jak mało śmieszny żart - powiedziała cicho, starając się na czymś skupić, dać sobie powód do myślenia, do robienia czegokolwiek, a nie tylko stania w miejscu i patrzenia się w przestrzeń, która była ciemna, nieprzyjemna i pusta, jakby dryfowali w nicości, co napawało Niedźwiedzicę żalem, gniewem, wielkim rozgoryczeniem, ale i niepewnością, nad którą na pewno nie umiała zapanować, a może nawet, w jakimś stopniu, panować nie chciała.
Pustka nie tylko dotyczyła okolicy, w której się znajdowali, ale i samej Niedźwiedzicy. Nie była już sobą, nie była tą wojowniczką, którą była jeszcze nie tak dawno temu i to doskonale było po niej widać. Była teraz zdecydowanie słabsza, była wystawiona na ciosy, z którymi nie była w stanie radzić sobie sama, co ją mocno oszołamiało. Uśmiechnęła się lekko, bo mimo wszystko, pod pewnymi względami, przypominał teraz Biesa. Obaj mieli jakieś założenia, jakieś propozycje, ale w obu przypadkach, tak samo jak Niedźwiedzica, nie mieli bladego pojęcia, czym właściwie można by zastąpić słońce, jak miałoby to działać i przede wszystkim, do czego niby miałoby to doprowadzić. Skąd mieli wziąć tyle siły? Jakie kryształy, jakie zaklęcia, jakie możliwości. Pucas nie znała się na tym, z magią miała zupełnie inne do czynienia, nic zatem dziwnego, że tak naprawdę nie zagłębiała się w to jakoś mocno, a teraz czuła się zupełnie, jak dziecko we mgle. Nie, nie oznaczało to, że zaraz zacznie się rzucać na magię, że zacznie jej poszukiwać, bo wiedziała doskonale, że z tym już sobie nie poradzi, była na to zbyt stara, mogła jedynie słuchać tego, co inni, mądrzejsi, mają do powiedzenia w tym temacie.
- Może powinnam była poświęcić się i innym... sztukom - powiedziała cicho, kiedy czarownik skończył mówić, a później zanuciła cicho piosenkę, którą kiedyś, dawno temu, śpiewała mu pod Zbarażem. Czuła łzy, które gryzły ją w nos, w gardło, które całą ją atakowały i powodowały, że nie czuła się z tego powodu zbyt komfortowo. Nie chciała płakać, nie znosiła tego, tak jak nie znosiła wszystkich rodzajów słabości, a teraz proszę, po prostu musiała się z tym mierzyć, jak delikatna róża, która w każdej chwili mogła zmarnieć.
- Wiele rzeczy. Oskarżenie, że naraziłam całą wyprawę, bo próbowałam odseparować opętaną Ignis, by nie zrobiła nikomu nic złego. Obrazę Łowców, którzy uznali, że nie chcąc zgodzić się na zabicie Lisicy, godzę się na zabicie ich. Niezdolność do kierowania wyprawą, kierowanie się emocjami. Wszystko, co zrobiłam, zostało właściwie przekreślone. Nie zdołałam uratować Ignis, najpierw pozwoliłam, by zdziczała tutaj, później, by opętał ją Mrok, chociaż miałam ją chronić, a teraz najpewniej nigdy jej już nie zobaczę i nie dowiem się, czy chociaż w części nam wybaczyła. A teraz? Teraz, jako wojownik, nie jestem w stanie zrobić nic, pozostaje mi czekać, aż inni znajdą rozwiązanie, ale nie wiem nawet, czy takie istnieje. Czuję... Że zostałam sama - powiedziała w końcu, a później oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy, bo smutek, żal i irytacja przejadły ją całą, nie miała już właściwie do kogo wyciągać rąk po pomoc, nie czuła, by miała jakiekolwiek wsparcie, ale i nie było nic, co mogłaby tak naprawdę robić, czym mogłaby się tak naprawdę zająć, była odcięta i pozostawiona sobie, z poczuciem, że nawet jako ktoś, kto jest doskonałym wojownikiem, nie jest w stanie zrobić czegokolwiek dla swojego świata. Przez stulecia znosiła naprawdę wiele, ale nawet jej czas mógł się skończyć, nawet ona mogła zapragnąć odejść i po prostu odpocząć, nawet ona mogła chcieć po prostu wypocząć u czyjegoś boku. Albo po prostu zniknąć, by nie słuchać, że nie jest kimś użytecznym.
Była wyraźnie zagubiona, a jednocześnie po tym, jak właściwie została potraktowana, nie czuła już tak wielkiej potrzeby, by pomagać, miała bowiem wrażenie, że niezależnie od tego, jaki dokładnie wykona ruch i tak będzie on niewskazany, niestosowny, nie taki, jaki być powinien. Nie miała bladego pojęcia, co właściwie powinna robić dalej, czuła, że znajduje się w zawieszeniu, a obserwowanie tego wszystkiego, co się przed nią rozciągało, nie sprawiało jej, chociażby odrobiny przyjemności. Odzyskali swój świat, ale co w nim było? Nic. Nie miała już również bliskich, z którymi mogłaby tak naprawdę pomówić, wszystko się rozmywało, a im dłużej słuchała Biesa, tym bardziej czuła, że to wszystko się nie uda. Owszem. Na niezbyt wielkim obszarze było to do opanowania, było to coś, nad czym mogli pracować, ale cała kraina? Cały jeden, wielki, potężny świat? Nie, nie była o tym przekonana i naprawdę nie chciała się w to zbyt głęboko zapadać. Im bardziej się angażowała, tym było gorzej. Przymknęła teraz oczy, kiedy jej towarzysz objął ją i uważnie słuchała tego, co ma do powiedzenia, zaś Bies mógł poczuć, jak jej mięśnie naprężają się coraz mocniej, aż w końcu prychnęła zirytowana, kiedy wspomniał o tym, że nic nie zastąpi słońca. Uśmiechnęła się krzywo, smutno albo ironicznie, trudno powiedzieć, jednocześnie zaś zmarszczyła nos.
- Wiele, a nas nie jest zbyt wielu. Nie wiem jednak, czy jest sens planować cokolwiek, jeśli nie znajdziemy sposobu na to, żeby rozświetlić krainę, bez tego woda nic nie da, zwierzęta raczej też sobie nie dadzą rady, prawda? - rzuciła cicho i wyciągnęła przed siebie rękę, chcąc chyba przywołać do siebie jakieś korzonki, jakieś niewielkie roślinki, ale wyraźnie się zawahała i w końcu zacisnęła dłoń w pięść, co było jasnym pokazaniem, że nie zamierza teraz marnotrawić swoich sił i sił tego świata.
- Może w siedzibie Gonu uchowało się coś, co nam pomoże - mruknęła z namysłem i spojrzała w stronę, gdzie ta się znajdowała, nie miała jednak pojęcia, czy mogli się tam udać, ani, przede wszystkim, czy mogli tam wejść bezkarnie, czy mogli tam po prostu być, uczestniczyć w tym, co się tam działo. Jednocześnie jednak nie sądziła, by działo się tam coś wielkiego, by było tam coś godnego uwagi, by w ogóle byli tam mile widziani. Odnosiła wrażenie, że mimo wszystko nadal nie byli solidarni, a coraz bardziej rozproszeni i podzieleni.
Marzec 2020

Kto: Taillis & Bies
Gdzie: Zapomniane Ruiny na moczarach
Opis: Trwa
Pierwsza wyprawa do świata wróżek, która nie jawi się w kolorowych barwach. Nie wiadomo co dalej, a ani Niedźwiedzica, ani Bies, nie są w stanie wykrzesać z siebie zbyt wiele entuzjazmu. Jeśli uczony nie jest pewien, czy jest sens w ratowaniu tego, co ich otacza, co ma powiedzieć na to wojowniczka?
Data: 03.2020

Kto: Taillis & Malekith
Gdzie: Teren za pałacem
Opis: Trwa
Spotkanie na szczycie w zniszczonej krainie wróżek. Niedźwiedzica zdaje się nie mieć już sił na to, by dalej walczyć, ale czarownik ma w tym temacie inne zdanie. Pytanie, kto z nich będzie miał ostatecznie rację.
Data: 03.2020

Kto: Taillis &
Gdzie: [url=][/url]
Opis: [color=][/color]
Data: 03.2020
Niedźwiedzica zawsze była pierwsza do walki, pierwsza do działania i nie dawała sobie w kaszę dmuchać, nie zamierzała zostawać gdzieś w tyle, a obecnie po prostu stała i rozglądała się, nie wiedząc nawet, jakich dokładnie słów użyć, bo nawet gdyby wyrzuciła z siebie wiązankę wszystkich znanych sobie przekleństw, z całą pewnością nie zmieniłoby to tego, że czuła się zagubiona. Nie znajdowała tutaj nic, co przypominałoby jej dawny dom, co byłoby jej światem, nie było chyba nic, o co mogłaby się zaczepić, a okolica wyglądała zupełnie tak, jakby przetoczyła się przez nią największa wojna tego świata. Nie było tak i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale Mrok zrobił coś, czego nie była w stanie pojąć, pozostawił ziemię ciemną, jałową i zniszczoną, nie było tutaj właściwie niczego, cisza aż dzwoniła w uszach, a każdy wykonywany przez nich ruch, odbijał się w głowie kobiety, zupełnie jakby był kamieniem uderzającym o jakąś niemalże bezdenną studnię. Szok, niedowierzanie, ale i cierpienie, to na pewno jej towarzyszyło, a gdy spojrzała na Biesa, z trudem przełknęła ślinę, bo dotarło do niej, że on również nie ma pojęcia, co dalej. Był od niej sporo mądrzejszy, widział wiele rzeczy i na pewno znał się na takich sprawach, jak rekultywacja zniszczonych terenów, tymczasem Niedźwiedzica miała wrażenie, że nawet on nie wie, od czego zacząć. Jego słowa były tylko potwierdzeniem tego, co wydawało się, iż w nim dostrzega.
Wciągnęła głęboko powietrze, zacisnęła dłonie w pięści, a później założyła ręce na piersi, jakby to był jakiś jej obronny gest, który miał przynieść pocieszenie. Przez chwilę czuła się nawet jak mała dziewczynka, która chce jedynie, żeby ktoś ją przytulił i poczucie to było tak dojmujące, że aż chrząknęła, mając wrażenie, że zaraz udusi się żałością i żółcią, jakie naraz się w niej podniosły. Podeszła nieco bliżej do Biesa, być może jednak czerpiąc przyjemność z tego, że był blisko i nie musiała kręcić się tutaj sama, bo nie wiedziała zupełnie, jakby sobie miała wtedy niby z tym wszystkim poradzić. Szkoda tylko, że oboje znajdowali się w miejscu, które było jedną wielką kropką, studnią o gładkich ścianach, a ich umysły nie były w stanie stworzyć odpowiedzi na to, co dalej.
- Jeśli ty tego nie wiesz... Nie odbuduję tego świata, wojując toporem. Jedyne co mogę próbować zrobić, to błagać rośliny, by zaczęły rosnąć. Jednak z czego, na czym, skąd mam dać im światło i wodę? Widziałeś kiedyś coś tak... porażającego? - spytała, unosząc nieznacznie ramiona, jakby chciała się w nich mocno i głęboko schować. Nie wszystko nadawało się do naprawienia, doskonale to wiedziała i widziała już dostatecznie wiele w życiu, by to rozumieć. Choć, miasta zrównane z ziemią czasem podnosiły się na nowo. Miały jednak wodę i słońce, a oni chyba nie mieli nic. Ludzie mieli takie powiedzenie, że z pustego i Salomon nie naleje, i co by nie mówić, miała wrażenie, że tutaj jest tak samo. Skoro Bies nie miał pojęcia, co ma robić, jak działać, a chyba był jednym z najmądrzejszych wśród nich, to co im pozostawało? Skakać na główkę?
W pierwszej chwili chciała zapytać go, czy szuka tutaj jakichś resztek dobra, które mógłby odebrać w zamian za pomoc, jakiej udzielił. W drugiej jedynie uśmiechnęła się krzywo. Nie zareagowała na to, jak się do niej zbliżył i nie za bardzo przejęła się światłem, jakie pozwolił sobie sprowadzić, wydawała się nieco obojętna na to, co dzieje się dookoła niej, wyraźnie jednak była spięta i czekała na to, co dalej. Przyszedłeś odebrać swą zapłatę? Nie sądziła, by chodziło o cokolwiek innego, w końcu w świecie wróżek nie było już czego szukać. Z pewnym zdziwieniem obserwowała go, więc gdy przy niej kucał, przypatrywała mu się w ciszy, zastanawiając się, czy tylko jej się zdaje, czy może on jednak ją rozumie.
- Nie potrafię tego powstrzymać. Widziałam świat w gruzach, widziałam rzeki krwi, ale nie widziałam nigdy tego, co nas otacza. Pustki - powiedziała cicho, patrząc wprost w jego oczy. Nie odwracała głowy, nie uciekała, nie wstydziła się tego, że po prostu płacze, że raz w życiu naprawdę jest słaba, że też ma uczucia, że jest kobietą, która zniosła wiele, ale kolejny cios może okazać się dla niej zbyt potężny i zbyt wielki, by cokolwiek tutaj zmienić. Odetchnęła głęboko, a kiedy czarownik położył dłoń na jej policzku, by zetrzeć z niego łzy, zamknęła oczy, wsparła palce na jego nadgarstku i po prostu przytuliła się na spokojnie do mężczyzny, do jego ręki, okazując tym samym swoją słabość i fakt, że nawet ona, Niedźwiedzica, potrzebowała czasami wsparcia, potrzebowała silnego ramienia, które ją podtrzyma, a później pozwoli jej się ponownie podnieść. Wierzyła poza tym, pewnie naiwnie, że mimo wszystko czarownik jest w stanie docenić to, że chociaż się starała, że próbowała coś zmienić, że starała się walczyć o wolność swojego domu, a nie tylko siedziała i czekała, choć demony raczą wiedzieć na co.
- Nie ma w niej światła, nie ma w niej prawdziwego życia, nawet jeśli spróbuję przywołać tutaj rośliny z ziemi, czym mam je napoić i ogrzać? - spytała i choć można było to uznać za smutne pytanie bez pokrycia, to mówiła całkiem poważnie. Była złamana, była pęknięta, ale chociaż zgadzała się z Biesem, że najpewniej nie mają tutaj niczego, co mogliby ratować, to jednak wciąż i wciąż myślała, co może zrobić, czy zdoła jakimś cudem wzbudzić tutaj życie, postarać się, by rośliny znowu pięły się ku niebu, a światło zawitało w to miejsce raz jeszcze. Czy i na Lisiej Wyspie było tak samo? Czy było tam tak ciemno, ponuro, beznadziejnie i czarno? Nie sądziła, by kiedykolwiek miała się tam jeszcze dostać i przekonać, jak to wygląda.
- Mal, czy ja naprawdę... Czy naprawdę nadaję się tylko do bezmyślnego sieczenia wrogów? - spytała i spojrzała na niego ponownie, chociaż obraz drżał jej w oczach zasnutych obecnie łzami. Oczywiście, że bolało. Wiedziała, że nie jest idealna, ale starała się, walczyła, próbowała ochronić wszystkich, by nikt nie został skrzywdzony, tymczasem słyszała coś innego, przez co aż zaciskała z całej siły szczęki.
Przyglądanie się temu, co ich otaczało, było bolesne. Można było śmiało powiedzieć, że właściwie nie znajdowało się tutaj nic, co dałoby się rozpoznać, panowała ciemność, a okolica była dzika, zupełnie nie taka, jaką za sobą zostawiali. Nie spodziewała się oczywiście niczego innego, bo czego mogła oczekiwać po tak długi królowaniu Mroku w ich świecie, ale i tak miała wrażenie, że serce ściska jej żal. Z bezsilności zaciskała pięści, zagryzała wargę i marszczyła nos, ale nawet furii i gniewu, jakie przelewały się przez jej ciało i duszę, nie miała gdzie skierować. Pradawni odeszli, a przynajmniej tak twierdzili, czego zatem i kogo miała tutaj szukać? Wyspa Lisów ponownie spowiła się mgłą tajemnicy, a ona nie miała bladego pojęcia, jak mogłaby trafić do Ignis ani, czy w ogóle by ją tam jeszcze znalazła. Nie sądziła, by kobieta w ogóle chciała ją widzieć, nie po ich ostatniej rozmowie, nie po tym, co wydarzyło się w czasie walki o odzyskanie domu. Niedźwiedzica nie mogła sobie wybaczyć tego, że właściwie porzucili Lisicę, a później wszyscy traktowali ją jak jakiegoś wyrzutka. To akurat piekło, nawet ją, bo postąpiła karygodnie, zrobiła coś, czego robić nie powinna, bo Ignis również była wróżką, a zapomnieli o niej, pozostawili ją samej sobie, a później wymagali demony wiedzą czego. Była również rozgoryczona, bo robiła wszystko po to, by uzyskali wolność, dom, by wszyscy w czasie wyprawy byli bezpieczni i to oczywiście obróciło się przeciwko niej. Mimo wszystko jednak nadal stała na tym miejscu, nadal patrzyła w przyszłość i starała się znaleźć coś, co jeszcze można uratować. Ale czy cokolwiek zostało?
Oinari i Devana przepadali, dowiedziała się, co spotkało Lenna i wierzyła, że jeszcze zdoła mu pomóc, ale nie wiedziała na razie jak. Bevin wyparował, podobnie jak Shay i Anthony, Catriona znajdowała się w kiepskim stanie, nie pozostał właściwie nikt, nawet Lerenna i Byako, który zniknął ponownie. Tego właściwie mogła się spodziewać, gdyż nigdy nie był zbyt jednoznaczny, ale naprawdę. Ilu z nich było jeszcze skłonnych walczyć o ten kawał ziemi, który był obecnie niczym?
- Jedno wielkie nic - rzuciła w stronę Biesa, z którym się tutaj zjawiła i przez naprawdę długą chwilę, nie była w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. Patrzyli na zgliszcza, całkowite zgliszcza świata, który kiedyś był ich domem. Czym był teraz? Pogorzeliskiem. Być może nawet gorzej, nie była w stanie tego określić i jednoznacznie nazwać, to było właściwie szaleństwo, a ona nie chciała mu się do końca poddawać. Spojrzała na swojego towarzysza, jakby chciała go zapytać, co on o tym myśli i, czy w ogóle dostrzega jakąś szansę na odbudowę tego miejsca, czy powinni pomyśleć o czymś innym, bo nie wyobrażała sobie tak naprawdę trwania w tym, co teraz ich otaczało.
Ulga? Nie, nie umiała dobrze opisać tego uczucia, które się w niej zalęgło, bo nic nie było tym, czego chciała. Pod wieloma względami Niedźwiedzica była teraz jedynie pustą skorupą, która nie umiała sobie znaleźć miejsca, bo to, co ją otaczało, niewątpliwie nie było jej światem. Wygrali? Cóż za kpina tak twierdzić. Pamiętała dokładnie słowa swojej kuzynki, pamiętała wszystko to, co jej zarzuciła, a to, że Pradawny po prostu odszedł, wbijało się w jej serce niby ostry nóż, którego nie była w stanie powstrzymać. Tyle przygotowań, tak wiele walki, wyrzeczeń, problemów, tyle kajania się i skłaniania głowy, a skończyło się na tym, co mieli teraz, a Taillis czuła, że tak naprawdę stracili więcej, niż zyskali. Większość wróżek odeszła, być może na zawsze, być może nie chciała już nigdy spoglądać na krainę, którą dawniej nazywały domem, ale ona nie mogła sobie tego odmówić, nic zatem dziwnego, że siedziała na tych zgliszczach, zastanawiając się, co ma z nimi zrobić. Komu służyć, skoro świat był niemalże martwy. Jak pomóc, skoro nie znała się na niczym przydatnym, bo na co jej umiejętności bojowe?
Zdawała się być całkowicie nieporuszona. Siedziała w miejscu, na jednym z kamieni, który się tutaj ostał i patrzyła przed siebie, w ten półmrok, ciemność, jaka ją otaczała. Nie było słońca, jedynie marne półcienie dawnego istnienia, i chociaż Niedźwiedzica nawet nie drżała, to na jej policzkach lśniły łzy. Nie szlochała, nie rozdzierała szat, nie robiła nic z tych rzeczy, jedynie wpatrywała się przed siebie, zastanawiając się, po co ona tutaj komu, skoro nie była w stanie nawet wywalczyć drogi do własnej ojczyzny. A teraz? Nie była driadą, która mogłaby rozmawiać z roślinami, ale nie była również zielarzem, który wiedziałby, jak właściwie zająć się nowymi roślinami, jak pobudzić je do wzrostu. Mogła próbować używać zdolności Demeter, ale czy w ogóle były tutaj jakieś korzonki, które mogłaby zachęcić do wzrostu? Tylko po co, skoro i tak wszystko zmarnieje bez światła i dopływu wody, a ponieważ świat leżał w ruinie, trudno było nawet powiedzieć, czy zdołałaby ją tutaj jakoś przetransportować.
Nie poruszyła się, kiedy usłyszała, że ktoś się do niej zbliża. Aura była zresztą wyraźna, teraz dobrze ją już rozpoznawała, a kiedy przypomniała sobie to, co mówiła jej Ignis, czy może mówił do niej Mrok, skrzywiła się lekko i uniosła dumnie głowę. Patrz, czarowniku, oto siedzę na zgliszczach własnego świata, który ci obiecałam, jeśli mi pomożesz. Nie znała tego uczucia, jakie lęgło się w niej podstępnie, zupełnie nie rozumiała, dlaczego właściwie chciałaby po prostu się przytulić, zamknąć oczy i na moment zapomnieć, że to, co ją otacza, jest prawdą, a nie tylko koszmarnym snem. Czy nie powinna się uśmiechać? Nie przelali krwi. Czy nie powinna radować się z odzyskania domu? Dla kogo, skoro została ich garstka. Cienie w ciemności, nie byli niczym więcej.
Nie zgadzały się i nie było szans na to, by zgodziły się w tej kwestii. Niedźwiedzica również nie zamierzała zmieniać swojego zdania, gdyż uważała, że postąpiła słusznie, a pozostali byli całkowicie ślepi na to, co się działo dookoła nich, jak najwyraźniej obecnie Nimat. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, taka była prawda, a kuzynka, która nie brała w tym udziału, która nie zgłaszała sprzeciwu, która nie dyskutowała o tym, co miało miejsce, cóż, równie dobrze mogła sobie teraz wsadzić palec w oko albo zrobić coś równie mądrego. Takie było zdanie pucas, która nie znosiła wręcz osądzania, gdy nie znało się prawdy, gdy nie było się na miejscu i nie rozumiało pewnych niuansów i problemów, jakie wystąpiły w czasie wyprawy. Dokładnie to zaś robiła obecnie Nimat i jakiekolwiek oglądanie sobie tego niczym dobrego filmu, nie mogło tego zmienić. Widać było wyraźnie, że nie dojdą w tej kwestii do porozumienia, a jeśli dżin chciała pozostawać na swoim stanowisku, to z całą pewnością ostatecznie nić, jaka je łączyła, zostanie napięta do granic możliwości. Jeśli widzisz w oku siostry belkę, zobacz najpierw drzazgę w swoim własnym.
- Wybacz, ale doskonale wiem, w czyje oczy patrzyłam. Druga wróżka nie jest w stanie zajrzeć w twoją duszę, w twoje wspomnienia, nie jest w stanie przerzucać ich i kartkować niczym jakiejś księgi, nie jest w stanie wejść w ciebie tak głęboko, by wiedzieć, co się z tobą dzieje. I nie słuchasz mnie. Ignis ma za sobą przeszłość, która nauczyła ją nienawiści do mężczyzn, nienawiść tę przelała również na mnie, bo nie umiem kochać jej tak, jak ona najwyraźniej kocha mnie. Opętana była w stanie wybuchnąć tym wszystkim. Dla mnie to nadal oznacza, że Mrok tutaj działa, że to Mrok to wszystko powoduje i prowokuje, jak inaczej chcesz to nazwać, skoro będąc ze mną wcześniej, idąc obok mnie, nie zrobiła krzywdy żadnemu z towarzyszących nas mężczyzn? Nie skrzywdziła mnie? I nie zrobiła tego nawet wtedy, gdy mogła. Udaj się zatem na te rozmowy, jeśli zdołasz, bo ja na pewno nie umiałabym ich prowadzić, stworzono mnie i wyszkolono do czegoś zupełnie innego, stworzono mnie do walki i gdyby przyszła taka konieczność, to umrę na szańcach siedziby Dzikiego Gonu, bo to jest moje powołanie - odparła i spojrzała na Nimat, jakby chciała jej powiedzieć, że nic z tego nie rozumie. Miały zupełnie inne doświadczenia, inaczej to postrzegały, inaczej rozumowały i nie mogło być między nimi zgody, a kiedy kuzynka zaczęła mówić ponownie, Niedźwiedzica aż zmarszczyła nos.
- Nie, Nimat. Zrobiłam to, co zrobić musiałam. Zabierając Ignis od wszystkich, chroniłam ich wszystkich, wystawiałam się jej, zmuszając do tego, żeby walczyła ze mną. Nie mogłam pozwolić na to, by ktokolwiek zabił osobę opętaną Mrokiem. Ty byś na to pozwoliła? Niezależnie od tego, czy byłaby wróżką, Łowcą czy czarownikiem? Nie naskoczyłam na Łowców. Nie wiem, skąd taki szaleńczy pomysł. Zakazałam im po prostu zabić kogoś, kto został opętany. I co twoim zdaniem miałam zrobić z Ignis, którą porzuciliśmy tutaj? Nie daliśmy jej należytej opieki i wsparcia? Tutaj dziczała, tam miała szansę być wolna, zacząć myśleć i wrócić do siebie. Ignis była przypięta do mnie tak długo, jak było to możliwe, chroniłam i ją, i Anthony’ego, starałam się zapewnić osłonę im wszystkim, biorąc uderzenie na siebie, żeby Ignis przypadkiem znowu nie zaatakowała Łowców, chciałam, by skupiła się na mnie, skoro mnie tak nienawidziła. Nie odpowiadam za to, jak odczytali to Łowcy, ale uważam, że trzeba być naprawdę niemądrym, by nie dostrzegać faktów oczywistych. Nigdy również nie prosiłam się o stanowisko stratega, nie prosiłam się o dowodzenia. Otrzymałam je i starałam się zrobić to, co zrobić powinnam. Skoro jednak uważasz inaczej, to może masz rację i powinnaś iść pomówić z Mrokiem. Może powinnaś również iść i ukarać Ignis za to, że zdziczała, że dała się opętać, a teraz czuje do nas jedynie żal, bo ją wykorzystaliśmy, a później odrzuciliśmy, tak jak i reszta kitsune. Możesz również ukarać mnie, szczerze mówiąc, niewiele mnie to teraz obchodzi, Nimat. Jestem zmęczona tym, co się dzieje, zmęczona tym, że starając się, ciągle dowiaduję się, że postępuje źle - stwierdziła jedynie, a później wstała. Nie widziała już sensu dalszej rozmowy, nie widziała również takiej potrzeby, skoro ich drogi całkowicie się rozeszły, a kuzynka uważała najwyraźniej, że powinna się teraz płaszczyć przed Łowcami. Cóż za debilne stworzenia! Nie zrozumieć tego, co dookoła nich się działo, nie dostrzegać tego, że cały czas ich chroniła, a nie chciała jedynie, by zabili kogoś, kogo prowadził Mrok. Czy ktokolwiek rozumiał to, jak ten innymi sterował? Czy naprawdę ktokolwiek myślał tutaj o innych, czy jedynie patrzył na czubek własnego nosa? Niedźwiedzica czuła teraz gorycz, wielką i nieutuloną, nic zatem dziwnego, że skinęła kuzynce głową i skierowała się do wyjścia, bo nie sądziła, żeby było tutaj coś jeszcze godnego poruszenia. Nimat chciała pomówić z Mrokiem? Droga wolna. Chciała wyciągać konsekwencje? Proszę bardzo, szkoda tylko, że jakoś wcześniej nikt nie kwapił się, żeby coś jeszcze zrobić, żeby coś zmienić. A Oinari, Devana, Bevin, ten rzekomo cudowny Shay, który tak naprawdę był jednym z najgorszych dzieciaków na świecie, Anthony i cała reszta, która nagle zniknęła - byli oczywiście lepsi? Cóż, Niedźwiedzica nie czuła teraz potrzeby mierzenia się z tym i chciała być sama.

//zt (?), raczej już nie ma sensu dalej dyskutować o tym, co dalej, skoro zostało zakończone :)
Bardzo łatwo było oceniać, kiedy nie było się na miejscu, mówiąc inaczej, punkt widzenia, zależał od punktu siedzenia. Nimat nie protestowała, kiedy Niedźwiedzica dobierała skład wyprawy, nie uznała za stosowne powiedzieć, że się nie zgadza i z nimi pójdzie, skinęła również głową, gdy kuzynka powiadomiła ją, że zabiera Anthony'ego, na co ten w pełni wyraził zgodę i przedłożył nawet chęć niesienia pomocy. Nie było jej również na miejscu, kiedy Mrok opętał Ignis, a ona nie mogła pozwolić po prostu na to, żeby zabito ją dlatego, że dała się w pewien sposób pochwycić Pradawnemu. Nie mogła również pozwolić na to, by Ignis biegała sama sobie albo by zbliżył się do niej jakiś mężczyzna, bo znając jej przeszłość, domyślała się, co dokładnie będzie jej szeptał Mrok. Chciała chronić ją i wszystkich pozostałych, a skoro nie miała związanych rąk, skoro nie musiała wędrować w dół krateru i nie działała przy leczeniu rannych, pozostała na tyle swobodna, by móc zadziałać w każdej możliwej chwili, w każdym możliwym kierunku. Zgodnie z jej oceną sytuacji, zrobiła co należało. I jedyne czego zabroniła Łowcom, to zabicia Ignis, co byłoby dla niej karygodnym i niewybaczalnym błędem potwierdzającym jedynie, iż Łowcom nie można w niczym ufać. Bo ona sama im do końca nie wierzyła, nie po tej wojnie, jaką widziała, nie po tym, jak Lenn się u nich dusił, nie po tym, jak postąpił Joe, nie po wszystkich jej obserwacjach, jakie poczyniła. Poza tym, tak, to co zrobiła, było dla nich wszystkich, jeśli zaś Łowcy byli na tyle krótkowzroczni, by nie zrozumieć, że nie chciała dopuścić do bezsensownego rozlewu krwi z każdej strony, to proszę bardzo. Jeśli Nimat również nie chciała tego widzieć, to również bardzo proszę, ale powinna poważnie zastanowić się nad tym, czy nie należy najpierw wysłuchać obu stron konfliktu, a później wydawać wyrok. Jeśli chciała się zaś kłócić z Niedźwiedzicą, bardzo proszę, tylko chyba zdawała sobie sprawę z tego, jaka jej kuzynka była, co czaiło się w pucas i jak emocjonalna potrafiła być.
- Idiotka - mruknęła na to Niedźwiedzica, bo mimo wszystko nie spodziewała się po wróżce takiej lekkomyślności. Zmarszczyła mocno nos, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak łatwo było wykonać teraz nieostrożny ruch i domyślała się, że może znaleźć się więcej wróżek, które będą sobie kpiły z niebezpieczeństwa, a później skończą w taki, a nie inny sposób. Przymknęła lekko powieki, by wysłuchać tego, co kuzynka chciała jej przekazać, ale trzeba przyznać, że Niedźwiedzicę zawsze nużyły takie długie i górnolotne wypowiedzi, które można byłoby łatwo streścić w kilku słowach. Ona nie była dyplomatą, nie urodziła się na Dworze i nie była stworzona do tego, by pieprzyć tylko po to, żeby pieprzyć, a dokładnie tak traktowała dyplomację. Dlatego mniej więcej w połowie wypowiedzi Nimat podparła głowę na ręce i patrzyła na nią, jakby chciała zapytać, czy ma więcej takich przemyśleń, bo sprowadzają się one w gruncie rzeczy do jednego - Mrok nie jest taki zły, ale nie chcecie tego zauważyć.
- Co zatem proponujesz? Doskonale wiesz, że ja znam się na walce, na wojnie, na sile i na odbieraniu wszystkiego za pomocą argumentów zbrojnych. Jeśli twierdzisz, że Mrok nie chce nas zabić, a tak rozumiem twoją wypowiedź, to czego jeszcze chce? Iskra jest, a przynajmniej tak mi się zdaje, wolna. Jeśli chce, może wrócić do Pradawnego, czyż nie? Czego zatem on jeszcze oczekuje? Bo widzisz, ja widziałam, jak Mrok wpłynął na Ignis, widziałam, jak wyciągnął z niej żal i rozgoryczenie i do czego chciał ją popchnąć. Widziałam go, patrzyłam mu w oczy i wierz mi, nie ma w nim dobra. Jeśli chcesz zatem z nim rozmawiać... kogo do niego poślesz? Co zrobisz z wizja, która najpewniej już się spełnia? - powiedziała prosto i widać było, że nie zamierza bawić się w dalsze opowiadania, co ci ślina na język przyniesie. Nimat musiała sobie zdawać sprawę z tego, że Niedźwiedzica umiała się skupić na temacie, ale zbyt rozwlekłe gadanie, bez większych konkretów, nużyło ją dość mocno.
Niedźwiedzica nie była nawet w stanie powiedzieć, ile dokładnie minęło lat od ich ostatniego spotkania, choć właściwie w niczym jej to nie przeszkadzało. Było miło, przyjemnie, ciepło, a jednocześnie niesamowicie burzliwie, w tych czasach, kiedy jako kobieta nie znaczyła zbyt wiele i gdy ruszała do walki, potrzebowała najczęściej swej męskiej maski, by ktokolwiek brał ją na poważnie. Zaheer miał zatem wielkie szczęście, że poznał jej prawdziwe oblicze, że doświadczył tego wszystkiego, co po sobie pozostawiła, a jednocześnie powinien się zapewne cieszyć, że wróżka nie próbowała ciągnąć tego w żaden sposób, bo w przeciwieństwie do niego lubowała wojaczkę, była w niej wręcz zakochana i nie wyobrażała sobie świata, w którym nie dało się choćby uczestniczyć w burdzie ulicznej. Niemniej jednak ona również kochała dawne czasy, kiedy chociaż jako kobieta napotykała o wiele większe trudności w normalnym życiu, to przynajmniej mogła robić to, co chciała. Mogła walczyć, zabijać i odcinać innym głowy patrząc, jak strumienie krwi biją z martwego już ciała. A teraz? Mogła zostać płatnym zabójcą, ale zupełnie się do tego nie nadawała, o wiele lepiej byłoby, gdyby umiała używać broni palnej, ale to nie było dla niej, ani trochę.
- Szkoda, tamto podobało mi się o wiele bardziej - powiedziała jedynie, a później przekrzywiła głowę i zmarszczyła lekko nos, jakby w geście irytacji, ostatecznie jednak roześmiała się, uznając to za dość zabawną sprawę. Walka z potworem? Proszę bardzo, nawet ktoś taki jak Niedźwiedzica umiał się bawić w takie półsłówka i zabawy, nic zatem dziwnego, że spróbowała teraz swoich sił. - Owszem i wygrałam. Teraz to ja czasem straszę ludzi na jeziorze - powiedziała, a jej jasne oczy nieznacznie błysnęły. To było całkiem miłe spotkanie, trzeba przyznać, a gdyby dowiedziała się, że czarownik jest kochankiem Nimat, jedynie roześmiałaby się serdecznie ubawiona, bo co w rodzinie, to nie zginie. Nie żywiła do niego żadnych głębokich uczuć, nie tęskniła za nim i nie rościła sobie do niego praw, zatem, mówiąc inaczej, mógł robić dokładnie to, co chciał, a ona nie zamierzała wciskać palców między drzwi.
- Szkoda, że nie tartan - rzuciła jeszcze w odpowiedzi, a następnie znowu zmarszczyła nieznacznie nos, ale nie skomentowała w żaden sposób jego komplementu. Trochę, jakby koło niej przepłynął, była pod tym względem jednak dość oporna i toporna, zaraz zresztą skupiła się na tym, co miał jej do powiedzenia i dobrze wszystko zapamiętała. Na wspomnienie lisa spięła się nieco, bo jej myśli mimowolnie powędrowały w stronę Ignis i jej rasy, przez moment zastanawiała się nawet, czy to możliwe, by był to ktoś z jej pobratymców, ale zaraz zeszła na ziemię, bo okazało się, że czarownik ma jeszcze coś do dodania.
- Jakie są zatem zainteresowania współczesnego... czarownika? - rzuciła jedynie, z miejsca przekreślając go jako potencjalnego uczestnika dalszych wypraw i walk, a szkoda, bo mimo wszystko zapewne dobrze byłoby mieć go u boku. Co prawda nie miała do niego takiego zaufania, jak do jednego z jego pobratymców, ale mimo wszystko, wiedziała doskonale, że magia nie jest mu obca, a po tak wielu latach, z pewnością był już z nią za pan brat.
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo