Bardzo powoli popijał swoje piwo, czując na języku nieprzyjemnie gorzki smak, którego nie potrafił polubić przez ostatnich kilkadziesiąt lat swojego życia. Nie potrafił zrozumieć zachwytu innych ludzi nad tym "trunkiem". Miało byle jaką woń i byle jaki smak, ale spora część zgromadzonych w klubie ludzi rozkoszowała się nim jak najszlachetniejszym z win z greckich winiarni. No ale cóż... Jak już zostało powiedziane, "jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jako one". Tak więc sączył to piwo, obserwując tańczących. Choć muzyka kompletnie nie była w jego guście, to jednak zaczął delikatnie bujać się na krzesełku barowym, obserwując pląsające, skaczące i wijące się na parkiecie kobiety, oraz towarzyszących im mężczyzn. Byli tu głównie młodzi ludzie, którzy niedawno przekroczyli granicę pełnoletności. Zmarszczył nieco brwi, kiedy w oddalonych nieco lożach dostrzegł znajome twarze czarowników, oraz ich młodych podopiecznych. Senciner nie był jedyną osobą w Podziemiu, który otoczył się gronem informatorów, dostawców i innego rodzaju... "Szpiegów", jeżeli to tak można nazwać. Większość jednak nie dysponowała tak rozległymi kontaktami, które posiadał Gariel. Szybko jednak stracił zainteresowanie i powrócił do obserwowania bawiącej się młodzieży. Przesuwał wzrokiem od jednej grupki tancerzy do drugiej i trzeciej, kiedy usłyszał obok męski głos. Odwrócił nieznacznie głowę, obdarzając siedzącego obok nieznajomego spojrzeniem brązowych oczu. Kiedy przetworzył treść rzuconego w jego stronę komunikatu, uśmiechnął się blado i skinął głową
- Dzięki za radę. - odpowiedział na tyle głośno, by mężczyzna mógł go dosłyszeć i uniósł ku ustom niemal pełny kufel z piwem i upił kolejne dwa drobne łyki, następnie dyskretnie oblizując górną wargę z piany. Odłożył szklanicę na ladę barową obok siebie i wyprostował się na krześle. Tuż obok Sencinera oraz nieznajomego przeszła grupka roześmianych osób, która na widok czarownika oraz jego - nazwijmy to - "towarzysza" delikatnie zwolniła kroku by się im przyjrzeć, wymienić między sobą szeptem parę zdań, po czym jakieś na oko dwudziestoletnie dziewczyny mrugnęły okiem w kierunku obu mężczyzn i chichocząc uciekły na parkiet. Brwi Gariela uniosły się nieznacznie, podobnie zresztą jak kącik ust. Czyżby zaproszenie?
- W moim przypadku jednak na jednym raczej się skończy. Nie umiem pić do upadłego... - Rzucił po chwili, odwracając wzrok od tańczących nieopodal dziewczyn, które co jakiś czas zerkały w stronę Finlaya i Sencinera, jakby wyczekując czy skorzystają z tego jakże subtelnego i dyskretnego zaproszenia, czy też będą zainteresowani swoim towarzystwem.
- Z kim mam przyjemność? - dodał z czystej uprzejmości. Nie specjalnie chciał, by mu przeszkadzano, no ale przecież cała dzisiejsza noc upływała mu pod znakiem "Nie chcę, ale POTRZEBUJĘ", dlatego też stwierdził, że skoro już nadarzyła się okazja do dialogu, to z niej skorzysta.
Senciner zdawał się nie słuchać swojego towarzysza. Wlepił spojrzenie brązowych oczu w krajobraz za oknem, ułożył wygodnie plecy na oparciu swojego krzesła i w tej pozycji trwał przez dobry moment, co jakiś czas jedynie kiwając głową, potakując słowom Xaviera. I znów wyglądać to mogło tak, jakby kompletnie stracił zainteresowanie swoim rozmówcą, jednakże im bardziej rozkojarzony i nieobecny wydawał się Senciner, tym bardziej był skupiony. Poprzez brak jednoznacznej reakcji dawał sobie czas na przemyślenie swoich następnych kroków, oraz poskładanie do kupy wszystkich zebranych faktów...
Mógł bez cienia wątpliwości stwierdzić, iż miał do czynienia nie z Przyziemnym, ale z istotą należącą do świata Podziemnego, która - co więcej - była dość świadoma jego istnienia. Wątpliwością graniczącą z niemożliwością było, by Xavier nie domyślał się, że nie rozmawia teraz ze zwykłym podchodzącym pod trzydziestkę facetem, który jest zainteresowany wypromowaniem młodego artysty z czystej dobroci serca. Być może była to jakaś mało udolna przykrywka, gra, która miała na celu oszukać innych Podziemnych i skłonić do myślenia, że ten na oko dwudziestoletni chłopaczek ma po prostu bujną wyobraźnię i talent do rysowania. Z tej pseudo-zadumy wyrwał go dość intensywny zapach pomarańczy pomieszanej z goździkami i cynamonem. Bezwiednie odwrócił głowę w bok, napotykając spojrzeniem wzrok idącej w stronę obu mężczyzn kelnerkę, trzymającej w dłoni tacę z dwoma filiżankami.
- Gorąca czekolada dla pana... - powiedziała dziewczyna, kładąc przed Xavierem naczynie wypełnione niemal po brzegi gęstym, aromatycznym płynem, po czym zwróciła się w stronę Sencinera - I herbata korzenna dla pana... - ustawiwszy szklankę na spodku przez czarownikiem, dygnęła grzecznie i odeszła pospiesznym krokiem za ladę, by przygotować kolejne zamówienia. Przed odejściem młódki, Gariel zdążył tylko skinąć głową w podzięce. Zanim ułożył sobie w głowie dalszy scenariusz tej rozmowy, uniósł filiżankę ku swoim ustom, delikatnie podmuchał na gorący napitek i upił dwa małe łyki.
- Czyli teraz schodzimy na niewdzięczny temat interesów, hm? - rzucił zdawkowo, odkładając naczynie na niewielki talerzyk i ugryzł małe owsiane ciasteczko, podawane do każdego zamówienia w tej kawiarni. Podłożył sobie dłoń pod brodę, aby nie nakruszyć, a następnie strzepał drobiny na serwetkę. Gdy przeżuł i przełknął smakołyk, otarł serwetką kąciki swoich ust, odchrząknął, wyprostował się na swoim siedzeniu i ułożywszy na stole obie dłonie w kształt piramidki, dodał:
- Nie mam absolutnie żadnej ochoty wtrącać się w pana proces twórczy. Proszę pisać tę książkę, robić ilustracje... I przede wszystkim, proszę się nie śpieszyć. Chcę, by dał pan sobie tyle czasu, ile potrzebuje, by skończyć swoje opowiadanie. Miesiąc, pół roku, rok, dwa lata, nie ma znaczenia. Kiedy jednak ukończy pan swoje dzieło, proszę zgłosić się do tej osoby i powiedzieć, że przysłał pana Samarqand Vaye. Reszta zrobi się sama... - Senciner sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął z niej elegancki, stalowy wizytownik i wyciągnął z niego małą, czarną wizytówkę z wypisanymi nań białymi literami imieniem i nazwiskiem, oraz adresem. Nic więcej nie znajdowało się na karteczce. Trzymał ją w dwóch palcach - wskazującym i środkowym w zasięgu dłoni Xaviera, lecz gdy ten chciał ją wziąć, odsunął palce.
- Jest jednak pewne "ale". Trudnię się w pomaganiu ludziom w potrzebie, aczkolwiek nie robię tego bezinteresownie... Tak więc teraz przedstawię swój warunek. Jest tylko jeden. Od momentu wydania książki, będzie mi pan dłużny przysługę. Proszę się nie obawiać... Nie zażądam niczego, czego nie będzie mi pan w stanie dać, niczego co będzie niemoralne, niehonorowe ani czegokolwiek, co narazi pana na niebezpieczeństwo. Jeszcze nie wiem, czego sobie zażyczę, co będzie mi potrzebne. Nie wiem też, kiedy pojawię się, by odebrać swoje zobowiązanie, rok później, za trzy lata, za dziesięć...
Bastian. Bez żadnego oczywistego powodu :v
Minaret
Czerwiec

Kto: Senciner Gariel & Xavier Verlac
Gdzie: Retrospekcja Xaviera Verlaca
Opis: Umowy najlepiej zawiera się przy gorącej czekoladzie...
Data: Sesja w toku

Kto: Senciner Gariel & Finlay Nightwind
Gdzie: Pixie Dust -> Bar Żółty
Opis: Kwintesencja mroku? Natknąć się w nocy w nocnym klubie na Nocnego Łowcę.
Data: Sesja w toku
A jednak ten dzień postanowił go w jakiś sposób zaskoczyć... Postawił przed nim "widzącego", który absolutnym zbiegiem okoliczności znalazł się w tym samym miejscu i o tej samej porze co czarownik. Senciner nie musiał się zastanawiać czy robić jakichkolwiek dalszych testów. Miał przed sobą twardy dowód w postaci szkiców autorstwa Xaviera, który ze sporą dokładnością zilustrował faerię i przedstawicieli innych ras, oraz kilku stworzeń z Podziemnego bestiariusza. Podobieństwo było zbyt duże, by mogła być mowa o zwykłym przypadku lub nadinterpretacji. Wyprostował się na krześle i uśmiechnął blado na wzmiankę o imieniu, którym postanowił się przedstawić.
- Tak... Często to słyszę. - odpowiedział zdawkowo, kończąc temat egzotycznych personaliów, które sobie nadał. Mógł zawsze rzucić "Alexander", "Victor", "Adrian", ale nie - musiał polecieć z Samarqandem. Skąd w ogóle myśl o Samarkandzie? Dlaczego postanowił zapożyczyć dla siebie nazwę jednego ze starożytnych ośrodków kulturalnych (oraz magicznych) w Azji? Był tam tylko raz w trakcie swojej ucieczki z Persji. Nic specjalnego. Cała sława tego miejsca rozwiała się długi czas temu, kiedy samarkandzcy czarownicy postanowili opuścić miasto i osiedlić się w większych, bogatszych i mniej odizolowanych miastach. Nie zostało po nich nic, prócz starych zapisków, które nie prezentowały sobą większej wartości, poza byciem zwykłą historyczną ciekawostką.
Zamrugał szybko oczami, zdając sobie sprawę z tego, iż pozwolił sobie odpłynąć, będąc w trakcie rozmowy z mężczyzną. I choć część jego słów umknęła jego uwadze, to jednak udało mu się wychwycić kontekst wypowiedzi z pojedynczych słów - kluczy.
- Doprawdy? Może uważają, że ich czytelnicy nie są gotowi na poziom realizmu, który pan proponuje? - zapytał, przywołując wzrokiem kelnerkę, która kilka sekund później pojawiła się przy ich stoliku, wyjmując z kieszonki malutki kajecik i długopis, gotowa do przyjęcia zamówienia.
- Poproszę herbatę z goździkami, cynamonem i pomarańczą... Natomiast dla pana - tutaj odwrócił głowę w stronę Xaviera i patrząc nań, kontynuował - Gorąca czekolada. Ostatniej z powodu drobnego wypadku chyba nie dokończył. Dziękuję. - to mówiąc, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni tweedowej marynarki banknot i wręczył go dziewczynie. Ta skinęła głową, dygnęła uprzejmie Xavierowi i ruszyła szykować oba napoje. W tym samym czasie Senciner pochylił się nieco nad stołem i korzystając z zaproszenia do zapoznania się z rysunkami, opatrzonymi także notatkami dotyczącymi każdego przedstawionego stworzenia, zaczął w milczeniu przeglądać kartę za kartą, mając gdzieś z tyłu głowy fakt, iż trzy kawałki papieru zostały poplamione zasychającą powoli czekoladą. Jedną dłonią sięgnął po jedną z wilgotnych kartek, drugą wyjmując serwetki z niewielkiego stojaka. Zaczął powoli ścierać nadmiar płynu, posiłkując się odrobiną własnej magii, by oczyścić papier. Wiedział jednak, że fizycznie niewykonalnym byłoby całkowite usunięcie plamy bez wzbudzenia podejrzeń, dlatego też pozostawił delikatne przebarwienie, akceptowalne przez logikę i zdroworozssądkowe myślenie.
- Fenomenalne mają te serwetki. Takie chłonne... - rzucił, zanim zdążył ugryźć się w język. Położył przed mężczyzną w większości oczyszczone zapiski, po czym kompletnie ignorując fakt, iż Xavier w swej bezpośredniości już jakiś czas temu postanowił przejść z czarownikiem na "ty", dodał:
- Większość wydawnictw ma dość okrojone spojrzenie na kwestie artystyczne. Liczy się dla nich głównie to, czy książka ze znaczkiem ich wydawnictwa się sprzeda i ile będą mogli za nią wziąć... Dlatego też wiele naprawdę dobrych, interesujących i nietuzinkowych książek nigdy się nie ukazało. Mogę o sobie mówić jak o takiej osobie, która potrafi rozpoznać talent, kiedy na niego patrzy. A widząc pana szkice koncepcyjne, dostrzegam potencjał. - po raz kolejny chwycił w dłoń plik kartek i przewertował je, przesuwając szybko spojrzeniem brązowych oczu wzdłuż linijek tekstu - Z tych kilkunastu fragmentów, które przeczytałem wnioskuję, iż ma pan lekkie pióro. Być może będę mógł pomóc, o ile jest pan takową pomocą z mojej strony zainteresowany...
#2

Przeglądając się swojemu lustrzanemu odbiciu zapinającemu guziki bordowej koszuli i przygładzającemu materiał czarnej marynarki, po raz setny zadawał sobie w głowie pytanie, czy faktycznie chce w ogóle wychodzić z domu. Odpowiedź za każdym razem była taka sama - nie, nie chciał. Nawet nie musiał ruszać się gdziekolwiek z domu. Nie miał żadnych pilnych zobowiązań, nie czekał na niego żaden z informatorów i nie spodziewał się żadnego znaczącego wydarzenia, które mogłoby skłonić go do ruszenia czterech liter poza mury rezydencji. Bardzo dobrze jednak wiedział, że samotne siedzenie w czterech ścianach i wpatrywanie się w puste łóżko, słuchając po raz któryś piosenki "These Foolish Things" śpiewanej przez Ellę Fitzgerald, nie wpłynie najkorzystniej na jego samopoczucie. Nie chciał, nie musiał, ale POTRZEBOWAŁ tego wypadu na miasto. Potrzebował wyjść do ludzi i przez choćby kwadrans poprzebywać w ich towarzystwie. Nie żeby tęsknił za niezobowiązującymi rozmowami o chlebie i niebie, absolutnie. Plan był taki, by ruszyć gdziekolwiek, wypić ze dwa kieliszki wina, poobserwować innych i wrócić. Niby nic, a jednak dużo.
Pochylił się, by zawiązać sznurowadła swoich dobranych pod kolor koszuli wysokich sztybletów, uprzednio wpuszczając w nie nogawki czarnych, ciasnych jeansów z delikatnymi przetarciami na wysokości ud. Ostatnie spojrzenie w lustro, przeczesanie ciemnych kędziorków palcami i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Zanim jednak opuścił teren swojej posiadłości, obluzował deskę w podłodze obok drzwi wejściowych i w odsłoniętej skrytce położył skórzaną sakiewkę. Wyszeptał kilka słów pod nosem, aktywując zaklęcie i na powrót zamaskował schowek. Teraz mógł spokojnie iść do miasta. Postanowił nie korzystać z portalu czy innego, równie szybkiego magicznego środka transportu. Spacer, zwłaszcza dłuższy, dawał mu możliwość rozmyślania nad rozmaitymi rzeczami, poukładania sobie wszystkiego w głowie i - co najważniejsze - dawał okazję do zażycia ruchu i pooddychania nieco świeżym powietrzem... Przynajmniej do momentu, w którym dotrze do miasta, gdzie na kilometr będzie wyczuwalny smród spalin samochodowych i fastfoodów. To jeszcze raz - po co on tam szedł? A tak... Wyższa potrzeba "socjalizacji". Szedł przed siebie przez dłuższy czas z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni, wpatrując się w ciemniejące niebo. Zanim dotarł do punktu docelowego, czyli pierwszego lokalu, który minimalne wzbudził jego ciekawość, niebo było już całkiem czarne.
Stłumione dźwięki muzyki słyszalne były długo przed tym jak dostrzegł neonowy szyld, oraz kolejkę osób czekających na wejście. Ruszył powolnym krokiem na koniec kolejki i rozejrzał się uważnie, omiótłszy pobieżnie wzrokiem zebranych ludzi. Przez ułamek sekundy zawiesił wzrok na dwóch rozmawiających mężczyznach, którzy pokazywali sobie coś na ekranach smartfonów, jednak szybko stracił zainteresowanie. Kilka minut później znajdował się już w lokalu. Jego uszy bombardowane były przeraźliwie głośną muzyką elektroniczną dobywającą się z głośników, a jego trzewia wstrząsał raz po razie mocny bas. Prześlizgiwał się zwinnie między tańczącymi ludźmi, kierując się w stronę baru. Zasiadł na jednym z niewielu wolnych krzeseł ustawionych przy podświetlonym na żółto kontuarze i gdy barman skinął nań głową, zamówił... Nie, nie wino. Piwo. Zamówienie wina w klubie nocnym byłoby zbytnim przejawem ekstrawagancji, raczej niezbyt stosownym do miejsca. Nie chciał się wyróżniać... Wyciągnął dwa palce, wskazujący i środkowy, pomiędzy którymi trzymał banknot i zapłacił za napitek. Chwilę później, gdy otrzymał swój trunek, upił dwa łyki i odwrócił się, by poprzyglądać się tańczącym na parkiecie ludziom.
Pasek nastroju bardzo powoli zaczął się ładować.
Pomoc poszkodowanemu nie zajęła Sencinerowi długo. Tajemniczy wiatr nie rozdmuchał kartek po całej kawiarni, zmuszając dwóch mężczyzn do wyruszenia w podróż z zadaniem odnalezienia ich wszystkich. Rozsypały się niefortunnie po podłodze, a kilka nadawało się już raczej do wyrzucenia, bo umorusane były w lepkiej, gęstej cieczy. Te czarownik podniósł wyjątkowo ostrożnie za rogi i delikatnie otrzepał z nadmiaru czekolady, zanim położył je na stoliku. Resztę kartek zebrał do kupy, raczej nie zastanawiając się nad tym, czy ich przypadkiem nie pomiesza. Już miał się podnosić i oddać nieznajomemu jego zapiski, kiedy w jego oczy rzuciły się szkice oraz staranne, odręczne zapiski. Zabawne, że w erze przenośnych komputerów ktoś jeszcze używa notesu i ołówka. Wyprostował się i oddał właścicielowi jego zapiski, a gdy ten podziękował, zdołał jedynie w ramach odpowiedzi wygiąć usta w coś na wzór uśmiechu. Już miał ruszać w stronę drzwi wyjściowych, kiedy mężczyzna postanowił zaprosić go do stolika i po krótkim przedstawieniu zapytał go o imię. Była to dla niego sytuacja nietypowa i z pewnością nowa. Nie spotkał się jeszcze z tak entuzjastyczną reakcją na tak zwykłą czynność, jaką było podniesienie i oddanie komuś tego, co upadło mu na ziemię. Zawahał się, marszcząc delikatnie czoło i w sumie to miał grzecznie odmówić i sobie wyjść, kiedy nadeszła kelnerka. No tak... Zapomniał zapłacić za herbatę i ciastko. Przesunął spojrzeniem od dziewczyny sprzątającej skorupy rozbitej filiżanki do czekającego na odpowiedź chłopaka i bez większego namysłu rzucił:
- Samarqand. - " "Samarqand"? Poważnie? To było pierwsze, o czym pomyślałeś?" Czarownik skarcił się w myślach. Nie mógł wybrać żadnego ze stu fałszywych imion, których przez ostatnie sto pięćdziesiąt parę lat używał podczas swoich podróży po Europie, tylko musiał wymyślić coś wyjątkowo dziwnego. Westchnąłby teraz ciężko, pochylając głowę nad własną głupotą, aczkolwiek musiał teraz odegrać swoją rolę, jako ten cały "Samarqand".
- Odwdzięczyć? Emm... Nie sądzę, by to było konieczne. Ja tylko zebrałem kilka kartek z podłogi, nic wielkiego... - dodał po chwili, zerkając na trzy mokre i brudne od pitnej czekolady karty. Były na nich rysunki stworzeń, które były dość... Znajome. Kątem oka zerknął na Xaviera a potem znowu na rysunki. Czyżby...? Nabrał powoli powietrza.
- Interesujące szkice... - Senciner przesunął dłonią kilka innych kartek, by rzucić okiem na resztę ilustracji a z każdą kolejną jego brwi unosiły się odrobinę wyżej. Odchrząknął cicho i zmusił się do uśmiechu, oraz do spojrzenia na bruneta. - Ciekawy styl... Interesująca kreska... Pańskie? - skoro już został zaproszony do stolika, to chociaż pociągnie naturalnie ten temat i być może dowie się nieco więcej o tym kim konkretnie jest ten człowiek. Korzystając z danego mu przyzwolenia, powoli opadł na siedzenie na przeciwko swojego nowego towarzysza, ale nie chcąc nadużywać jego gościnności, ani też bezczelnie grzebać w jego zapiskach bez wcześniejszej zgody, odsunął od siebie kartki, zbliżając je do części stołu należącej do Xaviera i zaczął przyglądać się mu z uprzejmym zainteresowaniem.
#1

- Pańska herbata z imbirem i cynamonem, oraz ciastko francuskie z dżemem śliwkowym i rodzynkami - z głębokiego zamyślenia wyrwał Sencinera miły dla ucha głos kelnerki. Odwrócił powoli głowę w kierunku młodej dziewczyny uśmiechającej się do niego blado i skinął powoli głową. Gdy odeszła, jeszcze przez chwilę obserwował ją wzrokiem, by w końcu całą uwagę skupić na filiżance z parującym, aromatycznym napitkiem. Zdążył wypić raptem dwa niewielkie łyki, gdy do kawiarni szybkim krokiem weszła osoba, na którą już od pewnej chwili czekał. Młody, na oko dziewiętnastoletni chłopak o bardzo szczupłej twarzy upstrzonej gęsto piegami, na czoło którego opadały rudoblond półdługie włosy. Omiótł pomieszczenie rozbieganym spojrzeniem zielonych oczu, zatrzymując je na osobie siedzącego samotnie przy stoliku Sencinera.
- Spóźniłeś się. - rzucił krótko czarownik na powitanie chłopaka, który właśnie podszedł do stolika i przystanął przed krzesłem, jakby czekając na zaproszenie. Brunet uniósł ciastko i ugryzł ciastko i odłożył je na talerzyk, strzepując okruszki z palców na serwetkę. Gdy sięgał po filiżankę dostrzegł, że jego towarzysz wciąż stoi przed stolikiem, więc dodał - Usiądź. Napijesz się czegoś, Gideonie? - młodzieniec nazwany Gideonem pokręcił przecząco głową i zajął miejsce naprzeciwko mężczyzny, po czym rozejrzał się i konspiracyjnym szeptem rzekł:
- Musiałem się upewnić, że nikt mnie nie śledzi. Nadłożyłem trochę drogi, aby zgubić ewentualny ogon. Starałem się zachowywać naturalnie, żeby nikt się nie domyślił kim jestem. - uśmiechnął się sam do siebie, ewidentnie dumny ze swojej własnej przebiegłości i sprytu. Miał do przekazania bardzo istotne informacje, więc nie mógł przecież ryzykować ewentualnego wykradzenia ich przez kogokolwiek... Czy spodziewał się pochwały lub nagrody za swoją błyskotliwość? Cóż... Jeżeli tak było, czekało go dosyć chłodne rozczarowanie.
- Dlatego też wszedłeś do kawiarni podejrzanie szybkim krokiem, podszedłeś bezpośrednio do mojego stolika, a teraz rozmawiasz ze mną nachylony nienaturalnie nad stolikiem, szepcząc konspiracyjnie. Przykrywka godna podziwu i naśladowania. Teraz z pewnością nikt się nie dowie, że przekazujesz mi jakieś informacje. - uśmiech na twarzy chłopaka zbladł, zaś na policzkach i czole pojawiły się czerwone plamy. Odchrząknął i po raz kolejny rozejrzał się nerwowo, po czym zaczął mówić. W trakcie składania raportu Senciner nie odezwał się ani słowem, bardzo powoli przeżuwając swój posiłek, popijając go gorącą herbatą. Od czasu do czasu kiwał głową z nieco sennym wyrazem twarzy i wyglądał za okno na gwarną ulicę, jakby całkowicie tracąc zainteresowanie tym, jakie nowiny ma do przekazania jego informator. Miał łagodny, nieco roztargniony wyraz twarzy a jego wzrok był zamglony i nieobecny, jak gdyby jego myśli wędrowały gdzieś bardzo, bardzo daleko. Paradoksalnie jednak im bardziej Senciner wyglądał na niezaabsorbowanego rozmową, tym uważniej słuchał swojego towarzysza i układał wszystkie fakty w swojej głowie, konstruując na ich podstawie plan działania. Siedział w milczeniu jeszcze przez chwilę po zakończeniu wywodu przez Gideona. Ten niecierpliwie zerkał zza przesłaniającej jedno oko rudej grzywki, oczekując jakiejś reakcji. W końcu Senciner przeniósł spojrzenie na chłopaka, łokcie oparł na stoliku a dłońmi złożonymi w piramidkę podparł sobie brodę.
- Potrzebuję, byś w moim imieniu skontaktował się z moimi agentami w Iranie i przekazał im, by przez jakiś czas przeszli w stan spoczynku dla ich własnego bezpieczeństwa. Niech nie próbują na własną rękę tropić ludzi Voxyna albo Fahriyi, ani szukać o nich informacji. Ostrzeż również ludzi w Iraku, Turcji i Grecji, że ta dwójka może przemieszczać się na zachód... - młody chłopak wstał od stolika, kiwając głową i już miał się odwrócić i wyjść z lokalu, kiedy Senciner zatrzymał go, wymieniając nieco ciszej jego imię. Gdy rudowłosy młodzieniec odwrócił się, czarownik uchylił lekko czoło i dodał. - Dobrze się spisałeś, Gideonie. Ty też masz na siebie uważać, rozumiesz? Trzy osoby w ciągu ostatniego miesiąca zniknęły bez śladu. Staraj się nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i pozostań w dobrym zdrowiu. - to mówiąc odprawił go gestem dłoni i już odwracał głowę, by ponownie spojrzeć za okno, gdy usłyszał przeraźliwy tumult kilka metrów przed sobą. Spiął się cały i już był gotowy by zerwać się z siedzenia, gdy zauważył, że to tylko Gideon potknął się o torbę siedzącego trzy miejsca dalej mężczyzny, zrzucając na podłogę jego filiżankę z gorącą czekoladą, w rezultacie rozbijając delikatne naczynie i rozlewając jej zawartość, oraz rozrzucając po podłodze kartki z jego zapiskami. Przewrócił oczami w niedowierzaniu. I to by było na tyle z niezwracania na siebie niechcianej atencji... I oczywiście, zamiast przeprosić i pomóc poszkodowanemu mężczyźnie, wyprostował się i szybkim krokiem wyszedł z kawiarni. Senciner westchnął ciężko i podniósł się powoli z krzesła, ruszając w stronę nieznanego bruneta siedzącego doń tyłem. Kartki z jego zapiskami walały się po posadzce, a trzy z nich leżały w kałuży gęstej pitnej czekolady.
- Pomogę... - rzucił w eter, przykucając obok by pomóc zbierać mężczyźnie kartki, które tak nieuważnie strącił jego współpracownik.
Zabobon
A może Seweryn?
Senciner Gariel
Imię: Senciner

Nazwisko: Gariel

Data urodzenia: 26 lipca 1812

Wiek: 27/207

Wzrost: 178

Waga: 67

Kolor oczu: Brązowe (Żółtozielone w formie znaku czarownika)

Kolor włosów: Ciemnobrązowe

Rasa: Czarownik

Mocne strony
- Spora wiedza na temat wszystkiego, co dotyczy świata cieni. Plotki, pogłoski, sprawdzone informacje, nazwiska, daty, słowem wszystko to, co mogą lubić uważni obserwatorzy tacy jak on.
- Całkiem dobrze radzi sobie we wszelkiego rodzaju magii defensywnej. Stworzył kilka autorskich zaklęć obronnych, mających za zadanie pomóc mu trzymać nieproszonych gości z daleka od niego. Jednym z jego ulubionych jest "krąg czystych intencji", przez który bez szwanku przejść mogą jedynie ci, którzy nie mają zamiaru skrzywdzić, zdradzić ani nadużyć gościnności gospodarza.
- Siatka informatorów rozsiana w wielu miejscach daje mu nie tylko dostęp do informacji, ale również słabo dostępnych ingrediencji alchemicznych. Dzięki nim może warzyć skomplikowane eliksiry o różnych właściwościach.
- Potrafi przetłumaczyć stare teksty napisane w dawno zapomnianych już językach. Idzie mu to co prawda bardzo powoli i opornie, ale udaje mu się. Obecnie pracuje nad przekładem Księgi Melehistemesa z pahlawi na język arabski i angielski
Słabe Strony
- Żaden z niego wojownik. Nie potrafi posługiwać się bronią białą ani drzewcową. W ramach wyższej konieczności będzie potrafił dźgnąć kogoś ostrym końcem sztyletu, ale niewiele więcej będzie w stanie zdziałać.
- Ma raczej słabą głowę do alkoholu, dlatego też na wszelkiego rodzaju bankietach ogranicza się do wypicia jednej, maksymalnie dwóch lampek wina, coby nie urazić gospodarza. Na co dzień alkoholu nie pije w ogóle.
- Ma fobię na punkcie pająków, zarówno tych małych jak również tych dużych. Strach praktycznie go paraliżuje.
- Spora część jego magii wymaga od niego dostępu do magicznych komponentów, oraz rysowania na podłożu pieczęci i glifów. Odcięcie go od składników danego zaklęcia sprawi, że albo nie będzie w stanie go rzucić, albo ten proces będzie bardzo utrudniony.
- Spora wiedza łączy się z równie dużą odpowiedzialnością... Jak i niebezpieczeństwem. Wiele osób zrobi wiele, by nie dopuścić do ujawnienia tajemnic, które posiadł Senciner. To czyni z niego potencjalny obiekt ataków.
Informacja dla MG
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ingerencja MG
Ingerencja MG: Tak
Stopień ingerencji: Częściowy
Senciner Gariel
Rasa: Czarownik

Wiek: 27/207

Klasa postaci: II

Przynależność: Senciner

Kolor oczu: Brązowe (Żółtozielone w formie znaku czarownika)
Kolor włosów: Ciemnobrązowe

Wzrost: 178 cm
Waga: 67 kg

Punkty podstawowe: 300
Punkty dodatkowe: 0
Umiejętności podstawowe

Demonologia -> 12/40 -> klasa {II}

Znajomość świata cieni -> 31/40 -> klasa {IV}

Magia bitewna -> 34/80 -> klasa {II}

Czarna Magia -> 31/80 -> klasa {II}

Uzdrawianie -> 38/80 -> klasa {II}

Przywołanie -> 5/80 -> klasa {I}

Czary Tropiące -> 21/80 -> klasa {II}

Nekromancja -> 2/80 -> klasa {I}

Projekcja -> 18/40 -> klasa {II}

Tworzenie bram -> 17/40 -> klasa {II}

Teleportacja -> 17/40 -> klasa {II}
Umiejętności dodatkowe

Umiejętność dodatkowa 1: Alchemia i zielarstwo -> 31/40 -> klasa {IV}

Umiejętność dodatkowa 2: Perswazja -> 24/40 -> klasa {III}

Umiejętność dodatkowa 3: Dedukcja -> 19/40 -> klasa {II}

Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo