Znalezionych wyników: 670
Shadows of York Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: [NEFILIM] Shantae Yvette Whitelight (Verlac)
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1192

PostForum: Dzienniki   Wysłany: 2019-05-31, 23:14   Temat: [NEFILIM] Shantae Yvette Whitelight (Verlac)
Maj 2019

Kto: Shantae & James
Gdzie: Paryż
Opis: Odpoczynek
Data: maj 2019
  Temat: Home is where your heart is
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 145

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-05-23, 15:11   Temat: Home is where your heart is
James był wyjątkowo niepoprawny! Nieładnie tak pytać żonę i pikantne szczegóły z czasów jej młodości. Zastanowił się w ogóle nad tym, o co ją prosi? Jak zareagowałby, gdyby zaczęła mu opowiadać o licznych podbojach czy zabawach, kiedy skryta pod runą Glamour dawała się ponieść młodzieńczym pragnieniom? Nie była do końca przekonana, że tego właśnie oczekiwał jej małżonek, dlatego bezpiecznie przetoczyła rozmowę na grunt, który nie wywoła ogólnej katastrofy.
Za to wilk wywołał się sam, w postaci Arnaulda. Nadpobudliwy wilkołak, który miał ogromny popęd i lubił się nieźle zabawić. Do tego był całkiem przystojny, oczywiście nie tak jak jej mąż, zupełni inny typ urody, prawdę mówiąc. Niemniej jednak, ich romans był dość długi i całkiem mile go wspominała, bawiła się wtedy świetnie, a on, jako jeden z niewielu wyzwalał w niej ten ogień. Prawie dekadę temu, cholera jasna. Jak ten czas szybko leciał!
Uniosła brew ku górze, o proszę, Whitelight i jego zabawy, rozbawiony uśmieszek, głupkowate słowa. Przecież oboje wiedzieli, że blondyn włada francuskim w dość zaawansowanym stopniu. Nie bardzo wiedziała, w co on grał, ale Arnauld najwyraźniej nie załapał akcji, w końcu, skąd miał wiedzieć, że James Whitelight przybrał przydomek śmieszek.
- Ah… Wiesz, gdzieś spod lasu Brocelind. – odparła, machając ręką. James się wygłupiał, więc ona też miała zamiar. Oczywiście, nie będzie go upokarzała, mówiąc, że znalazła powalonego na łopatki gdzieś na murach York. – Pamiętam, zawsze miałeś smykałkę do interesów. W końcu taki przystojniak, to pewnie biznes idzie świetnie. – puściła mu subtelnie oczko. James planował udawać, że nie zna francuskiego i bawić się w jakiegoś gierki, to Shan też będzie, a co! – Chyba, że znalazłeś już żonę… – dodała, unosząc brew zaciekawiona. Mocniej ścisnęła ramię Jamesa, żeby się już tak nie spinał.
  Temat: Home is where your heart is
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 145

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-05-22, 00:00   Temat: Home is where your heart is
Było ciężko, miewali lepsze i gorsze chwile, ale nigdy nie miała pretensji o to, że James poświęca mniej czasu rodzinie. Owszem, było lepiej i wygodniej przede wszystkim, kiedy mogli ten czas spędzać razem, jednak obowiązki nałożone na nich, musiały przynosić efekty. James był dobrym Dyrektorem, choć Shantae widziała, że jej mąż męczy się z tą posadą. Wojownikiem był świetnym, ale oboje musieli przyznać, że to jego siostra miała smykałkę do bycia zarządcą i to jej należała się ta posada, od samego początku. Teraz byli tutaj, w pięknym Paryżu, zwanym miastem miłości, w otoczeniu najbliższych, którzy oszaleli na punkcie bliźniąt. Mieli swoje małe mieszkanie, bo pokój w paryskim Instytucie przypominał raczej apartament… Mieli siebie i to, czego brakowało im od miesięcy. Wszystko zaczynało się układać i choć tęsknota była paląca, ona właśnie tutaj czuła się dobrze.
Owszem, dawała braciom do wiwatu, ale żaden nie śmiał narzekać. Jayden zawsze znosił jej humorki, choć w ostatnim czasie wszystko to uległo zmianie. Problem polegał na tym, że wszyscy (poza matką) pobłażali jej, bo była jedyną kobietą w tym zacnym gronie. Tylko mamusia miała parcie na szkło i nie dawała młodej Shantae odetchnąć. I jak to się skończyło? Najmłodsza z gawiedzi miała męża i dzieci, a jakoś jej bracia nie starali się specjalnie, aby poprawić swój byt i przedłużyć nazwisko. Nie zauważyła też, żeby rodzice zaczynali drążyć te kwestie.
- Nudy? No wiesz co! – oburzyła się, kiwając głową. To nie był byle jaki demon, pierwszy lepszy! Szkoda, że James miał do tego takie podejście, choć znając go, pewnie wolałby usłyszeć o jej podbijak miłosnych i… jak z nieba właśnie na ich drogę spadł Arnauld. Stary znajomy, z którym nie widziała się od dawna, bardzo dawna w sumie. – Arnauld! – przywitała go żywo, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. – Tak, bawię się w oprowadzanie turystów. – skwitowała ze śmiechem, puszczając mu oczko. – Aktualnie oprowadzam męża po Paryżu. – odparła z dumą, chwytając mocniej ramię Jamesa. Co jak co, ale ona była wierną żonką i nie ważne… co było kiedyś między nią, a szanownym Arnauldem. – A co u Ciebie słychać? – spytała, uśmiechając się szerzej.
  Temat: Home is where your heart is
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 145

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-05-20, 00:10   Temat: Home is where your heart is
Czasem zwyczajnie w życiu potrzebne są zmiany, a w ich przypadku… były one konieczne. Ostatnie miesiące były dla nich koszmarne, sprawa z Leytonem, paranoje Jamesa i prawie rozpad ich małżeństwa. To wszystko sprawiło, że Shantae straciła nieco grunt pod nogami. Kwestią nie było załamanie, które po porodzie było bardzo widoczne, w tym wszystkim chodziło o coś innego. Teraz mieli więcej czasu dla siebie, swojej małej rodziny, a ona tego właśnie potrzebowała. Mąż był obok niej, wspierał ją, a to było najważniejsze. Jej rodzice nie pozwalali im na przemęczanie się, a Whitelight mogła się jedynie z tego cieszyć.
Kwestia Jaydena… Ostatni rok oddalił ich od siebie. Mieli za sobą ciężki czas i Czarnulka patrząc na brata zastanawiała się czy jest jeszcze dla nich szansa. To bolało, cholernie, była przyrośnięta do niego od najmłodszych lat, a teraz była po prostu obok. Tym razem to ona uciekła, bo niestety, ale zmianę miejsca z York na Paryż mogła nazwać ucieczką od problemów. W York działo się dużo, a we francuskiej stolicy było zupełnie inaczej, nawet jak na taką metropolię, mieli tu spokój. Pozostawała jeszcze kwestia Margaret. O ile z początku znajomości za nią nie przepadała, uważając, że ta zrobiła ogromną krzywdę Nightwindowi… teraz musiała przyznać się do błędu. Współczuła jej. Ona miała Jamesa, rodziców i wsparcie bliskich. Finlay zostawił Margaret, była po dziwnej śpiączce, nie miała zupełnie nikogo, poza Jamesem. No i jej parabatai, która wyrosła spod ziemi, w najcięższym momencie. Trochę się martwiła, bo na Rudą spadło naprawdę wiele.
- Wiesz, skarbie, mając samych starszych braci… To chyba nic dziwnego. – stwierdziła tylko, wzruszając ramionami. James nie miał tego komfortu, został odizolowany od rodzeństwa. To było cholernie przykre, a ta historia za każdym razem sprawiała, że smutniała. Westchnęła cicho. Na jego pytanie uśmiechnęła się tylko. – Tu pierwszy raz zabiłam demona, na samodzielnym… właściwie to zwiałam z Instytutu po kłótni z matką, mając jakieś piętnaście, może szesnaście lat. – odparła. To dość ciekawa historia, na pewno lepsza od tych, dotyczących randkowania, bo raczej mąż nie chciał o tym słuchać.
  Temat: Home is where your heart is
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 145

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-05-15, 23:50   Temat: Home is where your heart is
Przeniesienie się do Paryża sprawiło, że Shantae odetchnęła z ulgą. Znów mogła porozumienia się z ludźmi w ojczystym języku, odwiedzać ulubiony miejsca, spełniać własne zachcianki. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo brakuje jej rodzinnego Instytutu, w którym spędziła praktycznie całe swoje życie. Z jednej strony czuła się jak wolny ptak, z drugiej… miała podcięte skrzydła. James był obok niej, dzieci również, miała matkę, starszego brata… i ponowny brak kontaktu z Jaydenem. Nie potrafiła się z nim dogadać, miała wrażenie, że jej Parabatai ograniczył swoje pole widzenia do minimum, nie słuchał tego co do niego mówi… jakby miał klapki na oczach i zatkane uszy. Cholera… Już nie wiedziała jak powinna to naprawić, ani co może zrobić, aby to wszystko zaczęło działać. Przykra sprawa, bo brakowało jej Jay’a, ale on najwyraźniej nie potrzebował jej. To główny powód jej ostatniego strapienia i choć wiedziała, ze James ma świadomość jej problemu, unikała tematu. A mąż nie naciskał, doskonale wiedząc co robi. Nie chciał przecież, żeby Shan popadła w jakiś obłęd.
Yasmin naciskała na to, aby dzisiejszy dzień zrobili sobie wolne. Shan wolała pracować, to nie pozwalało jej na durnowate myślenie. Dlatego zaproponowała wspólny patrol razem z mężem. Chciała mu pokazać piękno tego miasta, swoje najbardziej tajemnicze miejsca, które tak bardzo uwielbiała. Spacer nad Sekwaną, w pobliżu Parc de Bagatelle… Alejki na zielonym terenie przy brzegu, barki pływające z nurtem rzeki. Cisza, spokój… Majowa pogoda rozpieszczała, było ciepło, nazbyt przyjemnie. Nic nie zapowiadało problemów, z jakimi świat miał się zmagać.
- Zawsze spacerowałam tędy, żeby się wyciszyć. – powiedziała w końcu, chwytając męża pod rękę. Wyglądali jak normalni ludzie i Shantae była niemal pewna, że gdyby James miał wybór, wybrałby właśnie coś takie życie. Bez problemów, bez strachu, bez ciągłego zagrożenia. – Idąc dalej tą drogą, dojdziemy do Parc de Boulogne Edmond de Rothschild. Tam jest ładny staw. – dodała jeszcze. Mogło jej tu nie być rok, dwa, może dłużej, a i tak odnalazłaby się w tym miejscu. Była w nie wrośnięta.
  Temat: #17
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 283

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-04-28, 23:29   Temat: #17
Zadziwiające było to, że ona i Jayden zawsze dogadywali się bezbłędnie. Niemal bez słów. To wszystko jednak minęło. Problemy i czas okazały się dla nich przeszkodą. Shantae nie miała zamiaru rezygnować z tego, w jej odczuciu przysięga nadal była aktualna i nie mogłaby jej złamać w żadnym wypadku. Wiedziała, że kwestią czasu jest naprawienie tego, ale miała wrażenie, że jej brat nie dopuszczał do siebie pewnych rzeczy. Przestali nadawać na jednych falach? Ona mówiła do niego jedno, a on rozczytywał drugie. Sama już nawet nie wiedziała kiedy w ciągu ich rozmów Jayden wywnioskował, że jego siostra jest kurą domową i woli spędzać czas z dziećmi tonąc w pieluchach, zamiast na treningach. Wszyscy wokół wiedzieli, ze tak nie jest, a to James chętniej zajmuje się malcami niż ona. Wszyscy to dostrzegli, tylko nie jej własny brat. Teraz te pretensje, bezpodstawne, tak jakby to była jej wina. Gdyby mogła, zrobiłaby wszystko, aby mu pomóc… To jednak nie było jej dane, a on najwyraźniej nie do końca to rozumiał, choć twierdził, że tak jest.
- Czyli wolisz się odciąć, tak? – spytała. Zabolało, jak cholera. Właśnie Jayden sprowadził ją do roli matki i nikogo więcej. Ona miała swoje obowiązki, kąpanie, przewijanie, zabawianie, karmienie. A on… Jayden Verlac. Wspaniały wojownik, niesamowity łucznik, przecież to oczywiste, że musiał walczyć. Ona nie nadawała się już do walki, bo musiała zajmować się nowymi obowiązkami, tymi „kilkoma głowami na karku”, które musiała ogarnąć. Zabolało. Liczyła na wsparcie z jego strony, na jakiekolwiek przychylne zachowanie. Nie wiedziała kiedy między nimi tak bardzo się popieprzyło…
- W takim razie… Dzięki, że przyszedłeś na chwilę ich popilnować. Więcej nie będę Ci przeszkadzać i odciągać Cię od Twoich nowych obowiązków. – dodała jeszcze, kiwając przy tym głową. Miała łzy w oczach. Jayden po prostu skreślał ich współpracę, mówiąc jasno, że każde z nich powinno dostać nowy przydział obowiązków. Nowy, co oznaczało z daleka od siebie. Odwróciła się i wyszła z małej sypialni. Dzieci były zabezpieczone w łóżkach, nic im nie groziło... A ona już naprawdę wolała tego nie ciągnąć.
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-28, 23:18   Temat: Rzeka Ouse
- Obecność może i zerowa, ale do centrum coraz bliżej. – stwierdziła jedynie. York nie było wielką metropolią, owszem to nie mała pipidówka, ale wilkołak i jego super prędkość wspomagana Krwawym Księżycem… To mogła być kwestia minut, zanim wpadną na jedno czy drugie osiedle i zaczną wyżynać. Nie mogli zakładać, że wilkołaki odpuszczą i po ich rozmowie, spuszczą główki, położą uszka, podkulą ogonki i zawrócą w stronę pól.
Spojrzała na dziadka, po raz kolejny z miną… nie do końca dowierzającą temu co słyszy. Może i robiło się niebezpiecznie, może i było ryzykownie, ale do cholery… Oni byli tak samo ludźmi jak ona, Joe czy Frey’a. Po prostu byli chorzy, bo Lykantropię można śmiało nazwać chorobą. To nie był powód, żeby zostawiać ich tutaj, aby narażali siebie i innych wokół. Szkoda, że nie mieli możliwości uchronienia ich przed blaskiem księżyca. Właściwie to mieli.
- Nie chcemy Was skrzywdzić. Może udałoby się ochronić Was od blasku księżyca, gdybyśmy rozłożyli skrzydła… – mruknęła porozumiewawczo w stronę Joe, a później spojrzała na nich. Skrzydła były spore, pokaźne i piękne, właściwie bardzo solidne i nie przepuszczały za wiele. To od biedy mogły się udać.
- Jeśli któreś z Was jest na to gotowe… Pomogę mu. – odparła od razu, zerkając najpierw na kobietę, a później na mężczyznę.
Była gotowa do chronienia ich za wszelką cenę. Jeśli któreś wyraziło chęć, wtedy rozłożyła skrzydła, aby spróbować ochronić wilkołaki przed działaniem księżyca poprzez rozłożenie ich.
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-28, 10:30   Temat: Rzeka Ouse
// Ja przepraszam, ale ten szpital wybił z rytmu //

Było źle, atak wilkołaka, silnego i pobudzonego Krwawym Księżycem… Był nieprzewidziany i Czarnulka nie miała się nawet jak obronić. Cholerna bestia w końcu zlazła z niej, raniąc przy tym ręce, powodując ból i krwawienie. Na szczęście Paryżanka należała do tych, które nie przejmują się małymi ranami. Od razu wyjęła stelę i przystąpiła do nakreślenia Iratze nieco ponad ranami, aby zadziałało szybciej. Miała umiejętności w kreśleniu run, więc… dokładnie wiedziała jak się ma zachować. Dziadek Joe postanowił pomóc za pomocą Daru, co było jeszcze lepszym rozwiązaniem, w końcu zadrapał ją wilkołak.
- Spokojnie… – postanowiła w końcu się odezwać. Podnosząc się z ziemi, otrzepała ubranie z kurzu. Zlustrowała wzrokiem najpierw kobietę, później mężczyznę, który się wypowiadał. Jako żona Dyrektora Instytutu czuła się zobowiązania do wyjaśnienia i złagodzenia sytuacji, a ta przecież była niemiła, prawda? – Bliżej cywilizacji, oszalałaś, von Mainz? – spytała, marszcząc brwi. Miała wrażenie, że kompanka raczej nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Wilkołaki nie kontrolowały siebie. Podniosła wzrok na niebo, gdzie księżyc w krwawej poświacie bił blaskiem. To naturalne, że wszelkie zmiany związane z satelitą wpływają na wilkołaki!
- Mamy zapewnić Wam bezpieczeństwo, wszystkim. Ten księżyc wzbudza agresję, więc najbardziej rozsądnym byłoby uchronienie Was przed jego działaniem. Wilkołaki Kierana mogą zareagować negatywnie, na nie też wpływa księżyc… – nie uważała, żeby był to dobry pomysł. Nie znali się, nie ufali sobie, więc sprowadzenie zupełnie nowych osób, w trakcie Krwawego Księżyca do domu watahy… zwiastowało katastrofę i śmierć.
- Wiemy, że sobie radzicie. W grupie jest bezpieczniej, w dzisiejszych czasach. Nie nakłaniamy, a polecamy rozważyć. – dodała jeszcze, kierując swoje słowa do mężczyzny. Dla niej sprawa była dość… prosta.
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-22, 12:16   Temat: Rzeka Ouse
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Parabatai, Marriage
Runy czasowe:
Dexteritas [4/15]
Fortitude [4/13]
Heightened speed [4/15]
Night Vision [4/15]
Precision [4/15]
Niedokończone Iratze

Ekwipunek
Bicz z elektrum, Serafickie Ostrze, Noże rzutki Jamesa


Rzut na tafienie

Dziadek był miły i postanowiła zająć się wilkołakiem. To naturalne, że Nestor rodu Verlac będzie bronił swojej małej perełki Shantae, prawda? Wnusia postanowiła odpłacić się dziadkowi, próbując pochwycić durnego wilkołaka za szyję, ale niestety... Z jakiegoś powodu nie trafiła i oberwał dziadek zamiast wilka. Może jakby był trochę mniej pokaźnych wymiarów [dziadek, nie wilk], to by nie było problemu! Nawet jeśli chciałaby cofnąć bicz, było już za późno. Jakoś zrekompensuje dziadkowi to trafienie, ale to w sumie jego wina. Po co się rzucał jak ryba na plaży czy kupka w przeręblu.
Plus był jeden, wilkołak zainteresował się finalnie nią, a nie nim. Waliło ją to czy pada czy nie, deszcz jej nie przeszkadzał, włosy miała związane i zamierzała walczyć. Sięgnęła po jeden z noży rzutek Jamesa i rzuciła nią w wilkołaka, celując w okolice pyska. To najbardziej newralgiczny punkt u pozwoli go rozproszyć. Potem spróbowała ponownie trzasnąć go biczem, licząc na to, że ten razem się uda.
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-20, 23:29   Temat: Rzeka Ouse
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Parabatai, Marriage
Runy czasowe:
Dexteritas [3/15]
Fortitude [3/13]
Heightened speed [3/15]
Night Vision [3/15]
Precision [3/15]
Niedokończone Iratze

Ekwipunek
Bicz z elektrum, Serafickie Ostrze, Noże rzutki Jamesa


Shantae widząc poczynania dziadka niedowierzała własnym oczom, a jej mina wyrażała mniej więcej to. Uznała jednak, że jej zacny dziadziunio wie co robi i dopiero jeśli przyjdzie jej wyciągać głowę Joe z paszczy wilka, uzna za stosowne reagowanie, a na koniec doda „a nie mówiłam”, z karcącym spojrzeniem zagłady w gratisie. Poza tym, miała swój problem, prawda? Wilk sobie na nią spojrzał i postanowił, że to właśnie pani Verlac Whitelight stanie się jego dzisiejszą strawą, choć była dość koścista. No tak… Zapomniała, że to prawie jak pies i na kości poleci. Trochę słabo.
Bicz z elektrum zabłyszczał w jej dłoni, postanowiła jednak, że nie będzie pierwsza poczynała kroków. To dawało jej przewagę. Runy pozwalały jej na pełne skupienie i odpowiednie reagowanie, w razie potrzeby. Jeśli wilk ją zaatakuje, co można sądzić po okrążaniu, wtedy zastosuje wobec niego restrykcyjne pogonienie biczem. Elektrum niekorzystnie działało na wilkołaki, właściwie na wszystko z demoniczną krwią, więc powinno go to odstraszyć i odwieść od pomysłu zjedzenia jej na kolację.
  Temat: Instytut w Paryżu
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 493

PostForum: Inne Instytuty   Wysłany: 2019-04-18, 00:01   Temat: Instytut w Paryżu
Zmierzyła wzrokiem parabatai Margaret, która pojawiała się tu znikąd i szarogęsiła, przynajmniej zdaniem Czarnulki. Shantae nie przepadała za tego typu zachowaniem, nie wspominając już o tym, co zaistniało między nimi. Dziwne spięcie, napięcie, ciężko to nazwać, a w tym momencie jednak powinni odłożyć to na bok. Freya nie wywarła na Shan dobrego wrażenia, a to pierwsze można zrobić tylko raz, jak wiadomo powszechnie. Może też zareagowała w ten sposób, bo jednak była na swoim terenie. Instytut w Paryżu należał do rodu Verlac od pokoleń, więc… oczywistą sprawą było, że Shantae Verlac Whitelight mogła się nazwać panią na włościach.
Milczała. Nie była odpowiednią osobą, aby rozmawiać z Margaret. Zerknęła ukradkiem w stronę drzwi. Finlay został poinformowany, ale nie raczył się pojawić. Nie wiedziała już co się z nim dzieje, ale nie było to coś dobrego. Zrobiło jej się szkoda Margaret. Budzi się zdezorientowana po półtora miesiąca, a jej męża nie ma obok. James pospieszył z wyjaśnieniami. Widziała po ukochanym, że było mu lepiej. Odetchnął z wyraźną ulgą, widząc, ze Marg wróciła do żywych, a to cieszyło ją niezmiernie. Będzie musiała delikatnie zasugerować, że powinna wprowadzić się teraz do nich, zanim wróci na nogi. Nie było wiadome gdzie jest Finlay ani tym bardziej co robi, czy wróci, czy się pojawi. Ruda nie powinna zostawać sama w wielkim domu na obrzeżach. Najwyżej dziadka się odeśle do kwatery w Instytucie, nie był starym ramolem, poradzi sobie.
- Nie martw się, zadbaliśmy o wszystko. Mały Alec ma się dobrze, przybrał na wadze, urósł… – dodała jeszcze, aby dać jej pocieszenie. To musiało być dla niej cholernie trudne.
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-17, 23:53   Temat: Rzeka Ouse
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Parabatai, Marriage
Runy czasowe:
Dexteritas [1/15]
Fortitude [1/13]
Heightened speed [1/15]
Night Vision [1/15]
Precision [1/15]
Niedokończone Iratze

Ekwipunek
Bicz z elektrum, Serafickie Ostrze, Noże rzutki Jamesa


Rzut na wykrycie

Obawiała się, że gadanie dziadka Verlaca zwabi wilki i będzie z tego problem. Krwawy Księżyc wpływał na nie źle, były agresywniejsze i działo się z nimi coś strasznego. Zapanowanie nad rozjuszonym wilkołakiem samo w sobie było trudnym zadaniem, a przecież oni nie przyszli tutaj by zamordować agresorów tylko obezwładnić i zapewnić bezpieczny azyl na czas tego okrutnego zjawiska. Shantae znała zasady i wiedziała, że to nie polowanie na istoty z „problemem”, a pomoc. Ona traktowała to w tych kategoriach i miała nadzieję, że jej kochany dziadek zmieni podejście i nie będzie popełniał więcej błędów, to było karygodne.
Z jednej strony nasłuchiwała, z której strony może pojawić się zagrożenie, zaś z drugiej wiedziała, że warunki nie sprzyjają. To trudne zadanie. Tropienie, kiedy wiatr duje mocno, poruszając wszystkim dookoła. Dlatego skupiała się na szczegółach, tych mało istotnych elementach, które odbiegały od normalności. Wilkołaki miały przewagę. Wyczulone nosy, szybkość, siła. Wiatr roznosił zapach Nefilim w ekspresowym tempie. Byli w cholernie… czarnym miejscu. Oni nie widzieli przeciwników, a przeciwnicy mogli widzieć ich.
Trzymała bicz w dłoni, rozwinięty i gotowy do działania. Przykucnęła w wysokiej trawie, aby być trudniejszą do zauważenia. Wolała nie ryzykować, w końcu miała całkiem sporo do stracenia.
  Temat: #17
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 283

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-04-17, 23:44   Temat: #17
Shantae nigdy nie wściekała się z tego powodu, bo ona nie widziała w tym problemu, aby dzieci oddać pod czyjąś opiekę. Wściekała się, że nie może poświecić tyle czasu treningowi i odpowiedniemu przekonaniu, bo dzieci były absorbujące. Dlatego właśnie nie chciała zostawać matką, bo nie widziała się w tej roli. Teraz musiała pogodzić jedno z drugim i jakoś sobie dawała radę. Czasem po prostu rekompensowała sobie swoje działania drogimi butami czy innymi atrakcjami. Dlatego też spojrzała na brata wymownie, w odpowiedzi na jego słowa. Jak zawsze przeinaczał i próbował „ugrać swoje”. Już tak to wyglądało z Jaydenem, do czego zdołała się przyzwyczaić.
Jak na Jaydena Verlaca stał się nagle bardzo wymowny, choć Shantae nie do końca zrozumiała, o co mu chodzi. Jej chodziło stricte o Fin’a i ich relacje, nie nawiązywała teraz do ich problemów, których nie dało się przeskoczyć i przejść do porządku dziennego. Z drugiej strony… Bardzo dobrze, że zaczął mówić i rozwiązał mu się język. Wiedziała przecież, że Jayden nie wybył na wakacje i nie grzał dupy w piasku na jakiejś wyspie. Czuła jego walkę, byli silnie związani. On prowadził swoją wojaczkę, ona swoją. Zmagania z ciążą i utrata dawnego „ja” było dla niej silnym przeżyciem. Nie mogli się porównywać, bo każde miało swoją historię, ale… nie powinien jej atakować w ten sposób, ani tym bardziej tym tonem. Nie wspominając już, że jego zarzuty były bezpodstawne.
- Mówiłam o Finlay’u… – mruknęła, wywracając oczami. Nie chciała kolejny raz się z nim kłócić, chciała naprawić łączącą ich relacje, bo gdyby tak nie było, nie zadzwoniłaby właśnie do niego. To bratu ufała i mogła mu powierzyć życie swoje i nawet własnych dzieci, bo wiedziała, że Jayden Verlac nie zrobiłby nic, co mogłoby ją wyraźnie skrzywdzić.
- Poza tym. Wybaczyłam Ci i dałam szansę, nie rozumiem skąd te oskarżenia. Chociaż wiesz… Teraz to zabrzmiało, jakbyś miał pretensje o to, ż zaszłam w ciąże i nie mogłam Cię wspierać w walce. – dodała jeszcze. Chciała naprawy relacji, Jayden zmienił się, był inny, ale wciąż była dla nich nadzieja. Nie w przypadku, kiedy on będzie wysuwał do niej tak śmieszne i niepoważne zarzuty. – Ale jak tak to widzisz, to okey. Ty walczyłeś, ja siedziałam zamknięta w domu w Idrisie i czytałam gazety. – mruknęła, odwracając się do niego plecami. Skoro on widział to właśnie w ten sposób…
  Temat: Rzeka Ouse
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń: 856

PostForum: Zakończone eventy   Wysłany: 2019-04-16, 09:17   Temat: Rzeka Ouse
Runy stałe: Enkeli, Voyance, Parabatai, Marriage
Runy czasowe:
Dexteritas [1/15]
Fortitude [1/13]
Heightened speed [1/15]
Night Vision [1/15]
Precision [1/15]
Niedokończone Iratze

Ekwipunek
Bicz z elektrum, Serafickie Ostrze, Noże rzutki Jamesa


Pierwszy raz od bardzo dawna miała okazję wyjść w teren. Posiadanie dzieci w pewnym sensie ograniczało Nocnego Łowcę, ale Verlac Whitelight wróciła do treningów i była w szczytowej formie, jak chyba zawsze. Dużo zawdzięczała mężowi, który najwyraźniej po długim czasie znalazł złoty środek i wiedział jak sobie z nią radzić, tak na poważnie, bez narażania ich relacji. Dlatego nawet wysyłał ją na tego typu akcje, chociaż jak wiadomo, były niebezpieczne.
Skupienie sięgało granic, warunki były niesprzyjające, a nawet bezszelestne poruszanie się mogło nic nie dać. Wokół było zbyt wiele dźwięków, które można było błędnie zinterpretować. Spodziewała się problemów, ale chyba nie aż takich… Mieszkając w Paryżu przyzwyczajona była do działania w trudnych warunkach, ostatni rok jednak wiele zmienił. Razem z nią na wyprawę udał się dziadek Joe oraz Frey’a, parabatai Margaret, która pojawiła się całkiem niedawno. Z jakiegoś powodu Czarnulka za nią nie przepadała.
Szli w miarę blisko siebie, mieli upolować wilkołaki, a raczej je ogarnąć, zanim pod wpływem Krwawego Księżyca zaatakują centrum miasta. To niebezpieczne zjawisko nękało świat od setek lat. Usłyszała coś po swojej lewej i automatycznie odwróciła głowę w tym kierunku. Uniosła również dłoń ku górze, aby zatrzymać swoich towarzyszy. Coś czaiło się w zaroślach, w bliskiej odległości od nich, najwyraźniej jednak przez dźwięki szumiącego wiatru nie mogli precyzyjnie określić położenia.
- Dziadku, zamknij się. – skomentowała jego tekst o wędkowaniu. Rozjuszone wilkołaki to nie małe puchate króliczki, do jasnej cholery.
  Temat: #17
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 283

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-04-05, 01:25   Temat: #17
- Nie zamierzały z Jamesem ukrywać ich pochodzenia. Sam wiesz, że i tak więcej czasu spędzają w Instytucie niż w domu. Muszę wrócić do formy… – odparła, wywracając oczami. James zabierał je do gabinetu, gdzie w papirologii stosowanej nie przeszkadzały mu niemowlęta. Shantae w tym czasie oddawała się treningowi, czasem na tyle morderczemu, że do domu jechała taksówką razem z całą ferajną. Musiała być w pełni dyspozycyjna. Kochała swoje życie Nocnego Łowcy i była pewna, że dzieci również je pokochają. Na razie nie mogły decydować same o sobie, choć wiedziała, że jeśli przyjdzie czas, a jedno z dwójki nie będzie chciało walczyć… Nie miała zamiaru go zmuszać. Wystarczy, ze James był zmuszony przez demony do morderczych treningów, odizolowany od reszty rodzeństwa. To niesprawiedliwe. Jest masa innych zawodów, którymi mogły się zajmować w Świecie Cieni, niekoniecznie idąc ścieżką wojownika.
- Jayden. – wypowiedziała jego imię z dość solidnym naciskiem i pokiwała głową z dezaprobatą. – To Twój najlepszy kumpel i potrzebuje Twojego wsparcia, weź się w garść. – dodała, cały czas podobnym, ostrym tonem. Nie rozumiała co poszło nie tak i dlaczego relacja Finlay’a i Jaydena tak cholernie się spieprzyła. Powinni się wspierać. Shantae robiła dostatecznie dużo, zajmowała się w końcu jego synem, karmiąc własną piersią. Jayden mógł zachować się trochę bardziej po ludzku i dać kumplowi wsparcie, którego ten potrzebował. Shan przy trójce dzieci nie miała na to zwyczajnie czasu.
- Ja wiem, że nie jesteś duszą towarzystwa, ale zawsze dogadywaliście się całkiem dobrze… – dodała, przygryzając wargę. Nie chciała, żeby całkowicie zrezygnowali z tej przyjaźni. – Tylko Ty ostatnio połknąłeś chyba jakiś długi, duży przedmiot, może kij od miotły? Jesteś tak sztywny, że ciężko się z Tobą gada. – wypomniała mu. Parabatai nigdy nie należał do najbardziej rozmownych osób. Z nią jednak umiał rozmawiać, z Finem też… Ostatnio coś się popieprzyło, ale wątpiła, że to kwestia nie do naprawienia! Musiało dać się coś zrobić.
 
Strona 1 z 45
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo