Shadows of York Strona Główna

Znalezionych wyników: 643
Shadows of York Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-03-19, 23:34   Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Jayden w York odnajdywał się doskonale, a Shantae przysięgała, że będzie tam gdzie on. Na tym polegała więź Parabatai. Była w stanie przyzwyczaić się do niedużego miasta, które miało równie mało do zaoferowania. Niemniej jednak, wolała York od domu w środku lasu w Idrisie, tam czuła się całkowicie odizolowana i gubiła swoją pewność. James był Dyrektorem Instytutu, mianowany w bardzo młodym wieku. Najwyraźniej York było miejscem zsyłki na „kolejną szansę”, w końcu Starkweather też został wysłany do tego miasta, aby zacząć od nowa. James miał okazję zacząć od nowa budowanie potęgi rodziny Whitelight i Shan miała pewność, że jej mąż wykorzysta tą opcję w pełni.
- Czasem możemy wyjechać bez nich. Jak widzisz, chętnych do opieki nie brakuje. – odparła z uśmieszkiem na ustach. To nie tak, że lubiła pozbywać się dzieci. Teraz było to mało możliwe, w końcu jeszcze karmiła, ale za kilka miesięcy… nie widziała przeciwwskazań. Jamesowi też należało się trochę wytchnienia. Nie miała pojęcia o tym, że świat miał się skuć lodem, ale wiedziała, że mąż nie mówi jej wszystkiego. Nie chciała jednak naciskać, ani wymuszać na nim mówienia czegokolwiek. Może uznał, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment na informowanie jej o zbliżającej się tragedii?
- Trochę, a co masz dobrego? – spytała, odwracając wzrok w jego stronę i całkowicie skupiając się na nim. W końcu mieli chwilę dla siebie, a ona naprawdę tęskniła za takimi momentami. Gdzieś pomiędzy pracą, a opieką nad trójką małych dzieci, ciężko było znaleźć czas dla siebie. Popadli nieco w rutynę, ale to w ramach ułatwienia zadania. Dobrze zorganizowany czas był dla nich zbawieniem.
  Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-03-18, 23:30   Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Miała nadzieję, że uda im się odzyskać Margaret i wróci do „żywych”. Ta sytuacja była wyjątkowo trudna dla nich wszystkich, głównie dlatego, że brak Rudej odbijał się na każdym w inny sposób. Dla Finlay’a była żoną, matką ich syna, kobietą, dla której rzucił wszystko i szukał jej po całym świecie. Dla Jamesa była siostrą, wsparciem, prawą ręką i pomocą w sprawach związanych z Instytutem. To naturalne, że każdemu jej brakowało, bo choć Shantae nie była z nią ściśle związana, również nie mogła przywyknąć do myśli, że jej nie ma. Czarnulka zawsze miała drobne problemy komunikacyjne z kobietami, ale z Margaret naprawdę potrafiła się dogadać. Chciałaby, aby cała akcja „ratunkowa” przyniosła odpowiednie efekty. Może faktycznie Paryż był odpowiednim miejscem na jej powrót.
Shantae znała każdy zakamarek tego miasta, każdy budynek, każdą ulicę, aleję, park. Wychowała się tutaj, od małego dokładnie poznając Paryż, zakochując się w nim i wielbiąc całą sobą. Dlatego początkowo nie mogła odnaleźć się w York, było dla niej za małe, oferowało mniej, dawało mniej możliwości. Znalazła tam jednak miłość swojego życia i to było chyba jednym powodem, dla którego nie wróciła do stolicy Francji, którą przecież tak bardzo kochała. James na pewno widział jak zmieniało się jej zachowanie, kiedy stawała na ziemiach paryskiego Instytutu, jak błyszczały jej oczy i jak szczęśliwa była. Ktoś, kto został wychowany w tak ogromnym mieście, nie dało się zamknąć na długo w małym domku w lesie, bo w ich rezydencji w Idrisie, Shan zwyczajnie przygasała. Może teraz James zrozumie sens jej słów, które mówiła mu przecież tyle razy.
- Wiem. – odparła cicho. Nigdy nie mogła wyjść z podziwu i zachwytu nad tym miejscem. Przesunęła się bliżej męża, przytulając do jego boku z cichym westchnięciem. – Powinniśmy częściej wyrywać się z domu i zwiedzać świat. – dodała. To nie było zwiedzanie, dla niej nic tu nie było nowością, ale nie zmieniało to jednego – była szczęśliwa.
  Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: Paryż   Wysłany: 2019-03-17, 00:27   Temat: We drop into a quiet little place and have a drink or two
Ostatnie tygodnie były ciężką próbą dla każdego z nich. Shantae czasem miała dość, bo kiedy zostawała sama w apartamencie, a trójka dzieci zaczynała płakać, brakowało jej rąk. Nie poddała się jednak, bo robiła to dla przyjaciela, szwagierki i własnego męża. Wszystkim było ciężko. Oni pracowali nad sposobem, a ona starała się ogarnąć trójkę dzieciaczków, które naprawdę potrafiły dać porządnie w kość. James znalazł sposób, w którym nawet ona będzie miała swój udział. Decyzja była szybka, musieli spróbować, musieli podjąć kroki ku temu, bo to ich jedyna nadzieja. Gdzieś w jej głowie tułała się myśl, że może się nie udać… James był wyraźnie zadowolony z takiego rozwoju sytuacji i chyba naprawdę gorąco wierzył w to, że Margaret za kilka dni otworzy oczy. Shantae też w to wierzyła, ale miała taki charakter, ze zawsze brała pod uwagę te mroczniejsze scenariusze.
Z Instytutu dała się porwać bez problemu, od razu ruszyła za mężem, poczekała przed sklepem, wspominając dawno czasy, kiedy jeszcze jako panienka podrywała przyziemnych w pobliskich klubach. Czy jej tego brakowało? Może samego podrywania nie, ale zabawy – odrobinę. Nie zamieniłaby swojego życia, bo miała kochającego męża, dzieci i wszystko, czego potrzebował każdy normalny człowiek. Mogłoby wyglądać to wszystko inaczej, ale nie miała na co narzekać. Stając pod Łukiem Triumfalnym nakreśliła runy na skórze, a później spojrzała na męża unosząc brew ku górze. Naprawdę miał ochotę na wyścigi z Shantae Verlac-Whitelight na JEJ terenie? Na Łuk Triumfalny wchodziła tak wiele razy, że mogłaby zrobić to z zawiązanymi oczami. Doskonale znała rozkład gzymsów, wypustek i miejsc, których można się było chwycić i podciągnąć ku górze. Nawet dała mu małe fory, a chwilę później, kiedy była na szczycie jej czarne włosy rozwiał delikatny powiew wiatru.
- Pamiętaj, że jestem u siebie. Ciekawe czy tak dobrze by Ci poszło z Wieżą Eiffla. – stwierdziła z cwanym uśmiechem. Z Jaydenem kiedyś robili zawody, kto pierwszy wdrapie się na samą górą. To były dawne i bardzo ryzykowne czasy, kiedy Shan i jej parabatai uważali się chyba za niezniszczalnych, głupota nastolatków nie zna granic. Stanęła przy samym brzegu i westchnęła cicho, rozglądając się z nostalgią w oczach po całym otoczeniu. Tęskniła za tym miastem i jego energią.
  Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-03-17, 00:18   Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
- Fin. Margaret żyje, po prostu… nie ma jej z nami, ale to na pewno chwilowe. – powiedziała troskliwym głosem, uśmiechając się łagodnie do blondyna. Chciała go wesprzeć, choć wiedziała, że słowa nic nie znaczą w tym przypadku, bo jak miałyby mu pomóc? Przywrócę Margaret świadomość i tchną w nią życie? Nie. Jedyne co mogła to dać mu swoje mentalne wsparcie i dobre słowo, bo ona naprawdę bardzo mocno wierzyła w to, że stan Rudej jest jedynie chwilowy, przejściowy i jeszcze trochę, a wszystko wróci do normalności i żona Finlay’a będzie mogła trzymać w rękach swojego małego synka.
- Wtedy zostawiła Cię, bo została oszukana. – przypomniała przyjacielowi, unosząc lekko brew ku górze. Wtedy to było co innego, splot dziwnych wydarzeń, których oboje nie chcieli. Śmierć jej brata, śmierć jego siostry, a do tego informacja od tamtej laski, że Finlay spędził z nią słodkie chwile. Margaret nie myślała wtedy klarownie i choć po opowieści Finlay’a miała ją za idiotkę, zmieniła zdanie. Oboje zostali narażeni na bardzo ciężką próbę, której żadne z nich nie chciało, ale musieli ją przejść i przeszli! Teraz byli małżeństwem, mieli syna, to zupełnie inna sytuacja niż ta sprzed trzech już lat.
Chwilę później przyniosła parującą pizzę i postawiła przed Finlay’em wraz ze szklanką napoju. Wzięła od niego Aleca, żeby blondyn mógł swobodnie jeść i usiadła wygodnie, kołysząc malucha w objęciach. Chciałaby, aby wszystko było dobrze, żeby te sprawy potoczyły się inaczej.
- Nie martw się. James robi wszystko, żeby znaleźć rozwiązanie. Zależy mu na tym tak samo jak Tobie. – przyznała. Finlay walczył o Marg każdego dnia, James robił wszystko, żeby jego siostra otworzyła oczy. Shantae zajmowała się dziećmi, bo jeszcze jedno nie było dla niej problemem, choć wiadomo, Alec najlepiej czułby się w objęciach mamy. To wszystko musiało się ustabilizować, Czarnulka naprawdę w to wierzyła.
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-03-10, 00:11   Temat: Dziedziniec
- On tak cały czas… – wywróciła oczami, kiedy James stwierdził, że zrobi im zdjęcie. Miał manię, a przynajmniej w ten sposób wyglądało to z jej perspektywy. Ciągle robił zdjęcia ewentualnie chciał relacjonowania i zdjęć od niej. Z jednej strony go rozumiała, dużo czasu spędzał w Instytucie, ale za te kilka godzin jego nieobecności, dzieci nie zmienią się jakoś diametralnie. No chyba, że wyrosłaby im trzecia ręka, trzecia noga, ewentualnie coś na czole, ale raczej… takie rzeczy się nie zdarzały, więc nie musiał się o nic obawiać. A jednak, Whitelight miał coś nie tak z kopułą, jeszcze trochę i skończy mu się pamięć w telefonie!
- James, to się nie powtórzy. Leyton był hybrydą dużo wcześniej, niż zaatakowała choroba. On wykorzystał tych ludzi, którzy dostali wzrok, przeciwko Światu Cieni. – przypomniała mu. W żyłach Leytona płynęła krew Anioła i krew Demona. Był mieszańcem, a to co stało się po chorobie… było efektem jego wariacji. Z drugiej strony, nie mieli pewności ile jeszcze takich hybryd chodzi po świecie, ale skoro poradzili sobie raz… Poradzą sobie kolejny, a przynajmniej ona w to wierzyła. Pogładziła jedną ręką ramię męża i uśmiechnęła się delikatnie. Nie musieli martwić się na zapach. Margaret na pewno powiedziałaby to samo, tyle, że James pewnie chciałby to usłyszeć właśnie od siostry.
- Shi… – zatrzymała jeszcze czarownika i pociągnęła na bok. – Jeśli nie będziesz w stanie nic zrobić, nie rób nadziei… – szepnęła tak, aby tylko Shizhi to usłyszał. Nie chciała, aby James niepotrzebnie robił sobie nadzieję, że Czarownik może coś poradzić. Nie wiedzieli w końcu czy tak będzie czy nie. Zbliżyła się do Jamesa i uśmiechnęła do niego delikatnie. – Może weź Alexandra? A ja z dziećmi będziemy czekać Gabinecie. Tłok nie jest odpowiednim miejscem dla nich. – stwierdziła, przyglądając mu się uważnie. Nie chciała, aby coś poszło nie tak, martwiła się o Whitelighta, bo ta kwestia nadal pozostawała delikatna.
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-03-06, 22:28   Temat: Dziedziniec
Nie skupiła się na komentarzach męża w kwestii małżeństwa, bo akurat była zajęta spoglądaniem na dzieci i poszukiwaniach odpowiedniego narzędzia w torebce. Właściwie to miał sporo racji, małżeństwo z Nefilim było ciężkim orzechem do zgryzienia, chociaż… Nie każdy miał taki charakter jak Shantae. Jamesowi trafił się prawdziwy diamencik, ale Whitelight raczej był zadowolony i nie miał powodów do tak poważnego narzekania.
James został opatrzony, a Shan skupiła się gaworzącym Theo, który dla odmiany miał wiele do powiedzenia. Szybko wzięła na ręce również jego. Shiza miał tego pecha, że na trójkę dorosłych zgromadzonych na Dziedzińcu przypadało jedno dziecko, więc tak czy siak wylądowałby z którymś na rękach. Miał okazję potrzymać Alexandra i choć mogło się to nie do końca spodobać Finowi… no cóż. Nightwinda tu nie było, więc się nie dowie, o.
- Jeśli zajdzie konieczność, trzeba będzie zorganizować jakąś eskapadę. – stwierdziła, marszcząc przy tym nos. Ani ona się nie wybierze, ani James, ani tym bardziej nie wyślą tam Finlay’a. Na chwilę obecną mały Alec miał tylko ojca, bo jego mama była w śpiączce, więc nie było cienia możliwości na narażanie również i jego. Miała nadzieję, że James doskonale o tym wie.
- Cisi Bracia podeszli do tego bardzo profesjonalnie, zbadali ją od stóp do głów. – powiedziała w końcu. Dla Jamesa to też nie było proste, dopiero niedawno odzyskali kontakt i zaczęli się do siebie zbliżać, a tutaj taka sytuacja. Ona starała się wspierać i męża i przyjaciela w tych trudnych chwilach, sama polubiła Margaret i szczerze mówiąc… Chciałaby, aby Ruda znów była z nimi. – Rozkładają ręce, nie wiedzą co jej jest. Finlay jest załamany… – dodała jeszcze. Może faktycznie czarownik będzie miał jakieś magiczne sposoby i pomoże im w tym całym cholernym impasie.
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-03-05, 00:26   Temat: Dziedziniec
Może tego właśnie brakowało pani Whitelight? Poważniejszego starcia, przy którym będzie mogła się wykazać? James był biedny, bo trafiło na niego, ale to naprawdę ją zmotywowało. Jej mąż był silniejszy, zręczniejszy, większy od niej, ale radził sobie naprawdę świetnie. Ona przy nim wyglądała raczej na kruchą, drobną i słabą, ale zdecydowanie wykorzystywała swój spryt, żeby nadrobić niedogodności losu. To cholernie motywujące, takie pokonanie przeciwnika na głupim treningu, choć może nie powinna podchodzić do tego tak entuzjastycznie, przecież James zawsze mógł dawać jej fory, prawda? Nawet jeśli, pokonała go bez mrugnięcia okiem, a i bez forów by sobie poradziła. Jeśli ktoś wątpił, znał jej adres i mógł się zmierzyć w każdej chwili.
- Jak się walczy, to się nie gada. – stwierdziła tylko, wywracając oczami. Jakby mniej otwierał buźkę, piasek by się nie dostał do jego ust. Przyjdzie do domu, porządnie je wyszoruje, to problem sam się rozwiąże, prawda? Nie planowała zasypać mu ust piaskiem, to był tylko efekt uboczny.
- Syn Theodor, a córka Claire. Drugie imiona po rodzicach Jamesa. A ten maluszek to Alexander. – odparła od razu, uśmiechając się do dziecka o zielonych oczętach. Zupełnie jak u Margaret. Przeniosła wzrok na męża, który nachylał się w jej kierunku, nalegając na sprawdzenie oczu. – Uh… Moment. Potrzymaj go. – wcisnęła Shiziemu na ręce małego Aleca, sama zajęła się Jamesem, sprawdzając czy dużo piasku zostało mu pod tymi powiekami. – Faktycznie sporo… – zabrała się za przeszukiwanie torby, a chwilę później zalała oczy Jamesa sporą ilością kropli do oczu, aby piasek sam się wypłukał. Tak, miała w torebce takie krople, miała też tam całkiem sporo innych atrakcyjnych rzeczy, jak to kobieta. Trzeba było być przygotowanym na każdą okazję. – Co się działo? No… całkiem sporo. – odparła, choć raczej zostawiła ten temat mężowi. Nie sądziła, aby to do niej należało poinformowanie Shiziego o sytuacji z Margaret.
  Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-03-03, 12:10   Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
Rozumiała Finlay’a i jego brak czasu, miał wiele na głowie, bo poza kwestią żony w śpiączce dochodziła jeszcze praca. James coś wspominał o wysłaniu go na przymusowy urlop, ale Shantae nie chciała naciskać i poleciła mężowi to samo. Z drugiej strony, Nightwind mógł ucierpieć przez brak pełnego skupienia na pracy, a to mogło skończyć się tragicznie. Nie była pewna czy powinien ryzykować tak wiele. Delikatnie podała mu chłopca na ręce, upewniając się jeszcze, że jest nadal szczelnie owinięty kocykiem. Był taki mały i bezbronny, a jego mama znajdowała się tak daleko…
- On Cię potrzebuje, Fin. – szepnęła cicho, w odpowiedzi na jego słowa. Alec był bezbronny, Margaret leżała otoczona sztabem ludzi i nic jej nie groziło, Fin przede wszystkim powinien być tutaj dla swojego dziecka, a jeśli w końcu uda się uzdrowić Margaret, będą szczęśliwi razem. Nie mieli jednak wpływu na jej stan, bo samodzielnie nie mógł zrobić zupełnie nic. Pogładziła delikatnie jego ramię w geście wsparcia, którego naprawdę potrzebował. Usiadła wygodniej na kanapie obok niego, podkulając nogi pod siebie, a brodę opierając na kolanach.
- Chociaż raz Ty i James brzmicie tak samo… – stwierdziła rozbawiona. – Nie możesz tracić wiary, Fin. Nigdy by Cię nie zostawiła dobrowolnie, nie zostawiłaby Was. Wróci… Zanim się obejrzysz. – dodała jeszcze. James tez się martwił. Niedawno dopiero udało im się naprawić relacje z Margaret, w końcu byli prawdziwym, wspierającym się rodzeństwem… Jemu też zależało na tym, żeby Ruda się obudziła.
- Tak, musiał jeszcze coś załatwić, a później chce odwiedzić Margaret. Powinien wrócić za jakąś godzinę… – stwierdziła. – Odgrzać Ci coś do jedzenia? Mam pizzę. – spytała, przyglądając mu się uważnie.
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-03-01, 09:56   Temat: Dziedziniec
Walka na śmierć i życie to może nie była, ale z pewnością wygrana zmobilizuje Shantae i uświadomi ją, że te dziewięć miesięcy aż tak na nią nie wpłynęły. Bardzo by tego chciała, przecież zawsze ogromną wagę przywiązywała do swojej kondycji, wyglądu i umiejętności. Matka zawsze powtarzała jej, że powinna dawać z siebie sto, a nawet dwieście procent i nigdy nie być niczego zbyt pewnym. Była mniejsza od Jamesa, bardziej smukła i poruszała się z większą gracją, a to też działało na jej korzyść. Szybsze ruchy, choć zamach nie był tak potężny jak jego, nawet przy użyciu runy wzmagającej siłę. Każdy Nefilim był uczony tego, aby wykorzystywać swoje atuty jak najlepiej, a Shantae była doskonałym wojownikiem rok temu, dlaczego miałaby nie być teraz?
James wykorzystywał swoją siłę, a ona korzystała ze sprytu i swojego wrodzonego daru do improwizowana. Zanim złapał jej rękę przerzuciła miecz do drugiej dłoni, a jego końcówką zahaczyła o trawę pod odpowiednim kątem, aby piach osiadł na nich w dużym stopniu. Jednocześnie odgięła się dość mocno, aby uniknąć broni pod żebra. Bronią w swojej dłoni zagrała tak, aby piach wylądował na twarzy Jamesa i w jego oczach. Oślepiony przeciwnik był łatwiejsze do pokonania, a ona właśnie tego chciała dokonać. W prawdziwej walce nie czekałaby na to, aż przeciwnik rozwinie swoje skrzydła, da pokaz siły i umiejętności. Im dłużej trwała walka, tym bardziej człowiek był zmęczony, a to osłabiało cholernie, dlatego zawsze uczono ją, że walkę należy kończyć jak najszybciej.
Chciała skorzystać z rozproszenia Jamesa, nie tylko piaskiem na twarzy, ale i rozmową z Shizhim. Ten ton jej męża brzmiał tak, jakby bagatelizował ją jako przeciwnika. Prowadził z Czarownikiem normalną konwersację, zamiast skupić się na walce z nią, a to było… uwłaczające. Shantae może i miała przerwę, ale nigdy nie odpuszczała, nigdy nie poddawała się. Chciał rozmawiać z kumplem? Ona mu to ułatwi. Bicz rozwinął się w mgnieniu okna, a później oplótł Jamesa w pasie, nie mógł unieść ręki, ani tym bardziej miecza. Nie chciała go powalać na ziemię, bo jego plecy mogłyby nie znieść za dużo upadków. To nie tak, że chciała go ostatecznie pokonać i sprawić mu ból.
- Nie rób tego więcej… – mówiła o lakonicznym podejściu do niej, jak do przeciwnika. Powinien się skupić na walce z nią, a nie na rozmowie. Szkoda, że w tym momencie Alexander rozpłakał się w wózku, a Shantae znalazła się przy nim w ciągu sekundy. Wzięła go na ręce i zaczęła kołysać w ramionach, nie chciała, aby płaczem zbudził bliźnięta, bo wtedy byłby Armagedon. Podeszła do Shizhiego i powitała go w końcu subtelnym uśmiechem, klepiąc lekko po ramieniu.
- Dobrze Cię widzieć. – powiedziała, gładząc plecy Aleca i przyglądając się Shi uważnie. – To jest Alec, syn Margaret i Finlay’a. – przedstawiła Czarownikowi chłopca, który zaczął wlepiać te swoje zielony oczy w nieznanego mu pana.
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-02-28, 22:00   Temat: Dziedziniec
Nie była w ogóle przekonana do tego treningu. Nie chodziło już nawet o to, że mogło się coś stać na oczach dzieci, a o to, że nie była pewna swoich możliwości. Teoretycznie coś trenowała, teoretycznie czuła się na siłach, ale nie była pewna czy nie wyszła z wprawy. Miesiące bez trenowania były ciężką sprawą, kondycja spadała i choć Shantae wzmacniała się runami, to nadal nie było to samo. Ciężko mówić o dobrej formie, jeśli przez dziewięć miesięcy niemal należało uważać na każdy swój krok. Mięśnie słabły, no, może poza nogami, bo jednak dźwiganie tego ciężaru było niemałym wyzwaniem. Nie zmieniało to jednak faktu, że do tego co było rok temu brakowało jej cholernie dużo. Nie miała zamiaru się poddawać, jeszcze trochę i dzieci też trzeba będzie szkolić, a Shantae musiała być do tego odpowiednio przygotowana.
W walce wręcz miała średnie szanse. Shantae nigdy nie była przekonana do mordobicia, wolała używać swojego wrodzonego sprytu i umiejętności walki bronią improwizowaną. O ile bicz był jej „konikiem”, radziła sobie też całkiem nieźle z innymi rzeczami i to zwyczajnie dawało jej solidną przewagę w trakcie walki. Wykorzystała te umiejętności wtedy na murach, kiedy poznała się z Jamesem. Widząc jednak serafickie ostrze w dłoni swojego męża, uśmiechnęła się pod nosem. Walczyli na takim samym poziomie ta bronią, oboje rewelacyjnie posługiwali się ostrzami, więc Whitelight wybrał tą „wyrównaną część”. Shantae również dobyła ostrza, które aktywowała. Teoretycznie powinni walczyć treningowymi mieczami, ale to nie oddawało w pełni uroku i intensywności walki. Miecz, który dzierżyła w dłoni był smukły, długi, jednoręczny. Pasował do niej idealnie.
- A co? Boisz się zrobić pierwszy krok? – spytała, przekręcając głowę w bok. Charakterystyczny błysk pojawił się w jej oczach, kiedy przybrała odpowiednią pozycję. Zrobiła krok w jego stronę, a później wycofała się. Zbliżyła się o kolejny krok, zmniejszając dystans między nimi. Mogła zrobić z nim wszystko, wykorzystać jego każdą słabość, bo znała go aż za dobrze. Ta walka nigdy nie będzie wyrównana, bo Shantae mogła grać bardzo… bardzo nieczysto. Kiedy była dość blisko wyprowadziła ostrzem cios od góry, jednocześnie próbując podciąć mu nogi i sprowadzić do parteru.
  Temat: Swatanie
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 2276
Wyświetleń: 28294

PostForum: Gry i zabawy   Wysłany: 2019-02-28, 20:16   Temat: Swatanie
No to Rain :D
  Temat: Dziedziniec
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1525

PostForum: Instytut York    Wysłany: 2019-02-28, 14:17   Temat: Dziedziniec
Wiosna nadchodziła wielkimi krokami, a początek marca był naprawdę piękny. Trzeba przyznać, że słońce dodawało energii i przywracało człowiekowi chęć do życia. Shantae może właśnie tego brakowało, ostatnie miesiące spędziła w ciemności i nie była zbyt szczęśliwa z tego powodu. Teraz częściej wychodziła, zabierając dzieciaki na spacery po pobliskim parku, wracała do sił, choć głównym powodem tego było zapewne pogodzenie się z Jamesem. Nie mogła dłużej znieść tego przykrego stanu, ale wszystko kierowało się ku dobremu.
James wyszedł z domu wcześnie rano, jego grafik znała bardzo dobrze, więc wiedziała kiedy kończy swoje obowiązki w pracy i będzie miał chwilę luzu. Po długim spacerze poszła prosto do Instytutu, mąż namawiał ją na tą wizytę, twierdząc, że ma dla niej jakąś niespodziankę. Shan miała na sobie czarne spodnie, dość obcisłe, wygodną bluzkę i skórzaną kurtkę. Prezentowała się całkiem dobrze i mrocznie, choć parę osób nazwało ją po drodze satanistką, która dzieci pewnie odda w gołdzie Diabłu, te starsze panie wyraźnie ją rozbawiły swoim durnym gadaniem. Do Instytutu dotarła około czternastej, dzieci właśnie posnęły.
- Trening? – spytała, słysząc słowa męża i uniosła brew ku górze. Ten to wpadał na coraz bardziej szalone pomysły. To ona pchała wózek przez prawie trzy godziny w ramach treningu, a on sobie jeszcze wymyślał… Zgodziła się jednak, w końcu co by mogło im zaszkodzić? – Nie w Sali, ja wybieram miejsce. – stwierdziła, kierując się z wózkiem w stronę dziedzińca. Kazała mężowi zostać z dziećmi, bo sama musiała się przebrać w odpowiedni strój. James pewnie nie był zadowolony widząc te obcasy na jej stopach, ale ona w końcu czuła się na tyle dobrze, żeby wrócić na wyżyny. Była przygotowana do walki, miała przy sobie swój bicz i to było wystarczającą bronią. Może i wojownikiem walki wręcz nie była rewelacyjnym, ale potrafiła improwizować i to bardzo dobrze. Włosy związała w luźny kucyk i spojrzała na niego uważnie. Nakreśliła sobie kilka run, zwiększającą szybkość, precyzję, siłę. James nie przerwał treningu na kilka miesięcy w przeciwieństwie do niej, dlatego Shan miała małe tyły. Zamierzała jednak wykorzystać swój spryt. Dziedziniec był odpowiednim miejsce, dużo przestrzeni, a dzieci mogły spać w wózkach w cieniu. Dlatego wybrała właśnie to miejsce, choć nie wiązały się z tym zbyt sympatyczne wspomnienia.
  Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 79

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-02-22, 20:50   Temat: #15 zapowiedziane wieczorne odwiedziny
Ostatnie dni, a raczej tygodnie były dla nich bardzo ciężkie. Shantae finalnie pogodziła się z mężem i sprawy zaczynało przybierać lepszy kształt, jednak… martwiła się o Finlay’a, o małego Alexandra, który nie chciał jeść i był markotny. Nawet metoda z swetrem Margaret przestawała działać, bo z każdym dniem wytracał on swój zapach. Zajmowała się trójką dzieci najlepiej jak potrafiła i choć była nieraz cholernie zmęczona, wiedziała, że nie może się poddać. Margaret uratowała jej męża, stając na drodze ostrzu, które rozpłatałoby jego ciało. Była jej to winna. Finlay był ich gościem tak samo jak mały Alec, chciała wesprzeć przyjaciela, oferując mu wszystko co najlepsze.
James był w pracy, sprawy w Instytucie się dłużyły, a chciał jeszcze zajrzeć do siostry. Nie miała nic przeciwko, z dziećmi bywało różnie, ale dawała sobie radę. Siedziała akurat w pokoju dzieci, kiedy Finlay przyszedł do ich domu. Theodor i Claire spali już w łóżeczkach, a mały Alec nie miał ochoty na sen, ciągle marudził, był markotny. Nie miała pojęcia czy coś poważnego mu się dzieje, czy to tęsknota za mamą. On jeden na pewno doskonale wiedział, że kobieta, która trzymała go teraz w rękach, nie jest jego mamą. Dziecko słyszało serce Margaret przez tyle miesięcy, choćby po tym rozpoznawało właśnie ją. Z chłopcem na rękach skierowała się do salonu i usiadła obok Finlay’a.
- Hej… – powiedziała cicho. – Nie martw się, już niedługo otworzy oczy… Na pewno. – szepnęła cicho, chcąc go jakoś pocieszyć. Co tak właściwie miała powiedzieć? Jak miała zareagować? Jak się zachować? – Chcesz go wziąć na ręce? – spytała, spoglądając na Aleca, który wbijał w ojca spojrzenie niebiesko zielonych oczu. Shan nawet obstawiała, że tęczówki małego chłopca całkiem zmienią kolor i w końcu stanął się zielone, jak oczy jego matki.
  Temat: #14 Happy Birthday
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 313

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-02-20, 19:36   Temat: #14 Happy Birthday
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: #14 Happy Birthday
Shantae Y. Whitelight

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 313

PostForum: James & Shantae Whitelight   Wysłany: 2019-02-20, 18:10   Temat: #14 Happy Birthday
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
Strona 1 z 43
Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 15