Yuu
To takie łatwe. Zanurz się w pracy po ostatnie końcówki włosów, chwyć palcami spoczywające na dnie kamienie, przywiąż się do rafy, aby nie daj Królowo wychylić głowę poza powierzchnię toni realizmu. Otul się w miękkich prądach stałych wód obowiązków, pozwól, by słodkie zmęczenie zmusiło do ułożenia skonanej głowy na miękkich piaskach łoża jezior. To zabawne jak bardzo byli podobni. On nie chciał myśleć o Niej, o mamie, bracie, rodzie, karze, wiszącej nad głową niczym gilotyna, oczekująca na przecięcie liny przez wytrawnego kata. Znalazł swe schronienie w księgach, przypowieściach, historiach, pogłoskach i marzeniach lepszej przyszłości. Ona natomiast lata temu odkryła największe z powołań — dar kradzieży życia Tej, która przekraczała setki razy dziennie rzeki Charona, wydłużając życia tym, co przegrali ruletkę z losem. Dlatego uśmiechnął się szeroko na subtelną prowokację, przychylając niewidzialnego kapelusza.
-Sądzisz, że ładnie mi będzie w spódnicy pielęgniarki? - brwi poruszyły się w droczącym się geście, a rozmarzone paczałki pomknęły w stronę filmów, które podobno dzieci znać nie powinny. Mówimy tu naturalnie o jelonku Bambi (a może to było lwiątko?). Niczym wygłodniała pijawka kradł światło czarownicy, słodką aurę .. tej prostej dobroci, ciepła, bezpieczeństwa, które niegdyś czuł wyłącznie pośród rodzinnych lotosów, świergotu carskich słowików i zapachu orientalnej roślinności. Pławił się w tym uczuciu, brodząc uparcie w głębsze tonie wiedźmowskiej empatii, zdobywając upragniony na krótką chwilę spokój.
-Co wówczas czułaś? - zapytał ciekawsko, wpijając na nowo szare źrenice w damę nad nim. To tak.. abstrakcyjne, aby ktoś o charakterze największej z gwiazd dał porwać się instynktom swej matki. Może to on długi czas miał spaczone spojrzenie, tak bardzo nieadekwatne — toż to było dziecię demonicy, to oczywiste, iż posiadała w swym wnętrzu również tak podatną ziemię na ziarna zła, sianego na nieskazitelną duszę. A jednak całym swym istnieniem Oktober utwierdzała go w przekonaniu, że nie — pomimo swych korzeni, historii, przekleństwa, zachęcającego cichymi podszeptami, by czynić najgorsze zło, wyszła z batalii zwycięsko, poświęcając długie lata żywota na ratowaniu dusz zamiast skazywaniu na potępienie w kolejnych kręgach piekielnych.
-Wilki.. są niesamowicie wyczulone na każdą emocję, która tli się wewnątrz nas. Ów Dziecię Księżyca byłoby zwyczajnie głupie, gdyby nie dostrzegło, co Tobą dyktowało. Toż każdy, kto spojrzał na Ciebie chociaż raz, wiedziałby, że gdyby nie ów klątwa, uratowałabyś wszystkie zagrożone Jednorożce z ziem Jasnej krainy Faerie. - fuknął obruszony, bo jak rozumiał motywy czarownicy, tak uparcie będzie trzymał się swojej teorii do samej śmierci. Oktober była jedną z tych, którą wpuścił do drżącego serduszka, to i zasługiwała na ten kredyt zaufania oraz olbrzymiego marginesu błędu.
Potarł nieporadnie kark, próbując skleić chaos Kropelką.
-Tak. Nie. Nie wiem. Powinienem. - zaczął krzywo, a dłonie poszukiwały "czegoś", by zająć się w ramach odreagowania stresu. Pech padł na rąbek sukienki wiedźmy, którą zaczął skubać, lekko skręcać, naprostowywać i tak w kółko. -Osoba odpowiedzialna za bałagan sama jest w ciemnym miejscu, nie jestem pewien, czy dźwignęłaby coś ponad proste funkcje życiowe. - nie ufał tamtej Nefilim. Nie po tym wszystkim, co ich spotkało. Może gdyby ich losy nie splotły się tak głupio, banalnie, niczym z najgorszego sortu fanowskich fanficków, to kto wie? Prawdopodobnie wówczas dałby radę spojrzeć ponad własny dumny czubek własnego nosa, przyjrzeć się ciemni jej duszy i wyciągnąć ufnie rękę, wierząc, iż chociaż na ten jeden moment zjednoczą się we wspólnej walce o lepszą przyszłość? Trywialne? Bardzo. Jednakże jeszcze bardziej prawdziwe. -Ja.. chcę wrócić na jakiś czas do domu, spróbować odzyskać moje miejsce w znanym mi szeregu, może wyrazić szczere przeprosiny za wszystkie krzywdy, jakie przeze mnie ród Shimizu doświadczył. Prawdę mówiąc.. nawet nie wiem, czy wrócę, w jakim stanie, jako kto. Obecne badania prowadzi grono czarowników, więc oni raczej są lepszym już ode mnie źródłem informacji — na razie prowadzą politykę kontaktowania się ze mną w ostateczności, co tak między nami szczerze doceniam. Wiem, że pewnie odkryją rzeczy, które planowałem zabrać do grobu. Wiem, że mogą mnie zawieść. Wiem, że dałem im zagwozdkę, na którą raczej nie byli przygotowani. I wiem, że to wszytko może nie wypalić — ale niech mi Anioł uwierzy, gdy mówię, iż prędzej zginę, aniżeli poddam się, nim Pani Domu otworzy swe oczy. - cicha determinacja, cienki płomyk uporu. -Przepraszam, mówię dziś za dużo, ale no jeśli nie Tobie, to komu? - ciche poczucie samotności, odosobnienia wdziera się na chwilę, dokładając kolejną emocję na budowane w izolacji cegiełki. -Odnosząc się jednak merytorycznie do pytania: moją winą było wystawienie życzącej na pośmiewisko. Pozostawiłem ją na ślubnym kobiercu zaraz przed złożeniem małżeńskiej przysięgi. Nie potrafiłem.. nie potrafiłem obiecać jej siebie, nie przed Aniołem. Jak mógłbym, gdy taiłem przed nimi wszystkimi jedną z oczywistych prawd? W afekcie zamknęła mnie w iluzji błędnego koła, dzień w dzień przeżywałem kolejne godziny naszego ślubu, a w swym uporze odmawiałem, by chociaż raz spojrzeć na całą tę sytuację jej oczyma. Powinienem. A jednak głowę miałem kompletnie gdzie indziej, wbijając kolejne szpile winy we własne sumienie. Efektem.. Pani Shimizu zasnęła, jako ta, która podarowała mi wszystko, włącznie z darem życia. - nabrał głośno powietrza, huk opadającego ciężkiego gorsetu rozniósł się po idylli yorkowskiego parku.
Yuu
Runy: stałe +Heightened Speed [4/4]
Link do stat: Klik

Jebać kurwy, niewychowanie, gówniarzy, antychrystów i gwałcicieli. Ale na jedno określenie żyłka na skroni drgnęła w gniewie, puszczając wrednej babie spojrzenie przez ramię.
-SAMA JESTEŚ MAŁA, STARUCHO JEDNA. - fuknął oburzony, pędząc dalej w najlepsze. On się na niej kiedyś zemści. Karaluchy do mieszkania wpuści. Albo pająki. Albo oba na raz. Ewentualnie poprosi wampiry, aby ją wystraszyły iście na zawał. Nie będzie go od karłów tysiąclecia, co to stołu nie sięgają, wyzywać!
Zmrużył oczy na gniazdko — bądź co bądź było czego zazdrościć. Aż czuło się tę miękkość materiału, a mięśnie nuciły radosną melodię wyzwolenia od stresu oraz czystej błogości. Ambitny plan zaczął wić się w szarowłosej głowie — zabierze całe leże ze sobą w ramach zadośćuczynienia za straty moralne, emocjonalne, patriotyczne i jakieś tam jeszcze.
Chłopak uniósł dłonie w geście poddania, stawiając ostrożnie pierwsze dwa kroki w stronę jakże agresywnej koali. Bał się jej niemiłosiernie. Mhm. Mama mu świadkiem. Przykucnął, a z kieszeni wyciągnął paczkę rozpakowanych już smakowitych żelek, które miał pod ręką, wysypał kilka na dłoń, ufnie wystawiając w stronę złośliwego złodzieja. Szare paczałki niewinnie wpatrywały się w pyszczek potworka, obserwując. Uśmiech aniołka rozjaśnił buziaczka łowcy, a sam Azjata grzecznie czekał — co dalej zrobi kradziej?

Obrażenia: lewa łapka robi aua x2 w okolicy nadgarstka.
Yuu
Runy: stałe +Heightened Speed [3/4]
Link do stat: Klik


Teścik

Houshin już nawet nie wiedział, czy wszystkie skrywane we wnętrzach cegieł, asfaltu, ścian budynków oni się na niego uwzięły, ale przy próbie dalszego bawienia się w akrobatę docisnął mocniej bolący nadgarstek. Choć gruby jako tako nie był, tak czuł, jak coś przestawiło się nieprzyjemnie, dokładając do poprzedniej kontuzji. Jedynie mógł dziękować niebiosom, że ręka nie zawiodła go na tyle, by wylądować brodą na tamtym cholernym pickupie, bo to już groziło śmiechem na dzielni głośniejszym aniżeli tego bezczelnego pomiotu demonicznego.
Chłopak widział, że dystans między nimi się zwiększa i nie podobało mu się to ani trochę. Dlatego na dużym speedzie narysował na wolnej przestrzeni runy Iratze na bolący nadgarstek oraz zwinności, aby nie spierdolić się dodatkowo z dachu przy kolejnym ruchu. Chłopak nie miał czasu czekać aż moherek zdobędzie swój szczyt schodów, dlatego korzystając, że prędzej czy później wejdzie na półpiętro, zamierzał pchnąć kobietę w róg ścian i kicać dalej w górę za małym złodziejem. Jednocześnie nasłuchiwał i obserwował, czy żadne z drzwi nie było w międzyczasie otwarte, gdyż wtedy chłopak faktycznie planował robić rewizję mieszkania — powód ów zabiegu znajdzie się.. później.


Obrażenia: lewa łapka robi aua x2 w okolicy nadgarstka
Yuu
Aby z jej winy świat zapłonął, dwoje mężczyzn musiałoby obdarzyć ją zaborczym afektem — może wówczas męski testosteron stanowiłby przysłowiową oliwę, pośród słupów ognia powiewałyby sztandary z najpotężniejszymi wzorami odstraszającymi wroga za pomocą fantastycznych bestii, strasznych zwierząt, czy charakterystycznych zamków, a ryk wzniesionych armii wyły z uciechy na przyszłą bitwę. W końcu historia znała niejeden taki przypadek, czyż nie?
-Od kiedy czyjeś troski są wyżej lub niżej od jednostki obok? – mówiąc to, złapał nosek Oktober w dwa palce, ciągnąć delikatnie. W jakimś stopniu odwzorował gest Haru, gdy Houshin jako młody szczeniak mówił coś nader głupiego, a wystarczyło czasem wyprostować z lekka spaczone spojrzenie. –Ja mogę mieć swoje problemy, Ty własne, ale czyż nie od tego jesteśmy, aby dawać sobie nawzajem wsparcie, nawet jeśli czasem nie udaje nam się znaleźć stosownego rozwiązania? – słodkie założenie, że zawsze znajomi pomogą, byłoby naiwne lub zbyt optymistyczne, jednakże czasem.. czasem właśnie wystarczyło, żeby nie zostać odtrąconym, poczuć dotyk drobniejszej dłoni na ramieniu, poczuć ciepło objęcia, gdy bezsilność zaciskała kleszcze wokół wrażliwych organów.
Słuchał w osłupieniu o klątwie, a szare paczęta próbowały sobie wyobrazić czarownicę rzucającą wilkiem o budynek. No dobra, widział – toż sam nieraz był celem Shiza, gdy był nader upierdliwy z najdziwniejszymi pytaniami o sens danego ćwiczenia.
-Toż nawet z Ciebie nie byłoby jednej dobrej zupy. Jesteś chuda jak kościotrup, a jak wszyscy wiemy, wilki preferują mięsko. – a to, że zjarałby wilka do ostatnich gramów popiołu za tknięcie Oktoberka z grzeczności przemilczał, toż to było oczywiste. Czarownica była jego ulubionym celem do drobnych prztyczków w nos, odskocznią i promyczkiem podczas zaćmienia. A jaki osobnik chciałby pozbyć się oświetlenia, jeżeli może dołożyć wszelkich starań, aby ów dar jedynie z czasem rozszerzał się na dodatkowe jednostki? –A tak na boku – wybacz wścibskość, jeżeli nie chcesz, to nie odpowiadaj. Masz może pomysł, kto rzucił ów klątwę na skrzynkę? Chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej od właściciela. – i pyk, kolejna idea zaczęła kicać z radością baranków przez płotki, chociaż na chwilę obecną znajdywała się na szarusieńkim końcu pomysłów dzisiaj.
-Jedynie serduszko złamane. Uleczysz? – spytał zawadiacko, w końcu spotkał się z naczelnym medykiem oraz ekspertką w składaniu czegoś, co raz zostało zniszczone, prawda? A skoro tak, korzystał z okazji, nawet jeśli na krótką chwilę.
Zamyślił się nad słowami wiedźmy, ważąc kolejne, co miały paść z jego warg. Ciężka szala decyzji wahała się to z jednej to z drugiej strony, a szczęk uderzanego metalu niósł się po upartej łepetynie. Zęby zagryzły dolną wargę, a niepewne spojrzenie wwiercało go w ciepły żwir.
-Powiem Ci tak: w międzyczasie wymieniłem korespondencję ze stacjonującym tam czarownikiem – ogólnie jest.. ciężko. Wina leży prawdopodobnie po dwóch stronach, a ów śpiąca łowczyni oberwała rykoszetem z .. mojej winy? – ostatnie dwa słowa padły cicho, niemalże szept, a połączenie spojrzeń zostało przerwane, gdy chłopak spuścił głowę w żalu. Dławiąca go hańba z każdą sekundą pogrążała go w żółci, a dłonie zaciskały się mimowolnie w pięści, by równie szybko pozostawić ślad paznokci po wewnętrznej stronie. Sylwetka spięła się niemiłosiernie, choć organizm brał głębokie hausty powietrza, aby zbalansować ból duszy. Moja wina. Tyle razy powtarzał to sobie w dzikiej głuszy, tym razem mając widownię, brzmiało to iście obco nawet w jego uszach. Głowa na nowo unosi się, chociaż rozżalenie przepływa w rozemocjonowanych źrenicach. Ojciec mówił mu wielokrotnie, iż dziedzice mieli obowiązek domykać sprawy do końca, toteż.. usta na nowo rozsupłały się, wylewając kolejne informacje.
-Łowczyni z rodu Shimizu jest uśpiona z mojej winy. Może to nie ja wypowiedziałem życzenie do dżina, ale to ja sprawiłem, iż ono padło. Zrobiłem coś … niewybaczalnego, skrzywdziłem osobę życzącą, efektem czego zraniona jednostka w złości skierowała swój gniew na mnie. Jak sama wiesz, w takich transakcjach stron jest przynajmniej trzy. Osoba życząca, przeklęta i rykoszet. Wówczas nie myślałem o tym ani trochę, po prostu pod wpływem emocji zachowałem się szczeniacko, zbyt emocjonalnie, a Pani Domu oberwała, gdyż jest mi wyjątkowo bliska. Dlatego no jestem w tej chwili zdesperowany, aby zapłacić każdą cenę, jeżeli tylko ona się obudzi, wiesz? – potok szybkich słów płynie z malinowych warg, a klatka unosi się z prędkością konia w galopie. –Po prostu chcę ją z powrotem. – łowca z ostatnimi słowami kurczy się, a ton przypomina bardziej zagubionego chłopca, szukającego swojej mamy pośród tłumu w godzinach szczytu.
Yuu
Czy aby na pewno nie witała śmierci? Niczym zastraszone zwierzątko pomykała między skrajnościami, w jednym momencie wystawiając rękę prosto w ogień, sycząc, grożąc, pragnąc złamać rękę za nieodpowiedni ruch. Potem widział ją zażenowaną, zapłakaną, niepewną. W ostatniej odsłonie ujrzał prawdziwą chińską córę — grzeczną, oddaną, milutką dla swego przyszłego męża, cichą, kiedyś powiedziałby idealnie .. azjatycką. Z nim wysyłała sprzeczne hasła, jakby próbowała odpowiednio dobrać zacisk na barokowym gorsecie, raz po raz poluźniając odrobinę, aż w końcu ktoś ze zwykłej złośliwości zaciśnie na nowo wiązadła na tyle, że żebra nie będą miały nawet grama miejsca do złapania życiodajnego oddechu. Czy tego nie nazwiemy śmiercią? Tego momentu, gdy drobne stopy kierują się niepewnie w stronę olbrzymiego lustra, stają przed nim, a oczy walczą z głęboko zakorzenioną skromnością, by ocenić tę jednostkę przed samą sobą? Mija sekunda, może trzy. Czarne źrenice zostają odkryte spod warstwy powiek, a głowa unosi się, ważąc się na jakże narcystyczną ocenę daru natury .. tylko dlaczego widać tam ledwie kontur? To osoba, przedmiot, drzewo, cień? A może wyłącznie zmęczony umysł podpowiadał miraż czegoś, co powinien zobaczyć? Coś niczym jedna z tych satanistycznych książek zachodu podpowiadała o chłopcu, który po drugiej stronie dostrzegał coś, czego pragnęło wyłącznie jego serce, a przeczyła okrutna rzeczywistość. Kogo tam widziałaś? Gdyż on dostrzegał wyłącznie kościotrupa przyozdobionego jedwabiem oraz purpurą. Osoba przed nim zatraciła siatkę żył, oczy wypadły ze swej klatki w czaszce, a ostatnie skrawki skóry pożarły już cmentarne hieny.
-Ze mną? Tyle razy próbowano na siłę poskładać swój obrazek na mój temat, to może czas udowodnić, że sianie plotek po Instytucie miało jakikolwiek sens poza narażeniem mojego brata na ostracyzm rodu? – syk odpowiada na prychnięcie, a palce zaciskają się mocniej, zabielając knykcie. Chciał być jak wielu długowiecznych – zimny, stonowany, opanowany, z pokerową miną, z tym uśmiechem i iskrą w oku, zwiastującą najokrutniejszy mord, jeśli nieodpowiedzialnie przekroczysz ich drogę. Łapiących za magię, oręż, brudy, skrywane tuż pod cieniutką warstewką kołnierza. A jednak kwestia Haru warzyła mu krew w żyłach, zachęcała do podejmowania najgłupszych decyzji, a śpiew przeskakujących stawów szyjnych zapowiadał proste, łatwe, jakże niewymagające mordobicie.
-To spójrz do cholery na siebie! Zachowujesz się dziwnie, irracjonalnie, biegasz mi wpierw spojrzeniem wszędzie tylko nie na mnie, a potem znowu pyskujesz jak gdyby nigdy nic! A zresztą.. – Miękki zeskok przy kooperacji z funkcjonującą runą, dłoń poprawia znajdujący się na ramieniu plecak. –Może Haru zrozumie, bo ja zwyczajnie nie potrafię i chyba w obecnej chwili nawet nie chcę. Powinienem z naszej dwójki być mądrzejszy, ustąpić, zamknąć sprawę po pierwszym wybuchu, a jednak nie jestem do tego na chwilę obecną zdolny. Oddaj proszę pierścień i rozejdźmy się w pokoju. – rysy łagodnieją, miękną, zatracają swą hardość, choć ubrania nadal zakrywają napiętą sylwetkę. Wyciąga w jej stronę prawą otwartą dłoń, oczekując na małe zawiniątko.
-Powodzenia, Wang-san. – ciche mruknięcie, oczy na nowo zawisły na Chince, by po raz ostatni pożegnać się.. z ideą? Snem, jawą, panią snów i właścicielką niegdyś klucza labiryntu. Ciężki bluszcz jeszcze do niedawna spoczywający swobodnie na wysokich ścianach budowli nabrał życia, by zacząć się wić w stronę niechcianego intruza, aby wypchnąć go na dobre, a wejście zarośnie nieprzebytą roślinnością.
Yuu
Runy: stałe +Heightened Speed [2/4]
Link do stat: Klik


Czy dostanie w łapkę?

Zabrakło tam do ulubionych skrótów BORu rozwalającego swoje auta regularnie na prostej drodze - ale si, nic tak dobrze nie dorzuca wiatru w żagle jak bezczelna kradzież czegoś, co mu się zwyczajnie należało. Niemal tak samo jak pięć stów na kolejne nefilątko, tyle samo na gofry w Wejcherowie lub trzysta za posiadanie żony o kształcie świni (a może to na krowy było?).
-TYLKO NIE EKLERKI! - rozpaczliwy krzyk niesie się echem po ścianach alejki, a łydki kosztem potencjalnych zakwasów próbują wymusić zwiększenie tempa, aby zmniejszyć dystans między łowcą i upierdliwym złodziejem. Tylko co z tego skoro przy okazji oko nie wychwyciło na czas tej upierdliwej pokrywy? Ból roznosi się po nadgarstku, a chłopak z przyzwyczajenia próbuje "strzepnąć" obrażenie, sycząc cicho, a głowa robiła się naprawdę iście kreatywna od przeróżnych przekleństw. Azjata opada w miarę miękko na ugiętych nogach, chcąc się puścić w dalszy pościg. Kolejną przeszkodę planował jakże nudno "przeskoczyć", próbując potraktować tyłującego Forda jak skrzynię, więc korzystając z pędu, dłonie mocno odbijały się o górną klapę od bagażnika, wbiec na auto, a następnie na bocznych zabezpieczeniach wdrapać się na dach, a następnie zeskoczyć z maski na dół.
W biegu przez ramię rzucił tylko idiocie "uważaj, policja, złodziej", a ofiara losu pomykała niczym łania w prawo, szukając przyszłych rękawiczek.

Obrażenia: lewa łapka robi aua w okolicy nadgarstka
Yuu
-Nie przejmuj się, dawno temu i nieprawda. Sprawa została załatwiona z drugą czarownicą, więc koniec końców wszystko potoczyło się zgodnie z oczekiwaniami, a dzieciątka Demonów otrzymały stosowne informacje. – lekki uśmiech kwitnie w kącikach warg, chociaż oczęta mrużą się na widok ginącej iskierki. –Jak to zaginął? Coś się stało w międzyczasie? Nie, żebym nie stwierdzał oczywistości, ale zawsze znajdzie drogę z powrotem do Ciebie, wiesz o tym, prawda? – pobyt na ziemiach angielskich z każdym dniem przypominał mu, aby zachowywać się na miarę japońskiego dziecka: nie interesuj się, nie wtykaj noska, nie wpychaj paluszków między drzwi. A jednak ów zaginiony blask z tęczówek czarownicy niepokoił, wprowadzając taką jedną wredną mrówkę zaraz pod pierwszą warstewkę skóry. Milovana chyba nigdy nie poznał, ale podobno nikogo nie zaboli, jak zasięgnie języka tu i ówdzie? Kolorowa karteczka przykleiła się do tablicy pełnej zadań do wykonania, poczynając od tych prozaicznych jak pilnowanie, aby biegał codziennie przez obserwowanie lokalnej watahy, a na odkłaczeniu brata kończąc. Gdy czarownica podpierała z jego nóg kolejne niezapominajki, skorzystał z okazji, by nakryć dłoń dziewczyny własną, zaciskając palce w krzepiącym geście -Jak będziesz potrzebowała się komuś wygadać, napisz do mnie. Jestem dosłownie na odległość przysłowiowej strzałki. – mruknął cicho, a chwilowa niewola ręki wiedźmy zakończyła się równie szybko, co i nastała. Swoje powiedział, a co z tego się urodzi, jedynie Anioł raczy wiedzieć.
-Kwiatuszku Ty mój w wianuszku, zapominasz, że nie wszyscy są nią obdarzeni. – szczery, niepohamowany śmiech niesie się pośród cząsteczek powietrza, odpowiadając na wiatr, nucącego swą melodię pośród liści drzew. –Chyba że próbujesz subtelnie zasugerować, że w każdej medycznej sytuacji powinienem lecieć do Ciebie na złamanie karku? - unosi rozbawiony brew, a łowca z grzeczności powstrzymuje się, przed co bardziej złośliwym komentarzem. Oktoberkowi się nie dokucza w zły sposób, ale zawsze można w ten dobry, czyż nie? Mina mu jednak z lekka sczezła, a szare neurony próbowały połączyć hasła na linii Oktoberek – mord – wilkołak. To chyba nie będzie zaskoczeniem, jeżeli łowca przyzna, iż szło mu to z lekka topornie?
-Jak rozumiem w sensie metaforycznym? Za co? Próbował Ci podebrać świeżo upieczony obiad? A może otwarcie stwierdził, że nie planuje Ci oddać jednej z ulubionych książek? Sam nieraz mam ochotę takiemu głowę ściąć wałkiem. – prychnął oburzony, a w pamięci przewijało mu się przynajmniej kilka osób, które go w ten sposób skroiły. Niby nie powinien mieć żalu, mimo wszystko wiercił się niemożliwie po tym globie, może ktoś chciał mu zwrócić zgubę, tylko do tego czasu Azjata ruszył dalej, psując kolejny fragment ziemi własnymi krokami? Jednak jak to mówią na wschodzie, karma to suka, więc jeżeli ktoś dopuścił się świadomie kradzieży, to prędzej czy później los zemści się w najmniej oczekiwanym momencie.
Z dumą obserwował rodzący się artystyczny twór, ale to, czego nie przewidział, to fakt, iż ów cudo wyląduje na jego własnych niesfornych kosmykach. Dłoń mimowolnie powędrowała ku misternie zaplecionym łodyżkom, delikatnie przesuwając palcami. Wyszczerzył się, a nos zadarł do góry, niewerbalnie chwaląc się podarkiem. I ten status by się utrzymał, gdyby nie to, iż na kolejne słowa wiedźmy wpierw nogi zaprzestały radosnego majtania zza oparcia, aby zamrzeć w miejscu, oczy rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów, a usta otworzyły, tworząc zgrabne „o”. Oups! Wtopił. Równo. Zapominając o swoim obecnym położeniu, zerwał się z miejsca, a poczucie balansu zawiodło go, kulturalnie zwalając z ławki na żwirową ścieżkę. Nieszczęśliwe „au” zabrzmiało tuż przy nogach wiedźmy, a Azjata podniósł się, aby usiąść po turecku naprzeciwko Oktober, pozostając na ciepłym od słońca żwirze. Uśmiechnął się chytrze na perlisty kobiecy śmiech, a usta wykrzywiły się ku dołowi, a cała sylwetka przyjęła pozę zbitego psa.
-A nawet jeśli taki miałem zamiar? Zaplatając je w wianek i oddając z powrotem do mnie.. czyżbyś wzgardziła moim płomiennym uczuciem, jakim Cię od miesięcy darzę? Nigdy nie spodziewałem się, że dostanę tak brutalnie kosza! – Pochyla głowę, a ramiona zaczynają drżeć, nie będąc w stanie utrzymać zbyt długo dziejącego się patosu. Odczekuje kilka sekund, dając sytuacji wsiąknąć, a dopiero wówczas zaczyna się śmiać całym sobą, a łzy rozbawienia ciekną po rumianych policzkach. Huncwocki uśmiech bije po oczach, a figura u Twych stóp rozluźnia się, czerpiąc niemą frajdę z mini zemsty, ot stworzonej na potrzebę chwili. Poprawił odrobinę zdobyczny wianek, a przedramiona oparł o kolana Oktober.
-Pamiętasz, jak Ci mówiłem, że pochodzę z Azji? Cóż, ród, do którego mam olbrzymi sentyment poinformował mnie, że jedna z ich członkiń zapadła w śpiączkę. Ta łowczyni… zrobiła dla mnie wiele dobrego, więc wziąłem sobie za punkt honoru, aby znaleźć jakieś rozwiązanie ich problemu. Jakiś miesiąc temu zwołałem spotkanie z dwiema wróżkami oraz gronem czarowników, którym powiedziałem tyle samo, co zaraz Tobie. Kobieta pochodzi z rodu Shimizu, padła ofiarą karmy, a w całą sprawę zostały zaangażowane jeszcze dwie jednostki, gdzie jedna z nich skorzystała z usług dżina. Do niej za bardzo dostępu nie ma, więc wszelkie rozwiązania mogą iść na razie wyłącznie w teorii. Nie wiem jednak na jakim etapie prac na razie są, ale no .. chyba nie jestem w miejscu, aby odmówić czyjejkolwiek pomocy. Naturalnie zapłata przewidziana, o to się martwić nie musisz. – odparł cicho, a głowa układa się na przedramionach. Smutny uśmiech odpowiada na nieustanne spojrzenie czarownicy, a z ust wypuszcza powietrze. Ot to cała historyja.
Yuu
Runy: stałe +Heightened Speed [1/4]
Link do stat: klik


Nikt nie będzie miał tak dobrej motywacji, jak osoba okradziona. W myślach łowca przeklinał wszystkie wróżki, które pełzały na tym globie, bo na litość Anioła, ile koali mogło się błąkać po ulicach Yorku?! On rozumie – biedne futrzaki straciły dom w pożarze, głodowały, pewnie niejednemu zwierzakowi osmolił się ogonek, czy tam któreś uszko. Ba, gdyby to od niego zależało, to popłynąłby wpław do Australii, aby zbudować im jakieś schronienie, bo w końcu czemu nie? Jednakże jego empatia kończyła się tam, gdzie mały cholerny worek tłuszczu postanowił zakosić mu sporą część wypłaty w łakociach.
Szare oczęta pozostawiały utkwione bardziej na paczce aniżeli złodzieju, bo na kij mu koala, jeżeli będzie w stanie odzyskać kremowy majątek? Z lekka się dziwił jedynie samej prędkości zwierzątka, bo czyż na runie nie powinien jej już dawno prześcignąć? Niby te wszystkie GMO, ale no żeby futrzaki chemią truć? Niezbadane są wyroki Podziemia.
Widząc lecący w jego stronę śmietnik, postanowił je uniknąć poprzez kicnięcie wystarczająco wysoko po ścianie stosując podstawowe tricki parkura. Dodatkowo dostrzegając dwa kolejne, planował wykorzystać infrastrukturę miejscóweczki: np. schody awaryjne czy rusztowania do zejścia z linii "ognia".
Jak nie ma, to zrobi sobie z jednego śmietnika trampolinę z metalowych częsci (no bo przyps wpaść w dżunglę zepsutych jajek i podkiśniętego mleka, nje?), nie spuszczając wzroku z nieszczęsnej tchórzofretki.
Yuu
Nikt Ci nigdy nie mówił, że w sytuacji, gdy kobieta bawi się swoimi kosmykami, sygnał jest wyłącznie jeden i bardzo mało subtelny? Łowca wiedział, znał pośrednią mowę ciała kobiet, wyłapywał niewerbalne hasła, zachęcające do podłapania piłeczki, zamykając kolejne potencjalne ścieżki. Niby Sena mogła się zasłaniać nieświadomością, toż była młodziutka i przecież niewinna niczym demony z dna ostatniego kręgu piekielnego, ale no Azjata swoje widział. Ten krok po linii prostej na cholernych szpilkach podkreślających krągłe biodra oraz jędrne pośladki podsycone co złośliwszymi uśmiechami, puszczane oczka, poprawianie nóg pod stołem boleśnie powolnym ruchem. To wszystko niczym drogowskazy prowadziły go ku mecie, tylko... z lekka się dziwił. Czyż Sena nie była zajęta? Jasne — jego nie interesował nigdy status panien, z którymi sypiał, równie dobrze mogła być jednodniową wdową, jednakże ilość otrzymywanych zielonych świateł na tej jakże prostej autostradzie dość zgrabnie przewyższała zdrowy rozsądek oraz potencjalnie zadziorny charakter. Toteż odkaszlnął na nowo, a mokra od potu dłoń, powędrowała na materiał ciemnych jeansów.
-A możliwe, swego czasu więcej wolnego spędzałem na zewnątrz na łonie natury, więc przy ostatnich regularnych wypadach do klubów mogłem już zwyczajnie przegrzać organizm. - jeżeli "więcej wolnego" można nazwać życiem koczownika pośród watah w towarzystwie rozłożystych dębów, klonów i kasztanów w ciągu pięciu lat. W trakcie jego wędrówki sporo zdążył się nauczyć — rozpalania ognia, rozpoznawania roślin, znajdywania drogi do szałasu, czytania pogody na podstawie zachmurzenia nieboskłonu. To podczas tych dziesiątek godzin w podróży, uczył się odpowiedniego formowania konserwatywnych poglądów, rozwijał retorykę, ale także przyswoił sztukę zatykania dzioba żelkami, gdy co bardziej dosadne słowa cisnęły się na wargi nieproszone. Nauczył się dobierać walki, przeciwników, areny oraz dostosowywał widownię do widowiska. Sena.. choć słodka, urocza i niewątpliwie pełna powabu, tak brakowało jej lat spędzonych pośród braci, sióstr, kuzynów, mentorów, opiekunów. Prosty nefilemski kodeks, wrodzone uprzedzenia, wyrobione spojrzenie, bazujące na korzeniach rodu. Wówczas nie byłoby nieporozumień, dociekań, wyjaśniających tez, gdyż dla obu stron byłoby to zwyczajnie oczywiste.
-A jak sądzisz, co na przykład z tymi, co straciliby którąś kończynę? Czy wspomogłoby to regenerację? Lub ze zniszczonym zmysłem słuchu za dziecka, bądź bliznami, które mają już lata? - szył, testował, wyrzucał z siebie kolejne pomysły, zapełniając białe plamy, kolejnymi zapiskami, podsuwanymi przez Senę. -Czy to wymagałoby jednej długo trwającej sesji, a może rozbicia na kilka mniejszych? Poza tym.. czy jeśli znalazłbym kogoś, kto również posiada złote skrzydła tak jak Ty, czy wówczas siła podwoiłaby się? - Yuu był teraz trochę jak Ci młodzi uczniowie z klas podstawówki, którym dano rozwiązanie wraz z trzema niewiadomymi. Żadnych zasad, wymagań czy pracy na konkretnych zbiorach — ot miała Ci wyjść liczba dziesięć.
-A co do moich badań.. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy wampiryzm da radę cofnąć do stanu sprzed przemiany. Bo mimo wszystko... to rzekomo choroba. Część z chodzących Dzieci Nocy miała swoje przekonania, sztywne morale, rodziny, które odebrano im wraz z ugryzieniem. - ponoć w każdym kłamstwie należało zasiać ziarno prawdy, aby ciężej szło odsiać od tworzonej ułudy. A powtarzane kilkadziesiąt razy sprawia, że ton, miękkość głosu, dobrane słownictwo i “szczera” troska o Pijafki rozpogadzało twarz, dolewając cieniutką warstewkę emocji do szarych tęczówek.
Yuu
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Yuu
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Yuu
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Yuu
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Yuu
-Ah, Octavia. Chyba nawet miałem okazję ją poznać jakieś trzy miesiące temu? Była w kawiarni Pani Dżin, podrzuciłem jej część naszych danych. Jednak jak rozumiem, musiała się mocno wkręcić w temat, skoro to dopiero White puściła informacje dalej. - jakiś niesmak pozostał mu w ustach po tamtym spotkaniu, ale skoro wspierała Oktober przy chorych... cóż, ciężkie czasy nastały, nie każdy brał do siebie aż tak dosadnie, a sam wiedział po sobie, iż na sali medycznej naprawdę szło się zakręcić, gdy na przeciwnej szali znajdywało się ludzkie życie. -Może i przeżyłaś wiele wojen, ale nie utraciłaś dziecięcej niewinności. Jakim cudem do tego doszło, to nadal nie wiem. - parsknął cicho, mimowolnie wbijając szpileczkę. To nie do końca tak, że robił to czysto złośliwie — co to, to nie! Jednak naiwność czarownicy jakby przeczyła zeznaniom ofiar wojen, stawała okoniem co bestialskich zachowań oraz zwyczajowego zabij lub giń. A jednak długowieczna nadal uśmiechała się szeroko, ufnie podawała swą dłoń, jakby zapominała, że zarówno przodkowie łowcy, jak i przyszli potomkowie powtórzą odwieczne spory o władzę, w których na nowo wiedźma będzie zmuszona wziąć udział.
-I tak się będę martwić. To chyba płynie głębiej w moim DNA, niż japońska kultura. - burknął cicho, a gdzieś w głowie tłukła się myśl, by zemścić się na Oktoberku, sprawdzając, na których żebrach miała łaskotki. Ale to za chwilę! On sobie to po prostu zapamięta i odbije w najmniej oczekiwanym przez nią momencie. -Po prostu napisz następnych razem, może nie przeprowadzę operacji na mózgu samodzielnie, ale przydam się w inny sposób. Po tylu latach mam już doświadczenie w wielozadaniowości, więc dorzucenie jeszcze jednego nie będzie stanowiło jakiegoś problemu. - Tak to z tymi maluchami bywało. Masz problem? To Ci pomogę, choćby ziemia miała się pode mną zawalić. W drugą stronę tak to łatwo jednak nie działało, jedno drugiemu nie chciało przeszkadzać, “dając sobie na razie radę”. -I .. uhm.. chyba ... będę potrzebował pomocy? - mruknął nieporadnie, nie do końca mając pewność kiedy, jak i którędy zacząć temat. A jednak zepchnął to znowu na później, aż pierwszy popiół spadnie, rosząc zniszczoną po emocjonalnym pożarze ziemię. Pozwolił sobie na tę chwilę ukojenia, swobodnego uśmiechu, zdjęcia ciężaru z barków poprzez niespłacalną pożyczkę kolejnych hektolitrów ludzkiego ciepła.
-Oczywiście, czyżby Twój młody umysł miałby jakieś niecne zamiary w moją stronę? - parsknął cicho, rozbawiony samą ideą Oktoberka będącego drapieżnikiem pośród nieznanych jej wód. Nah, to nie miało racji bytu, ale doceniał próbę! Tak samo, jak doceniał tę prawdziwą radość, szczerość w swym zachwycie nad czymś tak prostym jak niepozorny bukiecik kwiatów. Uśmiechnął się szeroko, uwzględniając wystawę dziąseł, niemalże tak samo dumny jak po zrobieniu laurki. Korzystając z faktu, że czarownica przysiadła na ławce, splatając wianek z kolejnych łodyżek, łowca ułożył się wygodnie, a nogi zarzucił na oparcie. Tym oto sposobem miał pełny widok na buzię wiedźmy, wypuszczającej z siebie kolejne wersety.
-Jeżeli mnie pamięć nie myli, niebieskie oznaczały zaufanie i szacunek. Nie znam innych kwiatów, które oddałyby naszą relację równie adekwatnie. - poruszył się niespokojnie, nie do końca mając pewność, czy miał rację. A co jeśli się mylił i właśnie zadeklarował gotowość na jakieś miłosne szranki? A mógł dopytać kwiaciarki! -Ładnie Ci w tym wianku będzie, domagam się przynajmniej jednej wspólnej fotki, dorzucę sobie do galerii. - mruknął cicho, obserwując postęp nad pracą. -Nigdy nie miałem pamięci do wianków, będziesz musiała mnie nauczyć. - teraz następował słodki moment, gdy Azjata gadał wszystko o wszystkim, byle odciągnąć temat znaczenia niezapominajek. Co jeśli naprawdę się pomylił?
Yuu
Ano opadał, dlatego chłopak zabłądził tam, gdzie pragnął – przerzucając potrzebę ratowania znajomości kosztem kłębiącego się pośród ostatniej warstwy skóry wstydu.
-Bo te Nefile takie właśnie są. Troszczą się o wilki bezczelnie, nie pytają w ogóle o zdanie, zastanawiają się, czy niewinne dziewczęta docierają całe i zdrowe do domu. Ba, szanują, gdy wyczytują, że zwyczajnie przegięli, a wszelkie kolejne próby wyjaśniania nieporozumienia mogą skończyć się tragicznie w skutkach. Naprawdę — Aniołki to skurwiele. – pokiwał z przekonaniem głową, choć ton nadal pozostawał droczący się, żartobliwy o cienkim tonie figlarności. Lekkie niedowierzanie na gest wilczycy tracącej koszulkę, rodzące zapytanie, jak wiele alkoholu musiało pójść, skoro panna postanowiła udowodnić swoją rację w dość.. Niewybredny sposób. Jeżeli wcześniej jakoś nie planował ściągać dziewczyny do domu, tak teraz dostał podwójną motywację, aby powziąć czysto męską decyzję. Pozwolił jej na cały monolog, błędne przekonania należało naprawić, gdy umysł wytrzeźwieje odrobinę, w przeciwnym razie nadal pozostanie w sferze ułudy oraz nieznanych nikomu toku myślenia.
Dźwięki, wizualizacje, doznania, odczucia. Nie. Zabrał dłonie z ciała Siny, schwytał również mocno nadgarstki dziewczyny, które błąkały się niebezpiecznie blisko zakazanych stref, odciągając od kręgosłupa. A przynajmniej zbanowanych dla tych zamkniętych pomiędzy kolejnymi kręgami relacji międzyludzkich. Więzień własnego ciała spoglądał z samego dna czeluści piekielnych w stronę kręgu pokrytego złotem, srebrem, elementami marmuru oraz wyszlifowanego granitu. Dekorowany krąg szafirami, diamentami i ametystami, u którego fundamentu czaiła się plama czerni i brudu. Błoto prozaicznych reakcji, zaburzonej pracy serca, rozszerzonych źrenic. Czy tak to miało wyglądać? Dorosły dwudziestoczteroletni mężczyzna, który ulegał przy każdym podrygu mięśni oraz szybszym pędzie krwi? Niedoczekanie.
-Sina, lubię Cię, szanuję, jesteś mi bliska. Jednak nie zgadzam się, abyś robiła teraz coś, czego po wytrzeźwieniu będziesz zwyczajnie żałować. Nie zasługujesz na to, bym potraktował Cię jak pierwszą lepszą, zasługujesz na kogoś, kto Cię wesprze, jednocześnie ufnie oddając serce. – raz popełnił z wilczycą ten błąd, poddał się tym godnym pożałowania instynktom tylko po to, aby przynieść zwyczajnie hańbę na swoje imię. Mógł lubić seks, kobiety, łatwe połowy, jednakże w żadną z tych kategorii nie wpisywała się przyjaźń. Dlatego łowca zrobił krok w tył, wyciągając ku dziewczynie dłoń.
-Chodź, drzemniesz się Słońce. Zrobię Ci coś lekkiego do zjedzenia, przygotuję tabletki na kaca. Chcesz, abym z Tobą został, aż się nie obudzisz? – miękki ton, uspokajający, zachęcający, by ten jeden raz zaufano mu, że nie zrobi komuś w ciemno krzywdy. W końcu.. komu jak komu, ale Sinie? A że czekała ich poważna rozmowa, gdy pierwsze opary alkoholu rozpłyną się, pozostawiając zażenowanie? Cóż, lepiej skacowaną, aniżeli nagą u boku kumpla.
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo