Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala Rady
Autor Wiadomość
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.

zarządzam kliniką i negocjuję w Świecie Cieni


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-09-04, 21:25   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Sprawa była jasna. Od ostatnich Porozumień, po Mrocznej Wojnie, wiele się zmieniło. W 2007 roku zostały nawiązane ostatnie rozmowy pomiędzy Clave, a Podziemiem. Nie minęło jeszcze piętnaście lat, jednakże należy rozważyć wiele możliwości, więcej opcji. Czas się zmienił, świat poszedł do przodu. Należało unowocześnić porozumienia i rozważyć te wszystkie możliwości, które dawał im dzisiejszy świat. Wspólnie mogli stworzyć niebywale silną koalicję, mocną i nie do pokonania. Musiała jednak do tego skłonić się większość, aby wszystko miało ręce i nogi. Nowe Porozumienia musiałyby być solidnie przemyślane. Zobligował się do nawiązania rozmów z resztą Podziemnych, aby wyznaczyli swoich przedstawicieli. Trzeba było zmian, zdecydowanie.
Nie spodziewał się, że to okaże się jego małym sukcesem. Nie było łatwo, jego argumenty były jednakże solidnie przemyślanie i nie miał zamiary odpuszczać. Rada wyraziła zgodę i chęci do rozmów z przedstawicielami ras, jednocześnie otwierając Alicante na przybyszy, aby pokazać im swoją dobrą wolę. To oczywiście była ich zagrywka czysto taktyczna, która miała pokazać jak bardzo przychylni są dla Podziemia, co nie do końca było zgodne z prawdą. Noah nie miał zamiaru jednak krytykować ich postępowania. Zgodzili się w końcu na rozmowy i pertraktacje, więc istniała wciąż nadzieje. Musieli zgodzić się, musieli przywyknąć do myśli, że pomimo krwi Anioła w żyłach wcale nie byli tacy święci. Noah wiedział co mówił, wiedział o czym chciał z nimi rozmawiać i co ustalić. Co prawda wizyta Króla zdziwiła go bardzo mocno, nie spodziewał się, że Faerie pojawi się na tych pertraktacjach, ale było mu to na rękę. Z jakiegoś powodu sojusz między resztą, a wróżkami zaczął nabierać nowego znaczenia.
- Zajmę się wszystkim, Szanowna Rado. – odparł poważnym tonem i kiwnął głową. Zakręciło mu się poważniej w głowie, a jego palce zacisnęły się mocno na brzegu blatu. Nie sądził, że może dziać się coś tak poważnego w tym momencie, nie sądził, że ktoś pozbawi życia również jego drugie dziecko. Najpierw poczuł pieczenie w klatce piersiowej, poczuł jak jego płuca wypełniają się krwią, którą odkaszlnął na stół. Krople opadły na blat bezwiednie, kiedy krztusił się posoką. Ostatnim razem działo się to wtedy, kiedy umierała Sherisse. Zaciśnięte palce gniotły blat, zamknięte mocno powieki nie wytrzymywały bólu, a po bladych policzkach płynęło stróżki krwi. Wampiry nie płaczą, z ich oczu płynie krew. Kątem oka spojrzał na zegarek, w York właśnie zaczynało świtać, a to oznaczało tylko jedno. Cookie właśnie umierała, traktowana brutalnie promieniami słońca. Ból był nie do opisania, nieznośny, wykręcający jego ciało. Z jego gardła wydobył się krzyk, z ust popłynęła krew. Trwało to dłuższą chwilę, aż zaczęło odchodzić, tak jak dusza Cookie opuściła ciało.
Noah opadł bezwiednie na krzesło, jego ręce rozłożyły się luźno po obu jego bokach. Biała koszula splamiona była krwią, a puste spojrzenie wbite było w przestrzeń przed nim. Nie wiedział ile minut trwał jego stan i czy ktoś coś do niego mówił, coś robił. Nie miał pojęcia co się działo, trawiony bólem w utracie dziecka…
- Zabili ją… Moja córka… Nie żyje… – powiedział w końcu, sam do siebie… Był otępiały i zaskoczony tym, co właśnie miało miejsce. Stracił kolejne dziecko…
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2018-09-09, 09:25   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

/ przeklejam

Chloe:
O dziwo, wbrew wszystkim zebranym, póki co szło jak z płatka. Nawet się dogadywali, nikt nikogo jeszcze nie zaatakował, no i Król miał ubaw. Idealnie. Mogło przecież być znacznie gorzej. Chloe nie pogardziłaby drobną potyczką z Łowcami, już dawno chciała skopać im dupska, ale na pewno nie skończyłoby się to wtedy zbyt dobrze dla wróżek. A tak? Istniała jakaś drobna iskierka nadziei. Szanse były nikłe, ale były.
Oczywiście Chloe zdawała sobie sprawę, że rada nie zgodzi się od tak na jej propozycję. Prosiła za pewne o zbyt wiele na początek, ale nie zamierzała bawić się w podchody. Wróżki chciały zlikwidowania Zimnej Wojny i koniec, nie było żadnej innej drogi na skróty. Król uważał tak samo. Wróżka nie spodziewała się pozytywnej odpowiedzi, ale neutralna była równie zaskakująca. Spodziewała się raczej ataku emocji i wybuchów temperamentów - typowych dla Łowców, a tu proszę - spokojnie tym razem. Może jednak nie byli już całkowicie straceni, może wciąż istniała jakaś iskierka nadziei. Widocznie potrafili być otwarci, kiedy tylko mięli na to ochotę. Szkoda, że zdarzało się to tak rzadko.
Spotkanie wszystkich ras było póki co zadowalającym osiągnięciem. Podziemni byli bardziej solidarni wobec siebie, nawet jeśli wielu nie przepadało za wróżkami, za pewne nie lubili Nefilim jeszcze bardziej. Słysząc słowa Króla uniosła brwi z zaskoczenia. Oczywiście spodziewała się, że będzie wolał zaszyć się na Ciemnym Dworze niż jeździć do Idrisu, ale zawsze mógł wybrać syna, a tu proszę coraz więcej niespodzianek.
- Z przyjemnością.
Odparła kładąc dłoń na ramieniu Króla w geście podziękowania. Suknia, makijaż, słodycze i tańce, nie mogła przegapić takiej imprezy. Oczywiście od razu wzięła sobie za punkt honoru, żeby wyglądać najlepiej. Nie będzie to pewnie zbytnim problemem - dobrze było być faerie.
A potem całe spotkanie dobiegło chyba końca. Noah wyraźnie nie czuł się najlepiej. Chloe stała od niego trzy kroki dalej. Zaszyła usta i długo się nie odzywała, w końcu nie miała dzieci, nie wiedziała jak to jest je stracić.
- Kto?
Zdążyła jedynie zapytać. Ktoś musiał przecież za to zapłacić. Zemsta najlepiej smakowała na świeżo.

MG:
Nieważne jak zadufani w sobie, butni i pewni swych zdań – widok cierpiącego wampira nie był przyjemny dla żadnego z członka Rady, tym bardziej dla strażników włącznie z tymi spod wrózkowej bandery.
Chaos ułatwił Georgowi wymknięcie się tak zwanym „tylnym” wyjściem. Sylvain oraz Kristina nie raczyli go powstrzymać, w stwierdzeniu, iż byli zbyt zajęci uspokajaniem zaniepokojonych łowców, którzy odpowiadali za porządek – bullshit. W rzeczywistości świadomie pozwolili na ucieczkę jednego z nich, przy tym nie kwapiąc się na pomoc wampirowi. Do akcji musiała wkroczyć Jia oraz Joshura – łowczyni starała się zapewnić nieśmiertelnemu stabilną pozycję, z kolei towarzysz nakazał jednemu ze strażników przynieść zapas krwi. Niech nikogo nie zdziwi jej obecność w stolicy – Noah nie był tutaj pierwszym wampirem i zapewne nie ostatnim. Pomimo swego zaślepienia, Clave miało swoje asiki w rękawach.
- Wszystko w porządku? – Król pomimo plotek na jego temat, nie był bezdusznym tyranem. Uspokajał Chloe, jednocześnie posyłając strażnikom chłodne spojrzenie – mieli się uspokoić i nie reagować. Poprzedzając komentarze – nie, nie była to ignorancja, lecz głos zdrowego rozsądku. Pomimo wstępnej przychylności, lepiej aby wróżka nie dotykała innego na oczach Nefilim, szczególnie kogoś, kto swego czasu zasilał ich szeregi. Poza tym – gdzie kucharek sześć, tam nie było co jeść. Jia w zupełności wystarczyła, aby pomóc biednemu.
- Gdy potomek wampira umiera, ten czuje niewyobrażalny ból. Tak samo się dzieje w przypadku utraty brata lub siostry czarownika. – wyjaśnił po krótce.
- Noahu… Tak bardzo mi przykro. – ręka Konsul spoczęła na ramieniu nieśmiertelnego. – Zostań tutaj w stolicy i odpocznij, natychmiast poślemy grupę Nefilim, aby zbadali sprawę. Powiedz tylko gdzie ostatnio zostawiłeś swoją córkę. – poprosiła, nie oddalając się od mężczyzny. Joshua w tym czasie poprosił wróżki o opuszczenie Sali. Spotkanie niestety miało dobiec końca. Dziś i tak nic nikt nie ustali.

/ można się podpiąć pod z/t <3
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-06, 20:13    [Cytuj]

Na wstępie warto zaznaczyć, iż z racji przybycia co poniektórych gości, rozmowa na temat postanowień miała odbyć się wieczorem. Wystrój Sali nic się nie zmienił – był raczej surowy i oszczędny w dekoracjach. Na pierwszy plan wysuwały się rzędy krzeseł i odpowiednia ilość miejsc dla wszystkich członków rady – obecnie złożonej z dwóch jednostek. W ich skład wchodzili: Inkwizytor Joshua Branwell oraz Konsul Jia Penhallow. Co do reszty sprawa się nieco komplikowała. Po ostatnim konflikcie, Sylvain Pontmercy oraz Kristina Ashdown odmówili brania udziału w jakichkolwiek rozmowach, poprzedzając to dobrowolnym zrzeknięciem się stanowisk w radzie. Sylvain postanowił odsunąć się w cień i zająć sprawami mniej ważnymi, Kristina za to skupiła się na pilnowaniu i szkoleniu swoich podwładnych. Sam George Starkweather, były dyrektor Instytutu w York a również „łowca biorący udział w spotkaniach rady”, został pozbawiony swoich przywilejów oraz pozycji. Obecnie nikt nie wiedział, gdzie przebywa i czym się zajmuje.
Ponieważ rozmowy miały wpłynąć na dalszy rozwój relacji pomiędzy rasami, Rada postanowiła zadbać o odpowiednie poczucie komfortu wszystkich zebranych. W tym miejscu zrezygnowano z tradycyjnych miejsc, a postawiono na spoczynek przy okrągłym stole symbolizującym równość – pitu, pitu, wszystko na pokaz, ale wiadomo. Do tego przygotowano odpowiedni poczęstunek zgodny z wymaganiami poszczególnych reprezentantów.
Co do kwestii samego przybycia i przejścia przez próg drzwi do Sali. Warto wspomnieć, iż wszystko odbywało się pod ścisłym okiem podwładnych Kristiny. To oni odpowiadali za eskortę elity, przeszukanie i odebranie rzeczy mogących zakłócić porządek – mowa tutaj o broni białej, pistoletach, eliksirach, niebezpiecznych ozdobach – o wszystkim, co zagrażałoby bezpieczeństwu Rady i reprezentantów. Dodatkowo zadbano o odpowiednie wyposażenie strażników pilnujących porządek bezpośrednio wewnątrz komnaty. Na wszelki wypadek mieli przy sobie wszystko to, co mogło unieszkodliwić poszczególne zdolności ras, np. czarowanie, przemianę w wilka czy sztuczki stosowane przez wampiry. Strażników było dziesięciuwszyscy rozstawieni w równych odstępach na całej Sali. Nie trzeba podkreślać, iż na czas rozmów przyjęli status posągów – nie mrugali, nie odzywali się, prawie że nie oddychali – stali i pilnowali porządku.
Na chwilę obecną nic się jeszcze nie zaczęło. Oczekiwano na przybycie reprezentantów.

_______________

  • Uczestniczyć w sesji mogą tylko i wyłącznie reprezentanci ras.

  • Czas odpisu: maksymalnie do 48h od posta MG. Optymalna wartość to 24h.

  • Długość postów: nie więcej jak na wysokość avatara. Proszę skupić się na dialogach zamiast na przemyśleniach postaci.

  • Kolejka: nie ma kolejki, niemniej uprasza się, aby gracz pisał jeden post na turę.

  • W celu ułatwienia pracy MG i innych graczy, prosi się o podkreślanie imion postaci, do których aktualnie przemawia postać gracza.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

25

Nefilim

Shantae Whitelight

Szef Instytutu


Wysłany: 2018-10-07, 11:31   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

Sam nie do końca był pewien jak i dlaczego się tu znalazł. Po zniknięciu Starkweathera dowodzenie nad Instytutem w York przejęło Clave i James ich polecenia posłusznie wypełniał. Jasne, wykazali się z Finem i Jaydenem na paru misjach, jednak Whitelight nigdy by nie podejrzewał, że inni zechcą by reprezentował ich interesy. Widocznie małżeńskie połączenie sił z Verlacami oraz Nightwindami i ustatkowanie się obojga członków rodu dobrze wpłynęło na ich nazwisko. Cóż, czas najwyższy by wreszcie zapomnieć o bezpodstawnych pomówieniach. Być może właśnie to była okazja by rodzina Whitelight odzyskała swój prestiż. Tylko dlaczego był tu on zamiast Margaret? To ona lepiej nadawała się do takich rozmów, ale klamka i tak już zapadła, dlatego o wyznaczonej porze James zjawił się w stolicy i po przejściu przez kontrolę straży został wpuszczony do głównej sali obrad. Był pierwszym z reprezentantów poszczególnych ras.
- Joshua, Jia, dobrze was widzieć - zwrócił się do inkwizytora oraz pani konsul, którzy byli mu oczywiście już znani. Zapewne formalnie to oni zadbają o interesy Nefilim, ale jeśli uzna to za stosowne, James też dorzuci parę zdań od siebie.
_________________

she knows me like I know myself
[Profil] [PM]
   
 
Elisabeth Graves


Elisabeth Graves

549 (26)

Wampir

The Black Death [*]

Były kapitan, Właścicielka "The Requiem"


I don't look back unless there is a good view.

Wysłany: 2018-10-07, 11:56   
   Dahlia
[Cytuj]

Elisabeth szczerze nienawidziła polityki, a jedynym powodem pojawienia się na tym spotkaniu była chęć zyskania nowych przywilejów dla nieśmiertelnych, które bez wątpienia ułatwiłby jej realizację pewnych planów... Co ciekawe, wampirzyca nie zamierzała włazić tutaj nikomu w tyłek. Jeśli uda jej się coś ugrać, to świetnie. Jeśli nie, to nic nie szkodzi, bo i tak zrobi, co zechce i żadne Clave jej do tego nie zniechęci.
Na obrady przybyła ubrana dosyć zwyczajnie. Nie przepadała za kieckami. Poza tym nie przyszła tutaj po to, by olśniewać swoim wyglądem. Przed wejściem odebrano jej broń w postaci niewielkiego sztyletu, z którym prawie nigdy się nie rozstawała. Nie czuła się z tym dobrze, ale wiedziała, że to konieczne. Znalazłszy się w środku sali, przywitała się z obecnymi, unosząc dłoń, po czym w milczeniu zajęła przygotowane dla niej miejsce. Nie musiała się raczej przedstawiać, ponieważ, nie licząc Noah, była jedynym przedstawicielem wampirzej rasy na tym zebraniu i każdy powinien już znać jej tożsamość. A dobre maniery? Tymi się akurat nie przejmowała.

/ Sorki. Pisałam z telefonu.
_________________


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes



[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-10-07, 20:57   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Do Alicante przybyła wraz z Craigem i Elisabeth. Jak widać, tamta dwójka się znała, a skoro Craig miał obecnie zablokowaną możliwość używania magii, to użyczyła swojego portalu również przedstawicielce wampirów. Zanim jednak ruszyła do Sali Rady, dopilnowała, by czarownik jej towarzyszący dotarł do biblioteki i grzecznie tam na nią poczekał. Może nawet uda mu się znaleźć coś o tym znaku zakłócającym jego zdolności? Gdy dotarli na miejsce, poprawiła jeszcze jego przekrzywiony krawat, puszczając mu przy tym oczko, zanim zniknęła m z oczu.
Ruszyła na miejsce rozmów. Szczerze? Kiedy to pierwszy raz o nich usłyszała, nie mogła zaprzeczyć, że trochę się ich obawiała i przy tym stresowała. Miniony miesiąc jednak postanowił zapewnić jej sporo ciekawych przeżyć, przez które całe to spotkanie przestało robić na niej wrażenie.
Weszła więc do Sali, pozwoliła sprawdzić, czy nie wnosi niczego niebezpiecznego i z miłym uśmiechem na ustach przywitała się z już zgromadzonymi. Ubrana była raczej elegancko i dość prosto. Dekolt zdobił łańcuszek z zawieszką z opalem pawim. Miała na sobie również kolczyki, jak i bransoletkę od tego samego kompletu.
Usiadła, a na stół położyła mały notes i czekała na pozostałych reprezentantów.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

samotność

Alfa Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-10-08, 11:21   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Wybraniec. Właściwie jak Schiavone powiedział mu, że organizuje jakieś spotkanie w Alicante, wiedział, że to właśnie on tam pojedzie. W końcu reprezentował watahę, ludzi, którzy zmagali się z wieloma problemami, od kiedy rok temu postanowili pojawić się w York. Ten wyjazd wymagał wiele planowania, musiał zostawić resztę członków watahy pod czyjąś opieką, a ta osoba musiała spełniać wymagania chwilowego lidera. Do tego ważną kwestią było przemyślenie sobie tych wszystkich czynników, właściwie większości spraw z ostatniego roku, tego co mogło, a co nie mogło być w ogóle brano pod uwagę. Skoro miał wysuwać swoje żądania i wyjaśniać sprawy, to lepiej być przygotowanym.
Pojawił się w Alicante wraz z Mishą, którego wcisnął w garnitur. Nie wyglądał na zachwyconego, ale miał pecha. Vaughan w swoim Armanim czy co to on tam miał, prezentował się jak zawsze nienagannie. Przystrzyżona broda, blizna na twarzy, nawet włosy przyciął i w miarę ułożył. Był wilkołakiem, ale cywilizowanym, a nie jakimś… buszmenem czy coś. Trochę rozsądku. Taszczył ze sobą teczkę w kolorze czerwieni, którą dał sprawdzić przy wejściu. Broni nie miał, bo i po co? Skoro jechali negocjować, to nie zarzynać się jak świnie czy karpie przed Bożym Narodzeniem.
Wszedł do wnętrza Sali rady, kiedy już wyjaśnił Mishy, że nic mu nie będzie. Przywitał się z Noah, który jako główny łącznik na pewno już tu był, później z Jamesem, Nefilim, którego kojarzył z widzenia. Kulturalnie, powitał też członków rady Clave oraz pozostałych zebranych. Stanął w końcu gdzieś w pobliżu Noah, w końcu to z nim miał najlepszy kontakt.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.

zarządzam kliniką i negocjuję w Świecie Cieni


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-10-08, 12:26   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Przygotowanie całego spotkania w Alicante było dla Noah nie lada wyzwaniem. Pierwotnie chciał osobiście spotkać się z przedstawicielami świata Podziemia w York, najął Czarownika, który w magiczny sposób rozesłał wieści do każdego z demoniczną krwią, należącego do tych „dobrych”. Sprawy jednak przybrały niespodziewany obrót, kiedy okazało się, że w ich szeregach znajduje się kret, osoba, zdradzająca ich sekrety, plany i zamiary. Nie chciał doprowadzać do rzezi, więc rozegrał to w inny, mniej inwazyjny sposób. Wiadomość rozeszła się, każdy oddał głos, delegaci zostali wybrani. Z Kieranem Vaughanem rozmawiał osobiście, z Opal również, jeśli chodziło o resztę, najwyraźniej nie potrzebowali więcej informacji.
W Alicante był już dwie doby, zjawił się tutaj z panną Warren odpowiednio wcześnie, aby wszystko przygotować. Nie chciał, aby coś poszło nie po ich myśli, zakłócając spokój. To byłoby kompletnym brakiem odpowiedzialności z jego strony, a mając na uwadze wszelkie czynniki, musieli nastawić się na wszelkie możliwości. Jako, że był łącznikiem, musiał podejść do tego zadania należycie. W Sali Rady pojawił się w tym samym czasie, co przedstawiciele Clave. Był nieco zaskoczony, że przedstawicielem Nefilim został James Whitelight, przywitał przyjaciela delikatnym uśmiechem i uściśnięciem dłoni. W ten sam sposób również przywitał się z Kieranem Vaughanem. Nie omieszkał uszanować przybycia kobiet, choć niespecjalnie znał Elisabeth i ona mogła liczyć na ujęcie dłoni i subtelne muśniecie jej wierzchu, tak samo Opal.
Spojrzał na zegarek, spotkanie powinno się rozpocząć już kilka minut temu, jednak swobodne rozmowy członków Clave, a później wyczekujące spojrzenie w jego kierunku, kiedy nadszedł czas rozpoczęcia spotkania. Nadal nie był jednego uczestnika. Noah spojrzał na Kierana, coś mu napomknął kiedyś, że zna się z panem Greybackiem. Schiavone odchrząknął znacząco.
- Witam wszystkich zebranych, nadszedł czas, aby rozpocząć nasze obrady. Nie wszyscy jednak znają się na zegarkach i nie wiedzą, że spóźnienia się mało gustowne. Nie zmienia to jednak nic, zgodnie z porządkiem obrad. – powiedział poważnym tonem, przygotował się w odpowiedni sposób. Przedstawił WSZYSTKICH reprezentantów Podziemnego Świata i oddał głos w ręce Clave.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-08, 13:14    [Cytuj]

Skromna rada – dla przypomnienia złożona z dwóch łowców – przywitała się z każdym przybyszem. Liczne uśmiechy, uściski dłoni – brakowało tylko reportera, który w swej dobroci strzeliłby mnóstwo ślicznych foci do jutrzejszej gazety. Słowo daję – wieści o dzisiejszym spotkaniu na długo zagoszczą w pamięci wszystkich zebranych i tych biorących bezpośredni udział w rozmowach.
- James dobrze Cię widzieć. U Shantae wszystko w porządku? – przed przybyciem pozostałych reprezentantów, Jia pokusiła się o wypytanie blondyna o jego uroczą małżonkę. Joshua w tym czasie pilnował porządku na Sali no i jako pierwszy witał przybywających. Zaraz po nim do tego obowiązku przystąpiła łowczyni, uprzednio przepraszając Whitelighta.
Rada podziękowała Noahowi za przedstawienie wszystkich zebranych. W następnej turze plan obejmował bezpośrednie przejście do meritum sprawy – porozumień. Przedtem jednak należało się upewnić, czy były one wszystkim znane. Prócz tego należało odpowiednio rozpocząć przemówienie.
- Cieszy nasz Wasze przybycie. Mamy nadzieję, że czas spędzony w stolicy minie Wam miło. Dołożymy wszelkich starań, aby Waszym towarzyszom i Wam niczego nie brakowało.
Ogromna szkoda, że nikt z przedstawicieli niezrzeszonej grupy wilkołaków się nie zjawił, niemniej ufamy, że będzie jeszcze okazja do nawiązania kontaktu.
Noahu, pragniemy Ci podziękować za udział w rozmowach, a także uczestnictwie w pertraktacjach pomiędzy Radą a przedstawicielami wróżek. Ponieważ nowe porozumienie zostało oficjalnie przyjęte, Rada czuje się w obowiązku poinformować Was o nowych zasadach.
Nim jednak do tego dojdziemy, pragniemy poznać Wasze zdanie na temat obecnych porozumień, a także propozycje ich zmian.
– czyli zaczęło się. Clave oddało głos zebranym, co było poniekąd dość podchwytliwą zagrywką. Ciekawe co zebrani będą mieli do powiedzenia.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Elisabeth Graves


Elisabeth Graves

549 (26)

Wampir

The Black Death [*]

Były kapitan, Właścicielka "The Requiem"


I don't look back unless there is a good view.

Wysłany: 2018-10-09, 08:48   
   Dahlia
[Cytuj]

Graves miała do Schiavone pewną sprawę, więc mimo wszystko dobrze było go tu zobaczyć. Niemniej jednak ta sprawa musiała chwilę zaczekać...
Przedstawiciele rady w końcu zabrali głos. Wampirzyca, chcąc nie chcąc wysłuchała ich przemówienia, po którego zakończeniu przeleciała wzrokiem po wszystkich zebranych. Wydawało jej się, że nikt szybko nie otworzy ust, więc ona postanowiła zrobić to jako pierwsza. Wstała z miejsca i wlepiła spojrzenie w dwójkę przedstawicieli Clave (Joshua Branwell, Jia Penhallow). Nie przygotowała wcześniej żadnej przemowy.
- Dobrze znacie naszą naturę. Jesteśmy drapieżnikami, których naturalny instynkt popycha do polowań. Chcemy pić świeżą krew prosto z żył, nie plastikowych worków. Aktualne porozumienia zmusiły nas do zaprzestania tego. To tak, jakby zrobić z lwa potulnego persa, albo kazać wam żywić się konserwami. Mało tego, zabrania nam się używania naszej krwi do tworzenia sług z Przyziemnych, co znacznie utrudnia dochowanie sekretu naszego istnienia w przypadku, jeśli pragniemy mieć przy sobie ludzi. To wszystko w zamian za co? Co my nieśmiertelni dostajemy w zamian za przestrzeganie porozumień? - zadała pytanie, unosząc lekko brwi, choć nie oczekiwała od nich odpowiedzi. Właście to sama zamierzała na to pytanie odpowiedzieć. - Za ochronę, której mimo wszystko nie jesteście w stanie nam zapewnić? Po York od dłuższego czasu grasują fanatyczni łowcy, krzyżują i palą przedstawicieli wampirzej rasy. Co zrobiło lub co zamierza zrobić z tym Clave? - zapytała, ponownie zajmując swoje miejsce. Resztę doda później. Teraz głos mógł zabrać ktoś inny.
Warto zaznaczyć, że Elisabeth mówiła to wszystko w sposób spokojny, ale jednocześnie starała się być stanowcza i przekonująca. Mogła się wydzierać, ale nic by takim sposobem nie osiągnęła.
_________________


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes



[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

samotność

Alfa Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-10-09, 09:53   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Kieran nie znał większości zgromadzonych tu osobiście, jedynie z widzenia lub poprzez inne koneksje. To naturalne, że nie czuł tej pewności, którą powinien. Biorąc pod uwagę fakt, że ktoś niestety postanowił ich „wsypać” jakiś czasu temu, kiedy to Schiavone próbował zorganizować spotkanie w hotelu Noir, Vaughan nie miał zaufania do innych. Wszystko zostało ukrócone przez tą niepewność, która zagościła w ich życiu. Noah przedstawił ich wszystkich po kolei, później głos zabrała Rada Clave, a po niej, wampirzyca przedstawiająca niezrzeszone wampiry, czyli zasadniczą większość z nich. Wiedział, jaka jest natura wampira, ale jakoś nie widział tego, co chciała osiągnąć Elisabeth. O ile picie krwi z ludzi powinno być dla nich dostępną możliwością, o tyle tworzenie sobie sługusów z przyziemnych, było nieco nie na miejscu. Kwestię picia w worków rozumiał, to tak, jakby jemu zabrano bieganie luzem po lesie, zastępując je chodzeniem na smyczy przy nodze. Natury nie dało się oszukać.
- Tworzenie sług z przyziemnych, moim zdaniem, to trochę za duże wymagania. Każdy powinien mieć wolną wolę, a nie być zobligowanym przez zniewolenie wampirzą krwią. – powiedział poważnie. Niestety, ale tworzenie sług przypominało odbieranie ludziom dobrej woli, a to już trochę przesada. – Niemniej jednak, wampiry powinny mieć punkty dostępu do żywienia się w naturalny sposób. – dodał. Nie to, że był przeciwny wampirom, ale jakoś Schiavone mógł sobie poradzić, bez konieczności zniewalania kogokolwiek, więc można byłoby być trochę bardziej kreatywnym.
- Co do drugiej części… Nie można się nie zgodzić. Kiedy sekta pod koniec zeszłego roku atakowała York, Nefilim działali dość nieudolnie. Kiedy Kłusownicy, postanowili urządzić sobie „zabawę” z niesnasek wampirów i wilkołaków, siedzieli cicho. Teraz… Kiedy giną Podziemni i Wasi ludzie, nie robicie kompletnie nic. Patrole nic nie dadzą, bo jest Was za mało, a praktycznie codziennie ktoś ginie. – wyjaśnił spokojnym tonem, choć oczywiście był to konkretny zarzut wystosowany w ich stronę. – Ten człowiek ma siłę i moc, której nie ma żadne z nas. Jak mamy go pokonać jednostkowo? Nie ma takiej możliwości. – dodał. Oczywiście, że sugerował zjednoczenie się, jakżeby inaczej.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-10-09, 18:27   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Jak widać, miły wstęp był jednak raczej krótki. Przedstawicielka wampirów dość brutalnie przeszła do konkretów wymagań, może trochę za, ale w ten sposób otworzyła sposobność na złożenie swoich skarg i zażaleń.
- Tak jak Kieran i Elisabeth powiedzieli, Clave ostatnio zawodzi nas w kwestii bezpieczeństwa - zaczęła raczej spokojnie, splecione dłonie kładąc na stole. - Krucjata Oczyszczenia zdążyła się rozpanoszyć, dokonać ataków na wielu podziemnych, a nawet kilkoro zabić. I co z tym zrobiliście? Owszem, gdy w końcu polała się krew, postanowiliście zwołać to zebranie, ale minęło trochę czasu, a ja nie zauważyłam, byście podjęli jakiekolwiek środki, by walczyć z tymi szaleńcami. Nie dostałam od was żadnych informacji na temat Leytona, o tym, kim jest, a mianowicie potomkiem demona i nefilim. A myśle, że raczej powinnam - wolała dodać, gdyby jednak się to jeszcze do innych nie dotarło. - Dowiedziałam się wszystkiego od Noaha, którego odwiedziłam i z którym to spróbowałam popchnąć sprawę naprzód. Szczerze? Łowcy w moich oczach stali się ostatnio niekompetentni, nie mówiąc o sprawie z wróżkami, którą jednak mieliśmy ustalać wspólnie. Straciliście trochę na zaufaniu, pozwalając Krucjacie na wszystko, co zechcieli zrobić. Wampirom zabraniacie pić świeżej krwi, nam, czarownikom zakazujecie korzystać z wielu dziedzin magii, które według was są niewłaściwe. Chociaż wiele z nich jest równie groźne co zwykła magia bitewna. Nie chcecie oddać czarownikom Białej Księgi, która mogłaby nam pomóc w wielu sytuacjach, również przy walce z Leytonem i jego poplecznikami. Bo nie ufacie nam. Nawet na to według was nie zasługujemy, chociaż my mamy w was bezgranicznie wierzyć - skończyła, nadal dzierżąc kamienną twarz.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.

zarządzam kliniką i negocjuję w Świecie Cieni


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-10-10, 13:12   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

James wydawał się być dzisiaj wyjątkowo milczący. Noah powinien pozostać bezstronny w swoich rozważaniach i rozmowach, jednak nie mógł się opanować przed poparciem słów Elisabeth, Kierana czy Opal, dotyczących bierności działań Clave. Nie dało się ukryć, że Nefilim łamali dane im słowo i zapewnienia z Porozumień, co jasno świadczy o ich negatywnym podejściu do Podziemnych. Wszystkie wampiry, wilkołaki czy czarownicy zasługiwali na lepsze traktowanie i właśnie po to dzisiaj się spotkali.
- Nie mogę się zgodzić z panną Elisabeth Graves. – powiedział poważnym tonem. Jasne, że powinien brać stronę swoich, jednak jej słowa były dość… niespotykane. – Uzgodnione zostało w poprzednich porozumieniach, że jakiekolwiek zmuszanie przyziemnego do stania się dawcą, jest nielegalne i surowo zabronione. Tak, jak powiedział pan Vaughan. Odbieranie wolnej woli jest czymś złym. O ile uważam wolność w pojeniu się przy jednoczesnym niedoprowadzaniu do śmierci przyziemnego, tak nie mogę zgodzić się z drugą częścią. Stworzenie sługi poprzez pojenie krwią, to uzależnianie od siebie przyziemnego, odbierając mu wcześniej wspomnianą wolną wolę. Chyba by pani nie chciała, aby ktoś nakłaniał panią przy użyciu czarów czy czegoś innego do czynów, których normalnie pani sobie nie życzy. – wyjaśnił spokojnym tonem. Takie było jego stanowisko, nie tylko teraz, ale na przestrzeni wieków i nie miał zamiaru od tego odstępować. Ludzie, z których on się poił, byli świadomi tego co robią i robili to dobrowolnie, nie używał Encanto, nie robił z nich sług, a jednak… miał ich pod dostatkiem.
Nie zamierzał kontynuować zarzutów wobec bierności Clave, bo to już usłyszeli dziś dostatecznie dużo razy. Być może w końcu dotrze do nich, że to nie jest jednostkowe podejście wampira, uznając ich za bezradnych i bezsilnych w swoim działaniu, ale większości Podziemnego społeczeństwa, która cierpi na tym. Postanowił to podsumować tymi słowami.
- Moi drodzy, widziałem wiele w swoim długim życiu i niestety muszę powiedzieć to wprost. Trzeba zaprzestać chronienia własnych… przepraszam za wyrażenie… tyłków. Jeśli chcemy coś osiągnąć i ma być to trwałe i solidne, należy zawiązać sojusz, dzięki któremu będziemy mogli pokonać swojego wroga. Każda strona powinna mieć prawa, zakazy i obowiązki, to naturalny stan rzeczy, jednakże żadna ze stron nie powinna uplastyczniać tych zapisów tylko i wyłącznie pod swoje potrzeby. – powiedział z powagą i spojrzał na Clave. Oni doskonale zdawali sobie sprawę tego, że zawsze chcieli robić tak, aby prawo działało na ich korzyść. A tak niestety się nie dało.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-10, 13:57    [Cytuj]

/zgodnie z ustaleniami, MG skupia się na dialogach.

Rada na spokojnie wysłuchała zarzutów ze wszystkich stron. Przed poruszeniem kwestii zniknięć i morderstw, postanowiono odwołać się do słów wampirzycy.
- Szanowna Elisabeth… Na wstępie Rada pragnie zapytać, czy przemawiasz w swoim imieniu, czy wszystkich wampirów. Racz podejść do tego neutralnie – Rada słyszała niepokojące wieści o odejściu angielskiego klanu i próbach organizacji pozostałych nieśmiertelnych. Z tego, co nam wiadomo, obecnie jesteście w rozsypce. Stąd też zainteresowanie statusem Waszej rasy w York. A teraz odnosząc się do Twych słów i wyjaśniając je. W rzeczy samej Wasza natura zobowiązuje Was do spożywania krwi. Jesteśmy skłonni przystać na pozwolenie posilania się bezpośrednio z człowieka, najlepiej w specjalnie przeznaczonych do tego miejscach, np. placówkach prowadzonych bezpośrednio przez Was, bądź klubach pod warunkiem zachowania tajemnicy istnienia świata nadnaturalnego oraz deklaracji, iż każda z ofiar nie zostanie uśmiercona po spożyciu odpowiedniej dawki krwi.
Praktyka tworzenia sług z ludzi nie bez powodu została objęta zakazem. Nie zgadzamy się na bezprawne ubezwłasnowolnianie Przyziemnych, chyba że Ci dobrowolnie zgodzą się na oddanie pod Wasze skrzydła. Wówczas w grę wchodzi pełne uświadomienie oraz przejęcie odpowiedzialności nad poinformowanym, by jego wiedza nie wykroczyła poza obręb osób wtajemniczonych i nie zagroziła naruszeniu tajemnicy istnienia „naszego świata”. Wtedy i tylko wtedy możliwe jest stworzenie sługi bądź spokrewnienie. W innym wypadku występek ten będzie surowo karany. Pozostali ludzie dla Was pracujący, a nie posiadający wiedzy na Wasz temat, objęci są ochroną i surowo zabrania się pozbawiać ich wolnej woli.
– to tyle, jeżeli chodziło o sprawę wampirów. Rada nie mogła iść na większe ustępstwa niż te, które zaproponowała przed sekundą. Krótko mówiąc – nie ma samowolki, ale jak ktoś świadomie przystawał na propozycję, to już jego problem.

W następnym punkcie Rada Clave zwróciła się bezpośrednio do Opal, gdyż i ona prócz wiadomej sprawy, poruszyła dodatkową.
- Na wstępie należy wyjaśnić znaczenie łowców szanowna Opal. Są oni strażnikami York, naszymi oczami i uszami. Nie w ich obowiązku jest szerzenie naszego słowa – do tego celu został wytypowany obecny tutaj Noah. Na prośbę Króla, sprawa wróżek została przedyskutowana niedługo przed zgromadzeniem – stąd też obecność teczek ze spisanymi zasadami nowego porozumienia pomiędzy nami a nimi. Z tego, co nam wiadomo relacje pomiędzy nimi a Wami, nie uległy zmianie. – tym razem słowa sprostowania wypowiedziała Jia.
- Podobnie jak praktyka tworzenia sług z ludzi, tak i Biała Księga nie bez powodu została ukryta przed Waszymi dłońmi. Rada nie kwestionuje Waszych intencji, niemniej ma na uwadze wszelkie odchylenia od normy i jest zobligowana zmniejszyć ryzyko nieprzemyślanego użycia mocy Księgi w złym celu. W tym miejscu wspominamy, iż nieobca jest nam wiedza stosowania zakazanych dziedzin magii. Szanowna Opal, Rada dobrze wie o Waszym podejściu do wielu kategorii zaklęć i użytkowaniu ich. Racz zauważyć, iż jak do tej pory nigdy nie ingerowała, choć było to „jawne” naruszenie zasad. Jesteśmy świadomi, iż magia w każdej postaci jest niebezpieczna, niemniej w tej kwestii daliśmy Wam spory kredyt zaufania. Czarna Magia była, jest i będzie sztuką zakazaną. Jej wykorzystywanie na rzecz krzywdy innych będzie surowo karane, podobnie jak i pod karę podejdzie każde użycie magii na szkodę niewinnych. Miejmy nadzieję, że taki układ będzie zadowalający dla obu stron i uchroni przed powtórką z sytuacji w cyrku… - grozimy paluszkiem, grozimy. Rada wiedziała o tamtym… wyskoku.
- Oddanie Białej Księgi to nie decyzja na dziś, niemniej jako reprezentantka czarowników, tudzież Waszej nowej organizacji, zechciej odpowiedzieć na dość istotne pytanie. Gdyby artefakt faktycznie miał spocząć w Waszych rękach, co byście z nim uczynili? – pytanie dość podchwytliwe, acz istotne.

W końcu można było przejść do sedna.
- Wszyscy macie rację, Rada musi przyznać się do błędu – brak organizacji w istocie odbił się negatywnie na obu stronach – ucierpieli łowcy oraz podziemni. Mamy to na uwadze – Wasze dobro, nasze – wspólne. Z tego względu zebraliśmy się tutaj, aby podzielić się informacjami na temat tajemniczego przeciwnika, który dzierży moc potężniejszą od kogokolwiek z nas, a który ma pod swoimi skrzydłami wielu ludzkich popleczników. Szanowny Noah niemalże w całości przedstawił nasze stanowisko – chcemy wyjść Wam naprzeciw – zawiązać nowe porozumienia i skupić się na zagrożeniu w postaci osoby Leytona, jego sojuszników i najpewniej przymuszonych do współpracy więźniów, między innymi Wielkiego Czarownika York. Prócz tego chcielibyśmy wytypować Noaha jako nadzorcę do sprawowania pieczy nad przestrzeganiem zasad nowych porozumień.

/proszę nie odpowiadać eposami na ten epos xD
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Elisabeth Graves


Elisabeth Graves

549 (26)

Wampir

The Black Death [*]

Były kapitan, Właścicielka "The Requiem"


I don't look back unless there is a good view.

Wysłany: 2018-10-10, 16:24   
   Dahlia
[Cytuj]

Elisabeth miała ochotę rzucić Noah pogardliwe spojrzenie, ale ostatecznie się przed tym powstrzymała. Wielki obrońca ludzi się znalazł. Pewnie gość należał do grupy tych, którzy nieśmiertelnymi byli z przymusu i najchętniej znów staliby się zwykłymi Przyziemnymi.
- Spotkaliśmy się tutaj po to, by ustalić nowe porozumienia - przypomniała Schiavone, po tym, jak ten wspomniał, że coś tam zostało ustalone w poprzednich porozumieniach. Jeśli stare porozumienia wszystkim pasowały lub Clave nie było otwarte na wprowadzenie zmian, to w jakim celu zorganizowano to spotkanie? Jeżeli Clave nie pójdzie na żaden kompromis, to niestety Podziemni znów będą mieli prawo poczuć się przez nich oszukani.
- Nie mogę przemawiać w imieniu wszystkich wampirów. Nie jestem nawet w stanie ich zliczyć. Przemawiam w imieniu moich bliskich oraz reszty, która podziela moją opinię, a wierzcie, takich osób jest naprawdę dużo. Nieśmiertelni chcą zmian i takie powinny zostać wprowadzone. W innym wypadku prędzej czy później dojdzie do kolejnego buntu i próby obalenia waszego urzędu - postawiła sprawę jasno. To nie była żadna groźba, Elisabeth po prostu wiedziała, jakie podejście ma większość wampirów do zasad, które narzuciło im Clave. Poza tym Nocni Łowcy byli teraz w rozsypce, więc stanowili łatwy cel.
- Zapomnijcie o dawnych klanach z York... Jestem w trakcie tworzenia nowej grupy, lecz nie mogę w tej chwili zdradzić żadnych szczegółów - powiedziała spokojnie. Nie obchodziły ją jakieś szczątki, pozostałości dawnych sekt, z którymi niewiele miała wspólnego.
- Wracając do naszych porozumień... Mówicie o odebraniu wolnej woli... Idąc waszym tokiem myślenia, zabronione powinno być również używanie encanto czy manipulowanie wspomnieniami. Ludzie pozbawiają woli zwierzęta oraz innych ludzi. Czy to wam nie przeszkadza? - nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie. - Nie powinniśmy zapominać, że służenie nieśmiertelnym ma swoje zalety. Sługa dziecka nocy zyskuje siłę, zdrowie i żyje znacznie dłużej niż przeciętny człowiek. Jaki kompromis proponujecie? Możliwość zrobienia z Przyziemnego sługi tylko i wyłącznie za jego zgodą? Dobrze rozumiem? - zwróciła się do Branwella i Penhallow. Została jeszcze kwestia pożywiania się...
- Pożywianie się bezpośrednio na człowieku bez odbierania mu życia. W porządku, ale nie tylko w prowadzonych przez nas placówkach. Równie dobrze można to robić w parku czy w lesie, o ile zachowane zostaną środki bezpieczeństwa - nalegała.
- Uważam też, że czarownicy powinni mieć przynajmniej częściowy dostęp do Białej Księgi - Clave nie musiało im jej od razu oddawać, ale mogli, chociaż udostępnić część jej zawartości czarodziejce, która stała na czele organizacji.
- Jeśli chodzi o niejaką Krucjatę Oczyszczenia, jestem jak najbardziej za zjednoczeniem się w celu wyeliminowania jej przywódcy oraz członków - pokiwała lekko głową. Jej również nikt nic nie powiedział. Leyton, potomek demona i Nefilim. Dobrze wiedzieć.
Graves chciała poruszyć jeszcze jedną kwestię, ale może zostawi to na potem.

/ Nie bijcie za długość. Starałam się napisać krótko, ale ciężko poruszyć tyle spraw w kilku zdaniach. :lol:
_________________


    Show me the shadow where true meaning lies
    So much more dismay in empty eyes



[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8