Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Zapomniane ruiny na moczarach
Autor Wiadomość
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-08-24, 16:38   
   Oinari
[Cytuj]

MG

Wyjęcie klucza wiązało się z pewnym ryzykiem, mianowicie ze wspomnianym już osłabieniem. Aura coraz mocniej wciągała wszystkie zasoby magiczne i nie tylko. Wkrótce ziemia pod kryształem zaczęła szarzeć – umierać.
Grupa zmarłych zaczęła powoli wyłaniać się zza rogów. Stare przegniłe ciała czarowników i wróżek – ohyda. Opal słusznie postąpiła, chroniąc Verenę. Niestety wydobycie klucza po cichu minęło się z celem – wszystko przez agresywnego wróżka. Mężczyzna zaraz po wyjściu z wieży przyspieszył kroku, aby jak najszybciej znaleźć się tuż przy krysztale. Było to oczywiście niemożliwe ze względu na barierę. Connie jeszcze przez chwilę podtrzymywała ją, po czym puściła, gdy tylko doszło do wspólnego uzgodnienia planu działania, a więc wydobycia klucza i opuszczeniu tego miejsca. Wtedy też do akcji wkroczył Bevin.

Pucas odepchnął Syriusza, uniemożliwił również Verenie na poświęcenie się. Odwaga czy może ostatnia głupota? Ofiarą nieprzyjemnej aury padł nie kto inny jak wróżek. Z jednej strony swym czynem nieświadomie uchronił resztę drużyny: Connie, Syriusza, Juniora, Ninę, Opal, Verenę i Byakko – z drugiej przyczynił się do uruchomienia całej lawiny wydarzeń.
Ponieważ konsystencja kryształu zaczęła się zmieniać, przyłożenie doń dłoni spowodowało poruszeniem się i przebudzeniem uwięzionego wewnątrz ciała.
Pięć kamieni nie bez powodu służyło za generatory mocy. To właśnie one odpowiadały za stan magicznego więzienia. Niszczenie ich doprowadzało do jego osłabienia.
Zniknięcie pierwszego z kryształów wniosło ostrzeżenie – trzęsienie ziemi – więzienie choć osłabione, wciąż było stosunkowo stabilne. Osłabienie drugiego poskutkowało kolejnym trzęsieniem, a także ożywieniem martwych ciał – drugie ostrzeżenie. Więzienie zaczęło słabnąć – kamień ciemniał i zaczął się miejscami robić bardzo miękki. Przy zniszczeniu trzeciego kamienia miało dojść do samoistnego uwolnienia – wcześniej było ono niemożliwe bez wsparcia – w tym wypadku wsparcia wróżka.

Pod wpływem czarów, Bevin przebudził więźnia. Oczy Raffaela otworzyły się, a wtedy wszystkich oślepiło białe światło. Kamień zaczął powoli pękać, a żeby było śmieszniej, z miękkich partii wyłoniły się łapy. Upuszczony klucz zapewne wylądował w posiadaniu Vereny, która miała obecnie dwa klucze. Cała drużyna mogła więc uciec tą samą drogą, którą tutaj przybyła – rzecz jasna zaraz po zniknięciu światła.

Walka z nieumarłymi nie była konieczna – ciała skupiły się na Bevinie, by wkrótce paść na ziemię. Cokolwiek powołało je do życia, zaraz to życie odebrało, podobnie jak wszystkie kolory. Dumne ruiny spowiła szara barwa – umarła trawa, obumarły krzewy i wszelaka roślinność tego miejsca. Nawet woda stała się śmierdząca i mało zachęcająca do spożycia jej. W całym chaosie stało się coś jeszcze – Raffael pochwycił Bevina, by i z niego zacząć wysysać energię życiową.

-Bevinie… Coś Ty zrobił… - wyszeptał głos w jego głowie. A potem zapadła ciemność… Raffael wypadł z kryształu prosto na Pucasa. Obaj wylądowali na obumarłej ziemi. Raffael był nieprzytomny, Bevin również. Cokolwiek zostało zamknięte w jego ukochanym, obecnie przeszło na niego. Jakie będą tego konsekwencje w przyszłości?
Kryształ pomimo pęknięć wciąż był cały. Przestał jednak ciemnieć, a zrobił się zwyczajnie czarny… Fetor siarki i śmierci otulił całe miejsce.

Cokolwiek w nim spoczywało...
Czarownicy chcieli rozwiązać to bezinwazyjnie, wróżek jednak przyłożył rękę do całkowitego zniszczenia. Szansa na odbudowę tego miejsca i odnowę handlu została właśnie zaprzepaszczona.

/END
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-27, 17:22    [Cytuj]

Po wydarzeniach sprzed około miesiącach bagna troszeczkę się zmieniły. Zauważono wzmożoną aktywność tamtejszych bazyliszków, a przede wszystkim licznych odmian insektoidów. To właśnie one, te tak zwane robale, zdaniem zwiadowców Dzikiego Gonu, uległy spaczeniu resztkami mrocznej energii, która okryła całe ruiny i niewielki obręb poza nimi niedługo po wybuchu magicznego kamienia.
Zabawna rzecz z zepsuciem. Paradoksalnie agresywne bazyliszki, stały się bardziej łagodne tj. ospałe i leniwe niż zazwyczaj. W konsekwencji mniej polowały, a wkrótce zaczęły umierać z głodu. Inaczej w zetknięciu się z dziwną magią, zachowały się robale. Z natury raczej spokojne, obecnie zrobiły się nieco agresywniejsze – prawie jak Australijskie pszczoły. Nie tylko zaczęły atakować i pożerać zwierzynę na bagnach. Ponoć cały rój rzucił się nawet na wywernę!
Bestia była nie do pokonania, lecz w końcu upadła pod naporem licznych użądleń serwowanych jej kolejno przez setki, a może i tysiące latających osobników. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak bardzo musiała dotknąć je magia, skoro zdołały swymi żądłami i żuwaczkami pokonać ogromnego potwora o łusce twardej jak tytan i całkowitej odporności na trucizny! Po ciele zabitej wywerny nie pozostało nic, nawet kości. Insektoidy zabrały do gniazda wszystko tj. do swojego gniazda, które pechowo znajdowało się centralnie pod ruinami.
Moczary spowiła niepokojąca cisza. Brak bazyliszków, wzmożona aktywność agresywnych robaków, nieustannie czyhające tuż pod powierzchnią wody uśpione wywerny – ta jedna znana podróżnikom i dwie nowe przybyłe z tyko sobie znanych pobudek – łącznie trzy zauważone. Golemy? Jakie golemy? Wszystkie zniknęły i nikt nie wie dlaczego. Czyżby znowu sprawka insektoidów? Od momentu zabicia jednej z wywern, nikt ich już nie widział. Całkiem możliwe, że obecnie „spoczywają” w gnieździe za murami ruin w oczekiwaniu na dogodną okazję do kolejnego polowania.
Było gorąco, wręcz parno. Mgła rozlewała się gęsto po całym terenie. Smród magii do dziś drażnił co czulsze nosy. Do dostania się za mur, należało odszukać ukryte przejście pod wodą – to, które paradoksalnie prowadziło wprost do gniazda – bądź spróbować dojść do bramy, a tym samym przedostać się przez wodę – miejsce spoczynku trzech wspomnianych wywern.

__________


Proszę o wypisanie co ważniejszego EQ:
Czas na odpis: 48 h
W przypadku kilku osób w sesji: brak kolejki
Długość postów: krótkie lub długie z obowiązkowym streszczeniem na końcu
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-10-28, 17:32   
   Fao
[Cytuj]

EQ: Kompletnie wyciszony i naładowany telefon; krótki, stalowy miecz, schowany w pochwę i przypięty do lewego biodra; mały nożyk do ziół; trochę alchemicznego sprzętu do próbek; butelka z antidotum na trucizny; Wszystko zamknięte w sporej nerce zapiętej na pasie wróżki.

Tl;DR — Ogarnęła informacje od zwiadowców, ubrania wygodne szybkoschnące/wodoodporne. Zaczekała w miejscu zbiórki do 10 minut po określonym czasie, a potem wybrała drogę przez ukryte przejście i gniazdo insektoidów, więc poszła szukać wejścia poruszając się ostrożnie i wypatrując zagrożeń.

~*~


Dotarły do niej informacje od zwiadowców dzikiego gonu, więc zaczęła planować wyprawę. Nie miała pojęcia, czy wybiera się sama, czy jednak ktoś jeszcze zgłosił się w międzyczasie do pomocy. Ubrała się jak najwygodniej. Porządne, nieprzemakalne i wysokie trapery, lekkie, dopasowane spodnie z szybkoschnącego materiału, a na górę tank top i sportowa, ciepła "oddychająca" bluza z rozcięciami na skrzydła i również z szybkoschnącego materiału. Zapakowana nerka i krótki miecz wylądowały na swoich miejscach ruszyła na bagna. Im szybciej tam pójdzie tym szybciej powinna mieć to z głowy, nie? Chociaż samo zadanie na zbyt szybkie do wykonania się nie zapowiadało.
Moczary były dziwnie ciche, czego, mimo raportów zwiadowców, nie spodziewała się zbytnio. Tu jednak naprawdę było dziwnie cicho i wręcz niepokojąco. Zerknęła na godzinę, czekając w miejscu ewentualnej zbiórki, o ile ktoś jeszcze miał się zjawić. Zamierzała poczekać maksymalnie do 10 minut po czasie i potem ruszyć sama, najwyżej ją dogonią. Albo i nie, kto ich tam wie.
Jeśli nikt się nie zjawił to wyklinając w myślach, na czym to świat stoi, że tylko ona jedna zgłosiła się na misję, postanowiła zaryzykować drogę przez ukryte przejście pod wodą, uznając, że skoro magia żywiołów, w której używaniu czuła się naprawdę pewnie, wcześniej działała na insektoidy, to powinna również zadziałać i teraz. Wywerny dalej wydawały jej się większym zagrożeniem dla pojedynczej, niewyszkolonej zbytnio w walce osoby, niż insekty. Najwyżej będzie kombinować z taktycznym odwrotem i jeśli uda jej się ujść z życiem to poprosi Króla o większe wsparcie, bo jednak to zadanie wydawało jej się sprawą, którą powinna zająć się jednak większa grupa. Może i czasami potrafiła zdziałać cuda, ale raczej nie bardzo w takiej sytuacji. Poruszała się ostrożnie, powoli i wypatrując zagrożeń. Przy okazji rozglądała się za przejściem, z którego chciała skorzystać.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-28, 18:09    [Cytuj]

Słowem wstępu – telefon stanowił świetne narzędzie jako latarka, bądź aparacik do robienia ślicznych selfiaczków. O dzwonieniu Nimat mogła zapomnieć. W świecie, gdzie dominowała magia, wróżki porozumiewały się troszeczkę inaczej, np. za pomocą zaklętych kryształów ala instant sms do pana X.

Na miejscu zbiórki nie zjawił się nikt. Wniosek nasuwał się sam – Nimat była zdana na siebie, przynajmniej czysto teoretycznie. Do jej skromnej osóbki – pomijając potencjalnych kandydatów (chętnych graczy) – wkrótce dołączyła dwójka przedstawicieli Dzikiego Gonuzwiadowca odziany w lekką zbroję z orężem składającym się z zaklętego krótkiego miecza, łuku i kompletu strzał. Drugim z przybyszów był typowy wojak, Pucas w średniej zbroi z dwuręcznym mieczem na plecach.

Facet był czystej krwi wróżką z atutami typowymi dla przedstawicieli jego „klasy” – witamy mega boost do siły, magię żywiołów i zdolność przemiany w zwierzęta.
Drugi kolega, a raczej koleżanka, była półwróżką z atutami charakterystycznymi dla zwiadowców – szybkość, zdolność latania i iluzja.
Łącznie drużyna Nimat składała się z: trzech osób – jej, wojownika i zwiadowczyni.

Wybór w trakcie drogi padł na ukryte przejście. Jako, że Nimat zrobiła porządny risercz, winna znać ryzyko używania magii na terenach tutejszych bagien. Już pierwsze odchylenie wody wywołało dziwne bulgotanie na powierzchni nienaruszonej tafli – jedno, drugie i w końcu trzecie. Ukryte weń stwory momentalnie wyłapały woń użytego zaklęcia.
Nimat musiała działać szybko – czar coraz bardziej prowokował stwory. Woda otulająca ich ciała zaczęła dosłownie „budzić się do życia”, nie to co ta kontrolowana przez wróżkę. Oba słupy stały grzecznie na baczność, tym samym umożliwiając na sprawne przejście dwójki towarzyszy na drugą stronę. Potem pałeczkę przejął wojak – Pucas podtrzymał magią wodę, aby inicjatorka całej akcji mogła w spokoju do nich dołączyć.

Wywerny zaczęły się powoli wyłaniać, jednakże nie był to obecnie problem drużyny – cała trójka znalazła się bowiem wewnątrz korytarza ruin. Oby tylko potężne bestie nie zaczęły śledzić przybyszów. Na razie mogli czuć się bezpiecznie - na razie, he, he. Ryki na górze świadczyły o aktywności potworów.

Dotarcie do gniazda miało zająć wróżkom trochę czasu – wszystko z powodu labiryntu krętych korytarzy i dziwnych lamp wyglądających jak kryształy osadzone na metalowych rękojeściach.
Już po kilku minutach wędrówki przez stosunkowo szeroki korytarz, oczom wędrownych ukazało się rozwidlenie – przejście dzieliło się na prawą oraz lewą stronę – każdą oświetloną błękitnym światłem kryształów.
O ile sprawa z Insektoidami i dziwną ciszą na bagnach była dość niepokojąca, o tyle Nimat miała pewność co do jednego – światła kamieni reagowały na magię. Niestety nie potrafiła sprecyzować na jaką konkretnie i z jakimi skutkami. Wszyscy mogli zaryzykować i wybrać korytarz na pałę lub spróbować rozgryźć mechanizm ruin.
W kwestii magii oddziałowującej na ruiny drużyna miała do dyspozycji: magię żywiołów (różne kombinacje) lub iluzje (także różne kombinacje). Czary zmiennokształtności raczej nie reagowały z labiryntem.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sigyn Ragnarsdóttir


Sigyn Ragnarsdóttir

800

Czarownik

Friendzone

Lubi łazić po cemntarzach


There are things I have done. There's a place I have gone...

Wysłany: 2018-10-30, 21:08   
   Sonia, Antek
[Cytuj]

Ekwipunek: wyciszony, naładowany telefon, Glock 19 z pełnym magazynkiem i tłumikiem, miecz długi, nóż typu folder, dwa sztylety, 2 metrowa lina, suchy prowiant, woda, kilka zajumanych eliksirów, zielnik magicznych roślin, mini apteczka (kilka bandaży, plastrów, spirytus, gazy, rękawiczki lateksowe).
Miecz długi znajduje się w pochwie przy pasie, podobnie jak dwa sztylety, Glock również. Linę ma zwiniętą i zarzuconą na ramię, a luźne rzeczy wrzuciła do poręcznego plecaka.
Ubiór: wygodne, nieprzemakalne trapery, bojówki, termoaktywny podkoszulek, szybkoschnąca bluzka i na to podobna bluza.

Wszelkie informacje ma od Nimat i z różnych innych źródeł.


#1

Tak teoretycznie Sigyn nie powinna cieszyć się jak małe dziecko, gdy dostała wiadomość od Nimat o akcji z czyszczeniem bagien. Nie, zdecydowanie nie powinna, jest przecież starą, szacowną wiedźmą.
A mimo tego uśmiechała się jak głupia do telefonu.
Och, Odynie, dobrze, że nikt jej nie zobaczył!
Czarownica była raczej na bieżąco ze sprawami, które działy się w Świecie Cieni. Obiło jej się o uszy odnośnie wycieczki na bagnach. I cóż, może sama wyprawa na te dzikie tereny, aż tak bardzo jej się nie uśmiechała, ale nie zamierzała zostawić Nimat samej. Cholera wie, co jeszcze by ją użarło! Sigyn na pewno potem nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś wróżce się stało, a ona nie miała nawet szansy, żeby temu zapobiec.
Zdecydowanie wystarczy już, że mocno nabroiła 157 lat temu, zamykając ją w lampionie.
Islandka przybyła na miejsce zbiórki, ale niestety już nikogo nie było. Zaklęła pod nosem, niezadowolona. Oczywiście technologia nie działała, a przynajmniej taka, jaką teraz miała. Nie chciała za bardzo korzystać z magii, słysząc, że nie było to najlepszym pomysłem na tych terenach. Dlatego też starała się po śladach podążyć za drużyną z Nimat na czele.

Taki sobie post, przepraszam, ale nie jestem pewna czy Sigyn uda się dobiec do drużyny :c
_________________
<tbody></tbody>
There's a beast
And I let it run
Now it's running . . .
I know I'm not forgiven,
but I need a place to sleep.
So take this night
and lay me down on the street.
I know I'm not forgiven,
but I hope that I'll be given . . .
Some peace

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-10-30, 22:13   
   Fao
[Cytuj]

Oczywiście, że nie zamierzała nawet próbować dzwonić z telefonu w faerielandzie. Miała świadomość, że ludzka technologia niezbyt lubi się z pełną magii krainą wróżek. Odkąd jednak poznała możliwości nowej, ludzkiej technologii była nią zafascynowana. Jakie to było wygodne! I ile ją również ominęło, kiedy siedziała w lampie. Telefon profilaktycznie był wyciszony, w razie gdyby cokolwiek przypadkowo się załączyło i mogło zrobić hałas. Za to był przydatny, chociażby jako latarka, albo notatnik. Czasem też łatwiej zrobić czemuś zdjęcie i je później pokazać niż niejasno tłumaczyć, o co chodzi. Dlatego też nie zostawiła urządzenia w domu świecie ludzi, tylko targała je ze sobą na bagna.

Nie mogła powiedzieć, że nie miała nadziei na większą grupę, ale przynajmniej nie była sama z tym zadaniem, zawsze coś. Sig miała się zjawić, jednak nie widziała jej, a czas naglił. Im dłużej będą sterczeć na widoku, tym większe prawdopodobieństwo, że w końcu coś zechce ich zeżreć na obiad. Albo przekąskę między posiłkami. Dlatego też, skoro Sig nie było o czasie ruszyli w drogę. Może zdąży ich dogonić po śladach, o ile w ogóle przyjdzie.
Znała ryzyko i uznała, że prędzej, czy później i tak użyliby czarów i obudzili wywerny i pewnie inne stwory. W tajnym przejściu mieli chwilę na ogarnięcie się i ruszenie, zanim wywerny ogarną, gdzie dokładnie są osoby, które rzucały czary. Wszystko starała się robić jak najszybciej. Najpierw umożliwienie przejścia reszcie drużyny, potem zamiana rolami z wojownikiem. Najszybciej jak mogła, bez ryzyka że się wywali w błoto, przemieściła się do korytarza ruin. Miała nadzieję, że potworom nie będzie chciało się zbytnio biegać po okolicy, skoro podejrzewała, że dalej gdzieś tu były te całe zmutowane insektoidy.
Grupka uparcie szła przed siebie zapewne aż do rozwidlenia. Wejście na pałę do magicznego labiryntu wydawało jej się co najmniej proszeniem się o kłopoty. Podeszła do jednej z kryształowych lamp, chcąc jej się bliżej przyjrzeć. Nie miała pojęcia na jaką magię reagują i w jaki dokładnie sposób, ale na jakąś musiały, więc zastanawiała się, czy dobrym pomysłem będzie testowanie przy nich różnych kombinacji magicznych, czy jednak stwory z zewnątrz dadzą radę wyczuć użycie magii i za bardzo się nimi zainteresują.
– Spróbujmy chociaż jakoś rozgryźć mechanizm tych ruin. Wolałabym nie wleźć w jakąś pułapkę. – Odezwała się do towarzyszących jej Faerie. Przy okazji stwierdziła, że zaryzykuje i przy jednej z lamp najpierw przywołała na chwilę mały płomyczek, chcąc zobaczyć, czy labirynt jakoś i jeśli tak, to jak zareaguje. Następnie przywoływała po kolei, na chwilę resztę żywiołów, starając się zapamiętać ewentualne reakcje ruin, czy świecących kryształów.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Onigiri

750 lat

Faerie

Nie interesuj się

Książę


To tylko sen

Wysłany: 2018-10-31, 06:31   
   Shizhi
[Cytuj]

/mg - pisane z tel xD

Sig
Oby Sig nie lubowała się w ciszy. Tą przerywały liczne ryki trzech potężnych wywern - jednej największej, która najprawdopodobniej pożarła Gabriela, wróżka który swego czasu pracował i mieszkał z czarownikami - oraz dwie równie wielkie choć nie tak bardzo jak ta pierwsza - troszeczkę od niej młodsze - łącznie trzy.
Stwory przemierzały przestworza w poszukiwaniu ofiary, której magia powołała je do życia.
Czarownica na chwilę obecną mogła czuć się bezpiecznie - stwory nie zwracały na nią uwagi. Były zbyt zajęte poszukiwaniem, bądź ryczeniem na siebie - głównie dwa młodsze osobniki. Względny spokój i brak zainteresowania ze strony innych lokatorów bagien, umożliwił czarownicy podążenie tropem, he, he, przyjaciółki. Ślad urwał się w momencie zatrzymania na brzegu ogromnego zbiornika wodnego - typowo na moczarach, jakby i bez niego nie było dość mokro. Woda pokrywała praktycznie cały teren. Jej szum i wzburzenie świadczyło o dwóch rzeczach: przebudzeniu wyżej wspomnianych wywern - chodzi tu o falujące masy wody w oddali - oraz użycie wyczuwalnej magii żywiołów - mowa o dwóch słupach wody centralnie przed stojącą na brzegi Sig. Do końca się nie zapadły. Połowa drogi od jej strony była wciąż otwarta.
W jaki sposób poradzi sobie z tym czarownica?

Nimat.
- Labirynt inaczej reaguje na różne rodzaje magii. Z tego co wiem, zaklęcia tropiące lub inne ułatwiające odnalezienie drogi, nawet teleporty, uruchamiają pułapki. Wówczas kryształy mienią się czerwienią. - powiedziała zwiadowczyni.
- Na magię przemiany w zwierzęta o dziwo nie reagują. - dodał łowca. Tajemnicą pozostawały więc pozostałe dziedziny ale o tym za moment.
Z bliska kryształ wyglądał o stokroć piękniej. Ostre krawędzie, gładka powierzchnia i... Wokół pierścienia łączącego kamień z metalowym uchwytem wygrawerowano niewielki napis.
" Światło wskaże Wam drogę"
Jako pierwsza na ochotniczkę testowania poszła zwiadowczyni. Posłała w przód stworzoną przez siebie iluzję. Tej nic się nie stało, no może prócz tego, że zniknęła zaraz po zbliżeniu się do kryształu. Kolor z niebieskiego zmienił się na fioletowy. Ten niwelował całą magię w pobliżu. Użycie płomyka zmieniło kolor kamieni po właściwej stronie - mg nie pamięta po której a z tel nie sprawdzi - na zielony. Druga strona - niewłaściwa- wciąż mieniła się fioletem. Zielona droga doprowadzi podróżników do kolejnego rozwidlenia - tym razem potrójnego. Lewo, prawo i prosto. Istniała szansa, że ta sama sztuczka już nie pomoże.
Jeżeli wszyscy ruszą, ujrzą właśnie to. Jeżeli jeszcze nie, to usłyszą groźne wycie nad sobą. Czyżby coś lub ktoś rozjuszył wywerny?
_________________

Wszystko w tym świecie ma wiele kolorów. Wiele odcieni szarości niemieszczących się w twojej czarno-białej wizji świata, w której istnieje tylko prawda lub fałsz.

Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sigyn Ragnarsdóttir


Sigyn Ragnarsdóttir

800

Czarownik

Friendzone

Lubi łazić po cemntarzach


There are things I have done. There's a place I have gone...

Wysłany: 2018-11-01, 17:14   
   Sonia, Antek
[Cytuj]

Szczerze powiedziawszy Sigyn na razie nie była szczególnie przejęta rykiem wywern. Owszem, nie napawały ją optymizmem, ale również nie odwracała się na boki, zlękniona, że zaraz coś może na nią wyskoczyć. W sumie, poruszała się po moczarach, jakby dobrze je znała, co było tylko złudzeniem. Po prostu sprawiała wrażenie niewzruszonej tym, że za chwilę może dostać po tyłku od jakiejś drapieżnej roślinki, ot.
Ale wilgoć tu panująca dosyć mocno jej doskwierała.
Lubiła wodę, ale tutejszy klimat powodował, że aż mimowolnie oddychała płytko, by nie czuć zgnilizny w powietrzu. Unikała też bardziej mokrej gleby, bo nie uśmiechało jej się, żeby już na początku moczyć sobie buty, nawet jeśli te były nieprzemakalne.
I weź tu się jeszcze śpiesz, bo lamowatość spowodowała, że twoja crush poszła sama na przygodę.
Ale ostatecznie dotarła do jakiegoś zbiornika wodnego, gdzie użyto magii. Sigyn zerknęła na wodę, a fale, które na niej były, sprawiały wrażenie dosyć niebezpiecznych, gdy dodać do tego ryki wywern.
Chociaż miała o tyle takie szczęście, że słupy wody dalej były. Jakieś, ale były. Więc Islandka postawiła na szybką akcję - skorzystała z tejże połowy otwartej od niej drogi, a gdy jej już brakowało, skorzystała z magii wody, by przedostać się do ukrytego przejścia.
_________________
<tbody></tbody>
There's a beast
And I let it run
Now it's running . . .
I know I'm not forgiven,
but I need a place to sleep.
So take this night
and lay me down on the street.
I know I'm not forgiven,
but I hope that I'll be given . . .
Some peace

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-11-01, 20:13   
   Fao
[Cytuj]

Nimat lubiła piękne rzeczy, a kryształy oświetlające ruiny właśnie do takich rzeczy się według niej zaliczały. Gdyby mogła, użyłaby podobnych do wystroju domu, ale jako że mieszkała w świecie ludzi byłoby to co najmniej ryzykowne. O ile nie niewykonalne, w końcu faerieland był przesycony magią, a ona nie do końca wiedziała jak te kryształy w ogóle działały. Może w świecie ludzi byłyby po prostu bezużyteczną ozdóbką? W każdym razie należało się skupić na pójściu dalej. Wysłuchała towarzyszących jej wróżek, przy okazji odczytując grawerunek na pierścieniu wokół kryształu.
– "Światło wskaże Wam drogę." – Powiedziała do towarzyszy, dając zwiadowczyni pierwszeństwo w testowaniu reakcji ruin. Iluzja szybko zniknęła, więc raczej kryształy niezbyt je lubiły. Podeszła więc z płomyczkiem i prawdopodobnie odkryli w ten sposób którędy iść dalej. Wnioskując po tym, że kamienie mieniące się na fiolet sygnalizują coś złego, raczej wolała wybrać zielony korytarz. Poszła do przodu, do kolejnego rozwidlenia, dalej nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś próbował do nich dołączyć i gonił ich po śladach, które zostawili. Biedna Sigyn, nie dość, że we friendzonie, to jeszcze nikt na nią nie poczeka!
W każdym razie, ekipa Nimat prawdopodobnie zatrzymała się przy kolejnym rozwidleniu. Nimat najpierw sprawdziła jak kryształy reagują na magię ognia. Jeśli tym razem nie zadziałało i kryształy nie pokazały prawidłowej drogi, to rozejrzała się, czy na którejś obręczy znowu nie ma umieszczonego grawerunku z podpowiedzią. Gdyby takowej nie znalazła, to zamierzała testować kryształy dalej, metodą prób i błędów, z każdym żywiołem z osobna. Coś w końcu musiało zadziałać, nie?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-01, 20:56    [Cytuj]

Sig
Sig sporo ryzykowała, lecz innego wyjścia nie miała. Jedyna droga prowadziła przez wodę – druga w sumie też, tyle że niekoniecznie pod nią if you know what i mean. Użycie magii było konieczne do podtrzymania fal, co niestety zwróciło na czarownicę uwagę wywern, a w zasadzie jednej z nich – tej najmłodszej.
Stwór był dwukrotnie mniejszy od swoich starszych odpowiedników. To odejmowało mu nieco siły, przy tym dodając dodatkowy plusik do zwrotności w trakcie lotu. Efekt? Bestia wnet wyczuła magię, a w rezultacie ruszyła śladem jej zapachu. Czarownica miała farta – w ostatniej chwili zdołała dostać się do przejścia. To rzecz jasna prowadziło w dół, a potem troszeczkę na górę. Specjalne kanaliki chroniły przed zalaniem, jednak nie mogły powstrzymać samej wywerny.
Jeżeli Sig przytrzyma wodę, ujrzy zmierzającą w jej stronę wywernę. Oswobodzenie żywiołu zaleje stwora. Młody i głupi zamiast się wycofać, zacznie pływać w wodzie. Możliwe, że ruszy we wcześniej wymierzoną stronę. Co prawda samej czarownicy nie dopadnie, jednak uderzenie łba o konstrukcję, może poważnie naruszyć fundament.
Co zrobi wiedźma?

Nimat
Nic w życiu nie jest łatwe, szczególnie gdy steruje nim MG chuj. Magia ognia zadziałała na kryształy, niestety nie tak jak powinna. Zamiast jednej drogi, zieleń pokryła wszystkie kamienie naprzeciwko przybyłych – te na wprost, po lewej i po prawej stronie również. Aby było śmieszniej, na żadnej z latarenek nie było już żadnego napisu. Drużyna musiała więc kombinować z innymi rodzajami magii, bądź powołać się na sztukę survivalu.
- Hm… - Pucas specem od magii nie był, niemniej wpadła na pewien pomysł. Zmiennokształtność pozwoliła mu na przybranie formy wilka. Wyostrzony węch pomógł mu w wyłapaniu zapachu, niestety niekoniecznie dobrego dla pozostałych. Basior momentalnie zjeżył sierść na karku, a następnie wskazał łbem kolejno na wszystkie korytarze. Ponieważ łowczyni znała towarzysza, od razu zrozumiała przekaz.
- Wilk coś wyczuł zły zapach. Ten dobiega ze wszystkich trzech korytarzy. Skoro ogień pomógł za pierwszym razem, to może teraz jego przeciwieństwo? – łowczyni strzelała. Mogła mieć rację, a równie dobrze mogła się mylić.
Co zrobi Nimat?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sigyn Ragnarsdóttir


Sigyn Ragnarsdóttir

800

Czarownik

Friendzone

Lubi łazić po cemntarzach


There are things I have done. There's a place I have gone...

Wysłany: 2018-11-03, 12:08   
   Sonia, Antek
[Cytuj]

Sigyn nie bez powodu starała się uważać z używaniem magii. Usłyszała, że na tych terenach jest to bardzo niebezpieczne i cóż, przekonała się o tym na własnej skórze. Niestety musiała skorzystać z niej i jak na złość, przyciągnęła uwagę wywerny, która wcześniej sobie latała i tylko ryczała.
Heh, przynajmniej trafiła jej się najmłodsza.
Czarownica oszczędnie korzystała z magii, jedynie, kiedy było to potrzebne, ale latający skurczybyk już wciskał łepetynę. Sig zaklęła pod nosem, a adrenalina zaczęła krążyć w jej żyłach. Musiała szybko coś wymyślić, a fakt, że tak trochę znajdowała się pomiędzy młotem a kowadłem, nie pomagał.
Wolała nie sprawdzać wytrzymałości fundamentu, ale wolała już zrobić to, niż skonfrontować się samotnie z wywerną. Nie chciała też ponownie używać magii, by nie ściągnąć tu koleżeństwa tej najmłodszej. Dlatego też postanowiła zaryzykować fundamenty przejścia. Jednak nim zalała stwora, sięgnęła szybko po broń palną, celując w nozdrza zwierza. Kto wie, może to zniechęci ją albo na chwilę rozproszy? Jakby nie było, to wrażliwa część ciała.
I zdecydowanie szybko chciała wreszcie przejść dalej przez ukryte przejście, co też starała się zrobić.
_________________
<tbody></tbody>
There's a beast
And I let it run
Now it's running . . .
I know I'm not forgiven,
but I need a place to sleep.
So take this night
and lay me down on the street.
I know I'm not forgiven,
but I hope that I'll be given . . .
Some peace

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-11-03, 20:09   
   Fao
[Cytuj]

Sztuka survivalu wyszłaby może w wykonaniu pucas, Może i zwiadowczyni by wyszło, ale prawie na pewna nie wyszłoby to w wykonaniu djinna, więc pozostańmy może przy dalszych próbach rozgryzienia jak przejść przez labirynt nie wchodząc w zły korytarz i nie dając się zabić pierwszej pułapce, na którą wlezą.
Chociaż wszystkie zielone korytarze mogły nasunąć bardzo optymistyczną myśl, że po prostu wszystkie prowadzą w jedno i to samo miejsce, to jednak Nimat stwierdziła, że to byłoby aż zbyt optymistyczne podejście. Widać reszta towarzystwa podzielała to zdanie, bo zaczęli wszyscy kombinować, jak sprawdzić, czy któreś przejście nie jest może tym, które doprowadzi ich tam, gdzie dokładnie chcieli się znaleźć. Obserwowała wróżka w formie wilka, ale nie od razu zrozumiała niewerbalny przekaz. Zwiadowczyni przekazała wieści, zanim Nimat miała chociażby chwilę na rozszyfrowanie wiadomości od wilka. Skinęła głową, dając znać, że rozumie. Czasem wyczulony węch pewnie się przydawał, ale współczuła odrobinę wilkołakom, które w niektórych sytuacjach pewnie wolałyby kompletnie stracić zmysł powonienia.
– Spróbujmy. Jak nie zadziała to spróbujemy z innym żywiołem, coś w końcu musi zadziałać. – Wzięła oddech i skupiła się na pozyskaniu odrobiny wody z zapewne wilgotnego powietrza i manewrowaniu nią tak, żeby każda z kryształowych lamp miała okazję zareagować na magię żywiołu.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-03, 20:59    [Cytuj]

Sig
Sigyn znów sporo ryzykowała, być może słusznie. Na początek warto ocenić sytuację. Otóż strzał w nos niekoniecznie zranił wywernę. Zaznaczmy, iż bydle pomimo młodego wieku, nadal dysponowało niesamowicie twardą łuską. O skrzywdzeniu go nie było więc mowy, ale! Kula z pistoletu – serdecznie polecamy rewolwery ze specjalnie dedykowaną amunicją – nie trafiła centralnie w nos, raczej troszeńkę obok i już tłumaczę czemu. Nawet jak na glocka, broń potrafiła mimo wszystko odrzucić. Celowanie z jednej ręki to mit stosowany tylko i wyłącznie w amerykańskich filmach. Niby się dało, niemniej celność w takiej pozie spadała o ponad połowę. Do tego należało dodać samą siłę strzału – jak na ten model raczej średnią. Drugie tyle dodawała potrzeba koncentracji w celu utrzymania wody. Efekt? Nazwijmy to prychnięciem wywerny zwieńczonym wydaleniem pokaźnej ilości magicznych smarków. Jako, iż prowadzący ma serce, pozwoli ocenić, czy buciki postaci zostały brzydko mówiąc ujebane czy też nie. Dalej i tak nie miało to większego znaczenia.
Wywerna zgodnie z zamysłem ruszyła za czarownicą, nawet pomimo zalania. Oczywiście trochę jej to zalało, toteż wiedźma była absolutnie bezpieczna. Gorzej czołowe zderzenie przetrwało przejście. Co prawda woda znacznie zmniejszała siłę i pole manewru każdej istoty w niej „utopionej” – przynajmniej czysto teoretycznie. Gorzej, gdy ta sama istota miała chwilę na dostosowanie się do środowiska, które było poniekąd jej leżem. W rezultacie bestia zdołała częściowo przezwyciężyć opór, chociażby dzięki ułożeniu cielska tak, aby przyjęło opływowy kształt. Uderzenie nie rozdupczyło przejścia, nie skrzywdziło również Sig. Doprowadziło za to do powstania kilku pęknięć w obrębie pierwszego fragmentu korytarza i kilku kolejnych leżących w głębi. Możliwe, ze uszkodzeniu uległa struktura kanałów odpływowych, gdyż z bocznych ścian zaczęły wyciekać cieniutkie linie wody.
Sig mogła iść na przód, opatrzność była nawet na tyle miła, że wskazała jej drogę przez pierwsze rozwidlenie. Gorzej, że czarownicy towarzyszyły wspomniane pęknięcia, ale hej! Po dwóch, góra trzech uderzeniach wywerna dała sobie siana.

Nimat
Magia raz jeszcze wskazała drogę. Lód zareagował z labiryntem – ten pokazał na właściwe przejście, tym razem oświetlone niebiesko. Przed drużyną była już tylko prosta droga prowadząca na powierzchnię, a bezpośrednio do ruin. Mogli więc ruszyć, a raczej mogliby, gdyby nie dwie rzeczy.
Wilk automatycznie postawił uszy na sztorc, po czym odwrócił pysk w stronę wskazanej ścieżki. Coś stamtąd wyłapał – coś, co nie napawało basiora optymizmem. Łowczyni z automatu ujęła broń, a potem… Huk – jeden, drugi i w końcu trzeci. Zdaje się, że coś dużego i rozgniewanego uderzyło w przejście ruin, sądząc po źródle hałasu, w ukryte przejście. Czyżby wywerna? Bardzo możliwe, jednak skąd ten zapał? Wniosek nasuwał się sam – ktoś najwyraźniej postanowił się spóźnić, a przy okazji sprowokować potwory. Wniosek? Ktoś najpewniej zmierzał z tyłu, możliwe że zdoła nawet wytropić drużynę. Z przodu zaś czaiło się coś niedobrego, co irytowało wilka, a co NA RAZIE nie atakowało przybyłych.
Wilk nie wytrzymał – instynkt wziął górę. Basior napiął ciało, po czym ruszył w przód za błękitną barwą kryształów. Łowczyni chciała ruszyć za nim, jednak zatrzymała się w połowie drogi.
- Kogoś się jeszcze spodziewasz? – spytała, bo być może niepotrzebnie się zamartwiali, a dodatkowa pomoc była mimo wszystko mile widziana.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sigyn Ragnarsdóttir


Sigyn Ragnarsdóttir

800

Czarownik

Friendzone

Lubi łazić po cemntarzach


There are things I have done. There's a place I have gone...

Wysłany: 2018-11-04, 09:37   
   Sonia, Antek
[Cytuj]

Powiedzmy sobie szczerze - Sigyn nigdy nie była szczególną mistrzynią w posługiwaniu się bronią palną. Oczywiście opanowała obsługę, ale bez większego polotu. Po prostu czarownica starała się nadążyć za duchem czasu, a skoro w pewnym momencie historii ludzkości takie cacka zastąpiły bron dystansową i białą, dostosowała się do panujących norm. No niestety, ale wiele mieczem nie zdziała, jeśli wcześniej zostanie się zastrzelonym.
Zatem Sigyn cudów nie spodziewała się, gdy jedną dłonią próbowała mniej więcej wycelować w nozdrza wywerny. Choć uzyskała mniej więcej zamierzony efekt, czyli gadzina dała sobie spokój. No, po wcześniejszym kichnięciu i ufajdaniu jej butów dziwnymi smarkami, ale Islandka nie narzekała. Jeszcze.
Grunt, że wreszcie dostała się do ukrytego przejścia na tyle, że spokojnie mogła zalać wywernę wodą.
Czarownica, nim poszła dalej, przyjrzała się pęknięciom. Niby nic wielkiego, ale jednak woda się przedostawała. Sigyn rozważała opcję, żeby zamrozić cieniutkie linie wody, ale potem pomyślała, że kolejne użycie magii mogło zwabić większą ilość wywern. Niestety nie miała ratującej ludzkości srebrnej taśmy, która mogłaby być niezłą alternatywą dla magii.
Mimo wszystko ostatecznie postanowiła zamrozić przeciekającą wodę przy bocznych ścianach, jednocześnie modląc się do Odyna, żeby te latające cholerstwa nie zwróciły na to uwagi. Co jak co, ale może uszkodzenia wydawały się niegroźne, a potem będzie potop (szwedzki).
Gdy już mniej więcej naprawiła uszkodzenia, ruszyła dalej, chcąc wreszcie dogonić grupę. Szukała przy tym śladów, które mogły doprowadzić ją do drużyny.
_________________
<tbody></tbody>
There's a beast
And I let it run
Now it's running . . .
I know I'm not forgiven,
but I need a place to sleep.
So take this night
and lay me down on the street.
I know I'm not forgiven,
but I hope that I'll be given . . .
Some peace

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-05, 20:45    [Cytuj]

Na szczęście dla czarownicy magia nie zwabiła żadnej z wywern. Mogła to być zasługa murów lub magii, którą przesiąkało to miejsce – choose one.
Drogę oświetlało błękitne i zielone światło magicznych kamieni po obu stronach korytarza. Znów na szczęście czarownicy, te zielone prowadziły w dobrą stronę. W efekcie fiolecik miał prawo szybciutko napatoczyć się na zielonkę w towarzystwie innej zielonki, mniej przyjaznej, bo mierzącej do fiolecika z broni aka łuku. To nic osobistego droga Pani, zwykłe kroki ostrożności. Sądząc po symbolu na lekkiej zbroi, owa Pani przynależała do grupy zwanej Dzikim Gonem, prywatnych pupilów Króla Wróżek.
- Kim jesteś? – proste pytanie szybko padło z ust nieufnej łowczyni. Na razie nie wypuściła strzały, bah, nie sądzę, aby w ogóle zamierzała to robić. Jak to mówią – lepiej zastraszyć niż być zastraszanym. A teraz wracając…
Nimat miała czas aby zareagować na przybycie nieproszonego gościa, o ile oczywiście chciała! Nikt nie zabraniał wróżce olania czarownicy, wszak ignorancja cechą (nie)szlachetną.

/macie jedną turę bez MG. Zdecydujcie, co robicie dalej.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8