Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Plac Zabaw
Autor Wiadomość
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.

zarządzam kliniką i negocjuję w Świecie Cieni


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-03-05, 11:55   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Była przypadkiem jeden na milion. Przypadkiem swojego pokolenia, bo pięćset lat temu Noah też był przypadkiem jeden na milion. Takie rzeczy się nie zdarzały, a przynajmniej nie powinny i niestety, musieli twardo podejść do całej tej sytuacji. Bądźmy szczerzy, ale to nie było łatwe. Życie Nefilim opierało się na zupełnie innych wartościach, wyznawanie ich było wszystkim co mieli, postępowanie według kodeksu, cała ta otoczka… a teraz? Nie mogli wychodzić na słońce, raz na jakiś czas musieli napić się krwi i… no właśnie, co jeszcze? Życie wampira było nudne jak flaki z olejem, ciekawiej było za czasów polowań na czarownice czy jakichś inkwizycji, gdzie każdy był podejrzany o wszystko. Fakt faktem, dekapitacja nie była najlepszą perspektywą, a niektórzy stracili głowę dla tej krzywej akcji.
- Ponad pięćset lat temu też nie widziałem opcji, ale uwierz mi, jest ich cała masa. – powiedział całkiem poważnie, choć na jego ustach pojawił się delikatny, nieco przyjemny uśmiech. Wiedział co mówi, ale też wiedział co Sherisse czuła. Minęły dopiero dwa lata, niedużo czasu, w porównaniu do tego, co on przeszedł podczas półtysiącletniej tułaczki po ziemi. Zrobił krok w jej stronę i uśmiechnął się jeszcze bardziej czarująco. Położył dłonie na jej ramionach i przesunął po nich, aż do jej uroczych dłoni, które ujął w szarmanckim geście.
- Przejdźmy się do mnie, wszystko Ci opowiem… – zaproponował i chwycił ją pod ramię, było to dla niego naturalny. Jasne, że Sherisse nie potrzebowała pomocy, ale chciał to zrobić, bo tego był nauczony wieki temu. – Opowiem Ci o tym jak pomagam cierpiącym, którym wiele życia nie zostało, a jad to jedyne, co jest w stanie uratować ich przed szaleństwem z bólu. Czasem najprostsze rozwiązanie jest najlepsze, moja droga Sherisse. - dodał jeszcze spokojnie i poprowadził ją przez mały park, aż do swojego uroczego domostwa, gdzie wprowadził ją nieco w tajniki swojego życia. Od czegoś należało zacząć, a jemu zdecydowanie odpowiadał bardziej „kontaktowy” sposób opieki nad nią.


ZT x 2
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-05, 22:03   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Słońce już dawno zaszło, co o tej porze roku nie musiało oznaczać wcale, aż tak późnej godziny. Mimo to jednak dzieciaki opuściły już plac zabaw, sprawiając, że nie pojawiła się na nim ani jedna duszyczka. Oprócz Opal, która zajęła jedną z huśtawek.
Ostatnie kilka dni spędziła głównie w laboratorium, jednak praca za bardzo jej nie szła. Zbyt dużo myśli się w niej kłębiło, nie mogła się skupić i musiała sobie zrobić przerwę. Dlatego właśnie fartuch zamieniła na cieplejszy już płaszcz i wybyła za sterylnego pomieszczenia gdzieś, gdzie uda jej się wszystko może w końcu poukładać. A i przy okazji pogadać z pewną wróżką.
W końcu istniały inne osoby, którym sprezentowano ten wspaniały znaczek wysysający życiową energię. Należało poinformować o skutkach ubocznych. I może przy okazji zebrać dzięki temu wsparcie, które pomoże w przekonaniu pewnego psychopaty, by to cholerstwo zdjął. Zapewne nie będzie to łatwe i miłe, ale przecież nie mogła tego wszystkiego tak zostawić.
Zerknęła na wyświetlacz telefonu, by dowiedzieć się, która to jest godzina, odrzuciła do tyłu swoje wyjątkowo dziś związane w warkocz włosy i odchyliła głowę do tyłu, trzymając się jednocześnie łańcuchów, na których wisiała huśtawka.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-06, 06:35   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Ciepły płaszcz, jeansowe spodnie i w miarę cieplutkie buty w sam raz na angielską chlapę. Włosy dłuższe, troszkę rozczochrane w tak zwany stylowy nieład, brązowe z ciemniejszymi pasami u nasady. Błękitne ślepia i lekki makijaż - na babskie pogaduszki żeńska forma jak znalazł. I tylko skrzydła pozostały niezmienne, ot znak rozpoznawczy dla pewnej wiedźmy. Do tego naszyjnik z kryształowym kluczem i pierścień wskazujący przynależność, rzecz jasna na paluszku bo gdzieżby indziej.
Ostatnimi czasy Oinari chodziła bardziej poważna niż zazwyczaj. Efekt upojnie spędzonej nocy z Xian? Być może. Na pewno drugie tyle dodała rozmowa ze Skye oraz sprawa Williama Leytona. Facet ewidentnie zalazł za skórę wszystkim Podziemnym. Aż dziw że nikt jeszcze nie skorzystał z propozycji Króla. Może jednak nie było tak źle? No przynajmniej nikt wróżkom nie powie, że olały sprawę. Warto było podszyć się pod tatusia...
Odnalezienie Opal nie było wyjątkowo trudne. W końcu kto przy zdrowych zmysłach bujał się na huśtawce o tak późnej porze! Wróżka puściła sms - jestem przed Tobą, po czym machnęła kilkukrotnie w stronę czarownicy. Chciała mieć pewność, że to właśnie ona a nie przyczajony William Leyton w żeńskiej odmianie.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-09, 20:29   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Późna pora jakoś nie przeszkadzała Opal, w końcu nie raz potrafiła wracać z imprezy nad ranem. Nawet jeśli wiedziała o Leytonie i całej tej jego gromadce. Głupota, zbyt duża pewność siebie, a może szaleństwo? Coż, jak na razie przeważała konieczność porozmawiania w jakimś neutralnym miejscu, zapewniającym trochę prywatność. A jeśli o godzinę chodzi, to wyszło tak jakoś przypadkiem.
Uśmiechnęła się na widok wróżki, odmachała, a po chwili sprawdziła znów telefon, na który dostała wiadomość. Odpisała krótkie "widzę" i schowała komórkę z powrotem do kieszeni płaszcza.
Zresztą, nie była pewna, czy te całe środki zabezpieczające miały sens. Skoro Leyton mógłby się pod kogoś podszyć, to zdobycie telefonu też nie musiałoby być zbyt trudne. Na szczęście czarownica była całkowicie sobą.
Wstała z huśtawki i poczekała, aż wróżka do niej podejdzie. Zabawne. Wiedziała, że ma do czynienia z księciem, a nie księżniczką, jednak o Oinari zawsze myślała, jako o kobiecie. Cóż, w końcu to w tej postaci najczęściej ją widziała, ba, trudno było jej sobie przypomnieć, kiedy ostatnio rozmawiała z nią jako mężczyzną. I szczerze? Dla Opal było to coś, co tylko one dwie rozumiał, coś, co je w jakiś sposób łączyło.
Mógł to być jednak zwykły przypadek, ale jakoś wydawało jej się to mniej prawdopodobne.
- Hej, gotowa na dawkę wieści? - zapytała, gdy już wróżka znalazła się przy niej. - I wolisz zacząć od tych raczej złych, czy tych bardziej neutralnych? - bo szczerze mówiąc, nie wiedziała, czy jakieś można było w stu procentach określić jako dobre.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-09, 21:51   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

W byciu kobietą było coś… magicznego. Nie zrozumcie tego źle, Oinari nie cierpiał na problemy z utożsamieniem płciowym własnej osoby. Urodził się chłopcem, był chłopcem i zawsze nim zostanie. To, że czasem pozwalał sobie na tak zwane skoki w bok, o niczym nie świadczyło, za to pozwalało spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Czysta gra aktorska nic więcej, może ewentualna zabawa, w końcu kto normalny dobrowolnie przyodziewałby maskę twarzy i ciał pięknych niewiast!
Przywitanie z Opal nie mogło obyć się bez przyjacielskiego muśnięcia polika lub słodkiego przytulaska – wszystko w granicach rozsądku! Wróżkę uradował widok dobrej znajomej, jednocześnie troszeczkę ją smucąc. Cholerne pary i ich niepożądane nieszczęścia. Doprawdy Panie Williamie, musiałeś Pan wszystko popsuć. Typowy burak, gorszy od Polaka Cebulaka i wszystkich mocherów razem wziętych.
- Dawka wieści? Ostatnimi czasy wszyscy lecą na neutralnych łamane przez smutnych wieściach. Zacznijmy od czegoś kolorowego co? Tak na dobry początek… nocy. Przynajmniej te złe będą mniej boleć. – Pani zlituj się nad biedną wróżką i jej słodkim uśmieszkiem. No czy te oczy mogły kłamać? W York faktycznie działo się ostatnimi czasy wiele… zdecydowanie zbyt wiele jeśli spytać Księcia o zdanie. Zamiast względnego spokoju i wypoczynku na Hawajach zawsze coś. Przeklęte problemy i ich konsekwencje. Nie mówiło się o tym wprost, Oinari również tego nie robił, niemniej bardzo martwił się o stan psychiczny – bo przecież o zdrowie nie ma co – swojej magicznej przyjaciółki. Tak liczne potyczki z demonami i innym tałatajstwem nie mogły NIE pozostawić na niej żadnego śladu.
- Siadaj, pogadamy sobie… - a że huśtawek dwie, to i cupnąć szło gdzie. Wróżka nie czekała na aprobatę i odpowiedź Opal. Tuż po rzuceniu propozycji, usadziła szlachetne cztery litery na zimnym siedzisku otulonym metalowymi prętami, na których oparła smukłe paluszki rąk. Lekkie odepchnięcie się od podłoża w zupełności wystarczyło, aby wprawić huśtawkę w ruch.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-12, 00:45   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Chwilowa zmiana płci musiała być interesującym doznaniem. W końcu dawała możliwość ostatecznego wyrwania się z pewnych stereotypów i społecznych wymogów, które były związane z tym, że było się kobietą lub mężczyzną. Można było spróbować kilku nowych rzeczy, nauczyć się innego ciała, zasmakować innego postrzegania własnej osoby. I Opal troszeczkę zazdrościła przez to tej umiejętności Oinari. Z drugiej strony jednak lubiła swoją kobiecość i zapewne nie łatwo byłoby jej się odnaleźć w ciele mężczyzny. W końcu kochała buty na obcasie, a mimo ostatniego postępowi w sferze kultury i mody, to jednak nadal noszenie szpilek przez faceta było postrzegane za co najmniej dziwne.
Przywitaniu towarzyszył delikatny całus w policzek.
I owszem, William napsuł ostatnio całkiem sporo, szczególnie jeśli chodzi o osoby w otoczeniu czarownicy i przy tym naprawdę nadwyrężył jej biedne nerwy. Jakby samo życie nie dawało jej wielu niespodzianek. I to nie zawsze przyjemnych.
- Niestety, ale nic nie poradzę na to, że Krucjata postanowiła wszystkim nam uprzykrzyć życie. A przynajmniej nie poradzę na to sama i bez odpowiedniego przygotowania - uśmiechnęła się z dziwnym błyskiem, który jednak szybko zastąpiło zmęczenie. - Powiem tak. Wolałabym dziś zarzucić sporą dawką pozytywnych wieści, ale tak dużo to ich nie ma - westchnęła i przejechała ręką po splecionych włosach. Chciała je przeczesać, ale zapomniała, że nie ma ich rozpuszczonych, na co zareagowała jedynie lekkim skrzywieniem się.
A Hawaje to całkiem niezły pomysł, Karaiby też ładne, może nawet Nowa Zelandia. Tylko trochę średnio z urlopem, szczególnie teraz. Może jak się wszystko uspokoi i Opal nie będzie miała wyrzutów sumienia, że zostawia czarowników z tym całym burdelem bez przywódcy.
A jeśli o stan psychiczny chodzi to tego. Jak na razie jakoś jeszcze się trzymała. Co prawda była może trochę bardziej znerwicowana, może ostatnio pijała za dużo wina i innego alkoholu może częściej niż zwykle zbierało jej się na płacz. A na kolejne Większe Demony reagowała machnięciem ręki, bo już się zdążyła przyzwyczaić. Jednak gadać do siebie jeszcze nie zaczęła, mani prześladowczej nie wykryto, wstać z łóżka bez chęci rzucenia się z mostu potrafiła, także mogło być gorzej.
Usiadła ponownie na huśtawce, także delikatnie zaczynając się na niej bujać.
- Może zacznę od tego, że nie wiem, czy już do ciebie dotarło, ale znamy tożsamość jednego z ludzi Leytona. Nie powiem, ale to naprawdę całkiem dobry punkt zaczepienia, szczególnie jeśli współpraca tej dwójki była bliska - spojrzała lekko w niebo. - Druga rzecz, to to, że ostatnio pracuje nad niespodzianką dla owego Leytona. Pamiętasz tę demoniczną chorobę, która postanowiła nas parę miesięcy temu sponiewierać? Pracuje nad jej wyizolowaniem i szczerze mówiąc, jestem już bliska, by to dokonać. A skoro William jest pół nefilim, to choroba powinna nadal na niego działać, w ten sposób udałoby się go unieszkodliwić, a nawet można by było spróbować z nim negocjować za lekarstwo w pewnej sprawie. A uwierz, zaraz powiem coś, co sprawi, że będziesz chciała z nim sobie pogadać - zerknęła na wróżkę z dość ponurą miną. - Pamiętasz, jak mówiłaś, że twoja znajoma dostała dziwny znak?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-12, 07:29   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Wróżek mógłby całkiem sporo naopowiadać o przeżyciach w związku ze zmianami, które wbrew pozorom nie były takie straszne! Takie metamorfozy faktycznie pozwalały spojrzeć na sytuację z drugiej perspektywy, niemniej nie należało z nimi przesadzać. Zbyt częste transformacje odbijały się bowiem dwojako na pokręconym umyśle. Dla niewprawionego woja, takie skoki zazwyczaj kończyły się rozdwojeniem lub nawet roztrojeniem jaźni, a w konwekcji szaleństwem. Oinari nie miał z tym problemu, ponieważ do każdej przemiany podchodził ostrożnie. Jasne, w jakimś stopniu zdołała go spaczyć, jednak wynikało to z zupełnie innego powodu niżeli ten powyższy. Pomimo transformacji, nie zatracił własnej tożsamości płciowej, co najwyżej troszeczkę ją wzbogacił o kilka dodatkowych pakietów. Najświeższy obejmował stworzenie imitacji syreniego ogona! Nie było to łatwe zadanie, niemniej długie godziny ćwiczeń i opanowanie magii kameleona do poziomu mistrzostwa przyniosły w końcu zamierzony rezultat. Co prawda nigdy nie będzie tak zwinny i szybki jak rodowite syreny – nigdy też nie zacznie oddychać pod wodą, ale co tam! Przynajmniej sobie na krótko poudaje.
- O ile mi wiadomo. – a wiadomo mu było bardzo wiele, bo w końcu to nie tak, że podawał się na zebraniu za swojego starego – nie musisz być w tym wszystkim sama. Okej, na Nefilim niespecjalnie bym liczył. To nie tak, że ich nie lubię, bo są całkiem spoko. Po prostu czuć, że mają na swych barkach zbyt wiele obowiązków. Może więc pomoc od wilkołaków, wampirów hm? Albo wiem! Takie wróżki – niektóre są ponoć przyjazne. – zaczęła nieco luźniejszym tonem, który wkrótce ustąpił miejsca powadze godnej prawdziwego księcia.
- A co z czarownikami? Jesteś ich liderka prawda? Nawet jeśli nie na wzgląd rangi, to powinni się ruszyć dla swojego własnego (nie)świętego spokoju. – stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion i dziwnym niesmakiem. Jakoś nie potrafił zrozumieć, dlaczego nagle Opal została z tym wszystkim sama. Nie żeby był specem czy coś, no ale od razu można było dostrzec wypisz, wymaluj wycieńczenie na jej uroczej buzi. Taka wersja czarownicy nie za bardzo mu się podobała. Wolał jej weselszą wersję, najlepiej taką, którą rozpromieniał uśmiech i aura nieopisanego piękna.
- Huh? To faktycznie spory trop. Kim jest ten szczęśliwiec? Może mógłbym przekazać wiadomość ojcu. – przerwała, gdyż zdziwienie nie pozwoliło jej NIE skomentować kolejnych słów czarownicy. Wróżka gwizdnęła w podziwie na szalony pomysł, który ona sama jak najbardziej aprobowała.
- To się Pan Leyton mocno zdziwi. Pytanie, w jaki sposób chciałabyś mu to zaaplikować? Nie wiem czy to ma sens, jednak można by do tego wykorzystać Tatyanę – jedną z Przyziemnych ze wzrokiem. Ponoć mój stary zaliczył z nią jakieś spotkanie – nie wiem, nie wnikam o jakim charakterze. Z drugiej strony znając jego niechęć do hybrydy, nie zdziwiłby mnie pomysł z wykorzystaniem jej jako wtyczki, jeśli wiesz o co mi chodzi. – czy istniała szansa na połączenie tych dwóch pomysłów? Nie wróżce oceniać. Ona po prostu podzieliła się informacjami, po czym ponownie wprawiła w ruch huśtawkę, która na krótko zatrzymała się w miejscu. Kolejna taka pauza nastąpiła niedługo po wypowiedzeniu przez Opal kolejnych słów. Wówczas mina wróżki przybrała najwyższy poziom powagi.
- Pamiętam. – nagle ciepło głosu zastąpił dziwny chłód. Oinari spojrzała na towarzyszkę ze zmarszczonymi brwiami.
- Dowiedziałaś się czegoś? – spytała.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-12, 15:56   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Ej no, syreni ogon całkiem fajna sprawa. Szczególnie jeśli ma się potem okazję popływać, a jaka sesja zdjęciowa by ładna wyszła. Wiadomo, muszelki, sieci rybackie, te klimaty. W końcu kto by nie chciał stać się, choć na chwilę małą syrenką? Znaczy może nie tą z pierwotnej wersji opowieści, gdy ta traci język, chodzenie sprawia jej ból, a na koniec kończy w morskich falach.
Jeśli druga osoba w ciągu dość krótkiego czasu mówi tym, że chyba powinno się poprosić innych o pomoc, to jednak powinno się nad tym dość poważnie zastanowić. Nie, żeby wcześniej już nie miała takich myśli, ale jej natura niemal krzyczała, że jak ona czegoś nie zrobi, to inni się za to nie wezmą. W końcu dość długo mogła liczyć tylko na samą siebie. Jak widać, jednak niektórzy się o nią nawet martwili. A to naprawdę rozgrzewało serduszko.
- Masz rację, ale trudno tak nagle przestawić się z "możesz liczyć tylko na siebie" na "poproś innych o pomoc". Wiesz, czarownicy dopiero od niedawna tak naprawdę zaczęli działać razem, zresztą jeszcze nie wszyscy. Sama też od niedawna mam pozycję na tyle silną, by móc zagadać do niemal każdego i uzyskać pomoc. Wiesz, do tego też należy się przyzwyczaić - uśmiechnęła się. - Jednak naprawdę muszę trochę się zorganizować z innymi. Tym bardziej że jak widzisz, coś już powoli udaje mi się osiągnąć w prawie walki z Krucjatą.
Nie wspominając o tym, że w międzyczasie razem z małą grupką czarowników udało jej się zdobyć fajną miejscówkę, z fajnym kielichem dającym fajne moce.
- Naszym szczęśliwcem jest przyziemny Igor Basilone. Pracuje w policji w Yorku, co oznacza, że mógł mieć całkiem niezły potencjał do zbierania informacji, jak i zacierania śladów morderstw na podziemnych - mówiła.
Oho, chyba jej plan zainspirowany słowami jednego z Nefilim miał już kolejnego zwolennika.
- Oj się zdziwi, szczególnie jeśli udałoby się zaaplikować mu ową chorobę bez wcześniejszego uprzedzenia i nie dopuściłoby się do zyskania przez niego jakichś informacji o owej grypie. Trochę to też ryzykowne, bo jeśli udałoby mu się wyleczyć, dostałby pewien bonus do mocy, ale czy znalazłaby się lepsza okazja do zadźgania go, jeśli nie moment, gdy będzie smarkał w chusteczki niezdolny do używania jego zdolności? A jeśli chodzi o aplikację, to najpierw myślałam o małej strzykawce z wirusem wystrzelonej ze specjalnej broni. Ale wykorzystanie do tego przyziemnej mogłoby być też całkiem dobrym pomysłem - zamyśliła się na chwilę. Mniejsze szanse, że Leyton skapnął się, że to ich wina.
Rozmowa o znamieniu nie miała należeć do najprzyjemniejszych. Ani dla Opal, ani zapewne też dla Oinari.
- Od razu mówię, przechodzę do złych wieści - zaznaczyła na wstępie. - Znamię nie tylko zabiera zdolności. Ono je kradnie. Razem z siłami witalnymi i w tym przypadku na jakieś dziewięćdziesiąt dziewięć procent wysyła je do Leytona lub Marcusa, nie jesteśmy jeszcze pewni do kogo dokładnie. A zabieranie sił witalnych oznacza jedno - zamilkała na chwilę i przygryzła wargę. - Osoba ze znamieniem słabnie coraz bardziej, aż w końcu pozbawiona wszystkich sił umiera - powiedziała w końcu, czując, jak w jej środku aż się zagotowało. - Z tego, co wiem więcej, jedyną skuteczną i nieinwazyjną metodą pozbycia się znamienia, jest zdjęcie go przez osobę, która owe znamię nałożyła. Zabicie owej osoby nie sprawi, że znak zniknie i objawy ustaną. Energia wtedy ucieknie w powietrze - przerwała, chcąc dać Oinari przetrawić aktualne informację, zanim będą kontynuować rozmowę.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-12, 17:11   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Sesja? W takim razie zapraszamy Pannę Opal do zabawy! Eliksirem z pewnością dałaby radę coś zdziałać – jeśli nie dodać atut w postaci ogona, to chociaż zdolność oddychania pod wodą! Wyobraźmy sobie wspaniałe zdjęcia dwóch niewiast skąpanych w cudownej toni morskiej wody z mnóstwem ryb i koralowców dookoła. Panowie, a teraz schodzicie na zawał. Szkoda, że obie musiały chwilowo odstawić marzenia na bok – rzecz jasna z winy Leytona. Gość coraz bardziej irytował szanowną wróżkę. Przez tego typa nie mogła nawet porozmawiać w spokoju z koleżanką!
- Niesforni indywidualiści aka anarchiści. Tacy są najgorsi – pseudo niszczyciele i zwolennicy wolności. Gorzej, że potem nie ma komu po nich sprzątać i zostaje bajzel. Z tym liczeniem warto uważać, ale spytać zawsze można. W najgorszym wypadku podziękujesz za współpracę, w co akurat wątpię, no chyba że pojedyncze jednostki same wykończą Williama. – w to szanowna Oinari wątpiła tym bardziej. Nie żeby coś, ale jakoś nie widziała zbytniego zaangażowania innych w sprawę Leytona. Na chwilę obecną najbardziej zainteresowana sprawą była tylko i wyłącznie czarownica, przynajmniej tak podawały wyniki pierwszej obserwacji i stosik informacji sprzedanych w ramach luźnej pogawędki.
Fajnie, że pomysł z Przyziemną przypadł Opal do gustu. Nie był to plan idealny, właściwie miał wiele wad, ale co im szkodziło zaryzykować? W najgorszym wypadku mogli postawić wszystko na jedną kartę i faktycznie poczęstować Willa strzykawką ze zmodyfikowanej snajperki. Jak nie drzwiami to oknem lub kominem – zawsze coś.
- Coś czuję, że ten szczęśliwiec nie pożyje zbyt długo, nie przy takiej sławie. Skoro pracuje w policji w York… A gdyby tak troszeczkę pomyszkować? Wtopienie funkcjonariusza to poważna ujma na honorze wtapianego, nie mówiąc o łatwej utracie zawodu. Stawiam stówkę, że gość nieźle by się zdenerwował, a przy okazji stracił kilka wtyków. Williama też by to pewnie rozdrażniło, bo coś tak czuję, że i on korzysta z siatki informacyjnej swojego przydupasa. – jedna człowiek, by go złapać i w bagienku wykąpać. Myślał, że zdoła się przed nimi ukrywać w nieskończoność? Niedoczekanie! Wróżka zbyt wiele lat poświęcała na koegzystowanie wśród ludzi. Znała ich zwyczaje i sposoby rozwiązywania problemów – nie wszystkie, ale część na pewno! W dodatku nie bez powodu zyskała miano zielonki o tysiącu twarzach.
- Skoro potrafi nas rozpoznać, to pewnie posiada dar widzenia co? Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy sporo ludzi uzyskało ten dar. – wina choroby jak nic. Wróżka niewiele wiedziała o bonusie dla czarowników – łamane przez nic. Jedyny znany jej atut po przebyciu choroby odznaczył się na rasie wróżek. Z nieznanych powodów część przedstawicieli otrzymała dar, tudzież magię pyłku o dość zróżnicowanym działaniu.
Wielka szkoda, że luźna rozmowa trwała tak krótko. To czym Opal uraczyła potem Księcia, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Usiedzenie w jednym miejscu stało się dla niego niemożliwe – wstał więc i zaczął przemieszczać się nerwowo z miejsca na miejsce.
- Zaraz… Powoli… Rozumiem odbieranie sił i wzmacnianie nimi Leytona lub Marcusa, ale „ucieczka” w eter? Opal nie widzę tego – nie wyobrażam sobie, że nagle hybryda zdejmie ze wszystkich znamię. A zabicie? Przecież to bez sensu. Musi być jakiś sposób… - odparł wyraźnie zmieszany, zirytowany, zły, przestraszony? O Skye myślał i mówił wiele rzeczy. Niewątpliwie jednak nie życzył jej takiego losu. Wróżka mimo wszystko była częścią dworu jego ojca i poniekąd jego, a on jako „odpowiedzialny syn” chciał troszczyć się o swoich poddanych. Oh? Czyżby zalążki przywódczego tonu Panie Oinari?
Dobry humor na dobre opuścił wróżkę.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-14, 22:33   
   Viv, Devana
[Cytuj]

A coś jej się kojarzyło, jeśli chodziło o możliwość oddychania pod powierzchnią wody. Także dałoby się załatwić. Zawsze jakiś plan na umilenie sobie czasu w najbliższej przyszłości. A jakie zarąbiste zdjęcia do albumu! Unikalne, nawet można by było wybrać się wtedy w pobliże jakiejś ładnej rafy koralowej. Całkiem niezłe plany na wcześniej wspomniane wakacje.
- Sprzątaniem bałaganu po nich zajmiemy się po tym, jak już członkowie Krucjaty będą gryźć piach. A w szczególności Leyton, by chyba nie ma tutaj wątpliwości, że ludzie poszli za ją charyzmą. Miejmy nadzieję, że pozbycie się głowy tego wrzodu na naszym mieście, zakończy nasze problemy, Przynajmniej w większości.
I Oinari miała rację. Pojedynczo nic nie zdziałają. Należało zebrać swoje cztery litery do roboty, ale co ona mogła więcej jednak teraz zrobić?
- Cóż, może spróbuję pogadać z pozostałymi przedstawicielami ras. Może uda się zdobyć jakieś ciekawe informacje, może obmyśli się wspólny plan działania? W końcu, tak jak wspomniałaś, większe szanse mamy, gdy połączymy siły - przetarła skroń. Naprawdę zależało jej na pozbycie się Leytona. Może dlatego, że odebrał jej bliską osobę i próbował zabrać z tego świata kolejną? A może dlatego, że poczuła się ostatnimi czasy odpowiedzialna za sporą liczbę podziemnych i szlag ją trafiła na myśl, że giną w tak bezsensowny sposób. Nie mówiąc o tym, że sama nienawidziła jakichkolwiek morderstw, wojen, czy innych konfliktów, gdy ludzie tracili życie. Jedynie dla członów Krucjaty mogła na chwilę obecną się poświęcić i splamić swoje jak na razie nieskazitelne rączki krwią.
Dobrze, że przynajmniej wróżki chcą trochę jednak się w to wszystko w końcu na poważnie zaangażować.
Tym bardziej że Oinari miała całkiem ciekawy pomysł, jeśli chodziło o pana Basilone.
- Drobna manipulacja informacjami i wygrzebanie trochę brudów na pana policjanta? Oj, nie powiem, podoba mi się nawet ten pomysł. Pewnie już wie, że my zdajemy sobie sprawę z jego działań, ale co, jeśli dowie się także świat przyziemnych? Można zapędzić go w kozi róg i zwiększyć ilość poszukujących go osób. Byle by tylko nie uciekł za daleko, bo sama chętnie przyczyniłabym się do jego zgonu - uśmiechnęła się zimno. - Lepiej więc, by udało się go złapać, zanim ucieknie gdzieś do Honolulu - a przynajmniej do tego czasu można by było zorganizować międzynarodowy list gończy, czy coś? Czuła, że tę sprawę może zostawić w sprawach wróżki i się nie zawiedzie na wynikach. W końcu tak jak zostało wcześniej wspomniane, powinna zostawić niektóre rzeczy innym.
No wina choroby z tego, co Opal wiedziała, podobna przypadłość spotkała jej prapra...pra bratanicę. Dobrze, że przynajmniej ona nie została wciągnięta w tę całą Krucjatę Oczyszczenia i spotkała Opal, zanim tamci dotarli do niej ze swoją ideologią.
- Zapewne posiada dar, nie wiadomo jednak jak długo dokładnie. Może od paru miesięcy, może od urodzenia? Ważne jednak, że trudno się przez to ukryć, zresztą z tego, co mówią, to większość członków tej sekty ma wzrok.
Hehehe, bonus dla czarowników? A, taka tam forma o zwiększonych możliwościach fizycznych, odporności na uszkodzenia mechaniczne i jednym zaklęciu. Wypadałoby też pewnie wspomnieć, że udało się zyskać dostęp do owej formy bez przechodzenia przez chorobę, ale ot może kiedy indziej? Jak na przykład, gdy ktoś w końcu zada pytanie wprost?
No i tak, musieli przejść do tej części rozmowy, gdy należało przekazać złe wieści. Opal nadal smętnie huśtała się i obserwowała wróżkę, chodzącą w te i we w te. Potarła twarz, czując, że ciężar ostatnich dni znów ją przygniótł.
- Oinari - mówiła cicho, głosem przygnębionym i zmęczonym. - Wiem, że to trudne do pojęcia, ale na to wskazują wszystkie informacje, które udało się zebrać mi i... Craigowi, który także zyskał to znamię - jej głos lekko zadrżał, przy wspomnieniu o czarowniku. - Cały czas szukamy sposobu, ale na razie Nefilim nie śpieszą się z podarowaniem mi Białej Księgi, w której może jakaś metoda została zapisana, a i może więcej wiadomości o tym znaku, które nigdzie indziej nie zostały wspomniane. Jedyne co mogłabym jeszcze wykorzystać, to próba wezwania jakiegoś wyższego demona, co raczej bezpieczne i łatwe nie jest. Osoba z tym cholernym znakiem umiera pozbawiana powoli sił, znak według mnie jest jedynie emiterem tejże energii, prawdopodobnie Leyton lub Magnus mają coś, co odbiera to wszystko - mówiła wściekła, a w jej oczach pojawiły się łzy. - Nawet jakiś cholerny starożytny mag przyznał, że jedyna bezpieczna opcja to przekonanie osoby, która nałożyła znak, by zdjęła to coś - spojrzała na swoje buty i znów zamilkła. Widać było po niej, że to nie wszystko, ale czuła naprawdę dużą trudność, w otworzeniu się, jeśli chodziło o kolejną sprawę, która ciążyła jej na sercu.
- Craig powiedział, że mnie kocha - wydusiła z siebie dopiero po paru sekundach, powstrzymując kolejną falę łez. Dłuższe duszenie kolejnej rewelacji jej nie pomagało.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-14, 23:14   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Planowanie wakacji przed czasem miało swoje zalety – pozwalało zapomnieć o wielu złych rzeczach, które w ostatnich kilku miesiącach aż za bardzo zasypały wszystkich mieszkańców York. Oinari jak zwykle nie bardzo podchodziła do sprawy poważnie, przynajmniej nie do każdego z jej fragmentów. Część traktowała pobłażliwie, do pozostałej była nastawiona sceptycznie łamane przez – totalne wyjebanie.
- Jego charyzmę nazwałbym raczej mydleniem oczu debilom o mózgach wielkości orzeszka. Uważają się za silnych, bo znają nasze słabości. Szkoda, że w szale ciał zapominają, że i my posiadamy swoje sztuczki i pomimo niesmaków potrafimy spiąć pupcie na rzecz podjęcia radykalnych kroków. Co więcej, szanowna Krucjata najwyraźniej zapomniała, że spora część Podziemnych posiada kilka swoich wtyczek – takie wampiry dla przykładu. Nie żeby coś, ale spośród wszystkich, są najlepiej dostosowani do manipulacji człowiekiem, nie mówiąc już o możliwości tworzenia własnych sług za pomocą krwi. – bo jak to mówią – wszystkie chwyty dozwolone, a póki sprawa Leytona nie została rozwiązana, to nikt z wyżej postawionych nie miał prawa się czepiać, wszak o co?
Wróżka musiałaby być ślepa, aby NIE zauważyć wycieńczenia na twarzy towarzyszki. Chwała za to, że mimo wszystko taka ślepa jednak nie była. Przetarcie skroni tylko utwierdziło ją w przekonaniu – ostatnie miesiące doprowadziły czarownicę na skraj. Nagle z ust uciekło ciche westchnięcie. – nic dziwnego, że fioletowa postanowiła to wszystko z siebie w końcu wyrzucić. Będąc na jej miejscu, Oinari postąpiłaby tak samo.
- Pewnie że wie, inaczej niczym nie różniłby się od reszty głupkowatych pawianów z Krucjaty. Ludźmi bym się nie przejmowała. Jasne, ostatnio sporo się działo, ale spójrzmy realnie. Który człowiek z dnia na dzień uwierzy we wszystkie nadnaturalne rzeczy? Nawet Ci obdarzeni wzrokiem nie potrafią przejrzeć przez KAŻDY sekret zasłony – Igor nie jest pod tym względem wyjątkowy. Może i umie dostrzec więcej, niemniej spora część rzeczy nadal pozostaje dla niego ukryta, np. efekty Twoich eliksirów bądź magii Kameleona. – prócz tego poza okręgiem działania wzroku pozostawali także czarownicy z „małym” znamieniem, wilkołaki, wampiry i ewentualnie wróżki bez cech typowo wrózkowych, np. półwróżki, a o Nefilim nie wspominając – tych ostatnich nie potrafili dostrzec psiarze i trupiarze, a co dopiero jacyś ludzie!
Im dłużej wróżka wymieniała się argumentami z czarownica, tym bardziej utwierdzało ją przekonanie o sporej szansie na pokonanie Krucjaty. Mogli sobie być silni i wielce wyszkoleni w zabijaniu. Swoje pięć minut zdawali się jednak przypłacać kalectwem w sprawach codziennych, ot typowych dla przeciętnego Kowalskiego i wielu Podziemnych, którzy swoją egzystencję wśród nich doprowadzili niemalże do perfekcji. To z czym książę pogodzić się jednak nie mógł, to sprawa znamienia.
- Mam w nosie księgi, zaklęcia i opinie innych. Nie zrozum mnie źle – szanuję Waszą potęgę i wiedzę. Nie pozwolę jednak, aby pomylona hybryda, owoc zwykłego przypadku, pozbawiła życia jednej z moich poddanych. Znajdę sposób, jeżeli nie tu, to w swoim świecie. Kwiaty z lodowej groty zdołały wyleczyć chorobę u Nefilim, pomogły również ocalić ciężko rannego wróżka. Jeżeli będę musiał, to wykorzystam ich moc w kolejnym celu. – czy Opal zwróciła uwagę na nagłą zmianę sposobu wypowiedzi? Dziwnym trafem towarzyszka przestała mówić o sobie w rodzaju żeńskim. Przejście na rodzaj męski z wykluczeniem wyglądu zewnętrznego, ewidentnie wskazywało na pełne skupienie, powagę i irytację.
Wróżek westchnął ciężko. Nie chciał wyjść na buca – tym bardziej nie jego zamiarem było dodawanie Opal dodatkowego kilogramów zmartwień do pozostałych. Po okiełznaniu garnuszka własnych emocji, wróżka podeszła i stanęła centralnie przed czarownicą. Nim się obejrzała, a jej dłonie spoczęły zamknięte w łapkach zielonej.
- W takim razie jeszcze bardziej musimy się postarać. O osoby które się kocha, należy walczyć. – o tym ostatnim ktoś ją ostatnio mocno uświadomił.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-16, 18:57   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Oinari naprawdę pomogła Opal. Sama rozmowa sprawiła, że czarownica czuła się lepiej i trochę bardziej optymistycznie patrzyła na całą ich sytuację. Bo od jakiegoś czasu ciągle miała wrażenie, że Leyton ma nad nimi z jakiegoś powodu przewagę. Dodatkowo cała ta akcja z Krucjatą zbiegła się w czasie z zyskaniem przez nią dowództwa nad czarownikami. Została rzucona na głęboką wodę. Nie miała zbyt dużego doświadczenia w rządzeniu, a od razu musiała poprowadzić swoją gromadkę do wojny. Bo właśnie w to zamieniło się całe to starcie z Krucjatą Oczyszczenia.
- Masz rację, prawdopodobnie nie znają naszych wszystkich możliwości. Szczególnie tych po niegdysiejszej chorobie, w końcu epidemia praktycznie nie rozniosła się poza York. Znają nasze słabości, ale przecież żyjemy z nimi wystarczająco długo, by umieć czasem przekuć je w atuty, zresztą, tak jak oni znają nas, tak i my nie jesteśmy gorsi i coraz więcej wiemy o nich - mówiła, chcąc podnieść się na duchu. By znów móc działać z pełną mocą. - Człowiek Leytona sługą? Oj, to by było co najmniej ciekawe - uśmiechnęła się. A tam, porozumienia. Wiadomo, jacy byli czarownicy. Rzadko który kiedykolwiek zwracał na nie uwagę, chociaż prawnie ostatnio mogli robić praktycznie wszystko, na co mieli ochotę. Mały sukces Opal, z którego była troszkę dumna.
Oj tam wyczerpanie. Dopóki mogła chodzić, to nie zamierzała się tym przejmować, chociaż naprawdę, wyczekiwała dnia, kiedy w końcu będzie mogła usiąść w spokoju w fotelu z kubkiem herbaty w dłoni oraz dobrą książką, nie mając przy tym setki problemów na głowie. Bo coraz częściej musiała sobie powtarzać, że wytrzyma, że nie musi jeść obiadu, lepiej poświecić ten czas na badania, że kolejna kawa będzie lepsza niż sen, że zaraz się to wszystko skończy, że nie będzie musiała się martwić o Craiga, o resztę czarowników i inne bliskie jej osoby.
- Nawet na Radzie wspominałam, że naszą główną bronią jest wiedza. Wiesz, jak to jest, nie nadrobisz setki lat doświadczenia i zdobywania informacji o Świecie Cieni. Może i Leyton ma dodatkowe moce, ale czy przeczytał, chociaż ułamek ksiąg, które znajdują się w spiralnym labiryncie? O Igorze nie wspominając. Tylko chyba mało naszych sojuszników bierze to pod uwagę. A przy ostatecznym starciu może mieć to duże znaczenie. Tak samo, jak nasza liczebność i każdy najmniejszy szczegół, o który zadbamy. Nawet głupie zaopatrzenie w broń i eliksiry. Jednak to temat na dzień, kiedy w końcu się zbierzemy i dopadniemy tego psychola - Opal mówiła z pewną mocą w głosie, mimo ogólnego przygnębienia i zmęczenia. Widać było, że poważne myślała o walce z Krucjatą, nie raz myślała o tym, co mogliby jeszcze zrobić i jak.
Siła w głosie Oinari jednak lekko ją zaskoczyła. Tak samo, jak podejście do znaku i tego, co przekazała jej Opal. Pokazywało, jak wielkie zacięcie miała wróżka, jeśli chodziło o ochronę swoich poddanych i jak wielką miała wiarę w to, że jednak można osiągnąć wszystko, nawet o, co na pierwszy rzut oka wydawało się niemożliwe. Podbudowało to czarownicę, która naprawdę czuła się bezsilna, jeśli o znak chodziło. Nie miała już na to wszystko pomysłów, a tu jednak ktoś pokazał jej, że istnieją kolejne opcje.
- Dziękuję - odpowiedziała, patrząc na Oinari i naprawdę widząc w tej chwili księcia. Znaczy, no dobra, jednak księżniczkę. - Ja już nie wyrabiam z tym wszystkim, byłabym wdzięczna, gdybyś spróbowała odkryć, czy kwiaty poradzą sobie i z tym paskudztwem - uśmiechnęła się lekko. Zobaczyła, jak jej dłonie zostały złapane przez te wróżki. Wysłuchała jej kolejnych słów i jej serce drgnęło. Które się kocha... Nie była aż do tej pory w stu procentach przekonana, co zrobić z tym wyznaniem. Jednak chyba powoli rozumiała.
- Wiesz, jeszcze dziś nie byłam pewna, czy ja sama czuję do Craiga to, co on do mnie. Nie byłam pewna, czy na te dwa słów, które od niego usłyszałam od niego, mam opowiedzieć to samo. Nie byłam pewna swoich uczuć. Jednak chyba już wiem - uśmiechnęła się, a jej serce zrobiło się w końcu trochę lżejsze. - Przepraszam, jeśli dziś trochę przynudzam - lekko się skrzywiła. Musiała z kimś pogadać, ale jednocześnie nie chciała obarczać kogoś całym tym bałaganem, który zrodził się u niej w głowie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-16, 20:35   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Oinari szczerze nie rozumiała całej tej farsy z Krucjatą. Zabili kilku (kilkunastu) Podziemnych – też jej coś. W trakcie Mrocznej Wojny zginęło więcej niewinnych dusz, a drugie tyle pozostało okaleczonych do końca życia. Nie zrozumcie jej źle – śmierci nikomu nie życzyła, cierpienia również. Biorąc jednak pod uwagę ogrom wcześniejszych strat, tych „kilka” obecnych stanowiło zaledwie niewielki odsetek. Ludzie napalili się jakby ktoś podarował im gwiazdkę z nieba, a tak naprawdę żyli i działali pod wpływem chwili, zapominając przy tym, że nie bez powodu Świat Cieni był dla nich niedostępny.
- Głupia. – fuknęła, ściskając ręce czarownicy. – Nie byłaś pewna, a jednak siedzisz tutaj teraz i niemalże płaczesz w strachu przed jego utratą. Jeżeli na czymś się znam, to z pewnością na uczuciach. Nie zapominaj, że grałam na nich od dobrych kilkuset lat. Momentami strasznie utrudniają życie, ale istnienie bez nich jest jeszcze gorsze. Na pewno pokombinuje z tymi kwiatami, a szanowna Krucjata może cmoknąć się w zadek. Są tacy pewni siebie, że zapominają, iż mamy w zanadrzu kilka dodatkowych sztuczek. Równie dobrze można by takiego człowieka złapać i spętać magią wróżek. – wielkie halo. Wystarczyła odrobina sprytu i tajemniczy błysk w oczach niesfornej wróżki. Sprawa znamienia jeszcze na długo nie da jej spokoju, niemniej im dłużej nad tym myślała, tym większe luki zauważała we wszelkich działaniach Leytona i tropiących go osób. Wszyscy zbyt mocno polegali na zdolnościach magicznych, nie szanujący tych, z którymi się urodzili, bądź nabyli w trakcie przeżytych lat, a szkoda.
Wróżka uśmiechnęła się pokrzepiająco. Jeszcze przez chwilę trzymała magiczne łapki Opal. Po ich puszczeniu, szybciutko pchnęła huśtawkę, na której siedziała czarownica, po czym czmychnęła centralnie za nią. Rozłożone skrzydła pokrył blask przepiękny blask srebra zwieńczonego mniejszym, acz niemniej ślicznym odbiciem różnych kolorów.
- Mój stary przynudza momentami gorzej. – zaśmiała się. – Swoją drogą… Musisz mi wybaczyć okrutny żarcik Opal. To nie Król był wtedy na zebraniu. Całkiem zabawnie się tam siedziało i udawało go. Wyszło całkiem nieźle, skoro nikt się nie zorientował prawda? Nie przepraszaj. Czasem każdy musi z siebie pewne rzeczy wyrzucić. – dokończyła, ponownie popychając huśtawkę.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-11-20, 00:30   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Opal nie potrafiła się nie przejmować. Nienawidziła śmierci, a co dopiero, gdy umierały osoby, które były jej bliskie. Nie mogła ot, tak, nie próbować nic robić, by uchronić kolejne stworzenia. Nawet podczas wojny, jednej czy drugiej, starała się pomagać. Ratowała życia w polowych szpitalach, czy po prostu w swoim mieszkaniu, jeśli tylko ktoś podprowadził do niej kogoś, kto w stanie był ciężkim. Może trudno to było dojrzeć, w końcu święta nie była, manipulacje znała i stosowała, a jej dobro było dla niej prawie zawsze na pierwszym miejscu, ale gdy przychodziły takie sytuacje, gdy miała o kogo się troszczyć, gdy była za kogoś odpowiedzialna (a to nie była częsta sytuacja w jej życiu), to nie zwracała uwagi na zmęczenie, czy niedogodności. Po prostu działała.
Uśmiechnęła się. Cos było w słowach Oinari, znowu zresztą. Wróżka miała coś dobry dzień, jeśli chodziło o trafne uwagi, Opal nie miała nawet jak zaprzeczyć, ale to dobrze. Trzeba było pokazać czarownicy sytuację z trochę innej strony, by mogła dostrzec to, co wcześniej było przed nią ukryte. I co prawda nadal pewnie będzie starać się zrobić jak najwięcej dla sprawy, ale już z bardziej pozytywnym nastawieniem, niż jeszcze dzień temu.
- Widać potrzebowałam znawcy od serc i ich omotywania, by zrozumieć, co czuje - pokręciła głową. - A jak dostaniesz Leytona w swoje łapki jakimś dziwnym cudem, to wiesz, zadzwoń. Chętnie mu porządnie przyłożę. Najchętniej urządziłabym mu bardzo długi maraton cierpienia, ale wiem, że za mną ustawiłaby się bardzo długa kolejka. Nie mogę być tak samolubna - mówiła, całkiem szczerze. Ilu osobom w końcu uprzykrzył życie? Całemu miastu?
A że luki w myśleniu. Właśnie dlatego w sprawę Leytona musiało się zaangażować jak najwięcej osób. Garstka nie zobaczy wszystkiego, nie odkryją tajemnic, które mogą okazać się pomocne. Potrzeba do tego szerszej perspektywy. W końcu nawet ktoś, kto wcześniej nie wierzył, że coś działa, może wskazać coś, co stanie się przełomem w ich małej batalii.
Zaśmiała się, gdy wróżka zaczęła ją huśtać. Mała rzecz, a naprawdę cieszyła czarownice, która jeszcze przed chwilą była jednym wielkim kłębkiem nerwów i przygnębienia. Odchyliła się lekko do tyłu, zerkając na skrzydła wróżki. Były naprawdę piękne i Opal musiała to przyznać. Naprawdę, kiedy ona ostatnio miała czas na huśtanie się na huśtawce? I czemu to było tak dawno?
Uniosła brwi wyżej na wyznanie Oinari.
- Nie powiem, numer pierwsza klasa. Twój ojciec w ogóle wiedział o tej całej akcji, czy dowiedział się po fakcie dokonanym. I szczerze mówiąc, wyobrażam sobie miny innych, gdyby się dowiedzieli. Cóż, mogę jedynie podziwiać umiejętności aktorskie - pokręciła głową, i zaczęła machać nogami, dostosowując się do rytmu huśtawki. Było naprawdę przyjemnie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oinari


Quorlinn

751 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2018-11-20, 07:21   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Z tym znawcą uczuć to działało dwojako. Z jednej strony Oinari te uczucia znał, z drugiej strasznie się ich wyrzekał w strachu i panice przed odpowiedzialnością. Toczył taką trochę wojnę, w której widok ofiar był równie bolesny, co na prawdziwej. Różnicę zaś stanowił tylko sposób zabijania – zamiast ołowianych kul w ruch szły kolczaste róże. Zabawna rzecz, jednak nikt z dotychczasowych partnerów wróżki nie obudził się bez niej. Przypadek?
Pomysł ze zrobieniem jesieni średniowiecza z czyjegoś tyłka był wielce trafny my lady. Kolejka do tego widowiska byłaby zaiste bardzo długa – pewno jak stąd do Uralu, albo jeszcze dalej. Wyobrażenie tego NIE MOGŁO przejść bez echa – usteczka wróżki wygięły się w uroczą podkówkę, a wkrótce uciekł z nich cichy chichot.
- Zacznij sprzedawać jeszcze bilety, po kilka monet każdy. Nim się obejrzysz, a rozkręcisz z tego niezły biznes, wprawdzie sezonowy, ale nadal. – w myśl zarobku – nie zabijajcie Leytona zbyt szybko, albowiem może się jeszcze przydać. Dla profilaktyki odciąć mu nóżki i rączki, aby nie mógł przypadkiem uciec i język, co by uniemożliwić mu czarowanie. Swoją drogą to bardzo ciekawe… Skoro ludzie znali Williama, wiedzieli jak wygląda, to dlaczego nikt do tej pory nie rzucił na niego klątwy?
- Ej Opal… - zaczepiła na chwilkę przed nawiązaniem do ojca, a po kolejnym pchnięciu huśtawki i ruszeniu w ślad za jej ruchem. – Dlaczego nikt do tej por nie rzucił klątwy na Williama? O ile mi wiadomo, nikt nie jest na nie odporny, hybrydy w sumie też nie no bo jak? W teorii nikt nie wie, jak typo wygląda, ale znane jest imię co nie? To nie tak, że wystarczy je znać? A może idzie ku temu wykorzystać znak, którym obsypuje swoich przyjaciół? To samo można by zrobić z każdym, znanym Wam poplecznikiem Leytona. – niegrzeczna, mała wróżka. Widać, że pewnych nawyków tej rasy zwyczajnie nie dało się zatuszować. Prawo mówiło wprost – nie krzywdź niewinnych. Problem w tym, że Leyton taki niewinny to raczej nie był. Błysk we wróżkowych ślepkach wskazywał na fascynację, uśmiech zaś był iście lisi.
Kolejne pchnięcie – tym razem wróżka nie poleciała za huśtawką, po prostu stała, tudzież lewitowała sobie za, aby kontynuować czynność jeszcze przez kilka chwil.
- Oczywiście że wiedział, sam mnie o to nawet poprosił. W między czasie zajął się innymi sprawami. Do niedawna myślałam, że to niemożliwe, a jednak od pewnego czasu zaczynamy się nawet dogadywać. Co prawda nie jesteśmy wielką, szczęśliwą rodzinką, ale lepsze to niż nic. Szkoda tylko, że połowa mojego rodzeństwa została wyrżnięta przez moją matkę, a druga zniknęła. – odparła z dziwnie gorzkim śmiechem.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8