Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Rzeka
Autor Wiadomość
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-07, 22:46    [Cytuj]

Oczywiście, że usłyszał kroki zbliżającej się osoby. Jakże mogłoby być inaczej, ten niezwykle wyczulony słuch nieraz potrafił być przekleństwem jednak życie bez niego i reszty wyczulonych zmysłów byłoby dość, skomplikowane. Po tylu latach, wydawałoby się, że ludzkie zmysły są tępe, nie nadające się do funkcjonowania. Jednak, radzili sobie, jakoś.
Szczęściem było to, że sam Nathaniel nie musiał pracować. Jego majątek pozwalał mu na swobodną egzystencję i mieszkanie w apartamencie na najwyższym piętrze hotelu. Prawdopodobnie nikt nawet nie pokusił się nigdy aby tam zajrzeć. Powiedzmy, że był to apartament tabu. Każdy wiedział, nikt nie mówił, nikt nie wnikał.
Obecność jednego ze swoich dziedziców, istoty, w której żyłach płynęła jego krew odczuł dość szybko. Był zdziwiony, miał okazję poznać zaledwie garstkę. Tak na prawdę nigdy nie miał zwyczaju interesować się ilu tak na prawdę wstało z grobu. Znajomy zapach rozwiał wszelkie wątpliwości. Znał tego mężczyznę. Nie licząc nocy, w której naznaczył go nieśmiertelnością mieli okazję spotkać się dwa albo trzy razy, zawsze na otwartym morzu.
- Jack? Dobrze pamiętam? - spytał odwracając głowę w jego stronę. W sumie powinien wstać, uścisnąć mu dłoń albo poklepać po plecach. Jednak, nie chciało mu się. Zbyt dobrze usiedział sobie trawę aby teraz się podnosić. Gestem ręki pokazał, że śmiało może podejść, przecież go nie pogryzie... znowu.
- W zasadzie jestem w ogromnym szoku. Co wilk morski robi na lądzie, w dodatku, w takiej zapyziałej mieścinie. - dopiero teraz podniósł się i wyprostował. Oczywiście podał dłoń w geście powitania. Jego rozmówca nie tylko był wyższy ale też potężniej zbudowany. Różnica ta nawet ślepemu rzuciłaby się w oczy.
_________________
  
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-08, 13:13   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Jack poczuł, jak niewidzialne iskierki emocji przemykają po jego karku, sprawiając, że drobne włoski podnoszą się w ostrzeżeniu, ale również zaciekawieniu. McDougall wiedział, że powinien uważać, ale czyż nie przeżył tak całego życia i nie-życia, patrząc, gdzie stawia stopy i z kim się zadaje? Jego kontakty z innymi Podziemnymi sprowadzały się do wzajemnych korzyści, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, by zlikwidować świadka po tym, jak kontrakt zostanie doprowadzony do końca.
Miał jednak pewność, że mężczyzna z przeszłości, który teraz stał przed nim, nie przyszedł po jego głowę. Minęło zbyt wiele czasu, a oni rozstali się w zbyt dobrych relacjach. Te setki lat, które minęły, mogły jednak zmienić wszystko.
- Black. Kopę lat. - Odezwał się cicho, ochryple, moment wcześniej rzucając niedopałek w trawę. Kiedy Nathaniel zaszczycił go powstaniem z ziemi i wyciągnięciem ręki, Jack oddał gest powitania, zaciskając mocno palce wokół dłoni tamtego.
Grymas przeszedł po jego twarzy, gdy starszy wampir wytknął oczywistą bolączkę byłego żeglarza.
- Marnuje noce. - Odpowiedział krótko, nie starając się nawet udawać, że jego obecny żywot nie zadowala go ani odrobinę.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-08, 20:47    [Cytuj]

Oczywiście chwilę to trwało zanim stary wampir poskładał sobie do kupy pewne informacje. Miał już swoje za uszami więc odkopywanie wspomnień też chwilę trwało, dlatego dość niegrzecznie na chwilę się zawiesił po wypowiedzi znajomego. Po chwili mruknął szybko dwa razy ślepiami i spojrzał się na Jacka.
- Nie chcę być niegrzeczny. Zabrzmiało to jakbyś marnował nieśmiertelne życie na zmywaku. - odpowiedział z lekkim uśmiechem. Oczywiście w żartobliwej formie, obszedł dookoła mężczyznę z rękoma w kieszeniach obwąchując go. Niegrzeczne, jednak musiał nabrać pewności.
- Nie powinieneś też palić, nie słyszałeś, że palenie zabija? - oczywiście wypowiadając te słowa zaczął obmacywać mężczyznę, sprawdzał stopień umięśnienia ramion, klatki piersiowej. Miał już pewność, że jest to jeden z jego dziedziców dlatego pozwolił sobie na więcej.
- Zastanawiałeś się czemu cię do mnie ciągnie? Nie martw się, jestem hetero. Mimo tego, że nie jestem zbyt wylewny w uczuciach - po tym pytaniu złapał go za pośladek i ścisnął. Dość szybko odskoczył uchylając się przed ewentualną próbą wymierzenia ciosu w jego twarz. Powiedzmy, że w jego głowie zrodził się pewien pomysł jak urozmaicić jego życie. Może i nie był najlepszym opiekunem ale nie mógł pozwolić aby istota, w której płynęła jego krew marnowała swój cenny czas.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-09, 11:29   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Jack nie zamierzał komentować swojego życia w Yorku. Owszem, marnował je, bramka do zmywaka nie miała wcale tak daleko. Co prawda wydawało mu się, że po ostatnich przejściach z Niną ta raczej nie wysłałaby go do zmywania szkła, nie mógł jednak być pewien niczego. Epizod życia i zasmakowanie w krwi czarownicy zbliżyły ich do siebie, jednak nie na tyle, by któreś było drugiemu cokolwiek winne.
Wykrzywił lekko wąskie usta, jednak była to jedyna reakcja na słowa Nathaniela. Nie zamierzał również odnosić się do jego żartu - tytoń to jedna z ostatnich rozrywek, jakie pozostały mu w nie-życiu.
Musiał jednak zmusić się do działania, gdy tamten zaczął go... obmacywać. Zmarszczył gniewnie brwi, przyzwalając początkowo na zbadanie ramion i klatki piersiowej. W jakiś dziwny, zupełnie nieakceptowalny sposób czuł uległość w stosunku do starszego wampira.
To wrażenie prysło wraz z dotykiem na pośladku, który tamten mu zaserwował. Jack szarpnął się do przodu, nie tyle mierząc w jego twarz, co starając się złapać go za fraki.
Ale tamten był, cholera, szybki.
- O chuj ci chodzi? - Warknął w typowej dla siebie, mało kulturalnej manierze.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-09, 17:42    [Cytuj]

Oczywiście miał okazję już poznać charakter Jacka. Był przyzwyczajony do ilości treści, która w trakcie rozmowy wydobywała się z jego ust. W tym duecie, podczas rejsu to starszy wampir był gadułą, Jack natomiast od czasu do czasu wyrzucał od siebie coś w stylu - zamknij się, stul pysk itp. W sumie te rozmowy przypominały nieco stare małżeństwo, kochanie potrzebuję osiemdziesiąt złoty idę do Mariolki zrobić trwałą i to podsumowanie ze strony męża w stylu... stul pysk kobieto.
Podroczył się z nim chwilę po czym uniósł ręce w geście pokoju. Przecież nie będą się ganiać dookoła rzeki za niewinny żarcik. Może będą?
- Już spokojnie kowboju. - zaczął stopniowo. Oczywiście nie zbliżał się do mężczyzny bo jeszcze w chwili mówienia do niego ten znowu zechce go pochwycić albo palnąć? Cholera wie, co takiemu mogło strzelić do głowy za kilka chwil, gdy dowie się kilku pikantnych szczegółów o sobie.
- Musiałem się upewnić, czy nadajesz się na stanowisko, które jestem w stanie ci zaproponować. Co jak co, może zbyt wylewny w uczuciach nie jestem ale nie mogę pozwolić aby krew z mojej krwi marnowała się w jakiejś śmieciowej pracy. - zwrot klucz, na pewno da mężczyźnie do myślenia. Jack prawdopodobnie nie miał pojęcia kto tak w rzeczywistości porzucił go na pastwę losu skazując tym samym na nieśmiertelność.
- Powiedzmy, że raczej mój dziedzic zasługuje na bycie rozpoznawanym. Kimś ważnym i szanowanym. W przedsięwzięciu, które rozpocząłem pasowałbyś idealnie do pewnego delikatnego zadania, zainteresowany? - oczywiście po raz kolejny nawiązał do ich więzi próbując zgrabnie naprowadzić Jacka na odkrycie ich powiązania. Jak będzie trzeba zacznie do niego mówić po hiszpańsku, może to go bardziej naprowadzi?
- Jak myślisz, dlaczego ciągnie cię do mnie jak muchę do gówna? - no cóż, jego uległość podczas macania, mimo niechęci nie zostawiała wszelkich wątpliwości. W końcu były marynarz musiał się chociaż raz zastanowić co jest z nimi nie tak.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-12, 13:02   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Gorsze od milczenia było tylko trwonienie słów. Jack mógł słuchać - słuchaczem był świetnym - ale jeśli ktoś zamierzał pieprzyć bez sensu, lepiej było, by się po prostu zamknął. Nathaniel był bliski tego, by przypiąć mu łątkę gaduły, którego słowa nie niosą za sobą istotnej treści. Na razie ważniejsze od jego gadki były gesty, którymi drażnił młodszego wampira. Jack zacisnął pięść, starając się samego siebie przekonać, że to tylko przekomarzanki, a nie zmasowany atak na resztki jego seksualności. Potrzeba było czegoś więcej, by Jack zainteresował się mężczyzną w ten sposób: na przykład dwóch miesięcy na morzu, bez dostępu do portowego burdelu i zawsze chętnych panienek.
Zmrużył ślepia słysząc dalsze słowa Nathaniela. Nowe stanowisko było jak najbardziej pożądane, a gdyby pozwoliło mu wyrwać się z Yorku choć na chwilę, mogłoby być spełnieniem marzeń.
- ...o czym ty pierdolisz? - Powtórzył pytanie, a choć sformułował je nieco inaczej, wydźwięk był podobny.
Krew z krwi? Dziedzic? Czyżby Jack odnalazł swojego z dawna zapomnianego tatusia?
W jego wnętrzu zaczęły płonąć dwie zupełnie przeciwne emocje, które miały pozostać dla Jacka nienazwane dla jego własnego dobra. Pozytywne zaskoczenie rodzinnym spotkaniem i negatywna chęć urwania Nathanielowi łba za to, na co go skazał, krążyły w głowie byłego pirata, wprowadzając jeszcze większy mętlik.
W rezultacie nie poruszył się nawet o milimetr, a jego twarz stężała, nie pokazując po sobie wiele. Czekał na dalsze słowa i propozycje, które pozwolą mu poukładać sytuację w całość.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-12, 14:39    [Cytuj]

Czasami odnosił wrażenie, że większość słów, które wypowiadał to jakby rzucić grochem o ścianę, czyżby był zbyt gadatliwy? A może po prostu za bardzo owijał w bawełnę unikając sedna? Taki niestety miał charakter, miejmy nadzieję, że jakoś uda im się dojść do porozumienia. Wsunął ręce do kieszeni głośno, wręcz teatralnie wzdychając.
- Od początku, po mału. Rozluźnij się bo ci żyłka pęknie. - było widać, że marynarz jakoś strasznie nerwowy się zrobił, czyżby czuł się niepewnie to tym drobnym eksperymencie? Jeju, jeju, to tylko komplikowało rozmowę. No ale jakoś zaraz z tego wybrniemy. Pamiętał, że w tamtą noc wracał akurat z Hiszpanii i na usta cisnęły mu się same hiszpańskie wyrazy. Tylko, co on wtedy mógł przekazać? Mniejsza, będziemy improwizować.
- Żyję na tym świecie blisko sześćset lat. Przez całe swoje życie byłem w stanie pokochać tylko jedną istotę i zależałoby mi na znalezieniu kogoś, kto w trakcie mojej nieobecności byłby jej aniołem stróżem, tudzież ochroniarzem. - tak na wstępie nawiązał do tego, czego oczekiwałby od mężczyzny. Oczywiście, czytając między wierszami słowa 'w trakcie mojej nieobecności' oznaczały oczywiście masę wolnego czasu i urozmaicenia. Ponadto nie licząc stawki, bezpłatnego urlopu, braku ubezpieczenia lekarskiego praca była całkiem okej.
- Do tego zadania potrzebuję komuś komu mogę bezgranicznie zaufać. Nie oddam jedynej ukochanej osoby pod ochronę pierwszego wampira z ulicy. - i w tym momencie zaczynamy dowiadywać się dlaczego akurat Jack. Niby trzyma się kupy, znali się jako tako, kilka wspólnych epizodów i tyle. Gotowi?
- Jako jeden z pierwszych nigdy nie miałem żadnego mentora, tak też nie licząc El, nigdy dla nikogo nikim takim nie byłem. Uwierz mi, że byłby ze mnie marny opiekun. Krwi z krwi mojej. - wyrażenie podkreślone wypowiedział po hiszpańsku, miał nadzieję, że nakieruje to na właściwy tok myślenia. W razie gdyby Jack chciał wypłacić mu w nos za porzucenie go na pastwę losu ten zapewne spróbowałby skontrować jego atak swoim czołem.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-13, 14:01   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Ten mały, śmieszny człowieczek, który nazywał się jego stwórcą, nie przestawał pieprzyć. Po tej stercie bezsensownych, niepotrzebnych słów, które można było skrócić do frazy "mam dla ciebie pracę", zaczął nadawać o jakiejś kobiecie, która, szczerze mówiąc, gówno Jacka obchodziła.
Jack nie pamiętał wiele z nocy, gdy go przemieniono. Cień, który wtedy nad nim zawisł, mógł być każdym, również tym wampirem, który teraz chciał wciągnąć go w swoją intrygę.
McDougall poruszył się w końcu, tylko po to, by sięgnąć do kieszeni po jednego z trzech pozostałych mu papierosów. Odpalił go spokojnie, nim zebrał myśli i odezwał się w końcu:
- Myślisz, że możesz mi ufać. - Zarzucił swojemu stwórcy, tuż po tym, jak zaciągnął się i wydmuchał w powietrze chmurę dymu. - Dlaczego? Mógłbym teraz urwać ci łeb, a resztki wrzucić do rzeki.
Nie atakował, przynajmniej nie fizycznie. Nie do końca potrafił zrozumieć tok myślenia Nathaniela. Poza tym, wampir zapomniał o jednej rzeczy: musiał przedstawić swoją ofertę. Na razie mówił jedynie o obowiązkach.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-13, 15:14    [Cytuj]

Mógłby? Oczywiście, że tak ale czy był w stanie? Tego oboje nie wiedzieli. Nathaniel jako osoba porzucająca wszystkich przemienionych nie wiedział zbyt wiele o więzi łączącej go z dziedzicami. Wiedział jedno, Jack mógłby być nawet na drugim końcu świata a ból, który odczułby przy jego śmierci prawdopodobnie zwaliłby go z nóg. Przeżył to parę razy było to coś nie do opisania.
- Myślisz, że dasz radę? - wypowiadając te słowa podszedł bliżej mężczyzny stając na krok od niego i spoglądając mu w oczy. Prowokacyjnie? Prawdopodobnie, w końcu mógł użyć synonimu w stylu 'potrafisz', chociaż to też brzmiało by jak wyzwanie. No to zobaczymy zaraz siłę charakteru i działanie więzi między nimi. Miał nadzieję, że nie dojdzie do rękoczynów i wszystko uda załatwić się dyplomatycznie.
- Na tysiąc moich słów wypowiadasz jedno, jesteś nieufny i zamknięty w sobie. W dodatku jak już wspomniałem jesteś moim dziedzicem, czemu mam ci nie ufać? Wolne weekendy, płatny urlop, dostęp do worków z krwią, alkoholu, darmowe mieszkanie. - dodał po chwili dość spokojnym i lakonicznym tonem. Nie wspomniał nic o systemie promocyjnym. Jak będzie zadowolony dorzuci karnet do burdelu i ściągnie z Bukaresztu ze dwie prostytutki na wyłączność.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-13, 16:27   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Jack nie był łatwy do sprowokowania, a jednak, było to całkowicie możliwe. Nie tylko poprzez klepnięcie w pośladek, ale również słowa. To wyzwanie, które postawił mu Nathaniel, było jednak niewystarczające, by używać siły.
Nie przejmując się, że wampir podszedł bliżej, Jack kolejny raz zaciągnął się papierosem, wydmuchując chmurę prosto przed siebie, a więc również w swojego stwórcę.
Nathaniel nie mógł pochwalić się przesadnymi zdolnościami w dyplomacji. Miał szczęście, że Jack nie patrzył na to, czy rozmówca i pracodawca był bezczelny, czy też nie.
Propozycja brzmiała tylko odrobinę lepiej od bramki w klubie. Przekonały go jednak worki z krwią. Bo choć nic nie równało się krwi z żywego stworzenia, Jack nie mógł powiedzieć, że dostęp do pożywienia jest korzystny.
Wyciągnął rękę, by przypieczętować umowę uściskiem dłoni.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-14, 00:15    [Cytuj]

Bezczelny? Wygórowane słowo, pewny siebie, nawet zbyt pewny. Może nieco arogancki. Ale żeby tak od razu bezczelny? Dlaczego miałby być w stosunku do swojego tak jakby dziecka. Mało tego, w sekrecie można wyjawić, że bardzo szanował młodszego wampira. Dostrzegł nawet pewną zależność, byli jak jin-jang. Wygadany Nath i cichy Jack. Zadziorny charakter starszego wampira w porównaniu z powściągliwością młodszego. Gdyby człowiek miał więcej czasu zapewne znalazłby więcej porównań.
- Jak mam do ciebie tak właściwie mówić? Jack? Synu? Juniorze? - nie miał bladego pojęcia jak ma wyglądać ich relacja jednak wiedział, że zanim znów przyjdzie im spędzić ze sobą czas marynarz będzie musiał ochłonąć po tym szoku i zaakceptować swoje dziedzictwo. Oczywiście uścisnął mu dłoń.
- To nie jest praca niewolnicza. Raczej przysługa dlatego jeśli ty będziesz czegokolwiek potrzebować wal śmiało. Zrobimy wszystko aby rozwiązać twoje zmartwienie. - dopiero po tych słowach puścił jego dłoń. Została jeszcze jedna kwestia, tylko jak ją ugryźć? Najlepiej bezpośrednio bez uciążliwego zwodzenia. Jednak najpierw. Najpierw Nathaniel musiał podrapać się po brodzie.
- Oficjanie pracujesz dla Eleanor Coleridge. To ona jest przywódczynią ja natomiast pozostaję incognito udając wampira przemienionego przez nią jakieś 440 lat temu. - to by były prawie wszystkie kwestie. Teraz jeszcze pytanie. Czy wampiry mogą sobie strzelać selfie? Jeśli tak sprawa była prosta, po prostu pokazał mu zdjęcie kobiety jeśli nie, no cóż, wtedy musiał dokładnie mu ją dopisać.
- Wspomnę jeszcze, że w jej żyłach też płynie moja krew. Powinniście czuć się przy sobie dość swobodnie. Co jak co, nie chciałbym zmuszać kogoś do pracy dla mnie. - po tych słowach wystawił rękę w stronę Jacka z uśmiechem na twarzy.
- Na chwilę obecną to chyba tyle, czuję, że musisz przyzwyczaić się do naszego pokrewieństwa. Pamiętaj, jeśli potrzebujesz pomocy, pomogę. - po tych słowach się uśmiechnął. Tak po prostu jak ojciec do swojego dziecka. Kto wie, może kiedyś wymkną się nocą gdy Eleanor będzie spała i pójdą razem na dziwki? Zobaczymy co czas przyniesie.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-14, 12:10   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Jackowi nie zależało na jakichkolwiek ocenach czy porównaniach. Ludzie, wampiry i cała reszta zmieniali się, pirat raczej nigdy nie uznawał, że na kogoś wystarczająco dobrze. Ktoś taki jak Nathaniel pojawiał się i znikał z życia i nic nie stało na przeszkodzie, by to Jack zniknął z jego, gdy tylko warunki umowy przestaną mu odpowiadać.
- Jack. - Wypalił bez zastanowienia. Nie był żadnym juniorem, nie przypominał sobie również, by uznał za ojca kogokolwiek innego niż jego własnego, nieszczęśliwie zmarłego prawie pięćset lat wcześniej, gdy McDougall był ledwie czternastoletnim chłopcem.
Z drugiej strony, może miło byłoby mieć kogoś na podobę figury rodzicielskiej? Nie przez władzę, jaką Black mógłby mieć nad Jackiem, ale dla opieki i wsparcia.
Pirat zganił się w myślach. Nie był miękką ciapą, która potrzebowała tatusia.
Kiwnął lekko głową, przyjmując do wiadomości obietnicę pomocy.
Dotąd nie parał się ochroną, o ile nie licząc bycia cieniem Elisabeth Graves. Ta cała Eleanor na razie nie miała żadnego znaczenia, była ledwie kobietą, której nie mogła stać się krzywda. Jack po raz kolejny skinął starszemu wampirowi, zgadzając się na warunki umowy.
Po raz kolejny uścisnął dłoń stwórcy.
- Kiedy i gdzie?
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-14, 19:33    [Cytuj]

Miał nadzieję, że praca Jacka nie będzie zbyt wymagająca. W sumie to liczył na ich długą współpracę, zapewniłoby to podłoże dla ich przyszłego poprawienia relacji. Zobaczymy co czas przyniesie. Pytanie które zadał spadło na Nathaniela jak grom z jasnego nieba. Pomyślał o wszystkim tylko nie o tym. Cholera. Czy Jack ma telefon? Zupełnie się nie krępował spoglądając na kieszenie mężczyzny. Niech wygląda jak wygląda, w sumie przechodzień idący z boku mógłby nawet pomyśleć, że starszy mężczyzna obserwuje klejnoty rodowe młodszego. Znalazł!
- Na śmierć zapomniałem. Umówcie się jakoś. - po tych słowach wyjął swoje urządzenie mobilne i stuknął w kieszeń Jacka udostępniając mu tym samym kontakt. W sumie nawet nie miał do niego numeru ale co tam. Niech młody zadzwoni czy napisze wiadomość do El i jakoś sobie poradzą. Zdziwieni? Nie spodziewaliście się, że zna takie nowinki technologiczne? Uczył się na bieżąco i po prawdzie, wiele gadżetów uważał za wygodne i całkiem przydatne.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Jack McDougall


Jack Everett McDougall

35 (483)

Wampir

emerytowany pirat


Good night and joy be with you all

Wysłany: 2018-11-14, 20:32   
   Arthur Buckley, Abraham
[Cytuj]

Z tym Nathanielem było mocno coś nie tak.
Jack po raz kolejny rozważył rzucenie się na mężczyznę i przemówienie mu do rozumu, a przynajmniej nauczenie, że nie jest zainteresowany facetami bezpośrednio. Odsunął się na krok, by mieć lepsze pole do wzięcia zamachu, gdyby chciał użyć pięści.
Na szczęście okazało się, że chodzi wyłącznie o telefon, który zalegał Jackowi w kieszeni. Wampir sięgnął do dżinsów, wyciągając swoją stareńką Nokię. Aparat ledwie się trzymał, był brudny i klejący, zapewne wiele razy upaprany we krwi, ale wciąż działał, a to się liczyło najbardziej.
McDougall nie lubił się z technologią. Nie wiedział, że w taki sposób można cokolwiek przesłać. Zrozumiał jednak, że chodzi o kontakt telefoniczny lub esemesowy.
- Numer.
Zielony wyświetlacz błysnął w ciemności nocy.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Nathaniel Black


Nathaniel Black

590

Wampir

Wysłany: 2018-11-15, 00:26    [Cytuj]

Był na tyle spostrzegawczy, żeby dostrzec instynkt samozachowawczy swojego rozmówcy. No okej, nie zareagował bo każdy przecież miał prawo do ochrony własnej intymności. W przypadku Blacka sytuacja była prosta, hetero do szpiku kości. Jego zachowanie było natomiast efektem zbyt długiej tułaczki po świecie. Doświadczenia które udało mu się w jego trakcie skolekcjonować po prostu wypaczyły wartości które zostały mu po śmierci i zatarły pewne granice pozbawiając go tym samym niektórych hamulców.
Widząc telefon, który został wyciągnięty złapał się za głowę i nią pokręcił. No dobra, i to on niby był tym starym zgredem w tym towarzystwie? Oj, chyba tatuś musi się wziąć za wychowanie, trzeba młodzieńca nauczyć pewnych standardów. Chociaż czy byłby w stanie poświęcić mu więcej uwagi niż kilka godzin?
- Jack... chyba sobie żartujesz... chciałeś mi dać do zrozumienia, że stary jestem czy na prawdę nie idziesz z duchem czasu? Jeśli przestajesz się rozwijać zostajesz w tyle, gdy zostajesz w tyle stajesz się łatwym celem dla psów. - od kolejna przenośnia która przez marynarza zostanie zapewne odebrana jako pierdolenie. No ale skoro nie dało rady to trudno. Westchnął po czym wyrecytował numer kobiety.
- Może chcesz nowy telefon? Świetna sprawa na zabicie nudy, te nowsze egzemplarze mają masę ciekawych funkcji. - dodał po chwili podrzucając trzymanym aparatem. W sumie zastanawiał się czy go chować czy udostępnić Jackowi. Może zabrać go na zakupy?
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8