Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Cmentarzysko
Autor Wiadomość
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-08, 22:10   
   Tangu
[Cytuj]

Obserwował gramolącego się z grobu czarownika. I w sumie zastanawiał się nad sensem jego działania, czego jednak głośno komentować nie zamierzał.
- Źle by się dla ciebie to spotkanie skończyło, gdybyś próbował mnie do tego grobu wpakować – ostrzegł lojalnie swojego towarzysza. Stelę miał przy sobie, to kwestia paru sekund narysować odpowiednie runy, by pod pewnymi względami dorównać, a nawet przewyższyć tego czarownika. Inna sprawa, że trzeba być skończonym debilem, by zrobić sobie z takowego faktycznie wroga. I chociaż Eliot za magami nie przepadał, to miał jeszcze ten gram rozsądku, by ich faktycznie nie prowokować do walki. – Biedne te, które miały odwagę związać się z tobą na dłużej – stwierdził z rozbawieniem, chociaż wolał uciąć ten temat. Jeszcze dowiedziałby się czegoś, czego w sumie nie chciał wiedzieć.
- Serio? Magowie używają goździków w czarach? – Zdecydowanie niedowierzał, chociaż podejrzewał, że w tym momencie Gilvrey po prostu żartował. Zdążył zauważyć, że ten czarownik ma jakieś poczucie humoru. Jakieś, to mocno powiedziane.
- Po chuj wywołałeś jakiegoś pomniejszego demona? – Zapytał, chowając ręce do kieszeni spodni. – Zatem po co chciałeś się spotkać? – Zapytał i ciężko westchnął. Cofnął się o krok, co by tym truchłem nie zarobić lub żeby go przypadkiem nie pociągnęło za sobą do tego grobu.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-08, 23:50    [Cytuj]

Dla postronnego obywatela jego działanie mogło nie mieć najmniejszego sensu, ale dla niego ono miało go naprawdę dużo sensu.
W to akurat nie wątpię. Pogrzebanie cię żywcem, może i jest kuszące, ale tym razem nie jest moim celem — zwrócił się do niego. On natomiast był uzbrojony w szpadel i posiadał magię, która jego zdaniem przewyższała wszystkie zdolności Nocnych Łowców.
Zmrużył powieki za sprawą kolejnego komentarza tego mężczyzny i posłał mu krótkie, choć ostrzegawcze spojrzenie. Miał on trochę racji, bo nie wszystkie jego związki były udane, ale to nie była sprawa Eliota. Tak naprawdę tylko dla jednej kobiety był naprawdę dobrym mężem, ale nic dziwnego, skoro była naprawdę wyjątkowa i kochała magię.
Nie wypowiadaj się o czymś, o czym nie masz pojęcia —warknął w jego stronę. To akurat nie było zabawne. To było tak samo jakby stwierdził, że ten cały Dean był biedny z Eliotem, ale to akurat było stwierdzenie faktu, bo ten mężczyzna zginął z jego ręki.
Większość roślin posiada magiczne właściwości. Jeśli nie magiczne to na pewno zdrowotne. Goździki należą do takich roślin. Doskonale też nadają się do przyrządzania grzanego wina, najlepszej magicznej mikstury jaką kiedykolwiek wymyślono — odpowiedział rzeczowo, zdradzając co niego z profesji czarowników i swojego doświadczenia. Z tym grzanym winem akurat nie żartował.
A kto powiedział, że go wywołałem? Jeśli musisz wiedzieć to tak, zrobiłem to. Myślałem, że dowiem się od niego paru rzeczy — odpowiedział. Może nie powinien mówić tego temu mężczyźnie, ale dotąd on nie ściągnął mu Clave na głowę i w sumie najwyraźniej nadal trzymał się z daleka od nich.
Ponad pół roku temu opuściłem York i zająłem się innymi sprawami, mając na uwadze twoją, chociaż to znacznie odwlekło się w czasie. Towarzyszył mi inny czarownik, niejaki Jorm i mieliśmy się spotkać w Yorku. Jorm jednak nie dał mi znać i od tej pory nie mam z nim kontaktu. Próbowałem go wytropić, ale nieszczególnie mi się to udało i być może będziesz w stanie mi z tym pomóc, w sensie odnaleźć tego durnia — wytłumaczył mu to, co było na rzeczy i jednocześnie prosił go o pomoc w tej sprawie, co było aż niecodzienne.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-10, 11:43   
   Tangu
[Cytuj]

Pokręcił głową, a na jego usta wpłynął delikatny uśmiech. Ktoś by się tutaj przeliczył, próbując go zakopać żywcem, ale nic już więcej nie mówił. Kłócić o to mogliby się cały wieczór, a on zdecydowanie nie miał na to ochoty. Zwłaszcza, że ten wieczór zapowiadał się tak miło i cudownie by było, gdyby tak pozostało. A niestety spotkanie z tym czarownikiem mogło skutecznie… wszystko popsuć, a nawet skomplikować.
- Grzane wino uważasz za najlepszą magiczną miksturę? Hahahahaha – nie mógł się po prostu powstrzymać. Wybuchł szczerym śmiechem, co w sumie rzadko mu się zdarzało. Praktycznie w ogóle od śmierci Deana, a już na pewno nie w towarzystwie tego parszywego maga. Nadal bywały momenty, kiedy miał ochotę go po prostu zabić, ale dzielnie się z tym powstrzymywał. Uwierzył w kłamstwo, które… jak to kłamstwo, może kiedyś wyjdzie na jaw, a wtedy wszystko się skomplikuje.
Gdy już się uspokoił, wzruszył ramionami. Pewnych rzeczy czarownik mówić nie musiał, szło się domyślić.
- Domyśliłem się. I co? Dowiedziałeś się czegoś? - Zapytał z ciekawością, bo on w sumie nic nie wiedział i to było w chuj denerwujące. I chyba naprawdę będzie się musiał przejść do tego nieszczęsnego Instytutu, by się czegokolwiek dowiedzieć.
Westchnął ciężko i oparł się o pobliski nagrobek, tak by móc w spokoju wysłuchać opowieści tego czarownika. Dopiero po tym, jak się w końcu nagadał, odpowiedział spokojnie:
- Tropieniem zajmują się wilkołaki, polecam do nich się zwrócić, zwłaszcza jak masz coś co do tego „durnia” należało. Ja ci w tym przedsięwzięciu nie pomogę – odpowiedział ze wzruszeniem ramion.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-10, 23:55    [Cytuj]

Zapytany o zdanie powiedziałby, że cios szpadlem rozwiązuje większość takich problemów z brakiem chęci na zostanie zakopanym żywcem. Dla niego nie był to tak miły wieczór jakby można było sobie wyobrazić.
Potrafię sporządzić wiele mikstur na różne rzeczy, ale tak. Grzane wino uważam za najlepszą magiczną miksturę. Będziesz chciał spróbować? — powiedział z pewnym rozbawieniem, samemu również się wesoło uśmiechać. Z pewnym zaskoczeniem przyjął to, że brunet po prostu zaczął się śmiać, jednak nie przeszkadzało mu to. Na swój sposób było to pożądane.
Mógł zaprosić go na grzane wino i to właśnie zrobił, bo może brunet będzie chciał go spróbować. Jeśli się zgodzi to na pewno tego nie pożałuje. Jego grzaniec umarłego postawiłby na to, a to o czymś świadczy.
Już dawno powinien powiedzieć mu prawdę, ale w ten sposób też chronił swoją skórę, wiedząc, że prawda nie ujrzy światła dziennego. W końcu tamten mężczyzna nagle nie zmartwychwstanie.
Nieszczególnie, nie był zbyt skłonny do współpracy… ale to żaden problem — odparł i ciężko westchnął i ostatecznie wsparł się na rączce szpadla, który zaledwie chwilę temu wbił w ziemię. – Na nagrobku za moimi plecami stoi butelka whiskey, jak chcesz to się napij – dodał spoglądając niego.
Nie mówisz mi czegoś, czego nie wiem. Zwróciłem się jednak do ciebie, ale najwyraźniej niepotrzebnie strzępiłem sobie język — powiedział i postanowił wrócić do przerzucania ziemi i przysypywania truchła tego demona.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-11, 13:20   
   Tangu
[Cytuj]

Tym razem nie wybuchł śmiechem, ale nadal był mocno rozbawiony.
- Czemu nie, ostatnio dość dużo tych alkoholi próbuję – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Tym akurat nie powinien się chwalić, ale… skoro już o tym rozmawiali, to dlaczego nie. Mógł spróbować również grzanego wina, chociaż jak tak o tym słuchał, to nie brzmiało to smacznie. Zwłaszcza, że większość alkoholi podawało się właśnie w dobrze schłodzonej wersji. I samo to brzmiało nieco, zaskakująco. Przynajmniej dla Eliota.
Odpowiednio podana prawda, może być mniej kłopotliwa, niż stale powtarzane kłamstwo, ale o tym nie warto teraz mówić. Wystarczy, że jeden grób Gilvrey kopał i to w sensie dosłownym, nie musiał jeszcze sobie kopać tego grobu.
- Przywołałeś demona, który nie udzielił ci żadnych informacji i zamiast odesłać go do domu, po prostu go zabiłeś? Bardzo subtelnie – stwierdził z rozbawieniem Eliot. Jemu również się nie udało niczego dowiedzieć, chociaż jeszcze nikogo nie zabił. Wszystko jednak przed nim, w końcu może się okazać, że to będzie jedyny sposób na zdobycie jakichś informacji.
A może naprawdę będzie musiał udać się do Instytutu, co mimo wszystko odwlekał w czasie.
- Whisky na rozgrzewkę? – Zaśmiał się, ale chętnie pociągnął z butelki łyka. Odstawił ją na miejsce, by potem spleść ręce na piersi. Skoro czarownik wiedział, że wilkołaki umieją tropić, to po cholerę zawracał mu głowę?
Pokręcił łbem, by potem lekko się uśmiechnąć.
- Jesteś jedynym czarownikiem, którego umiem odnaleźć czy też wytropić. W dodatku na tyle charakterystycznym, że to banalnie proste – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. – Więc tak, niepotrzebnie sobie strzępiłeś język, bo tego twojego „durnia” na pewno nie wytropię. Zwłaszcza, że nawet gościa nie znam – wyjaśnił, najkrócej jak się dało.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-11, 20:47    [Cytuj]

To naprawdę mogło bawić tego Nocnego Łowcę i w tym nie było nic dziwnego. Cała rozmowa o magicznych właściwościach grzańca była na swój sposób zabawna.
Czyżbyś zaczął korzystać z życia czy pijesz do lustra? — zapytał wprost z tym rozbawieniem i zainteresowaniem. Ostatnio jak się widzieli ten mężczyzna nie sprawiał wrażenia osoby, która korzystała z życia. Przez ten czas, kiedy go tutaj nie było, mogło się to zmienić.
Gdyby powiedział mu prawdę mogłoby się okazać, że wrócą do tego, co było wcześniej, czyli ten Łowca próbowałby go zabić po raz kolejny i tym razem miałby ku temu powód. Z całą pewnością nie poczułby stosownej ulgi za sprawą tej prawdy.
Tak. Odesłałbym go, gdyby okazał się naprawdę przydatny. A tak nie było. Poza tym to jeden demon mniej na tym parszywym świecie — odpowiedział z ponownym wzruszeniem ramion. Za ni miał nakazy i zakazy Clave w kwestii przywoływania demonów i stosowania najgorszych rodzajów magii. Potrafi też po sobie posprzątać, zamiast puszczać samopas pomniejszego demona.
W moim przypadku to również toast za leżących tutaj Podziemnych — rzekł z uśmiechem. Zmarłym było obojętne to, czy ktoś dba o ich miejsce spoczynku, czy układa na nich kwiaty i zapala znicze. To wszystko było dla żywych.
Zapewniam cię, że gdybym musiał się ukrywać to byś mnie nie znalazł. Nie muszę, bo nikt nie rozpoczął polowań na czarownice — pozwolił sprostować sobie pewne rzeczy. Nie musiał się ukrywać przed tym Łowcą i przed Clave, którzy przecież nie rozpoczęli polowań na czarowników, a przynajmniej odnosił takie wrażenie.
Zwróciłem się do ciebie o pomoc w znalezieniu tego czarownika zamiast do wilkołaków, bo masz mimo wszystko dojścia w Clave i może okazać się, że jego zaginięcie to nie przypadek. Nie musisz go znać. Może w końcu moje zaklęcie tropiące zadziała i go odnajdę. Nie było tematu — powiedział i cicho westchnął. Jego postępowanie było zrozumiałe, ale skoro Eliot mu raz odmówił to nie będzie prosić go po raz kolejny o małą pomoc.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-12, 17:24   
   Tangu
[Cytuj]

Wzruszył ramionami, za sprawą tego pytania Gilvreya.
- Zależy co rozumiesz z „korzystania z życia” – odpowiedział nieco wymijająco, chociaż to już mogło coś podpowiedzieć. Można by stwierdzić, że faktycznie się coś zmieniło. Być może na dobre, a może nie. Nigdy nie wiadomo, chociaż należy być dobrej myśli.
Pokiwał ze zrozumieniem głową, bo faktycznie… to było mądre. Zabić demona, zamiast go odesłać do jego wymiaru. Jednego skurwiela mniej, w razie kolejnych starć z takowymi. Chociaż akurat Eliot był w stanie stwierdzić, a raczej założyć się o to, że demonów jest wystarczająco dużo, by uprzykrzyć życie na długie lata wszystkim łowcom. A co za tym idzie, wybicie ich co do nogi, mogło być niezwykle trudnym zadaniem. Niemalże niemożliwym do zrealizowania.
- Raczej nie sądzę, by leżeli tu jacyś Podziemni, poza twoim demonem. Spaliłbyś to parszywe truchło, a dym czy tam popiół z tego kurestwa wykorzystał do jakichś mrocznych obrzędów. Zamiast świętą ziemię kalać – powiedział poważnie. Być może w tym momencie podpowiedział coś mrocznego temu czarownikowi, ale miał to gdzieś. Nawet jeśli faktycznie mu podpowiedział. Zakopywanie demona na cmentarzu nie mogło się dobrze skończyć. A co jak jakiś Przyziemny postanowi ukraść sobie zwłoki i trafi akurat na te magiczne, demona?
- Jakoś przede mną się nie byłeś w stanie ukryć. Zawsze cię odnajdywałem – stwierdził z rozbawieniem. Przed nim Gilvrey nie był w stanie się ukryć. Chociaż może faktycznie za mało się starał, a gdyby na głowie siedziało mu coś większego, to wtedy by się bardziej postarał. Cholera wie, w rzeczywistości.
- Mam dojścia w Clave, mówisz, jakby to było jedyne liczące się źródło informacji. Co oczywiście jest bzdurą, bo oni sami pewnie nie wiedzą co tu się dzieje. A jeśli wiedzą, to prawdopodobnie mają to w dupie i będą mieli to w dupie, tak długo, aż nie zacznie dotyczyć świata łowców – westchnął w tym momencie ciężko. Nie wiedział czemu Gilvrey uwziął się na Clave. Można by odnieść wrażenie, że kiedyś osobiście ich spotkał i pogrozili mu palcem, skoro tak doskonale wie, co wiedzą Clave. Co gorsza, żaden z łowców nie wiedział, co dokładnie planuje czy chociażby wie Clave. Można się było tylko domyślać lub snuć nadzieje.
- A może po prostu gościu nie chce być odnaleziony – wzruszył ramionami.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-13, 18:54    [Cytuj]

Uniósł jedną z brwi, słysząc tę jakże wymijającą odpowiedź. Przewrócił też oczyma, zbierając także myśli.
Mogłeś zacząć imprezować, jak przystało na normalnego człowieka. Nocni Łowcy nie mają częstych okazji do imprezowania, a jeśli się mylę i jednak imprezują to u nich takie spędy muszą wyglądać jak stypa. Popraw mnie, jeśli się mylę —zwrócił się do tego mężczyzny z wymownym uśmiechem, przemykając spojrzeniem po jego sylwetce, co sprawiło, że jego uśmiech stał się dwuznaczny. Eliot zdecydowanie byłby doskonałym towarzyszem imprez, szczególnie jeśli się rozruszał. Możliwe, że to już miało miejsce.
Na tym cmentarzu znajdowuje się masowy grób Podziemnych, a ten demon będzie kolejnym. To nawet kusząca propozycja, ale na razie nie brakuje mi tego typu składników. Nie ma dla mnie żadnych świętości. A jeśli mam być szczery to ta święta ziemia dawno została skalana — odpowiedział, postanawiając podzielić się z nim swoją wiedzą o tym mieście.
Tego rodzaju surowców póki co mu nie brakowało. Nie martwił się o to, bo ten cmentarz był zamknięty dla odwiedzających i dlatego oni przebywali tutaj nielegalnie. Oczywiście, on się tym nie przejmował w żadnym stopniu.
Nie przyszło ci na myśl, że nigdy specjalnie się przed tobą nie ukrywałem? — zapytał go z nieukrywaną ciekawością. Ten Łowca był godnym przeciwnikiem, ale w przeszłości miał gorszych wrogów.
Przez to, że opuściłem York na ponad pół roku moje znajomości trochę się wykruszyły. Zaskakujące jest to, że mamy zbliżone zdanie co do tej organizacji. Nieszczególnie za nimi przepadam, ale tego zapewne się domyśliłeś — mruknął i ciężko westchnął. Za Clave naprawdę nie przepadał, ale też nieszczególnie się nimi przejmował. Dotąd nie zapukali do jego drzwi, by dać mu po łapach za uprawianie najczarniejszych rodzajów magii.
To możliwe, ale może w końcu się odnajdzie. W każdym razie tutaj już skończyłem to możemy udać się do mnie i napijemy się tego grzańca, co? — stwierdził, bo prawdą było, że nie pozostawało mu nic innego. Wydawało mu się, że to dobry moment na zmianę otoczenia.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-14, 10:24   
   Tangu
[Cytuj]

- Nie jestem normalnym człowiekiem, jestem pół-aniołem który powinien chronić twój włochaty tyłek, jak się ostatnio dowiedziałem – rzucił w formie żartu, ale też było w tym coś prawdziwego, jakby nie patrzeć. – Ale tak, można powiedzieć, że zacząłem imprezować. Jeśli tak można nazwać siedzenie w barze i picie z randomowymi osobami – odparł. Nie zamierzał opowiadać, jak wyglądają imprezy u Nefilim. Na żadnej właściwie nie był, a pogrzeby to raczej kiepski materiał do oceniania. Zwłaszcza, że to faktycznie stypa, a nie impreza.
Czuł na sobie spojrzenie tego maga, a także widział jego dwuznaczny uśmiech, co sprawiło… że przeszedł go lekki, choć trudny do określenia dreszcz.
- Tak? Heh nawet o tym nie wiedziałem – przemknął spojrzeniem po zgromadzonych tutaj mogiłach. Tacy, jak on na pewno nie spoczywali w tej ziemi. Zresztą, wtedy ona nabrałaby prawdziwej świętości, a nie tej pozornej, tworzonej przez kościoły. Chociaż na szczęście, taka świętość na większość Podziemnych nie działał najlepiej. – Że nie ma dla ciebie żadnych świętości, łatwo się domyślić – odparł.
Nie ma to jak nielegalne picie i zakopywanie podejrzanych zwłok na cmentarzu. Jakby ktoś ich tutaj przyłapał, to zapewne zaliczyłby niezłego mind fucka, ale miejmy nadzieję, że do czegoś takiego nie dojdzie. Nie zamierzał się nikomu tłumaczyć, co do cholery robi. Poza tym, ze stoi i patrzy, jak czarownik próbuje zakopać trupa.
- Och, więc czekałeś aż cię dopadnę i skopię ci dupsko? – Zapytał, bo to w sumie brzmiało ciekawie. No aż się niemalże Eliot zdziwił, bo właśnie wydawało mu się, że Gilvrey tak ucieka, bo nie umie się porządnie przed nim ukryć. Inna sprawa, że Eliot nieco oszukiwał, bo nie tylko korzystał z pomocy Podziemnych, ale również z pomocy Przyziemnych, co większości ludzi nawet nie przyszłoby do głowy. Ot, taki z niego wredny gad.
- To je odnów, co za problem? – Wzruszył ramionami. Kwestii dotyczących Clave nie zamierzał komentować, bo w sumie nie miał ochoty o tym rozmawiać. Zwłaszcza, że to boleśnie mu przypominało o tym, że będzie się musiał w końcu przejść do Instytutu i dowiedzieć, co się tutaj właściwie odpierdala.
A musiało się dziać coś poważnego, skoro nawet czarownicy kulili ogony.
- Możemy iść, chociaż myślałem że podoba ci się ten niepowtarzalny klimat cmentarza – zaśmiał się Eliot.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-14, 16:18    [Cytuj]

Niewiele brakowało, by przewrócił po raz kolejny oczyma. Eliot miał tendencje do bycia bardzo dosłownym i teraz tego dał doskonały przykład. Było to trochę załamujące, ale też po części zabawne.
Jesteś też zbyt dosłowny, Eliot. Po pierwsze… nie mam włochatego tyłka, a drugie… kto nakazał chronić Podziemnych? Bo nie sądzę, by ktoś nakazał ci chronić tylko mnie — zwrócił się do tego Łowcy, tym razem już po imieniu. Tego zdecydowanie nie można powiedzieć o jego dupie.
Sam podszedł do tego z pewnym dystansem i lekkim rozbawieniem. Podejrzewał, że to było związane z tym jak Nocni Łowcy działają i czym powinni się zajmować. Trudno powiedzieć, czy to była dobra wiadomość i czy to było coś dobrego. Dotąd był zdany tylko na siebie i potrafił sobie radzić samemu.
Powinieneś zacząć do nocnych klubów, nie do barów. Tam z pewnością byś się lepiej bawił niż w barze z przypadkowymi osobami. Chyba, że nie lubisz takich miejsc jak nocne kluby, wtedy zostają ci jedynie bary — poradził mu jako, że sam często bytował takich miejscach jak nocne kluby i bawił się tam świetnie. Alkohol, piękne kobiety i przystojni mężczyźni, możliwość łatwego zdobycia kochanki lub kochanka na jedną noc, czegóż ktoś taki jak on może chcieć więcej?
Tak. Mało kto o tym wie, a już na pewno nie wiedzą tego Przyziemni. Nie ma sensu jednak płakać za tymi z Podziemnych, których ciała tutaj pogrzebano, ale z pewnością można za nich wypić. Dbanie o groby bliskich, zapalanie zniczy i składanie kwiatów jest dla żywych, umarłym to obojętne. Oczywiście, możesz się ze mną nie zgodzić, w końcu pewnie chodzisz dbać o grób swojego Przyziemnego — skomentował w ten sposób jego słowa, pozwalając sobie też na wyrażenie swoich poglądów na temat zmarłych i tym razem sięgnął po butelkę z whiskey, by upić kolejny łyk tego trunku. Wyciągnął też rękę w stronę tego Łowcy, zachęcając go do tego, by ponownie się napił. Wspomniał mimochodem o Deanie, tym mężczyźnie, którego naprawdę zabił.
Następnych słów Eliota nie musiał w żaden sposób komentować, bo to była prawda.
Tu raczej nikt ich nie przyłapie, a nawet jeśli to będzie ciekawie, a przynajmniej takiego był zdania.
Nie do końca. Był czas, kiedy chciałem ci wytłumaczyć, że tego nie zrobiłem, potem chciałem cię zabić, jak ty mnie, a ostatecznie tego nie zrobiłem — odpowiedział i cicho westchnął. Gdyby naprawdę chciał się przed nim ukryć, zrobiłby to w Spiralnym Labiryncie i tutaj miałby spokój od tego Łowcy.
Zamierzam to zrobić, choć jak widać zacząłem od ciebie — stwierdził i lekko skinął głową. Potem będą inni, chociaż zacznie od czarowników, by dowiedzieć się, co w trawie piszczy.
Bo podoba mi się i jak dla mnie możemy tutaj zostać, a grzańca napijemy się potem — odparł z uśmiechem, rozglądając się po tym miejscu i spoglądając na kaplicę. — Niektórzy uważają, że ta kaplica jest nawiedzona i że tam słychać organy — dodał.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-20, 14:52   
   Tangu
[Cytuj]

Uniósł w lekkim uśmiechu jeden z kącików ust. Widocznie się ze swoim towarzyszem nie zrozumieli, bo on w tej chwili żartował, czy nawet ironizował, a jego towarzysz potraktował to dosłownie. Niewiele brakowało, by wybuchł śmiechem, dzielnie się od tego powstrzymał.
- Dosłowny? A może ty nie zrozumiałeś żartu? – Odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Coś w tym mogło być, taka prawda. – Tego w sumie nie wiem, bo można powiedzieć, że Clave, ale to nie do końca prawda. Z tego… co pamiętam, to po prostu pierwszy łowca wezwał anioła, by mu pomógł, bo był przerażony tym, co Podziemni robią ze sobą i… Przyziemnymi. Chyba, w tej chwili nie do końca pamiętam – zmarszczył brwi, bo w sumie sam nie pamiętał, skąd się wziął ten przymus chronienia rasy, która w sumie sama mogła się ochronić. I jedno wiedział na pewno, będzie musiał tego poszukać, pogrzebać, dowiedzieć się, kto uczynił Łowców obrońcami tego tałatajstwa.
Uniósł w górę jedną z brwi.
- A czym się różni nocny klub od baru? – Zapytał, jak w sumie na laika przystało. Bary wybierał w sumie z powodu łatwego dostępu do alkoholu.
Później tylko wywrócił oczyma, bo w sumie… co miał powiedzieć? On w sumie… do zmarłych miał dość dziwne podejście. Znaczy, oni już nie żyli, więc im to w sumie wszystko jedno? Jeśli poszli do nieba, to dobrze dla nich, jeśli do piekła to widocznie na to zasłużyli. Ważne tylko, by o nich pamiętać, by celebrować te wspomnienia, które się o nich posiadało. Bo dzięki temu… oni nadal żyją.
- Nawet w sumie nie pamiętam gdzie leży. Jednak pamiętam o nim, a dzięki temu będzie trwał tak długo, jak długo będę to robił – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Brzmieć to mogło śmiesznie, albo żałośnie, ale właśnie tak o tym wszystkim myślał. Nie ważne szczątki doczesne, liczyła się jedynie pamięć o tym, że ktoś taki żył, istniał i zostawił po sobie jakiś ślad.
Przyjął podaną butelkę i upił z niej sporego łyka, by potem oddać ją prawowitemu właścicielowi.
Wzruszył ramionami, jakby w geście „i co z tego?”. Nie zamierzał w sumie rozmawiać o tym, jak biegał za Gilvreyem. Właściwie to nie miało większego znaczenia w tej chwili, a droczenie się było fajne, do póki było tylko właśnie droczeniem, bo jak zaczynali poważnie rozmawiać, to w sumie nic dobrego nie mogło z tego wyjść.
Roześmiał się, gdy padło stwierdzenie, że Gil właśnie odnawia kontakty.
- Coś w tym jest, jeszcze z kimś zamierzasz się kontaktować? – Zapytał z rozbawieniem, chociaż wiedział, że może nie otrzymać odpowiedzi na swoje pytanie. Uniósł potem w górę jedną z brwi. Spojrzał w stronę wspomnianej kaplicy, by potem spleść ręce na piersi.
- I co? Zamierzasz sprawdzić co tam gra? – Zapytał i uśmiechnął się nieco wrednie.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-20, 20:18    [Cytuj]

Przywykł już do tego, że się nie rozumieją z tym Nocnym Łowcą. W końcu znają się nie od dzisiaj, a i tak mógł powiedzieć, że ich relacja wygląda nieco lepiej niż ostatnio, kiedy ten mężczyzna deptał mu po piętach chcąc pomścić swojego ukochanego. Istniała szansa, że do tego nie wrócą.
Tak. Obaj dobrze wiemy, że jesteśmy mieszańcami. Rzecz jasna, ty nie jesteś tym plugawym. Może i nie zrozumiałem, poza tym są lepsze rzeczy, które można powiedzieć o moim tyłku — odpowiedział i przelotnie się uśmiechnął, a może nawet i poniekąd dwuznacznie. W końcu w jakimś stopniu nawiązywał do seksu.
Większość z nas, Podziemnych jest się w stanie samemu obronić, więc chronienie Przyziemnych jest uzasadnione. Istnieje jakiś konkretny powód, dla którego masz nas chronić? Chociaż powiedzmy sobie szczerze… Przyziemni nie zasługują na jakąkolwiek ochronę. Gdyby dowiedzieli się o istnieniu tego półświatka, nie byliby wdzięczni Łowcom za ochronę. Chcieliby was zniszczyć, tak jak chcieliby zniszczyć pozostałych Podziemnych — odpowiedział z przekonaniem dobrze słyszalnym w jego głosie. To było nad wyraz interesujące i chciał poniekąd poznać ten powód, o ile w ogóle istnieje.
Jego słowa były związane z jego stosunkiem do Przyziemnych, wynikającym z tego, co miało miejsce w jego przeszłości, a dokładnie ujawnieniem się jego demonicznego pochodzenia i mocy oraz z reakcją ludzi na to, szczególnie jego najbliższych.
W jednym i drugim jest alkohol. W tym pierwszym raczej nie znajdziesz jedzenia, ale na pewno znajdziesz prochy, piękne kobiety lub przystojnych facetów w zależności od preferencji. Skąpo ubranych i łatwiej o przygodny seks. Oczywiście, mogę się mylić… ale tym dla mnie są nocne kluby — odpowiedział aż nazbyt entuzjastycznie, uśmiechając się po raz kolejny i tym razem bardziej dwuznacznie. Zdecydowanie musiał porządnie się zabawić.
Brzmi to naprawdę żałośnie, chociaż w twoim przypadku ma to jakiś względny sens. W końcu nie żyjesz tyle, co ja. Po czterech wiekach życia nie jestem w stanie przypomnieć sobie zapachu włosów mojej pierwszej żony, jej śmiechu czy głosu, o pozostałych już nie mówiąc. Ma to swoje zalety, bo nie mogę kurczowo trzymać się tych wspomnień, stojąc tym samym w miejscu. Tobie też polecam zapominanie — stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion.
Pozwolił sobie na coś na kształt nostalgii, bo jakby nie patrzeć jego pierwsza żona była naprawdę wyjątkową kobietą. Gdy odeszła z tego świata też był taki jak Eliot, ale z czasem to minęło, tak jak wszelkie wspomnienia blakły i w końcu ulegały zatarciu, a farba na portrecie blaknęła coraz bardziej. Zapominanie pozwalało jednak iść na przód, otworzyć się na nowe relacje, nawet jeśli w jego przypadku były to niezobowiązujące, jednonocne przygody.
Kiedy brunet oddał mu tę butelkę, ponownie się napił. To zależało od Eliota, czy ponownie sięgnie po tę butelkę, tym bardziej, że w tej kwestii nie musiał się krępować.
Zawtórował śmiechem temu mężczyźnie. Po prostu, bez żadnego konkretnego powodu.
Na pewno muszę dowiedzieć się, co słychać u czarowników. Co do reszty to się zastanowię — odpowiedział jedynie, nie zamierzając wdawać się w szczegóły. To wymagało jeszcze dopracowania.
Dotąd nic nie słyszałem, ale jestem w stanie uwierzyć w to, że w tej opowieści tkwi ziarnko prawdy. Idziesz? — odparł jedynie, nic sobie nie robiąc z tego jakże wrednego uśmiechu tego Łowcy. Skoro istnieli Nocni Łowcy i Podziemni, to duchy również mogą istnieć.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-21, 10:33   
   Tangu
[Cytuj]

Wywrócił oczyma, słysząc tą dwuznaczność. I cóż on miał biedny zrobić? Na pewno nie zamierzał się upijać, bo podejrzewał, że to mogłoby się bardzo źle skończyć. Znaczy dla niektórych bardzo dobrze, ale w rzeczywistości bardzo źle.
- Ciekawe stwierdzenie, bo w sumie… przez większość czasu to my ratujemy wam dupę. Zwłaszcza, gdy dzieje się coś, z czym nie umiecie sobie poradzić. Tego nie wiesz – westchnął i naprawdę zaczynał mieć dość tej rozmowy. Pomasował mostek nosa i sapnął. Nie chciał gdybać, co by zrobili Przyziemni gdyby dowiedzieli się o istnieniu tego świata. Wiedział, co zrobił jeden Przyziemny i jego reakcja była totalnym przeciwieństwem tego, o czym mówił Gilvrey.
Uniósł w górę brwi, gdy usłyszał tą wypowiedzieć odnośnie różnic między barem i klubem nocnym. Po tym pokręcił głową, ale mimo wszystko uśmiechnął się ciepło. Nie zmieniało to faktu, że pewnie nadal będzie chodził do barów. Wolał znane otoczenie, niż taki rzut na głęboką wodę. Ponad to nie czuł się jeszcze gotowy na poznanie kogoś nowego i zapełnienie tej dziury w swoim życiu.
Znów uniesienie brwi.
- Zatem chyba ich nie kochałeś… bo wtedy nawet chciałbyś to zapamiętać. I… w sumie nie pamiętam zapachu jego włosów, ale pamiętam dźwięk jego głosu, pamiętam jego uśmiech z rana i zmartwioną minę, gdy wracałem cały we krwi… nie zawsze swojej. Leniwe momenty, gdy razem leżeliśmy i opowiadaliśmy sobie, jak dzień nam minął lub jak ćwiczyłem z nim role do kolejnego spektaklu… i wbrew pozorom nie hamują mnie, czy zatrzymują. Gdyby tak było, nie podążyłbym za tobą jak pies gończy, nie szukałbym sobie teraz zajęcia – odpowiedział z zamyśleniem. Nie czuł się słaby przez te wspomnienia. Właściwie to czuł się dzięki nim silny, choć nie wierzył w to gadanie, że ukochany jest przy nim duchem. Po prostu wierzył, że jest gdzieś bezpieczny i co ważniejsze szczęśliwy, w końcu nie ma już tych samych kłopotów, które miał, gdy żył.
Pokiwał ze zrozumieniem głową, bo odświeżenie tego typu kontaktów, może się faktycznie przydać.
Potem zaś uniósł w górę jedną z brwi.
- Bo sam pewnie hałasowałeś jak głupi. No idę, ktoś musi cię chronić przed twoją własną głupotą – odpowiedział ze wzruszeniem ramion i chowając ręce do kieszeni, ruszył za Gilvreyem, jeśli ten oczywiście nie zmienił zdania, co do zbadania tej kaplicy.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-11-21, 20:20    [Cytuj]

Niewiele brakowało, aby roześmiał się słysząc słowa tego Nocnego Łowcy o tym ratowaniu im dupy, zwłaszcza, kiedy dzieje się coś, czego nie są w stanie sami ogarnąć.
I nie robicie tego tylko po to, by chronić Podziemnych. W przypadku nas, czarowników, to dla was korzystne. Bo jak trwoga to do czarownika. Jakbyś znalazł się w takiej sytuacji to wiesz, gdzie mnie znaleźć. Nie pomagam jednak za darmo, jak większość czarowników. Wiem. Doskonale wiem, do czego są zdolni Przyziemni względem siebie i co potrafią zrobić ze strachu — odpowiedział i ciężko westchnął. To naprawdę było dla wszystkich korzystne, oczywiście bardziej dla czarowników.
Żył w czasach, kiedy ludzie wykorzystali innych ludzi tylko dlatego, że mieli inny kolor skóry, polowali na rzekome czarownice, a na dodatek brał pod uwagę swoją przeszłość. To wszystko go ukształtowało. Sam też miał niewolników, ale mieli ich wszyscy i musiał wpasować się w otoczenie. To zapewniało mu bezpieczeństwo.
Nie kochałem większości swoich żon, to prawda. Żyłem jednak w czasach, w których to uczucie nie miało wielkiego znaczenia i by mieć żonę wystarczało bogactwo. A bogaty byłem. Dawało to też pewną stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, możliwość niewyróżniania się z tłumu. Pod względem lat bardzo dużo nas dzieli i to właśnie upływ lat sprawia, że wszystkie wspomnienia blakną, a potem znikają bezpowrotnie, nawet jeśli chciałbym je zatrzymać. To, co jeszcze pamiętam może zniknąć za kolejne sto albo dwieście lat, tak jak wszystko przeminie. Pojawią się kolejne osoby i kolejne osoby odejdą z mojego życia. Prędzej czy później i mnie dotknie to, co większość wiekowych czarowników – przestanę odczuwać emocje, życie mnie znudzi do tego stopnia, że strzelę sobie w łeb albo zabiję się w inny sposób. Niektórzy z nas o to proszą Nefilim. W sumie miałbym dla ciebie zajęcie, jeśli go nadal szukasz — przyznał to. Naprawdę kochał tylko jedną kobietę, swoją pierwszą żonę, Sofię i tego nie zmieni fakt, że pewne podstawowe wspomnienia związane z nią wyblakły. Nie potrafił przywołać zapachu jej włosów czy śmiechu tej kobiety, ale jeszcze wiele ich pozostało. Inne kobiety pojął za żony z wyżej wymienionych względów.
Wszystko przemijało i to najbardziej było dotkliwe dla czarowników oraz wampirów, bo wszystko wokół nich przemijało, a oni nadal pozostawali. Nie dało uniknąć się tego zobojętnienia i znudzenia doczesnym życiem, czemu jeszcze starał się opierać. Ten świat mógł mu dużo zaoferować, ale pozostawało pytanie na jak długo? Kiedy będzie chciał skończyć ze sobą? Miałby dla niego jakieś zajęcie.
Nie hałasowałem jak głupi. Głupotą, powiadasz? — sprostował i obejrzał się na tego mężczyznę z lekkim uśmiechem, po czym sprężystym krokiem zbliżył się do tej kaplicy, której wrota bez wahania otworzył, pozwalając otoczyć się ciemności i ciszy. Przydałoby się tutaj trochę światła.
[Profil] [PM]
 
 
Eliot Ainsworth


Eliot Ainsworth

40

Wampir

Mordowanie potworów


Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic

Wysłany: 2018-11-27, 08:18   
   Tangu
[Cytuj]

Wzruszył ramionami, bo w sumie nigdy nie leciał po pomoc do czarownika, można więc powiedzieć, że nie wiedział o czym Gilvrey mówi. Może inni łowcy korzystali z ich pomocy, ale Eliot naprawdę wolał iść nawet do tych nieszczęsnych wilkołaków, niż do czarowników. Na temat przyziemnych również nie miał zdania, a na pewno nie miał go złego. W końcu jego pierwsza i być może ostatnia miłość była Przyziemnym.
Słuchał tej opowieści dziadka, na temat przemijania i znikania wspomnień. Może nawet by się wzruszył, ale jakoś nie zamierzał się tym przejmować. To czarowników problem, że w pewnym momencie łapie ich apatia, a także znudzenie życiem. To ich problem, że żyją setki lat, poza tym, jak im to nie odpowiada, to zawsze mogą ze sobą skończyć. Z drugiej strony, widocznie Gilvrey miał jakiś pomysł związany z tym swoim końcem. Dobrze dla niego.
- Jakie zajęcia? – Zapytał, chociaż to wcale nie oznaczało, że zamierzał coś faktycznie dla tego maga robić. Chciał się po prostu dowiedzieć, o co może tym razem chodzić.
Wzruszył ramionami.
- Zatem mogłeś hałasować jak mądry, ale nie wmówisz mi, że wykopywanie grobu to ciche zajęcie – odparł ze wzruszeniem ramion. Jemu w tym momencie wszystko było jedno, naprawdę. Ale coś o kopaniu grobów wiedział i w sumie… wiedział, że to zajęcie do cichych nienależny.
Stanął koło Gilvreya, by potem wyciągnąć z kieszeni niewielki kamień. Obudził jego światło cichym zaklęciem, które sprawiło, że ciemność rozpierzchła się niby stado szczurów spłoszonych światłem pochodni. Kamień dawał dużo, miękkiego światła, które świetnie sobie radziło z tak gęstym mrokiem.
- Czarownicy przodem – rzucił do Gilvreya. Drugą rękę oparł na miejscu, w którym miał schowane serafickie ostrze. Chociaż to wcale nie wskazywało na paranoje, po prostu… nie lubił być zaskakiwany przez demony i inne tałatajstwo.
_________________
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8