Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Mury obronne
Autor Wiadomość
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-08, 22:11   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

#6

Mury obronne niewątpliwie były jedną z atrakcji Yorku. Pamiątka dawnych czasów, z niesamowitym widokiem na miasto. Trochę ludzi się tu kręciło, a wśród nich pewien chłopak z laską i okularami przeciwsłonecznymi.
Anthony zdecydowanie wyróżniał się z tłumu. Bez większego skrępowania, choć jednocześnie nie tak pewnie, jak po znanych mu terenach, szedł przed siebie, stukając kijkiem i nasłuchując. Non stop słyszał, że są tu ładne widoki. Cóż, niestety nie mógł tego samodzielnie sprawdzić.
Więc dlaczego tu przyszedł?
Tony po prostu potrzebował zmiany i miejsca, gdzie raczej nikt nie spodziewał się go spotkać przy jednoczesnym zachowaniu jakiegoś bezpieczeństwa. Choć po ostatnich wydarzeniach na deptaku, gdzie dziwna maszyna zaczęła wariować, a on sam zgubił się w parku, nie można było być pewnym, że okolica jest bez zagrożeń.
No, ale nastolatek chciał gdzieś stanąć i trochę pomyśleć w spokoju, a jednocześnie miał dosyć miejsc mu znanych. Co było dziwne, bo raczej unikał zmian jak tylko mógł, a teraz sam do nich dążył. Choć ostatnio szczególnie nieprzyjemnie czuł się z poczuciem bycia innym, niż jego rówieśnicy i nie tylko.
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: 2018-11-08, 23:54   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

// jakoś pewnie po spotkaniu z Księciem

A co Xian Hu tutaj robiła? Powiem wam w sekrecie, że dała się namówić na bardzo brzydką intrygę. Jak, zapytacie? Przecież była taką słodką, niewinną wróżką - czemu miałaby wodzić jakiegoś chłopca na pokuszenie?
Wszystko zaczęło się od kogoś innego - oczywiście, bo przecież sama Xian nigdy nie wpadłaby na coś takiego. Nimat, piękna wróżka należąca do rasy dżinów, upatrzyła sobie Anthony'ego już jakiś czas temu. Obserwowała go dokładnie, i bazując na tym, jakie prowadził życie, śmiało stwierdziła, że nadawałby się on idealnie do przemiany. Z początku Xian była przeciwna, nie znała bowiem chłopca ani jego historii. Wtedy się zaczęło. Jest przecież niewidomy, musimy się nim zająć! Przywrócić światło w życiu, pomóc na nowo dostrzegać piękno świata! Nie chciałabyś tego, Xian Hu? Czy na jego miejscu nie pragnęłabyś zmiany?
Tak właśnie najbardziej niewinna wróżka na świecie dała się namówić na coś, co w normalnym człowieku wywołałoby pewnie poważny konflikt moralny. Jednak nie w niej. Przekonana, że pomaga młodemu śmiertelnikowi, wypatrywała tylko dobrego momentu, by go zaczepić. I proszę bardzo - wreszcie się trafiło! Samotny spacer wydawał się idealnym momentem, by zacząć działać.
- Dzień dobry! - nagle rozległ się perlisty głosik tuż za lewym uchem Anthony'ego. - Trochę dzisiaj zimno na spacer, nie uważasz? - zachichotała, co wbrew pozorom nie było żadną grą. Xian Hu była po prostu taka... Wiecznie uśmiechnięty promyk słońca. - Może potrzebujesz towarzystwa? Dobrze znam to miejsce - zaproponowała, nawiązując do jego stanu, choć nie w oczywisty sposób. - Mogłabym Cię oprowadzić, jeśli chcesz! - zawahała się, a potem zaraz wyrzuciła z siebie potok kolejnych słów. - Och, przepraszam! Co za nietakt, nie przedstawiłam się... Xian Hu, przewodniczka od zadań specjalnych! - zasalutowała w zabawnym geście, choć dopiero po chwili uświadomiła sobie, że chłopak nie może tego zobaczyć. - Zasalutowałam ci - szepnęła więc, dopowiadając niczym lektor w kinie. Potem znów zachichotała słodko. Jak szczerość mogła wzbudzać w kimś podejrzenia?
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-11, 17:16   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Heh, najwyraźniej Anthony miał zaskakujące szczęście, co do świata nadnaturalnego. Już kilka razy miał z nim do czynienia, a to dostając pomoc od pewnego wilkołaka, a to przekonując się, że miał bliską znajomą, która była wróżką, no a potem jeszcze miał do czynienia z samym księciem tej rasy oraz łowcą. Ach, no i jeszcze pewien czarownik, który go ot tak wyleczył. W sumie, nie był aż tak bardzo nieprzyjemnych sytuacji z Światem Cieni. Dodatkowo miał o nim jakieś pojęcie. Znaczy, wiedział, że istnieje za sprawą Kim, ale tylko tyle. W sumie, to była taka trochę ironia losu, bo pochodził z rodziny Kłusowników.
Nawet nie podejrzewał, że może być pod obserwacją wróżek. Nie uważał siebie za osobę interesującą i wartą uwagi. Zwykły, niewidomy nastolatek, ot. W swoim życiu nie miał wielkich problemów, oprócz tych związanych z brakiem wzroku. Akurat tego bardzo mu brakowało ostatnimi czasami. I najwyraźniej właśnie jego wada spowodowała, że zielonki bardziej się nimi zainteresowali, zwłaszcza że tak trochę było ich mało.
Antek słyszał wiele kroków przechodzących obok niego ludzi, ale ie usłyszał, jak Xian Hu do niego się zbliżała. Dlatego też aż drgnął, zaskoczony i trochę wystraszony, gdy usłyszał głos obok niego. Bardzo ładny głos, notabene.
- Dz-dzień dobry - wydukał wreszcie, mniej więcej odwracając głowę w kierunku wróżki. Oczywiście nie nawiązał z nią kontaktu wzrokowego oraz nie przyjrzał jej się. Okulary przeciwsłoneczne również nie ułatwiały syrence pierwszego zadania. - T-tak, chyba tak - przyznał zielonce rację, a ta bez problemu mogła zobaczyć, że Anthony jest raczej grubo ubrany. Uroki bycia zmarzluchem.
Tony na prawdę nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Rozmówczyni wydawała mu się miła i to w ten niewymuszony sposób. Antek jednak nie był osobą, która potrafiła brylować w towarzystwie. Zresztą, było po nim widać, że nie wie, co ze sobą począć i jak w ogóle się zachować.
Chłopak nie odpowiedział w pierwszej chwili na propozycję wróżki, zaskoczony. I nim zdążył cokolwiek wydukać, ta już wyrzuciła z siebie potok słów, który jedynie wprawił go w większe zakłopotanie, choć jednocześnie też rozbawił. Zwłaszcza ostatnie zdanie. Anthony uśmiechnął się nieśmiało, nie chcąc przypadkiem urazić tak miłej osoby jak Xian.
- Anthony - odparł, ale bez żadnego salutowania, gdyż swoje dłonie za mocno wszczepił w laskę. - J-jeżeli chcesz to możesz mi pokazać, jakieś fajne miejsca - wzruszył barkami, starając się, żeby wyglądało to nonszalancko, ale oczywiście mu nie wyszło, gdyż był zbyt spięty. Choć na twarzy ciągle miał niepewny, aczkolwiek szczery uśmiech, gdy specjalnie użył zwrotu związanego ze wzrokiem.
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: 2018-11-15, 02:19   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

Zdarzali się ludzie, którzy po prostu przyciągali nadnaturalne zjawiska. Tacy na przykład siódmi synowie siódmego syna. Albo rudzi. Ewentualnie mogło się zdarzyć, że patrzenie przez kamień o naturalnie wyżłobionym otworze przyniesie oświecenie ludzkiemu wzrokowi. Albo zerwanie czterolistnej koniczyny. Według legend, sposobów było wiele. Nie wykąpałeś się może w sadzawce jakiejś syreny, Anthony? Niemożliwe, byś przyciągnął tyle nadnaturalnych istot, nie posiadając w sobie czegoś szczególnego. A może to właśnie brak wzroku pozwolił ci otworzyć się na ten świat? Miałeś dobre serce? Przyznaj, jak często pomagałeś innym? Wiesz, półwróżki takie jak Xian, potrafiły docenić każdy, nawet najmniejszy gest -wszystko dlatego, że same stawały się często obiektem dokuczliwych uwag. Ona rozumiała, jak to jest być nieco... Innym. W pewnym sensie traktowana była przez inne syreny jak niepełnosprawna, a to wszystko przez odcień i kształt rybiego ogona! Tak, tak, mała syrenka o dobrym sercu nie mogła się wykazać, nawet mimo talentu, jaki posiadała. Wszyscy patrzyli na nią z góry. To między innymi dlatego podjęła decyzję, by pomóc ci wrócić do "normalnego" życia. Czemu miałbyś do końca pozostawać niewidomy, skoro istniała szansa, że znów odzyskasz wzrok? A ona zyskałaby nowego przyjaciela, tak podobnego do siebie... Ty przecież też nie zostałbyś w pełni wróżką, tak jak ona błąkając się między dwoma światami. Xian w swoim myśleniu tak naprawdę była nieco egoistyczna, bo kto nadał jej prawo do porywania ludzi, by uczynić z nich swoich przyjaciół? Intencje miała dobre, choć nadpsuta paktem dusza wołała, by przyczynić się do zabrania chłopca wprost do świata wróżek. Nie brała nawet pod uwagę, że Anthony w ostatecznym rozrachunku może wcale nie chcieć jej przyjaźni. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że mogła mu zrobić krzywdę.
Widzisz, chłopcze, czasem jeśli czegoś bardzo chcemy, nadarza się w życiu wyjątkowa okazja - wystarczy tylko sięgnąć ręką...
- Och, wystraszyłam cię? Przepraszam - zawahała się, nie wiedząc, czy przypadkiem nie zepsuła wszystkiego już na starcie. Chłopak wydawał się jednak nieco zawstydzony samym faktem, że zaczepia go kobieta - o ironio, bo przecież Xian był najmniej doświadczoną wróżką w uwodzeniu na świecie.
Przyglądając się jego ciepłemu ubraniu, szybko wysnuła wniosek, że śmiertelnik należy do tych bardziej wrażliwych na temperaturę. To dlatego łagodnym ruchem ręki skorzystała z magii żywiołów, by śladem przyuważonej u Skye sztuczki, ogrzać nieco powietrze przyjemnie ciepłym wiatrem. Skąd w środku jesieni taki podmuch? Przypominał raczej o letnim upale, niż o zimowym chłodzie. A może to po prostu jej radosna aura? Jak myślisz, Anthony?
- Na zimno zawsze można coś zaradzić - w jej głosie słychać było śmiech, niemal jakby przyznawała się do podniesienia temperatury wokół nich. Ale to przecież było niemożliwe, prawda?
- Nie musisz się niepokoić. Mogę mówić za nas dwójkę, jeśli ty nie lubisz - zaproponowała z entuzjazmem, zauważając wyraźne wahanie w sylwetce chłopaka.
- Ładnie - skwitowała od razu, a potem ostrożnie wyciągnęła rękę i musnęła ciepłymi paluszkami dłoń chłopca. - Mogę wziąć cię za rękę? Tak będzie łatwiej - wyjaśniła. Nie chciała pozbawiać go laski, bo dzięki niej z pewnością czuł się lepiej, dlatego chwyciła za jego wolną rękę i jeśli tylko na to pozwolił, objęła go lekko za nadgarstek.
- To jak? Zaczniemy od wieży, czy ogrodów? - padło entuzjastyczne pytanie. - Wiesz, jestem malarką, więc potrafię dobrze opowiadać o tym co widzę! Oczywiście jeśli chcesz... - zawahała się, mając nadzieję, że nie urazi go w żaden sposób.
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-15, 20:52   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Może i Anthony był niczym Alvin Miller, ale tylko pod względem przyciągania zjawisk nadnaturalnych. Antek był zwykłym, ludzkim chłopakiem, bez żadnych mocy czy przeszłości, która powodowała, że na jego rodzie ciąży jakaś klątwa czy coś takiego. No, pochodził od rodziny Kłusowników, ale ci nawet nie kontaktowali się z nim. Tony nawet Wzroku nie miał, nie mówiąc już o tym normalnym. I to może paradoksalnie powodowało, że "widział więcej"? Albo to właśnie powodowało, że istoty magiczne lubiły jego towarzystwo? Jakby nie było, znajomość z nim była po prostu bezpieczna. Nie zobaczy skrzydeł, nie dostrzeże wilczego przebłysku oczu, nie zauważy Znaku Czarownika czy też Run - nic. Owszem, tak było z większością ludu, ślepymi na nadnaturalne zjawiska, ale u nich było ryzyko, że mogą posiadać Wzrok.
Dobry to on był, co tu dużo mówić. Muchy by nie skrzywdził i nawet nie dlatego, że po prostu prędzej sam by się zabił, niż wreszcie dopadłby latającego owada. Anthony lubił pomagać, ot. I zawsze starał się to robić w miarę swoich możliwości. Prawdopodobnie lubił pomagać tak samo jak Xian Hu. No, ale w jaki sposób to już inna kwestia. Chociaż trzeba przyznać, że jeżeli wróżka przyczyni się do odzyskania wzroku, wiele zrobi dla Antka. Heh, pozostawała jeszcze kwestia rasowa, a raczej jej zmiany.
Coś za coś.
Hej, każdy był egoistą! Serio, altruizm po prostu z założenia jest niemożliwy, bo nawet jeśli udziela się pomocy charytatywnie, bez rozgłosu, bez chwalenia się, bez czegoś w zamian - zawsze pojawi się ta satysfakcja, choćby najmniejsza, która spowoduje, że jednak coś się uzyskało za udzieloną pomoc. I tak, gdyby Anthony został już przemieniony wróżkę, nie zostawiłby Xian. Chłopak już taki miał charakter, gdy przywiązywał się, to na stałe. Poza tym, byłaby to jedyna wróżka, którą by znał (nooo, miał niby kontakt z księciem, ale tego akurat nie wiedział). Poznawałby świat od nowa, nie tylko ten, w którym dorastał, ale też ten mu obcy, u boku syrenki.
I każda strona miałaby jakieś korzyści, prawda?
- N-nie szkodzi - odpowiedział chicho i podejrzenia wróżki były całkiem trafne. Anthony w ogóle był bardzo niezdarny w kontaktach międzyludzkich, a gdy miał rozmawiać z przedstawicielkami płci pięknej, peszył się jeszcze bardziej, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedział, jak się zachować. Cóż, przy chłopakach też nie wykazywał się brylowaniem w towarzystwie. Takie już jego uroki.
Nagły podmuch ciepła mocno go zaskoczył, co było widoczne. Antek podniósł głowę, instynktownie chcąc ogrzać sobie twarz, ale dzięki temu Xian mogła zobaczyć jego niedowierzającą minę. Nawet okulary przeciwsłoneczne, które miał na nosie, nie ukrywały jego obecnej mimika czy raczej, nie zakłócały odbioru jej. I trzeba przyznać, że w pewnym sensie ciepło te skojarzył z osobą syrenki, bo pojawiło się ono razem z nią.
Choć jej słowa wzbudziły w nim czujność, bo aż taki całkiem niewtajemniczony to on nie był. No, ale przecież jakie jest prawdopodobieństwo, że ot tak spotkał wróżkę czy inną istotę nadnaturalną? I to jeszcze on, zwykły, nijaki, niewidomy nastolatek, który rzadko wychodzi z domu?
Nieee, to chyba Xian po prostu była taka miła, że aż robiło się cieplej na sercu w jej towarzystwie.
Anthony chciał coś odpowiedzieć, na propozycję, żeby tylko syrenka mówiła, ale prawdę powiedziawszy, nie wiedział co. Zrobiło mu się trochę wstyd, że jego nieporadność towarzyska jest tak mocno rzucająca się w oczy, a czerwone poliki informowały o tym, jak mu było głupio. Jednocześnie było mu na rękę to, że Xian przejęła całkowicie pałeczkę w podtrzymywaniu rozmowy. Naprawdę nie był gadatliwym typem, ale słuchać lubił.
Muśnięcie spowodowało, że Antek drgnął, zaskoczony tym, że nie wyczuł bliskiej obecności dziewczyny, ale również samym ruchem. Jednocześnie nie zabrał dłoni i nie oponował, gdy ta wyszła z takim sposobem nawigowania. Nawet lekko dotknął jej ciepłej ręki, chcąc pokazać, że nie ma nic przeciwko temu. Owszem, krępowało go to, ale było to też bardzo... miłe? Tak, chyba tak można to określić. Ludzie raczej starali się go nie dotykać, a jak już to robili, to przesadzali z utrzymywaniem kontaktu. I nawet jeśli Anthony docenił gesty nieznajomych, którzy chcieli mu pomóc, często czuł się przytłoczony ich zachowaniem. A Xian na razie trzymała odpowiedni poziom i Antek musiał przyznać, że ten sposób prowadzenia był naprawdę wygodny. Bez przesadnego kontaktu i naruszania przestrzeni, ale przy jednoczesnym zaznaczeniu obecności.
No, ale teraz czerwony był jak burak, choć dzielnie się trzymał, żeby całkiem nie odlecieć od nadmiaru ciepła na twarzy!
- Może od wieży? J-jeśli nie masz nic przeciwko - zaproponował, bo nawet jeśli lubił spędzać czas w parkach i ogrodach, na znacznej wysokości jeszcze nigdy nie był. - Nie, chętnie cię posłucham - tym razem uśmiechnął się nieco śmielej, aczkolwiek dalej był on niewielki, ale szczery! Anthony z przyjemnością posłuchałby Xian, która wydawała się być gadatliwą osobą, a na pewno pewniejszą w nawiązywaniu relacji. - Jesteś malarką? - zapytał, dopiero potem zdając sobie sprawę z tego, że te pytanie było głupie. No przecież powiedziała, że nią jest, więc po kiego o to pytać? - Jak to jest nią być? - dodał, chcąc jakoś naprowadzić syrenkę, o co dokładniej chodziło Antkowi. - N-nie jesteś może przypadkiem z Azji? - tym razem był cichszy, bo nie był pewny czy wypada o takie rzeczy pytać.
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: 2018-11-19, 01:16   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

Z pewnością jego brak wzroku w jakiś sposób przyczyniał się do wzrostu jego atrakcyjności w oczach wróżek - i nie mowa tu oczywiście o tej fizycznej, choć Antek bez wątpienia był chłopcem urokliwym. Faktycznie większość wróżek mogła dopatrywać się w nim idealnego kompana z powodu prostoty takiej relacji. Nie było szans, by chłopak mógł dostrzec skrzydła, czy używanie magii. Na szczęście Xian nie groziło zdemaskowanie w tej formie - a przynajmniej na pewno nie na lądzie, zresztą długo musiałoby minąć czasu, zanim syrenka pozwoli mu ze sobą popływać. Połowiczna krew ludzka dawała półwróżce przewagę nad wróżkami czystej krwi, a to dlatego, że nie posiadała skrzydeł. Jej magia również nie była tak rozwinięta, a ludzki instynkt podpowiadał odpowiednie zachowania czy gesty. Dla człowieka nawet świadomego istnienia magii byłaby prawdziwą zagadką - wszystko z powodu naturalności jej zachowania. Nie musiała się wiele starać, by wypaść podobnie do ludzi. Długi czas spędziła między nimi, ucząc się i naśladując śmiertelnych w miarę upływu czasu. Teraz mogłaby uchodzić za jedną z nich, i nawet najbardziej wprawne oko nie dostrzegłoby wyraźnej różnicy. Prócz ogonka i ujawniających się tylko przy odpowiednich ludziach szczątkowych łuskach w okolicach policzków i szyi, Xian była niewykrywalna. Choć czy gdyby Antek wiedział, kim naprawdę jest, wycofałby się? Czując, jak pozytywną ma aurę, słysząc jej szczery głos i czując delikatne gesty? Ta dziewczyna nie mogła mieć złych zamiarów.
Dobre serce tym bardziej przekonywało Xian, że powinna brać sprawy w swoje ręce i odwdzięczyć się chłopakowi za to co robił dla innych. Jak to w końcu mówią - karma zawsze wraca. Często w podobnych rozrachunkach mieszały paluszki znudzone wróżki, które próbowały jakoś urozmaicić sobie życie, obserwują ludzi - a potem ot, drobne psikusy, sugerujące, że wszechświat uwziął się na tego biednego człowieka. I co poradzić? Ano, trzeba było poczekać, aż taka wróżka się znudzi, lub odpowiednio ją przekupić, ale może to historia na inny czas.
Z pewnością w podobnych stwierdzeniach kryło się ziarno prawdy - Xian pamiętała, jak bardzo pragnęła być artystką, byle tylko móc docierać do ludzi i w jakiś sposób pomagać ich dzięki swojej sztuce. Nie dało się jednak ukryć, że niesamowitą satysfakcję sprawiało jej malowanie obrazów i późniejsze otrzymywanie za nie kolejnych pochwał. A zatem nie robiła tego dla nich, robiła to dla siebie - i nie mogła się tego wyprzeć, bo wiedziała dobrze, że to głównie wizja chwały i sławy łechtała jej ambicje i poczucie własnej wartości. Nabyte w nielegalny sposób umiejętności były przecież jedynymi rzeczami, które wyróżniały się na tle jej wyśmiewanego wyglądu i niezbyt dorosłego wieku, o czym raczono jej przypominać średnio kilka razy dziennie. Nie dziwmy się więc, że Xian Hu była z nich niezwykle dumna, często poprawiając sobie humor właśnie malowaniem. Nie wierzcie więc dzieci w bajki o altruistach, nawet gdyby zarzekali się, że pomagają tylko z dobroci serca.
Skoro Anthony faktycznie nie miał jej tego za złe... Może warto byłoby być szczerą od samego początku? Niestety, Xian nie brała pod uwagi takiej opcji.
- Musisz oddychać głęboko, jeśli się stresujesz - doradziła, przy tym utrzymując pogodny to głosu. Chciała dać mu do zrozumienia, że nie miał się absolutnie czego obawiać. Przecież to tylko zwykła dziewczyna, prawda? Pewnie nawet nieszczególnie ładna, nic nadzwyczajnego! Spokojnie Antek, wdech wydech, na pewno dasz sobie radę.
Gdy tylko uniósł głowę, ciepło otoczyło również jego twarz. Syrenka nie mogła powstrzymać się od tego drobnego gestu. Chciała, by w jej towarzystwie czuł się możliwie jak najlepiej.
- Tylko łapię cię za rękę - uśmiechnęła się, zapewniając o swoich dobrych zamiarach. - Jasne, wieża będzie super - odpowiedziała od razu, kierując go ostrożnie w stronę wejścia na szczyt. - Najpierw długo będzie prosto, żadnych kamieni. Nie musisz się bać - poinstruowała. A potem oczywiście zaczęła odpowiadać na pytania, nie przestając jednocześnie ogrzewać chłopaka ciepłym powiewem powietrza.
- Tak, maluję już wiele lat - przyznała, nie zastanawiając się wiele i od razu wyjawiając mu prawdę. - Jestem całkiem niezła - stwierdziła obiektywnie, choć zdecydowanie o wiele za skromnie. Xian dzięki pakcie z czarownikiem była... Więcej niż ponadprzeciętna. Nie miała jednak zamiaru piać o tym na prawo i lewo. Nie należała do takich artystów. - To moja największa pasja. Wiele oddałam, by dojść do takiego poziomu - westchnęła, wspominając mimowolnie lata niewolniczej pracy w cyrku. Kto by się spodziewał, że to akurat Anthony usłyszy fragment jej niecodziennej historii? - Tam skąd pochodzę... Nie ceniono artystów, lecz żołnierzy. Moi rodzice byliby bardzo zawiedzeni, gdyby dowiedzieli się, czym aktualnie się zajmuję - wyjaśniła, nie zastanawiając się nad tym, że w historii powstają dziury wiążące się z oczekiwaniami wobec jej oryginalnej płci. Cóż, Antek będzie musiał tę część rozgryźć sam. - Ale wiesz, to sprawia mi największą radość. Bez sztuki byłabym nikim - dodała z przekonaniem. - Gdyby nie to, ludzie dokuczaliby mi jeszcze bardziej. A tak nazywają tylko "brzydalem" albo "odmieńcem" - stwierdziła pogodnie, choć przez ułamek sekundy dało się wyczuć delikatne drżenie jej dłoni. Zapytacie - kto podczas pierwszej rozmowy wyjawia drugiej osobie problemy takiej natury? Xian z jakiegoś powodu wiedziała jednak, że może Antkowi ufać - on także borykał się z pochopnymi ocenami innych.
- Jak to jest? Wspaniale! Wiesz, mogę nadać rzeczywistości nowy kształt. Dodać coś, zmienić... Wyobraźnia to piękny dar - westchnęła cicho, przyspieszając nieco kroku. - To bardzo miłe, gdy ludziom podobają się moje dzieła. Często je nawet kupują! Albo życzą sobie, bym uwieczniła ich na płótnie. Właściwie lubię malować portrety. Zatrzymanie piękna... - zawahała się, a potem spojrzała na Antka. - A ty? Jak widzisz piękno? Jak je wyrażasz? - zapytała ciekawsko. - Lubisz śpiewać? Albo słuchać muzyki? - dodała, by nadać pytaniu większy sens.
Kolejnej odpowiedzi towarzyszył jednak cichy chichot.
- Owszem, pochodzę z Chin. Konkretnie z małego miasteczka nad morzem - wyjaśniła. - Mam długie, falowane włosy koloru blond. Bladą cerę i brązowe, skośne oczy. Azjatyckie. No wiesz, gdybyś był ciekawy - zachichotała znów. Przynajmniej wiedziała, że byłaby ciekawa, będąc na jego miejscu.
Dokładnie w tym momencie dotarli wreszcie do podnózą wieży. Xian ostrzegła chłopaka, że zaczynają się schody, a potem powoli zaczęła wdrapywać się tuż obok niego.
- No dobrze, to teraz Ty. Opowiedz mi coś o sobie - poprosiła z uśmiechem. Czy zdołasz się jej oprzeć?
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-19, 21:52   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Najwyraźniej nawet istoty nadnaturalne potrzebowały odrobiny normalności. A może inaczej - potrzebowały odrobiny egzotyki. Bo czym dla takiej wróżki była zwykła, szara codzienność? Hasaniem po łące razem z jednorożcem, latanie w chmurach czy nawet korzystanie magii, czyli wszystko, co dla Anthony'ego, było czymś z nie z tej ziemi. A dla takiej wróżki, co byłoby egzotyczne? Prawdopodobnie standardowe życie śmiertelnika, pełne pośpiechu do pracy czy do szkoły, zmartwień, żeby oddać dokument na czas, co ugotować dzisiaj na obiad, mus posprzątania mieszkania i wspomaganie się technologią. I w sumie, nic dziwnego, że czasem istota nadnaturalna chciała uszczknąć takiego przyziemnego świata. Każdy potrzebował różnorodności, by przełamać rutynę.
Prawdopodobnie dla Antka zwykłe posiadanie wzroku już byłoby czymś egzotycznym.
Czyżby nadnaturalne moce dawały poczucie władzy? Z pewnością mogły. Zwłaszcza, gdy było się śmiertelnikiem, który ich nabył w życiu. Anthony był dobrą osobą, ale pewnie i jego korciłoby, żeby spłatać komuś niewinny psikus, dla samego obserwowania, co ta persona też potem uczyni. Oczywiście bez wyrządzania większej krzywdy! Co to, to nie!
No, ale gdy jest już się tą osobą, która zainteresowała znudzoną wróżkę, to już nie było tak fajnie.
Bycie dumnym ze swoich talentów i osiągnięć to nic złego! Wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie, gdyby Tony też potrafił malować, byłby naprawdę z tego powodu szczęśliwy i uznawałby to za swój atut. I każdy przecież chciał usłyszeć jakąś pochwałę i być docenionym. Często było to nawet bardziej satysfakcjonujące, niż jakaś materialna nagroda.
Chciało mu się śmiać, gdy Xian stwierdziła, że powinien oddychać. Oczywiście nie mówiła prześmiewczo, a sam Antek chętnie zastosowałby się do jej rady, gdyby nie fakt, że tak trochę go mocno zaskoczyła swoim śmiałym posunięciem.
- Z-zaskoczyłaś mnie - wyjaśnił cicho, chcąc, żeby wróżka wiedziała, dlaczego zareagował tak, a nie inaczej. Uczucie ciepła zdecydowanie rozluźniło go, ale utrzymywał też zaczerwienione poliki. Zresztą, Antek i tak nie mógł ich zobaczyć, więc nie ma co się przejmować wyglądem. - Okej - dał znać, że rozumie dziewczynę i szedł za nią dosyć szybkim krokiem. Skoro nie ma żadnych przeszkód i jeszcze ma przewodniczkę... którą dopiero poznał. No, mniejsza! A nuż nie zginie!
Anthony oczywiście zaczął słuchać Xian z wyraźnym zainteresowaniem. Jakoś nietrudno mu było sobie wyobrazić dziewczyny, jako dobrej malarki. Może coś w jej sposobie zachowania albo w sposobie mówienia powodowało, że po prostu przywodziła na myśl artystkę.
- Och - Anthony wyraźnie nie był przygotowany na taką dawkę wiedzy o nieznajomej i aż nie wiedział w pierwszym momencie, co tak właściwie powiedzieć. Znaczy, on nigdy nie wiedział, co mówić, ale w takich sytuacjach to już w ogóle. - M-myślę, że powinni bardziej doceniać artystów, bo to ich historia zapamiętuje, nie żołnierzy - nie był pewny czy w ogóle powinien pocieszać dziewczyny, bo po sposobie, jaki mówiła, sugerowałby, że pogodziła się z tym. Jednak Antek wyraźnie wyczuł drżenie jej ręki i nawet uścisnął dłoń syrenki w pocieszającym geście, tak samo jak zdobył się na cieplejszy uśmiech. - Jak dla mnie jesteś ładna... - spróbował zażartować, bo oczywiście nie mógł zweryfikować tego, czy wróżka rzeczywiście grzeszy urodą, czy nie. Jego zawahanie również nie pomagało, by jego słowa zabrzmiały żartobliwie, ale może jakoś tym poprawi tym humor nieznajomej?
Tony słuchał syrenki z niewielkim uśmiechem, który był spowodowany tym, że był naładowany pozytywną energią, która pochodziła od Xian. Od tego w jaki sposób mówiła o malowaniu, od tej pasji. Słuchanie takich osób było prawdziwą przyjemnością dla nastolatka.
- J-ja? - pytanie oczywiście głupie, ale wróżka znowu go zaskoczyła. Antek zastanowił się chwilę, nim odpowiedział. - Niestety nie mogę malować, ale lubię słuchać muzyki i nawet gram na pianinie od kiedy skończyłem 6 lat. I nie jestem w tym taki najgorszy - tak nawiązując do tego, że czasem każdy potrzebuje odrobiny uznania. - Jak ja to "widzę"? Dla mnie piękno jest czymś, co powoduje, że czuję się dobrze. Piękna jest dla mnie muzyka Chopina lub zapach przypraw korzennych, który pochodzi z mijanej cukierni, albo uczucie ciepłego wiatru na skórze i we włosach. Tak "widzę" piękno - wyjątkowo się rozgadał, jak na niego i co tu dużo mówić - Xian zagadała o bardzo ciekawy temat. Anthony aż miał szerszy uśmiech.
- W-wiesz, twój opis niewiele mi mówi... - uświadomił ją delikatnie, wręcz z przepraszającym uśmiechem. Niestety, ale Anthony nie wiedział, co to takiego może być blond i jak w ogóle wyglądał. Skośne oczy owszem, miał jakieś wyobrażenie o nich za sprawą jego przyjaciółki Kim, która również miała azjatycką urodę. No, ale gdyby chciał naprawdę "zobaczyć", jak wygląda syrenka, musiałby dotknąć jej twarzy, a tego nie robił od tak.
Antek spróbował wymacać ręką jakiegoś oparcia i znalazł je w postaci ściany. Powoli o ostrożnie wspinał się na górę, mając nadzieję, że nie blokuje postronnych ludzi, którzy również chcieli wejść na wieżę.
- N-nie jestem zbyt ciekawy - momentalnie miał pustkę w głowie, gdy Xian zaproponowała, żeby coś opowiedział o sobie. I niestety, nie był w tym najlepszy. - Urodziłem się z wzrokiem, ale straciłem go w wypadku, gdy miałem cztery lata. Wpadłem pod auto i cudem przeżyłem, ale wzroku nie dało się odratować - wreszcie coś wykombinował, co nie wydawało mu się żenujące i osobiste. Akurat tę historię opowiadał bez większych problemów. Stało się. Trzeba żyć dalej. - Źle nie jest, chodzę do normalnej szkoły i uczę się standardowym trybem nauczania, więc aż tak nie odstaję od reszty - chciał, żeby zabrzmiało to przekonująco, ale niestety tak nie było. Anthony nie uważał, żeby czuł się dobrze, wręcz przeciwnie - chciał jakiś zmian w swoim życiu. Takich, które spowodowałyby, że byłby tacy jak inni - zwyczajny.
Zresztą Xian mogła śmiało zobaczyć jego dziwnie tęskną minę, gdy wreszcie weszli na szczyt wieży, gdzie mocniej wiało. Anthony nie podszedł na razie do balustrady, po prostu stał i skupiał się na uczuciu targanych wiatrem włosów.
- Jest ładnie?
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: 2018-11-24, 23:04   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

Xian na szczęście nie dostąpiła zaszczytu życia właśnie takim "wróżkowym" sposobem - ona, posiadając połowiczną krew ludzką, nie miała do czynienia z jednorożcami czy innymi legendarnymi istotami. Wbrew pozorom była pod tym względem bardziej podobna Anthony'emu niż mieszkańcom Faerielandu. Ludzie nie byli jej aż tak odlegli, właściwie wiele lat swojego życia spędziła w świecie śmiertelników. Niemniej wróżka pragnęła bardzo mieć więcej przyjaciół - starała się za wszelką cenę wkupić w czyjeś łaski. Nie miej więc do niej żalu, chłopcze, gdy dowiesz się całej prawdy. Zrozumiesz, gdy zobaczysz, jak traktowano ją w pałacu.
Ale owszem - pewnie dla innych, pełnokrwistych wróżek, chłopak stanowiłby swego rodzaju... Zabaweczkę. Trochę jak egzotyczne zwierzątko. Niektóre faerie intrygowało takie towarzystwo. Inne pewnie chciałyby wykluczyć Antośka ze swojej społeczności - zobaczymy, jak zostanie tam przywitany (o ile Xian oczywiście uda się wyznaczona misja).
W byciu dumnym, owszem, nie było nic złego - Xian Hu nauczyła się jednak nie mówić głośno o swoich umiejętnościach i talentach w obawie o przysłowiowy lincz. Pragnęła uznania, ale kolidowało ono z chęcią zadowolenia oczekiwań matki i ojca. Jako wojownik nie mogłaby być przecież artystą - i odwrotnie. Niestety te dwie profesje nie mogły się dopełniać, dlatego półwróżka przez długi czas nie potrafiła wrócić do mamy i opowiedzieć o tym, czym tak naprawdę zajmuje się w pałacu. Dopiero zachęta najlepszego przyjaciela pozwoliła jej zdobyć na to odwagę, przy czym oczywiście nie przyznała, że jest malarką. Nie zawsze możemy przecież liczyć na akceptację rodziców, a ona tak bardzo nie chciała zawieść zmarłego ojca...
- Przepraszam - powtórzyła raz jeszcze, chichocząc. - Naprawdę nie chciałam Cię wystraszyć - zapewniła raz jeszcze. Nie chciała, by denerwował się jej obecnością, w końcu nie była ani nikim ważnym, ani też nikim szczególnie pięknym.
Nie, o śmierć nie powinien się obawiać... Właściwie odwrotnie. Ta dziwna towarzyszka mogła mu zapewnić przedłużenie żywota, o ile tylko Anthony będzie grzeczny i nie sprawi zbyt wielu kłopotów.
- Wiesz, to kwestia sporna. Mój ojciec pewnie wolałby mnie widzieć w roli jakiegoś generała - uśmiechnęła się, choć dłonie znów zdradziły zdenerwowanie. Po tonie głosu dało się wyczuć, że bardzo kochała i szanowała rodziciela. Liczyła się z jego zdaniem. - Ale dziękuję, to miłe - dało się odczuć rzeczywistą wdzięczność płynącą z jej tonu. Tak samo ciepły podmuch nasilił się, otaczając aurą ciało chłopaka.
- Chcesz mnie zobaczyć? - zaproponowała, a potem uniosła jego rękę i bez skrępowała przyłożyła ją sobie do policzka. - Śmiało. Ciekawość to coś zupełnie normalnego - zapewniła, a kącik jej kocich usteczek uniósł się nieco w górę.
- Ooo, naprawdę? Zagrałbyś mi kiedyś? Potrafię ładnie śpiewać, możemy stworzyć duet! - głos syrenki od razu napełnił się entuzjazmem. Nic dziwnego, przecież muzykę miała we krwi - jej matka potrafiła grać na kilku instrumentach, potwierdzając stereotyp utalentowanej w tym zakresie wróżki.
- To całkiem ładna definicja piękna - przyznała zadowolona. - Nie jadłam nigdy ciastek korzennych - zastanowiła się, prowadząc Anthony'ego ostrożnie po schodach wieży.
- Oczywiście że jesteś - oznajmiła, gdy już zdołali złapać oddech po wspinaczce na górę. - Każdy człowiek jest ciekawy. A już szczególnie taki, który mimo wypadku, wciąż potrafi dostrzegać piękno... Masz dobre serce, Anthony - stwierdziła z przekonaniem, co mogło zabrzmieć nieco dziwnie, biorąc pod uwagę okoliczności. Xian zwykła była jednak prawić ludziom podobne komplementy, szczególnie jeśli miały solidne podstawy.
- Bardzo, bardzo ładnie - potwierdziła, wciąż trzymając go za rękę. Jednocześnie odpędziła od nich nieprzyjemny wiatr, które nagle ucichł wokół nich. Używając syreniego głosu, zaczęła opisywać chłopcu to co widzi. - Tuż pod wieżą rozciąga się dość spora powierzchnia zieleni. To głównie trawa i krzewy, ale rosną teź późne kwiaty. W oddali widać budynki miasta, wyglądają trochę jak domki dla lalek - delikatny chichot rozbrzmiał w ciszy. - Jest dużo drzew, iglaste, liściaste... Powoli zaczynają tracić liście. Są zielone, czerwone, żółte... - głos stawał się coraz spokojniejszy. Syrenka próbowała uspokoić chłopaka, jednocześnie wprowadzając go w swego rodzaju letarg, by nie oparł się decyzji o opuszczeniu wieży i udaniu się w inne, ciekawsze miejsce... Ciekawe, jak szybko ulegnie.
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-25, 14:36   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Bycie mieszańcem miało swoje plusy i minusy. Dajmy na to, nie było się aż tak podatnym na wróżkowe i ludzkie słabości. Należało się też do obydwu światów, co było o tyle dobre, że po prostu wiedziało się, jak one funkcjonują. Choć zdecydowanie taka nieczystość rasowa miała te minusy, że nie było się pewnym, do której rzeczywistości tak właściwie się przynależało.
Coś za coś.
Cóż, Anthony, nawet będąc w pełni człowiekiem, nie czuł się przynależny do świata Przyziemnych, gdyż nie mógł z niego korzystać w pełni.
Akceptacja rodziców była zdecydowanie jedną z ważniejszych rzeczy w życiu. I tutaj Antek mógłby przybić piątkę z wróżką. Oczywiście rodzice Tony'ego nie mieli nic przeciwko temu, że ich jedyny syn jest ślepy. Jednakże chłopak odnosił inne wrażenie. Był praktycznie pod ciągłą kontrolą, która według jego matki i ojca była jedynie troską. Nastolatek czuł, jakby się wręcz dusił w swoim życiu. W życiu w ciemności i stałego pilnowania się, uważania. Nie mówiąc już o strachu. Anthony pogodził się już z tym, że nigdy nie zobaczy czegokolwiek, ale teraz, w okresie adolescencji, gdzie szczególnie mocno pragnął bycia akceptowanym, coraz bardziej odechciewało mu się w ogóle czegokolwiek. I pomimo strachu przed zmianami, pragnął jakieś - takiej, która wszystko naprawiłaby. Naprawiłaby jego.
- Nie szkodzi - odparł wreszcie, rozluźniając się trochę. Gdyby tylko był świadomy tego, co go właściwie czeka...
- Generałowie nie tworzą piękna - może i uparł się, ale chciał jakoś dać znać, że wojskowi nie są darzeni szacunkiem przez wszystkich w społeczeństwie. Chwila, dziewczyna generałem? Cóż, w sumie, czemu nie. Czy przypadkiem kobiety już nie piastowały tej funkcji? Ale mimo wszystko zaskoczyło to trochę Antka, który nie mógł sobie wyobrazić, by tak delikatny głos wydawał rozkaz zamordowania całego oddziału przeciwnika.
Anthony mimowolnie spiął się, czując, jak Xian przenosi jego dłoń na swoją twarz. Oczywiście wyczuł pod palcami miękki, ciepły policzek, ale nie odważył się poruszyć ręką, nawet jeśli dostał pozwolenie od syrenki.
- T-to jest dosyć... o-osobiste - wydukał, czerwony jak burak przez onieśmielenie tak śmiałym ruchem półwóżki. Oczywiście ta nie musiała tego wiedzieć, więc Antek w żaden sposób nie obwiniał jej czy coś. Po prostu delikatnie odsunął rękę, powracając ją do tej syrenkowej, ściskając ją delikatnie. - P-przepraszam - uśmiechnął się ze skrępowaniem, mając nadzieję, że jego odmowa nie zrazi Xian. Niestety, ale Tony nie mógł się zdobyć na to, żeby od tak "zobaczyć" twarz obcej osoby, nawet za jej pozwoleniem.
- Dobrze - zgodził się z nieco szerszym uśmiechem, rozbawiony entuzjastyczną reakcją Xian. Co prawda Antek już z góry założył, że raczej ten plan nie wypali, bo przecież dopiero, co się spotkali, a on nie był atrakcyjną osobą do towarzystwa. Mimo wszystko, pomysł wydawał się mu fajny.
Kto wie? Może naprawdę będzie miał kiedyś okazję zagrać syrence?
- T-to tylko moja odczucia - odparł ciszej, spuszczając głowę, gdy wróżka stwierdziła, że ma ładną definicję piękna. Czy była ona ładna? Sam Tony tak nie uważał, czując raczej braki. - M-możemy kiedyś spróbować... - zaproponował niepewnie, bo nie wiedział, jak mogłaby na to zareagować Xian. Niby sama już wcześniej rzuciła pomysłem takim na przyszłość, ale mimo wszystko nieśmiałość Antka dawała o sobie znać.
Chłopak nic nie powiedział, na to oświadczenie, ale syrenka mogła bez problemu zobaczyć, jak na jego zaczerwienionej twarzy malowało się zaskoczenie.
- N-nie znasz mnie, w-więc skąd t-ta pewność, że jestem d-dobry? - spytał cicho po chwili, z nieśmiałym uśmiechem. Wyraźnie próbował swobodnie odpowiedzieć wróżce, co oczywiście mu nie wyszło. Za to ta mogła jeszcze zobaczyć, że w gruncie rzeczy chłopakowi było bardzo miło. Przez moment nie mógł przestać się uśmiechać.
Nastolatek wsłuchał się uważnie w syrenkę, co okazało się być zgubne, gdyż ta skorzystała ze swoich magicznych zdolności. Chłopak momentalnie rozluźnił się, czując się dziwnie ospałym. I skąd te deja vu? Czy przypadkiem już tak wcześniej się nie czuł?
Jeszcze na początku starał się wyobrazić sobie widok, ale potem po prostu słuchał głosu Xian i skupił się na jego magicznej barwie. Zresztą na koniec Anthony był pod wpływem letargu i nawet jego okulary przeciwsłoneczne zsunęły się nieznacznie, pokazując zielone, nieobecne oczy. Głowę miał zwieszoną, mięśnie rozluźnione, a na nogach stał chwiejnie. Nastolatek chciał coś odpowiedzieć, ale żadne słowa nie przychodziły mu do głowy. W sumie, nic nie przychodziło mu do głowy - kompletna pustka. Jedynie o czym był w stanie myśleć, to barwa głosu syreny, która jeszcze rozbrzmiewała echem w umyśle Antka.
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: 2018-11-29, 02:11   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

Wszystko prawda - choć akurat Xian Hu przede wszystkim nie odpowiadał brak tolerancji wśród wróżek czystej krwi. Antka jednak nie powinno dotyczyć to w aż tak rozległym stopniu. W końcu on nie posiadał ogona wyraźnie zdeformowanego, w porównaniu do innych syren i w ogóle istot świata magicznego. Półwróżka nie mogła pocieszyć się pięknymi, kuszącymi łuskami jak jej przybrane siostry. Potrafiła za to pięknie malować, i tego się trzymajmy - uroda ujawniała się dopiero podczas spotkań z osobą, której podarowała własne serce. Wtedy to ciało zaczynało mienić się kolorami tęczy, posrebrzanej kunsztownym pobłyskiem metalu. Nic nie dało się na to poradzić, geny Xian tak po prostu reagowały na swojego ukochanego.
To prawda, półwróżka mogła świetnie zrozumieć sytuację chłopca. Mimo imponującego wieku, poniekąd nadal uważano ją w magicznym świecie za dziecko. Chciała to wszystko zmienić, uniezależnić się, co niestety doprowadziło do tragedii. Długo nie mogła znaleźć spokoju, aż wreszcie pojawił się pewien chłopiec, i wszystko zmienił w jej życiu. Miała nadzieję być dla Anthony'ego taką właśnie osobą. Kimś, kto wywróci wszystko do góry nogami, ale zdecydowanie na lepsze. No bo taka długowieczność, częściowa możliwość używania magii, no i przede wszystkim odzyskanie wzroku... Któż nie cieszyłby się z takiego daru? Będzie niezależny od rodziców, gotowy na odkrywanie piękna świata. Wszystko to pod okiem wróżek, które wychowają go na jednego z nich.
- Racja - zachichotała, bo przecież z tym nie mogła się nie zgodzić. Podobał jej się sposób myślenia chłopca i zapewnienia, że nie wszystko zależy od mężczyzn takich, jakiego pokroju pragnął w niej zobaczyć ojciec. Nigdy nie dorosłaby do jego oczekiwań, nawet gdyby bardzo tego pragnęła. Zresztą, co o służbie mogła powiedzieć wróżka tak delikatna jak Xian? Nie byłaby w stanie unieść miecza, co dopiero walczyć, czy zabijać. Miał rację, nie nadawałaby się do takiego zadania. W jej głosie i ruchach czuć było łagodność, miłość do świata i poniekąd typową dla dzieci bezpośredniość. Nie rozumiała czasem, że jej gesty mogą być źle odebrane, czy nie przystają w danej sytuacji. Zawsze robiła to, co podpowiadało jej serce.
- Och, rozumiem... - westchnęła, wyraźnie zasmucona odmową chłopaka. Gdy jednak zacisnął palce na jej dłoni, spróbowała odnaleźć logiczne wyjaśnienie tej sytuacji. - Może gdybym była na twoim miejscu, też nie chciałabym od razu oglądać ludzi w ten sposób. Możesz przecież wyobrażać ich sobie dokładnie tak, jak masz na to ochotę. Jeśli w twoich myślach jestem piękna, to w zupełności mi wystarczy - uśmiechnęła się znów, prowadząc go dalej za rękę. Nie miała zamiaru się obrażać, czy gniewać z tego powodu. Było jej może odrobinę przykro, ale nie ma się co przejmować. Przywykła przecież do paskudnych obelg, czym mogło więc być podobne cofnięcie ręki w obliczu o wiele gorszego traktowania?
- Świetnie! Trzeba będzie wymyślić nazwę dla duetu! - gdyby nie miała zajętych dłoni, pewnie klasnęłaby w nie z entuzjazmem. Dziwna była ta wróżka, mówię wam. Zdecydowanie za dużo się śmiała.
- Bardzo chętnie - przystała niemal od razu, jakby zapewniając, że nie musiał się martwić jej odmową. - Coś mi mówi, że będziemy się często widywać - zachichotała, nie mogąc się powstrzymać. Coraz bardziej przekonywała samą siebie, że Antosiowi bardzo spodoba się niespodzianka. Trzeba było jeszcze tylko przywołać Nimat...
- Po prostu to wiem. Mam dar do prześwietlania serc. Coś jak rentgen - zażartowała, mając ochotę pochwalić go za śmiałość. Wiedziała jednak, że będzie to miało zupełnie odwrotny skutek, dlatego milczała, choć przez ton głosu słychać było, że wciąż się uśmiecha.
Czar szybko zaczął działać, więc wróżka kuła żelazo, póki gorące. Pieśń nagle zmieniła się w nieco bardziej melancholijną i jeszcze piękniejszą niż poprzednia.
- ... Znam jednak inne miejsce, o wiele ładniejsze niż to. Pełne jest kwiatów, niesamowitych zwierząt, i widoków jeszcze wspanialszych! Mogę cię tam zabrać, jeśli chcesz... To całkiem niedaleko - zaproponowała. Tym samym smukłe nóżki już zaczęły wędrować w stronę wieży i ściągać chłopca po schodach na dół. Portal do świata wróżek nie znajdował się daleko - Xian wciąż wabiła Anthony'ego wspaniałymi obrazami, zasiewając w jego sercu miłość do nieznanego miejsca. Nagle mógł poczuć, jakby za wszelką cenę pragnął znaleźć się w opisywanej przez nią krainie.
- [b]A wszystko to blisko, bliziutko, Anthony! Na wyciągnięcie ręki! Musisz tylko iść ze mną...[b] - w parę chwil znaleźli się na dole. Ludzkie ciało nie mogło czuć zmęczenia kolejną wędrówką po schodach, bo prowadzone było magicznym śpiewem. Xian niemal zupełnie wyłączała jego świadomość - potrzebowała jedynie zgody, by śmiało przeprowadzić go przez portal na drugą stronę.
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-12-03, 18:47   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Fakt, może i Anthony nie był w jakiś sposób zdeformowany fizycznie, ale jego też nie ominęło obrażanie. A za co? No właśnie za to, że nie widział. Owszem, może Antek nie był szczególnie mocno szkalowany, ale sporo razu usłyszał kilka nieprzyjemnych obelg związanych z jego wadą. I co tu dużo mówić, Tony czuł się potem zraniony i zły. Bo za co mu dokuczają, skoro nic im nie zrobił? Za to, że był inny, niż reszta? Czy to coś naprawdę złego? Anthony aż czasem dziwił się, jak ludzie potrafią być okrutni.
Oby wróżki nie dorównały w tym przyziemnym.
Chłopak wyjątkowo nie lubił tradycyjnych wzorców męskości. Silny, potrafiący walczyć, bezkompromisowy itd. Owszem, były też dobre cechy, jak opieka nad rodziną, ale w większości Anthony nie wpisywał się w ten kanon. Nie miał mięśni, nie grzeszył dużą krzepą, a o walczeniu nie trzeba wspominać. Nie miał też typowego, męskiego charakteru. Jego ślepota również uniemożliwiała mu wiele rzeczy, które "powinien" robić mężczyzna z założenia. Nigdy nie usłyszał od ojca, który jest policjantem, żeby poszedł w jego ślady, ale Antek podejrzewał, że zależało mu na utrzymaniu tradycji rodzinnej, a Tony niestety nie mógł tego zrobić. Więc bardzo dobrze rozumiał Xian pod tym względem.
Nawet nie podejrzewał, że w ten sposób dziewczyna może zrozumieć jego odmowę. Anthony mimowolnie uśmiechnął się, rozbawiony.
- Mniej więcej - całkowicie jej z błędu nie wyprowadził, aczkolwiek Xian aż tak bardzo też się nie myliła.
Nastolatek ponownie się uśmiechnął, gdy wróżka wspomniała o duecie.
- A do czego chciałabyś nawiązać? Do przyrody? - spytał, bo przecież to była bardzo ważna kwestia! Nazwa zespołu mogła wiele zmienić. Nie mówiąc już, że przydałoby się, żeby dało się jakoś przyjemnie skrócić, coby chwytliwsza była. No i jeszcze kwestia oryginalności.
Vindevogel nie bardzo wiedział, jak zareagować na te oświadczenie. Antek nie był towarzyski, ale nie miał też nic przeciwko temu, żeby nawiązywać nowe znajomości. A to że mu nie wychodziło, to już inna sprawa. Nastolatek mimo wszystko uśmiechnął się, nawet nie podejrzewając, w co się wpakowuje.
A potem wszystkie racjonalne myśli uleciały. Nie potrafił się skupić na niczym innym, jak tylko na niesamowitym głosie syreny. Słuchał jak zaczarowany, nie mając sił, by odmówić Xian. Zresztą, nawet nie chciał jej odmawiać. Chciał iść za nią i... i w sumie cokolwiek, o co by ona poprosiła. Byleby mógł jej słuchać.
Anthony oczywiście nie mógł wiedzieć, o jakim miejscu mówiła wróżka, ale od razu je pokochał. Zapragnął się tam znaleźć tak mocno, że aż bolało.
- Ch-chcę - zgodził się słabym, nieobecnym głosem, dając się prowadzić Azjatce. Antek nawet nie przejmował się tym, że mógł się o coś potknąć. Po prostu dał sobie narzucić tempo wróżki. Anthony nawet nie zauważył, jak z nosa spadły mu okulary przeciwsłoneczne, które zakrywały jego wadliwe oczy. Wiecznie zamglone, teraz sprawiały wrażenie wyjątkowo nieobecnych.
Antek dał się poprowadzić Xian ku nowemu życiu, a jedyna pozostałość po nim to zgubione, przeciwsłoneczne okulary.

z.t x2
[Profil] [PM]
 
 
Minnie Vindevogel


Minnie Vindevogel

33

Przyziemny

Praca <3

Policyjny detektyw


Wysłany: 2018-12-16, 21:47   
   James, Adam, Misha
[Cytuj]

/ po powrocie z przymusowego urlopu


- Powtórzmy. Jego matka mówiła, że tu był kiedy ostatni raz rozmawiała z nim przez telefon - dla pewności jeszcze raz zerknęła w swoje notatki. Ostatnie, czego sobie życzyła to przesłuchiwanie własnej Ciotki odnośnie jej zaginionego syna. Tego samego, na którego Minnie od zawsze miała oko i wspierała jak mogła. Dzieciak nie miał łatwego życia. Wcześnie stracił wzrok i będąc nieśmiałym miał spore problemy z dogadaniem się z rówieśnikami.
- Odrzucamy opcję ucieczki z domu. Nie miał nic przy sobie, a był typem osoby, która - zatrzymała się czując nieprzyjemny dreszcz. Dlaczego już zaczynała mówić o chłopcu w czasie przeszłym? Cóż, podświadomie znała statystyki. Wiedziała jak niewiele dzieciaków udaje się znaleźć żywych po upływie takiego czasu, mimo wszystko nie chciała tracić nadziei - jest typem osoby, która wszystko starannie planuje - chciałoby się dodać, że Vindelvogel mają to w genach, ale Sam na pewno zdołał się już o tym nie raz przekonać.
- Przeszukano mury i okolice. Ciała nie odnaleziono, co wyklucza samobójstwo - kolejny dreszcz. Ciężko było zachować profesjonalizm oraz chłodną obojętność gdy sprawa dotyczyła członka rodziny. Z drugiej strony Minnie nalegała na swój udział w śledztwie. Byli z Anthonym dość blisko, znała sposób jego myślenia i była zmotywowana jak nikt by go odnaleźć. Obiecała to jego rodzinie. Dni jednak mijały, a kobieta była coraz bardziej zdesperowana. Zaczęła nawet rozważać zwrócenie się o pomoc do Wilkołaków. Z tego co rozumiała miały doskonały węch. Może byłyby w stanie podjąć trop nawet po tak długim czasie?
- Najprawdopodobniejsza opcja to nadal porwanie - wróciła do swojego rzeczowego tonu krocząc żywo ramię w ramię ze swoim partnerem. W rękach rzecz jasna trzymała swój nieodłączny organizer i notes, w którym sporządzała notatki - Brakuje tylko motywu. Podejrzewamy, że mógł paść przypadkową ofiarą.
[Profil] [PM]
 
 
Samuel Murdock


Samuel Murdock

34

Przyziemny


Wysłany: 2018-12-16, 22:13   
   J.Verlac, N.Black, C. L. Vaughan
[Cytuj]

/Po fabule z Fao

Nigdy więcej nie piję – te słowa padają najczęściej z ust mężczyzn szczególnie po ciężkim poranku. Nie było, co się oszukiwać, że głowa od samego rana strasznie go bolała. Kac był czymś potwornym. O dziwo, nie wypił za dużo a mimo to cierpiał. Chyba, że dopił coś z barku po powrocie do domu i tego nie pamięta. Możliwe, nawet bardzo. Dlatego przez całą podróż na mury nie odzywał się słowem próbując przymknąć oko chociaż na pięć minut. Wyjście z samochodu też zajęło mu dłuższą chwilę. Przede wszystkim, miał przy sobie dużą butelkę wody niegazowanej i tabletki przeciwbólowe. Jeśli miał się skupić to na pewno nie da rady bez wspomagania. Najgorszą karą było to, że jego partnerka na niego nie nakrzyczała, nie zrobiła mu żadnych wywodów czyli sprawa musiała być poważna.
- Minnie, proszę, ciszej. - mruknął podchodząc do kobiety i łapiąc się za głowę. To było straszne! Jak mogła go zerwać na nogi tak rano i kazać pracować. Chciał nawet położyć L4, jak zwykle pokrzyżowała mu plany związane z odpoczynkiem. Słuchał całego podsumowania, to było lepsze od czytania raportu. Rzekłby nawet, że powinna czytać mu wszystko na głos ale wtedy dostałby przez łeb, segregatorem.
- Jakieś rzeczy osobiste? Ślady krwi? Może zostawił jakieś znaki dla ciebie? Coś co tylko ty byś zauważyła? - próbował podzielić się pomysłami pojawiającymi się w jego głowie. Jeśli śledczy nic nie znaleźli to może chłopiec zostawił coś, co mogłaby znaleźć tylko bliska mu osoba. Samuel podszedł do krawędzi muru i spojrzał w dół. Zły pomysł. Dość szybko się cofnął nachylając się i zatykając usta. Jeden głęboki wdech, drugi i trzeci. Sytuacja opanowana!
Wilkołaki nie były jedynym rozwiązaniem, mogli poprosić czarnoksiężników o pomoc. Mimo, że nie znał się na tym całym byciu potomkiem demona wydawało mu się, że powinny istnieć jakieś czary tropiące czy coś w tym stylu. Mogłoby to być nawet skuteczniejsze od wilczego nosa. Tak samo jak nie chciał jej martwić informacją, że mogło go spotkać coś gorszego od śmierci. Mógł zostać jedną z tych cholernych pijawek – co by tłumaczyło brak ciała. Bał się mówić o tym na głos, w końcu mogła go uznać za niepoczytalnego i wnioskować o jego powrót do czubków.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Minnie Vindevogel


Minnie Vindevogel

33

Przyziemny

Praca <3

Policyjny detektyw


Wysłany: 2018-12-17, 12:34   
   James, Adam, Misha
[Cytuj]

Pić trzeba umieć, a jak się tego nie potrafi, to lepiej od alkoholu trzymać się z daleka. Przynajmniej tak mawiał dziadek Minnie. Ona sama napojów wyskokowych raczej unikała ze względu na chorobę. Procenty i cukrzyca to nie było dobre połączenie, choć Vindevogel zdawała się nie zawsze zwracać na to taką samą uwagę. Z jej wiedzy kieliszek czegoś mocniejszego jeszcze nikogo nie zabił, poza tym gdy piła zawsze starała się kontrolować poziom cukru we krwi. Czy Murdock podchodził do tematu równie rozważnie? Co do tego Minnie miała wątpliwości. Wiedziała, że wrócił późno. Skąd? Cóż, pomylił mieszkania i próbował najpierw dobić się do jej drzwi. Już wtedy z zaciętą miną stwierdziła, że nie odpuści mu porannej wycieczki i okręciła się na drugi bok żeby dokończyć swój sen. Słowa jak widać dotrzymała.
Na prośbę by się uciszyła, szatynka rozejrzała się na dookoła. Nie odnotowała żadnych osób, które mogłyby ich podsłuchiwać więc tylko wzruszyła ramionami i kontynuowała.
- Trudności w kontaktach z rówieśnikami ze względu na niepełnosprawność. Nikt nie chce się trzymać z niewidomym - i znów zacięty wyraz twarzy. Minnie trudno było pojąć jak okrutne potrafią być nastolatki, ale miała z nimi do czynienia wystarczająco by się o tym parę razy przekonać - Brak śladów walki. Ochroniarz widział tylko jak tu wchodził -wertowała swój notes tylko na chwilę podnosząc wzrok by zobaczyć co robi Samuel. Powstrzymała się przed poinformowaniem go, że podchodzenie do krawędzi to zły pomysł i tylko wywróciła oczami gdy prawie zwymiotował kawałek dalej - Możliwe, że znał porywacza i poszedł z nim dobrowolnie. Jutro pojedziemy do szkoły żeby porozmawiać z pedagogiem, wychowawcą klasy i innymi uczniami - fakt tak zwany dokonany. I lepiej, żeby znowu nie próbował się wywinąć. W takich chwilach Minnie zaczynała tęsknić za Marcelem. Begum był zawsze krok, a nie dziesięć za nią - Cholera, trzeba było poprosić o psy tropiące.
_________________
[Profil] [PM]
 
 
Samuel Murdock


Samuel Murdock

34

Przyziemny


Wysłany: 2018-12-17, 13:31   
   J.Verlac, N.Black, C. L. Vaughan
[Cytuj]

To nie tak, że upił się jak prosiak bo nie wypił dużo. Ilość spożytego alkoholu była ok, no może w trakcie drogi powrotnej procenty nieco uderzyły mu do głowy i pomylił drzwi – zresztą kto choć raz po pijaku nie pomylił prawej z lewą albo lewej z prawą niech pierwszy rzuci kamień. No ale żeby od razu tak się za nim znęcać? Szczerze? Wolałby żeby rano wpadła, wylała na niego wiadro zimnej wody i nawrzeszczała. Jej milczenie i groźny wyraz twarzy przyprawiał go o ciarki, w dodatku to służbowe podejście. Br.
- Jak się czujesz? - w końcu dość długo jej nie było i nawet mimo mieszkania drzwi w drzwi nie mógł jej złapać. Chyba go nie unikała? Aż tak jej za skórę raczej nie zaszedł, może faktycznie te kilka siwych włosów na jej głowie jest jego sprawą ale o tym ani słowa. Może ich jeszcze nie zauważyła? On sam przez przypadek się zapomniał i położył sobie palec na ustach cichając samego siebie. Po chwili podszedł do dziewczyny zabierając jej notatki i je przeglądając.
- Mógł mieć telefon przystosowany dla niewidomych? Jeśli tak niech techniczni zdobędą wykaz połączeń z okresów ostatni miesiąc, trzy miesiące, pół roku. Potrzebujemy trzech raportów aby móc porównać połączenia i znaleźć numer potencjalnego porywacza. Sama mówisz, że mógł go znać. - oddał notatki. Niech nie myśli, że skończył z błyskotliwymi pomysłami. Coś jeszcze dopowie ale najpierw łyk wody. Gdy tylko uzupełnił płyny pstryknął palcem w nos kobiety, doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo nie lubi takich gestów, no ale musiał jakoś się odpłacić za dzisiejszy wyjazd. Zaczął nawet rozglądać się po okolicy.
- Jeśli w okolicy są jakieś kamery można poprosić o nagrania z tamtego dnia. - kolejny błyskotliwy pomysł. Cholera wiedziała czy same mury nie miały jakiegoś monitoringu, może jakaś stacja paliw gdzieś niedaleko? Monitoring ze skrzyżowania? Kamera przy mieszkaniu? Była masa możliwości. Trzeba by było pomyśleć o przygotowaniu mapy kamer, zdobyciu nagrań i odtworzeniu tamtego dnia chłopca. Może udałoby im się coś znaleźć? Tak samo z kamer dookoła obiektu mogliby się dowiedzieć czy go opuścił. W sumie rzadko widział ją aż tak zmartwioną i gdyby nie to, że trącało od niego jak z gorzelni zapewne by ją nawet przytulił i pogłaskał po głowie.
- Dzieciaki potrafią być okrutne, przekonałem się o tym na własnej skórze. Chcesz się przejść sprawdzić czy techniczni czegoś nie pominęli? - niech wie, że on też się martwi. Może nie o tego chłopca a o nią. W końcu miał tak naprawdę tylko ją. Rodziców widział w całym swoim życiu na oczy raz, może ze trzy kwadranse. Jego drużyna się rozpadła, dziadek podobno zmarł, młodego postrzelili a Lincoln wyjechał za granicę. Całą przeszłość zostawił w Leeds. Jest w Yorku od roku i jedyna osoba przed którą nie miał tajemnic to jego sąsiadka, zresztą nie wyobrażał sobie okłamać kogoś od kogo zależało jego życie. Podejście wyciągnięte z wojska. Tam było ich czterech, byli jak jeden organizm. Tutaj może i było ich dwoje ale dla niego działało to w ten sam sposób.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8