Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Mury obronne
Autor Wiadomość
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Przyziemny

Ciemność! Ciemność widzę!

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-08, 22:11   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

#6

Mury obronne niewątpliwie były jedną z atrakcji Yorku. Pamiątka dawnych czasów, z niesamowitym widokiem na miasto. Trochę ludzi się tu kręciło, a wśród nich pewien chłopak z laską i okularami przeciwsłonecznymi.
Anthony zdecydowanie wyróżniał się z tłumu. Bez większego skrępowania, choć jednocześnie nie tak pewnie, jak po znanych mu terenach, szedł przed siebie, stukając kijkiem i nasłuchując. Non stop słyszał, że są tu ładne widoki. Cóż, niestety nie mógł tego samodzielnie sprawdzić.
Więc dlaczego tu przyszedł?
Tony po prostu potrzebował zmiany i miejsca, gdzie raczej nikt nie spodziewał się go spotkać przy jednoczesnym zachowaniu jakiegoś bezpieczeństwa. Choć po ostatnich wydarzeniach na deptaku, gdzie dziwna maszyna zaczęła wariować, a on sam zgubił się w parku, nie można było być pewnym, że okolica jest bez zagrożeń.
No, ale nastolatek chciał gdzieś stanąć i trochę pomyśleć w spokoju, a jednocześnie miał dosyć miejsc mu znanych. Co było dziwne, bo raczej unikał zmian jak tylko mógł, a teraz sam do nich dążył. Choć ostatnio szczególnie nieprzyjemnie czuł się z poczuciem bycia innym, niż jego rówieśnicy i nie tylko.
_________________
<tbody></tbody>
And promise me this
You’ll wait for me only
Scared of the lonely arms,
that surface, far below these burns,
and maybe, just maybe I’ll come home.
Who am I, darling for you?
Who am I
to be your burden in time, lonely.
Who am I, to you?

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Otwarte serce

Artysta


I dream my painting and I paint my dream.

Wysłany: 2018-11-08, 23:54   
   Kai
[Cytuj]

// jakoś pewnie po spotkaniu z Księciem

A co Xian Hu tutaj robiła? Powiem wam w sekrecie, że dała się namówić na bardzo brzydką intrygę. Jak, zapytacie? Przecież była taką słodką, niewinną wróżką - czemu miałaby wodzić jakiegoś chłopca na pokuszenie?
Wszystko zaczęło się od kogoś innego - oczywiście, bo przecież sama Xian nigdy nie wpadłaby na coś takiego. Nimat, piękna wróżka należąca do rasy dżinów, upatrzyła sobie Anthony'ego już jakiś czas temu. Obserwowała go dokładnie, i bazując na tym, jakie prowadził życie, śmiało stwierdziła, że nadawałby się on idealnie do przemiany. Z początku Xian była przeciwna, nie znała bowiem chłopca ani jego historii. Wtedy się zaczęło. Jest przecież niewidomy, musimy się nim zająć! Przywrócić światło w życiu, pomóc na nowo dostrzegać piękno świata! Nie chciałabyś tego, Xian Hu? Czy na jego miejscu nie pragnęłabyś zmiany?
Tak właśnie najbardziej niewinna wróżka na świecie dała się namówić na coś, co w normalnym człowieku wywołałoby pewnie poważny konflikt moralny. Jednak nie w niej. Przekonana, że pomaga młodemu śmiertelnikowi, wypatrywała tylko dobrego momentu, by go zaczepić. I proszę bardzo - wreszcie się trafiło! Samotny spacer wydawał się idealnym momentem, by zacząć działać.
- Dzień dobry! - nagle rozległ się perlisty głosik tuż za lewym uchem Anthony'ego. - Trochę dzisiaj zimno na spacer, nie uważasz? - zachichotała, co wbrew pozorom nie było żadną grą. Xian Hu była po prostu taka... Wiecznie uśmiechnięty promyk słońca. - Może potrzebujesz towarzystwa? Dobrze znam to miejsce - zaproponowała, nawiązując do jego stanu, choć nie w oczywisty sposób. - Mogłabym Cię oprowadzić, jeśli chcesz! - zawahała się, a potem zaraz wyrzuciła z siebie potok kolejnych słów. - Och, przepraszam! Co za nietakt, nie przedstawiłam się... Xian Hu, przewodniczka od zadań specjalnych! - zasalutowała w zabawnym geście, choć dopiero po chwili uświadomiła sobie, że chłopak nie może tego zobaczyć. - Zasalutowałam ci - szepnęła więc, dopowiadając niczym lektor w kinie. Potem znów zachichotała słodko. Jak szczerość mogła wzbudzać w kimś podejrzenia?
_________________
Xian Hu
There is an
innocence
in admiration:
it occurs in one
who has not yet realized
that they might
one day be admired.
All forms of
madness,bizarre habits, awkwardness in society, general clumsiness,
are justified in the person who creates
good art.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Przyziemny

Ciemność! Ciemność widzę!

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2018-11-11, 17:16   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Heh, najwyraźniej Anthony miał zaskakujące szczęście, co do świata nadnaturalnego. Już kilka razy miał z nim do czynienia, a to dostając pomoc od pewnego wilkołaka, a to przekonując się, że miał bliską znajomą, która była wróżką, no a potem jeszcze miał do czynienia z samym księciem tej rasy oraz łowcą. Ach, no i jeszcze pewien czarownik, który go ot tak wyleczył. W sumie, nie był aż tak bardzo nieprzyjemnych sytuacji z Światem Cieni. Dodatkowo miał o nim jakieś pojęcie. Znaczy, wiedział, że istnieje za sprawą Kim, ale tylko tyle. W sumie, to była taka trochę ironia losu, bo pochodził z rodziny Kłusowników.
Nawet nie podejrzewał, że może być pod obserwacją wróżek. Nie uważał siebie za osobę interesującą i wartą uwagi. Zwykły, niewidomy nastolatek, ot. W swoim życiu nie miał wielkich problemów, oprócz tych związanych z brakiem wzroku. Akurat tego bardzo mu brakowało ostatnimi czasami. I najwyraźniej właśnie jego wada spowodowała, że zielonki bardziej się nimi zainteresowali, zwłaszcza że tak trochę było ich mało.
Antek słyszał wiele kroków przechodzących obok niego ludzi, ale ie usłyszał, jak Xian Hu do niego się zbliżała. Dlatego też aż drgnął, zaskoczony i trochę wystraszony, gdy usłyszał głos obok niego. Bardzo ładny głos, notabene.
- Dz-dzień dobry - wydukał wreszcie, mniej więcej odwracając głowę w kierunku wróżki. Oczywiście nie nawiązał z nią kontaktu wzrokowego oraz nie przyjrzał jej się. Okulary przeciwsłoneczne również nie ułatwiały syrence pierwszego zadania. - T-tak, chyba tak - przyznał zielonce rację, a ta bez problemu mogła zobaczyć, że Anthony jest raczej grubo ubrany. Uroki bycia zmarzluchem.
Tony na prawdę nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Rozmówczyni wydawała mu się miła i to w ten niewymuszony sposób. Antek jednak nie był osobą, która potrafiła brylować w towarzystwie. Zresztą, było po nim widać, że nie wie, co ze sobą począć i jak w ogóle się zachować.
Chłopak nie odpowiedział w pierwszej chwili na propozycję wróżki, zaskoczony. I nim zdążył cokolwiek wydukać, ta już wyrzuciła z siebie potok słów, który jedynie wprawił go w większe zakłopotanie, choć jednocześnie też rozbawił. Zwłaszcza ostatnie zdanie. Anthony uśmiechnął się nieśmiało, nie chcąc przypadkiem urazić tak miłej osoby jak Xian.
- Anthony - odparł, ale bez żadnego salutowania, gdyż swoje dłonie za mocno wszczepił w laskę. - J-jeżeli chcesz to możesz mi pokazać, jakieś fajne miejsca - wzruszył barkami, starając się, żeby wyglądało to nonszalancko, ale oczywiście mu nie wyszło, gdyż był zbyt spięty. Choć na twarzy ciągle miał niepewny, aczkolwiek szczery uśmiech, gdy specjalnie użył zwrotu związanego ze wzrokiem.
_________________
<tbody></tbody>
And promise me this
You’ll wait for me only
Scared of the lonely arms,
that surface, far below these burns,
and maybe, just maybe I’ll come home.
Who am I, darling for you?
Who am I
to be your burden in time, lonely.
Who am I, to you?

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Otwarte serce

Artysta


I dream my painting and I paint my dream.

Wysłany: Wczoraj 2:19   
   Kai
[Cytuj]

Zdarzali się ludzie, którzy po prostu przyciągali nadnaturalne zjawiska. Tacy na przykład siódmi synowie siódmego syna. Albo rudzi. Ewentualnie mogło się zdarzyć, że patrzenie przez kamień o naturalnie wyżłobionym otworze przyniesie oświecenie ludzkiemu wzrokowi. Albo zerwanie czterolistnej koniczyny. Według legend, sposobów było wiele. Nie wykąpałeś się może w sadzawce jakiejś syreny, Anthony? Niemożliwe, byś przyciągnął tyle nadnaturalnych istot, nie posiadając w sobie czegoś szczególnego. A może to właśnie brak wzroku pozwolił ci otworzyć się na ten świat? Miałeś dobre serce? Przyznaj, jak często pomagałeś innym? Wiesz, półwróżki takie jak Xian, potrafiły docenić każdy, nawet najmniejszy gest -wszystko dlatego, że same stawały się często obiektem dokuczliwych uwag. Ona rozumiała, jak to jest być nieco... Innym. W pewnym sensie traktowana była przez inne syreny jak niepełnosprawna, a to wszystko przez odcień i kształt rybiego ogona! Tak, tak, mała syrenka o dobrym sercu nie mogła się wykazać, nawet mimo talentu, jaki posiadała. Wszyscy patrzyli na nią z góry. To między innymi dlatego podjęła decyzję, by pomóc ci wrócić do "normalnego" życia. Czemu miałbyś do końca pozostawać niewidomy, skoro istniała szansa, że znów odzyskasz wzrok? A ona zyskałaby nowego przyjaciela, tak podobnego do siebie... Ty przecież też nie zostałbyś w pełni wróżką, tak jak ona błąkając się między dwoma światami. Xian w swoim myśleniu tak naprawdę była nieco egoistyczna, bo kto nadał jej prawo do porywania ludzi, by uczynić z nich swoich przyjaciół? Intencje miała dobre, choć nadpsuta paktem dusza wołała, by przyczynić się do zabrania chłopca wprost do świata wróżek. Nie brała nawet pod uwagę, że Anthony w ostatecznym rozrachunku może wcale nie chcieć jej przyjaźni. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że mogła mu zrobić krzywdę.
Widzisz, chłopcze, czasem jeśli czegoś bardzo chcemy, nadarza się w życiu wyjątkowa okazja - wystarczy tylko sięgnąć ręką...
- Och, wystraszyłam cię? Przepraszam - zawahała się, nie wiedząc, czy przypadkiem nie zepsuła wszystkiego już na starcie. Chłopak wydawał się jednak nieco zawstydzony samym faktem, że zaczepia go kobieta - o ironio, bo przecież Xian był najmniej doświadczoną wróżką w uwodzeniu na świecie.
Przyglądając się jego ciepłemu ubraniu, szybko wysnuła wniosek, że śmiertelnik należy do tych bardziej wrażliwych na temperaturę. To dlatego łagodnym ruchem ręki skorzystała z magii żywiołów, by śladem przyuważonej u Skye sztuczki, ogrzać nieco powietrze przyjemnie ciepłym wiatrem. Skąd w środku jesieni taki podmuch? Przypominał raczej o letnim upale, niż o zimowym chłodzie. A może to po prostu jej radosna aura? Jak myślisz, Anthony?
- Na zimno zawsze można coś zaradzić - w jej głosie słychać było śmiech, niemal jakby przyznawała się do podniesienia temperatury wokół nich. Ale to przecież było niemożliwe, prawda?
- Nie musisz się niepokoić. Mogę mówić za nas dwójkę, jeśli ty nie lubisz - zaproponowała z entuzjazmem, zauważając wyraźne wahanie w sylwetce chłopaka.
- Ładnie - skwitowała od razu, a potem ostrożnie wyciągnęła rękę i musnęła ciepłymi paluszkami dłoń chłopca. - Mogę wziąć cię za rękę? Tak będzie łatwiej - wyjaśniła. Nie chciała pozbawiać go laski, bo dzięki niej z pewnością czuł się lepiej, dlatego chwyciła za jego wolną rękę i jeśli tylko na to pozwolił, objęła go lekko za nadgarstek.
- To jak? Zaczniemy od wieży, czy ogrodów? - padło entuzjastyczne pytanie. - Wiesz, jestem malarką, więc potrafię dobrze opowiadać o tym co widzę! Oczywiście jeśli chcesz... - zawahała się, mając nadzieję, że nie urazi go w żaden sposób.
_________________
Xian Hu
There is an
innocence
in admiration:
it occurs in one
who has not yet realized
that they might
one day be admired.
All forms of
madness,bizarre habits, awkwardness in society, general clumsiness,
are justified in the person who creates
good art.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Przyziemny

Ciemność! Ciemność widzę!

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: Wczoraj 20:52   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Może i Anthony był niczym Alvin Miller, ale tylko pod względem przyciągania zjawisk nadnaturalnych. Antek był zwykłym, ludzkim chłopakiem, bez żadnych mocy czy przeszłości, która powodowała, że na jego rodzie ciąży jakaś klątwa czy coś takiego. No, pochodził od rodziny Kłusowników, ale ci nawet nie kontaktowali się z nim. Tony nawet Wzroku nie miał, nie mówiąc już o tym normalnym. I to może paradoksalnie powodowało, że "widział więcej"? Albo to właśnie powodowało, że istoty magiczne lubiły jego towarzystwo? Jakby nie było, znajomość z nim była po prostu bezpieczna. Nie zobaczy skrzydeł, nie dostrzeże wilczego przebłysku oczu, nie zauważy Znaku Czarownika czy też Run - nic. Owszem, tak było z większością ludu, ślepymi na nadnaturalne zjawiska, ale u nich było ryzyko, że mogą posiadać Wzrok.
Dobry to on był, co tu dużo mówić. Muchy by nie skrzywdził i nawet nie dlatego, że po prostu prędzej sam by się zabił, niż wreszcie dopadłby latającego owada. Anthony lubił pomagać, ot. I zawsze starał się to robić w miarę swoich możliwości. Prawdopodobnie lubił pomagać tak samo jak Xian Hu. No, ale w jaki sposób to już inna kwestia. Chociaż trzeba przyznać, że jeżeli wróżka przyczyni się do odzyskania wzroku, wiele zrobi dla Antka. Heh, pozostawała jeszcze kwestia rasowa, a raczej jej zmiany.
Coś za coś.
Hej, każdy był egoistą! Serio, altruizm po prostu z założenia jest niemożliwy, bo nawet jeśli udziela się pomocy charytatywnie, bez rozgłosu, bez chwalenia się, bez czegoś w zamian - zawsze pojawi się ta satysfakcja, choćby najmniejsza, która spowoduje, że jednak coś się uzyskało za udzieloną pomoc. I tak, gdyby Anthony został już przemieniony wróżkę, nie zostawiłby Xian. Chłopak już taki miał charakter, gdy przywiązywał się, to na stałe. Poza tym, byłaby to jedyna wróżka, którą by znał (nooo, miał niby kontakt z księciem, ale tego akurat nie wiedział). Poznawałby świat od nowa, nie tylko ten, w którym dorastał, ale też ten mu obcy, u boku syrenki.
I każda strona miałaby jakieś korzyści, prawda?
- N-nie szkodzi - odpowiedział chicho i podejrzenia wróżki były całkiem trafne. Anthony w ogóle był bardzo niezdarny w kontaktach międzyludzkich, a gdy miał rozmawiać z przedstawicielkami płci pięknej, peszył się jeszcze bardziej, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedział, jak się zachować. Cóż, przy chłopakach też nie wykazywał się brylowaniem w towarzystwie. Takie już jego uroki.
Nagły podmuch ciepła mocno go zaskoczył, co było widoczne. Antek podniósł głowę, instynktownie chcąc ogrzać sobie twarz, ale dzięki temu Xian mogła zobaczyć jego niedowierzającą minę. Nawet okulary przeciwsłoneczne, które miał na nosie, nie ukrywały jego obecnej mimika czy raczej, nie zakłócały odbioru jej. I trzeba przyznać, że w pewnym sensie ciepło te skojarzył z osobą syrenki, bo pojawiło się ono razem z nią.
Choć jej słowa wzbudziły w nim czujność, bo aż taki całkiem niewtajemniczony to on nie był. No, ale przecież jakie jest prawdopodobieństwo, że ot tak spotkał wróżkę czy inną istotę nadnaturalną? I to jeszcze on, zwykły, nijaki, niewidomy nastolatek, który rzadko wychodzi z domu?
Nieee, to chyba Xian po prostu była taka miła, że aż robiło się cieplej na sercu w jej towarzystwie.
Anthony chciał coś odpowiedzieć, na propozycję, żeby tylko syrenka mówiła, ale prawdę powiedziawszy, nie wiedział co. Zrobiło mu się trochę wstyd, że jego nieporadność towarzyska jest tak mocno rzucająca się w oczy, a czerwone poliki informowały o tym, jak mu było głupio. Jednocześnie było mu na rękę to, że Xian przejęła całkowicie pałeczkę w podtrzymywaniu rozmowy. Naprawdę nie był gadatliwym typem, ale słuchać lubił.
Muśnięcie spowodowało, że Antek drgnął, zaskoczony tym, że nie wyczuł bliskiej obecności dziewczyny, ale również samym ruchem. Jednocześnie nie zabrał dłoni i nie oponował, gdy ta wyszła z takim sposobem nawigowania. Nawet lekko dotknął jej ciepłej ręki, chcąc pokazać, że nie ma nic przeciwko temu. Owszem, krępowało go to, ale było to też bardzo... miłe? Tak, chyba tak można to określić. Ludzie raczej starali się go nie dotykać, a jak już to robili, to przesadzali z utrzymywaniem kontaktu. I nawet jeśli Anthony docenił gesty nieznajomych, którzy chcieli mu pomóc, często czuł się przytłoczony ich zachowaniem. A Xian na razie trzymała odpowiedni poziom i Antek musiał przyznać, że ten sposób prowadzenia był naprawdę wygodny. Bez przesadnego kontaktu i naruszania przestrzeni, ale przy jednoczesnym zaznaczeniu obecności.
No, ale teraz czerwony był jak burak, choć dzielnie się trzymał, żeby całkiem nie odlecieć od nadmiaru ciepła na twarzy!
- Może od wieży? J-jeśli nie masz nic przeciwko - zaproponował, bo nawet jeśli lubił spędzać czas w parkach i ogrodach, na znacznej wysokości jeszcze nigdy nie był. - Nie, chętnie cię posłucham - tym razem uśmiechnął się nieco śmielej, aczkolwiek dalej był on niewielki, ale szczery! Anthony z przyjemnością posłuchałby Xian, która wydawała się być gadatliwą osobą, a na pewno pewniejszą w nawiązywaniu relacji. - Jesteś malarką? - zapytał, dopiero potem zdając sobie sprawę z tego, że te pytanie było głupie. No przecież powiedziała, że nią jest, więc po kiego o to pytać? - Jak to jest nią być? - dodał, chcąc jakoś naprowadzić syrenkę, o co dokładniej chodziło Antkowi. - N-nie jesteś może przypadkiem z Azji? - tym razem był cichszy, bo nie był pewny czy wypada o takie rzeczy pytać.
_________________
<tbody></tbody>
And promise me this
You’ll wait for me only
Scared of the lonely arms,
that surface, far below these burns,
and maybe, just maybe I’ll come home.
Who am I, darling for you?
Who am I
to be your burden in time, lonely.
Who am I, to you?

[mru]
[Profil] [PM]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8