Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Izba Chorych
Autor Wiadomość
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-08, 20:40   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Do treningów potrzebna była cierpliwość, które młoda Nefilim nie posiadała. Oczywistym było, że nie wyjdzie jej to za pierwszym razem, nawet nie sądziła, żeby wszystko udawało się za drugim czy trzecim. Rebekah miała przed sobą ciężką pracę, a jej upartość i chęci bycia w tym „samej”, wcale nie poprawiały tej sytuacji. Było trudno, musiało być ciężko, ale to rokowało samymi pozytywami w przyszłości. Blondynka pojęcia bladego nie miała, jak jej ojciec surowo trenował Margaret, jak dawał jej w kość, jak ją wręcz nękał, aby doszła do tego etapu umiejętności, na którym właśnie była. Z łuku mogła strzelać z zawiązanymi oczami, a to tylko dlatego, że Sebastian trenował ją w ten właśnie sposób.
Nie podobało jej się zachowanie Rebeki, ani naburmuszenie się, bo nie miała ku temu powodów. Kiedy zerwała się z łóżka, Marg nawet nie zdążyła zareagować, a słysząc jej słowa odwróciła się gwałtownie za siebie, jednak nikogo tam nie ujrzała. Wzięła głęboki oddech i znalazła się przy niej, a Nefilim, który pomagał jej kreślić runy na ciele Rebeki, pomógł ją podnieść i posadzić na łóżko.
- Wezwij Cichego Brata. – powiedziała całkiem poważnym tonem i przyjrzała się uważnie ranom. – To demoniczny jad, musimy się go jak najszybciej pozbyć. – powiedziała z powagą, biorąc głęboki oddech. Nie była najlepszym medykiem, byli lepsi od niej, posiadający większe doświadczenie i przede wszystkim, o niebo lepsze umiejętności. – Nie martw się. To trochę zaboli. Zaciśnij zęby. – powiedziała i od razu zabrała się za oczyszczanie rany bardzo silnymi środkami.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-08, 21:15    [Cytuj]

Taka była Reb, taka była i nikt tego nie mógł zmienić. Wspierać, pomagać i owszem, jednak nie zawsze słuchała dobrych rad, jak to młode i głupie. Z wiekiem, biegnącymi latami o ile Anioł da jej kolejne lata w spokoju jako takim przetrwać może się przekona. Jednak nie od niej to zależało. Usadzenie ponownie na posłaniu sprawiło, że Rebekah położyła się wygodnie słysząc słowa ciotki. Demoniczny jad? O czym ona mówiła? Przecież to tylko rany, drobne nic wielkiego, nie mogło to tak boleć...ale jednak. Nim Nefilim zniknął wykonać polecenie przełożonej Reb krzyknęła nie będąc jeszcze gotowym na ból. Jej krzyk był chwilowy bowiem zaraz potem zacisnęła zęby a palce ścisnęła na pościeli. Odruchowo cofnęła się przed czynnościami Marg nie mając zamiaru się tak szybko poddać. Czuła ból, nieznośny i coraz bardziej robiło się jej słabo. Nieświadoma Rebekah nie miała pojęcia co robi, czuła się jakby coś w niej mówiło że powinna uciec. Powinna znaleźć się jak najdalej z tego miejsca. Blada cera i rany nie wróżyły jej dobrej przyszłości. Chwilowy powrót świadomości sprawił, że Reb ujęła dłoń Marg.
- Ciociu...nie pozwól mi umrzeć...
Wydusiła cicho a po jej policzkach pociekły łzy strachu. Nie chciała umierać, bała się panicznie. Kolejna fala bólu spowodowała chwilową utratę przytomności. Gdzie między czasie do Margaret dołączył Cichy Brat z Nefilim, który pomagał kobiecie.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-09, 00:06   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Rebekah miała w sobie ogień, który z jakiegoś powodu był przygaszony i to ani trochę nie podobało się Margaret. Była Whitelightem, jej życie miało być jasnym światłem, wskazującym innym drogę. Jasne, gdzieś w międzyczasie się to pogmatwało i pokręciło dość solidnie, ale przecież nie było rzeczy niemożliwych! James teraz próbował odbudować dobre imię rodziny, będąc szefem Instytutu, jego małżonka pochodziła ze znamienitego rodu, który też sporo przeszedł. Margaret miała swoją rodzinę i choć nie nosiła już tego nazwiska, była z niego dumna i nadal w jej żyłach krążyła krew Whitelightów. Rebekah nie mogła zapominać o tym kim jest i do czego jest dzięki temu zdolna. To naprawdę dużo dawało.
- Nie umrzesz… – pogładziła delikatnie jej czoło i uśmiechnęła się blado. Margaret miała na myśli to, że nie dopuści do jej śmierci, starała się dlatego bardzo oczyścić rany, zanim pojawi się Cichy Brat i zajmie się nią konkretnie. W takich chwilach jak to, trzeba było dużo cierpliwości i wiedzy, a przede wszystkim, liczyła się każda sekunda.
Cichy Brat przejął stery, a Margaret poszła się ogarnąć. Zmyć z siebie krew, umyć dłonie, przebrać koszulkę, która tez się pobrudziła. To nie tak, że zostawiła Rebekę na pastwę losu, była w doskonałych rękach. Wróciła po paru minutach, a Cichy Brat nadal zajmował się jej ranami. Margaret wiedziała, że on doskonale zna jej myśli, podobnie jak te Rebeki. Spojrzała na tego przerażającego człowieka ze strachem w oczach i przymknęła powieki. Była zmęczona to fakt, ale w tym momencie musiała być obok bratanicy. Po około godzinie Cichy Brat przekazał dalsze Instrukcje i zostawił Rebekę przy aparaturze i sprzęcie. Marg siadła na krzesełku obok łóżka i westchnęła cicho.
- Nie martw się, jesteś Whitelightem, a my się tak łatwo nie dajemy. – powiedziała w eter, uśmiechając się przy tym. Skoro Margaret przeżyła przeszycie wskroś demonicznym ostrzem, to Rebekah przeżyje te rany od demona.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-09, 09:38    [Cytuj]

Rebekah odzyskała przytomność na chwilę widziała Cichego Brata i wiedziała, że nie jest dobrze. Bez powodu nie wzywano by Cichych Braci. Wyglądali potwornie, ich sama postawa, wygląd był tak przerażający, że nie zdziwiłaby się, gdyby dziecko padło na zawał. No ale nie w jej świecie. Ten świat był o wiele gorszy niż taki Cichy Brat. To oni zajmowali się tymi beznadziejnymi przypadkami. Reb właśnie takowym obecnie była. Nieprzytomna, targana koszmarami i wysoką gorączką nie wiedziała co się dookoła niej dzieje. Rebekah nieprzytomna była dobre trzy godziny leżała zmorzona gorączką. Gdy otworzyła oczy dostrzegła koło łóżka Margaret. Uśmiechnęła się lekko do ciotki i wyciągnęła do niej dłoń.
- Ciocia? Co Ty tutaj robisz? Gdzie ja jestem?
Zapytała próbując się podnieść, nie miała sił a do tego aparatura na to nie pozwalała. Jęknęła cicho wracając do pozycji leżącej.
- Jak się czujesz? Jak maluszek? Co z wujkiem?
Zapytała zaraz przypominając sobie jak przez mgłę powrót do Instytutu. Chciała złożyć im wizytę, dowiedzieć się czegoś więcej w sprawie jaka się toczyła. Jednak zamiast tego pamiętała tylko okropny ból w całym ciele.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-09, 12:24   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

- No już, spokojnie… – powiedziała, kiedy Rebekah zaczęła się wybudzać w niezłym szoku. To dobry znak i najważniejsze, że udało jej się odzyskać siłę. Marg wolałaby jednak, żeby nie forsowała się zbytnio, bo to mogło wywołać nieprzewidywalne efekty, czasem nawet cięższe, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Z resztą, Cichy Brat jasno dał im do zrozumienia, że dziewczyna ma leżeć i się oszczędzać, nie wstawiać, aż nie zmieni zdania. Ruda zamierzała się tego kategorycznie trzymać, w końcu chodziło o dobro jej bratanicy.
- Miałaś mały wypadek, jesteś w Izbie Chorych, Cichy Brat się Tobą zajął. – odpowiedziała jej, uśmiechając się blado. Dobrze, że była na tym łóżku, pod tymi aparatami, bo przynajmniej ciężko będzie ją stąd ruszyć, a warto wspomnieć, że najmłodsza z rodziny Whitelight była wyjątkowo uparta, jak własny ojciec.
- Dobrze się czuję, choć napędziłaś mi sporo strachu. Alexander ma się dobrze, nawet bardzo, trochę kopie… A James i Finlay załatwiają sprawy, znaleźli nowy trop w sprawie. – odparła na stawiane jej pytania. Rebekah niepotrzebne się martwiła, naprawdę nie było takiej potrzeby, Margaret była silną kobietą i łatwo się nie poddawała, w żadnej sytuacji, więc niepotrzebnie się przejmowała jej stanem. Zarówno ona jak i jej synek mieli się dobrze.
- A jak Ty się czujesz? Miałaś rany zakażone jadem… Najpewniej to demon Drevak. – powiedziała z powagą. Może i nie były szczególnie niebezpieczne, ale ten ich cholerny jad już był. Rebekah miała naprawdę pecha, że ten cholernik postanowił zaatakować ją z zaskoczenia.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-09, 13:06    [Cytuj]

O tak, powoli zaczynała wracać na tyle do sił, że faktycznie gdyby nie aparatura i informacja o Cichym Bracie pewnie zwiałaby czym prędzej z tego miejsca. Nie znosiła pobytu w Izbie Chorych, nie znosiła leżenia i tkwienia w bezczynności. Wolała czyścić broń, polerować posadzkę cokolwiek byle nie leżeć i gnić w łóżku. Niestety nie miała w tej chwili wyjścia. Musiała posłuchać nie tylko ciotki, ale i Cichego Brata. No i oczywiście samego Szefa Instytutu. W końcu sprzeciwienie się władzy mogło ją słono kosztować. W swoim obecnym stanie zdawała sobie z tego doskonale sprawę.
- Cichy Brat? Aż tak źle ze mną było?
Zapytała unosząc brew. No pięknie, tak się dać podejść...westchnęła cicho i pokręciła głową co było złym pomysłem. Skrzywiła się nieco z bólu.
- Przepraszam ciociu, nie chciałam Was wystraszyć. Chciałam odwiedzić Ciebie i maluszka. Porozmawiać...przeprosić.
Uśmiechnęła się lekko i spojrzała na kobietę kątem oka.
- Demon...nie chciał mnie zabić...to miało być ostrzeżenie...mówili coś...coś chcieli bym przekazała ale nie pamiętam...
Urwała łapiąc się za głowę jedną dłonią i cicho jęknęła. Wszystko wirowało dookoła, przymknęła powieki i cicho westchnęła.
- Fatalnie ciociu...wszystko mnie boli, czuję się jakby stado demonów po mnie przeszło. Ale cieszę się, że żyję...
Urwała oblizując nieco usta. Chciało się jej pić, ale nie miała sił nawet o tym wspomnieć, w tej chwili ważniejsze było dla niej to co powiedziała Marg. Trop w sprawie.
- Co wiadomo więcej? Jaki to trop? Leyton nie jest taki głupi...odczeka na odpowiedni moment by uderzyć niespodziewanie. Chce uśpić Nas drobnymi szczegółami...uważajcie na to. To mogą być tylko drobne poszlaki ciociu.
Przyznała osłabiona przymykając powieki.
- A jak ciocia Shan? Nadal jest na mnie wściekła? Jak ona się czuje?
Przyznała cicho.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-10, 09:44   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

- Bywało lepiej. – odpowiedziała z troską w głosie, posyłając jej delikatny uśmiech. Oczywiście, że nie chciała jej straszyć, ale to mogło się naprawdę źle skończyć. Jad demona był niebezpieczny i powodował wiele nieprzyjemnych obrażeń, Rebekah mogła nie mieć nawet pojęcia o tym, że zwyczajnie mógł uszkodzić tkanki jej ciała i przez to mogła stracić władzę w ręce, nodze, czymkolwiek. Dobrze, że reakcja była niemal natychmiastowa i Margaret wiedziała jak zachować zimną krew, nie dać się ponieść emocjom i działać.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać. – powiedziała z powagą. Była na nią zła wtedy, bo cały plan z Nestravenami mógł wypalić, był blisko do cofnięcia tego głupiego rozkazu, a Rebekah postąpiła trochę lekkomyślnie. Ruda nie mogła się jednak na nią gniewać w nieskończoność, przecież to tylko nastolatka. Niestety, państwo Nestraven nie żyli, więc całe rozmowy zostały anulowane, a Rebekah mogła cieszyć się wolnością.
- Dojdziemy do tego kto Cię zaatakował, zaraz wyślemy patrol tropiący. – dodała z powagą. Demony mogły być wysłannikami i chcieć coś przekazać, ale tym razem Ruda obawiała się, że mogła być to sprawka Leytona. Był lekkomyślny zagrażając Whitelightom, byli silnym rodem, przetrwali wiele, więc i to przetrwają.
- Nie przejmuj się Leytonem, Rebekah. My się tym zajmiemy. – odparła, mając nadzieję, że już niedługo rozwiążą się ich wszystkie problemy. Nie chciała, żeby to wszystko wyglądało tak jeszcze długo, czas do porodu był coraz krótszy, Margaret nie mogła ryzykować, że jej dziecko urodzi się w tak niebezpiecznym świecie.
- Shantae jest… coraz większa. – zaśmiała się lekko, chcąc trochę poprawić jej humor. – Czuje się dużo lepiej, od kiedy James postanowił wziąć ją z powrotem do York. Jest jej trochę ciężko, wiadomo… Zła raczej nie jest, ale to Shantae, więc na pewno jeszcze chowa urazę. – dodała już poważniej. Szwagierka była trudnym człowiekiem, miała ciężki charakter, ale kochała jej brata, więc Margaret nie miała zamiaru oponować.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-10, 10:14    [Cytuj]

- Nie potrafisz ciociu owijać w bawełnę...
Zaśmiała się pod nosem. Może i nie miała pojęcia czym to mogło się w najlepszym wypadku skończyć gdyby poszło coś nie tak, ale próby owijania w bawełnę przez własną ciotkę potrafiła wyczuć. Mimo to nie miała jej tego za złe, wiedziała że nie chciała jej straszyć. Miała świadomość na tyle, że Cichy Brat jest ostatecznością w ich świecie. Gdyby nie było tragicznie nie wzywaliby go. A jednak, stało się jak się stało i na szczęście młoda Nefilim była już na tyle silna dochodząc powoli do siebie, że mogła powoli normalnie rozmawiać.
- Dobrze ciociu...za dużo naszych ginie przez tego dupka. Trzeba się z nim rozprawić raz na zawsze...
Przyznała i cicho westchnęła. Na słowa o tym, że Shan jest coraz...większa Reb roześmiała się lekko ale zaraz też skrzywiła z bólu.
- Ała...nie rozśmieszaj mnie ciociu jeszcze nie...
Uniosła się nieco chcąc się poprawić na łóżku.
- Ale Ty ciociu też coraz bardziej wyglądasz na większą. Mój mały kuzyn nieźle daje popalić zapewne co?
Uśmiechnęła się lekko i ujęła jej dłoń.
- Ważne by jej przeszło...wiesz...nie widziałam jej od tego przeklętego dnia...miałam zamiar i ją odwiedzić, skierowałam się nawet w stronę domu wujka i Shan...ale ostatecznie zawróciłam...potem...potem już wiesz co się stało. Chciałam odwiedzić Ciebie, zobaczyć jak się czujesz, porozmawiać...ale portal przeniósł mnie nie tam gdzie chciałam...nie wiem czemu, nie wiem jak. Ocknęłam się przed Instytutem. Musiałam się doczłapać na tyle by ktoś mnie chociaż znalazł.
Wyszeptała cicho próbując sobie coś przypomnieć z tamtej chwili ale ból był na tyle silny, że nie mogła się skupić.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-10, 10:46   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Marg przede wszystkim nie widziała sensu w owijaniu w bawełnę. Co miała ją oszukiwać? Było źle, nie dało się tego ukryć, jakby było lepiej to nie wzywałaby tutaj Cichego Brata. Po co się oszukiwać albo na siłę starać pocieszać, skoro nie miało to sensu? Przynajmniej miała teraz szansę na to, aby wyzdrowieć, ale była świadoma odniesionych ran. To też powinno dać jej do myślenia, uświadomić pewne rzeczy w kwestii śmierci i tego, jak kruche bywa ludzkie życie. Pomimo krwi Anioła w swoich żyłach, nadal byli ludźmi i śmierć mogła ich dopaść bardzo szybko.
Shantae w zasadzie była większa od Margaret. Obie miały dobrą sylwetkę, ale ich ciąże różniły się zasadniczo. Przede wszystkim Marg nosiła jedno dziecko, a Shan nosiła dwójkę. Podobno jej mały Alexander będzie miał kuzyna i kuzynkę w swoim wieku, istniała też duża szansa na to, że poród będzie w zbliżonym terminie, bo ciąże bliźniacze rzadko kiedy były rozwiązywane w terminie, z reguły kilka tygodni przed, co oznaczało tyle, że Margaret i Shantae mogły urodzić nawet tego samego dnia.
- Nawet nie jest tak źle jest całkiem spokojny, czasem kopnie, czasem się przemieści. No, na pewno nie daje tak w kość jak bliźnięta Shantae. Mówiła ostatnio, że czuje się tak, jakby dzieciaki robiły sobie zawody i pędziły za sobą w kółko. – uśmiechnęła się lekko. Shantae miała przerąbane, jej bratowa po prostu miała ciężej, Marg znosiła ten stan dużo lepiej i przede wszystkim nie miała takich problemów jak Francuzka. Nic dziwnego, że tamta miała zwyczajnie dość, a jeszcze będąc odciętą od męża to już w ogóle.
- Nie przejmuj się tym teraz, wszystko na spokojnie rozwiążemy. Po prostu teraz musimy skupić się na rozwiązaniu problemu i walce, a później będziemy się godzić czy przepraszać. – powiedziała z pełną powagą, spoglądając na Rebekę. Z drugiej strony, okazję będzie miała wcześniej niż się spodziewa na rozmowę z Shantae, bo niestety Margaret nie miała zamiaru jej nigdzie puszczać, dopóki nie uzna tego za stosowne.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-10, 11:21    [Cytuj]

Jak życie potrafi być krótkie wiedziała bardzo dobrze. Tylu młodych Nefilim nie dożyło nawet jej wieku, ginęli młodo jak nie pod naciskiem demonów, atakujących Instytuty to znowu padali podczas pierwszego starcia, gdy ich nauczyciele uznawali, że są gotowi a oni miast skupić się na tym co ważne, rozproszeni byli przez własne myśli czy też znajdowali się w sytuacji dość...skomplikowanych, musząc wybierać między rodziną, a przejściem na ciemną stronę. Wybierając rodzinę, samotne wilki ginęły, jednak będąc w kupie zawsze byli silni i gotowi na wszystko.
- Masz rację ciociu na wszystko przyjdzie czas.
Przyznała z uśmiechem na ustach i pogładziła lekko brzuch Marg, na tyle na ile mogła dosięgnąć.
- Ważne, by urodzili się zdrowi. Niech Anioł nad Wami czuwa.
Uśmiechnęła się lekko.
- A co z Maxem? Jak on się czuje?
Zapytała zaraz bo też nie miała okazji z nim pomówić. Dawno go też nie widziała a obawiała się, że coś mogło się stać. Pamiętała jak bardzo był przerażony tym co odkrył i wiedziała doskonale jak się czuł. Ona jednak miała siłę walki i chęć zemsty w niej aż buzowała, do dnia w którym Marg i James wyjaśnili jej, że zemsta zemstą, ale nie tego by chcieli jej rodzice. Nie tego chciałby jej ojciec. Musiała więc po prostu skupić się na nauce, walce i snuciu planów jak wybije wszystkie demony.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-10, 12:03   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Nie istniały dobre rozwiązania, ani akty zemsty, które pozwoliłyby na ukojenie bólu czy cierpienia i kto jak kto, ale Ruda doskonale znała tą sztukę. Zemsta dawała chwilową ulgę, a późniejsza lawina emocji była szczytem góry lodowej konsekwencji. Każdego dosięgnie miecz sprawiedliwości Anioła Razjela, kiedy przyjdzie na to odpowiedni czas. Każdy odpowie za swoje grzechy i winy, będzie z nich sumiennie rozliczony. Teraz mieli takie problemy, a nie inne, ale i to szybko minie. Margaret wiedziała, że Rebekah była chętna do walki, ale bez odpowiedniego przeszkolenia, jej uczynki mogły pójść na marne, kiedy zginie przy pierwszej lepszej utarczce. Ten przeciwnik był potężniejszy niż mogło jej się wydawać i wszyscy już o tym wiedzieli. Nikt przed nikim nie ukrywał prawdy, nikt nikomu nie mydlił oczu. Wszyscy byli przygotowani na najgorsze i musieli mieć świadomość, że nie wszystko pójdzie tak, jakby sobie tego życzyli.
- Max wyjechał do Idrisu. Musi uporządkować wszystkie sprawy. Jest mu teraz naprawdę ciężko. – powiedziała poważnie i westchnęła cicho. Śmierć państwa Nestraven była bardzo przykrym wydarzeniem, które dotknęło wiele osób. Margaret odczuła wielki ból po tej stracie, w końcu z Nestravenami znali się od dziecka, znała Seweryna, Lucette, a przecież byli bratankami rodziców Maxa. Wszystko było tak skomplikowane i trudne, Margaret była na pogrzebie, nie mogła odpuścić z szacunku do państwa Nestraven, których przecież znała tyle lat.
- Może spróbuj się przespać? – spytała troskliwie, przyglądając się jej. Nadal wyglądała słabo, a przecież Cichy Brat wyraźnie zalecał odpoczynek i brak przemęczania się. Margaret uśmiechnęła się delikatnie. – Martwię się o Ciebie, Rebekah. Chciałabym, żebyś szybko wróciła do zdrowia. – dodała, poważniejąc. Miała nadzieję, że bratanica zrozumie to, o co chodzi Marg.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-10, 12:22    [Cytuj]

Wiedziała, że nienawiść nie prowadzi do niczego dobrego. Był to najgorszy z błędów jaki można by popełnić. Jedni mieli wsparcie w rodzinie tak jak ona. Przekonana, że pozostała sama, że jej błędy oraz niedoświadczenie sprawiły iż wszyscy się od niej odwrócili. Myliła się, czego dowodem teraz była obecność Margaret. Nie musiała być przy niej, nie musiała siedzieć i czuwać. Mogła wrócić do domu i zająć się swymi sprawami a jednak. Trwała u jej boku.
- Dziękuję Ciociu.
Uśmiechnęła się lekko i odetchnęła cicho. Na jej słowa skinęła głową. Sama nie miała pojęcia jak bardzo była przemęczona tym wszystkim co miało miejsce. Na szczęście miała bliskich.
- Ty też odpocznij ciociu. Potrzebujesz tego teraz. Wróć do domu, odpocznij zjedź duży pojemnik lodów...ponoć to pomaga na zmęczenie. A potem prześpij się. Ja jestem w dobrych rękach.
Uśmiechnęła się lekko. Cieszyła się, że była tutaj jeszcze, że była w tym miejscu u jej boku.
- Nie martw się ciociu, już nic mi nie grozi. Pomogłaś mi, uratowałaś mi życie ciociu, więcej nie możesz już nic zrobić.
Uśmiechnęła się lekko.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

Finlay Nightwind

zabijanie demonów, a do tego przyszła mama


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2018-11-10, 19:03   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Margaret już dawno przestała być na nią zła. Przecież nie mogłaby gniewać się w nieskończoność, prawda? Rebekah była jak każda nastolatka, popełniała błędy, po prostu Margaret nie była na to gotowa i zbyt wiele się tam działo. Stała się prawnym opiekunem nastoletniej dziewczyny, była na nią zdenerwowana przez brak szacunku, jaki okazywała Nestravenom… W wysoko postawionych rodach pewne rzeczy były nieuniknione, ale skąd Rebekah miała to wiedzieć, przez większość swojego życia nie miała pojęcia, że pochodzi z aż tak wysokiego rodu.
- O mnie się nie martw, ja sobie naprawdę doskonale radzę. – powiedziała uśmiechając się delikatnie i podniosła powoli z krzesła, łapiąc rękę Rebeki na krótką chwilę. – James jeszcze Cię odwiedzi, załatwia jakieś sprawy z małą Tequilą Blauerwasser, mam nadzieję, że nic nie stało się Jeffrey’owi. – dodała. Mężczyzna był jej przyjacielem od wielu, wielu lat, nie wiedziała o co chodziło z Tequilą, ale tak przekazano Margaret. Na pewno jeszcze pojawi się w Instytucie. James miał ogromną ilość spraw na głowie, a pewnie też przydałoby mu się położyć i odpocząć, najlepiej obok żony.
- Przyjdę jutro, przyniosę Ci jakieś ciuchy do przebrania. – powiedziała z uśmiechem i pogładziła delikatnie jej rękę. – Spróbuj się przespać. – dodała i jeszcze przez chwilę przyjrzała się Rebece. Była pod stałą kontrolą i dobrą opieką. Margaret chwilę później wyszła z Sali i skierowała się prosto do domu, uznając, że dokumenty mogą poczekać, teraz i tak nie miała do nich głowy.

ZT
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Rebekah Whitelight


Rebekah Whitelight

17

Nefilim

Brak

-


Raz kozie śmierć

Wysłany: 2018-11-10, 19:41    [Cytuj]

To, że sobie radziła to widziała od kiedy tutaj się pojawiła. Od dnia w którym przybyła do Instytutu. Tamtego dnia nie zapomni nigdy w życiu. Początkowo nie specjalnie się wychylała starając się ogarnąć wszystko jakoś w miarę by podejść do swoich krewnych. A dzisiaj...dzisiaj czuła się w końcu częścią rodziny. Mimo, że jej własna matka robiła wszystko by ją odciągnąć od rodziny ojca. Nie udało się jej to i była temu ogromnie wdzięczna. Na słowa ciotki skinęła głową.
- Blauerwasser...a tak, już wiem o kogo chodzi. Nie martw się ciociu, na pewno wszystko jest dobrze. Może coś go zatrzymało.
Uśmiechnęła się lekko nie mając pojęcia co się stało tak naprawdę.
- Uważaj na siebie proszę.
Dodała nim zniknęła z sali. Reb w tym czasie wzięła wdech i przymknęła powieki. Czuła ból całego ciała, a środki przeciwbólowe, które dostała przestawały działać. Skrzywiła się nieco układając sobie głowę odpowiednio na poduszce. Przymknęła powieki z zamiarem wypoczęcia chociaż odrobinę.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

24

Nefilim

Shantae Whitelight

Szef Instytutu


Wysłany: 2018-11-11, 12:40   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

/ po przyprowadzeniu do Instytut Nyx i Tequili


Było tylko trochę przed północą, gdy James bezpiecznie umieścił rodzinę Blauerwassera w jednej z wolnych kwater i upewnił się, że nic im tam nie brakuje. Kręcący się po Instytucie Nefilim byli nieco zaskoczeni jego powrotem. W końcu pracę skończył kilka dobrych godzin temu i chyba wszyscy byli przekonani, że aktualnie wypoczywa w towarzystwie żony. Błąd. Pierwszą lekcją, jaką Whitelight dostał w związku ze swoją nową rolą było to, że praca szefa Instytut nie kończy się nigdy. Oczywiście nie mógł się doczekać powrotu do mieszkania i wślizgnięcia do łóżka obok Shantae, ale czekały jeszcze inne obowiązki. W drodze do Izby Chorych kilku Łowców próbowało go nawet zaczepić z jakimiś bieżącymi sprawami. Mówili coś o zapasie broni, podejrzanej aktywności przy Bunkrze, chcieli pozdawać raporty.. Blondyn odprawiał ich jednak po kolei skupiając się na czekającej bratanicy.
Oczywiście spała, gdy wreszcie dotarł na miejsce. Godzina była późna i wszyscy pacjenci pogrążeni byli w głębokim śnie. Nefilim poruszał się cichutko, przysiadając na brzegu łóżka Rebeki i sięgając po raport z ataku oraz dotychczasowego leczenia.
_________________

Did somebody say ship?
[Profil] [PM]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 8