Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 - Arthur, Oliver & Kieran
Autor Wiadomość
Oliver Buckley


Oliver Buckley

28

Wilkołak

Aktor/Żigolo

Wysłany: 2018-10-21, 18:27   #3 - Arthur, Oliver & Kieran [Cytuj]

- Mówiłeś, że o której ma wpaść? - zerkając nerwowo na zegarek, Oliver z trudem powstrzymywał swoją ekscytację. Nawet jeśli świetnie znał odpowiedź, zadawał to pytanie niemalże co dziesięć minut od dobrej godziny. W duchu współczuł bratu własnego, upierdliwego towarzystwa, ale nic nie mógł na to poradzić. Denerwował się i cieszył za razem, ale głównie denerwował. Było tak za każdym razem, kiedy miał spotkać kogoś nowego, a nie będącego w pełni człowiekiem. Nie mógł ustać w miejscu, więc kręcił się dookoła bez wyraźnie określonego celu, od czasu do czasu zaglądając bratu przez ramię.
- Czemu nie czerwone mięso...? Wiesz, nie zaszkodziłoby ci od czasu do czasu. Też jest zdrowe. - zamamrotał z lekkim, acz niegroźnym dąsem w głosie. Mieszkanie z Arthurem było z pewnością wygodne, ale jakkolwiek dobrym kucharzem by nie był, jego posiłkom zdecydowanie brakowało "męskości". - Jesteśmy naturalnymi mięsożercami, więc czy nie byłoby to aby bardziej odpowiednie? - wzdychając, wlepił oczy w smacznie wyglądające filety. Nie żeby chciał jakoś szczególnie narzekać na wykwintne potrawy, ale tego typu rzeczy wolał jednak jadać w restauracjach. Nie przypominały w żadnym stopniu tego, co nazywano "domowym obiadem".
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-10-22, 11:49   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

- Ma jeszcze parę minut, nie denerwuj się.
Arthur starał się zrozumieć emocje brata, jednak nie pomagały mu w idealnym układaniu cieniutkich jak papier plasterków czosnku oraz równo przyciętych gałązek tymianku w nacięciach, które wcześniej zrobił w kawałkach łososia.
Chciał wypaść jak najlepiej. Nie zdążył dobrze poznać Kierana, jak dotąd nie zawracał mu również głowy swoją osobą, wiedząc, że alfa ma sporo spraw, które wymagają uwagi bardziej niż jeden nieprzystosowany do życia w sforze Buckley. Z czasem sam mógł dojść do tego, jak powinien odnosić się do watahy, a z bratem u boku z pewnością byłoby mu łatwiej.
Wspólny obiad mógł być dobrą okazją do porozmawiania o przyszłości dwóch wilków. Arthur nie miał wątpliwości - Oliver powinien mieć kontakt z innymi wilkołakami. Olivera zawsze ciągnęło do odkrywania własnej natury, a wataha była najbardziej sprzyjającym temu miejscem.
Starszy Buckley nie mógł powstrzymać wrażenia, które podpowiadało mu, że jest jak ojciec, który posyła swoje dziecko po raz pierwszy do przedszkola. Nie mógł mieć pojęcia, że niewinność braciszka jest tylko pozorna. Bo choć zdawał sobie sprawę z tego, że brat jest aktorem z zawodu, nie mógł domyślić się, że zakłada maski nawet w jego towarzystwie.
- Następnym razem ty będziesz gotował, co ty na to? - Rzucił do brata, gdy ten po raz kolejny zwrócił mu uwagę na wybór menu. Łosoś miał tę przewagę, że był lubiany przez prawie każdego! Co prawda istniało nikłe prawdopodobieństwo, jakoby Kieran pogardził choćby wołowiną, jednak to ryba miała same zalety. - Możesz nawet gotować dla całej watahy, Kieran pewnie się nie obrazi.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

Misha

Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-10-26, 22:53   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Wyjazd do Alicante był bardzo owocny, jego skromnym zdaniem. Miał nadzieję, że Clave weźmie sobie pewne sprawy do serca i będą działać, bo inaczej ten świat spłonie i zostanie z niego jakiś marny popiół. W trakcie swojego wyjazdu pozostawił watahę pod opieką jednego z najbardziej zaufanych członków, tego, którego znał od wielu lat. Nie mógł przecież tak po prostu wyjechać, bez zarządzenia co, jak, gdzie i po co. Tym bardziej, ze nie do końca było wiadome, jak zakończą się pertraktacje w Alicante. Kieran przy okazji trochę odpoczął, natłok ostatnich wydarzeń bardzo negatywnie wpłynął na jego organizm, wywołując zmęczenie, zniechęcenie i rozdrażnienie ogólne. Dlatego ten wyjazd był w pewnym sensie odskocznią i odstresowaniem. Zużycie emocji i nowy pogląd na świat były naprawdę ważnym elementem życia i każdy od czasu do czasu powinien takie coś zażyć.
Niemniej jednak, obowiązki wzywały nawet Vaughana, który zgodził się na rozmowę z bratem Arthura. Chciał dołączyć do watahy, więc dla Kierana to tym bardziej ważne. W czasach, w jakich przyszło im żyć, powinni się jednoczyć. Szczególnie, że rodzina naszych przyjaciół powinna być traktowana wyjątkowo. Kieran uzbroił się w flaszkę whisky, zapakowaną w ładną torebkę, a w końcu zjawił się pod ich drzwiami. Zadzwonił dzwonkiem i nie musiał długo czekać, aż gospodarz otworzy.
- Witajcie! – powiedział z uśmiechem na samym wstępie i wręczył Arthurowi pakunek. – Wybacz spóźnienie, musiałem jeszcze zahaczyć o studio, zapomniałem jednej książki i dokumentów. – dodał, spoglądając najpierw na kumpla, później na jego brata. – Kieran Vaughan, miło poznać. – wyciągnął rękę w stronę Olivera i uścisnął ją solidnie. Z miłą chęcią pozna tego mężczyznę, tym bardziej, że był bliskim Arthura, jego bratem. Przygryzł lekko policzek od środka. Miał nadzieję, ze nie będzie zbyt krępująca ta rozmowa, przynajmniej dla Olivera, bo Kieran nie znał takiego słowa jak skrępowanie. Najlepiej prosto z mostu.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oliver Buckley


Oliver Buckley

28

Wilkołak

Aktor/Żigolo

Wysłany: 2018-10-29, 21:03    [Cytuj]

Nie mógł zbyt długo krytykować potraw brata. Nie tylko dlatego, że nie chciał mu zrobić przykrości, ale również z uwagi na to, że ślinka szybko zaczęła zbierać się w ustach, w odpowiedzi na rozprzestrzeniające się po pomieszczeniu zapachy. Mógł jojczeć na jego fit-manie, mógł wzdychać na brak jakichkolwiek, niezdrowych słodkości pochowanych po szafkach, ale zarzucić złego gustu czy braku umiejętności kulinarnych już nie. Gdyby jeszcze tylko steki albo frytki pojawiały się od czasu do czasu na stole... Przecież żaden z nich by od tego nie umarł! Tym bardziej ucieszył się, kiedy Arthur zaproponował, że następnym razem to on coś upichci! Chyba że...
- ...I obiecujesz, że cokolwiek to będzie, nie wywalisz tego do kosza przed spróbowaniem? - spojrzał na niego odrobinę nieufnie, ale nie potrafił się przy tym nie uśmiechać. Było bardziej niż prawdopodobne, że Arthur wpadłby w prawdziwą histerię, gdyby zobaczył ociekające olejem żarcie by Oliver Buckley. Trzeba będzie je pewnie nieco odsączyć przed podaniem. Przynajmniej jedną porcję.
Słysząc dzwonek, Oliver ściągnął łopatki, wyprostował się i z oczami błyszczącymi niczym u ośmioletniego solenizanta, którego właśnie postawiono przed górą prezentów, spojrzał na brata z podobną, niemalże dziecięcą ekscytacją.
- Otworzę! Nie, czekaj... Ty powinieneś otworzyć...! - chwycił go lekko za materiał koszulki na ramieniu i pociągnął w bezsłownym ponaglaniu, dopóki Arthur nie ruszył powitać gościa. Rzecz jasna wiernie mu towarzyszył, podążając w ślad za nim.
Kieran wyglądał inaczej, niż go sobie wyobrażał. Młodziej i mniej groźnie, mniej imponująco. Co nie znaczyło, że jego zachwyt spotkaniem przygasł w jakimkolwiek stopniu!
- Oliver Buckley! - przedstawił się entuzjastycznie, chętnie odwzajemniając uścisk dłoni. - Niezmiernie się cieszę, że wreszcie mam okazję poznać! - nawet nie starał się przygasić swojego zachwytu. Miał do niego pełne prawo i choć przez chwilę nie musiał dzięki temu silić się na zgrywanie skromnego i cichego.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-10-30, 09:29   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Kieran robił im przysługę, przychodząc do ich domu i chcąc rozmawiać o członkostwie Olivera. Arthur wiedział, że jego brat potrzebuje poczucia przynależności, a ta wataha mogła mu takie dać. Ale czy stado potrzebuje Olivera?
- Niczego nie mogę ci obiecać, Ollie.
Starszy Buckley przyglądał się, jak braciszek ekscytuje się niczym mały piesek, którego pańcia wróciła do domu. Miał szczerą nadzieję, że brat nie zacznie lizać Kierana po twarzy! Sam Arthur również denerwował się, ale starał się zrobić wszystko, by tego po sobie nie pokazać. Może nie znali się z Kieranem jak łyse konie, ale czuł, że to mężczyzna, któremu można ufać. Miał nadzieję, że to samo pomyśli o Oliverze.
Kiedy tylko rozległ się dzwonek do drzwi, chciał puścić Olvera przodem, po chwili jednak zgodził się z nim i sam otworzył.
- Cześć. To jest właśnie mój brat. - Przedstawił Olivera, nawet jeśli ten po chwili zrobił to sam. - Mam nadzieję, że jesteś głodny. Za chwilę łosoś będzie gotowy.
Nie miał pojęcia, jakie spojrzenie na łososia ma Kieran. Ale hej, wszyscy lubili łososia! Nawet wilki.
- Zapraszam do środka, rozgość się.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

Misha

Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-11-03, 11:06   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Właściwie to Vaughan nie spodziewał się aż takiego entuzjazmu ze strony swojego przyjaciela. Przede wszystkim, Kieran wiedział tylko tyle, że Oliver chciałby dołączyć do watahy, chciał z nim porozmawiać, dowiedzieć się co nieco o jego usposobieniu, tym co potrafi, żeby móc go gdzieś przydzielić. Przecież nie odrzuci jego kandydatury przez jakąś błahostkę, pomijając już fakt, że wataha Kierana była raczej specyficzna, jak mała rodzina różnych osób, które dawały sobie wzajemne wsparcie i nie odrzucały nikogo, kto chciałby być częścią ich stada. Kwestią było odpowiednie dopasowanie, pomoc w odnalezieniu się wśród obcych, klimatyzowanie w szeregach. Będzie wiedział z kim może go usadzić, żeby jak najszybciej załapał tryb działania ich zespołu.
Kieran nie wyglądał najgroźniej, no, może raczej średnio przystojnie, od kiedy Kłusownicy podarowali mu bliznę, przeciągającą się przez pół twarzy, z rozcięciem na oku, niczym u skazy. Vaughan miał zbyt przyjemne i czarujące usposobienie, żeby uchodzić za jakiegoś drania, a poza tym… on nie chciał być draniem. Wiedział jak ciężko jest żyć pod wodzą złego człowieka, któremu wydaje się, że bycie Alfą to najważniejsze stanowisko w życiu, że reszta jest gorsza, podległa i mniej warta. Kieran wszystkich traktował równo, był przywódcą nie dlatego, że zamordował czy wygnał poprzedniego, a dlatego, że został nim wybrany.
- Głodny jak wilk. Od kiedy Connor znów wyjechał chodzę głodny. – zaśmiał się na słowa o zbliżającym się posiłku. Och, jego syn to miał dryg do gotowania, miał wybitnie dokładne kubki smakowe i umiał trafić w gust ojczulka jak mało kto. Kieran nie mówił, że Misha gotował źle, jego jedzenie było bardzo dobre, ale to nieco odległe klimaty, zawsze jakieś nowości. Wszedł głębiej do mieszkania i rozejrzał się uważnie.
- To co tam słychać? Nic nadzwyczajnego się nie działu? – spytał ogólnie, nie rozdzielając pytania pomiędzy obu z nim. Wiedział przecież, że kwestia ataków nie skupiała się na sforze, ale na wszystkich, więc może Oliver coś widział czy tam słyszał, kto wie!
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oliver Buckley


Oliver Buckley

28

Wilkołak

Aktor/Żigolo

Wysłany: 2018-11-04, 18:57    [Cytuj]

Zmarszczył lekko brwi, rzucając bratu przeciągłe spojrzenie zawierające w sobie wyraźny zarzut.
- A więc mówisz, że pogardziłbyś daniem przyrządzonym dla ciebie z miłością przez brata... Takiego ciosu się po tobie nie spodziewałem. Czuję się dotknięty, Arthurze. Dotknięty do żywego. Co jeśli jutro rano nie obudzę się, bo umrę przez sen z żalu i rozpaczy? - oczywiście swoim tonem i mimiką twarzy dawał jasno do zrozumienia, że jego obruszenie i rzekoma "rozpacz" jest jedynie na pokaz. Wiedział, że Arthur ma swoje dziwactwa i przyzwyczajenia, które nie zmienią się tylko i wyłącznie na jego pobożne życzenie czy pod dyktando. Co by mu to zresztą dało, jeśli tym sposobem tylko unieszczęśliwiłby starszego Buckley'a? Kompletnie mijało się to z celem. Rzecz jasna nie znaczy to, że nie zamierzał przynajmniej SPRÓBOWAĆ przekonać go, że tłuste także może być smaczne! Zbliżała się zresztą zima. Zimą najlepiej smakowało tłuste, gorące i sycące! Człowiek od razu czuł się lepiej wbrew szalejącej dookoła zimnicy!
Niespecjalnie przejmując się w tym momencie jakimikolwiek konwenansami, Oliver poświęcił dłuższą chwilę, aby przyjrzeć się uważniej bliźnie zdobiącej twarz Kierana. Nie był specem w tych sprawach. Nie potrafił zbyt dobrze rozróżnić ran zadanych bronią, od tych będących efektem pazurów, szponów czy zębów. Może właśnie dlatego tym chętniej zapytałby w wolnej chwili o pochodzenie znamienia. Byłoby całkiem cool, gdyby okazało się, że Kieran zdobył ją w walce z jakimś innym wilkołakiem czy wampirem, może nawet demonem?! Jego własne doświadczenie w tych tematach było ubogie, co nieraz przyprawiało o frustrację. Wiedzę także posiadał raczej szczątkową.
Odskoczył, by w ślad za bratem zrobić przybyszowi więcej miejsca na "rozgoszczenie się".
- ... - nie wiedząc zbytnio jak odpowiedzieć na pytanie, zerknął ukradkiem na brata. W okolicy był kompletnie nowy, niewiele jeszcze wiedział i słyszał, niewiele działo się dookoła niego samego, a nawet gdyby się działo, prawdopodobnie zbyt trudno byłoby mu o tym opowiadać w obecności Arthura. - Jeśli do nadzwyczajnych mogę zaliczyć fakt, że mój drogi brat dołączył z własnej woli do jakiejś watahy... - rzucił żartobliwym tonem. - Nadal wydaje mi się to iście nadzwyczajne.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-06, 11:12   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Bracia musieli porzucić temat tłustego, niezdrowego żarcia Olliego i bólu młodszego, gdy ten starszy pogardzi takim posiłkiem, bo pojawił się gość.
Arthur nie zamierzał wstydzić się za brata. Cokolwiek, kiedykolwiek Oliver robił, był to jego wybór, z którego powinien być dumny! Brat zamierzał wspierać go zawsze i wszędzie, również w ekscytacji z powodu przyjścia Kierana.
Alfa był w porządku. Arthur słyszał o innych alfach, którzy nie byli tak przyjemni, jak Vaughan. Nie potrafił wyobrazić sobie przywódcy, który mógłby zachowywać się inaczej. Kieran dbał o członków swojego stada. Czy to nie była cecha potrzebna każdemu alfie?
Starszy Buckley nie ukrył cienia uśmiechu, gdy okazało się, że Kieran nie ma nic przeciwko łososiowi, a przynajmniej nie sygnalizuje tego wprost.
- Rozmawialiśmy z Rachel. - Wyrwał się, gdy Kieran zapytał o ostatnie wydarzenia. Arthur wiedział, że to nie był temat wieczoru, nie mógł jednak nie pochwalić się, nawet jeśli jeden wieczór i jedna noc nie znaczyły, że do siebie wrócą. - I może coś z tego jeszcze będzie.
Spotkanie dwojga wilkołaków było zasługą Kierana, który ustawił ich na randkę w ciemno. Arthur chciał wygryźć mu za to gardło, ale jednocześnie również wyściskać w podziękowaniach. Życie Arthura zrobiło się odrobinę lepsze.
Nie mógł mieć pojęcia, że ledwie tego ranka Oliver i Rachel zdążyli na siebie warczeć.
- Siadajcie. Wino, Kieran? Do ryby proponuję białe, ale jeśli nie lubisz, mogę zaoferować różowe. - Arthur nie był specem od wina, wiedział za to, jak je pić, żeby się upić. - Ollie, nie mów, że się nie socjalizuję. - Zwrócił uwagę braciszkowi. - Prawdę mówiąc, to mama mnie namówiła. Spotkałeś naszych rodziców, Kieran? Mieszkają tu niedaleko, przy Malton Road, zaraz za polem golfowym.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

Misha

Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-11-06, 23:03   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Blizna nie miała fascynującej historii, ani też nie była okraszona fajerwerkami. Ot, zostali zaatakowani, Kieran oberwał srebrnym ostrzem. Walka jak walka, było ich wiele, a jego ciało nosiło wiele podobnych znamion. Ta na twarzy była po prostu najbardziej widoczna. Dobrze, że Oliver nie widział tej pod koszulką, kiedy to Kłusownicy postanowili zabawić się w Kubę Rozpruwacza i przetestować wilkołaka. Na szczęście Schiavone był obok, więc udało mu się go poskładać do kupy. Jasne gwint, ten wampir zrobił dla niego więcej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. A później mówią, że wampiry to dupki.
- Ej, ej, ej, tylko nie jakiejś. – powiedział ostrzegawczo, a jego oczy błysnęły złotymi smugami. Kieran potrafił ten efekt wywołać na zawołanie. – Jesteśmy wyjątkową watahą, choć Hannah nazywa to rodziną… – dodał po chwili. Arthur był wspaniałym, nowym stosunkowo członkiem tej ekipy i mógłby zapewne powiedzieć na ten temat bardzo wiele. Wiedział, że podejście Vaughana zasadniczo różniło się od podejścia innych, on traktował wszystkich jak swoje dzieci, nawet kilkoro z nich przysposobił, Connora nawet adoptował jeszcze jak ten był małym dzieckiem. To była dla niego rodzina. Miał Adama, a ta bestia przebrzydła dołączyć do niego nie chciała, choć i tak działał razem z nimi jak równy z równym.
- I dobrze, że rozmawialiście. – uśmiechnął się pod nosem. W wolnych chwilach, hobbystycznie bawił się w swatkę, choć to raczej zasługa Denisova, że postanowił interweniować w kwestii Arthura i Rachel. Jakoś tak dobrze im się na siebie patrzyło, więc Vaughan uznał, że to najlepsza z możliwości. Nie pomylił się, skoro padło stwierdzenie, że może coś z tego być.
- Poproszę wodę… Po ostatnim spotkaniu z Sonią… Jakoś nie mogę patrzeć na jakikolwiek alkohol. – urżnął się wtedy jak świnia, a raczej to Rosjanka go uwaliła, potem jeszcze odniosła do domu, bo sam ledwo chodził, a to naprawdę sztuka, uchlać tak rosłego typa, jakim był Kieran, a do tego z jego kondycją i wytrzymałością. Jak na wilkołaka to składał się po tym piciu bardzo długo, aż za długo. Martwił się o swoją regenerację!
- Chyba tak, wydaje mi się, że miałem okazję ich poznać. – stwierdził drapiąc się po brodzie. – Oliver. Arthur wspominał, że chcesz do nas dołączyć. Mogę poznać powód? – spytał, unosząc lekko brew ku górze. Kieran i tak był gotów go przyjąć, rodzina jego rodziny, to… jego rodzina, wiec raczej problemu nie będzie.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oliver Buckley


Oliver Buckley

28

Wilkołak

Aktor/Żigolo

Wysłany: 2018-11-08, 20:54    [Cytuj]

Przekręcając głowę w taki sposób, aby Arthur nie mógł zobaczyć jego miny, Oliver pozwolił sobie zmarszczyć nos oraz brwi w niemalże agresywnej manierze, gdy tylko w rozmowie padło imię najmniej lubianej przez niego kobiety. Ponieważ jednak wyraz niezadowolenia nie pozostał na jego twarzy dłużej niż na ułamek sekundy, nawet gdyby brat dostrzegł zmianę, bardzo wątpliwe by wziął ją za cokolwiek innego niż zwyczajne przywidzenie. Koniec końców... Oliver Buckley był przecież jego "małym", niewinnym braciszkiem, który nikomu nie życzył źle.
- ... - pozostawiając ten temat bez odpowiedzi, wrócił do pełnego ekscytacji uśmiechania się oraz rozsyłania dookoła siebie pozytywnych wibracji. Nie chciał w tej chwili myśleć o tej parszywej żmii, która raz kolejny planowała zatruć Arthurowi umysł. Już on zadba, żeby do tego nie doszło. Nie było się czym martwić. Zamiast tego, szybko okazał potulność i skruchę, kiedy wydawało się, że nieumyślnie uraził uczucia Kierana. Gdyby mógł, pokazowo położyłby po sobie uszy. Zdążył przy okazji wyłapać zmianę w kolorze ślepi-... Hmm. A może była to tylko gra światła? Nie miał pewności.
- Ah... Przepraszam, jeśli uraziłem. Nie jestem zbyt dobry w dobieraniu słów, kiedy się denerwuję. Nigdy nie miałem okazji poznać w tym mieście żadnych innych przedstawicieli naszej rasy, jeśli nie liczyć grona rodzinnego. - wykrzywił usta w wyraźnie wymuszonym uśmiechy, pokazując tym samym, że niespecjalnie cieszy go taka postać rzeczy lub że samo wspominanie rodziny nie jest dla niego rzeczą specjalnie przyjemną. Interpretacja dowolna i każda z wersji była mu tutaj na rękę. Tym samym postanowił nie komentować nijako wspomnienia o rodzicach, przywołując tym razem wyraz pełen konsternacji i zakłopotania. Doprawdy... Najpierw Rachel, teraz oni...? Arthur nie mógł mieć gorszego wyczucia czasu. Ruszając wgłąb salonu, zachęcająco wskazał Kieranowi jedno z krzeseł przy stole, chcąc usiąść zaraz naprzeciwko niego.
- Chętnie napiję się jednej lampki białego, jeśli mi potowarzyszysz. - zwrócił się do Artiego i zaraz splótł palce obud dłoni na padołku, wyłamując knykcie. Wyglądało na to, że Kieran był bezpośrednim typem, który od razu przechodzi do rzeczy, co? W takim razie sprawa wyglądała na znacznie ułatwioną. Przez chwilę milczał, nerwowo poszurał nogami pod stołem i wreszcie podniósł wzrok na alfę.
- Mój powód może się wydać dość trywialny. - zaczął powoli i ostrożnie. - Chodzi o to, że tak naprawdę niewiele wiem o życiu w stadzie. Niewiele wiem też o życiu samego wilkołaka jako takiego, choć jestem nim od urodzenia. Nasi rodzice, o czym Arthur mógł nie wspominać, nie należeli nigdy do miłośników własnej rasy. - tym razem zerknął niemalże przepraszająco na drugiego Buckley'a, o ile ten jeszcze nie zniknął w kuchni. - Polowania na wilkołaki, polowania na nieludzi... Dowiedziałem się o tym dopiero przyjeżdżając tutaj.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-09, 11:17   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Kieranowa blizna napawała Arthura strachem. Był na tyle spokojnym, ułożonym człowiekiem, by nie wtykać nosa w nie swoje sprawy, czy tego długiego, ludzkiego, czy mokrego i zimnego pod postacią wilka. Nie interesowała go walka, ba, nie potrafił walczyć! Watahę rozumiał jako koło wsparcia dla dotkniętych klątwą, nie ugrupowanie walczące w imię jakiejś wyższej wartości.
Pewnym było, że Oliverowi również nie pozwoli walczyć.
- Tej watasze blisko do rodziny. - Zgodził się, kończąc nakładać na talerze kawałki ryby. Nie był zadowolony, bo jeden z filetów pękł, rozpadając się na dwie części. Tę porcję postanowił przeznaczyć dla siebie.
- W przeszłości... byliśmy ze sobą, wiesz? - Pociągnął temat Rachel, nie mając pojęcia o odczuciach brata. - Pięć lat. Mieliśmy brać ślub, ale się posypało. - Nie zamierzał wchodzić w szczegóły ani zwalać winy na Rachel. Wiedział, że to nie ma żadnego sensu. - Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że oboje jesteśmy... tacy. A wataha pozwoliła mi stanąć po tym wszystkim na nogi.
W towarzystwie dwóch innych wilkołaków mógł nazywać rzecz po imieniu, nie czuł się z tym jednak komfortowo. Z drugiej strony, wydawało mu się, że Kieran mógł wiedzieć o przeszłości. Zbieranie informacji o członkach watahy było zupełnie zrozumiałe, tak jak odkrywanie, dlaczego nowy członek wygląda, jakby jego życie posypało się jak domek z kart.
Zaśmiał się lekko, gdy Kieran wspomniał o Soni.
- Wiem, o czym mówisz, poznałem Sonię. - Po spotkaniu z kobietą Arthur nie wyglądał lepiej, z tym, że nie zdołał nawet dojść do domu, póki nie odespał na kanapie Rosjanki. - Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli my napijemy się wina? - Zapytał, chcąc być kulturalnym. Skoro Oliver przejawił chęć, nie zamierzał mu odmawiać, o ile gość będzie czuł się z tym komfortowo.
Arthur przyniósł do stołu dwie pierwsze porcje, które postawił przed bratem i Kieranem. Filet podany na lekkiej sałacie z pomidorami, oliwkami i prażonym słonecznikiem nie był może daniem, które wilki lubią najbardziej, ale pozwalał napełnić brzuch bez poczucia winy po zjedzeniu zbędnych kalorii i góry tłuszczu.
Nim wrócił po ostatnią porcję i napoje, oparł ręce na ramionach Olivera w geście pełnego wsparcia.
- Rodzice woleli, żebyśmy zdusili wilka w sobie zamiast go wykorzystać. Oliver, tak samo jak ja, potrzebuje przewodnika. - Wyjaśnił krótko.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

Misha

Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-11-09, 12:13   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

- Nie uraziłeś, żartowałem. – odparł z uśmiechem. Kieran miał specyficzny żart, bardzo dziwny wręcz, bo nie potrafił żartować tak, jak każdy normalny człowiek. Niemniej jednak, nie czuł się urażony słowami Olivera, bo dlaczego miałby. Watahę każdy traktował indywidualnie. Dla jednych było to schronienie, dla innych rodzina, grono przyjaciół, niektórzy czuli obowiązek, by w niej być. Prawdę mówiąc… Kieran wolałby odesłać kogoś tylko dlatego, że czuje się zobowiązany do bycia przy nim. Może i parę osób tak postąpiło, głównie przez dług wdzięczności, jaki miały u samego Kierana, ale ten odsyłał ich z uśmiechem i kazał znaleźć własną drogę. Nikogo nie trzymał siłą, nikogo nie trzymał na sznurku czy łańcuchu, bycie w jego ekipie było dobrowolne w pełni.
Był trochę zaskoczony słowami Olivera, którym wtórował Arthur. Sam powód dołączenia do watahy był dość logiczny, nie wiedział o życiu wilka prawie nic, a chciał je mieć dla siebie, więc potrzebował przywódcy, osoby, która będzie go prowadzić i wskaże pewne drogi. To naturalne i całkiem zrozumiałe. Brak akceptacji ze strony rodziny było dla niego chory.
- Rodzina… – wywrócił oczami, zostawiając temat Rachel na razie gdzieś z tyłu. Empatię miał na ogromie wysokim poziomie, więc niechęć do kobiety, którą miał Oliver była delikatnie wyczuwalna dla niego, nawet z tej odległości, a siedzieli dość blisko siebie. Jasne, panowie nie musieli wiedzieć o jego dodatkowych, specjalnych umiejętnościach. – Wiecie, mój ojciec twierdził, że najważniejsze u wilka jest możliwość bicia się kiedy i gdzie popadnie. Zginął z powodu obrażeń, kiedy nachlany wyszedł z baru i wdał się w bójkę, niedługo po narodzeniu się Adama, mojego brata. – powiedział otwarcie. Tak, Kieran swojego ojca uważał za idiotę i zdania nie zmieni, bo dlaczego. Był głupcem, którego spotkała słuszna kara i choć brakowało mu mężczyzny w dzieciństwie, teraz doskonale rozumiał słowa matki, która mówiła, że śmierć przyszła do niego zgodnie z błagalnymi prośbami. Najwyraźniej miała racje.
- Nie rozumiem całej sytuacji z tłumieniem wilka, bo to nic nie daje. Buduje frustracje i irytuje… Jeśli potrzebujesz takowej pomocy, Oliver, chętnie Ci ją zaoferuję. – powiedział, uśmiechając się delikatnie, a jego oczy przybrały złoty kolor, zupełnie tak, jakby Vaughan próbował wejrzeć w głąb jego duszy. Po mrugnięciu wróciły do czekoladowej barwy.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Oliver Buckley


Oliver Buckley

28

Wilkołak

Aktor/Żigolo

Wysłany: 2018-11-10, 21:57    [Cytuj]

Wydał z siebie krótkie oh kompletnego zmieszania, choć w w gruncie rzeczy miał ochotę się faktycznie zaśmiać z niedowierzania. Czego jak czego, ale tego typu poczucia humoru nie spodziewał się tutaj znaleźć. Być może Kieran był dużo bardziej wyluzowanym przywódcą, niż z początku zakładał? Obaj, których zdążył poznać jeszcze w Manchesterze, należeli raczej do agresywnego i wyjątkowo terytorialnego typu wilkołaków. Żaden nie pozwalał źle mówić o swojej watasze, a byle drobny błąd czy okazanie braku szacunku kończyło się w najmniejszym stopniu warczeniem pozbawionym łagodności. Nie żeby to jakoś szczególnie Oliverowi przeszkadzało. Szanował silnych. Miał raczej "inne" powody, by nigdy do żadnego w tamtych czasach nie dołączyć. Czego też długo żałował. Nowej okazji nie zamierzał przegapić, a jeśli Kieran istotnie był typem wyrozumiałego przywódcy z dystansem do siebie i świata, młody Buckley nie zawaha się złożyć swojego podpisu czy też odcisku łapy pod zgłoszeniem swojej kandydatury!
- Haha...? - zaśmiał się nerwowo, przeczesując palcami krótkie włosy na karku.
Kiedy Arthur kontynuował opowieści o swojej miłosnej przeszłości, Oliver zaczął poważnie się zastanawiać, czy nie wyjść aby na parę minut do toalety pod pozorem odcedzenia kartofelków. Cała sprawa z Rachel była dla niego zbyt świeża i krew nadal w nim wrzała, kiedy tylko pomyślał o tej aroganckiej kobiecie. O tym jak bardzo była wyszczekana i jak niewinną przed nim zgrywała, dopóki nie pokazał jej wprost, że ugłaskanie go nie będzie równie proste co ugłaskanie Arthura. Ah... Biedny, naiwny Arthur... Naprawdę musiał go wyrwać z tych trujących sideł. Jedynym interesującym zdaniem było ostatnie, napomykające o pomocy, z jaką przyszła do jego załamanego brata wataha. Oliver momentalnie poczuł, jak jego szacunek do zrzeszonych wilkołaków wzrasta, a spięte mięśnie rozluźniają się.
- Ta cała "Sonia", także jest wilkołakiem? - podchwycił, starając się dobrze zapamiętać to imię. Łatwe do zapamiętania i raczej nietypowe w tych stronach. Całkiem nieźle się układało, ale brzmiało raczej jak imię dla psa... A zatem adekwatnie, jeśli nie był w błędzie?
Chwytając za widelec, pokręcił nim chwilę w palcach, zanim zdecydował się wreszcie wbić ząbki w jednego z pomidorków przyozdabiających podaną potrawę. Zawsze jakoś szkoda mu było jeść, kiedy dania wyglądały tak dobrze jak to. Apetyt co prawda trochę mu przeszedł przez pojawienie się od kopa dwóch najbardziej drażniących tematów, ale czemu winny miał być temu łosoś? Niby nie schab, ale nadal dobre mięsko.
- Powinny jednak umieć się bronić, racja? - zagadnął ostrożnie, kiedy Kieran skończył podawać za przykład nieodpowiedzialnego głupca swojego własnego ojca. Nie żeby się z nim nie zgadzał. Mężczyzna w istocie musiał być kretynem, sądząc po żenującym sposobie w jaki umarł, ale czy takich na świecie mało? Oliver widywał podobnych mu regularnie i zawsze był pod wrażeniem ich agresywnych błazenad. Pijani mężczyźni często lubili postroszyć piórka albo dać sobie po mordzie. Kiedy jednak robisz tego typu rzeczy zbyt często, ktoś w końcu będzie mieć dość i zacznie na ciebie dybać. Głupi sposób na szukanie sobie szybkiej śmierci.
- Potrafisz mówić czasami strasznie zawstydzające rzeczy, Arthurze. "Przewodnika"... - zaśmiał się nieśmiało, ale poklepał jedną z dłoni brata z niekłamaną wdzięcznością, a oczy tym bardziej mu ożyły, gdy i Kieran postanowił odpowiednio skomentować całą sprawę z tłumieniem wilka. Jeśli Oliver do teraz podchodził do mężczyzny oraz watahy z ukrytym dystansem, to wszelkie wątpliwości właśnie prysły jak bańka mydlana. Aż lekko uniósł się w krześle z wrażenia.
- Prawda?! - podniósł lekko głos, kompletnie zaaferowany. Kieran go kupił. Totalnie go kupił. Dopiero po chwili złapał się na tym, że powinien dać sobie na wstrzymanie i nie wychodzić nadmiernie z roli. Przynajmniej burak na twarzy wyszedł absolutnie naturalną drogą. - P-Przepraszam... Poniosło mnie. - pospiesznie wrócił na swoje miejsce. - Dobrze wiem co masz na myśli. Strach przed samym sobą oraz żyjącym we mnie wilkołakiem na długie lata odseparował mnie od świata zewnętrznego. W trakcie studiów starałem się poznać go wreszcie nieco na własną rękę, ale... - wzruszył ramionami. Coś tam po prawdzie wiedział, czegoś zdołał się nauczyć, ale nadal nie czuł się usatysfakcjonowany. Jego wiedza w dalszym ciągu była mierna. Do teraz nie miał nawet pojęcia, że ktoś na nich polował!
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-12, 20:34   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Kieran się uśmiechał, Oliver na dłuższą metę również, Arthur rozciągał usta na myśl o Rachel... atmosfera była w porządku. Oby tylko została taką do końca ich kolacji!
Arthur nie poświęcał watasze tyle czasu, ile powinien, ale miał nadzieję, że to może zmienić się w najbliższej przyszłości. Lubił towarzystwo członków stada w każdej formie! Oliver w stadzie mógłby tylko poprawić tę sytuację.
- Tak, kiedyś was sobie przedstawię. - Obiecał, wspominając o Soni. Miał wrażenie, że gdyby ta kobieta wzięła Olivera w obroty, ten szybko pozbyłby się swojej nieśmiałości, nawet jeśli była tylko pozorna.
Nie do końca wiedział, jak skomentować temat ojca Kierana, więc jedynie uśmiechnął się i ruszył po ostatnią z porcji, a także napoje. Nie chciał krytykować mężczyzny, którego nigdy nie poznał, nawet jeśli jego własny syn nie mówił o nim w superlatywach.
- Rodzice wyszli z założenia, że będzie nam lepiej jako normalnym ludziom, nie narażonym na wszystko to, co oferuje świat... Podziemnych, tak ich nazywacie, prawda?
Nieumyślnie podzielił watahę na "nas" i "ich". Musiało minąć trochę czasu, nim zmieni nastawienie.
Usiadł przy stole. Wszystko było gotowe, więc cicho życzył im smacznego, nie chcąc burzyć rozmowy między bratem i alfą, tym bardziej, gdy ten pierwszy zaczął ekscytować się poznając światopogląd Kierana.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Kieran A. Vaughan


Kieran Alexander Vaughan

33

Wilkołak

Misha

Fotograf


Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.

Wysłany: 2018-11-12, 21:01   
   Margaret, Nyx, Shantae, Noah
[Cytuj]

Bez przesady, nie musiał podpisywać żadnych papierów czy czegoś, odnośnie wstąpienia do watahy. Kieran nie był typem od papierkowej roboty i nawet za nią specjalnie nie przepadał, więc nikogo nie powinno dziwić, że nie bawił się w spis. Okey, każdy miał swoją teczkę, ale to tylko po to, aby w razie co wiedzieć jaką grupę krwi przetoczyć, czy inne medyczne aspekty. Przecież przede wszystkim chodziło o bezpieczeństwo jego ludzi, prawda? Poza tym, kwestie medyczne i inne papirologie zlecał człowiekowi, który układał wszystko ładnie w kolorowe teczki i składał w jego biurze. Niestety, Kieran miał ogromny dom, co prawda kupiony za nieduże pieniądze, ale trzeba było go dostosować do użytku, a na to potrzebne są pieniądze, które same się nie zarobią. Praca w Studio była bardzo dochodowa, tym bardziej, że Vaughan miał już wyrobioną niezłą renomę, a i z Londynu przywiózł niezłą sumkę.
- Narażeni na to, co oferuje świat Podziemnych? – spytał nieco zdziwiony. Nie przejmował się nerwami Olivera. Kieran chciał mu pokazać, że podchodzi do tego na zupełnym ludzie. Zabrał się za jedzenie, bo jeszcze mu wystygnie, a przecież chyba było podane, prawda? Przeżuł kęs i spojrzał na nich.
- Słuchajcie panowie, nie zmienimy tego, jakie podejście mieli Wasi rodzice, teraz przed Wami tylko kwestia nadrobienia zaległości. – wyjaśnił, ładując na koniec kolejny kawałek potrawy do ust i przez chwilę delektował się jej smakiem. Kieran był prostym facetem, a jak ktoś chciał pogadać w wysublimowaną Alfą to trafił pod zły adres. W ogóle, jakby chcieli pogadać ze sztywnym facetem, polecałby Noah, w końcu gość zatrzymał się co najmniej dwie epoki temu. – Przede wszystkim, trening tropienia, jakaś podstawowa walka. Niebezpieczne czasy mamy ostatnio, jak wiadomo Leyton nie śpi, zwiedza i zabija, więc trzeba umieć się bronić. Gorzej, uzbroił swoich przydupasów z srebro. – dodał z powagą już po chwili. – Macie jakieś doświadczenie? – spytał. Bardziej pytanie do Olivera, chociaż Arthur jakoś nigdy nie kwapił się do walki, więc lepiej spytać.
_________________



Kieran Alexander Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9