Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 Let's check it out
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-09, 12:44   #3 Let's check it out [Cytuj]


Informacje o miejscu pobytu Igora Basilone bardzo szybko dotarły do Instytutu. James Whitelight zarządził sprawdzenie terenu, w końcu mogli zdobyć konkretne informacje na temat Williama Leytona, który nękał York od kilku miesięcy. Swoich wysłańców nie wybrał przypadkowo, domostwo nie było duże, jak się dowiedzieli oficjalnie, więc nie było potrzeby przeprowadzać ogromną szarżę na ten teren. W porozumieniu z Noah i przedstawicielami ras zostały wytypowane trzy osoby. Viviane Verlac była przedstawicielką Nefilim, Arthur Buckley, wilkołak, który miał w razie czego podjąć trop i Shizhi uniwersalny koks, znaczy Czarownik. Whitelight doskonale wiedział co robi.
Droga do domu Igora Basilone była dość daleka, ale z odległości kilkudziesięciu metrów udało się już wyczuć zapach spalenizny. Dostali wcześniej ostrzeżenie, że dom jest w złym stanie, gdyż uległ pożarowi. Pożar to jedno, a fakt, że zastali tam spore zgliszcza to inna sprawa. Przede wszystkim, główna część dachu była spalona, jedna ściana zapadła się przez uszkodzenie zbrojenia w jej wnętrzu na skutek wysokiej temperatury. Najwyraźniej państwo Basilone powinni odpuścić sobie grillowanie w pobliżu swojego włoskiego domku.


Stan kondycyjny obiektu: BARDZO ZŁY
Pora dnia: ZMIERZCH
Wyczuwalna magia w pobliżu: MAGIA ZABEZPIECZAJĄCA + taśma ostrzegawcza z napisem „ZAKAZ WSTĘPU”
Inne: Zapach spalenizny może być łączony z demonem, ale nie musi.


Czas na odpis: 48h i ani minuty, bo zjem.
  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-09, 13:04   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Arthur czuł się nie na miejscu. Nie był psem gończym, a jedynie księgowym! Kiedy usłyszał, że potrzebna jest jego pomoc, zgodził się, będąc gotowym do opracowania rozliczeń i innych dokumentów, których sporządzenie mieściło się w jego pracy i zainteresowaniach. Wydawało się jednak, że Kieran postanowił zaktywizować go w inny sposób, do którego Arthur, jak sam uważał, kompletnie się nie nadawał. Kim jednak był, by odmawiać alfie?
Buckley kulturalnie przedstawił się zarówno Vivane, jak i Shizhiemu, kiedy tylko mieli okazję spotkać się przed misją. Starał się nie pokazywać po sobie strachu, choć przeczuwał, że będąc członkiem takiej grupy nie może liczyć na bezpieczny spacer wieczorem.
Nie trzeba było nosa wilkołaka, by wyczuć zapach spalenizny. Nic dziwnego - po domku zostały ledwie zgliszcza.
- Ten budynek stanowi zagrożenie budowlane. - Odezwał się ostrożnie, nie chcąc wyjść na tchórza. Nikt nie mógł jednak zabronić mu rozsądku. - Nie powinniśmy się zbliżać.
Spróbował wyczuć w pobliżu coś ponad spaleniznę, może jakiś ciekawy zapach lub trop. Sam nie wierzył w powodzenie swoich starań.
Przecież był tylko księgowym.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-09, 18:28   
   Oinari
[Cytuj]

Drużyna pierścienia poszła na… pączki. Drodzy Państwo – odkąd czarownik przeszedł na emeryturę, rzadko kiedy ruszał szanowny tyłek do pomocy, nie licząc oczywiście chwil, kiedy to jednak robił. Powrót do Instytutu był dla czarnowłosego… zaskakująco łatwy, prawie tak bardzo jak jazda na rowerze. Nie inaczej było z wieścią o nadchodzącej misji. I tutaj szanowny skośny wyszczerzył kiełki w złowrogim… jakże serdecznym uśmiechu do ich przyszłego „gospodarza”. To nic osobistego. – szeptał. – po prostu Williamowi należało się solidne manto zwieńczone przepięknym ukręceniem łba. Gość zbyt długo psuł wszystkim życie.
Czarownik przybył na miejsce wraz z resztą teamu – pewnie w towarzystwie Viv. Był na tyle miły, aby otworzyć im portal, prowadzący bezpośrednio na miejsce spotkania – czyli przed zjaraną rezydencję niejakiego Igora. Na wstępie należało wspomnieć o kilku rzeczach. Skośny jak zwykle nosił się w swojej ulubionej czarnej szacie wraz z kompletem dwóch ostrzy – średniej długości ostrza i krótszego – obu wzmocnionych magią, ale o tym na kiedy indziej.
- Cudowny fetor spalenizny o poranku. – lwiątko wyrażając swą radość na jakże cudowną przygodę, nie zapomniało przy tym przywitać się z innymi… prostym skinieniem łba, bo przecież na nic więcej nie mogli liczyć, chociaż o to było wielkim krokiem na przód! Kiedyś nie posunąłby się nawet do tego.
Magia zabezpieczająca – oh? No to sprawdźmy cóż takiego ukrywała. Kotek wyszczerzył kiełki, po czym przechylił łepek lekko na bok. Podchodząc troszeczkę bliżej budynku, a nie przekraczając żółtej taśmy, nakreślił na ziemi kilka prostych symbolów, doprawiając to szeptem zaklęcia. Chciał użyć bezinwazyjnej magii tropienia, to wyśledzenia potencjalnych bywalców tego miejsca lub starych niespodzianek po nich – tych magicznych rzecz jasna.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Viviane C. Verlac


Viviane Cassandra Verlac

29

Nefilim

Drake Stormshadow

Zabija demony i drażni Clave


When it pulls me under, will you make me stronger?

Wysłany: 2018-11-09, 21:19   
   Opal
[Cytuj]

Ekwipunek: glewia, serafickie ostrze, stella, zapalniczka, ubranie ochronne, nóż przy prawej nodze
Runy: Dexteritas, Fortis, Heightened speed, Night Vision, Courage in Combat, niedokończona Iratze

Leyton i jego grupa wkurzyli Viviane do niebotycznego stopnia. Wiecie, napaść na jej osobę i jej bliskich, pozbawienie oka jej ukochanego i pokiereszowanie ich, chwilowe pozbawienie działania run, ostatnio zabicie Eileen, która należała do jej rodziny i z którą miała całkiem dobry kontakt... W skrócie? Łowczyni była wściekła, ale jednocześnie skupiona na jednym celu. Zrobieniu z Leytona miazgi.
Przybyła na miejsce z Shizhim. Czarownika trochę kojarzyła, w końcu czasem widywała go w instytucie, ale jakoś nie mieli głębszych relacji. Za to napotkanego już przed rezydencją wilkołaka nie znała już kompletnie. Nie, żeby coś, ale jednak wolałaby wiedzieć więcej o swoich partnerach. I wolałaby by oni też trochę znali ją. Cóż, ważne, że ktokolwiek zgodził się zająć tą sprawą.
- Poranek za parę ładnych godzin, o zapach nie będę się spierać, bo są gusta i guściki - rzuciła w odpowiedzi na słowa czarownika, unosząc w nikłym uśmiechu jeden z kącików ust. I również skinęła głową zarówno jemu, jak i wilkowi na przywitanie. W końcu jakieś resztki dobrego wychowania w niej się ostały.
Zaczęła rozglądać się po okolicy i ostrożnie przekroczyła żółtą taśmę, przygotowana na ewentualną obronę.
- Może zamiast od razu pakować się do tego rozwalającego się budynku, spróbujemy rozejrzeć się po okolicy? - zaproponowała. Wolała jednak oszczędzić sobie pogrzebania pod gruzami tak na dobry początek.
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-10, 10:27    [Cytuj]

Czym sugerował się Vaughan to już jego sprawa, jeśli chodziło o wybranie Arthura na członka tej wyprawy. Być może chodziło o jego analityczny umysł, bo przecież taki musiał być, skoro był księgowym, prawda? Ktoś uznał, że będzie odpowiednią osobą w tym miejscu i być może powiąże ze sobą pewne fakty, które innym mogą umknąć. Niepotrzebnie bał się tej wyprawy, przecież nic nie czaiło się za rogiem, bo chata była zjarana, więc i z rogami ciężko. Teren mieli w miarę czysty i dość prosty, nie było tu udziwnień czy tajnych zakamarków. Zapach spalenizny był drażniący, irytujący wręcz, ale to nie jedyne co mógł wyczuć Arthur. Wilkołakowi udało się złapać jeszcze kilka zapachów. Zapach sosen, które rosły całkiem niedaleko, glonów, więc musiał to być niedaleko jakiś strumień płynący niezbyt prędko, zapach perfum, ciężko stwierdzić czy damskich czy męskich, był ledwo wyczuwalny, a także zapach przypalonego mięsa.
Shizhi postawił na tropienie, choć nie wiedzieli kogo tropili, ani w jakim celu właściwie i co mógłby im zaoferować. Niemniej jednak, wydawało się to być wyjątkowo niebezpiecznym zadaniem, w szczególności, że panował tu niezły bałagan. Czarownik nakreślił znaki, wypowiedział zaklęci, a po całym terenie, po ziemi dokładniej, przebiegły nici, jakby ślady poruszania się różnych osób. Niestety, były jednego koloru i kończyły się równo z linią ostrzegawczej taśmy. Zupełnie tak, jakby zaraz za tą niewidzialną kreską, czaiło się coś zupełnie innego i niespodziewanego.
Viviane postanowiła zaryzykować i przekroczyć żółtą taśmę. W momencie kiedy postawiła pierwszy krok za linią poczuła mrowienie w całym ciele, które dość szybko ustało. Zapach spalenizny zmniejszył się nagle, zupełnie tak, jakby panował tam inny klimat, a powietrze było czystsze. Verlac miała już pewność, że to jakiś rodzaj magii albo innych zaklęć, z którymi nie spotkali się wcześniej. Dziwnym było też to, że Shizhi i Arthur, zaczęli widzieć Viviane nieco rozmazaną, jakby kontury jej ciała wibrowały lekko.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-10, 13:00   
   Oinari
[Cytuj]

- Poczekaj. – Shi spróbował powstrzymać Viv przed dalszym wkraczaniem na teren wroga. Mapa wijących się nitek była widoczna dla wszystkich i nie napawała optymizmem, szczególnie przy urwanej krawędzi.
- Linie nie urywają się bez wyraźnego powodu. – wniosek? Albo mieli do czynienia z wampirem – w co Shi wątpił, albo z demonem – wówczas pozostawiłby po sobie ślad, albo ze zwykłym człowiekiem, który takowego śladu pozostawić nie mógł. A że przy okazji ten człowieczek współpracował z krucjatą…
- Szanowny Leyton dobrze zabezpieczył to miejsce. – mowa rzecz jasna o magii zabezpieczającej. Jeżeli Shi dobrze myślał, to po przekroczeniu progu będzie usless. Na szczęście miał na to receptę.
Przed dalszą zabawą, czarownik przyzwał na pomoc grupę Shax, owadzich demonów, świetnie sprawdzających się w roli zwiadowców i mięsa armatniego na potencjalne pułapki. Zamierzał posłać rój stworów do wnętrza rezydencji. I tutaj myk – jeżeli miał rację co do czarów zabezpieczających, to stworzenia po przekroczeniu taśmy po prostu znikną – stąd też przyzwanie takiej, a nie innej grupy – stosunkowo słabej i mało wycieńczającej dla przyzywającego.
- No to jak Wam minął dzień? - spytał resztę drużyny - ot tekst dla zabicia czasu na kilka sekund oczekiwania na rezultat działań demonów Shax.
- A my to się chyba nie znamy. - na trolla mu się zebrało, ale przynajmniej był miły! Swoje ostatnie słowa skierował do wilczka.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-10, 19:14   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Arthur nie chciał zbyt długo przyglądać się swoim nowym towarzyszom podróży, jednak nie do się ukryć, że jeden z nich... Przyciągał wzrok. Nie przez fakt, że był długowłosym Azjatą, raczej przez swoje niecodzienne ubranie i broń. Arthur bardzo chciał dotknąć jego ostrzy i glewii Viv, w zwyczajnej fascynacji, bardziej typowej dla małego chłopca niż dorosłego faceta. Cóż, mówi się, że mężczyźni nigdy nie dorastają.
Nawet portal robił wrażenie! Arthur, bez broni, za to w swojej zwyczajnej koszuli w drobną kratkę i dżinsach, nagle poczuł się nijaki i nudny (zapominając o fakcie, że rzeczywiście był taki na co dzień). Może sam powinien zainwestować w jakieś specjalne wdzianko? W parze mógłby iść tytuł godny superbohatera!
Dzisiaj Arthur będzie Człowiekiem-Wilkołakiem! Kłami Sprawiedliwości! Złotą Smugą!...
Nawet on musiał przyznać, że to ostanie przezwisko brzmiało bardzo źle. Grunt, że był blondynem nawet w swojej wilczej wersji. Jako brunet mógłby wymyślić sobie przydomek o wiele gorszy.
Magia była dla Arthura nowa i absolutnie fascynująca. Zagapił się na moment na Shizhiego, gdy ten malował swoje znaki.
Smród spalenizny kręcił w nosie, ale Arthur zdołał wyczuć coś jeszcze.
- Niedaleko musi być jakiś staw albo jezioro. Albo stojąca rzeka. - Stwierdził, niejako odpowiadając na propozycję kobiety. - I las, raczej nic nadzwyczajnego.
Nie wiedząc, skąd pochodzi zapach perfum, próbował dyskretnie wywąchać towarzyszących mu czarownika i Nefilim, spodziewając się, że to oni mogą burzyć mu feerię zapachów.
- Przepraszam..? - Odezwał się do Viv, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. - Nie powinnaś tam iść, tam może... Tam może ktoś być, w tych ruinach. Może człowiek, może zwierzę, nie potrafię określić. Ale to nie będzie ładny widok.
Kobiety były delikatne. Arthur wolał działać, nim będą mieli na głowie rozhisteryzowaną Nefilim, która mogłaby wpaść w panikę na widok spalonych zwłok. Cholera, nie wiedział, czy sam nie zacznie krzyczeć, jeśli stanie oko w oko z trupem!
- Wszystko w porządku? - Zapytał, widząc, że z kobietą coś się dzieje lub jego własny wzrok zaczynał szwankować. Kto wie, może Nefilątka migoczą w ten sposób? Powstrzymał się w ostatniej chwili przed podążeniem za nią za taśmę, gdy Shizhi zwrócił im uwagę.
Przeszedł go dreszcz na widok owadów. Minę miał nietęgą.
- Arthur Buckley. - Przypomniał Shizhiemu. - Z watahy Kierana. Muszę przyznać... ta magia robi wrażenie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
To nie był moment na pogaduszki. Arthur spróbował skupić się na zapachu przypalonego mięsa, wyciągnąć z niego coś jeszcze, nim osobiście sprawdzi, czy Igor czy ktokolwiek inny stracił życie w płomieniach. Miał nadzieję, że winę za zapach ponosi po prostu sąsiad, który zostawił piekarnik włączony trochę zbyt długo!
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Viviane C. Verlac


Viviane Cassandra Verlac

29

Nefilim

Drake Stormshadow

Zabija demony i drażni Clave


When it pulls me under, will you make me stronger?

Wysłany: 2018-11-12, 01:10   
   Opal
[Cytuj]

Miło, że ktoś chciał zatrzymać Viv, bo martwił się o to, czy przypadkiem zaraz coś jej nie zeżre. Szkoda, że ona jakoś nie kwapiła się do docenienia tych uprzejmości. Powstrzymanie jej przed zrobieniem tego, czego chciała, było bardzo trudne, łamane na niemożliwe, dlatego, tak czy siak, już po chwili znajdowała się za taśmą, z glewią gotową do ewentualnego ataku. Co prawda dziwne mrowienie lekko wytrąciło ją z równowagi, ale szybko odzyskała rezon.
- Trochę tak jakby mniej tu śmierdzi. Tak jakby nagle okazało się, że smród spalenizny wywietrzał, a sam budynek nie spalił się dawniej, niż zakładaliśmy. Czułam też coś dziwnego, gdy tylko przeszłam przez taśmę, na pewno to jakaś magia, ale raczej dość nietypowa - mówiła. A potem spojrzała wprost na Arthura, starając się nie wybuchnąć suchym śmiechem.
- Wiesz, trochę już widziałam na oczy nieładnych widoczków. A to ciało rozszarpane przez wampira, a to jakiś mało estetycznie wyglądający demon. Ostatnio nawet widziałam, jak kawałek granitu uszkadza mojemu ukochanemu oko. Wiesz, taki zawód - stwierdziła, i ostrożnie oddaliła się jeszcze ze dwa metry od taśmy. Chciała zobaczyć, czy powietrze lub obraz będą się dalej zmieniać.
Zatrzymała się w momencie, gdy minęła ją grupa przyzwanych przez Shizhiego demonów.
Ach tak, nowe porozumienia i ta cała możliwość korzystania z każdego rodzaju magii. Może jednak nie taki głupi pomysł jak widać? Grzecznie czekała, aż owadopodobne istoty trochę przetrą szlak i ewentualnie nadzieją się na jakieś pułapki.
Spojrzała dziwnie na czarownika, który zadał pytanie, które jakoś bardziej pasowało do kawki w jakimś biurze, a nie do zwiadu w domu członka sekty, która ostatnio zabiła sporo podziemnych i łowców. Co jej jednak szkodziło odpowiedzieć?
- A wiesz, pracowicie. Trochę papierkowej roboty, treningi i wizyta w gabinecie, gdzie poinformowano mnie, że mają dla mnie misję. I oto jestem. A jak tam u ciebie? - zapytała z grzeczności, lekko rozbawiona całą sytuacją.
  
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-12, 12:06    [Cytuj]

Demony Shax były słabe i całkiem dobrym pomysłem było posłanie ich jako „test”. Zgodnie z przewidywaniami Shizhiego, chwilę po tym, jak demony wyleciały w pole chroniące, spaliły się od dziwnej, nieprzewidywalnej magii, a swąd spalenizny nasilił się. Magia była potężna, nie było pewności czy stworzył ją Leyton, używając swoich zdolności czy posiłkował się czymś zupełnie innym i niebezpiecznym. Nadal wiadomo było tyle, co nic. Jeśli chcieli sprawdzić teren, musieli wejść w paszczę lwa.
Arthur obwąchał swoich towarzyszy, jednak żaden z zapachów, które wydzielali, nie był tym, który czuł wilkołak. Oznaczało to tyle – gdzieś w pobliżu znajdował się inny osobnik, nie wiadomego im pochodzenia. Zapach spalonego mięsa nasilał się, w momencie kiedy zbliżali się do linii granicznej. Podsumowując, musiał pochodzić z miejsca zwęglonego budynku. Kto tam zginął? Może ten cały Igor, a oni idą przeszukiwać to miejsce na marne.
Kiedy Viviane zwróciła się do swoich towarzyszy, jej głos był zniekształcony, przytłumiony, zupełnie tak, jakby bariera odgradzająca mężczyzn od Nefilim, robiła za swoistą membranę. To dość dziwne, bo większość zaklęć i czarów mających za zadanie ochronę danego terenu, nie działała w ten sposób. Viviane znalazła się w dziwnej bańce. Demony minęły Viv i spaliły się z jakiegoś powodu, Nefilim poczuła dziwne pieczenie skóry, ale nie zapowiadało się, że sama miała spłonąć jak one.
Głuchy trzask przerwał ich rozmowy, a jedna z belek stropowych, wykonana z drewna zawisła niebezpiecznie nad ziemią. Budynkowi groziło zawalenie, to z pewnością… Tylko dlaczego, w momencie kiedy ich oczy skierowały się w stronę zawaliska, mogli dostrzec cień, zdecydowanie należący do mężczyzny, który odwrócony był centralnie w ich kierunku. Wykonał ruch, a wśród gry cieni, mogli zauważyć, że w jego ręce pojawia się coś jaśniejącego, zupełnie jak miecz Nefilim.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-12, 14:41   
   Oinari
[Cytuj]

Czarownik nie bez powodu przykuwał spojrzenie. Wyglądał trochę jak typ spod ciemnej gwiazdy, żywcem wyjęty z historycznej koreańskiej dramy. Czarne włosy, ciemna szata i spojrzenie o jakże milusim zabawieniu rasowego mordercy i zapaszku spalonej zapałki – no co mogło pójść nie tak?
Skoro Viv nie chciała się grzecznie zatrzymać, to kim był Shi, aby to kwestionować. Ostatecznie puścił łowczynię, no bo hej! Miał tutaj przyjść i rozwiązać zagadkę. Kontrakt nie narzucał mu konieczności ochrony życia towarzyszy, przynajmniej nie w stopniu zaawansowanym. Umowa mówiła wprost – mają dyszeć, no to dyszeć będą. To, że przypadkiem upierdoli im ktoś rączkę czy nóżkę – jak nie urok to sraczka, no zdarza się, nie jego to wina tylko typa, który niegrzecznie sterczał tuż nad ich głowami.
- Bańka przeciwko komarom… znaczy demonom, zniekształcony głos koleżanki i woda nieopodal – cudownie… Do tego gość o niekoniecznie miłym usposobieniu. Ktoś go zapraszał? – to było pytanie retoryczne, ale hej! Panie idą przodem! W końcu kto przy zdrowych zmysłach zaciuka cycatą babeczkę o białym odcieniu skóry – przydałby się czarny.
- Miło poznać, mnie nazywają burakiem, mendą, chamem, prostakiem lub po prostu Shi. Sugeruję się odsunąć. – hokus pokus, czary mary, ze stropu zlatujesz Ty dziś kochany! Widok serafickich ostrzy nie napawał radością, optymizmem zresztą też nie. To nic osobistego, ot zwykły przypadek i chybienie czarem – nie powiedział nigdy Lew. Zamiast milusiego przywitania się, wycelował i wystrzelił wiązkę energii w podłoże, na którym stał zamaskowany „szachista’… znaczy, typo. Nie chciał go ranić, chodziło o zwyczajne zachwianie równowagi i zmuszenie go do zejścia na „ich poziom”. Kultura nakazywała patrzeć rozmówcą sobie w oczy, a ten drugi był wybitnie niegrzeczny.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-12, 16:22   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Arthur zaczynał rozumieć, że tutaj to nie dwoje przypadkowych ludzi, ale twardzi, silni specjaliści. Arthur zapisał sobie w pamięci, by zapytać Kierana o to, co on sobie, do diabła, myślał, wyznaczając go na członka takiej drużyny!
Kobieta nie doceniła jego starań. Wszystkie nauki rodziców, które przysposobiły go do bycia dżentelmenem, zawiodły po raz pierwszy. Wilkołak nie miał pojęcia, co odpowiedzieć.
- Ale zwęglone zwłoki... - Duknął, jakby to miało wyjaśnić całą sprawę i udowodnić Viv, że najlepiej będzie, jeśli zostanie przy facetach.
Zaczął zastanawiać się, czy na tę całą magię jest jakieś logiczne wytłumaczenie, a z drugiej strony - czy magia mogła pachnieć i przez to zaburzać jego odbiór rzeczywistości. Wolałby takie wyjście niż obecność kogoś w tych ruinach!
- Ktoś jest w pobliżu. - Ostrzegł, gdy tylko upewnił się, że to nie perfumy Shizhiego ani Viv. - Nie tylko te zwłoki. - Uściślił, nie chcąc, by towarzysze źle go zrozumieli.
Spiął się, gdy belka ze spalonego domu postanowiła opaść z trzaskiem. Miał ochotę uciekać! Nigdy nie zgodził się mierzyć z czymś, czego nie rozumiał!
- Tam jest! - Krzyknął, gdy tylko zauważył cień, po czym mało kulturalnie wskazał go palcem.
Pan Shi nie był typowym Azjatą, nawet jeśli miał typowo azjatyckie, krótkie imię. Równie dobrze mógłby nazywać się Lee, Yu, czy nawet Dong; nie zrobiłoby to Arthurowi różnicy w momencie, gdy czarownik postanowił czarować! Przynajmniej był na tyle kulturalny, by ostrzec zawczasu.
Buckley zasłonił uszy, jakby spodziewając się wybuchu. Odsunął się od Shizhiego, nie mógł jednak pozostawić Viv na pastwę losu. Odchodząc nieco na bok, przeszedł przez taśmę okalającą ruinę.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Viviane C. Verlac


Viviane Cassandra Verlac

29

Nefilim

Drake Stormshadow

Zabija demony i drażni Clave


When it pulls me under, will you make me stronger?

Wysłany: 2018-11-13, 00:06   
   Opal
[Cytuj]

Oj Arturze, Arthurze. Gdyby Viv znała twoje myśli, to już dawno dostałbyś trzonkiem glewii po łbie. Wiesz, taki tam problem z silnymi i niezależnymi kobietami. Które do tego od dziecka były szkolone, by zabijać demony i inne potworki. I walczyły na wojnie. One naprawdę potrafiły o siebie zadbać.
Syknęła lekko, gdy poczuła dziwne pieczenie i zatrzymała się kompletnie, gdy lecące przed nią komary spaliły się na popiół. Huh, bardzo interesująca bariera, nie mogła zaprzeczyć. Aż straciła ochotę na zagłębianie się dalej, ale czuła, że inaczej nic nie wskórają.
Spięła się, gdy Arthur stwierdził, że ktoś jest w pobliżu. Dostrzegła postać na budynku i mruknęła przekleństwo pod nosem. A liczyła, że będzie to jedynie miłe i przyjemne przeszukania, ale nie!
- Jak chcecie wiedzieć to nikt od nas, a raczej nikt nie mówił mi, że przyślą wsparcie - co prawda pytanie Shi należało d tych retorycznych, ale kto jej zabroni odpowiedzieć?
Wzdrygnęła się, gdy belka spadła wspomagana trochę magią Azjaty, jednak zaraz przyjęła postawę obronną, gotowa użyć swojej broni w każdej chwili. Wolała na razie nie podchodzić bliżej nieznajomego. Przynajmniej dopóki nie upewni się, że upadek go zabił, albo przynajmniej sprawił, że stracił przytomność. Nie mogła zaprzeczyć, że te opcje by jej pasowały najbardziej.
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-11-13, 10:58    [Cytuj]

To był bardzo dobry dzień na odrobinę walki i ucinanie kończyn! Shizhi postanowił przeprowadzić atak na jegomości, celując wiązką energii wprost pod jego nogi, ten jednak uskoczył dość szybko, przez co kilka niedopalonych desek z podłogi wzbiło się w górę, powodując, że popiół znajdując się na nich, stworzył swoistą zasłonę dymną. Nie przeszkadzało to jednak jegomościowi, aby ruszyć w przód i wyłonić się z tumana kurzu. Dopiero teraz mogli dostrzec posturę ów jegomościa, która była postawna i wzbudzająca respekt. Shizhi już widział tego mężczyznę kilkukrotnie, podobnie Viviane. Jedynie Arthur mógł nie mieć pojęcia kim jest ten człowiek.
Arthur też przeszedł przez taśmę i od razu poczuł to samo, co Nefilim. Mrowienie w całym jego ciele i czystsze powietrze pozwalało na odetchnięcie pełną piersią. Dla wyczulonego nosa Wilkołaka było to bardzo pomocne, teraz mógł poczuć grillowane ciało, a do tego silny zapach mężczyzny, tego, który stał kilka metrów przed nim, gotów do ataku. Na razie jednak pozostawał bierny.
Viviane znajdująca się najbliżej, zapewne jako pierwsza mogła rozpoznać faceta. Zdecydowanie był nim George Starkweather, były szef Instytutu, które trzymał broń uniesioną wysoko w górze, aby w razie potrzeby zaatakować. Jednak kiedy dostrzegł kobietę, od razu ją opuścił. Zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Viviane! – rzucił do niej, nieco przychylniejszym tonem i wsuwając broń do pochwy, uniósł ręce w geście zdziwienia. – To ja, George. Udało mi się wyrwać temu… Psychopacie. – dodał, spoglądając najpierw na Nefilim, później na jej towarzyszy. Wiedział, że nie miał dobrej opinii, że niektórzy ludzie gadali bzdury na jego temat. – Ten cały Igor Basilone… Sprowadził ukrył tu moje rzeczy, jak pojawiłem się na miejscu, kilka minut temu zastałem zgliszcza… – dodał, opuszczając powoli dłonie. Nie miał zamiaru atakować, co było wyraźnie widać.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-13, 18:04   
   Oinari
[Cytuj]

Artek to miał NOSA! Wielka szkoda, że gościu nie połamał sobie nóżek spadając na ziemię. Pan Dżordż? Shizhi typa znał, może nie tak dobrze jak Viv, ale z pewnością lepiej niż wilkołak. Nic do gościa nie miał, no jeśli nie liczyć tego że: zniknął pozostawiając Instytut bez opieki, ponoć troszku namieszał na zebraniu i potem znów zniknął, a przy okazji tuszował pewne sprawy? Pan giętkie ucho miał swoje wtyki – tak zwaną wiedzę o świecie cieni IV. Niemniej były to tylko ogólniki, toteż właściwych wniosków szanowny czarownik wyciągnąć nie mógł. Zamiast tego skupił się na faktach.
- Przyziemny i Nefilim – Nefilim pojmany i spętany przez Przyziemnego? Panie George, nie tego się po Panu spodziewałem. – rzekł Shi z wyraźną dezaprobatą na jakże haniebne zachowanie kogoś na takim poziomie zniesławienia. Czysta prowokacja mówię Wam! Nie żeby coś, ale! Gość pojawia się znikąd, nie próbując nawet skontaktować się z innymi – sam jeden, uzbrojony a jednak porwany przez Igora. Hm? Coś tu wyraźnie capiło i nie, nie były to nieświeże skarpety Dżordża.
- Panie George, jak w takim razie poradził Pan sobie z Igorem? Gdzie on jest? I cóż to za zapach spalenizny – czyby Przyziemnemu towarzyszył jakiś demon? – czarownik stał sobie spokojnie z łapkami skrzyżowanymi za pleckami. Na dobry początek dnia – „dnia” – zasypał przybyłego kilkoma dość istotnymi pytaniami. Ciekawe co na to Pan Nefilim, który na rannego raczej nie wyglądał.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Arthur Buckley


Arthur Buckley

32

Wilkołak

Rachel Hiddle

Księgowy


You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.

Wysłany: 2018-11-13, 19:42   
   Jack McDougall, Abraham
[Cytuj]

Arthur szanował wszystkie kobiety! Problemem zaczynał się, gdy kobiety pokroju Viv nie chciały być szanowane w sposób, który oferował wilkołak. To jednak zeszło na dalszy plan, bo tajemniczy człowiek przedstawił się i okazało się nawet, że zna nową Nefilimową koleżankę Arthura. Buckley, nauczony przykładem hollywoodzkich produkcji, wiedział, że nie można nikomu ufać!
Dreszcz przeszedł po jego plecach, gdy przekroczyły magiczną barierę. Odruchowo zjeżył włoski na karku, jakby te naelektryzowały się przez tajemniczą energię. Przez to, że zapach dotarł teraz wyraźniej, Arthur zasłonił nos i usta. Na samą myśl o zwłokach zemdliło go. A może tak zadziałały perfumy tego całego George'a? Był podejrzany! Arthur zrobił kilka kroków ku Viviane. Musiał ją chronić!
- Bardzo przepraszam. - Odezwał się głośniej, by zwrócić na siebie uwagę. - W tych ruinach są zwłoki. Musimy powiadomić policję.
Z jakiegoś powodu wiedział, że Shi i reszta nie przystąpią do jego propozycji ze zbytnim entuzjazmem. Wyciągnął swój własny telefon, iPhone najnowszej generacji. Telefon do dzwonienia na policję dobry jak każdy inny.
_________________

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
[Profil] [PM]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8