Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Kapliczka w ogrodzie
Autor Wiadomość
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-01-20, 22:07   Kapliczka w ogrodzie
   Oinari
[Cytuj]

Kapliczka

Niewielka kapliczka znajdująca się na tyłach rezydencji, w głębi ogrodu, na lekkim wzniesieniu w otoczeniu ozdobnych kamieni oraz niewielkich drzewek. Przed kapliczką znajdują się dwie kamienne latarnie, w których można wstawić zapalone świece. Wewnątrz samej kapliczki znajduje się ołtarzyk, gdzie można złożyć cześć przodkom lub pomodlić się za zmarłych. Całą konstrukcję wzniesiono z drewna na typowy azjatycki charakter.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-07, 04:08   
   Jinlian
[Cytuj]

Przebywanie w Faerie i siedzenie w domu było fajne. A przynajmniej tak mogło się wydawać. Bez względu na to jak ogromna i piękna była Kraina Wróżek, Skye odczuwała swego rodzaju klaustrofobię, a to wszystko przez to piekielne znamię, które nadal szpeciło jej dłoń! Do diabła z tym wszystkim! Myślała nie raz i nie dwa, ale zawsze gdy tylko zbliżyła się choć trochę do portalu, od razu przeszywał ją mrożący krew w żyłach strach.
Oinari powiedział jej, że jedno głupie znamię nie świadczy, że stała się jedną z Nich. Ale co on tam mógł wiedzieć? To przecież nie on paradował ze znakiem wypalonym na środku ręki, więc łatwo mu było powiedzieć, że niczego to nie zmienia. Bo przecież dla niego nie miało to żadnego większego znaczenia. Jednak ona potrafiła obudzić się w środku nocy, zalana potem i z ręką ściskającą sztylet. Paranoja zaczęła ogarniać jej umysł i powoli chyba też ciało. Te, swoją drogą wcale nie było lepsze. Zupełnie nie chciało współpracować z wróżką, a jej magia nadal plotła jej figle. Nie wiedząc co faktycznie zadziała, a co nie będzie działało, Skye była zmuszona do używania magii jedynie sytuacjach krytycznych, które nie oszukujmy się, nie nadarzały się między dworami tak często.
Nic więc dziwnego, że Driada paradowała z szeroko rozłożonymi skrzydłami i uszami wystającymi spomiędzy jej włosów, z lekkimi piegami na nosie i grzywą gęstych włosów, które nie zawsze układały się tak jakby tego chciała.
Nawet poszukiwania Bevina nie uspokoiły jej klaustrofobicznych odczuć, a mimo to jakiś lęk wciąż ściskał delikatnie jej serce na samą myśl o przejściu do świata Przyziemnych. W jej oczach było to tak samo ryzykowne jak podawanie się na srebrnej tacy. W końcu nic nie wiedziała o znamieniu. Czy jakoś działało, czy można było je namierzyć, czy ktoś kiedykolwiek spotkał się z czymś takim? Nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań, a to sprawiało, że czuła się jakby stała na małej krze, która coraz bardziej zatapiała się pod wpływem jej narastających pytań. Jeszcze chwila, lada moment a jej głowa cała zniknie pod taflą wody. Musiała od tego uciec. Just keep swimming, kiedyś ktoś powiedział, więc musiała płynąć dalej aż dobije do bezpiecznego brzegu.
Samo przejście przez portal nie było takie strasznie, robiła to wiele razy i nigdy nic jej się nie stało. Tym razem również wyszła z tego bez szwanku, ale to czego obawiała się po drugiej stronie przejścia nie zniknęło tak szybko z jej myśli. Z głową pochyloną lekko w przód, pędziła przed siebie próbując uniknąć wszelkiego kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że ludzie nie mogli zobaczyć jej pełnej formy, ale ci którzy posiadali Wzrok... Ludzie, którzy ją napadli na pewno wiedzieli kim była.
Prawie nie oddychając dotarła do celu. Ubrana na ludzką modłę przystosowaną do pogody, naciągnęła mocniej kaptur mięciutkiej bluzy i usiadła nieopodal kapliczki. Biały puch otaczający górną część jej ciała niemalże przypominał zaspę mięciutkiego śniegu z tym wykluczeniem, że śnieg jeszcze nie zdążył napadać w tym roku. Siedziała tak w milczeniu przez kilka długich minut zastanawiając się co tak właściwie zrobi jeśli Shizhi nie było w domu? Albo może był zajęty? W gości raczej nie wierzyła, bo czarownik nie sprawiał wrażenia takiego co by ugościł każdą zbłąkaną duszę.
Jednak jak na wróżkę przystało, Skye postanowiła się trochę spsocić zamiast grzecznie przywitać i wysłała do mężczyzny wiadomość. Uśmieszek od razu zagościł na jej ustach, gdy czekała na jego przybycie.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-07, 06:25   
   Oinari
[Cytuj]

Znał ją bardzo dobrze - spotykali się, gdy istniała jeszcze w swoim starym wcieleniu. Śliczna dama - tak o niej mówiono i słusznie. Drobne ciało otulone tkaniną jedwabnej kreacji, talia podkreślona przez materiałowy pas i rączki schowane pod przezabawnie długimi rękawami. Do tego przepiękne ozdoby - kolczyki i wspaniałe spinki mieniące się w blasku popołudniowego słońca. Ich kolor cudownie kontrastował z alabastrem jej jasnej skóry i czernią elegancko upiętych włosów. Była piękna, zupełnie jak bogowie nefrytowego panteonu. Widział ją czarownik i wiedzieli też inni, jednak tylko on pokusił się o przekroczenie bramy pierwotnego grzechu.
Spotykali się dość długo i krótko zarazem, przynajmniej dla niego. Ot pierwsze szczenięce miłostki przepełnione mnóstwem słów, przenikliwych spojrzeń i pierwszego dotyku jej ciepłej dłoni. Pamiętał jakby to było wczoraj, a przecież minęło tyle lat... Ból i żałoba po rozstaniu na długo zamknęły serce czarownika. Wszystko uległo zmianie w momencie poznania kogoś wyjątkowego, lecz co z nią? Ten sam ktoś słusznie zauważył - stara miłość nie rdzewieje. Pytanie tylko, czy tamta była pierwszą i czy w ogóle pod nią podchodziła? O jednym czarownik wiedział dobrze - pomimo kilku początkowych spin, wróżka nie była mu obojętna.
Koreańczyk nie przepadał za towarzystwem, szczególnie obcych którzy bezczelnie grasowali po ziemiach jego domostwa. Nieprzyzwyczajony do osób trzecich miewał w zwyczaju warczeć - przynajmniej do czasu nieoczekiwanej zmiany. Odkąd spotulniał, łagodniej podchodził do kwestii niezapowiedzianych wizyt. Ta konkretna wprawiła go jednak w zdumienie.
Dzisiejszego dnia, a raczej wieczora, czarownik miał na sobie strój inny niż wszystkie. Zamiast jednolitej czerni przyodział białą szatę z czarnymi akcentami - prostą, idealnie opiętą na rękawach i talii, o długości mniej więcej do ud, rzecz jasna z materiałowym pasem oplatającym ciało. Do tego były materiałowe spodnie i buty. Ich wyjątkowo miękka podeszwa całkowicie eliminowała dźwięk stawianych kroków. To tłumaczyło bezszelestne przejście z domu do ogrodu, a stamtąd w stronę kapliczki.
Czarownik pojawił się dosłownie znikąd. Mrok jak zwykle otulał sylwetę jego ciała, a z nim kilka iskier pobliskich świateł. Oświetlone nimi oczy sunęły po osóbce przybyłej. Tym razem nie było w nich pogardy. Dominował za to spokój i dziwna troska, jakby jej widok przywodził mu na myśl kogoś wyjątkowego. Dlaczego, skoro nic jej jeszcze nie powiedział? Ah wróć! Przecież... Wiedziała.
- Skye? Co Cię tu sprowadza? - w końcu spytał, stojąc na przeciwko przybyłej driady. Przeczuwał, że to będzie trudne spotkanie.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-07, 16:08   
   Jinlian
[Cytuj]

Wróżka nie siedziała zbyt długo w samotności na nadejście swojego znajomego. Zauważając jego obecność zaledwie na kilka sekund przed jego odezwaniem się, kobieta zwróciła się w jego stronę z delikatnym uśmiechem na twarzy. Był on zaskakująco miękki i przyjazny w porównaniu do tych wszystkich półuśmiechów i wrednych grymasów jakie rozdawała na prawo i lewo, chociaż może była to wina zmęczenia? Bycie niemiłym też wymagało wysiłku, a będąc ostatnio leniwą kluseczką, Skye przyłapywała się na chwilach, gdy była pozornie sympatyczna względem innych.
Pytanie mężczyzny wywołało u niej jedynie głębokie westchnienie, którego nawet nie próbowała ukryć. Raz jeszcze, udawanie wymagało wysiłku, a ona nie miała teraz siły aby specjalnie gimnastykować się nad pół kłamstewkami. Z resztą jaki miałaby z tego pożytek, gdyby później jakimś cudem Shi dowiedział się prawdy? No żaden.
- Musiałam wyrwać się z Faerielandu i złapać spokojny oddech. - Uśmiechnęła się raz jeszcze, tym razem w akompaniamencie słownej odpowiedzi, którą zaraz rozwinęła nieco bardziej. - Stwierdziłam, że równie dobrze mogę cię odwiedzić, dawno się nie widzieliśmy. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tej niezapowiedzianej wizyty? - zakończyła wszystko własnym pytaniem i uniosła lekko jedną brew. Gdyby powiedział jej, że był zajęty pewnie zrobiłoby się trochę niezręcznie. W takiej sytuacji może nawet powiedziałaby, że wróci więc do swojego mieszkania i spotkają się kiedy indziej, choć tak naprawdę pewnie pognałaby prosto do portalu. Paranoja robiła z jej mózgu sieczkę, a to skutecznie utrudniało jej normalne funkcjonowanie.
- Nic się nie zmieniłeś. - Rzekła po chwili nawiązując do jego wyglądu, siląc się tym samym na zaczęcie normalnej rozmowy. Trochę kiepski komplement, biorąc pod uwagę, że żadne z nich za bardzo nie zmieniało się z upływem czasu. Lekki wiaterek poruszył kosmyki jej włosów, które niesfornie wypływały spod kaptura i Skye postanowiła odgarnąć go trochę do tyłu, a żeby to zrobić musiała wyciągnąć dłonie z obu kieszeni. Dłonie, które ostatnimi czasy prawie zawsze schowane były pod rękawiczkami i dzisiejszy wieczór nie był żadnym wyjątkiem. Jej ręce chowały się pod skórzanymi rękawiczkami bez palców, które wyglądały bardziej jak jakieś akcesorium niż faktyczna część ubioru mająca chronić ciało przed zimnem. Niemniej jednak wyglądały bardzo modnie i... w ogóle nie pasowały do całości stroju dziewczęcia. Bardzo ją to drażniło, jednak nie miała na to rady. To przecież nie jej wina, że nie posiadała w swoim asortymencie stu par rękawiczek odpowiednich na każdą okazję.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-07, 18:11   
   Oinari
[Cytuj]

Uśmiech dziewczęcej twarzy wprawił w osłupienie patrzącego nań chłopca. Pamiętasz? Poznaliście się w niemalże identycznych okolicznościach – ona siedziała na ławce, a on stał tuż przed nią. Cisza okryła dwa rozdzielone ciała i tylko wzrok naruszał pajęczynę jej przeźroczystych nici. Porozumiewali się bez użycia słów, zupełnie jakby ich w ogóle nie potrzebowali. Iskra zapłonęła w sercach młodych dusz, które wkrótce zaczęły się spotykać. Dzień, dwa – kolejne szybko przerodziły się w miesiące.
Każdej nocy Shi powtarzał jej wciąż te same słowa „jesteś piękna”, a ona rumieniła się ślicznie w odpowiedzi na jego zaczepki. Niewinność ich zachowania była godna podziwu – patrzą, uśmiechają się, idą bok w bok, trzymając przy tym mocny splot ich dłoni. Na próżno doszukiwać się tu dwuznaczności bądź próby bezczelnego uwiedzenia. Była to ostatnia rzecz, o której myślał wówczas Shizhi. Młody i wyzbyty własnych uprzedzeń, zauroczył się pięknem i dobrocią serca ludzkiej towarzyszki. Wtedy jeszcze nie wiedział, jak okrutną niespodziankę przygotował dla nich los. Po tak długim czasie ślad jej brzemienia nie robił na nim zbytniego wrażenia. Tamtej nocy jednak życie stało się dla niego tragedią.
Ku pokrzepieniu serc i tego konkretnego… Wdzięczny uśmiech szczerze zaskoczył starego czarownika. Był nieprzyzwyczajony do takich widoków, szczególnie w wykonaniu Skye. Usta i język, aż uginały się pod naporem nieustannie mnożących się pytań i komentarzy. Ostatecznie cisza jednak wygrała – cała ich masę czarnowłosy szybko przegonił precz won. Zamiast skalania powietrza swym głosem, odwzajemnił gest wróżki i również uraczył ją ciepłem tak zwanego uśmiechu – subtelnym drgnięciem prawego kącika ust i jego leciusieńkim uniesieniem do góry.
- Tobie za to przybyło trochę lat nie sądzisz? - parsknął cicho. – Pomimo zmiany rasy, wyglądem pozostałaś taka sama, zupełnie jak podczas naszego pierwszego spotkania. – po czym dokończył wypowiedź w jakże nietypowym dla siebie tonie – ciepłym i tak niebywale spokojnym, jakby pragnącym otoczyć Skye aurą bezpiecznej energii. Nie łudź swych myśli i nie przecieraj oczu – Koreańczyk szybko wyłapał jej wycieńczenie szpecące delikatność pięknego lica. Dostrzegł również parę rękawiczek skrywających mleczną skórę jej dłoni. Szczerze wątpił, aby wróżka przyodziała je z powodu zimna. Na razie nie poruszył jeszcze ich tematu – zrobi to, gdy nadejdzie odpowiednia chwila.
- I nie, nie jestem zajęty, wszak obiecałem Ci kolejne spotkanie. Niestety trochę rzeczy zdołało się po drodze pokomplikować. Mniemam, że ucieczka ze świata wróżek ma jakiś związek z ostatnimi wydarzeniami prawda? – pytanie retoryczne lub zwykłe dla zaspokojenia własnej ciekawości – na pewno zwieńczone bezszelestnym przemieszczeniem się i spoczęciem zaraz obok Driady.
Cisza po raz kolejny zawitała w rozmowie pomiędzy dwójką. Czarnowłosy chyba nie do końca czuł się… pewny, może ździebko niezręcznie w jej towarzystwie? Na pewno dziwnie, tym bardziej, że minęło przecież tyle set lat… To tak jakby chcieli je uparcie nadrobić w przeciągu jednej nocy… A może jednak nie?
- Nawet jak na wróżkę nie potrafisz kłamać. Co się dzieje? – tym razem ciepły głos spoważniał, a za nim rozpromienione lico. Czarownik chciał wiedzieć, co tak naprawdę skłoniło Driadę do przybycia w progi jego skromnego domostwa. Pomimo sympatii, nie do końca ufał jej wyjaśnieniom, które zresztą przypominały mu o jego własnych, gdy usilnie próbował się z czegoś wykręcić. To zabawne, jak niewiele się między sobą różnili.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-07, 22:11   
   Jinlian
[Cytuj]

Skye zazdrościła czarownikowi jego przewagi. Wspomnienia, które od czasu do czasu nawiedzły jego myśli były tylko i wyłącznie jego, choć ona występowała w nich częściej niż mogłaby się spodziewać. Za to on... Mógł wspominać je kiedy chciał, porównywać różnicę między przeszłością i teraźniejszością, doszukiwać się zmian w ich gestach i zachowaniu. Ona nie miała takiego luksusu i jedyne co mogła do siebie przywołać to drobne detale, którymi uraczył ją sam czarownik. Nic poza tym i było to bardzo drażniące. Zupełnie tak jakby w jego towarzystwie dopadała ją amnezja i okradała z radosnych chwil, które niegdyś razem spędzili. Lecz z drugiej strony może powinna się z tego cieszyć? W końcu powiedział jej, że przecież umarła. Tego nie chciała pamiętać i żałowała, że on nadal to pamiętał. Gorzkie rozbawienie osiadło na dnie jej żołądka na samą myśl o tym jaki Los był na nich nieuczciwy. Pozwolił im się spotkać, by móc ich rozdzielić i po setkach lat zesłać z powrotem na tą samą ścieżkę. Ludzie zwykli doszukiwać się szczęścia w nieszczęściu, jednak ich sytuacja przypominała raczej nieszczęście w szczęściu i nikt nie mógł temu zaradzić. Z tego też powodu wróżka doskonale wiedziała, że między nią i Shizhim już na zawsze utkwiła drzazga dyskomfortu i żadne z nich nie będzie w stanie się jej pozbyć.
- Najwyraźniej musiałam zrobić coś bardzo dobrego w poprzednim życiu, że Los pozwolił mi być piękną raz jeszcze. - Zaśmiała się w odpowiedzi na jego słowa, komplementując sama siebie. To było bardziej w jej stylu. Złośliwe uśmieszki, dogryzanie i chwalenie samego siebie było jakby jej znakiem rozpoznawczym, chociaż ostatnio dużo osób zaczęło się skarżyć na jej serce z kamienia, więc to chyba również należało dopisać do listy, być może nawet na samym początku.
Dłonie wróżki raz jeszcze zanurkowały w ciepłych kieszeniach odzienia, gdy Shi usiadł obok niej na ławce. Nie była to jednak próba ukrycia przed nim czegokolwiek, a raczej zwykły odruch. Czasem - czyli częściej niż rzadziej - zdarzało jej się działać zanim pomyślała co robi. Kilka sekund ciszy i między nimi znów zabrzmiało kolejne z jej westchnień. Ostatnio robiła to dość często i prawie weszło jej to w nawyk.
- Powiedzmy, że masz rację. Jednak ani tu, ani tam nie czuje się do końca jak w domu. - Popadłam w paranoję, odezwał się głos w jej głowie. - Widzisz, Kraina Wróżek jest wspaniała i ogromna, ale ostatnio czuje się tam jak w pięknej klatce, znowu w świecie Podziemnych... - urwała, kręcąc lekko głową. - Tutaj działo się wiele podejrzanych rzeczy, aby ktokolwiek czuł się po tej stronie bezpiecznie. - Dokończyła w końcu i znienawidziła się za to jak słaba wydawała się po wypowiedzeniu tego na głos. Strach był czymś czego się wstydziła, a proszenie o jakąkolwiek pomoc uwłaszczało jej godności bardziej niż porażka. Nie na takiego kogoś ją wychowywano i trenowano, by miała złamać się pod chwilową presją jaką narzuciły na nią ostatnie wydarzenia.
- Może to dlatego, że prawdziwe wróżki nie kłamią? - zażartowała i wymusiła cichy śmiech. Cwaniaczek potrafił ją przejrzeć i już sama nie wiedziała czy to dobrze, czy raczej nie. Niechętnie poruszyła się obok niego na ławce jakby coś ją ugryzło i spojrzała w jego kierunku. - Słyszałeś coś o Krucjacie? Coś o czym nie każdy może jeszcze wiedzieć? - spytała w pierwszym miejscu, chcąc wygadać jak dużo wiedział. Być może to pomoże jej jakoś ładnie ubrać w słowa fakt dlaczego tak panicznie bała się opuszczać Faerie.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-07, 23:03   
   Oinari
[Cytuj]

Los w istocie był wielce niesprawiedliwy, w szczególności dla przedstawicieli ras długowiecznych. Nie tylko Shizhi pamiętał i przeżywał lata swej „młodości”. Wampiry, czystej krwi wróżki, inni czarownicy… Każde z nich w mniejszy bądź większy sposób cierpiało na wspomnienie swojego poprzedniego życia. Skye miała o tyle szczęścia, iż była jeszcze młoda. Póki co, mogła, a nawet powinna cieszyć się życiem, bowiem z czasem zacznie ją powoli przerastać i nudzić. Nie życzył jej tego – jej a ni nikomu innemu, nawet najgorszemu wrogowi. Umieranie duszy było o stokroć gorsze i straszniejsze niż śmierć cielesna. Ta druga pozwalała przynajmniej na odrodzenie, ta pierwsza permanentnie wymazywała Cię ze wszystkich kart historii świata.
- Nie zaprzeczę, byłaś dobrą kobietą. – odparł w wyraźnym rozbawieniu na krótko przed nastaniem powagi. Czarownik nie od dziś wiedział, iż Pannica Skye od zawsze lubowała się w łechtaniu swojego ego. Nawet jako człowieczyna miała skłonności do bycia narcyzem, czego oczywiście w żaden sposób nie szkalował. Driada, a wówczas śmiertelniczka miała bowiem pełne prawo do postrzegania swojej osoby jako tej lepszej, wszak należała do znanej i poważanej rodziny, której Pan piastował stanowisko ważnego urzędnika. Czasem zastanawiał się… Dlaczego ktoś taki jak ona zwróciła uwagę na takiego przybłędę jak on? Czy faktycznie zrodziło się między nimi uczucie? A może było to tylko niespełnione marzenie młodego chłopca? Nie jemu oceniać po tylu set latach żałoby i cierpienia. Jeżeli dziś miałby dać jej jakąś radę, to brzmiałaby ona następująco: naucz się pokory – nie powiedział nigdy Lew, aż do dnia w którym ktoś z góry podarował mu drugą szansę.
Schowanie dłoni do kieszeni tylko „utwierdziło” czarnowłosego w przekonaniu o ukrywaniu czegoś przed nim przez siedzącą nieopodal Skye. Na razie nie drążył tematu, co jednak nie oznaczało, że nie zwrócił nań uwagi. Dwukolorowe ślepia sukcesywnie wyłapywały co ciekawsze smaczki mowy drobnego ciałka – od prostego drgnięcia, po ciche westchnięcie, a na skrzywieniu ust kończąc. Sam poniekąd zastanawiał się, po co ta cała szopka. Najwyraźniej ostra szpilka tak zwanego dyskomfortu nie tylko zostawiła na nich swój ślad. Musiał przejść o wiele głębiej prawda? Nie tylko wniknąć, lecz także na zawsze zmienić kwestię wzajemnego podejścia do siebie i wielu spraw pobocznych. Shizhi nie powiedział Driadzie tego wprost i zapewne nigdy nie powie, tym bardziej nie pozwoli temu kiedykolwiek zakiełkować – już nie, jednakże dziewczę nie było mu całkowicie obojętne –ani wtedy, ani teraz, ani nigdy. I mimo iż iskierka na zawsze zmieniła swój tor, tak Koreańczyk do teraz czuł po niej dziwne ciepło w środku. Jak myślisz, czym było?
- Zamknięte kanarki podobno umierają. To dlatego niektórzy właściciele otwierają drzwiczki ich klatek, aby mogły sobie pofruwać i nacieszyć się świeżą wonią upragnionej wolności. Ja jednak zawsze pytam – czy aby na pewno? Czasem zdarzają się przypadki, w których zamknięty skowronek zamiast umierać, przystosowuje się do otoczenia wokół. Zamiera w nim potrzeba oddechu wolnością, a rodzi się chęć przetrwania. Wówczas staje się o wiele silniejszy i wytrwalszy niż bracia na zewnątrz. Tamci w końcu umrą, on zdoła mimo wszystko przeżyć… - okrutna prawda odpowiedzią na wątpliwości Skye. Racz mu ją wybaczyć przepiękna Driado. Odkąd się rozstaliście i zeszliście po tak długiej rozłące, serce czarownika uległo znacznej zmianie. Był właśnie jak taki skowronek, którego ktoś postanowił zamknąć i zahartować w najbardziej okrutny sposób. Wtedy życzył mu za to najgorszej śmierci, dziś był poniekąd wdzięczny, bo to właśnie dzięki temu, zdołał przeżyć tyle kolejnych lat.
- Określenie któregokolwiek z miejsc mianem „bezpieczny” jest jak stwierdzenie, że ręka która Cię karmi, nie może Cię też uderzyć. Jesteś zagubiona i w dodatku niepewna swojej osoby. Nawet Twoja wizyta tutaj… Nie chodzi tylko i wyłącznie o to prawda? – o krucjacie Shizhi niewiele wiedział, co najwyżej znał ich powszechny hejt na każdego Podziemnego. Mógł jedynie spekulować, choć i to mijało się z celem. James dość dosadnie przedstawił mu szarawy zarys statusu York. Ironia…
- Niewiele. Ostatnio więcej mnie tu nie było, niż byłem. A Ty… Możesz już przestać chować ręce w kieszeni. Kłamstwo gestami również Ci nie wychodzi. – dokończył, w końcu sięgając po jedną z jej rąk. Chciał ją tylko zachęcić do jej wyjęcia i nic więcej…
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-08, 16:10   
   Jinlian
[Cytuj]

Odpowiedź Koreańczyka na jej niewinną zaczepkę trochę zbiła ją z tropu. Jeśli czegokolwiek się spodziewała, to na pewno nie tego, że jej przytaknie i nazwie dobrą kobietą. Ale w końcu mówili o jej poprzednim wcieleniu. Może kiedyś rzeczywiście była dobra i tylko z upływem czasu oraz pod naciskiem wróżkowego wychowania zboczyła gdzieś z odpowiedniej drogi. Guzik prawda, Xian był dobry nawet pomimo tego, że był wróżką. Co prawda tylko w połowie, ale to nadal wróżka. Nie istniała więc dla niej żadna wymówka. Zwyczajnie była dobrą kobietą, a teraz już nie jest.
Krzywy uśmiech zagościł na jej ustach, bo wciąż nie wiedziała jak zareagować na ten niespodziewany komplement. Wymuszanie ich i faktyczne otrzymywanie to zupełnie dwie różne rzeczy, a do drugiej z nich Skye na pewno nie była przyzwyczajona. Nic więc dziwnego, że nie potrafiła znaleźć odpowiedniej reakcji, która byłaby adekwatna do sytuacji jaka między nimi zapadła. Szczęśliwie nie musiała długo szukać rozwiązania, bo jej towarzysz zupełnie nieświadomie wybawił ją z tej felernej sytuacji i zmienił temat ich rozmowy. Szkoda tylko, że głębiej wykopała sobie dół, bo żadne z kolejnych jego słów nie przywróciło tej lekkości w atmosferze jaka panowała jeszcze zanim którekolwiek z nich zdążyło się odezwać i przerwać otaczającą ich ciszę.
- Nie widzę w tym żadnego złotego środka - mruknęła pod nosem, raz jeszcze zastanawiając się nad jego słowami. - Takie jest prawo dżungli, że przetrwa najsilniejszy. Jednak przez długi, długi czas może ci się wydawać, że jesteś tym silnym aż do chwili, w której okazuje się, że jednak nie jesteś najsilniejszy i nawet na ciebie przychodzi pora. Z resztą koniec czeka nas wszystkich. - Co za ironia, że Skye doświadczyła tego z pierwszej ręki. Gdyby pół roku temu ktoś zadał jej pytanie czy czegoś się bała, wybuchłaby głośnym śmiechem. Wtedy nie było rzeczy przed, którą mogłaby zadrżeć. Była szybka, silna, bystra, potrafiła posługiwać się magią na dobrym poziomie. W zasięgu wzroku nie widziała niczego co mogłoby jej potencjalnie zagrażać i z czym nie mogłaby sobie poradzić. I co? Kilka tygodni wcześniej podniosła jeden niepozorny przedmiot, który w ułamku sekundy przekreślił całą jej pewność siebie, którą budowała od momentu narodzin. Śmieszne, czyż nie?
- Może masz racje, żadne z tych miejsc nie jest w stu procentach bezpieczne. Lecz Kraina Wróżek to mój dom i zasady, które pozwalają mi tam przetrwać mam we krwi. - Powiedziała z pewnością w głosie. Wróżki to jedna wielka zakłamana banda klaunów i ona również do nich należała, przed czym nawet się nie kryła. Nigdy nie wiedziałeś czy to co robią bądź mówią jest prawdziwe, a ona wychowując się między najlepszymi graczami, doskonale wiedziała jak posuwać się na ich szachownicy, by nie przegrać i wciąż mieć pole do dalszego popisu. W świecie Przyziemnych nieco się to ostatnio skomplikowało. Jak niegdyś można było ją porównać do wieży lub konia, teraz miała wrażenie, że degradowano ją do zwykłego pionka i była pierwsze w linii do zbicia.
- Nie wiem o czym mówisz, już ci przecież powiedziałam, że dawno się nie widzieliśmy. Chciałam cię odwiedzić. - Kolejne pół kłamstwo opuściło jej usta w próbie wykupienia sobie czasu. Shizhi był jednak zbyt cwany. Musiała przyznać, że była to cecha, którą w nim lubiła dopóki zbytnio nie kierował swojej uwagi na nią samą.
Gdy jednak sięgnął po jej rękę wiedziała, że czas się skończył. Piasek w małej klepsydrze musiał się już przesypać do ostatniego ziarenka, ale ona jeszcze raz spróbowała się wykręcić. Może wcześniej uda jej się posiąść więcej informacji o Krucjacie zanim mężczyzna zdecyduje, że powinna już opuścić jego posiadłość.
- Ładnie wyglądają, prawda? Nawet nie wiedziałam, że skórzane rękawiczki potrafią być modne i wygodne za jednym zamachem. - Wymuszony śmiech zadźwięczał między nimi, ale wystarczyło jedno spojrzenie na twarz rozmówcy, by wiedziała, że to najwyższa pora na skończenie żartów. Rysy jej twarzy stwardniały, a uśmiech - sztuczny, bo sztuczny - zniknął bez śladu pozostawiając po sobie cienką linię zaciśniętych ust. Wyswobadzając dłoń z jego uścisku ściągnęła w całości kaptur i zaczęła bawić się małym klipsem przy lewej rękawiczce. Gdy ją ściągnęła, naga dłoń zacisnęła się szybko w pięść. Chyba driada żywiła nadzieję, że to pomoże jej magicznie usunąć znamię. Jednak otwierając dłoń wierzchem do góry wiedziała, że nic takiego się nie stało. Ciemna szrama nadal spoczywała na środku delikatnej skóry i była tuż przed oczami Shizhi.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-08, 20:47   
   Oinari
[Cytuj]

Trafił swój na swego, a stwierdzenie było jak najbardziej adekwatne. Pewnych cech nie szło zmienić nawet po przyjęciu nowego ciała. Osobiście Shizhi nie widział w tym nic złego – taka pielęgnacja ego dla przykładu. W zrównoważonej ilości dodawała dziewczęciu niebywałego charakteru, w przesycie zaś oszpecała w najgorszy z możliwych sposobów. Miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie – Skye pomimo wad była mimo wszystko zbyt urocza na bolesne ograbienie jej z urody. Fakt, mogłaby trochę przystopować, ale znów – czy było w tym coś złego? Odrobina uszczypliwości nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a Shi jak nikt inny potrafił to zrozumieć. Sam swego czasu miewał w zwyczaju opluwać ludzi i Podziemnych jadem. Wszystko uległo zmianie w momencie pojawienia się osoby drugiej – wyciągnięcia i ujęcia ręki, a także pokazania, że mimo wszystko trwanie w wiecznej nienawiści stanowiło słabą receptę na problemy z jestestwem. Odkąd Shi go posłuchał, zaczął dostrzegać o wiele więcej niż ponure szarości otaczającego go świata. Nagle też jak nigdy wcześniej polubił długie przesiadywanie w ogrodach.
- W takim razie nie powinno Cię tu być przepiękny skowronku. Ptaszyna, która sama wpada do Lwiej paszczy winna znać konsekwencje czynu. Z drugiej strony ta sama ptaszyna w siebie nie wierzy. Wycieńczenie przyćmiewa umysł, przez co zapomina, że najpotężniejszymi jednostkami są jednak te najmniejsze. – odpowiedział równie cicho i spokojnie, co spokojne i ciche były szmery poruszonych liści drzew. Mógłby wsłuchiwać się w nie godzinami, albowiem przywodziły na myśl wiele przyjemnych myśli. Do dziś nie potrafił wyjść z zadumy – ktoś taki jak Ty, polubił miejsce takie jak to i kilka innych – kolorowe, pełne życia i dziwnych iskier. Minie sporo czasu, nim w pełni zaakceptuje swoją przemianę. Gdy jednak do tego dojdzie, z pewnością uraczy czyjeś oczy widokiem rozłożonego ciała pośród kolorowych płatków róż w akompaniamencie źdźbeł soczystej zieleni trawy. Do tego czasu pozostanie sobą – butnym czarownikiem, który tylko i wyłącznie z sobie znanych powodów postanowił podzielić się ze Skye swym ciepłem.
- Zatem… Jest Twoim domem, a jednak postanawiasz z niego uciec, gdyż czujesz się w nim jak w klatce. To trochę pogmatwane nie uważasz? – pewność w głosie Skye była doprawdy fascynująca. Z jednej strony czuła się zamknięta, z drugiej emanowała siłą i dumą z bycia wspaniałą wróżką. Może po prostu sama nie wiedziała czego chce? Nie jemu oceniać tok myśli przepięknej driady. Doceniał gest i doceniał jej słowa, a także fakt, iż postanowiła mu w jakimś stopniu zaufać i się otworzyć. O wiele mniej cenił za to niegrzeczne kłamstewka. Z początku trochę go nawet bawiły, potem tylko potwierdziły falę podejrzeń o prawdziwy powrót przybycia. Ruch poruszył drobinami powietrza i zapachy nań niesionego. Lew z pomrukiem wdychiwał kolejne porcje przyjemnej woni, aż do momentu drgnięcia i poruszenia trybikami drobniutkiego ciałka.
Tak jak podejrzewał, rękawiczki Skye stanowiły wyłącznie przykrywkę. Pech chciał, iż wróżka nie zdołała zacisnąć ręki, gdyż ta szybko znalazła się w czyimś objęciu. Dwukolorowe ślepia uważnie otaksowały miejsce naznaczenia, przy okazji zdradzając podobne u niego. Znak niczym nie przypominał symbolu wypalonego na skórze delikatnej rączki, niemniej nadal przykuwał spojrzenie. Shizhi przeżył w swoim życiu wiele przygód, jednak żadna z nich nie pozostawiła na nim tak widocznego symbolu – znaku wypalonego na boku szyi. Czym mógł być?
- Skąd to masz? – spytał z wyraźnie zmarszczonymi brwiami. Dłonie wciąż muskały delikatny alabaster drobnej rączki Skye.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-09, 19:12   
   Jinlian
[Cytuj]

Które to już było westchnienie? Pięćsetne, pięćsetne i jeden? Skye już dawno zgubiła rachubę i nawet nie zawracała sobie głowy liczeniem od początku. Co jednak wiedziała to to, że prędko nie zaprzestanie tego żałosnego wzdychania. Gdy odwróciła wzrok i jej spojrzenie wylądowało na twarzy znajomego, wygiętej w grymasie niezadowolenia spowodowanego jej kłamstewkami, coś w niej pękło i driada dłużej nie dbała o zachowanie pozorów. Bo i po co? Przecież Shizhi znał ją lepiej niż ona siebie samą. Zaśmiała się na głos na tą myśl co mogło sprowokować u czarodzieja myśl, że jego przyjaciółka postradała rozum na dobre.
- Nie wszystko jest takie proste jak mogłoby się wydawać. - Mruknęła pod nosem zaraz po tym jak przestała się już śmiać i uspokoiła oddech. - Faerie jest moim domem i zawsze nim będzie. To ja sama zrobiłam z niego klatkę, mój umysł stawia wokół mnie kraty. - Czy to co mówiła miało sens lub właśnie go nie miało, to było dla niej teraz mało istotne. Shizhi chciał żeby powiedziała mu prawdę i się przed nim otworzyła, więc to zrobiła. Nikt jednak nie powiedział, że to co przed nim ujawni będzie miało jakiś większy sens, albo będzie łatwe do zrozumienia. Chciał słów, może jakichś gestów. Wszystko dostanie dawkowane w małych porcjach i w odpowiedniej kolejności.
Oddając mu swoją dłoń do bliższej inspekcji, driada odwróciła wzrok w przeciwną stronę, a na jej twarzy pojawiła się dziwna emocja. Ni to żal ani smutek, ale też nie rozczarowanie i gniew. Wszystko jakby wymieszało się ze sobą i jedną wielką plamą osiadło na jej porcelanowej buźce. W tej pozycji czekała aż czarodziej skończy przyglądać się szramie zdobiącej jej dłoń i gdy w końcu jego pytanie przerwało panującą między nimi ciszę, dopiero wtedy Skye odważyła się ponownie na niego spojrzeć. Jej oczy błyszczały jak czarne kamyczki, gdy przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu.
- Jakiś czas temu razem z Księciem zostaliśmy wysłani żeby przyjrzeć się zniszczonemu portalowi. Było tam dwóch strażników, ale nie potrafili nam za bardzo pomóc. Później znalazłam w trawie zniszczony pierścień, podniosłam go i... - przerwała nie musząc dalej kończyć swojej wypowiedzi. W tej samej chwili ciemne tęczówki opuściły twarz mężczyzny i spoczęły na jakiejś przypadkowej roślinie przed nimi. Dłoń, na której wciąż było wypalone znamię zacisnęła się w końcu w pięść i wyślizgnęła z uścisku Koreańczyka.
- Od tamtej pory nie mogę korzystać z mojej magii, nie mogę zamaskować skrzydeł ani uszu. Nigdy nie mogę mieć pewności, że magia której użyję zadziała tak jakbym tego chciała w obawie, że może obrócić się przeciwko mnie. - Głos jej był cichy i miękki gdy to mówiła, choć spokój to ostatnia rzecz jaką teraz odczuwała wróżka. W jednej chwili poczuła się mała, nic nie znacząca, bezsilna. Uczucie to przygniatało ją i odbierało jej możliwość normalnego oddychania. Panika. Tak, to chyba był atak paniki.
- Zanim to się stało kilku członków Krucjaty zaatakowało mnie w sklepie niedaleko mojego mieszkania. Udało mi się uciec, ale doskonale wiedzieli kim jestem. Znajdą mnie i coś mi zrobią. - Wyszeptała ostatnie zdanie i wcisnęła drżące dłonie w kieszenie. Przygryzając mocno dolną wagę spojrzała w wieczorne niebo, skupiając się na oddychaniu przez nos. Sama nie wiedziała jak długo jej to zajęło nim znów zwróciła się do czarodzieja.
- Teraz już wiesz dlaczego Faerie stało się moim więzieniem. Boję się stamtąd wychodzić. Nigdy wcześniej nie miałam takiego ograniczenia i czuję się jakby ktoś odebrał mi moją wolność. Nawet nie wiesz jak szybko przybiegłam tu z portalu. To moja karma, prawda? - Zaśmiała się śmiechem nie wyrażającym ani krzty rozbawienia. To był raczej smuty śmiech. Skye powoli traciła rozum i nie mogła nikogo za to winić. Nikogo poza Krucjatą rzecz jasna.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-09, 19:49   
   Oinari
[Cytuj]

Jeżeli ktoś miałby zrozumieć Skye, to z pewnością byłby to Shizhi. Azjata aż za dobrze znał uczucie uwiązania w wąskiej klatce okutej stalowymi kratami pośród przepięknych pól wokół. Sam niejednokrotnie skazywał się na podobny los – na los pseudo wygnańca, który pomimo wolności, panicznie się jej bał, mało tego, robił wszystko, aby nie musieć korzystać z niej zbyt często. Był jak zaszczuty Lew, któremu w końcu odpierdoliło. Nazywał ludzi wrogami, podczas gdy był nim on sam – sam jeden, ten, któremu zabrakło piątej klepki w pakiecie lub ten, który tą klepkę postanowił dobrowolnie z siebie wyrwać, zgnieść i wyrzucić na śmieci.
Na słowa Skye, Shizhi pokręcił głową, na widok znamienia zmarszczył brwi. A więc to prawda co mówili inni. Niejaki Leyton szerzył terror i siał strach w sercach wszystkich Podziemnych. Szczerze powiedziawszy czarownika mało interesował ich los. Odkąd złożył Nefilim obietnicę, nie mieszał się zbytnio w trudne sprawy York. Każdą wolną chwilę spędzał na… błogim lenistwie? Relaksie? Osobiście nazwałbym to brakiem zainteresowania łamanym przez poważny problem z samolubnością.
Czarownik pomimo szczerych intencji i wewnętrznej zmiany, kroczył po niebezpiecznie cieniutkiej linii. Jedni mogliby go posądzić o samolubność – w tym i on sam. Nie zamierzał po raz kolejny nadstawiać karku za i dla kogoś, kto i tak nigdy nie raczy mu za to podziękować. Uśmiech? Słowa otuchy? Chociaż jakiś wspominek? Szczerze w to wątpił, niemniej nie spieszyło się mu ze szkalowaniem ich – tych wszystkich tak zwanych ludzi i nieludzi wokół. Nie oni pierwsi i nie ostatni wypinali się do niego zadkami. To, że niebawem zmieni swoje podejście, będzie efektem działania osoby trzeciej. Pomimo niechęci do ludzi i Podziemnych, Shizhi gotów był zrobić wyjątek od reguły i pomóc tym, których lubił i uznawał za wyjątkowych. To właśnie dzięki temu, Skye mogła czuć się na jego włościach bezpieczna.
- Hybryda huh… Skye… - Pannica nie miała co myśleć o wyślizgnięciu swej dłoni. Widząc jej drżenie i próbę ucieczki, ręce Shi zacisnęły się odrobinkę mocniej na tych o wiele mniejszych i delikatniejszych. Puścił ją dopiero po kilkunastu sekundach od zatrzymania, gdy ślepia nie dostrzegły żadnego śladu drżenia.
- Tutaj Ci nic nie grozi. To odosobnione miejsce, wielce niegościnne dla przypadkowych przybłęd. Nie będę Cię pocieszać, gdyż nie leży to w mojej naturze. Mogę za to pomóc Ci się podnieść i otrzepać z syfu po upadku. Magia to kapryśne narzędzie, coś powinnaś już o tym wiedzieć. – mowa tutaj o dawno minionej chorobie. Taki symbol przy niej to marny pikuś. Czarownik nie śledził losów Driady, nie wiedział też, jak bardzo „demoniczny syf” dał się jej we znaki. Opierając się na własnym doświadczeniu, nie życzyłby tej choroby nikomu, kto nie plasował się na stanowisku wroga. Do dziś ciążyły na nim wyrzuty sumienia za krzywdę wyrządzaną opiekunowi i strach przed ponownym wybuchem nieposkromionego gniewu. Wciąż nie czuł się pewnie w swym drugim ego, mimo to chętnie korzystał z jego dobrodziejstw i wielu innych atutów, których brakowało mu w ludzkiej postaci. No a magia? Bez niej żyć się nie da, a z nią jeszcze gorzej – stanowiła narzędzie. Z nim lub bez niego, on i ona nadal byli sobą – wróżką i czarownikiem, istotami magicznymi, które prócz wrodzonej zdolności do czarowania, posiadały kilka innych cennych atutów. Brak jednego, nie dyskwalifikował pozostałych, mniej docenionych ale nadal budujących całości jestestw. Należało tylko dobrze się im przyjrzeć i odpowiednio wykorzystać.
- Z magią czy bez, nadal to jesteś Ty. Wciąż posiadasz siłę, szybkość i zwinność wróżki. Dodaj do tego lisi spryt i masz… Sama sobie te ograniczenia stawiasz, zamiast wykorzystać je na swoją korzyść. Karma? Moja już dawno mnie dopadła, ale to tylko dlatego, że byłem strasznym bucem. Twoja najwyraźniej postanowiła Ci o tym przypomnieć lub ostrzec, byś nie skręcała w nieodpowiednią ścieżkę. – zaśmiał się, chcąc nieco rozluźnić napiętą atmosferę, ciążącą na ich barkach, w szczególności na jej. Potem miało być już tylko lepiej prawda?
Czarownik nie czekał na odpowiedź Skye. Kąciki ust jak szybko się uniosły, tak jeszcze szybciej opadły, choć najszybciej podniosło się ciało. Zerwany dziwnym drygiem, wstał, po czym odwrócił się do Driady przodem. Wyciągnięta ku niej dłoń miała zachęcić do zmiany lokalizacji ich pobytu – do odpowiedzi na niemo rzucone pytanie.
Potrzebujesz tu dziś zostać droga wróżko?
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Skye


Skye

318

Faerie

panna

były szpieg


Mirror, mirror on the wall, who is the fairest of them all?

Wysłany: 2018-11-12, 04:16   
   Jinlian
[Cytuj]

Słowa czarownika rozgrzały nieco zamarznięte na kość serce driady, jednak nie na tyle mocno by mogła w nie niezaprzeczalnie uwierzyć. Skinęła mimo to głową w geście zrozumienia, aby nie próbował jej dalej męczyć zapewnieniami o jej bezpieczeństwie. Sam król mógł składać jej podobne obietnice, a ziarenko niepewności i tak wciąż siedziałoby głęboko zagwożdżone w jej świadomości. Niestety nikt nie mógł na to nic poradzić, a wróżka musiała sama przekonać się o swoich racjach the hard way.
Gdy jednak czarnowłosy mężczyzna zaapelował, że jego posiadłość jest odosobniona, a jego ściany jego domostwa nie są wypełnione gościnnością dla niespodziewanych przechodniów, uśmiech Skye rozciągnął się bardziej na jej twarzy, ukazując nawet nieco białych ząbków. Już ona dobrze wiedziała jaki gościnny potrafił być stojący przed nią mężczyzna. Pierwsze wnioski wyciągnęła jeszcze tamtej felernej nocy, gdy po raz pierwszy spotkali się na polanie. Co prawda Podziemny miał wtedy dobry motyw żeby zachowywać się w stosunku do niej jak ostatni baran, mimo to niektóre z jej myśli z pewnością były niesprawiedliwie zamknięte w przegródce z jego imieniem.
- Wiem, że magia nigdy nie jest czymś czego możesz być pewien - zaczęła z westchnieniem. - Ale jeśli przez całe życie miałeś coś w zasięgu ręki i nagle zostaje ci to odebrane, czujesz się tak jakby ktoś zabrał ci całą rękę. - Dokończyła z wyraźną rezygnacją w głosie. Nie mogła powiedzieć, że wcześniej nie pomyślała o czymś takimi. Co to to nie. Wciąż była świadoma tego, że nagłe bycie niemagiczną istotą nie odbierało jej miana Podziemnej, jednakże nawet gdyby potrafiła kłamać ciężko byłoby jej zaprzeczyć, że wszystko co robiła do tej pory w dużej mierze opierało się na wiedzy, że zawsze będzie mogła się jakoś wykaraskać za pomocą swoich magicznych umiejętności.
Odchylając głowę w tył, zupełnie odwróciła spojrzenie od czarodzieja i utkwiła jej w ciemnym nieboskłonie, na którym zaczęły pojawiać się gwiazdy. Dzięki wcześniej wspomnianej izolacji od miasta, tutaj było widać je znacznie lepiej niż z centrum Yorku, gdzie światła miasta odbierały gwiazdom ich należytą uwagę. Unosząc lekko prawą dłoń, palcem wskazującym zaznaczyła na niebie jedną konstelację, drugą, trzecią. Kupowała sobie w ten sposób czas, bo to co powiedział jej towarzysz było zupełną prawdą i ona nie miała zielonego pojęcia jak się obronić. Sama stawiała sobie ograniczenia i budowała wyimaginowany mur z kratami w oknach. Jednak jak miała to przerwać, gdy z każdym krokiem postawionym poza Faerielandem strach tak mocno ściskał jej gardło, że ledwie mogła oddychać? Panika stała się ostatnio częścią niej. Była niczym toksyczny kochanek pojawiający się zawsze, gdy wszystko już prawie wróciło do normy, by raz jeszcze przewrócić jej porządek do góry nogami.
- Nadal jesteś bucowaty. - Odpowiedziała w końcu na jego słowa, adresując tą lżejszą część rozmowy, w której pozwalali sobie na żarty. Nagłe poruszenie z jego strony wprawiło Skye w lekki podskok na ławce, na której jeszcze przed chwilą siedzieli oboje. Z szeroko otwartymi oczami i brwiami dotykającymi niemalże jej włosów, spojrzała na niego aby zaraz przesunąć wzrok wzdłuż jego szyi przez ramiona, na wyciągniętej dłoni kończąc. W jego posturze dopatrzyła się niemej propozycji, zaś jej oczy zadawały nieme pytania i trwała tak przez kilka sekund. Westchnęła jednak i wyciągnęła ku niemu własną dłoń, niepewnie chwytając go za palce. Dopiero gdy podniosła się na dobre z ławki i jego sylwetka górowała nad nią o kilka dobrych centymetrów, odważyła się w zupełności oddać mu swoją dłoń, by poprowadził ją gdzie chciał, a temu towarzyszyło jej lekkie skinięcie głowy.
_________________

~ klik ~
<font style="font-size: 13px; font-family: Bad Script; letter-spacing: 1px; line-height: 10px; position: relative; left: 15; bottom: 0px; word-spacing: -0.5ex; text-shadow: 1px 1px 4px; color: #818181;">I loved you more and more each time you slammed the door.
But I loved you less and less as my love turned to loneliness.</font></font>
[Profil] [PM]
   
 
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-11-12, 07:49   
   Oinari
[Cytuj]

Shizhi mógł wspomóc Skye w wielu rzeczach – mógł na przykład stać się dla niej podporą i wsparciem, których jak widać bardzo potrzebowała. To czego jednak zrobić nie mógł i kim stać się też nie mógł, to anielskim wybawicielem, wyrywającym ją ze szpon własnych lęków. Wróżka sama musiała stawić im czoła – zawalczyć i wygrać lub poddać się sile naporu nieprzyjaciela. Niezależnie od finału, on i tak nie opuściłby jej boku, po prostu zmieniłby formę pomocy. Z przyjaciela i tamy, na której mogła się oprzeć, obrałby rolę przewodnika i posłańca śmierci. Wówczas odebrałby jej wycieńczoną duszę i bezpiecznie odprowadził na brzeg rzeki Styks. Tam ich drogi by się rozeszły, gdyż zaszczyt przekroczenia jej otrzymywali tylko zmarli. Na koniec spojrzałby nań raz jeszcze – z uśmiechem i łagodnością w oczach na kilka chwil przed rozstaniem.
Skye mogłaby odejść, aby zacząć nowe, kolejne już życie – on także poszedłby w swoją stronę, jednak nie po to, aby się odrodzić, lecz aby wrócić i dokończyć dzieła w obecnym wcieleniu. Miał jeszcze kilka spraw do załatwienia i pewną duszę do opieki. Póki nie wybije odpowiednia godzina, dopóty nie powróci do krainy zmarłych i nie stanie na brzegu wody. Gdy jednak tak się stanie, przejdzie na jej drugą stronę, lecz nie sam. U swego boku będzie miał tą wyżej wspomnianą duszę. Razem przybędą i razem przekroczą granicę obu światów – ze złączoną dłonią, mocno zaciśniętymi palcami i czerwoną nicią obwiązującą ich jestestwa. Obaj zaczną swoją przygodę od nowa, potem od nowa i jeszcze raz od nowa, aż któreś z nich samoistnie nie postanowi oderwać się od tego drugiego.
- Pewne cechy nie ulegają zmianie. – odparł cicho, tuż po ujęciu drobniutkiej dłoni. Smukłe palce dość dokładnie przejechały po skórze bądź materiale rękawiczki – stawiam jednak na skórę. Ciepło na krótko zagościło w jej jestestwie – szczere i niemalże niewinne, na pewno magiczne, gdyż powstałe w skutek niemego wypowiedzenia czaru w ramach subtelnej zapowiedzi i pokrzepieniu na lepsze jutro.
Spacer nie miał żadnego konkretnego celu, po prostu był zwykłą przechadzką. Czarownik kilkukrotnie uniósł spojrzenie na niego, po którym jeszcze chwilę temu wodził długi paluszek niewieściej ręki. Czarownik był znudzony ciągłymi smutkami, toteż w ramach pociechy, pozwolił sobie na urzeczywistnienie kilku z konstelacji. Płynnym ruchem ręki przejechał po przyciemnionym nieboskłonie – złapał i wyrwał kilka z gwiazd, które następnie uformował w ich „zwierzęce” odpowiedniki. Feniks, Smok, Tygrys, Królik… Czarownik przywołał wszystkie ze znanych chińskich znaków zodiaku, w tym również ten, pod którym urodziła się wróżka. Czy zechce mu go zdradzić?
- Owszem tak czuję i czułem, gdy swego czasu dotknęła mnie choroba. I chociaż dziś już mi nie doskwiera, uświadomiła mi coś bardzo ważnego. Z magią czujemy się potężni, bez niej bezbronni. Ostatecznie jednak i tak jesteśmy tylko ludźmi, którym niedane jest pomóc bliskim w najprostszych czynnościach tudzież sytuacjach, nawet pomimo całej potęgi. – czy Skye rozumiała co Koreańczyk chciał jej przez to powiedzieć?
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8