Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Cele braci
Autor Wiadomość
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 17:00    [Cytuj]

Problemem Jaydena było prawdopodobnie nie to co czuł - bo dla kogoś kto stracił właśnie małżonkę, nie mogąc przy niej być, było to całkiem zrozumiałe. Problemem było to, że nie chciał się otwarcie do swojego cierpienia przyznać. Dusił to w sobie, chcąc być silnym, a w rezultacie otrzymywał całkiem odwrotny efekt. W jego mniemaniu, ktoś taki jak on - niemalże najstarszy z braci, doświadczony Nocny Łowca, nie powinien czuć tego, co on czuł. Przez większość jego życia to zdawało egzamin. W powolnym procesie pogodził się z odejściem swojego przyjaciela, jedynie czasem wracając do tego poczucia winy, które już prawdopodobnie na zawsze zakorzeniło się w jego umyśle. Nie chciał mówić o tym, że najzwyczajniej w świecie cierpi po stracie żony, jakby miało to obnażyć pewną jego słabość. Zresztą, popadł w jakiś dziwny bezsens, aktualnie wdrażając w życie program "żadnych uczuć - od teraz tak masz żyć". Widać nie odrobił lekcji i nie oglądnął Frozen do końca, bo nie wiedział jak to się kończy.
Miała rację - sytuacja w Anglii była tragiczna, między innymi z tym była związana jego misja. Miał dowiedzieć się jak wygląda sytuacja w innych Instytutach w Wielkiej Brytanii i jak daleki zasięg ma ta "zaraza" jak zwykł to nazywać Jayden. Gdy doszły do niego wiadomości o śmierci Eileen, nie miał ochoty na szybko powrót do Yorku.
- Tamten oberwał mocniej - stwierdził pewnie, na tyle pewnie na ile pozwalał mu głos. Chciał zakończyć temat, skupiając się chociaż na chwilę na czymś pozytywniejszym. Miał zostać wujkiem, nie była to codzienna sytuacja. Swoją droga, ciekawe jak Jayden odczuwał jej trudy ciąży i czy w ogóle w jakiś sposób to odczuwał. - Mogę mu zawsze wcisnąć, że jako twój parabatai czuję przez co przechodzisz - wydusił z siebie pomiędzy kolejnym kaszlnięciem. - Gdybym wiedział, na pierwsze spotkanie z siostrzenicą i siostrzeńcem ubrałbym się bardziej elegancko - jak na człowieka leżącego bez sił na łóżku, wydawał się być żartobliwy jak nigdy dotąd.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 18:45   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Dobrze wiedział, że przy Shantae nie musiał się do niczego przyznawać, bo akurat ona czytała z niego jak z otwartej księgi. Nie był fizycznie w stanie ukryć przed nią tego co czuje, ani w jaki sposób to odczuwa. Magiczna więź, która łączyła tą dwójkę była niesamowicie silna i intensywna, więc nawet jakby chciał ukryć coś przed nią, ona zawsze się zorientuje i dowie. Miał przerąbane z nią, ale trudno… Od dziecka byli ze sobą związani, od dziecka byli częścią siebie, wypełniającą się wzajemnie. Teraz dzieliła siebie na dwie osoby, a niedługo zacznie dzielić na cztery. Mogłaby być trochę wyższa, bo to bardzo dużo małego człowieka do podziału.
Na pewno odczuwał jej złe stany samopoczucia i wahania nastrojów, to było nieuniknione, bo jednak więź była silna. Nie odczuwał na pewno mdłości, to byłoby dziwne, a jak przytył to na własne życzenia, bo jej ciąża na pewno nie miała z tym nic wspólnego. Niemniej jednak, byli połączeni, więc czuł jej stan psychiczny, nie miał na to większego wpływu.
- Mieliśmy ostatnio parę gorszych chwil. Nie nadaję się do życia samotnie na odludziu, jak się okazuje. – stwierdziła, z bladym uśmiechem. To nie wina Jamesa czy Jaydena. Shantae była przyzwyczajona do metropolii, wielkich miast, York był mniejszy od Paryża, ale zawsze to miasto. No i był tu ten super sklep z czekoladą. O ile Margaret w Idrisie czuła się jak u siebie, o tyle Shantae czuła się jak na banicji.
- Weź głupotu… Przecież Cię nie widzą. A to nawet lepiej. – stwierdziła i znów pokiwała głową z dezaprobatą. Wyglądał słabo, dobrze, że dzieciaczki tego nie widziały. – Jak Cisi Bracia pozwolą Ci wyjść, zabiorę Cię do siebie, żeby mieć na Ciebie oko. – powiedziała z pełną powagą. Nawet niech nie próbuje dyskutować, bo to się dla niego może tylko tragicznie skończyć. Westchnęła cicho. Dla jego bezpieczeństwa oczywiście, miała zamiar zabrać go do swojego domu. James jeszcze o tym nie wiedział, ale na pewno się dowie, niedługo. – I bez dyskusji. – dodała z powagą.
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 20:14    [Cytuj]

Nic nie ukryło się przed Shantae, ale to nie oznaczało, że nie mógł naiwnie próbować nadal tego robić, trenując psychiczną samodyscyplinę. Myślę, że to powinna być dziedzina, w której obok łucznictwa, Jayden powinien zostać niezaprzeczalnym mistrzem. No, ale na razie nie opanował jeszcze tej mistycznej sztuki, dlatego musiał liczyć się z tym, że Shantae będzie wściubiać nos w jego problemy emocjonalne. Trochę chyba liczył na to, że w okresie ciąży zajmie się sobą, tym bardziej iż czuł te jej wszystkie huśtawki nastrojów i przez chwilę zrozumiał jak to jest mieć bardzo intensywny okres, który w tym przypadku będzie trwał trochę dłużej niż zazwyczaj. W każdym razie nie chciał angażować ciężarnej siostry w swoje prywatne sprawy. Jayden był już dużym chłopcem i pewne sprawy musiał rozwiązać sam, bo był tym typem człowieka, który coraz mocniej naciskany, cofa się coraz dalej. I tak mogłoby być w tym przypadku. Nawet jeżeli ona wiedziała, to wypowiedzenie tego na głos mogło okazać się o wiele trudniejsze. Nic nie zrobisz - taki typ człowieka, który uparcie od trzydziestu jeden lat nie miał zamiaru się zmieniać.
- Dopiero się o tym przekonałaś? - no i poleciał kolejny żarcik, ale zamiast śmiechu pojawił się kolejny kaszel. Odruchowo jego dłoń powędrowała na obolały brzuch, jakby miało to w czymś pomóc. Doskonale wiedział, że jego siostrzyczka dusiła się na prowincji i nie dla niej życie spokojnej pani domu, której głównym zadaniem są prace porządkowe i gotowanie obiadu - powodzenia z tym drugim. A teraz, jeżeli była w ciąży to i sprzątanie nie było wskazane. - Nie ma takiej potrzeby, po wyjściu stąd zajmę przyjemną kwaterkę w Instytucie - odparł. To niebezpieczne wchodzić pomiędzy dwóch świeżo upieczonych narzeczonych. Nie chciał krępować ich w żaden sposób swoją osobą, nie chciał ściągać na siebie atencji Shantae. - Będę tam miał stałą opiekę w Izbie, a ty nie możesz teraz nade mną skakać niczym pielęgniarka - nie mogła przecież marnować swoich nerwów na beznadziejność swojego brata. On ich chętnie odwiedzi bliżej porodu, żeby stać się mentalnym wsparciem dla coraz bardziej nerwowej Shantae i biednego szwagra, który musiałby to znosić.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 20:57   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Jasne, że nie… Nie przekonała się o tym dopiero teraz, bo wiedziała to już wcześniej, ale niech Jay nie będzie takim hipokrytą, sam namawiał ją zawzięcie do tego wyjazdu, nawet pomógł jej się spakować, prawda? Jego to bawiło, a Shantae w Idrisie naprawdę miała kryzys, włączając w to brak chęci do życia, które przed dość długi czas dały jej nieźle w kość. To nie było coś nadzwyczajnego, niespotykanego czy nieokreślonego. Ona po prostu się dusiła, a nie mogąc złapać oddechu, człowiek nie mógł czuć się dobrze. Postanowiła więc tego nie komentować, bo najchętniej strzeliłaby go w łeb, ale że ten wyglądał dzisiaj wyjątkowo słabo, to niestety, nie będzie go dobijać, bo leżącego się nie kopie.
- Przestań się śmiać, bo się udusisz. – skwitowała tylko. Było widać, że ten kaszel i ból brzucha, były wywołane chęcią śmiania się, którą Jayden powinien teraz opanować, bo mogło mu się coś poważnego stać, a zapewne Cisi Bracia nie mieli ochoty składać go drugi raz, bo przecież nie po to działali wcześniej, żeby ten się sam uszkadzał, prawda?
- Ja się Ciebie nie pytałam o zdanie, tylko informowałam. Zostaniesz u nas, póki nie uznam za stosowne, że możesz sobie iść do kwatery w Instytucie. – wzruszyła ramionami. Przecież to nie podlegało żadnej dyskusji, miał przejść rekonwalescencję, a dopiero potem sobie niech idzie do Instytutu, skoro tak bardzo nie chce pomieszkać z siostrą.- Dostaniesz pokój gościnny i nie będziesz musiał spać pomiędzy mną i Jamesem. – dodała jeszcze, no chyba, że Jay naprawdę obawiał się, że będą się cisnęli w jednym łóżku sami. – Przypomnę, że musisz słuchać, bo jestem żoną szefa Insytutu… i mogę skakać wokół kogo chcę jak pielęgniarka. – dodała uśmiechając się cwanie pod nosem.
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 21:43    [Cytuj]

Prawdopodobnie były to ubytki w jego pamięci, które skutecznie chciał maskować; bo na razie jedynie przekonał się o tym, że nie pamięta w jakiś okolicznościach Shantae wyniosła się z wielkiego miasta i w jaki sposób znalazł się pod opieką Cichych Braci. Na razie jednak miał większe zmartwienia na głowie i nie miał zamiaru martwić się tymi zanikami pamięci, sądząc, że miną wraz z poprawą jego kondycji. Jedyne co, to mógł się cieszyć łagodnym traktowaniem ze strony siostry.
Na jej przestrogę jedynie się uśmiechnął delikatnie. To byłoby naprawdę groteskowe - umrzeć ze śmiechu. Najbardziej nietuzinkowa śmierć wśród Nefilim, jeżeli nie na świecie. Podobno któryś ze starożytnych jegomościów umarł od śmiechu, ale nie pamiętam imienia, więc nie będę go przytaczała i zmyślała niepotrzebnie.
Pokręcił delikatnie głową. - Nie ma takiej mowy, jestem duży i dam sobie radę. Ty musisz dbać o siebie, a nie o starszego brata - zaprotestował i gdyby miał tyle siły to jego głos byłby bardziej zdecydowany i ostry, ale na razie musiał jedynie wierzyć, że przekaz będzie wystarczający w co zdecydowanie wątpił, patrząc na charakter siostry. Z tym, że Jayden naprawdę czułby się w tej sytuacji niekomfortowo i zdecydowanie lepiej byłoby mu w Instytucie. - Muszę słuchać szefa, a ten może być niezadowolony z mojego pobytu u was - stwierdził, a kącik jego ust powędrował ku górze. - Proszę cię, siostrzyczko - chciałby jej tylko przypomnieć, że ona także nie chciała zamieszkać z nim i z Eileen, a w przypadku problemu zwróciła się z nim do Jamesa.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-13, 22:21   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Shantae nie wyrażała zgody na żadne umieranie, ani ze śmiechu, ani od obrażeń. Byli młodzi, mieli jeszcze kawał życia przed sobą. Jasne, Nefilim umierali w młodym wieku, to dość normalne w ich kręgach, jednak jak ktoś miał możliwość żyć i nie spieszyło mu się na tamten świat, to musiał się spiąć i działać, bez poddawania się. A śmierć spowodowana śmiechem… to dość słabe. Jakby to brzmiało na nagrobku?
- Na Anioła, Verlac, czy ja mówię do słupa? – spytała, wywracając oczami, a jej ton stał się nieco ostrzejszy. Jayden owszem był dużym chłopcem i był samodzielny przy okazji, ale powinien chociaż raz posłuchać tego, co jego młodsza siostra ma do powiedzenia. James i Jayden nie trawili się, to fakt, ale wiedziała, że jej mąż nie będzie miał nic przeciwko temu, że jej parabatai zamieszka u nich, aż do czasu kompletnego wyzdrowienia. Poza tym, kto jak kto, ale Shantae wiedziała jak go do tego przekonać. Jayden przecież będzie zabezpieczeniem jej osoby, prawda? W razie problemów, sięgnie po łuk i będzie mógł strzelać, a to rozwiązałoby problem obawiania się o jej życie, w momencie kiedy jej małżonek znajdował się w Instytucie.
- James na pewno ucieszyłby się, że mam towarzystwo, Jayden. Byłby pewnie spokojniejszy wiedząc, że ktoś jest obok mnie i w razie problemów mnie ochroni. – powiedziała z pełną powagą, nakreślając bratu sytuację. – On ma teraz bardzo dużo obowiązków, nie ma go całymi dniami w domu, a ja nie mam sił na to, żeby spędzał cały dzień w Instytucie. Po prostu… sama też czułabym się o wiele bardziej komfortowo, gdybyś był obok mnie. Wiem, że mogę na Ciebie liczyć, a jesteśmy niesamowicie zgrani w walce, więc jeśli ktoś ewentualnie postanowiłby mnie zaatakować, na pewno niemiałby szans na pokonanie naszej dwójki. – wyjaśniła mu, nie dając nawet dojść do słowa. Niech chociaż raz posłucha tego, co jego mała siostrzyczka ma mu do powiedzenia. Przecież nie kłamała, prawda? Chodziło o jej i jego bezpieczeństwo. – Proszę Cię, Jayden. Chociaż raz mnie posłuchaj… – dodała, odwracając głowę w bok i robiąc minę zbitego szczeniaczka.
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
jayden verlac


Jayden Verlac

31

Nefilim

Wdowiec

Strzelam z łuku między oczy


i feel like i'm dying inside

Wysłany: 2018-11-13, 23:33    [Cytuj]

Chociaż raz? Jak na dużego chłopca bardzo często słuchał swojej siostry, co dziwiło jego samego za każdym razem, ale chyba w przypadku tej dwójki to w ten sposób działało. Jayden czuł, że chociaż wolałby nie zrzucać ciężaru opieki nad nim na barki Shantae to w tym momencie brakowało mu siły na wyszukiwanie rozsądnych argumentów. Poza tym czuł, że mówienie go po prostu męczy, bo umówmy się, ale teraz właśnie robił dobrą minę do złej gry. Nie chciał spożytkować szczątkowej energii, jaka w nim została na jakieś bezsensowne kłótnie z siostrą, które i tak nie będą prowadziły do żadnego racjonalnego rozwiązania, skoro ona nie brała pod uwagę decyzji chorego. Poza tym zagrała na najczulszym punkcie, na jakim tylko mogła - bezpieczeństwo jej i dzieci. Tego nie mógł spieprzyć, nie mógł pozwolić aby kolejnej ważnej osobie w jego życiu stało się coś podczas jego nieobecności. Zacisnął usta w wąską linię, przenosząc wzrok z Shantae na okropny sufit, który jednak w tym momencie wydawał się dużo ciekawszym punktem obserwacji, a raczej bardziej komfortowym.
- W takim stanie na niezbyt wiele ci się zdam - wychrypiał, ale no miał rację. On w tym momencie nie był w stanie nawet się podnieść, a co dopiero mówić o utrzymaniu łuku. Westchnął, co nie było dobrym pomysłem, ponieważ poczuł jak ból rozchodzi się po całym jego ciele. - Nie mam siły się z tobą kłócić - skwitował jedynie nieco ciszej i spojrzał na nią przymkniętymi do połowy oczami.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

29

Nefilim

James Whitelight

Przyszła mama zabijająca demony


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2018-11-14, 09:57   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Nie chodziło ani o kłótnie, ani o spieranie się. Shantae miała swoje prywatne powody, dlaczego chciała mieć w tym trudnym czasie brata obok siebie. Przede wszystkim, musieli odbudować nieco więź, przez ostatnie miesiące prawie ze sobą nie rozmawiali, nie mieli na to czasu, później ona była daleko. Cierpiała na tym ich relacja, która była bardzo głęboka, a przez tą izolację spłycała się coraz bardziej. Druga kwestią był strach. Shantae bała się o brata, martwiła o niego i czułaby się o wiele lepiej, wiedząc, że ten jest blisko niej. Jay też powinien ją zrozumieć, przecież wiedział, że jest w niestabilnym stanie, jej hormony dawały się we znaki przy pierwszej lepszej sytuacji stresowej. To coś dziwnego, że jej umysł nakazywał jej, aby został przy niej. Może i nie będzie specjalnie pomocny, będąc w tak słabym stanie, ale na pewno będzie bezpieczniejszy. Tego nie można ująć Shantae, będąc w ciąży trenowała, nadal była w rewelacyjnej kondycji i zapewne jakby się postarała, mogłaby spuścić solidne baty jemu, Jamesowi i Finlay’owi. Nawet na raz.
- No już, braciszku… Nie przemęczaj się. Wrócimy do tego. – powiedziała poważnie, sięgając po stelę. Nie chciała się z nim pokłócić, bo potrzebował teraz jej wsparcia. To, że chciała go zabrać do domu było oczywistym posunięciem i była wręcz pewna, że Yasmin będzie tego samego zdania. Na jego dłoni narysowała runę znieczulającą, na pewno poczuje się od tego lepiej, choć wiedziała, że Cisi Bracia na pewno nie skąpili w runach.
- Prześpij się… Jutro do Ciebie zajrzę. – powiedziała poważnie i przygryzła lekko wargę. Miała nadzieję, że Jayden odpocznie, że będzie się czuł lepiej i jutro normalnie porozmawiają. Od runy Mendelin, którą mu nakreśliła, powinno mu się zrobić lżej. Odczekała, aż Jayden zaśnie, a później ruszyła w kierunku wyjścia. Po drodze minęła matkę, z którą zamieniła kilka słów. Później czekała ją prosta droga do domu.

ZT
_________________

Shantae Yvette Whitelight
I've battled demons that won't let me sleep...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8