Melisandre Travis

[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Constance, Tequilla,
Cóż, Mel była osobą która nie tylko wpadała w problemy, ale niemal je przyciągała. Od małego, kiedy pamiętała jak nie problemy prawne, gdzie policja ją sprowadzała to znowu odsiadka za kradzieże. Westchnęła cicho i po chwili spojrzała na Opal.
- Rozumiem ciociu, ale to Twój świat...Ty w nim żyjesz, obracasz się a ja? Ja jestem jak to piąte koło u wozu. Nie pasuję tutaj, czuję się....
Urwała i przymknęła powieki. Jak się czuła nie musiała tego mówić. Westchnęła cicho i spojrzała na Opal.
- Od kiedy posiadam wzrok, wszystko się zmieniło. Chcę wiedzieć więcej, do tego Twoje księgi...wiem, nie powinnam bez pytania ich przeglądać ale niektóre są tak stare i kuszące...przejrzałam kilka z nich. Ciociu jedno obiecuje. Nie będę więcej wzywała demonów ani dusz. Masz moje słowo.
Obiecała bo naprawdę była przerażona po tym co się stało. Widziała po kobiecie, że jest wycieńczona i nie podobało się jej to. Ale co miała powiedzieć? Opal była dorosłą kobietą, nie mogła przecież powiedzieć jej by zaprzestała tego co robi. To jej życie, jej świat. Ona była tylko niechcianą cząstką. W końcu gdyby nie to, że widziała więcej niż normalnie ludzie to nie poznałaby ciotki, nie dowiedziałaby się niczego więcej.
- Wiem, że sprawiam kolejny problem. Ale gdyby nie ta dłoń...nie ganiałabym Ciebie. Naprawdę.
Umilkła obserwując kobietę i jej poczynaniom. Gdy zaczęła mówić w dziwnym języku i pozwoliła zadawać pytania Mel postanowiła podjąć rozmowę na temat pochodzenia.
- Jak do Ciebie przyszłam pierwszy raz mówiłaś coś o mojej krwi. Naszej krwi...szlachetna? Możesz wyjaśnić mi o co w tym chodzi?
Zapytała zerkając na kryształ, który przejmował to co siedziało w jej ręce. Widziała, że dłoń powoli wracała do normalności.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
Los nie oszczędzał Mel. I Opal potrafiła pojąć, jak to jest, ciągle napotykać na swojej drodze przeciwności. W końcu sama nie raz nie dwa musiała się z nimi zmagać, mimo tego, że było ciężko. To jednak hartowało, to pomagało zmierzyć się z każdymi następnymi problemami, dzięki temu też można było docenić momenty, kiedy w końcu szczęście się do nas uśmiechało.
- Wiesz, kto powiedział, że niedługo to nie będzie też twój świat? Kiedy w ogóle dowiedziałam się, kim jestem, kiedy zrozumiałam, że istnieje więcej niesamowitych istot, że jest coś takiego jak Świat Cieni, byłam mniej więcej w twoim wieku. Daj sobie czas, nie jest łatwo to wszytko zrozumieć, pojąc, nauczyć się praw, które rządzą podziemiem. Jednak przede wszystkim, nie rób głupot, wszystko na spokojnie. Wchodź w ten świat powoli, nie rozpędzaj się i nie skacz od razu na głęboką wodę - mówiła spokojnie. Teraz już wiedziała, że Mel jest po prostu zagubiona i przytłoczona wszystkim, co się wydarzyło. Opal na samym początku też tak miała. Zaczęła sobie to przypominać. - A ksiąg nie musisz czytać ukradkiem. Tylko prosiłabym, byś nie przekładała pewnej wiedzy na praktykę. A jak trochę się uspokoi w Yorku, bo ostatnio to można sobie żyły powypruwać, to mogę cię poduczyć alchemii - zaproponowała. W końcu o wiele bezpieczniejsza alternatywa do wywoływania demonów a też satysfakcjonująca.
I Melisandre wcale nie był niechcianą cząstką. Nawet nie wiedziała, jak bardzo Opal ceniła to, że znalazła swoją rodzinę. Nie ważne jak bardzo daleką, ważne, że miała w końcu kogoś, z kim dzieliła krew. Przez dług czas miała wyrzuty sumienia, że odrzuciła swoich bliskich po tym, jak poczuła się przez nich oszukana, co zbiegło się z odkryciem jej mocy. Bo przecież co byli winni jej siostra i brat? Z którymi już nigdy później nie miała kontaktu?
Tak się kończy bycie młodym i głupim.
Zmarszczyła brwi na kolejne słowa.
- Och przestań, jaki problem? Pamiętaj Mel, do mnie możesz zgłosić się ze wszystkim i nigdy nie będzie to dla mnie problemem. Co jak co, ale dbam o tych, na którym mi zależy - spojrzała dziewczynie poważnie w oczy.
Zaklęcie działało, na co Opal niemal odetchnęła z ulgą. Będzie musiała później jakoś zutylizować ów kryształ.
Uśmiechnęła się, słysząc pytanie.
- W skrócie, wywodzimy się z dość starego Węgierskiego rodu szlacheckiego. Za mich czasów całkiem poważanego, z całkiem sporym majątkiem. Potem jednak, z tego, co wiem, nadeszły czasy, gdy komunizm rozpanoszył się na Węgrzech, szlacheckie rody potraciły posiadłości i bogactwa oraz ziemie. I nasz ród podupadł. Jak widać, jego członkowie zawitali nawet do Anglii. Powiem c jednak w sekrecie, że udało mi się odzyskać jedną z winnic, która kiedyś do nas należała i pewien mały letni dworek, ten drugi jednak dość niedawno i dalej czeka na odrestaurowanie. Tylko nie mam na to teraz głowy. I nie mam, szczerze mówiąc, dla kogo za bardzo tego robić. Tym bardziej że chyba czeka mnie dłuższy pobyt, tu, w Yorku - mówiła, a z każdym jej słowem ręka wyglądała coraz lepiej, aż w końcu po ataku demona nie było widać śladu. - I gotowe - uśmiechnęła się, trzymając ostrożnie w prawej dłoni kryształ, teraz cały czarny.
 

Melisandre Travis

[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Constance, Tequilla,
Uśmiechnęła się lekko na jej słowa. Naprawdę myślała, że może być taka jak ona? Wątpiła w to, nic nie wskazywało na to by była w niej chociaż cząstka magii. No ale co począć? Przymknęła powieki na chwilę. Powoli stąpać? Przecież ona nie potrafiła tak, starała się ale nigdy to nie wychodziło jej tak jak powinno. Mimo to skinęła głową.
- Ciociu, ja nie skaczę ja już w niej pływam...jak nie topię się. To wszystko...przerasta mnie to fakt. Mam wrażenie, że to wszystko jest takie jakieś dziwne. Ciągnie mnie bardziej od kiedy wszystko widzę, od kiedy zaczęłam chorować...a teraz. Teraz jest zupełnie inaczej. Czuję się jakbym była częścią tego świata, ale zarazem jakbym była...intruzem.
Przyznała się cicho i przeciągnęła dłonią po twarzy. Otrzymując zgodę na przeczytanie tego co ją interesowało uśmiechnęła się promiennie.
- Obiecuję. Przeczytam, ale nie skorzystam. Będę się uczyć...na sucho. Zgoda?
Spojrzała błagalnie na Opal z nadzieją, że się zgodzi. W końcu czemu nie? Posiadała wzrok, mogła korzystać również z tego co jest zapisane w księgach tak by nie zaszkodzić sobie i innym.
- Owszem, słyszałam o zaginięciach ludzi. Zresztą nie tylko ludzi. Dostrzegłam też kilka osób, które wypytują się o innych. Ale nie wnikałam, nie znam zresztą nawet większości ludzi z podziemia czy jak to się zwie...
Przyznała z uśmiechem i skinęła głową słysząc o alchemii.
- Świetnie. Jak tylko się uspokoi ciociu.
Gdy w końcu jej ręka była uleczona Mel objęła ją mocno i czule.
- Dziękuję Ciociu. W ogóle...Węgry? Możesz coś więcej o nim powiedzieć? Kim był, czy jest mój tato? Czemu mnie zostawił wiesz może? Znasz może moich rodziców? Kim są itd.
Zapytała przyglądając się własnej dłoni. Jaka ulga, w końcu poczuła się pewniej i nie czuła już ciążenia tej dłoni to było naprawdę przyjemne.
- Winnice? Domki...Wow...a gdyby odnowić je, może ewentualnie wynająć? Nie wiem sama...ja z bidula dostałam przydział mieszkania. Nie są luksusy, ale starcza dla mnie samej. A pieniądze na pewno się Ci ciociu przydadzą.
Uśmiechnęła się lekko do kobiety.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
By należeć do tego świata, nie trzeba było być czarownikiem, wróżką, czy inną istotą. Wystarczyło go poznać, zacząć rozumieć i przyjąć to, co ma do zaoferowania. Z głową oczywiście. Zresztą, przyziemni obdarzeni wzrokiem, nie ważne, jak go uzyskali, powinni należeć do Świata Cieni na równi z innymi istotami. Po to, by mogli pojąć to, co widzą. I by nie zmieniali się w szaleńców pokroju Leytona i jego świty.
- Melisandre, tak jak mówiłam, musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim ogarniesz funkcjonowanie podziemia. To wszystko jest dziwne, jeśli mało się wie i dopiero zaczyna się przygodę ze Światem Cieni. Wiem, że może być ci ciężko, dlatego chcę ci pomóc. I nie jesteś intruzem. Od kiedy uzyskałaś wzrok, zostałaś w to wszystko wciągnięta - machnęła ręką, w bliżej nieokreślonym kierunku. - A skoro tak, to teraz pozostało się w tym wszystkim zadomowić - mówiła. Czasu nie cofniesz, wzroku nie odbierzesz, a nawet jeśli, to co się zobaczyło, już się nie odzobaczy. Opal tak to wszystko widziała, chociaż może ona nie potrafiła tak do końca zrozumieć Mel. W końcu ona miała magię czy też znak czarownika, które dość mocno wskazywały na jej przynależność, do Świata Cieni. No i ponad setkę lat na karku.
- Jasne, spróbuję też znaleźć dla ciebie jakieś książki o tematyce bardziej... Historycznej. Czy opisujących działanie podziemia, czy łowców. Dzięki temu powinnaś dowiedzieć się więcej, co może ci pomóc lepiej wszystko zrozumieć. A przy okazji pamiętaj, wiedza to jedna z najpotężniejszych broni - uśmiechnęła się. Dla czarowników to już w ogóle.
Ucieszyło ją też stwierdzenie, że nauka nie będzie obejmowała za dużo praktyki. Nie, żeby coś, ale wolała nie wyciągać dziewczyny z rąk kolejnego demona.
Jak widać, Mel coś o sprawie Leytona wiedziała. I dobrze, lepiej było uważać, nawet jeśli nie było się podziemnym. Kto wie, czy Krucjata z rozpędu nie zakończyła i kilku ludzkich żyć.
- Mel, to nie są zwykłe zaginięcia. Ktoś morduje podziemnych i łowców na masową skalę. Na wszelki więc wypadek, uważaj na siebie. Nie wiem, czy ludzie ze wzrokiem tez ich nie interesują - stwierdziła, patrząc na nią poważnie. Brakowało jej tylko, by i jej bratanicę zaczęli mieć na celowniku.
Zrobiło jej się cieplej na sercu, gdy Mel ją uścisnęła. Sama lekko ścisnęła dziewczynę, a na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Powoli zaczęła czuć, że nie są rodziną tylko z nazwy. I niesamowicie ją to cieszyło. Melisandre mogła liczyć na jej wsparcie i pomoc. I Opal czuła, że dzięki temu robiły się sobie bliższe przy każdym spotkaniu.
O rodzicach Melisandre nie wiedziała nic. Kompletnie. Nie śledziła losów swoich krewnych od dobrych kilkudziesięciu lat, zresztą miała wrażenie, że krewni także jakoś tak o niej zapomnieli. Szczerze, była trochę ciekawa, czy w rodzinnych opowieściach, o ile jakieś jeszcze istnieją, ktokolwiek wspomniał o młodej dziewczynie, co uciekła z domu kilka dni przed ślubem. I zaginęła, bo w końcu kto by się spodziewał szukać ją na drugim końcu kontynentu, gdzie zabrał ją wtedy Merlin? Zagwostka na później.
- Nie znam twoich rodziców. Nie wiem, czemu postanowili cię zostawić, ale niech żałują. Zresztą, jeśli kiedykolwiek uda mi się z nimi spotkać, to dostaną ode mnie solidną reprymendę. Nie porzuca się swoich bliskich - spojrzało hardo. Nie rozumiała, jak można było opuścić własne dziecko. Brak możliwości posiadania potomków, jeszcze bardziej powodował, że była wściekła na swoich krewnych, którzy jednak postanowili zrobić cos tak okropnego.
Sprawa dworku musiała poczekać, aż skończą ich małą wojnę, ale jako takie pomysły to były.
- Można by było dworek wyremontować i zrobić z niego domek letniskowy. Albo hotel. Albo to i to - przytknęła rękę do ust w zamyśleniu. - Jak chcesz, możesz mi w tym pomóc, w końcu należał do naszego rodu, przyda się ktoś, kto trochę podpowie jak ogarnąć wystrój - uśmiechnęła się. - A o pieniądze się nie martwię, uwierz, miałam wiele lat na to, by się wzbogacić - mrugnęła do niej. - Jeśli za to ty będziesz ich potrzebować, to śmiało, mów.
 

Melisandre Travis

[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Constance, Tequilla,
O tak, jak to jest miała przekonać się niebawem. Począwszy od spotkania Igora, po Nathaniela. Jej życie miało się odmienić zaledwie w ciągu kilku tygodni. Nie tego się spodziewała, nawet by nie uwierzyła w to wszystko co ją czeka gdyby ktoś nagle jej powiedział, że za kilka dni spotka się z ciotką na cmentarzu zaledwie chwilę po swoim narodzeniu na nowo. Uznałaby, że komuś potrzeba konkretnego lekarza. Albo co lepiej to psychiatryka i pokoju 2x2 w oddziale zamkniętym.
- Czasem mam wrażenie, że to w ogóle jest niemożliwe.
Przyznała z westchnieniem. Uśmiechnęła się lekko do kobiety. Wysłuchała słów kobiety i jej wskazówek. Musiała przyznać, że faktycznie wiedza to potęga nie ma co ukrywać. Im człowiek wie więcej tym lepiej, ale i zarazem niebezpiecznie bowiem wiedząc dość sporo, może się okazać, że staje się niebezpiecznym przeciwnikiem. Niestety Mel była bardzo ciekawska i bardzo oczytana. Lubiła wnikać w książki i przeszłość. Fascynowała ją.
- Nie martw się ciociu, na pewno jeśli coś mnie zaniepokoi dam Ci znać.
Obiecała z uśmiechem na ustach i wyprostowała się słuchając jej słów. Odnośnie rodziców nie miała zielonego pojęcia. Nie wiedziała nic, dosłownie nic. Westchnęła tylko i skinęła głową. Może to był znak, że czas ich poszukać?
- Myślę, czy nie zacząć ich szukać. Dowiedzieć się, czemu mnie zostawili.
Przyznała cicho i westchnęła przenosząc wzrok na ciocię. Wspomnienie dworku tylko sprawiło, że się ożywiła.
- Pewnie, że pomogę! Będę miała co robić w końcu! Da mi ciocia tylko znać kiedy, a na pewno ogarnę co będę mogła. Co do pieniędzy...na razie nie potrzebuję. Staram się dorabiać w barze, trochę jeszcze uczę się medycyny. Może z czasem zacznę szkołę medyczną...kto wie.
Zaśmiała się lekko, bo serio znała się nieco na naturalnym leczeniu więc mogłaby nieco pomagać ludziom. A również medycyna taka poważniejsza nie była dla niej taka straszna.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
A gdyby ktoś powiedział Opal, że jej bratanica zostanie przemieniona w wampira, to najpierw by daną osobę wyśmiała. A potem zamknęłaby Mel u siebie w mieszkaniu i nie wypuszczała, tak na wszelki wypadek. Jak widać, jednak jej gdybanie mało by się sprawdziło, bo los zadecydować miał inaczej. Pokrętne jest życie.
Och, naprawdę Melisandre, więcej wiary w siebie i możliwości swojego umysłu!
- Może trudne, ale na pewno nie niemożliwe - stwierdziła z pewnością w głosie. Zresztą dla niej mało rzeczy było tak naprawdę niemożliwych. A nawet jeśli już takie są, to i tak spróbuje, by się o tym na sto procent przekonać. Cóż, była uparta i w większości nieustępliwa. Jej zarówno zaleta, jak i wada.
Opal nie widziała naprawdę niczego niebezpiecznego w posiadaniu wiedzy. Szczególnie jeśli Mel, tak czy siak, była w ich świat wplątana. Kto wie, czy kiedyś jakaś informacja zdobyta z przeczytanych książek, nie pomoże dziewczynie w chwili niebezpieczeństwa? Może będzie musiała obronić się przed wampirem albo wilkołakiem i dzięki wiedzy będzie umieć to zrobić, znając ich słabości?
Odetchnęła z ulgą, gdy Mel postanowiła jej mówić o każdej podejrzanej sprawie. Nadeszły niebezpieczne czasy i póki Leyton nie sczeźnie, to nie będzie mogła spać spokojnie. Miała nadzieję, że niedługo uda im się załatwić Krucjatę na amen, teraz jednak wolała wiedzieć, gdyby coś postanowiło zagrozić bratanicy.
- Myślę, że poszukiwania nie są złym pomysłem. Mogę w tym oczywiście pomóc. A jak już się czegoś dowiesz, to powiedz. Chętnie urządzę sobie z nimi pogawędkę dotyczącą odpowiedzialności i niedoceniania daru, jaki dostali - szczególnie że sama nie mogła mieć dzieci i mimo że zdążyła się jakoś z tym już pogodzić, to nadal trudno jej nie raz było nie myśleć o tym, że chciałby zostać matką. Denerwowało ją niesamowicie, że ludzie, którzy za to mogli posiadać potomstwo, nie raz je porzucali, albo robili jeszcze gorsze rzeczy. Nie rozumiała, jak tak mogli.
Ucieszyła się z reakcji Melisandre na wieści o dworku.
- Myślę, że najprędzej zacznę go odnawiać na wiosnę. Tak by trafić na trochę lepszą pogodę - czyli miały już wspólne plany na ten czas. I niemal klasnęła w dłonie na wieści o szkole medycznej - Chcesz leczyć ludzi? To naprawdę szlachetny plan na życie, ale i trudny, uwierz mi, wiem, co mówię. Mam w tym spore doświadczenie, szczególnie jeśli mówimy o pracy jako sanitariuszka podczas wojen. Jednak naprawdę, potrafi to dać niesamowitą satysfakcję - pokiwała głową. - Jeśli w tej kwestii też potrzebujesz pomocy, to również możesz mnie o nią pytać - znów się uśmiechnęła.
 

Melisandre Travis

[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Constance, Tequilla,
Niby tak, niby nie...Mel była osobą, która sporo przeszła i nie mówiła o tym, która bała się przeszłości, unikała kontaktu z mężczyznami, którzy wydawali się być bardziej niebezpieczni od niej. Wówczas stawała się bardziej pyskata, broniąc się tak jak potrafiła. Chociaż czasem zastanawiała się czy jej niewyparzony ozór nie prowadzi jej do większych kłopotów niż mogła sobie zdawać sprawę. Przeciągnęła się lekko i skinęła głową masując swoją dłoń.
- Dziękuję Cioicu. Na pewno się zgłoszę, chociażby po jakieś książki medyczne czy coś...znajomość ziół i ich wykorzystywanie to pikuś. Pozostaje kwestia tworzenia z nich różnych wywarów itd.
Przyznała z uśmiechem na ustach. W końcu kto zabroni jej próbować sił? Nikt. Nikt nie ma prawa zabraniać jej tego co ją interesuje, inspiruje. Uwielbiała bawić się w lekarza...no może nieco...chirurga albo Kubę Rozpruwacza...tak czy inaczej, zabawa ludzkim ciałem ją bardziej niż ciekawiła.
- Doskonale. Zatem na razie ogarnę jeszcze mieszkanie, pracę potem zajmę się szukaniem rodziców. Chcę popytać za kilka dni w szpitalu. Załatwić sobie staż. Może akurat.
Uśmiechnęła się lekko.
- Wiem ciociu o co chodzi...chociaż pomoc ludziom...hm...to też ciekawe zajęcie. Jednak mnie bardziej interesuje nieco mroczniejsza strona tej dziedziny...
Przyznała nieco zmieszana i zarumieniona.
- Jeśli chcesz...wyjaśnię. Tylko musiałybyśmy przejść się w mój...bunkier.
Dodała unosząc wzrok na ciotkę z niewinnością aniołka.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
Każdy inaczej radził sobie ze swoimi problemami, a życiowe doświadczenia każdego mogły ukształtować inaczej. Szczególnie te, które bardziej podchodziły pod traumę niż potknięcia, z których śmiano się wiele lat później. Niewyparzony język rzeczywiście mógł stać się z czasem czymś, co będzie przeszkadzać, ale istnieją i pozytywy. Czasem, jeśli nie jest się silnym fizycznie, trzeba mieć po prostu siłę w gębie. O dziwo słowem można było skrzywdzić kogoś równie mocno, jak ostrzem. Coś o tym wiedziała, tym bardziej że wolała mówić niż dzierżyć broń.
Ach, wywary, eliksiry, nalewki, mazidła, oleje na wszelakie stwory. Opal uwielbiała siedzieć w swojej pracowni i ważyć kolejne specyfiki, toteż i miała sporo literatury poświęcona owemu tematowi w swojej biblioteczce. Nawet pisała coś swojego, ale wątpiła, by skończyła to w najbliższym czasie.
Książek medycznych też miała w bród, chociaż według niej medycyny z książek za dobrze się nie da nauczyć. Najlepsza była praktyka.
- Myślę, że mam sporo ksiąg, które mogłyby cię zainteresować. Zresztą, jeśli chcesz, to możesz odwiedzać mnie na zapleczu mojego sklepu, gdzie przyrządzam mikstury, a nawet uda mi się kiedyś sprawić, byś towarzyszyła mi przy jakimś zabiegu, gdy ktoś będzie potrzebował pomocy medycznej - Opal nie miała nic przeciwko, by ktoś patrzył jej na ręce. Ba, cieszyła się, że jej jedyna znana krewna miała podobne zainteresowania.
Pokiwała głową, gdy dziewczyna mówiła o swoich planach.
- Wszystko po kolei, dwórek nie ucieknie - uśmiechnęła się. - Pamiętaj, jak w czymś będziesz potrzebować pomocy, to śmiało idź z tym do mnie.
Słuchała o powodach zainteresowania medycyną przez swoją prapra...prabratnicę i poczuła jakieś dziwne uczucie w żołądku. A na słowo "bunkier" jej brew powędrowała w górę.
- Rozumiem, że interesuje cię bardziej... Naukowe podejście do ludzkiego ciała?- zapytała, powoli przybierając z powrotem neutralną twarz. - Cóż, każdy powód, by zająć się leczeniem, jest dobry, problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zaczynasz bawić się w Hannibala Lectera lub Dextera - wzruszyła ramionami. - I będę musiała zwiedzić ten bunkier i zobaczyć co wymyśliłaś - pokręciła głową. Miała dziwne przeczucie, że dekoracje nie do końca przypadną jej gustu.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Formalnie: 48h na odpis, runy w przypadku Smerfa oraz posiadany ekwipunek proszę ^^

Sonia i Lennan, nasze ukochane i najmniej umagicznione w zestawieniu eventowym osóbki, a to na ich barki spada capnięcie Architekta Zagłady Wielkanocy. To właśnie Szef Wszystkich Szefów namówił pozostałych na ten zuchwały akt, a raczej liczne akty, terroryzmu.
Mózg operacji odpowiada jednocześnie za sabotaż większości obiektów religijnych, aktywnych w czasie dzisiejszego święta. Doprawdy, jego szatańskie wyczyny nie znają umiaru! Uchwycenie tropu nieco trwało, wręcz przeciągnęło się do pory wczesnego wieczorku. Kto wie, niejedna parka uznałaby zachód słońca, wyjątkowo śliczny tego dnia, za naprawdę romantyczny, zaś teren placu budowy za sprzyjający miłosnemu uniesieniu. I tak, MG wie że w tym składzie byłoby to mało prawdopodobne, ale na pocieszenie zaprawdę powiadam - taki duet miałby cichego obserwatora.
Już na samym starcie obwieszczam, iż Sonia uprawniona jest do wyczucia podejrzanego, grzybowego aromatu na całym terenie tejże akcji. Pomimo nieźle rozwiniętych zmysłów, w końcu tylko szekl od formalnej IV klasy, była zdolna wskazać źródło każdego z zapachów dopiero przy znalezieniu się ledwie pół metra ot takowego ogniska. A jeszcze raz podkreślam, kipiało dla jej noska wszędzie, mimo iż nasi bohaterowie nie mogli niczego dostrzec nawet na otwartym terenie.
Śmiech, arcyzłowieszczy śmiech doszedł do uszu naszych śmiałków, znajdujących się przed całym tym kompleksem (umownie tam skąd strzelano fotkę, odpowiednio niżej). Sam Szatan* stał na pomarańczowym kontenerze, spoglądając na was, dzierżąc w prawej dłoni fukiy'ę, zaś w lewej malowane (i dość spore, może strusie?) jajeczko...
... które właśnie rzucił prosto w was. Unikacie? Łapiecie? Czy stajecie się patelnią?

*Szatan - Pan Zniszczenia, Gwiazda Zaranna Antychrysta, Diabeł, Bies, Lucyfer, Książę Ciemności, Belzebub, Upadły Anioł, Kusiciel, Belial, Lewiatan, Wielki Smok, Król Babilońskiego Władcy Tyru, Kusiciel, Syn Zatracenia, Ojciec Kłamstwa, Przechuj-Chuj nad Najchujowsze CHUJE.
 

Sonia Kozakova

23



Tell me things you never said out loud, Just try and go there if you can. Show me the parts of you you're not that proud of, I want to know







[Cytuj]
Multikonta: Anthony, Sigyn
Ekwipunek: wygodne ciuchy gopnika i... i w sumie tyle, bo Sonia nie ma uzbrojenia c':

#39

Gdy Sonia pierwszy raz spędzała Wielkanoc na Zachodzie, była nieźle zaskoczona różnicami kulturowymi. Nie była pewna czy jej bardziej odpowiadają tradycje angielskie, czy nie. Były po prostu... inne. Nie mówiąc już o tym, że Kozakova nie należała do religijnych osóbek, więc ostatecznie, gdy zamordowała swoich rodziców, po tym wydarzeniu nie świętowała śmierci Jezusa Chrystusa. W ogóle, co to za pomysł, żeby celebrować czyiś zgon? Bardzo miło, oj bardzo.
Początkowo sądziła, że Wielkanoc w Świecie Cieni nie wyróżnia się od tej przyziemnej, ale myliła się, bo hej! Właśnie znalazła się z nieznanym jej smerfem, na placu budowy, by znaleźć małego skurwysyna, który zajmuał wszystkie pisanki. Ciągle zastanawiała się "jakim cudem do jasnej cholery się tu znalazłam?", ale nie komentowała głośno swoich rozkmin. Hej, przynajmniej żaden przydupas Leytona nie atakuje jej srebrem!
- Śmierdzi grzybami - poinformowała łowcę, krzywiąc się mimowolnie. Może nie był to najgorszy zapaszek, ale jego intensywność była drażniąca, zwłaszcza dla jej wyostrzonego węchu. Jak na złość, mogła jedynie wskazać skąd dochodzi zapach, ale nie widziała źródła.
Możliwe, że dalej niuchałaby budowę, gdyby nie fakt, że jakiś stworek zaczął się śmiać. Zmarszczyła brwi, patrząc na małego futrzaka, który z pozoru nie wyglądał groźnie, ale Rosjanka na wszelki wypadek wolała z nim uważać. Nikt normalny tak się nie śmieje.
Sonia spróbowała uniknąć rzuconego w ich stronę jajka. A nóż okaże się, że jest pokryte srebrem czy czymś takim. Możliwe, że rozbicie go będzie swoistym otworzeniem puszki Pandory, ale mimo wszystko Kozakova wolała nie dotykać jajka.
A małego szatana jeszcze nie próbowała złapać. Nie wiadomo, co potrafił, a fukiya nie napawała optymizmem.
 

Lennan Fairwolf

30



I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Ekwipunek: strój łowcy, dwa serafickie ostrza, łuk, kołczan z 20 strzałami, stela, czarodziejskie światło, nóż w cholewie buta

Runy: stałe, czasowe: Precision, Dexteritas, Farsighted, Heightened speed, niedokończona Iratze

Jeśli rzeczywiście miałby świętować, to byłby gdzie indziej. Prawdę mówiąc, miał plany na ten dzień, ale musiał wszystko przełożyć. Nie, żadne spotkanie z Kotem, ot rodzinny obiad. Może ani on, ani jego matka, nie obchodzili ludzkich świąt, ale zawsze stanowiły dobrą okazję do spotkania się. Jeśli potrzebowało się pretekstu, święta Przyziemnych stanowiły doskonały powód. Praktycznie co miesiąc mieli jakiś ważny dzień, który można hucznie obchodzić. Teraz jednak miał co innego na głowie.
Razem z nieznaną mu, jeszcze, Panią Wilkołak znalazł się na placu budowy. Dla niego po prostu śmierdziało w tym miejscu, ale skinął głową na znak, że zrozumiał jej słowa.
- Niech będzie, że grzybami - rzucił lekko do kobiety, ale ton głosu miał się nijak do jego czujnej postawy. Chciał coś jeszcze powiedzieć, kiedy do ich uszu dobiegł śmiech. Prawdę mówiąc brzmiał jak dźwięk zabawki dla dzieci. Nic więc dziwnego, że mężczyzna zmarszczył brwi na widok... królika. Nałożył strzałę na cięciwę, którą napiął, gotów wycelować i strzelić w każdej chwili.
Nagle jajo zostało rzucone, więc Lennan spróbował zrobić unik, aby nie zostać celem dla jajka, a następnie wycelować w Króliczego Szatana i strzelić do niego. Jeśli udałoby mu się to, planował podbiec bliżej, chcąc zasłonić się za płytami szalunkowymi, które stały obok sterty styropianu.
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie... ~ Anonim zwany Skrybą.

Ostrożność Rosjanki była uzasadniona, zaś oby Lennan nie uwydatniał swoich myśli na światło dzienne, nazwanie głosu Szatana "dziecięcą zabawką" byłoby wyrokiem śmierci. Na szczęście nikt go jeszcze nie sprowokował i tylko dlatego obyło się bez ofiar śmiertelnych. Z kolei uniknięcie jajka było banalne, zarówno dla Wilkołaka jak i Nefilim. Niemniej i tak mogli poznać jego działanie: pole rażenia około metra, fioletowy gaz powodujący łzawienie i utrudniający oddychanie (czy wspomniałam, iż delikatną tego wersję właśnie odczuwali na sobie, z racji bliskości od miejsca wybuchu "bomby"?), wypełnione niewielkimi ostrymi "patyczkami" (coś ala pineski, jedynie bez grubszej końcówki). Ciekawe jak mocno mogły wbić się w ciało? Tego srebrnego jeszcze nie dane im było poznać.
Króliczek poruszał się błyskawicznie, z nadludzką szybkością, toteż zdołał uniknąć strzały bez kłopotów. Niestety, manewr Lennana nie udał się kompletnie, w drodze do kryjówki nadział się na pułapkę, jedną z wielu które wydzielały ten charakterystyczny aromat, o działaniu takim samym jak to jajo. Prawdę powiedziawszy, była to jedna i ta sama rzecz, która zareagowała gdy w nią wdepnął. Strój łowcy zatrzymał większość pinesek, lecz siedem z nich znalazło drogę do ciała Nefilim i wbiło się w nie, dokładnie w tym rejonie. Wszystko spenetrowało słabszą część ubioru. Rana, a raczej ranki, wyjątkowo piekły - nie wspominając o dolegliwościach opisanych przy jajku chwilę wcześniej. I zalecana jest ostrożność, szczęście w nieszczęściu, Łowca mógł wyczuć, iż obok jego lewej stopy coś stoi... ta cholerna, niewidzialna pułapka.
O tyle dobrze, że Królik nie miał na niego bicia. To było złą wiadomością dla Sonii, w której to kierunku posłał trzy strzałki ze swojej fikuśnej broni, po czym teatralnie skoczył za pomarańczowe pudło. Witamy w cosplayu forntu wschodniego i tamtejszych pól minowych. Tudzież co mu zrobicie, jeśli go dorwiecie?
 

Sonia Kozakova

23



Tell me things you never said out loud, Just try and go there if you can. Show me the parts of you you're not that proud of, I want to know







[Cytuj]
Multikonta: Anthony, Sigyn
Co jak co, ale z Teemo nie było żartów! Dlatego też Sonia na razie wolała zachować dystans, by nie oberwać za nadpobudliwość. Heh, i mówi to wilczyca o temperamencie choleryka. Znaczy, prawie choleryka, dużo w niej z sangwinika, ale mniejsza o to.
Oczywiście rzucone w ich stronę jajko musiało coś w sobie mieć. Dlatego też Kozakova nawet nie była szczególnie zaskoczona wybuchem oraz nieprzyjemną niespodzianką w postaci fioletowego gazu. Jak jeszcze pinezki na całe szczęście nie znalazły się w ciele, tak efekt dymu odczuła. Rosjanka odruchowo zasłoniła jedną dłonią usta oraz nos, a przedramieniem drugiej rączki spróbowała zakryć oczy. I tutaj chyba jej wyostrzone zmysły obróciły się przeciwko niej.
Nic nie mogła poradzić na kaszel i przez załzawione oczy obserwowała próbę posłania strzały przez Lenanna w małego Szatana. To, że futrzak uniknął jej, również nie było zaskoczeniem dla Kozakovej, choć żałowała, że jej przypuszczenia były zgodne z rzeczywistością.
Sonia chciała wspomóc łowcę, któremu oberwało się drugą bombą, ale musiała zająć się własnym tyłkiem. Spróbowała uniknąć trzech strzałek posłanych w jej stronę i wślizgnąć się prosto do kryjówki smerfa. Miejmy nadzieję, że jej wyostrzone zmysły nie zawiodły ją i pozwoliły również w uniknięciu aktywacji kolejnej bomby.
Jeśli powyższy plan się udał, to zwróciła się do łowcy.

- Musimy działać razem, ja będę namierzać te gówna, a ty atakował - zaproponowała coś, co na razie wydawało jej się najbardziej logiczne. Na pewno Fairwolf musiał zgodzić się z tym, że Sonii łatwiej było namierzyć lokalizację wybuchowych "grzybów". Co jak co, ale dostanie strzałką w kolano zdecydowanie nie było przyjemne, nikt nie chciał podzielić losu NPC ze Skyrima.
A jeśli jej plan poszedł w pizdu to... to po prostu próbowała schronić się za czymś pierwszym lepszym i nie natknąć się przy tym na niespodziankę.
 

Lennan Fairwolf

30



I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Nie podobał mu się gaz, ale kto chciałby się krztusić i łzawić, gdy miał zadanie do wykonania? Próby przyzwyczajenia się do zapachu były daremne. Próbował jakoś osłonić się od gazu, naciągając koszulkę na nos, ale niewiele pomogło. Był nawet przekonany, że gdyby Królik nie próbował zmienić swojego miejsca, strzała nie trafiłaby go. Czuł się zbyt rozkojarzony przez duszący dym.
Kiedy trafił na kolejną pułapkę, a ostre szpilki wbiły się w zgięcie kolana, zacisnął zęby, powstrzymując zirytowane warknięcie. Doprawdy, Fairwolf, w gorącej wodzie kąpany? Chciał zrobić kolejny krok, byle odsunąć się od chmury dymu, ale wyczuł coś przy swojej lewej nodze, choć nie dostrzegał niczego. Diabelskie sztuczki! Kaszląc i dusząc się, spojrzał w stronę Sonii, jeśli zdołała do niego podejść.
- Nie mam lepszego pomysłu - odparł, dochodząc do siebie i wycierając łzy spod oczu. Przeklęty dym i jego chwilowa porywczość. Znów nie docenił przeciwnika. Kim, a raczej czym, był ten cholerny królik?! Nałożył strzałę na cięciwę, rozglądając się na boki. Widział wcześniej, gdzie zniknął przeciwnik. Wycelował w niebo z zamiarem puszczenia strzały za pomarańczowy kontener. Nawet jeśli nie trafiłby przeciwnika, to może wypłoszyłby go z kryjówki. Nie miał zbyt wielkiego pola manewru, biorąc pod uwagę niewidzialne pułapki, w które nie chciał ponownie wdepnąć. Liczył na to, że jednak wilczycy uda się mu pomóc w tej kwestii i stworzą dreamteam uderzeniowy. Po wszystkim będzie warto spytać o imię chociaż, żeby nie wyjść na gbura.
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Święte słowa, wyostrzone zmysły były zbawienne w trakcie tej misji, ale stanowiły również przekleństwo Sonii. Nefilim miał nieco lepiej gdyż nie reagował tak mocno na niewielkie ilości. Na szczęście miny miały bardzo ograniczony zasięg, a trujący gaz szybko "ulegał neutralizacji na wietrze". W skrócie, Lenny skończył cierpieć nim jeszcze zdołał wpaść w pułapkę, zaś Sonia w chwili gdy Łowca ją zdetonował samym sobą. Niby dobrze, ale mowa tu o bombce która wybuchła w oddaleniu od obu słodziaków.
Uroczy Półwróżek miał niestety okazję przekonać się zaraz o pełnej mocy pułapki, która sprawiła iż "płakał" i miał spore problemy z oddychaniem. Stan ten utrzyma się jeszcze na czas najbliższego odpisu; połowicznie, będzie w stanie jako tako widzieć oraz łapać świeższe powietrze. Pamiętajmy, iż wbite "pineski" cały czas piekły i w razie poruszania się, byłyby kłopotliwe. Niemniej złowrogie efekty pułapki mocno wpłynęły na sam proces wypuszczenia strzały, jak gdyby sam zamysł nie był istnym rzutem na szczęście. Pocisk poleciał, zaś Sonia (dzięki statystyce szybkości) wślizgnęła się za osłonę. Problem w tym, iż przez to jej oczka i nosek znowu zapoznały się z uroczym gazem - rychło w czas! Zdradzieckie zmysł sprawiają, iż ma problemy identyczne co Lennan.
Pan Fairwolf spudłował, Teemo nie ucierpiało... ale jeden z okolicznych grzybków już tak. Eksplozja była aż nadto słyszalna, zaś śmiech króliczka zamienił się w lament. Czyżby posmakował własnego lekarstwa? Gryzoń został wypłoszony i rozpoczął desperacką ucieczkę do budynku stojącego przed Drużyną. Podskakiwał po drodze, omijając zastawione przez siebie pułapki. W trakcie tego wyciągnął coś zza pazuchy i włożył na swoje zacne oblicze. Ciekawe jakie to ma możliwości?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo