Melisandre Travis

[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Constance, Tequilla,
Miała dość udawania tej kim nie była. Spojrzała na mężczyznę z powagą i uniosła dumnie głowę.
- Wiesz co Ci powiem...przekaż swojemu szefostwu, że jak coś mają do mnie to niech przyjdą osobiście a nie wysyłają pieski by odwaliły za nich brudną robotę. W dupie mam to całe Przymierze i to co ono mówi. Wiem, że nie wolno mi zabijać i muszę mieć pozwolenie człowieka itd. Nic więcej mnie nie interesuje. A już na pewno nie to co Ty czy Twoi szefowie mają mi do powiedzenia.
Parsknęła pod nosem, czy robiła sobie coś z jego wyrzutów? Nie, absolutnie nie. Dziewczyna miała totalnie wylane na to co mówi i myśli nieznajomy. Znała swoje prawa i znała zakazy, które wyraźnie Nathaniel jej dał do zrozumienia i to z bardzo ale to bardzo dosadnie. Ba, jeszcze czuła ból szczęki na samo wspomnienie.
- Może i jestem jak to ująłeś pisklakiem, ale nigdy przed nikim nie będę się kłaniać i błagać o wybaczenie bo ktoś sobie ubzdurał nękać moją osobę. Przepraszać? I co jeszcze? Nie zrobiłam nic za co miałabym przepraszać, więc odpuść sobie i szerokiej drogi.
Warknęła ostatecznie.
- Poza tym...nie radzę zatrzymywać mnie dłużej, czuję coraz bardziej Twoją krew. Jest...
Zaciągnęła się zapachem jego skóry znajdując się nagle tuż za nim.
- Kusząca.
Wydusiła, nie sądząc że zapach krwi pół anioła może tak na nią działać. Odsunęła się pospiesznie i cofnęła od niego.
- Możecie sobie robić co chcecie. A dla Twojej wiedzy, nie interesuje mnie to czy mnie będziecie nękać czy nie. Mam to w dupie tak jak Wy. Też mam swoje sprawy ważniejsze od waszego pierdolonego prawa. Nie złamałam zasad, więc odstąp Łowco i wracaj do psiarni.
Oj coraz bardziej nienawidziła tego przeklętego prawa. Czyli co jej było wolno? Nic! Zabijać nie, przemieniać nie...chociaż z tym ostatnim to nawet nie żałowała, jakoś nie widziała takowej potrzeby. Jednak pierwsze...nieco koligowało z jej planami, ale co miała począć? Będzie musiała jakoś pomścić swoją przeszłość w inny sposób.
- Obyśmy nigdy więcej się nie spotkali.
Mruknęła pod nosem i odwróciła się kierując się w stronę posiadłości o ile Eliot jej nie zatrzyma. Czas "godziny policyjnej" się zbliżał, do tego musiała zdać sprawozdanie ojcu ze spotkania o ile w ogóle się pojawi. A jeśli nie...cóż, będzie miała spokój jak nigdy!
 

Eliot Ainsworth

40



Dear God, please don't let the Downworlder's guts ruin my good tunic







[Cytuj]
Multikonta: Tangu
Właśnie dlatego… między innymi, bycie łowcą było po prostu przejebane. Zero… zrozumienia, że jemu również to nie odpowiada. Był kurwa mać starszy od tej wampirzycy, właściwie ona była dzieckiem w każdych możliwych standardach, ale... oczywiście on musiał wysłuchiwać, kim ona nie była. Aż miał ochotę strzelić face palma, nie on faktycznie go strzelił.
- Przekaże co do joty moim przełożonym – zapewnił, tak by nie wyjść z siebie. Właściwie to nie on będzie się tym martwił, to nie on będzie poskramiał tą dziewczynkę, a zrobi to albo Instytut albo Ojciec, któremu przecież siądą na ambicji i w sumie nie tylko.
Czy się bał? Czy zrobiła na nim wrażenie? Raczej nie. Właściwie to całe to „straszenie” odnośnie jego smacznej krwi, spłynęło po nim, jak po kaczce. Już nie wspominając o tym, że nawet się nie obejrzał, ani nie wzdrygnął, gdy pojawiła się za nim. Po prostu czekał, aż ta farsa się skończy, masując jednocześnie mostek nosa.
- Nawet nie znasz tych zasad, więc skąd pewność, że żadnych nie złamałaś? – Tym zapewne bardziej ją zdenerwuje, ale w sumie… nie zamierzał się tym ani trochę przejmować.
Zamiast tego po prostu wsunął ręce w kieszenie spodni, by potem ruszyć przed siebie.
- Do nie zobaczenia, zatem – mruknął i odszedł, znikając w cieniu a może po prostu uruchamiając runę.
[/zt] (jak chcesz możesz się podłączyć)
Eliot Ainsworth
Some days I can't get out of my head
That's just the dark side of me
Some nights, it's hard for me to fall asleep
That's just the dark side of me
 

Nathaniel Black

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J. Verlac, S. Murdock, C. L. Vaughan
//#2 03.19

Obraz nędzy i rozpaczy, mniej więcej w taki sposób zostałby opisany przez przypadkowego przechodnia. Siedział na zimnej ulicy opierając się o ścianę pobliskiego budynku. Było w nim rzecz jasna coś niepokojącego, nie tylko pobliskie koty trzymały się od niego na dystans ale sama aura mężczyzny była dość niepokojąca. Zupełnie jakby przytrafiło mu się coś okropnego, jakby emanował od niego bagaż negatywnych doświadczeń, które się w nim zbierały od dłuższego czasu. Typowy obraz niezbyt przyjemnego typa, którego raczej starało się uniknąć.
Miał dłonie brudne od zaschniętej krwi, był blady, wyglądał niezbyt zdrowo. Na nieszczęście pewnej przechodzącej nefilim, którą złapał za rękę aby zwrócić na siebie jej uwagę. Kobieta zapewne nie spodziewała się, że zapewne do tej pory udany wieczór może drastycznie zmienić swój spokojny jak do tej pory nurt.
- Pomóż mi. - wyszeptał dość słabym głosem, zupełnie jakby był ofiarą jakiejś przerażającej zbrodni odbijającej się na jego biednej psychice. Czy to będzie wystarczające aby kupić uwagę anielskiej matki Teresy? Kto wie, może biedna kobieta zechce pomóc zakłopotanemu nieśmiertelnemu?
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
O ile Pia zapewne mogła od razu rozpoznać, że mężczyzna jest wampirem (mogła?) to nie znaczyło to, że nie potrzebował pomocy. A tylko, że powinna być ostrożna. Problem był jedynie taki, że Nestraven była Matką Teresą, czy jakkolwiek by tego nie nazwać.. Żyła z pomagania ludziom i to ją napędzało, nawet jak to tak podejrzanie wyglądająca osoba jak Nathaniel. A tym bardziej jeśli nie był Przyziemnym, bo.. no, bo tak. Bo jak to wygląda jakby przeszła obok niego bez słowa? Właśnie. Nie potrafiła przejść obok kogokolwiek w potrzebie, a na takiego Black wyglądał w tej chwili.
Spięła się w pierwszym odruchu, spojrzała w dół na mężczyznę. Oh.
- Co się stało? - obróciłą dłoń tak, by złapać go za przedramię i pomóc mu wstać, podeprzeć na sobie w razie potrzeby. Już zastanawiała się w jakie bezpieczne miejsce mogła by go odprowadzić i co takiego mogło się stać.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Nathaniel Black

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J. Verlac, S. Murdock, C. L. Vaughan
Trzymajmy się tego, że po powrocie z Edomu Elaonor opowiedziała mu o wydarzeniach w ich wymiarze, finale batalii z Leytonem i anielskiej medyczce, szczegółowo ją opisując. Tak więc w obecnej chwili mógł się domyślać, że ma przed sobą słynną Pię, do której jego wybranka zapałała swego rodzaju entuzjazmem.
- Pia, prawda? - spytał korzystając wyciągniętą rękę aby podnieść się z ziemi. Dopiero teraz mogła dostrzec, poszarpaną koszulę z plamami krwi i dziwne, cienkie żyły czarnego koloru spowijające jego korpus. Zupełnie, jakby coś mu dolegało, zupełnie jakby miał dość poważnie wyglądającą infekcje zakaźną. Słysząc jej pytanie rozchylił tylko koszulę – nie, nie w celu chwalenia się atletyczną sylwetką, miał zamiar dać jej możliwość przyjrzenia się jego dolegliwości.
Wydawać by się mogło, że stan wampira jest dość intrygujący, zupełnie jakby był w stanie agonalnym, zapewne w trakcie gdy jego dłoń leżała na jej ramieniu poczuła jej drgania. W końcu ta telepała się jak u starego alkoholika.
- Nie wiem, co to. - i po tych słowach nawet jęknął wykrzywiając się i opadając tułowiem do kolan. Chwała mateczce za silne ręce, które pomogły mu wytworzyć dźwignię przez oparcie dłoni na udach, w efekcie czego stworzył całkiem niczego sobie piramidę. Jego głowa opadła i wydawać by się mogło, że martwe ciało wampira nie tylko drżało, ale również się pociło. Przypadek zapewne dość intrygujący dla medyczki specjalizującej się w istotach nadnaturalnych.
Gdyby tylko odchyliła nieco jego kołnierz mogłaby zauważyć, że żyły spowijające jego ciało tak jakby żyją swoim własnym życiem, przemieszczają się w różnych kierunkach, rozrastają a po chwili zanikają, zupełnie jakby badały ciało nieumarłego.
Nieumarłego, który w akcie słabości uniósł głowę bezwładnie opierając ją na ramieniu kobiety. Mógł tylko mieć nadzieję, że nie pomylił kobiet. Chociaż jej pomocne nastawienie i dobre serce wytwarzały swego rodzaju aurę dookoła niej, która sprawiała wrażenie, że ma się przed sobą cudotwórcę.
I nawet jeśli początkowo miała wątpliwości co do przynależności mężczyzny tak po tych kilku gestach musiała być pewna, że ma do czynienia z wampirem – przez oczywiste sprawy. Blada cera, w jego stanie to nawet bardziej niż blada z podpuchniętymi oczami, chłód bijący od ciała i odkryte kły. W dodatku jako jeden ze starszych posiadał odmienne poglądy związane z samymi paznokciami, te w przypadku Nathaniela były dość ostro zakończone, stanowiące swego rodzaju broń, co zapewne czujnemu oku łowczyni również nie umknęło. Kobieta mogła być pewna, że ma do czynienia z jednym ze starszych nieumarłych, pytanie tylko jak bardzo?
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
Obserwowała go uważnie, zbierajac te wszystkie małe informacje, jak trzęsące się dłonie, jak żyły na skórze i tak dalej i tak dalej..
- Hm.. Skąd wiesz? - nie było sensu kłamać czy zaprzeczać, ale interesowało ją skąd może wiedzieć z kim ma doczynienia tak właściwie.. Plotki rozchodzą się zadziwiająco szybko, pytanie tylko co się dowiedział? Jakie miał o niej informacje? Ta jebnięta, co każdemu pomaga? Dziwna, co rozstawia wampiry i wróżki po kątach i macha gazetą na wilkołaki? Cholera wie. Wyciągnęła dłoń i przytrzymała jego koszulę tak, by mogła spojrzec dłużej na ciemne żyły, zagryzła wargę, zastanawiajac się, ale chwilowo nic jej do głowy nie przychodziło.
Po chwili przyłożyła mu dłoń do czoła, ale doszło do niej co wlaściwie robi i gdyby nie sytuacja to pewnie by prychnęła. Sprawdzac temperature nieumarłemu, gratulacje Pio, możesz oddać swoje prawo wykonywania zawodu. Przytrzymała go, by nie upadł, bo wyglądał słabo.
- Chodźmy gdzieś usiaść, hm? I powiesz mi dokładnie co ci jest, może jakoś to ogarniemy.. - nie miała pojęcia obecnie, nic nie przychodziło jej do głowy i nie wiedziała od czego zacząć.. Znaczy to wiedziała, ale chodziło raczej o to, że nie miała punktu zaczepienia.
Rozejrzała się, ale wróciła spojrzeniem na wampira, ogarniajac to jak wygląda.. bo nie wyglądał za ciekawie.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Nathaniel Black

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J. Verlac, S. Murdock, C. L. Vaughan
Nawet nie był zdziwiony jej początkową reakcją, w końcu każdy by się zdziwił gdyby nieznajoma osoba wystrzeliła do niego posługując się imieniem. I trzeba było przyznać, że był jej winny wyjaśnienia. Dlatego z wymuszonym uśmiechem postarał się zlepić w swoich ustach coś na podobę słów.
- Eleanor. Narzeczona. Opowiadała. - trzy słowa między którymi potrzebował chwili jakby na złapanie oddechu. Coś blokowało jego krtań jakby nie chciało aby zbyt wiele powiedział, czy była w stanie to zanotować? Jeśli się przysłuchiwała to między słowami, w trakcie wspomnianej przerwy z gardła mężczyzny wydobywało się lekkie chrapanie. Czy w przypadku nieumarłego mogło to być odpowiednikiem duszenia się? Cholera wie.
Czując jej dłoń na swoim ciele nawet nie oporował. Odpowiedział na to dość łagodnym wyrazem twarzy i uśmiechem, na tyle ciepłym na ile jego paskudny stan pozwalał. Może dalece temu było do obrazu przyjemnego dla oka, wiecie to tak jakby patrzeć na gościa, który nie spał od tygodnia. Tylko, że w bardziej paskudnym wydaniu. Dlatego gdy ta zaproponowała aby usiąść ten cupnął na glebę.
I tu, wydarzyło się coś, co mogłoby albo kobietę zaniepokoić albo obudzić jej ciekawość. Doszliśmy do czegoś na wzór kluczowego momentu spotkania.
- Tu jest ok. Światło, złe. - jak łatwo się domyślić w wypowiedzi wampira wziął udział jegomość zalegający w duszy bezbronnego nieumarłego. Jak się udało wampirowi dowiedzieć przez kilka wspólnych dialogów wewnątrz jego głowy to coś upatrzyło sobie jego bo z niewielkiej ilości potencjalnych współpracowników ten był najbardziej bestialski, najbardziej podobny do niego.
Pytanie tylko jak zareaguje Pianka? Czy postanowi nachylić się nad potrzebującym próbując jeszcze raz pomóc mu wstać na nogi? Szczerym będąc na to liczył. Biorąc pod uwagę, że po tych słowach jakby opadł z sił opuszczając swą głowę na dół i dość ciężko oddychając. Co było w samo sobie dość nietypowe – w końcu wampir nie musiał oddychać. Dawał w ten sposób upust emocjom? Cholera go wie.
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
- Ah.. cóż.. - uśmiechnęła się lekko - Mogłam być dla niej trochę.. oschła - wyjaśniła, bo w sume nie miała pojęcia jak opowiedziała to Eleanor ze swojej strony. Pia odezwała się do niej później, ale nie mogla mieć pewności, że wszystko jest ok, nawet jeśli wampirzyca pisała, ze jest. Z nimi nigdy nic nie wiadomo tak naprawdę. Nieśmiertelni, cholera by ich.. I pewnie niedlugo bedzie przeklinać jeszcze bardziej.
Wyczuła tę zmianę, usłyszała oddech, który nie paasował do całości. Nie miała pojęcia co może mu być, ale wiedziała, że zapewne powinna go zabezpieczyć zanim zacznie szukać odpowiedzi. Czyli na pewno nie mogli zostać tutaj.
- Nie możemy tu zostać. Postaraj się i wstań - pochyliła się, wyciągajac do niego rękę, by pomóc mu op raz kolejny. Nie mogł tu zostać, musiałą zaprowadzić go do Instytutu i tam próbować dalej.. Zawołać Jamesa, zagłębić się w literaturę, ogarnąć kontakt z wampirami, z Elą zapewne i tak dalej.. Kupa roboty, choć dla niej najważniejsza była pomoc Nathanielowi, który tej pomocy wymagał i to bardzo wyraźnie.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Nathaniel Black

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J. Verlac, S. Murdock, C. L. Vaughan
Dobre serce – to właśnie była cecha, której usilnie szukał wampirem ostatnim czasem. Takie istoty było najłatwiej zmanipulować i wykorzystać. Nie potrafiły bowiem przejść obojętnie obok potrzebującego stając się łatwą ofiarę dla tego demonicznego duetu. Czy wampir oporował przed krzywdzeniem nieznanego łowcy? Początkowo tak, musiał jednak ulec silniejszemu i starszemu pasożytowi, który zawładnął jego ciałem niczym marionetką.
Gdy kobieta nachyliła się nad nim usiłując mu pomóc wydarzyło się coś. Coś, co trwało zaledwie krótką chwilę jednak w ich odczuciu wydawać by się mogło, że minęły godziny. Przede wszystkim nieumarły uniósł głowę wlepiając w nią swoje czarne, puste, demoniczne ślepia. Nim zdążyła zarejestrować dość paskudny wyraz twarzy, którą pokrywały tajemnicze żyłki – od szyi aż do połowy szczęki i na czaszce, do połowy czoła. Właśnie! Nim zdążyła zwrócić na nie uwagę mogła poczuć paraliżujący ból pod żebrem, forumowy Venom wbił we wspomniane miejsce otwartą dłoń, która zakończona ostrymi paznokciami była niczym rękawica nabita ostrzami. W dodatku wampirza krzepa ułatwiała tylko zadanie jej rany, która powinna sparaliżować jej świadomość. I nawet gdyby próbowała się bronić wampir wgryzł się w jej szyję. No dobra, wgryzł to zbyt łagodne pojęcie. Wgryza się cywilizowany wampir w sposób finezyjny. On natomiast przypomniał bardziej brutalnego drapieżnika, który swoimi ostrymi niczym brzytwy kłami wręcz rozerwał kawał mięsa na jej karku sprawiając, że krew sączyła się w ogromnej ilości. Dossał się do ów miejsca niosący głodem niczym alkoholik po tygodniowym odwyku. Nie był delikatny, był nawet przeciwieństwem wszelkiej delikatności spijając słodką posokę nie zważając ani na siorbanie ani na pryskającą po jego brodzie i ubraniu krew.
Gdy jej ciało zaczynało robić się bezwładne wypuścił ją z ramion niczym szmacianą lalkę dbając o to aby została świadoma. Samo krwawienie zostało zatamowane przez błogosławieństwo mateczki. Miała szczęście, została wybrana na posłańca, musiała żyć co najmniej dopóki nie przekaże wiadomości.
- Ludzie są tacy naiwni. Tak łatwo wami manipulować. - głos przemawiający do kobiety na pewno nie należał do człowieka, nie mógł. klik – próbeczka Sam wampir przeszukiwał jej ciało, wyprostował się w momencie gdy znalazł stellę, którą wyrzucił do śmietnika. Drugą z rzeczy, których szukał w jej ubraniach był telefon, który nawet położył jej między głową a ręką.
- Świat który znacie się kończy. Przekaż swoim przełożonym, że wasze rządy się kończą. - po tych słowach nachylił się nad nią łapiąc za włosy i podciągając jej głowę do góry. Tak aby mogła spojrzeć jeszcze raz w demoniczne oblicze wampira - Albo przede mną klękniecie albo wszyscy zginiecie, anielska wywłoko. - po czym puścił jej głowę i wstał. Nie patrząc na to czy kobieta będzie w stanie bezpiecznie odłożyć ją na ziemię. Jej problem. Żyła dzięki temu, że on chciał ogłosić światu ów informację.
- Nawet nie próbuj mnie gonić. - tylko tyle. Ostrzeżenie, które zakończyło się złamaniem ręki. Doskonale wiedział, którą rękę złamać aby pozbawić ją możliwości nakreślenia runy, wiedział po tym jak dwukrotnie usiłowała pomóc mu wstać. Sama sprzedała mu informację, której z rąk używa do pracy codziennej. Sam atak na ramię dziewczyny był prymitywny, po prostu nadepnął z ogromną siłą na łokieć.

Odchodząc od kobiety ta mogła doń usłyszeć fragmenty dialogu pomiędzy pasożytem a żywicielem.
- Ja bym ją zabił
- Potrzebna jest żywa.
- Martwa byłaby mniejszym problemem.
- Mówiłem ci, że jesteśmy do siebie bardziej podobni niż ci się wydaje.

z/t
 

Connor L. Vaughan

[Cytuj]
Multikonta: N. Black, S. Murdock, J. Verlac, E. Godfrik
//#3 03.19

To nie tak, że o niej zapomniał, każdego dnia tęsknił za tą uroczą nefilim, która zjawiła się w jego życiu równie niespodziewanie co rozwolnienie. Co zabawne, w powiedzeniu, że człowiek docenia coś dopiero po jego utracie była jakaś ukryta mądrość, bo on strasznie zaczął doceniać możliwość przebywania w towarzystwie starszej kobiety, w trakcie ich rozłąki najbardziej brakowało mu... właśnie nie do końca był pewny. Postawił by fifty fifty, zarówno na uśmiech sprawiający, że jej ponura i smutna twarz wyglądała na anielskie dzieło, jak i jej brązowe oczy, które były wystarczającym narzędziem aby zawrócić w głowie młodego wilkołaka. I w sumie spytany o to, co wyjątkowego widzi w kobiecie na pewno zacząłby jeszcze wychwalać smukłą twarz, wyraziste kości policzkowe i włosy pachnące zapachem polany o poranku – po deszczu. No ale jak wszyscy wiemy zapach był odbierany przez każdego w inny sposób. Co pachniało kusząco dla Connora przez kogoś innego mogłoby być odebrane niczym swąd starych skarpetek.
Przerwanie ciszy przez udostępnienie lokalizacji nie wydawało mu się raczej czymś romantycznym, wręcz przeciwnie było wystarczającym pretekstem aby podsunąć jego świadomości same najgorsze scenariusze. I w sumie, nie zabrał z domu nic poza telefonem, nawet buty wsunął na nogi w przelocie gnając na wskazane miejsce, może i szybciej dotarłby do kobiety w zwierzęcej formie jednak nie wiedząc nic postanowił nie ryzykować zostanie gołodupcem.
Widząc zmasakrowaną Piankę dość szybko cieszył się, że postawił na ludzkie ciało, przeciwstawne kciuki, smukłe palce i kilka innych udogodnień, które pomogło mu zabezpieczyć kobietę. Początkowo bał się, że udostępniona lokalizacja była wskazaniem na zwłoki kobiety jednak jego lęki zostały uciszone przez delikatnie bijące serce łowczyni. Wiedział jedno, musi działać nie tylko bezbłędnie ale i szybko. Dlatego pierwszym co zrobił było zadzwonienie po zaprzyjaźnionego weterynarza – niestety, jedyny specjalista jakiego znał leżał nieprzytomny na ziemi. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Najgorsze było to, że przez wzgląd na domysły, co do pochodzenia ran nie mógł zabrać jej do szpitala, w którym udzieliliby jej najlepszej pomocy.
Wnioski? Do momentu zjawienia się specjalisty przekręcił ją na plecy i zaczął udzielać pierwszej pomocy w stopniu bardzo podstawowym. Rozbita głowa – nie wyglądała groźnie, poza tym rozsądek polecał mu nie ruszać tego newralgicznego punktu jakby w obawie o doprowadzenie jej do gorszego stanu. Rana na karku – ta mimo okropnego wyglądu nie krwawiła, zupełnie jakby nieznana mu siła zatamowała krwotok, co jak się później okaże było sprawką agresora, który tak jakby zmienił strukturę krwi zszywając ją od środka, medyczny fenomen? Pewnie sama ofiara postanowi zagłębić dokładniej temat, który dla młodego wilka ograniczał się do – na szczęście nie krwawi. Złamanej ręki nie usztywniał ze względu na lekarza, który za chwilę się zjawi. Została więc tylko rana na brzuchu a tą – dzięki wiedzy posiadanej z filmów – postanowił uciskać kawałkiem materiału, co prawda w postaci rozdartej koszulki ale to też się liczy. Ważne, żeby ją uratować. Innymi słowy, nie zrobił praktycznie nic.
Gdy specjalista od zwierząt pomógł ją nieco ustabilizować przetransportowali ją do jedynego, w odczuciu Connora, bezpiecznego miejsca. Sam weterynarz zostawił mu kontakt do znajomej pielęgniarki, która za drobną opłatą pomoże dyskretnie dopatrzyć higieny u poszkodowanej, co jak co ale młody Vaughan szanował intymność osoby, która była dla niego dość intrygująca.

2x zt
 

Nathaniel Black

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J. Verlac, S. Murdock, C. L. Vaughan
//#5 05.19

Kto by się spodziewał, że romans z pewnym mrocznym bytem, który przylgnął do wampira niczym rzep do psiego ogona będzie nieść za sobą konsekwencje znacznie większe aniżeli tylko utrata wzroku. Uczucie bezkarności, zapach krwi, jej uczucie pod własnymi pazurami, ciepła posoka kapiąca na twarz i ciało wampira przypomniało mu czasy świetności. Czasy, w których ludzie drżeli na sam dźwięk jego imienia. Czasy, w których nefilim bali się walki z wampirami. Czasy, w których rozkwitająca potęga nieumarłych rzucała na świat cień grozy. Czasy, które prawdopodobnie nigdy nie wrócą. Prawa Clave wydawały się niczym łańcuchy krępujące wolę niewinnego krwiopijcy. Czy to dziwne, że w końcu ktoś, coś, powiedziało dość? Czyżby wspomniany wcześniej byt wszystko to sobie zaplanował? Może Venom wiedział, że odebranie wzroku mężczyźnie, zamknięcie go w świecie pozbawionym kolorów, pozostawienie go samemu sobie doprowadzi do sytuacji, w której pewna jego część postanowi wyjść na światło dzienne?
Just like Jeckyll and Hyde. Jak to mówią słowa pewnej piosenki – zdradzę tylko, że arcydzieło w wykonaniu Five Finger Death Punch. Prawdopodobnie ta zwierzęca natura, wszystko, czego uczono go jeszcze za życia. Ta brutalna, zwierzęca chęć dominacji zawładnęły ciałem nieumarłego. Tego wieczoru chciał poczuć się panem życia i śmierci, chciał poczuć się żywym – a właśnie z tym kojarzyło mu się w tej psychopatycznej główce życie. Nic więc dziwnego, że uwagę ślepego wampira przykuł ignorujący go nefilim, od którego trącało alkoholem. I chwała Melce, za czas poświęcony na wspólnych treningach, które pomogły wampirowi nauczyć się postrzegać świat przy pomocy pozostałych zmysłów. Trącającego alkoholem łowcę wyprzedził poruszając się po dachach. Czekał na niego w wąskiej, ślepej uliczce.
Prawdopodobnie świadomość braku zagrożenia przyczyniła się do tego, że instynkt samozachowawczy podpitego łowcy był nieco uśpiony. Swoją drogą ciekawe kiedy zorientował się, że wampir obok którego przechodził przy pomocy nadludzkiej siły i ostrych pazurów rozerwał nie tylko materiał ubrania, cięcie było o wiele głębsze. Po prawdzie półanioł chciałby w tym momencie aby naruszona została tylko skóra. Sama rana nie była wykonana chirurgicznie, z punktu widzenia, każdy koroner stwierdzi, że musiał tego dokonać niedźwiedź. Głębokie, szarpane, bardzo nierówne cięcie. Na tyle głębokie, że wnętrzności mężczyzny aż prosiły o wyrwanie ich z ciała. Zabawne. Ciekawe czy w tym stanie człowiek jeszcze jest świadomy tego co się z nim dzieje? Ile brakuje mu do śmierci i czy czuje jej oddech na karku?
Skąd te pytania? Bo brunet mimo dość wątpliwego stanu zdrowia mimo wszystko próbował zamachnąć się na wampira. Tego samego wampira, który przez kilka tygodni uczył się wyczuwać intencje innych przy pomocy słuchu i węchu. Tego samego wampira, który czuł na swoich palcach ciepłą posokę, tego, który pragnął skąpać się w krwi mężczyzny. Samo zamachnięcie było niczym ostatni rzut – w końcu tonący brzytwy się chwyta, czy jakoś tak, co nie? Nieumarły nie tylko nie miał problemów z zejściem z linii cepa ale także przy pomocy potężnego uderzenia doprowadził do paraliżu dolnych kończyn. No dobra, dopiero za drugim uderzeniem udało mu się trafić bezpośrednio w kręgosłup doprowadzając do poważnych obrażeń wewnętrznych. I gdy mężczyzna runął na ziemię. Tak naprawdę wtedy dopiero zaczęła się ich namiętna zabawa. Prawdopodobnie, nawet cały alkohol wyparował z jego organizmu. Przejebane. Być świadomym swoich ostatnich chwil, trzeba było się po prostu bardziej napić. W trupa. Ha. Haha.
Wyłamując łowcy bark przewrócił go na plecy. Nawet nie szukał kontaktu wzrokowego z ofiarą wiedząc, że i tak nie zapamięta jego twarzy. Szkoda, nawet nie wyobrażacie sobie jak bolesne dla oprawcy było to, że nie mógł zapamiętać błagalnego spojrzenia swojej ofiary. No ale trudno. Może i powinien mu poderżnąć gardło, aby szybko zakończyć jego cierpienia? Ale jaka byłaby w tym zabawa? Wystarczyło precyzyjnie uszkodzić krtań, na przykład uderzając dwoma kosteczkami na tyle mocno aby ta po prostu pękła. Efekt? Nie tylko nie mógł krzyczeć ale sam dusił się własną krwią. Co po prawdzie, dla wampira w tym stanie. Dla istoty napędzanej rządzą krwi, dla gościa, który pierwszy raz od kilkuset lat czuł się, że żyje była niczym miód na uszy.
Skoro nie mógł krzyczeć, to nikogo nie zaalarmuje, prawda? Skoro nikt nie będzie im przeszkadzać to mogą się nieco zabawić, prawda? Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że wampir zatopił rękę w brzuchu mężczyzny wyciągając z niej jelita – w końcu te miały łącznie około 7 metrów długości, aż szkoda było ich nie wykorzystać. Były ciepłe, śmierdzące, jednak ciągle żywe. Czuł przepływającą w nich treść żołądkową i krew doprowadzającą do organu tlen. Wyrywał je przy pomocy obu rąk, niczym sznur z zbyt ciasnego przejścia. Po wyciągnięciu około pięciu metrów obwiązał je dookoła brzucha mężczyzny, następnie zacisnął dość mocno na jego szyi i finalnie, wciągnął go na pobliski szyld – wieszając go na nim. I trzeba przyznać, że to brutalne arcydzieło w żaden sposób nie mogło być przypisane do wampira. W końcu te zabijały żeby się pożywić. Na ciele nocnego łowcy nie było żadnego śladu po kłach. Wyrwane z ciała jelita, na których został powieszony. Zmiażdżona krtań, i ogromna utrata krwi. Co zabawne, gdy ta sączyła się z rozerwanego brzucha sam Nathaniel stojąc pod nią nie tylko obmył twarz. W tym chorym, godnym filmu grozy obrazie mężczyzna poczuł się oczyszczony, szczęśliwy i żywy. Szkoda tylko, że jego rozsądna natura dzisiejszej nocy była nieobecna.

W tym poście ginie Drake Stormshadow

z/t
 

Ray Moonwater

23



If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
//#1 05.2019

Siedzenie po nocach z własną Parabatai i obgadywanie wzajemnych i spaczonych gustów kulinarnych zasadniczo było kiepskim spędzaniem nocy i wieczoru. Co przy ich podejściu do świata przerodziło się w zażartą dyskusję trwającą gdzieś do 3 nad ranem. Jednak jeszcze gorszym była następująca potem pobudka o 6 rano wywołana przychodzącym smsem informującym, że w zaułku w Clifton wisi trup. Zaspana Ray odczytała wiadomość i była w stanie ją zignorować, gdyby nie to, że dosłownie pięć minut później dostała następną. Tym razem mówiącą, żeby się pospieszyła, zanim ludzkie gliny jej tego trupa sprzątną sprzed nosa.
- Robię to tylko dla trupa. - wymamrotała, zbierając swoje własne zwłoki z łóżka. Naprawdę, uświadamianie Erin do 3 rano, że wżeranie tego świństwa nazywanego "haggis" jest zbrodnią na kubkach smakowych i żołądkach normalnych ludzi, było wręcz idiotycznym pomysłem. - Co za kretyn w ogóle morduje innych po nocy. - dorzuciła tonem obrażonym na cały świat i zaczęła się ubierać.
Po kilku minutach była już gotowa, zgarnęła swoją torbę z narzędziami przydatnymi przy badaniu miejsc zbrodni i udała się do Clifton. Ziewając przeraźliwie zaczęła rozglądać się wokół, żeby znaleźć wspomnianego w wiadomości truposzka. W zasadzie największym mankamentem całej sytuacji było to, że o tej porze niemiłosiernie pizgało. Zaspana niemiłosiernie zaczęła wzrokiem omiatać ulice i ogólnie glebę, po kilku minutach bezowocnych poszukiwań sięgając po telefon, by jeszcze raz sprawdzić wiadomości przychodzące. Dopiero tam skojarzyła, że tajemniczy, tfu, informator napisał, że trup wisi. Dopiero wtedy uniosła głowę, szukając miejsca, gdzie dałoby się zawiesić ciało i niedługo potem znalazła w zaułku zawieszonego na szyldzie na własnych jelitach mężczyznę.
- O. - skomentowała jedynie z zainteresowaniem w głosie, choć nieco mało inteligentnie, stając jakieś dwa metry od ciała. Przez bardzo długą chwilę kontemplowała zakrwawione ciało, pozwalając śpiącemu jeszcze mózgowi się uruchomić i zacząć działać jak na mózg koronera przystało. Mózgownica zaskoczyła po następnych kilku minutach tępego wpatrywania się w wisielca.
Pierwsza trzeźwiejsza myśl Ray była taka, że ustalenie, od czego facet zginął, będzie naprawdę trudne. I będzie wymagało dłuższego babrania się w jego flakach. Nie, żeby jakoś specjalnie jej to przeszkadzało. Wyciągnęła lateksowe rękawiczki, by nie zostawić własnych śladów biologicznych i patrząc pod nogi zbliżyła się do ciała. Oczywiście pod nim znalazła się spora ilość krwi, przy której przykucnęła. Skrzepnięta, czyli do morderstwa musiało dość kilka godzin wcześniej. Dmuchnęła w lecący na twarz kosmyk włosów i wyprostowała się, ostrożnie obchodząc plamę, by móc obejrzeć sobie ciało.
- O cholera. - mruknęła do siebie, dostrzegając wyzierające spod krwi runy. Nefilim. Ktoś zamordował Nefilim. Dlatego to ona dostała informację. Odruchowo też zaczęła się zastanawiać, kto mógł mężczyznę wykończyć.
Zdawała sobie sprawę, że przydałoby się wisielca jakoś odciąć, ale nie miała większego pomysłu, jak to zrobić, by nie zniszczyć śladów. No i nie ukrywajmy, była niska i po prostu nie sięgała. No i też nie wpadła na to, by dzwonić po policję Przyziemnych. Zmarły był Nefilim, czyli to była sprawa dla Instytutu. Odeszła kilka kroków od ciała, by znaleźć cokolwiek, co mogłaby sobie podstawić, by zdjąć wisielca. Ciężarem trupa się jakoś specjalnie nie przejmowała, w końcu zawsze mogła użyć runy siły.
<div style="font-family: 'Calligraffitti', cursive;font-size:34px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #000;margin-top:20px;">Raven Moonwater
<div style="width:262px;margin-top:5px;"> <img src="https://i.imgur.com/a8NU9fC.gif" style="width:150px;float:left; margin-top:-10px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;"><img src="https://i.imgur.com/RkR5f9V.gif" style="width:150px; margin-left:-40px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;">
<div width="262px" style="font-family: 'Calligraffitti', cursive; font-size:16px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 0px 5px #000;padding-top:2px;">I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Samuel Murdock

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J.Verlac, N.Black, C. L. Vaughan
//#2 05.19

Poranne problemy ze wstawaniem, pomyśleć, że jeszcze do niedawana były również zmorą policjanta. W jego przypadku winę ponosiły nie całonocne imprezy i pogaduchy a problemy ze snem, które były owocem wieloletniej służby – w trakcie której nie zawsze strzelał do uzbrojonych mężczyzn, nie raz musiał odesłać w ramiona tej ostatniej kochanki niewinną osobę torując sobie tym samym drogę do czystego strzału. W imię wyższego dobra, jak to wpajało mu w młodości dowództwo. Wychodziło więc na to, że to właśnie w imię wyższego dobra mężczyzna zatracił część własnego człowieczeństwa. I pomyśleć, że kiedyś nie widział w tym problemu, te zaczął dostrzegać dopiero gdy po serii niefortunnych zdarzeń został zmuszony do normalnego życia.
Może nawet był na nogach od piątej, informację z komisariatu dostał jakoś godzinę po przebudzeniu. Co zabawne zauważył ją dopiero po wyjściu spod prysznica. Zajrzał nawet do sypialni czy przypadkiem telefon nie obudził jego partnerki, a skoro ta spała to po przykryciu jej i pocałowaniu w policzek po prostu ruszył pod wskazany adres – i nawet zbytnio się nie spieszył. Trup w York? A to ci nowość. Hot dog i kawa wydawały się ważniejsze, w końcu skoro nie żył to raczej z miejsca zbrodni nie odejdzie, prawda?
Samą kawę dopił po drodze, nie chcąc jednak poplamić nowego służbowego samochodu sosem z hot-doga go sobie zostawił na sam dojazd na miejsce zdarzenia. I na nim właśnie miał okazję poznać pewną karlicę. No dobra, jak na karlicę to był całkiem wyrośnięty egzemplarz ale nadal wydawała się ledwo odrośnięta od ziemi. Pierwszą myślą było porównanie jej do zbłąkanego dziecka, które po prostu się zgubiło. Dość szybko, dostrzegł jednak runę na jej przedramieniu i w razie gdyby ta miała upaść odbita od jego klatki piersiowej ten uchronił ją od niefortunnego wypadku łapiąc, albo raczej kładąc wolną rękę na jej brzuchu.
- Zgubiłaś się? - może powinien powiedzieć dzień dobry, albo przywitać się w jakiś inny sposób. No ale musiał jakoś poznać powód dla którego kobieta była tu z samego rana, prawda? Okej, mogła go spytać o to samo ale jakby nie patrzeć mężczyzna działał z litery prawa. Nie było chuja, który mógłby z miejsca morderstwa wyprosić samego komendanta.
Tak więc gdy tylko zapewnił jej komfort i pomógł odzyskać równowagę podszedł do wiszącego mężczyzny i stojąc naprzeciwko tego paskudnego obrazu po prostu konsumował swoje śniadanie. Zupełnie jakby sam widok nie robił na nim większego wrażenia. Co się dziwić, przeżył piekło wojny, widział rzeczy gorsze od wyprutych z ciała flaków.
- Kreatywne. - o! Ten chociaż powiedział nieco więcej aniżeli zwykłe 'o'. Czyli mamy postęp! Czyżby w rankingu nefilim:przyziemny ten drugi właśnie zdobył punkt za wyrażanie swoich emocji? - Szkoda, że nie ma w rejonie na tyle silnych zwierząt żeby można było im przypisać morderstwo. Poza tym zwierzę nie zabija dla zabawy. Raczej w obronie własnej albo dla pokarmu. - skoro wiedział, z kim ma do czynienia to mógł nawet pozwolić sobie na domysły sięgające głębiej, prawda? Ciekawe jak sama łowczyni zareaguje na wiedzę policjanta o świecie cieni? Rzadko który przyziemny posiadał zdolność widzenia, jeszcze mniejszy odsetek wiedział cokolwiek, ciekawe ilu wiązało się z wilkołakiem? - Z powodów osobistych chętnie obwiniłbym wampiry. Chociaż wilkołak też chyba byłby zdolny do czegoś takiego? - pytanie tylko jaki zwyrodnialec byłby zdolny do wyprucia z mężczyzny flaków i powieszenia go na nich. Teoretycznie powinien zawiadomić o trupie. Praktycznie, chyba najpierw będzie musiał się dogadać z kobietą jaką wersję zdarzeń powinien przedstawić i kto zabiera ciało? Szkoda tylko, że łowcy nie działali jak faceci w czerni i nie potrafili wymazywać wspomnień niewtajemniczonych ludzi. I miejmy nadzieję, że w labiryncie ulic nikomu nie przyjdzie do głowy pomysł aby krzątać się właśnie tutaj.
 

Ray Moonwater

23



If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
//#1 05.2019

Ostatnie, czego mogła się spodziewać, to że cofając się w poszukiwaniu czegoś do podwyższenia swojego kurduplastego jestestwa trafi plecami na jakiegoś osobnika. W pierwszym momencie po prostu ją zmroziło i nie miało najmniejszego znaczenia to, że osobnik, wnioskując po głosie mężczyzna, objął ją tylko po to, żeby się nie wyrąbała prosto w plamę krwi wisielca. Absolutnie nie miało to znaczenia. No bo kto normalny plącze się o tej porze na miejscu zbrodni, skoro glin nie zawiadamiała, bo wisielcem był jeden z nich. No odpowiedź była prosta, tylko i wyłącznie zwyrodniały morderca, który przyszedł się napawać swoim dziełem i przy okazji wykończyć bogu ducha winnego koronera... No dobra, to była przesada. Ale nadal Ray była zbyt zaspana, by myśleć trzeźwo, co skończyło się odruchowym ciosem z łokcia w brzuch przytrzymującego ją mężczyzny. Gdy już została uwolniona od rzekomego napastnika odskoczyła dość gwałtownie, jednocześnie w dość bojowej pozycji odwracając się przodem do mężczyzny. Z odruchu również sięgnęła do paska, gdzie normalnie miała zawieszone tomahawki. Zanim przypomniała sobie, że na wpół śpiąca i wściekła na Erin zostawiła je w jej pokoju.
- Nie, skądże. A pan co tu robi? - głos młodej Nocnej Łowczyni był nieco napastliwy, a przynajmniej do momentu, w którym nie dostrzegła broni za jego paskiem, odznaki i kajdanek. Gliniarz. Do tego ludzki, to było widać. Z automatu się rozluźniła, ale podstawową myślą w tym momencie było soczyste i mało cenzuralne "Kurwa". W zasadzie odpowiedzi na pytanie już nie potrzebowała, ale to tylko w teorii. W praktyce była bardzo ciekawa, skąd ten facet wiedział o trupie, skoro nikt po gliny nie dzwonił...?! Skrzyżowałaby ręce na piersiach, ale przez rękawiczki wolała tego nie robić. Potem wyjdzie, że sama zamordowała gościa i będzie przypał.
- Wyjątkowo. - zgodziła się bez cienia sarkazmu, jakby to było całkiem normalne, rozmawianie o kreatywności mordercy około 7 rano w jakimś zaułku. - Żadne zwierzę nie powiesiłoby kogoś na jego własnych flakach. Ktoś miał ewidentnie fantazję. Jeszcze gdyby rozwlekło te flaki gdzieś po ziemi, to można by było... Ale ewidentnie to był ktoś silny. Silny i sadystyczny, tak na oko. - potrząsnęła lekko głową, podchodząc do trupa od drugiej strony. Otworzyła usta, żeby dorzucić coś jeszcze, gdy facet wyleciał z wampirami i po prostu z głupią miną kłapnęła tylko zębami. I uważnie zlustrowała gliniarza. Przecież dobrze do określiła jako Przyziemnego, na wszystkich bogów. Jednym z nich nie był to na pewno. Wiedziałaby przecież. Wilkołakiem przecież też nie był, no proszę was. Wampir odpadał z przyczyn naturalnych, było jasno. Na czarownika nie wyglądał, oni byli zazwyczaj dość ekstrawaganccy. A faeria to już w ogóle. Czyli dobrze mówiła, człowiek. Tylko że jakim cudem człowiek wiedział o wampirach? I ogólnie o świecie cieni? Guzik prawda, jaja sobie robił, była tego pewna. O nie, tak łatwo nie będzie. A trzeba było użyć Glamour... No nic, już za późno.
- Nie ma dziurek po kłach. - wymsknęło jej się jakoś z odruchu, a potem potrząsnęła ponownie głową i prychnęła. - Pan się słyszy? Wampiry? Przecież to mit. - powiedziała uprzejmie, aczkolwiek z lekką ironią w głosie. - Już prędzej bym powiedziała, że jakiś bardzo wielki i agresywny piesek, ale w życiu nie uwierzę, że piesek wytargał facetowi flaki z bebechów, owinął mu wokół gardła i zawiesił na szyldzie... - w jej głosie zabrzmiała delikatne rozbawienie. - Nota bene nie każe zwierzę zabija tylko dla pokarmu, niektóre zabijają w obronie własnej... Ale to taka mała dygresyjka. - Niefilimka była bardziej niż nieufna wobec gliniarza, więc ostrożnie obserwowała go, jednak większość uwagi poświęcając trupowi.
<div style="font-family: 'Calligraffitti', cursive;font-size:34px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #000;margin-top:20px;">Raven Moonwater
<div style="width:262px;margin-top:5px;"> <img src="https://i.imgur.com/a8NU9fC.gif" style="width:150px;float:left; margin-top:-10px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;"><img src="https://i.imgur.com/RkR5f9V.gif" style="width:150px; margin-left:-40px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;">
<div width="262px" style="font-family: 'Calligraffitti', cursive; font-size:16px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 0px 5px #000;padding-top:2px;">I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Samuel Murdock

[Cytuj]
Multikonta: E. Godfrik, J.Verlac, N.Black, C. L. Vaughan
Jeśli w taki sposób kobieta okazywała jakiekolwiek uczucia to nic tylko współczuć jej facetowi. Bo serio, kto normalny wita się z nieznajomym wbijając mu łokieć w brzuch? Dość nietypowy sposób na dziękowanie za ratunek. Może kobieta pochodziła z Tajlandii? Albo Texasu? Tak, to na pewno był Texas – a to by wiele tłumaczyło. Albo, to będzie genialne – naoglądała się zbyt wielu odcinków słynnego w swoim czasie serialu z Chuckem Norrisem i padło jej na psychikę. No cóż, w końcu nie od dziś wiadomo, że telewizja otumania słabe umysły. Biedactwo. Może to i dobrze, że mężczyzna swojego czasu wiele wycierpiał? Może to i nawet więcej niż dobrze, dzięki temu atak zaspanej kobiety, karlicy bez wsparcia run wywołał zaledwie na twarzy policjanta błagalne spojrzenie doprawione uniesioną w geście dezaprobaty brwią. I nawet nic nie mówił sądząc, że wyrzuty sumienia będą dla niej wystarczającą karą.
- Na rogu mieszka kobieta wierząca w duchy i zjawiska paranormalna, Twierdzi, że jest medium i potrafi rozmawiać z duchami. Od zawsze psocą jej się dzieciaki z sąsiedztwa. Rano gdy szła z psem na spacer zobaczyła o to tutaj. - i czymże byłoby genialne stwierdzenie to tutaj gdyby nie pokazać wolną rękę w stronę wisielca. Aż chciało się przytoczyć pewien doniosły i wielki cytat. Być, albo nie być. Czymże jest życie w tych mrocznych czasach. Czy śmierć nie niosła wybawienia? I może sam były wojskowy powinien pomyśleć nad karierą aktorską. Pewnie miałby wielu zwolenników gdyby spróbował swoich sił w teatrze.
Jednak, wracając do opowieści. - Dla starszej kobiety po siedemdziesiątce ta scena wydała się niedorzeczna, do tego stopnia, że zgadnij kogo postanowiła budzić telefonami o piątej rano? - i w tym momencie wepchnął nawet do ust resztkę hot-doga i wyszczerzając usta, ignorując wylatujące z nich kawałki bułki z mięsem oba palce wskazujące skierował w swoją stronę. Ta dam!
I nawet uniósł jedną ze swoich brwi – dosłownie na chwilę. Jego mina wyglądała raczej na pomstę do nieba, w sumie, nie trzeba było być psychologiem aby odczytać z niej błaganie o pomoc. Litości – właśnie tego wyrazu można by było użyć opisując minę policjanta. Znał wielu łowców, jednych lepiej, innych gorzej. Potrafił ich poznać – kojarzył mniej więcej jak wyglądają runy jednak nie do końca był pewny jak poszczególne z nich działają. Może kiedyś uda mu się wyciągnąć z łowcy jakieś dokładniejsze informacje? Kto wie, czas pokaże, co tam zapisane mu w gwiazdach.
- Nie musisz palić głupa. Przecież widzę runę. - i nawet pokazał palcem prosto, w odsłonięty fragment kobiecego ciała naznaczony anielskim znakiem. - Tak samo jak widzę, że przystojniaczek też był jednym z was. - bąknął tylko znudzonym tonem głosu. Ciekawe jak na zderzenie kobiecej twarzy z patelnią w postaci wiedzy policjanta zareaguje ona sama. W końcu nie na co dzień spotyka się kogoś, kto wie więcej niż by się mogło wydawać. W dodatku posiada same konkretne informacje.
- I nie chcę cię martwić ale w tej chwili jesteś główną podejrzaną o morderstwo - po czym rozłożył ręce wzruszając barkami. Zupełnie jakby to było takie typowe nic takiego. Takie o. No stało się, trudno, co zrobić? Oczywiście, mogła się wybronić od pierwszego strzału w postaci zarzutów, które właśnie padły. Nikt jej nie zabroni, wystarczy jakiś konkretny argument. Samo założenie, które padło z ust policjanta powstało przez chęć odegrania się na niej. I w momencie gdy miał satysfakcję dostrzec po jej minie zakłopotanie dodał. - Wisi tu od kilku godzin, ma spuchnięte wargi. I sądząc po rękawiczkach albo sprzątasz bałagan albo próbujesz się zorientować kto zabił waszego. - innymi słowy 'its a prank bro, tylko żartowałem'.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo