Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Ogród
Autor Wiadomość
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-11-12, 10:44   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

/ po misji /

Spodziewał się wielu przeszkód w swoim żywocie, wiele mogło się wydarzyć, wielu wrogów miał, wielu przyjaciół. Trzymanie ręki na pulcie w jego przypadku wcale nie było takie proste. Wiedział, że wielu podziemnych nie jest przychylnych wyznawanym przez Noah zasadom, jednak on czuł się z tym dobrze. Nie miał zamiaru działać przeciwko sobie, zawsze chciał działać zgodnie z prawem, bez krzywdzenia innych, bez zadawania im bólu i niepotrzebnego cierpienia. Mogli go za to nienawidzić, obrzucać nieprzychylnymi spojrzeniami, ale żaden z nich nie mógłby zapewne powiedzieć z czystym sumieniem, że zrobił wszystko, aby poprawić sytuację. Najbardziej denerwowała go bierność, wiele wampirów chowało się w cień, uważając, że o uchroni ich przed złem tego świata. Nic bardziej mylnego. On wolał działać i robił to z pełną pasją.
Wiedział, że coś jest nie w porządku, wewnętrzne oko, instynkt czy jakby to nazwać, podpowiadał mu, że coś w jego otoczeniu ulega zmianie. Był wampirem, jego zmysły były czułe, a mózg rejestrował wszystko znacznie bardziej, niż innych osobników, innych ras. Był wdzięczny za to, że chociaż w ten sposób los oddał mu jego cierpienia, bo po pięciuset latach życia, z małym hakiem, należało mu się nieco więcej.
Dzień spędził na telefonie, rozmawiając z przedstawicielami na temat wydarzeń i tego co miało miejsce, bądź będzie mieć w przyszłości. Wydawało mu się, że wszystko idzie zgodnie z planem, a przynajmniej na czystych w miarę warunkach, które mogą przynieść jedynie nowe nadzieje i szansę na lepsze jutro. Kiedy słońce już zaszło postanowił wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza. Dopiero, co napoił się, a na jego koszuli znajdowały się ledwo zauważalne ślady ludzkiej krwi. Usiadł na ławce, gdzieś przy końcu alejki, gdzie krzewy obrastały plac, tworząc przyjemne sklepienie nad siedziskiem. Rozsiadł się wygodnie i zawiesił spojrzenie, wyglądał jak posąg wykuty z marmuru, jak rzeźba, która wyszła spod ręki sławnego rzeźbiarza. Wampiry były pięknymi istotami, mężczyźni byli przystojniejsi, kobiety bardziej urodziwe. A wszystko to dzięki przekleństwu, które zesłał na nich nieodpowiedzialny człowiek.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ysabeau de Duno


Ysabeau de Duno

559

Wampir

nie potrafię się w to bawić

kupiłam Nightrider, bo nudzi mi się w życiu


Used to be so innocent, thought I'd never change a victim of the feeling then, fighting everything.

Wysłany: 2018-11-22, 00:42    [Cytuj]

[2]
Wiele przeżyła, kiedyś z satysfakcją myślała o tym, że jeżeli pewnego dnia umrze to z poczuciem, że w życiu zdążyła zasmakować wszystkiego. Łatwo było jej przyzwyczaić się do tego, że śmierć jest daleko. Prowadziła szalony i niebezpieczny tryb życia, a ostatnio nawet myślała o tym, że naprawdę nie ma nic do stracenia. Miała wyjebane na wszystko i niczym się nie przejmowała. Ryzykowała do granic możliwości i nie liczyła się z konsekwencjami.
Zaproszenie, które dostała od Nathaniela, w pierwszej chwili wydało jej się nudne. Jednak, kiedy na spokojnie przeanalizowała całą sytuację, mogła stwierdzić, że zdecydowanie wyszła jej z tego całkiem przyjemna przygoda. Nie chodziło oczywiście o perspektywę spotkania z Noah czy przejęcie władzy w Yorku. Miała ochotę na odrobinę brutalności, a to miasto wręcz nią pachniało.
Nathaniel miał dla niej zadanie, co prawda powiedziała mu wprost, że zbyt dobrze zna Schiavone. Jego drugie imię to Szwajcaria i nie będzie chciał współpracować. Nie mniej jednak miała w planie udowodnić mu swoją rację, wiec od kilku dni stała w cieniu mężczyzny. Pod postacią czarnego, małego kota, bądź też śledząc go w ludzkiej postaci. Teraz była kilka kroków za nim, udawała spacerującą dziewczynę w czapce i płaszczu do połowy uda. Nie miała butów na obcasie, wiec poruszała się bezszelestnie, podążała za jego zapachem, który przez te wszystkie stulecia wcale się nie zmienił. Nie mniej jednak znudziło jej się już to podążanie, więc zaczęła być nieostrożna. Powoli dawała mu do zrozumienia, że wcale nie jest tutaj taki sam, jakby mu się wydawało.
_________________

    This is the gate between the living and the dead.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-11-22, 09:51   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Czuł się obserwowany. Mając za sobą lata doświadczeń, historie w świecie Nefilim i inne powodu, ku zwiększeniu uwagi na swoje bezpieczeństwo, zaczął radzić sobie z kwestiami ewentualnego szpiegostwa. Nie był pewien, czy to Leyton i jeden z jego ludzi, postanowił przylepić mu ogon, który z dnia na dzień radził sobie coraz gorzej, co nie umknęło jego uwadze, czy może było to coś innego, a raczej ktoś inny. Znajomy zapach często pojawiał się w powietrzu w momencie, kiedy odczucie posiadania „ogona” zwiększało się. Dopiero po dłużej chwili przypasował go do konkretnej osoby.
Teraz, kiedy zapach znów nasilił się, a Noah czuł to dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje… Uśmiechnął się pod nosem. Zapach doskonale znany, poznał go przecież z tak bliska, że niektórzy mogliby mu pozazdrościć. Nadal tkwił w bezruchu, nie przemieszczając się nawet o kawałek. Wciągnął powietrze, a jego klatka piersiowa uniosła się nieznacznie.
- Ysabeau de Duno. – powiedział w końcu, na tyle donośnie, że kobieta bez problemu mogła go usłyszeć. – Po tylu latach nadal nie doceniasz moich możliwości? – spytał, prychając lekko pod nosem. Mógłby to odebrać jako obelgę, w końcu kto jak kto, ale jego była kochanka, powinna zdawać sobie sprawę, na co było stać wampira. Faktycznie, dawno się nie widzieli, ale przez lata raczej nabrał nowych doświadczeń, niżeli je stracił. Użył wampirzej szybkości, aby znaleźć się obok niej, właściwie, tuż przed nią, tak, że mogła poczuć zapach jego ciała z bardzo bliska.
- Stęskniłaś się czy ktoś Cię najął? – spytał, uśmiechając się pod nosem. Panna de Duno zawsze wzbudzała w nim pewne… sprzeczne odczucia, które ciężko było mu pojąć. Nigdy mu to jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Chwycił delikatnie kosmyk jej włosów w palce i przesunął po nim delikatnie, wzburzając zapach Ysabeau.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ysabeau de Duno


Ysabeau de Duno

559

Wampir

nie potrafię się w to bawić

kupiłam Nightrider, bo nudzi mi się w życiu


Used to be so innocent, thought I'd never change a victim of the feeling then, fighting everything.

Wysłany: 2018-11-22, 17:45    [Cytuj]

Nie powinien aż tak bardzo panikować, gdyby nie zdecydował się na siedzenie w mieście takim jak York, które było wręcz tykającą bombą, czekającą na zagładę to miałby więcej spokoju. W końcu we Włoszech długimi miesiącami potrafili nie wychodzić z komnat i wcale jej to nie przeszkadzało. Hedonizm brał górę, a że kilka mebli i łóżek było wtedy zmienianych na wykałaczki to już inna sprawa.
Od paru dni chciała, żeby ją poczuł, miała wrażenie, że zaraz straci cierpliwość i jej sygnały przestały być tak bardzo subtelne. Czyżby zapomniał, jak pachniała, a może chciał się pobawić w kotka i myszkę? Jednak, kiedy w końcu do niego dotarło, uśmiechnęła się z zadowoleniem, a kąciki jej ust uniosły się naprawdę wysoko, co u niej ostatnimi stuleciami było rzadkością.
Niccolo Leonardo Schiavone — Powiedziała perfekcyjną włoszczyzną. — Myślałam już, że na tyle się zestarzałeś, iż straciłeś powonienie. — Strzeliła karkiem, jakby noszenie głowy było dla niej męczące, a mężczyzna po chwili pojawił się przed nią.
Milczała i przekręciła delikatnie głowę, sprawdzając, czy coś nie zmieniło się w jego wyglądzie przez te lata:
Przyjechałam się pożegnać. — Zerknęła na jego palce, które próbował wplątać w jej włosy. Miała swój plan, którym nie miała zamiaru się dzielić. Pożegnanie po części było prawdą, po części kłamstwem. Nie mógł więc wiedzieć, że kłamie, bo możliwe, że na najbliższe kilka stuleci to naprawdę pożegnanie, bez względu na to, że ich ostatni spotkanie obeszło się bez pożegnania, a jej odejście było jednoznaczne. Znał jej podejście do Clave, a on ciągle miał w sobie zbyt dużo z Nocnego Łowcy, żeby tak łatwo było jej zmienić jego zdanie.
_________________

    This is the gate between the living and the dead.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-11-22, 19:38   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Nie kwestią było zapomnienie jej zapachu, a podejrzliwość Noah. Krucjata panoszyła się w York od miesięcy, stosowali różne sztuczki… Nie miał pewności czy przypadkiem nie wykorzystywali jego słabości do Ysabeau, aby go dorwać. Z jakichś powodów, Krucjata z Leytonem na czele znali szczegóły z ich życia bardziej skrywane, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Wiedzieli wszystko, o przyzwyczajeniach, słabościach, umiejętnościach, tych ukrywanych, tak jak jego nowe zdolności nabyte parę miesięcy temu, mieli niepełne dane. Nie wiedzieli co potrafi. Miał prawo założyć, że zapach Ysabeau może być zwodniczym działaniem. Dla Leytona był ogromnym zagrożeniem, które ten chciał zlikwidować koniecznie. Schiavone miał tego świadomość.
- Musiałabyś wiedzieć o tym z własnych doświadczeń. – odparł z uśmieszkiem na ustach. Ysa była przecież w tym samym wieku, może odrobinę wcześniej została przemieniona, ale wtedy zdaje się ich życia nie skrzyżowały swoich dróg. Zastanawiającym było to, dlaczego Ysabeau wybrała ten… wątpliwie przyjemny wieczór, na spotkanie się z nim, a raczej przyłapanie na małym śledzeniu.
- Pożegnać? – uniósł brew ku górze pytająco. Rozumiał wszystko, ale nie sens tego pożegnania. Z reguły robili to po burzliwych tygodniach, spełniania swoich fantazji i wzbudzania przyjemnych wspomnień. Właśnie dotarło do niego, że minęło sporo czasu, od ostatniego spotkania, który to był rok… 1890? Trochę wcześniej? – Chcesz zacząć od drugiej strony? Wiesz, że nie przepadam za pożegnaniami. – szepnął cicho. Im bliżej niej stał, tym wyraźniej czuł jej zapach i wspomnienia docierały coraz mocniej, były coraz… milsze i bardziej sympatyczne. Nie rozumiał, dlaczego Ysabeau chciała się żegnać, nie sądził, by wampirzyca wybierała się na tamten świat, on też nigdzie nie miał zamiaru się ruszać. No chyba, że coś jej groziło… Może potrzebowała pomocy? Wiedziała, że może na niego liczyć, pomimo wieków.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ysabeau de Duno


Ysabeau de Duno

559

Wampir

nie potrafię się w to bawić

kupiłam Nightrider, bo nudzi mi się w życiu


Used to be so innocent, thought I'd never change a victim of the feeling then, fighting everything.

Wysłany: 2018-11-24, 19:47    [Cytuj]

Ysabeau jeszcze nie miała świadomości tego, co właśnie dzieje się w Yorku. Nathaniel nie chciał jej zbyt wiele zdradzić, wydawało jej się, że może wie o wszystkim więcej niż sam Noah. Możliwe, że właśnie tak było, że zaprosił Ysabeau po to, żeby mieć więcej informacji. Był starszy od niej, ale ona przez swoje wszystkie lata również zdążyła nazbierać sporo kontaktów, a już na pewno niektórzy chcieli wykorzystać to, że była w dobrych kontaktach z wilkołakami. W końcu nie bez powodu nazywana była przyjaciółką wilków.
Mam wrażenie, że jesteś wystraszony. Podejrzanie zbyt ostrożny. — Przekręciła głowę, wpatrując się w niego intensywnie. Coś nie grało, brakowało jej jakiegoś elementu układanki, czegoś, co łączyłoby wszystkie informacje, które zdobyła odnośnie do tego, co dzieje się w tym mieście.
Powiedzmy, że mam w planach małą… Drzemkę. — Uśmiechnęła się, bo wcale nie była w niebezpieczeństwie. Przynajmniej w tej chwili miała raczej więcej sprzymierzeńców niż wrogów. Nie wiedziała, ile osób byłoby gotowych się za nią wstawić. Jednak istoty nocy zdecydowanie były wierniejsze od ludzi, o ile ciągnęli obopólną korzyść ze znajomości. Ysa nie przypomina sobie, żeby nie spłaciła jakiegoś długu wdzięczności.
Ja też ich nigdy nie lubiłam, dlatego wychodzę zawsze bez pożegnania. — Wyciągnęła rękę w kierunku jego policzka, ale cofnęła ją momentalnie. Nie chciała pozwolić sobie na pokazanie słabości, bo on był jej słabym punktem.
_________________

    This is the gate between the living and the dead.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-11-25, 14:03   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

- Najwyraźniej mam powody do ostrożności. – odparł na jej słowa, uśmiechając się dość krzywo. Byłby spokojniejszy, gdyby po York nie pałętał się Leyton, nie mordował Podziemnych i Nefilim, nie sprowadzał na nich bolesnej zagłady. Niestety, ale typ pogrywał sobie dość ostro, mordował w najbardziej brutalny sposób, nie zważając na nic. To chyba dostateczny powód do tego, aby zachowywać pełną ostrożność. Ostatnie wydarzenia pokazywały, że nie można ufać praktycznie nikomu. Każdy mógł być zamieszany w sprawę z Leytonem i zupełnym przypadkiem wybrać nieodpowiednią stronę barykady.
- Drzemkę? Brzmi jakbyś planowała wprowadzić się w letarg, Ysabeau. – zmarszczył brwi, przyglądając jej się uważnie. Po tak wielu latach mieli prawo być zmęczeni życie, a raczej egzystencją, bo siłą rzeczy byli zupełnie martwi. Nie spodziewał się jednak, że właśnie Ysa straci chęć do działania, odpuści i zechce wprowadzić się w stan letargu, bo inaczej Schiavone drzemki nazwać nie umiał. Kołek w sercu czy wykrwawienie się było jedną z wielu opcji, musiała mieć jednak kogoś, komu będzie ufał, kto w odpowiednim momencie wyjmie ten kołek lub napoi ją odpowiednią ilością krwi.
- Szkoda. – stwierdził, cofając się o krok, a po jego zastygłej twarzy przebiegł cień uśmiechu, wampirze oko zdecydowanie zanotowałoby tą reakcję jego organizmu. – Ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę fakt, że od kilku dni dajesz mi sygnały swojej obecności. Nie miałaś problemu, aby mnie znaleźć, z uwagi na moją pozycję i pracę, każdy wie, gdzie mnie szukać. O co chodzi, Ysabeau. – dodał z powagą, wsuwając dłonie w kieszenie płaszcza, patrząc na nią wnikliwym wzrokiem, zastanawiając się o co tak naprawdę chodziło wampirzycy. Miał wrażenie, że pożegnanie to żadna wymówka, w końcu… De Duno zaprzeczała sama sobie. Przybyła się pożegnać, choć nie lubiła tego robić i dlatego zawsze znikała bez słowa…
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ysabeau de Duno


Ysabeau de Duno

559

Wampir

nie potrafię się w to bawić

kupiłam Nightrider, bo nudzi mi się w życiu


Used to be so innocent, thought I'd never change a victim of the feeling then, fighting everything.

Wysłany: 2018-11-28, 17:08    [Cytuj]

W takim razie naprowadź mnie odnośnie tego, co dzieje się w tym… — Zagryzła usta, rozglądając się i szukając odpowiedniego słowa: — Mieście. — Zakończyła z odrazą, bo dla niej to Nowy Jork był miastem, York co najwyżej jakąś dziwną dziurą pełną potworów, których nie powinno być aż tak dużo w jednym miejscu. — I o co chodzi z Wampirami, Wilkołakami, Łowcami? Dlaczego akurat tutaj jest ich aż tyle? — Tego również nie potrafiła zrozumieć. Zwyczajnie chyba wiodła ostatnio zbyt hedonistyczne życie, żeby się przejmować takimi sprawami.
Powiedzmy, że chyba potrzebuje przerwy… — Zagryzł wargi w wąską linię i wzruszyła ramionami. Nudziło jej się, a co jest lepszego na drzemkę niż sen? Chyba nic.
Kiedy się odsunął, poczuła się odtrącona i nie była już pewna czy powinna go prosić o to, co chodziło jej po głowie. Miała mętlik, bo połączyła gierkę z prawdą. Wiele ryzykowała, ale czy ona kiedykolwiek tego nie robiła?
Bo chcę, żebyś to ty się mną zaopiekował. — Objęła się ramionami, jakby sama się przytulała i dopiero po dłuższej chwili podniosła na niego spojrzenie.
_________________

    This is the gate between the living and the dead.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-11-29, 23:16   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

Dla osób w ich wieku, które zwiedziły sporą część świata York faktycznie było malutką mieściną i niedużym znaczeniu. Większe miasta sprawiały, że zagrożenie było większe oczywiście, jednak… nigdy nie zastanawiał się nad tym, dlaczego akurat w tym niedużym mieście zrobił się swoisty zlot Czarowników, Wampirów, Wilkołaków i innych, Podziemnych Istot. Działalność Instytutu była konieczna, w końcu ich obowiązkiem była ochrona Podziemia przed zgubną wiedzą Przyziemnych. Dlaczego akurat te tereny? Dlaczego właśnie to miejsce? Kiedy Ysabeau zadała mu to pytanie, aż sam zaczął się zastanawiać.
- Szczerze mówiąc, nie wiem. – odparł, marszcząc lekko czoło i odwracając głowę w bok. Z reguły wykonywał ten gest, kiedy zaczynał się nad czymś zastanawiać, chciał przemyśleć jakieś kwestie. York nie było całkiem małym miastem, ale też nie ogromną metropolią, w której tak liczna ilość Podziemnych miała prawo bytu.
- Zaopiekował? – uniósł brew, przenosząc spojrzenie jasnych tęczówek na jej twarz. Ysabeau zawsze sprawiała mu trudności, ciężko było ją rozgryźć, nie była jak większość żyjących w jego otoczeniu istot. Może dlatego tak bardzo ciągnęło ich do siebie? On też był zagadką, mało kto znał całą prawdę o jego osobie.
Zrobił krok w jej stronę i położył obie dłonie na jej ramionach. Nie mógł tak po prostu odpuścić, troska o nią, była silniejsza od niego. Przekręcił lekko głowę w bok, przysuwając się jeszcze bliżej niej, aż wreszcie ich ciała spotkały się na tyle blisko, aby można to uznać za ciepły gest przytulenia.
- Powiedz mi o co chodzi, co Cię trapi. – dodał nieco ciszej. Dlaczego akurat De Duno działała na niego właśnie w ten sposób? Dlaczego wkradała się w jego łaski za każdym razem, kiedy tylko napotykał ją na swojej drodze?
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Ysabeau de Duno


Ysabeau de Duno

559

Wampir

nie potrafię się w to bawić

kupiłam Nightrider, bo nudzi mi się w życiu


Used to be so innocent, thought I'd never change a victim of the feeling then, fighting everything.

Wysłany: 2018-12-04, 21:45    [Cytuj]

Ysabeau nie lubiła takich małych miejsc, nie czuła się w nich dobrze i miała wrażenie, że zatraca się wtedy jej indywidualność. Lubiła się czuć wyjątkowo jako wampir w tłumie ludzi, brylowała, królowała. Była agencyjną istotą otaczającą się różnego rodzaju wyznawcami. Po przemianie jej się zmieniło, szara myszka stała się królową życia i potęga wcale jej nie przeszkadzała.
Nie wiesz, czy nie chcesz powiedzieć? — Kobieta przekręciła delikatnie głowę, przyglądając mu się, może miał swoje tajemnice, a może faktycznie dalej był kompletnie odizolowany od rzeczywistości, w której żył. Tego by się mogła po nim spodziewać.
Wiedziała, że będzie próbował ja podejść emocjonalnie. Zagrać na uczuciach, których teoretycznie nie miała. W końcu nie była człowiekiem. Niemniej jednak do tego mężczyzny od zawsze miała jakąś dziwną słabość i wracała do niego, chociaż nie potrafiła zrozumieć jego przekonań i miłości do Clave. Jak widać, jednak miała swoje momenty, w których wypierała z głowy jego przekonania i wracała do niego.
Nic, po prostu czuje się znudzona. — Wzruszyła ramionami, bo przecież mu nie powie, że właśnie gra na zwłokę, żeby nie zauważył tego, co dzieje się za jego plecami.
_________________

    This is the gate between the living and the dead.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Noah L. Schiavone


Noah L. Schiavone

559

Wampir

wdowiec

Właściciel Kliniki


Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.

Wysłany: 2018-12-06, 17:24   
   Marg, Nyx, Shan, Kieran
[Cytuj]

- Nie wiem, Ysabeau. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, a jednak, wielu Podziemnych znalazło tu swój azyl. – odparł. On osobiście zaczął woleć te mniejsze miasteczka. Londyn, Nowy York, Paryż, Dublin, jakiekolwiek inne miasto były dla niego męczące. Rozważał jako kolejny przystanek swojej wieczności wybrać Alte albo Narwik w Norwegii. Tamtejszy klimat był doskonały dla wampira, słońca mało przez większą część roku, zimno niespecjalnie mu przeszkadzało. Warto było przemyśleć czy takie miejsce nie byłoby odpowiedniejsze dla niego. Był tam więcej niż sto lat temu, pewnie wiele się zmieniło, ale czuł się tam wyjątkowo dobrze.
- Ysabeau De Duno. – powiedział z powagą, cofając się o krok. – Nie wiem co próbujesz osiągnąć, ale nie mam zamiaru pozwolić na to, co zawsze… – dodał, prostując się i znów przybrał kamienny wyraz twarzy. – Czujesz się znudzona i dlatego igrasz ze mną jak z ogniem, czy ktoś Cię na mnie nasłał? – spytał. Podejrzliwość była wskazana w jego przypadku, każdy, kto mógłby próbować mu zaszkodzić popełniał błąd wchodząc na jego teren. Rozejrzał się, dziwny szmer przykuł jego uwagę. Gdyby był wilkiem najeżyłby się od razu, niestety, jedyne co zrobił to wyszczerzył kły i wysunął je, jego powieki zwęziły się w skupieniu.
- Ty przeciwko mnie? Kto to? – spytał, dając intruzowi czas.
_________________
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9