Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Ogród
Autor Wiadomość
Tangata Kohuru


Tangata Kohuru

800

Czarownik

Aroha

Sprzedawca w sklepie zoologicznym


All Magic Comes With A Price

Wysłany: 2018-10-23, 12:56   
   Eliot
[Cytuj]

Naprawdę się musiał zestarzeć, bo o tym, że ktoś go obserwuje dowiedział się dopiero w chwili, jak obserwator zdecydował się odezwać. To sprawiło, że zamarł w połowie ruchu, z nogą uniesioną na wysokość brzucha, zgiętą w kolanie, jak do blokowania ataku. Ręce również miał uniesione, w tak zwanej „gardzie”, gotów do odparcia ciosu lub jego wyprowadzenia. Obejrzał się na Neila, którego rozpoznał po głosie.
- Oczywiście, że tak – odpowiedział opuszczając nogę. Stanął pewnie, w lekkim rozkroku na dwóch nogach. Wciąż miał uniesione ręce, swoistą blokadę przed możliwym atakiem, choć prawda jest taka, że raczej nikt go tutaj nie zaatakuje.
- Heh w tej walce raczej byś ze mną nie wygrał, co jednak powiesz na magiczny sparing? – Rzucił z uśmiechem. Teraz dopiero opuścił ręce, a nawet oparł jedną z nich na swoim biodrze. Drugą zaczesał niesforne włosy do tyłu, tak by cokolwiek widzieć. Doszedł też, do budującego wniosku, że przed wyprawą musi je skrócić, tak by podczas działań na Wyspie mu nie przeszkadzały.
- Kiedy przybyłeś? – Zapytał z uśmiechem, chociaż darował sobie marudzenie, że Neil go o swoim przyjeździe nie poinformował. Przecież Hariss nie wiedział, gdzie aktualnie przebywa Tang, bo ten sam mu się do tego nie przyznał.
_________________
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Neil Harriss


Neil Harriss

800

Czarownik

kocham Gaela

zrobię to, za co zapłacisz


Carpe diem quam minimum credulo postero.

Wysłany: 2018-10-23, 17:13    [Cytuj]

- Czyżbyś sugerował, że w magicznym sparingu mógłbym z tobą wygrać? - wyszczerzył zęby w rozbawionym uśmiechu. Jasne, wiedział, że mężczyźnie chodziło po prostu o to, że jest od Neila lepszy w walce i raczej nie ma szans, żeby go pokonał, ale... lubił się droczyć i łapać za słówka, tak już po prostu miał.
- Dobra, czemu nie, możemy spróbować. - wzruszył ramionami, chwilę później podchodząc jeszcze bliżej i podwinął rękawy za łokcie, żeby nie blokowały mu ruchów. Jasne, nie zamierzał walczyć rękoma, tylko magią, ale tak czy siak wolał, żeby było mu możliwie jak najwygodniej; nie będzie się musiał przejmować tym, że coś mu gdzieś przeszkadza, a będzie w stanie całkowicie skupić się na walce.
- Do Yorku czy do siedziby? Bo jeśli do Yorku, to jakieś... no, koło trzydziestu lat. Mam dom w Heworth i... w sumie jest całkiem fajnie. Paryż to to może nie jest, ale mam już dosyć Francji, więc York jest miłą odmianą. - uśmiechnął się wesoło, krzyżując ramiona na piersi. - A jeśli o siedzibę chodzi, to przybyłem rano. Ale spędziłem ładnych parę godzin w bibliotece, więc mogłeś mnie faktycznie nie widzieć. - wzruszył lekko ramionami, spoglądając mu w oczy z uśmiechem i trochę tak, jakby rzucał mu wyzwanie. - Rozumiem, że nie bawimy się w czarną magię? - to pytanie oczywiście zadał cicho, bo to, że teraz się droczył to było jedno, a to, że ktoś mógł to usłyszeć i wziąć na poważnie, to zupełnie inna sprawa.
_________________
Neil Harriss
I think of myself as a powerful warlock
We are all the pieces of what we remember. We hold in ourselves the hopes and fears of those who love us. As long as there is love and memory, there is no true loss...
(m)

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Tangata Kohuru


Tangata Kohuru

800

Czarownik

Aroha

Sprzedawca w sklepie zoologicznym


All Magic Comes With A Price

Wysłany: 2018-10-23, 17:31   
   Eliot
[Cytuj]

Wzruszył ramionami, by potem podejść do swoich rzeczy i podnieść koszulę. Wytarł nią twarz, a także założył ją na ramiona.
- Nie wiem czy możesz ze mną wygrać, możesz spróbować ze mną wygrać – odpowiedział z tajemniczym uśmiechem. Pewność siebie mogła człowieka zgubić, czy jednak Tang wykazywał się pewnością siebie? Chyba nie większą, niż typowy mężczyzna podczas takiej właśnie rozmowy. Co nie znaczyło, że jeśli Neilowi uda się go pokonać, to mu nie pogratuluje a sobie nie weźmie tego do serca. Inna sprawa, że droczenie się też było niezła zabawą.
Stał sobie spokojnie, z tą koszulą na barkach, chociaż wprawny obserwator mógł zauważyć, jak opuszki Tanga robiły się przezroczyste i widać zaczęło być paliczki jego długich palców. I chociaż innych efektów widać nie było, to w rzeczywistości już manipulował magią, a dokładniej gromadził ją w dłoniach, które powoli zaczynały zmieniać swój wygląd za sprawą działalności znamienia.
- Hm… więc wygląda na to, że jesteś tu dłużej niż ja, a jakoś spotykamy się dopiero po raz pierwszy – mruknął z pewnym zaskoczeniem, które sprawiło, że ostatecznie uniósł brwi. Tego się nie spodziewał, ale w sumie powinien być przyzwyczajony do tego, że los pisuje dziwne scenariusze. –Rano? To znów się nieco minęliśmy, bo również przybyłem tu rano, ale od razu zaszyłem się tutaj – stwierdził z rozbawieniem. Mieli szczęście do mijania się, jak nic.
Pytanie słyszał, nawet nieco go rozbawiło.
- Bawimy się w to, w czym jesteśmy dobrzy – odparł z prostotą, a potem wokół jego zaciskających się gwałtownie pięści pojawił się czarny płomień z lekkim, zielonym połyskiem i poblaskiem. Zaś dłonie tego maga momentalnie stały się rękami kościotrupa przez to, że skóra i całe mięsiwo razem z mięśniami i ścięgnami stało się przezroczyste. Polinezyjczyk rzucił się do przodu, starając się tak „rozświetlonymi” rękami , a raczej przynajmniej jedną ręką sięgnąć Neila, starał się go pochwycić za bark lub ramię.
Chwilę przed dotknięciem Neila ręka Tanga stała się normalna, a on poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Może innym razem, przyjacielu - powiedział z uśmiechem, by potem pozbierać swoje fanty i udać się do wnętrza siedziby.
[z/t]
_________________
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-12-01, 01:27   
   Viv
[Cytuj]

po spotkaniu w laboratorium/

Czuła się... Źle. Naprawdę. Miała wrażenie, że wszystko, co do tej pory robiła, każda sprawa, którą starała się załatwić, nie miała znaczenia. Wzgardzono całą jej ciężką pracą. Była przybita i wyczerpana. Szczerze? Nawet nie starała się o te całe przywództwo, tak naprawdę zostało ono zrzucone na nią z dnia na dzień. Nie spodziewała się nawet, że mogłaby je dostać w ciągu najbliższych dziesięciu lat, a co dopiero w tym roku. Jednak stało się. I starała się ze wszystkich sił podołać temu wyzwaniu, mimo tego, że w jej życiu prywatnym co chwila się coś psuło.
Nawet teraz, czekając na Caranthir, z którą miała obgadać zabezpieczenia domu czarowników, zastanawiała się, czy to w ogóle ma teraz sens. Jak na początku była ciekawa tego, co wymyśliła wiedźma, tak teraz chciała wszystkiego wysłuchać z obowiązku, który mimo wzgardzenia nią, jeszcze jako tako odczuwała. Zresztą pewnie będzie go posiadać, dopóki jej nie zdetronizują. A wtedy chyba rzuci to wszystko w cholerę i wyjedzie... Gdzieś. Może w końcu odnowi dworek na Węgrzech?
Siedziała na ławce, pod teraz już pozbawionym liści drzewem. Nawet nie zdjęła jeszcze fartucha i nie zmieniła butów, mając na nóżkach swoje trampki. Zarzuciła na siebie zwykły płaszcz, którego nie chciało jej się zapinać. I tak przecież się nie rozchoruje, w końcu była czarownicą. Chociaż według niektórych pewnie nie zaliczała się pod ich definicję. Pff, pieprzyć ich.
Żałowała jedynie, że nie ma teraz przy sobie alkoholu, mogłaby przynajmniej zapić smutki. Chociaż może lepiej nie, jeszcze brakowało jej popadnięcia w alkoholizm.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2018-12-01, 10:21   
   Anna Valerious
[Cytuj]

Oh boy, od czego by tu zacząć... a tak, zrzucenia z siebie tej "kiecki" i włożenia normalnych ubrań, a przede wszystkim spodni. Koniec przedstawienia, Car wyglądała bardziej Ciriowato. Punkt drugi, żadnego upijania się, to nie pomoże... ale nikt nie powiedział, że nie mogła przynieść niewielkiej buteleczki naprawdę skondensowanego alkoholu, którego zawartość procentowa przekraczała dwukrotność przeciętnej gorzały...
... co z resztą zrobiła, drobny łyczek nie zaszkodzi.
- Daj starym przekupkom poletko do pierdolenia, a zagłuszą całe miasto - rzekła w ramach przywitania, bo im starszy i bardziej "polityczny", tym bardziej zgniły to owoc. - Jeśli chociaż raczyliby utworzyć własny nowy porządek - nie komentując już, jak by to najpewniej przebiegało i wyglądało. Mało ciekawie, jeśli ją spytać, i mówi to z całym entuzjazmem na jaki ją stać. - To wątpię że wybiegałby poza ewentualne wybranie reprezentanta. - Krowa co dużo muczy, mleka niewiele daje. To było najpiękniejsze w obalaniu rządów, praktycznie żaden przeciętny rewolucjonista nie dawał niczego w zamian na to miejsce, a potem dziw że było jeszcze gorzej.
- Łyka? - zaproponowała spirytus, czysty rasowo niczym Europa w marzeniach pewnego Malarza z Austrii.
- Karta kredytowa Malachaia, choć nie bez dna, powinna wstępnie to uciągnąć. W dłuższej perspektywie czasu nie daję ku temu gwarancji... - I podała jej dossier, którego skrót widnieje poniżej:

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Gael Devilliers


Gaël Maurice Devilliers

784

Czarownik

Usługi magiczne


Wysłany: 2018-12-01, 12:44   
   Keiji
[Cytuj]

/po grze w Green Tree

Rano po spotkaniu czarowników Gael stwierdził, że na razie nie ma co narażać się na wzywanie jakichkolwiek demonów, pętanie ich i narażanie się na ich gniew za zakłócanie spokoju, brak szacunku i wiele innych rzeczy. Ostatnio zyskał sobie sympatię demona tkwiącego w małej Katji, co w tym momencie mogło okazać się użyteczne, jeśli tylko demon będzie chciał z nim porozmawiać. Nie miał pojęcia, kto to w ogóle może być, ale nie zamierzał w to szczególnie wnikać - nie chciał przecież robić mu nic złego, a demony jako ogół szanował i darzył nawet sympatią, póki go nie atakowały.
Kupiwszy dla dziewczynki piękną lalkę z porcelany i dużą czekoladę, ruszył do siedziby czarowników. Nie znalazłszy dziewczynki nigdzie w środku, powędrował d ogrodu uznając, że być może gdzieś tam mała się kręci, wśród kwiatków, motylków, żuczków, czy co tam jeszcze ciekawego było w przyrodzie. Teraz zapewne kręciły się tu jeże, o ile nie poszły jeszcze spać.
_________________

[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-12-01, 13:23    [Cytuj]

/ w innej części ogrodu

Dziewczynka bez wątpienia ujrzała w Gaelu osobę godną zaufania. Czy słusznie? Z czasem miała się tego dowiedzieć. Obecnie przechadzała się z miejsca na miejsce – o stokroć spokojniejsza niż w przeciągu kilku ostatnich dni. Głosy ucichły, co oznaczało iż dłużej nie nękały dwóch złączonych ze sobą jestestw
Odzyskana harmonia pozwoliła dziecku skupić się na kształtowaniu własnych mocy. Te choć niespotykane, nie wykraczały poza znaną formę działania – może tylko w niektórych aspektach, ale góra jednym lub dwóch! Dziewczynka niespecjalnie chwaliła się swym darem, jednakże prócz standardowej magii znanej wszystkim czarownikom, potrafiła swobodnie manipulować czasem.
Kwiaty, zwierzęta i wiele innych małych żyjątek – wiedzieliście, że potrafiła je odmłodzić lub postarzeć? Ona owszem, choć nieczęsto się do tego uciekała, a na pewno nie zamierzała eksperymentować na ludziach – na to jej domniemana potęga nie zezwalała – co innego przedmioty. Te także potrafiła w jakimś stopniu zniszczyć i naprawić.
Złapana na gorącym uczynku? Raczej na zabawie z jednym z jeży. Biedak przyczłapał się nie wiadomo skąd, a żeby było zabawniej, miał na swoim grzbiecie wbite jabłko! Mała demonica próbowała pomóc zwierzęciu, przez co nie od razu zauważyła Gaela. Gdy oczy wyłapały jego obecność, ciało instynktownie podbiegło, aby przywitać się z przybyłym. Ufnie objęła mężczyznę rączkami.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gael Devilliers


Gaël Maurice Devilliers

784

Czarownik

Usługi magiczne


Wysłany: 2018-12-01, 22:48   
   Keiji
[Cytuj]

Według Gaela udzielone mu zaufanie było słuszne. Im częściej myślał o małej, tym większą sympatią ją darzył i miał coraz większą ochotę ją chronić przed całym światem - a zwłaszcza przed tymi, którzy mogliby mieć ochotę na wypędzenie z niej demona. Nie wiedział też o tym, że głosy ucichły, więc zamierzał o to zapytać, choć niekoniecznie od razu na samym wstępie.
Uśmiechnął się szeroko widząc, że dziewczynka biegnie do niego, by się wtulić. Przykucnął, by ją złapać i również przytulił czując, że jej obecność napełnia go radością.
- Witaj, kruszynko - przywitał się radośnie, podnosząc ją na chwilę i obracając się z nią wokół własnej osi. Po chwili jednak postawił ją na ziemi i zerknął na jeża.
- Próbujesz uwolnić jeża spod tego jabłka? Pomóc ci może jakoś, czy wolisz zrobić to sama? - zapytał, wciąż jeszcze trzymając w dłoni pakunek z lalką i czekoladą.
Jeśli Katja chciała, zdjął owoc ze zwierzątka, a jeśli nie, to zaczekał, aż sama to zrobi, po czym znów się do niej uśmiechnął.
- Trochę zimno dzisiaj, może wejdziemy do środka? - zaproponował - A jeśli chcecie, możemy wziąć ze sobą jeżyka i go nakarmić. Podejrzewam, że gdzieś w tym domu znajdzie się trochę sałaty albo może nawet pyszna szyneczka.
Nie zauważył, żeby jeżowi było coś jeszcze - żeby był starszy albo młodszy, niż być powinien, bo nie widział go wcześniej. Uznał jednak, że mała lubi zwierzątka i to również podbiło jego sympatię do obu tych istot. Z jeżykiem, czy bez w każdym razie - weszli do środka, a jeśli zwierzę im towarzyszyło, Gael rzeczywiście poszedł po jakieś smakołyki dla niego, a Katji przy okazji przyniósł kakao, pamiętając z poprzedniego spotkania, że jej smakowało.
- Mam dla was prezenty - powiedział, kiedy wszyscy już mieli swoje smakołyki i wyciągnął w stronę dziewczynki ozdobną torbę z lalką i dużą czekoladą mleczną z nadzieniem truskawkowym - Mam nadzieję, że wam się podobają. A jak w ogóle się tu czujecie? Wszystko w porządku? Ktoś wam pomaga...?
Musiał przyznać sam prze sobą, że przeszła mu nawet przez głowę myśl, żeby zabrać małą do siebie i wychować jak własne dziecko, o którym zresztą przez całe życie marzył.

/-> Salon
Jeszcze raz przepraszam za nieogar i za wpierniczenie się w temat. Kajam się :c
_________________

  
[Profil] [PM]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-12-02, 01:45   
   Viv
[Cytuj]

Widok czarownicy wyrwał ją z ponurych myśli. Ba, nawet udało jej się niewyraźnie uśmiechnąć na jej widok! Załóżmy, że to był jako taki postęp.
- Powiedz, jak to jest, że za każdym razem jak się spotykamy, to wszystko kończy się katastrofą - zapytała z frustracją. - Czemu mamy tak wielkie ego, że nie potrafimy iść na kompromisy, a za to zawsze uważamy swoją własną osobę za najwspanialszą na świecie, nieomylną i czujemy, że możemy za to wzgardzić innymi? - kontynuowała. Właśnie tacy przecież byli czarownicy. No, może z nielicznymi wypadkami.
Już gadanie z członkami innych ras przebiegało mniej burzliwie, naprawdę. Nawet z niebieskimi można było coś ugrać, ba, ostatnio wystarczyło poprosić ich, by coś dostać, a tu? Jak to było, że mimo iż należeli do tej samej rasy, to i tak woleli rzucać się sobie do gardeł, zamiast coś zdziałać.
- Życzę powodzenia w tworzeniu wszystkiego od nowa. Chętnie kupię sobie popcorn i colę i popatrzę - uśmiechnęła się, nawiązując tu, do sama Car wiedziała czego. Potem jednak westchnęła znowu. - Najgorsze jest to, że człowiek wypruwa sobie żyły, a oni nawet ci nie podziękują, a jeszcze stwierdzą, że jesteś do bani - pokręciła głową. Czuła, że nie powinna cały czas się nad tym rozwodzić, ale to było jednak trudne. Ciągle wracały do niej te same myśli, ciągle czuła dziurę w sercu, mimo że naprawdę starała się nie przejmować. Może jutro będzie lepiej?
Spojrzała na butelkę trzymaną przez czarownicę i wzruszyła ramionami. W końcu już wcześniej myślała o jakimś alkoholu, a skoro ten się przytrafił, to czemu by nie skorzystać? Pociągnęła łyk, oddała buteleczkę, i poczuła nagły pożar w przełyku, który chyba postanowił na chwilę się skurczyć. Wzięła oddech, a potem zakaszlała ze dwa razy. N dobra, tego to się nie spodziewała. Spojrzała na wiedźminkę lekko załzawionymi oczami.
- Uprzedzaj, że częstujesz dziewięćdziesięcioma sześcioma procentami. Udusić się człowiek może - odkaszlnęła jeszcze raz i wzdrygnęła się. Przynajmniej skutecznie wyrwało ją to z apatii.
- Pokaż, co tam masz - sięgnęła po papiery i zaczęła je skrupulatnie przeglądać. Założyła nóżkę na nóżkę, oparła się, a jej brwi z każdym punktem wędrowały troszkę wyżej. Spojrzała na Car, pełna podziwu co do jej planu i umiejętności załatwiania rzeczy raczej trudnych do zdobycia.
- Robi wrażenie, postarałaś się - powiedziała szczerze. Naprawdę, pomyślano chyba o wszystkim, łącznie z rzeczami, na które Opal nawet by nie wpadła. - Tylko co oznacza, "na wstępie"? Bo wiesz, aktualnie nie mamy stałych dochodów jako organizacja, o składki prosić nie będę, bo i tak nam się wykruszają członkowie, niby można by było opodatkować handel z wróżkami w jakiś sposób, ale to trzeba by było omówić również z nimi. Jest opcja wzięcia jakichś zleceń, jako grupa, ale kij go wie, czy komuś będziemy potrzebni i ile da się na tym zarobić. Niby mogłabym na jakiś czas dołożyć z własnej kieszeni, ale ja długo też pewnie nie dam rady, bo moje przychody mimo wszystko nie są aż tak duże. Trzeba będzie nad tym pomyśleć - przytknęła zgięty palec wskazujące do ust, które przy okazji przygryzła. Jak widać, jeśli chciało się odwrócić uwagę Opal jej problemów, wystarczyło dać jej coś do roboty.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2018-12-02, 14:00   
   Anna Valerious
[Cytuj]

- Najszybciej określiłabym to zawiścią, bo takie młode śmiało być wyniesionym na górę, a wielce szlachetni starcy zostali pominięci. W drugim rzucie głupotą. Wiek i znajomość potężniejszych zaklęć szkodzi i wielu zapomina, że przyczajony z karabinem snajperskim człowiek może sprawić, że ich łeb eksploduje nim zdąża wypowiedzieć choć jedno słowo zaklęcia, i ruszyć czymś więcej niż palcem w tym samym czasie - rzekła i zaczęła coś szybciutko wstukiwać w telef. - Zabierz magię a gwarantuję, że 3/4 będzie błądzić niczym dziecko we mgle - dodała, ustawiając na chwilkę łepek blizną do Opal. Akurat Car tę lekcję odebrała już dawno temu... i nie bez powodu umie walczyć czymś innym niż same zaklęcia. Prawdę powiedziawszy to nawet wolała miecz, dawał on więcej satysfakcji. Od biedy mogła być i drobniejsza broń wsparcia, jak nóż czy obrzyn. I zaraz też podsunęła jej ekranik komórki wraz z pewnym gifem, który idealnie oddawał jeszcze i trzecia kwestię, własnego komentarza raczej już dodawać nie musiała. - Uwierz mi, lepiej nie zrobią, a w tej chwili lista ichniejszych zasług jest bardzo krótka, o ile w ogóle któryś raczył poświęcić kartkę papieru. - Ociekała sceptycyzmem niczym żmija jadem, taka rola białowłosej hejtującej mendy. Do tych wniosków wystarczył jej pierwszy "wspólny spektakl". Z kolei to że na innym zachowała się jak bachor, z tańcowaniem, mea culpa.
Gdy Opal cierpiała na procenty, Car jedynie się zaśmiała i poklepała ją po ramieniu. Ewidentnie nie była Rosjanką, Polką czy Skandynawką, a nawet Finlandią nie zajeżdżało... jak więc miała być na to gotowa? Młoda dziecina musi się jeszcze wiele nauczyć!
- Jestem starszawą wiedźmą i jako taka kombinuję, spytaj przedstawiciela innej rasy a ułoży zabezpieczenia z własnej perspektywy... pójdź po opinię do ludzi a poradzą jak zwalczać pobratymców pokroju fanatyków Leytona. - Innymi słowy mogło po drodze dojść parę innych usprawnień i idei. - Oprócz tego żołd, wtajemniczeni i ze wzrokiem mają wyższą cenę aniżeli regularne trepy - dodała, odnośnie wydatków. Tylko teraz trzeba jakoś potrząść sakiewką żeby wyleciała odpowiednia ilość szekli.
- Co z Wyspą, przyznam szczerze jeszcze na niej nie byłam, nadaje się pod coś? - spytała, bo pierwsze wyobrażenie jakie o niej miała... no cóż, lata sobie takie zielone coś, może da się zioła zasadzić, bo na wypasaniu krów raczej nie zarobią? Przy "jednomyślności" Czarowników, składki to strzał w stopę, ale źródła w miarę stałego dochodu na poczet wydatków frakcji to co innego... - Zawsze też można pomyśleć o pośredniczeniu w handlu, Czarownicy to nie tylko York, a przejść do Faeriolandu jest stosunkowo niewiele... a parę monet więcej za zaoszczędzony czas to dobra inwestycja w oczach wielu - zasugerowała i drugi sposób na wysupłanie paru szekli, choć żydówką nie była. "Łupienie instytutów raczej się, w dłuższej perspektywie, nie opłaci..."
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-12-03, 23:38   
   Viv
[Cytuj]

Och, wiedziała, że była młoda, chociaż zapewne nie jeden człowiek czy inna krótko żyjąca istota tak by o niej nie pomyślała. W końcu miała tą ponad setkę lat na karku. Co z tego jednak jak inni mieli owych setek więcej? Dla nich była niemal dzieckiem. I myśl o tym nie pomagała jej w siedzeniu na czele, tej pożal się Boże organizacji. Dawała jednak jakoś radę, przynajmniej do tej pory, miała pewne pokłady pewności siebie, które trudno było zdławić.
A wiek nie musiał być jedynie wadą. W końcu jako ta młodsza musiała nauczyć się zarówno postępowania z silniejszymi od siebie, a także odrobiny pokory. No i oczywiście sztuki retoryki, ale to zresztą spowodowane było także innymi czynnikami.
- Czy tylko ja ostatnimi czasy jakieś kilka razy pojawiłam się w sytuacji, gdy magia nie działała, czy mam po prostu pecha? - zapytała tak na wszelki wypadek, bo właśnie zdała sobie sprawę, że akurat to spotykało ją nader często.
Parsknęła śmiechem, gdy zobaczyła, co takiego wyszukiwała Caranthir na swoim telefonie.
- Może jak sami w końcu będą próbować coś zrobić, to zrozumieją, że nie jest to takie łatwe, jak się zdaje - wzruszyła ramionami. Szczególnie jeśli nagle nadchodził moment, gdy trzeba było podjąć trudne decyzje, lub należało coś poświecić dla dobra innych. Sama nie była pewna, czy byłaby w stanie coś takiego zrobić.
A o tańcowaniu proszę nie przypominać, Opalątko też było w to zamieszane i prawie udało się to wyprzeć z pamięci, heh.
Opal była Węgierką, z naleciałościami prosto z Austrii (bo w takich, a nie innych czasach się narodziła, gdy te dwa kraje stanowiły jedność), ewentualnie Francji. Preferowała więc słabsze alkohole, wina w szczególności i chociaż to nie oznaczało, że nie ruszy wódki, czy absyntu, który nie raz miło wspominała, bo teraz to takiego już nie robią jak kiedyś, no ale wiecie. Czysty spirytus jednak to dla niej za dużo.
Pokiwała głową, gdy Car tłumaczyła jej spojrzenie na zabezpieczenia. W końcu starsza czarownica mówiła samą prawdę. Co nie zmieniało faktu, że Opal była naprawdę zadowolona z tego, jak miała wyglądać ich obronność.
Tylko teraz musiano naprawdę poważnie pomyśleć nad wydatkami.
- Wyspa potrzebuje drobnej renowacji, ale jeśli trochę się posprząta, ogarnie grunt i tak dalej, to można będzie coś zasadzić. Może uda się to zrobić, zanim nasze konto zacznie świecić pustkami. Muszę zapytać Tanga, bo to on zaproponował, że się tym zajmie - co jej przypomniało, że w najbliższym czasie musi pogadać z nim, jak właśnie z tą całą sprawą z wyspą idzie. - Zarządzanie handlem może wyjść, zresztą, gdy tylko usłyszałam o targowisku, to od razu pojawiła się u mnie myśl, że można by było to ogarnąć - spojrzała na Caranthir. Byle tylko nikt się nie przyczepił, że czarownicy trochę za bardzo się rozpanoszyli. Cóż, na razie jeszcze z żadną z ras kosy nie mieli, więc może jakoś nikt się nie będzie burzył.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2018-12-06, 17:51   
   Anna Valerious
[Cytuj]

Im więcej na karku tym większe ego, więcej przyjaciół (o ile mają dłuższą niż ludzka żywotność), znacznie więcej wrogów... więcej siły i bogactwa... no i różnorakich umiejętności. I nie byłaby sobą gdyby nie wspomniała o jednej, z konkretnym podtekstem, ale dla przyzwoitości skryje to pod tymi słowami: ciekawe czy Craig jej pokaże. No i, zwykle, młodsi lepiej ogarniali technologię... chociaż sama Car nie miała z tym problemów, przynajmniej teraz, bo w takim XIX wieku było gorzej. Z kiepskawej strony, można się wypalić, ta sama potrawa jedzona setki razy jest mdła.
- Może... ale jeśli i innych tyczyły się te obostrzenia, to nawet lepiej, okazja więcej aby się wykazać - zwróciła uwagę na ten paragraf. A jako że Nina wspomniała jej o tym, że to Opal musiała leczyć ją i Craiga na Wyspie... cóż, przetrwać Profesora Pietruszko mało kto umiał, 80% roku oblało, a później jeszcze móc pożytecznie czarować. - Aż chciałabym to zobaczyć, a najlepiej efekty, nie wiem czy moja psychika zniosłaby kolejne "posiedzenie" - rzekła, wzdrygając się na samą myśl o tym. Za mniej niż trzy szekle nie ma mowy o udziale w takowym wydarzeniu.
- Nina wspominała mi o niezłym kipiszu w tamtym miejscu, gdyby jedna para rąk nie wystarczała, mogłabym mu pomóc. - Kapitanowie Fioletowie i Odsysanie Złowrogiej Energii, najnowszy hit kinowy! Poza tym Car była alchemiczką i zielarką w jednym, a przynajmniej jedno było w pakiecie z drugim, więc co nieco o "rolnictwie" wiedziała. Wrzuci się czarnoziemu, doprawi krowimi placuszkami, przekopie, i mamy żyzne poletko! Nic tylko sadzić, podlewać, zbierać, palić, a jak jeszcze uda się zalegalizować to będzie super. Z reszta, nawet ze Spiralnego Zamku, ta Wysepka wydawała się całkiem spora, jak dla jednej osoby.
Czarownicy za bardzo się rozpanoszyli? A Clave to co? I przy okazji, trochę szkoda że nie zajmowała się zabezpieczaniem zabytków jak czerwonka z własnego stadka, pewnie wypaliłaby i z tą ideą. O kwestiach rabunkowych, z rozlewem krwi, wolała nie wspominać bo delikatna Opal była na to zbyt pacyfistyczna...
- O ile Król Wróżek nie ma nic przeciwko, ale zdaje mi się, że wasze języki znalazły odpowiednie miejsca do dokonania konsensusu... - pociągnęła tę myśl, może z jednym niecnym podtekstem, ale było tutaj też ukryte pytanie... jak właściwie poszło jej z układaniem stosunków międzyrasowych z Zielonkami?
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-12-09, 00:52   
   Viv
[Cytuj]

Opal na razie mogła się nie przejmować możliwością utracenia wszelkich emocji, a przynajmniej jeśli życie nie postanowi jej jednak przywalić prawym sierpowym z taką siłą, że już nie wstanie. W innym wypadku jej wiek jeszcze dawał radę ją przed tym wszystkich chronić, a i jej trudno się było wypalić ze swoim stylem życia i charakterem.
Chociaż sama świadomość, że może kiedyś nadejść dzień, gdy zacznie jednak szarzeć, była dla niej dostatecznie przerażająca. Bo czuła, że gdy znikną emocję, zniknie ona sama.
Nie była pewna, czy wykazała się czymś podczas tych wszystkich przygód bez sprawnej magii, ale na pewno zyskała nowe doświadczenia i całkiem interesujący wpis do CV. Nie, żeby miała takie gdziekolwiek składać, no ale wiadomo.
- Jeśli chcesz powiedzieć, że może udało mi się zaimponować innym w momencie, gdy nie używałam czarów, to ci powiem, że nie wiem, czy mogę się z tobą zgodzić. Jakoś nigdy mnie nikt w owych chwilach nie chwalił - wzruszyła ramionami. No, może profesor Pietruszko, stawiając jej trzy, pokazał, że aż tak źle z nią nie jest. Chociaż w ogóle było to jedno z najdziwniejszych przeżyć w jej jestestwie więc tego.
- Też chętnie zobaczyłabym kolejne posiedzenie, szczególnie tych, którzy wybili wcześniej z sali, ale wątpię, bym dostała zaproszenie - uśmiechnęła się krzywo. Zresztą, nawet bez owego towarzystwa udało im się całkiem sporo działać. Jak widać, z niektórymi po prostu trudno się współpracowało.
A ona na razie miała inne zmartwienia, niż przekonywanie tej gromadki, że wcale tak źle wszystkim to ona nie zarządza.
- Myślę, że na wyspie każda pomoc się przyda. Zagadaj z Tangiem, on już powinien mieć gotowy plan - i zapasowy kluczyk tak nawiasem mówiąc, a raczej przynajmniej sposób na jego dorobienie.
Clave to Clave, Opal osobiście nie miała nic do łowców z Yorku, co do reszty to jakoś mało ją obchodzili. Ważne, że jak widać po spotkaniu, jeszcze dawało radę się z nimi dogadać w miarę cywilizowany sposób. O ile nie będą się za bardzo mieszać w sprawy czarodziejów, to ni miała zamiaru wdawać się z nimi w żadne kłótnie. Heh, pacyfizm górą! Znaczy w większości, bo takiego Leytona to jednak miała ochotę mordować długo i boleśnie. Jednak jak to już kiedyś wspomniała, stała w bardzo długiej kolejce.
- Co? - zapytała jedynie, słysząc zdanie o językach. Patrzyła na Car, starając się ogarnąć znaczenie słów, zarówno o tym mniej grzecznym, jak i grzecznym wydźwięku. A potem jakoś w końcu załapała, mogła więc odpowiedzieć z dziwnym uśmieszkiem na pytania.
- A, z Królem udało mi się dogadać, powiem, że nie jest taki zły, jak go niektórzy malują. Zresztą całkiem dobrze dogaduję się z jego... synem, więc i księciem, więc myślę, że z wróżkami stosunki mamy akurat całkiem niezłe - co jej przypominało, że chyba czas z Królem Wróżek odświeżyć kontakty. Tylko kiedy to niby zrobić?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 8