Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance






Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Lily Ke

Imię: Liling (丽玲) / Lily
Nazwisko: Ke (柯)

Data urodzenia: 13 III 1992
Miejsce urodzenia: Langfang, Chiny

Wiek: 26 lat
Wzrost: 167 cm
Waga: 46 kg

Rasa: Nefilim
Wizerunek: Sunmi Lee



APARYCJA

Czy widzisz jak się porusza? Ten krok pełen gracji, stopy ledwie dotykające podłoża, smukła sylwetka kołysząca się niedbale na boki, jak młode drzewo rozchwiane łagodnym letnim wietrzykiem. Niezwykle kobieca, delikatna – wydawać by się mogło, że to urodzona księżniczka. Skóra blada jak pióra młodej gąski, złocąca się jakimś wewnętrznym blaskiem… A choć ciężko opisać fizyczność podobnych przymiotów, to z kobiety emanuje jakaś nadludzka elegancja i czar. Ktoś zgadywał kiedyś – ma w sobie krew wróżek – i może nawet nie pomylił się wiele, bo sami Ke mieszali swe geny tylko i wyłącznie z najpiękniejszymi i najsilniejszymi wojownikami. Ona sama, jako ostatnia ich przedstawicielka, nosi dumnie tylko najwybitniejsze z cech. Idealne mimo niskiego wzrostu proporcje, kształtne biodra i łagodne wcięcie w talii, kusząca pierś, wreszcie długa, łabędzia szyja. Opadające na ramiona, łagodnie pofalowane pukle koloru onyksu, mieniącego się subtelnie w świetle słonecznym na głęboki odcień indygo. Wysokie policzki, smukły nos i pełne wargi; pośród tych cech boskości błyszczą najmocniej dwa złociste topazy, bystro obserwujące otoczenie, a otulone wachlarzami długich cieni rzęs.
Jest jakaś… Eteryczna. Wydaje się na tyle delikatna, by można było złamać jej łagodność ledwo podmuchem gorącego powietrza, roztopić niczym lodową laleczkę. Ja jednak widziałem, jak w pocie czoła ćwiczyła, by doprowadzić swą siłę i zręczność do perfekcji. Jej ciału nie brak również giętkości i smukłości, dorównującej z pewnością samym rosyjskim baletnicom.
I pewnie żadne z was nie uwierzyłoby mi, gdybym rzekł, że jeszcze kilkanaście lat temu znać ją było raczej jako umorusane w błocie dziecię, sprzedające na jarmarku podziurawione skarpety. Życie jest jednak pasmem niespodzianek, nieprawdaż?



CHARAKTER

Nie poświęcając chwili na rozmowę z tą damą, zdawać by się mogło, że w istocie jest prawdziwą księżniczką, pochodzącą od najpotężniejszych możnowładców tego świata. Zawsze kroczy z uniesioną głową, wydając się wymagającą i kapryśną – niczym paw, pragnący podziwu od obserwujących go osób. Gdy jednak otworzy śliczne usteczka, cały ten pozór znika, bowiem w słowach jawi się raczej jako nadobna panienka, o ogromnej skromności i pokorze. Uznając swoje pochodzenie, nie wywyższa się nad innych, jest raczej uczynna i skłonna do pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Przy tym nie brak jej rozsądku i inteligencji, świetnie zna zasady dobrego wychowania i arystokratycznej etykiety. Powiem wam jednak w sekrecie, że wszystko to są usilne próby gonitwy za niedoścignionym ideałem. Wbrew wszystkiemu, kobieta pragnie dopasować się do postawionego przed nią wzoru idealnej przedstawicielki rodu Ke – a skoro nie ma się do kogo porównać, wciąż stara się być kimś zupełnie nierealnym. Zjawą tak cudownie piękną, że ludzie nie zdołają wyłapać u niej żadnych wad. Na każdym kroku pilnuje się, by nie powiedzieć zbyt wiele, by zawsze sprawiać dobre wrażenie, by edukować się i spełniać oczekiwania.
A jednak wady posiada. I to sporo.
Wychowana w niezwykle restrykcyjnym sierocińcu, nabrała pewnych cech kompletnie niegodnych księżniczki. Kilka z nich, jak nadmierna arogancja i nieufność, zostały z niej po trochu wyplewione. Niemniej kobietę można czasem złapać na wtrącaniu się w czyjąś wypowiedź, lub dorzucaniu kąśliwych uwag, gdy straci nad sobą panowanie. A zdarza jej się to częściej, niż miałaby ochotę przyznać. Kieruje się emocjami, to normalnie – niekiedy ulega wahaniom nastrojów, bywa też zawzięta jak lwica, szczególnie uparta, gdy ma na celowniku jakąś ofiarę lub wroga. Ciężko przychodzi jej okazywanie uczuć, bo i jej nie okazywano ich zbyt wiele. Paradoksalnie jednak bardzo potrzebuje w życiu czułości i bliskości osób trzecich, przez jej niedobór w okresach wczesnego dzieciństwa. Wciąż jej szuka, niby nieświadomie łapiąc bliskich za ręce i próbując ich przytulać. A, no i ma problem z mężczyznami. Jest wobec nich uprzejma, choć kompletnie nienawidzi podejmować z nimi jakichkolwiek kontaktów fizycznych – wymiana spojrzeń to najwięcej, na co mógłby liczyć kandydat pragnący zdobyć jej lodowe serce. No, może ewentualny uścisk rąk. Tak czy inaczej, przebywanie z mężczyzną sam na sam w jednym pomieszczeniu do niedawna było dla niej absolutnie niedopuszczalne. Teraz powoli walczy z tą fobią, choć gwałtowne i nietypowe ruchy nadal wywołują u niej dreszcz.
Tylko nieliczni znają jej łagodne oblicze, wolne od niesnasek burżujskiej codzienności. Bo mimo długich nauk, nienagannej prezencji, pracowitości i życzliwości, ma czasem ochotę zakopać się w tonach puchatej pościeli, i przez cały dzień nie robić nic. Lub rzucić głośno paskudną wiązankę przekleństw i pójść napić się do baru porządnego, zimnego piwa.
Bardzo rzadko o tym myśli, jeszcze rzadziej sobie na to pozwala. Ale zdarza się.
Czasem.


BIOGRAFIA


ETAP PIERWSZY: PĘKANIE SKORUPKI


Była piękna niczym wiosenny poranek – nic więc dziwnego, że uwiodła najprzystojniejszego z mężczyzn. Nigdy nie dowiedziała się, jaka krew płynęła w jego żyłach, tak jak i on nigdy nie poznał prawdy o ciąży kobiety, w której się zauroczył. Nie powiedziała mu o swoim stanie, będącym zupełnym przypadkiem, w dodatku szczególnie niechcianym, zważywszy na jej kiepską sytuację materialną. On, bojący się odpowiedzialności podjęcia związku ze śmiertelną, zniknął. Ona została sama, z tak zwanym „problemem”. Nie potrafiła się jednak zdobyć na usunięcie dziecka, nawet gdy dowiedziała się, że będzie to dziewczynka. Kobieta zmarła przy porodzie, pozostawiając swą córkę zupełnie samą – bez bliskich, bez nazwiska. Zdążyła jedynie przekazać pielęgniarkom imię, a potem zmarła na szpitalnym łóżku. Od tamtej pory mała Liling była zdana niemalże sama na siebie. Dlaczego?
Jak już zostało wspomniane, matka dziewczynki nie miała zbyt wiele pieniędzy – kobieta urodziła się na wsi, gdzie wciąż królował niedostatek po rewolucjach dyktatora Mao Zedonga. Mimo dostatku przed wcieleniem „reform” w życie, wszelkie dobra zostały odebrane rodzinie wraz z jej nastaniem. Dziadek Liling został pobity na śmierć przez chłopów, tylko dlatego, że posiadał kawałek ziemi. Od tamtego momentu życie było dla nich niezwykle trudne – cudem uratowana babcia i dzieci musiały uciekać, szukając szczęścia bliżej miasta. Końcem lat sześćdziesiątych, na świat przyszła mama Liling. Dziewczyna zawsze była niesamowicie zaradna, mimo biedy, w której musiała żyć. Przez swoją bystrość i zawziętość, namówiła mężczyznę ze skazanej do pracy inteligencji, by nauczył ją czytać i pisać. Pracując w polu, poznawała znaki, rysowane kijem w piachu. Tak mijały lata, a dziewczynie powoli udawało się odkładać drobne oszczędności, by wyjechać do miasta i tam próbować swojego szczęścia. Gdy wreszcie dyktator Mao zszedł z tego świata, kobieta uznała to za odpowiedni moment – spakowała swoje rzeczy i wyruszyła w drogę.
Szczęśliwie, słynne już wtedy miasto Langfang nie leżało daleko od wsi, w której do tej pory mieszkała. Znając podstawy sztuki czytania i pisania, dziewczyna była o krok bliżej od wszystkich innych przedstawicieli chłopów, którzy przenosili się w tamtym okresie do miast, szukając szczęścia. Los chciał, że młódkę przyjął do pracy pewien mężczyzna – młody, i niesamowicie przystojny. Obiecał wynagradzać ją sowicie za dość banalną czynność sprzątania jego kwatery. Miejsce to było niesamowicie piękne, kobieta nigdy nie obracała się w podobnych luksusach. I wszystko wyglądałoby jak typowa historia o Kopciuszku – zakochali się w sobie, on obiecywał jej ślub i lepsze życie. Tylko że realia nie są bajką. Mężczyzna pewnego pięknego dnia po prostu zniknął. Brama do siedziby pozostawała zamknięta, niezależnie jak długo i często kobieta wyczekiwała jej otwarcia.
Trudno było wiązać koniec z końcem, nabyte doświadczenie pozwoliło jej jednak przetrwać – przynajmniej do czasu, aż dziecko nie zrobiło się zupełnie duże tuż pod jej sercem. Oczywiście, była w ciąży. Przecież los nie mógł jej oszczędzić bólu nawet w najtrudniejszych momentach życia. Zrozpaczona, prosiła o pomoc w szpitalu. Dopiero wtedy na jej drodze pojawił się promyk nadziei, bowiem jedna z pielęgniarek faktycznie przyjęła ją na oddział, widząc w jakim stanie jest kobieta. Ta starszawa pani w białym stroju, o ciepłym uśmiechu, najpewniej uratowała małej Liling życie, bo już parę godzin później zaczął się poród. Z jej matki nie udało się jednak wyciągnąć żadnych informacji – była zbyt słaba, zrezygnowana i wycieńczona złamanym sercem. Zmarła, tuż po wydaniu dziecka na świat.


ETAP DRUGI: WYKLUCIE


Tak naprawę już od poczęcia mała Liling była tylko problemem. No bo co tu zrobić z taką znajdą, której matka zeszła w szpitalu, nie zostawiając dziecku zupełnie nic? Ano, sierociniec. I tu znów było pod górę.
Wydawać by się mogło, że los był dla dziewczynki dość łaskawy, bo tuż obok sierocińca wybudowano szkołę. Gdy tylko Liling skończyła lat 5, zaczęła chodzić na zajęcia razem z innymi kolegami i koleżankami. Choć może podobne słowa byłby określeniem zupełnie na wyrost, bo dziewczynka nie miała wśród innych dzieci żadnych bliskich. Właściwie niewiele mówiła aż do zakończenia czwartego roku życia. Sierociniec, do którego trafiła, prócz sąsiedztwa ze szkołą, nie miał żadnych szczególnych zalet. Dzieciom udzielano niezwykle małych porcji jedzenia, przez co mała Liling często chodziła głodna. Raz przekonała się jednak, że nie warto podbierać ze stołu niczego, co nie było przeznaczone dla niej – przyłapana na kradzieży mięsa ze wspólnego garnka, Liling została uderzona oparciem drewnianego krzesła, bo tylko to miał pod ręką rozwścieczony pracownik ośrodka. Plecy dziewczynki utrzymywały najróżniejsze kolory przez kolejne trzy tygodnie, dopóki nie zaczęły odzyskiwać normalnego koloru. Wtedy to również doznawała krzywd ze strony współrównieśników, zazdroszczono jej bowiem, że tak szybko uczy się nowych znaków w szkole i zawsze otrzymuje pozytywne uwagi od nauczycieli. Wyzywano ją od „świrów” po przeróżne inne paskudne epitety, często również bito ją, czy ciągnięto za włosy.
W sierocińcu powstawały tak zwane bandy, czyli tymczasowe ugrupowania dzieci, które kłóciły się o coś między sobą. Liling nigdy nie godziła się należeć do żadnego z nich, i za to zazwyczaj obrywała podwójnie. Opiekunowie nieszczególnie przejmowali się podobnymi incydentami. Dziecko jak to dziecko, a im było ich mniej w ośrodku, tym lepiej.
Jedyną przyjemnością, na jaką dziewczynka mogła sobie w tamtym czasie pozwolić, były pojedyncze cukierki, sprzedawane na wagę przez sympatyczną kobietę na targu. Liling kupowała je czasem w ważne okazje, za pieniądze zarobione ze sprzedaży skarpetek. W zimie bywało chłodno, ale nic nie mogło zastąpić słodkiego smaku roztopionej czekolady na języku.
Tak mijały kolejne lata – Liling przestała żyć nadzieją, że któregoś dnia jej tata pojawi się w progu domu. Powiedziano jej, że mama nie żyje, więc może choć drugi rodzic zechce po nią wrócić? Nic takiego jednak nie nastąpiło – za to któregoś dnia, niedługo po urodzinach dziewczynki, w sierocińcu pojawiła się grupa jakichś dziwnie ubranych ludzi. Wyglądali bardzo poważnie i elegancko, co od razu przykuło uwagę dziewczynki. Wtedy jeszcze nie rozumiała, że ludzie ci przybyli wydobyć ją z piekła. Dopiero gdy jedna z opiekunek wywołała jej imię, poczuła nieprzyjemny ścisk w brzuszku, świadczący o jakiejś podejrzanej, nadchodzącej zmianie. I tym razem intuicja jej nie zawiodła.


ETAP TRZECI: SUSZENIE PIÓREK


Dynastia nefilim z rodziny Ke pod koniec XX wieku, nie miała zbyt wielu przedstawicieli. A właściwie tylko jednego. Nikt nie wiedział bowiem, że Ke Wen Yu miała drugiego, nieślubnego syna. Na niedługo przed poznaniem Jonaha Carstairsa, kobieta zakochała się w mężczyźnie z innego chińskiego rodu, jednak o bardzo wątpliwej reputacji. Sprzeciwiono się więc ich związkowi, a poczęte dziecko odebrano kobiecie zaraz po porodzie – wykonano cesarskie cięcie, później stwierdzając zgon chłopca. On jednak nie zginął, ba, żył sobie pod dostatkiem razem z ojcem, odwiedziony od matki odpowiednimi zakazami i przysięgami. Ani ojciec, ani syn nie mogli ujrzeć jej już nigdy więcej. Chłopiec dorastał więc, nie mając pojęcia o swoim pokrewieństwie ze słynnym rodem Ke. Jako jedny przetrwał z głównej linii, bo choć nie nosił nazwiska matki, to w oczywisty sposób przekazywał jej geny.
Młodzik zamienił się w mężczyznę, a ten znalazł własną ukochaną i spłodził potomka – kolejnego syna, a ten po kilkudziesięciu latach dorobił się ze śmiertelną córki, choć nie miał o tym żadnego pojęcia. Tak, mowa tutaj o Liling, po latach szczęśliwie odnalezionej przez boczną linię rodu Ke, usilnie próbującej odszukać potomków głównej linii. Szczęśliwie złożyło się, że dziadek dziewczynki na łożu śmierci wyznał wszystkim tajemnicę o całej tej drace – a że boczne linie Ke słynęły z niesamowitej determinacji, w końcu odszukali dziecko. Wychudzone i brudne, ale o buzi szlachetnej, z pewnością noszącej znamiona znakomitej krwi rodu. Szybko dopełniono formalności adopcyjnych, wyłożono odpowiednią sumę, by wszystko zostało przyspieszone, i mała Liling trafiła prosto do siedziby nefilim w Pekinie.


ETAP CZWARTY: „BRZYDKIE KACZĄTKO”


Z początku dla dziewięcioletniej dziewczynki pojmowanie nowej rzeczywistości przychodziło bardzo trudno. Wyjaśniono jej własne pochodzenie, tłumacząc, że tak naprawdę nie jest bezimienną sierotą, lecz należy do bardzo znakomitego, starego chińskiego rodu półaniołów. Z trudem dawała się przekonać do ubierania w piękne szaty, a jeszcze gorzej znosiła asymilację z innymi dziećmi. Wykształcone bowiem odruchy obronne nakazywały jej dokuczać i poniżać innych – a choć w szkole i na zajęciach była prawdziwą prymuską, nawet pod krótką nieobecność nauczyciela potrafiła doprowadzić inne dziewczynki do płaczu. Dyscyplinowano ją jednak na tyle, by z biegiem lat to przyzwyczajenie łagodniało. Starano się okazywać jej czułość, czego z początku nie rozumiała. Dopiero obserwując inne rodziny, uświadomiła sobie, jak powinno zachowywać się normalne dziecko. Nie stroniła więc od przytulania bliższych krewnych, przydzielono jej nawet stałą opiekunkę, którą kochała całym sercem. A jednak nigdy nie potrafiła do końca zaufać tym ludziom, nawet mimo tego, co dla niej robili.
Z biegiem lat, obok obowiązków, pojawiły się oczekiwania. Nauka fechtunku, tańca, sztuki i muzyki były tylko pierwszymi powinnościami, jakie dziewczynka miała wobec rodziny. Wkrótce objawiła się również konieczność podróży, udziału w bankietach, poznawania możnych i arystokracji świata nefilim – a wszystko miało przygotować dziewczynkę do pełnienia o wiele ważniejszej roli w przyszłości, której w tamtym momencie jeszcze nie pojmowała. Wiedziała jednak, że będzie musiała przyjąć runy, by zadowolić tych, którzy dali jej nowy dom. Oczywiście zrobiła to, gdy tylko poczuła, że jej ciało było w gotowości fizycznej do walki ze złem tego świata (tak przynajmniej powtarzali jej nauczyciele). Tak naprawdę jej przeznaczeniem nie było jednak walczyć z demonami. Była zbyt cenna, by ryzykować utratę jej życia czy zdrowia, toteż puszczano ją tylko na niewymagające, wręcz dziecinne misje. Czując się niedoceniana, próbowała realizować się na inny sposób – możliwie dokształcać w każdej innej dziedzinie edukacji, by stać się… Ideałem.


ETAP PIĄTY: PRZEMIANA W ŁABĘDZIA


Im starsza robiła się dziewczynka, tym bardziej łagodniał jej charakter. Maniery zrobiły się iście dworskie, urody również nie mogła się powstydzić – właśnie wtedy, w okresie wczesnej dorosłości, boczna linia rodu Ke zaczynała powoli odnajdywać zyski w wieloletniej opiece nad dziewczynką. Większość azjatyckich rodzin nefilim, dowiedziawszy się, że rzeczywiście przetrwała ostatnia przedstawicielka głównej linii rodu Ke, zaczęło wychodzić z różnymi propozycjami małżeńskimi. Jedni proponowali bogactwo, inny wpływy – dla niewiele już znaczącej, podupadającej w krwi bocznej linii Ke, Liling stała się nadzieją na odzyskanie dawnej pozycji. To dlatego, po przeanalizowaniu wszystkich możliwych propozycji, podjęto wreszcie najbardziej korzystną dla rodziny decyzję. Jako dorosła kobieta, miała wyjść za mąż za mężczyznę z koreańskiego rodu, który wprawdzie oficjalnie istniał od niedawna, osiągnęli jednak wysoką pozycję w niesamowicie krótkim czasie i spokojnie mogli pretendować do roli jednej z najpotężniejszych rodzin w Azji. Oczywiście Liling nie wiedziała o podjętej umowie, dorastając w przekonaniu, że najpewniej będzie po prostu jedną z chińskich dyplomatek nefilim. Błąd.


ETAP SZÓSTY: ZASTRZELENIE ŁABĘDZIA NA TROFEUM


W okresie dorosłym Liling, w Pekińskiej siedzibie bocznej linii Ke, odbywało się wiele bankietów – choć ona sama nie miała pojęcia o prawdziwym powodzie ich wyprawiania. Wszyscy chcieli poznać kobietę, zamienić z nią słowo, przekonać się o prawdziwości plotek dotyczących jej urody. Żaden z potencjalnych przyszłych mężów nie zawiódł się, bowiem Liling rzeczywiście przypominała kwiat białej lilii – zawsze odziana w srebra, nikomu nie przywiodłaby na myśl tamtego wychudzonego dziecka z sierocińca, którym była niegdyś.
Pekin w końcu odwiedzili przedstawiciele południowej Azji, a jednego z tamtejszych wysoko urodzonych nefilim owładnęła na widok kobiety niezrozumiała żądza. Zapragnął ją mieć, za wszelką cenę, nawet jeśli nie uda mu się zdobyć jej ręki w małżeństwie. Tamtego wieczoru miała na sobie mocno obcisłą sukienkę, czarne włosy upięte wysoko nad karkiem i wyraźny makijaż. Zaczęło się od przyjacielskiej rozmowy, propozycji przewietrzenia się na balkonie, drinku… Skończyło na histerycznym płaczu i błaganiach. Na nic były jednak krzyki i prośby, by przestał. Zgwałcił ją, nazywając „znajdą”, grożąc, że jeśli piśnie choć słowo, zabije ją i wykończy całą boczną linię Ke. „Przecież sama się o to prosiłaś” – skwitował na pożegnanie, zostawiając ją porzuconą w ciemnym zaułku korytarza.
Przestraszona, nie odważyła się przyznać, przekonana o swojej własnej winie. Zauważono jednak, że bardzo dziwnie się zachowuje, że kategorycznie odmawia przebywania na bankietach i występowania publicznie. Wtedy to postanowiono wysłać ją na kolejną wizytę do krewnej Jii Penhallow, w nadziei, że wakacje dobrze jej zrobią, i wróci gotowa na podjęcie małżeństwa.
Nie wróciła. Od kilku miesięcy rezyduje w York, mieszkając w przydzielonym jej domku blisko Instytutu. I jak można sobie wyobrazić, wcale nie spieszy się jej do zawarcia żadnego związku, co dopiero małżeństwa.



CIEKAWOSTKI


- Jej chińskie imię oznacza biały, dźwięczący jaśmin.
- Jest szczęśliwie odnalezioną, ostatnią przedstawicielką głównej linii rodu Ke, która jakimś cudem przetrwała… Wiecie, jak to bywa z tymi nefilim. Zapodziało się gdzieś jedno dziecko, niechciane przez ojca półanioła, który porzucił swą kobietę zanim w ogóle dowiedział się o ciąży. Potem na przestrzeni lat dociekliwa, boczna linia Ke, starała się odnaleźć swoich potencjalnych spadkobierców – tak odszukano Liling, a potem odebrano ją z sierocińca i podjęto się jej wychowania.
- Zna się dobrze z konsul Jią Penhallow – spędziła w jej domu kilka dobrych miesięcy w okresie nastoletnim i wciąż pozostaje z nią w dobrych relacjach.
- Miała trudne dzieciństwo, stąd okres adaptacji w wieku nastoletnim sprawiał jej wiele kłopotów. Dokuczała innym dzieciom, na wzór zachowań podpatrzonych w sierocińcu - potrafiła znęcać się i gnębić innych. Wyrosła z tego jednak na długo przed osiągnięciem pełnoletniości.
- Potrafi grać na kilku instrumentach, uczyła się także tradycyjnego tańca chińskiego.
- Uczona sztuki retoryki, potrafi mówić płynnie w języku mandaryńskim i japońskim, zna też podstawy koreańskiego. Po angielsku porozumiewa się całkiem sprawnie, choć często zdarza jej się wtrącać w swe słowa kiepsko przetłumaczone chińskie przysłowia.
- Jej ulubioną techniką walk jest wuyi, w którym była szkolona odkąd skończyła lat dziesięć. Obejmuje nie tylko odpowiednie ruchy, ale też techniki używania broni białej. Stąd jednym z jej serafickich ostrzy jest właśnie czarny miecz jian, odziedziczony po ojcu. Ulubionym w używaniu jest za to dwuczęściowe guan dao, zrobione specjalnie dla niej.
- Gdy była dzieckiem, pozwolono jej wybrać swoje pierwsze zwierzątko – wybrała więc najbardziej nietypowego psa, jakiego mogła sobie wyobrazić. Białego dobermana. I wiecie co? Dostała takiego. Od wielu lat jest jej najwierniejszym przyjacielem i obrońcą. Na imię dostał oczywiście Buster – shoutout dla tych, którzy wiedzą, z jakiego filmu dziewczynka powzięła inspirację.
- Od zawsze i na zawsze jej ulubionym przysmakiem jest czekolada.
- Zupełnie nie ma ręki do kwiatów. Niezależnie od tego, jak bardzo się o nie troszczy, zawsze więdną.
- Ma całkiem mocną głowę do alkoholu.
- Lubi i potrafi dobrze gotować, szczególnie piec. Nie robi tego jednak zbyt często z powodu braku czasu.
- Ma mały tatuaż wysoko na wnętrzu prawego uda. Tekst napisu będzie jednak ujawniony tylko odpowiedniemu śmiałkowi.
 

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

Shi
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo