Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Laboratoria
Autor Wiadomość
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2018-12-17, 18:19   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

A więc wszystko zakończyło się w miarę dobrze – w miarę. Jak na jeden wieczór kocur miał dość wrażeń i rozmów z innymi również. Nic do obecnej grupy nie miał – serio! Po prostu niski poziom ekstrawertyka spadł do zera, a z nim potrzeba spędzania czasu w towarzystwie. W innych okolicznościach bardzo chętnie posłuchałby o wyspie i wszystkim, co miało nań miejsce – problem w tym, że obecne okoliczności sprzyjające niestety nie były.
- Gdybyś czegoś potrzebowała Opal, wiesz gdzie mnie szukać. Chwilowo zostawię Was w Waszym gronie. Potem bardzo chętnie wysłuchałbym opowiastek na temat wyspy. Mniemam, że działo się wiele ciekawych rzeczy. – stwierdził na odchodne – ot na krótko przed oderwaniem się od ściany i pożegnaniem z zebranymi w pomieszczeniu. Nie musiał nic mówić, nawet nie chciał – jak powyżej – dzisiejsza rozmowa wyssała z niego zbyt wiele „sił” – więcej niż przeklęte znamię Leytona.
Ciemna postać niczym cień opuściła pomieszczenie, w którym przebywali pozostali czarownicy. Niech nie traktują tego źle – w razie potrzeby każdy wiedział gdzie kota szukać.

z/t Shi
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2018-12-17, 22:45    [Cytuj]

Czułem się dziwnie, jakby prąd przeszył moje ciało a pierwszy oddech był dość bolesny, wydobywający kaszel i zaduszenie, jakby płuca nie wiedziały co robić. Dopiero po chwili dostrzegłem twarz Opal i uświadomiłem sobie co się stało, przy czym nie bolał mnie już żołądek, głowa. Znamię zniknęło? Spojrzałem na nią pytająco, wszak czułem się znacznie lepiej. Powiedziałbym, że nawet bardzo dobrze, wrażenie odzyskania wszystkich sił było bardzo przekonywujące.-Opowie mi ktoś co się stało? Podniosłem się na ramiona i zaraz po tym do siadu. Czułem się nad wyraz dobrze i wyszło to gdy mój brzuch zaczął grać symfonię głodu.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Tangata Kohuru


Tangata Kohuru

800

Czarownik

Aroha

Sprzedawca w sklepie zoologicznym


All Magic Comes With A Price

Wysłany: 2018-12-18, 10:00   
   Eliot
[Cytuj]

Rozbawiła go odpowiedź Gila, chociaż mógł się tego po nim spodziewać.
- W sumie alkohol jest jednym z elementów eliksirów alchemicznych – powiedział z uśmiechem, chociaż ten będzie musiał sobie sam sięgnąć. Odprowadził Shiza spojrzeniem, zwłaszcza, że ten wyszedł jako pierwszy. Nie było to nic złego, ani dziwnego, miał prawo być zmęczonym po rzucaniu tej klątwy i całym tym zamieszaniu, które miało teraz miejsce.
Chwilę obserwował, co Opal robi, a jednocześnie obserwował Craiga, który powinien zacząć dochodzić do siebie. Musiał, bo w sumie… na tym polegał rzucony przez niego czar. Musiał działać, bo podejrzewał, że ta kobieta łeb by mu urwała, gdyby ten czarownik nie doszedł do siebie.
- Zabiliśmy cię, w taki bardzo łagodny sposób, co w sumie wiesz. Próbowaliśmy cię przetrzymać najdłużej jak to możliwe, by znamię zniknęło, ale nie chciało zniknąć. Wtedy doszliśmy do wniosku, że może spróbować w drugą stronę. Dostałeś niezłego kopa energetycznego od nas wszystkich w sumie – wytłumaczył pokrótce Tang, by potem mimo wszystko skupić się na Opal, która zadała mu pytanie.
- Jeszcze z tym nie ruszyłem, ale to kwestia czasu. Niemniej mogę Gilvreya i Sigyn tam zabrać, pokazać im co i jak – powiedział z delikatnym uśmiechem. Nie było problemu by robić za przewodnika. Inna sprawa, że musiał jeszcze porozmawiać z Opal o tym, co wyszło u wilkołaków. – Opal masz chwilę? Rozmawiałem już z Kieranem i chyba przydałoby się wymienić tymi informacjami – powiedział i powoli podniósł się z ziemi. Uśmiechnął się ciepło.
_________________
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2018-12-18, 16:32    [Cytuj]

Nadal był zdania, że wydobycie demonicznej energii z ciała tego czarownika, tej odpowiadającej za to skażenie i powiązanej ze znamieniem było słuszne. Co więcej, faktycznie mogło uwolnić tego czarownika od tego znamienia, zamiast tymczasowo go wzmocnić i spowolnić to, co nieuniknione. Ponieważ to nie jest jego decyzja to nie jest to jego problem. Od samego początku to nie był jego problem, w końcu to nie on umierał na raty przez jakiegoś ludzkiego pasożyta.
To, co Opal wydawało się pomocą jej kochasiowi, dla niego pomocą mu nie było. Naprawdę chciał pomóc sobie na wypadek takiego prezentu od Leytona, sprawdzić trochę swoich teorii w praktyce i mieć naprawdę ogromną przysługę u Opal i jej chłoptasia. Można było na nim polegać, ale to miało swoją cenę i zawsze będzie ją mieć. Nie pomagał z czysto altruistycznych pobudek i dla dobra sprawy. Jeśli zaoferują mu korzystne warunki to mógł się nawet bardziej zaangażować.
Wygląda na to, że kwestię przysług za ratowanie twojego kochasia mamy omówioną — stwierdził jedynie w odpowiedzi na słowa Opal, bo właśnie w ten sposób postrzegał wdzięczność za okazaną pomoc i podjęte starania.
Nic tak nie wzmacnia jak szklanka porządnego bimbru albo whiskey — stwierdził z uśmiechem. Innego eliksiru nie chciał, ale też nie był umierający ani wybitnie osłabiony. Alkohol też potrafił wypalić niezadowolenie i gorycz związane z pewnego rodzaju porażką.
Co prawda, Craig się obudził, ale nie zwrócił na niego większej uwagi i nie zamierzał opowiadać mu o tym, co miało miejsce. Tangata był na tyle uprzejmy, że jednak mu to wyjaśnił. Zarejestrował też to, że jeden czarownik już wyszedł.
Uniósł jedną z brwi, tą nad prawym okiem, słysząc o robieniu kopii jakiegoś klucza na wyspę. Wiedział, o którą wyspę chodzi, ale z oczywistych względów na niej nigdy nie był. — W pobliżu zamku jest tylko jedna wyspa, ale kiedyś jak próbowałem, nie mogłem się na nią dostać. Chyba, że chodzi o inną wyspę — stwierdził po chwili, spoglądając to na Opal, to Tangatę. Któreś z nich mogło powiedzieć mu coś więcej o wyspie, na którą w stosunkowo dalekiej przeszłości chciał się dostać. Jeśli mówią o tej samej wyspie, to musiało być to bardzo „miłe” miejsce do zwiedzania, skoro były takie trudności w dostaniu się na nią.
Zróbcie co macie zrobić i mogę wybrać się na tę wycieczkę — stwierdził i lekko wzruszył ramionami.
[Profil] [PM]
 
 
Sigyn Ragnarsdóttir


Sigyn Ragnarsdóttir

801

Czarownik

Friendzone

Lubi łazić po cemntarzach


Cars slowly passing right down on main street, Don't keep on driving, let me say something.

Wysłany: 2018-12-23, 21:27   
   Sonia, Antek
[Cytuj]

Bardzo przepraszam za zwłokę

Okej, użytkowniczka tak trochę dała dupy z aktywnym odpisywaniem, ale można szybko wspomnieć, że Sigyn współpracowała z innymi, robiąc to, co chcieli zrobić, ot. I tak ostatecznie Craig dostał trochę energii, aczkolwiek w dalszym ciągu umierał. Cóż, można zatem uznać, że odnieśli sukces? Na pewno jakiś, bo klątwa poszła i tylko czekać na rezultaty.
Ragnarsdóttir może i nie była najbardziej altruistyczną czarownicą, ale w tym przypadku wyjątkowo nie oczekiwała niczego. Hej, przecież przyszła tu chcąc uzyskać święty spokój od Willa, prawda? Mimo tego coś jeszcze uzyskała, a dokładniej pozwolenie na wejście na wyspę czy jakkolwiek nazwać błogosławieństwo Opal.
To akurat była miła niespodzianka.
- Chętnie ją zobaczę - przyznała z niewielkim uśmiechem, nie mając nic przeciwko wycieczce krajoznawczej. Zwłaszcza że może chodziło o tę wyspę, na którą nigdy nie mogła się dostać, bo w sumie, o którą mogło jeszcze chodzić?
[Profil] [PM]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2018-12-28, 00:09   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Skinęła głową Shizhiemu, który to postanowił już ich opuścić.
- Chętnie opowiem przy kubku herbaty - odpowiedziała mu tylko, bo musiała się zając innymi sprawami. Ot, na przykład odzyskującemu przytomność ukochanemu. Na wszelki wypadek podłożyła dłoń pod jego plecy, gdy ten się powoli unosił. Niby dostał potężną dawkę energii, ale nie była pewna, jak przy tym wszystkim czuł się Craig.
Uśmiechnęła się jedynie na odgłosy wydawane przez żołądek Craiga. Nachyliła mu się do ucha i wyszeptała - Jak tylko załatwię parę spraw, idziemy do jakiejś dobrej restauracji. Jaką kuchnie dziś proponujesz? - poczuła w sercu ulgę i spokój. Może znamię nie zniknęło, ale mieli przynajmniej teraz okazję, by chociaż trochę nacieszyć się życiem. Niewielu pewnie rozumiało, co to dla czarownicy oznaczało. Tym bardziej że ona nadal miała nadzieję, że niedługo uda się pozbyć jakoś znamienia na dobre. Jak nie w ten sposób, to w jakiś inny.
Potem jednak nadeszły obowiązki. Posłała Craigowi przepraszające spojrzenie i podniosła się. - Ogarnę to i wracam - powiedziała.
Spojrzała na pozostałych czarowników.
- Owszem, chodzi o tę właśnie wyspę. Dzięki jakiemuś szczęściu i odrobinie starań udało się tam dostać i ją zarekwirować - wytłumaczyła jedynie zdawkowo. Historia była długa, a i opowiadanie jej nic nie wnosiło. A jeśli chodzi o obecny stan wyspy i to, co się na niej znajdowało, cóż. Niech lepiej zobaczą sami. Zacisnęła dłoń, a po chwili trzymała w niej klucz, który zresztą pierwotnie był trzema. Wręczyła go Tangowi i nie zwlekając od razu przeszła do dalszej części interesów.
Również się uśmiechnęła i oparła o jeden z blatów.
- Co więc takiego ciekawego dzieje się u wilkołaków? - zapytała, chcąc jak najszybciej wszystkiego się dowiedzieć.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Tangata Kohuru


Tangata Kohuru

800

Czarownik

Aroha

Sprzedawca w sklepie zoologicznym


All Magic Comes With A Price

Wysłany: 2019-01-02, 16:01   
   Eliot
[Cytuj]

Pokiwał głową, bo w sumie nie było potrzeby by mówić, że właśnie o tę wyspę chodzi. Zwłaszcza, że sama Opal to potwierdziła. A kiedy dostał klucz, schował go od razu w bezpiecznym miejscu – bez głupich skojarzeń. Potem, co lekko zaskoczyło Polinezyjczyka, kobieta od razu przeszła do tak zwanych interesów. Niemniej pokiwał głową, bo był szczęśliwy, że nie będą się bawić w żadne podchody, ani nic takiego.
- Wilkołaki na pewno nie chcą atakować Laytona same, co jest zrozumiałe. Mają również pewne wątpliwości, odnośnie wyizolowanego przez ciebie wirusa. Bo skąd w sumie mamy pewność, że nie przeszedł już tej choroby i że nie jest czasem na nią odporny? Chociaż twierdzą, że spróbować i tak można – była to pierwsza ze zdobytych przez niego informacji. – Kieran chciał się też kontaktować z Kłusownikami, bo może wiedzą oni coś więcej. Inna sprawa, że ponoć Layton przenosi się w nietypowy sposób… a mianowicie nie pozostawia po sobie żadnych magicznych śladów, dosłownie lub nie, ale rozpływa się w powietrzu. Tak przynajmniej twierdził Kieran, chciałem to zbadać, bo może używa jakiejś innej dziedziny magicznej, by tak znikać – powiedział spokojnie. Inna sprawa, że wilkołaki w tej sprawie się do niego nie odezwały. Szkoda.
Splótł ręce na piersi.
- Kieran też pytał o tą chorobę. Czy nie boimy się tego, że jak go zarazimy, to może ją… przerobić, zmutować by nam nią zaszkodzić? I to w sumie wszystko – powiedział.
_________________
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2019-01-02, 17:21    [Cytuj]

-Domową, w łóżku, pizze Opal. Zaśmiałem się lekko podnosząc do siadu, spoglądając na ukochaną z niejakim zmęczeniem w oczach. Owszem, czułem się o wiele lepiej, wszak oddali mi swoją energię życiową ale to nie oznaczało że organizm nie przeżył szoku. Ewentualnie działo się to tylko w mojej głowie.-Dziękuję wszystkim za pomoc... Spojrzałem na swoje ramie.-...Nawet jeśli się nie udało to czuję się trochę lepiej. Zabrałem się za ubranie koszuli i chyba wrócenie na krzesło czy tam fotel. Obserwowałem resztę zebranych i czekałem na jakieś wypowiedzi żeby wiedzieć czy działo się coś ciekawego przy próbie usunięcia znamienia.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Gilvrey Avery


Gilvrey Avery

400

Czarownik

Freedom - I love and understand it Freedom - I'm not able to give it away

Wysłany: 2019-01-03, 00:17    [Cytuj]

Skoro chodziło o tę wyspę to może w niedalekiej przyszłości się wybrać, szczególnie, że klucz dostał jego stary znajomy Tangata. W takim razie wiedział u kogo go szukać, jeśli w sumie nabierze więcej chęci na wycieczkę krajoznawczą.
Początkowo tego chciał od razu, ale widząc i słysząc, że niektórzy zamierzają omawiać sytuację z wilkołakami, uznał, że mogą zostać omówione kolejne rzeczy, które średnio go interesowały na dłuższą metę. Chociaż też nie do końca, bowiem była jedna rzecz, która go zainteresowała w tej na pozór nudnej sprawie.
A mianowicie to, że ten harcerzyk przenosi się w nietypowy sposób, nie pozostawiając po sobie żadnych magicznych śladów. Było to interesujące z tego względu, że dobrze byłoby poznać ten sposób i posiąść taką umiejętność, zgłębić tajniki takiej dziedziny magicznej.
Wy tu sobie rozmawiajcie, a ja będę się zbierać — stwierdził i powoli wstał ze swojego miejsca, po czym się lekko przeciągnął. Zatrzymał też swoje spojrzenie na Tangacie.
Na tę wyspę wybierzemy się innym razem. Jak zdecydujecie się coś zrobić w sprawie nowego przywódca wśród czarowników albo będzie potrzebowali moich… usług, to wiesz gdzie i jak mnie znaleźć — poinformował go, chociaż na wspomnienie o tej zmianie przywódcy, zaszczycił też spojrzeniem Opal. Nie świadczył pomocy najbardziej potrzebującym, tylko usługi za konkretną cenę.
A skoro to było jasne, to nie pozostało mu nic innego jak stworzyć bramę i za jej pomocą opuścić to miejsce oraz wrócić do siebie.

[zt]
[Profil] [PM]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-01-07, 21:48   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Wolała sprawę z wilkołakami mieć załatwioną tu i teraz, niż później latać i umawiać się na kolejne spotkania, tym bardziej że zaraz po skończeniu tutaj, musiała zobaczyć się z Car i ogarnąć zlecone przez nią zaplanowanie umocnień posiadłości. Zresztą podchody w obecnych okolicznościach raczej by jej nie pomogły.
- Cóż, raczej żadna grupa nie miałaby szans na samodzielne pokonanie Leytona, tu już dawno zostało ustalone na zgromadzeniu. Co do wirusa, to rozumiem obawy, jednak większe szanse są na to, że William nie przeszedł choroby, głównie dlatego, że podczas jej panowania zabawiał się w Londynie, a owa choroba nie wyszła zbytnio za tereny Yorku, z tego, co kojarzę. Tak jak jednak wspomniał Kieran, lepiej spróbować i ewentualnie osłabić naszego wroga, niż w ogóle nie próbować. Kłusownicy też mogą coś wiedzieć, w końcu Leyton mógł wśród nich rekrutować. Co byłoby raczej dość oczywistym krokiem z jego strony - pokiwała głową na uzyskane przez nią wcześniej informacje.
Jednak to ta następna była tą najciekawszą.
- Rzeczywiście, interesująca sprawa. Może rzeczywiście jakaś dziedzina magii, albo jakiś nowy prezent od jego ojca? W końcu z tego, co wiemy, ten Williama dość mocno wspiera - zamyśliła się. - Cóż, należałoby w takim razie uważać i pamiętać o tym fakcie, gdy staniemy z nim oko w oko.
Och i kolejne obawy o wirusa. Nie mogła powiedzieć, że nie słuszne, ale istniały pewne fakty.
- W takim razie, jeśli Leyton chorował, to już dawno powinien na to wpaść i nam jakoś zaszkodzić. Jeśli nie, to oznacza, że prawdopodobnie nie miał z ową demoniczną chorobą w ogóle do czynienia, to oznacza też, że nie bardzo wie, że ów wirus działa na zupełnie innych zasadach niż znane nam normalnie czynniki zakaźne. Czyli w skrócie, Leyton miałby problemy z większe niż ja z wyizolowaniem wirusa. Na to też potrzeba czasu. A tego czasu po prostu można mu nie dać - wzruszyła ramionami, bo i co więcej mogła powiedzieć. Owszem, demoniczny tatuś hybrydy mógłby mu w tym pomóc, ale Leyton musiałby też mieć czas na eksperymenty. Zresztą, nikt nie wie, czy mutacja w ogóle zadziałałaby, w końcu ową odporność na demoniczną grypę zyskali i tak w mało naturalny sposób, dzięki pomocy Marabasa.
- Jeśli nie ma już pytań, będę zmuszona was opuścić - powiedziała do pozostałych i poczekała chwile, aż się okaże, czy też jeszcze są jakieś kwestie, które chcieliby poruszyć.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Tangata Kohuru


Tangata Kohuru

800

Czarownik

Aroha

Sprzedawca w sklepie zoologicznym


All Magic Comes With A Price

Wysłany: 2019-01-12, 14:13   
   Eliot
[Cytuj]

Uważnie słuchał, co do powiedzenia ma Opal, chociaż czy jej wierzył? Ciężko orzec. Swój rozum miał i w sumie… brzmiało to trochę abstrakcyjnie, choroba która dotknęła tylko jedno miasto, gościu o którym w sumie nic nie wiedzą, poza tym że bawił się wcześniej w Londynie i jest hybrydą. Poważnie zaczął się zastanawiać skąd się te wszystkie informacje biorą. Już nie wspominając o tym, co sam się dowiedział. Jedyne książki o magii, która byłaby chociaż czymś zbliżonym do tego, czego używa Leyton są w u Nocnych… i jeszcze ten inny starożytny czarownik którego spotkali. Naprawdę zaczynał mieć mentlik w głowie.
- Ciężko powiedzieć, zwłaszcza, że istnieje wiele zapomnianych dziedzin magii, których nawet dziś nikt nie zgłębia – odparł ze wzruszeniem ramion. Nowa-stara dziedzina magiczna, artefakt… tyle możliwości i nikogo chętnego, by dokładnie tę sprawę zbadać. A nie, chętny jest, tylko po prostu nikt nie chce pomóc w zbadaniu tej sprawy.
- Nie mam więcej pytań i do zobaczenia, Opal. Ty Craig uważaj na siebie i nie waż mi się pakować w żadne problemy, do póki to znamię nie zniknie lub nie zostanie zdjęte – powiedział spokojnie i po prostu wyszedł z laboratorium. Zamierzał kontynuować swój trening, ewentualnie odpocząć sobie.
[z/t]
_________________
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9