Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Roześmiała się pod nosem na jego stwierdzenie. Musiała przyznać, że ich rozmowa zaczęła się całkiem fajnie..na spokojnie, na luzie. Bez zbędnych ceregieli. Na jego pytanie odnośnie tego czy wie z czym by sobie wypił skinęła głową. Owszem, domyślała się o co mu chodzi, w końcu będąc w posiadłości nie raz i nie dwa czuła woń krwi zmieszanej z winem. Początkowo jakoś nie bardzo reagowała na te zapachy bo mieszały się jej i bardziej pociąg miała za krwią. Ale ostatecznie uznała, że spróbować jej nie zaszkodzi, najwyżej się zmyje nim ktoś się zorientuje, że zwróciła całą zawartość. Od, czmych i jej nie ma. Taki cudowny dar bycia wampirem.
- Nie próbowałam prawdę mówiąc. Nath jest strasznym marudą, nie pozwala mi na samotne spacerki, za ten też pewnie przyjdzie mi słono zapłacić, ale...
Wzruszyła ramionami. W końcu nie będzie siedziała w sypialni jak ten kołek i czekać nie wiadomo na co. By się uczyć musiała wyjść i próbować własnych sił. Przy sobie trzymała kilka fiolek z krwią, jednak starała się je brać tylko wówczas gdy naprawdę czuła, że zaraz zwariuje.
- Tylko uważaj co nie powiesz tak przy nim...nie znosi tego określenia. Ja za starego grzyba dostałam takie manto, że gdybym nie była kim jestem, byłabym bardziej martwa niż żywa.
Roześmiała się pod nosem.
- Mnie też nie interesuje co robią...to ich sprawy. Ale prawda jest taka, że najchętniej to ulotniłabym się jak najdalej...
Przyznała pod nosem.
- Powiem Ci uczciwie, że kiedyś żałowałam że nie mam biologicznego ojca. Załamywałam się gdy trafiałam na powrót do bidula, dopiero kiedy Nath mnie przemienił zaczęłam żałować jeszcze bardziej...no początkowo. Dopiero teraz zrozumiałam, że jego "ojcowskie" metody to tylko z jego troski...mniej więcej.
Przyznała i wskazała na bransoletkę jaką dostała od niego. Elegancka, nie jakieś pierwsze tanie badziewie.
- W końcu jaki ojciec zakłada własnej córce takie badziewie na dłoń by wiedzieć gdzie przebywa i jak długo...nie mówiąc już o meldowaniu się co pół godziny.
Parsknęła śmiechem i przyjrzała się temu co robił Des. Jej twarz pojaśniała w chwili gdy poczuła zapach krwi. Cicho westchnęła starając się nie warknąć jak nieokiełznana bestia.
- Pachnie cudowanie...
Mruknęła cicho
 

Desmond Foley

28


185 cm


Your blood in mine. We'll be fine







[Cytuj]
Przysłuchiwał się jej słowom. Wydawała się strasznie ograniczona, niedoświadczona i... nawet zamknięta. A to ostanie wkrótce okaże się prawdą. Desmondowi nie podobało się, że aż tak trudne są Melkowe początki. On miał więcej swobody, ale może to też... kwestia innych czasów? Ludzie byli bardziej ciemni, mniej wiedzieli, byli bogobojni. A teraz? Psia mać, tylko stare pryki mogą pamiętać moje i dawniejsze czasy!
- Nie żebym ja sam był jakiś super młody, ale jednak dwa razy mnie już przeżył, więc... ekhm, cóż, jego ego jest bardziej żywe niż on sam kiedykolwiek. Ciekawe w sumie kim był za człowieczego życia. Opowiadał ci?
Bidul, brak ojca, jakieś niezbyt ciekawe metody wychowawcze... dalej układało się to w nieprzystępną wampirowi listę spraw, które należałoby jak najszybciej spalić. Spalić. Smakować. Zapach. Wino i krew. Krew i wino.
- Lubię, jak intensywny smak wina przechodzi krwią. To chyba jedyne, co mógłbym pić całymi dniami, a czego nie piję całymi dniami. Może kiedyś się na to odważę? Ludzie umierają z przedawkowania, a co jeśli wampir przesadzi z tymi trunkami? Ej, może ten stary grzyb zna odpowiedź? - zapytał, ledwo powstrzymując śmiech i próbując go ukryć za lampką wina. Wino się przelało i kieliszek był pusty. Dolał zawartość swojej magicznej buteleczki do połowy, a resztę uzupełnił winem. Przemieszał pięć razy w lewo, trzy razy w prawo i dwa w lewo. Gotowe!
Spróbował łyk i wraz z ulubionym smakiem przyszła mu cudowna myśl.
- No nie gadaj! Aż tak cię kontroluje? A co to kurde, w burdelu nielegalnie pracujesz?! Jak możesz tak mu się pozwalać kontrolować? Chyba bym pół wioski ze złości wymordował, gdyby mi tak Elka zrobiła! - zawtórował w końcu jej opowieści, a ze złości aż musiał wlać i jej trochę swojego magicznego składnika. Buteleczka stała się pusta.
- Pij, będziesz łatwiejsza!
I miał na myśli w szczególności to, że nie będzie się krępować tak, jak nakazywałaby ta magiczna bransoleta.
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Dawne czasy nie umywały się do dzisiejszych. Melka znała doskonale czasy Nathaniela, czy raczej Krwawego Hrabiego. Tamte czasy były mniej łaskawe dla kobiet, mniej łaskawe dla ludzi. Niegdyś było zupełnie inaczej, wszystko było inne można rzec, że niemal o 360 stopni. Nie mniej, Melka nie żałowała tak bardzo tamtych czasów. Żałowała tego, że nie mogła przeżyć chociaż dnia w tamtych czasach. Nie móc przekonać się na własnej skórze kim by była gdyby żyła za czasów Nathaniela czy Eleanor. Niestety życie nie takie baśnie układało jakie byśmy chcieli. Na pytanie Desmodna o to czy wie kim był jej stwórca Mel o mało się nie zakrztusiła. Serio, Des nie miał pojęcia kim był Nath?
- Oj tam, może i jesteś wiekowy, ale wizualnie w ogóle nie przypominasz sypiącego się próchna.
Uśmiechnęła się pod nosem i wzięła wdech, przyzwyczajenie niestety...
- Naprawdę nie wiesz kim był za życia Black?
Zapytała i przygryzła dolną wargę. On nie musiał jej nic mówić, sama doszła do tego, sama zaciekawiła go swoją wiedzą na temat Vlada oraz jego przeszłości.
- Nathaniel jest pierwszym z pierwszych wampirów a zarazem ostatnim z tych, którzy przetrwali.
Urwała, nie wiedziała czy powinna coś więcej mu powiedzieć na temat wampira, który ją stworzył. Chociaż Des był synem Eleanor o czym dowiedziała się chwilę temu i musiała przyznać, że totalnie ją zatkało.
- Mój ojciec nie musiał mi opowiadać kim był...sama to wiedziałam po tym gdy dał mi kilka wskazówek. Znam jego prawdziwe imię, wiem kim był. Jednak uważam, że to nie miejsce na tego typu opowieści, zresztą sądzę, że lepiej będzie jeśli go sam zapytasz. Na pewno opowie Ci co nieco...a może kiedyś sama Ci opowiem o nim tego co się dowiedziałam będąc jeszcze człowiekiem.
Uśmiechnęła się lekko i spojrzała na roześmianego wampira. Poczuła się znacznie pewniej i bezpiecznie.
- Hm...zapewne będziesz miał mega kaca...albo będziesz rzygał tęczą. Ponoć możemy się upić pochłaniając spore ilości alkoholu zmieszanego z krwią, albo prosto z żyły czarownika...
Jej ślepka zabłysły na samo wspomnienie jak upiła dość sporo z biednego Craig'a. Ale musiała przyznać, że odlot był mega!
- To ostatnie odradzałabym, ale wystarczy łyk tej krwi i jest taki odlot, że widzisz wszystko czego zapragniesz. Bajecznie mówię Ci...w prawdzie, z chęcią bym się upiła taką krwią...
Przyznała z zadziornym uśmiechem na twarzy. Gdy zbuntował się na to jak Nath ją traktuje Melka uśmiechnęła się pod nosem, oj próbowała się buntować, ba nawet to robiła nie raz i nie dwa.
- Uwierz, burdel to byłby pikuś...w końcu miałabym dostawę świeżej krwi w każdej chwili...no ale niestety...
Wskazała na bransoletkę.
- Szukam sposobu jak się tego kurestwa pozbyć, ponoć zdjąć go mogę dopiero po śmierci Nathaniela. Mam nadzieję, że to tylko ściema, jednak niestety nie dam rady go zdjąć od tak, nawet swoją krwią nie dam rady...musiałabym skołować krew ojca, ale nie wiem czy to coś da...
Skrzywiła się z niesmakiem.
- Uwierz nie pozwalam, jednak Nath ma zdecydowanie inne metody wymuszenia posłuszeństwa. Może przez to, że się o mnie w swój durny sposób martwi...nie wiem, tak czy inaczej nie mogę mu za dużo podpadać...ostatnio tak mnie sprał, że ledwo mogłam dojść do siebie...i nie, to nie jest od takie trzepanie tyłka jak dziecku...to zdecydowanie coś gorszego...
Przyznała i wzdrygnęła się nieco.
- Chciałam dać nogi, niestety znalazł mnie...tydzień potrzebowałam by dojść do siebie po tym jak zabawił się przeciągając mnie po kamieniach polnymi drogami...zresztą...
Machnęła ręką odganiając wspomnienia. Oprzytomniała w chwili gdy poczuła ponownie zapach krwi. Mocniejszy i zdecydowanie przyjemniejszy. Uniosła wzrok na swoje szkło, które wypełnione winem i krwią kusiło się o opróżnienie w jednym zdecydowanym łyku. Nie kazała siebie prosić kolejny raz o wypicie. Gdy tylko usłyszała "pij" bo oczywiście reszta do niej nie dotarła wychyliła zawartość z taką pasją i tęsknotą, jakby przez tysiąclecia nie miała w ustach krwi.
- Łatwiejsza?
Zaśmiała się pod nosem i spojrzała na swoje jedzenie na talerzu.
- Jak to jest z ludzkim jedzeniem? Możemy je jeść, czy to takie dość...ryzykowne?
Zapytała nieco przyciszonym głosem niemal konspiracyjnym.
 

Desmond Foley

28


185 cm


Your blood in mine. We'll be fine







[Cytuj]
Dziwiło go, że ją dziwiło to, że on nic nie wiedział o nim. Co go w sumie stare próchno ma interesować? No może teraz trochę, kiedy zmuszona jest do nawiązania z nim jakiejś formy relacji.
- A nie wiem, nie było jakoś okazji zapytać. - wzruszył ramionami i zamienił się w kurz... znaczy w słuch. Niewiele się jednak dowiedział, jedynie tyle, co sam przypuszczał.
- Możemy później udać się w jakieś... wiesz, zaciszne miejsce. - puścił jej oczko. Taka tam, niewinna propozycja, rzucona pomiędzy dialogami.

Przyszło wspominać stany upojenia wampirzego. Desmond dawno tego nie próbował i może trochę już zapomniał, jak to dokładnie jest. Choćby ten fakt, że tylko jeden łyk wystarczy, uległ jego niepamięci.
- A faktycznie, coś takiego się dzieje. Ale przy takim mieszaniu jak teraz robię, to odlot jest słabszy i... wystarczający nawet z zapasem. - i znów skosztował napoju z kieliszka. Już powoli czuł, ze coś go tam rozgrzewa.

Uśmiał się na dostawę świeżej krwi z burdelu i przysłuchiwał się historyjce o magicznej bransoletce. Brzmiało to surrealistycznie i w końcu zapytał:
- Ale to jak, ona jakaś zaklęta? Próbowałaś piłą albo zaklęciem od jakiegoś neflima? W ogóle, jak on ci ją założył? - dopytywał, przybliżając rękę w kierunku jej dłoni. Niby chciał dotknąć bransoletki, ale nie miał na to dość odwagi. Bo co, jeśli jakaś czarna magia go porazi prądem? Poprzestał więc na pogładzeniu jej palców u dłoni. Słuchając opowieści o nietrywialnych metodach Natha, zrobiło mu się trochę żal rozmówczyni. Złapał jej dłoń w obie swoje.
- Nie podoba mi się to. Tak nie powinno się swoich traktować. - Odparł, kiedy dała wyraźnie znać, że nie chce dalej tego tematu rozwijać. I nalał krwi, jak wcześniej było powiedziane.
- Tak! Przecież piłaś alkohol jako człowiek, nie mów mi, że nie. Pewnie nie raz, w przemęczeniu alkoholowym, ktoś ci nawet włosy trzymał, co? - żartował sobie z niej, myśląc nad tym, co jedzenie robi wampirom.
- Szczerze? Prosiłbym, aby dali surowe, może po rozmrożeniu na talerzu by się zaczerwieniło, a tak to... no nie wiem. To trochę jak wysysanie krwi z tygodniowej padliny. Posucha i smak nie ten. - odparł z nieskrywanym śmiechem,choć z początku brzmiał bardzo przekonująco. No bo tak, wiedział przecież, że żadna restauracja nie da krabów i krewetek w stanie, kiedy jeszcze będą brodzić krwią ich porcelanowe talerze. Zaraz by lokal zamknęli!
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
Zaciszne miejsce...ciekawe...w prawdzie Mel nie musiała się już o nic martwić w końcu była trupem! Co może się stać jeśli pójdą w "ustronne miejsce". Nic. Ostatecznie tylko się uśmiechnęła pod nosem nic nie mówiąc. Chciał się przejść...czemu nie, jeśli kombinował coś więcej będzie musiał się lepiej postarać.
- Właśnie...odlot bajeczny. Ojciec napuścił mnie na partnera mojej ciotki. Wariat...ale ta krew...coś nieziemskiego.
Zamruczała rozmarzona i cicho westchnęła przenosząc wzrok na Desmonda. Gdy wspomniała o bransolecie widziała, że ten się aż uniósł ze wzburzenia i szczerze..nie dziwiła się mu. Ale również nie dziwiła się Nathanielowi. Chronił ją na swój sposób, jednak szczerze...w każdej chwili mogłoby się coś jej stać. Od, przypadkowy kołek wbity w plecy czy coś...
- Próbowałam wszystkim..nawet kwasem..nic. Jest jakoś dziwnie stworzona. Jakiś czarownik czy coś musiał ją stworzyć i obawiam się, że serio, nie zdejmę jej bez pomocy Nathaniela.
Mruknęła pod nosem i machnęła ręką.
- Em...założył mi ją w dzień moich narodzin dla świata Cieni.
Uśmiechnęła się pod nosem krzywo. Tamto wspomnienie nie do końca było fajne.
- Po wyjściu z grobu rzuciłam się na niego bo poczułam krew i dziwny inny zapach. Teraz wiem, że to był alkohol. Potraktował mnie na swój sposób i po prostu założył mi na nadgarstek...długa historia...
Przyznała a gdy poczuła jego palce na swoich speszona nieco zesztywniała. Cofnęła dłoń odrobinę z lekkim uśmiechem zakłopotania.
- Niestety mnie też, jednak on inaczej nie potrafi. Wierzę, że na swój sposób się o mnie martwi. Chociaż...po części też podejrzewam czemu mnie przemienił...
Przyznała cicho a jej mina zrzedła. Nie była głupia, wiedziała że Nathaniel przemienił ją tylko po to by mieć kartę przetargową. W końcu jej ciotka była wysoko ustawiona, a teraz Melka jako wampir...wiedziała, że Nathaniel zrobił to wszystko mając na celu zabezpieczenie swojej przyszłości, jej kosztem. Czy bolało? Owszem, gdzieś tam bolało, gdzieś tam czuła żal i wściekłość ale wiedziała, że coś w nim się zmieniło. Mógł ją zostawić ale nie zrobił tego.
- O tak! Jak uciekałam z domu dziecka, z kumpelą imprezowałyśmy do rana...potem trafiałyśmy na Izbę wytrzeźwień...
Zaśmiała się lekko pod nosem. A na pytanie o trzymaniu włosów roześmiała się tylko i pokręciła głową.
- Niestety, takie spotkania to miałam na trzeźwo z gromadą oprychów w bidulu...ale to nie że oni trzymali włosy skąd..moja głowa witała co jakiś czas muszlę tylko dla zabawy...jednak hm...nieśmiertelność ma swoje zalety.
Puściła mu oczko rozbawiona bo już jeden dupek gryzł piach...a nie...no raczej to śmieci w kontenerze. Słysząc słowa wampira tylko spochmurniała. No bo jak to tak?! Nie będzie mogła zjeść tych smakołyków?! Skrzywiła się nieco i westchnęła pod nosem.
- No pięknie i co ja teraz zrobię...a miałam nadzieję, że będę mogła sobie pojeść...
Skrzywiła się nieco i wydęła usta w zawiedzionym grymasie.
- No to co teraz robimy?
 

Desmond Foley

28


185 cm


Your blood in mine. We'll be fine







[Cytuj]
//zamordować to mało :no:

Choć Melka mruczała sobie przy wspomnieniu o wspaniałej krwi, Desmondowi zebrało się na śmiech. Gdyby był bardziej stonowany tego wieczoru, bardziej niż zwykle, pewnie pozwoliłby jej rozmarzeniu trwać w ciszy, ale.. to Desmond. On musi regulować atmosferę za pomocą trzeszczących potencjometrów.
- Nieziemska krew? A co ona, z kosmitą się hajtnęła?! - rzekł tak w rozbawieniu, o mało co nie rozlewając wina po stoliku w wyniku zatrzęsienia się ręki trzymającej kieliszek.
Przysłuchiwał się jej opowieściom, przytakując co jakiś czas i odkładając myśli gdzieś na boku, w kąciku buzi, kręcąc tam od czasu językiem tak, jakby nim właśnie dostarczał słowa pojawiające się na jego drugim końcu.
- Wciąż, a może nawet bardziej, to wszystko jest dla mnie niezrozumiałe. Nie wiem, może teraz inne czasy są, może za mało widziałem. Ale po prostu nie pojmuję tego rodzaju przywiązywania kogoś do siebie. A skoro przetrwałaś swoje w bidulu i okolicach, to nie sądzę, by w tej nowej formie miała ci się nagle przydarzyć krzywda. A i lepsze jest wrogiem dobrego, nie zapominaj, bo on chyba już dawno zapomniał... - Desmond ponownie ustawał przy swoim. A bywał uparty czasem. - No ale dobre tyle, że jesteś tu i masz się dobrze! - sprawił, aby jego werdykt nie brzmiał zbyt surowo. Ostatnie czego potrzebował, to jakiejś sprzeczki z nią.

Jedzenie. Owoce morza. Szkoda było mu trochę tego posiłku, nawet nietkniętego przecież. Ale co mógł poradzić innego? Taka była prawda.
- Cóż, możesz spróbować, ale... sądzę, że tylko będziesz narzekać na rewolucje jakie twój organizm będzie odprawiał w kolejnych godzinach - odparł zgodnie z prawdą, po czym dodał jeszcze dla sprostowania całej sytuacji - Ale wiesz co? Istnieje możliwość nauczenia się spożywania takich potraw. Ja osobiście temu wiele uwagi nie poświęciłem i bałbym się teraz sięgnąć po tak wymyślne jedzonko, ale ogółem zdarza mi się czasem przełknąć jakąś wołowinę z warzywkami. Dla samego smaku i wrócenia pamięcią do pierwszych lat życia. Bo potem i tak ten sentyment musi się zmagać z mniej przyjemnym pozbywaniem się resztek jedzenia. Ale przebiega to o tyle dobrze względem tego, co czekałoby cię tu i teraz z tymi krewetkami, że warto będzie ci temu czas w przyszłości poświęcić. Trzeba będzie po trochu próbować po prostu i obserwować reakcje organizmu. I walczyć z tym, aby jednak akceptował ten pokarm - opisał swoje doświadczenia z jedzeniem oraz zaprezentował to, co ją może czekać, gdyby podjęła się próby spożywania.
Pytała, co robią. Nie do końca wiedział, co ma na myśli, ale dobrze wiedział, co samemu chce uczynić. Rozlał resztkę wina do kieliszków.
- Co robimy? Chyba dobrze będzie się stąd ulotnić w niedługim czasie, nim ktoś nabierze podejrzeń. A i szkoda kisić się tu, kiedy noc piękna za oknem się wydarzyła. - Przekrzywił głowę w stronę wyjścia z lokalu.
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla, Alysanne
No sorrrki postaram się o mniejszą ilość tym razem xDD //


Parsknęła śmiechem na stwierdzenie o "kosmicie". Krew czarowników bywa naprawdę odlotowa, jednak jakby pomyśleć o tym w ten sposób...może faktycznie prócz demonicznej krwi, która płynie w czarownikach jest coś więcej...ciekawe, ciekawe...tak czy inaczej podejście Desmonda naprawdę sprawiło, że wampirzyca się nieco rozluźniła. Tak nie czuła się od bardzo dawna. Ba, nawet jej obawy odnośnie płci przeciwnej nieco odeszły na boczny tor. Czuła się nie wiedzieć czemu bezpiecznie w jego obecności.
- Nie hajtnęła jeszcze...gdyby to zrobiła wiedziałabym o tym. No bo raczej z rodziny mnie nie wypisała z tego powodu co się stało.
Wyznała szczerząc się pod nosem i przechyliła głowę słysząc jego słowa.
- Przywiązanie to pikuś...wzięcie ślubu...to głupota! Może i nie za mało, ale wszystko się zmienia i to bardzo jak dla mnie życie z kimś owszem, postawienie warunków itd...ale no by zaraz ślub..nie no bez przesady. Jakoś tego nie widzę...A jak się znudzą sobą? To co wtedy? Przecież oni są jak Flip i Flap...żyć bez siebie nie potrafią...
Przyznała i przeciągnęła się nieco. Fakt, że była tutaj i na swój sposób istniała sprawiał, że faktycznie początkowo się czuła niepewnie, z czasem powoli zaczynała się oswajać z tym co i jak. Przeciągnęła się nieco i skinęła głową. Faktycznie jeśli miała czuć się fatalnie lepiej pozostawić to nieruszone.
- Mówisz? W takim razie, spróbuję za jakiś czas...może kiedyś razem zjemy a potem będziemy "umierać".
Zaśmiała się pod nosem i dopiła to co jej wlał do kieliszka. Podniosła się po chwili z miejsca i spojrzała na Desmonda.
- No to na co czekasz tajemniczy nieznajomy? Zabierz mnie stąd gdzieś w nieznany świat.
Powiedziała to z taką powagą, że niemal parsknęła śmiechem. Spojrzeniem powędrowała na ludzi i uśmiechnęła się diabelsko.
- Szkoda, że nie możemy z nimi nic zrobić...
Zamruczała i nim przyszło jej coś do głowy pociągnęła ze sobą Desmonda.
zt.x2 -> jak chcesz to pisz w innym miejscu ;D
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
#7

Dużym plusem życia Rez było to, że miała bardzo dużo wolnego czasu. Praktycznie każda godzina, każda minuta była tylko i wyłącznie dla niej, dzięki czemu mogła w każdej chwili robić to, co jej się tylko podobało. Mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, że taka egzystencja bez żadnych obowiązków może po jakimś czasie stać się nudna, jednak nie dla Nerezzy, która potrafiła się sobą zająć. Czuła, że po tylu setek lat walczenia podczas wojen odrobina rutyny i lenistwa dobrze jej zrobi. Inna sprawa, że ta „odrobina” przeciąga się z każdym dniem, miesiącem, rokiem, a nie zapowiadało się, by wiedźma miała ochotę powrócić do bardziej aktywnego trybu życia.
Tego dnia postanowiła przejechać się na swoim motocyklu. Z reguły do przemieszczania się używała teleportacji, do tego dopiero niedawno zrobiło się nieco cieplej, więc jej ukochany Harley stał dotąd zakurzony w garażu, więc zdecydowała się to zmienić.
Ciężko jej było stwierdzić, ile trwała jej przejażdżka, podczas niej straciła rachubę czasu. Na sam koniec postanowiła zajść do baru, chociaż z reguły unikała takich miejsc, to naszła ją ochota na jakiegoś drinka. Bezalkoholowego, oczywiście, choć najczęściej nie zwracała na to uwagi. Nie raz kierowała po wypiciu procentów i jeszcze nikomu się nigdy nic nie stało.
Zaparkowała motocykl na jednym z wolnych miejsc parkingowych, po czym zsiadła z niego, zdejmując z głowy kask. Odgarnęła z twarzy włosy, przy tym jeszcze bardziej je roztrzepując, po czym weszła do baru. Po zamówieniu odpowiedniego drinka, skierowała się na tyły lokalu, chcąc zająć miejsce na zewnątrz, by móc dalej korzystać z dobrej pogody. Jej druga, gadzia natura wręcz uwielbiała słońce. Kask odłożyła na jedno z wolnych krzeseł, by po chwili zacząć szukać w torebce okularów przeciwsłonecznych.
 

Vivienne Ros

[Cytuj]
Multikonta: -
Vivienne w ciągu ostatniego roku również miała sporo czasu dla siebie, pochodziła z bogatej rodziny która zadbała by po wypadku nie musiała się o nic martwić i mogła powoli wrócić do zdrowia i mimo iż fizycznie trzymała się całkiem nieźle tak psychicznie czuła się okropnie, zwłaszcza po ostatnim spotkaniu z kimś, kto uważał że jest jej mężem a którego najzwyczajniej w świecie nie pamiętała.
Po tym całym spotkaniu naszła ją przemożna ochota na… Drinka. Mimo iż normalnie bardzo rzadko sięgała po alkohol dzisiejszego dnia czuła że bez tego się nie obejdzie, nie przespała prawie całej nocy zastanawiając się nad tym co powinna zrobić w obecnej sytuacji i pierwszy raz od dawna cieszyła się, że jej obecny partner znów pozostawił ją samą na cały, długi dzień. Była niemal pewna że gdyby był przy niej od razu zauważyłby że coś jest w tym wszystkim nie tak.
Nie znała zbyt wiele miejsc w tym miasteczku gdyż przebywała tutaj od niedawna, dlatego też ubrana w swoje ulubione, luźne spodnie, krótki top i trampki po wyjściu z domu najzwyczajniej w świecie ruszyła przed siebie zatrzymując się w pierwszym barze jaki napotkała. Pogoda dopisywała i nie chciała kisić się w środku to też po zamówieniu i odebraniu drinka wyszła na tyły pubu, by usiaść przy jednym z wolnych stolików. Spokojnym ruchem dłoni odgarnęła burzę swoich rudych loków z twarzy, nie wiedząc zupełnie co też powinna ze sobą zrobić w końcu nigdy nie chodziła sama do barów, co prawda miała przy sobie szkicownik i dobrą książkę, miała jednak wrażenie że nie będzie mogła się na niczym skupić. Bo i jak miała uwolnić umysł od natrętnych myśli gdy jej dotychczasowy świat legł w gruzach? No właśnie, wydawało jej się to niemożliwe, odruchowo wyjęła z kieszeni telefon po to by zapatrzyć się w jego ekran i upić kilka łyków mocnego drinka znajdującego się w jej dłoni.
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Jej sytuacja materialna również była na dobrym poziomie, w ciągu tylu setek lat zdążyła się wzbogacić, głównie na wojnach i handlu antykami. Dzięki temu uzbierała jej się dość spora fortuna, więc teraz nie musiała się martwić o ten aspekt. Mogła całkowicie skupić się na sobie, czyli na odpoczynku i swoich zainteresowaniach, a także na umiejętnościach.
Zdarzało jej się sięgać po alkohol, ale najczęściej tylko w małych ilościach – po prostu miała do nich słabą głowę. Nie potrzebowała dużej ilości, by się upić, co powodował u niej niemal natychmiastowe zmęczenie i chęć pójścia spać. Tym razem zrezygnowała z niego na rzecz bezalkoholowego drinka z innego, bardziej rozsądnego powodu – nie chciała mieć wypadku, gdy będzie wracać swoim motocyklem. Jeszcze tego by brakowało, żeby coś się stało jej ukochanemu Harleyowi.
Rzadko odwiedzała bary w innym celu niż szukanie pijanych klientów, by się z nimi pobić. Lubiła to robić, dobra bójka sprawiała jej przyjemność, jednocześnie był to jeden z niewielu sposobów, w jakich mogła poćwiczyć walkę wręcz. Znała parę mniej lub bardziej popularnych tego typu miejsc, dzisiaj postanowiła się wybrać do, w jej opinii, jednego z tych bardziej spokojnych. Ludzi na razie nie było zbyt wiele, co Rez zdecydowanie nie przeszkadzało.
Udało jej się znaleźć w głębi torebki okulary przeciwsłoneczne, chwilę później jej wzrok padł na nowoprzybyłą kobietę. Przez chwilę patrzyła na nią, starając się nie robić tego zbyt nachalnie.
- Ciężki dzień? – spytała. Może i nie powinna się wtrącać w nie swoje sprawy, ale jakoś mało ją to obchodziło. Nie byłaby sobą, gdyby się raz na jakiś czas gdzieś nie wtrąciła.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo