Tangata Kohuru

800



All Magic Comes With A Price







[Cytuj]
Multikonta: Eliot
Roześmiał się.
- Nie, tym razem to było nierozważne, ale następnym razem, może takie będzie. W końcu… w przyszłości będziesz wiedziała, z kim walczysz – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Tym razem miał oczywiście na myśli siebie. Pierwsza walka była nieco nierozważna, a decyzja o klątwie, chociaż nie była głupim pomysłem, to zapewne nie podziałała tak jak powinna. W przyszłości Sigyn będzie wiedziała, że lepiej takiej klątwy na Tangu nie używać, bo w rzeczywistości obudzi w nim pierwotny gniew. A niestety ze względu na kolor skóry, Sigyn bardzo szybko stanie się celem tej jego pierwotnej agresji.
Co w sumie miało teraz miejsce. A gdy Tang był pod jej wpływem… och ten pan się nie przejmował tym, czy zginie w walce. Właściwie to był nawet skory tak właśnie zginąć. Można zażartować, ze pod tym względem Polinezyjczycy niewiele się różnili od Wikingów. Oba te ludy miały walkę we krwi, a śmierć podczas walki była rzeczą honorową, a także chwalebną.
Powinien zapytać, czy może jej dotknąć, czy może podnieść jej koszulkę… ale to w sumie Tang. U niego taktu brakło, a dobre wychowanie było pojęciem względnym.
- Proszę bardzo – odparł z uśmiechem. Usiadł sobie wygodnie po turecku obok Sigyn. – Polecam najpierw to wypróbować na jakimś murze czy czymś w ten deseń. Wtedy nauczysz się panować nad mocą tego kwasu, w sensie nad stężeniem – powiedział z delikatnym uśmiechem. Taka rada od osoby bardziej doświadczonej, dla laika w tej dziedzinie.
GIF
Lukipela
I hear music in the air tonight
One familiar fading tune
Something pulls at my infected soul
I think I remember you
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
#8

Działo się wiele dziwnych rzeczy ostatnio, nic więc dziwnego, że Łowca zawędrował w jego z najdziwniejszych miejsc w okolicy. Ruiny miały w sobie coś tajemniczego, owianego grozą. Zabrał ze sobą łuk i kołczan z kilkunastoma strzałami. Zamierzał nieco potrenować, a ponieważ ostatnio stale trafiał na dziwne towarzystwo, wolał mieć pod ręką coś więcej niż nóż.
Znalazł sobie miejsce na jednym z dość wysokich kamieni. Stanął na nim i obserwował latające ptaki. Ćwiczył póki co jedynie naciąganie cięciwy, w myślach wypuszczając strzałę. Bezsensownym było polowanie na jakąkolwiek zwierzynę, jeśli później nie zrobiłby nic z jego ciałem, a nie miał ochoty na oprawianie ptaków. Te całe skubanie pierza zwyczajnie go odrzucało. O wiele lepiej polowało się na dziki, czy sarny. Owszem, należało oprawić ze skóry, ale przynajmniej nigdzie potem nie wchodziły pióra. Poza tym, co można było zrobić dobrego z gołębia, czy innego powietrznego szczura? Za to z takiej dziczyzny przykładowo pieczeń... albo nawet z rożna... Znalazłoby się kilka przepisów, które mógłby wykorzystać, a którymi od dawna nie miał okazji się pochwalić. Ani przed kim.
Usłyszał ruch w niedaleko niego, więc ponownie z łukiem w gotowości odwrócił się, próbując dojrzeć kto albo co, znajduje się w pobliżu. Wróg? Czy przyjaciel? A może zwierzę?

/Rose
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
/Po kurwiogrypie/

Rose doszła już do zdrowia, a wszystko dzięki Seweryna i jego siostry. Wilczyca ubrana w łowiecki stròj miała zamiar dziś upolować jakąś zwierzynę. Na początku czaiła się na kròlika. Jednakże zaraz zauważyła większy okaz. Był to wielki, tłusty... dzik. Dziwna sprawa, że owe zwierzę, a może bydle ruszyło w stronę ruin. Bloomwood z gracją kocicy śledziła go. Gdy już stwierdziła, że może strzelać zrobiła to. Trafiła w racicę. Zaraz dzik się odwròcił.
- No co? - zapytała.
Zwierzę tylko zrobiło jakby groźną minę i zaczęło szarżować na Rose. Kobieta tylko się uśmiechnęła i zaczęła strzelać seriami z łuku. Zanim tłuściok dobiegł już nie żył.
- No ładnie, kolejny rekord - rzekła do siebie.
Zerknęła na zegarek. Zarar ruszyła do nieżyjącego już dzika i zaczęła wyciągać z niego strzały. Miała zamiar sporo go pićeiartować i zanieść do domu. Wyczuwała wilczymi zmysłami, że jest obserwowana.
- Nie ładnie tak pooglądać. Pokaż się! - nakazała.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love

 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Trzeba przyznać, że pierwszym co zobaczył był dzik. Nawet wymierzył do niego, napinając cięciwę do granic, zamierzał ją wypuścić, gdy dostrzegł, że ktoś inny już do niego strzelił. Popatrzył w stronę, w którą odwróciło się również zwierzę i dostrzegł młodą kobietę. Uśmiechnął się lekko pod nosem, widząc w jej rękach łuk. Nie widywał często kobiet z łukami, tak więc musiał przyznać, że spodobał mu się widok. Opuścił nieco broń, przyglądając się jak nieznajoma wypuszcza serię strzał w stronę swojej ofiary. Zastanawiał się dlaczego marnowała tyle strzał, zamiast wpierw do porządku wycelować. Może miała gorszy dzień? A może była początkująca?
Zaśmiał się cicho pod nosem, zeskakując z kamienia i ruszając powoli w jej stronę.
- Kto powiedział, że podglądam? Byłem pierwszy... i też celowałem w tego dzika - rzucił swobodnym tonem, podchodząc bliżej. W tej chwili zaczął wyczuwać, że jednak nie ma do czynienia ze zwykłą kobietą. Zmrużył oczy, podchodząc bliżej, ale zatrzymał się w stosunkowo bezpiecznej odległości.
- Czyżby wilczyca...? - spytał, przekrzywiając lekko głowę. Z jego strony wyczuwalne było żywe zainteresowanie jej osobą, a fakt, że miał do czynienia z wilkołakiem tylko napędzał jego ciekawość.
- Jestem Lennan - przedstawił się, po czym wskazał ruchem głowy na ciało dzika. - Gorszy dzień, że tyle strzał, czy dawno nie polowałaś?
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
Po tej przeklętej grypie wracała jeszcze do zdrowia. Jednak taki trening i polowanie bylo najlepszym wyjściem. Seweryna nie było, bo miał jakieś sprawy związane z demonami. Tak jej chłopakiem jest Nefilim.
Rose usłyszała śmiech intruza, choć on śmiał się pod nosem. Prawdę mòwiąć nie spodziewała się, że ktoś lubi chodzić sobie po ruinach.
- Phi... też coś, gdyś naprawdę na niego polował to od Twojej strzały by zginął, a nie od mojej. W takim więc razie zwierzyna jest moja - przyznała.
Wilczyca też coś! Uśmiechnęła się tylko do mężczyzny, bo może się jej nie bał, ale wolał się nie narażać.
- Còż... na to pytanie odpowiedz sobie dam - odpowiedziała.
Jeśli wie to po co te głupie pytanie?
- Wyglądasz jakbyś nigdy nie spotkał wilkołaka i to jeszcze w damskiej odsłonie - dodała szybko.
Rose wyjeła specjalni nòż oraz sztylet, ktòry dostała po zmarłym ojcu. Miała zamiar trochę oprawić dzika.
- Mam nadzieję, że miło Cię poznać Lennan, ja jestem Rose - powiedziała.
Oczywiście kobieta miała broń, ale nie zamierzała atakować swojego nowego znajomego. Jak już zapakuję mięso z dzika to poszuka trochę ziòł, ale będzie musiała wròcić się do lasu. Zaraz usłyszała pytanie o sranie jej zdrowia.
- Niestety jedno i drugie. Dochodzę jeszcze do siebie po chorobie, a taki sprawdzian umiejętności jest bardzo przydatny. Można wiedziec co Ciebie tu sprowadza? Ludzie nie często zapuszczają się w te tereny - odrzekła.
Zawsze ojciec opowiadał jej, że w ruinach ktoś może się zaczaić i zaatakować. A może po prostu było to straszenie, a w takich miejscach nikogo nie ma? Ruiny z tego co wie Bloomwood jest... dobrym miejscem na atak. Daleko od miasta i wolna przestrzeć. Może i chowają się tutaj owe demony? Niewykluczone. Dlatego wilczyca przyszła tutaj rano, a nie po nocy.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love

 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Uśmiechnął się, oddając w myślach punkt nowo poznanej kobiecie. Miała charakterek, ale czego można było się spodziewać po Amazonce? Tak planował ją nazywać w myślach, bo nawet pasowało. Ciemne włosy, strój myśliwski, łuk w dłoniach, wprawa w oprawianiu dzika...
- Punkt dla ciebie. Nie zabijam, jeśli nie zamierzam wykorzystać mięsa, więc... nie ustrzeliłbym go - przyznał, rozkładając lekko ręce. W końcu co miał zrobić? Zanieść dzika do kuchni Instytutu? Może jeszcze wyprawić przyjęcie dla wszystkich Nefilim? Nie.. nie było potrzeby ani okazji.
- I tu się nie mylisz... Choć może spotkałem, ale kiedy jesteście w wilczych formach jakoś wolę nie sprawdzać płci - odparł z lekkim rozbawieniem, puszczając do niej oczko. Prawdę mówiąc spotkał wcześniej, w Meksyku. Jednak tamte spotkanie nie skończyło się pozytywnie, a wilczyca już nic nikomu nie mogłaby powiedzieć. Cóż, obrona własna, ale nie czuł się z tym dobrze. Mimo to, od tamtej pory spotykał jedynie męskich przedstawicieli rasy.
- Dlaczego nie miałoby być miło? Nie celujesz do mnie, ja nie celuję do ciebie, o dzika się nie kłócimy. Myślę że ciebie również miło poznać Rose - zaśmiał się ponownie, zawieszając łuk na plecach i podchodząc bliżej kobiety. Może było to niezbyt rozsądne z jego strony, biorąc pod uwagę nieco upiorną scenerię i fakt, że była jednak wilkiem. Z drugiej strony, czyż ich rasy nie świętowały ostatnio wspólnego zwycięstwa nad pokonaniem ostatniego zwolennika Leytona? Chyba należała się odrobina zaufania.
- Chciałem chwilę pobyć samemu, potrenować... Jednak nie lubię ubijać zwierzyny, jeśli jej nie zjem, więc podziwiałem okolicę - wzruszył ramionami, następnie kucnął przy dziku. - Następnym razem, upewnij się, że celujesz dokładnie tutaj... Czasem lepiej odpuścić sobie na chwilę, niż tracić później strzały - powiedział lekkim tonem, wskazując palcem miejsce w ciele zwierzęcia, gdzie strzała w przypadku trafienia, przebiłaby również serce. - Chociaż pewnie to wiesz. Na co chorowałaś, jeśli można spytać?
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
- Oczywiście rozumiem - przyznała.
W sumie Rose też tak robiła. Jeśli nie potrzebowała mięsa nie zabijała. A chciała zrobić niespodziankę Sewerynowi. Miała zamiar zrobić dziczyznę.
- Nie o to mi chodziło. Z tego co mówisz wnioskuję, że tylko widziałem w wilczej formie. A nie widziałeś w takiej odsłonie jak ja czyli jako zwykła kobieta? - zapytała.
Bloomwood musiała to jakoś hmm... wyprostować by zrozumiał o co jej chodzi.
- Fakt, jak na razie nie jesteś zagrożeniem - odpowiedziała mu.
Zaraz i ona zawiesiła łyk za siebie i wyjmowała strzały z dzika. Następnie wyjęła chusteczki i wytarła nimi broń.
- Tak dobrze wiem o tym. Jednak jak mówiłam w gorszej formie jestem - przyznała.
Zastanowiła się chwilę. Nie wiedziała jak to wytłumaczyć.
- Na straszną grypę, chyba kurwiogrypę. Mojej bliskiej osoby siostra mi pomogła, bo dała mi lek. Jesteś Nefilim, pewnie wiesz coś o tym nie? - pytała.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love

 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Uśmiechnął się lekko kącikiem ust, opierając się o drzewo. Przyglądał się kobiecie z niekłamany zainteresowaniem.
- Nie, tak żadnej nie widziałem - przyznał, skinąwszy lekko głową. Był ciekaw ile jest w niej z wilka, kiedy była człowiekiem. Wiedział, że niektórzy mogą przemienić się zgodnie z własną wolą. Czy Rose także to potrafiła? A może ona przemieniała się bez kontroli, pod wpływem silnych emocji?
Zaśmiał się lekko, gdy usłyszał, że nie stanowi zagrożenia. Zabawne, zawsze go uczono, że to inne rasy są zagrożeniem, a teraz to on miał być niebezpieczny? Wszystko było pokręcone i nie trzymało się kupy, gdy już się nad tym dobrze zastanowiło. Rasizm i tyle.
Zmrużył oczy, przyglądając się kobiecie. Siostra bliskiej osoby dała lek? Brzmiało trochę jak Pia, ale nie miał pewności. A może jednak...?
- Czy bliska osoba jest może Łowcą? - spytał, przekrzywiając nieco głowę, jakby w zamyśleniu. Pia miała brata, Seweryna. Nie raz strzelali wspólnie, mógłby nawet śmiało stwierdzić, że byli dobrymi znajomymi. Jednak nie byli na tyle blisko, żeby opowiadać sobie z kim się spotykają, więc Lennan nie miał pojęcia o istnieniu Rose.
- Wybacz wścibstwo, ale... potrafisz przemieniać się na zawołanie, czy tylko przy pełni, albo przez emocje? - spytał w końcu, nie mogąc się powstrzymać. Nie dopytywał dalej o chorobę, bo akurat ten rodzaj grypy nie był tym, o czym chciał rozmawiać. Miał szczęście, że sam nie musiał przez to przechodzić.
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
- To jak widzisz masz okazję teraz - przyznała.
Po prostu Rose chodziło o to, że wyjaśnili sobie wszystko i jak na razie nie czuła zagrożenia od strony Nefilim. Jednak w gruncie rzeczy był niebezpieczny. Miał umiejętności, praktyka walki oraz runy.
- Jest. Mam nadzieję, że nie jesteś uprzedzony do takich jak ja czy innych jak niektòrzy z Nocnych Łowcòw? - zapytała.
Bloomwood dowiedziała się jacy są niektòrzy Nefilim. Myślą, że są najlepsi, bo mają w sobie krew anioła Razjera.
Nie wiedziała czy może odpiwiedzieć mu to.
- Z tego co wiem jesteście honorowi. Jeśli przyrzeczesz mi na tego waszego anioła Razjera, że nie wygadasz to powiem. Poza tym nie znasz jakich watach? - zapytała.
Nie ma tak, że powie bez zabezpieczenia. Jeśli to wygada to przyrzeka sobie, że go znajdzie i ubije jak psa.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love

 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
Przyglądał jej się z mieszaniną zainteresowania i rozbawienia. Nie tak dawno temu rzucił sztyletem w stronę zbliżającego się Czarownika, jakby uważał go za zlo wcielone. Zabił zwykłego człowieka, bo był złem wcielonym. Teraz miał co zrobić jej z powodu bycia wilkołakiem? Poderżnąć gardło? Nie...
- Możliwe, że jestem bardziej otwarty na zdobywanie wiedzy o innych rasach w praktyce, niż niektórzy z Łowców - odezwał się po chwili, starając się ostrożnie dobrać słowa. Miał w sobie krew wróżek. Nie wykształcił skrzydeł, nie rozwinął anielskiego potencjału i nawet nie był pewien, czy byłby w stanie. Myślami schodził w takie rejony, że powinien zostać zesłany do Sodomy. Nie, nie miał prawa uważać się za lepszego, co było widać w jego zaczepnym uśmiechu.
- Żeby przyrzec na coś, trzeba w to wierzyć. Tylko wtedy przysięga ma znaczenie, gdy przysięgający obawia się konsekwencji - odezwał się cicho, nieco filozoficznym tonem. - Z tego powodu nie mogę ci przysiąc na żadnego z aniołów. Jeśli nie chcesz, nie musisz zdradzać do kogo należy twoje serce - dodał, po czym mrugnął do dziewczyny. Rozejrzał się po lesie wokół nich. Ciekawe czy jest tutaj jeszcze jakiś przedstawiciel wilkołaków... Może teraz ich obserwował? Co jeszcze kryło się pośród tutejszych drzew, otoczonych aurą tajemniczości ruin. Pewnie częściej będzie tutaj przychodzić, żeby zaznać spokoju.
- Pomóc ci jeszcze z dzikiem? - zaproponował, czując, że powoli powinien się zbierać. Oboje byli ostrożnie, nie chcieli wyjawiać swoich sekretów.
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
- Myślałam, że każdy Nefilim wierzy w tych swoich aniołòw, ale jak widzę się myliłam - odrzekła.
Czyli poprostu jej nowy znajomy chce zobaczyć jak zachowują się inne rasy. Jak widać to nie grzech. Rose też chciałaby jak najwięcej wiedzieć o Świecie Cieni.
- Wolę nie mòwić - powiedziała.
Sprawa z Sewerynem nie była prosta. Nefilim z jego rodziny nie byli zapewne zadowolony, że blondyn zakochał się w wilczycy. Jednak tą sprawą będzie martwić się pòźniej. Na razie jeszcze chciała zająć się tym by nauczyła się samokontroli.
- Ok, rozumiem - przyznała.
Nachyliła się nad swoją zdobyczą.
- Myślę, że nie. Dzik nie jest zbyt wielki, więc dam sobie radę. To będę się już zbierać. Może jeszcze kiedy się spotkamy - powiedziała.
Zapakowała zwierzę w specjalną folie i... podniosła go by założyć dzika na plecy.
Zapewne jeszcze się spotkają.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love

 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis
- Co ci mogę powiedzieć, nie jestem taki jak wszyscy - odparł, wzruszając lekko ramieniem. Nie było sensu udawać, że w coś wierzy, kiedy tak nie było. Wychowany przez wróżkę, starał się unikać kłamstw. Uczyła go, że nie musi uciekać się do zmyślania, jeśli nie chciałby czegoś powiedzieć. Wystarczyło manewrować prawdą i nie mówić wszystkiego. Proste, prawda? A jednak nie zawsze potrafił to wykorzystywać. Na szczęście kwestia wiary w aniołów nie była aż tak kluczowa dla Lennana, żeby chciał ją przemilczeć.
Skinął głową, kiedy podziękowała za jego pomoc. Wiedział, kiedy nie należy naciskać. Chciał nauczyć się wszystkiego o innych rasach, ale nie zamierzał się narzucać.
- W takim razie udanej reszty dnia - pożegnał się, odchodząc w swoją stronę. Na dziś wystarczy zabawy w terenie, pora wracać do Instytutu... Gdzie jak się miało wkrótce okazać, będzie pomagał małej dziewczynce w treningu.

zt. :3
We are the broken ones, who chose to spark a flame
Watch as our fire rages, our hearts are never tame
'Cause we were born for this
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
//#3 04.19

On chyba po prostu musiał odreagować ostatnie wydarzenia. Wybuchy i nagłe przewroty w niezbyt spokojnym życiu wikinga była dość niespodziewane. Przede wszystkim, na pewno nie spodziewał się, że jego kilkuletni plan znęcania się nad nieświadomą żoną legnie w gruzach przez przypadek. Psia mać! Przecież ta samo w sobie było doskonałym, żartem. Cholerny ojciec, jak zwykle musiał wszystko zniszczyć. Bo kogo innego człowiek z północy mógłby obwiniać o nieszczęście? Dlaczego wybrał akurat to miejsce? Bo mógł spokojnie się zrelaksować.
Jeden z konarów przy pomocy magii przeobraził w posąg kobiety, z którą wieki temu wziął ślub, rzecz jasna z drobnymi poprawkami, jak spojrzenie psychopaty, ostre jak u rekina zęby, rogi i diabelski ogonek. Po czym zajmując dość wygodną pozycję zaczął ciskać w stronę posągu toporem, raz po raz. Celując w głowę, korpus i między nogi. Rzecz jasna przedmiot po każdym kolejnym uderzeniu wracał do ręki właściciela – i proszę nie mówić, że być czarnoksiężnikiem nie jest pięknie.
Pochłonięty mordowaniem nieżywej kopii żony nawet nie zauważył jak w okolicy zjawił się ktoś jeszcze.
 
Ambrose Wolfe
[Usunięty]
Ambrose Wolfe
[Usunięty]
[Cytuj]
just give me a chance,
to fall aparat into my darkness


Czym miał się zajmować ten człowiek? Przypominający cień samego siebie, upadł jeszcze niżej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Starając się pozbyć wcześniejszego, własnego "ja", został podstawiony przed trudnym wyborem. Ostatecznie jednak wyjście było tylko jedno - nie mógł postawić kroku do tyłu, gdyż świat nieustannie się rozwijał. Pod membraną skóry nadal znajdowały się krzywdy, do których inni się dopuścili - a on zwyczajnie przelewał swój gniew, wykonując zawód najemnika. Pracując samodzielnie, co prawda zbyt wielu klientów nie miał - mógł jedynie liczyć na to, co przyniesie mu los. A wraz z latami zapotrzebowanie zniknęło w jakiś nieokreślony sposób, w związku z czym przez większą część czasu się nudził, wchodząc w posiadanie jakiejś bliżej nieokreślonej, dorywczej pracy. Chociaż tyle mógł zrobić, gdy umysł wchodził w bliżej nieokreśloną, czarną strefę, z której uwolnienie go stawało się coraz to trudniejszą czynnością.
Spacery. Tylko to go uwalniało od natłoku emocji, które wbrew pozorom znajdowały się pod sklepieniem czaszki. Pogoda zdawała się być zdradliwa, aczkolwiek Ambrose nie martwił się tym faktem nadmiernie, przechodząc przez kolejne strefy obszarów miejskich. Przypominały mu poniekąd o wcześniejszym dzieciństwie, gdzie posiadał psa. Zwierzęta tym razem za nim nie przepadały. Ludzie również, chociaż to było zbyt obustronne, by zwalić winę na jedną osobę. Nie zamartwiając się tym zbytnio, chodził po ścieżce, na której pozostawiał niewielkie odciski podeszwy buta, a wilgotna trawa podrzucała na materiał krople wcześniejszego deszczu.
I rzecz jasna wszystko byłoby piękne, gdyby nie usłyszał dźwięku uderzania o bliżej nieokreślony konar drzewa. Zachował ostrożność, choć nie wiedział, co może na niego czekać w odmętach ruin spowitych mgłą. Teoretycznie nikt nie chciał go zabić, ale mogło to być tylko złudzenie. Żyjąc nadal przeszłością, nie pałał zaufaniem wobec pozostałych, choć przybliżając się do dźwięku, zaobserwował bliżej nieokreślonego mężczyznę rzucającego toporem. I przywołującego go do siebie. Czarownik? Najwidoczniej.
Ciekawiło go jednak to, ile czasu będzie ten potrzebował, by zauważyć, iż ktoś pojawił się w okolicy. Na jego twarzy malował się spokój, jednocześnie będąc gotowym do ewentualnego uniknięcia niepotrzebnej sprzeczki.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Samo ostrożne podejście do nieznajomego drwala było czymś godnym pochwały. W końcu jakby nie patrzeć nieznajomy był uzbrojony i cholera wie, co mogło mu strzelić do łba. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że masakrował właśnie bogu ducha winną drewnianą kobietę. I to, że była tylko wyrzeźbionym drewnem wcale go nie usprawiedliwiało. Wydawać by się nawet mogło, że mężczyzna naprzeciwko statuy ma coś nie tak z głową, jakby mu babcię do wojska zabrali.
W pewnym momencie miotnął toporkiem w krocze drewnianego posągu i podniósł swój wzrok mniej więcej kierując go w punkt ukrycia obserwatora. Wielofunkcyjny sprzęt porządkowy pamiętający czasy wikingów zdawał się tkwić nieruchomo w celu.
- Nie wiesz, że po dwudziestej drugiej nie dzieje się nigdy nic dobrego? - dopiero gdy te słowa padły z ust mężczyzny toporek wyrwał się z drewnianego łona wracając do ręki mężczyzny. Tylko po to aby po chwili zostać ciśniętym w to samo miejsce.
- Poza tym nie ładnie tak się wgapiać. Mam już kogoś. Nie jestem zainteresowany. - te słowa może i były wypowiedziane z przekąsem jednak w jaki inny sposób mógł zareagować na niegrzecznego jegomościa. Swoją drogą ciekawe czy ów czarnoksiężnik był jedną z Opalowych małpeczek czy może nord będzie miał okazję dołożyć swoją małą cegiełkę i spróbować kogoś zachęcić do wstąpienia w szeregi organizacji? Co mu zaproponuje? Pełną lodówkę rzecz jasna. Darmowa wyżerka sposobem na wszystko.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo