Oliver Buckley

[Cytuj]
Czuł się nieco oszołomiony i przytłoczony mnogością zapachów oraz dźwięków, w które obróciło się dla niego pole bitwy. Trudno było jednak określić, na ile uczucia te stały się pozytywne, a na ile negatywne wraz ze stopniowym przyrostem adrenaliny. Przebywanie w formie wilka samo w sobie zwykło działać na niego pozytywnie, z tą różnicą, że nigdy dotąd nie wykorzystywał jej bojowych możliwości.
W miarę pokonywania kolejnych metrów bez uszczerbku na zdrowiu, pewność siebie rosła w młodym Buckley'u, a przynajmniej do momentu, w którym gwałtownie nie wyhamował przed obliczem młodego mężczyzny. Broń skierowana w jego stronę nie uszła uwadze wilkołaka, lecz to, co przykuło ją bardziej, wywołując przy tym momentalne najeżenie się sierści oraz obnażenie kłów, to prowokujący go smród strachu bijący od dzieciaka. Lekka mgiełka zdawała się zasnuć kontrolujący wilka umysł i tyle też wystarczyło, by ciałem pokierował czysty instynkt.
Oliver wydał z siebie ostrzegawczy, gardłowy warkot, zanim wykonał szybki skok w prawo, następnie w miejscu wykręcił na wilgotnawej ściółce, by zaraz po tym skoczyć dla zmyłki w lewo i bliżej celującego do niego człowieka. Dopiero wtedy kolejny sus wymierzył bezpośrednio w niego. Szczęki rozwarł szeroko z zamiarem chwycenia za przedramię dzierżące broń. Jeśli mu się to udało, zanurzył ostre zęby do samego końca w mięsie, a następnie zaczął szarpać, tarmosząc przy tym łbem z zamiarem złamania lub i wyrwania ramienia ze stawów. Uzbrojone w szpony łapy mogły smagać w tym czasie twarz oraz klatkę piersiową nieszczęśnika.
 

Finn Creswell

31



Tell me that you need me 'cause I love you so much...







[Cytuj]
Multikonta: Sophie, Syriusz, Lexa, Ismena
Jego strzał okazał się celny i kula trafiła dokładnie tam, gdzie miała. Przyziemny padł martwy a Finn o dziwo nie czuł z tego powodu wyrzutów sumienia... na to przyjdzie czas później, teraz natomiast napawało się chwilą zemsty za wszystkie krzywdy wyrządzone Podziemnym od początku istnienia Krucjaty.
Naprawdę zależało mu, by przedostać się do Dagon (jakim cudem w ogóle znalazła się tak daleko, skoro kilka minut wcześniej była tuż obok?) wiedział jednak, że nie pomoże jej w żaden sposób jeśli da się zastrzelić. Chwilę więc ukrywał się jeszcze za drzewem, przy którym aktualnie stał, co jakiś czas wychylając się ostrożnie by rozeznać się w sytuacji i w miarę możliwości oddając strzały do ludzi Leytona... to chyba jednak nie miało na dłuższą metę sensu, gdyż wątpliwe, że zdołają wybić wszystkich w ten sposób... tym bardziej, że widoczność właśnie została nieco ograniczona przez mgłę, wytworzoną przez czarownicę. Finn całkowicie stracił przez to Breenę z oczu, co niemiłosiernie go irytowało. Czuł jednak jej zapach i bez problemu byłby w stanie ją znaleźć - rzecz jasna gdyby nie ostrzał, który uniemożliwiał poruszanie się bez osłony. Postanowił więc na razie spróbować przedostać się za namiot wroga - oczywiście o ile sytuacja na to pozwoliła, bo nie miał zamiaru pakować się prosto pod pociski ludzi Leytona.
 

William H. Leyton

39



Kiedy umierasz, to problem wszystkich, tylko nie Twój.

[Cytuj]
Dagon nadal pozostawała w ludzkiej formie, a w niej korzystanie z wilczych mocy było znacznie ograniczone. Niemniej jednak, potrafiła sobie poradzić, a wyczulony węch dał jej możliwość zorientowania się w sytuacji. Najpierw zaatakowała jednego, zaraz po wykonaniu uniku. Pchnęła przeciwnika na ziemię, celując w niego kopniakiem. W tym czasie drugi z nich postanowił ogłuszyć ją gałęzią. Zgrało się to idealnie z ciosem nożem motylkowym, którym owszem, trafiła, ale zaraz po tym poczuła potężny ból w czaszce. Czy poszło coś nie tak jak powinno? A i owszem. Kopnięty przeciwnik zdążył podnieść się z ziemi i ruszyć na nią z pięściami.

Arthur czaił się w trawie, czekając na odpowiedni moment, a kiedy ten w końcu nadszedł zaatakował. Szybkim susem powalił przeciwnika na ziemię i wgryzł się w jego szyję, tnąc w miejscu aorty. Krew obryzgała całego wilka, który w momencie kiedy przeciwnik dogorywał, usłyszał przeładowanie broni drugiego przeciwnika. Sus w stronę namiotu odbył się przy akompaniamencie wystrzałów, a kilka ostatnich kul przeszyło namiot już po tym, jak Arthur się za nim schował. Oberwał, kulkę prosto w ogon. Pechowo była ze srebra, więc bolało cholernie, ale nie eliminowało go z dalszej walki.

Sigyn teleportowała się za drzewo, na jej szczęście, bo chwilę po tym jak zniknęła z poprzedniej pozycji, ta została solidnie ostrzelana. Mogłaby nawet stracić życie. Zaczęła próbę ataku telekinezą, ludzie Leytona byli spychani w stronę ogniska coraz bardziej, niestety, telekineza zadziałałaby skuteczniej, gdyby jednak Czarownica wychyliła się zza drzewa. Najwyraźniej taka była konieczność, bo właśnie tak zadziałała. Siedmiu zapłonęło niczym żywe pochodnie, a z powodu ognia zaczęli strzelać gdzie popadnie. Odstrzelili trzech swoich pobratymców. Sigyn niestety również oberwała. Jedna kula drasnęła jej policzek, a druga odłupała kawałek kory drzewa, który wpadł jej do oka i zaczął mocno uwierać.

Craig był wyśmienitym strzelcem, co było bardzo przydatne, jeśli chodziło o brak magii spowodowany znamieniem. Ludzie Leytona zbliżali się do Czarownicy, a Czarownik zaczął do nich strzelać z łuku. Znaleźli się w jednej linii, dwaj na raz, przez co perfekcyjnie przestrzelił ich głowy. Kolejna strzała spotkała się jednak z telekinezą wytworzoną przez Sigyn i zmieniła swój bieg, lądując w drzewie. Craig nadal był ukryty za jednym z drzew, ale i to go nie uchroniło przed małymi problemami. Kilkanaście strzałów z broni osłabiło gałąź nad nim, która i tak wisiała już ledwo co na resztkach włókien, a w efekcie spadła na niego z mocnym trzaskiem, powodując ogólne zadrapania i ból głowy.

Kieran wykorzystał fakt, że była noc, więc ze swoim czarnym futrem schował się w ciemności. Sprytnie, trzeba przyznać. Jeden przeciwnik znalazł się w zasięgu jego ataku, a zaraz za nim drugi. Zmuszony był więc atakować obu na raz. Jeden powalił drugiego. Nie dało się jednak zabić obu na raz szczękami, więc Kieran najpierw musiał załatwić jednego typa. W tym czasie, jego koleżka wiedząc, że z tamtego wybitnej szynkowej już nie będzie, postanowił przestrzelić go na wylot. Kula przeszła przez Leytonowego przydupasa i zatrzymała się w prawej, tylnej łapie Kierana. Dla wyjaśnienia, kula ze srebra, więc bolało jak cholera. Dopiero wtedy tamten mógł zginąć, co najpewniej się udało, skoro basior wisiał nad nim z rozszarpanym mózgiem kolegi, zwisającym z jego pyska.

Oliver na pewno miał trudno, w końcu to jego pierwsza bitwa na taką skalę, a zapach krwi, palonych ciał i mnogość odgłosów towarzyszących temu, była całkiem pokaźna. Zmyłka była dobrym sposobem, a chłopaczek strzelał nieco nieudolnie, dlatego wilkołakowi udało się uniknąć wszystkich kul wystrzelonych w tym czasie przez przeciwnika. Dotarł do niego i złapał za rękę, w której ten trzymał broń. Chłopak Leytona wystrzelił ostatnią kulę z magazynka, parę centymetrów od głowy wilkołaka, przez co aż mu się zrobiło ciemno przed oczami. Odgłos wystrzału dla wrażliwych uszu sprawił, że chwilowo ogłuchł częściowo, a dźwięki były dla niego ledwo słyszalne. Odgryzł mu rękę, a później poszarpał ciało, nie kontrolując do końca swojej siły, wyżłobił w nim tak głębokie rany, że pazury zahaczyły o żebra, a chłopiec skonał.

Finn na polu walki bywało różnie, a jej ferwor sprawiał, że działy się interesujące rzeczy. Pewnie dlatego Breena znalazła się tak daleko i nie wyglądało na to, aby mógł odnaleźć ją wzrokiem. Strzelał do ludzi Leytona, wybijając ich całkiem sprawnie. Dobry wzrok nawet w tej ciemnej chmurze dymu dawał radę. Zabił kilku z nich, a później wycofał się za namiot… Pechowo za namiot, który za moment stanął w płomieniach, bo ludzka pochodnia, przypadkowo stworzona przez Sigyn wbiegła prosto na niego. Ognia było coraz więcej, a Finn nawet zdołał poparzyć sobie jedną z dłoni i to dość solidnie. Oparzenie drugiego stopnia. Nadal mógł jednak walczyć.

WSZYSCY
Chmurza wytworzona przez Sigyn w pierwszej turze zaczynała się powoli rozchodzić i przejaśniało się między ogniskiem. Czarownica dzięki telekinezie stworzyła też ludzkie pochodnie, które zaczęły biegać niczym opętane, próbując ugasić palące płomienie. Wbiegali w namioty, w swoich pobratymców… Wiecie co to oznacza? Ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko. Odcinając im całkowicie drogę ucieczki. Z każdej strony płonęło coraz mocniej. A jak na złość… dziś deszcz nie miał zamiaru padać.
 

Breena -Dagon- Palmer

32



Kiedy kogoś tracisz, to tego nie zapominasz. Zawsze przypomina ci to o tym, jak łatwo zostać zranionym.







[Cytuj]
Z ust rudowłosej wydobył się jęk, kiedy to poczuła na swojej głowie cios belki. Przez chwilę przed oczami zrobiło się ciemno, a myśli odbiegły od pola bitwy. Skupiły się na Rosie, na tym, że była bezpieczna w domu Finna. I to chyba myśl o Irlandczyku sprawiła, że znalazła się znowu na miejscu. Całe szczęście, że miała czapkę.
Ręka z wbitym motylkiem została pociągnięta w dół, tak by rozpruć brzuch napastnika. Druga dłoń spróbowała złapać go jednocześnie za cokolwiek i przerzucić w kierunku drugiego z atakujących. Może nie była silna wśród wilkołaków, niemniej tutaj mogło wystarczyć, aby ponownie powalić przeciwnika. Jeśli jej się to udało, zaraz doskoczyła do żyjącego i przetrąciła mu kark. Przy takich warunkach niezwykle trudno było jej się zorientować nad sytuacją panującą dookoła, chociaż robiło się coraz bardziej gorąco.
Kiedy uporała się z dwójką mężczyzn, ruszyła dalej, uważając na ewentualne zagrożenie i starając się przesuwać bliżej drzew, by móc się skryć.
Everyone says that love hurts,
but that’s not true.
loneliness hurts.
rejection hurts.
losing someone hurts.
everyone confuses these things with love, but in reality,
love is the only thing in this world that covers up all the pain and makes us feel wonderful again. ☾☾☾
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur zaskomlał głośno, gdy oberwał kulką prosto w ogon! Początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie utknęło srebro, gdy nagły ból zdezorientował go i kazał uciekać. Ogon mógł się jeszcze przydać! Nic tak dobrze nie pomagało w utrzymaniu balansu.
Wilk przylgnął płasko do ziemi tylko na moment. Starał się powstrzymać wszelkie piski i skomlenia, by mężczyzna nie mógł odnaleźć go po dźwiękach. Kiedy Arthur uznał, że nadszedł czas na kolejny atak, ruszył, by okrążyć namiot i skoczyć drugiemu z atakujących na plecy, jednocześnie wgryzając mu się w kark i zabić. Gdy to mu się udało, wrócił za namiot, by delikatnie wygryźć kulę ze swojego ogona. Im prędzej pozbędzie się srebra, tym lepiej! Nie miał pojęcia o pandemonium, które stworzyło się przez ludzkie pochodnie. Z drugiej strony, trzymając się na obrzeżach, miał łatwe pole ucieczki.
Bestia nie przejmowała się oblepiającą ją krwią. Arthur, gdy wróci do pełni swoich ludzkich zachowań, z pewnością przeżyje to bardziej.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
Jak to się mówi, coś za coś, prawda? Zatem Sigyn nie była zaskoczona tym, że jej manewr nie wypali, dopóki nie wystawi się na chwilę na ostrzał. I tak dziw brał, że jeszcze kurde nie dostała kulką. Znaczy, potem i tak miała draśnięty policzek, co akurat najmniej jej przeszkadzało. Bardziej myślała o korze, która wpadła jej do oka.
Czarownica teleportowała się w ustronniejsze miejsce. No niestety, ale nie miała przy sobie niczego, co pozwoliłoby jej na podleczenie się, a grzebanie sobie w oku nie było najlepszym pomysłem. Zatem jeśli szybkie mruganie, które powodowało łzawienie oczu nie pomogło, Sig zamknęła oko i na razie nic nie robiła.
Zamiast tego nakreśliła w powietrzu znak i zaczęła głośno wypowiadać zaklęcie przywołania. Chciała przywołać pomniejsze demony achaieraly, które dobrze czuły się w nocy, która obecnie panowała. I jeśli była taka możliwość, Sigyn spróbowała przyzwać je w liczbie trzech, a jak nie, wystarczył jeden.
I tak, jeśli wszystko poszło w miarę dobrze, nasłała owe demony na jeszcze żyjących ludzi Leytona,
mając nadzieję, że byli już wystarczająco osłabieni nie tylko czarną chmurą, ale również samym zamieszaniem. A co do rozprzestrzeniającego się ognia... cóż, grill dla chętnych?
 

Finn Creswell

31



Tell me that you need me 'cause I love you so much...







[Cytuj]
Multikonta: Sophie, Syriusz, Lexa, Ismena
W momencie, kiedy Finn spostrzegł ogień, wiedział już, że próba przejścia za namiotem okazała się dennym pomysłem... nie ale cholera, skąd mógł przewidzieć, że ludzka pochodnia wpadnie wprost na namiot, który natychmiast zajmie się ogniem.
Ból w poparzonej ręce był okropny, ale nie zajął uwagi Finna na tyle, by odebrać mu zdolność trzeźwego myślenia (odporność na ból - klasa III). Wilkołak oddalił się od ognia najszybciej, jak to było możliwe, uważając jednak cały czas, by nie dać się zastrzelić. W zdrowej dłoni wciąż trzymał broń i miał zamiar zrobić z niej użytek, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dodatkowo miał nadzieję, że oparzenie nie będzie dokuczać mu zbyt długo (szybka regeneracja - klasa IV). Nie wiem do końca jak obecnie przedstawiało się rozmieszczenie w terenie bo nie ma pięknego schemaciku, jednak Finn w miarę możliwości odszukał sobie kolejne drzewo z dala od ognia, bo to zawsze jakaś ochrona przed wrogim ostrzałem. Wolał nie ryzykować, biegającąc sobie między strzelającymi, w dodatku bez żadnej osłony, bo mogło się to dla niego źle skończyć. Z tyłu głowy wciąż miał myśl, by odszukać pannę Palmer, jednak sytuacja wciąż temu nie sprzyjała, skupił się więc na razie na strzelaniu zaa drzewa do ludzi Leytona i uważając, by samemu nie dać się postrzelić. Cały czas starał się także kontrolować rozprzestrzenianie się ognia, by w razie potrzeby oddalić się od niego jeszcze bardziej... zdecydowanie nie miał ochoty na kolejne poparzenia.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.






[Cytuj]
Miało być pięknie ale nie wyszło i nim się obejrzałem wylądowałem przygnieciony gałęzią na ziemi, pięknie, trochę zabolało ale nie na to pora, na patrzenia na to (Odporność na ból -IV poziom). Zebrałem się ostrożnie, tak by za wiele ruchu nie wydało mojej pozycji i jeśli musiałem strzelić w kogoś z pozycji klęczącej to właśnie zrobiłem.
Moim głównym celem- co może wszystkich zdziwić było ubicie tych latających pochodni, które były zagrożeniem dla wszystkich, dla nas również. Strzała za strzałą.
-Sig! Krzyknąłem licząc na to, że czarownica mnie usłyszy. Ogień rozprzestrzeniał się stanowczo za szybko i było go zdecydowanie za dużo. Myślałem o deszczu, wodzie, o ugaszeniu ognia, dzieląc uwagę na to i na okolicznych wrogów. Nie mogłem magią przekazać co mam na myśli ale wiedźma wciąż mogła odczytać moje myśli, bez swojej magii byłem pod tym względem bezbronny.
 

Kieran Alexander Vaughan

33



Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.







[Cytuj]
Multikonta: Margaret, Nyx, Shantae, Noah
Podejrzewał, że przylezą na raz. Byli słaby, zwykłe cieniasy, które w normalnych warunkach nie miały możliwości pokonać tak rosłego wilkołaka, w ogóle jakiegokolwiek wilkołaka. Przeszli obaj na raz, a Vaughan nie patrzył na to, jak bardzo ubrudzi się krwią i ludzkimi organami. Było tak, jak powiedział Oliverowi, albo będzie ofiarą albo będzie łowcą, a jedynie do niego należała decyzja, kim chce zostać po te walce. Owszem, wolno było nazwać go mordercą, w końcu z premedytacją rozgryzał szczękę tego człowieka, ale wiedział, że to jedyna dobra decyzja. Albo on zabije ich, albo oni zabiją jego.
Zaskomlał, kiedy poczuł kulę w łapie. Cholerna broń przyziemnych. Zapachnął się łapą i pazurami rozpłatał twarz tamtego typa, a później dobił go szczęką. Wiedział, że nie wytrzyma za długo w ten sposób, bo im dłużej srebro tkwiło w jego ciele, tym gorzej dla niego. Musiał się jej pozbyć jak najszybciej. Dlatego przycupnął w wysokiej trawie i starał się wygryźć zębami kulę. Jeśli mu się nie udało, przemienił się w ludzką formę i spróbował wyjąć kulę z łydki palcami. Mogło być naprawdę cienko.
Wszyscy skupili się na tym, co działo się przy ognisku, dlatego Vaughan mógł skupić się na sobie. Oczywiście widział rozprzestrzeniający się ogień i dzikie krzyki, ale nie mógł zrobić nic. Jeśli udało mu się wyjąć kulę w wilczej formie - zaczął węszyć za kolejną ofiarą. Jeśli udało mu się wyjąć kulę po przemianie - znów się przemienił w wilka.


Kieran A. Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces

 

Oliver Buckley

[Cytuj]
Szczęście póki co trzymało się Oliviera. Jego przeciwnika? Nieco mniej.
Roztargniony i, co tu dużo mówić, przestraszony wystrzałem, który zaburzył jeden z jego cennych zmysłów, ogłupiając przy tym skutecznie, ani się obejrzał, jak w iście bestialski sposób rozszarpał dzieciaka własnymi łapami. Własnymi pazurami.
O wiele, wiele, wieeele więcej razy niż planował potrząsnął łbem, aczkolwiek już nie tyle dla uniemożliwienia użycia przez przeciwnika broni, co raczej pozbycia się okropnego, głuchego dudnienia w uszach. W gruncie rzeczy nie było to żadne dudnienie, a jedynie jego własny puls, który przez kilka sekund był jedynym co słyszał.
Dopiero gdy dźwięki zaczęły do niego powoli wracać, a smak krwi w pysku nabrał na wyrazistości i intensywności, zamrugał dużo trzeźwiej i spojrzał pod łapy - na to, co zostało z jednego z popleczników Leytona. To z niego zostało, nie prezentowało się ładnie, ale ponieważ Oliver wciąż przebywał w wilczej formie, nie odczuwał aż tak wielkiego obrzydzenia do siebie czy widoku krwi, kości i mięsa. Co nie znaczyło, że ogromna gula nie wyrosła mu w gardle zaraz po tym, jak wypuścił spomiędzy zębów oderwaną kończynę. Zamiast krzyku, z pyska wydobył się długi, zwierzęcy wizg.
Rzeczywistość wróciła do niego z przysłowiowym "pierdolnięciem". Chciał się opanować, oderwać wzrok od rozwleczonego ciała i zorientować w sytuacji, ale ta przedstawiała się jeszcze bardziej upiornie. Instynkt kazał mu czmychać, ratować się ucieczką, byle z dala od ognia! Ogień nie był przyjacielem żadnego zwierzęcia.
W towarzystwie cichego pisku, Oliver w lekkiej panice rzucił się w kierunku z którego poczuł przypływ wiatru. Stracił rezon i nie miał pojęcia co powinien robić dalej.
 

William H. Leyton

39



Kiedy umierasz, to problem wszystkich, tylko nie Twój.

[Cytuj]
Dagon miała szczęście. Przyziemni widzieli słabiej w ciemnościach, a warunki pogodowe (w końcu była zima) również nie były odpowiednie dla nich. Pierwszy z nich skończył z rozprutym brzuchem. Niestety, Palmer zaatakowała w momencie, kiedy ten naskakiwał na nią, a rozprucie było na tyle mocne, że jego flaki dosłownie wypłynęły na kobietę. Nie przeszkadzało to oczywiście w przekręceniu karku temu drugiemu. Noc sprzyjała wilkołakowi, mogła swobodnie kryć się za drzewami i unikać zagrożenia.

Arthur podjął próbę zaatakowania przeciwnika, który strzelał w jego kierunku. Miał to szczęście, że wróg skupił się na atakowaniu kulami namiotu i zanotował obecność wilkołaka mniej więcej w momencie, jak Arthur leciał już na niego. Skręcił mu kark z powodzeniem. Później znów mógł schować się za namiotem, ale próba wyjęcia kuli była dość trudna, przez co krew polała się solidnie. Niemniej jednak, udało się ją usunąć z ciała.

Sigyn najpierw ulotniła się w ustronne miejsce, aby usunąć przeszkodę z oka. Było to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, bo kobietę nadal mocno bolało i niestety, nie dało się w żaden sposób zlikwidować tego w obecnej sytuacji. Dodatkowym problemem był dym, który również drażnił. Później przyzwała demony, udało się przyzwać dwa, a te od razu przeszły do atakowania przeciwników, wybijając jednego po drugim.

Finn uciekł przed ogniem, szukając w tym całym chaosie kolejnego drzewa, a jak wiadomo, w lesie o takie nietrudno. Dlatego mógł się schować przez kulami przecinającymi powietrze. Na całe jego szczęście, ogień był całkiem daleko, więc mógł go uniknąć. W zasięgu jego wzroku znalazła się Dagon.

Craig swoimi strzałami zabił płonących ludzi Leytona, skrócił ich cierpienie, choć nie to było jego celem. Miało zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia. Nie mógł czarować, ale mógł wykorzystać telepatyczne zdolności, aby przekazać informacje Sigyn. Czarownica mogła je usłyszeć, a trzeba przyznać, że woda przydałaby się teraz nawet bardzo.

Kieran miał wbitą kulę dość głęboko, co powodowało solidny ból. Wygryzienie jej zębami było niemożliwe i cholernie niehigieniczne, biorąc pod uwagę fakt, że na zębach wciąż miał resztki mózgu tamtego typa. Przemienił się, co było narażeniem na ataki, ukryty w cieniu wyjął ulę z łydki, ale musiał naderwać mocno ranę, aby to zrobić. Dopiero po wyjęciu zauważył, że kula lekko połyskuje i jest inna niż widział do tej pory. Mógł zmienić się w wilka.

Oliver chciał biec w stronę, która wydawała się bezpieczna. Zanim jednak tam dotarł, jeden z płonących ludzi zdążył narobić szkód, szybka orientacja pozwalała na to, aby zauważyć, że wszystkie drogi ucieczki zostały odcięte.

WSZYSCY

Ludzie Leytona padali jak muchy. Wykończeniu swoimi własnymi pociskami, miotanymi bez większego ładu i składu, część zabita przez wilkołaki, inna przez strzały Czarownika, a jeszcze inna przez demony przywołane przez Czarownicę. Ludzi Leytona było coraz mniej, mogli ich swobodnie wykończyć i nie zostawić ani jednej żywej duszy, niestety… Leyton wiedział już o obecności nieprzyjaciół na swoim terenie i musiał działać.
Ogień rozprzestrzenia się mocno, odciął wszystkie drogi ucieszki. Jesteście uwięzieni w płonącym kręgu.
Kręgu przypominającym arenę, bo z ciemności, które otaczały cały teren zaczęły wyłaniać się demony. Ilość? Cztery. Oślizgłe cielska, długie szpony, a do tego zdolność plucia jadem. Demony były odziane w pancerz. Najwyraźniej Leyton przewidział taką możliwość…
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised by wolves.







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Instynkt Arthura podpowiadał, by lizać ranę przynajmniej do czasu, aż ta przestanie krwawić. Okazywało się jednak, że może to być niemożliwe w obliczu zagrożenia, które wciąż czaiło się przed kościołem. Zaczynając od ognia - wydawało mu się, że ściana pożaru zbliżyła się do jego pozycji. Arthur nie miał pojęcia, czy futro ubabrane we krwi dobrze się pali i co więcej - nie chciał sprawdzać!
Musiał opuścić swoją kryjówkę za namiotem. Zamierzał wrócić do grupy, czekając na dalsze polecenia od alfy. Kiedy zobaczył demony, w pierwszym odruchu chciał atakować, jednak w porę zdał sobie sprawę, że z tymi monstrami nie może być tak łatwo, jak z poplecznikami Williama. Wbiegł przed grupę swoich sojuszników, położył po sobie uszy i zjeżył się, szczerząc zęby i warcząc na nowych przeciwników. Musiał przyznać, że monstra przerażały go. Z demonami poradzić sobie powinni czarownicy.
I gdzie, do diabła, był Oliver?!

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Kieran Alexander Vaughan

33



Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat.







[Cytuj]
Multikonta: Margaret, Nyx, Shantae, Noah
Demony... Leyton nie mógł wysłać wąglika albo czegoś innego, tylko pieprzone demony? W ich grupie było dwóch czarowników, w tym jeden nie mogący władać magią, nie mieli żadnego Nefilim do dyspozycji, zupełnie nic. Wiedział już, że nie będzie ani łatwo, ani tym bardziej dobrze. Przydałoby się, żeby wiedźma sprowadziła na nich deszcz, który zagasi pożar, a wtedy nie będą zamknięcie w tej płonącej klatce. Teoretycznie mogli zaryzykować i wiać przez ogień, ale wtedy pewnie się poparzą. Trzeba było zrobić tak, aby te cholerne demony zniknęły. Może dało się je spalić?
Kieran podjął ryzyka. Najpierw zawył, chcąc skupić na sobie całą uwagę demonów. Nie mógł pozwolić na to, aby cokolwiek stało się jego ludziom, dlatego wolał go przyciągnąć w swoją stronę, chociaż jednego z nich. Później ruszył biegiem, trzymając się linii ognia jak najbliżej. Co chciał zrobić? Zaryzykować bardzo. Chciał podskoczyć tak, aby demon, który trzymał się za nim musiał wlecieć w ogień. Umknąć w ostatniej chwili przed płomieniami. Liczył na to, że rozpędzony demon wpadnie w pożogę i spali się, w końcu nie mogą być nieśmiertelne, prawda? Nie ważne, co mu groziło, chciał działać.


Kieran A. Vaughan
What do you see in those yellow eyes? 'Cause I'm falling in pieces

 

Breena -Dagon- Palmer

32



Kiedy kogoś tracisz, to tego nie zapominasz. Zawsze przypomina ci to o tym, jak łatwo zostać zranionym.







[Cytuj]
Breena absolutnie nie przejęła się flakami oraz krwią, jaka spływała po jej ciele. Brudząc jej twarz oraz bluzę, spodnie, włosy i być może czapkę z daszkiem, która jakimś cudem jeszcze nie spadła z jej głowy. Wyjęła swoje noże motylkowe z ciał denatów i skryła się zaraz za drzewem, rozglądając dookoła. Cała sytuacja nie wyglądała dobrze, właściwie robiło się coraz bardziej tragicznie. Dwukolorowe spojrzenie objęło cały teren, momentalnie dostrzegając te parszywe poczwary. Z ust Irlandki wymknęło się ciche przekleństwo w nieznanym nikomu celtyckim języku. Zaraz potem usłyszała wycie, które należało do nikogo innego, jak samego Alfy. Dagon nie czekała zbyt długo, i ruszyła w jego kierunku. Jeśli była na tyle blisko, aby mu pomóc, przyspieszyła, a wiadomym było to, że nie należała do zbyt powolnych.
Nie była głupia, domyślając się tego jakże trudnego planu, samej jednocześnie zastanawiając się jaki wpływ na demony mogą mieć płomienie. Poza tym: nie zamierzała zostawić wilkołaka samego. W razie gdyby plan się nie powiódł- chciała móc go osłonić. Jeśli udało jej się dobiec w momencie ryzykownej próby, Breena wykonała „skok kangura” prosto w plecy stwora, chcąc jeszcze zyskać większą pewność, że plan Kierana powiedzie się i ten zniknie w płomieniach.
.
Everyone says that love hurts,
but that’s not true.
loneliness hurts.
rejection hurts.
losing someone hurts.
everyone confuses these things with love, but in reality,
love is the only thing in this world that covers up all the pain and makes us feel wonderful again. ☾☾☾
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
No nic, na razie musiała jakoś wytrzymać ból związany z naruszeniem oka. By trochę sobie ulżyć, zamknęła ja. Niestety to spowodowało, że miała obecnie mniejsze pole widzenia, ale lepsze to, niż ciągłe krzywienie się z bólu. Wiecie jak to jest, gdy coś wpadnie do gałki ocznej, upierdliwe to jak cholera.
Grunt, że demony jej się udało przyzwać. Z miarę bezpiecznego miejsca obserwowała, jak te wykańczają ludzi Leytona.
Oczywiście ta cała jatka nie mogła wystarczyć. W pierwszej chwili sądziła, że ten ognisty krąg był tak trochę jej sprawkę. I cóż, pewnie mocno się przyczyniła do powstania jego, ale pewnie demony, które właśnie się pojawiły, również miały udział w odcięciu tej grupie drogi ucieczki.
Sigyn nawet nie łudziła się, że istoty piekielne, które przyzwała, mają jakąkolwiek szansę w starciu z tymi, które się własnie pojawiły. Mimo tego nasłała je na nie, a sama spróbowała zranić mocno kilku przeciwników poprzez wytworzenie kamiennych kolców, które pojawiały się bezpośrednio pod demonami. Oczywiście przy tym uważała na swoich towarzyszy. Gdyby jakiś demon ją zaatakował, szybko zaprzestałaby swojego czaru i spróbowała schronić się za tarczą.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo