Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Sanktuarium

Najświętsze miejsce dla wszystkich wróżek. To tutaj - w komnacie ukrytą głęboko pod ziemią rośnie kryształowe drzewo - symbol królewskiej rodziny. Mówią, że każda gałąź reprezentuje pokolenia wróżek wywodzących się bezpośrednio ze szlachetnej krwi Króla i Królowej.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...








Multikonta: Sonia, Sigyn
# kontynuacja

Anthony nie miał zielonego (hehe) pojęcia, dokąd tak właściwie idzie. Jeszcze przed chwilą był w komnacie głównej, razem z Nimat, która podała mu wróżkowe jedzenie. Po spożyciu go do razu poczuł się inaczej, bezpieczniej. I właśnie te uczucie dodało odwagi chłopakowi, by wstać, zabrać ze sobą jedzenie oraz picie, i pójść przed siebie, tam, gdzie go nogi zaprowadzą.
Nic nie widział, ale to nie było dla niego niczym nowym. Po prostu położył dłoń na ścianie i sunąc przy niej, dotarł do... tak właściwie nie wiedział dokąd. Jednie, co wiedział to, to że miejsce te było przepełnione magią oraz czymś duchowym. Heh, od kiedy w ogóle wyczuwał nadnaturalną moc? Zapewne od momentu, w którym postanowił spożyć wróżkowe jedzenie zaoferowane przez Nimat.
I tak Anthony znalazł się w sanktuarium, ani trochę nieświadomy tego, jak ważne jest to miejsce dla wróżek. Podczas drogi podjadał jedzenie, które zajumał z kuchni, dziwnie głodny. Z każdym kęsem poczucie ochrony wzmacniało się, a chęć ucieczki do domu słabła. A teraz, znajdując się przy kryształowym drzewie, cały aż wibrował od magii miejsca i tej, która powoli się w nim pojawiała. Nie wiedzieć czemu, wydawało mu się, że znalazł się w bardzo jasnym pomieszczeniu. W ogóle, samo pojęcie jasności było dla niego jak dotąd nieznane. Aż musiał stanąć, zdezorientowany wrażeniami. Jednak nie były one nieprzyjemne, wręcz przeciwnie. Po prostu jednocześnie należały do tych bodźców nader przytłaczających, a Antek nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuł, po prostu.
Jak w amoku wyciągnął dłoń ku kryształowemu drzewu, by ostrożnie dotknąć jego kory, a dzięki temu zapoznać się przez dotyk z fakturą.
 

Shay

163



.







Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
- Nie dotykaj!
Głos Shaya ostro przeciął powietrze, zapewne burząc spokojną atmosferę sanktuarium. Chłopiec właściwie nie miał powodu, by zabraniać komukolwiek dotykać drzewo - należało do tego świata tak samo, jak cały zamek, a więc prawa do niego miały wszystkie wróżki. Ale czy osoba, która wyciągała swoje lepkie łapki ku drogocennej korze kryształowego drzewa, na pewno była wróżką?
Nie wyglądała na wróżkę, Shay nie był w stanie wyczuć od niej energii, którą charakteryzowały się Faerie, przynajmniej nie w takiej ilości, która nie pozostawiałaby mu złudzeń. Przy festynie, który odbywał się w twierdzy, mógłby być to każdy. Faerie ledwie przed chwilą zeszło do sanktuarium, by zaznać momentu spokoju w towarzystwie roślinności. Nie wiedział, że ktoś jeszcze postanowi cieszyć się towarzystwem drzewa.
- Nie dotykaj. - Powtórzył, coraz bardziej rozbawiony sytuacją i swoimi absurdalnymi zakazami. Obszedł drzewo, by przyjrzeć się z bliska Anthony'emu. Ręce złożył za sobą, jednocześnie trzymając w ryzach skrzydełka.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.


Ponieważ Antek dotknął drzewa, doznał niepokojącej wizji, a ponieważ MG jest leniem, wstawi filmik.
KLIK - ofc akcja dzieje się we wrózkolandzie.

/MG z/t
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...








Multikonta: Sonia, Sigyn
Oho, a jednak powinien posłuchać się rady mamy (tej przyziemnej) - nie dotykaj tego, co ci nieznane. Można ławo wywnioskować, skąd taka przestroga dla chłopaka, który wręcz non stop czegoś tykał. I tym sposobem kilkakrotnie poparzył się bądź skaleczył. I nawet jeśli teraz nie miał żadnej rany, nagła wizja była... w sumie czymś gorszym.
Anthony stał jak sparaliżowany, z dłonią na korze kryształowego drzewa. Widział, tak, dokładnie, widział straszne obrazy, które przedstawiały kataklizmy spowodowane przez... w sumie, nawet nie potrafił nazwać tego stwora, którego dostrzegł. Tak jak większości rzeczy. Mnogość barw dosłownie sparaliżowała go swoją intensywnością oraz różnorodnością. Antek nawet nie miał zielonego pojęcia, co widzi, ale obrazy te wywołały w nim uczucie strachu. Przelewająca się magma, tsunami, zniszczenia, ryk bestii oraz ona sama - to było dla niego za dużo. Odruchowo aż zaskoczył, przytłoczony nadmiarem wrażeń, trzęsący się niczym osika. A potem znów nastała znana mu, bezpieczna ciemność, w której nigdy nie pojawiały się takie katastroficzne obrazy.
Dopiero, gdy drugi raz usłyszał słowa nieznanego wróżka, zwrócił na niego uwagę. Błądził jeszcze niewidzącym spojrzeniem po pomieszczeniu, oczywiście nie mogąc zobaczyć tego, kto się do niego odezwał. Mimowolnie zamrugał, dopiero teraz czując, że ma mokrą twarz. Łzy?
- C-co? - wydukał, zdezorientowany jak nigdy wcześniej. Już nie czuł bezpieczeństwa, które wiązało się z magią Króla Wróżek, a sanktuarium nie wydawało mu się tak jasne, jak wcześniej. Nie miał pojęcia, jak tu przyszedł i nie wiedział też, jak wyjść. - M-muszę... - nie dokończył, jeszcze zbyt roztrzęsiony tym, co zobaczył. Nagle poczuł przeogromną chęć ucieczki. - Z-znasz może Nimat? J-ja... muszę do niej i-iść... coś jej p-powiedzieć - wyjąkał, licząc na to, że nieznajomy wróżek będzie skłonny do pomocy. A skąd wiedział, że Shay to zielonek? Cóż, chyba intuicyjnie. Od kiedy zjadł jedzenie zaoferowane przez Nimat, zaczął delikatnie wyczuwać magią wokół niego i zdolność ta powoli, powoli nabierała na sile.
 

Shay

163



.







Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Anthony przede wszystkim powinien posłuchać Shaya, który tak wspaniałomyślnie i bezinteresownie ofiarował mu radę w momencie, gdy lepkie łapki Przyziemnego zostały wyciągnięte w stronę Drzewa. Młody Vindevogel mógł w końcu wsadzić rączkę gdzieś, gdzie mógłby tego potem bardzo, bardzo żałować, a może nawet tę rączkę stracić!
Moment zajęło Faerie zrozumienie, że z chłopcem dzieje się coś niedobrego, gdy tak zastygł z dłonią na korze drzewa. Dla pewności sam przesunął palcami po pniu, jednak sam niczego nie doświadczył.
- Odpowiedz mi! - Zarządał, trącając Anthony'ego w ramię, sam nieco wystraszony jego zachowaniem. Łzy na twarzy chłopca sprawiły, że po plecach Shaya przeszedł dreszcz.
Czego ten dziwak tu szukał i dlaczego zachowywał się w taki sposób?! Faerie nie mógł mieć pojęcia o ślepocie Anthony'ego. Jak dotąd nie spotkał się z takim przypadkiem. Na szczęście wydawało się, że chłopak wrócił do rzeczywistości.
Kolejna fala, tym razem złości, wstrząsnęła wróżkiem, gdy nieznajomy wspomniał o Nimat.
- Czego chcesz od Nimat? Dlaczego w ogóle tu jesteś? Nie powinieneś tu być.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...








Multikonta: Sonia, Sigyn
Racja, rada nie głupia. Szkoda byłoby stracić rękę przez zwykłą ciekawość, prawda? Jednocześnie, co poradzić na to, że w ten sposób Antek "widział" świat? Kto wie, może jakaś siła wyższa nad nim czuwała, pilnując tego, by chociaż rączki nie urwało mu przypadkiem. Wzroku już nie ma, to po co dobijać chłopaka, o!
Dlatego też, Vindevogel powinien cieszyć się, że kontakt z kryształowym drzewem nie skończył się, dajmy na to, wybuchem energii.
Stricte żądania obcego wróżka nie usłyszał, ale jego mózg mimo wszystko zarejestrował to, że ktoś się do niego zwraca. Shay był zewnętrznym bodźcem, który pomógł nastolatkowi ocknąć się z katastroficznej wizji. Wróżkowi należały się podziękowania? Możliwe, ale niestety ich nie dostanie, gdyż Anthony nie wiedział, by ktoś, coś do niego mówił. Do czasu, aż wreszcie porządnie nie usłyszał nieznajomego.
W sumie, zapewne dla Shaya spotkanie kogoś niewidomego było równie mocno egzotyczne, jak dla Antka zetknięcie się z kimś, kto nie wiedziałby, że mogą istnieć takie problemy. Albo inaczej, z kimś, kto nie miał do czynienia z personami niepełnosprawnymi w jakimś zakresie. Vindevogel z góry założył, że nieznajomy zielonek zobaczy jego mętne patrzałki, które na razie nie nadawały się do niczego.
Złość w głosie Shaya wyraźnie zaskoczyła i zdezorientowała chłopaka. Minę miał zszokowaną, nie rozumiejąc, czym naraził się rozmówcy.
- A-ale... to Nimat mnie tu p-przyprowadziła... - bronił się cicho, odruchowo wycofując się. Nie lubił konfliktów, a poza tym, wizja, którą chwilę temu zobaczył, wciąż była żywa w jego pamięci, powodując ciarki. - Z-znasz ją? - spytał, po cichu na to licząc. Co prawda Shay nie wydawał się być pomocny, ale kto wie, może jednak zlituje się nad ni to przyziemnym, ni to wróżkowym dzieciakiem.
 

Shay

163



.







Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Głupi ma zawsze szczęście. W przypadku Anthony'ego mogła to jednak nie być głupota, a zwykły uśmiech od losu, który doświadczył go już wystarczająco boleśnie. Z pewnością nie było mu łatwo bez wzroku, nawet jeśli po jakimś czasie mógł uznać, że przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy.
Faerie dostrzegł mętne spojrzenie ludzkiego chłopca, nie miał jednak możliwości, by domyślić się, że to może wpływać na jego sposób postrzegania świata. Widział osoby okaleczone po Mrocznej Wojnie, ale nigdy nie spotkał się z takim przypadkiem, któremu nie można było pomóc za pomocą zwykłej leczniczej magii.
Bez sprawnego wzroku Anthony nie mógł zobaczyć szoku na twarzy Shaya, choć jeśli wyczuwał magię, mógł spostrzec, jak aura Faerie zmienia się i burzy pod wpływem jego nieokrzesanych młodzieńczych emocji. Nie miał pojęcia, co myśleć o intruzie, który wdarł się do Sanktuarium i sprawiał, że atmosfera tego miejsca nie była tak spokojna, jak powinna.
Anthony cofał się, a Shay kroczył za nim, nie pozwalając się oddalić. Czuł, że ma przewagę nad wystraszonym chłopcem. W końcu złapał go szorstko za przegub.
- Nimat to moja mama. - Wycedził przez zęby, dziecinnie podkreślając fakt, którego zwykle starał się wyprzeć w towarzystwie samej zainteresowanej. - Zastanowiłeś się, po co cię tu przyprowadziła? Czy jesteś pewny co do jej zamiarów? - Pytał, nie mogąc wmówić niczego Anthony'emu wprost przez prosty fakt nieumiejętności kłamania. Nie puszczał jego ręki, by chłopaczek mu nie uciekł. - To jest pałac Dzikiego Gonu, Mundane. Wszedłeś do jego Sanktuarium.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...








Multikonta: Sonia, Sigyn
Hej, niby los się do niego uśmiechnął, a tu proszę - wkurwiony Shay. W sumie, nic dziwnego, że wróżek był zdenerwowany. Anthony był pierwszy raz w tym świecie, jeszcze nie do końca przemieniony, a pozwalał sobie na dotykanie kryształowego drzewa. Zapewne każdy inny zielonek zareagowałby podobnie jak Shay. No, może trochę mniej agresywnie, ale wciąż zwróciłby uwagę nieświadomemu Antkowi.
No właśnie, nieświadomego. Nie wiedział jeszcze, jak funkcjonuje świat wróżek, nie mówiąc już o Świecie Cieni, a on sam przemieniał się powoli, stopniowo. Zdecydowanie Vindevogelowi przydałby się ktoś, kto poprowadzi go za rączkę, co oczywiście zrobi Nimat. Ale teraz jej tu nie było, bo Tony'ego poniosło w cholerę, prosto do młodego gniewnego wróżka, z którym normalnie nie wchodziłby w żaden konflikt, a przynajmniej próbowałby nie wchodzić. Zresztą, Antek był łagodnym stworzeniem i z nikim nie kłócił się, ale to już tak na marginesie.
W sumie, czy przypadkiem Anthony i Shay nie robili czegoś niedozwolonego, zakłócając spokój tego miejsca?
Chłopak, aż podskoczył, czując na przegubie czyiś dotyk. To nie było ani trochę przyjemne czy komfortowe, nie. Dla niewidomego, było to jak atak. Był tak wystraszony, że aż zatrzymał się, sparaliżowany strachem oraz chwytem wróżka.
- A-ale, j-ja nie powiedziałem... - chciał zaprotestować, bo przecież nie określił Nimat jako swojej matki, nic z tych rzeczy. Jedynie, że go przyprowadziła go do tego miejsca, mając jeszcze na myśli Xian, która akurat potem czmychnęła. A to, że Nimat ostatecznie przekonała go do bycia wróżką, chyba nie oznaczało jednocześnie, że stała się jego matką, prawda?
- Jakich z-zamiarów? O czym ty m-mówisz? - był skołowany i wystraszony jednocześnie. - N-nie wiem, gdzie jestem - dodał, mając nadzieję, że to da do zrozumienia Shayowi, że natrafił na niedoszłego półwróżka, który jeszcze niczego nie ogarnia w tym świecie. Bądź będzie musiał przyjąć wpierdol, bo Antek miał dziwne wrażenie, że nieznajomy miał dużą ochotę na uderzenie go.
 

Shay

163



.







Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Shaya nie obchodziło drzewo, obecność Mundane, czy nawet sposób, w jaki ten poruszał się po twierdzy, nie zważając na to, gdzie powinien wchodzić i co dotykać - najbardziej rozwścieczyły go słowa o Nimat. Młody wróżek był po prostu zazdrosny - matka powróciła z martwych parę lat temu, ale zamiast zająć się własnym synem, szukała sobie towarzystwa innych, nie swoich dzieci. Shaytan nie dostrzegał w całej tej sytuacji swojej winy. Nimat miała starać się pogodzić z synkiem, ale synek nie musiał jej tego ułatwiać. Targał nim żal i złość, ale w środku tliła się również chęć bycia kochanym przez osobę, która miała być mu najbliższa na świecie.
Póki Anthony nie pojawił się w Sanktuarium, panował w nim spokój typowy dla tego miejsca. Teraz, gdy Shay znalazł sobie wroga, z którym miał konkurować o uwagę matki, mógłby choćby roznieść całe to pomieszczenie na drzazgi, byleby tylko dopiąć swojego.
- Nieważne, co powiedziałeś! - Wszedł mu w słowo, podnosząc głos. Nimat była jego. Tylko jego! Shay szarpnął Anthony'ego, w pierwszym momencie chcąc go przewrócić, jednak ostatecznie odpuszczając. Nie powinni bić się w Sanktuarium. - Rozejrzyj się! To święte miejsce, a ty przychodzisz i śmiesz dotykać kryształowe drzewo! Wracaj do siebie i zapomnij o Nimat. - Warknął, ostatecznie nie powstrzymując nerwów i popychając chłopca. Refleksja przyszła po paru sekundach. Zebrał Anthony'ego z posadzki i pociągnął w kierunku wyjścia.

z/t x2 na Plac Główny
 

Xian Hu

100



The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.






Multikonta: Kai [nkt]
// z lodowiska

Xian musiał przyznać, że gdy był dużo młodszy, możliwość zawiązania więzi była dla niego… Przerażająca. Ukochana mama opowiadała mu o podobnym zjawisku – jak bardzo pragnął będzie bliskości swojej drugiej połówki, jak będzie odczuwał jej emocje, jak wreszcie pozna jej prawdziwe uczucia. Xian obawiał się, że nigdy nie uda mu się znaleźć podobnej osoby, albo nie będzie w stanie się z nią związać. Albo, co gorsza, wyjdzie od niego więź, ale inna wróżka nie będzie chciała jej podzielić. Tyle było strachu, tyle rozmyślania, ale gdy przyszedł odpowiedni moment, syrenka wiedziała, że nie powinna się dłużej zastanawiać. Wybranie tego chłopca było wołaniem czystego przeznaczenia. Xian wiedział, że nigdy nie pozna nikogo takiego, ani też nie poczuje znów podobnego przywiązania. Tą dwójkę łączyło coś więcej – nazwijcie to romansem porównywalnym do nastoletnich przygód, a ja powiem, że to prawdziwa miłość. Niepowtarzalna w swojej delikatności i niewinności. I to w dodatku najpiękniejsza, bo odwzajemniona z równą pasją, jaką była wysłana w kierunku tej ważnej osoby.
A konsekwencje? Xian wcale o nich nie myślała. Szkoda, bo pewnie bardzo by się zmartwiła, gdyby zrozumiała, jak wiele lat życia przyjaciel składa na jej ręce, a właściwie zupełnie się ich pozbywa. Nie rozumiała, że oznacza to dla niego skrócenie egzystencji o kilkaset lat. I ta kolejna, bardzo smutna zależność… Złamane serce nie pozwalało drugiej wróżce żyć, gdy jej parter odchodził. Dlatego tak często kończyło się to śmiercią, dlatego też tak niewiele faerie decydowało się na związanie tego delikatnego rytuału. Wymagał zbyt wielu poświęceń i wyrzeczeń, ale jak widać, tej dwójki wcale to nie zraziło. A sama więź miała również i pozytywne aspekty – takie jak odczytywanie własnych emocji bez słów, czy… Instynkt. Ciekawa zależność, łącząca dwa ciała pragnące się tak mocno, że nie mogły wytrzymać bez bliskiego kontaktu. Syrenka czuła go teraz coraz mocniej, otoczona słodkawą wonią przyjaciela. Nie potrafiła wyrwać się z jego objęć, i dlatego cierpiała coraz to większym pragnieniem. Rosnącym z każdą chwilą wdychania tego znajomego zapachu, i kolejnymi pocałunkami, wymienianymi między z pozoru niewinnymi chłopcami. Kto wiedział jednak, co kryło się pod powłoką srebrzystych skrzydeł, którymi otaczał jego ciało Oinari? Ano, nikt, prócz nich samych.
Wymieniali więc słodkie pocałunki, i te bardziej namiętne, tonąc we własnych ramionach. Usłyszawszy jednak pytanie, Xian zamarł na moment, odrywając się od czułych pieszczot przyjaciela.
- Malowałem, by uszczęśliwić ludzi… By uwiecznić piękno… – wyznał w zamyśleniu, wstydząc się nieco tych innych, bardziej ludzkich pobudek. Chciał bowiem osiągnąć sławę, lecz nie pieniądze – pragnął, by ludzie wreszcie go rozpoznawali. A skoro sam nie był dość piękny, to może chociaż jego płótna mogłyby wzbudzać w odbiorcy zachwyt. – Chciałem, żeby ludzie je we mnie dostrzegli… Bo choć mi dokuczano, chciałem, by mnie dostrzeżono... Inaczej… Dostrzeżono piękno w moich pracach – powtarzał nieskładnie, próbując się jakoś wytłumaczyć. Nie potrafił znaleźć bowiem sensowniejszego wyjaśnienia, dlaczego zdecydował się malować. Sztuka bowiem zawsze była mu bliższa, niż jakakolwiek inna dziedzina życia.
Xian nie zdołał jednak powiedzieć nic więcej, bowiem Oinari kontynuował swoje śmiałe działanie. Dłoń wędrująca śmiało po mostku i brzuchu, wreszcie dotarła do uda, a potem musnęła tamto miejsce… Oh! Tego było za wiele. Syrenka jęknęła głośno, słodko, a jej biodra drgnęły gwałtownie. Symboliczne przygryzienie, naśladujące to rytualne, także nie pomagało uspokoić nerwów. Xian nie potrafił się opanować, przylegając zupełnie do ciała przyjaciela – i tylko jednak myśl powstrzymywała go od rozpoczęcia pieszczot tu i teraz. No, właściwie dwie. Zimno. I brak wody.
- Woda – powtórzył za tokiem swoim myśli, a potem niechętnie cofnął się, nie odklejając jednak ślicznych wstążek od swojej skóry. Użył ich za to do kierowania Oinarim – ujął je ostrożnie w paluszki i pociągnął leciutko w kierunku wyjścia z lodowiska, a potem z sali.
Woda, woda… Xian używał swego szóstego zmysłu, by znaleźć jej źródło – co jak się okazało, nie było wcale trudne. Raz po raz całując swojego wybranka po drodze, dotarli wreszcie do wielkiej sali, gdzie w samym centrum rosło przepiękne, kryształowe drzewo. Otoczone było oczywiście wodą, zupełnie jak na zawołanie. Xian odetchnął mimowolnie, zadowolony, że nie będą musieli daleko szukać. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na pięknym obrazie, rozciągającym się przed nim – a potem znów wrócił do przyjaciela.
- Chodźmy popływać – wyszeptał chłopiec, próbując w swym zawstydzeniu uchodzić za… Kuszącego. Jego ciało znów zaczęło słodko pachnieć, a serce biło jak szalone w drobnej piersi. Nieśpiesznie podszedł do przyjaciela, wczepiając długie palce w materiał jego koszuli. A potem? Przylgnął pełnymi wargami do jego ust, rozpinając powoli guziki zdobionego stroju chłopaka. Nie dotknął jednak ślicznej szarfy na jego szyi – ta podobała mu się aż za bardzo.

Every man needs his Siren
To check his courage and strength

When he hears her song
In his travels through the unknown.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.








Multikonta: Shizhi i gromada
Więź dwóch wróżek niosła ze sobą wiele konsekwencji – ból, rozczarowanie, smutek, śmierć… Faktycznie mało która faerie miała dość odwagi, aby ją zawiązać. Wolała żyć, cieszyć się i korzystać z dobrodziejstw swego istnienia w każdy możliwy sposób. Niekiedy obrany sprawdzał się wyśmienicie – innym razem pozostawiał niedosyt. Pomimo zaspokojenia potrzeb ciała, po pewnym czasie pojawiało się coś jeszcze – dziwna pustka o nieznanym pochodzeniu. Dotknięta nią ofiara długo nie potrafiłaby odpowiedzieć – skąd i dlaczego się wzięła. Uniosłaby za to dłoń, wyprostowała palec, po czym wskazała centralnie na swoje serce. Dziwna dziura w nim była wynikiem braku spełnienia – owocu miłości dwóch istot. To dlatego wśród wróżek rodziło się tak niewiele dzieci – to dlatego zabierano/porywano te ludzkie – ponieważ pełnej krwi faerie panicznie bały się odpowiedzialności. Więź niosła ze sobą wiele wyrzeczeń, w zamian oferując coś niesamowitego – możliwość narodzin potomstwa.
Książę nawet pomimo burzy emocji i hormonów był w pełni świadomy swych ograniczeń. Zdawał sobie sprawę, iż nawiązując połączenie z XIanem, skazuje się na o wiele krótszy żywot. Ojciec a Król z pewnością by tego nie pochwalił, wszak sam nigdy nie zdecydował się zostać na stałe z jedną kobietą. Bah! Istniało nawet ryzyko, iż zechce tą więź zerwać! Tego Książę obawiał się najbardziej, choć czy słusznie? Do tej pory stary wróżek nie ingerował w działania syna, a bądźmy szczerzy – na bank o nich wiedział, jak zresztą o wielu innych sprawach. Możliwe więc, że i pokrętna relacja nie była mu obca – widział ją, wiedział o niej… Akceptował ją? Jeżeli Przyjaciel, a królewski syn zdecydował się na tak śmiały krok, to tylko i wyłącznie z własnego wyboru. I chociaż faktycznie przyjdzie mu żyć o wiele krócej, to z pewnością będzie to radosne i dobre życie, zwieńczone poczęciem wspaniałej latorośli, a owocu związku dwóch wróżek. Tak bowiem chciał instynkt i tak nakazywało drzewo…
O Sanktuarium krążyło wiele legend. Najpowszechniejsza z nich mówiła o tym, jak magiczny twór odzwierciedlał życie wszystkich wróżek pochodzących bezpośrednio od Króla i Królowej. Piękne, wykonane z najczystszego kryształu, otoczone przyjemnie ciepłą wodą… Magia w tym miejscu – szkodliwa magia nie miała racji bytu. Roślina chroniła siebie i przybyłych przed szkodliwym działaniem osób pragnących siać chaos. Cicha, acz wszechwiedząca – złożona z solidnego pnia i wielu gałęzi. Nikt jak dotąd nie rozgryzł znaczenia co poniektórych z nich. Zazwyczaj spekulowano, iż pień stanowiły początki istnienia, pierwsze rozwidlenie było podziałem nacji – Królem i Królową, odchodzące od nich gałęzie, każdym potomstwem wydanym na świat. Niektóre z nich były długie i silne, od innych odchodziło wiele mniejszych, pozostałe ze smutkiem trwały obumarłe i pokruszone na końcówkach swych jestestwa. Domyślasz się drogi Xianie cóż takiego mogły one oznaczać? Większe i mniejsze kawałki spoczywające tuż przy pniu – to właśnie była wymarła linia. Podejdź i przyjrzyj się lepiej, a być może dostrzeżesz i rozpoznasz gałąź Księcia. Piękna, kolorowa i dziwnym trafem urwana gdzieś w połowie. Czym było niecodzienne przerwanie?
Słodki jęk, drżenie ciała, delikatny chwyt i podpięcie jednej ze wstążek. Z wiadomych przyczyn Przyjaciel podarował sobie podpytywanie towarzysza o jego stan. Czuł jego podniecenie aż za dobrze! Podwojona siła przekazu zaczynała powoli wpływać na niego samego. Stąd słodki zapach znacznie się nasilił, a wkrótce zmienił na coś subtelniejszego. Czy otumaniony rozpozna namiastkę zapachu Róż? A może do końca pozwoli się mu omamić?
Droga do Sanktuarium była długa i krótka dla nich. Przerywana licznymi pocałunkami aż do samego końca – tam zwieńczona jednym głębszym. Wróżek nie od razu odpowiedział na wezwanie Syrenki. Swoją uwagę skupił na czułym muskaniu usteczek i wędrówce dłoni – od ujętej twarzyczki, po linię szczęki, długą szyjkę, ramiona, aż na tors… Gdy półwróżek zajął się pierwszymi guzikami stroju, smukłe i długie palce zeszły kapkę niżej. Oparte na bioderkach, zacisnęły się nań lekko, następnie lekko przyciągając ciało do ciała. Pierwsze otarcie wypukłości, Przyjaciel skomentował cichym westchnięciem i impulsem. Lekki i zaczepny, pobudzający obie strony do działania. Dotknięty nim Książę instynktownie odchylił głowę do tyłu. Odsłonięte guziki wręcz prosiły się o rozpięcie, choć nie tak bardzo, jak uwydatniona szyja. Długa, gładka, otulona materiałem miękkiej szarfy, poruszanej subtelnymi ruchami gardzieli w trakcie łapania porcji powietrza.
Do tej pory uwodzicielem i inicjatorem wszelkich igraszek był Książę. Dziś z uśmiechem odstąpił miejsca, oddając pałeczkę Syrenie. Z ochotą i zadowoleniem zachęcał Xiana do pieszczot – mruczał i mamił go zapachem tak słodkim, powabnym i zmiennym – raz z woni róż, na cytrusy i las… Zachęcał go reakcjami i interakcją – dotykiem rąk i ust – śmiałym posunięciem i muśnięciem płaskiego brzuszka, a także podbrzusza i bioder, a także wsunięciem jednej z dłoni centralnie przez „szczelinę” do środka spodni i pod bieliznę… Tam musnął palcem delikatny czubek i miejsce tuż pod nim. Następnie otulił całe ciałko ręką tak, by w pełni czuć przyjemne ciepło, puls i pobudzenie. Wtedy i tylko wtedy poruszył się wolniutko do góry, mówiąc:
- Ja je widzę – piękno prac i Twoje. – szept szybciutko rozlał się falą od ucha po całym ciele. Odchylony chwilę temu Przyjaciel, teraz przylgnął do Xiana w poszukiwaniu bliskości i dalszych pieszczot. Powoli kierował swe kroki ku linii brzegu.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Xian Hu

100



The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.






Multikonta: Kai [nkt]
A jednak ta dwójka mogła wszystkim udowodnić, że zawiązanie więzi wcale nie było tak straszne, jak je malowano, prawda? Wręcz przeciwnie. Obydwoje cieszyli się nią w wyjątkowy sposób. Połączenie emocji, przelanie ich na partnera, z pewnością pomogło w zrozumieniu swoich wzajemnych uczuć. Xian mógł się upewnić, że przyjaciel rzeczywiście czuje do niego to samo. A prócz tego… Ten nieznośny instynkt… Ze strony syrenki pochodził częściowo od jej krwi, a częściowo od więzi, ciągnącej lekko przy nieodpowiedniej bliskości z partnerem.
A co do dzieci – nie było czego ukrywać, Xian coraz bardziej zwracała na nie uwagę. Nie było ich w świecie wróżek zbyt wiele, co bardzo uderzało w matczyny instynkt wróżki. To dlatego często przypatrywała się bobasom trzymanym na rękach przez ludzi w jej świecie. Wtedy to czuła w sercu coś dziwnego, jakby… Tęsknotę? Zazdrość? Nie potrafiła dokładnie określić, co tak naprawdę czuje, widząc podobne rodziny. Jak myślisz, Książę, czego mała wróżka mogła pragnąć, gdy już powstała między wami taka ważna więź?
Być może lepszym rozwiązaniem było pozostawienie Xiana w nieświadomości. Półwróżka z pewnością przestraszyłaby się całej odpowiedzialności związanej z partnerowaniem samemu Księciu. No bo samo zachowanie odpowiedniej prezencji, manier, szlachetność krwi – wreszcie zdanie Króla! Czyż nie obawiał się o bezpieczeństwo syna, dowiadując się, że jego serce skradł nie kto inny, niż właśnie syrena? W dodatku udało jej się nawet związać go najpotężniejszą z więzi! Pozbawiła go lat życia! Czy była kolejną, która liczyła na wykorzystanie chłopca? A potem zniszczy mu życie? Oczywiście, że nie. Serce Xian pełne były niewinnych uczuć i nigdy, przenigdy nie skrzywdziłaby swojego wybranka. Nie oznacza to jednak, że władca tak łatwo ją zaakceptuje, że uwierzy jej słowom. W końcu pierwiastek jej ludzkiej krwi umożliwiał wyzwolenie się od magii wymuszającej mówienie prawdę. Zatem z łatwością mogła umknąć wszelkim oskarżeniom. Czy więc Król będzie w stanie to zaakceptować, czy też będzie wolał ochronić syna przed ewentualną tragedią?
Sanktuarium rzeczywiście było wspaniałe, i gdyby okoliczności były nieco inne, Xian z radością rozejrzałby się dokładnie po tym miejscu. Problem w tym, że jako półwróżka odwiedzająca tą komnatę po raz pierwszy, nie miała pojęcia, jakie wiążą się z nią legendy. Bo gdyby wiedziała… Z pewnością nigdy nie ośmieliłaby się zachęcać przyjaciela do podobnego zachowania. W końcu była taka niewinna, delikatna i… Nie chciałaby rozgniewać jakiegoś czuwającego nad rodziną królewską, nadnaturalnego opiekuna.
Niestety, jak już zostało wspomniane – Xian nie wiedział. Więc… Sprawy potoczyły się nieco inaczej, niż powinny, biorąc pod uwagę powagę tego miejsca.
Niedobrze zrobiłeś, Książę, że zdecydowałeś się go tak natarczywie zaczepiać. Chłopięce ciałko było bowiem o wiele delikatniejsze, niż to odmienione. Chłopiec miał bowiem świadomość, że nikt wcześniej nie dotykał go w tej postaci w ten sposób. To dlatego przypięcie wstążeczek i delikatny dotyk palców, wsuwających się pod warstwę spodni i bielizny był czymś, co do reszty skruszyło wszelkie mury postawione przez wróżka. Z jego usteczek wydał się słodki jęk – a potem złociste oczęta dostrzegły odsłoniętą szyjkę. Wtedy to Xian zrobił jedyną rzecz, która w tamtym momencie wydawała mu się logiczna. Pochylił się do przodu, a potem zatopił ostre kiełki w mięciutkiej skórze szyi. Kolejne oznaczenie partnera – a potem? Potem gwałtowne pociągnięcie w stronę wody. Półwróżka odczepiła się od jego szyi dopiero, gdy miała pewność, że są dostatecznie blisko. Nie odpowiedziała jednak na jego wyznanie, zbyt mocno palona instynktem. Zamiast tego uśmiechnęła się zaczepnie – i popchnęła przyjaciela prosto w wodę.
Chłopiec nie czekał długo. Gdy tylko Oinari plasnął w pięknie błyszczącą toń, Xian zaczął pospiesznie zdejmować spodnie. Blade uda ukazały się na moment spod koszuli – i plum. Jeden skok wystarczył, by Xian, ubrany jeszcze w koszulę, wskoczył za przyjacielem do wody. Zakotłowało się, błysnęło srebro – i zaraz na miejscu nóżek pojawił się śliczny, błyszczący ogonek.
Syrena od razu podpłynęła do przyjaciela, upewniając się, że wszystko z nim w porządku – a potem na nowo przylgnęła do jego ust, przyspieszając kolejne zbliżenie.
- Nie mogę… Czekać – wydyszał, szukając paluszkami błyszczących wstążek, by znów móc zacząć pieścić je delikatnie.

Every man needs his Siren
To check his courage and strength

When he hears her song
In his travels through the unknown.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.








Multikonta: Shizhi i gromada
Cisza i spokój niekiedy przerywane szumem wody ze zbiornika. Tafla poruszana niewidzialna dłonią – piękna, błyszcząca, niewiarogodnie czysta... Przejrzeć się w niej mógł praktycznie każdy – każdy, kto wiedział jak tutaj dotrzeć. Magia miejsca broniła święte drzewo przed zranieniem i przybyłych poniekąd też – szczególnie przed nimi samymi. Słowa, myśli i wspomnienia – wszystko zbierało się i kumulowało w pniu oraz gałęziach. Najświętsze z miejsc dla każdej wróżki i półwróżki – sanktuarium okryte mnóstwem tajemnic wraz z prawdą o jestestwach. Wystarczyło tylko doń podejść, musnąć palcami kryształową korę i wczuć się w magiczny puls tuż pod nią. Wszelkie rozwidlenia na gałęziach nie wyrastały pod wpływem mocy przypadku. Stanowiły inne odzwierciedlenie rzeczywistości – były, jak historia spisana ręką któregoś z bogów i legendą o wielu motywach z niewiadomymi zakończeniami. Podejdź bliżej i przypatrz się, a być może dojrzysz kilka gałązek na górze.
Dzieci – marzyła o nich każda para, choć nie zawsze w odpowiedni sposób. Błogosławieństwo, przekleństwo, a najczęściej zabezpieczenie przyszłości wielkich rodów. Wśród wróżek były jak złoto – wróć, diamenty! Rzadkie, momentami wręcz nieosiągalne nawet dla najstarszych przedstawicieli rasy. Ktoś kiedyś zapytał mnie – dlaczego rodzi się u Was tak niewiele tych wspaniałych pociech? Długo nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Siedziałem i szukałem w pocie czoła informacji w stosikach zbudowanych z wielu ksiąg. Żadna z setek wybranych nie potrafiła mi pomóc. Gdy wracałem zrezygnowany, zauważyłem parę – dwie młode wróżki figlujące ze sobą. Wtedy to do mnie dotarło. Drogi przyjacielu, to nie tak, że faerie dzieci mieć nie mogą – ich istnienie jest po prostu uzależnione od więzi. Nie trać czasu na szukanie i uwodzenie jednej z nich. Zwykły akt nigdy nie gwarantował poczęcia. Stanowił jedynie urozmaicenie długiego żywota – przekąskę dla zaspokojenia własnych potrzeb. Spytasz więc – w takim razie skąd potomkowie Króla i Królowej! Nim zapytasz o coś jeszcze, pozwól mi rzec – u nich zasady bytu działały troszeczkę inaczej, bo oni wyróżniali się na tle swej rasy. Prawda o parze pierwotnych do dziś nie ujrzała światła i szczerze? Chciałbym, aby tak zostało, bo widzisz… Czasem lepiej pozwolić pewnym sprawom pozostać w cieniu, niż na siłę wyciągać je z bezpiecznego schronienia. Podobnie miała się sprawa z więzią.
O Królu Wróżek krążyło wiele plotek – mniej lub bardziej prawdziwych. Syrenka miała słuszność sądzić, że Władca niekoniecznie zaakceptuje jej związek z Księciem. Cena za połączenie była wysoka i to z kim! Puszczając płazem cichy lament nad skróconym życiem – jeżeli czegoś mocno nie akceptował, to obłędu. Przymykając oko na każdy z występków – na każde warknięcie, obrazę i kłamstwo – choćby chciał, nie potrafił w pełni zrozumieć wyboru syna. Kamienna twarz niczego nie okazywała, co innego dusza. Ojciec żywił szczere obawy - do tego miał spore wątpliwoś co do Xiana. Chłopak może i nosił w sobie znamię człowieka – wciąż jednak znaczną część jego jestestwa stanowiła magia syren. Co jeśli dojdzie do odtrącenia? Braku akceptacji? Nie daj boże kłótni? Cóż wtedy uczyni nadworny malarz i ponętna kusicielka? Oby żadna z połówek nie zechciała pójść w ślady matki Oinariego. Piękna była z niej kobieta – mądra i wyjątkowa. O jej egzekucji władca niewiele mówił – jeszcze mniej o wymordowanych dzieciach. Czasem to, co wydawało się nam dobre i urocze, potrafiło uderzyć najmocniej. Oby dłoni Xiana nigdy nie splamiła krew. Stary wróżek nie chciałby przechodzić przez to po raz kolejny – nie chciał, aby jego syn posmakował goryczy dzikości wodnych wróżek z głębin.
Drogi Xianie, lepiej dla Ciebie, aby szczerość Twych uczuć była prawdziwa. Inaczej na nic Ci po kłamstwie… Podpisano, Król Wróżek…
Taniec ciał trwał w najlepsze – Syrenka dotykała Księcia i odwrotnie. Przyjaciel z ogromnym apetytem pieścił – dotykał i całował odsłonięte fragmenty chłopięcego ciałka. Niewinność Xiana miała w sobie coś niezwykłego, jakby słodkawy posmak, nasilający się po każdym pocałunku. Ostały na krańcu języka, rozlewał się leniwie po całym wnętrzu ust – spływał niżej do gardzieli i dalej po każdym fragmencie ciała. Przeszyty dreszczem Przyjaciel nie mógł, nie zareagować. Odsłonił więc swą szyję – smukłą i gładką, obwiązaną śliczną szarfą z jedwabiu. W jakimś stopniu prowokował Xiana, co wkrótce przyniosło odzew.
Dłoń leniwie przesuwała się z góry na dół – przedtem jednak czule musnęła miękkim opuszkiem różowy czubek i miejsce kawałeczek pod nim. Puls ciepłego ciałka pobudzał nie tylko wyobraźnię… Przede wszystkim zaostrzał apetyt na coś więcej. Oinari z zadowoleniem kontynuował pieszczotą, racząc się odpowiedzią na gest wraz ze śpiewem nut, tak skrzętnie uciekających ze słodko rozchylonych warg. Z chęcią ucałowałby je namiętnie, lecz wtedy to się stało.
Przez powierzchnię skóry przechodzi dreszcz. Ostre kiełki wpierw ją muskają, potem napierają, a w końcu przebijają, pozostawiając po sobie ślad. Wrażliwy w tamtym miejscy Przyjaciel pozwolił kilku uciec kilku cichszym jękom. Wtem zacisnął lekko dłoń na stopniowo twardniejącym ciałku, jednocześnie zamierając na kilka krótszych chwil. Po swoim ocknięciu, poczuł nieznaczny dyskomfort odczepienia wstążek, a potem przyjemne porażenie impulsem tuż po ich złapaniu. Wówczas wolna dłoń bezczelnie spoczęła i wplotła swe palce w ciemne włosy Xiana. A potem… Potem przyszło mu wylądować w wodzie.
Plusk! Nagle gładkie lustro wody przyozdabiają zmarszczki. Oinari uśmiechnął się w duchu tuż po wynurzeniu, a chwilę przed pocałunkiem. Z przykrością westchnął, nie mogąc ujrzeć rozbierającego się Xiana – potem jednak racząc go dziwnym błyskiem w oku. Podpływasz, szukasz, chwytasz i wyciągasz. Następnie przyciągasz z zamiarem zaatakowania słodkich warg i wtedy to się dzieje. Tkanina koszuli przylega do mokrej skóry, ukazując każdy mięsień zdobiący jestestwo. Mimowolnie podążasz ich mapą, aż nie docierasz do pasa i bioder. Wówczas na jaw wychodzi coś niezwykłego. Przyjacielowi tak jakby brakowało spodni na tyłku – bah, bawet samego tyłka nie miał! Ciało od skórę od podbrzusza w dół zaczynała pokrywać łuska – potem niżej i niżej, aż nie formowała się w coś, co Xianowi powinno być dobrze znane – w ogon.
Smukły, umięśniony, mieniący się barwą srebra i kolorem nefrytu – syreni ogon o dwóch parach płetw – piękny w swym kunszcie, choć nie tak bardzo, jak ten należący do Xiana – w końcu nie tak długi.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. – swe słowa Przyjaciel wyszeptał wprost do syreniego uszka – to następnie lekko podgryzł. Zastanawiasz się pewnie, o jakiej niespodziance mówił? Kusiciel miał się o tym wkrótce przekonać, a w zasadzie za sekund pięć, gdy nowo powstały twór – ogon, zaczął nieco drżeć - być może z powodu pieszczoty wstążek - i ocierać się delikatnie o błyszczące łuski Xiana przy najwrażliwszym z miejsc. Poduczony zachowaniem partnera w żeńskiej formie, naśladował go tu i teraz – kokietował przy pomocy ogona i rąk, skrzętnie zjeżdżających po umięśnionych plecach i dotykających złączenia skóry człowieka z syrenimi łuskami w trakcie trwania głębokiego pocałunku i chwilę po, gdy noskiem przejechał wzdłuż długiej szyjki półwrózki.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Xian Hu

100



The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.






Multikonta: Kai [nkt]
Prze moment przez głowę Xiana przeszła wyjątkowa myśl - dlaczego w tak pięknym miejscu nie zbierają się tłumy gapiów, by podziwiać wspaniałe kryształy, grę świateł tańczących po ścianie groty, idealnie gładką taflę wody... Jako artysta, syrenka potrafiła docenić ciszę i jakąś niewyjaśnioną tajemniczość tego miejsca. No bo ileż to razy sama półwróżka oglądała tego typu konstrukcje? Mała wysepka, na niej rosnące piękne, rozłożyste drzewo, a wokół spokojna woda? Pozostałe krajobrazy, zachowane w pamięci chłopca, nijak miały się jednak do tego, co widział właśnie przed sobą. Tafla rozciągająca się przed nimi, mieniła się niesamowicie, przypominając raczej wodę z magicznego jeziora w jasnym królestwie, niż którekolwiek ze zbiorników w ludzkim świecie. Nic lepszego nie przyszło Xian do głowy, po prostu poświęcił moment, by przyjrzeć się dokładnie temu małemu cudowi. Skąd miał wiedzieć, ile jeszcze będzie miał okazji, żeby podziwiać to miejsce? A przecież baraszkowanie z przyjacielem mogło poczekać troszkę... Prawda?
Okazało się, że właśnie nieprawda, bo Oinari nie chciał długo czekać na kolejne pieszczoty. Ściągał na siebie uwagę półwróżki w najróżniejsze sposoby, odciągając go od przemyśleń na temat cudownego widoku. Nie zamierzałeś mu powiedzieć, że to najświętsze z miejsc, a wy właśnie mieliście go zamiar skalać swoimi zabawami, prawda? Warto byłoby mieć na uwadze, gdy kolejne z ubrań lądowały na ziemi. W pałacu z pewnością znalazłyby się inne pomieszczenia, jakieś źródła czy zbiorniki wybudowane specjalnie dla wodnych wróżek, ale Xian nie chciał opuszczać tego miejsca. Zupełnie jakby królewska energia przyciągała go z jakichś niewiadomych powodów. Może podskórnie, dzięki więzi, czuł, że poniekąd należy do tego miejsca? Mentalnie i emocjonalnie był przecież powiązany z samym Księciem, a on musiał się czuć tutaj jak w domu. Ile razy przychodziłeś tutaj, by doszukać się swojej gałęzi na kryształowym drzewie, Quorlinn? Wpatrywałeś się z nią, zastanawiając się, czy kiedykolwiek i ona wypuści swoje pędy? Z pewnością nie miałeś powodu, by wcześniej myśleć o dzieciach - nie znalazła się bowiem partnerka, której wolałeś nie zostawiać jednej z krwistych róż. A teraz? Czy coś zmieniło się w twoim nastawieniu? Czy nie chciałbyś zobaczyć, jak od gałęzi odchodzą nowe, młode odnogi? Spójrz na wróżkę w twoich ramionach. Była przecież gotowa poświęcić wszystko, by cię zadowolić. Z niezwykłą nieśmiałością marzyła o waszej wspólnej przyszłości, zastanawiając się, jakby to było, gdybyście naprawdę wzięli ślub i spędzili ze sobą resztę życia. Gotowa była na wszelkie poświęcenia, by zapewnić wam szczęście. Pytanie tylko, czy byłeś na to naprawdę gotowy? Kolejna odpowiedzialność w życiu? Jak myślisz?
Niezależnie od odpowiedzi, spektakl musiał trwać. Rozpoczęty wesołymi harcami na lodowisku, przerodził się w łagodną arię westchnięć i cichutkich pojękiwań, gdy aktorzy coraz śmielej poczęli odgrywać swe role. Xian do reszty oddawał się słodkiemu kuszeni - przygryzaniu uszka, całowaniu szyi. Dotyk księcia coraz bardziej pobudzał w nim inne, niespodziewane instynkty. Xian po raz pierwszy był w swoich ruchach nieco ostrzejszy, jakby bardziej niecierpliwy. Ciągnął lekko za wstążkę na szyi przyjaciela, pragnąc przyciągnąć go bliżej, wbić kiełki w bladą szyję, posmakować jego zapachu i smaku... Syrena nie rozumiała podobnego instynktu, niemniej szczęśliwie nie miała zbyt wiele czasu, by się nad nim zastanawiać. Zamiast tego ręka chłopaka spoczęła na biodrze arystokraty, zaciskając się mocniej i przyciągając go zachłannie. Druga natomiast szarpnęła mocno za guziki koszuli, bo nawet mimo drogiego wykonania, stanowiły teraz tylko zbędny dodatek, broniący dostępu do apetycznego ciała partnera.
A gdy wreszcie znaleźli się w wodzie - niespodzianka. Coś zupełnie innego przykuło na moment uwagę syreny. Podpłynąwszy do przyjaciela, obdarowując go namiętnym pocałunkiem, półwróżek zauważył w wodzie coś zupełnie innego, niż nogi, których się spodziewał.
Piękny, srebrzysto - nefrytowy ogon pływał sobie tuż obok niego w wodzie, zawstydzając wszelkie jego instynkty. Syrena o tak pięknych atrybutach i podwójnej parze płetw, nie powinna dać się dotykać przez byle mieszańca - to dlatego Xian nagle zwolnił swe pieszczoty, niemalże zupełnie odsuwając się od kochanka. Jego natura zmieniała się na uległą, ogon przestał błyszczeć aż tak mocno - i pewnie wszystko klapnęłoby do reszty, gdyby nie działania samego księcia.
Otóż była pewna zabawna sprawa z tym syrenim instynktem - nie pozwalał on bowiem na kontakt w męskiej postaci z wróżką o dominującej pozycji społecznej. A takową właśnie zaprezentował Oinari, pokazując w wodzie stworzony przez siebie ogon.
- Co to za czary? - wyszeptał niepewnie Xian, a jego płetwy zamarły wyraźnie, tak samo jak ruchy ludzkiej połowy ciała. Zniechęcony nagłą eksplozją piękna kochanka, obserwował dokładnie jego mieniące się łuski i ogon, oczekując na dalszy ruch. Nie rozumiał w tamtym momencie, że to moc kameleona pozwala mężczyźnie na stworzenie sobie ogonka na podobieństwo syren.
Na szczęście, lub nieszczęście, zależnie od perspektywy, Oinari wziął sprawy w swoje ręce (lub też ogon, zależnie od perspektywy). Delikatne ocieranie wywołało rumieńce na twarzy chłopca. Niemniej ogon zaczął powoli oplatać partnera, przygotowując się do aktu - i to nie na dominującej pozycji.
- P-piękne łuski - wydukał, zupełnie skonfundowany i zestresowany. Zapomniał nawet o pieszczotach, walcząc usilnie ze swymi dwiema naturami. Alarm. Panika!

Every man needs his Siren
To check his courage and strength

When he hears her song
In his travels through the unknown.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo