Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Sanktuarium
Autor Wiadomość
Shadowhunter
Administrator


Shadowhunter

666 lat

Czarownik

Śmierć

Adminowanie


All paths lead to death.

Wysłany: 2019-01-05, 11:56   Sanktuarium [Cytuj]

Sanktuarium

Najświętsze miejsce dla wszystkich wróżek. To tutaj - w komnacie ukrytą głęboko pod ziemią rośnie kryształowe drzewo - symbol królewskiej rodziny. Mówią, że każda gałąź reprezentuje pokolenia wróżek wywodzących się bezpośrednio ze szlachetnej krwi Króla i Królowej.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2019-01-12, 21:50   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

# kontynuacja

Anthony nie miał zielonego (hehe) pojęcia, dokąd tak właściwie idzie. Jeszcze przed chwilą był w komnacie głównej, razem z Nimat, która podała mu wróżkowe jedzenie. Po spożyciu go do razu poczuł się inaczej, bezpieczniej. I właśnie te uczucie dodało odwagi chłopakowi, by wstać, zabrać ze sobą jedzenie oraz picie, i pójść przed siebie, tam, gdzie go nogi zaprowadzą.
Nic nie widział, ale to nie było dla niego niczym nowym. Po prostu położył dłoń na ścianie i sunąc przy niej, dotarł do... tak właściwie nie wiedział dokąd. Jednie, co wiedział to, to że miejsce te było przepełnione magią oraz czymś duchowym. Heh, od kiedy w ogóle wyczuwał nadnaturalną moc? Zapewne od momentu, w którym postanowił spożyć wróżkowe jedzenie zaoferowane przez Nimat.
I tak Anthony znalazł się w sanktuarium, ani trochę nieświadomy tego, jak ważne jest to miejsce dla wróżek. Podczas drogi podjadał jedzenie, które zajumał z kuchni, dziwnie głodny. Z każdym kęsem poczucie ochrony wzmacniało się, a chęć ucieczki do domu słabła. A teraz, znajdując się przy kryształowym drzewie, cały aż wibrował od magii miejsca i tej, która powoli się w nim pojawiała. Nie wiedzieć czemu, wydawało mu się, że znalazł się w bardzo jasnym pomieszczeniu. W ogóle, samo pojęcie jasności było dla niego jak dotąd nieznane. Aż musiał stanąć, zdezorientowany wrażeniami. Jednak nie były one nieprzyjemne, wręcz przeciwnie. Po prostu jednocześnie należały do tych bodźców nader przytłaczających, a Antek nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuł, po prostu.
Jak w amoku wyciągnął dłoń ku kryształowemu drzewu, by ostrożnie dotknąć jego kory, a dzięki temu zapoznać się przez dotyk z fakturą.
[Profil] [PM]
 
 
Shay


Shay

163

Faerie

zielarz


Wysłany: 2019-01-13, 00:12   
   Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
[Cytuj]

- Nie dotykaj!
Głos Shaya ostro przeciął powietrze, zapewne burząc spokojną atmosferę sanktuarium. Chłopiec właściwie nie miał powodu, by zabraniać komukolwiek dotykać drzewo - należało do tego świata tak samo, jak cały zamek, a więc prawa do niego miały wszystkie wróżki. Ale czy osoba, która wyciągała swoje lepkie łapki ku drogocennej korze kryształowego drzewa, na pewno była wróżką?
Nie wyglądała na wróżkę, Shay nie był w stanie wyczuć od niej energii, którą charakteryzowały się Faerie, przynajmniej nie w takiej ilości, która nie pozostawiałaby mu złudzeń. Przy festynie, który odbywał się w twierdzy, mógłby być to każdy. Faerie ledwie przed chwilą zeszło do sanktuarium, by zaznać momentu spokoju w towarzystwie roślinności. Nie wiedział, że ktoś jeszcze postanowi cieszyć się towarzystwem drzewa.
- Nie dotykaj. - Powtórzył, coraz bardziej rozbawiony sytuacją i swoimi absurdalnymi zakazami. Obszedł drzewo, by przyjrzeć się z bliska Anthony'emu. Ręce złożył za sobą, jednocześnie trzymając w ryzach skrzydełka.
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2019-01-13, 00:23    [Cytuj]

Ponieważ Antek dotknął drzewa, doznał niepokojącej wizji, a ponieważ MG jest leniem, wstawi filmik.
KLIK - ofc akcja dzieje się we wrózkolandzie.

/MG z/t
  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2019-01-13, 18:32   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Oho, a jednak powinien posłuchać się rady mamy (tej przyziemnej) - nie dotykaj tego, co ci nieznane. Można ławo wywnioskować, skąd taka przestroga dla chłopaka, który wręcz non stop czegoś tykał. I tym sposobem kilkakrotnie poparzył się bądź skaleczył. I nawet jeśli teraz nie miał żadnej rany, nagła wizja była... w sumie czymś gorszym.
Anthony stał jak sparaliżowany, z dłonią na korze kryształowego drzewa. Widział, tak, dokładnie, widział straszne obrazy, które przedstawiały kataklizmy spowodowane przez... w sumie, nawet nie potrafił nazwać tego stwora, którego dostrzegł. Tak jak większości rzeczy. Mnogość barw dosłownie sparaliżowała go swoją intensywnością oraz różnorodnością. Antek nawet nie miał zielonego pojęcia, co widzi, ale obrazy te wywołały w nim uczucie strachu. Przelewająca się magma, tsunami, zniszczenia, ryk bestii oraz ona sama - to było dla niego za dużo. Odruchowo aż zaskoczył, przytłoczony nadmiarem wrażeń, trzęsący się niczym osika. A potem znów nastała znana mu, bezpieczna ciemność, w której nigdy nie pojawiały się takie katastroficzne obrazy.
Dopiero, gdy drugi raz usłyszał słowa nieznanego wróżka, zwrócił na niego uwagę. Błądził jeszcze niewidzącym spojrzeniem po pomieszczeniu, oczywiście nie mogąc zobaczyć tego, kto się do niego odezwał. Mimowolnie zamrugał, dopiero teraz czując, że ma mokrą twarz. Łzy?
- C-co? - wydukał, zdezorientowany jak nigdy wcześniej. Już nie czuł bezpieczeństwa, które wiązało się z magią Króla Wróżek, a sanktuarium nie wydawało mu się tak jasne, jak wcześniej. Nie miał pojęcia, jak tu przyszedł i nie wiedział też, jak wyjść. - M-muszę... - nie dokończył, jeszcze zbyt roztrzęsiony tym, co zobaczył. Nagle poczuł przeogromną chęć ucieczki. - Z-znasz może Nimat? J-ja... muszę do niej i-iść... coś jej p-powiedzieć - wyjąkał, licząc na to, że nieznajomy wróżek będzie skłonny do pomocy. A skąd wiedział, że Shay to zielonek? Cóż, chyba intuicyjnie. Od kiedy zjadł jedzenie zaoferowane przez Nimat, zaczął delikatnie wyczuwać magią wokół niego i zdolność ta powoli, powoli nabierała na sile.
[Profil] [PM]
 
 
Shay


Shay

163

Faerie

zielarz


Wysłany: 2019-01-14, 12:15   
   Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
[Cytuj]

Anthony przede wszystkim powinien posłuchać Shaya, który tak wspaniałomyślnie i bezinteresownie ofiarował mu radę w momencie, gdy lepkie łapki Przyziemnego zostały wyciągnięte w stronę Drzewa. Młody Vindevogel mógł w końcu wsadzić rączkę gdzieś, gdzie mógłby tego potem bardzo, bardzo żałować, a może nawet tę rączkę stracić!
Moment zajęło Faerie zrozumienie, że z chłopcem dzieje się coś niedobrego, gdy tak zastygł z dłonią na korze drzewa. Dla pewności sam przesunął palcami po pniu, jednak sam niczego nie doświadczył.
- Odpowiedz mi! - Zarządał, trącając Anthony'ego w ramię, sam nieco wystraszony jego zachowaniem. Łzy na twarzy chłopca sprawiły, że po plecach Shaya przeszedł dreszcz.
Czego ten dziwak tu szukał i dlaczego zachowywał się w taki sposób?! Faerie nie mógł mieć pojęcia o ślepocie Anthony'ego. Jak dotąd nie spotkał się z takim przypadkiem. Na szczęście wydawało się, że chłopak wrócił do rzeczywistości.
Kolejna fala, tym razem złości, wstrząsnęła wróżkiem, gdy nieznajomy wspomniał o Nimat.
- Czego chcesz od Nimat? Dlaczego w ogóle tu jesteś? Nie powinieneś tu być.
[Profil] [PM]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2019-01-14, 23:47   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Racja, rada nie głupia. Szkoda byłoby stracić rękę przez zwykłą ciekawość, prawda? Jednocześnie, co poradzić na to, że w ten sposób Antek "widział" świat? Kto wie, może jakaś siła wyższa nad nim czuwała, pilnując tego, by chociaż rączki nie urwało mu przypadkiem. Wzroku już nie ma, to po co dobijać chłopaka, o!
Dlatego też, Vindevogel powinien cieszyć się, że kontakt z kryształowym drzewem nie skończył się, dajmy na to, wybuchem energii.
Stricte żądania obcego wróżka nie usłyszał, ale jego mózg mimo wszystko zarejestrował to, że ktoś się do niego zwraca. Shay był zewnętrznym bodźcem, który pomógł nastolatkowi ocknąć się z katastroficznej wizji. Wróżkowi należały się podziękowania? Możliwe, ale niestety ich nie dostanie, gdyż Anthony nie wiedział, by ktoś, coś do niego mówił. Do czasu, aż wreszcie porządnie nie usłyszał nieznajomego.
W sumie, zapewne dla Shaya spotkanie kogoś niewidomego było równie mocno egzotyczne, jak dla Antka zetknięcie się z kimś, kto nie wiedziałby, że mogą istnieć takie problemy. Albo inaczej, z kimś, kto nie miał do czynienia z personami niepełnosprawnymi w jakimś zakresie. Vindevogel z góry założył, że nieznajomy zielonek zobaczy jego mętne patrzałki, które na razie nie nadawały się do niczego.
Złość w głosie Shaya wyraźnie zaskoczyła i zdezorientowała chłopaka. Minę miał zszokowaną, nie rozumiejąc, czym naraził się rozmówcy.
- A-ale... to Nimat mnie tu p-przyprowadziła... - bronił się cicho, odruchowo wycofując się. Nie lubił konfliktów, a poza tym, wizja, którą chwilę temu zobaczył, wciąż była żywa w jego pamięci, powodując ciarki. - Z-znasz ją? - spytał, po cichu na to licząc. Co prawda Shay nie wydawał się być pomocny, ale kto wie, może jednak zlituje się nad ni to przyziemnym, ni to wróżkowym dzieciakiem.
[Profil] [PM]
 
 
Shay


Shay

163

Faerie

zielarz


Wysłany: 2019-01-15, 14:56   
   Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
[Cytuj]

Głupi ma zawsze szczęście. W przypadku Anthony'ego mogła to jednak nie być głupota, a zwykły uśmiech od losu, który doświadczył go już wystarczająco boleśnie. Z pewnością nie było mu łatwo bez wzroku, nawet jeśli po jakimś czasie mógł uznać, że przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy.
Faerie dostrzegł mętne spojrzenie ludzkiego chłopca, nie miał jednak możliwości, by domyślić się, że to może wpływać na jego sposób postrzegania świata. Widział osoby okaleczone po Mrocznej Wojnie, ale nigdy nie spotkał się z takim przypadkiem, któremu nie można było pomóc za pomocą zwykłej leczniczej magii.
Bez sprawnego wzroku Anthony nie mógł zobaczyć szoku na twarzy Shaya, choć jeśli wyczuwał magię, mógł spostrzec, jak aura Faerie zmienia się i burzy pod wpływem jego nieokrzesanych młodzieńczych emocji. Nie miał pojęcia, co myśleć o intruzie, który wdarł się do Sanktuarium i sprawiał, że atmosfera tego miejsca nie była tak spokojna, jak powinna.
Anthony cofał się, a Shay kroczył za nim, nie pozwalając się oddalić. Czuł, że ma przewagę nad wystraszonym chłopcem. W końcu złapał go szorstko za przegub.
- Nimat to moja mama. - Wycedził przez zęby, dziecinnie podkreślając fakt, którego zwykle starał się wyprzeć w towarzystwie samej zainteresowanej. - Zastanowiłeś się, po co cię tu przyprowadziła? Czy jesteś pewny co do jej zamiarów? - Pytał, nie mogąc wmówić niczego Anthony'emu wprost przez prosty fakt nieumiejętności kłamania. Nie puszczał jego ręki, by chłopaczek mu nie uciekł. - To jest pałac Dzikiego Gonu, Mundane. Wszedłeś do jego Sanktuarium.
[Profil] [PM]
 
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


And meet me there, with bundles of flowers, We'll wait through the hours of cold...

Wysłany: 2019-01-19, 23:23   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Hej, niby los się do niego uśmiechnął, a tu proszę - wkurwiony Shay. W sumie, nic dziwnego, że wróżek był zdenerwowany. Anthony był pierwszy raz w tym świecie, jeszcze nie do końca przemieniony, a pozwalał sobie na dotykanie kryształowego drzewa. Zapewne każdy inny zielonek zareagowałby podobnie jak Shay. No, może trochę mniej agresywnie, ale wciąż zwróciłby uwagę nieświadomemu Antkowi.
No właśnie, nieświadomego. Nie wiedział jeszcze, jak funkcjonuje świat wróżek, nie mówiąc już o Świecie Cieni, a on sam przemieniał się powoli, stopniowo. Zdecydowanie Vindevogelowi przydałby się ktoś, kto poprowadzi go za rączkę, co oczywiście zrobi Nimat. Ale teraz jej tu nie było, bo Tony'ego poniosło w cholerę, prosto do młodego gniewnego wróżka, z którym normalnie nie wchodziłby w żaden konflikt, a przynajmniej próbowałby nie wchodzić. Zresztą, Antek był łagodnym stworzeniem i z nikim nie kłócił się, ale to już tak na marginesie.
W sumie, czy przypadkiem Anthony i Shay nie robili czegoś niedozwolonego, zakłócając spokój tego miejsca?
Chłopak, aż podskoczył, czując na przegubie czyiś dotyk. To nie było ani trochę przyjemne czy komfortowe, nie. Dla niewidomego, było to jak atak. Był tak wystraszony, że aż zatrzymał się, sparaliżowany strachem oraz chwytem wróżka.
- A-ale, j-ja nie powiedziałem... - chciał zaprotestować, bo przecież nie określił Nimat jako swojej matki, nic z tych rzeczy. Jedynie, że go przyprowadziła go do tego miejsca, mając jeszcze na myśli Xian, która akurat potem czmychnęła. A to, że Nimat ostatecznie przekonała go do bycia wróżką, chyba nie oznaczało jednocześnie, że stała się jego matką, prawda?
- Jakich z-zamiarów? O czym ty m-mówisz? - był skołowany i wystraszony jednocześnie. - N-nie wiem, gdzie jestem - dodał, mając nadzieję, że to da do zrozumienia Shayowi, że natrafił na niedoszłego półwróżka, który jeszcze niczego nie ogarnia w tym świecie. Bądź będzie musiał przyjąć wpierdol, bo Antek miał dziwne wrażenie, że nieznajomy miał dużą ochotę na uderzenie go.
[Profil] [PM]
 
 
Shay


Shay

163

Faerie

zielarz


Wysłany: 2019-01-21, 15:23   
   Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
[Cytuj]

Shaya nie obchodziło drzewo, obecność Mundane, czy nawet sposób, w jaki ten poruszał się po twierdzy, nie zważając na to, gdzie powinien wchodzić i co dotykać - najbardziej rozwścieczyły go słowa o Nimat. Młody wróżek był po prostu zazdrosny - matka powróciła z martwych parę lat temu, ale zamiast zająć się własnym synem, szukała sobie towarzystwa innych, nie swoich dzieci. Shaytan nie dostrzegał w całej tej sytuacji swojej winy. Nimat miała starać się pogodzić z synkiem, ale synek nie musiał jej tego ułatwiać. Targał nim żal i złość, ale w środku tliła się również chęć bycia kochanym przez osobę, która miała być mu najbliższa na świecie.
Póki Anthony nie pojawił się w Sanktuarium, panował w nim spokój typowy dla tego miejsca. Teraz, gdy Shay znalazł sobie wroga, z którym miał konkurować o uwagę matki, mógłby choćby roznieść całe to pomieszczenie na drzazgi, byleby tylko dopiąć swojego.
- Nieważne, co powiedziałeś! - Wszedł mu w słowo, podnosząc głos. Nimat była jego. Tylko jego! Shay szarpnął Anthony'ego, w pierwszym momencie chcąc go przewrócić, jednak ostatecznie odpuszczając. Nie powinni bić się w Sanktuarium. - Rozejrzyj się! To święte miejsce, a ty przychodzisz i śmiesz dotykać kryształowe drzewo! Wracaj do siebie i zapomnij o Nimat. - Warknął, ostatecznie nie powstrzymując nerwów i popychając chłopca. Refleksja przyszła po paru sekundach. Zebrał Anthony'ego z posadzki i pociągnął w kierunku wyjścia.

z/t x2 na Plac Główny
  
[Profil] [PM]
 
 
Xian Hu


Xian Hu

100

Faerie

Książę, choć sama o tym nie wie

Artysta


The least we each ought to do for someone who treats us like a king or a queen is to treat them like a prince or a princess.

Wysłany: Dzisiaj 2:55   
   Kai, Lily Ke
[Cytuj]

// z lodowiska

Xian musiał przyznać, że gdy był dużo młodszy, możliwość zawiązania więzi była dla niego… Przerażająca. Ukochana mama opowiadała mu o podobnym zjawisku – jak bardzo pragnął będzie bliskości swojej drugiej połówki, jak będzie odczuwał jej emocje, jak wreszcie pozna jej prawdziwe uczucia. Xian obawiał się, że nigdy nie uda mu się znaleźć podobnej osoby, albo nie będzie w stanie się z nią związać. Albo, co gorsza, wyjdzie od niego więź, ale inna wróżka nie będzie chciała jej podzielić. Tyle było strachu, tyle rozmyślania, ale gdy przyszedł odpowiedni moment, syrenka wiedziała, że nie powinna się dłużej zastanawiać. Wybranie tego chłopca było wołaniem czystego przeznaczenia. Xian wiedział, że nigdy nie pozna nikogo takiego, ani też nie poczuje znów podobnego przywiązania. Tą dwójkę łączyło coś więcej – nazwijcie to romansem porównywalnym do nastoletnich przygód, a ja powiem, że to prawdziwa miłość. Niepowtarzalna w swojej delikatności i niewinności. I to w dodatku najpiękniejsza, bo odwzajemniona z równą pasją, jaką była wysłana w kierunku tej ważnej osoby.
A konsekwencje? Xian wcale o nich nie myślała. Szkoda, bo pewnie bardzo by się zmartwiła, gdyby zrozumiała, jak wiele lat życia przyjaciel składa na jej ręce, a właściwie zupełnie się ich pozbywa. Nie rozumiała, że oznacza to dla niego skrócenie egzystencji o kilkaset lat. I ta kolejna, bardzo smutna zależność… Złamane serce nie pozwalało drugiej wróżce żyć, gdy jej parter odchodził. Dlatego tak często kończyło się to śmiercią, dlatego też tak niewiele faerie decydowało się na związanie tego delikatnego rytuału. Wymagał zbyt wielu poświęceń i wyrzeczeń, ale jak widać, tej dwójki wcale to nie zraziło. A sama więź miała również i pozytywne aspekty – takie jak odczytywanie własnych emocji bez słów, czy… Instynkt. Ciekawa zależność, łącząca dwa ciała pragnące się tak mocno, że nie mogły wytrzymać bez bliskiego kontaktu. Syrenka czuła go teraz coraz mocniej, otoczona słodkawą wonią przyjaciela. Nie potrafiła wyrwać się z jego objęć, i dlatego cierpiała coraz to większym pragnieniem. Rosnącym z każdą chwilą wdychania tego znajomego zapachu, i kolejnymi pocałunkami, wymienianymi między z pozoru niewinnymi chłopcami. Kto wiedział jednak, co kryło się pod powłoką srebrzystych skrzydeł, którymi otaczał jego ciało Oinari? Ano, nikt, prócz nich samych.
Wymieniali więc słodkie pocałunki, i te bardziej namiętne, tonąc we własnych ramionach. Usłyszawszy jednak pytanie, Xian zamarł na moment, odrywając się od czułych pieszczot przyjaciela.
- Malowałem, by uszczęśliwić ludzi… By uwiecznić piękno… – wyznał w zamyśleniu, wstydząc się nieco tych innych, bardziej ludzkich pobudek. Chciał bowiem osiągnąć sławę, lecz nie pieniądze – pragnął, by ludzie wreszcie go rozpoznawali. A skoro sam nie był dość piękny, to może chociaż jego płótna mogłyby wzbudzać w odbiorcy zachwyt. – Chciałem, żeby ludzie je we mnie dostrzegli… Bo choć mi dokuczano, chciałem, by mnie dostrzeżono... Inaczej… Dostrzeżono piękno w moich pracach – powtarzał nieskładnie, próbując się jakoś wytłumaczyć. Nie potrafił znaleźć bowiem sensowniejszego wyjaśnienia, dlaczego zdecydował się malować. Sztuka bowiem zawsze była mu bliższa, niż jakakolwiek inna dziedzina życia.
Xian nie zdołał jednak powiedzieć nic więcej, bowiem Oinari kontynuował swoje śmiałe działanie. Dłoń wędrująca śmiało po mostku i brzuchu, wreszcie dotarła do uda, a potem musnęła tamto miejsce… Oh! Tego było za wiele. Syrenka jęknęła głośno, słodko, a jej biodra drgnęły gwałtownie. Symboliczne przygryzienie, naśladujące to rytualne, także nie pomagało uspokoić nerwów. Xian nie potrafił się opanować, przylegając zupełnie do ciała przyjaciela – i tylko jednak myśl powstrzymywała go od rozpoczęcia pieszczot tu i teraz. No, właściwie dwie. Zimno. I brak wody.
- Woda – powtórzył za tokiem swoim myśli, a potem niechętnie cofnął się, nie odklejając jednak ślicznych wstążek od swojej skóry. Użył ich za to do kierowania Oinarim – ujął je ostrożnie w paluszki i pociągnął leciutko w kierunku wyjścia z lodowiska, a potem z sali.
Woda, woda… Xian używał swego szóstego zmysłu, by znaleźć jej źródło – co jak się okazało, nie było wcale trudne. Raz po raz całując swojego wybranka po drodze, dotarli wreszcie do wielkiej sali, gdzie w samym centrum rosło przepiękne, kryształowe drzewo. Otoczone było oczywiście wodą, zupełnie jak na zawołanie. Xian odetchnął mimowolnie, zadowolony, że nie będą musieli daleko szukać. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na pięknym obrazie, rozciągającym się przed nim – a potem znów wrócił do przyjaciela.
- Chodźmy popływać – wyszeptał chłopiec, próbując w swym zawstydzeniu uchodzić za… Kuszącego. Jego ciało znów zaczęło słodko pachnieć, a serce biło jak szalone w drobnej piersi. Nieśpiesznie podszedł do przyjaciela, wczepiając długie palce w materiał jego koszuli. A potem? Przylgnął pełnymi wargami do jego ust, rozpinając powoli guziki zdobionego stroju chłopaka. Nie dotknął jednak ślicznej szarfy na jego szyi – ta podobała mu się aż za bardzo.
_________________

The fortune said,
"Flowers bloom with no regret"

Surround me, body and soul
Pull me into your glow,
make me blush
Unbound me, spin me in gold
As the story unfolds in your touch
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8