Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-05, 01:39   #1
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Nigdy nie przypuszczała, że w swoim ponad tysiącletnim życiu będzie dane jej czuć się tak, jak czuła się właśnie teraz. Wszystko ją bolało, zużyła już cały zapas chusteczek, a i ledwo przy tym dawała radę podnieść się z łóżka. Udało jej się jednak to jakże arcytrudne zadanie, toteż mogła powędrować do kuchni, owinięta własnoręcznie przez nią utkanym kocykiem z cieplutkiej wełny.
Razem za nią do owego pomieszczenia powędrował Berberys, który, od kiedy wykluł się z jaja, towarzyszył jej niemal wszędzie. Był niesamowicie uroczym stworzonkiem, a do tego niezwykle ciekawskim. I całkiem mądrym. Berberys wskoczył na blat i wlazł jej pod rękę, domagając się głaskania. Odruchowo podrapała go po pyszczku, po czym postarała się rozkazać mu, przynieś drewienko, by mogła podłożyć ogień w starej, kaflowej kuchni. Ten jednak przekręcił zabawnie pyszczek, nie potrafiąc jakoś zrozumieć wróżki.
Przeklęta choroba, nawet jej moce przez nią szwankowały.
Doczłapała się do drugiego końca kuchni, wzięła dwa drewienka z odpowiednio przygotowanego stosiku i dołożyła do ognia. Wlała wodę do czajnika i postawiła go na kuchni, wcześniej zdejmując jeden pierścień ze średniego fajeru. Usiadła przy balacie, na którym stało kilka roślinek. Ba, zresztą pokrywały one większość wolnej przestrzeni w jej domu, więc żadna nowość.
Starała się nie myśleć o tym, że głowę zaraz jej rozsadzi. Zamiast tego sięgnęła po Berberysa, którego usadziła sobie na kolanach i zaczęła głaskać. Co, jak co, ale prezent naprawdę się ojcu udał.
Nawet nie wiedziała kiedy, jej głowa opadła, powieki się zamknęły, a ona odpłynęła do Krainy Snów. Obudził ją dopiero dźwięk czajnika. Natychmiast otworzyła oczy i podskoczyła, strasząc przy tym zwierzątku siedzące na niej do tej pory, bo właśnie postanowiło jednak zeskoczyć na ziemię. Rozejrzała się odruchowo po pomieszczeniu.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-05, 07:18   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Chłód przechodzący przez ciało – potem nadchodzi tylko cisza. Dziwna, niepokojąca, nie dająca się w ogóle zrozumieć. Od dnia Karnawału, Król mocno ograniczył kontakty z „poddanymi”. Większość swojego czasu spędzał w towarzystwie przywódcy Gonu. Wróżek nie wiedział, o czym, kiedy i czemu właściwie rozmawiali. Pomimo swego sprytu, nie był w stanie przechytrzyć ojca – ten zresztą nakazał mu odszukać i zająć się siostrą.
Niespecjalnie za sobą przepadali – czasem dokuczali, czasem wspierali, a czasem milczeli jak ozdobne, marmurowe groby. Oinari nie zwykł jednak ignorować starszej wróżki do tego stopnia, by nie chcieć jej czasem odwiedzić. Lubił to robić – wpadać i zaskakiwać ją niespodziewanymi wizytami w zwieńczeniu równie nietypowej twarzy. Dzisiejszego dnia padło na buzię dziecka – 8 – letniego chłopczyka o brązowych włoskach, dużych, czarnych ślepkach, ślicznie wykrojonych ustach i przezabawnych piegach pokrywających oba policzki. Chłopiec miał na sobie jedwabną koszulę z przeplatanym materiałem na szyi i w pasie, a do tego zwykłe spodnie na wzór tutejszej mody. Stopy miał bose – ot latał po jej domu w skarpetkach, bo tak kazał zwyczaj – ściągnąć i zostawić obuwie przed domem.
Skrzydełka mieniły się blaskiem wszystkich kolorów tęczy. Odkąd wróżek nawiązał więź z pewną syrenką, ich bazowa barwa przestała się zmieniać – pozostała srebrna. Nie żeby sam ich właściciel narzekał – był raczej z tego powodu zadowolony, prawie tak mocno, iż z początku w ogóle nie zwrócił uwagi na gotującą się wodę. Dopiero gwizd czajniczka zdołał zwrócić atencję księcia.
Chłopiec swawolnie lewitował kilka centymetrów nad ziemią. Nauczony manier, pozwolił sobie wyjąć i zalać dwie filiżanki, uprzednio wypełnione niewielką ilością sypanej herbaty. Po odstawieniu wróżek odstawił czajnik na miejsce, a same kubeczki przykrył dwoma talerzykami – profilaktycznie dla uzyskania lepszego aromatu.
- Kiedyś widziałem, jak jeden człowiek spalił czajnik. Nie idź w jego ślady okej? – rzekł nieco głośniej Oinari, co by uspokoić nerwowo rozglądającą się wróżkę. Zapach róż zdradzał go, czego zresztą w ogóle nie ukrywał. Chwilę później dobrowolnie wyłonił się zza rogu. Przez chwilę skupił spojrzenie na uroczym stworzeniu – uśmiechnął się. Potem duże oczęta spoczęły na starszej wróżce – wtem zmarszczył lekko brwi.
- Nie wyglądasz najlepiej. Wszystko w porządku? – spytał.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-06, 01:07   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Choroba jakoś niestety nie dawała Devanie szans na skupienie się na owym chłodzie i całym tym dziwnym uczuciu, towarzyszącym wszystkim od karnawału. Uważała to za kolejny objaw demonicznej grypy. Chociaż co nieco słyszała, by uznać ogólnie całą sprawę za podejrzaną. Ogólnie miała nawet plan trochę pomyszkować i przeprowadzić drobne śledztwo. Tylko wyszło na to, że zrobi to później. Na przykład wtedy, gdy gorączka i ból głowy w końcu sobie znikną, przywracając jej możliwość trzeźwego myślenia i łączenia faktów.
Devana z ojcem od karnawału się praktycznie nie widziała, dlatego nie bardzo wiedział, co też z dowódcą Gonu robi. A szkoda. Niestety, musiała wziąć L4, bo i tak w tym stanie mało by się komukolwiek przydała. A myślała, że jak raz uniknęła kuriwiogrypy, to już nigdy okazji mieć nie będzie. No i co? Życie jednak postanowiło ją oszukać.
A i miło ze strony Króla, że się zainteresował córką. Jednak ona sobie jeszcze w miarę radziła! Wypadek z czajnikiem był jednorazowy. Jak na razie.
Niespecjalnie przepadali? Powiedzmy. Tak naprawdę Devana już dawno porzuciła wszelkie negatywne emocje, jeśli chodzi o brata i była raczej bliżej naturalności z przejawami troski od czasu do czasu. Chociaż może ona po prostu inaczej postrzegała takie, a nie inne określenia relacji? Nigdy nie była za dobra w te klocki, więc kto wie? Wszystko chyba było możliwe.
Obudzona przez czajnik jeszcze przez chwilę nie bardzo kontaktowała, co się dzieje. Oj słabo. Gdyby właśnie do jej domu wlazł ktoś, komu kiedyś zaszła za skórę, miałby ją właśnie wystawioną jak na tacy. Ba, nie zdążyłaby pewnie zareagować na próbę pozbawienia jej życia, a to, no cóż... Dobrze by się zapewne nie skończyło.
W końcu odsunęła pędzące, a jednocześnie dziwnie rozlane myśli ze swojej jasnej główki i spojrzała na postać, która to właśnie przechadzała się po jej kuchni. Przyjrzała się jej trochę ze zmrużonymi oczami, powoli kojarząc fakty. Szczególnie ten, że ów gość doskonale wiedział, gdzie trzyma kubki, jak i herbatę, chociaż pierwszy raz go na oczy widziała. Na pierwszy rzut oka oczywiście.
- Oinari - bardziej stwierdziła, niż zapytała. Berberys znów wskoczył na blat i przekręcając główkę, wlepił spojrzenie we wróżkę, której jeszcze nie miał okazji widzieć. Uniósł jedną łapkę, wahając się, czy podejść, czy jednak nie. Co do zapachu, to ten średnio Dziewanna mogła wyczuć. Zatkany nos robił swoje. - Czajnik nie jest takiej najgorszej jakości, nie jedno gotowanie przez godzinę, kiedy to zapomniałam nałożyć gwizdek, przeżył - odparła, szukając odruchowo jakiejś chusteczki. Znalazła jakąś na wpół zużytą pod jednym ze stojącym na blacie goździków.
- Zależy, co rozumiesz przez "w porządku". Sądząc po objawach, to demoniczna grypa postanowiła znów nawiedzić świat. Katar, ból głowy, łamanie w kościach, szwankujące moce - wysmarkała nos. - Przez jakiś czas chyba będę niedysponowana - westchnęła ciężko, zdając sobie w końcu z tego sprawę. Akurat, jak pojawiły się problemy z wyspą. Pięknie.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-06, 20:45   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

O poziomie znajomości między rodzeństwem można by debatować długimi godzinami. Oinari niewiele o tym mówił – praktycznie tyle co nic, jednak w głębi „duszy” czuł, że starsza wróżka do dziś obwiniała go za śmierć matki. Jej los był okrutny, szaleństwo jeszcze gorsze, a jednak spytany, wcale nie chciałby odwrócić biegu wydarzeń. Matczyna opieka niewątpliwie pomogła mu poznać wiele pozytywnych aspektów życia, niestety dodając doń kilka negatywnych. Od dnia kłótni i paradoksalnego pojednania z ojcem, Książę stracił szacunek do rodzicielki. Gniew w nim był wielki, choć upartość i żal jeszcze większe. Wróżek nie potrafił zrozumieć powodów, dla których stara Syrena ukrywała go przed ojcem. Król nie słynął z wylewności, lecz i do tyrana było mu daleko. Po co więc ta cała szopka? I czemu tak okrutnie mordowała inne jego dzieci? Niepokój wciąż rozdzierał serce, ostatnimi czasy nawet mocniej. Czy i XIan byłby zdolny do czegoś takiego, gdyby Książę znalazł się na miejscu Króla? Była to tylko zwykła myśl, wszak o zdradzie syrenki nie było mowy, a jednak… Na ile mocno półwróżka czuła więź z genami matki, a ile z krwią ojca?
Widok stworka siostry nie mógł przejść bez echa – i nie przeszedł. Uśmiech w mig przyozdobił dziecięcą buzię, na której wkrótce pojawiły się również rumieńce. Chcąc zachęcić maskotkę do podejścia, wróżek uniósł parę swych swawolnych wstążek. Mięciutkie końcówki musnęły kilkukrotnie delikatny pyszczek, znacząc go złotymi drobinami. Podobny blask spowił skrzydła – z tęczowych, przybrały jednolity połysk, świadczący o radości i zainteresowaniu stworzeniem. Uwaga wróżki spoczęła na siostrze po dobrych kilku sekundach, wtedy też czarne ślepka dostrzegły worki pod oczami, bladą cerę, lekko wysuszone usta i ten prześmieszny gil cieknący z lewej dziurki siostrzanego noska.
- Za to Twój nos owszem. Skąd wytrzasnęłaś tego hydraulika? – zażartował, by po chwili zbliżyć się do chorej i przysłowiowo zbesztać za wyjście z łóżka.
- Kurwiogrypa hę? Myślałem, że przewiało ją z York na dobre. Mogę tylko zaproponować ciepła herbatkę i rosołek oraz dwie wiadomości. Dobra jest taka, że wyzdrowiejesz – zła, że choroba musi sama przejść i nie ma na nią żadnego leku. – po czym dodał, jak ten sławetny House, który wręcz ubóstwiał urozmaicać nudne, ludzkie życie. Oinari nie sądził, aby jego moc zdołała uleczyć Devanę – wierzył jednak, że jej kojące działanie zdoła nieco zmniejszyć siłę objawów oraz idący za nimi dyskomfort.
- Kiedy to się zaczęło? – spytał zaintrygowany nagłym powrotem dziwnego „syfu”.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-07, 23:10   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Ta dwójka chyba w ogóle miała jakąś przyjętą zasadę, przez którą praktycznie nie rozmawiali o swojej relacji. Tak był lepiej. Szczególnie dla Dev, która nie bardzo widziała sens owej rozmowy. Było, co było. A, że się trochę na przestrzeni lat zmieniło, to inna sprawa. Owszem. Na początku obwiniała Oinariego za śmierć matki. Była wściekła na to, co się stać musiała. A całą tę złość skierowała, na dopiero co odnalezionego brata. Bo w końcu, gdyby go nie odnaleźli, nie znaleźliby też matki. Ba, może matka w ogóle by aż tak bardzo ni oszalała. Może wszystko byłoby inaczej, może udałoby się to rozwiązać jakoś inaczej, może... No właśnie. Lata przemijały, a Dziewanna zaczęła zdawać sobie sprawę, że matka i tak była już szalona przed pojawieniem się brata. I że wszystko to były jedynie czcze życzenia. Dlatego z czasem zaczęła coraz bardziej tolerować Syrenę, jednocześnie zaprzestając snucia planów o wypchnięciu jej kiedyś przez okno z ostatniego piętra wieży. Nawet czasem się o braciszka martwiła!
Na pytania, które zadawał sobie Książę, nie potrafiła odpowiedzieć. Wiele razy zadawała sobie pytanie, czemu musiało się stać tak, a nie inaczej. I chociaż na początku żal podsyłał wiele teorii, to wszystkie jednak były zwykłymi wymówkami, w które wlewała swój żal. Mimo iż była starsza, to tak naprawdę nadal tego nie zrozumiała. Chyba po pewnym czasie się poddała, wiedząc, że nic tym już nie zmieni.
Oj, ona nigdy jakoś się nie zastanawiała, czy była podobna do matki, czy do ojca. Głównie chyba dlatego, że według samej siebie była zupełnie niepodobna do żadnego z rodziców. No, chyba że w wyglądzie, bo mamusia podobno z niej wykapana pod tym względem.
Devana przyglądała się poczynaniom Berberysu i swojego brata, przekrzywiając przy tym głowę. Zwierzątko przybliżyło się, zainteresowane zbliżającymi się wstążkami, które przecież miała także jego Pani. Przybliżyło do nich pyszczek, a kiedy jedna ze wstęg go dotknęła, trochę zaskoczony odsunął się i zamarł. Pokręcił noskiem, po czym spróbował łapką potrącić jedną ze wstążek, przyglądając się, czy spadną kolejne błyszczące cosie.
Driada zachichotała na ten widok, a potem kichnęła. Znów zaczęła szukać chusteczki.
- Mój nos jest na co dzień całkiem w porządku, to ta choroba mnie popsuła - spojrzała ze zmrużonymi oczami, bo jakoś ów przytyk nie bardzo podszedł jej do gustu. - I też myślałam, że owa choroba to już mało radosna przeszłość. Jednak ta-dam! Żywy przykład, że to coś postanowiło wrócić. A wystarczy herbata, jakoś to przeżyje - sięgnęła po swoją filiżankę, z nadzieją, że ów gorący napój już się zaparzył. Upiła mały łyczek, czując, że nadal jest dla niej jeszcze stanowczo za ciepła. Brak leku był naprawdę niepocieszający, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
I niech Oinari tylko spróbuje uprzykrzać Devanie życie na równi z owym doktorem. Wyleci wtedy z tego domu w tempie ekspresowym. Już ona o to zadba.
Następne pytanie zbiło ją lekko z tropu. Chwila, a jaki jest dziś dzień? Naprawdę, nie bardzo wiedziała, ile już się to ciągnie. Musiała więc spróbować w jakiś przybliżony sposób podać datę.
- Niedługo po Nowym Roku, zaraz po moim powrocie z karnawału? Jakoś tak, nie jestem dokładnie pewna kiedy - wzruszyła ramionami i szczelniej owinęła się w koc. Zrobiła podejście numer dwa do herbaty, ale nadal nieprzyjemnie parzyła w język.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-08, 18:57   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Miłość to okrutna kochanka – zdradliwa jak pogoda w górach i kapryśna niczym fale niesione przez morski wiatr. Król nie bez powodu nigdy nie podarował Syrenie więzi – nigdy też o niej nie mówił. Pytany milczał lub zbywał rozmówcę, zazwyczaj tego niemego. Pomimo wielu doradców i dzieci wokół, nikt nie znał pełnej prawdy o jestestwie władcy. Owiany mgłą tajemnicy do dziś stanowił nie lada zagadkę, praktycznie niemożliwą do rozwiązania.
W swym długim życiu wróżek miał wiele partnerek i partnerów – niewielu jednak miłował. Syrena pomimo braku najważniejszego pierwiastka w relacji, zajęła w sercu Króla specjalne miejsce, to, które znajdowało się niemalże przy samym centrum duszy. Władca mimo swej nikłej wylewności, wielokrotnie dziękował bogince za wydanie na świat dwóch pięknych istot – córki i syna. Nie raz i nie dwa proponował jej pozycję u swego boku – ona jednak odmawiała. Targana zazdrością zrodzoną z niepokoju – rok po roku pogrążała się coraz bardziej, aż w końcu nie wytrzymała. Śmierć matki ukochanych dzieci nie była tym, czego Król pomimo plotek i snuć pragnął najbardziej. W tylko sobie znany sposób i on przeżywał tragedię własnej porażki.
Zamknięty w czterech ścianach komnaty milczał niekiedy nawet do kilku godzin otulony czernią żałobnego płaszcza. Dziś modlę się do bóstw, aby żadne z jego dzieci nie zaznało podobnego losu. Szaleństwo wbrew pozorom wcale nie smakowało jak świeżo zerwany owoc z drzewa jabłoni. Było gorzkie i zepsute w środku, zupełnie jak każda z istot nim dotknięta.
Reakcja małego zwierzątka na złocisty pyłek rozbawiła Oinariego. Ukryty w formie chłopca kilkukrotnie ponowił swoją zaczepkę. Z lekko szturchniętej wstążeczki opadło kilka dodatkowych ziarenek. Znalazły się na blacie, na nosku, a nawet łapce malutkiego chowańca. Chłopiec zaśmiał się na ten widok – potem znów, gdy siostra tak zacnie raczyła odbić w jego stronę piłeczkę zaczepnego komentarza.
- No wiesz? Myślałem, że jesteś kapkę wytrzymalsza. Nie rób mi tego… Kto będzie mi dokuczać? Albo krzyczeć, że znowu nie odrobiłem lekcji? Ha! Kto mi je potem sprawdzi?! Patrzysz tylko na siebie… - rzekł z udawanym fochem zwieńczonym skrzyżowaniem dłoni na drobniutkiej piersi – rzekł, ukrywając rozbawienie, które aż prosiło się o wypuszczenie z mocno zaciśniętych ust – rzekł, w ten jakże charakterystyczny dla siebie sposób godny miana prawdziwego błazna! Oddanie się takiemu pod leczenie, nie było najrozsądniejsze. Cieszmy się więc, że wróżek nie przyjął formy domorosłego medyka w białym kitelku.
- No nie będę ukrywał – masz przekichane. Pozostaje Ci tylko czekać, aż grypa sama przejdzie… Zaraz, zaraz… - nagle zmarszczył brwi, usadzając się gdzieś w wygodnym miejscu – dajmy na to, że na krzesełku, sofie lub foteliku zaraz obok siostry. Przyjęta pozycja na tak zwanego myśliciela wskazywała na poważne zamyślenie wróżka.
- Karnawał huh? Myślisz, że miało to jakiś związek z zakończeniem? Słyszałem, że ojciec szykuje jakąś wyprawę. Normalnie oddałbym mieszek szekli za wykopanie Cię na nią, ale teraz nie jestem przekonany…
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-09, 16:06   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Miłość potrafiła uskrzydlać, jak i zrzucić na samo dno rozpaczy. Dość znany jest to fakt, chociaż Dziewnannie zdawało się, że tak naprawdę nigdy owego uczucia nie doświadczyła. Owszem, miała większe, lub mniejsze zauroczenia, ale słysząc co niektóre osoby, które naprawdę odkryły miłość swojego życia, no to cóż. To nigdy nie było to.
Oj, ona coś widziała o tym, jak bardzo Ojciec dbał o swoje sekrety. W młodości nie raz myślała, że jest dość sprytna, by owe tajemnice odkryć, jednak za każdym razem wychodziło na to, że jednak wielu umiejętności jej brakowało do uczynienia tego. A, że Król i z nią nie chciał się niczym podzielić, jeśli chodziło o niego samego, tak do dzisiaj żyła w niewiedzy. Irytujące, ale mało co mogła z tym zrobić.
I oczywiście wiedziała, że ojciec nie chciał śmierci matki. Była tam, widziała go, gdy zapadł wyrok. Nie raz widziała go i podczas żałoby. Zdążyła poznać niektóre cząstki jego duszy. Czy tego chciał, czy nie, miał bardzo ciekawską i całkiem upartą córkę.
Szaleństwo? Różne miało ono odmiany, dotykała różne istoty i z różnych powodów. Było nieprzewidywalne, jak i osoby, które zostały przez nie skażone. Czy Devana bała się go? Raczej w ogóle nad nim nie rozmyślała. Nie czuła, by mogło ją dotknąć, chociaż kto wie? W końcu często w życiu dostajemy coś, czego byśmy się najmniej spodziewali. Zresztą, kto powiedział, że owa wróżka już nie była w jakiś sposób szalona?
Berberys został przez wróżka kupiony, w końcu takie zabawy były takie fajne! Na końcu jego czułka zaczęło świecić delikatne światełko, a samo zwierzątko dostało głupawki, skacząc po blacie, prawie zrzucając przy tym jedną z roślinek. Potem zadowolony wskoczył na kolana swojej Pani, ruszając zabawnie uszkami oraz merdając ogonem. Ta spoglądała na niego, lekko wątpiąc w stan zdrowia psychicznego zwierzątka, jednak zaraz zaczęła je głaskać.
Widocznie to jedna z tych bardziej żywych istotek.
- W takim razie będę musiała cię przeżyć. Nie odbiorę ci tej przyjemności, jaką jest znoszenie moich przytyków, złośliwości i krzyków! Nie po tym, jak tak zacząłeś lamentować - też całkiem ją bawiła te drobne przekomarzanie, ale jej twarzyczka została idealnie obojętna, choć sporą ją to kosztowało. No dobrze, jednak kichnięcie skutecznie przerwało ten kamienny wyraz, bo skrzywiła się po tym nieznacznie. I nie, kitel, a nawet stetoskop by nie pomogły.
- Przekichane mówisz? - znów kichnęła, po czym wysmarkała nos w chusteczkę. - Całkiem trafne określenie. Długo to coś się utrzymuje? - zapytała, mając nadzieję, że odpowiedź ją pocieszy.
Spojrzała na ową pozę myśliciela, którą to Oinari miał okazję wykonywać na drewnianym taborecie i w duchu stwierdziła, że nawet to nie sprawiało, że jej brat wyglądał na mądrzejszego. Chociaż kto wie, może czasem naprawdę zdarzało mu się myśleć?
- Nie wiem, czy chodzi o zakończenie karnawału, czy o coś innego, ale jak już wrócę do zdrowia, to mogę spróbować zdobyć o tym informację - upiła trochę herbaty, która powoli zaczynała mieć odpowiednią temperaturę. A następnie spojrzała ciekawsko na brata, który zarzucił interesującą wiadomością. - Wyprawa? Na wyspę? - oczka jej się zaświeciły, chociaż kto wie, czy to nie przez temperaturę. - I jeszcze byś za to zapłacił? - uśmiechnęła się. - Idę - stwierdziła i zapewne nawet czterdziestostopniowa gorączka jej nie powstrzyma.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-09, 18:24   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Pewnego dnia… Senne marzenie szaleńca. Sam nie wiem, co musiałoby się stać, aby Król zechciał w końcu wyjawić swe tajemnice dzieciom. Może kiedyś? A może nawet dziś. Jedno jest pewne – pomimo milczenia, władca ufał swym potomkom. W taki czy inny sposób opiekował się nimi i strzegł ich przed wieloma nieprzyjemnościami. To, że zabrakło przy tym czułości – heh, nikt nigdy nie był idealny czyż nie? Miejmy nadzieję, że oboje zdołają go zrozumieć i że nie będą żywić urazy. Dzień wyznań i przełamanie barier miał kiedyś nadejść, lecz na pewno nie teraz.
Zwierzątko tj. jego przezabawne zachowanie niewątpliwie wskoczyło na jeden z głównych elementów dzisiejszego spotkania. Jeżeli Oinari pomimo pozycji nadal nie wyglądał na mądrego, to przede wszystkim przez niego! Oczy notorycznie łypały z istoty na ścianę przed nosem – i tak w kółko. To trochę utrudniało procesy myślowe wraz z poprawną interpretacją ujawnionych faktów. Ostatecznie stanęło na głośnym westchnięciu poprzedzonym żywym przeczesaniu bujnej czupryny. Dobrze, że wiek Devany nie ujął jej poczucia humoru. W innym wypadku brat byłby tym wielce niepocieszony!
- A nie wiem. To chyba zależy od osoby. Ja sam chorowałem… Coś około kilku tygodni? Może troszkę mniej. Nie zdziwiłbym się, gdyby choroba uciekła od Ciebie szybciej niż przybyła. Momentami potrafisz być niesamowicie marudna. – rzekł uszczypliwie jak to brat. Najzwyczajniej w świecie nie mógł sobie darować komentarza – na pewno nie przed przejściem do poważniejszego tematu, jakim była rozmowa o wyprawie. Na początek głośne prychnięcie.
- Żartujesz sobie? Jeszcze mnie nie pogrzało, aby wpłacać za Ciebie szekle, no chyba że coś dostanę w zamian… - odparł, zmieniając pozycję z myśliciela na negocjatora o typowo ułożonych łapkach w charakterystyczną piramidkę.
- Mam dziwne wrażenie, że podróż i tamto zakończenie mocno się ze sobą łączą, inaczej czemu ojciec miałby to popierać? O ile dobrze pamiętam, jeszcze kilka dni przed zabawą, ignorował tamtego pirata, a teraz proszę… Tym bardziej mnie to dziwi, bo… No na krótko jeszcze przed TYM wszystkim w pałacu znalazłem wróżkę. Nie była jednak taka jak inne…
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-11, 14:24   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Dzień, w którym Król wyjawi swym pociechom wszelkie tajemnice, które do tego czasu wokół niego się kłębiły, zapewne przyjdzie niespodziewanie, tak, by ani jedna, ani druga pociecha nie były na to gotowe, o już na to widziała. Nawet by się nie zdziwiła, gdyby stało się to, gdy ojciec będzie na łożu śmierci i wyda swoje sekrety tylko dlatego, że nie będzie chciał, by przepadły wraz z nim. I zdawała sobie sprawę, że nie chodziło w tym wszystkim o zaufanie. W końcu sama nie raz dostawała zadnie, które wymagało sporej jego dawki, wiedziała, że prawdopodobnie nikt poza nią nie był wystarczający, by je wykonać. Tym bardziej nie mogła zrozumieć akurat tego postępowania Króla. Jedyna zresztą nie była.
Tak, zwierzątko doskonale wiedziało, jak zaskarbić sobie publiczność, choć robiło to raczej nieświadomie. Dev już zdążyła przyzwyczaić się do tej słodkiej mordki i żywiołowego zachowania, ale jak widać, innych jeszcze niezwykle to absorbowało. Cóż, zapamiętać, w ramach dywersji Berberys zawsze może zauroczyć co bardziej odpowiednie osoby swoim jestestwem, pozwalając w spokoju pracować swojej Pani.
I przepraszam bardzo, Devana twierdziła, że z wiekiem jej humor się wyostrza, a nie zamienia w szarą papkę jak u większości przedstawicieli fioletów, co szczerze mówiąc, było niezwykle smutne. Ale za to, jak wspaniale się ich denerwowało! Oczywiście, jeśli potrafiło się dokonać szybkiej ucieczki, bo jakoś wolała nie zostać zamieniona w żabę, mogła zrobić to sama, pomoc naprawdę była zbędna.
Skrzywiła się na stwierdzenie, że to coś może utrzymywać się nawet do kilku tygodni. Aż jakaś bledsza się zrobiła, chociaż zapewne trudno było to dostrzec przez i tak niezdrowy odcień skóry i czerwone od temperatury policzki.
- Niech lepiej to przejdzie trochę szybciej. I wcale nie jestem marudna - zrobiła obrażoną minę, co przy jej dziecinnie wyglądającej twarzyczce mogło wyglądać dość zabawnie. Naprawdę, nie wiedziała, o czym brat mówił.
Kolejne wywrócenie oczami.
- Coś w zamian? Sama moja obecność powinna ci wystarczyć. Zresztą muszę zapamiętać, że jeśli kiedykolwiek porwą mnie dla okupu, to muszę ich ostrzec, by nie kontaktowali się z tobą. Nie dość, że nie zapłacisz, do jeszcze zamkniesz skarbiec na klucz i urządzisz przyjęcie, świętując moje zniknięcie - stwierdziła, po czym położyła głowę do blatu, który okazywał się całkiem przyjemnie chłodny.
- Cóż, uważam za całkiem rozsądne sprawdzenie wyspy, skoro to zamieszanie przy niej wszystko zapoczątkowało. Trzeba będzie dotrzeć do tego pirata i zobaczyć, czy ma coś wartościowego do powiedzenia... - trochę ciężko było ją zrozumieć, gdy swoje słowa kierowała w blat. - I jak to, nie była taka jak inne? - aż nawet podniosła swoją jasną czuprynę i spojrzała na braciszka. Zainteresował ją, to mało powiedziane.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-11, 19:01   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Przepychankom słownym nie było końca. Fajnie się rozmawiało, żartowało i w ogóle – szkoda, że nadszedł czas na poruszenie poważniejszych tematów. W związku ze zmianą charakteru spotkania, Książę raczył kapkę zmodyfikować swoją osobę. Wkrótce zamiast słodkiego dzieciaczka przed starszą wróżką zasiadła… Druga słodka wróżka o nieco dojrzalszym wyrazie twarzy – młoda o bialutkiej cerze, czarnych oczach i włosach do ramion oraz ślicznie wykrojonych ustach przyozdobionych soczystym karminem. Odziana w zwiewną sukienkę, pozwoliła skrzydłom rozłożyć się na całą rozpiętość i błysnąć fioletowo – srebrnej barwie.
- Można ewentualnie zrobić dla Ciebie wypad do Lodowej Groty. Słyszałam, że tamtejszy kwiat i woda potrafią zdziałać cuda. Nie jestem tylko pewna, czy strażnik zechce się nimi podzielić. – to tak w gwoli szybkiego wyjaśnienia. Pomijając już kwestią żydostwa i przekomarzania – w momencie wyraźnego zagrożenia życia Devan, Oinari zrobiłby wszystko, aby zdobyć dwa magiczne składniki. Głupek, błazen, troll – każda z tych cech bez wątpienia odpowiadała jego jestestwo. Prócz nich? Powiedzmy, że pomimo lat – całkiem zacnych jak na kategorie czarowników – nie miał problemu z okazywaniem emocji. Choć zamknięty na głębsze uczucia, wiedział czym była i jak ważną rolę w życiu każdego stworzenia odgrywała empatia.
- Skąd wiedziałaś, że tak zrobię? Jesteś… wróżką? – no więc to tyle w kwestii żarcików. Teraz na serio wróżka zamierzała przejść do sedna!
- Inna… Jakby żywcem wyjęta z legend o japońskich stworzeniach. Pewnie zaraz buchniesz śmiechem, ale dziewczyna była lisem, serio! Lisem jak z wielu gierek mmo!
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-12, 23:05   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Nie, żeby coś, ale naprawdę, umiejętność kameleona, w szczególności, jeśli o jej brata chodziło, zawsze przyprawiała ją o dreszcze, chociaż ją podziwiała. O ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby ją posiadała? No, co prawda nie posunęłaby się do tego etapu, że praktycznie nikt nie znałby jej prawdziwej twarzy, ale na pewno często by ją wykorzystała. A tak, musiała stosować tradycyjne metody ukrywania swojej tożsamości. Ewentualnie te opierające się na zwierzętach i roślinach.
Zapewne jej mina była całkiem interesująca, gdy zamiast chłopca nagle siedziała przed nią młoda kobieta. Nie, żeby coś, ale dla niej brat był bratem i jakoś nienaturalnie się czuła, gdy jednak na krótką chwilę okazywało się, że jednak ma siostrę. W sukience. Ładniejszą od niej. To było w ogóle fair? Zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała.
- Naprawdę, nie trzeba żadnej wyprawy. Skoro to przechodzi, to muszę poczekać. Szczególnie że nie wiadomo z tego, co mówisz, czy strażnik będzie na tyle miły, że wszyscy wrócą stamtąd cało. Jak będę umierająca, to najwyżej sama tam pójdę - wzruszyła ramionami. Cóż, dobrze wiedzieć, że braciszek się martwi, zresztą w podobnej sytuacji ona też by tak się zachowała, chociaż za często, a i wprost sobie tego nie mówili. Owszem, Dev była społeczną amebą, ale nie aż taką, by pozwolić swoim bliskim cierpieć. Zresztą wiele istotek wiedziało, że nawet potrafiła być całkiem opiekuńcza. Zapytajcie na przykład jej synka.
- Dopiero teraz do tego doszedłeś?! Naprawdę nie grzeszysz inteligencją - podobny szok wystąpił i na jej twarzyczce, ale hej, nie mogła się powstrzymać, by na to nie odpowiedzieć!
Przysunęła głowę bliżej braciszka, gdy ten mówił o wróżce. Hyyyyy? Okej, to rzeczywiście było całkiem interesujące.
- Znaczy, nie bardzo wiem co to mmo, ale jeśli wspomniałeś o japońskich legendach, to chodzi o to, że ma lisie uszy i ogon? - zapytała, przekrzywiając głowę. Interesujące, nie widziała jeszcze takiej wróżki. - Czekaj, myślisz, że to się jakoś łączy z wyspą? - zmarszczyła brwi. Coraz więcej pytań, coraz więcej tajemnic. A oni dalej nie odkryli nawet jednej rzeczy.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-13, 18:58   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Kameleon zdolność dobra – pozwalała na zmianę płci, wyglądu a nawet ubrań! I nagle wiadomo, dlaczego Książę nigdy nie chodził na zakupy. Po co, skoro w jednej chwili z sukienki wskakiwał w garnitur lub strój kąpielowy? Gdyby żydzi to wymyślili, byliby najbogatszą nacją na ziemi… Wróć – i tak przecież są, a skarbem z nikim by się nie podzielili…
- Zachowania strażnika nikt nie jest w stanie przewidzieć, nawet sam Dziki Gon.- odpowiedział, odnosząc się jeszcze do kwestii potwora pilnującego zasobów magicznego zielska wraz z wodą. Kwestię relacji i empatii przemilczał – pomimo przepychanek i docinków, Oinari zdawał sobie sprawę ze stosunku siostry do pewnych spraw. Jej izolacja nie pomagała w zawieraniu znajomości, ale hej! Nic straconego prawda? Szkoda tylko, że jedna z takich prób skończyła się poczęciem. Na litość mateczki Rosji i wszystkich demonów siedzących w Edomie. Czy Devana naprawdę musiała doczekać się dziecka z łowcą? Oinari nic do nich nie miał ale serio? Niech no się tylko dowie. Oby chociaż ojciec był przystojny – inaczej szczerze zwątpi w gust własnej siostry a wtedy biada jej. Biedna będzie przez tydzień słuchała docinków na swój temat…
- Owszem miała – puchate lisie uszy i bodajże pięć? Sam nie wiem, nie zdołałem na liczyć, niemniej bankowo miała kilka ogonów. – rzekł, a w zasadzie rzekła wróżka z lekko zmarszczonymi brwiami. – Mam dziwne wrażenie że tak. Lisica zjawiła się niedługo przed zabawą, co więcej była dziwnie wystraszona i… i czułem od niej fetor siarki. Nie wyglądała jednak na taką, która chciałaby mnie skrzywdzić. Tak bardzo się bała… Pomogłam jej opuścić zamek ciemnej krainy.
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Devana


Devana

1071

Faerie

Nope.

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-02-14, 00:05   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Skarby Żydów to naprawdę piękna fortuna, szkoda by było, gdyby pewien duet czarownicy i wampirzycy poszedł go ukraść. Zawsze jakiś plan, jak już wykorzystają ten dotyczący Stolicy Apostolskiej i jej sekretów. A wtedy te już na pewno też nie będą musiały się martwić o ubrania. Wróćmy jednak do wróżek.
Devana przytaknęła, słysząc o strażniku.
- Dobrze wiedzieć, że moje przypuszczania się sprawdzają i że jak już mnie tam wywieje, to naprawdę będę musiała spodziewać się wszystkiego - jakby samo dotarcie tam było takie łatwe. Chociaż dla wróżki jej rodzaju, to może trasa okaże się całkiem znośna? I tak, siostrzyczka najlepsza w poznawaniu nowych osóbek dobra nie była, dlatego właśnie, gdy już się tak działo, to owe znajomości były bardzo intensywne, a ludzie ci stawali jej się naprawdę bliscy. W bardzo wielu przypadkach do tego stopnia, że otwierała na nich swoje łopoczące w piersi serduszko i czyniła z nich swoich kochanków i kochanki. Albo przynajmniej bliskich przyjaciół, chociaż miała tendencję, że ci pierwsi często stawali się też tymi drugimi.
A, że jedna z owych znajomości zaowocowała czymś więcej niż miłymi wspomnieniami, to inna sprawa. Czy żałowała? Nie, nawet jeśli jej potomek był dzieckiem łowcy, a i przy okazji sam stał się nefilim. Obdarowywała go szczerą, matczyną miłością, nieważne co się działo. Zapewne mało kto obstawiałby, że właśnie tak traktowała soje dziecko, co?
A czy ojciec był przystojny? Cóż, sporo lat minęło (khem, trzydzieści), więc wiele się mógł on zmienić, ale proszę uwierzyć, że za czasów, gdy miał swoją małą przygodę z Dziewanną, był naprawdę niczego sobie, a i potrafił zauroczyć charakterem. Tak, szkoda, że potem wrócił do swojej żoneczki, a następnie walczył z wróżkami na wojnie. Trafił na Devanową czarną listę.
- Fetor siarki? Coś powiązanego z demonami mówisz? - zmarszczyła brwi. Coś większego się działo, nie ma co. - Może należy przeszukać jakieś stare księgi? I oczywiście sprawdzić tego pirata. Nie wiem czemu, ale naprawdę mnie to wszystko niepokoi, ale nie mam siły dziś dłużej na tym myśleć - westchnęła. Gorączka i ból głowy nie ustępowały, a i przez to zdolności umysłowe Dev były raczej ograniczone. Szczerze? Od jakichś dziesięciu minut jedyne co chciała, to pójść wreszcie spać, ale tak ważne informacje nie mogły czekać.
[Profil] [PM]
 
 
Oinari


Quorlinn

750 lat

Faerie

Syrena

Książę


Zastanawiam się - rzekł - czy gwiazdy świecą po to żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją?

Wysłany: 2019-02-14, 19:38   
   Shizhi (na wakacjach)
[Cytuj]

Strażnik nie bez powodu budził niepokój w sercach wielu wróżek. Nikt nie wiedział, jak i dlaczego – ot po prostu, stwór działał pod tylko sobie znane dyktando – wedle niektórych nałożone nań przez starożytny byt zwany przez niektórych Strażnikiem Lasu.
Rozmowa na temat dziecka Devany i Dziadziusia na razie musiała poczekać. Niech się tylko Oinari dowie… Nie żeby przy tym nie wychodził na hipokrytę. W założeniu, że wszystko pójdzie z płatka, to wkrótce sam dorobi się potomstwa. Ciekawe czy ktoś go wtedy ochrzani i zrobi wykład na temat kontaktów płciowych… Oby nie, w końcu ułomny nie był! To, co obecnie sobą reprezentował to zwykły chwyt i niewinny żarcik. W rzeczywistości poziom jego intelektu sięgał nieco wyżej ponad poziom ameby. I nie żeby żałował… Nawet jeśli z początku przyjdzie mu żyć w błogiej nieświadomości, to po wyjściu prawdy stanie się jedną z najszczęśliwszych wróżek na świecie. Kto wie? Możliwe, że wówczas przestanie dopiekać siostrze – chciałaby…
- Na to wychodzi, choć coś mi tutaj ewidentnie nie gra. Lisiczka wyraźnie się czegoś bała. Myślisz, że nie szukałem? Nic o lisach nie ma – bah! Nawet stary bibliotekarz w fortecy Gonu zdawał się patrzyć na mnie jak na kretynkę, gdy o nich wspomniałem. Albo nikt nic serio nie wie, albo prawda jest pilnie strzeżona. – pytania, pytania i zero odpowiedzi. Debata na temat lisów i dziwnej luki w księgozbiorach mogłaby się toczyć godzinami. Oinari wiedział jednak, że choroba nie sprzyjała dyskusji. Zamiast więc nękać siostrę dalszymi teoriami spiskowymi, zamilkł, skupiając się na opiece nad nią. Gdy uznał, że wróżka sama sobie poradzi, pożegnał ją ciepłym uśmiechem oraz aurą. Zapach róż jeszcze na krótko miał lawirować pomiędzy korytarzami jej eleganckiego domostwa.
Ah! I ze zwierzakiem również się pożegnał!


z/t 2x
_________________

Jesteśmy bielą i czernią, światłem i ciemnością, koszmarem, przed którym należy uciekać i pięknym snem, w którym można się schronić przed złem.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9