Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Trzeba przyznać, że ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie. Świat Cieni w końcu mógł odetchnąć z ulgą, kiedy sytuacja zaczęła się normować, a ich największy wróg został finalnie rozgromiony. Nie nastawiała się na to, że będzie lekko, ani tym bardziej, że sytuacja zmieni się diametralnie. Wciąż istniały formalności, które koniecznie musieli załatwić. Starała się pomagać bratu, dopóki starczało jej sił. Zazdrościła nieco Shantae, która już od ponad miesiąca miała względny spokój, a bliźnięta były na świecie. Margaret w ciąży była nieco dłużej, miała całkiem spory staż i właściwie to lada dzień powinna wydać na świat syna.
Ostatnio nic nie układało się po jej myśli, wszystkie sprawy komplikowały się zbytnio, choć teoretycznie powinno być lżej. Z Finlay’em bardzo mało rozmawiali ze sobą, ona skupiała się na kwestiach technicznych i dokumentacji, którą wymagało „szefostwo”, a on na walce z demonami, które siłą rzeczy nadal błąkały się po świecie. Jedyna stała i niezmienna kwestia – demony. Margaret nie myślała już o sobie, jako o walczącym Nefilim, który dosięgnie oręża i stanie do walki równo z innymi. Od miesięcy przygotowywała się do nowej roli – rola matki, była istotna w świecie Nefilim, w końcu wydawały na świat kolejne pokolenia wojowników, a tych brakowało zawsze.
Tego dnia została w domu, ciężko było jej chodzić, brzuch był już naprawdę duży i miała wrażenie, że opadł nawet kilka centymetrów. Zwiastowało to nadejście rozwiązania, a tym szczerze mówiąc by nie pogardziła. Ciąża była męczącym okresem w życiu każdej kobiety. Nikogo nie powinno dziwić, że Marg miała dość. Siedziała w kuchni, mając na sobie rozciągnięte spodnie i dużą bluzę. Była zima, to dość naturalne, że trzeba było pilnować swojej temperatury ciała, szczególnie jak było się w stanie błogosławionym. Dzwonek do drzwi wybił ją z rytmu, a chwilę później była już w kuchni z Jamesem. Oparła się o blat. Nie spodziewała się wizyty młodszego brata.
- Wszystko w porządku? – spytała od razu. – Napijesz się czegoś? – odwróciła się, aby zaparzyć wodę na herbatę.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

James Dominic Whitelight

25


185 cm


Now and again we try To just stay alive Maybe we'll turn it all around 'Cause it's not too late







[Cytuj]
Multikonta: Kenrick, Hook
Ciężkie? Niech tylko poczeka aż zjawi się mały Alex. Maluch na pewno da jej popalić, choć właściwie to oboje z Jamesem nie mieli czasu na chwilę wytchnienia pomimo rozprawienia się z Leytonem. Ona nadal męczyła się z brzuchem i kiepskim samopoczuciem, za to Whitelight dalej miał swoje obowiązki, których dodatkowo jeszcze zaczęło przybywać. Tak, jak dobrze pójdzie najbliższy czas na relaks znajdzie po ukończeniu przez bliźniaki osiemnastego roku życia. Sami widzicie, że jeszcze nie było sensu planować tych wakacji.
Co do siostry, oczywiście robił wszystko by z jej pomocy korzystać jak najmniej. Trochę to trwało, ale w końcu znalazł następce. Niekoniecznie równie godnego i zaufanego, jednak będzie musiał wystarczyć na jakiś czas. Tak czy siak pani Nightwind miała kategoryczny zakaz pojawiania się w Instytucie w celach innych niż odwiedzenie krewnych, i to wystosowany przez samego Dyrektora. Rebeką też się zajął i choć czasem kusiło go, żeby do Rudej zatelefonować z pytaniem czy dwoma, trzymał się swojego postanowienia by dać jej święty spokój.
Nefilim wiedział, że dziś czekał kobietę samotny wieczór. Niestety, był zmuszony odprawić Finlaya ze specjalną misją do Alicante, gdyż jemu jedynemu na tyle ufał. Wysłanie dziadka Joe do Clave byłoby zbyt ryzykowne. Właśnie dlatego James zjawił się w domu siostry osobiście, by dotrzymać jej towarzystwa. Przez ostatnie tygodnie był bardzo zajęty, więc pewnie mieli nieco do nadrobienia.
- Dotrzeć do was na tym końcu świata to niezły wyczyn - przywitał krewniaczkę, a stan jego ubłoconych butów mógł służyć jako żywy dowód. Na szczęście ściągnął je jeszcze w progu, to samo z kurtką - Poza tym, że nie przespałem całej nocy od miesiąca tak, idealnie - stwierdził, wchodząc do kuchni z uśmiechem na ustach. Wykorzystał też okazję, by zlustrować rudzielca od stóp do czubka głowy - Jeszcze parę dni i brzuch opadnie Ci do kolan. Usiądź, ja przygotuję herbatę - naprawdę śmiała sądzić, że da się od tak obsłużyć ciężarnej a sam będzie płaszczyć tyłek? - Lepiej Ty powiedz jak się czujesz. Z Fina da się wyciągnąć góra dwa zdania jak ma lepszy dzień.

I go all in, in love and life
But I can't take another sudden goodbye

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
James nie musiał się tak przejmować, Margaret naprawdę dawała sobie radę. Ciąża tak bardzo nie odbiła się na jej zdrowiu, jak znamię Leytona, które na szczęści już zniknęło. Niestety, podupadła, czuła się słabiej, gdyby mogła to zatraciłaby się całkowicie w tym wszystkim. Nie miała na nic sił, a praca w Instytucie jedynie motywowała ją do działania. Zakazy Jamesa były… no, były, owszem, ale Margaret raczej niewiele sobie z nich robiła. Już pomijając fakt, że był Dyrektorem, był też jej bratem, a ona nie mogła zostawić go z tym samego. Tak, nie mogła tego zrobić. Chciała mu wynagrodzić wszystkie lata, w których zostali zmuszeni do oddzielnego życia, bez możliwości kontaktu, wychowani w przeświadczeniu o wzajemnej nienawiść. Nie chciała do tego wracać i chciała, aby James wiedział, że jest obok niego bez względu na wszystko. Pracowała mniej, w większości mobilnie, ale nadal działała, bez jego wiedzy.
Finlay musiał wyjechać na parę dni do Alicante, nie miała z tym żadnego problemu. Patrząc na stan brzucha nie sądziła też, żeby Alexander doszedł do wniosku, że zacznie wychodzić na świat akurat wtedy, kiedy jego ojciec będzie daleko od domu. A nawet jeśli by tak było, James na pewno w kilka chwil sprowadziłby jej męża do domu, do niej. Wystarczyła ognista wiadomość do Alicante, a oni otworzyliby portal do Instytutu.
- Niezły wyczyn, ale docenisz, kiedy będziesz z Shantae przyjeżdżać do nas na grilla latem. – odparła z uśmiechem. Dom był piękny, trochę duży, biorąc pod uwagę wielkość pokoi w Instytucie. Z drugiej strony, jakby miała porównywać go do rezydencji w Idrisie, był malutkim mieszkaniem. Finlay naprawdę włożył w to miejsce dużo serca i dał z siebie wszystko, aby to miejsce było dla nich najpiękniejszym domem.
- Tak jest przy dzieciach… – uśmiechnęła się, puszczając go bliżej blatów, a sama usiadła na krześle, co też było niemałym wyczynem, tak szczerze mówiąc. – Dobrze… – odchrząknęła. – Czuję się dobrze. Nie wiem co się dzieje z Finlay’em, ostatnio ma chyba zły czas… Nie rozmawiamy za wiele. – dodała. Fin przychodził zmęczony z pracy, ona większość dnia przesypiała, mało rozmawiali, mało mieli dla siebie czasu. – Może kiedy Alexander przyjdzie na świat, skupi się bardziej na dziecku niż… na wszystkim innym. – cicho westchnęła, uśmiechając się lekko. Chciałaby, aby było jak dawniej. Wolała mówić o tym, niże o fakcie, że coś jednak jest z nią nie tak i czuła to w kościach.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

James Dominic Whitelight

25


185 cm


Now and again we try To just stay alive Maybe we'll turn it all around 'Cause it's not too late







[Cytuj]
Multikonta: Kenrick, Hook
To nie był odpowiedni czas na myślenie o obowiązkach czy wynagradzanie Jamesowi czegokolwiek. Margaret powinna skupić się przede wszystkim na sobie oraz dziecku. Trochę to dziwne, żeby młodszy brat musiał to jej tłumaczyć, ale taki już Ruda miała charakter. Nie zamierzała odpuszczać do samego końca. Dziwne. Prawie Whitelighta nabrała z tą całą gadką o zwolnieniu jej i Shantae ze służby. Tak naprawdę nadal znajdowała sposoby by ułatwić mu pracę w ten czy inny sposób i pomimo zakazów, James nie mógł zrobić więcej by ją powstrzymać.
I to prawda. Miał portal w pogotowiu oraz pozostawał z Finem w stałym kontakcie w razie gdyby jego siostrzeniec postanowił przyjść na świat pod nieobecność ojca. Cóż, jego kuzynostwu prawie się to udało, ale James zdołał dotrzeć do Instytutu na czas, prosto z pola walki. Już on dopilnuje, żeby i Blondie nie ominęło to wiekopomne wydarzenie. Pewnie miałby mu za złe, gdyby z powodu politycznej misji przegapił narodziny swojego pierworodnego.
- Oby tylko boczek i kiełbaski nie przyciągnęły wygłodniałych wilkołaków - Nocny Łowca odwzajemnił uśmiech siostry, żartując sobie nieco kosztem Kierana oraz jego watahy. Właściwie był spokojniejszy wiedząc, że pozostają oni w sąsiedztwie. Sfora skutecznie odstraszała nie tylko Wampiry ale i pewnie część innych Podziemnych, którzy niekoniecznie byli tu mile widziani.
Tymczasem z pomocą Marg udało się zaparzyć dwa identyczne kubki gorącej herbaty, które zaraz wylądowały na stole. Whitelight też zajął przy nim miejsce, przyjmując słowa siostry. Właściwie to słyszał już coś podobnego. Trochę pocieszające, że ciąża rozwalała nie tylko jego związek.
- Niestety, w kwestii Finleya niewiele mogę pomóc. Ty jedyna ogarniasz zasady na jakich działa. Jak chcesz z nim pogadać, wyślę go na przymusowy urlop jak tylko wróci z Alicante - tylko tyle mógł jej zaoferować, choć wątpił, żeby zagonienie Nightwinda w kozi róg miało rozwiązać problem, jeśli takowy faktycznie zaistniał. Czort jeden wie co Blondiemu chodziło po głowie.

I go all in, in love and life
But I can't take another sudden goodbye

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Oczywistą kwestią było to, że ani Shantae, ani Margaret nie dadzą się tak po prostu zwolnić ze służby i puścić w niepamięć całej swojej historii jako Nefilim. To było chwilowe rozwiązanie, które miało na celu ochronę życia poczętego w ich łonach! W końcu dzieci to ich przyszłość, nie tylko przedłużą nazwisko, ale również będą wyśmienitymi Nocnymi Łowcami. Margaret może i już nie była Whitelight, bo po ślubie zmieniła nazwisko, ale jej brat postarał się o kolejne dwie osoby, a nawet trzy (jakby nie patrzeć Shantae została panią Whitelight), które z dumą nosiły ich rodową nazwę. Trzeba było po prostu popatrzeć na to trzeźwo.
- Oh, nie sądzę, aby wilkołaki zapuściły się na nasz teren. – odparła ze śmiechem. Już to widziała, rozpalają grilla, zapach niesie się po okolicy i wataha Kierana zbiega się na darmową wyżerkę. Trzeba było przyznać panu Vaughanowi, że zasobami ludzkimi jakimi dysponował, zarządzał całkiem dobrze. Wszystkie te osoby były specyficzne, a jednocześnie wyjątkowe, ale James wiedział o tym doskonale.
- Nie chcę go do niczego zmuszać, James. – mruknęła, siląc się na uśmiech. Przymuszanie do rozmowy też nie było odpowiednim rozwiązaniem. Finlay miał po prostu dużo na głowie, starał się walczyć jak najlepiej, dumnie reprezentować swoje nazwisko. Wściekała się, bo wiedziała, że ostatnimi czasy zdarzyło się, że pewne osoby wypomniały mu, iż to właśnie on jest winien śmierci Sherisse. Nie mógł nic zrobić… Najwyraźniej i ona i jej mąż mieli pecha do swoich parabatai, ta Margaret też zniknęła, ponownie.
- Jak dzieci? – spytała, sprytnie zmieniając temat. Widziała, że jej brat bardzo kochał swoje małe dzieciaki i mógłby o nich mówić długo, w nieskończoność wręcz. Był wspaniałym ojcem, tego jednego była pewna. Nie mogłaby sądzić inaczej, poświęcił dla nich dosłownie wszystko, dając dom i miłość, jakiej oni nie mieli za dziecka.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light

James Dominic Whitelight

25


185 cm


Now and again we try To just stay alive Maybe we'll turn it all around 'Cause it's not too late







[Cytuj]
Multikonta: Kenrick, Hook
Puścić w niepamięć całą historię? To trochę przesada. Chodziło o zwykły macierzyński, taki jaki funkcjonował w Przyziemnym świecie. Na szczęście obie Panie w pewnym momencie zrozumiały, że służba Nocnego Łowcy nie jest najodpowiedniejsza dla przyszłych matek i na prośbę Rudej razem przeszły w chwilowy stan spoczynku. James nawet się nie łudził, że zdoła małżonkę odciągnąć od zabijania demonów na dłużej niż to będzie konieczne. A jeśli o niego samego chodzi, to fakt, przedłużanie rodu szło mu całkiem nieźle. Może i stracili jednego Whitelighta, ale zyskali troje kolejnych. Jeśli aniołowie dadzą, liczba ta na przestrzeni lat jeszcze się powiększy. Blondas nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, choć chwilowo niemowlaków miał pod dostatkiem.
- To tylko sugestia. Drobna braterska pomoc - nawet podniósł ręce w obronnym geście. Nie chciał niczego złego. Zwyczajnie Margaret nie była jedyną osobą w Instytucie, której należał się urlop. Finlay na swój zapracował już w zeszłym roku, aczkolwiek nie zanosiło się by planował zwolnić tempo i odpocząć. Może trzeba mu w tym było odrobinę pomóc? Tak szwagiersko?
- Claire ostatnio pierwszy raz uśmiechnęła się przez sen, Shan wysłała mi zdjęcie - Margaret z tą zmianą tematu nie musiała się nawet starać, wystarczyło drobne wspomnienie o bliźniakach by z Jamesa wyskoczył dumny tatuś. Telefon wyczarował jakby z powietrza (ah ta nefilimska zwinność), zaraz zasypując siostrę dziesiątkami uroczych fotek - Tutaj Theo ulało się na bluzkę Rebeki, a tu dziadek Joe z maluchami na spacerze..

I go all in, in love and life
But I can't take another sudden goodbye

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Nie sądziła, aby Finlay dał się namówić Jamesowi na cokolwiek. Jej mąż miał trudny charakter, starał się zrobić wszystko sam. Zbyt wiele razy zawiódł się, zbyt wiele razy został zostawiony sam sobie. Jego rodzina go odrzucała, niektórzy nawet obwiniali go o śmierć Sherisse. Nie był niczemu winny, a nosił na swoich barkach zbyt wiele. Nie powinni zwalać tego na niego, to ona postąpiła pochopnie wracając sama nocą do domu. Finlay był jej parabatai, a nie strażnikiem. Niestety, jego rodzina miała problem z nim, a z samą Rudą to już w ogóle. Przykry komentarz, który usłyszała od teściów na ślubie pozostanie jej tajemnicą. Nie chciała martwić ani męża, ani nikogo innego. Nie przejmowała się nimi, bo była z Finlay’em szczęśliwa, a on dawał jej to samo szczęście. Może i nie zawsze było kolorowo, ale mieli siebie.
- Widzę, że Shantae stara się, abyś nie przegapił żadnego momentu. – uśmiechnął się na widok małej Claire. Obserwowała każde zdjęcie, które jej prezentował, a trzeba przyznać, że jego kolekcja była całkiem pokaźna. James był szczęśliwy, widać to na pierwszy rzut oka. Niesamowicie przyjemne uczucie, widząc go tak wesołego i zadowolonego z wszystkiego. Los wynagradzał mu te wszystkie koszmarne lata, które przeżył w dzieciństwie. To dobrze, że odnalazł własne szczęście. Pogładziła go lekko po ramieniu.
- Jesteś wspaniałym ojcem. Zasługujesz na wszystko co najlepsze, bo za dziecka sami tego nie mieliśmy. Twoje dzieci będą na pewno szczęśliwe, wystarczy spojrzeć na te małe uśmiechnięte buzie… – szepnęła, również sama się uśmiechając. Był dumny ze swoich pociech, były wspaniałe i dla niego najważniejsze. Każde dziecko powinno mieć takiego rodzica, jakim był on. Oni niestety tego nie mieli, za to teraz sami mogli zostać przykładnymi rodzicami.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo