Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Mostek
Autor Wiadomość
Shadowhunter
Administrator


Shadowhunter

666 lat

Czarownik

Śmierć

Adminowanie


All paths lead to death.

Wysłany: 2017-10-22, 18:05   Mostek [Cytuj]

Mostek
Alicante jest podzielone rzeką, a od niej odchodzą kanały, które przecinają miasto niczym te weneckie. Wygląda to niezwykle pięknie, a nad kanałami znajdują się liczne mostki i mosty, wszystkie ukwiecone, brukowane i wykonane z ogromną dokładnością. Ułatwia to swobodne przemieszczanie się pomiędzy oddzielonymi przez wodę częściami miasta.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2018-10-06, 19:24    [Cytuj]

Informacja

Ta lokacja została udostępniona dla zwiedzających – osób, które postanowiły przyjąć zaproszenie od Rady Clave do stolicy w ramach poprawy stosunków pomiędzy rasami Podziemnych a Nefilim.

Surowo zabroniono wnoszenia jakiejkolwiek broni bądź innych przedmiotów mogących zagrozić bezpieczeństwu mieszkańców.

W przypadku chęci ingerencji MG należy zgłosić się w odpowiednim do tego temacie. Wówczas Mistrz Gry wejdzie do sesji graczy.

Zamów MG
MG zastrzega sobie prawo do wzięcia pod swe skrzydła tylko i wyłącznie tyle sesji, ile będzie w stanie uciągnąć.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-10-11, 20:54   
   Fao
[Cytuj]

Alicante otworzyło swe podwoje kusząc podziemnych zwiedzaniem i "poprawianiem stosunków pomiędzy Podziemnymi, a Nefilim". To drugie niezbyt ją przekonywało, jednak możliwość w miarę swobodnego zwiedzania miasta szkła zdecydowanie przeważyła szalę trafiając idealnie w ciekawość djinna i sprawiając, że obcasy brązowych, skórzanych butów sięgających prawie że kolan kobiety odbijały się właśnie o bruk stolicy Nefilim. Spodnie nie zwracały na siebie większej uwagi, wykonane z miękkiej, ciemnej skóry, nieograniczające swobody ruchów, co było akurat w tej chwili najważniejsze dla Nimat. Uwięziona przez tyle lat w lampie teraz odbijała sobie wszelkie niewygody mając w nosie dresscode, który zapewne jakiś tutaj panował i ubierając się jak jej było wygodniej. Przód luźnej koszuli z głębokim dekoltem zawiązywanym na sznureczek przy samej górze, został wciśnięty w spodnie, zaś z tyłu można było dopatrzeć się strategicznych rozcięć na kolorowe skrzydła, które posiadała. Irytujące ją rękawy podwinęła do łokci. Broń musiała zostawić na wejściu do miasta, jednak nie przejmowała się tym. W razie problemów zawsze mogła użyć magii i odlecieć w bezpieczniejsze miejsce.
Samo Alicante ją zachwycało. Nie dość, że było piękne, to jeszcze wszechobecne kanały i woda wprawiały ją w dobry nastrój i gdyby mogła to pewnie zostałaby tu dłużej niż tylko na czas, który obejmowało zaproszenie od Clave. Wchodząc na kolejny pełen uroku mostek postanowiła zatrzymać się na trochę dłużej. Zdążył już zapaść zmierz, ulice zostały zapewne oświetlone przez lampy. Nimat podeszła do szerokiej, betonowej barierki nie pozwalającej od tak wpaść do wody i podfrunęła w górę, żeby móc swobodnie usiąść na niej, spuszczając nogi ku leniwie płynącej wodzie. dłonie oparła za sobą i wlepiła trochę nieobecne spojrzenie w taflę wody rozświetloną przez pobliskie latarnie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Johnny Faust


Johnny Faust

25/267 lat

Wampir

My heart is broken

Wokalista The Relentless


I am relentless, I choose life. My spirit won't be lost in darkness tonight.

Wysłany: 2018-10-28, 02:39    [Cytuj]

Ciepły sweterek!

W życiu Johnny'ego ostatnimi czasy było absolutnie burzliwie, a on powoli nie nadążał za kolejnymi doznawanymi ekscesami. Począwszy od dokumentnego rozpadu stosunkowo krótko trwającego związku, aż po głębokie wyznanie kumpla, którego od dawna nie widział. Wyczuwał od jakiegoś czasu, że lada moment zerwie z Jace'm. Ewidentnie przestało się im układać i musiał podjąć słuszną decyzję. Szczerze? Nie czuł z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie - niesamowicie mu ulżyło, gdyż tylko się z nim męczył. Nieistotne jest też to, iż Kennedy był jego stwórcą, w efekcie czego silnie się doń przywiązał. Nijak go nie spełniał, właściwie się na nim zawodził... podczas seksu praktycznie od razu dopadało go zmęczenie, gdy on zaczynał dopiero co się rozkręcać. Zupełnie tego nie pojmował; przecież skoro tak jak on jest wampirem, do tego starszym, powinien mieć zdecydowanie więcej sił na rozmaite igraszki. A tu taki wielki zawód! Za każdym razem, ilekroć chciał zaszaleć bardziej i pójść na całość, nie zdążył osiągnąć niebotycznej euforii i zostać w pełni usatysfakcjonowanym, bo ten padał na ryj po paru minutach ostrzejszych zagrań. Natychmiast powstawało w nim wówczas uczucie totalnego zażenowania, aż strzelał typowego facepalma. Innej reakcji, ani komentarza zasadzić się nie dało! Żałosność mężczyzny zbyt dosadnie dawała mu się we znaki - miał tego wszystkiego serdecznie dość. Nie wytrzymałby z nim po prostu ani chwili dłużej. Ostatecznie doszło między nimi do poważnej rozmowy, która była już wprost nieunikniona. Rozstali się w pokoju, acz oznaczało to też stratę basisty w zespole i szukanie kogoś nowego na jego miejsce. Cóż, tak będzie lepiej dla wszystkich. Trudno się mówi, ktoś koniec końców zapełni dziurę w członkach The Relentless. Johnny w to skrupulatnie wierzył. Nie miał wyjścia, musiał tak postąpić. Liczyło się jego osobiste dobro, a w jego obecności nie czułby się tak cudownie jak dawniej. Z tego względu poprosił Jace'a o spakowanie swoich rzeczy i wyniesienie się jak najdalej od niego. Na szczęście nie miał o cokolwiek wątów i nie próbował odebrać mu posiadłości, którą wokalista TR przejął całkowicie dla siebie. Po tym wszystkim przestał go kompletnie obchodzić jego los - wolał, żeby każdy poszedł własną drogą i tyle w temacie. O przyjaźni również można w tym przypadku było zapomnieć, niestety. Pozostałby pewien niesmak i raczej żadne z nich nie byłoby w stanie nie odczuwać chociażby grama niezręczności wynikającej z tego, co ich swego czasu silnego łączyło. Faust w zasadzie doszedł do wniosku, że tak naprawdę nic do niego głębszego nie czuł, ponieważ został poddany manipulacji... na tyle doskonale rozegranej, by tak mu zawrócić we łbie, by myślał, że jest jego drugą połówką. W istocie była to iluzja, jakieś urojenie, a jednocześnie możliwa chęć bycia kochanym, skąd wynikła jego naiwność i łatwowierność. Poza tym nigdy faceci go nie kręcili... wolał bezsprzecznie kobiety. Widocznie tak duże pranie mózgu mu zaserwował! Z drugiej strony jakieś dziwne uczucie zaczynało w nim kiełkować i w istocie nie jest taki obojętny na przedstawicieli tej samej płci... Był jeszcze Elvan. Wcześniej jakoś nie myślał o nim w tych konkretnych kategoriach, bo wtedy nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby być z jakimkolwiek facetem. Jakoś sobie tego nie wyobrażał. Dopiero pod koniec tamtego roku zdał sobie sprawę z różnych rzeczy odnośnie Kennedy'ego, mimo że powstały sztucznie. Można tak powiedzieć. Inaczej przedstawiało to się z Wróżkiem... Sam nie potrafił tego jednoznacznie sprecyzować, ale przy nim czuł się nieporównywalnie lepiej, wywoływał na jego twarzy szczery, prawdziwy uśmiech. Dotarło do niego, że... te skrywane uczucia były tam zgromadzone dla niego, nie dla Jace'a jak początkowo mu się zdawało. Doznał szoku po usłyszeniu tej prawdy, na którą Elvan się zdobył i mu ją wreszcie wyjawił. To było coś, co poprawiło mu tamtego dnia humor i niezależnie od marnej sytuacji, w jakiej się znajdywał... wzruszyło go to i niesamowicie ucieszyło.
Nieźle, co nie? Nic dziwnego, że w głowie Johnny'ego powstał jeden, wielki mętlik, nad chaosem którego obecnie za cholery zapanować nie mógł. Potrzebował się wyluzować, bezapelacyjnie. Odciąć w jakimś oddalonym od społeczeństwa miejscu i tam chwilę pobyć w samotności. Naturalnie i on usłyszał o Alicante. Postanowił się tam wybrać, nic nie stało na przeszkodzie. Zresztą sam był pokojowo nastawiony do świata, a to podobno zostało otwarte dla poprawy stosunków między rasami. Nie dało się zaprzeczyć, iż kusiło, a nóż może w końcu skończy się ta cała farsa? Faust chciałby w to wierzyć, lecz sam nie był pewien, czy jest to generalnie możliwe; równie dobrze mógł być to kolejny pic na wodę. Najwyżej skończy się to na samym podziwianiu pięknych widoków - to było równie zachęcające! Niewiele myśląc założył na siebie przyzwoite ciuchy, takie też pasujące do obecnych warunków pogodowych. Teoretycznie jemu to potrzebne nie było, od przemiany nigdy więcej nie było mu zimno. Jednak sprawiać pozory jakieś trzeba. Ciemnowłosy zapewne postawił na wygodę jeśli chodzi o obuwie. Wcisnął na swe stopy czarne adidasy, pasujące do reszty stroju. Zwierzaki pewnie zostawił pod opieką, a sam gdy skończył wszelkie przygotowania, a na zewnątrz zapanował mrok, ruszył prosto do obranego sobie na dzisiaj celu. Podróż długo mu nie zajęła. Podczas swej wędrówki, nagle ujrzał pewien mostek, który był oddalony jakieś parę metrów od niego. Na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby nie było tu ani żywej duszy. Dla niego wręcz idealnie! Johnny bronią się nie przejmował, gdyż nie nosił żadnej przy sobie; nie odczuwał takiej potrzeby. Mógł więc dalej zmierzać śmiałym krokiem przed siebie. Czuł, że to tutaj właśnie będzie w stanie się wyciszyć i poukładać nadmiar myśli, które wciąż kotłowały się w jego umyśle. Był tak rozkojarzony, że nie od razu zarejestrował czyjąś obecność. Dopiero po zbliżeniu się do kamiennego łącznika, dostrzegł sylwetkę jakiejś kobiety. Siedziała na barierce i wlepiała wzrok w taflę wody.
- Och... mam nadzieję, że ci nie przeszkodziłem? Można...? - zagadał tym swoim mrukliwym głosem, trochę jakby specjalnie urywając ostatnie zdanie. Łatwo można było się domyślić, w jaki sposób zamierzał je zakończyć. Przerwał tym samym wszechogarniającą ciszę. W razie co sobie pójdzie, gdyby nieznajoma wolała zostać sama. Uszanuje to. Schylił się nieznacznie i oparł ręce o poręcz zgięte w łokciach i przewiesił nadgarstki za nią, by dłonie lekko zwisały w dół po drugiej stronie. Za cholery nie był świadom tego, z kim ma właśnie do czynienia... niebawem się o tym przekona i ciekawe, co wtedy. A on przybył tu ochłonąć... prawdopodobnie nici z tego. Bywa!
_________________

Johnny Faust

We are spirits looking for the light, we're relentless til the day we die, we are spirits looking for the light. WE'RE RELENTLESS.


[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-10-28, 22:04   
   Fao
[Cytuj]

Ciche odgłosy leniwie płynącej wody i sam jej widok wprawiały ją w spokojny nastrój. Naprawdę lubiła wodę, to chyba jedna z niewielu cech, które mogły nawiązywać do tego, jaką wróżką była jej matka. Nigdy jej nie poznała, czasem tylko udawało jej się wyciągnąć od ojca jakieś historie o niej. Gdzieś nawet znalazł się jej portret, który skrzętnie schowała i tylko raz na jakiś czas na niego zerkała. Nawet były podobne. Pomijając oczywiście ciemniejszą karnację Nimat, można było dostrzec podobieństwo między nimi. O ile oczywiście portret nie przekłamywał wyglądu wróżki, a tego nie mogła już być pewna.
Z zamyślenia i wspominek z dawnych czasów wyrwał ją głos, którego spodziewała się już w życiu nie usłyszeć. Zamrugała zdumiona przez chwilę wątpiąc, żeby na prawdę słyszała głos Johnnego i stwierdzając, że musiało jej się coś ubzdurać, że przy okazji wspominek coś wytargała nieświadomie z pamięci i po prostu jej się wydaje, ale kiedy rozejrzała się, tak żeby się po prostu upewnić, dostrzegła właśnie jego.
– Johnny? Ty żyjesz? – Wyrwały jej się mimo woli ciche i wypełnione zarówno zdumieniem jak i niedowierzaniem pytania. Była pewna, że kiedy spotykała się z Johnnym, mężczyzna był przyziemnym. Widząc go teraz na ulicach Alicante, musiała przyjąć nagle do wiadomości, że osoba, którą z żalem uznała za od dawna martwą, wcale taka nie była. Tylko pytanie, jakim cudem? Bo w półwróżkę nie zdążyła go niestety zamienić. Oczywiście, cieszyła się, że dalej żyje, jednak miała w głowie kompletny mętlik.
– Oczywiście, że nie przeszkadzasz. – Dodała po chwili reflektując się, że nie odpowiedziała w sumie na jego pytanie tylko zadała własne, oraz że w tej postaci Johnny nigdy w życiu jej nie widział. A nawet jeśli widział, to nie wiedział, kim dla niego tak naprawdę była. Dlatego też odwróciła się przerzucając nogi z powrotem przez barierkę i trochę niepewnie stając koło niego na mostku, jednocześnie płynnie zmieniając wygląd na ten, z którym powinien ją kojarzyć. Złociste pukle opadły jej do bioder, twarz lekko zmieniła rysy, a skóra zmieniła kolor na sporo jaśniejszy. Wzrost zachowała, mimo że oryginalnie była wtedy odrobinę wyższa. Figurę również zostawiła w spokoju, nie bardzo mając w tej kwestii wybór, skoro miała na sobie ubrania dopasowane do jej naturalnego wyglądu. No i skrzydła dalej były na miejscu, nie ukryła ich, skoro bez słów tłumaczyły, do jakiej rasy należy. Była trochę skrępowana, nie wiedziała kompletnie jak się zachowywać. Nie była pewna, czy Johnny w ogóle ją pamięta, czy w ogóle chce ją widzieć, czy może jednak ma jej za złe to, co stało się wtedy w lesie? Nie bardzo wiedziała, od czego w ogóle zacząć i czy Johnny w ogóle chce jakiekolwiek wyjaśnienia tego, co wydarzyło się ten kawał czasu temu, kiedy jeszcze był przyziemnym. Z resztą sama nie znała pełnej historii tego, co tam się wydarzyło. Nie wiedziała, co stało się z Johnnym po tym, jak został pobity. Kiedy ktoś go wciągnął w świat cieni? I jakim podziemnym był? Wampir? Czarownik, który dopiero później odkrył kim jest i miał jakieś dobrze ukryte znamię? A może ktoś go jednak przemienił w półwróżka? W głowie kłębiła jej się masa pytań i możliwości, z czego wszystko było prawdopodobne.
– Dobrze Cię widzieć żywego... – Dalej mówiła cicho, jakby bała się, że kiedy powie coś głośniej mężczyzna nagle zniknie. Uśmiechnęła się do niego lekko, stojąc przed nim z niepewnością w sercu, co do tego, jak zareaguje na jej nagłą zmianę.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Johnny Faust


Johnny Faust

25/267 lat

Wampir

My heart is broken

Wokalista The Relentless


I am relentless, I choose life. My spirit won't be lost in darkness tonight.

Wysłany: 2018-12-04, 05:02    [Cytuj]

Jak widać mają niezwykle podobną przeszłość, choć w przypadku Johnny'ego on z kolei niespecjalnie pamięta ojca, ponieważ z niejasnych dlań powodów odszedł on od rodziny jak był jeszcze mały i do nich nie wrócił. Do matki zaś był mocno przywiązany, ale niestety... w wieku piętnastu lat ją stracił przez jakiegoś durnego włamywacza. Dokonał na nim rzecz jasna zemsty w późniejszym czasie i odnalazł dzięki temu spokój; ów czyn dodał mu sporej ulgi. Jednak nic mu po niej nie zostało... Posiada tylko pamiątkę w postaci naszyjnika po swych przyszywanych rodzicach, z którym nigdy się nie rozstaje. To oni go odnaleźli i przygarnęli na kilka lat, a on się do nich przywiązał. W pewnym momencie ich opuścił i ruszył w drogę. To był ostatni raz, jak ich widział.
Woda i na niego ma korzystny wpływ. Odkąd pamięta lubi pływać i ogółem przebywać w miejscach, gdzie się znajdują jakieś zbiorniki z tą przezroczystą cieczą. Najlepiej jakby było jej dużo. Istotnie była to jedna z tych rzeczy, które łączyły Johnny'ego z jego pierwszą miłością. Raz zdarzyło im się razem chlapać w jakimś jeziorze, co należy do jednych z lepszych wspomnień Fausta. Wszystko, co było z nią związane na zawsze pewnie będzie tlić się w jego umyśle i czasem nasuwać, nawet jeśli miałby jej więcej nie zobaczyć. Och, tych wspaniałych chwil spędzonych z kobietą, którą pokochał całym swoim sercem nigdy nie zapomni! Nieważne, że w zasadzie zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i ta sielanka nie trwała zbyt długo... Bądź co bądź wciąż za nią potwornie tęskni, a ta wewnętrzna pustka nie została zapełniona. To co go łączyło z Jace'm nie było w stanie dorównać uczuciu, jakie powstało między nim a nią. Do tej pory zachodził w głowę, dlaczego pomimo prób odnalezienia jej na nic się to nie zdało - nie było po niej nigdzie śladu, jakby totalnie zniknęła z powierzchni ziemi. Nie chciał się poddać, lecz ostatecznie odpuścił, będąc święcie przekonanym, iż po prostu odeszła. Niełatwo było mu się z tym pogodzić. Jakoś musiał... Kto by pomyślał, że po tylu latach ich drogi znów się zejdą...?
Zupełnie niczego nieświadomy, powolnym krokiem podszedł do mostka; oparł się o barierkę tuż obok jakiejś piękności, do której się przyłączył z nadzieją, że ta go nie odgoni. Pierwsze co usłyszał z jej ust było to stosunkowo dziwne pytanie... Przeniósł osłupiały wzrok na jej śliczną buźkę, przyglądając się jej uważnie i ze szczegółami. Sam zamrugał kilkukrotnie powiekami, nie mogąc wyjść z podziwu. Ze słuchem zdecydowanie nie miał problemów, na pewno się nie przesłyszał... aczkolwiek ciężko było przetrawić treść tychże ledwo paru słów do niego wypowiedzianych. Po krótkiej analizie doszedł do wniosku, że nijak jej nie kojarzy i nie miał pojęcia, o co tutaj w ogóle chodzi, co ona ma na myśli... Gdyby to inaczej sformułowała, postawiłby na jakąś fankę The Relentless, albo ewentualnie kogoś, kto się o nim w jakiś sposób dowiedział. W końcu jest sławny, więc albo jedno albo drugie byłoby bardzo prawdopodobną opcją. Przez te ty żyjesz? to bezsprzecznie odpadało, bo bynajmniej nic z tego mu nie pasowało w tym przypadku.
- Tak właściwie... my się znamy...? - wydusił z siebie wreszcie ledwo co, nie ukrywając zdziwienia, które wciąż jawiło się na jego twarzy. Nic z tego nie rozumiał, to się wprost w głowie nie mieściło i kupy nie trzymało! Nie odrywał od niej tych swoich niesamowicie niebieskich tęczówek i taki skonsternowany coraz szerzej rozdziawiał usta. Już miał coś odpowiedzieć na jej kolejną wypowiedź, kiedy zaczęła dokonywać pewnych zmian w swym wyglądzie... Tym razem wryło go dosłownie w ziemię. Zaniemówił. Nie mógł ani drgnąć, gapiąc się na nią o wiele bardziej zmieszany, niż wcześniej. Te drobne detale nie przeszkodziły w rozpoznaniu w niej swojej utraconej bratniej duszy, za jaką ją uważał. Jakżeby mógł mieć jej cokolwiek za złe...? Przecież nic z tego, co się wydarzyło nie było z jej winy, a tamtego typa, który go zostawił dotkliwie pobitego w środku lasu na rychłą śmierć. Przynajmniej z takiego założenia wychodził... Mimowolnie jego wielkie ślepia zrobiły się mokre od łez, które następnie spłynęły po rozgrzanych policzkach. Wyrażały one tęsknotę, a wraz z tym nutkę szczęścia. - Jasny gwint... Czy ja śnię... czy to możliwe? Jak ty...? Myślałem, że cię straciłem... - wyrwało mu się po dłuższej chwili trochę roztrzęsionym głosem, gdy w miarę oprzytomniał i pozbierał myśli. To było jakieś nieprawdopodobne... Nie mógł uwierzyć własnym oczom, które szybko przetarł, dla pewności, czy ona nagle nie zniknie i nie jest przypadkiem wymysłem jego wyobraźni. Po ponownym ich otwarciu dalej tam stała. - Ciebie również... Nie przypuszczałem, że do tego kiedykolwiek dojdzie... nie wyobrażasz sobie, jak mi cię brakowało... - wyszeptał, co stało się samoistnie i nie potrafił tego powstrzymać. Jego ciało drżało i sam nie wiedział jak się zachować, co konkretnie zrobić. Szastało nim teraz miliony różnych emocji. Nie mogąc tego dłużej znieść, dość niepewnie do niej podszedł i najzwyczajniej w świecie objął swymi silnymi ramionami, nie zważając na konsekwencje. Przytulił ją do siebie tak, jakby była co najmniej jakimś drogocennym skarbem, rozklejając się już na amen. Chciał się nacieszyć odrobinę jej bliskością, jej zapachem... i tym, że najwyraźniej ją odzyskał. Można tak powiedzieć...
_________________

Johnny Faust

We are spirits looking for the light, we're relentless til the day we die, we are spirits looking for the light. WE'RE RELENTLESS.


[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2018-12-27, 00:23   
   Fao
[Cytuj]

Widziała jak niewidzialne trybiki obracają mu się w głowie, próbując skojarzyć jej twarz z kimś znajomym i zmieszanie przez to, że mu nijak to nie wychodziło. Nie mogło wyjść, skoro nie znał jej prawdziwego wyglądu, skoro nie wiedział, że jest faerie doć starą, by móc od tak zmienić się w kogoś innego i by w czasie, kiedy ją poznał mogła wykonywać misję powierzoną przez Króla unseliee, którą prawie przez znajomość z nim skopała. Wahała się, nie wiedziała, jak mu odpowiedzieć na pytanie tak, żeby nie zaplątać się w zbyt długich wyjaśnieniach i nie sprawić, że ucieknie od niej zanim mu wyjaśni, kim dokładnie jest i skąd ją zna. Bo jak mogła od tak wypalić, że jest osobą, w której był dawno temu zakochany? Dlatego też powzięła taką, a nie inną decyzję, żeby po prostu najpierw przemienić się w osobę, którą znał, a dopiero potem wdawać się w tłumaczenia, co, jak, dlaczego i poco... Przemiana* zachodziła płynnie, jedynie oczy zostawały jej zawsze tego samego koloru. Po nich mógł ją rozpoznać, tak samo jak ona zawsze rozpoznawała te jego dwie niesamowicie niebieskie sadzawki, które tak uwielbiała, a które teraz patrzyły na nią z niedowierzaniem. Przypominały kolorem czysty ocean, w który mogłaby się wpatrywać godzinami. Sama nie bardzo wierzyła, że widzi Johnnego całego i zdrowego. Żywego. W końcu zapamiętała go jako młodziutkiego przyziemnego, którego najpewniej przyciągnęła do niej jej faeryczna aura. Zadawała sobie w duszy pytanie, co go spotkało, że dalej żyje? Że już najpewniej przyziemnym nie jest. Zanim zdążyła o to zapytać po jego policzkach popłynęły krwawe łzy i już nie mogła powiedzieć, że mógłby być tylko tworem jej wyobraźni. Gdyby to od niej zależało, Johnny zostałby półfaerie na ciemnym dworze, a nie wampirem. Zbliżyła się do niego powoli, unosząc dłonie ku jego twarzy i ocierając mu z niej czerwone łzy. Musiała zachować spokój, chociaż targały nią różne emocje. Czuła, że musi mu chociaż częściowo wszystko wytłumaczyć.
– To najczystsza prawda i jawa. Jestem faerie, dżinem... Po tamtym w lesie... musiałam niedługo po tym wrócic do faerielandu, żeby dokończyć misję od króla, a kiedy wróciłam, już Cię nie było w okolicy i już nie mogłam Cię odnaleźć... – Starała się jak mogła zachować logikę w tym, co z siebie wyrzucała prawie że na jednym oddechu. Po otarciu jego łez jej ręce zjechały na jego ramiona, a głowę zadarła w górę, żeby dalej móc obserwować jego twarz i te niebieskie oczy.
Kiedy ją do siebie przyciągnął, nie broniła się przed tym, Chetnie wtuliła się w niego szepcząc, że też za nim tęskniła. W końcu była to najczystsza prawda, jako wróżka pełnej krwi nie była w stanie wypowiedzieć żadnego kłamstwa, a będąc w lampie tęskniła w sumie za każdym, żywym, czy martwym, długo obecnym w jej życiu, czy krótko. Wtulała się w jego tors, dłonie z jego ramion przesunęły się, żeby go objąć i delikatnie głaskać po plecach w uniwersalnym, uspakajającym geście.

* Zdjęcie poglądowe, forma podobna, tylko oczy zostają ciemnobrązowe ♥
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Johnny Faust


Johnny Faust

25/267 lat

Wampir

My heart is broken

Wokalista The Relentless


I am relentless, I choose life. My spirit won't be lost in darkness tonight.

Wysłany: 2019-03-10, 01:57    [Cytuj]

Gapił się na nią wciąż z niedowierzaniem i szokiem wymalowanym na swej twarzy. Nigdy w życiu nie był tak niesamowicie zaskoczony jak w chwili obecnej, co również było wyraźnie dostrzegalne w jego niebieskich oczach. Te wszystkie emocje jedynie wzmogły się, gdy kobieta zmieniła postać... w jego utraconą miłość! W tym jednym momencie odnosił wrażenie, że albo zaczął śnić, albo został czymś odurzony. Obie te możliwości były mało prawdopodobne, bo niby jak? Dopiero co tu przybył, nie naćpał się niczym wcześniej, ani nic takiego, więc musiała to być rzeczywistość, co dość szybko do niego dotarło.
Wątpliwym jest, aby miał od niej zwiać. Ale racja, dobrze zrobiła, że zanim cokolwiek mu wyjaśniła, ukazała tak doskonale mu znany wygląd. Szczerze? Nic go na tym świecie nie jest w stanie zdziwić... Odkąd stał się wampirem, inne rasy nie były mu ani obce ani żadną abstrakcją, choć niektórzy ludzie w ogóle nie wierzą w istnienie istot nadprzyrodzonych. Na wiele z nich trafiał po drodze, z niektórymi się zaprzyjaźnił, a z innymi urywał mu się kontakt, nim cokolwiek zdążyło się rozwinąć, tak jak to czasem bywa. Co za tym idzie widok skrzydeł wróżkowych nie wprawił go w osłupienie, bardziej zobaczenie przed sobą osoby, która wydawała się być w jego mniemaniu martwa; myślał, że ona od dawna nie żyje, gdyż pomimo wielu lat spędzonych na poszukiwaniach, okazały się one bezskuteczne. Jej oczy owszem, były charakterystyczne. On tak samo swego czasu mógł całkowicie w tych brązowych tęczówkach zatonąć, ale raczej przed dokonaniem przez nią przemiany nie przyszłoby mu do głowy, że ma do czynienia z tą, w której tak potężnie się zakochał, kiedy był jeszcze człowiekiem. Teraz nie miał już ani grama wątpliwości. Gdyby zdążyła i mu zaproponowała bycie półfaerie, bez wahania by na to przystał, ba zrobiłby to bez zastanowienia! Mógł wówczas poświęcić dla niej wszystko. Naturalnie był wdzięczny losowi, że nie pozwolił mu w tak młodym wieku odejść z tego padołu i nie ma na co narzekać. Skoro okazało się, iż jego ukochana żyje, zaczynał odrobinę żałować, że nie mogło to się potoczyć inaczej, albo chociaż by mógł dokonać jakiegoś wyboru. Nie miał go i był zdany na łaskę Jace'a, który tamtędy przechodził w tym nieszczęsnym lesie i go uratował. To jedno mu zawdzięczał i mu tego nigdy nie zapomni, pomimo faktu, że więcej ich poczęło dzielić, aniżeli łączyć, co doprowadziło ostatecznie do całkowitego rozstania.
- Rozumiem i naprawdę nie mam ci niczego za złe... nie mogłaś przecież nic zrobić. Ten cholerny pajac pobił mnie tak dotkliwie... byłem niemal pewny swego końca... - zaczął, usiłując się przynajmniej trochę uspokoić, a jej dotyk był taki kojący, bardzo mu to ułatwiał... Uśmiechnął się do niej kącikowo. Wzruszenie zaistniałą sytuacją nie znikało, aczkolwiek o wiele mniej krwawych łez spływało mu po policzkach dzięki obu dłoniom kobiety, która je z taką determinacją nimi ocierała. - Przetrwałem za sprawą pewnego wampira. Sam chciałem cię potem odszukać... Niestety nie udało mi się... Cóż za ironia, nieprawdaż? Pomimo takiej ilości czasu, odnaleźliśmy drogę do siebie... - dodał, szepcąc ów słowa do jej ucha, gdy tak ją do siebie przytulał, a ona mu na to pozwoliła. Może nadal panował w jego wnętrzu istny chaos uczuć, ale jednocześnie odczuł przeogromną ulgę, która ogarnęła całe jego ciało. Tak jakby dosłownie jakiś spory ciężar z niego spadł.
Jego uśmiech się poszerzył, czując jej delikatne ręce na swoich plecach, które uspokajająco gładziła. On sam ułożył swoje tak mniej więcej między biodrami, a dolną częścią lędźwi, delikatnie masując ją w tym miejscu. Czuł, że czeka ich poważna rozmowa, jednak pragnął na razie nacieszyć się bliskością Nimat, której tak prędko nie puści. Nie chciał. Wolał potrwać w jej objęciach tak długo, jak było to możliwe, dając upust rozmaitym emocjom, które nim właśnie szastały.
_________________

Johnny Faust

We are spirits looking for the light, we're relentless til the day we die, we are spirits looking for the light. WE'RE RELENTLESS.


[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8