Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Przystań
Autor Wiadomość
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


If a ghost knows, There is no door, Then the turn of a stone, Is the god I am indebted to?

Wysłany: 2019-03-11, 23:01   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Głupi ma szczęście, jak to się mówi. Cóż, nie można powiedzieć, żeby zachowanie Antka było rozsądne oraz mądre. Nikt, kto miał więcej instynktu samozachowawczego, nie wyciągałby dłoni ku tajemniczym ognikom, prawda? Heh, dobrze, że płomienie okazały się nie mieć niebezpiecznie wysokiej temperatury, więc chłopak nie sparzył się. Zresztą, byłaby to najmniejsza szkoda, gdyby pomyśleć, co mogłyby uczynić owe błękitne istoty.
Blondyn z coraz większym zachwytem obserwował ogniki, które muskały jego skórę przyjemnym ciepłem. Nie mógł powstrzymać głupio szerokiego uśmiechu, zwłaszcza gdy trzeci z tajemniczych tworów znalazł się przy jego twarzy, a potem na głowie. Vindevogel podniósł oczy, próbując dostrzec błękitny błysk nad sobą, pochodzący od płomienia.
- Hej - szepnął do rozbawionych ogników, odnosząc dziwnie wrażenie, że te miały swoją inteligencję. Więcej! Wydawały się żartować z otoczenia? Tak, tak to wyglądało, a Antek aż nie mógł się powstrzymać, żeby się do nich odezwać. Zapewne dalej brnąłby w poznawanie tajemniczych, hipnotyzujących płomieni, gdyby nie Nimat.
Drgnął, zaskoczony jej nagłym pojawieniem się oraz oznajmieniem o znalezionych świeżych śladach krwi. Jego uśmiech zachwytu zniknął, a chłopak, w roztargnieniu, nawet nie zdążył zapytać wróżki o ogniki. Jedynie pokiwał głową na znak, że podejdzie do Dev lub Bevina i na odchodnym wyrzucił jeszcze, by Nimat na siebie uważała. Czyżby już się o nią w jakimś stopniu martwił? Jasne! Lubił Nim, ufał jej i zdecydowanie nie chciał, by stała jej się jakakolwiek krzywda.
Nim Vindevogel podszedł do Bevina, (bo Dev musiała kostkami rzucić, a nie było pewne, co jej wyjdzie, więc Bev to bezpieczniejsza technicznie opcja, na razie...), zerknął czy błękitne ogniki wciąż były przy nim.
Ostatecznie ruszył do Bevina, z pewnym wahaniem, bo tego wróżka trochę się obawiał i nie chciał być dla niego balastem. Mimo wszystko jeszcze bardziej nie chciał zamartwiać Nimat, więc ruszył ku Pucasowi, z przepraszającą miną.
[Profil] [PM]
 
 
Devana


Devana

1072

Faerie

Stara miłość nie rdzewieje?

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-03-11, 23:03   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Rzut na uniknięcie feniksa

Kajuta kapitana była otwarta, co w sumie Dev całkiem ucieszyło, jak i trochę zaniepokoiło. W końcu sama raczej zamknęłaby pomieszczenie na cztery spusty, skoro mogło się w niej znajdować sporo cennych przedmiotów, jak i dokumentów. Tym bardziej że przed chwilą podleciała do niej Nimat, która poinformowała o śladach krwi. Czyżby ktoś niepożądany dotarł tu przed nimi? A może to jakaś pułapka?
Uchyliła drzwi na oścież, nie spodziewając się jednak, że po braku odzewu na jej pukanie ktokolwiek jeszcze w kajucie się znajduje. Błąd.
Feniks wpadł prosto ja jej twarz, którą w ostatniej chwili w odruchu starała się uchronić rękami. Piękny ptak, nie chciała go jednak oglądać z tak bliska. Jeśli była w stanie zapewne popatrzyłaby sobie na uroczego, ognistego ptaszka, którego za doznane krzywdy kompletnie nie obwiniała, bo w końcu sama po przebywaniu w zamknięciu skorzystałaby z każdej okazji, by zwiać. Jej chowaniec jednak był innego zdania, bo fukał na stworzenie, cały zjeżony.
Jeśli jako tako jej nie uszkodziło, chciała wejść do kajuty i zacząć drobne przeszukiwanie od biurka i leżących na nim papierów.
[Profil] [PM]
 
 
Elvan


Elvan /Andy Shadow/

700

Faerie

to skomplikowane

striptizer/muzyk


Heart of fire

Wysłany: 2019-03-12, 16:22   
   Xavier, Ceris, Rose
[Cytuj]

Elvanowi udało się wejść na pokład statku. On nieznanej faerie dowiedział się o krwi tutaj się znajdującej. Shadow nie miał pojęcia kogo ona należała. Czy do załogi, a moze pirata, ktòry dowodził tą łajbą. Pòł wròżek ruszył w stronę jak pamiętał z innych okolocznościach miał przyjemność poznać Bevina. Stwierdził, że lepiej iść w grupie. Szedł za tym mężczyzną też znany mu wròżek.
- Witajcie, nie wiedziałem Antony, że też tutaj będziesz - powiedział.
Bardziej zwracał się do tego młodszego.
- Myślę, że w grupie raźniej - dodał.
Gdyby coś się dało Elvan trzymał jedną rękę na pistolecie przypiętym do paska. Niewiadomo czego można by się spodziewać. Zawsze trzeba być w gotowości.
Shadow od tej pory trzymał się Bevina i Antka.
_________________

Don't stop me don't stop me. Have a good time good time. Don't stop me don't stop me
Elvan
[mru]
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Bevin


Bevin Traveley

516

Faerie


The higher I go, the harder I fall

Wysłany: 2019-03-12, 17:41    [Cytuj]

Otrzymawszy informację i .. drugie dziecko od Nimat, Bevin rozejrzał się, poszukując wzrokiem Przewodnika, który mignął im na łajbie, a którego nigdzie nie widział.
Uśmiechnął się do Anthosia i uniósł brew na Elvana, bo spodziewał się, że Shadow ruszy z Devaną. Oh well, jak sam stwierdził, w grupie raźniej. Skinął głową w stronę extra wróżki i rzucił lekko:
-Chodźcie, zejdziemy pod pokład. Nigdzie nie mogę znaleźć Przewodnika, a chcę dowiedzieć się coś więcej na temat tej magii, którą jest skąpany statek. Może będzie wiedział coś więcej na temat tego, co tu się wydarzyło. - niepokoiła go informacja od Nimat dot. tych śladów krwi. Dlatego przydałoby się uzyskać jakiekolwiek wiarygodne wyjaśnienia.
Ruszył przodem, wyciągając nóż zza pasa.
-Cokolwiek się wydarzy, nie wychylajcie się i uważajcie na wszystko, co może być za Waszymi plecami. - rzucił przez ramię do dwóch Hobbitów, stawiając pierwsze kroki na drabinie w dół.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2019-03-12, 19:24    [Cytuj]

Oglądanie śladów krwi z lotu ptaka było średnim rozwiązaniem – no chyba że Nimat trzymała nosek stosunkowo blisko desek. Powiedzmy, że kropelki krwi pomimo swej świeżości niespecjalnie układały się w jednolitym szlaku. Bardziej przypominały chaotycznie porozsiewane kropki. Znajdowały się na całym statku w nierównomiernych odstępach. Co z tym zrobi Nimat?

Cat i Oinari znaleźli się w latarni. Ślady krwi na obręczy nie napawały radością – nie wróżyły też świetlanej przyszłości. Wróżek na widok towarzyszki uśmiechnął się, a przedtem lekko drgnął i niemalże podskoczył do góry. Skrzydełka błysnęły na złoto, choć o wiele w bledszym tonie niż zazwyczaj. Blada skóra, podkrążone oczy i dziwne, czarne żyłki wyłaniające się spod ubrania. Cat jako „zarażona” chłodem również je miała (info w dzienniku) – tak samo też czuła dziwny chłód i jakby coś wyżerało ją od środka.
- Sh… - po opanowaniu nerwów Oinari uciszył Cat, przykładając palec do swoich ust. Twarz rzecz jasna miał nieswoją, jednak poznanie go było wyjątkowo łatwe ze względu na tajemniczy wisior na szyi oraz charakterystyczne, niezmienione dziś skrzydełka.
- Ten lis… Nigdzie go nie ma prawda? Przed wyprawą miałem się tutaj z nim spotkać, ale… - pokazał na ślady krwi.
- Coś mi tu nie gra. Jeśli nie chcesz ryzykować, wróć do reszty. – Książę nie zwykł narażać innych na niebezpieczeństwo – siebie zresztą też nie. Przez wrodzoną empatię i poczucie odpowiedzialności chciał, aby Cat wróciła do pozostałych. Wróżka mogła oczywiście spełnić prośbę lub udać się za księciem po schodach na górę.
Jeżeli wróżka poszła za Oinarim, ujrzała w trakcie wchodzenia po schodach więcej krwi – więcej i więcej… Tuż przy drzwiach prowadzących na zewnątrz widniała ogromna plama krwi – widziana przez Księcia i Cat, o ile wróżka podążała za towarzyszem.
Jaką decyzję podejmie Cat? Wróci? A może pójdzie na górę?

Czupryna Antka okazała się iście wygodnym gniazdkiem dla trzeciego ognika. Ogniki nieustannie towarzyszyły półwróżce w czasie spacerkowania po statku.
- Dusze stąd odeszły – mrok je zabrał i lisa też. On wie – patrzy i czuwa. Wyspa woła - tańczy i śpiewa – głosy na niej. Polegli budzą się do życia – wstają i wracają do żywych. – tajemnicze głosy słyszał tylko i wyłącznie Antek. Z racji swojego bystrego umysłu (dedukcja III poz) chłopak mógł wywnioskować, iż chodziło o wydarzenia na statku – coś wiedziało o zamiarach grupy – coś zabrało załogę i w końcu to coś obserwowało przybyłych. Na temat wyspy i mroku półwróżek wypowiedzieć się już nie mógł. Nawet z błyskotliwością brakowało mu fundamentalnej wiedzy na pewne tematy.
Co z dotychczasową wiedzą zrobi półwróżek?

Devana skończyła z feniksem na twarzy. Szczęście, że ptak nie zrobił jej krzywdy – ucierpiały tylko potargane włosy. Ptak odleciał wyraźnie czymś wystraszony. Ostatecznie usiadł na maszcie, obserwując resztę zgromadzenia.
Opis kajuty powyżej. Na biurku mnóstwo notatek – głównie map z oznaczonymi szlakami bezpiecznej podróży z kontynentu wróżek na wyspę z ominięciem niebezpiecznych wirów wodnych – zapewne dzieł wodnych wywern i wielu innych atrakcji, np. diabelnych skał – kamiennych struktur o ostro zakończonych szczytach – katordze dla żeglarzy. Niejeden statek tam zatonął. Prócz tego na biurku znajdowała się dość ciężka księga. Spisana w starożytnym języku wymagała sporego skupienia w trakcie odczytywania. Devna mogła próbować rozszyfrować kilka wersów.

UWAGA: Devana znów rzuca kostką sześciościenną.
♥ Pełen sukces tj. pełne odkrycie treści księgi definiuje wynik 6
♥ Połowiczny sukces tj. wyrywki tekstu definiuje wynik 5
♥ Brak sukcesu: 1, 2, 3, 4

Bevin ruszył z zamiarem zejścia pod pokład. Pech chciał, że klapa była zamknięta i to dosłownie. Pucas na brak siły nie narzekał. Teraz pytanie tylko, czy szarpiąc się z klapą nie upadnie na tyłek i czy w ogóle ją otworzy – wyglądała na mocno zatrzaśniętą. Niech zdefiniuje to kostka sześciościenna.

♥ Sukces (6) – Bevin otwiera klapę i schodzi pod pokład. Wewnątrz hamaki załogi, beczki z jedzeniem, sieci i inne, tradycyjne wyposażenie statku. Prócz tego nic – zero śladów krwi a do tego… Wszystkie rzeczy załogi – niedojedzone potrawy, ubrania, jakieś dodatki w postaci fajek, ziół czy ozdobnych sztyletów – wszystko to zostało na swoim miejscu. Dlaczego? Magazyn pod pokładem był zamknięty, choć z jego wnętrza wyraźnie dobiegał dziwny, niezidentyfikowany odgłos.
♥ Pech (pozostałe wartości) – Bevin upada na dupsko, klapa na chwilę otwiera, po czym znów opada. Spod pokładu słychać wyraźny ruch.

____

Wszyscy: widzicie feniksa wylatującego z kajuty, targającego włosy Devany i lądującego na maszcie.
Wszyscy: Ci, którzy stoicie obok Antka – dostrzegacie jego rozbiegany wzrok i dziwny uśmiech na twarzy.

UWAGA: gracze na statku z umiejętnością dodatkową – dedukcja na poziomie minimum III mają prawo dostrzec ślady krwi, a także wyciągnąć pewne wnioski. Na tym właśnie statku maksymalnie zeszłej nocy doszło do rozlewu krwi. Sądząc po braku zniszczeń i zerowym zainteresowaniu sprawą przechodniów – pomijając zachwyt łajbą – do ataku doszło z zaskoczenia. Nie mając szansy na obronę, załoga została najprawdopodobniej porwana, gdyż o zabójstwach nie było mowy ze względu na zbyt mała ilość śladów. Ponieważ statek otulała magiczna bariera niewiadomego pochodzenia, wyczucie potencjalnej magii było niemożliwe. Rodziło się więc pytanie – czy powłoka TYLKO chroniła statek przed intruzami? A może jej zadaniem było zamaskowanie czarów do czasu zmycia ich „zapaszku” z łajby? To jak połączą fakty gracze, będzie miało wpływ na zdobyte przez nich informacje. MG nie powie, czy są one słuszne czy nie.

______

następny post: 12.03.2019 o godzinie 19.00
pominięcia:
Elvan - 1 pominięcie
Ismena - 1 pominięcie
Cat - 0 pominięć
Devana - 0 pominięć
Nimat - 0 pominięć
Bevin - 0 pominięć
Antek - 0 pominięć

♥ tradycyjnie na czas eventu banuję multilokację – tym razem na rozgrywki przed eventem też. Wyjątek stanowią rozgrywki JUŻ rozpoczęte.
♥ czas na odpis: tradycyjnie 48 godzin od ostatniego posta MG.
♥ nieuzasadniony brak odpisu – 1 pominięcie = brak kary / 2 pominięcia = uszkadzam postać + tnę szekle / 3 pominięcia = robisz out.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Catriona


Catriona

1100

Faerie


Wysłany: 2019-03-12, 20:23   
   Eleanor
[Cytuj]

Coś tutaj złego się działo. Catriona czuła się źle. Wewnętrznie odczuwała iż wróg czeka tylko na Nich i uśmierci ich.
Widząc takie same ślady na Oinarim spojrzała na swoje ramiona. Przez to na chwilę przystanęła. Chwil, chwila, chwila..
Oinari wyglądał podobnie co Catriona. Do końca nie wiedziała czy ma podkrążone oczy, ale jej skóra wydawała się bledsza. Myślała, że to przez przebytą niedawno chorobę. Co jeśli się myliła?
Siły traciła to fakt, ale jakoś wielce nie rozczulała się nad sobą.
Sekundę później odczuła jak coś od środka ją wyżera. Chwyciła się za klatkę piersiową nie mogąc z początku tego znieść. Wszystkie wcześniejsze małostkowe objawy pogłębiły się.
Co u licha się ze mną dzieje?
- Oinari czujesz ten chłód? Coś jest nie tak... Oinari...- Nawoływała Księcia chcąc uzyskać informacje od Niego o jego stanie zdrowia oraz co się z nią aktualnie dzieje.
Uciszył ją, a ona zamilkła. Widząc znany wisior oraz jego skrzydła wiedziała iż to on a nie jakaś zjawa. W końcu w tych czasach wszystko jest możliwe.
- Oinari spoczywa na Tobie wielka odpowiedzialność, ale matka mnie uczyła, żeby nie odwracać się tyłem do zagrożenia. Staw temu czoło.- Wyszeptała kierując się za nim. Dobrze zrobiła?
Wątpiła w to widząc więcej krwi co ją w jakiś sposób przeraziło. Ktoś nie żyje.. Co jeśli sprawca morderstwa nadal tu jest?
Będąc tuż za Księciem nie odstąpiła Go ani na krok. Była Księżniczką Jasnego Dworu- to się nie zmieni. Catriona była wychowana na waleczną Wróżkę i zła się nie przestraszy. Dopóki Śmierć jej nie pochłonie będzie nadal walczyć z przeciwnościami losu. Była coś winna swoim córkom- lata nieobecności.
Catriona chwyciła mocniej swoją broń rozglądając się za wrogiem.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Bevin


Bevin Traveley

516

Faerie


The higher I go, the harder I fall

Wysłany: 2019-03-13, 18:30    [Cytuj]

Niech moc klapy będzie ze mną!

Kto by przypuszczał, że klapa pod pokład była zamknięta? Na pewno nie Pucas, dlatego po lekkim zmarszczeniu brwi, skorzystał ze swojej nadludzkiej siły, wymuszając otwarcie klapy. Zgarnął dwa ozdobne sztylety i zioła, które leżały samopas (no co, znalezione niekradzione!) i skierował kroki w głąb do magazynu.
-Cokolwiek tam jest, zakładajcie najgorsze. Anthony, masz jakąś broń ze sobą? - Bevin nawet nie zakładał, że chłopak jest jakkolwiek przygotowany na walkę, jednakże wolał się upewnić, tak na wszelki wypadek. Oddał jeden ze zdobycznych noży, podając go rękojeścią do półwróżki.
-Elvan, osłaniaj go, jak możesz, dobrze?
Poszedł do zamkniętych drzwi i nasłuchiwał, starając się wyłapać, czym może być ów odgłos. Dodatkowo próbował wyczuć, czy istota za drzwiami jest magiczna, czy też nie.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Devana


Devana

1072

Faerie

Stara miłość nie rdzewieje?

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-03-13, 22:00   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Rzut na odczytanie księgi

Potargane włosy to całkiem niezły wynik, jeśli chodzi o spotkanie z feniksem, w końcu pazury to stworzonko zapewne miało, podrapać mogło, a wróżka mogłaby się pochwalić nowymi bliznami. Zerkała na ptaka, który naprawdę musiał się czegoś przestraszyć. To jakoś nie napawało ją optymizmem. Jako posiadaczka wysokiego poziomu, jeśli chodzi o dedukcję, poskładała wszelkie elementy układanki i kolorowo to wszystko nie wyglądało.
Ktoś tu chyba porwał załogę, która ich miała bezpiecznie doprowadzić na wysepkę, a to oznaczało, że ktoś mocno nie chciał, by się tam dostali. Czyli koniecznie powinni jak najszybciej rzucić na nią kurs, zanim ten porywacz zabierze się za nich i powstrzyma przed odkryciem tajemnic. Bariera w sumie ją niepokoiła, ale miała przeczucie, że nie została postawiona przez złowrogie siły. Załoga była zbyt zaskoczona, bariera przepuściła tylko wróżki, które miały dotrzeć na wyspę razem z Lisem. Ostrożności jednak nigdy za wiele.
Zgarnęła jedną z najdokładniejszych map z wyznaczoną bezpieczną trasą i schowała ją za pasek, następnie wzięła w łapki księgę. Język wyglądał na starożytny i był naprawdę trudny do odczytania, co niektóre fragmenty jednak udało się Dev zrozumieć.
Po przeczytaniu księgi zabrała się jeszcze za próby przeszukania wszelkich szuflad biurka, a następnie rozejrzenia się po kajucie, w poszukiwaniu śladów walki, lub nagłego pośpiechu. Może zostawiona herbatka, może jakieś świeże ślady pazurów, a może niedomknięty z pośpiechu kuferek, do którego w ostateczności podeszła.
[Profil] [PM]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2019-03-13, 22:06   
   Fao
[Cytuj]

Cóż, ślady krwi niewiele jej mówiły, umki detektywistycznej nie posiadała, za to wiedziała tyle, że krew w gnieździe nie była przypadkowa i coś się jakoś niedawno stało, że tyle tych kropelek się przewija po całym statku. Zaobserwowała, że Bevin otwiera klapę w podłodze, żeby zejść pod pokład razem z Antkiem i nieznanym jej wróżkiem. Uznała, że skoro Bevin siłą otwiera klapę to dużego zagrożenia tam nie będzie, a nawet jeśli, to Pucas sam sobie doskonale poradzi. No i jego męska duma mogłaby ucierpieć, gdyby tam polazła zaoferować pomoc w walce. Poszła więc do Devanny, do kajutry kapitańskiej. Najpierw stanęła w przejściu i rozejrzała się, po czym weszła do środka.
— Ślady krwi są na całym statku, jednak dla mnie nie układają się w żaden wzór. Pomogę Ci z przeszukaniem tej kajuty. — Poinformowała swoją byłą mentorkę zostawiając przeszukiwanie biurka i papierów Dev, a sama zajęła się przeszukaniem kufra przy łóżku i szafki na przeciwko.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Elvan


Elvan /Andy Shadow/

700

Faerie

to skomplikowane

striptizer/muzyk


Heart of fire

Wysłany: 2019-03-14, 15:42   
   Xavier, Ceris, Rose
[Cytuj]

Shadow pilnował się Bevina oraz Antka. W sumie to szedł ostatni. Można powiedzieć, że osłaniał tyły. W jakiś sposòb zauważył, że młodszy wròżek był trochę... nie skupiony.
- Antony miej się w gotowości - przyznał.
Chciał tym powiedzieć chłopakowi by się ocknął, bo nie wiedzieł co się dzieję.
Słysząc słowa Bevina Elvan pokiwał głową.
- Dobrze - przyznał.
Nasłuchiwał, bo jak widać mężczyżni nie są sami. Trzeba mieć oczy i uszy otwarte. Drugą rękę Shadow położył na sztylecie. Jak coś to zawsze zdąży strzelić albo rzucicić sztyletem.
By Antony szedł w środku to chyba było najlepsze rozwiązanie. Przy okazji Elvan zobaczył feniksa, ktòry wylądował na maszcie, ktòry wyleciał z kajuty.
Shadow był cały czas w gotowości, będzie bronić Antka i siebie.
_________________

Don't stop me don't stop me. Have a good time good time. Don't stop me don't stop me
Elvan
[mru]
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Anthony Vindevogel


Anthony Vindevogel

17

Faerie

Ciągle ciemność...

Była szkoła dla ludków, teraz pora na wróżkową.


If a ghost knows, There is no door, Then the turn of a stone, Is the god I am indebted to?

Wysłany: 2019-03-14, 16:02   
   Sonia, Sigyn
[Cytuj]

Tony poczuł jak po jego kręgosłupie przebiegają zimne dreszcze, gdy usłyszał tajemnicze głosy I nie, nie chodziło o to, że ogniki się odzywały, chodziło o to, o czym powiedziały. Oczywiście ich sposób przekazywania informacji był bardzo niejasny oraz niepokojący. Antek dosyć szybko połączył dwa do dwóch, by wywnioskować, że na statku wydarzyło się coś strasznego. Mimowolnie aż rozejrzał się, czując się obserwowanym. Był w stanie przysiąc, że czuje fizyczną wagę informacji, którą uzyskał od ogników. Przypomniał też sobie o wizji, którą miał, gdy dotknął tajemniczego drzewa w sanktuarium.
- Kim jest ten lis? - szepnął do ogników, czując, że może w tej kwestii udzielą mu więcej informacji. Wiecie, zawsze tak jest z tajemniczymi istotami, że nigdy nie mówią wprost, więc Anthony postarał się zadać takie pytanie, na które płomienie odpowiedziałyby. Jeżeli oczywiście lis nie jest jakąś wielką tajemnicą. - Kto patrzy i czuwa? Mrok? - chociaż... a nuż ogniki odpowiedzą.
Anthony starał się być dyskretny na razie z płomieniami, jak podpowiadała mu intuicja. Zatem nie zapytał wprost Bevina czy je widzi, Elvana również nie. Na razie przywitał się z drugim pólwróżkiem, pocieszony, że widzi znajomą twarz.
Mina Antka była chyba idealną odpowiedzią na pytanie pucasa - nie, chłopak nic przy sobie nie miał. Wyszedł z założenia, że skoro i tak nie mógł zrobić z niej użytku, to po co ją nosić. Teraz było mu głupio.
- Dzi-dziękuję - wziął od Bevina nóż, od razu podchodząc do Elvana. Nie potrafił obronić się sam, więc nie robił niepotrzebnych kłopotów.
Chłopak poświecił trochę czasu na rozejrzenie się po łajbie i dzięki błogosławieństwu MG, mógł dostrzec ślady krwi, stosunkowo świeże. Anthony nie był w stanie dokładnie określić, kiedy przelano posokę na statku, ale sądził, że jatka musiała odbyć się niedawno, bo krew nie przywodziła mu na myśl starej, zakrzepłej rany ze strupem. Nie było też dużo niepokojących śladów, zatem nie doszło do morderstwa. Anthony nie był jeszcze biegły w magii, ale już potrafił ją wyczuć - tutaj szło mu to nijak. Dostrzegł też, wzlatującego feniksa na maszcie.
- Co to za ptak? - szepnął mimowolnie do Elvana, przypatrując się wspomnianej istocie.
Czy coś już światło w łepetynie Antka? Można powiedzieć, że trochę. Cóż, doszło tu do porwania, ogniki wspomniały mu o mroku, który porwał dusze oraz lisa, o kimś kto czuwa i patrzy, o wyspie z głosami tańczącymi i śpiewającymi na niej i po poległych wracających do życia. Feniks był symbolem odrodzenia, czego akurat na razie nie wiedział, bo pierwszy raz na oczy widział tego ptaka. Mimo tego odniósł dziwne wrażenie, że być może na tej łajbie, na której się znajdowali, załoga kursowała do tajemniczej wyspy. Heh, kto wie? Może to statek widmo? Czemu nie, teraz wszystko jest możliwe!
[Profil] [PM]
 
 
Mistrz Gry


Mistrz Gry

666 lat

Nefilim

None

Niszczenie graczy


"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

Wysłany: 2019-03-14, 19:56    [Cytuj]

/Przypominam o pisaniu krótkich postów lub zamieszczaniu stosownego streszczenia na koniec dłuższego posta.

Cat
Przed lub po – nieważne. Oinari instynktownie podszedł do Cat, która w bólu i pożodze obejmowała klatkę piersiową. Sam nie czuł się też najlepiej, jednak w przeciwieństwie do wróżki, posiadał magiczny artefakt, który nieznacznie łagodził objawy dziwnego chłodu.
- Czuję… To się zaczęło od czasu karnawału. Mam wrażenie, że ma to jakiś związek z… Sam nie wiem. – ojciec nie powiedział księciu zbyt wiele, w zasadzie tyle co kot napłakał. Z niewiadomych powodów władca bardzo oddalił się od pozostałych – głównie tuż po karnawale, zupełnie jakby WIEDZIAŁ, co się święciło, lecz nie chciał… siać paniki? A może po raz kolejny szukał rozwiązania na własną rękę? Jeżeli tak, to skąd pomysł na podróż?
Oboje przeszli przez drzwi. Krok za krokiem i kolejny – ich oczom wkrótce ukazało się ciało… Na zimnej posadzce leżał pirat. Nie przypominał tego zawadiackiego mężczyznę z karczmy. Ten tutaj choć o identycznych rysach miał parę białych uszu i komplet dziewięciu długich, równie białych lisich ogonów. Ranny na brzuchu, wyraźnie wycieńczony czymś, leżał, nie mogąc się nawet poruszyć. Z każdym tyknięciem sekundy uchodziło z niego coraz więcej życia. Nie pozostało mu zbyt wiele czasu.
- Lis! – krzyknął Oinari. Skąd wiedział kim jest? Pytania, pytania… Wróżek podbiegł do rannego z zamiarem uleczenia go. Nim jednak uaktywnił moc, Lis zatrzymał go pewnym chwytem za nadgarstek.
- Słuchajcie mnie uważnie. Wiem, że macie mnóstwo pytań, lecz musicie się skupić na wyprawie. Tylko wyspa będzie w stanie Wam pomóc – wam i wszystkim dotkniętych mrokiem. Jeżeli teraz zawrócicie, ten zawładnie wami. Staniecie się pustymi skorupami bez emocji – dzień po dniu, aż w końcu nie umrzecie całkowicie osuszeni z życiowej energii. Wyspa… Musicie udać się na wyspę… Amulet… Amulet i pierścienie ochronią Was przed złowrogą aurą, wskażą też drogą i pozwolą na porozumienie się z innymi… Idźcie! – Lis niestety nie miał zbyt wiele czasu. Ostatnie słowa wypowiedział z ogromnym trudem – po nich odszedł. Ranne ciało, jak się okazało również pokryte czarnymi żyłkami obróciło się w pył…
- Odpowiedzialność huh… Dlaczego… - utrata nieważne kogo – obcego czy bliskiego – każda, zawsze i wszędzie bolała najbardziej…
- Płyńcie beze mnie. – to nie była prośba, groźba też nie – raczek rozkaz. Ktoś musiał zostać na lądzie, by spróbować się czegoś dowiedzieć.

No więc Bevin otworzył klapę, po czym mógł radośnie zejść na dół w celach czysto detektywistycznych. Sztylety dodajemy do eq – czas pokaże czy wróci z nimi z powrotem – he, he. Jak się okazało, nagle z dwóch Pucasowi został jeden sztylet. Pytanie czy dawanie ostrza do niedawna ślepej osobie i w dodatku ze schizofrenią – bo kto normalny gadał sam do siebie – było mądrym posunięciem.

Bevin, Antek i Elvan zeszli pod pokład. Opis wyżej, co by nie powtarzać – same bzdety plus zamknięte drzwi od magazynu. Ponieważ Bevin szedł jako pierwszy i niestety nie miał zbyt dobrej okazji na wycofanie się, pechowo oberwał drzwiami, gdy z tego nieszczęsnego magazynu wyleciał wściekły, dość sporawy dzik -> zapraszamy do spisu bestii. Ktoś tutaj upolował całkiem spory kawałek dziczyzny. Szkoda tylko, że załoga nie zdążyła jej jeszcze odpowiednio uciszyć.
Ostatecznie drzwi polecą na Bevina – przypominam, że miejsca do uniku było mało. Dodatkowo za Pucasem stał Antek i Elvan. Dzik póki co JESZCZE nie szarżował, po prostu wywarzył drzwi od magazynu. Taki to był z niego wściekły kotlet.
Ze względu na dynamikę akcji, ogniki tańczące wokół Antka nie znalazły chwili na udzielenie odpowiedzi. Półwróżek będzie musiał zapytać je o to ponownie, gdy tylko uporają się z zagrożeniem.

Tymczasem w kajucie.

Połowiczny sukces Devany – wyrywkowe fragmenty księgi:

„No więc na początku była nicość lub chaos, jak kto śmie twierdzić. Pierwsze stworzenie baśniowego świata sięga o wiele dalej, niż pojawienie się w nim wróżek, a przed nimi aniołów i demonów. Dziś na temat powstania krainy krąży wiele legend – każda z nich niewątpliwie nosi w sobie ziarno prawdy.”
„[…}Czas płynął dalej… Kreatorzy nie podlegali jego mocy. Część przestała tworzyć w uznaniu, iż nadszedł czas na odpoczynek. Tak oto zmienne dotychczas niebo ugięło się pod mocą tychże bytów. Ich sen w romantycznym objęciu dał początek dniu i nocy, podobnie jak sen wielu innych – tak powstały góry i wspaniałe wody, w których zagościło życie podobnież zrodzone z marzeń uśpionych weń stworzeń. Spytacie co z gwiazdami? Te ponoć stanowią pozostałość po najstarszych bytach – znudzone egzystencją dobrowolnie opuściły młodziutki świat, by odlecieć i udać się poza granice świata i wszechświata znanego nam zwykłym ludziom…”
„Nikt nie wie, co dokładnie spotkało Kreatorów. Jedni mówią, że światło zostało doszczętnie wyłapane i zmienione w źródło energii, inni twierdzą, że mrok w przypływie szału je zabił, jeszcze inni wierzą w teorię mówiącą o zniszczeniu światła przez wróżki i zamknięciu pozostałego mroku głęboko pod powierzchnią, by nigdy nie zaszkodziło „ICH” ziemi. […]


Dedukcja Devany była nieoceniona – to, czy wróżka zechce podzielić się wnioskami zależało już od niej samej. Na razie warto było pomyszkować – poof i drużyna weszła w posiadanie mapy z najbezpieczniejszym ze szlaków – no w założeniu, że wycieczkowiczów nie zastanie sztorm.
Przeszukując szuflady Devana weszła w posiadanie kilku rzeczy – woreczka ze sproszkowanym minerałem nieznanego pochodzenia – nie pomoże nawet alchemia IV poziomu – woreczek z minerałem do wpisania w dziennik – jego właściwości możliwe do odkrycia po dotarciu na wyspę, o ile gracz się o to upomni.
Kolejną rzeczą było odnalezienie wisiorka – złotego z czymś ala malunek w środku. Obrazek przedstawiał lisa i lisiczkę obok niego – tak, lisa z parą uszu i dziewięciu ogonów. Czyżby brat i siostra? I czy NA PEWNO był to TEN pirat?

Nimat rzuci ślicznie kosteczką. W zależności od wyniku (1-6), wejdzie w posiadanie trzech wybranych przez siebie składników z II poziomu (wyniki 1,2,5) lub dwóch wybranych przez siebie składników alchemicznych z III poziomu (wyniki 3, 4, 6).
Prócz tego w kuferku znajdzie szablę z nałożonym nań enchantem – dodatkowe obrażenia od ognia (2 ciosy – potem energia się wyczerpuje do ponownego naładowania mocą -> info w temacie z enchantem -> odegrana sesja do wysłania na konto któregoś multika Shi -> przedmiot do wpisania w dziennik, najlepiej w 1 post. Uwaga – przedmiot nie jest niezniszczalny, paradoksalnie pomimo swojego zaklęcia, materiał jest niestety kruchy. Zaleca się znalezienie osoby z odpowiednio wysokim poziomem fechtunku, aby broń doprowadzić do porządku, inaczej korzystanie z niej przypada tylko na ostateczność z ryzykiem zniszczenia.
Nimat i Devana wkrótce usłyszały huk pod pokładem.

____

następny post: 16.03.2019 o godzinie 19.00
pominięcia:
Elvan - 1 pominięcie
Ismena - 1 pominięcie
Cat - 0 pominięć
Devana - 0 pominięć
Nimat - 0 pominięć
Bevin - 0 pominięć
Antek - 0 pominięć

♥ tradycyjnie na czas eventu banuję multilokację – tym razem na rozgrywki przed eventem też. Wyjątek stanowią rozgrywki JUŻ rozpoczęte.
♥ czas na odpis: tradycyjnie 48 godzin od ostatniego posta MG.
♥ nieuzasadniony brak odpisu – 1 pominięcie = brak kary / 2 pominięcia = uszkadzam postać + tnę szekle / 3 pominięcia = robisz out.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Nimat


Nimat

1007

Faerie

-

Szpieg


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."

Wysłany: 2019-03-14, 20:55   
   Fao
[Cytuj]

Kostka przemówiła, więc Nimat w rączki wpadły pióro i popiół feniksa, oraz wodę ze zjaw. Schowała je do saszetki przy pasie i zaczęła dalej przeszukiwać kufer, przez co natknęła się na uroczą szabelkę. Obejrzała ją sobie z każdej strony, uznając, że póki co przymocuje ją sobie do boku. Skoro statek był pusty i wszędzie była krwe, to raczej nikomu się już tutaj nie przyda, a szkoda marnować taką ładną, magiczną broń.
Po pożyczeniu sobie na wieczne nieoddanie, wspomnianych wyżej itemów, dotarł do niej huk pod pokładem, więc zerknęła tylko na Dev i ruszyła tam, woląc upewnić się, że Antkowi nic się nie stanie.
____________
Rzut:
Ukryta Wiadomość:

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Bevin


Bevin Traveley

516

Faerie


The higher I go, the harder I fall

Wysłany: 2019-03-14, 20:58    [Cytuj]

Co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Wolał mieć do czynienia ze schizofrenikiem o posturze i osobowości muchy, aniżeli wściekłą Nimat, że dzieciak zginął pod jego opieką. A jak wiadomo, od zawsze istniało pojęcie farta początkującego — a nóż chłopak obroni się w najbardziej krytycznym momencie? Zostawało tylko liczyć, że nie wsadzi sobie przy okazji ostrza w oko.
Natomiast ów kolacja, która dumnie stała w wywarzonych drzwiach ani trochę nie napawała Bevina optymizmem, szczególnie z dwójką innych wróżek za jego plecami. Nie spuszczając wzroku z bestii, zamarł, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
-Elvan. Zabierz stąd Anthony'ego. Teraz. Zabierz go do Nimat. - zachowanie bruneta było uzależnione od Schaboszczaka. Pucas zabezpieczał tyły pozostałym faerie, nie sięgając, póki co po żadne tricki magiczne. Na to przyjdzie pora, jak tylko Anthony będzie bezpieczny na górnym pokładzie. A potem.. hulaj duszo, piekła nie ma, najwyżej na Wyspę dopłyną na tratwach.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Devana


Devana

1072

Faerie

Stara miłość nie rdzewieje?

Skrytobójca na usługach Króla Wróżek


Wysłany: 2019-03-15, 19:21   
   Opal, Viviane
[Cytuj]

Dev dostała w swoje łapki całkiem interesującą legendę, ciekawe tylko ile w niej prawdy. Chociaż nawet jeśli całkiem sporo, to nie wiele mogła z niej dowiedzieć się na obecną chwilę o jej sytuacji. No może poza fragmentem o mroku, bo ten jakoś łatwo było jej skojarzyć z ich obecnym przeciwnikiem, oraz tym, co się z nimi działo. Czyżby to właśnie mrok postanowił się na nich zemścić? Nie bardzo podobała jej się ta opcja, to by znaczyło, że mierzą się z czymś bardzo potężnym. Za potężnym jak na jej gust. Wyciągnęła swój sztylet i ku zgrozie wszelkich bibliofili wycięła za jego pomocą strony z ową legendą i podała je Nimat.
- Całkiem przyjemna opowieść, gorzej, jeśli jest prawdziwa - rzuciła do wróżki. - Coś porwało naszą załogę, widać, że zostali wzięci z zaskoczenia, nie mieli za dużych szans na obronę. To samo coś raczej też chce nas powstrzymać przed dostaniem się na wyspę. W sumie według mnie tym szybciej powinniśmy się tam udać. Mam wrażenie, że bariera raczej nas chroni, niż ma uwięzić, temu korzystałabym z okazji - rzuciła tylko do byłej uczennicy i wyciągnęła z biurka rzadki metal, jak i naszyjnik, który po przyjrzeniu się mu, zawiesiła na szyi. Miała dziwne wrażenie, że owszem to był ten pirat, lub ktoś mu bliski. Może rodzice? Tak czy siak, może się to przydać.
Usłyszała odgłosy zamieszania na dole, ale w sumie jakoś nie miała zamiaru się tam pchać. Sporo wróżek tam wlazło, jeszcze dołączyła do nich Nimat, co za dużo to nie zdrowo. Najwyżej coś pożre Bevina. Jak na razie miała inny cel.
Ostrożnie i spokojnie podeszła w stronę feniksa. Starała się przekazać mu, że nie powinien się, bać, że nie zrobią mu krzywdy i chcą się po prostu dowiedzieć, co tu się stało. Nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów, nie chcąc gorzej przestraszyć. Była ciekawa, czy stworzenie cokolwiek widziało i czy mogłoby im pomóc znaleźć porwaną załogę, a przede wszystkim kapitana (który w międzyczasie zrobił RIP, ale o tym nie wiedzieli).

Strzeszczenie:
Dev wycina sztyletem kartki z legendą i podaje je Ninmat, tłumaczy jej swoje podejrzenia co do tego, co stało się z załogą. Zabiera nieznany metal i naszyjnik, który zawiesza na szyi, a następnie podchodzi ostrożnie do feniksa, i starając się go uspokoić, przekazując mu, że nie chce go skrzywdzić, chce się dowiedzieć od niego czegoś o losie załogi.
[Profil] [PM]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9