Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Polska - Bieszczady, wakacje pośrodku niczego
Autor Wiadomość
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-02-13, 22:00   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Zaśmiała się, gdy Craig postanowił wypowiedzieć jej imię całkiem znaczącym tonem głosu. To była tylko niewinna przepychanka słowna, ale trzeba przyznać, że całkiem rozgrzewające, w sam raz na zimową porę za oknem. I to wcale nie ona zaczęła całe to wplatanie podtekstów, trzeba było nie wspominać, że Opal całkiem ładnie wygląda nago. Wtedy by tego wszystkiego nie pociągnęła.
I jeszcze dostała nagrodę. W końcu widok Craiga bez koszulki zawsze był miły, nieważne co się robiło. A to, że później wszystko zakrył fartuszkiem, niewiele zmieniało. A czy rozpraszało? Oczywiście, bo przez ten cały czas patrzyła tylko i wyłącznie na ukochanego, kompletnie zapominając, że jest w trakcie gotowania. Dopiero spadający ziemniak przypomniał jej o rzeczywistości, jednocześnie powodując, że w końcu oderwała wzrok od czarownika.
- Mam zrobić to samo? - zapytała, uśmiechając się szeroko. No co, sama też mogła pozbyć się całej górnej garderoby i grzecznie założyć na siebie z powrotem fartuszek. O ile w ogóle by zdążyła. Różnie w końcu mogło się to potoczyć.
I tak, pozbycie się znamienia zdecydowanie ułatwiało im życie. A i sprawiało, że Opal spała spokojniej.
- Trudno, czasami trzeba, jak widać, nagiąć zasady - westchnęła, zadowolona z bliskości ukochanego, muskając jego nagi obojczyk ustami. Powinni dostać jakąś nagrodę za pomysł, by wyjechać na ten krótki urlop. Chociaż same wakacje chyba wynagradzały ich inteligencję same w sobie, pozwalając na leniwe życie wśród cichej, spokojnej okolice, tak różniącej się od Yorku.
Nie przeszkadzały jej rączki, które zjechały tak nisko, ba nawet całkiem jej się to podobało, co można było stwierdzić po jej poszerzającym się uśmiechu.
- Najwyżej ucieczki z miasta włączymy do naszego terminarza na stałe - stwierdziła, wkładając swoje rączki pod fartuszek mężczyzny, gładząc jego klatkę piersiową. Znów chciała złączyć ich usta, gdy usłyszała syczenie dochodzące ze strony kuchenki i odwracając głowę w tamtą stronę, mogła dostrzec kipiące ziemniaki. Oderwała się od ukochanego i przykręciła gaz, wzdychając.
- Chyba trzeba skończyć najpierw gotowanie - pokręciła głową, śmiejąc się cicho. Bo inaczej spalą cały domek.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2019-02-18, 22:08    [Cytuj]

Atmosfera gotowała się jak te ziemniaki w garnku do których uciekła a ja zaczynałem myśleć o tym żeby trochę nagiąć zasady. Stałem tak przez chwilę z lekko skrzywioną miną, obserwując Opal przy tym garnku i rozmyślałem nad wszystkimi za i przeciw. Złamać własną zasadę? Każda sekunda ze spojrzeniem utkwionym w jej stronę - to było jak przekonanie, że tak właśnie powinienem zrobić. Myślę, że mi to wypomni ale nie będzie miała za złe, przecież przyjechaliśmy odpocząć i zająć się sobą a to miałem zamiar uczynić. Zająć się... nią.-Chyba złamie swoją regułę. Poderwałem czarnowłosą z ziemi, kilka słów i magią uniosła się wokół nas, jedzenie samo się robiło a ja kierowałem się w stronę kanapy. W salonie otwartym na kuchnie stała kanapa i dwa duże fotele, mały stolik na kawę i niedaleko kamiennego kominka skóra zamiast dywanu. Wylądowaliśmy na pierwszym meblu, ogień zapłonął a światła przygasły. Łamałem coraz więcej zasad co do używania magii ale jakoś mało mnie to obchodziło gdy wreszcie mogłem położyć dłonie na zgrabnej kibici ukochanej i złączyć usta w pocałunku. To będą udane dwa tygodnie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-02-20, 16:58   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Też czuła gęstniejącą atmosferę, która naprawdę nie pomagała skupić się na zadaniu. Naprawdę żałowała w tej chwili, że zadecydowała o wspólnym gotowaniu, ale nie podejrzewała, że przez tak naprawdę całkiem krótką chwilę uda im się tak nakręcić. I już mniejsza nawet o to, kogo to była wina. Tylko niech te ziemniaki naprawdę gotują się szybciej, bo jednak będzie niegrzeczna i użyje swoich mocy do przyśpieszenia procesu.
Przynajmniej nie tylko po jej główce krążyły podobne myśli. Wiedziała, że Craig na nią patrzy i podejrzewała, że jest tak samo niezadowolony, że kipienie kartofelków przerwało im już całkiem przyjemny moment. I szczerze mówiąc, nawet miała zaproponować, by przesunąć gotowanie trochę w czasie, ale nagłe poderwanie do góry sprawiło, że na chwilę jej myśli zostały rozproszone.
- Możemy założyć, że dzisiejszego dnia nasza reguła jeszcze nie wchodzi w życie, co ty na to? - zaproponowała, po czym roześmiała się, widząc przelatującą obok niej łyżkę i jakąś miskę. Przytuliła się mocniej do Craiga, obejmując go nogami i ucałowała jego skroń. A potem znaleźli się na kanapie, co dla Opal oznaczało koniec gotowania jak na dziś. Bo już ukochanego stąd nie wypuści. No dobrze, mieli jeszcze parę mebli, które mogliby odwiedzić, w razie jakby kanapa jednak przestała im starczać.
Uśmiechnęła się, gdy czarownik trochę podkręcił atmosferę, zmieniając oświetlenie na bardziej klimatyczne. Nawet nie skomentowała kolejnego użycia magii, miała aktualnie to gdzieś. Zresztą ona i tak była tą, która gorzej przyjęła ową ustaloną przez nich zasadę.
Zatonęła w pocałunku, który zresztą był naprawdę namiętny i sprawiał, że kobietę przeszedł przyjemny dreszcz. Jedną ręką zjechała na ramię ukochanego, a drugą wymacała wiązanie fartuszka na jego plecach, po czym sprawnie je rozwiązała. Nawet przerwała na chwilę pocałunek, by sprawnie zdjąć ową część stroju, ściągając ją z szyi, przygryzając przy tym swoim zwyczajem wargę.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2019-02-24, 22:13    [Cytuj]

Coś spadło na podłogę, dźwięk rozniósł się po domku a chwilę później słychać było spore sapnięcie, jakby ulgi i zadowolenia w jednym. To byłem ja upadający z kanapy na dywan z futrzaka który i tak nie tak dawno temu był wyleżały przez dwójkę takich czarowników, w sensie to moje drugie lądowanie w tym miejscu - tym razem samemu. Kolejnym dźwiękiem było burczenie w brzuchu.-Opal... Sapnąłem sobie spoglądając na czarownicę leżącą na kanapie.-...Obtarłem kolana chyba w całości. Magia wciąż "fruwała" w powietrzu a pierogi podawały się właśnie do stołu, co nie znaczy że obyło się bez uszczerbków w naczyniach, parę talerzy stłukłem nie mogąc się skupić na utrzymaniu zaklęcia gdzieś tam z tyłu głowy.-I chyba nie chce mi się ruszyć po te pierogi, jesteś demonem. Pokręciłem głową z niedowierzaniem na to ile ona mogła, ja się tylko starałem a i tak nie zawsze mi wychodziło. Każdy facet może mieć parę wpadek gdy ma taką kobietę przy sobie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-02-24, 23:10   
   Viv, Devana
[Cytuj]

Czarownica miała zamiar dobrze wykorzystać czas, który sobie zapewnili za pomocą małego złamania zasad. Dlatego postanowiła nie oszczędzać ani siebie, ani ukochanego.
Leżała aktualnie na boku, wyciągnięta na kanapie nadal prezentując swoje wszystkie wdzięki. Włosy miała w kompletnym nieładzie, oddychała trochę szybciej i głębiej niż zwykle. Jej zgrzane ciało powoli zaczynało wracać do normalnego stanu, a ona z delikatnym, jednak niezbyt grzecznym uśmiechem spoglądała na Craiga, który na miejsce chwilowego odpoczynku wybrał skórę pod kominkiem. Notabene całkiem wygodną, bo i sama Opal miała okazję to sprawdzić. Chociaż może wtedy średnio myślała o jej miękkości, bo miała główkę zajętą czym innym.
Zmieniła pozycję tak, by leżeć na plecach i przeciągnęła się, kryjąc przy tym swój poszerzający się uśmiech, na wzmiankę o biednych kolanach kochanka.
- Mogę ci je zaraz wyleczyć. No dobrze, może za dłuższą chwilę, jak zbiorę trochę energii - zaśmiała się, bo mimo iż zmęczenia widoczne było może po niej trochę mniej niż u czarownika, to sama ledwo miała ochotę się podnieść i ruszyć.
W końcu naprawdę trochę się namęczyli, Był to jednak naprawdę przyjemny rodzaj wysiłku.
Leniwie podniosła się w końcu do pozycji siedzącej i poszukała wzrokiem dolnej części swojej bielizny. Założyła ją, tak samo, jak zgarnięty zza kanapy sweter sięgający za pośladki i podniosła się, kręcą przy tym głową.
- Kochanie, tylko w połowie jestem demonem. Zresztą ty też, więc nie wiem, do czego nawiązujesz - uśmiechnęła sie niewinnie. Chociaż Craig pewnie doskonale te jej niewinne uśmiechy znał. - I będę tą dobrą i przyniosę nam jedzenie - stwierdziła, ruszając w stronę kuchni, po drodze sięgając po bokserki ukochanego i podrzucając je w jego stronę. Sięgnęła z blatu dwa talerze z pierogami i wyciągnęła sztućce, omijając przy tym kawałki zbitych naczyń. Wcześniej nawet nie zauważyła, że coś się stłukło.
- Trzeba będzie tu później posprzątać - stwierdziła, patrząc krytycznie na straty. Jednak to później.
Trzymając dwa talerze oraz dwa widelce i noże dotarła do kanapy, stawiając wszystko na stolik do kawy.
- Wiem, że nie podoba ci się ta opcja, ale chyba musisz wstać - zaśmiała się, patrząc na ukochanego.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2019-02-26, 19:11    [Cytuj]

-Jak się będziesz tak wyciągać to zaraz zapomnę że w ogóle coś bolą. Oczywiście, że patrzyłem na te cudowne ciało. Wyciągała się jak zadowolona kotka co było całkiem pobudzające i gdyby nie wizja zjedzenia czegoś, pewnie nie dałbym jej wstać. Czasami trzeba było poświęcić coś na krótką chwilę.
Bardzo krótką bo gdy tylko podniosłem się do pozycji siedzącej, zgarnąłem ukochaną do siebie, idealnie mając koronkową bieliznę na wysokości ust, trzymając dłonie na jej udach.-Jesteś jak sukkub, chciałbym się raz na jakiś czas oprzeć ale nie potrafię. Wargi musnęły zgrabny brzuszek i dopiero po tym dałem jej odejść, samemu wciągając bokserki na tyłek. Dziwnym trafem był to jeden ze śmiesznych prezentów od Opal i miałem na nich symbol Batmana.-Wcale nie muszę i później posprzątam, założę tylko fartuszek. Mrugnąłem a tyłkiem usiadłem na skórze, stolik nie był za wysoki, więc barkami i głową wystawałem ponad, tak też można było jeść.-Cieszę się, że tu jesteśmy. Ciesze się, że mam Ciebie Opal. Zawsze gdy na nią spoglądałem, miałem wrażenie że mi uśmiech rośnie od ucha do ucha i tylko fakt wciśnięcia sobie pieroga do ust zaburzył tę wizję.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-02-27, 20:17   
   Viv, Devana
[Cytuj]

- Nie wiedziałam, że moja drobna gimnastyka na kanapie ma właściwości przeciwbólowe - zachichotała. Była oczywiście świadoma, że czarownik jej się przyglądał, czerpiąc z tego zapewne wiele korzyści, ale nie podejrzewała, że samo spoglądanie na nią mogło leczyć. Co w sumie mogłoby być całkiem zabawną opcją, kiedy to lekarz miałby się rozbierać, zamiast pacjenta. Ciekawe, czy miałaby przed swoimi drzwiami kolejki?
Miała już sweter w rękach, gdy została złapana za łapkę i pociągnięta w stronę ukochanego. Odruchowo wplątała dłoń w jego włosy i przeczesała je, gdy ten zbliżył się do niej. Już nawet myślała, że pierogi jednak będą musiały jeszcze trochę poczekać.
- Może, mój rodzić był jakiegoś rodzaju sukubem? - zaśmiała się. - I muszę przyznać, że niezwykle mi się podoba, że mój urok jest nie do odparcia - znów zmierzwiła jego włosy, czując przyjemne ciepełko w środku, gdy została obdarowana słodkim całusem w brzuch.
Miała ochotę teraz się po prostu przytulić, oprzeć głowę o jego ramię i tak w spokoju sobie posiedzieć. Miała jednak misję zapewnienia, by nie padli z głodu.
A prezent w postaci bokserek został kupiony pod zwykłym impulsem. Po prostu nie mogła się powstrzymać, gdy je zobaczyła. W końcu Batman do Craiga całkiem nieźle pasował. No proszę, tylko wciągnąć na niego kostium, a potem wystarczy, że zrobi on tę swoją niewzruszoną minę i powie "I'm Batman". Opal zwijałaby się na podłodze.
Wywróciła oczami, widząc Craiga siedzącego na podłodze, ale przecież na kanapę nie będzie go ciągnąć. Zresztą chyba i tak nie dałaby rady, w końcu mężczyzna był sporo od niej silniejszy.
- Widzisz, jaki miałam dobry pomysł, by je ze sobą zabrać? - wzięła swój talerz do rąk. Fartuszki już zdały egzamin, teraz tylko wykorzystać resztę rzeczy, które tu ze sobą przywiozła. Nabiła na widelec pierwszego pieroga i zaczęła jeść. Naprawdę wyszły im całkiem dobrze, nawet mimo chwilowego oszustwa. A potem musiała na chwilę przestać, bo Craig powiedział słowa, które wywołały mocniejsze uderzenie jej serduszka.
- Ja też się cieszę, że tu ze mną jesteś. W ogóle, że jesteś. Dzięki tobie moje życie z dnia na dzień staje się coraz lepsze - wyznała i wstała z kanapy, by usiąść koło mężczyzny i go objąć swoimi rękoma.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Craig


Craig

692

Czarownik

Opal Lengyel

Pianista


Każdy wyraża emocje inaczej.

Wysłany: 2019-03-13, 20:56    [Cytuj]

-Jestem zdania, że piękne kobiece ciało to lek na każdą bolączkę. A Twoje, jako że jest moje to już w ogóle działa jak najlepsza magia lecznicza. Mrugnąłem do niej ale wolałbym nigdy nie poznać tej myśli o lekarzu rozbierającym sie przed pacjentem, musiałbym zamordować każdego przed jej gabinetem. Moje myśli krążył na szczęście wokół Opal i jej bliskości, gdy wplątała dłoń w moje włosy potarłem szorstkim policzkiem o delikatną skórę jej brzucha. Pierogi mogłyby poczekać gdyby nie to, że byłem niesamowicie głodny.-Nie wiem czy to dla mnie takie dobre, to znaczy że nie będę wiedział jak Ci odmówić. Zjadłem już dwa pierogi i skupiłem się po całości na tym cudnym talerzu pyszności ale nie mogłem się na nim skupić gdy smukłe ramiona wylądowały na mojej szyi. Widelec ze stukotem wylądował na talerzu a ja przysunąłem do siebie Opal, wciągając ją na kolana.-Dzięki Tobie wreszcie wiem, że żyję. Zamruczałem zadowolony z tej bliskości, tego co czułem. Musnąłem ustami obojczyk ukochanej i wtuliłem w nią głowę. Mogłem tak siedzieć do końca świata, byleby była obok.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Opal Lengyel


Opal Lengyel

170

Czarownik

Craig

Właścicielka Chelidonium/Dowódca Czarowników


And in the sea that is painted black, creatures lurk below the deck but you are a king and I am a lionheart

Wysłany: 2019-03-19, 21:59   
   Viv, Devana
[Cytuj]

W takim razie, skoro Opal była najlepszym lekarstwem na świecie, należało, dbając o swojego ukochanego, jak najczęściej stosować terapie z jej udziałem.
- W takim razie chyba będę musiała jeszcze częściej leczyć cię w taki sposób, muszę przecież pilnować, byś ciągle był w pełni zdrowia - stwierdziła, włączając w głos nutkę kokieterii. Pomińmy fakt, że czarownicy nie chorowali. Po prostu trudno było powstrzymać się przed dalszym przekomarzaniem, dla samego faktu, jak i przyjemnego napięcia, które się między nimi tworzyło. Nawet jeśli dopiero co wcześniejsze zdążyło opaść.
I cóż, gdyby pacjenci ginęli pod jej gabinetem, to raczej nie zyskałaby renomy. Plan więc raczej spaliłby na panewce, nieważne jak był interesujący. Zresztą zapewne i tak nie wprowadziłaby go w życie. Cała, zarówno jej dusza, jak i ciało, należały do Craiga i nie zamierzała doprowadzać do tego, by ten musiał się z kimkolwiek dzielić.
Zaśmiała się i lekko zwinęła, czując łaskotanie brodą, po czym spojrzała po prostu szczęśliwa na czarownika.
- Postaram się nie wykorzystywać twojej słabości. Przynajmniej za często - uśmiechnęła się słodko. W końcu każda kobieta lubiła czasem podyktować swoje warunki, często wykorzystując swój urok osobisty. Tylko robienie tego cały czas w końcu potrafiło się znudzić, zresztą, w związku w końcu chodziło o to, by obie osoby były szczęśliwe, nie tylko jedna.
Tuliła do siebie Craiga, patrząc na niego czule. Dostała od życia naprawdę niesamowity skarb, aż czasem zastanawiała się, czy nie powinna się uszczypnąć, bo to wszystko było zwykłym snem, oddającym jej największe pragnienia. Miłości, szczęścia, radości z życia.
- A ja odnalazłam sens swojego życia. Jesteś osobą, dzięki której wiem, że zawsze będę miała do czego wrócić, nieważne co się stanie, dzięki tobie nie muszę ciągle się miotać w życiu, próbując odnaleźć cokolwiek, co sprawia, że moje istnienie ma sens - pocałowała go w czubek głowy i sięgnęła po widelec Craiga, nabijając na niego pieroga, po czym przysunęła go mężczyźnie pod nos.
- A teraz zabierzmy się do jedzenia, zanim nam wystygnie. Musimy mieć duuuużo energii - uśmiechnęła się znacząco, co by było jasne, do czego tę energię wykorzystają. W końcu mieli jeszcze kilka spokojnych dni przed sobą, a ona nie zamierzała się nudzić. Zresztą, z nią i tak było to prawie niemożliwe.

/ztx2
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8