Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Może jednak nie rozmawiajmy o tym, jak Lennan zareaguje na zarówno swojego biologicznego ojca, jak i resztę partnerów i partnerek matki, bo... No, prawdopodobnie się chłopak załamie, oceniając wybory jego matki, która miała gust zapewne specyficzny. Chociaż może bardziej chodziło o to, że do Dev trzeba było być odpowiednie podejście, aby się do niej zbliżyć, a owe posiadały osoby nie do końca normalne?
Zresztą, dorosła była, jej życie, mogła sobie z nim robić, co chce, prawda?
Przepraszam bardzo, ale czyżby poślubienie owej wróżki byłoby naprawdę aż taką złą opcją? Nawet jeśli to wszystko było zwykłym gdybaniem, to chyba życie z nią nie było aż tak tragiczne, prawda? O to zapewne trzeba by było jednak spytać tych, z którymi była teraz najbliżej. Przy czym brat zapewne by potwierdził z czystej chęci utarcia Dziewanny nosa, że gorzej niż związek z nią już, by być, nie mogło, a Len zapewne zaprzeczyłby temu, ale tu nie wiadomo, czy z czystej grzeczności, czy jednak mówiłby prawdę?
Jednak rzeczywiście, trzeba było przyznać, że po tych wszystkich wiekach musieli się trochę zmienić. Eryk przede wszystkim okazał się magiem, do tego dojrzał i przestał być tym młodym chłopcem, a stał się dorosłym mężczyzną z setkami lat na karku. Dev za to była teraz tysiącletnią wróżką, która przebrnęła przez wiele wojen, spisków, miała za sobą lata służby Królowi Wróżek, a i obudziła w sobie wiele niechęci i nienawiści, mimo iż wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że była taka, jak wtedy, gdy dokuczała biednemu wikingowi.
Nie wspominając o tym, że oboje mieli za sobą także wiele związków, mniej lub bardziej udanych.
- Na jachcie? Cóż, rzeczywiście trudno tam o drzewa - uśmiechnęła się znów. Wolała zdecydowanie lasy i łąki, gdzie mogło swobodnie biegać, spacerować, podziwiać zmieniające się krajobrazy, rozmawiać z roślinami, jak i ze zwierzętami. Zresztą, jachty mają to do siebie, że mimo morza ciągle się siedzi na małej przestrzeni, otoczonym przez groźne wody. W samej za to łodzi pomieszczenia nie były zbyt wielkie. A patrząc, że Dev miała klaustrofobię, to raczej trudno byłoby jej zasnąć w małej kajucie, mając wrażenie, że ściany zaraz ją zmiażdżą.
Uśmiech czarownika, szczery, jak mogła po oczach wróżka poznać, sprawiał, że i ona reagowała na niego coraz radośniej. Można powiedzieć, że ciągle zarażali się pozytywnymi uczuciami, które wywoływało to spotkanie. Jednak czy domyślała się czegoś konkretnego? Nie bardzo. Mimo bycia mistrzem dedukcji i całkiem dobrym obserwatorem ciężko było określić w zachowaniu innych cokolwiek, co dotyczyło jej. A może raczej nie dopuszczała do swojej świadomości, że ktoś mogłyby żywić do niej jakieś większe, pozytywne uczucia? Dopiero gdy ktoś naprawdę otwarcie da jej to do zrozumienia, potrafi połączyć odpowiednie kropki. Ten ktoś musiałby jednak dać jej jakieś dość widoczne sygnały, subtelność tu nie zadziała.
Może on by się nie gniewał, Devana jednak nie lubiła naruszać czyjejś przestrzeni osobistej bez powodu lub zgody. A już na pewno nie bardzo lubiła dopuszczać ludzi do swojej strefy komfortu, temu właśnie miała opory, przed wykonaniem jakiegoś większego gestu, nawet dotknięcia ręki.
Zresztą jakby to zrobiła, to chybaby spłonęła z zawstydzenia, o czym gdzieś tam w środku doskonale wiedziała. Zresztą i tak już się rumieniła, a Eryk nawet nie dawał jej ochłonąć, rzucając co rusz kolejnymi komplementami, lub innymi słowami, które pogłębianiu czerwień jej policzków.
- Przesadzasz, świat może co najwyżej pozbył się kolejnej mącącej spokój istotki - odwróciła wzrok, zerkając na swoją dłoń, która odruchowo wodziła po krawędzi szklanki. Zakłopotana? Jak najbardziej.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Ta samokrytyka aż kuje w oczy. Ładniej by brzmiało, że Dev pozwala zbliżyć się do siebie tylko wyjątkowym jednostką o nieszablonowym podejściu do życia. Od razu brzmi bardziej uroczo, słodko, romantycznie, wręcz poetycko, czyż nie? I zamiast kreślić obraz wróżki będącej magnesem na typów spod ciemnej gwiazdy przedstawia nam wróżkę radosną, ciekawą świata i bardzo wybredną w doborze znajomych.
No cóż, u obu nieco się zmieniło i nawet życie okazało się nie takie piękne jak się wydawało kilkaset lat temu, ale wiecie co? On dzisiejszego wieczoru poczuł się jak tamten nastolatek budzony w środku nocy patykami. Od dawna nie czuł takiej beztroski i szczęścia, takiego bezinteresownego. Radości z bycia – jak się okazuje w towarzystwie swojej pierwszej partnerki. Nawet nie podejrzewał, że osiągnięcie swego rodzaju szczęścia może być tak proste. Wystarczyło po prostu być przy kimś i rozmawiać.
Szczęście, szczęście, jednak nie należało zapominać o problemach związanych z upływem czasu, mógł nadal (jak się okazuje) czuć miętę i słabość do tej uroczej wróżkowej buźki. Miał nawet ochotę ją przytulić, odświeżyć sobie pamięć związaną ze smakiem jej ust jednak nie sądził aby było to zbyt rozsądne. Fakt, przyniosłoby chwilowe ukojenie ale mogłoby ją spłoszyć, prawda? A trzeba przyznać, że strasznie mu zależało na tym aby odnowić ich relację i zobaczyć dokąd ona zaprowadzi. Dlatego skarcił się wewnątrz głowy i obdarzył ją delikatnym uśmiechem.
- Możemy zasadzić drzewo w basenie. - wilk syty i owca cała. Poza tym klaustrofobia klaustrofobią ale na jego jachcie spokojnie można by było otworzyć hotel. Był ogromny i sama Devana prędzej by się na nim zgubiła aniżeli poczuła przytłoczenie zamkniętą przestrzenią. Fakt, prędzej by się spodziewał, że po dwóch – trzech dniach kobieta zacznie cierpieć na chorobę morską i tęsknotę za twardym lądem. Suma sumarum, gdyby mieli się po tak długiej przerwie zejść jakoś by sobie z tymi utrudnieniami zapewne poradzili. W końcu hej, oboje byli magicznymi istotami, prawda?
- Słodkiej, mącącej istotki. - sprecyzował po czym przez chwilę kręcił się na krześle dookoła własnej osi – zupełnie jakby dawał jej czas na walkę z rumieńcami i ochłonięcie. Dopiero po chwili zatrzymał się twarzą w twarz wróżki. Tak, tak, uśmiech go nie opuszczał. - Poza tym okazało się, że moim ojcem jest Loki. - czy to nie brzmi jak przeznaczenie? Wróżka, która uwielbiała mącić i potomek demona słynącego z mącenia i żarcików. Tak, to byłby piękny duet – biedny Lenny.
- Ej, Dev. Wiesz co? - i w tym momencie zrobił coś, przez co mógłby stracić nawet rękę! Położył dwa palce na brodzie dziewczyny podnosząc ją na tyle, żeby ich spojrzenia się skrzyżowały. - Niedługo są walentynki, święto miłości przyziemnych. Może spędzimy je razem? - uhuhu. Czy to nie była jakaś poważna deklaracja? Aż mu serce stanęło w oczekiwaniu na odpowiedź. Swoją drogą ciekawe jak sama wróżka zinterpretowała jego intencje? Czyżby zaczęła się domyślać, że czarnoksiężnik ma wobec niej szczere intencje i zależy mu na jej poznaniu. W końcu mógł zareagować na jej towarzystwo na różnoraki sposób, na przykład rzucić się na nią powołując się na wspólną przeszłość. On natomiast zachował się jak nie on – dość dojrzale, dając jasno do zrozumienia, że nadal jest mu bliska i chce ją poznać, od nowa.
I chwała bogom za to, że wróżka nawet się nie domyślała, że jej obecność sprawiła, że wikingowi miękły nogi. Co za wróżka, co za kobieta. Oh i ah.
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Rzeczywiście, w ten sposób trochę lepiej to brzmiało, nie zmieniało to jednak faktu, że raczej zwykłych osobników do bliższego zapoznania się nie zachęcała. Wróżka coś o tym wiedziała, bo w końcu kto był lepszy w przekręcaniu wszystkiego tak, by ukryć prawdę, jednocześnie nie kłamiąc? Przynależność rasowa do czegoś zobowiązywała.
Spotkanie Dev widocznie musiało sprawić, że Eryk przypomniał sobie stare dobre dzieje i to, jak można odczuwać radość i beztroskę. Przypomniał sobie czasy, gdy wszystko było proste, w perspektywie nie miało się przeżywania kolejnych katastrof i konfliktów nawiedzających ten świat, a jedynie przeżycie kolejnego dnia. I tylko tyle się wtedy liczyło.
A może to nie wspomnienia, a sama obecność wróżki?
Wróżki, która już przy ich pierwszym spotkaniu była znacznie bardziej życiowo doświadczona. Nie zmieniało to jednak faktu, że przez minione wieki przeżyła jeszcze więcej, niekoniecznie miłych chwil. Teraz jednak powoli czuła, jak na chwilę zapomina o wszystkich problemach, nawet wyspie i dziwnym znamieniu, które zaczęło się powoli rozwijać od czasu karnawału. Rozmawiała, zapominając na chwilę o swojej nieśmiałości, mimo iż nie wiedziała Eryka tak długo.
Ciekawe, co by było, gdyby nie musiała zniknąć? Co by było, gdyby odnalazła Eryka wcześniej, gdyby wiedziała, że jest on czarownikiem i mógł gdzieś ukrywać się przez te lata? Czy byliby teraz nadal razem? A może i tak musieliby się w końcu rozejść?
Czy uciekłaby na przytulenie? Raczej nie. A na pocałunek? Znając życie, szybciej zmieniłaby się w kupkę popiołu, paląc się z zawstydzenia, niż wzięłaby nogi za pas. Owszem, mieli za sobą naprawdę piękne i namiętne chwile, ale na Króla, ona nie miała z nim żadnego kontaktu przez tak długi czas! Ba, czuła się nawet trochę, jakby miała przed sobą ducha, a nie żywą osobę. Zresztą, Eryk i tak przez ten czas zdążył dojrzeć i... I czemu nagle zrobiło jej się tak ciepło?
- Nie szkoda ci basenu dla wróżki, która od czasu do czasu by cię odwiedzała? - zapytała. Pytanie nie było przypadkowe. Tak, była amebą społeczną, ale była przy tym całkiem inteligentną i nie raz potrafiła wyłuskać więcej z jednego zdania, niż przeciętna osoba. A przynajmniej tak jej się zdawało i miała nadzieję, że nie nadinterpretowała tego wszystkiego. Słowa Eryka zabrzmiały trochę tak, jakby właśnie zaproponował wróżce przeprowadzenie się na środek morza, zresztą stwierdzenie "zasadzimy", wskazywało na to, że mieli zrobić by to wspólnie... I nawet jakoś ucieszyło to wróżkę, ale później zdała sobie sprawę, że przecież nie powinna w ogóle myśleć o takich rzeczach. Miała obowiązki, a Eryk... No właśnie, miał być przecież przeszłością. Tylko czy to spotkanie tego przypadkiem nie zmieni?
Czarownik chyba postanowił dziś doprowadzić do tego, że Devana wyjdzie dziś z baru cała czerwona, mówiąc raz po raz rzeczy, które ją po prostu peszyły.
- Naprawdę, chyba mało kto myśli, że jestem słodka - odpowiedziała, mając nadzieję, że zaróżowione policzki długo takie jednak nie zostaną. I nawet zdążyła się trochę uspokoić, gdy Eryk kręcił się na fotelu, co w sumie trochę ją rozluźniło i sprawiło, że uśmiechnęła się szeroko, chociaż jakoś nie potrafiła przerwać ciszy, która zapadła. Dobrze, że ostatnio ludzie byli tak wyrozumiali i przerywali ją za nią.
- Loki? Nawet nie wiedziałam, że jest demonem - stwierdziła, błądząc po twarzy Eryka. - Ale pewnie wiele to by wyjaśniało, co? - zapamiętała, że czarownik także za młodu aniołem nie był i potrafił czasem zacząć rzucać patykami pierwszy, gdy już wiedział, że się od niego wróżka tak łatwo nie odczepi.
I tak biedny Lennan. I Oinari, który nie doczeka się kolejnych siostrzeńców.
Dev nawet zdążyła ogarnąć swoje reakcje i błądzące gdzieś myśli, gdy mężczyzna postanowił jednak doprowadzić ją do stanu przedzawałowego. Znów sięgnęła po swojego drinka, gdy poczuła, jak Eryk unosi jej brodę. Zamarła, jej serce zaczęło walić w jej piersi jak oszalałe, a twarz znów przybrała odcień świeżego pomidora. Czuła się jak przestraszone zwierzątko w szponach drapieżnika, jednocześnie nie chcąc z jego łap uciekać. Cóż, może to, co zaszło między nimi w przeszłości, nie zniknęło zupełnie i gdzieś się w niej odzywało?
A potem padła propozycja, która sprawiła, że trybiki w głowie Dziewanny zaczęły ruszać się z niezwykłą szybkością. Każde słowo musiało do niej dotrzeć oddzielnie, bo nie mogła na początku ogarnąć całej wypowiedzi na raz. Jej serduszko zamarło, a potem nagle zaczęło przyśpieszać.
Sama za to Dev nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić.
W pierwszej chwili chciała zamienić się w jakiegoś ptaka i wylecieć z baru jak najszybciej, byleby tylko nie musieć odpowiadać na pytanie. Było to chyba jednak zbyt niedojrzałe nawet jak na nią, a zresztą siedziało tu za dużo przyziemnych.
Musiała więc podać odpowiedź. A to nie było łatwe, tym bardziej że nie spodziewała się tego wszystkiego, ani spotkania Eryka, ani zaproszenia na... No właśnie na co?
Chwila, czy to miała być randka?!
Zaczęło jej się robić gorąco, a ona sama miała wrażenie, że zaczyna panikować. A przede wszystkim zdała sobie sprawę, że w sumie, to chętnie by spędziła z czarownikiem więcej czasu. Chwila, czyżby jednak dawno zapomniane uczucia jednak gdzieś tam nadal czatowały? I czy powinna im dojść do głosu? W jej wnętrzu kłębiły się różne emocje i myśli, a ona czuła, że jak tak dalej pójdzie, to będzie zastanawiać się nad za i przeciw kolejną dekadę.
- Myślę, że możemy razem się gdzieś wybrać - stwierdziła w końcu, a coś w jej żołądku zatrzepotały cholerne motyli, sprawiając, że mimo iż myślała, że to nie możliwe, poczuła jeszcze większe ciepło na policzkach. W końcu, czemu mieliby nie spróbować po raz drugi, skoro kiedyś było im całkiem dobrze, prawda? Zresztą, co jej szkodziło? Miała już wiele za sobą, ewentualna pomyłka nie powinna jej skrzywdzić. Chyba.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
No dobra, trzeba przyznać, że w nie mówieniu prawdy nie miała sobie równych on jednak miał swobodę jeśli chodziło o drobne kłamstewka. Czyli, czyżby ich umiejętności w zwodzeniu osób trzecich były dzięki temu na przybliżonym poziomie?
To chyba było coś więcej niż tylko wspomnienie tamtych czasów. Faktycznie, poczuł beztroskę i szczęście, ale nie tylko to. On czuł się po prostu żywy, dla porównania nie czuł się tak dobrze od kilku stuleci. Czyżby sama obecność wróżki była wystarczającym powodem aby zacząć na nowo cieszyć się życiem? Widocznie tak, na chwilę obecną, tego wieczoru – przecież nie mógł założyć z góry jakie skutki przyniesie ich spotkanie. To wiedział tylko Wszechojciec. Dlatego po prostu postanowił cieszyć się chwilą.
Co by było? Dobre pytanie, można śmiało stwierdzić czego by nie było, jeśli bym się ułożyło nie byłoby dzisiaj – on prawdopodobnie nigdy nie poznałby Sig albo nie uległ jej urokowi, przez co nigdy nie uciekłby na otwartą wodę. Nie zapragnąłby posiadać jachtu i nie zostałby złodziejem. Kim by był? Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że sama wróżka też wiele by straciła. Więc może to dobrze, że wtedy zniknęła? Może to dobrze, że po kilku wiekach dostali od losu drugą szansę? Może to miał być ich czas? Niezbadane są wyroki bogów – jak to mawia Eryk.
Przecież wiedziała, że to nie jest jego pierwsze spotkanie z wróżką, głupiutki też nie był więc domyślił się, że jej pytanie ma jakieś głębsze dno. Na pewno nie było dosłowne a ona sama widocznie chciała się czegoś dowiedzieć, wyczytać między wierszami z jego odpowiedzi. Dlatego mężczyzna na szybko przeanalizował całą sytuację i zaczął się domyślać, że chodziło jej o nich. Cóż, to było jej łatwo udowodnić. Jak? Po prostu położył jej dłoń w miejscu gdzie jego rozhulane serce wykonywało pokaz godny mistrzostw świata w stepowaniu.
- Niektóre kwestie pozostają bezcenne. - pytanie tylko czy ta blond ameba domyśli się, że właśnie nazwał ją kimś bezcennym, co za tym idzie wszystko co było związane z nią takie się stawało. Fakt, mógł się pokusić o stwierdzenie, że nie ukradł jeszcze nic tak cennego jak jej uśmiech ale to raczej tylko by ją zakłopotało, prawda? Dlatego postanowił ugryźć się w język i obdarzyć ją słodkim uśmiechem.
- Demon uznany za bóstwo. Cóż, wysoko postawił poprzeczkę. - ha. Patyki? Czyżby wróżka zapomniała jak zastawił na nią kiedyś pułapkę w postaci worka szyszek? Cholera, nie wszystko poszło wtedy zgodnie z planem bo zamiast pęknąć worek spadł na jej głowę dekorując ją pokaźnym guzem. Ale, nie ma tego złego, będą mieli co Lennowi opowiadać. Swoją drogą ciekawe jak półnefilim zareaguje na obecność Eryka obok jego matki? W końcu mieli dość burzliwą znajomość.
Oczywiście, że randka. On miał całą wieczność a ona dobre kilkaset lat, przecież nie musieli się z niczym spieszyć, prawda? Na samą odpowiedź kobiety zareagował miną godną zadowolonego dziecka, które dostaje od rodziców wymarzony upominek. To chyba nawet wyrażało więcej niż wszystkie możliwe słowa, które mógłby wypowiedzieć?
Co zabawne, miał cholerną ochotę aby się do niej przytulić, aby znowu poczuć jej zapach. Móc schować twarz w jej ramionach a mimo wszystko bał się, że gdyby to zrobił to wróżka czmychnęłaby gdzie pieprz rośnie. Cholera, dlaczego wszystko, co było związane z nią musiało być takie skomplikowane?
Chciał nawet opowiedzieć jej wszystko, dosłownie, całe swoje życie po ich rozstaniu. Chciał też dowiedzieć się, co działo się u niej ale... ale nie czuł, żeby miało to jakiś wpływ na ich znajomość – czuł, że liczy się tu i teraz. Poza tym, nawet by nie wiedział jak ma się za to zabrać, trochę tego było.
- Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem. - mruknął po chwili. Cóż, zbyt dużo nie powiedział, co zabawne uświadomił to sobie dopiero teraz. Już dawno nie czuł się taki bezradny, zupełnie jakby wszystko zależało od tego co zrobi wróżka, jakby to od niej zależało wszystko, co z biednym wikingiem związane. Zupełnie jakby ponownie wpadł w jej sidła.
Spokojna być mogła. Była jedyną istotą we wszystkich możliwych wymiarach, której nie miał zamiaru zranić. Odważne słowa, zbyt dojrzałe jak na Eryka, a jednak. Coś było na rzeczy, wisiało w powietrzu.
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Czasami zazdrościła innym istotom zdolności kłamania. Zdecydowanie łatwiej było coś ukryć, mówią po prostu nie zamiast tak, nie musząc starać się tak dobierać słowa, by jednocześnie nie zaprzeczyć i nie potwierdzić. Mało kto wie, ile to kosztowało skupienia i wysiłku. A i jeszcze należy przy tym zachować niewzruszoną twarz. Tak, temu właśnie umiejętność zatajania prawdy była przez wróżki uznawana za sztukę.
Wróżka musiała więc wydzielać jakąś specyficzną aurę, która sprawiała, że Eryk czuł się tak, a nie inaczej. Aurę, która sprawiała, że jego serce zaczynało bić szybciej, wyrywała go z codziennej apatii, która równie dobrze mogła być szarzeniem, które miało spotkać każdego długowiecznego czarownika. Mówi się jednak, że podobno miłość potrafiła wyrwać z tego jakże strasznego stanu.
Czyżby więc to właśnie coś podobnego targnęło czarownikiem?
Gdyby przez te wszystkie wieki byli razem Dev zapewne nigdy nie doczekałaby się swojego syna, nie poznałaby też zapewne wielu istot, może nawet nie stałby się jednym z najbliższych Królowi wróżek członków jego siatki szpiegowskiej?
Tak, może to więc dobrze, że los musiał ich rozdzielić, by mogli przeżyć swoje życia i stać się tym, kim dziś byli. I może właśnie teraz ich przyszłość miała więcej sensu, niż wcześniej, gdy Eryk nie znał jeszcze siebie, a Dziewanna musiała poświęcić się swojej misji?
Zawsze mogła liczyć na to, że Eryk już zapomniał, jak przebiegła potrafiła być wróżka. Jak widać jednak, wiele rzeczy jednak się nie zmieniło, skoro nie tak trudno przyszło mu ją rozgryźć. Mimo to czarownik miał przynajmniej trochę zabawy w odpowiednik układaniu odpowiedzi. Tyle z satysfakcji.
Przyglądała się z ciekawością, jak Eryk kładzie rękę na sercu. Cóż, jej własne też wykonywało całkiem niezły pokaz umiejętności tanecznych, wybijając naprawdę szybki rytm.
- Jak na przykład sprowadzenie driady na pełne morze? - zapytała, kompletnie nie łapiąc, o co Erykowi chodziło. Mówi się, że istnieją podobno różne rodzaje inteligencji. Mimo posiadania kilku, na całkiem rozwiniętym poziomie, Dev brakowało chyba tej, która na obecnym etapie pojęłaby, co chce przekazać jej czarownik. Wzmianka o uśmiechu zapewne więc znów doprowadziłaby ją do kompletnego zawstydzenia, ale przynajmniej dałaby więcej wskazówek, które były jej jednak potrzebne.
Wysoko ustawiona poprzeczka? Cóż, Dev miała i w tym momencie się czym pochwalić, bo w końcu ją samą w pewnym momencie ludzie zaczęli czcić.
- Nie opowiadałam ci, jak ludzie kiedyś uznali mnie za swoją boginię łowów, która postanowiła ich odwiedzić? To właśnie od niej wzięłam przecież imię, którym się posługuje - zaśmiała się. Zawsze lubiła tę historię, bo w końcu kto nie chciał chociaż przez chwilę porobić za bożka?
Cóż, jakoś jej się zapomniało o owym worku, zresztą dobrze, bo nie pamiętała przy okazji o tym, jak bardzo ów guz bolał. Jednak rzeczywiście, mieli za sobą naprawę wiele zabawnych historii, jak i tych, które inni zapewne nazwaliby uroczymi. Lennan zapewne się ich nasłucha, jednocześnie chcąc jak najszybciej opuścić niedzielny obiadek u mamusi, szczególnie że z czarownikiem widać się nie lubił.
Dev jak się dowie, co między nimi zaszło, będzie musiała naprawdę się postarać, by nie dać Erykowi przez łeb patelnią.
O. Mój. Boże. Randka. Właśnie tak wyglądały myśli Dev, która czuła, jakby miała się zaraz zacząć topić, na widok uśmiechu Eryka. Policzyła szybko w myślach, kiedy to ostatnio ktoś ją zaprosił na jakąkolwiek randkę, albo coś, co można było pod nią podpiąć i trochę tych la było. A do tego miała iść na nią z czarownikiem, który sprawiał, że dostawała palpitacji serca.
Sposób, by wróżka nie uciekła? Przytulić na tyle mocno, by nie dała rady czmychnąć. Zresztą prawdopodobnie tak by ją wcięło, że nawet by o tym nie pomyślała. A potem może nawet odwzajemniałby uścisk? Co prawda cała czerwona na twarzy, ale jednak.
A było skomplikowane, bo tak. Bo Dev już po prostu taka była, należało do niej podchodzić jak do jeża lub innego dzikiego zwierzęcia, ostrożnie i z wyczuciem. Niech się Eryk przynajmniej cieszy, że pierwsze etapy oswajania ma już za sobą.
Na powieści będą mieli jeszcze zapewne sporo czasu, jeśli zdecydują się brnąć po tej randce dalej w odkrywanie na nowo swoich uczuć. W końcu jak już czarownik wspomniał, mieli wieki na ewentualne zwierzenia z ostatnich stuleci. A trochę ich zapewne było, patrząc na ich barwne życia. Ciekawe, jakie będą mieli miny, gdy każe się, że mieli te same kochanki?
Kolejne zawstydzające słowa, a Dev nawet nie zdążyła wrócić do swojej naturalnej bladości. Byle by te rumieńce jej nie zostały na zawsze, bo wyglądała z nimi raczej zabawnie. Wystarczy jej już sama młodo wyglądająca twarz, przez co niektórzy wrogowie potrafili nie brać jej na poważnie. Przynajmniej, dopóki nie kończyli z sercem przebitym strzałą.
Musiała jednak sama przed sobą jedno przyznać.
- Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale też tęskniłam - położyła swoją dłoń na jego i starała się nie paść na zawał, skoro już się odważyła na ten dobry gest. I to niby Eryk wpadł w jej sidła? To zabawne, bo to właśnie ona czuła się, jakby właśnie znalazła się we wnykach myśliwego, zdana na jego łaskę. Mogła się jedynie poddać i liczyć, że ten jej nie pożre w całości.
W głębi czuła jednak, że ten jej tego nie zrobi. Z jakiegoś powodu chciała ufać Erykowi i nawet chyba właśnie to robiła. Dziwne uczucie w powietrzu, które wisiało między nimi, oplotło również Devanę.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Pozostawało mieć nadzieję, że wróżka nie użyje swoich sztuczek związanych z zatajaniem prawdy przeciwko nie mu. Bo w sumie kłamstwo można było wyczuć, były pewne objawy z nim związane, nawet przez kilkaset lat przestępczej działalności mężczyzna nauczył się je rozpoznawać i dostrzegać. Tylko na co mogłoby mu się to przydać w kontakcie z wróżką, która nie może kłamać? Cholera, czyli w tej relacji to on był w dupie. Bo co zrobi jak im się uda, wróci najebany i zakrwawiony do domu po jakimś rabunku? Przecież jej nie da się okłamać! Zostanie mu tylko legendarne „Kochanie, to nie tak jak myślisz”.
No dobra, zgasiła go. Całkowicie. Chociaż to po części była jego wina, zapomniał jaka z niej ameba emocjonalna. Aż żal łapie człowieka w sercu, że nie powstał plebiscyt na największą forumową amebę. Wtedy kto wie, może i nawet postać blond wróżki by ją wygrała? Na pewno mogłaby liczyć na sporą ilość głosów.
Tak więc sam mężczyzna postanowił odpowiedzieć w jej stylu. Mówiąc prawdę ale niedosadnie. Tylko najpierw musiałby wymyślić jakąś ciekawą odpowiedź. Coś mądrego. W sumie biorąc fakt, że w przeciwieństwie do anielskiego kochanka Devy był dość cwany nie zajęło mu to zbyt długo. Zaledwie zdążył przygryźć dolną wargę nie odrywając spojrzenia od swojej uroczej towarzyszki. - Jak na przykład sprawienie aby ktoś wyjątkowy poczuł się komfortowo w nieprzyjaznym środowisku. - ha! Ha! A nawet ha ha i ha! Ciekawe czy taki dobór słów da jej do myślenia? W końcu mógł to ująć prościej, że się cieszy, że chciałby aby była blisko, ale czy to by było zabawne? Proszę nie zapominać, że jego ojciec był bóstwem krętactwa – a to jabłko spadło niedaleko od jabłoni.
Tak, tak, doskonale pamiętał tą historię ale niestety brał ją na kilka razy. Miał nieco odmienne spojrzenie na nazywanie kobiety boginią. W końcu mamy XXI wiek a on nadal jest wiernym wyznawcą swoich bogów, mimo upływu lat jego poglądy ani trochę się nie zmieniły. Co zabawne nadal składał im od czasu do czasu ofiary i pamiętał o odpowiednim święceniu ważnych dla jego wiary dat.
- Na co ja nadal odpowiadam, że bogiem łowów jest Ull. Syn Thora i Sif. - dokładnie, do samego Ulla wiele jej brakowało, głównie między nogami. I proszę nie powoływać się na umiejętność kameleona! Proszę nie niszczyć obrazu pięknej wróżki, który był bliski sercu wikinga. Facet był hetero i sama myśl, że wróżka z którą spędził najpiękniejsze lata swojego życia, mogłaby mieć członka byłaby dla niego ciężkostrawna – lekko powiedziane. - W sumie na dzień dzisiejszy wiem z czym się je wasze prawdziwe imię. Ale wiesz co? - no dobra, to teraz trochę powagi żeby rozluźnić nieco tą dość napiętą (w pozytywnym znaczeniu atmosferę). Chwilowo spuścił wzrok na podłogę aby przed powrotem zbudować nieco napięcia. Tak, tak, specjalnie dał jej czas na głupie myśli w stylu – O Boże, chce żebym mu je wyjawić. Gdy tylko wrócił do spoglądanie w jej śliczne oczka nawet szturnął palcem jej nosek, zupełnie jakby chciał ją skarać za wszystkie głupoty, które mogły przyjść jej do głowy w ciągu tej chwili. - Sądzę, że to ogromna władze i chciałbym abyś zawsze była Dziewaną, możesz mi obiecać, że nigdy mi go nie zdradzisz? - jedno pytanie a rozwiało tyle wątpliwości, prawda? Nawet jego twarz złagodniała a on sam dopowiedział - Jeśli się zgodzisz to pójdę za tobą nawet na koniec świata. - szach mat! Chyba dzisiejszego wieczoru nie wróci do swoich naturalnych barw. Biedna Deva, podstępny Eryk. Czy oni się po prostu pięknie i cudownie nie dobrali? Nawet zakłopotanie związane z zapomnianymi uczuciami, które z chwili na chwilę coraz bardziej o sobie przypominają i targną się na światło dzienne okazują w różny sposób. Chociaż może to i lepiej? Chociaż jedno z nich gada bez przerwy – fakt, że bez większego sensu ale liczy się inicjatywa!
I proszę nie mówić, że wyglądały zabawnie. Wcale nie, były urocze. Sprawiały, że wyglądała niczym truskawka na bitej śmietanie, aż miało się ochotę ją schrupać, co sam mężczyzna chętnie by zrobił gdyby nie fakt, że nie widzieli się tak długo. Chociaż trzeba przyznać, że dość ciężko było mu się opierać urokowi starszej wróżki, po prostu miała w sobie to coś, do czego serce mężczyzny lgnęło z całych sił. Niestety, miał do niej ogromną słabość. W momencie gdy położyła swoją dłoń na jego poczuł mięknące kolana i dobrze, że siedział na krześle bo pewnie przez ten niewinny gest osunąłby się na ziemię.
Sam nie pozostawał jej zbyt długo dłużny i splótł razem ich w palce, teraz to dopiero musieli wyglądać z boku jak para zakochanych. Ha! Kto wie. Plan na randkę też był prosty. Dobrze się bawić, nadrobić jak najwięcej straconego czasu i ukraść coś, co by się mogło wróżce spodobać. Kwiaty, misia, czyjś portfel? No dobra, z tym będziemy jeszcze improwizować. I póki co nawet nic nie mówił, nachylił się tylko delikatnie w stronę dziewczyny ciesząc się chwilą.
Dobrze, że oboje byli magicznymi istotami, dzięki temu będą w stanie się kontaktować mimo braku telefonu ze strony wróżki. Co do wspólnych kochanek, no cóż, pewnie się wymienią spostrzeżeniami. Chociaż ciekawe jak Dev zareaguje jak Eryk jej wyzna, że przed ich spotkaniem był znudzony życiem do tego stopnia, że wszystko dla niego było meh. Nawet jakiekolwiek formy zbliżenia nie były dla niego pociągające a samego flirtu używał do żartowania sobie z kobiet. Nie było nic piękniejszego niż uwiedziona, podniecona kobieta zostawiona sama sobie - chociaż raz, w akcie zemsty, dostał w łeb z butelki.
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Och, użyje swoich umiejętności tylko w ostateczności, zresztą czasem musiała podjąć się zadań, o których mało kto powinien wiedzieć, jak na przykład maczanie paluszków nie tak dawnym zamachu na Królową Wróżek. Ale ciii, to nadal dla wielu było tajemnicą. Oczywiście, jak się Eryk domyślał, potrafiła także całkiem nieźle rozpoznawać, gdy ktoś kłamał. Nie tylko dzięki doświadczeniu, ale także przez trening, który tak naprawdę ciągle trwał. W końcu wróżka też uczy się przez całe życie!
I w sumie, on myśli, że Dev się nie zdarzy wrócić z zakrwawionymi ciuchami po bardziej brutalnym dniu w "pracy"? A nawet nie jak w taki sposób, to przynajmniej z kolejnym zwierzakiem, którego znalazła po drodze do domu i stwierdziła, że jest słodki. Nie ważne, że będzie nim sporych rozmiarów niedźwiedź. Więc co, chyba są siebie warci?
Cieszę się, że mogłam przypomnieć o jej jakże wspaniałych umiejętnościach załapania niektórych aluzji. Cóż, przynajmniej miała okazję sprawić, że Eryk nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić! I proszę, na tym forum było tyle ameb, które mogły się wykazać pod różnymi kątami, że De na pewno miałaby sporą konkurencję. A i przyznać trzeba, że takie postacie miały w sobie przynajmniej coś uroczego.
Przekręciła główkę, widząc, jak Eryk przygryza wargę. Widziała dość wyraźnie, że nad czymś myślał (tak, to akurat z twarzy odczytała) i była ciekawa, jakie to też słowa miały opuścić jego usta.
Tylko, czy on ją musiał dzisiaj cały czas zawstydzać?
- Wyjątkowy? - powtórzyła skrępowana i zarumieniona (jak wielka odmiana, prawda?), zakładając kosmyk włosów za ucho. Nie bardzo się tak czuła, jeśli chodziło o bycie takim dla kogoś, ot, tak po prostu. Zresztą w ogóle miała problem z przyjmowanie komplementów i stwierdzeń jak te powyższe. - Przestań, wcale nie jestem wyjątkowa, normalna ze mnie wróżka - dodała ciszej, uciekając wzrokiem.
Niech się Eryk cieszy, że przynajmniej to załapała.
No proszę, proszę, widać Eryk nadal czcił swoich bogów, co szczerze dla Dev było jednocześnie pewnym zaskoczeniem, ale musiała przyznać, że całkiem miłym. Wiara wikinga była jedną z jego cech, które się nie zmieniły, coraz więc więcej dostrzegała z tego młodzika poznanego wiele, wiele lat temu.
- Oczywiście, że pamiętam. Zresztą, czy to, że inni za boga uznawali nawet wróżkę, nie świadczy, że ci, których czcili, mogli być ich zwykłym wymysłem? Laki za to, jak wskazałeś, jest przecież istotą z krwi i kości. Czy czegoś tam innego, nie znam się na boskiej i demonicznej anatomii - ciekawe, czy udało jej się ugłaskać czarownika. W końcu nie lubiła jego naburmuszonej miny! - I przyznaj, zaprzeczyłbyś, gdyby ktoś nagle zaczął nazywać się bogiem? - zapytała ciekawa.
I niech się Eryk nie martwi, Dev umiejętności kameleona nie posiadała, ba, można nawet uznać, że owa magia potrafiła przyprawić ją o ból głowy. Naprawdę, nadal nie miała pojęcia, jakiej płci są niektóry dworzanie. Chociaż do szpiegowania całkiem nieźle się nadawała i w sumie tu żałowała, że nie mogła jej wykorzystać.
Drgnęła, gdy usłyszała wzmiankę o jej prawdziwym imieniu. Można było przez chwilę wyczuć, że się spięła. Swojego mienia, które nadano jej przy narodzinach, strzegła, jak tylko mogła, szczerze mówiąc jego brzmienie znali tylko sam Król, oraz Oinari. Nawet jej syn znał ją tylko jak Devanę, czy Dziewannę. Nie lubiła nawet poruszać tego tematu, brak kontroli nad sobą był jednak zbyt przerażający.
Potem jednak Eryk szturchnął ją palcem w nos, przez co spojrzała na niego zdezorientowana, znów tonąc na chwilę w jego oczach.
Jej serce wywinęło koziołka na prośbę, którą usłyszała. Chyba jeszcze nikt nie poprosił jej o złożenie takiej obietnicy i szczerz mówiąc, nie bardzo wiedziała na początku co powiedzieć. Była wdzięczna, szczęśliwa i... Po prostu na jednym fikołku wykonanym przez wewnętrzną pompę krwi się nie skończyło.
- Jak najbardziej mogę obiecać, że do końca mojego życia nie poznasz mego prawdziwego imienia - bo jednak na nagrobku chętnie miałaby wypisane oba, wtedy przecież i tak już nie można by było go wykorzystać, prawda? Uśmiechała się i tym razem to ona pstryknęła Eryka w nos. - I wcale nie musisz za mną nigdzie chodzić - stwierdziła, bo przecież nie chciała, by czarownik cokolwiek dla niej zostawiał. Nie chciała pozbawiać go jego życia, swojego zapewne tak łatwo by nie porzuciła.
I dla ułatwienia. Ustalmy, że rumieniec od tego momentu z twarzy Dev nie schodził, bo w sumie zbyt wiele zawstydzających gestów wykonali, by teraz dała radę ochłonąć.
I dobrze, że przynajmniej jedno z nich gadało. Dev nie była dobra w podtrzymywaniu rozmowy, szczególnie jeśli szybko bijące serce i papka zamiast mózgu stworzona przez te wszystkie wyznania, w tym nie pomagały. I Eryk wcale nie gadał bez sensu! Dla Dev każde jego słowo się liczyło, nie ważne, jaką niosło za sobą treść. Zresztą ze swoją zdolnością do nadinterpretowania, mogła zawsze stworzyć coś z kompletnych bredni.
Porównanie do truskawki, szczególnie takiej z bitą śmietaną, rzeczywiście sprawiało, że Dev mogła zacząć wyglądać całkiem słodko i smacznie. Lepiej jednak jej nie zjadać, żylaste to, kościste, jeszcze trzeba będzie jakieś szyszki spomiędzy zębów wydłubywać. A, chwila, to nie takim schrupaniu chyba mowa?
Cóż, wróżka czuła się w towarzystwie Eryka coraz pewniej, może więc już niedługo czarownik będzie mógł skosztować uroczej księżniczki, jakby nie było. Nawet jeśli ta woli las i polowanie od balów, sukien i tiar.
Wychodzi na to, że dobrze, że oboje siedzieli, po prawdopodobnie padliby na podłogę, bo ich nóżki nie dałyby rady ich utrzymać. Chociaż, może by to przynajmniej przyśpieszyło rozwój zdarzeń, czy coś?
Spojrzała na ich splecione palce i w sumie już nie tylko czuła słabość w nogach, ale miała wrażenie, że cała zmieniła się w galaretkę, która zaraz się przy tym rozpuści. Już nawet nie myślała o tym, jak wyglądają z boku. Czarownik działa na nią w naprawdę niesamowity sposób, raz po raz przyprawiając ją o zawał. W pozytywnym sensie.
Plan ich randki rzeczywiście brzmiał bardzo miło, zresztą wystarczy sobie wyobrazić tę dwójkę, która nagle postanowi zrobić kilka psikusów gronu zakochanych par. A i mina Dev na widok prezentu w postaci czyjegoś portfela, mogłaby okazać się bezcenna.
Eryk się pochylił, a ona dalej błądziła po jego twarzy, raz po raz skupiając się na oczach, które tak jak jej radośnie błyszczały. Musnęła nawet kciukiem jego dłoń, ciesząc się, że mogła, choć na chwilę poczuć się jak dawniej.
Sposobów na komunikację było wiele, łącznie z gołębiami i znakami dymnymi, ale fakt, magia zdecydowanie to ułatwiała. I owszem, na pewno zdarzy im się kiedyś porozmawiać o swoich mniej lub bardziej romantycznych przygodach. W końcu czarownik powinien się dowiedzieć o synu Dev, nieprawdaż?
A jej reakcja na ewentualne wyznanie? Pewnie na początku nie uwierzy, by później szczerze się zdziwić. Czy czarownika dopadło szarzenie i Dev udało je się rozproszyć, choć przynajmniej na chwilę? A przy okazji stwierdzi też, że słusznie dostał butelką. Trochę kobiecej solidarności.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
W sumie żeby zacząć się okłamywać musieliby mieć ku temu dobry powód, poparty brakiem zaufania, które jakby nie patrzeć zaczynali między sobą budować od podstaw. Zapewne propozycja związana z wróżkowym imieniem przygotowała świetne fundamenty pod rozwijającą się od podstaw relację ale, co im z tego wyjdzie pokaże dopiero upływający czas. Można by rzec, że mieli wieczność, znaczy się on miał bo ona w pewnym momencie niestety odejdzie z tego świata. Czy po śmierci driady szukałby nowego obiektu westchnień? Ciężka sprawa, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że spotkanie z jego pierwszą miłością sprawiło, że jego serce zabiło szybciej a on sam poczuł, że życie nie jest takie szare i ponure jak mu się wydawało. Niby niewinne spotkanie, które wyrwało go z przybijającej rzeczywistości przepełnionej niczym.
No cóż, jeśli chodzi o faworyzowane ameby to zapewnie o złotą amebę Deva mogłaby stanąć w szramki z Sonią.
- Takie jest moje zdanie i nie zmienię tematu. Dla mnie byłaś, jesteś i będziesz wyjątkowa. - o! Tyle w temacie! Bo z prawdą była dość skomplikowana sytuacja, każdy miał swoją. Dla Devy prawdą było to, że jest zwykłą szarą wróżką a dla samego Eryczka prawdą było, że jego towarzyszka była jedną z najbardziej uroczych wróżek. - I nawet nie próbuj dyskutować bo cię ugryzę! W nos. - a do Rudolfa chyba by się nie chciała upodobnić? No nic, ale będzie musiała przemilczeć albo przyznać mu rację. Albo zaryzykować odciśnięciem się wikingowego uzębienia na jej uroczym nosku.
No dobra, coś w tym było. Ale godzenie się na traktowanie jako istotę wyższą wynikało raczej z charakteru kogoś kogo ów zaszczyt dosięgnął. On sam raczej wolał unikać nadmiernego rozgłosu, akurat jeśli chodzi o ego to dalece mu było aby zrównać się chociaż z piętami własnego ojca. Wolał sobie spokojnie egzystować, kogoś postrzelić, porąbać, okraść albo złożyć w ofierze. Zatuszować swoje występki i po prostu żyć dalej próbując być szczęśliwym. To w sumie taka podobna zależność nawiązująca do tego, że się dobrze dobrali. Tak jak Deva potrafiła wrócić do domu z nowym zwierzątkiem tak on umorusany krwią potrafił jak gdyby nic pić piwo przy grillu – nawyki z młodości.
No i skoro wróżka miała w planach porzucenie swojej strefy komfortu i odwiedzenie go w jego apartamencie to dlaczego on by nie miał chcieć spędzić z nią jakiejś większej ilości czasu? Tego jakby nie patrzeć miał więcej od niej #długowieczność.
To też nie tak, że miał zamiar odpuścić wprawianie jej w zakłopotanie. No dobra, miał i to nawet do tego stopnia, że planował nieco jej ulżyć w zostawaniu lokalnym burakiem. Jeszcze jej jakaś menda zrobi zdjęcie i zawiesi na ścianę wstydliwych osób. Kolejna kategoria, w której wróżka mogłaby się odnaleźć. Wracając do sedna. No po prostu nie miał serca, żeby aż tak jej dokuczać dlatego przy pomocy swoich umiejętności przysunął jej krzesło razem z nią tak blisko siebie, że praktycznie meble się ze sobą złączyły on sam wsunął dłoń w jej włosy i przyciągnął jej kark do swojego torsu, tak, że mogła spokojnie schować bordową wręcz twarz w jego ramionach. - Jeszcze trochę i zamiast Dev zacząłbym mówić do ciebie truskaweczko. Teraz możesz zapomnieć o całym źle tego świata. - wyszeptał roztrzepując nieco jej blond włosy aby pomogły w ukryciu jej twarzy. I jedyne, co teraz świadczyło o jej zakłopotaniu to ciepło, które biło od jej rozpalonej twarzy. Nie mniej, teraz nikt nie widział w jakiej sytuacji ją postawił. Szczerym będąc on sam również potrzebował tej bliskości, chociażby po to aby upewnić się, że nie jest to żaden żart i wróżka jest przy nim. I poczuł się jak małe dziecko. Pierwszy raz od kilkuset lat dotarł do jego nozdrzy jej zapach, aż nadto relaksujący i przypominający mu o tym, co w życiu najlepsze. I tak jak w młodości nie potrafił go określić twierdząc, że pachnie orzeźwiająco tak teraz był wręcz pewny, że jego nos odbiera obecność wróżki zapachem ściętej trawy z nutką cytrusów.
- Gdy zniknęłaś dużo podróżowałem, nawet wziąłem ślub. Potem uciekłem od żony i zacząłem mieszkać na wodzie. Łupiłem, pływałem. Wraz z biegiem czasu zmieniałem swoje tak jakby mieszkania jednak fach pozostał ten sam. Od kiedy okazało się, że jestem czarnoksiężnikiem życie stało się prostsze. - tak po wstępie nawet postanowił jej skrócić swoje dzieje. Chyba po to, żeby pomóc jej się zrelaksować. Prawdopodobnie czuł obawy przed tym, że może nastać między nimi niezręczna cisza i przed tym do czego mogłaby ona doprowadzić.
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
W sumie Eryk i tak startował z lepszej pozycji niż większość, jeśli chodzi o zdobycie zaufania Dev, bo w końcu raz już to zrobiła i na razie nie widziała żadnych znaków, które wskazywałby na to, że nie ma tego zrobić ponownie. Ba, sytuacja z imieniem jedynie ją rozczuliła i dała więcej powodów, by naprawdę zaufać czarownikowi, co w sumie mógł uznać za naprawdę niesamowite wyróżnienie. Chociaż ona chyba też po prostu chciała to zrobić. Mimo tego ile mieli czasu, już teraz czuła, że nie ma się przy nim czego bać i może powierzyć w jego ręce naprawdę dużo.
I lepiej chyba na razie jednak nie myśleć o ewentualnej śmierci wróżki, co by na wszelki wypadek nie wykrakać. W końcu młoda nie była, życie wiodła raczej dość burzliwe, a i jeszcze te niepokojące znamię. A trzeba było przyznać, że naprawdę nie chciała, by to wszystko już się skończyło. Szczególnie teraz.
Złota ameba to zawsze jakaś nagroda, prawda? Kolejny pomysł na plebiscyt?
I owszem, chciała zaprzeczyć po raz kolejny, bo naprawdę nie potrafiła pogodzić się z tym, że mogła być dla kogoś aż tak ważna, nawet już otwierała usta, tylko szybko je zamknęła, gdy usłyszała o gryzieniu. Wiedziała, że to nie są czcze pogróżki i Eryk naprawdę był w stanie to zrobić, a ona nie tylko wolała zostać z całym nosem, ale miała wrażenie, że jeśli jego twarz znajdzie się tak blisko niej, to po prostu zaraz osunie się z tego krzesełka.
W swojej świadomości zostanie jednak nadal zwykłą wróżką. Mimo bycia księżniczką, zabójcą, szpiegiem i posiadaczką całkiem słodkiej twarzyczki, co do niej nie docierało.
Dev niby też nie przepadła za rozgłosem i zazwyczaj wolała kryć się w cieniu, wtedy jednak, gdy była jeszcze tak naprawdę bardzo młodziutką wróżką, traktowanie jej jako boginię po prostu robiło na niej wrażenie. Czuła się wtedy naprawdę ważna i poważana, mogła pomagać innym w zamian za drobne ofiary i przy tym się po prostu dobrze bawić. Zresztą, tak naprawdę wtedy jeszcze nie unikała wzroku innych tak bardzo, jak po tym, gdy zaczęła szkolenie i pozycję na dworze. To wtedy pojęła, jak dużo może jej dać pozostawanie w ukryciu.
Rzeczywiście się dobrali. Jedno, jak i drugie potrafiło wrócić z zakrwawionymi łapkami, przy czym zapewne mogli liczyć na brak scen i dram z tym związanych. W końcu po prostu pracowali na takie, a nie inne sposoby! I w sumie jak już się wspomniało o grillu, to niech się szybciej robi ciepło, bo zapewne mogliby spędzić podczas niego całkiem miły, relaksujący wieczór.
Skoro tak bardzo chciał z nią spędzić trochę czasu, to przecież nie mogła mu tego zabronić, prawda? Zresztą jej samej obecność czarownika sprawiła sporą przyjemność. W końcu nie licząc czerwieni, jej twarz niemal cały czas przyozdabiał uśmiech i to taki szczery! Aż się zastawiała, czy na pewno wszystko z nią dobrze. Pewności nie miała.
Eryk chyba powinien się przyznać, że próbuję doprowadzić Dev do omdlenia, patrząc jakie dawki emocji, komplementów i kontaktu cielesnego jej sprawiał. Nawet nie zwracała uwagi na to, że inni mogli się na nich gapić, a zapewne nie jedna osoba zerknęła w ich stronę, nie wspominając o wcześniej wspomnianym barmanie, który pewnie nadal nie był pewien, czy wróżka była pełnoletnia. Zdjęcia na szczęście nikt nie zdążył jeszcze zrobić.
Podskoczyła lekko na krzesełku, gdy te się przybliżyło do czarownika, krew zaczęła być pompowana z taką prędkością, że trochę zaszumiało jej w uszach, w oczach za to pojawił się cień paniki, jednak nikt nie był w stanie tego zauważyć. Poczuła dłoń na karku i resztkami chyba sił powstrzymała się przed rozpłynięciem i zostaniem mokrą plamą na podłodze. Wtuliła się w tors Eryka, wdychając jego zapach. Zakręciło jej się lekko w głowie, zarówno od nadmiaru emocji, jak i samej bliskości czarownika. Twarz ją paliła i w sumie chyba dobrze, że jednak nikt jej nie widział. Złapała jedną ręką za koszulkę na boku mężczyzny, drugą zaś zacisnęła w pięść i oparła na mostku Eryka.
- Wiesz, że jak tak dalej pójdzie, to na randkę zabierzesz kupkę popiołu? - starała się ogarnąć walące serce, jednak odgłos, jaki wydawał ten sam organ należący do czarownika, wcale nie pomagał jej się uspokoić. O ile w ogóle było to możliwe.
A potem czarownik zaczął opowiadać. Nie przedstawił za wiele szczegółów, ale i tak Dev dowiedziała się naprawdę dużo. Oderwała się na chwilę od niego, by spojrzeć w jego oczy i uśmiechnąć się lekko. Jej zmierzwione przez niego włosy latały właśnie we wszystkich kierunkach, musiała więc tez przy okazji zdmuchnąć jeden kosmyk wchodzący jej do oka.
- Ożeniłeś się? Tego się kompletnie nie spodziewałam - pokręciła głową, chociaż była chyba bardziej rozbawiona, niż... Trochę niepewna? Zresztą, u niej też sporo się działo.
- Ja za to do tej pory służę Królowi, straciłam matkę, a zyskałam brata, stałam się chyba jeszcze bardziej irytująca, narobiłam sobie wrogów, ale mam też kilku przyjaciół, ciągle robię słodki do każdego możliwego zwierzątka, i dorobiłam się syna - rzuciła szybko, by po chwili spojrzeć gdzieś w bok. W sumie przytulanie się do Eryka wcale nie było takie złe i naprawdę kusiło, by znów ukryć w ten sposób twarz. I najlepiej przez pewien czas z tej kryjówki nie wychodzić.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
W myślach niestety nie potrafiła czytać jednak oboje wiedzieli, że Devana jak nikt inny potrafi odczytać cudze intencje, w końcu robiła to w swojej pracy. Zapewne to, że pozwoliła mu na aż taką swobodę wynikało z tego, że wyczuła szczerość w postępowaniu mężczyzny. W stosunku do niej nie miał zamiaru zachowywać się jak zwodniczy dupek. Mało tego, czuł, że zależy jej na jej szczęściu, w tej kwestii mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Czyżby coś było w powiedzeniu 'stara miłość nie rdzewieje'?
Na dłuższą metę wypieranie przez nią rzeczywistości i uparte trzymanie się przekonania, że jest nikim wyjątkowym było dość urocze, sam czarnoksiężnik z ogromną radością postara się zmienić jej podejście drobnymi gestami. Kwiatkami, ostrzem rytualnym, czekoladkami, maczetą, misiami, cudzymi kończynami i przede wszystkim spędzaniem z niej czasu. Co zabawne, miał ochotę sam siebie spoliczkować, jeszcze kilkadziesiąt minut temu był w stanie stwierdzić, że jak ją jeszcze kiedykolwiek spotka to odpłaci się jej się za to, że go opuściła. Teraz? Teraz to słabo mu się robiło na samą myśl, że kobieta znowu pojawiła się w jego życiu wypełniając tą pustkę w sercu, która towarzyszyła mu od wieków. Tą samą pustkę, którą próbował wielokrotnie zapełnić – czy to biorąc ślub, czy to ulegając urodzie jeden z jego partnerek, co zabawne tych w jego życiu nie było zbyt wiele. Rzec by można, że jak na kogoś długowiecznego prowadził dość stonowane i mało rozrywkowe życie. W sumie zamiast wskakiwać pierwszej lepszej osobie do łóżka wolał wysadzić w powietrze jej dom.
W sumie samoczynnie wykrzywił wargi w jeszcze szerszym uśmiechu słysząc jak z ust kobiety pada to magiczne słowo 'randka'. Czyli wychodziło na to, że mieli do umówionego spotkania podobne podejście. Zupełnie jakby nie tylko on liczył, że ich relacja może wrócić na pierwotne tory. To tak jakby kropelką można było skleić faktycznie wszystko – nawet ich.
- Kupkę popiołu jeszcze dam radę naprawić ale masz zakaz umierania. Z nekromancji jestem sto lat za murzynami. Nie wiem dosłownie nic o tej dziedzinie magii. - za to iluzje i projekcje. Ha, w tym prawdopodobnie nie miał sobie równych, co nawet może potwierdzić potomek wróżki. Sam miał okazję paść ofiarą zdolności wikinga, młody nawet wmówił sobie, że boli go rana, której tak naprawdę nikt mu nigdy nie zadał. To dopiero był widok. Świetny materiał na kabaret. Szkoda, że Eryk jeszcze nie wie, że za kilka dni pozbawi młodego łowcę spodni w efekcie czego ten nie tylko będzie świecić tyłkiem na tłocznej ulicy ale straci część swoich pieniędzy.
- Ożeniłem się z wiedźmą, biorąc pod uwagę, że byłem wtedy człowiekiem było to dość lekkomyślne, następnie ją okradłem i uciekłem. Co swoją drogą jest samo w sobie świetnym żartem. - po tych słowach nawet delikatnie parsknął śmiechem. Na szczęście nie na tyle mocno żeby ją opluć. Ha! Chociaż tyle dobrego. Po czym po prostu odpłynął na chwilę z tego świata zatracając się całkowicie w szarych oczach driady. Może nieco się rozmarzył, może nieco poniosła go fantazja, może to nie było zbyt grzeczne. Jednak ciepły wyraz jego twarzy chyba był wystarczającą rekompensatą? Tym bardziej, że jeszcze zanim ta ponownie przeszła do stanu wrzenia pt 'uwaga, kupka popiołu za pięć, cztery' ten zamrugał oczami zupełnie odzyskując przytomność i świadomość działania. Nawet pomógł jej odgarnąć włosy za ucho rozkoszując się tym, że mógł zawinąć je na chwilę wokół własnego palca. Były przyjemne w dotyku, porównywalnie do waty higienicznej, puszyste i mięciutkie.
- Syna? Biorąc pod uwagę, że nie miałaś żadnego to w sumie tak jakbym miał możliwość zostania ojczymem? - ulala, chyba przypadkowo za bardzo zdradził się właśnie ze swoimi nadziejami na naprawę tego, co utracili. No dobra, więc trzeba szybko odwrócić jej uwagę. Wdech, wydech, wdech i wyrzucamy z siebie pierwsze, co przyjdzie do głowy - Wróżek? - w sumie zbyt adekwatne to nie było, nawet można by rzec, że nieco niegrzeczne. Dobrze, że sama Devana skutecznie zajęła jego ręce. No dobra, wyswobodził jedną tylko po to, żeby się strzelić w środek czoła.
- Przepraszam. - ta da da, proszę sobie zapisać w kalendarzu, że prymityw za jakiego uważa się Erika właśnie kogoś przeprosił. Czy to był pierwszy raz w życiu? Jeśli chodzi o szczere przeprosiny to na pewno. Słów rzucanych na wiatr raczej nie wypada liczyć, kto by je spamiętał?
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Gdyby Dev dostała możliwość czytania w myślach, już nikt nie byłby chyba bezpieczny, patrząc na to, że i tak bez tej umiejętności całkiem nieźle radziła sobie z odgadywaniem intencji innych. Z drugiej strony przestałaby pewnie być taką amebą, a to zapewne zabrałoby jej trochę uroku. Wyszło więc chyba na dobre. I tak, wyczuwała szczerość. Co w sumie, gdyby nie pamiętała czasów, gdy razem podróżowali, wydawałoby jej się i tak jakieś dziwne i podejrzane.
I jednak brak możliwości czytania w myślach jest dla niej lepszy. Przynajmniej mniej się peszy, nie wiedząc, co też łazi po głowie czarownika.
Wielu zapewne stwierdziłoby, że to wypieranie rzeczywistości jest bardziej irytujące, niż urocze, tym bardziej że zmienienie tego nie będzie łatwe, patrząc, że przez tysiąc lat nikomu tego nie udało się zrobić. Eryk może jednak próbować, jakieś postępy może uda mu się zrobić. Może nie koniecznie wszystkimi tymi prezentami, chociaż wiele z nich Dev chętnie przyjmie, ale po prostu byciem przy niej i odpowiednimi gestami, oraz słowami.
Rzeczywiście, to Dev zniknęła z dnia na dzień, bez słowa, zostawiając Eryka, miała jednak według siebie całkiem niezły powód. Do tego próbowała go po wszystkim nawet odszukać, chociaż okazało się to niemożliwe. Mimo to chyba należało jej się parę słów, które przyjęłaby z godnością, w końcu mimo wszystko była w tym jej jakaś wina. Na razie jednak nie miała zamiaru na nie nalegać, nie dość, że prawdopodobnie kompletnie zepsułaby nastój, to jeszcze miała po prostu wyrzuty sumienia.
Tym bardziej że w pewnym momencie po prostu postanowiła zepchnąć ich szczęśliwe chwile, prawie je zapomnieć. Chciała iść dalej, nie miała pojęcia o nieśmiertelności mężczyzny, myślała, że to już kompletna przeszłość, która nigdy już miała nie powrócić. Żyła więc, od czasu do czasu trafiając na osobę, z którą zostawała na dłużej, lub krócej, z jedną z tych osób miała nawet potomka i aż dotąd nie spodziewała się, że wszystko to sprzed tych kilku stuleci może nagle w nią uderzyć.
I trochę przy okazji oszołomić, bo wróżka zrozumiała jakiego słowa użyła do opisu ich spotkania dopiero wtedy, gdy opuściło ono jej usta. Spojrzała lekko niepewna na Eryka, widząc jednak jego uśmiech, lekko odetchnęła z ulgą, by za chwilę znów znaleźć się blisko stanu przedzawałowego. Czyli to naprawdę była randka? Okej, wdech, wydech, przynajmniej nie zapomnij, jak się oddycha.
- Postaram się jeszcze trochę pożyć, chociaż chyba wolałabym nie zostać poddana mrocznym rytuałom w celu ożywienia mnie. W końcu może się okazać, że nie powrócę jako ja, ale coś... Innego - bo w sumie z tego, co kojarzyła, mogła skończyć jako zombie, zwykła marionetka w rękach czarownika. I chociaż podejrzewała, że akurat ten mag jej by tego nie zrobił, to sama możliwość ją po prostu niepokoiła. Nie, jeśli kiedyś zginie, to niech tak już pozostanie. Co prawda chciała, by chwila ta nadeszła jak najpóźniej, ale zdawała sobie sprawę, że w końcu śmierć ją dopadnie. A wtedy ma to być już jej ostateczny koniec.
I sumie to dobrze, że Dev także nie wiedziała o relacji czarownika z Lennanem, ani tego, jak bardzo dręczy się jej synka, bo czekałaby ich poważna rozmowa. Chociaż znając życie, po opowiedzeniu tych zabawniejszych momentów wróżka doceniłaby kunszt w psotach i może nawet skończyłby się tylko na drobnym pacnięciu w głowę, za te bardziej brutalne iluzje. W końcu jak tu być złą, jak Eryk się uśmiechnie?
- Okradłeś wiedźmę i przeżyłeś? I to jeszcze taką, którą poślubiłeś? To już chyba całkiem spory wyczyn - zaśmiała się, chociaż trochę dziwnie się czuła, z tym że Eryk miał żonę. Chociaż przyganiałby kocioł garnkowi, on przynajmniej nie przyczynił się do tego, że po świecie hasał sobie wesoło półwróżek, półnefilim.
Czarownik patrzył jej w oczy, a jej trudno było odwrócić wzrok, pozwalając mu coraz bardziej się w nich zagłębiać. Czuła, jak pomiędzy nimi zagęszcza się atmosfera i rodzi się coś dość intrygującego, jak wywołującego palpitacje serca. Drgnęła, gdy Eryk odgarnął jej włosy, poczuła dreszcz biegnący po kręgosłupie i kolejną dawkę ciepła. Okej, każdy sprawiał, że miała jednocześnie ochotę uciec, jak i jednocześnie zostać i poczuć kolejne muśnięcie policzka, czy ściśniecie jej ręki.
Wiedziała, że temat syna na pewno będzie tym, który najbardziej zaskoczy mężczyznę, dlatego spodziewała się, że temat ten zostanie pociągnięty. Tylko chyba nie w taki sposób, bo gdy przegrzane i tak już trybiki w jej główce znów zaczęły się kręcić i doszła do tego, co by musiało się stać, by Eryk stał się ojczymem, spojrzała na niego pytająco. Wiecie, właśnie spotkali się pierwszy raz po kilkuset latach, a tu w jej główce dzięki czarownikowi już pojawiły się takie, a nie inne myśli, z którymi nie wiedziała, co ma zrobić. Help? Węże się nie rumienią, prawda? Może by się opłacało teraz tak jednak w jakiegoś przemienić i wypełznąć, zanim wróżka się tutaj ugotuje?
- W sumie, to tak jakby, jakbyśmy się, no, pobrali, to w sumie... - program Dev.exe przestał funkcjonować. A przynajmniej na tę chwilę po prostu się zacięła, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić i co dalej mówić. Potem padło kolejne pytanie, które w miarę pozwoliło jej wrócić do myślenia, a przynajmniej odwróciło uwagę od wcześniejszych kwestii.
- Tylko proszę, nie śmiej się - zaczęła po krótkim odchrząknięciu, wiedząc, jak bardzo głupi był jej wybór akurat tego partnera. - Mój syn to półnefilim - wydusiła z siebie. - Ale naprawdę, to wspaniałe dziecko, które mimo tego, kim był jego ojciec, wyrosło na całkiem uroczego mężczyznę - uśmiechnęła się. - I nie musisz przepraszać, ciekawość to nic złego - zabrała jego dłoń od czoła, a kąciki jej ust dalej były lekko uniesione. Nie uraził jej, ba nawet nie pomyślała o tym, że mogło to zabrzmieć niegrzecznie. W końcu ona potrafiła zadawać innym jeszcze mniej komfortowe pytania, nie zdając sobie z tego nawet sprawy.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Przecież to nic złego? To tylko rachunek sumienia, z którego wychodziło, że przez te kilka lat razem Devana zajęła dość specyficzne miejsce w sercu mężczyzny stając się dla niego kimś wyjątkowym. I mimo wszelkich starań, prowadzenia życia na krawędzi i wielokrotnego ocierania się o śmierć on nie tylko nie był w stanie zapełnić tej pustki ale także szarzał na potęgę, a każde kolejne stawiania życia na szali przypominało bardziej zastrzyk adrenaliny aniżeli. W sumie nawet można by było pokusić się o twierdzenie, że uzależnił się od niej, mimo to, nie była ona wystarczająca aby stać się główną wypadkową napędzającą go do pozostawania na ziemskim padole. Kto wie, może gdyby nie trafił na swoją miłość z lat młodości to za kilka lat podjąłby decyzję o zniknięciu z tego świata? Ostatnio nawet rozważał aby zamieszkać na jakiś czas u ojca. Jednak, chyba lepiej oszczędzić tych wszystkich przemyśleń wróżce? Po co ją martwić na zapas. Ważne, że znowu była, że znowu mógł ją dotknąć i poczuć jej obecność. I tak, jej zapach cały czas, od początku tego spotkania delikatnie drażnił jego nozdrza będąc tym samym świadectwem mówiącym, że nie ma szans na pomyłkę. To była ona, jego Dziewanna.
Trochę to trwało a na nim w tamtym czasie ciążyło piętno upływającego czasu, ponadto świadomość, że nie wiedział dlaczego odeszła wcale mu nie pomagała. Suma sumarum zanim ta postanowiła odszukać on przestał przebywać na suchym lądzie i zaczął życie podróżnika. Co zabawne, prawdopodobnie gdy ta zanim zatęskniła na jego ścieżce pojawiła się kolejna wróżka – co zabawne, syrena która zdobyła uwagę zarówno Devy jak i Eryka. Oboje doskonale ją znali, pewnie gdyby opowiedzieli jej swoją historię, kiedykolwiek to ta mogłaby objąć nawet funkcję mediatora. Albo pogrążyłaby ich w rozpaczy sprzedając trefne informacje, które dałyby im do zrozumienia, że druga połówka nie żyje – od tak, jak to zwodnicze wróżki miały w zwyczaju robić.
O zapewnienie ostatecznego końca mogła być spokojna. W tradycji mężczyzny było palenie zwłok, a jak wiadomo to one stanowiły klucz do wszelkich rytuałów związanych z przywracaniem do życia. Rzecz jasna, jeśli chodziło o przygotowanie łodzi, w której złoży jej ciało to tą wykona osobiście, przelewając w konstrukcję nie tylko wspólne wspomnienia ale także uczucia którymi ją darzy. Od klasycznego pochówku ten jeden różnić będzie metoda podpalenia konstrukcji, w tym przypadku wiking postawi na magię w obawie, że strzała mogłaby uszkodzić ciało ukochanej, a te wolałby odprawić na drugą stronę w idealnym stanie. W końcu jeśli jego wiara ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości to driada mu jeszcze kiedyś podziękuje. No dobra, tu was mam! Wikingowie wierzyli, że do Walhalli trafiają ciała w idealnej kondycji, które każdego dnia są uzdrawiane. Taka mała ciekawostka, w sumie dość logiczna – bo jak inaczej mieliby walczyć? Łap Stasiu kawałek wyngla spod żebra?
Zawsze można pokusić się o twierdzenie, że dał mu lekcję życia, od której biologiczny ojciec postanowił umyć ręce. Fakt, nie znał historii dzieciaka, nie wiedział kim jest ani nic. Wiedział tylko, że po świecie biega potomek driady i w sumie nawet mu nie przeszkadzało. Ktoś pomógł jej zdobyć coś czego czarnoksiężnik nigdy by jej nie mógł dać. Nie ważne jak bardzo by chciał ani jak bardzo by się starał. Pozostawało mieć nadzieję, że uda mu się za bardzo nie poturbować Lennana aby ten nie przekierował gniewu driady na biednego wilka morskiego. Bo nie wiadomo czy wtedy jego urok osobisty byłby wystarczającym środkiem łagodzącym na jej podniesione ciśnienie.
- Tak jakoś wyszło. - rzucił dość skromnie wzruszając ramionami. Raczej nie miał zamiaru przechwalać się ile to on pieniędzy ukradł, ile osób zabił czy jakich to intryg się dopuścił. Czuł, że w porównaniu z towarzyszką to wszystko i tak wypada biednie. W końcu to w jej żyłach płynęła błękitna krew, dając jej tym samym dostęp do życia dworskiego – a w tym jak wszyscy wiemy można było mieszać do woli.
Słysząc o pochodzeniu chłopaka aż rozchylił wargi w geście zaskoczenia. I dobrze, że było dość zimno bo jeszcze by mu wleciała do buzi mucha. Gdyby zwierzę dostało się do gardła dusząc tym samym mężczyznę to biedna wróżka jeszcze by go miała na sumieniu. To by dopiero było zabawne, pochować kogoś drugi raz. Dopiero po chwili doszedł do siebie, ponadto odnosił wrażenie, że jego reakcja tylko zakłopotała wróżkę. Dlatego postanowił nieco załagodzić napięcie proponując jej ponownie swoje ramię, w którym mogłaby dojść do siebie. W końcu nie od dziś wiadomo, że kilka chwil w ramieniu ukochanej osoby może zabrać z głowy masę trosk i pomóc w jej odświeżeniu.
I wiecie co? Gdy ona skończyła mówić i zabrała dłoń z jego czoła była strasznie blisko. Na tyle blisko, że mężczyzna zaczął czuć jak krew w jego żyłach zaczyna wrzeć. Nie wiedzieć kiedy poczuł jak ogarnia go ciepło – a te z kolei przyczyniło się do rozpięcia przez niego dwóch górnych guzików od koszuli. Co z tego, że był rosłym doświadczonym mężczyzną, skoro w obecnej chwili czuł się zakłopotany niczym czternastolatek przy starszej koleżance będącej obiektem cichych westchnień. Lęk przed ponowną utratą? Zakłopotanie? Chęć ponownego poznania? Cholera wie jaka siła powstrzymywała go przed pocałunkiem ale jeśli kobieta pośle w jego stronę kilka kolejnych uśmiechów on prawdopodobnie nie da rady dłużej powstrzymywać swojej tęsknoty. I nie to nie będzie jego wina. To będzie tylko i wyłącznie wina Devany, która go po prostu uwiedzie – o, i takiej wersji będziemy się trzymać.
- Jak nie umrzesz do marca to na dzień kobiet zrobię ci śniadanie. - o! Czyli przez miesiąc będzie mógł spać spokojnie nie martwiąc się, że mógłby ją stracić. No dobra, sam tak właściwie nie wiedział, co tak właściwie zaproponował i jak zostanie to odebrane. Prawdopodobnie chciał nieco odwrócić jej uwagę od nich, od tego, że napięcie między nimi wręcz zakrzywiało czasoprzestrzeń w oczekiwaniu na... właśnie, na co?
W kwestii ślubu, tego nie wykluczał biorąc pod uwagę, że ten z Sig nie tylko nie miał żadnej mocy prawnej ale przez fakt jego zaginięcia mógł zostać unieważniony.
 

Devana

1072



Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane
Prawdopodobnie, gdyby teraz usłyszała o tym, jak blisko zszarzenia i skończenia ze sobą była czarownik, zaczęłaby się naprawdę martwić. Sama nie znała tego uczucia, wiedziała też, że nie musi się go bać, według jej wyobrażeń był to jednak proces okrutny i niesamowicie niesprawiedliwy. A do tego wszystkiego doszłyby pewnie jeszcze wyrzuty sumienia, gdyby się dowiedziała, że to właśnie przez nią i jej nagłe odejście czarownik poczuł w sobie zalążek tego stanu. Już teraz mała drobne wyrzuty sumienia, co dopiero wtedy, gdyby była świadoma, jakie to wszystko miało konsekwencje? Na razie jednak mogła się po prostu cieszyć ich ponownym spotkaniem oraz próbować ogarnąć uczucia, które postanowiły niczym uśpiona przez lata bestia, nagle się podnieść i radośnie zamachać ogonem. Bliskość Eryka jeszcze bardziej je rozbudzała, drażniąc jej wszystkie zmysły, coraz bardziej sprawiając, że w sumie Dev nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Oczywiście, poza ciągłym tak naprawdę przytulaniem się do czarownika.
Życie istoty długowiecznej upływało zdecydowanie inaczej, niż życie istot śmiertelnych, czas nie miał już takiego znaczenia, miesiąc w te, czy we w te, był niczym w porównaniu z setką, czy tym bardziej tysiącem lat. Dlatego to, co wydawało się Dziewannie chwilą, dla Erika w tamtych czasach musiało być dość długim okresem. Dopiero gdy nie udało jej się go odnaleźć, zdała sobie z tego sprawę.
A i zapewne nawet przyznają, że mają podobny gust, skoro zabrali się za tą samą wróżkę, zresztą nie tylko. Szkoda, że Dev nigdy nie była zbyt wylewna i tak naprawdę z nikim nie podzieliła się historią o młodym wikingu, który skradł jej kiedyś ciało, a także kawałek serduszka, może wtedy udałoby im się spotkać wcześniej? Chociaż, w sumie teraz też nie było złą porą, prawda?
W sumie jak dla niej pochówek nie był aż tak ważny, jakby można było się spodziewać. Dla niej zwykłe zakopanie w ziemi nie byłoby złą opcją. Sama nie bardzo lubiła zastanawiać się, co dokładnie działo się po zakończeniu przez nich życia, była jednak pewna, że cokolwiek tam nie spotka, przymnie to z pokorą. Nie ważne, czy skończy w Walhalli, czy też smażąc się na dnie piekła. Nie oczekiwała też nigdy wielkiego pogrzebu z honorami. Szczerze mówiąc, wolałaby odejść w ciszy, tak, by inni nie musieli jej opłakiwać. Nie chciałaby sprawiać swoim bliskim cierpienia, wiedziała jednak, że wieczna nie była, a jej życie było na tyle niebezpieczne, że musiała być gotowa na wszystko. W końcu przed chwilą na evencie prawie dostała nożem w serce, jak tak dalej pójdzie, to marny los jej wróżę.
Lekcja życia? Cóż, Len na pewno zapamięta ją na długo, skoro Eryk naprawdę się trochę nad młodzieńcem poznęcał. Póki jednak Dev o niczym nie wiedziała, to świat był bezpieczny, czarownik także, później za to się zobaczy, co też wróżka zrobi. Trzeba jednak przyznać, że o swoje dziecko dbała jak lwica młode, może wiec się skończy na paskudnym ugryzieniu. Byleby nie wywerny, bo wtedy traci się całe kończyny.
Pokręciła jedynie głową, na jego stwierdzenie. A i owszem, mogła się pochwalić wieloma dokonaniami, szczególnie gdy funkcjonowały jeszcze oba dwory, a konflikty pomiędzy nimi coraz mocniej się zaogniały. Można było powiedzieć, że Dev jako tako miała teraz coraz mniej do roboty, nie licząc oczywiście dziwnych wypraw ratujących świat, na których o mało się nawzajem nie pozabijają, ale to szczegół. Eryk za to na pewno miała o wiele więcej kradzieży na swoim kącie, bo tego Dev podejmowała się znacznie rzadziej. Głównie wtedy, gdy misja tego wymagała.
I tak trochę dziwnie się poczuła, widząc reakcję Eryka na jej wieści. W sumie też się nie dziwiła, naprawdę, tyle raz do wyboru, a ona musiała wpaść z nefilim, nie wspominając o tym, że aktualnie trochę niebieskich nie trawiła, było to dla niej wiec podwójny powód do zażenowania. I proszę tu nie umierać, bo Dev dopiero co się znów ucieszyła, że znalazła czarownika, jego nagła śmierć i to w takim momencie raczej by ją już dobiła do końca.
Tym razem czerwona na twarzy Dev, teraz z więcej niż jednego powodu, chętnie schowała twarz, czując przy tym zapach mężczyzny, który z jakiegoś powodu naprawdę zaczął się jej wydawać kojący. No, do pewnego momentu, gdy nie zrobiło jej się w końcu tak koszmarnie gorąco.
Do tego stopnia, że i ona chętnie rozpięłaby guziki swojej koszuli, gdyby nie to, że ta nie miała guzików, a jedynie wiązanie przy dekolcie, a i rozplątanie tego mogłoby pokazać ciut przy dużo, niż by wypadało. Zresztą, sam gest poluźnienia koszuli przez czarownika sprawił, że musiała trochę głośniej niż normalnie przełknąć ślinę i ograniczyć nagłe pojawienie się co niektórych wspomnieć, a już na pewno myśli. Szczerze, gdyby teraz ją pocałował, najpierw doprowadziłby do wyłączenia wszystkich funkcji myślowych, a i pewnie życiowych wróżki, przynajmniej na chwilę, potem zaś, gdyby jednak przeżyłaby ten cały napływ emocji, wcale by nie narzekała. I przepraszam bardzo, kto tu kogo uwodził? Gdyby nie Eryk, nadal siedzieliby jakieś pół metra, czy ile ma ten stolik, od siebie!
Obietnica sprawiła kolejne poruszenie serca. Nie tylko dlatego, że było to urocze i w sumie wiązało się z tym, że Eryk krótkotrwałych planów co do niej nie miał, co Dev jednocześnie niesamowicie peszyło, ale i sprawiało, że gdzieś w środku była z tego całkiem zadowolona. Także z tego powodu, że jeszcze nie wydało się, na jak bardzo idzie niebezpieczną misję. Ups? Czy na pewno będzie mogła tego dokonać i spotkają się jeszcze w marcu? To wie tylko MG. I kostki.
- W sumie, chętnie raz się skuszę na śniadanie zrobione przez ciebie - odpowiedziała, czując jednocześnie fruwające w żołądku motylki, jak i zaciskającą go linę. Tak, byle by dotrwać do tego zacnego dnia. Bo w sumie, co miała do stracenia?
I proszę tu na razie o ślubie nie wspominać przy Dev, bo ta padnie na zawał, a do misji na statku musi jeszcze przynajmniej dotrwać.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
No cóż, gdyby nie słodki i kochany mistrz gry, który zezwolił na dalsze fabuły pewnej uroczej wróżki tkwilibyśmy nadal w tym temacie starając się nie rozwijać za bardzo relacji byłych kochanków. Na szczęście, zostaliśmy uratowani! Dlatego korzystając z tej łaskawości pozwolimy sobie zaprzestać rozwijania się związanego z białymi myszkami, barankami, czerwonymi samochodzikami i świnkami morskimi. Wykorzystamy tą chwilę aby pozwolić parze zakochanych na ustaloną randkę i kto wie, może pokusimy się na wspólne śniadanie. Pytanie tylko, co zostanie na nie podane? Naleśniki? Czy może coś mniej nowoczesnego? Może surowa sarnina? Albo pieczony dzik. O tak, niczym Asterix i Obelix, on nawet mógłby w tej relacji zostać mężczyzną w biało – niebieskich spodniach podciągniętych do samych cycków.
Wszystkie te czułości, miłe gesty. Każdy gest przypominający o latach młodości był niczym porcja narkotyków dla ćpuna. Jeśli można było się uzależnić od drugiej osoby to on był w stanie uzależnić się od Devy. Mało tego, nawet czuł, że już do tego doszło. Dawno, dawno temu. Dzisiejszego wieczoru po prostu sobie uświadomił w jakim bagnie utkwił będąc jeszcze człowiekiem. Serce nie sługa jak to mawiają. Czy mogło być coś lepszego od szczerego uczucia dwójki intrygantów? Biorąc pod uwagę, że jeden z nich był społeczną amebą. Tak, tak, pani Dziewanno, proszę się uśmiechnąć do zdjęcia.
Ciekawi jesteście jak zakończył się wieczór? Bardzo ciepło. Spędzili go w dobrych nastrojach, szczerze rozmawiając o swoich żywotach. W następstwie czego trzymając się za ręce opuścili lokal a następnie czarnoksiężnik odstawił swoją towarzyszkę pod same drzwi domu. I nie, nie doszło tam do żadnego pocałunku. Po prostu, przytulili się na pożegnanie, co trwało kilka długich, a nawet bardzo długich minut. Co potem? Potem po prostu rozstali się z uśmiechami na twarzy.

[koniec wątku]
 

Sonia Kozakova

23



Tell me things you never said out loud, Just try and go there if you can. Show me the parts of you you're not that proud of, I want to know







[Cytuj]
Multikonta: Anthony, Sigyn
#36

Sonia polubiła pracę w studiu fotograficznym Kierana z różnych powodów. Interesowała się robienie zdjęć, więc odnajdywała się w tamtym miejscu, robota była inspirująca oraz przyjemna, wynagrodzenie godziwe, a na towarzystwo też nie mogła narzekać. Nawet jeśli dokuczała Pchlarzowi ile wlezie, wciąż miała z nim bardzo dobrą sztamę. A szef? Szef niczym ojciec prawie! Zresztą, te porównanie bardzo pokrywało się z rzeczywistością, bo alfa prawdopodobnie gdyby mógł, to przygarnąłby wszystkie sieroty tego świata pod swoje wilcze skrzydełka i należycie zaopiekowałby się nimi. Sonia bardzo szanowała Vaughana oraz polubiła na tyle, że zmiana w jego zachowaniu nie pozostała dla niej obojętna.
A z Kieranem coś się działo i to poważnego.
Gdy raczej wesoła persona nagle robiła się smutna, było to wyraźnie zauważalne. Brunet stał się też cichszy oraz unikał towarzystwa. Mógł mieć gorszy okres w swoim życiu, jasne, ale... ale czy po wakacjach nie powinien być szczęśliwszy? Wypoczęty? No właśnie, a od kiedy wrócił z urlopu, sprawiał wrażenie jeszcze bardziej zmęczonego. Coś zdecydowanie nie grało.
Kozakova może i nie była najbliżej z Kieranem, ale i tak postanowiła wyciągnąć go gdzieś, by ten odreagował, cokolwiek mu ciążyło na barkach. Nie musiał przecież się zwierzać, wystarczyło, żeby chociaż wyszedł, już to mogło mu pomóc. Dlatego też Rosjanka dzisiaj, gdy już mieli zamykać studio, stanęła przed Kieranem i stanowczo oznajmiła mu, że zamierza go schlać w trzy dupy. No, może nie aż tak, ale zaoferowała mu wypad do Lamplight i, ku jej małemu zaskoczeniu, Vaughan przystanął na propozycję.
Zajęła z wilkołakiem wolne miejsce i od razu zamówiła dwie whisky. Cóż, w teorii Sonia w ogóle nie powinna pić, ale dzisiaj postanowiła zrobić ten wyjątek i zamówiła sobie alkohol. O tyle dobrze, że nie białą wódkę, a rudą, dla smaku. Oj, oby Sam się nie dowiedział, bo pewnie znowu zaciągnąłby ją na AA.
- Stawiam pierwszą kolejkę - poinformowała Kierana z uśmiechem, czekając, aż barman przygotuje zamówione napoje.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo