Pia Nestraven

[Cytuj]
Zapewne zrobiło by się jej miło, gdyby wiedziała, że Jonathan w jakiś sposób się o nią martwi, nawet jeśli nie mieli kontaktu ostatnie kilka miesięcy i zapewne gdyby Jon się nie odezwał i nie dowiedział, że Pia tutaj jest.. to nie spotkali by się wcale. Właściwie, Jon w pierwszej chwili nie wiedział, że ma doczynienia z Łowcą, chociaż sprawa wydała się dość szybko. Czy to ich w jakiś sposób do siebie zbliżyło? Pewnie tak, choć Pia raczej szukała odejścia od tej nadprzyrodzonej strony świata, chowając się wsród ludzi i zapadając w tym wszystkim.
- Ty może i nie.. ale inni..? - uniosła brew. Ludzie i nieludzie byli różni, to akurat mogła powiedzieć w ciemno. Nawet jeśli wszystko wyglądało ładnie, to Pia nie wierzyła, że takie jest "za murami". A nieludzie mieli jakieś takie.. ciągoty. Kij wie dlaczego w sumie.
Nie, atmosfera nie była super swobodna, chociaż ciężko liczyć na to by bylo inaczej między tą dwójką, gdy spotykali się sporo kilometrów od poprzedniego razu.. i kilka miesięcy.
Nie, nie miała żalu. Nie do niego, to na pewno. Do siebie? To co innego. Za to, co dała sobie zrobić. I na co się godziła, zaślepiona.. wieloma rzeczami. To nie było dobre, wcale. Czasem.. czasem jej tego brakowało. A potem uświadamiała sobie, że to nie było to, czego powinno jej brakować. Nie tych relacji, chorych i zepsutych. I na pewno nie.. Jego. Może i dobrze, że to decyzja Clave odesłała ją spowrotem do Yorku.
- ...dla innych - sprostowała, kiwajac lekko głową. To nie był czas dla niej, bo zapadła by się w sobie w jakiś speluńskich klubach w Yorku. I machała by z kompletnego dna. A nie, chwila, w podobnym w sumie była we Francji, chociaż nikt by z zewnątrz nie powiedział.
Tutaj prawie nikt nie wiedział. Prawie, ale jednak. Rain się domyślił. Adam dostarczał towar. Nikt jednak nie wiedział CO się tam działo. Jako takie pojęcie miał o tym jedynie Jon.
- Gdybyś miał rogi, a nie.. - machnęła ręką w stronę jego głowy i kocich uszu - Znajomy wilkołak czyta w myślach - zaczęła z grubej rury, wprost, korzystajac z tego, że barman był gdzieś po drugiej stronie stołu, a i naokoło nich było względnie pusto. Mówiła swobodnie, choć niezbyt głośno, na pewno nikt ich nie uslyszal.
- A tego.. nie chcę - tak, można się było spodziewać, nie? Jon wiedział aż za dobrze. - Czy jest cokolwiek, co możesz z tym zrobić?
how I've been all alone when I needed you there..
 

Jonathan White

299



Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar
Mimo wszystko nie był najlepszy w wyrażaniu takich akurat emocji. Właściwie, gdyby się nad tym zastanowić, w ogóle nie był zbyt biegły w sztuce kochania, troski, uwagi i tego wszystkiego, co się za tym kryło. Miewał na przestrzeni stuleci przyjaciół, ale nigdy nie wiedział, czy to, jak ich traktuje, chociaż trochę ociera się o prawdziwe uczucie. Był w końcu zniekształcony, żył dłużej niż oni, właściwie całe życie nieco oszukiwał, dodawał do swoich słów różne znaczenia, jakie te niekoniecznie posiadały. Dlatego też jemu samemu było nawet trudno zidentyfikować tę troskę, jaka pojawiała się z nim, gdy tak patrzył na Pię i zastanawiał się, czy nie powinien zaoferować jej jakiś ziół bądź innej pomocy. Oczywiście, jego świat rzadko kiedy składał się z bezinteresowności, ale skoro istniał cień prawdopodobieństwa, że idą teraz na jakąś umowę, to zawsze mógł dopisać to zagadnienie do ostatecznego rachunku.
- Równie dobrze może mnie zabić jakikolwiek twój kolega, któremu nie spodoba się kolejny czarownik w Yorku i oboje doskonale o tym wiemy - zauważył na to z nieco krzywym uśmieszkiem, jakby chciał jej pokazać, żeby lepiej nie wrzucała wszystkich do tego samego worka. Znała go i była świadoma, że nie ma morderczych zapędów, poza tymi swoistymi zabawami w czasie seksualnych uniesień, o których pewnie Pia wolałaby mimo wszystko zapomnieć i do nich nie wracać, dla własnego bezpieczeństwa. Aczkolwiek - może jednak chciała? Może marzyło jej się zanurzyć w to wszystko na nowo.
- A kim są ci inni? Poznałaś jakiegoś innego czarującego czarownika? - zapytał zaczepnie, chociaż prawdą było, że ciekaw był, jaką otrzyma odpowiedź. Czy Pia spędzała czas w jakiś podrzędnych spelunach poświęcając się znowu dla innych, czy może znalazła sobie jakiś nowy sposób na spędzanie czasu? A może skupiła się tak mocno na byciu Nefilim i wypełnianiu zadań Łowcy, że w ogóle zatraciła się w sobie i nie miała nawet okazji, by pomyśleć o tym, co sama czuła i czego właściwie potrzebowała. Istniało wiele odpowiedzi na te pytania, a Jonathan chciał je poznać, chociaż doskonale wiedział, że musi nieco meandrować, jeśli chce trafić dokładnie tam, gdzie mu się to wymarzyło.
- Wybacz, rogi są strasznie przereklamowane, a kto wie, czy diabelstwo nie jest bardziej zwierzęce niż jaszczurze - zauważył na to przymykając powieki i pozornie się oburzając, jednak zaraz do niej mrugnął. Potem zaś napił się piwa słuchając tego, co miała mu do powiedzenia i o mało nie zaczął się śmiać w głos. Czyżby Łowczyni się czegoś obawiała? Tego, że ów znajomy wilk będzie w stanie dotrzeć do jej wspomnień albo dowie się, że jej się podoba? To było dość zabawne i gdyby nie to, że właśnie zaczynali rozmawiać o interesach, pewnie czarownik zacząłby się śmiać w głos. - Coś na ten temat słyszałem, ale i tak najpierw musiałbym poznać tego twojego znajomego. Bez tego to możemy sobie równie dobrze pogwizdać... - powiedział dość znacząco. Nie dało się czarować, jeśli nie miało się do tego swoistych podstaw, a skoro Pia chciała, żeby wilkołak nie był w stanie przeniknąć jej myśli, to Jonathan musiał najpierw dobrać się do jego tyłka, by cokolwiek z tego wyszło. Musiał przekonać się, z kim właściwie ma do czynienia i czego mógłby spróbować użyć, żeby zostawić Łowczynię bezpiecznie pod opieką zmiennokształtnego.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
Każdy z nich był w jakiś sposób upośledzony w tym zakresie zapewne. Pia nie była lepsza, tak naprawdę, choć na szczęście nie trafilo jej się przedłużone życie. W obecnym stanie obawiała by się tego. Można wpaść w niezłą spiralę w dół.. zresztą pewnie Jon miał to za sobą.
Obecnie nie myślała o pomaganiu sobie, wychodziła z założenia że "przejdzie jej", a w ogóle to nie robi nic złego i nieodpowiedniego, po prostu czasem musi pracować więcej niż ludzkie ciało jest w stanie i musi się wspomoc, a to doskonale pomaga. I czasem musi się też odstresowac i tak dalej i tak dalej. Na pewno nie uważała tego za problem. I nie potrzebowała pomocy. Skoro nie ma problemu, to nie ma też pomocy, tak? A ona radzi sobie doskonale. Wyśmeinicie. Tak.
Przynajmniej tak sobie wmawiała, bo nie czuła się świetnie, nawet jak minęło już kilka miesiecy od tego najgorszego w sumie okresu.
- Wtedy możesz powołać się na mnie.. i może chociaż będziesz miał szybką śmierć - prychnęła, oczywiście nie mówiąc tego na serio. Lepiej żeby jednak nie mowił jak się z Pią poznali, bo.. no, lepiej nie. Nie była z tego dumna i miala nadzieję, że Francję zostawi właśnie tam, we Francji, ale to się nie udało. Ucieczka jednak nie miała sensu, York to w sumie małe miasto. Dla Podziemnych.
- Tak, trzech. A nie, pięciu. Ale nie pamiętam ich twarzy, za to mogłabym ich poznać po pośladkach. Tudzież penisach - prychnęła, ale właściwie nie udzieliła mu odpowiedzi wprost. Kto wie, w takim razie? Może faktycznie rozpoznała by ich po układzie pieprzyków na pośladkach, a może nie? Nie mógł wiedzieć co tu robiła czy też nie robiła..
- Na rogi nie ma co narzekać, w końcu to doskonałe love handles. A uszy co? Sierść ci z nich mogę powyrywać jedynie. Chociaż są urocze. Czy to znaczy, że jestem w części furry? - uniosła brew, zastanawiajac się na głos nad tymi dość abstrakcyjnymi ideami.. choć może nie dla nich.
Gdyby zaczął się śmiać pewnie oberwał by zmiętą serwetką czy czymś podobnym.
- Poznać go? - uniosła brew - Ok, możesz mi to wyjaśnić? To znaczy.. co i jak będzie potrzebne, że musis go poznać. To.. trochę utrudnia sprawę.. - zmarszczyła nos. Nie miała bardzo duzej wiedzy o kasownikowej magii więc musiala polegać na nim. Ale też po pierwsze niekoneicznie chciala by ta dwójka się spotkała.. choć w sumie czemu? Zmarszczyła nos w niezadowoleniu i obserwowała Jonathana przez chwilę.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Jonathan White

299



Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar
Zdaje się, że Jonathan zbyt długo bawił się już w jakieś niemądre podchody, gry i zabawy, by być w stanie w pełni wyrażać swoje uczucia. Wiele spraw chował, ukrywał, czy zamiatał pod dywan, o swoim dzieciństwie nie rozmawiał z nikim, nie było również na tym świecie istoty, która zdawałaby sobie sprawę z tego, że czuje się nie do końca kompletny. Powiedział o tym co prawa pewnemu Łowcy, czyniąc to zdecydowanie między wierszami, ale podejrzewał, że upłynie jeszcze nieco czasu nim do Lennana ostatecznie dotrze to, co chciał mu przekazać, o czym mówił, co dokładnie sugerował. Z podobnych spraw nie zamierzał również zwierzać się Pii, chociaż łączyła ich wspólna przeszłość jak również, jak Jonathan podejrzewał, swoista nić porozumienia. Dziewczyna z jednej strony zdawała się uciekać od przeszłości, z drugiej jednak chciała się z nią widywać, chciała zlecić jej jakieś zadanie, chciała się na niej ponownie wesprzeć. I trzeba przyznać, że czarownik nie miał nic przeciwko, w końcu nie należał do tych jednostek, które odcinają się raz na zawsze od tego, co było. Zresztą, dla niego te wszystkie francuskie przygody nie były aż tak złe, gorzej było właśnie z Pią.
- O, może nawet przyprowadzą mnie do ciebie na jakąś eutanazję, czy coś podobnego - rzucił na to równie ironicznie co ona, a jego jasne oczy błysnęły, zaś w ciemnej czuprynie pojawiły się białe pasma. Kosmyki stawały się coraz jaśniejsze w miarę, jak Pia przedstawiała mu swoje znajomości, uniósł szklanicę piwa w geście toastu, upił solidny łyk, a później całkiem bezceremonialnie spojrzał na własne krocze.
- Ciekawa umiejętność. Wliczam się w poczet rozpoznawanych? - rzucił zaczepnie zastanawiając się mimowolnie nad tym, jak daleko może brnąć w tym temacie, w tej przepychance. Nie wiedział, czy Pia chce do tego wracać, a co za tym idzie, czy chce wracać do gry, w jaką już nie raz grali. Nic zatem dziwnego, że zrobił tylko jeden krok wkraczając na cienką taflę lodu i pozwalając na to, by Pia wykonała kolejny ruch. Mogła dać mu do zrozumienia, że nie chce do tego wracać, mogła również jasno dać do zrozumienia, że z przyjemnością zabrałaby go do łóżka. Jonathan bez dwóch zdań by nie protestował, podobało mu się to, co ich łączyło, a że lubił seks, nie miałby najmniejszych oporów przed ciągnięciem dalej ich zabawy. W końcu nie miał żadnych zobowiązań.
- Zdaje się, że swego czasu bardzo je lubiłaś - rzucił na to poruszając nieznacznie uszami, jakby chciał jej pokazać, że przecież nadal są naprawdę urocze, a poza tym dodawały mu z pewnością niepowtarzalnego uroku. Zdaje się, że nie spotkał do tej pory żadnego innego czarodzieja, który mógłby się pochwalić takim akurat atutem. - Na pewno jesteś fetyszystką, tego nie ukryjesz - stwierdził przymykając na moment powieki. Przyglądał się jej jednak, kiedy mówiła, ciekaw tego, co mu zdradzi, jak się odsłoni. Nie wiedział, o co dokładnie chodziło z wilkiem, o którym mówiła, ale skoro nie chciała, by ten czytał w myślach, sprawa musiała być nieco poważniejsza niż jakieś zwykłe pitu pitu. Interesujące. Upił kolejny łyk piwa i przez chwilę wpatrywał się w kontuar.
- Widzisz, kwestia magii to nie jakieś tam hokus pokus. Skoro umie czytać w myślach, to trzeba sobie zadać podstawowe pytanie, czy to są magiczne zdolności, zaklęcia, jakaś inna nabyta umiejętność, dajmy na to, jak te wasze runy. Jeśli będziemy wiedzieć, czy można to w ogóle zablokować, wtedy będę mógł połasić się o zaklinanie jakiegoś przedmiotu, żeby nie mógł faktycznie grzebać ci w głowie - rzucił więc wyłamując sobie przy tej okazji palce. Nie wiedział do końca, jak wyjaśnić Pii o co chodzi, tym bardziej, że sam jeszcze nie mierzył się z czymś takim, ale mimo wszystko lubił wyzwania. Gdyby zatem dowiedział się o co chodzi, być może byłby w stanie zrobić jakiś kolejny krok w swojej magicznej edukacji.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
Nie liczyła na zwierzenia i głębokie rozmowy pod nocnym, rozgwieżdżonym niebem. Nie była romantyczką, a przynajmniej na to nie wyglądało. Tak, potrzebowała ludzi naokoło siebie, ich obecności, rozmów, bliskości, ale.. Od czasu Francji wycofała się trochę z tego. Zamknęła w sobie. Jon tego w sumie nie wiedział, bo nie miał skąd, ale nie sądziła, że specjalnie go to interesuje. Chociaż, jeśli kiedykolwiek chciałby porozmawiać, to na pewno byłaby chętna do pomocy. Ot, Pianka.
- Nie wiem czy zasługujesz na eutanazję.. - mruknęła, ale też w formie żartu. A może nie? Kto ją tam wie, tak naprawdę! Czy Jon mógł mieć chwilę zawahania po tych jej słowach?
Tafla lodu była cienka i skrzypiała podejrzanie pod stopami.. czy warto było zapuszczać się dalej? Im głębiej w jezioro tym lód może być cieńszy.. Jednak ich "wspólna przeszłość" była na tyle dziwna, że ciężko powiedzieć g dzie przebiega granica "za daleko". Posunęli się o wiele za daleko nie raz, więc i te granice uległy ptzesunięciu, nawet w sytuacji takiej, jak ta.
Zerknęła na Jonowe uszy i uśmiechnęła się do czarownika.
- To się nie zmieniło - wzruszyła ramionami, ale nie wyglądała jakby chciała kontynuować temat.
Tak, chętnie wpadła by w ten syf jeszcze raz. A raczej.. z jednej strony nie, z drugiej tak. To, co robili ciągnęło, wciągało, wołało.. Mimo, że wiedziała jak niszczące było. Pomijając już całą relację z mężczyzną, który ją w to wciągnął, bo to temat na zupełnie inną dyskusję. Ciekawe czy Jon o tym wiedział.. Była trochę rozdarta. A najchętniej po prostu zakopała by się i zapadła w tym na amen. Tak po prostu. Bez powrotu.
Wiedziała też, że nie może. Więc robiła to, co robiła i starała się robić najlepiej jak umiała. Angażowała się w kolejne akcje, pomagała, ratowała, rozmawiała i udzielała się socjalnie na ile mogła. Właśnie po to, by nie zapaść się z powrotem.
- Ty znasz się lepiej - przyznała - Z tego co wiem, to umiejętność, która pojawiła się niedawno i nie do końca ma nad nią kontrolę. Nawet jeśli.. better safe than sorry. Czyli mógłbyś to zrobić, tak? Podejmiesz się? - upewniła się. Gorzej, że trzeba będzie do tego Connora..
how I've been all alone when I needed you there..
 

Jonathan White

299



Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar
Trudno powiedzieć, żeby czarownik był romantykiem. Być może tkwił jedną nogą w dawnych epokach, ale nigdy nie był tym szalonym mężczyzną, który śpiewa pod czyimś oknem i skłonny jest strzelić sobie w głowę, jeśli miłość jego życia nie będzie zbyt zainteresowana jego zalotami. Jeśli Pia miała jednak na myśli spacery nocą i patrzenie w gwiazdy albo leżenie nad rzeką i dyskusje do białego rana, to Jonathan był skłonny na to pójść, chociaż co oczywiste, musiałby mieć do tego odpowiedniego kompana, a nie kogoś, kogo traktował jako przelotną znajomość. Nie był na pewno zbyt stały w uczuciach, bo też do tej pory w nic się przesadnie nie angażował, trudno więc było oceniać go po tych romansach, jakie były już za nim.
- Jestem aż tak niedobrym wilkiem? - spytał na to rozżalony, ale jego włosy nie zdradzały, by faktycznie uwierzył w jej słowa. Nie bał się tak po prawdzie, w końcu nie robił nic złego, a gdyby tylko Łowcy postanowiliby go osaczyć, z całą pewnością zażądałby prawdziwego procesu, a nie jakiegoś śmiesznego samosądu. Albo po prostu odszedłby w swoją stronę pozostawiając za sobą York i wszystkie związane z nim sprawy.
- Cieszę się - rzucił na to rozbawiony i poruszył nawet swymi kocimi uszami, jednak widział, że kobieta nie bardzo chce wracać do tego tematu. Nie do końca wiedział, jakimi ścieżkami wędruje jej umysł, skoro chwilę wcześniej rzucała takimi odważnymi uwagami, ale to spowodowało jedynie, że Jonathan zastanowił się ponownie, czy przypadkiem Pia faktycznie nadal nie bierze. Nie był w stanie udowodnić tego w tej chwili, a nie bardzo posiadał również środki mogące dać mu odpowiedź w tym względzie, pozostało mu zatem przyglądać się jej jedynie uważnie. I najwyżej powiadomić kogoś, kto jest z nią bliżej o problemach, jakie ma. Dla jej dobra.
- Niedawno... Jakieś konkretne okoliczności? Jesteś w stanie powiedzieć mi cokolwiek więcej? - rzucił przesuwając opuszkami palców po dolnej wardze, zastanawiając się jednocześnie nad zagadnieniem, jakie dała mu Pia. Magia? Klątwa? Błogosławieństwo? Zdolność wrodzona, która ujawniła się dopiero w późniejszym okresie rozwoju? Było niesamowicie wiele możliwości, nie miał zatem wątpliwości, że musi spotkać się z mężczyzną i przekonać, co dokładnie wilk ma w głowie.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
- Nie wiem. Jesteś? - uniosła brew, wracając znów na moment w ten rozbawiony ton. Ciężko było ją w tym momencie rozgryźć, bo to nie miało sensu. Chciała to ciągnąć? Nie chciała? Szukała zajęcia czy powrotu do tego, co było?
- Chyba.. od czasu demonicznej grypy? Tej całej sytuacji z Leytonem.. Ludzie po chorobach odkrywali nowe umiejętności, przynajmniej tak to wygląda - tak, ona też swoją łaskę dostała, ale nie musiał o tym wiedzieć, bo przecież nie miał pojęcia, że była chora po całej tej akcji z zabijaniem go i leczeniu w lazarecie - Ale pewności w tym temacie nie mam - dodała zaraz, bo w końcu tak było. Napiła się i poprawiła na krześle, a potem rozejrzała po pubie. Przesunęła wzrokiem po ludziach, zatrzymała się na moment na jakiś detalach. Uśmiechnęła się lekko do kogoś, kto na nią spojrzał akurat i wróciła wzrokiem do czarownika, który siedział obok.
- Coś jeszcze muszę zorganizować? Oprócz niego? - Connora załatwić raczej da radę.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Jonathan White

299



Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar
- Chcesz sprawdzić? - rzucił na to uśmiechając się kącikiem ust. Jego jasne oczy błysnęły wyraźnie, gdy na nią patrzył, ale nie proponował niczego wprost. Gdyby tylko miała ochotę znowu się do niego zbliżyć, pewnie by nie protestował, w końcu nie był z nikim związany żadną wiążącą przysięgą, czy czymś takim. Nie wiedział jednak zupełnie, jak do tego zagadnienia podejdzie Pia, czy to wszystko ostatecznie nie kojarzy jej się z czasem, od którego, jak mu się zdawało, próbowała uciec. Osobiście nie miałby nic przeciwko temu, by na chwilę wrócić do sztuczek z francuskich czasów, ale nie zamierzał na nią naciskać, w końcu nie o to w tym wszystkim chodziło.
- Demonicznej grypy? Zdaje się, że działo się tutaj całkiem sporo nietypowych rzeczy, zanim postanowiłem zobaczyć, co słychać w tym wariatkowie. To może nieco komplikować sprawę, ale i tak nie pozostaje nic innego, jak po prostu się przekonać, nie mam jakiejś sprawdzonej, niezawodnej metody na już, na pstryknięcie palcami - stwierdził jedynie poruszając lekko ramionami. Nie bardzo wiedział, jak powinien odnieść się do tych rewelacji, tym bardziej, że jego informacje dotyczące wydarzeń w Yorku sprzed jego pojawienia się, były raczej ograniczone. Skoro jednak wilk nabrał umiejętności, której nie posiadał, na dokładkę spotkało to również innych, to Jonathan zaczął się zastanawiać, czy nie jest to swoista klątwa lub cokolwiek podobnego, co mogło dopadać innych pod różnymi postaciami. Jakieś demoniczne odpryski, które być może z czasem mogły zniknąć? Cóż, był to z całą pewnością temat co najmniej interesujący, ale doskonale wiedział, że bez dogłębnego zbadania sprawy może sobie w nieskończoność strzelać całkowicie na ślepo, a przecież nie o to w tym chodziło. Musiał poznać tym samym tego wilka i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej, nie miał jednak pojęcia, jak zrobić to delikatnie, bo trudno byłoby owijać tutaj w bawełnę. Musiał przyznać, że Pia stawiała przed nim ciekawe zagadnienie, ciężki orzech do zgryzienia, nad którym musiał się zdecydowanie poważnie zastanowić, jeśli chciał, żeby cokolwiek z tego wyszło.
- Pasujący ci przedmiot do ewentualnego zaklinania - powiedział z namysłem kołysząc szklanicą z piwem. Co prawda nie robił tego raczej często, ale nie znaczyło to, że zupełnie nie wiedział, jak się za to zabrać. Większym problemem było odgadnięcie, co dokładnie działo się z wilkiem, co mógłby przełożyć na czary. Przesunął opuszkami palców po dolnej wardze zastanawiając się jednocześnie, czy zdolność, jaką teraz posiadał mężczyzna jest czymś permanentnym, czy być może odwracalnym albo jedynie czasowym. I czy byłby w stanie to sprawdzić i jednoznacznie stwierdzić na podstawie dokonanych obserwacji. Zmarszczył lekko nos, gdy to rozważał, ale taka sucha teoria raczej nic nie zmieniała w ich obecnym położeniu.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
 

Pia Nestraven

[Cytuj]
Podniosła szklankę do ust i zmrużyła oczy, obserwując Jona, jakgdyby zastanawiała się nad postawionym przez mężczyznę pytaniem. Chciała? Pewnie wahała by się z odpowiedzią, nie potrafiąc się zdecydować. Dobrze, że Jon tej odpowiedzi jednak nie oczekiwał.
- Tak, tu w ogóle dużo się dzieje zazwyczaj. Niesamowite miejsce - i ciężko powiedzieć, czy w jej glosie pobrzmiewała ironia czy też nie - Dobrze, postaram się, byś mógł go zbadać - skinęła głową. Przesunęła szklankę po blacie, przez chwilę wyraźnie nad czymś się zastanawiajac, marszcząc lekko brwi, skupiona. Szklanka zostawiała za sobą mokry ślad skroplonej wilgoci z powietrza. Cieszyła się, że Jon zamierzał podjąć się tego zadania, nawet jeśli nie bylo ono łatwe. Zastanawiała się za to co będzie chciał w zamian, ale.. to nieistotne na chwilę obecną. Coś się przecież zawsze wymyśli.
Dopiła alkohol i podniosła się, po czym uśmiechnęła do Czarownika.
- To też da się zrobić - przytaknęła - W takim razie nie będę zabierać ci więcej czasu. Dziękuję, że zgodziłeś się spotkać.. - coś lekko figlarnego ponownie pojawiło się w jej spojrzeniu, bo gdy mijała White'a by dostać się do wyjścia, przeciągnęła palcami przez jego włosy i po kocim uchu. Tak. Lubiła je.

zt x 2?
how I've been all alone when I needed you there..
 

Alysanne Branson

[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Najnowszy/

Kolejny dzień, jak każdy inny. Praca, dom, dom praca nic nowego. Ostatecznie zrezygnowała z wszystkiego co ją tutaj przyciągnęło. Nie wiedzieć czemu. Czuła, że to miasteczko jest dla niej, że tutaj odnajdzie sens istnienia. Znajdzie kogoś podobnego do niej. Jednak to wszystko było o kant dupy robić. W ogóle dzisiaj. Ostatni dzień w pracy bo niestety nie panuje nad agresją i co...i wyleciała dyscyplinarnie! Debile i tyle! Nie mają pojęcia z czym ona musi się zmagać. Bo jakiemuś dupkowi zachciało się ją przemienić za dzieciaka. Nawet nie zainteresował się nią, nie miał pojęcia jak ona mogła sobie radzić. A teraz...teraz postanowiła zrezygnować z poszukiwania tego, który sprawił, że była taka jaka była. Po części była mu wdzięczna, w końcu uratował jej życie. Ale mimo wszystko...jak czuła się jako dziecko...ile krzywdy wyrządziła...jak potem się czuła. To było okropne przeżycie. Nie chciała nawet o tym myśleć. Nie teraz. Usiadła w cieniu zamawiając sobie Whiskey z lodem.
 

Elena Ricoletti

25



We can't let our demons take control of us.







[Cytuj]
#3

Elena nie była pewna, co podkusiło ją, by przyjść do baru i przepijać pieniądze, których nie zostało jej już jakoś bardzo dużo, ale w tej chwili miała gdzieś, że powinna zacząć oszczędzać dopóki nie znajdzie jakiejś pracy. Musiała odreagować, bo to wszystko, co działo się ostatnio w jej życiu zdecydowanie ją przytłaczało i nie miała nikogo bliskiego, komu mogłaby się zwierzyć czy zwyczajnie pogadać, by zająć myśli czymś innym, niż klątwą, która wprawdzie dwukrotnie uratowała jej życie, ale przy tym czyniła ją potworem. Mówią, że alkohol jest lekiem na wszystko, Elena postanowiła więc nieco uśmierzyć swój ból, związany ze stratą bliskich i poddać się zbawiennemu wpływowi procentów.
Ledwo weszła do baru, wyczuła zapach innego wilkołaka. Nie miała okazji spotkać ich do tej pory zbyt wielu, ale potrafiła rozpoznać, kto jest zwykłym śmiertelnikiem a kto dzieli jej niedolę. Podeszła do stolika kobiety, która niewątpliwie zaliczała się do zacnego grona dzieci księżyca.
- Wolne? - zapytała, wskazując na puste miejsce i patrząc na kobietę z niemym pytaniem, czy może się dosiąść.
 

Alysanne Branson

[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Alyska miała to do siebie, że początkowo stroniła od wszystkich, starała się unikać ludzi by nie zrobić nikomu krzywdy. Teraz jednak się to zmieniło. No może nie teraz bo jakiś czas temu, ale sam fakt, że postanowiła zrobić pierwszy krok prawda? Wyczuła w pomieszczeniu inny zapach. Już kiedyś czuła to samo, jednak ten był zdecydowanie intensywniejszy. Te co ona czuła jakiś czas temu, były już ledwo wyczuwalne. Teraz jednak było inaczej i musiała przyznać, że była nie lada zaskoczona. No paczcie, paczcie..a jednak nie była jedyna taka...gdy tylko kobieta podeszła do niej skinęła głową. W końcu czemu nie? Posiedzieć z kimś to zawsze raźniej niż siedzieć samemu i pić do lustra prawda?
- Siadaj śmiało.
Zagadnęła z lekkim uśmiechem przyglądając się jej zaciekawiona. Niby to tak nie w prost, ale jednak...odwrócona głowa skierowana w stronę baru a ślepia kierujące się co rusz w nieznajomą.
 

Elena Ricoletti

25



We can't let our demons take control of us.







[Cytuj]
Elena zawsze była towarzyska a nawiązywanie relacji przychodziło jej bez najmniejszego problemu, odkąd jednak została zarażona, starała się trzymać od ludzi z daleka. Nie dlatego, że wraz ze zmianą w wilkołaka zmieniło się jej podejście do drugiej osoby. Kobieta zwyczajnie bała się, że mogłaby stracić nad sobą kontrolę i coś komuś zrobić. Cała ta sytuacja wciąż była dla niej nowa, jakby nie patrzeć, cztery miesiące to wcale nie dużo.
- Dzięki - Elena posłała kobiecie delikatny uśmiech i zajęła miejsce naprzeciwko niej, uprzednio zamawiając sobie jeszcze jakieś smakowe piwo. Od mocniejszych alkoholi wolała trzymać się z daleka, ze względu na swoją słabą głowę - na dobrą sprawę wystarczyły trzy piwa, by całkowicie odpłynęła, więc uznała, że nie warto kusić losu i sięgać po coś z większą ilością procentów. Poza tym, jeśli miała być całkowicie szczera, nie przepadała za alkoholem, nie licząc słodkiego wina i smakowego piwa.
- Elena - przedstawiła się, wyciągając rękę w stronę nieznajomej wilczycy. W końcu głupio było pić z kimś, jeśli nie znało się nawet jego imienia. - A ja z kim mam przyjemność?
 

Alysanne Branson

[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Alys była tym czym była już długie lata. Jeśli można to tak ująć. W końcu starała się wszystko ogarnąć w miarę możliwości jak tylko dowiedziała się, że coś z nią nie tak. Nie szło jej to łatwo bo nadal nie panowała nad gniewem. No ale...starała się. Uśmiechnęła się do dziewczyny przyglądając zaciekawiona.
- Miło mi poznać. Alysanne
Przedstawiła się zaraz. Przyglądała się nieznajomej z zadumą, w końcu nie miała styczności z innymi to był pierwszy jej raz. Podejrzewała, że pierwszy ale nie ostatni. W końcu niedługo po niej miała poznać kogoś nowego, kogoś kto jej przedstawi nowe życie, nową szanse na przyszłość.
 

Elena Ricoletti

25



We can't let our demons take control of us.







[Cytuj]
Nowo poznana kobieta nie była najwyraźniej zbyt rozmowna, wyglądało więc na to, że poprowadzenie konwersacji, albo przynajmniej podtrzymanie jej przez jakiś czas, spadnie na Elenę, która nie miała zamiaru siedzieć w niezręcznej ciszy. Gadanie jednak - nawet do obcych ludzi - na szczęście nigdy nie sprawiało jej większego problemu.
Wypiła niewielki łyk swojego piwa, które na dobrą sprawę smakowało bardziej jak soczek, a następnie utkwiła przenikliwe spojrzenie brązowych tęczówek w Alysanne.
- Też jesteś... no wiesz... taka jak ja... prawda? - bardzo chciała się upewnić, czy jej przypuszczenia są słuszne, jednak nie za bardzo wiedziała, jak ma to ubrać w słowa, żeby nie brzmieć dziwnie. Słowo wilkołak póki co jakoś nie potrafiło przejść jej przez gardło w odniesieniu do samej siebie. To było przecież absurdalne! Do niedawna wilkołaki były jedynie postaciami z jej ulubionych młodzieżówek, w których zaczytywała się kilkanaście lat temu. A teraz? Teraz sama była potworem.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo