Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Kiedy doszło do tego, że Shantae i Jayden oddalili się tak bardzo od siebie. Wszystko zaczęło się psuć kiedy wziął ślub z Eileen, wyjechał do York, a ona została w Paryżu. To naturalne, że coś zaczęło się między nimi pieprzyć, ale przecież byli silni. Od dziecka byli razem, mówili sobie wszystko, byli jak dwie bratnie dusze. Dlatego przecież złożyli przysięgę Parabatai. Jayden nie pamiętał już o tym, że nie bez powodu połączyli się na tym wyższym stopniu? Kiedy doszło do tego, że brat zaczął mieć przed nią tajemnice? Kiedy doszły sekrety, brak rozmów, unikanie siebie, później znikanie. Jak miałaby nie być na niego zła. Tęskniła za nim każdego dnia, brakowało jej obecności brata w swoim życiu, a on raz za razem ją zawodził. Co chwilę znikał, nie informując ani gdzie jedzie, ani co się z nim dzieje, a ona przeżywała horror. Mógł napisać, powiadomić ją, nie tylko sms’em, bo mógł znaleźć się w miejscu bez zasięgu, ale mógł poinformować za pomocą ognistej wiadomości. Istniało wiele sposobów, a on ich nie wykorzystał.
- Tak, Jayden. Walczą. - powiedziała dosadnie, choć głos jej się załamał. Wzięła głęboki wdech, starając się uspokoić kotłujące się emocje, które od kilku godzin nie dawały jej spokoju. Zagryzła mocniej wargę, odwracając głowę tak, aby Jay nie zauważył łez, które napłynęły do jej oczu. Mogła zostać wdową, już mogłaby nią być. Nerwowo spoglądała na runę małżeńską, z nadzieją, że ta nie zacznie blednąć, a więź z Jamesem będzie nadal równie mocna i silna. - Znaleźli Leytona, osłabili go najpierw, a dzisiaj… postanowili zaatakować. - dodała, dla wyjaśnienia sytuacji, przełykając gorzko ślinę. To wszystko co musiał wiedzieć. Ona odchodziła od zmysłów, nie wiedząc co się dzieje z jej mężem, a co dopiero… jeśli jeszcze był tam jej brat.
- Jayden, ja już sama nie wiem co się spieprzyło… Dlaczego znikasz bez słowa i zostawiasz mnie samą na długie tygodnie! - krzyknęła do niego, nie wytrzymując, kiedy powiedział, że jeśli chce, to może wyjść. Owszem, nie powinna się denerwować, ale dzieci chyba już zdążyły się do tego przyzwyczaić. - Wyjdziesz, jeśli będziesz chciał to zrobić. W końcu moje zdanie się nie liczy. - dodała zgryźliwym tonem. Tak się czuła w ciągu ostatnich “zniknięć” brata. W ogóle nie miało to dla niego znaczenia. - Zostałam ja, Margaret, dziadek Joe, mama i kilka innych osób. - odpowiedziała na jego pytanie, wracając do smutnego patrzenia w płomienie.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

[Cytuj]
Multikonta: Nina
Zdecydowanie nie planował tyle ukrywać przed siostrą, jak to teraz robi. Bolało jego, że nie może jej wyjawić całej prawdy, bądź nawet jakiejś cząstki. Ale wierzy, że kiedyś to zrozumie. Tylko ... później. Teraz zdecydowanie ani nie było miejsca, ani czasu na takie zwierzania. Sam musiał wpierw zorientować się, w jaki bajzel powrócił. A wyglądało na to, że był naprawdę niezły. Czyżby im udało się wytropić łajdaków? Znaleźli kryjówkę i walczą? Kto tam z nimi walczy? Wiele pytań taktycznych z automatu nasuwało się Jaydenowi, lecz ugryzł się w język. Nie idzie teraz do ataku, nie zostawi przecież Instytutu ciężarnym i starcowi. Postanowił zaraz podejść do swoich bagaży i wyjąć swój łuk z bukłakiem, który zaraz nałożył na siebie.
Zaraz jednak spojrzał na siostrę, która wykrzyczała, co jej w sercu drze. Nałożył na siebie chłodną maskę, lecz w głębi duszy czuł, jak jej słowa uderzyły w niego. Czuł w sobie kumulację różnych uczuć, że musiał odwrócić wzrok od Shantae. Tylko w ten sposób udało się jemu uspokoić, nie wybuchnąć, nie zdradzając swych tajemnic.
- Ktoś wśród reszty jest zdatny do jakiejkolwiek walki?- zapytał się po chwili milczenia. Był podły, omijając te drażliwe tematy, zostawiając jej wiele pola do krytykowania, wiele możliwości do podniesienia ciśnienia, lecz i ona musiała zrozumieć, że nawet jak znika nieustannie, to w czasie wojny stara się być strategiem i po prostu chce zrobić rekonesans sił, które James tutaj zostawił.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Nie rozumiała Jaydena i nie wiedziała już tak właściwie o co mu chodzi. Nie miała pojęcia kim jest mężczyzna stojący zaledwie kilka kroków przed nią i to było najgorsze uczucie na świecie. Koszmar, którego nie umiała zmienić. Nie chciała robić sobie po raz kolejny nadziei, aby za kilka dni, może tygodni znów miała przeżywać ten sam koszmar. Zastanawiała się już nawet czy to przez jej małżeństwo z Jamesem, tak bardzo odizolowała się od Jaydena i tak bardzo ich drogi się rozeszły. Nie chciała jednak dopuszczać tej myśli do siebie.
Zerknęła na zegarek, dochodziła północ, a z pola bitwy nadal nie było żadnych wieści. Westchnęła cicho, zagryzając wargę. To nie był odpowiedni czas i miejsce na kłótnie z bratem, ani na prowadzenie ich osobistej wojny, wypluwanie sobie żali, czy czegokolwiek. Shantae postanowiła zamilknąć, zauważyła z resztą, że Jayden niespecjalnie był skory do rozmawiania. Pieprzyć to, może znalazł sobie lepszego spowiednika niż własna parabatai.
- Nie Jay, nikt się nie nadaje. Kilka tygodnie temu mieliśmy atak na Instytut, jakby Cię to interesowało. - odparła, nieco ostrzej niż planowała. Jej nic nie było, miała parę siniaków, ale nic więcej. Dziadek miał się o wiele, wiele gorzej. James i Margaret nosili znamiona Leytona. To wszystko było tak bardzo popieprzone, a ona już nawet nie wiedziała i nie miała pewności, jak to wszystko się skończy. Usiadła na fotelu przy kominku i nalała sobie wody.
- Nic nie zrobisz. Już teraz nic. - dodała, odwracając głowę w bok i spuszczając wzrok. Teraz było za późno na cokolwiek.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

[Cytuj]
Multikonta: Nina
Jeśli liczyła z jego strony na jakieś opowiadania, wymyślne historyjki z jego ust, to niestety przeliczyła się. Nie, kiedy wiedział, iż niebezpieczeństwo wisi tu na włosku. Nie, kiedy wie że inni walczą, a oni siedzą tutaj w miejscu, które najmniej było osłaniane. Jeszcze będą mieli okazję do rozmów, może nawet sam Jayden to zaaranżuje!
- Jakbyś zapomniała, żyjemy po to, aby walczyć ze złem, nie zbierać jabłka z jabłoni.- rzucił przytykiem w stronę siostry. Oczywiście odnotował, że mieli walkę. Wszędzie one są, nie da się ich uniknąć. Jeśli myśli, że on zniknął i żył sobie wspaniale, to niestety była w błędzie. Gdyby był odpowiedni czas, pokazałby jej ranę na plecach, lecz jakoś teraz nie był skory do rozmów.
- Jeśli tak myślisz, możesz wrócić do siebie. Ja zamierzam poczekać i popilnować Instytutu, skoro nie ma innych osób.- kolejne słowa, które wypowiadał chłodnym tonem, mogły ranić jego siostrę, lecz też raniły duszę Jaydena. Nie chciał być taki oschły wobec niej, wolałby ją wspierać dobrymi słowami, nadzieją. Ale z jej słów wynikało, że nie chciała ani z nim rozmawiać, ani się z nim widzieć. Więc poczeka na rezultat bitwy, porozmawia z Jamesem - o ile przeżyje - po czym postanowi, co zrobi dalej.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Może kiedyś, kiedy czasy się zmienią, a oni oboje dojrzeją do poważnej rozmowy będzie inaczej. Może wtedy uda im się dojść do porozumienia. W tym momencie było między nimi zbyt wiele nieporozumień i dziwnej niechęci, która nigdy wcześniej nie istniała. Stało się coś niedobrego pomiędzy rodzeństwem Verlac, że zaczęli rozmawiać ze sobą jak obcy ludzie. Spojrzała na brata, a jej źrenice zwęziły się niebezpiecznie. Igrał z ogniem, stosując na niej te swoje zagrywki. Przecież ona doskonale wiedziała, że zostali stworzeni do walki, a on doskonale wiedział, jak przez brak możliwości udziału w tym wszystkim, zniszczyła się jej psychika. Musiała teraz być przede wszystkim matką, a nie wojownikiem. Na to drugie przyjdzie jeszcze czas.
- Przypomnę Ci, że to gabinet mojego męża, więc jeśli ktoś ma wyjść to … - powiedziała z nerwami w głosie, ale jej wypowiedź przerwał krzyk. Poczuła ból, w miejscu runy marriage, która stanowiła swoiste połączenie z jej mężem. - James. - wyszeptała zdezorientowana, kiedy już ból zaczął maleć. Runa nadal widniała na jej ciele, więc jej małżonek żył, ale coś mu się stało. Zapomniała, co miała ochotę wygarnąć bratu, w tym momencie skupiając się na tym, że poczuła dziwny ból w brzuchu i kręgosłupie. Wzięła kilka głębokich oddechów, czując jak robi jej się coraz bardziej słabo, a spodnie na jej udach zmieniają nieco barwę na ciemniejszą.
-Wody… - mruknęła, podtrzymując brzuch. Poczuła to bardzo dokładnie. - Wody… - zaczęła powtarzać, z trudem łapiąc oddech. Zestresowała się, owszem. Właśnie coś stało się jej małżonkowi, a ona zaczynała rodzić. Czy Theodor i Claire nie mogli sobie wybrać lepszego terminu na przyjście na świat!
I te fajerwerki za oknem… Wszystkiego najlepszego Shantae. Właśnie stuknęła Ci trzydziestka!
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

[Cytuj]
Multikonta: Nina
Widzi, ona musiała skupić się na innym celu, on zaś myślał typowo jak wojownik. Nie miał już żony, więc mógł sobie odpuścić tacierzyństwo. Myślami był skierowany do walki, lecz sytuacja zdecydowanie przybrała nieoczekiwany wymiar. Odruchowo spojrzał na nią, kiedy zaczęła szeptać imię swego męża. Czyli coś się wydarzyło, ale najwidoczniej James przetrwał, skoro nie wiła się z bólu.
- Żyje.- powiedział po chwili z ulgą widząc, jak się uspokaja. Sam też czuł przez chwilę niepokój, który towarzyszył siostrze, lecz to przeminęło, bo nastała część, która zdecydowanie nie należała do przyjemnych. Spojrzał z wyłupionym wzrokiem na siostrę, która wołała o wodę? Ujrzał, jak jej spodnie zaczynają zmieniać barwę i kompletnie nie wiedział, co zrobić. Co gorsza, nie miał pojęcia, czy jest tu jakiś medyk, oraz nie znał się kompletnie na porodach.
- Kurwa. - przeklnął cicho i mimo nałożonego na siebie sprzętu, wyciągnął stellę i aktywował sobie runę siły. Zaraz po tym schował swoją stellę do kieszeni i wziął siostrę na ramiona, po czym postanowił jak najszybciej zanieść do punktu medycznego.

z.t x2
 

James Dominic Whitelight

[Cytuj]
Multikonta: Adam, Misha, Minnie
// jakiś czas po treningu z Shantae


Będąc zwykłym żołnierzem, James naprawdę nie miał zielonego pojęcia o tym ile działo się dookoła. Skupiał się na swoich patrolach oraz zadaniach, które miał do wykonania, niewiele dbając o resztę. Dopiero obejmując stanowisko Dyrektora przekonał się ile tak naprawdę pracy trzeba było włożyć w utrzymanie Instytutu, a przede wszystkim porządku w okolicy.
Wizja nadchodzącej Apokalipsy była aktualnie w samym centrum uwagi Whitelighta, choć nie pozwolił zapomnieć sobie też o reszcie spraw. Ceremonię nadania run Xavierowi odwlekał już zbyt długo, a Nefilim w szeregach wiecznie brakowało. Potrzebowali dodatkowych rąk do pracy, szczególnie po niedawnym starciu z Leytonem. Nie dość, że straty wystąpiły po obu stronach konfliktu, nowa fala demonicznej grupy przysporzyła w mieście Przyziemnych ze Wzrokiem. Spora większość z nich o Świecie Cieni nie miała najmniejszego pojęcia, dlatego należało do nich dotrzeć i wyedukować zanim znajdzie się zastępcza Krucjata. Inna sprawa, że nikt chyba nie spodziewał się znaleźć pośród nich naznaczonej runami dziewczyny. To właśnie z nią miał się spotkać James.
Miał tylko nadzieję, że lubi dzieci, bo Shantae zostawiła z nim trójkę niemowlaków na czas swojego cotygodniowego treningu w terenie. Najmniejszy blondyn, Alex, ze smoczkiem w ustach drzemał w swoim nosidełku. Mała Claire, również blondynka, usiłowała wepchnąć sobie do ust grzechotkę, a jej brat Theo, jedyny brunet, bardziej zainteresowany był butelką z wodą, którą poił go pan Dyrektor. Miał już w gabinecie całkiem nieźle wyposażony żłobek. Turystyczne łóżeczka, przewijak, zapas pampersów w szafce. Trzeba sobie radzić.

she knows me like I know myself
 

Sena

24



Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
// jakiś czas po spotkaniu z Sewerynem

Sena otrzymała wiadomość, kiedy leniuchowała w swoim mieszkaniu. W pierwszej chwili się jej przestraszyła, bo chociaż miała kilka dni na przetrawienie wszystkich informacji od Seweryna, to nadal była niczym dziecko błądzące we mgle. Wszystko wskazywało na to, że udało się jej odnaleźć rodzinę, której nawiasem mówiąc jeszcze nie poznała, ale też sprawiło to, że znalazła się w świecie, który dla niej należał do świata baśni. Nie wiedziała jak się ma odnaleźć w nowych warunkach i czy na pewno tego chce.
Nim odpowiedziała na wiadomość dyrektora instytutu wahała się dłuższą chwilę, bo przecież nikt by jej nie zmusił do niczego. Przynajmniej tak się łudziła, choć pewności mieć nie mogła. W każdym razie, kiedy się już zdecydowała to szła za ciosem i nie wycofywała się.
Ktoś jej otworzył drzwi i wskazał drogę do gabinetu dyrektora instytutu. Sena na spotkanie z nim ubrała się całkiem zwyczajnie, bez przesadnej elegancji, ale tez i bez zbytniego luzu. Jeansy, koszula i wysokie botki zawsze były dobrym rozwiązaniem. Włosy upięła w zwykły koński ogon i postawiła na naturalny makijaż. Mimo wszystko chciała zrobić pierwsze dobre wrażenie.
Zastukała do drzwi i kiedy usłyszała, że może wejść, wzięła głęboki oddech i wykonała krok w nieznane. No właśnie, wykonała ten krok i stanęła jak wryta. Jej oczom ukazał się obraz, którego zupełnie się nie spodziewała. Po pierwsze dyrektor instytutu to nie był staruszkiem, który miał coś około sześćdziesiątki i patrzył na nią groźnie zza biurka. To był mężczyzna mniej więcej w jej wieku a towarzyszyły mu trojaczki. OMG trojaczki, ktoś musiał mieć totalnie przerąbane posiadając taką liczbę potomstwa na raz. Czyli w jej mniemaniu James.
Rozejrzała się zaskoczona po pomieszczeniu, które raczej przypominało pokój dziecięcy, niż czyjeś miejsce pracy. Trochę ją to zbiło z tropu i tym bardziej nie wiedziała czego się ma spodziewać po tym spotkaniu. Chwilowy przebłysk w jej umyśle sugerował, że powinna się odwrócić na pięcie i wyjść, ale oczywiście tego nie zrobiła.
- Dzień dobry. Jestem Sena Yurdal. Byliśmy umówieni.- odezwała się i podeszła kilka kroków by wyciągnąć rękę na powitanie, po niewczasie uświadamiając sobie, że mężczyzna ma przecież obie zajęte.
Świetny początek Sena. Zbeształa się w myślach.
 

James Dominic Whitelight

[Cytuj]
Multikonta: Adam, Misha, Minnie
Właściwie to długo rozważał odpowiednią formę do komunikacji z dziewczyną. SMS czy telefon to coś co doskonale znała, ale mogła uznać za niewybredny żart. Odwiedzać ją osobiście bez zaproszenia nie byłoby kulturalnie, poza tym mogłoby ją to nastraszyć. Ostatecznie James postawił więc na Ognistą Wiadomość, która była wystarczająco magiczna by potwierdzić jego status, a jednocześnie stonowanie inwazyjna. Dawała Senie nawet pozorny wybór. Dziewczyna nie musiała wiedzieć, że w razie gdyby nie stawiła się na spotkaniu, Whitelight musiałby ją tu i tak sprowadzić. Nie mogli pozwolić niczego nieświadomej Nefilim paradować po mieście z runami na widoku. Chodziło też o jej własne bezpieczeństwo. Ewentualny demon czy wyjęty spod prawa Podziemny raczej nie marnowaliby czasu by upewnić się, że szatynka jest pełnoprawną Nocną Łowczynią.
Tak czy siak dziewczyna oszczędziła i sobie i Dyrektorowi nieprzyjemności, przychodząc na umówione spotkanie. Zaskoczenia wymalowanego na jej twarzy nie dało się ukryć. Zapewne nie takiego obrazka się spodziewała, ale nie była też pierwszą osobą, która zareagowała podobnie. Jamesowi nie pozostało nic innego jak uśmiechnąć się i pospieszyć z wyjaśnieniami. To jest po formalnym przedstawieniu się - Witaj Sena. Mogę Ci mówić Sena? - rzucił dla pewności - Jestem James Whitelight, a to Alexander, Claire i mały Theo - wskazał po kolei na bobasy, a potem odstawił butelkę by móc uścisnąć dziewczynie dłoń - Wybacz warunki, ale moja małżonka aktualnie pracuje w terenie, dlatego ja zajmuję się dziećmi. Mam nadzieję, że to nie problem?

she knows me like I know myself
 

Sena

24



Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Senie nie przyszło na myśl, że gdyby się tutaj nie pojawiła to miałoby to jakiekolwiek konsekwencje. Nie znała świata cieni. Nie wiedziała jakimi prawami się rządzi i oczywiście nie domyślała się, że mogłoby ją spotkać coś przykrego czy niebezpiecznego albo i nawet śmiertelnego. W końcu przez tyle lat żyła ludzkim życiem i nie wadziło to w niczym. Zasadniczo to nie potrafiła sobie wyobrazić innego życia niż te, które do tej pory wiodła. Przecież jej nikt do niczego nie zmusi, prawda?
- Jasne. Tak będzie wygodniej, James.- uśmiechnęła się do mężczyzny. Mówienie sobie na ty niwelowało pewien dystans i sprawiało, że to spotkanie było mniej formalne, chociaż zasadniczo to obecność dzieci tutaj sprawiała to najbardziej.
- Nie ma problemu. Urocze. Twoje?- zapytała. Dzieci jej nie przeszkadzały. W sumie były jej obojętne. Potrafiła się nimi zaopiekować, bo w bidulu trzeba się było zajmować młodszymi, ona sama nie miała zapędów do tego by zostać matką. Nie miała też zapędów do trwałych związków, ale to już inna historia.
Zastanowiło ją stwierdzenie o pracy w terenie, podejrzewała, że na pewno musi chodzić o coś innego niż jej mogło przyjść do głowy. Ten świat był dziwny i wcale nie miała pewności czy chce do niego należeć i czy będzie potrafiła się w nim odnaleźć. Z drugiej strony w końcu miała rodzinę. Nie była sama jak palec. To było na wagę złota.
- Imponujący budynek.- stwierdziła i rozejrzała się po gabinecie, jeszcze przez chwilę odwlekając moment rozmowy o prawdziwych powodach, dla których została tutaj wezwana.
 

James Dominic Whitelight

[Cytuj]
Multikonta: Adam, Misha, Minnie
To była .. delikatna sprawa. Chodziło o to, by nie odstraszyć jej zbyt wcześnie, przynajmniej dopóki nie przekonają się ile tak naprawdę wie. Poza tym York od dawna do bezpiecznych miejsc nie należało, więc dobrze, że znaleźli ją pierwsi. Wycieczka do gabinetu na pewno brzmiała lepiej niż walka z demonem. James był tylko zadowolony, że Sena przyszła "po dobroci" i już jego w tym głowa by przyjacielską relację podtrzymać. Przejście na 'Ty' uważał za niezły początek. Jakby nie patrzeć, byli chyba w zbliżonym wieku.
- Tylko Claire i Theodore. Alex to syn mojej siostry, ale to dłuższa historia - coś w ciemnych oczach pana Dyrektora mówiło, że to nie jest temat, który chciałby poruszać. Oby Sena wyłapała subtelną aluzję. Z resztą, to nie o nim i jego życiu przyszli tu rozmawiać, ale o niej. Szatynce jednak specjalnie się do tego nie spieszyło, co Nefilim postanowił uszanować. Niespiesznie odstawił syna z powrotem do bujaka, w tłuste paluszki niemowlaka wciskając gałgankowego pluszaka. Przy okazji podniósł też grzechotkę, którą Claire zrzuciła na ziemię. Jeden tylko Alexander nadal spał spokojnie.
- Usiądziemy? - zasugerował James, wskazując na skórzaną kanapę przed kominkiem. To nie będzie krótka pogawędka, więc sam zajął na niej miejsce - Możesz mi wierzyć na słowo, że nadal wypada słabo przy Instytutach w Paryżu, Barcelonie, o Alicante nie wspominając.

she knows me like I know myself
 

Sena

24



Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Sena do ostatnich wydarzeń, czyli poniewierania przez czarownika, wcale nie uważała miasta za niebezpieczne. Nie miała problemów z zapuszczaniem się we wszystkie uliczki, czego na pewno nie robiła w Stambule. Tam jednak bardziej dbała o swoje bezpieczeństwo. Okazywało się jednak, że to poczucie bezpieczeństwa było tylko iluzją. Sena nawet nie zdawała sobie sprawy jak dużą.
Dziewczyna przyjęła do wiadomości podana informację i nie drążyła tematu. Nawet gdyby James nie posłał jej ostrzegawczego spojrzenia to i tak by nie drążyła tematu. Po pierwsze nie jej sprawa, po drugie tematy dzieci nie były jej zbyt bliskie, a po trzecie nie po to tutaj przyszła. Zasadniczo nadal nie wiedziała czego się ma spodziewać po tym spotkaniu, bo pierwsze wrażenie zupełnie zbiło ją z tropu i zaburzyło wszystko cokolwiek sobie wyobrażała.
- Chętnie.-posłała mężczyźnie lekki uśmiech i usadowiła się na wygodnej kanapie. Słowa mężczyzn sprawiły, że lekko uniosła brwi.- Nie byłam w żadnym z tych miejsc, ale kto wie, może kiedyś je zobaczę.- zastanowiła się ile James wie na jej temat. Ile Seweryn powiedział i co powiedział?- A ten w Stambule?- zapytała nim zdążyła pomyśleć. Miała nadzieję, że gdyby udało się jej tam dostać to coś w końcu ruszyłoby jej pamięć.
 

James Dominic Whitelight

[Cytuj]
Multikonta: Adam, Misha, Minnie
Jeden niewyżyty Czarownik to faktycznie był pikuś. Pewnie sama byłaby w stanie sobie z takim przypadkiem poradzić. A to, że nie miała pojęcia o reszcie dramatów rozgrywających się pod nosem mieszkańców York, to już akurat zasługa Jamesa oraz wszystkich podlegających mu Nefilim. Jeśli w przyszłości do nich dołączy, też będzie musiała dbać o porządek w mieście, ale o obowiązkach później.
Po co się tu zjawiła? Cóż, Whitelight określił to chyba dość jasno w swojej małej, ognistej wiadomości. Był tu by odpowiedzieć na wszystkie jej pytania, których jednak na razie wstydziła się zadać. Może była skołowana, a może nie wiedziała od czego zacząć? Na pewno było tego sporo. James nawet nie chciał sobie wyobrażać jaki chaos musiał w głowie szatynki panować. Na szczęście mieli ostatnio sporo z tym do czynienia. Po kolejnej epidemii demonicznej grypy wielu Przyziemnych w okolicy nagle zyskało zdolność postrzegania Świata Cieni. Ci dopiero byli w szoku.
- W Stambule? Chyba jeszcze nie miałem okazji tam być. To jakieś szczególne dla Ciebie miejsce? - zapytał, uważnie lustrując ją wzrokiem. Na razie nie mieli pojęcia z którego z rodów pochodzi. Whitelight nie do końca wiedział nawet jak zabrać się do poszukiwań. Najrozsądniej byłoby zwrócić się o pomoc do Cichych Braci, na to jednak trzeba było dziewczynę przygotować.

she knows me like I know myself
 

Sena

24



Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Sena z tym konkretnym czarownikiem nie miała ochoty więcej sobie radzić, ale gdyby musiała, to miała nadzieję, że tym razem to ona mu dokopie. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób, ale jakiś będzie musiała wymyślić. Miała trochę czasu na obmyślanie zemsty, chociaż jak wpadnie w wir nowego życia to kto wie, może trochę złagodnieje w swoim podejściu.
Chyba zaskoczyło ją pytanie o Stambuł. Tak naprawdę nie wiedziała co i w jakiej formie przekazał Jamesowi Seweryn, ale zakładała, że przynajmniej podstawowe fakty, które udało się im ustalić. Teraz zaczynała myśleć, iż nie powiedział nic ponad to, że trafili na siebie na mieście. W sumie to wolała tę pierwszą wersję. Istniała jeszcze opcja, że James gra w grę o której ona sama nie miała pojęcia, ale o tym zapewne szybko się przekona. Póki co postanowiła odpowiedzieć na jego pytanie.
- Wychowałam się w Stambule, a przynajmniej na pewno mieszkałam tam odkąd skończyłam dwanaście lat. Niestety nie pamiętam wcześniejszego okresu mojego życia. Seweryn twierdzi, że mogę być jego kuzynką. Właściwie jest tego pewien, ale poza moim wisiorkiem nie mamy na to potwierdzenia, co do samego miasta, to powinieneś je koniecznie odwiedzić. Potrafi zachwycić.- lekko się uśmiechnęła i czekała na reakcję swojego rozmówcy.
- W sumie to co Seweryn ci o mnie powiedział?- zapytała, bo jednak ciekawość ją zżerała.
 

James Dominic Whitelight

[Cytuj]
Multikonta: Adam, Misha, Minnie
Mała, mściwa anielica. Jak widać nadawała się na Nocną Łowczynię jak ulał, choć James jeszcze nie mógł tego wiedzieć. Na razie nie wybiegał w przyszłość aż do treningów. Musieli wpierw dziewczynę z nową rzeczywistością oswoić, a potem przekonać do swojej misji. Niestety, jej powrót do świata Przyziemnych nie wchodził w grę. Z runami na ciele przyciągała zbyt wiele uwagi i już one same w sobie mogły ściągnąć na nią niebezpieczeństwo. Z tej ścieżki odwrotu nie miała, ale przecież nikt nie lubi żeby mu cokolwiek narzucać. Należało to rozegrać tak, by decyzję podjęła sama.
Seweryn niestety słynął ze swojej oszczędności w słowach, a nawet jeśli chciał przekazać Dyrektorowi wszystkie informacje, ten zwyczajnie nie miał na to czasu. Jak widać nawet spotkanie z najnowszą adeptką przeprowadzić musiał w towarzystwie maluchów. Pogodzenie takiego stanowiska z rolą ojca nie było najprostsze, ale James musiał sobie radzić.
- No tak, wspominał, że istnieje taka możliwość. Mógłbym zobaczyć ten wisiorek? - poprosił. Skoro była to na razie ich główna poszlaka, od niej powinni chyba zacząć. Mimo wszystko nie bał się, że zagadki nie uda im się rozwikłać. Miał pewność, że z pomocą Cichych Braci i zapewne jakiegoś Czarownika zdołają ustalić rodowód dziewczyny. Szkoda, że ten spokój umysłu przerwał mu marudzący w swoim nosidełku Alexander. Brak matki bardzo się na nim odbijał, ale James zaraz był obok by wziąć go na ręce i zacząć kołysać w ramionach. W ten sposób zaczął powoli krążyć po gabinecie, nigdy jednak nie odwracając się plecami do swojej rozmówczyni. To byłoby niegrzeczne.
- Seweryn zasugerował, że możesz być jego zaginioną kuzynką. Problem w tym, że nigdy nie ustalono co stało się z tamtą rodziną. Wszystkie odpowiedzi zapewne tkwią w Twojej głowie, o ile ktoś nie usunął Ci wcześniejszych wspomnień. Być może jedynie zablokował do nich dostęp. Jeśli się zgodzisz, możemy spróbować je odzyskać - zasugerował, zerkając na dziewczynę wyczekująco.

she knows me like I know myself
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo