Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall






[Cytuj]
Każdy kwiatuszek niepodlewany szybko zwiędnie, a z tego, co ptaszki na Dworze ćwierkały, Królowę regularnie ktoś odwiedzał w łożu, a żeby łodyżka za szybko nie uschnęła. Czyż nie było tak też z Sebastianem? Zagrał odpowiednio swoją rolę, wciągając w walkę wróżki, które nijak nie miały w tym najmniejszego udziału — ba, wyszły na tym, delikatnie mówiąc, jak Zabłocki na mydle. To na ów nieszczęsnej wojnie zawiązywały się największe sojusze, wrogie relacje, upadały przyjaźnie. I to tylko po to, by zostać zamkniętym po podpisaniu Przymierzy.
-Nie przemyśleli lub liczyli na mityczne przyjaźnie. A nie od dziś wiadomo, że na Dworze, jeżeli umiesz liczyć, to wyłącznie na siebie. - odparł lekko, nie widząc w tym najmniejszego problemu. Tak się przecież wychowali, a to, że od czasu do czasu pojawiały się naiwne jednostki.. co poradzisz.
-I to raczej wymyśl dość szybko, zabójcy nigdy nie czekają. I doskonale o tym wiesz. - lekka żaluzja do zawodu Nimat czy może niewinne nawiązanie? Ostatnimi czasy z wróżkiem to nie było takie pewne. To tak jakby dżin miała wątpliwości, czy Pucas pamiętał, czym się kobieta parała. Nah, nie zapomniał, tylko zostawiał ów argument na późniejszą dyskusję.
-To może odetnij póki możesz inne możliwości, które nie działają na Twoją korzyść? - zasugerował delikatnie, nie chcąc się zwyczajnie narzucać. Jego rola była zawsze doradcza, czasem dowódcza, jednak jako taktyk łatwiej było go znaleźć w cieniu, aniżeli w ogniu walk. Nie zostaje nic, tylko westchnąć za starymi antykami, bo co rusz się ostatnio działo, tam można było znaleźć zabłąkanego Pucasa.
Wzruszył ramionami na kolejną odpowiedź Nimat, bo i co miał powiedzieć? "Well, duh"? Bardzo dojrzała riposta jak na pięciuset latka! I nawet zdobyłby się na jakąś kreatywną zwrotkę, gdyby nie został zrównany do parteru w ułamku sekundy. Królowej niech będą dzięki, że Bevin nie zaprzestał porannej rutyny, w przeciwnym razie grzbiet porządnie wyraziłby swą dezaprobatę głośnym jękiem.
-Cóż poradzić, trzeba sobie radzić w każdych warunkach. - odparł rezolutnie, nadal chowając się za sztandarem pod tytułem: "Bo Opal mówiła...!", a jak wiadomo, niech Cię ręka Królowej broni, by zniknąć medykowi, gdy może Cię potrzebować. Nie umknął mu również fakt, że jego "mizianie" zostało dość ciekawie przyjęte.
-Nie tu i nie teraz, mówisz. - uniósł brew z rozbawieniem, a oczy zmrużyły się delikatnie. Phew, dawno nie miał okazji się tak droczyć, można by rzec, że tęsknił za tego typu rozgrywką tenisa, ale nie da dżinowi satysfakcji. Przynajmniej tym razem.
Drapanie? Pani Nimat, czo Ty tu uskuteczniasz?!
Bevin mógł mówić, cwaniaczyć ile mu się żywnie podobało, ale tym jednym ruchem, wróżka zaliczyła u niego szach mat. Oczy przymknęły się na dobre z przyjemności, a dłonie zacisnęły mocniej na krawędzi parapetu.
Gdy jednak kobieta odsunęła się, Pucas przełknął ślinę i poluzował odrobinę krawat.
-Zrobiło się tu jakby gorąco, nie sądzisz? - bo wszystkie Nimaty to złe kobiety. Tak.
Przylgnął plecami do szyby, chłonąc zimno, płynące z uchylonego okna.
-Na masturbacji pewnie też nie, a chłopak ma już swoje lata. - odciął się, chociaż znowu po chwili pożałował swoich słów. Zdecydowanie nie chciał wyobrażać swojego dziecka na ów akcie, a najlepiej .. GEEZ. Wiecie o co mu chodzi!
 

Nimat

1007



"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
Każdy kwiatuszek szybko więdnie... chyba że jest odporną odmianą, albo kaktusem. Albo oba na raz. Czy celibat trwający prawie 160 lat zalicza się do zostania kaktusem, czy po prostu odpornym kwiatuszkiem? Chyba lepiej nie iść dalej w tych przemyśleniach o kwiatkach... O, Sebuś, menda jedna, jak dobrze, że Nimat była wtedy w lampie, bo tylko by jeszcze bardziej pluła kwasem na Królową i jej głupotę, a samego Sebka przy pierwszej okazji próbowałaby po prostu zabić. Co się jednak stało, to się nie odstanie, Sebek namieszał, wróżki długo miały przesrane, a Nimat jak miała gdzieś postanowienia Clave, tak dalej je ma głęboko w poważaniu, słuchając się tylko Króla.
— Czyli po prostu byli głupi, może lepiej, że nawet nie próbowali odzyskać tronu? — Aż cisnęło jej się na usta, żeby dodać tam, że odziedziczyli głupotę po Królowej, ale gryznęła się w język, dobrze wiedząc, że Bevin Królową pewnie dalej szanował. No i o zmarłych przecież mówi się dobrze, albo wcale, więc wybrał drugą opcję, o.
— Wiem, pewnie nawet lepiej niż ty. — Panie Pucas,co Pan tu insynuuje? Ona zabójcą nie była, a ledwie małym szpiegiem, nawet jeśli Devanna była kiedyś jej mentorką, o czym akurat Pucas nie wiedział i może nawet lepiej, że nie wiedział. W każdym razie - ona nie zabijała bezpośrednio, podrzucała tylko Królowi informacje, przez które czasami komuś straciło się główkę. Rączki miała czyste, nie? Niby nie przeszkadzało jej pobrudzenie się, ale jednak unikała tego, bo mogła wtedy wypierać się, że to nie ona zabijała.
— Najpierw i tak trzeba zobaczyć, co dokładnie Catriona miała na myśli, nazywając mnie córką, a potem ogarnie się cały burdel, jaki z tym przyjdzie. — Na samą myśl o ogarnianiu bajzlu po prostu odechciewało jej się czekać, ale po rozmowie z Bevinem tylko utwierdzała się w niechętnym stwierdzeniu, że jednak trzeba to ogarnąć, bo sytuacja może się skończyć źle, nawet nie dla niej, a dla dzieciaków pod jej opieką.
Oh, kurczę, nie udało się wydusić z Beviniątka jęku, a byłoby co najmniej śmiesznie, gdyby jednak to wyszło i akurat Opal by go usłyszała. Z drugiej strony, przynajmniej wiedziała, że Pucas dalej ćwiczy i nawet nie musiała go zmacać, żeby się tego dowiedzieć, trochę szkoda. Na jego stwierdzenie uniosła tylko lekko brew. Ach, tak? Dobrze, dobrze, to ją tylko utwierdziło w przekonaniu, żeby jednak go podrapać po karku i zobaczyć, jak on sobie poradzi z tą sytuacją w tych warunkach. Mizianie zostało przyjęte tak, a nie inaczej, bo jednak celibat chyba trochę za długo u niej trwał, a i w sumie to mizianie było naprawdę przyjemne.
— Owszem, nie tu i nie teraz. — Potwierdziła rozbawiona z iskierką złośliwości w oczach, wiedząc, że za chwilę i tak wykona mały atak, który go do reszty położy.
Jak to, co uskuteczniała? Oczywiście, że Piękną Wojnę uskuteczniała, wykorzystując jego słabe punkty, które udało jej się odkryć te ponad 160 lat temu. Szach i mat panie Taktyk. Tylko tym ściskaniem nie zniszcz pan parapetu, bo dziki gon się na pana pogniewa.
Kiedy się odsunęła z satysfakcją patrzyła na reakcję Bevina. Było jej nie miziać, było wiadome, że się odwdzięczy.
— Nie bardzo, mi tam trochę chłodnawo. — Stwierdziła, kiedy dotarł do niej zimny podmuch od okna, skutecznie wdzierający się pod ubranie i chłodzący ją. Swoją drogą kusiło ją, żeby teraz Bvinowi przymrozić trochę tyłek, skoro mu po tym krótkim drapaniu po karku nagle zrobiło się aż tak duszno.
— Bevin! Cholera jasna, nie chcę nawet sobie tego wyobrażać, a co dopiero próbować go na tym przyłapać. — Fuknęła lekko zniesmaczona. No, jak nic, trzeba go oddać do naprawy, niech mu wymienią filtr, bo się chyba podziurawił i to mocno.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
Khem, to my może wróćmy na chwilę do tego, co działo się za drzwiami, gdy ta urocza dwójka sobie rozmawiała.
Widziała, że obecność Nimat działała na wróżkę uspokajająco, ale przecież nie mogła trzymać jej przy boku chorej siłą. Czuła, że sprawa jest poważniejsza i skomplikowana, a nie chciał przecież niechcący czegoś pogorszyć, lub przekreślić. Zresztą, w końcu nikt nie prosił jej o wplątywanie się w ich życia, powinna więc nadal stać sobie spokojnie z boku i obserwować. Nie ważne, jak bardzo to było trudne.
Mogła przynajmniej spróbować dodać Catrionie sił, co przyniosło co prawda małe, ale jednak skutki. Najważniejszą kwestią w tak ciężkich przypadkach, było zmuszenie pacjenta do podjęcia walki, inaczej wszystko, co mógł zrobić lekarz i tak prawdopodobnie poszłoby na marne.
Chyba naprawdę niedługo zacznie pobierać opłaty za te wszystkie usługi, gdzie się ostatnio nie ruszyła, musiała kogoś składać, co w sumie nawet jako tako sprawiało jej przyjemność, ale jednocześnie troszkę irytowało. I tak miała dużo na głowie, a tu jeszcze z każdą chwilą przybywało coś następnego.
Może przynajmniej kiedyś zostanie jakimś honorowym medykiem, czy coś?
Wróżka powoli dochodziła do siebie, co sprawiło, że Opal mogła odetchnąć z ulgą. Posłała uśmiech Craigowi, widząc, jak ta się budzi i powoli zaczyna kontaktować. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy została pomylona z Nimat, bo w sumie obie miały parę cech wspólnych, musiała jednak trochę wyprostować sytuację.
- Nie ma jej tutaj, jest na zewnątrz, musi pozbierać myśli - rzuciła, w miarę się domyślając, że właśnie to robiła teraz druga wróżka. A i zapewne pomagał jej w tym Bevin, zresztą chyba powinna późnej wypytać się, co go z kobietą łączyło.
- Nie, nic na ciebie nie upadło, dopadła cię za to demoniczna grypa - tłumaczyła, przy czym odeszła na chwilę, kontynuując przygotowywanie drugiego naparu, tym razem wzmacniającego. - Nie będzie prawdopodobnie trwać za długo, zostawi za to po sobie zapewne miłą niespodziankę - zamieszała w garze, pogłaskała Craiga po ramieniu i wróciła do pacjentki. - Jak się czujesz? - usiadła na krzesełku obok niej, chcąc się upewnić, że nie ma jakichś dodatkowych objawów. - Powiadomić kogoś, że leżysz chora? - wolała też na wszelki wypadek zapytać i o to.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.






[Cytuj]
Zrobiłem to o co prosiła mnie Opal i pozostało mi czekać. Teoretycznie - jako ten starszy - powinienem uparcie próbować przejąc kontrolę. Ale po licho? Czarnowłosa doskonale sobie radziła a gdyby chciała mojej pomocy ciut więcej to by powiedziała, oparłem się więc o ścianę i z założonymi ramionami przyglądałem całej tej sytuacji. Musiałem przy tym przyznać, że wiedźma nadawała się na medyka, lekarza, miała w sobie tyle empatii, miłości, zaangażowania. Lata mijały a w niej te uczucia nigdy nie zostały zabite. To było bardzo przyjemne uczucie patrzyć się na nią w wirze pracy, z tym zaangażowaniem wymalowanym na twarzy. Posłałem ukochanej ciepły uśmiech gdy musnęła dłonią moje ramię a chwilę później znalazłem się za krzesłem na którym siedziała, kładąc dłonie na drobnych ramionach kobiety, nachylając się by cmoknąć ją w policzek.-Świetnie się spisałaś. Wyraz podziwu i zadowolenia. Opal spełniała się pomagając innym, spełniłaby się w jeszcze jednym zadaniu o którym planowałem z nią pomówić - niestety to nigdy nie będzie możliwe do zrealizowania.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall






[Cytuj]
Zaiste Nimat, nie zagłębiaj się w temat kwiatuszków, bo typowym dobrem komplementarnym do ów cudu natury są pszczółki. A jak wiadomo, z tego nic dobrego nie wychodzi.
Bevin szczerze chciał skinąć głową, naprawdę chciał. Byłoby to zgodne z zimną logiką, w końcu jakim cudem na tronie miałby się utrzymać Iskierka, bądź Arthur? Chyba tylko na ładne oczy, a w przypadku Iskierki i to było wielce naciągane. Nie to, żeby Pucas miał coś do lorda, wręcz przeciwnie. Po prostu miał wątpliwości, czy wróżek utrzymałby wagę korony, która jest znacznie cięższa, niż może się wydawać.
-To na pewno, bo zawsze lubiłaś operować w cieniu. - szpieg, zabójczyni, kat. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Każda z tych dziedzin działała na szkodę i każdą Bevin zwyczajnie potępiał. Chociaż nie, to byłoby nadmiernie altruistyczne. Pogardzał tymi, którzy działali na szkodę Jasnego Dworu. Natomiast ich siatka wywiadowcza i asasyni byli przecież do rany przyłóż, ba! Złoci ludzie, bym rzekł. Hipokryzja? W pełnej krasie. Jednakże Pucas się tym ani trochę nie przejmował, uznawał, że mógł być odrobinę faworyzować rodzinne strony.
-Co by nie było, korzystaj z tego. W końcu to rodzina. - przyszywana bądź nie, powiązania rodzinne zmniejszały szanse, że ktoś Ci wbije nóż w plecy. Może nie niwelowały, ale przynajmniej zabezpieczały od jednego frontu. A wtedy ochrona rozciągała się również na Twoich najbliższych.
Ale że kto pogniewa? Za co? Lekko zamglony wzrok starał się skupić na jednym punkcie, a dłonie wypuściły maltretowany marmur. Oups, czyżby znowu się zapomniał? No bywa, taki już urok spotkań "znajomych" sprzed lat. A poza tym.. Nawet nie zauważą! Machnęłoby się to wszystko na kropelkę i voila jak świeżo po remoncie. A jeżeli zauważyliby, to wiadomo, Bevin byłby pierwszy, który podfrajerzy kobietę do zwiadowców. Kto macał biednego Pucasa? Dżin. To i dżin z alimentami może zapłacić za straty Dzikiego Gonu , jakiekolwiek by nie były.
Gdyby był równie złośliwym gnojkiem, co Nimat, puściłby odpowiednią wiązkę magiczną w jej stronę, odwdzięczając się pięknym za nadobne. Ale nie, z ich dwójki trzeba było być tym odrobinę poważniejszym, dlatego z ciężkim sumieniem przymknął okno, kończąc tym chłodzenie korytarza. Przynajmniej nikt mu nie będzie zarzucał, że jest nieodpowiedzialny względem kobiet (choć tylko do momentu, aż informują go, że jest współtwórcą dziwnych narośli hasających radośnie po Faerielandzie).
-Jednakże powiedz, że nie mam racji. To, że nie przyłapałaś, nie znaczy, nie nie istnieje. - uśmiechnął się tryumfująco, ani trochę nie poczuwając się jako winowajca zgorszenia. Ba, zgrabnym ruchem odwrócił uwagę Nimat, wniosek: victoria!
 

Nimat

1007



"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
Temat kwiatuszków i pszczółek ich dwójka już dawno zgłębiła i to chyba aż za mocno... Można chyba uznać, że mają to dawno odhaczone? Tym bardziej, że owoc ich zabawy kwiatkami i pszczółkami hasał sobie całkiem niedaleko, na placu.
Zimna logika nie zawsze szła w parze z emocjami, więc to, że Bevin nawet nie skinął jej głową, tylko pominął jej pytanie milczeniem uznała za niemą zgodę. A przynajmniej wolała założyć, że się z nią zgadza, żeby nie musieć próbować go przegadać i postawić na swoim.
— Tego mnie nauczono. — wzruszyła ramionami. Widząc w jego wzroku potępienie dla jej fachu, znowu się odezwała. — Nie patrz tak na mnie. Sam przyznaj, że Jasny dwór też miał szpiegów u nas, to całkiem naturalna rozgrywka między dworami. Kto u kogo będzie miał więcej dobrych szpiegów, którzy przyniosą więcej haków na przeciwnika. — Stwierdziła oczywistość. Sama jakoś nie potrafiła potępiać osób z jasnego, które zajmowały się fachami spowitymi w cień. Po prostu wykonywali robotę powierzoną im przez ich władców, jak nie oni, to znaleźliby się inni. A że przy okazji działała na szkodę jego dworu? No cóż, może gdyby wychowywała się tam, gdzie miała się wychowywać, to byłoby zupełnie inaczej. Może wtedy szpiegowałaby dla Królowej? Albo w ogóle zajmowałaby się czymś innym, bardziej pasującym do księżniczki? W sumie nie wiadomo, możnaby tak gdybać całą noc.
— Spróbuję. — To było najlepsze, co mógłby z niej wyciągnąć w sprawie wykorzystania tego, że Cat jest jej rodziną. Nie chciała obiecywać mu niemożliwego, a na dodatek wszystko zależało od tego, co powie Catriona i jak dużo informacji Nimat będzie musiała jakoś przetrawić.
A kto zaczął jako pierwszy macać? Bevin. To wszystko była i tak jego wina, więc nie było co się tu próbować wymigiwać i podfrajerzać jej do dzikiego gonu, bo i tak wyszłoby na to, że to Bevin będzie płacić za szkody. Tak samo jak powinien spłacić Shayowi zaległe alimenty!
Widać Bevin wyciągał z niej pokłady złośliwości i wewnętrzne, niezbyt poważne dziecko, dlatego musiał biedak jednak zrównoważyć wszystko i zrobić się trochę bardziej poważnym od niej.
— Może w tej konkretnej sytuacji masz rację. Dalej jednak twierdzę, że Shay nie ma zepsutego filtra wypowiedzi. — Prychnęła, uparcie nie chcąc tak po prostu dać mu całkiem wygrać.
 

Catriona

1100








[Cytuj]
Multikonta: Eleanor
Informacja o nieobecności Nimat zmartwiła ją. Jednak z drugiej strony rozumiała jej nieobecność. Po tylu latach Wróżka dowiaduje się iż jej matka żyje. Tyle lat rozłąki że każda z nich myślała iż druga nie żyje. To bolesne, ale prawdziwe.
- Demoniczna grypa?- Zdziwiła się i oparła się na rękach. Nie miała czasu na leżenie. Grypa u Niej? To coś niemożliwego.
- Niespodziankę?- Spojrzała na Opal wiedząc już co dzieje się w pokoju, w którym się znajdowała. Opal była blisko związana z chłopakiem, który znajdował się tutaj? Na to wychodziło, bo to nie umknęło Catrionie.
- Czuje się dziwnie... jakby stado duchów przeszło przeze mnie i skatowało mnie..- Dość dziwne porównanie, ale te wszystkie myśli jakie miała podczas choroby pozostały jej. Usiadła na łóżku czując osłabienie, aż zakręciło jej się w głowie.
- Ile tu czasu leżę? Pomogłaś mi prawda? Znajomy głos masz...- W jednej chwili jej umysł wrócił do reali i zapamiętała właśnie głos Opal.
- Moja matka nie żyje, a znajomych nie chce wplątywać w to co dzieje się z moim życiem...- Choć czuła się osłabiona nie mogła dłużej odpoczywać. Czuła w głębi iż coś złego się dzieje. Nie wie iż kolejnego dnia nadejdą inne objawy z innego źródła- Mroku.
Craig zbliżył się do Opal. Catriona spojrzała na mężczyznę.
- Słodka z Was para. Pasujecie do siebie. Jesteśmy w obliczu zagrożenia. Dziękuję za pomoc. Opal mam dług wdzięczności wobec Ciebie.- Catriona nie była nigdy dłużna, jeśli Opal będzie potrzebować jej pomocy zjawi się.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall






[Cytuj]
Odhaczone czy nie, niektóre lekcje wymagają powtórek. Tak, aby nie daj Królowo, pewne umiejętności miękkie nie zanikały (a może właśnie twarde?). Nie miejcie biednej wróżce za złe, związek mu wyjątkowo kwitł, to i swobodniej mógł rzucić tu i ówdzie “żartem”, który niekoniecznie był przeznaczony dla osób trzecich. Jednakże Nimat była znajomą, przyjaciółką i kochanką. Jeżeli nie mógł być z nią wolny od konwenansów, to z kim? No właśnie.
-Oczywiście, że miał. Cholera wie, o ile szybciej najechałby nas Ciemny, gdybyśmy nie mieli. - agresja, zawziętość, upór dziecka? Może trochę, ale w obecnej linii czasowej Pucas nie oburzał się, wiedział, że należał do nielicznych, dla którego ten układ był cierniem w boku. Po prostu stwierdzał zimny fakt, wysunięty na błędnych fundamentach. Czy subtelnie? A skądże, ale zostawało liczyć, że kobieta nie weźmie sobie tego za bardzo do siebie. A jeżeli weźmie.. cóż, coś brunet wydzierga na poczekaniu.
-Na nic więcej nie liczę. Jedynie na Twoje dobre chęci. - kto wie, może Catriona znajdzie nić porozumienia z córką, odbudują relacje? Z czysto taktycznego punktu widzenia, byłoby to idealne rozwiązanie dla obu kobiet. Jedna i druga “zakotwiczą” się na dłużej w Yorku, nie chcąc opuszczać się wzajemnie po tysiącu (damn, Bevin nadal nie dowierzał, jak bardzo wtopił... Ah te wróżki!) lat. Zapewniało to powolne odbudowywanie zatraconej linii królewskiej, a także stabilizowaniu na arenie międzynarodowej. Czyżby Bevin zaczynał powoli znowu knuć za plecami osób zainteresowanych? Może trochę. Jednakże nie robił tego specjanie, co to to nie! Po prostu taka była jego natura, nic personalnego. Zwykłe łącznie przyjemnego z pożytecznym. Nie żeby dawało mu jakoś spokój, że przez omyłkę doznał “zaszczytu” do wkręcenia się do drzewa genealogicznego przez łóżko.
Czekaj, czekaj, czekaj! Jakie macanie?! Panie, toż ta wstążka sama wplątywała się w jego palce! Więc to bardziej wstążki jego namawiały do złego, aniżeli sam Pucas. I tej wersji się brunet zamierzał trzymać!
-Wiesz Nimat, każdy filtr na początku działa jak marzenie. Z czasem.. przepuszcza coraz więcej i więcej. Też tak miałem za młodu. - czyżby właśnie rzucił groźbę, podkręconą paranoją w stronę biednej Nimat? Oh, tak mu przykro! (Nie no, spokojnie, nie było mu przykro ani trochę!) W końcu.. nigdy nie wiadomo, kiedy małe kratki sitka zaczną się przecierać, a syn wda się w ojca. Chociaż.. to mogłoby być całkiem zabawne. Dla nich dwóch. Gorzej z osobami postronnymi.
Zeskoczył z zimnego parapetu, obejrzał się na boki i poprawił krawat. Obrócił dżina w stronę drzwi do komnaty, popychając lekko do przodu.
-Zajrzyj do niej, jeżeli jej stan jest nadal ciężki, będę tu na Ciebie czekał. - to, co mogło się dziać w komnacie, nijak się do niego nie miało, plus należało odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Ona zapewniła mu komfort prywatności, gdy przekazała mu informację o jego młodej latorośli. Grzechem byłoby nie oddać przysługi.
 

Nimat

1007



"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
Oj tak, niektóre umiejętności trzeba pielęgnować. Czyżby ktoś tu chciał powtórkę zabaw sprzed 163 lat? Czy aby na pewno? Bo to może się skończyć kolejną, małą wróżką i tak jak Nimat po prostu by podeszła do tego ze spokojem, tak Bevin pewnie by zaczął panikować. I tak trochę miałby przesrane, gdyby chciał się zaopiekować dżinn w ciąży...
Sprawa "najazdu" Ciemnego Dworu na jasny była... mętna. Na tyle, na ile posiadała o niej informacji, to po prostu coś jej przy tym śmierdziało i to mocno, ale nie drążyła. Po co? Aż tak jej to nie interesowało, nie było cierniem w jej boku, żeby zaraz chcieć wiedzieć dosłownie wszystko. To się nazywa ślepe zaufanie do władcy, nie? Podsumowała Bevinową agresją, zawziętość i upór kolejnym wzruszeniem ramion. lepiej było zostawić ten temat, zanim przerodzi się on w zarzewie sporej kłótni, po której mogliby się do siebie nie odzywać kolejne 160 lat.
— A słyszałeś może powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane? — mruknęła na jego entuzjazm, co do jej odpowiedzi. Naprawdę, miała ochotę zawinąć się i schować byle dalej, byle nie musieć przechodzić przez to wszystko, co sobie zdążyła już wyobrazić. Wszystkie czarne scenariusze tylko wołały ku niej, żeby olała sprawę, wzięła nogi za pas i po prostu udawała, że nic wcześniej nie miało miejsca, tyle że logicznie rzecz biorąc, nie mogła tego zrobić. Musiała dowiedzieć się o co biega i jakie tego konsekwencje mogą się na niej i jej najbliższych z tego powodu odbić.
Ano macanie! Panie Pucas, a jak obok przechodzi jakaś kuso ubrana panienka to ją molestujesz klepiąc po tyłku? Toż to prawie to samo, a że wstążeczka działała poza jej jurysdykcją i uprawiała samowolkę nęcąc Bevina to już nie powinno się liczyć! Zmacał! Halo, gdzie tu jest dziki gon, albo straż królewska, kiedy tu biedną dżinn molestujo?
— Kotku, każdy filtr co jakiś czas się wymienia. — Zaśmiała się, stwierdzając, że z Shayem nie powinno być w tej kwestii problemu. Przecież mógł się wdać bardziej w nią w tej kwestii. Z resztą, jeśli już by się Shayowi zaczął psuć filtr, to tylko przez zbyt częste przebywanie w pobliżu Bevina. Toż od niego by się nauczył, że czasem można po prostu zrzucić na "zepsuty" filtr wypowiedzi i ujdzie to w miarę na sucho.
Zaparła się, kiedy Bevin zeskoczył z parapetu i zaczął ją pchać w kierunku komnaty. Ot, odruch, na niezbyt chcianą interakcję i przesuwanie jej ku miejscu, do którego nie czuła się gotowa, żeby iść. Inną sprawą było to, że chyba nigdy nie czułaby się gotowa, żeby się tam z własnej woli pojawić.
— Przecież ktoś by tu wyszedł, gdyby było lepiej... — Miauknęła, próbując przekonać zarówno Bevina, jak i siebie, że nie trzeba jeszcze tam iść. No bo po co? Ona tam przeszkadzać będzie, kiedy czarownicy zajmują się chorą. Mimo jej protestów Bevin dalej ją tam sukcesywnie popychał, więc po prostu uwiesiła mu się na ramieniu, przyciskając się do niego całym ciałem, uniosła głowę do góry, zmusiła oczy do nabrania lekkiego połysku przez odrobinę łez i spojrzała na niego niczym Puszek Okruszek.
— Beeevin, wejdź tam ze mną... — Mówiła miękko, prosząco-przymilającym się tonem. Dodatkowo perfidnie wykorzystała swój wdzięk, chcąc
zmusić
zachęcić Bevina, żeby poszedł z nią. No przecież sama przez to nie będzie przechodzić! Jak ją tam tak chętnie popycha, to niech i porobi za wsparcie psychiczne, chociażby miał tam stać i milczeć
albo dostawać zawału.
Zawsze to była jakaś znajoma osoba, której chociaż trochę ufała.
Nie zamierzała odpuszczać, dopóki Bevin by się nie zgodził pójść z nią, dopiero wtedy, niechętnie, bo niechętnie, ale jednak ruszyłaby do komnaty, żeby cicho zapukać i wetknąć głowę do środka, żeby zerknąć, co się dzieje w środku i w razie możliwości, zwiać, gdyby Cat dalej majaczyła.
_________
Wybaczcie przekreślony tekst przeskakujący do nowej linii, nie umiem tego naprawić, a normalne przekreślenia nie działczą XD
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall






[Cytuj]
-Nie, a powinienem? Rozumiem, że to jakieś ludzkie powiedzenie? - unoszącej się brewki ciąg dalszy. Mogło się wydawać, że dobrze zaadoptował się w społeczności yorkowej, ba, swobodnie żonglował utartymi frazesami Przyziemnych, jednakże jak widać na załączonym obrazku, nie każde było mu znajome. Poza tym.. co oni wszyscy z tym niebem i piekłem? Zdechną, ciała się rozłożą, koniec bajki. Chociaż Opal dzielnie starała się wyłożyć mu ideę życia po śmierci, sceptyzm Bevina jakoś tego nie chciał zaakceptować. Okay, rozumiał, że są idioci, co twierdzą, że żółw podtrzymuje płaską ziemię, a dzieci biorą się z cukierków kukułek, ale na litość Królowej! Wszystko ma swoje granice!
Oj tam macanie od razu. Czy z każdą kuso ubraną dziewoją sypiał na stogu siana? No właśnie! A nawet gdyby sypiał, to i tak zawsze znajdzie się argument, że miała np. kartkę przyklejoną na zacnych lędźwiach pt. "Klepnij mnie". A kimże była niewinna wróżka, by odmówić? We aim to please, jak to mówią Brytole. Dlatego proszę mi ten argument wycofać, jest niemerytoryczny, obraźliwy, homofobiczny i wgl wara od naszych dzieci (gracz ma za sobą nadmiar oglądania posiedzeń sejmowych, sic!)
-Niby tak, ale części drogie i kompletnie nieekonomiczne. - wzruszył ramionami, spłycając temat. Niby kiedyś go Arthur strzelał w tył głowy za "zdania mało przemyślane w kontekście kariery", jednakże jego mentor chyba stwierdził po tych stu latach opieki, że to jednak przypadek beznadziejny — może jakaś panna go odpowiednio podtemperuje. Póki co, skutek był raczej dość mierny, a jak filtr przepuszczał wszystko, jak leci, tak przepuszczał. Chociaż nie zdziwiłby się, gdyby to było genetyczne, a młody podłapał u ojca co lepsze zalety.
I wszystko byłoby spoko, do czasu aż Nimat zaczęła zapierać się niczym kot przed kąpielą. Nawet zaczęła przeuroczo miauczeć, wyrażając swój zachwyt możliwością ponownego połączenia się ze swoją matką chrzestną. Im bardziej się zapierała, tym bardziej Bevin "subtelnie" popychał ją w stronę Oka Saurona.
-Albo grubość ścian zagłuszyła głos Opal. Poza tym, jeżeli Catriona jest rodziną, powinnaś sprawdzić, co się z nią dzieje od czasu do czasu, czyż nie? - on sam by tego na bank nie zrobił, ale może przynajmniej Księżniczka odniesie błędne wrażenie, że Nimat zależało bardziej, niż mogło się wydawać. Wniosek: całkiem rozsądne zagranie. Tylko biedny Pucas nie przewidział opcji kota ze Shreka, który zbił go z pantałyku.
-Nie ma mowy, nigdzie nie wchodzę. Nie patrz tak na mnie. - To w ogóle na mnie nie działa - byłoby tak wielkim kłamstwem, że już nawet Bevin się sam poddał.. -Nimat, to jest sprawa wyłącznie między Wami. Właźże. Nie. Nie i już. Po prostu nie. Dasz sobie radę, jesteś dużą dziewczynką. No nie patrz tak na mnie, na litość Królowej! - skubana manipulatorka. Zrobienie combo na linii wdzięk — paczałki, spowodowały, że Pucas westchnął ciężko, wiedząc, że zaraz popełni olbrzymie faux-pas. Skinął tylko nieszczęśliwie głową, kierując się razem z kobietą do komnaty.
Zanim jednak weszli, nachylił się do dżina i szepnął:
-Wisisz mi za to przysługę. - podgryzł płatek jej ucha i popchnął w głąb komnaty, samemu stając w przejściu. Tak na wszelki wypadek, jakby Arabka zmieniła zdanie i postanowiła znowu zwiać na zewnątrz.
 

Opal Lengyel

170



I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana
Uśmiechnęła się ponownie do Craiga, który tym razem stanął za nią, kładąc na jej ramionach ręce. Od razu mógł poczuć, jak jej do tej pory spięte mięśnie trochę się rozluźniły. Powoli opuszczała ją adrenalina, która jak zawsze, w sytuacji, gdy chodziło o czyjeś życie, zaczynała krążyć w jej żyłach. Spojrzała na Catrionę, które widać czuła się naprawdę o wiele lepiej, przez co Opal mogła być już spokojniejsza.
- Demoniczna grypa, choroba pochodząca od demonów, potrafi zaatakować wszystkie rasy, nawet te, które nie powinny chorować, włącznie z wampirami. Przechodzi się ją ciężej niż zwykłą grypę, chociaż ta odmiana i tak jest lżejsza, niż wcześniejsza, która potrafiła atakować przez okrągły miesiąc. Też ją miałam przyjemność mieć. A jeśli chodzi o niespodziankę, to o większości osób pojawiają się dodatkowe umiejętności, u czarowników jest to możliwość zamiany w nową formę o jakże innych właściwościach, u wróżek nie do końca wiem, jak to wygląda. Chyba jak już do końca wyzdrowiejesz, będziesz musiała zasięgnąć języka - tłumaczyła spokojnie.
Zaśmiała się na wzmiankę o samopoczuciu chorej, chociaż pewnie nie powinna.
- Cóż, jeśli w życiu się ani razu nie chorowało, to gorączka potrafi być naprawdę nieznośna. Na szczęście to udało nam się opanować. Zapiszę ci, co powinnaś stosować na czas choroby - stwierdziła, wstając, chcąc poszukać jakiejś kartki i czegoś piszącego.
Widać było, że trochę zrobiło się jej szkoda wróżki, która nie miała nikogo, kto by się nią mógł przez chwilę zaopiekować.
- Dobrze by jednak było, by ktoś ci pomógł. Nie wiem, czy twój stan będzie się teraz utrzymywał, czy może jednak się pogorszy. Lepiej, aby ktoś wtedy przy tobie był - mówiła, bo w końcu skoro już powiedziała A, to powinna o pacjenta zadbać do końca. - A leżysz tu jakąś godzinę, może dwie. I owszem, pomagałam ci, zresztą nie tylko ja. Upadłaś na głównym placu, nie mogliśmy cię tak zostawić - mówiła, zabierając się przy okazji trochę za sprzątanie pomieszczenia. Czuła, jak bardzo jest zmęczona, w końcu dzisiejszy dzień był pewien wrażeń. Naprawdę, chciała jedynie wrócić dziś do łóżka i po prosty iść spać.
- Dziękuję - spojrzała najpierw na wróżkę, a potem na Craiga. Rzeczywiście, byli naprawdę dobraną parą. - I nie masz żadnego długu, pomogłam, bo to powinnam zrobić, naprawdę - pokręciła głową. W końcu zresztą nie było to coś wielkiego i odbiegającego od jej codziennej pracy.
Westchnęła cicho, zabierając prowizoryczny kompres, po czym zaniosła go do łazienki. W tym samym czasie drzwi do komnaty się otworzyły, a w wejściu stanęła Nimat i Bevin. Opal widząc ich, zatrzymała się w pół kroku. Wodziła wzrokiem od nich, do chorej i z powrotem. Potem posłała znaczące spojrzenie ukochanemu i z większą werwą zabrała się za pakowanie manatków.
- To ja z Craigiem tu posprzątamy i zostawimy was samych - uśmiechnęła się do nich, w tempie ekspresowym zabierając rzeczy z prowizorycznego stanowiska alchemicznego.
 

Nimat

1007



"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
— Uhum.— potwierdziła jego drugie pytanie na pierwsze wzruszając ramionami. Czy powinien znać to powiedzenie? Niekoniecznie, ale Nimat je znała, widać bywała zbyt często wśród ludzi i je podłapała nieświadomie.
— Znaczy ono mniej więcej tyle, że nawet dobrymi chęciami można wyrządzić krzywdę. — No cóż Panie Pucas, jak widać z piekłem to znaczenie wiele wspólnego nie ma, poza po prostu odniesienie do zła. Ta, ona też czasem nie rozumiała tych ludzkich powiedzeń, które niby coś mówiły, a potem okazywało się, że znaczą coś innego i weź tu, wróżko, nie pomyl się w interpretacji tego wszystkiego! A jeszcze te wierzenia w piekło, niebo, inne bajery... To, że istniał Edom z demonami i wymiar, w którym hasali sobie aniołowie, wcale nie znaczyło, że dusze gdzieś tam sobie leciały po śmierci zależnie od jakichś tam wytycznych, które miało się nieświadomie spełnić za życia. W kwestii życia po śmierci była podobnie sceptycznie nastawiona, co Bevin.
A kto go tam wie, z kim to Bevin sypiał, albo i nie sypiał! A Nimat ewidentnie żadnej karteczki namawiającej do zmacania jej wstążeczek nie miała przypiętej, ba, prosiła, żeby ich nie macał = nie wyrażała zgody na mizianie ich! Czy to tak zdobywało się posady na Jasnym Dworze? Zmacując różne osoby? A za zmacanie wstążeczek może jeszcze dostawało się dodatkowe punkty, hę?
— Wymień chociaż ten filtr przed spotkaniem z Shayem, co? — Może gdyby dalej byli razem, to częściej pacałaby go w łeb, próbując wbić mu do głowy jakieś ograniczniki, ale teraz? Mogła jedynie poprosić, żeby chociaż kiedy pozna Shaya trochę się hamował, co pewnie i tak nie wyjdzie. Przecież to Bevin, musi zrobić jakiś przypał inaczej nie byłby sobą.
— Albo po prostu nic się nie zmieniło przez te kilka minut i bez sensu się tam pchamy i będziemy przeszkadzać? Z resztą ona nawet nie sprawdzała przez całe moje życie, co się u mnie dzieje! Nie oczekuj, że sama będę nad nią skakać... — Oj próbowała się bronić przed przemieszczaniem i to mocno. Gdyby wiedziała, co się Bevinowi plącze po głowie i jakie kalkulacje robi, to pewnie by go w tej chwili zaczęła najzwyczajniej w świece dusić gołymi rękoma. Jakże subtelne popychanie sprawiło, że została zmuszona do sięgnięcia po nieczyste zagrania. Nie chcąc zostać kompletnie samą z tą sytuacją musiała zrobić cokolwiek, żeby Bevin zataszczył swoje szanowne cztery litery do tej przeklętej komnaty. Wykorzystała to, co wychodziło jej najlepiej, czyli po prostu zamiast najzwyczajniej w świecie poprosić o przysługę i wyjaśnić, co sięjej plątało po łbie, po prostu próbowała Bevina wmanewrować i wymusić na nim zrobienie tego, co chciała. Chyba nikogo to nie dziwi?
— Bevin nooo... — Kolejne miauknięcie i wzmożenie wzroku puszka okruszka, dodatkowo dodając trochę więcej łez czających się na efektowne spłynięcie po policzkach, gdyby Bevin zbyt długo próbował się opierać i lekko drżąca dolna warga na kolejne słowa odmowy, widząc, że trochę mu przez wcześniejsze combo puściła garda, aż w końcu skapitulował i poddał się jej woli. 2:0 dla Nimat Panie Pucas! Możemy iść do komnaty.
Szept i oddech muskający jej policzek i ucho lekko ją zdekoncentrowały, więc i przestała w końcu używać wdzięku. Na podgryzienie mruknęła ledwo słyszalnie, tak, że gdyby Bevin nie był tak blisko, to pewnie by tego nie usłyszał. Zaś wstążeczka wykorzystała okazję, że Bevin był tak blisko i cichcem zakradła się, żeby posmyrać go delikatnie po karku. Jednak Pucas odsunął się od niej dosyć szybko, przy okazji popychając ją do przodu, przez co wstążeczka miźnęła go ostatni raz po karku, przechodząc z miźnięciem pod uchem na policzek i wzdłuż żuchwy, żeby w końcu uwolnić od siebie Bevina. Sama wróżka nie zdążyła odpowiedzieć Pucasowi, że chyba śni, że zalicza to jako przysługę. Toż, nie trzymał jej za rękę podczas porodu Shaya, to niech chociaż będzie dla niej wsparciem w tej chwili! I wcale nie liczył się dla niej fakt, że sam zainteresowany o jej ciąży i porodzie nie wiedział, więc nie miał nawet możliwości, żeby ją za tę rękę potrzymać. Mógł się domyślić! Pewnie informacje o jej ciąży tak, czy siak dotarły w jakiś sposób nawet i do Jasnego Dworu. Przez Pucasa praktycznie wpadła do komnaty i szybko założyła na twarz maskę, wchodząc odruchowo w tryb kłamania mową ciała. Udawała, że jest rozluźniona i spokojna, że przed chwilą Pucas wcale nie podgryzał płatka jej ucha, i że wcale nie jest zestresowana rozmową z Catrioną. Ot, zwyczajny dzień, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci odbijając się od śniegu, gdzieś na placu dalej trwa wspaniała zabawa, zero stresu, nie?
Bevinowe stanięcie w przejściu było zbyt dobrym posunięciem, bo zwiać prawie na pewno będzie zaraz chciała, tyle że patrząc teraz na ewentualne drogi ucieczki, to zostawało jej tylko okno i nawet nie była pewna, czy kiedy zdecyduje się do niego rzucić, to czy Bevin jej i tak nie przechwyci po drodze. Cudownie, chyba jednak sama się władowała w sytuację bez możliwości ucieczki...
— Jak... się czujesz? — Wydusiła z siebie patrząc na Catrionę, jednak nie wytrzymała i już po chwili jej wzrok uciekł ku oknu. Skakać, czy nie skakać? Oto jest pytanie! Nawet nie wiedziała jak zacząć rozmowę z wróżką, która ewidentnie już trochę mocniej kontaktowała ze światem i która wcześniej nazywała ją swoją córką, więc palnęła jakąś głupotę, którą każdy rzuca, kiedy wie, że ktoś niedawno był chory, czy przechodził przez coś ciężkiego...
 

Catriona

1100








[Cytuj]
Multikonta: Eleanor
W swoim życiu słyszała o demonicznej chorobie, ale nigdy jej nie przechodziła, więc stwierdziła iż to jedynie bajki. Catriona skinęła głową rozumiejąc już wszystko.
- Przejdziesz ogromną próbę, a w zamian nagrodzę Ciebie. Dziękuję Opal za pomoc w tej trudnej chwili. Cieszę się iz mogłam Was poznać. Nimat tutaj jest?- Nie mogła długo ukrywać tęsknoty za córką. Nie wiedziała jej w pokoju. Czyżby odeszła na zawsze? Straciła ją znowu?
- Z chęcią zacznę brać lekarstwa, byleby tylko wyzdrowieć.- Sama zaśmiała się z Opal. Jeśli jej stwierdzenie było zabawne, to trzeba było smutną sytuację lekko rozbawić.
- Wiem, że powinnam mieć pomoc, ale nie posiadam jej. Moja matka nie żyje, a znajomi są bardzo daleko stąd.- Bez sił nie dojdzie nigdzie wiec jest skazana na siebie- jak zawsze z resztą więc to nie robi jej żadnego większego problemu. Szkoda tylko, że nie wiedziała iż kolejna choroba zbliżała się do Niej.
- Opal nie zmienię zdania o mym długu.- Uśmiechnęła się do Niej, a potem spojrzała na Craiga. Miło by było pójść na ich ślub.
Wtem otworzyły się drzwi do pokoju. Ujrzała Bevina oraz Nimat. Miała się odezwać? Coś powiedzieć? Catriona nie wiedziała jak ma zareagować na ich pojawienie się.
- Witajcie. Cieszę się widząc Was w tych trudnych dla mnie chwilach.- Na początek jej wzrok utkwił na Bevinie, a po dłuższej chwili przeniosła na Nimat. Obserwowała jej ruchy, patrzyła na mimikę twarzy. Chciała chłonąć jej widok najdłużej jak tylko się dało.
- Bardzo dziękuję za troskę. Czuję się lepiej niż kilka godzin temu. Zaatakowała mnie demoniczna grypa. Jak wy się czujecie?- Nimat miała wiele pytań, a Catriona dochodziła do siebie. Nie mogła jednak zmuszać jej do rozmowy na ten trudny dla niej temat o rodzicielstwie i więzach krwi. Catriona choć bardzo tęskniła za córką nie mogła przytulić ją w swe ramiona gdyż wiedziała iż czeka ją ciężka rozmowa.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall






[Cytuj]
-Głupi Ci Przyziemni jednak. - mruknął, nijak nie widząc grama logiki w powiedzeniu. To co, mieli wszyscy mieć tę słynną znieczulicę, bo co by człowiek nie zrobił i tak źle? Kompletnie bez sensu. Jednakże może to w jakimś stopniu tłumaczyło część ich irracjonalnych decyzji, których Bevin kompletnie nie rozumiał. Takie bronienie twierdz do ostatniego żywego na przykład. Co im po honorze, jeżeli wszyscy zostaną zakopani w nienazwanych mogiłach, a ich potomkowie nawet nie będą pamiętać o tym jakże "bohaterskim" czynie? Brunet prychnął z pogardą, w końcu czego się spodziewać po istotach, które żyją ledwie setkę? Meh. Nawet nie warto zaprzątać sobie nimi głowy.
I przepraszam bardzo, ale to Bevin w tej dyskusji był ofiarą! Wstążeczki same ładowały mu się w dłonie, spragnione miziania. Kto wie, czy w momencie odmowy, nie odwaliłyby czegoś głupszego, np. zajścia w ciążę? Nigdy z nimi nie wiadomo! A i sam Pucas był w tej materii niedoświadczony, tylko jedna z jego poprzednich partnerek miała wstążki doczepione do skrzydełek. WAIT.
Czekaj czekaj czekaj.
Przerażenie? Delikatnie mówiąc! Kim ona w takim razie była? Dlaczego miała wstążki? Królowo niebieska..
Która to mogła być z księżniczek? Z której części Faerielandu? Jasny, Ciemny Dwór? Nawet nie szło wówczas wieku zgadnąć, bo i skąd. A jak było widać na załączonym obrazku, skoro Nimat była od niego starsza (brunet dla spokoju ducha i chęcia zachowania czarnych kosmyków wolał nie przypominać sobie jak bardzo..), to i tamta mogła być równie młodsza, co i starsza od niego. Jedno było pewne, krąg się zawężał, jedynie Bevin właśnie zaliczył kolejny zawał. A to dopiero początek tego jakże przepięknego wieczoru.
-Tego obiecać nie mogę, ale postaram się ograniczyć do faktów. - czyli krótko mówiąc nie obiecał nic ponadto, że będzie sobą. Gorzej, że syn będzie miał zimny kubeł wody wylany przynajmniej raz na głowę, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnili się z Nimat charakterami i pokładami osławionej już u niego subtelności. Ale hey! Kto wie, może Shay będzie miał trochę więcej z niego w kwestii przyjmowania prawd, które są nie do końca wygodne? To się będzie miało okazać w kolejnym odcinku.
Zmierzył Nimat wzrokiem niczym małe upierdliwe dziecko, które wynajduje tysiące głupich wymówek, byle wymigać się od kartkówki. Tego typu.
-Nimat, daj jej dojść do głosu. Kogo jak kogo, ale Ciebie nie podejrzewałbym o tak pospieszny osąd sytuacji. -upsik, lekki wjazd na ambicję? Może trochę, ale i Pucasowi wyjątkowo zależało, by doszło do tego dość nietypowego porozumienia. Kij z tym, że nie miał jeszcze wówczas pojęcia, jakie mogą być z tego tytułu dla niego konsekwencje.
Bevin czuł się trochę jak chłopiec na dywaniku u Pani Dyrektor. Słysząc głos swojej Księżniczki, pochylił głowę w geście szacunku. Ile to już czasu minęło, odkąd mógł tak swobodnie oddać cześć głowie Jasnego Dworu? Długo za długo. Następnie uśmiechnął się w podzięce do Opal, jednakże nie będąc w stanie zbyt długo skupić swej uwagi na przeuroczej wiedźmie. Wzrok nadal kursował na linii Nimat — Catriona, z nieśmiałą ciekawością obserwując wymianę zdań obu kobiet. W międzyczasie przepuścił dwójkę czarowników w przejściu, wychodząc na chwilę na korytarz. Gdy para opuściła komnatę, Bevin przez ten krótki ułamek sekundy zastanawiał się, czy jednak również nie zwiać, kitrając się dosłownie gdziekolwiek, pozostawiając Nimat samą w komnacie z księżniczką. A jednak nie, z ciężkim sercem ponownie przestąpił próg, cicho zamykając za sobą drzwi. Stanął zaraz przy drzwiach, chowając się w cieniu. W rozbawieniu przypominał sobie młodzieńcze lata, gdy był wysyłany na służbę i stał na baczność do białego rana. Tym razem pozwolił sobie jednak na odrobinę luzu, założył ręce na piersi, oparł się o chłodną ścianę i oddał scenę dwójce wróżek.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.






[Cytuj]
Wszystko zdawało się toczyć w dobrym kierunku, wróżka się obudziła a Opal spełniła swój obowiązek narzucony na nią przez nią samą i wydawała się być niesamowicie szczęśliwa. Uwielbiała pomagać innym i to była jedna z tych cech którą w niej uwielbiałem.-Dziękuję. Skinąłem głową w kierunku Catriony i zaraz zabrałem się za pakowanie rzeczy.-Zostawimy was samych, zdaje się że macie sobie wiele do wyjaśnienia. Złapałem Opal za dłoń i z czułością pocałowałem.-Bohaterka. Mruknąłem tak by tylko do jej uszu dotarło i chwilę później zniknęliśmy za drzwiami komnaty.

2x z/t
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo