Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Opal taka już była, dla niej każdy znajomy był mile widziany, a przynajmniej ten, do którego nie pałała nienawiścią. Jej słowa były więc szczere, szczególnie że Ceris był jednym z młodszych czarowników, można powiedzieć przyszłością ich rasy. Mimo iż tym starszym nie spieszyło się do grobu oczywiście, ale w końcu kiedyś on będzie tym starym magiem.
- Cóż, rzeczywiście, niektórzy z nas mają swoje charakterki, ale nie powinno cię to zrażać. W końcu przecież na pewno jest ktoś, kto nie jest dla ciebie gburem. A właśnie, masz może wybranego mistrza? Czy wolisz uczyć się po prostu od kilku magów? - zapytała, ciekawa, jak wygląda edukacja Cerisa. W końcu ona miała w swoim życiu przez pierwsze lata, jak i później, oparcie w postaci Merlina i to chyba było najlepsze, co ją w życiu spotkało.
- Na pewno byś się przydał, pamiętaj, że nawet niewielka moc umiejętnie zastosowana, może okazać się niezwykle użyteczna. Jednak rozumiem twoją decyzję, ważne jednak, że to już za nami - uśmiechnęła się, bo naprawdę była z tego powodu szczęśliwa.
I wbrew pozorom Opal była młoda jak na czarownika. A, że nadrabiała charyzmą, ciężką pracą i umiejętnościami, to inna sprawa. Jak widać, wiek nie oznacza wszystkiego.
- Aż tak źle? - aż się trochę zmartwiła. Wiedziała, co oznacza bycie w życiowym dołku i naprawdę, współczuła każdemu, kto musiał przez to przechodzić. - Jakbyś chciał porozmawiać, to zawsze możesz do mnie przyjść - powiedziała szczerze. Swoje terapeutyczne zdolności ćwiczyła na Samie, można więc powiedzieć, że coś tam wiedziała. - I Tang ostatnio chyba gdzieś sie wybierał - wzruszyła ramionami. Nie mówił gdzie, ani na ile. Czarownicy już tak mają, że lubią znikać.
- Ceris, ty i twoi rówieśnicy jesteście nadzieją tego świata - zaśmiała się, chociaż coś w tym wszystkim było. W końcu zauważała różnice nawet między sobą a starszymi czarownikami, a co dopiero, jeśli chodzi o pokolenie Cerisa? - A u mnie wszystko dobrze, udało mi się zaznać trochę szczęścia w życiu. Wiesz, miłość - wywróciła oczami i znów się uśmiechnęła. - Może zrobimy sobie herbatę? - zaproponowała, skoro już urządzili sobie pogawędkę.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
Ceris zastanowił się chwilę.
- Cóż... kilku się znajdzie - przyznał.
- Uczył mnie Tang, tylko nie mogę go znaleźć. Normalnie jakby rozpłynął się w powietrzu. Aktualnie jak się nie znajdzie to szukam kogoś by mnie uczył - odpowiedział.
Mógłby zapytać o to Opal, ale ona i tak miała na głowie wszystkich czarowników, więc nie będzie jej zawracał głowę swoją osobą.
- Byłem już na skraju... szkoda gadać, ale już jest o wiele, wiele lepiej - odpowiedział.
Grim nie czuł się na siłach jeszcze opowiadać o tamtych zdarzeniach. Wszystko było jeszcze świeże.
- Powiedzmy, że ostatnim czasem co mnie tutaj nie było zawarłem nowe znajomości, gdzie te osoby cóż... pomagają mi dość do siebie. Jakoś nie mam zaufania do niektórych osób z naszej rasy - wyjaśnił.
Młodzieniec zastanowił się chwilę.
- Może kiedy zrobisz zebranie młodszych czarowników? No wiesz tak dla odmiany - zasugerował.
Cóż... Ceris chciałby poznać młodsze pokolenie, a nie tylko tych staruchów, co młodych mają za nic. No nie wszyscy, ale większość.
- To gratuluję, też chciałbym poznać osobę, która zawładnie moim sercem - przyznał i uśmiechnął się serdecznie.
Herbatę? A czemu nie? Przy okazji bardziej pozna Opal.
- Pewnie - odparł.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Zaśmiała się na jego stwierdzenie.
- Widzisz, to już całkiem niezły początek. Pamiętaj też, że nikt nie karze ci się ograniczać do przysiadywania przy tylko naszej rasie. Wróżki, nefilim, wampiry czy przyziemni. Wśród nich możesz znaleźć wielu przyjaciół i odkryć wiele ciekawych możliwości - jak na przykład odwiedzanie Faerielandu, gdy mówimy o tych pierwszych. Całkiem ładne krajobrazy i naprawdę ciekawa kultura, mogła szczerze polecić. Zniknięcie Tanga nie było zapewne niczym niezwykłym. Sama ostatnio miała utrudniony kontakt ze swoim mistrzem, ale sporo przeszedł, widocznie potrzebował trochę czasu dla siebie. W końcu i ona potrafiła zniknąć, nie dając ani jednego znaku życia przez rok czy dwa. - Nie martw się, zapewne musiał zająć się swoimi sprawami, a potem wróci. Jeszcze trudno ci to pojąć, ale nagłe rozpłynięcie się w powietrzu i wrócenie za kilka lat to u nas dość typowe - pokręciła głową. No, chyba że okazuje się, ze w międzyczasie coś postanowiło ów czarownika, co zniknął, ubić. Albo sam poczuł, że jego życie musiało dobiec końca. W drugim przypadku przynajmniej najczęściej pozostawiał po sobie dorobek swojego życia.
I Opal zapewne nie miałaby nic przeciwko pokazania Cerisowi kilku sztuczek, ale nie była pewna, czy magia, jaką ona się posługiwała, odpowiadała młodemu. W końcu korzystała głównie z tych niezakazanych dziedzin sztuki magicznej (chociaż ostatnio mało co było zakazane).
- Jeśli nikogo za szybko nie znajdziesz, to zawsze mogę spróbować ci w czymś pomóc - mimo iż miała mniej doświadczenia niż niektórzy, umiejętności miała jak dla niej na całkiem dobrym poziomie.
- Cieszę się, że udało ci się z wszystkim poradzić, czasami życie lubi trochę poturbować, ale zawsze wychodzi się z tego silniejszym - albo ze zrytą psychiką, nowymi lękami czy innymi gratisami. Wolała tego jednak Cerisowi nie mówić. Czasami wyjście z problemów jest tylko początkiem walki o samego siebie. I to dość nierównej.
- Cieszę się w takim razie, że masz kogoś, komu możesz zaufać. Jednak pamiętaj też, że wbrew pozorom czarownicy nie są aż tacy źli. Raczej trudni w obsłudze - a że do niektórych, jak na przykład Craiga, Opal posiadała instrukcję, to potrafiła się z nimi dogadać. - Przestrzegę cię jednak przed jednym i proszę, nie odbieraj tego jako chęć zdołowania, czy odciągnięcia cię od tych osób. Po prostu, jeśli są to osoby krótkowieczne, to miej w głowie fakt, że będziesz patrzeć, jak się starzeją, a potem możesz być nawet świadkiem ich śmierci. Potem po prostu będzie ci łatwiej to przełknąć - w końcu ona już to przerobiła. I to nie raz. Wolała uprzedzić, bo wiedziała dokładnie, że w tak młodym wieku się o tym po prostu nie myśli.
Znów się zaśmiała, gdy usłyszała propozycję, która w sumie wydawała się całkiem ciekawa.
- Myślę, że to całkiem dobry pomysł, cała młoda gromadka, której może w końcu uda się normalnie porozmawiać - chociaż kto ich tam wie. Zresztą, ostatni i tak mało mieli przedstawicieli młodszego pokolenia, trudno by było wszystkich zebrać, ale spróbować zawsze można, prawda?
- Masz jeszcze naprawdę dużo czasu, by poznać właściwą osobę. W sumie całe wieki. W tym czasie możesz jednak próbować i po prostu dobrze się w życiu bawić. Poznawać innych i samego siebie, zwiedzać, podróżować... Polecam rozwijać umiejętności podróżowania przez bramy i teleportacji, otwierają one przed tobą cały świat - uśmiechnęła się do niego i skinęła głową, gdy zgodził się na herbatę. Zaklęciem przywołała tacę z filiżankami, cukiernicą oraz herbatą i dzbankiem z wodą. Zagotowała wodę pstryknięciem palcami i w sumie musiała przyznać, że ostatnio udało jej się wypić przyjacielską herbatkę z naprawdę dużą ilością osób.
Sięgnęła po dwa małe zaparzacze wkładane do kubeczków i nasypała do nich liści herbaty, po czym wsadziła je do filiżanek i zalała wodą, która powinna mieć odpowiednią temperaturę.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
Grim trochę wiedział na temat znajomości z innymi rasami. Nie raz były one bardziej ciekawsze niż relacje ze swoimi pobratyńcami.
- Trochę już wiem na ten temat - przyznał.
Opowieść Opal o tym jak to czarownicy znikają na ileś lat nie pocieszyło go, a wręcz podłamało.
- Wiesz mògłby mi wysłać chociaż sms'a, że gdzieś się wybiera. Umòwiliśmy się na uczenie się magii, a tu znòw zostałem bez nauczyciela. Samemu trochę trudno jest to robić, a nie chciałbym sam jakiegoś chaosu narobić - wyjaśnił.
Jak na razie samotnie skupiał się na podstawach.
Ceris wiedział o skutkach niesprawiedliwości powiedzmy ludzkiego życia. Còż... był niestety obciążony przez los, ale powoli wszystko wychodziło mu na prostą.
- Dzięki za radę - przyznał.
Kròtkowieczni? W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiał i nie myślał w taki sposòb jak to ujęła Opal. Zapewne dlatego, że był młody i z wielu rzeczy nie zdawał sobie sprawy.
- Z tą gromadką może być tak, że poprowadzisz z nim lekcje magii. W ten sposòb dowiesz się co kto umie - podpowiedział jej.
Grim przyglądał się jak powiedzmy zestaw do herbatki przyleciał do nich. Życie czarownika jeśli patrząc w takiej kwestii jest bardzo ułatwione.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
- W takim razie cieszę się, że postanowiłeś się nie ograniczać - uśmiechnęła się.
Co ona mogła poradzić, taka była ich natura, potrafili znikać i pojawiać się bez zapowiedzi, w każdym miejscu i o każdej porze. Raz Londyn, za chwilę Barcelona, miesiąc tu, rok tam, dla nich to było już bez różnicy. Wiek robił swoje, czasem potrzeba odczucia zmiany była silniejsza, czasem za to przeważała po prostu chęć, a może i przymus, gdy coś się przeskrobało, zniknięcia.
- Mi też to nie na rękę, miał pomóc mi w zadbaniu o wyspę, w sumie teraz nie ma się kto tym zająć, będę musiała poszukać chętnego - westchnęła, wplatając rękę we włosy i je przeczesując. Jeszcze nie zdążyła o tym pomyśleć, ba zapomniała o fakcie, że wyspa dalej wymagała "remontu". Szkoda tylko, że w nawale obowiązków, jak i wszelkich zdarzeń, typu Leyton, nie miała, kiedy tego załatwić.
- Na pewno będzie ktoś, kto będzie chciał cię czegoś nauczyć. Jeśli interesuję cię leczenie, to w sumie chętnie pomogę, tak samo w alchemii - zaproponowała, bo w końcu sama była kiedyś na jego miejscu, podpalając firanki, przy nauce kolejnego zaklęcia wykorzystującego ogień. Zabawne czasy.
Zresztą, niektóre rzeczy i tak trzeba było po prostu wyćwiczyć samemu. Trening czyni mistrza, czy jakoś tak, a same podstawy wystarczały, by móc swobodnie zając się nauką samemu, przynajmniej tych łatwiejszych czarów.
Młodość miała to do siebie, że wielu rzeczy się nie dostrzegało, w wielu nie miało się doświadczenia. Podejrzewała, że Ceris jeszcze nie do końca rozumiał to, co chciała mu przekazać i z jakim bólem może się wiązać utrata kolejnych osób, ale w końcu i on będzie musiał się zmierzyć z tymi uczuciami. Tak jak każdy z nich.
Spojrzała zaciekawiona na chłopaka, gdy ten wyszedł ze swoją propozycją. W sumie wcale nie było to głupie. Nie czuła się do końca jak mentorka, bo trudno jej się było przyzwyczaić, że nie była wcale tą najmłodszą, miała chyba jednak dostateczną wiedzę, by móc przekazać ją młodszym.
- Muszę przyznać, że to naprawdę interesująca opcja. Muszę spojrzeć, kiedy mogłoby mi się udać was zgromadzić w jednym miejscu i chętnie zobaczę, co potrafi młode pokolenie - uśmiech nie schodził z jej ust nawet wtedy, gdy uniosła do nich filiżankę, pijąc swoją gotową już herbatę.
O tak, życie czarowników potrafiło być czasami o wiele łatwiejsze, niż życie zwykłych przyziemnych. Miało to jednak swoją wysoką cenę, którą każdy prędzej, czy później płacił. Opal jednak nie poświęciłaby daru magii za nic na świecie.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
Ceris nie chciał się ograniczać. Miał zamiar spròbować wszystkiego. Jeśli mu się z czymś nie uda to trudno. Nie każdy jest ze wszystkiego dobry. Mòwimy tutaj także o czarownikach.
- Nie wiem czy Ci mòwiłem, ale pracuję w sklepie zielarskim. Mam kontakt z ziołam i dobrze się znam na nich. Chciałbym nauczyć się alchemii. Tylko nie wiem czy podołam temu. Myślę, że to nie jest łatwa sztuka - przyznał.
Wolał być od razu szczery. Nie był pewny czy podoła. Jednakże Grim jest ambitny i mam nadzieję, że podoła.
- A w ogòle to wiesz ile jest takich młodocianych czarownikòw?
No co? Grim był ciekaw jak to z tym jest. Przy okazji upił łyk swojej hebraty.
- Chyba, że trochę pomożesz mi w tej magii podstawowej dopòki Tang nie wròci- przyznał.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
To dobrze, że miał zamiar korzystać z wszystkiego, co życie mogło mu przynieść, po to ono w końcu było, by móc z niego czerpać. A już na pewno by mogli to robić długowieczni, którzy w swoich życiach mogli dokonać niemal wszystkiego. I w wielu przypadkach nie oszczędzali, nie tylko jednak z powodu chęci przygody. Tak, ona też była ważnym elementem, ale należało przypomnieć, że samo szarzenie następowało przez znudzenie. Wiele czarowników robił więc wszystko, by do niego nie doszło, broniąc się, jak mogli. Albo przez znalezienie miłości, albo przez szukanie ciągłych doznań.
I tak, nie każdy był mistrzem we wszystkim, Opal dobrze o tym wiedziała, miło jednak było wiedzieć jak najwięcej. Ucieszyło więc ją, że Ceris postanowił zając się tak wspaniałą sztuką, jaką jest alchemia.
- Owszem, nie jest to łatwa dziedzina, szczególnie na początku, ale uwierz mi, po załapaniu podstaw, można zacząć tworzyć przepisy samemu. Jeśli zechcesz, mogę trochę pomóc ci w próbach ogarnięcia tematu. Najlepiej w praktyce, nic tak nie uczy, jak samodzielne zebranie roślin a później przyrządzenie z nich odpowiednich specyfików. Możesz, jeśli zechcesz raz na jakiś czas do mnie przyjść i coś razem przygotować - puściła mu oczko, w końcu asystent zawsze się przyda. Zresztą, zawsze trzeba było od czegoś zacząć, a ciężka praca potrafiła zdziałać cuda. Temu Ceris powinien uwierzyć w siebie, w końcu to podstawa sukcesu, prawda? Jej samej zajęło parę lat, zanim dotarła do tego poziomu, na którym obecnie się znajduje.
Następne pytanie trochę ją zagięło. Aż przygryzła wargę, muszą się poważnie zastanowić.
- Tak naprawdę niewielu, młodzi lubią pojawiać się i znikać, szukając własnego celu i miejsca, gdzie mogliby się zadomowić, szczerze mówiąc na razie na stałe z aż tak młodych osób, jesteś tylko ty, ale podejrzewam, że ta lista ciągle się zmienia - wzruszyła ramionami, bo nie miała konkretnych danych, w końcu naprawdę trudno było ogarnąć te pełne życia i energii jednostki.
Spojrzała ponownie na Cerisa. W sumie oprócz alchemii mogłaby także trochę pouczyć go magii, nie miała nic przeciwko. Nawet jej to trochę schlebiło, że ktokolwiek chciał ją na nauczyciela, w końcu sama była młoda, więc to ona częściej uczyła się od innych, niż ktoś od niej.
- Będzie mi bardzo przyjemnie cię uczyć, możemy to połączyć z lekcjami alchemii, co ty na to? - dalej na niego patrzyła, popijając teraz jednak herbatę.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
To chyba dobrze, że młodszy czarownik chciał się uczyć i to bardziej nowych rzeczy. Chciałby kiedy być takim potężnym czarownikiem. Jednak jeśli nie będziesz rzetelny, pracowity oraz ambitny to nic z tego nie będzie. Pozostanie tylko słomiany zapał i myśl, że do niczego się nie nadajesz. Ceris już miał to za sobą i nie miał wracać do stanu depresyjnego. Słuchał uważnie co mówiła Opal.
- Jestem bardzo za. Poza tym znam się na roślinach. Pracuję w sklepie zielarskim od dłuższego czasu, więc z tym będzie łatwiej - przyznał.
Ceris lekko się uśmiechał.
- Rozumiem to, mam nadzieję, że nam wyjdzie - odrzekł.
Dalej słuchał kobiety popijać herbatkę. Nawet nie wiedział, że takie siedzenie i rozmawianie przy herbatce jest takie przyjemne.
- Może to głupio zabrzmi, ale naprawdę to będzie zaszczyt, że będziesz mnie uczyć. Pewnie. Mam jeszcze pytanie najlepiej może z Tobą się skontaktować telefonicznie? Napiszę Ci wiadomość, a Ty mi odpiszesz czy wtedy masz czas dobrze? - zapytał.
Popił jeszcze trochę herbatki.
- Zdaję sobie sprawę, że zapewne masz wiele na głowie i nie zawsze dla mnie znajdziesz czas. - przyznał.
Teraz Grim podniósł rękę i dzbanek powędrował w górę. Dolał najpierw Opal, a potem sobie tej przepysznej herbatki.
- Jeśli będziesz chciała bym Ci w czymś pomógł to możesz na mnie liczyć. No nie wiem może przepisywanie jakiś czarów, może podpowiesz mi czym mógłbym się zająć? Jakaś tzw. praca domowa co Ty na to? - zapytał.
Może to nie był głupi pomysł. W głębi duszy miał nadzieję, że Opal coś mu zada.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Droga do potęgi była trudna, nie raz wyboista i długa, ale w końcu nie od razy Rzym zbudowano, prawda? Dlatego Cerisa czekała nauka, nauka i jeszcze raz nauka. I dobrze, że był ambitny, że sięgał po wiedze, choć to łatwe czasami nie było. Jednak na pewno przyjemniejsze niż wyżej wspomniana depresja, czy zwykła bierność, a nawet znudzenie, które mogło wkraść się w ich dusze w każdym momencie.
Uśmiechnęła się na wieść, że Ceris zatrudnił się w sklepie zielarskim.
- Wspaniale, masz już więc pewnie podstawy. Skupię za to następnym razem na mniej popularnych ziołach świata naszego i na roślinach oraz innych składnikach ze świata wróżek. To w nich kryje się największa potęga i to z nich tworzy się najbardziej efektowne mikstury - aż zatarła łapki w swojej główce. W sumie dla niej to też była okazja, by trochę się pobawić w tworzenie specyfików, które na co dzień nie były za bardzo zamawiane. A tak to miała przynajmniej pretekst do odrobiny zabawy.
Siedzenie przy herbacie potrafiło być naprawdę przyjemne! Rozumiała, że Ceris urodził się w tych czasach i nie pamięta życia sprzed zalewu technologii. Ludzie przez właśnie ten czynnik zapomnieli, że zwykłe siedzenie przy herbacie i plotkowanie może być równie dobrą rozrywką, co siedzenie przed telewizorem. A nawet bardziej wartościową.
- To ja się cieszę, że obdarzyłeś mnie zaufaniem i chcesz, bym cię szkoliła. I oczywiście, już podaje ci numer telefonu, możesz do mnie dzwonić, jeśli będziesz chciał, byśmy się spotkali - wyciągnęła rękę, pstryknęła palcami, a w niej pojawiła się zaraz ładna, drukowana wizytówka z danymi jej i jej skromnego sklepiku. - I uwierz mi, nie mam aż takiego problemu, by znaleźć tę odrobinę czasu. Zresztą pamiętaj. Masz go więcej, niż mogłoby ci się zdawać, jeszcze masz wiele lat na naukę - mrugnęła do niego i też sięgnęła po swoją herbatę. Wypiła prawie już całą zawartość filiżanki, ale Ceris napełnił i jej kubek. Miły gest.
Czy czegoś potrzebowała od młodego czarownika? Osobiście chyba nie, ale skoro był tak chętny do pracy...
- Może spróbuj znaleźć coś, co będziesz mógł wykonać dla naszej organizacji? W końcu wielu czarownikom przydałaby się pomoc w jakichś badaniach, a i ty przy okazji będziesz mógł coś od nich wynieść, oczywiście wiedzowo, gdy ja akurat nie będę mogła wziąć cię, w danej chwili, pod skrzydła. Pasuje ci? - zapytała.
I w sumie naprawdę miło jej się siedziało, ale powoli musiała zebrać swoje materiały wrócić do mieszkania.
- Niestety muszę już powoli cię opuścić. Jak coś, to masz numer, więc nie bój się ze mną kontaktować. W każdej sprawie - mrugnęła do niego ponownie i zaczęła zbierać potrzebne jej notatki i księgi.

Ceris Grim

20/21


174 cm


Angel of Darkness







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Elvan
Ceris miał nadzieję, że wytrwa naukę, którą zacznie z Opal. Był bardzo wytrwały. Chodzi tutaj na przykład w sierocińcu i potem też kiedy prosił o nauki innych czarowników. A jak to się mówi nauka to szczęścia klucz.
- Ok, mam takie pytanie w bibliotece znajdę jakieś księgo na temat ziół? - zapytał.
Na chwilę zamyślił się. Miał przecież przyjaciółkę Soy, a ona była właśnie faerie. Tylko jakoś dawno ją nie widział.
- Rzeczach ze świata wróżek mogę się zapytać mojej przyjaciółki. Może coś mi zdradzi, a jak nie to możliwe, że podpowie skąd mam znaleźć takie informacje - przyznał.
Cóż... Grim nawet nie miał czasu na herbatki czy oglądaniu telewizji. Dwa lata temu uwolnił się z bidula, a tak to pałętał się po świecie. Szukał miejsca dla siebie. Teraz odnalazł właśnie chociaż powiedzmy, że dom. Mógł mieszkać w Spiralnym Labiryncie, posiadał pracę. Fakt, faktem, że przeżył małą depresję czy jak to by nazwać, ale jak znalazł Jaspera, swojego pieska to chociaż dla niego wziął się w garść. Trochę też z pomocą Pia, ale dziewczyna go olała. Nie znali się zbyt długo, ale w jakiś sposób to czarownika zabolała. Tak jak to, że jego znajomi i najbliższy zostawiają go i znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.
Ceris uśmiechnął się szeroko gdy zobaczył jak Opal wyczarowuje swoją bardzo ładną wizytówkę.
- A ja cieszę się, że bierzesz mnie na poważnie i chcesz mnie uczyć. Nie patrzysz na to, że jest bardzo młody i, że nie mam zbyt dobrego wychowania z przeszłości. Chodzi mi o to, że od razu po jednej rozmowie mnie nie skreślasz. - wyjaśnił.
Zastanowił się znów. Nie wiedział jak to ma ująć.
- Nie zawsze jestem taki miły. Po prostu próbuję się zmienić i... wyjść na ludzi - dodał szybko.
Słysząc to co mówiła jego nowa nauczycielka kiwnął głową na znak, że się zgadza.
- Tylko obawiam się, że nie wszyscy tutaj są tak sympatyczni i nie wypruci z uczuć jak Ty - odrzekł.
Popatrzył jak Opal zbiera się do siebie.
- Będę pamiętał by zadzwonić. W sumie ja także się zbieram. Powinienem wrócić do Jaspera, mojego pieska i zająć się nim. No to do zobaczenia - przyznał.
Zaraz pstryknął palcami i cała zastawa z herbatą znikła. Ceris też już wstał i za kobietą ruszył do swojego pokoju.

x2 z/t.

<img src="https://i.imgur.com/SexSP2e.gif" style="width:300px;">
Would you love a monsterman?
Could you understand, the Beauty of the beast?



Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Panie, a kto to wszystko tak spierd... wiat, what? Spiralny Wymiar jeszcze zipie? Żadnego kolejnego kataklizmu? Kurczowego trzymania się ostatnich metrów? Szalejących demonów? I biblioteka wydaje się być nienaruszona? Tego Carełek się nie spodziewała, a po wyjściu z Baśniowej Krainy, jej myśli nie należały do tych najpozytywniejszych. Odkąd jest w Yorku, to każdy problem zwykle kończył się nie na jego rozwiązaniu, a eskalacji, i to w najmniej spodziewanych kierunkach. Bevin coś zepsuł? Luzik, kataklizm! I jeszcze apokalipsa dla ich maleńkiego ojczyzny, czemu by nie? Parę lat temu Kohorta padła? Kij ci w oko, ma się świetnie, co przecież widać! Czasy inkwizycji są już za nami? Heh, spoiler alert, biznes drzewny prosperuje jak mało kiedy...
... chyba trzeba rzucać to wszystko i wyjeżdżać w Bieszczady.
Wait, to nie koniec zmartwień, nawet tam może przyjść smutna pani w dziecięcej otoczce, co by znowu wydłubać oczka, urżnąć łapkę i zrobić parę innych, ponoć ciekawych, rzeczy. Gdyby tylko problem z Wróżkowem został rozwiązany... Nie, Wiedźmo, tak nie jest i nie będzie, nie za szybko chciałabyś poczuć się lepiej? Ta chęć do bycia komuś bliską, tudzież przydatną, najlepiej w wydaniu ze szczęśliwym zakończeniem... Stul pysk. Spokojnie, to tylko jej podświadomość, lubi robić numery i kwestionować wszystko, tak jak pewien Mrok... Fałszywa, kłamliwa, bezużyteczna, dwulicowa, jadowita, zidiociała, dziecinnie naiwna i niezasługująca na litość, skurwiała Czarownica... Zamknij się! Taki był właśnie problem z wolnym czasem, umysł się nudził, podrzucał kolejne myśli, powątpiewał i kwestionował to co już się wydarzyło i było nieodwracalne...
Wiedźminka musiała w coś włożyć ręce, byle nie oddawać się dołującym refleksjom i przynajmniej na chwilę udawać, że wszystko jest w porządku. I dlatego też wylądowała tutaj, w stercie książek, szukając czegokolwiek na temat pewnego gościa, co przeszkodził jej w wizycie u pewnego Czarownika. Jeżeli chcieć ująć to nieco inaczej, cholernie bała się Edomu i szukała furtek, jakichkolwiek, byle próbować jakoś temu zaradzić. Kotwiczenie? Nie miała nikogo kto świadomie by się na to pisał, pod przymusem lub podstępem nie chciała, NIE I JUŻ. I pozostawała jeszcze kwestia tego, że odliczała czas do naturalnej, wręcz ludzkiej śmierci, więc tym samym skazałaby Podziemnego na śmierć, gdyż znała głównie tych długowiecznych...
Kurwa...
Nie liczyła godzin, miała to gdzieś, a z każdym kolejnym nieprzydatnym tomem, panika... narastała? To nie tak, że bała się śmierci, ale świadomość tego, że czekało ją coś bardziej przerażającego i również na wieki... to dawało powody do obaw, zwłaszcza, że zegar tykał, a czasu miała... niewiele. W przeciwnym wypadku, tamten koszmar na jawie nie miałby miejsca... prawda? I dodając do tego niewiadome z Wróżkowa, jedno wielkie...
... Blyat! Tomiszcze upadło i wybiło ją z rytmu. Tylko zamiast je podnieść, Carełek usiadła i oparła się pleckami o półeczkę, podciągając bliżej siebie nóżki i chowając twarzyczkę w łapkach; rączki oparła o kolanka, a czółko o nie. Bezsilność... cholerna bezsilność i brak koncepcji na dalsze działanie... Czego się spodziewałaś, głupia Wiedźmo, że pójdziesz do Faeriolandu, dasz się zabić i magicznie wszystkie problemy wyparują, w tym i te tyczące się duszy, bo w końcu zrobisz coś co nie jest podyktowane chęcią zysku?
- Nie... - wyszeptała cichutko...
... Tak - podpowiadały myśli...

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
| Po zebraniu z dwa dni później

Czarownica szukała odpowiedzi, lecz czy ktoś zdołał pomyśleć, że już inne osoby znają rozwiązanie na problem kotwiczenia dusz? Wystarczyło chwilę pomyśleć, porozmawiać z odpowiednimi osobami, a odpowiedzi same by doszły do tych słów. Lecz fakt, zdecydowanie łatwiej było buszować w bibliotece, która wkrótce padnie, wraz z całym Spiralnym. Ojciec jej wyraźnie powiedział, że to miejsce będzie potrzebowało nowego zasilania, bo te wkrótce wyczerpie swoje akumulatory. A nie było lepiej wpierw pozwolić do całkowitego zniszczenia, a potem odbudowania? Mniej problemów z walką, tylko jedynie wejście w starożytne czary, aby stworzyć na nowo bańkę ochronną i przede wszystkich przestrzegać kilku podstawowych reguł. Dochodziły jeszcze sprawy stosów i tego całego Kramera, który zaczął podbierać do baletów coraz ciekawsze osoby. Szkoda, że celował we własną rasę. Czyżby chciał oczyszczenia z brudu, a może szukał sposobu do przejęcia coraz większej ilości magii. Było to niebezpieczne zagranie, nawet Leyton w piekle przez to się wesoło przewraca z uroczymi wspomnieniami.
Lecz czasy Leytona minęły, a na samym początku Nina postanowiła zjawić się w Spiralnym, aby po prostu zając swoje myśli. Chciała spojrzeć, ile zbiorów posiada biblioteka i wstępnie podzielić, aby następnie wysłać tekstową wiadomość do Ogoniastego.
Może i łowcy zablokowali jej magię, tak jednak odkryła, że może przedostawać się do Spiralnego. Przynajmniej jeden plus w tej całej kuriozalnej sytuacji. Musiała przemyśleć na nowo słowa brata, które były skomplikowane i wymagały sporej dawki cierpliwości. Prawo nad prawem... zdecydowanie musiała pomyśleć nad tym, a nawet i sprawdzić w księgach, czy jest znane takie pojęcie.
- Car?- to zaskoczenie, które wyrwało z ust Niny, były skierowane do siedzącej na podłodze wiedźmy. Nina weszła do środka, widząc książkowy sajgon i nawet nie myślała, ile przez to będzie czekać jej dodatkowej pracy. Chyba że Carełka by się zgodziła na pomoc, lecz to by się wiązało z przyznaniem się do niemożliwości czarowania. Cicho westchnęła i podeszła bliżej do białowłosej. - Co ty tu robisz? Czy raczej... czego szukasz?- zaraz poprawiła na te bardziej właściwe pytanie. Bo jest się w bibliotece przeważnie, aby odszukać potencjalną odpowiedź na paskudną tezę. Odruchowo, Nina schwyciła za pierwszą lepszą księgę i spojrzała na jej tytuł, a następnie wzrokiem wróciła na bratanicę. Czyżby znów coś zbroiła i szukała rady na katastrofę? Bo inaczej nie wiedziała, czemu pałaszowała półki ksiąg o dosyć specyficznym spektrum.

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Wiedźma mogłaby przysiąc, że ktoś ją woła... "Car"... Ale czy to nie było niczym więcej, jak kolejnym wymysłem jej szwankującej wyobraźni? Przecież nie mogło być gorzej, niż Pradawny dna Wróżek, i rozpadający się Wymiar dla Czarowników, nie i koniec! Może poza Kohortą, ta niestety była czymś więcej niż plotką, ale nadal... Wystarczy, do trzech razy sztuka, nie więcej. Wtedy wystarczy dołożyć jeszcze własny problem, czwartego jeźdźca apokalipsy. Prawdę powiedziawszy to Czarownica sama nie potrafiłaby odpowiedzieć, gdyby mogła spojrzeć na to bardziej z boku, czy kolejne wieści o, w praktyce, rozpadającej się Organizacji, stosach i Kramerze, i diabli wiedzą czym jeszcze...Niech to będzie tylko przejściowym problemem, poprzedzonym czymś pozytywnym, ciepłym, jakąkolwiek dobrą nowiną... czymkolwiek. Heh, zachciało ci się własnej ścieżki i samodzielności, to masz i sobie radź, jadowita jędzo...
Stul pysk.
A wystarczyło nadal trzymać się ojcowskiej spódnicy, niby dostawało się po łbie, ale wszystko było, w gruncie rzeczy... prostsze, no i zawsze z jakimś celem na końcu, niezależnie od moralności, przynajmniej znajdującym się w zasięgu reki. I wtedy nadeszły kolejne słowa, a te powoli uświadamiały jej jedno, to nie złośliwa storna jej jaźni, tylko osoba trzecia, która właśnie wtargnęła do biblioteki, nie kto inny jak Nina. Apropo niej i tak przy okazji, jak to jest z tym pokrewieństwem? Niby była młodsza, ale jako siostra Shizy, czy to nadal robiło z niej faktyczną ciocię?
- Próbuję zająć czymś myśli, na chwilę nie myśleć o Faeriolandzie, ani o tym, co też zastanę gdy tylko przekroczę próg siedziby Czarowników... - Głupia Wiedźmo, czy ty w ogóle do nich należałaś? Jakkolwiek i tak szczerze, z chęci współpracy z kimkolwiek? Przecież zawsze byłaś niekochanym dzieckiem, niezdolnym do działania w drużynie, chyba że naprawdę było sporo do zyskania, tylko dla ciebie i twojej pychy... - Nie narozrabialiście? Żadnej wojny wypowiedzianej przez Opal? Shi spokojnie sączy kakałko, zamiast znowu rzucać się z pazurkami na innych...? - Daj spokój, to głupotki, nic cię to nie obchodzi, może lepiej skup się na... ZAMKNIJ SIĘ. To akurat rzuciła wyjątkowo mocno w myślach, że aż jej usta niemalże to wypowiedziały, a przynajmniej wargi same się poruszyły, choć żadnego odgłosu nie wydały. Z resztą, łepkiem też poruszyła, kręcą przecząco, próbując odgonić nieistniejącą i irytującą muchę.
Omal nie parsknęła śmiechem, wyłącznie ironicznym, choć udało jej się do zredukować do ledwie westchnięcia i lekkiej zmiany pozy, teraz opierała się główką o regały i książeczki, a jedną nóżkę schowała pod drugą. Żałosny widok? Potencjalnie możliwe...
- Myślisz, że my, Czarownicy... potrafimy się zmienić? - spytała, choć niejako miała co innego na myśli... czy tacy jak ona, najpierw podli, teraz żałośni, faktycznie mogli to zrobić? A nie tylko udawać, oszukiwać samych siebie? - Wkroczyć świadomie na inną ścieżkę, niejako sprzeczną z tym, co stało w naszym zwyczaju? - i kolejne pytanie, niekoniecznie związane z samą rasą, a raczej jej poszczególnym przedstawicielstwem; skrzętnie skryte myśli Car, ubrane w dwulicowe słówka, w końcu w tym była najlepsza.
- Wierzysz w z góry ustalony los; w to, że przeznaczenia i własnej natury nie da się odmienić? Czy też zawsze jest szansa i jakiekolwiek działania ku temu mają sens? - w końcu wymsknęło się z jej ust, a każde kolejne słówko białowłosa wypowiadała coraz ciszej. I gdyby tak pokusić się o spojrzenie w jej oczka, tliły się tam raptem dwie rzeczy, przerażenie i pragnienie tej maleńkiej iskierki nadziei. I co też mogła rozumieć przez słówko "zmianę"... na lepsze? Gorsze? Czy tylko uratowanie własnego tyłka, byle jakoś dociągnąć do naturalnej śmierci?

  

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Zobacz, spoglądasz na białowłosą, która najwidoczniej zaczyna wariować. Czy nie znasz tego podobnego stanu, który omotał po wizycie Pradawnego w jej jestestwie? Czy sama wtedy nie szalała, nie wariowała, nawet po opętaniu? Ileż wątpliwości można poddać działań, które Nina wtedy dokonała. Nie wyszła całkiem z własnego szaleństwa, to było pewne, jednakże niech nikt nie myśli, że historia zakończy się wraz z przybyciem księcia na białym rumaku, który zabrałby ja do Siedmiogrodu i by tam wspólnie zamieszkali do następnej wojny ogrowej. Zdecydowanie to nie była ta bajka, o czym obydwie zdecydowanie powinny wiedzieć.
Na jej pytanie, które padło z ust, nie było innej odpowiedzi, niż chwila milczenia i odwrócenie wzrok gdzieś na bok. Czy nie narozrabiali, zależy o kogo pyta. Siz i kakałko... chyba ze zrobionym manicure.
- Jakiś czarownik... Kramer... Karmer, Karmel, czy jakoś tak... ten od Młotu czarownic, bawi się w średniowieczne stosy z nami w roli głównej. Ostatnio podczas zebrania, pokazał nam swoje nowe dzieło w ogrodzie naszej siedziby.- powolutku mówiła, bo jeszcze na spokojnie przetrawia żałobę po Abrahamie. - Dodatkowo łowcy chcą nam przekazać młodą czarownicę, która u nich najwyraźniej uczy się o swoich zdolnościach samoistnie.[b/]- czemu mówiąc to, Nina na koniec zawahała się? Ach no tak, przecież ci sami łowcy zablokowali magię. Nie chciała zrobić z siebie ofiary, więc postanowiła to przemilczeć. Niech Car wpierw przyswoi te dwie nowiny.
Szczególnie, że jej zachowanie było co najmniej dziwne. Kręcenie głową, ciągłe siedzenie przy księgach, dodatkowo jej usta jakby chciały coś powiedzieć, lecz z gardła nie wydostał się żaden dźwięk. Dopiero jej kolejne pytania sprawiły, że Nina cicho westchnęła i przysiadła naprzeciw białowłosej.
[b]- Zależy.
- mówiąc, położyła trzymaną w dłoni księgę na swoich udach. - Zależy, czy podczas tej przemiany, mamy kogoś, kto wspierałby cały ten proces, który nie jest łatwy ani przyjemny. Samemu... teoretycznie jest to możliwe, jest bardzo trudne.- odpowiedziała. Wejście w ścieżkę sprzeczną ze zwyczajami była czymś, co szokuje sam mózg. Samodzielnie wchodząc w nią, można zatracić się, a jeśli mamy jakiegoś przewodnika, to łatwiej można się zmienić. Nina sama ciężko znosi kroczenie nową ścieżką, bez magii, jednocześnie chcąc pokutować, lecz wie, że bez wsparcia Shizhiaka, czy nawet reszty czarowników, szybko zabłądzi i oszaleje. Może nawet popełni samobójstwo, bo to tego zdesperowany organizm mógł być przygotowany. Więc nie, nie będzie wykluczać żadnych potencjalnych opcji, żeby komuś ulżyć w odpowiedzi.

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Wariować…? Nie… niezupełnie… chyba? Caranthir nie byłaby w stanie tego stwierdzić, na pewno nie jednoznacznie, a zresztą, jaki szaleniec wystawi sobie właściwą diagnozę? Gdyby jednak miała się jakoś usprawiedliwiać… czy nie było to niczym więcej, jak tylko próbą sprawdzenia, czy faktycznie jakieś zmiany w jej charakterku zachodzą, lub też oszukuje samą siebie…? Ot najprostszy z możliwych testów, jeśli zwątpi z powodu utarczki ze złośliwą stroną swego ja, jak miałaby wystać coś co mocniej drążyłoby jej jaźń?
- Ofiary? - spytała i na chwilę jej wzrok ulokował się na Ninie, a chodziło jej zarówno o liczby, jak i nazwiska. Nie żeby zaraz miała ronić łzy za każdą ofiarą kolejnego zjeba, co zapomniał, że czas dawno ruszył do przodu i Inkwizycja wypadłą z obiegu. Ot kwestia statystyki i tego, jak mocno mieli przesrane… Jak zwykle. - Jakże miło z ich strony. Czego za nią zażądali? Ręki przywódczyni, podległości czy królewskiego okupu... - mruknęła, w dalszym ciągu niespecjalnie ufając rasie Nefilim, wiekowych animozji nie pozbędzie się od tak. I nie żeby to nie miało jakiegoś większego uzasadnienia, przecież Czarownicy podziękowali Smerfom za współpracę, więc o bezinteresowne gesty może być… trudniej.
Jak na ironię, jakakolwiek rozmowa pozwalała zachować Czarownicy domniemaną resztkę zdrowych zmysłów, w końcu im mniej okazji do fatalistycznych myśli, tym powinno być lepiej. Nie żeby te nie wróciły, gdy tylko znów będzie samiusieńka, lub przejrzy się w lustrze albo wejdzie pod prysznic. Szczególnie z tym ostatnim, wiadomo jak jest, zwłaszcza gdy śpiew nie miałby priorytetu.
- Tego się obawiałam... - wyszeptała i westchnęła ciężko, po czym spuściła wzrok i uśmiechnęła się blado, o ile nie ironicznie. Żebrać, nie żebrać... Te słowa przeszły jej przez myśl, w odniesieniu do pewnego gnuśnego Fiolecika, w zasadzie standardowy Koreańczyk przy każdym dylemacie lub innym problemie, niekoniecznie właściwy, zwłaszcza jeżeli szło o zmiany starych nawyków. Nie żeby wszystkie ich kłótnie były w tym pomocne... Tak szczerze, co w ogóle miałaby powiedzieć? "Cześć, Tato, wróciłam z Faeriolandu! I mam nadal przechlapane, bo raz zachciało mi się szukać ciebie w Edomie. O, i próbuję być grzeczna. To jak, przytulisz?" Już w myślach brzmiało to kiepsko, gdyby powiedzieć to głośniej, byłoby jak nic gorzej.
- Szukałam informacji o pewnej parce... przyjemniaczków, ostatnimi czasy chyba uzyskałam stalkerkę... stalkera... nie mam pewności - białowłosa wlepiła swój wzrok w trzymaną przez Ninę księgę, mimo wszystko czując, że musi się jakkolwiek wygadać, byle co nieco zrzucić z barków. Przy tym jednak nadal trzymała język za zębami o demonicznym charakterze pokurcza, który omal nie zrobił jej z życia koszmaru, o Edomie nie wspominając.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo