Anastazja Nitsche

398



I'm tired of losing people








Anastazja Nitsche
Metryczka


Imię: Anastazja
Nazwisko: Nitsche

Data urodzenia: 15.09.1619
Miejsce urodzenia: Monachium
Wiek: 34 (398)

Wzrost: 181
Waga: 74,89 kg

Rasa: Wampir
Wizerunek: Nina Dobrev

Charakter


Nikt nie pamięta.
Uśmiech błądzący na jej twarzy bywa mylący. Po podejściu bliżej ciepło emanujące z iskrzących się kobaltowych oczu w jednej chwili zamienia się w zimno. Nie pamiętasz, dlaczego uznałeś ją za kogoś godnego zaufania, ponieważ teraz wydaje Ci się być kimś zupełnie innym. Dystans z jakim traktuje świat odczuwasz na własnej skórze. Spotkanie z nią przypomina wyrżnięcie na zlodowaciałą powierzchnię ziemi - odczuwasz ból i dotkliwy chłód wdzierający się do członków ciała. Nie ma powodu, dla którego chciałaby na Ciebie spoglądać, dlatego dystyngowanym krokiem wychodzi z pomieszczenia. Możesz czuć się wstrząśnięty, zmieszany, ale twoja pamięć wyjątkowo dokładnie pielęgnuje w tobie jej widok - wyniosła, małomówna, pruderyjna, bezczelna elegancka kobieta zostaje w głowie na długo. A ty nie chcesz się jej pozbyć.
Gdy nastaje mrok, czujesz, że jest zupełnie inna. Uśmiechnięcie się i przejście bosymi stopami po drewnianej podłodze nie kosztuje zbyt dużo. Pstryka palcem i prosi o przyniesienie do salonu dwóch kubków z gorącą czekoladą. Na palcach jednej ręki wylicza osoby, przy których może odsłonić rąbek tajemnicy i oprzeć się głową o ramię.
Biografia


26 sierpnia 1640 roku
Sądziłam, że będę szczęśliwa jak dotychczas, gdy naskakiwano i udogadniano mi życie do granic możliwości. Wyrosłam na egoistyczna i pewną siebie dziewczynę. Nigdy nie ukrywałam swojej prawdziwej natury i może właśnie dzięki temu tak długo żyłam w gronie najbliższej rodziny. Babka, która przysiadała się do mnie na czas śniadania, mówiła, że odrobina egoizmu każdemu wychodzi na dobre. Dopiero po narodzeniu się siostry moja natura diametralnie się zmieniła. Zafascynowana nie mogłam oderwać od Mayi oczu. Jak się później okazało, nie tylko z wyglądu diametralnie różniła się od mnie. Zielonooka brunetka zionęła lodem i uprzedzeniem do wszystkiego, co się rusza. A jednak potrafiła obdarzyć miłością mnie i rodziców.
Pół roku temu wyszłam za mąż i straciłam namacalne poczucie szczęścia. Szarmancki, ambitny mężczyzna z dobrotliwym uśmiechem na twarzy wybrany mi na męża prędko okazał się być kimś kompletnie innym. Bił tak, żeby nie widział nikt prócz niego. Potwór obleczony ludzką skórą.

31 grudnia 1642 roku
Wspominanie kilku ostatnich lat okupuję dużym bólem. Bólem, który poniekąd wyrządziłam sobie sama, na własną prośbę. Nie powiedziałam nikomu... nawet matce, kiedy jeszcze żyła. Może zostałabym zrozumiana i zabrana od tyrana? Nadal pamiętam ulgę, która poczułam dokładnie dwa lata temu, przy spoglądaniu na męża oddającego ostatni dech. Moje biedne, skruszone serce zostało ukojone i posklejane z powrotem w jedną, spójną całość. Nie czułam niczego prócz spokoju. Gdyby nie obecność dwóch moich córek zapewne roześmiałabym się na cały głos i wyrzuciła z siebie wszystko, co siedziało schowane głęboko wewnątrz mnie od początku naszego małżeństwa.
Dzisiejszego wieczora siedzę w bibliotece, skrobię kolejne słowa i z pewną dozą bojaźni spoglądam w przyszłość.

22 września 1653 roku
Rok temu stałam się istotą lubującą się w zadawaniu bólu.
Pamiętam, że poznałam go przypadkiem, podczas jednego z spotkań siostrą, która zachwalała swojego nowego znajomego. Jako szczęśliwa mężatka i matka dwóch synów mogła mówić o spełnieniu marzeń. Natomiast ja od jakiegoś czasu nie czułam się pewnie i nie chciałam iść. Wolałam zostać w domu, zaszyć się w sypialni. Z perspektywy czasu cieszę się z podjętej decyzji wyjścia naprzeciw losowi.
Po wejściu do salonu zamarł na mój widok z delikatnym uśmiechem na wargach. Chwilę później odzyskał rezon i przywitał się ze mną, a ja w żaden sposób nie zareagowałam na czar i grację, z jaką to zrobił. Zbyt dobrze znałam ten sposób działania. Sceptycznie nastawiona byłam spięta aż do samego końca spotkania i nie dałam mu szansy na dalsze rozwinięcie znajomości. Nie zamierzałam drugi raz nabrać się na to samo. Jeszcze dość dobrze pamiętałam ból spowodowany mocnymi uderzeniami. Wybiegłam stamtąd szybciej niż wyszłam i wróciłam do domu w objęciach chłodnego wiatru muskającego policzki.
Drugiego dnia służący zawiadomił mnie o przybyciu gościa. Przebrawszy się w wyjściową suknię przeszłam do holu i z zdumieniem zauważyłam jego. Nie sądziłam, że będzie wiedział, gdzie mieszkam, ale szybko rozwiał moje wątpliwości, powiadamiając o udziale siostry w tym niecnym procederze. Zmieszana, nie chcąc wyjść na niegościnną, z grzeczności zaprosiłam go na lampkę białego wina. Tym samym wyjątkowo byłam zmuszona odmówić córkom zjedzenia z nimi późnej kolacji.
Początkowo nie dostrzegałam w nim niczego specjalnego. Nic prócz dziwnego uczucia kiełkującego w głębi klatki piersiowej nie zwiastowało poznania mrocznej tajemnicy mężczyzny. Po wszystkim, gdy prawda wypełzła w blask księżyca, o dziwo nie byłam w szoku. Ponoć wyglądałam, jakbym usłyszała o drobnej nieprawidłowości mogącej wpłynąć na ustalony plan dnia. Wtedy nic nie było w stanie mnie zdziwić. Może przeszłam zbyt dużo.
Zanim podjęłam ostateczną decyzję minęły dwa lata. Musiałam porzucić to, co kochałam, jednocześnie zrzekając się z tego przynależnych praw.
Zaczęłam nowe życie.

9 stycznia 1849 roku
Podróże. Liczne podróże wypełniają mój czas.
Nie liczę zmierzchów, nie liczę świtów, nie liczę księżyców, nie liczę słońc... Wszystko nagle zlewa się w jedno. Jedynie nocny krajobraz powoli przesuwający się za oknem pociągu jest odmianą od monotonii nawiedzającej moją egzystencję. Pilnując interesu jestem zmuszona ciągle zmieniać miejsce zamieszkania. Może nie jestem? Może jestem? Poznanie języki mieszają mi myśli tworząc ciasną plątaninę.
Kłamię. Od czasu do czasu widzę zapłakane twarze moich córek. Ich pytania dotyczące mamy wiercą mi w głowie czarną dziurę.
Nie ma nadziei, nie ma strachu, nie ma radości, nie ma ciemności.


19 grudnia 1918 roku
Nie sądziłam, że będę w stanie zostać matką. A jednak istota o aksamitnych włosach koloru dojrzałego zboża i soczyście zielonych tęczówkach pozwoliła mojemu zadrgać. Pierwszy raz od prawie trzystu lat poczułam coś więcej.
Poznałyśmy się przypadkiem. Będąc przejazdem w Frankfurcie uczestniczyłam w spotkaniu zorganizowanym zaraz po transakcji polegając na dostarczeniu niemieckiemu wojsku odpowiedniej ilości amunicji i kilku czołgów w ramach odpowiednio wysokiej zapłaty. Nie zwróciłam na nią uwagę od razu. Po wejściu do surowo urządzonego pomieszczenia raczyłam się cierpkim smakiem kawy, marząc o jak najszybszym przeniesieniu się do chwilowo wynajmowanej rezydencji. Kątem oka dostrzegłam błysk światła odbijający się od blond włosów. Wstrzymałam oddech.
Dostrzegłam w niej coś. W Isabelle widziałam coś, czego zwykle ludzie nie posiadali i wiedziałam, że nie mogę odpuścić. Kilka dni później zaaranżowałam kolejne spotkanie. Potem stopniowo nasiliłam nasz kontakt. Nie mogłam... nie chciałam dać jej uciec. Była jedyną iskrą ognia. Ile trwało, zanim zgodziła się zostać ze mną na zawsze? Nie pamiętam. Teraz nie ma to znaczenia.
I nie odpuściłam. Nie dałam jej odejść. Przed kilkoma godzinami walecznie przebiła ziemię i wydostała się na powierzchnię. Chłeptała krew jak opętana i domagała się więcej. To, co czułam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Przeniosłyśmy się do domu. Pozwoliłam jej zaspokoić swoje pragnienie aż do chwili, w której nie czuła takiej potrzeby i legła przy moim boku. Skrobiąc kolejne słowa w dzienniku staram się nie zakłócić jej chwili spokoju po burzy.

12 listopada 2017 roku
Nowy księżyc wstaje nad moim istnieniem. Noc wychyla swoje ramiona i opiekuńczo przygarnia mnie do siebie, szepcząc kilka słów do ucha... Mówi, że nie jestem sama, mam przy sobie Isabelle i dam radę udźwignąć ten ciężar na swoich ramionach.
Ciekawostki


λ W stosunku do Mrocznej Wojny i Zimnego pokoju zachowuje neutralność
λ Interesy, które prowadzi, w głównej mierze związane są z szeroko pojętą sztuką; przez blisko dwieście lat do dnia dzisiejszego potrafi docenić nawet najbrzydszy bohomaz
λ Przykładała dużą wagę do nauki języków - dzisiaj może pochwalić się perfekcyjną znajomością niemieckiego, francuskiego, rosyjskiego, koreańskiego i angielskiego; w mniejszym stopniu poznała szwedzki
λ Lubuje się w 'sympatii' do szybkich samochodów
λ Ma kilka rezydencji na terenie Niemiec; jedną w Korei
λ Potrafi walczyć przy użyciu broni białej - nie boi połamać sobie starannie wypielęgnowanych paznokci
λ Lubi zwierzęta - zwłaszcza koty; aktualnie jest właścicielką dwóch kotek rasy egipski mau

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

Shizhi
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo