Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
#1 It doesn't even matter...
Autor Wiadomość
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-03, 17:36   #1 It doesn't even matter...
   Freya
[Cytuj]

Podobno wakacje to naprawdę świetna rzecz, pozwalająca się zrelaksować i odpocząć od często monotonnej rzeczywistości, serio! Dlaczego Car nie wpadła na to wcześniej? Oh, wait, przecież tak właśnie zrobiła, jeszcze w ramach Bożego Narodzenia! Zabawne jak nawyki innych potrafią wpłynąć na kalendarz, a przecież nie była ani chrześcijanką, ani rodzimowierczynią, poganką, muzułmanką i co tylko jeszcze powstało w umysłach bajkopisarzy. Najemniczce i Demonowi, rodzicom, były to zbyt małostkowe dyrdymały aby zawracać sobie nimi głowę, ale hej, nadal jest siła tradycji, nieprawdaż? Jednak przeciętny człowiek zwykle leciał, w razie posiadania dni wolnych, chęci i finansów, gdzieś poza sferę w której żył na co dzień. W przypadku wiedźmy musiałoby być odwrotnie, skoro transport z jednego krańca Ziemi na drugi był jedynie kwestią pstryknięcia paluszkami, i często załatwiało się jeden interes w godzinę i kilka stref czasowych zarazem. Początkowo ograniczyła wszystko co leżało poza Europą, nawet jeśli miało z nią namacalne połączenie, jak chociażby azjatycka część Rosji. Następnie zaczęła odrzucać poszczególne kraje. Wpierw te dalsze, ot choćby Hiszpania czy Włochy, potem bliższe typu Niemcy czy nawet Wielka Brytania, którą w pewnym momencie chciała zrównać z ziemią (wady bycia mendą) niczym Rzym Kartaginę. Później... cóż, powiedzmy że własne cztery ściany stały się jej ostoją i jedyną krainą w jakiej funkcjonowała.
Mocno ograniczała kontakty z innymi, w zasadzie jedyne co jeszcze od czasu do czasu było na chodzie to komórka, i to dlatego że nie odłączyła jej od ładowarki i temu bateria nie padła. Pomijając ostatnie zerknięcie na wyświetlacz i kilka sms'ów od Shizhiego, na które sama nawet nie wie w jakim celu odpisała. I tak później rzuciła ten szrot gdzieś w kąt, więc jeśli sprzęt nie padł, to za parę dni wyczerpie się bateria. Listy klasyczne i z czarodziejską formą transportu? Leżą nietknięte w miejscu przeznaczenia; dokąd przychodziły. Równie dobrze pies, gdyby jakiegoś miała, mógłby je pożreć i nawet nie byłaby z tego powodu wściekła. Jak na ironię... właśnie, ironia! To jest genialny wynalazek, pozwala na obejście każdego braku słów lub oporu przed użyciem ich w trudniej do przepuszczenia przez klawiaturę manierze i skierowanie wiadomości z użalania się nad sobą na tory czarnej komedii! "To tylko żart, przecież mnie znasz, ale mam dużo pracy i mało wolnego czasu..." - nie powiedziała ani razu, tak samo zwykłego "spierdalaj" albo "chcę zostać sama". Ot był prostsze metody, lekceważenie. Ktoś puka do drzwi? W końcu się znudzi i pójdzie w siną dal. Zamki można sforsować, lokatorkę już niekoniecznie, ale tutaj na szczęście obyło się bez żadnych testów terenowych. Komunikacja przez sieć...
... jak by to ująć, komputerek i laptop przykrywała warstwa kurzu, jak i większość innych rzeczy w tym pozornie opuszczonym domu. Praktycznie wszędzie, nawet w pomieszczeniach gdzie jakieś ścieżki powinny istnieć, a meble być użytkowane, obrastały tym wrogiem pedantyzmu. A zdawać się mogło, Caranthir miała więcej niż jedną szczotkę podatną na czary, które odwalały robotę za nią. Z zewnątrz? Trudno ocenić, rolety opuszczone w dół, żadnych worków ze śmieciami, świeżych śladów na posesji, a gdyby ktoś jakimś cudem pofatygował się z reklamami w formie gazetki to miałaby naniesiony niezły zapas przy bramie. A może tu po prostu nikt już nie mieszkał a sam lokal został porzucony?
Jasnowłosa miała zdecydowanie za dużo czasu na przemyślenia. Staranne rozgrzebywanie przeszłości, ostatnimi czasy jej ulubione hobby. Na tyle że wydatki na gastronomię spadły drastycznie - niby zawsze miała coś w zamrażarce/lodówce/szufladzie, ale nie kwapiła się do posiłków. To pewnie wyjaśniałoby redukcję wagi. Niby prawidłowa dla jej wzrostu zaczynała się od 57 kg, wiec gdyby miała prywatnego lekarza, zrobiłby jej przytyk. Z płynów jedynie woda, i to w ramach niezbędnego minimum egzystencjonalnego. Ale to detale istotne niczym ona sama, mało.
Z czego się śmiała? Dlaczego, 400 lat temu (lub dowolna inna liczba) zrobiło jej się smutno? A gdyby powiedziała X zamiast Y w sytuacji Z? Klasyczny scenariusz który szybko przeskoczyła, idąc torem konstruktywności i pragmatyzmu. Co tak naprawdę udało jej się osiągnąć, w dowolnym kontekście? Na ile była pożyteczną jednostką, z perspektywy tych którzy byli po tej samej stronie barykady w danym okresie czasu? Czy gdyby zniknęła, zostałoby po niej cokolwiek użytecznego, niekoniecznie mającego odbicie w "białowłosa kurwa zabiła mi tego i tamtego..."? Wierzcie lub nie, ale gdyby podsunąć jej teraz jakiegoś Nefilim pod nos, nawet nie odwróciłaby głowy. Tak właściwie, jakie podstawy po setkach lat miała, żeby nadal odbijać na kolejnych generacjach (nie mówiąc o niepowiązanych ze sobą w nawet najmniejszym stopniu jednostkach) to, że zabili jej matkę (bo staruszek był nadzwyczaj płodny jak na umarlaka)? Uspokajając, na to, wcześniejsze i niepostawione tutaj pytania znalazła odpowiedzi. Ba, nawet spisała wszystko na kartkę, z zaskakująco moralnym podziałem (i uwzględnieniem wcześniejszych dwóch pryzmatów). Na papierze wszystko łatwiej jest ze sobą zestawić i nic nie umykało zawodnej pamięci. Naprawdę, szkoda cennego czasu na analizę choć jednej kartki z całego zeszytu, lepiej od razu przejść do oczywistego wniosku: byłoby lepiej gdyby po prostu przepadła w niebyt. Prawdę powiedziawszy to nawet chciała być zapomnianą kartą historii, ot wpadka przy romansie która powinna zostać wyeliminowana, tudzież podążyć za kostuchą jeszcze w dzieciństwie. Wtedy przynajmniej jedną pozytywną rzecz dałoby się o niej powiedzieć, "słodką dziewczynkę baba miała, szkoda że umarła".
Usiadła pod ścianą salonu w absolutnej ciemności, mimo że na zewnątrz było jeszcze względnie jasno; wieczór dopiero niemrawo się zaczynał. Na szczęście topografię terenu miała w jednym paluszku i nie obiła tego u nogi o żaden wredny kant, to chyba jedyne co mogłoby zmusić ją do wydania jakiegokolwiek dźwięku o zabarwieniu emocjonalnym. Wyjęła też nóż, a raczej nożyk, ostry niczym skalpel, w sam raz na ludzkie ciało. Największe problemy da się rozwiązać często najprostszą metodą. Sam schemat szarzenia uważała za mało przyjemny - niepotrzebne przedłużanie egzystencji poprzez tortury samej siebie. Jedno cięcie wzdłuż lewej ręki, niezbyt długie gdyż i tak nigdzie jej się nie śpieszyło, powinno wystarczyć. Co jeśli po śmierci ma miejsce reinkarnacja? Może tym razem wyląduje w skórze normalnego człowieka a nie demonicznego pomiota. Nicość? Wtedy wszystko staje się bez znaczenia skoro przestaniemy istnieć. W świecie Aniołów raczej nie wyląduje, a u Lucyfera przynajmniej nie będzie zimno. A może, jakkolwiek to nie zabrzmi to ostatnia iskierka nadziei jaką jeszcze w sobie miała, gdy w końcu zamknie tu oczy i resztka zbędnej krwi z niej wypłynie, to po ich otwarciu będzie... w domu? Ostatnie miejsce, którego kiedyś nie potrafiła docenić, a teraz tęskniła za nim resztkami odruchów serca? Ostoja do której tęskniła i z która wiązały się jej najszczęśliwsze wspomnienia. Tak, dla tej obłudy warto było wykrzesać z siebie ostatnią łezkę. Dlatego skuliła się, oparła głowę o rączki, i czekała na napisy końcowe. Minuta, druga, trzecia... w końcu ta wyczekiwana chwila nadejdzie, w miarę jak z rękawa będzie sączyć się więcej posoki, gdyż sam materiał nie będzie już w stanie jej zaabsorbować.
Więc proszę cię, szanowny intruzie, bądź tak miły i daj jej zdechnąć...
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-03, 19:34   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Podobno… A podobno głupim był ten, kto zbyt szybko rezygnował z woli walki i daru życia. Ile to już razy przerabiałeś co Shi? Raz? Dwa? Po trzecim przestałeś liczyć. W normalnych warunkach prychnąłbyś głośno i bezczelnie na widok podciętych rąk i krwi z nich spływających. Pech chciał, że ostatnimi czasy stałeś się nieco bardziej… sentymentalny. Namiastka empatii nie zawsze pomagała w zrozumieniu – czasem dorabiała większej ilości problemów niż ustawa przewidywała. Czasem… Drugie tyle pozwalała dokładnie przeanalizować – wówczas dochodziło do wyciągnięcia pomocnej ręki i ujęcia jej zamiast szybkiego odcięcia stalą wiecznie nienasyconego ostrza.
O wytropieniu Car i tej przedziwnej kartce czarownik mówić nie chciał – raz, wyniuchanie zapachu „krwi” nie było wielce trudne, na pewno nie tej, której woń znał przeszło kilka setek lat. Chwila skupienia, myśl i nagle oczom ukazuje się portal. Wtem kot robi krok w przód i zaraz ląduje miękko na stopach w pobliżu opuszczonego domostwa. Nie mija sekunda, jak wchodzi do środka – przechodzi przez korytarz, pokój i wchodzi do niby salonu, gdzie spoczywa białowłosa wiedźma.
Nóż na podłodze, krew wyciekająca z ran. Szkarłat pomimo swej szlachetności dziś niestety brzydko kontrastował z bielą jej gładkiej skóry. Przez chwilę złość wyleciała z oczu czarownika, gdy ten podchodząc, uklęknął przed Car i ujął ją pewnie za drobne nadgarstki, tak brzydko oszpecone przez rozciętą tkankę. Przymykając swe oczy, pozwolił energii przenieść się z ciała na drugie, zaleczając nań każde z precyzyjnych nacięć. Zacisk palców świadczył o skupieniu – z każdą sekundą coraz mocniejszy i pewniejszy od poprzedniego.
Shizhi już po chwili stracił rachubę czasu. Pogrążony w dziwnym transie, zatracił się w nim, na moment odłączając świadomość od rzeczywistości. Osłabienie nijak nie poruszyło jego ciałem – drgnęło dopiero w momencie wydechu wezbranego powietrza. Lekkość płuc otworzyła mu oczy – tym ponownie ukazała się ona. Znów złość i irytacja… Nie, nic z tych rzeczy. Nawet jeśli milczał, to doskonale rozumiał białowłosą. Sam niejednokrotnie próbował ze sobą skończyć. Raz, drugi, trzeci… Gdyby nie Morgan, z pewnością nie byłoby go tutaj.
Koreańczyk pomimo zmiany do dziś nie potrafił płynnie w tak zwane „słowa”. Wiele z nich do teraz ciążyło mu na głowie, nijak nie dając się okiełznać. Gesty, zdania, dialogi – czasem było ich po prostu za dużo. Przytłoczony tak nadmierną ich ilością, kociak wycofywał się powoli. Zwiększony dystans pozwalał zebrać myśli i ułożyć ja tak, by mogło swobodnie rozlać się falą po całym ciele. Wtedy mówienie i wyrażanie siebie przychodziło mu… naturalnie.
- Mówiłem Ci… Wyprawa do piekła to zły pomysł. – w słowach i głosie nie było złości, ni nawet jej namiastki. Spokojny i ciepły ton towarzyszył dotykowi dłoni, co czule przeczesywała biel mięciutkich włosów.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-03, 21:24   
   Freya
[Cytuj]

"Głupim był ten, kto zbyt szybko rezygnował z woli walki i daru życia..." Heh, zabawne, bo zdaje się że w przeciągu ostatniego roku zdarzyło jej się użyć takiego argumentu wobec Shi, czyż nie było to w laboratorium bądź spotkaniu które miało miejsce nieco później? Tak wtedy na jego głowę rzucała gromy o trzymaniu się życia... a jednak w ciągotach do śmierci coś było. 603 lata, wystarczająco dużo aby mieć bagaż doświadczeń, który w końcu okazywał się zbyt ciężki. Czy tak właśnie wtedy się czuł jeszcze starszy Czarownik? Widząc jedyne rozwiązanie we własnej śmierci, prędzej czy później?
Nawet nie spojrzała na Shizhiego, nie chciała, a może się po prostu bała? Czego? Najbardziej suchego faktu, nawet się zabić nie potrafiła; powinna ciąć i głębiej i na większej powierzchni, tudzież po prostu wypić truciznę, truchło już by stygło. Z drugiej strony, pewnie niespecjalnie odróżniała się od truposza: blada, chuda, "niewyspana". Niczym sucha gałązka, której przełamanie był kwestią jednego ruchu. Mentalnie? Cóż, tutaj Shi mógł najlepiej ocenić i zestawić z jakimkolwiek względnie podobnym jej wyskokiem przez wszystkie lata ich znajomości.
- Dlaczego...? - w końcu rzekła cicho, niemalże jak z opóźnieniem bo dopiero gdy nastała cisza. Dlaczego w ogóle zmarnował energię żeby połatać rękę komuś takiemu jak ona? Dla śmiecia i wiecznego źródła fochających się problemów? Miał przecież idealną okazję żeby pozbyć się balastu z przeszłości, jedyne co musiał zrobić to... nie angażować się w naturalny bieg wydarzeń.
Dopiero po chwili pokręciła nieznacznie głową, przecząco. Piekło... sam w nim był, więc nie ma potrzeby przytaczania reali. Ale czy faktycznie było ono decydującym aspektem zachowania Car? Gdyby sama miała to ocenić, stając obok tego wszystkiego, zaprzeczyłaby. Nawet nie nazwałaby tego kroplą która była w stanie przelać czarę goryczy. Tych nazbierała wystarczająco wiele i bez pomocy Demonów, a w zasadzie to dzięki pomocy jednego, jej samej.
- Zabij mnie... - wyrzuciła z siebie jeszcze ciszej, w czymś na wzór desperacji. Prawdę powiedziawszy było to ostatnie na co mogła się zdobyć, zanim nie... pęknie? Cała osobowość, jaka by ona nie była, tak pieczołowicie konstruowana przez setki lat, ostatnimi czasy chwiejąca się w posadach, w końcu musiała pójść w diabły. Znacie bajkę o trzech świnkach? W jej przypadku nie trzeba było wysilać się z podmuchem, w zasadzie samo spojrzenie wystarczy żeby, pierwszy raz odkąd żyje, posypała się zupełnie.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-03, 21:57   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

A więc jaki to smak, gdy ktoś częstuje Cię Twym własnym wyrobem z domowego piekarnika. Słodki? Kwaśny? Gorzki? A może nijaki jak błotko z ziemi? Prawdą jest, że swego czasu to właśnie Car kierowała podobne słowa do Shizhi – o wartości życia, chęci walki… Zabawna rzecz, słysząc jak sytuacja zmieniała się diametralnie, stawiając ich na zupełnie przeciwnych biegunach. Teraz to on powinien trzasnąć ją w łeb – krzyknąć, wytknąć i na koniec dopiec popchnięciem ku samozagładzie. Shi mógłby to zrobić z ogromnym naciskiem na słowo „mógł”. Problem polegał na tym, że wzrost empatii skutecznie blokował mordercze zapędy. Złagodzony charakter nakazywał podejść i pomóc – co czynił więc, choć momentami z ogromnym trudem. Naprawdę chciał jej przydzwonić za swoje zachowanie. Hipokrytka jedna i on wcale nie lepszy. Dobrali się jak ogień i woda gotowana.
- Bo w przeciwieństwie do pewnych wróżków masz kapkę więcej oleju w głowie. – rzeczowe pytanie i prosta odpowiedź poprzedzona przeniesieniem ostrza w bezpieczne miejsce poza zasięgiem wzroku białowłosej. Potem wszystko miało pójść z górki – kolejne pogładzenie włosów, policzka i ciepło rozlewającego się dotyku tuż po zamknięciu ciała w klatce bezpiecznych objęć. Shizhi nie wnikał, czym dokładnie była próba Car. Faktycznym zamiarem odebrania sobie życia? Chęcią zdobycia atencji? Rozpaczliwym krzykiem o pomoc? Ojcem nasz czarownik był raczej marnym, przyjacielem może troszkę lepszym. Jeśli nie jako opiekun, to właśnie ten drugi, chciał podarować wiedźmie odrobinę wsparcia. Chyba czas najwyższy na zmianę co wiedźminko? Nici Waszych rodzinnych koligacji już dawno przestały mieć na znaczeniu. Nadeszła pora, aby ustalić nowe granice i zasady – nowe ciepełko, do którego oboje tak chętnie lgnęliście. Okazja na dyskusję o morderstwie jeszcze przyjdzie. Już lepiej było zginąć w chwalebnej walce z wywerną niż w niekończącej się agonii podcięcia żył w samotności. Strasznie kiepska sprawa mówię Wam.
- Nie. – jeżeli Car chciała o coś prosić Shi, to śmiało. Zrobiłby dla niej wiele – no może prócz zjedzenia pizzy z ananasem i rodzynkami. A prócz tego? Bezwzględne, niezaprzeczalne i dożywotnie przekreślenie dokonania wyroku. Jeśli faktycznie pragnęła odejść to w porządku – będzie tym, który ukróci nici jej życia. To jednak nie nadejdzie dziś, ani jutro, ani nawet pojutrze. Matka Śmierć najlepiej wiedziała, kiedy, gdzie i kogo wysłać po kolejną duszę do przeprowadzenia. Dziś czas wiedźminki jeszcze nie nadszedł.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-05, 10:14   
   Freya
[Cytuj]

Kiedy właśnie własne lekarstwo posmakowałoby jej najlepiej, a na pewno umotywowało do skuteczniejszego działania, gdy w końcu Shizhi zniknąłby z radaru. I, przy okazji, tu tkwiła zasadnicza różnica, on miał co najmniej trzy podejścia, a w jej przypadku było to pierwsze, choć czy równie spieprzone jak u Czarownika? Zapamiętać, żadnej znajomości z duszyczką typu Morgana, niech jej ziemia lekką będzie a zabójców biesy w piekle jebią po wsze czasy. Jak mawiał skryba, "I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie"...
Atencja? W pewnym kontekście tak, choć nigdy nie była wylewna jeśli szło o swój domowy, ten jeden jedyny konkretny, adres. Może gdyby takiego Shi zaprosiła do siebie na termin... powiedzmy, za dwa dni, gdy już byłaby definitywnie po tamtej stronie, tak aby majątku państwo nie rozkradło (lub ktoś inny; mniejszy złodziejaszek) i trup za bardzo w nos nie kuł? Pierwszy i trzeci? Już bardziej, ze zdecydowaną przewagą procentową tego pierwszego. Z kolei przegrywający w tych wyborach; powód... cóż, myślę że Czarownik powinien go odczytać całkiem nieźle, zwłaszcza skoro z marudzącego mruka stał się chichrającym pod noskiem mruczkiem.
Wiedźminka zmusiła się do nadludzkiego wręcz dzisiaj wysiłku, popychając własne ciało tak aby padło mniej więcej na Tygrysie, o ile po znalezieniu się w jego objęciach takie zjawisko mogło mieć miejsce w spisie możliwych do wykonania czynności. Niczego nie mówiła, jedynie wcisnęła twarz w materiał jego ubioru, heh znając życie to pewnie szaty, i tak tkwiła. Minuta, dwie, pięć, kwadrans, pół godziny, godzina... naprawdę, rachuba czasu białowłosej nie istniała. Co za to było odczuwalne dla mężczyzny to fakt, że miejsce to robiło się całkiem wilgotne, od łez które zamiast krzyków lub innych równie irracjonalnych zachowań, wyrzucało z siebie wszystko co spoczywało na barkach Car, odkładając się przez lata.
Redefinicja ich relacji? Będzie musiała chwilę poczekać, gdyż na końcu tego procesu, białowłosa albo... zasnęła albo straciła przytomność, bo fizyczny aspekt jej jestestwa był po prostu wyczerpany i musiał doprosić się regeneracji w bardziej forsowny sposób. W skrócie, Czarownik miał w swoich rączkach kruszynkę, która po obudzeniu się powinna być elastyczna niczym plastelina... A przynajmniej mniej "Carełkowata" niż zwykle.

PS. Śmierć w walce z wiwerną to pogarda, ale ze smokiem!
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-05, 10:30   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

A tu dla urozmaicenia malutka różnica – otóż preferowane szaty kociaczek zastąpił czymś bardziej przystępnym i współczesnym jak na obecne lata przystało. W związku z powyższym wilgoć wsiąkała nie w szatę, lecz tkaninę bluzy, pod którą nasz czarownik miał zwykła koszulkę z nadruczkiem.
O domysłach opowiemy potem – teraz mruczuś musiał zająć się pewną… Khem, kruszyną. A niech płacze sobie w najlepsze, czasem warto było wyrzucić z siebie syf – wiem, co mówię, kociak zresztą też. Do teraz pamiętał scenę z hotelu, w której sam w końcu pękł. Z kolei ilość zabójstw? Trzykrotne podejście i pudło godne polskiej reprezentacji piłki nożnej, choć w tym przypadku to nawet lepiej. Swoją przybraną „mateczką” Morgan nie był, w słowa i emocje niezbyt potrafił, jednakże mógł podarować wiedźmince odrobinę wsparcia. Stąd też trwał z nią w milusiej pozycji, dzielącej jedno ciepło z drugim. Gdy białowłosa zasnęła, czarownikowi nie pozostało nic innego, jak ostrożnie ująć ciało śniącej i przenieść je ostrożnie do najbliższego pokoju – salonu, pokoju, jak zwał, tak zwał – gdziekolwiek, gdzie znajdowałaby się wygodna kanapa lub łóżko.
Ciche kroki stanowiły jedyne świadectwo obecności ktosia tutaj. Potem znów zapadła cisza przerwana krótkim szelestem koca . Tak, Shizhi specjalnie nakrył ciało Car, by przypadkiem nie zmarzła. Sam zaś usiadł obok, układając jej głowę na swoich udach i gładząc ręką pukle białych włosów. Potrzebowała odpoczynku, a jemu nigdzie się nie spieszyło. Niech choć raz wyśpi się porządnie, a potem… Czas pokaże na jaką stopę relacji wejdą tym razem. Jedno było pewne – Shizhi nie przeleje nań już swego gniewu. I chociaż córeczki również w niej raczej nie ujrzy, to może przyjaciółkę? To również byłoby dobre rozwiązanie. Zresztą… Jak to jest mieć przyjaciół?
Czarownik nie zwykł mówić o sobie zbyt wiele – praktycznie tyle co nic. Nawet jeśli dzisiejsze spotkanie obracało się wokół dramy, to poczuł w sercu dziwny spokój, jakby stał się dla kogoś…. Potrzebny. Skoro Nina odnalazła towarzystwo, to po co miałby zawracać jej głowę? Dla Car również się ktoś znajdzie, a wtedy będzie mógł ponownie zanurzyć się w mroku. Niby tego nie chciał – niby pragnął szczęścia, lecz wszyscy wiemy jak to jest. Niektórym to szczęście po prostu nie było pisane. Shizhi już zawsze będzie w pewien sposób upośledzony. Swojej ułomności nie wyleczy, może jedynie ją uciszać i cieszyć się z każdej chwili spędzonej tutaj na ziemi.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-05, 21:42   
   Freya
[Cytuj]

Szata, bluza, nie miało to znaczenia, bo i jedno i drugie było podatne na zamoczenie cudzymi łzami, ewentualnie krwią ale to nie w tym scenariuszu. Car nawet nie zwróciła, uwagi na zmianę w garderobie Shi, chwilowo stanowiło to naprawdę nic nie znaczący detal. Brak słów? jej to wystarczyło, naprawdę. Ktoś bliski, niezależnie od definicji, w którego mogła się wtulić i w spokoju wydobyć wszystko to co leżało na sercu, w równie dyskretnej formie. Heh, nic dziwnego, że łzy mają słony smak... statystycznie jaką przewagę mają rzeczy złe od dobrych, przy okazji których zaczynają się pojawiać?
Jako iż byli w salonie, najbliżej było na kanapę, choć tej drogi nie była już świadoma, ani układy w jakim znajdowali się na tymże wygodnym meblu. Spała długo, jak na swoje standardy... 14 godzin? 15? Trudno powiedzieć kiedy się "położyli", ale teraz dochodziła dziesiąta rano. Tik-tak, tik-tak, tik-tak... nie tykał żaden zegar. Cisza, zupełna cisza, niczym w grobowcu, tudzież odpowiednio przygotowanej pracowni czarownika. Żadnych zrzucających z półki mikstur demonicznych kocurów lub drapiących na amen mebli ogarów. Ani jednego truposza, który nawet gdyby pełnił pożyteczną funkcję sprzątacza, pewnie hałasowałby swoimi kosteczkami i nie do końca zgrabnymi ruchami. Święty spokój, dwójka fioletów, i uśpione zabezpieczenia...
... ostatni złodziej skończył jako karma dla bezdomnych psów. Choćby zrobiono z niej aniołka (przysłowiowo ofc!) to standardów "kłódek" nie zaniży!
Nim otworzyła oczka, coś jej nie pasowało, ani ściana ani podłoga nie była tak miękka, a już tym bardziej daleko jej do czegoś spodniopodobnego. Lekkie poruszenie łepkiem, zmrużenie oczu, i dopiero wtedy wydarzenia minionego wieczora zaczęły lądować w rzutniku ulokowanym w łepku. Prawdę powiedziawszy to było jej wstyd, nie z tego co zamierzała, ale dlatego że złapano ją na tym na gorącym uczynku, w dodatku tym kimś był konkretny Koreańczyk.
- Przepraszam... - rzekła, powoli i nieco niezgrabnie przechodząc z pozycji leżącej na siedzącą i spuszczając łepek w dół. "Potrzebny"... heh, może tego i jej brakowało? Bycie w teamie tych złych miało szereg zalet, zwłaszcza stroje, ale i zasadniczą wadę... neutralność to zwykle największa forma teamworku. I z ciapkę innej perspektywy, jak często jeden drugiemu wbijał ostatecznie nóż w plecy? Nieco paranoiczne grono... ale na krótszą metę i tak polecam. Ciekawe jak to jest być kimś... może nie normalnym, to niewykonalne bądźmy szczerzy, ale normalniejszy,?
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-06, 18:48   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Długie godziny w końcu zebrały żniwo. Powieki opadły wolno na oczy, przysłaniajac je. Czarownik zasnął w trakcie czuwania chociaż nie, sen to nieadekwatne slowo. Bardziej od snu pasowało tamto czuwanie. Kot owszem chwilowo zamarl, jednak gotów był się obudzić w każdej chwili. Drgnal gdy tylko poczuł ruch. Slepia szeroko rozwarte jak u typowego drapieżnika. Tylko koc znajomego głosu i zapachu zdołały rozluźnić mocno napięte mięśnie ciała.
- Dlaczego to zrobiłaś-nie było krzyku, złości ani rozczarowania. Spokojnie i trochę dziecinnie w swym jestesrwie zadał najprostsze i chyba jedno z najtrudniejszych pytań... Dlaczego... Dlaczego to zrobiła, dlaczego pękła... Dlaczego chciała go zostawić?
W ich relacji kotlilo się wiele niedomówień. Chyba nadszedł czas aby je wszystkie przeanalizować. Jeżeli czarownik faktycznie czegoś się bał to samotności. Dziś lub wczoraj jeśli spojrzeć na czas, po raz kolejny oblal go zimnu pot i strach związany z niepewnością. Naprawdę nie chciał być sam ani bez którejkolwiek z dusz, która zaistniała w jego popieprzonym życiu. I nawet jeśli nigdy nie mówił tego wprost, to każdego chyba lubił na tylko sobie znany dziwaczny sposób. No więc... Dlaczego?
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-09, 19:53   
   Freya
[Cytuj]

Od zarania dziejów wszyscy dążą do znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Czy istnieje życie po śmierci? Co skrywa galaktyka i na ile możliwym jest, iż nie jesteśmy w niej sami? Jakim sposobem zrozumieć i zdobyć kobietę xyz? Co z tą Troją, isntiała czy jest jedynie mitem? Gdzie podział się złoty pociąg i dlaczego nie dotarł do Szwajcarii? Tego typu rzeczy, na które mniej lub bardziej udaje się coś znaleźć, jeśli nie pełnoprawne rozwiązanie, to przynajmniej teorię bądź też półśrodek. Za to najprostsze zagadnienia? Dlaczego nie spytasz xyz, czy chce iść z tobą na dyskotekę? Co chcesz robić po liceum/studiach? Co jutro na obiad? Dlaczego podcięłaś sobie żyłę? Paradoksalnie, problem jest większy, nawet jeśli rozwiązanie jest przed samym nosem. Prawdę mówiąc... heh, no właśnie, ta słynna "prawda" zazwyczaj boli; uderza w czuły punkt.
- Bezcelowość egzystencji i brak jakiegokolwiek celu w życiu, tudzież idei napędzającej do działania? Zmęczenie? - Pierwsze brzmi raczej prosto i nie wymaga komentarza. Z kolei drugie... bądźmy szczerzy, niewielu jest czarowników mających ponad pięćsetkę na karku. Doświadczenia z łączną długością życia kilku pokoleń, spektakularne wzloty i jeszcze boleśniejsze upadki... mnogość doświadczeń życiowych takich reliktów jest olbrzymia. - Znużenie? - Nawet najbardziej wykwintna potrawa, przygotowana przez arcymistrza, za setnym razem będzie "mdła". Starość nie radość i stosunkowo niewiele jest rzeczy wartych zrobienia, odczucia i tutaj proszę wstawić jeszcze kilka synonimów tych słów. Kto wie, może zadziałałby tutaj mem Schopenhauera, "rozczarowanie rośnie w miarę istnienia"? Nie zawsze otaczającą rzeczywistością ale i samą sobą. - Samotność przy posiadania krewnych i ponad siedmiu i pół miliarda samych ludzi na planecie? Nie jestem w stanie powiedzieć ci niczego czego sam byś zapewne już nie przerobił. - zakończyła w końcu odpowiedź godną prawdziwego Yina, po przełożeniu go na europejski standard. Jakież to musiało być fałszywe, wymienienie kilku czynników bez ichniejszego stopniowania, i niechaj "nauczyciel" domyśla się, która odpowiedź miała największą wartość. Niemniej wszystkie były poprawne. Gdyby Car miała powiedzieć wprost, wystarczyłyby dwa słowa: wypaliła się.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-09, 20:56   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Czy było życie po śmierci - a czy cukier zawsze musiał być słodki? Okrutne gdybanie zżerające większość naszego życia i po co? Dla marnych kilku słów? Ha! Dobre sobie! Nawet jeśli oboje dysponowali czasem, to czas ten należało dobrze spożytkować. I faktycznie w słowach Caranthir nie było nic, czego Shizhi sam by nie przerobił. Ktoś kiedyś również zapytał go - dlaczego. Chłopak przez dłuższą chwilę milczał, bo i on nie potrafił w pełni odpowiedzieć na to jakże łatwe i kurewsko trudne pytanie. Minut pięć, dziesięć czy piętnaście - osoba czekająca na wyznanie nigdy go nie otrzymała, choć może to i lepiej?
Taka Morgan dla przykładu. Czarownik do dziś pamiętał jej spojrzenie i dłoń, która chętnie zdzierała go po łbie przy każdej próbie ponownego odebrania sobie życia. Oj uwierzcie, że początki ten znajomości były chusteczkowe - niesforny chłopiec nie słuchał, a wróżka nie szczędziła na karach. Na szczęście miała ogromne pokłady cierpliwości. To właśnie za jej sprawą nieokiełznane kocię w końcu położyło po sobie uszy. Mała przemiana, a cieszy - na pewno przyczyniła się do mocnej poprawy i zaciśnięcia relacji. Był to o tyle ważny moment, gdyż to dzięki niemu Shizhi zrozumiał, jak ważnym sojusznikiem... Nie, jak ważną osobą była wróżka w jego życiu. Rok za rokiem otwierał się przed nią coraz bardziej, aż nagle... Po raz pierwszy od wielu lat, z ust czarownika uciekło magiczne słowo - mama...
- Każdy przez to przechodził. To ponoć kryzys wieku średniego. - marne to pocieszenie. Oh? Wróć... Z owego pocieszenia raczej nici, gdyż nie o nie tutaj chodziło. Nie doszukujcie się Wy, tak zwani czytelnicy ckliwych słów czy delikatnego głaskania po głowie. Oboje nie byli zbyt wylewni - no na pewno on. Swój chłód Shizhi obalał w inny sposób - wsparciem. Nawet jeśli nie słynął ze sprzedaży licznych przytulasków, to był tutaj teraz tylko dla niej - był, aby w każdej chwili sprzedać jej solidnego kopa w rzyć, a potem ugłaskać, aby nigdy więcej nie pieprzyła głupstw.
- Samotność od zawsze była nam towarzyszką - Ty i ja wiemy o tym najlepiej - My i wielu innych przed nami, praktycznie każda długowieczna istota. Wiesz, co chroniło takich jak my przed zgubą? Nowy cel... Nie myślałaś, że to czas najwyższy, by zakopać wszelkie wojenne topory? Nienawiść i żal są jak jad, wyniszczają Cię od środka, aż w końcu nie masz siły na dalszą walkę z nimi. Znajdź sobie nowy cel Car, coś, co zatrzyma Cię na tym świecie odrobinę dłużej. To jeszcze nie jest Twój czas. - wypaleniu ulegał każdy - wiedźminka, on, oni... Nawet te krótkowieczne ludziki potrafiły wpaść w dołek. Nie sztuką było dać się zdeptać - sztuką była umiejętność podniesienia się i oddania temu komuś tak, by poleciał na sam kraniec świata i jeszcze dalej. Shizhi wierzył w Car, wiedział, że białowłosa tak łatwo sie nie podda.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-11, 20:11   
   Freya
[Cytuj]

Doszukiwanie się logiki w cudzym zachowaniu, irracjonalnym w świetle znajomości czy charakteru podmiotu, nie miało sensu... bo jak wyjaśnić taką anomalię? Chwilą słabości? Błędem w logice? Może efektem zabaw czarną magią przez osobę trzecią? Naprawdę, nie warto, to tylko zabiera cenny czas. Właśnie, "czas", ona miała go pod dostatkiem, potencjalną wieczność, choć zapewne (i na szczęście) jej los miał konkretną datę końcową, jedynie nieujawnioną osobniczce której podlegał. Za to Shi? Zaprzedał swą długowieczność i jego czas upływał, więc na pewnym etapie życia, zdecydowanie nie datowanym na ten poranek, pewnie chciałby uporządkować wszelkie sprawy, w tym i kłopotliwie białowłose kłębuszątko. Niegdyś sama uważała się za szczęściarę: setka, dwie, trzy, cztery... ale czyż nie stawało się to mieczem obosiecznym? Ludzie przychodzą i odchodzą, a ty? Zostajesz... tracisz tych do których się przywiązujesz... marniejesz. Nawet nie wiedziała czemu akurat to przyszło jej na myśl, ale tak prawdę mówiąc, w tej chwili nieco mu zazdrościła.
Swoją drogą, czy kiedykolwiek wymsknęło się z jej ust słówko "tato", odkąd trafiła po opiekuńczą, na swój sposób, tygrysią łapkę? Choćby próbowała przypomnieć sobie tak usilnie, aż żyły wręcz przebijałyby skórę, to nie byłaby w stanie...
... bo jak pamiętać coś co wydobyło się z ust w trakcie snu, gdy "traciła" nad sobą kontrolę, i obiektem decyzyjnym stawało się serduszko a nie mózg. Pozostawała też kwestia interpretacji tego słówka, ale to długa historia, i teraźniejszość wymagająca korekty.
- Dopiero od niedawna mogą mi sprzedać legalnie alkohol - odparła, beznamiętnie, ale już z odgórnym ukierunkowaniem na ironię. Czyżby w przypadku stworzenia zwanego Ericą był to dobry znak? Ileż to czasu minęło odkąd użyła, nawet w myślach, prawdziwego imienia, nadanego tuż po narodzinach... - Nie śpieszno mi na kolejną krucjatę - odparła, poniekąd na drugą kwestię. Do tłuczenia się z Nefilimami nie było jej teraz śpieszno, a i pewnie w dalszej perspektywie czasowej nie odczuwałaby jakiegoś specjalnego zapału. To akurat nie było kwestią wypalenia czy braku zapału a bezsensownością tejże czynności, przynajmniej jako agresorka. W obronie własnej bądź, mocno sytuacyjnie ale niech będzie, cudzej to co innego. Heh, czyżby od samoizolacji miał poprawić jej się kręgosłup moralny? A raczej nieco naprostować, względem cech które większość uznaje za "dobre"? Nie żeby zaraz stała się paladynką, ot parę korekt.
- Gdy cały twój żywot składa się z dwóch pudeł, a obecne liczone jest w zdecydowanej większości egzystencji, uchwycenie trzeciego jest trudne. Nie potrafię jej dostrzec, nawet gdyby leżała przed samym nosem... Chociaż, tak właściwie, czego w ogóle chcę? - odparła, zaś ostatnie pytanie rzuciła bardziej do siebie. Była niczym strajkująca, choć z jedną cechą która wyróżniała ją na tle reszty, świadomością braku koncepcji samych zmian. Może odpowiedź przyjdzie z czasem. Oby. Jak to mówią, małymi kroczkami do celu...
- Co będzie między nami? Wiem że żaden happy end na drodze romansu nie wchodzi w grę, kwestia rozbieżności i gustu. - Pokrętne to zdanie ale skoro wolał pewnego aniołka, w zasadzie emerytowanego zanim przepracował lata na rzecz ZUS'u, to nie miała zamiaru pisać donosu do tejże instytucji o takim zjawisku. Czyż ta równie wymijająca odpowiedź nie miała jasnej interpretacji? - A, prawdę powiedziawszy, relacja przybrany ojciec - przybrana córka chyba również niekoniecznie wychodziła, może odliczając pierwsze dziesięciolecia - dodała, choć nawet gdy była małym szkrabem, to nazwanie Car i Shi pełnoprawną rodziną i tak pewnie zakrawało o czarną komedię.
Więc, kim właściwie dla siebie byliście...
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-13, 20:35   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Znajdź sens istnienia – nie powiedział nigdy żaden czarownik i czarownica z przekreśleniem tych, którzy jednak te słowa ośmielili się zacytować. Kociaczek do owej grupy nie należał – nie mówił, nie pisał i nie rzucał radami na lewo nie prawo – w zasadzie nie robił nic. Spytamy, z ręką na nieistniejącym sercu zepchnąłby Car z jej piedestału, samemu go zajmując. Shizhi aż za dobrze wiedział jak to jest – żyć i zdychać jednocześnie – trwać w stagnacji i zawieszeniu pomiędzy dwoma koszmarami z trzecim tuż nad głową. Wyprawa do nieba? Piekła? Panie! Oba dawno przereklamowane – wolimy do Sopotu! Czas nie grał na korzyść czarownika – nie wczoraj, przedwczoraj i nie setki lat temu. Potem nagle stało się coś dziwnego – ta sama siła z tylko sobie znanych powodów postanowiła zmienić nastawienie i z ostatniej kurwy przejść w tryb najlepszego przyjaciela. Paradoksalnie to, co niszczyło czarownika od środka, po oddaniu nadmiaru stało się jego najwierniejszym sojusznikiem. Może jednak śmiertelność nie była taka zła? W końcu czym tak naprawdę różnili się od ludzi? Mocą? Wiedzą? Hah… Dzieliła ich jedynie przepaść i głupia butność ciasno owinięta wokół durnego przekonania o własnej wyższości związanej z nieśmiertelnością. Gdyby spytać Shiziego raz jeszcze, to rzekłby iż nie mistrzem był ten, który zdołał opanować wszystkie sztuki magiczne, lecz ten, który postanowił zrezygnować ze sztucznego przedłużania swojego życia. Na co komu ono, skoro wokół umierali inni? To tylko napędzało okrutną machinę jestestwa ciągnącego wóz ku nieuchronnemu przeznaczeniu. Czasem warto było przeżyć coś raz a dobrze, niż nie przeżyć tego w ogóle. W oczach czarownika oddanie nieśmiertelności było niską ceną za uzyskane szczęście. Gdyby musiał, zrobiłby to raz jeszcze.
- No to nigdzie się nie spiesz… - rzucił beznamiętnie, przy czym o wiele chętniej poprawił się na sofie po uprzednim ułożeniu białej główki na swoich kolankach. Niech ma dziewczyna coś z życia. Jak raz Shi pokusi się o dobrowolne czułostki, to głowa z korony mu nie spadnie – nie żeby ją w ogóle miał.
- Czego chcesz? Czegoś ciekawego może? Coś Ci powiem… Dla wielu z nam podobnych to istna głupota, dla mnie jednak prawdziwa szansa. Oddanie długowieczności ma swoje plusy. Przestajesz być nadętym bufonem z morderczymi zapędami, szczególnie przy zebraniach. Zaczynasz dostrzegasz maleńkie detale – płatki kwiatów i listki na łodygach, zieleń trawy lub błękit nieba, gdy nie ma smogu… Nagle obserwacja ludzi i otoczenia wokół wypełnia Cię energią. Chce Ci się żyć i robić wszystko to, na co nie miałaś ochoty nawet pomimo posiadania czasu. I chociaż Twój czas jest skrócony, to zaczynasz go doceniać i dobrze użytkować. To dobra cena… - dla niektórych Shizhi uchodził za samoluba – on za takiego się nie uważał. Może nie dziś, nie jutro i nie za tydzień – za kilka miesięcy tudzież lat Car z pewnością zrozumie jego słowa. Nie wszystko piękne, co się świeci – nie zawsze też żywot musiał być liczyć się w setkach lat. Myślicie, że dlaczego Ci źli z FMA zazdrościli tym słabszym? Bo potrafili czuć, cieszyć się i smucić – ogółem korzystać z daru życia. Jasne, czasem było chujowe i wielu miało ochotę je sobie odebrać, ale hej! Lepiej sobie ponarzekać niż wiecznie siedzieć rozwalonym na sofie.
- Nie wiem. – rzekł Shi ze wzruszeniem ramion.
- Nie każdy happy end kończy się romansem. Może po prostu pozwólmy relacji rozwinąć się samej? – czy tak nie byłoby najlepiej? Zero ustaleń, zero oczekiwań – zamiast wymuszeń, żali i rozczarowań, wszystko przyszłoby… Naturalnie.
O byciu ojcem i córką lepiej nie mówić. Shizhi choć wciąż poddawał się zmianie, nie był i nigdy nie będzie wzorowym ojcem.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-13, 22:45   
   Freya
[Cytuj]

Ależ Car nigdzie się nie śpieszyła, tutaj można wstawić ponownie wykład o posiadanym czasie, oraz drugi o braku większego celu... więc po co marnować paliwo skoro akcyza jest w kurwę (za wyrażenie nie przepraszam) wysoka? Podchodząc do wszystkiego taktyczniej, tudzież flegmatyczniej, mogła korzystać z dobrodziejstw prowizorycznej poduszki, z której raczyła skorzystać. Heh, śmiechem żartem, to chyba pierwsza chwila na linii Szwedka - Koreańczyk, niebędąca poniżej neutralnej w tym roku i może top10 w słodko-gorzkich chwilach w ogóle?
Na następne słowa, lub jak kto woli, monolog, nic nie odparła. Ot cisza połączona z delikatną konwersją słów. Userka nie zna FMA, więc podejdzie do tematu również od strony raczej Shi nieznanej... jak to spytał Marian Bońka ze Służb Specjalnych, "kto was kurwa pomalował?" Niespecjalnie pamięta aby przejmowała się czymś przyziemnym ostatnimi czasy, liczonymi w miesiącach, jeśli nie latach. Może coś w tym jest? A nawet jeśli nie... to czy odkrywanie tego staniu rzeczy nie stanowi jakiegoś zajęcia? Nie każda pogoń za króliczkiem musi być nieudana, jeśli nie uda się go złapać... czasem większą przyjemność stanowi sama gonitwa.
- Ale takie zwykle cieszą najbardziej - odparła, choć w tym wypadku nawet nie brała tego pod uwagę. Z czystej wredności operatorki klawiatury, to co by wypisała przyprawiłoby biednego Shi o zawał serca i skręt kiszek! - Choć improwizacja, w jakimkolwiek kierunku by się nie potoczyło, jest chyba lepsza niż planowanie bez odpowiedniego zwiadu... - Innymi słowy, ustalić jedno, a jak wyjdzie każdy wie, inaczej niż na papierze.
- Czy kiedykolwiek robiliśmy cokolwiek niepowiązanego z magią lub czymś, jak by to ująć, mało przyjemnym osobom trzeci, tudzież roboczym? - W końcu spytała, nawiązując do wcześniejszego myślenia. Trybiki w łepku tak jej pracowały... że chyba będzie musiała wziąć prysznic. Nie, proszę jednego z drugim nie wiązać, to po prostu nagłe olśnienie. I spokojna głowa, bez udziału Shi, jedynie by jej przeszkadzał i marnował cenny szampon. - Jadłeś kiedykolwiek włoską pizzę... albo jakiś film, tudzież serial...? - Gramatycznie i logicznie pewnie woła to o pomstę do nieba, ale docelowo miało być propozycją spędzenia wolnego czasu wspólnie, ot na takich drobiażdżkach na które zwykle żaden staroć nie zwróci uwagi. Bo wiecie, są na tym świecie rzeczy lepsze niż kakałko...
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Ji-Yeong

717 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Wysłany: 2019-04-13, 23:20   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Małymi kroczkami podbijesz świat – bylebyś tylko nie zapomniał o sandałach, bo jednak popierdalanie po kamieniach boso ala Cejrowski wcale nie uchodziło za wielce przyjemne w skutkach. I przy okazji dobrze, że czyjeś trybiki zaczęły pracować, bo te kocie powolutku się wyłączały. Niepotrzebne do główkowania, nie miały powodu, aby dłużej zapierdalać jak typowy Polak za najmniejszą krajową. Ostatnimi czasy Shizhi umiłował błogie lenistwo. To tak zwane nic nierobienie miało mnóstwo zalet.
- Hm.. Mówisz o leżeniu na sofie i oglądaniu seriali? Ostatnio odkryłem Netflixa. Spędzanie całych dni przed TV ma swoje zalety, o ile masz zapas coli i innych łakoci o niekoniecznie zdrowym działaniu na całokształt. Potem trochę bieda, bo trzeba pobiegać, ale w gruncie rzeczy to…. Nie, nie mieliśmy zbyt wielu okazji. – miejmy nadzieję, że Car nie chodziło o innego typu czynności jak torturowanie, tudzież eksperymentowanie na ofiarach. Ten etap swojego życia czarownik zamknął na dobre, trochę jak nasz szefo minionków. Prędzej otworzy linię produkcyjną żelków niż ponownie odda się w sidła czynienia zła.
- Pizza tylko domowa i bez dodatków w postaci ananasa, to profanacja. – jak widać wakacje dobrze zrobiły kocurkowi. Mówiąc wprost – ostatnimi czasy nasz skośny spędzał mnóstwo chwil na prowadzeniu tak zwanego typowego, nudnego ludzkiego życia i wiecie co? Bardzo mu się spodobało. Poranne wstawanie, świeża kawa i herbata dla tych bardziej wybrednych, ciepłe tosty z dżemem lub naleśniki domowej roboty z dodatkiem słodkiego syropu. Żyć i nie umierać, nawet przez tragiczną gramatykę. Typowo Kowalskie sprawy wbrew pozorom również potrafiły przynieść wiele radości. Może właśnie dlatego kociak tak chętnie się im oddawał – ostatnio nawet wzbogacił o dodanie do menu kilku ciekawych hobby w tym zabawy w ogrodnika.
_________________

Dusza usiłowała się oderwać od obumarłego ciała. Był to długi proces, zupełnie jakby jakaś membrana uwikłana w błocie usiłowała pochwycić podmuch wiatru, który by ją wyzwolił.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Caranthir


Caranthir

603 (18)

Czarownik

???

Wiedźminka


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them

Wysłany: 2019-04-15, 21:18   
   Freya
[Cytuj]

A Pan Wojciech już nie raz mówił, mu takie bose tuptanie nie przeszkadza, skórę na stopach ma twardą i w marszu zaprawioną. Co innego taka przechadzka w EU, tutaj zaraz się doczepią i kto wie czy mandatu za taką ekstrawagancję nie wlepią? Bo jak to tak, BOSO PRZEZ ŚWIAT!?! Błogie lenistwo? Dobre sobie, szekli to nie nada, i tylko powoduje efekt kuli śniegowej w obowiązkach... Chwila relaksu jest fajna, ale jeśli po niej trzeba sprzątać nie jeden a dwa pokoje? Tak średnio... bo zazwyczaj kończy się na machnięciu całego mieszkania na raz.
- Netflix? Rozwijasz się, ale niewystarczająco... Zatoka Piratów aka The Pirate Bay, większość rzeczy których potrzebujesz, darmo, wystarczy zainstalować jeden zmyślny programik do pobierania torrentów. Odradzam jedynie polskie produkcje, zaskakująco często można mieć wizytację po komputerek, ale żeby służbom udało się go zabrać Podziemnym to nie słyszałam. Niemniej prawnie jest to nielegalne... chyba coś z kradzieżą własności intelektualnej, ale mogę się mylić - pieściła żyda dobrociami i oszczędnością! Nieskromnie powie, iż zna kogoś, kto spiracił pierwszy odcinek ósmego sezonu Gry o Tron w full hd... ale dla formalności, godności i innych danych tej jednostki userka już nie pamięta. - I co takiego tam odkryłeś... Wikingów? Grę o Trony? I nawiasem, książki są lepsze... I czy masz już kupiony bilet do kina na Avengers: Endgame? - Jak to jest, Kotku, gdy twoja obiektywnie-rzecz-biorąc-też-stara cór... osobna płci carełkowskiej jest zaawansowana w tajnikach "nowoczesności"? I ciche pytanie... ale wiesz że konie mechaniczne nie są konwertowanymi prawdziwymi rumakami na format silnikowy?
- A może rodzynki do tego? - spytała ironicznie, podnosząc się z kanapy. - Kuchnia jest w tamtą stronę i powinny ostać się jeszcze zdatne do użycia przy pizzy składniki... Wezmę prysznic, wskoczę w coś świeższego i tam cię złapię - ... może już ciasto wygniecie? Car nigdy tego nie lubiła, niby w końcu nabierało konsystencji piersi, ale zanim to się stanie, i pomyć miski... nah.

I darujmy sobie szukanie fotki kuchni, ot nowoczesne miejsce i niezbędny przy przygodach kulinarnych (w tym i zabawy w Gordona Ramsaya) się tam znajduje. A sama wiedźma... kwadrans i już się tam zjawi, czyściutka i pachnąca, a do tego w szarym dresiwie i białym podkoszulku.

- A więc jak tam progres? - spytała, po doprowadzeniu się błyskawicznie (poza włoskami ale ten proces byłby dłuuuuuuugi, sam Shi pewnie wie bo ma fryza w dobrym stanie) do porządku i dosłownym wróceniu z martwych. I szczerze? Zrobiła się głodna, aż w brzuszku zaburczało. I zabrała się do robienia czegoś pożytecznego... Bawił się ciastem? To sięgnie po ser co by go potarkować, tudzież składniki tj. szynka, pieczarki, cebulka... pokroić trzeba no! Eleganckie plasterki, niczym przy ofierze do powolnych tortur albo już zwłokach do poćwiartowania i skrycia tego niecnego występku. - Poczyniłeś jakieś kulinarne odkrycia po zmianie na ludzki tryb życia?
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8