Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Dzieci słodko spały, kiedy Shantae siedziała przed laptopem i przeglądała oferty z tutejszych sklepów, oglądała seriale. Dostała powiadomienie na telefon, aż oczy jej się zaświeciły na samą myśl. Czas grał rolę, był istotnym czynnikiem, a ona musiała załatwić tą sprawę niecierpiącą zwłoki. James był w pracy, Finlay siedział z Margaret, zanim dziadek dokulałby się z Instytutu minęłyby wieki, a wtedy sprawa mogłaby ulec przedawnieniu. Jayden. Był jej cholernym parabatai, wiedział, że jego siostra będąca w potrzebie jest najważniejsza, więc dostał szybką wiadomość sms. Zjawił się bardzo, bardzo szybko.
Wyjaśniła mu wszystko, bo kiedy przyszedł dzieci jeszcze spały, cała trójeczka. Theodor, Claire i Alexander. Nie mogła czekać, więc wypluła potok słów w przejściu, a potem drzwi trzasnęły, zanim Jayden zdążyłby chociażby otworzyć usta, żeby zadać jej pytanie. Był Nefilim, poradzi sobie, poza tym… sam twierdził, że to wcale nie jest wielkie wyzwanie i nie trzeba się przy tym nagimnastykować. Teraz miał złote trio tylko dla siebie. Może nie wszystkie były złote, bo Theo miał czarne włosy jak jego mamusia. Z rys twarzy był Verlackiem z krwi i kości, nie można było zaprzeczyć. Claire miała delikatniejszą urodę, ale efektem pewnie były jej blond włoski, całkiem sporej długości. No i najmniejszy z towarzystwa, Alexander, który kolor włosów odziedziczył po Finlay’u, ale spoglądał na nich zielonymi oczami, takimi jak miała Margaret.
Wyszła z domu i wróciła po półtorej godzinie, z wypiekami na twarzy i wielką torbą pod ręką.
- Mam! – krzyknęła radośnie. Oszacowała, że dzieci już nie śpią, więc może się wydzierać ile chce. Chwilę później znalazła się obok Jaydena i dzieciaków. – Zobacz! – znów radosny okrzyk, jakby właśnie wygrała kumulację w lotto. – Nowiusieńkie sztuki, prosto od Christiana Louboutina! Te będę miała na jakieś wesela i imprezy. A Te do noszenia na co dzień. – kiedy to mówiła, aż jej się oczy świeciły. Jayden na pewno był świadom, jak jego siostra uwielbiała projektowane przez Paryskiego projektanta buty, można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że miała pierdolca na tym punkcie. W York nie były tak dostępne, a w Paryżu nie pojawia się za często, przy jej ostatnich wizycie tych dwóch modeli nie było. Jayden na pewno zrozumie, że skoro już w York pojawiły się te buty, to była sprawa niecierpiąca zwłoki. Konieczna wręcz! – Mam nadzieję, że James nie dostanie zawału jak zobaczy, że z konta zniknęło tysiąc sto funtów. – skrzywiła się rozbawiona i od razu wcisnęła na nogi jedne ze szpilek, te czarno czerwone. Wzięła Claire na ręce i obróciła się wokół własnej osi. – Widzisz maleńka jakie piękne? Też kiedyś będziesz w takich chodzić. – wyszczerzyła się do córeczki. Najwyżej James ją zabije jak wróci, ale przynajmniej umrze w pięknych butach.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
Wiadomość, która jemu przyszła na telefon od siostry, wręcz sprawiła, iż łowca poderwał się z miejsca. Raczej nie wyczuwał żadnego zagrożenia, także nie wiedział o żadnych przesłankach, które by miały stanowić jakieś niebezpieczeństwo dla siostry. Ale wolał nie ignorować wiadomości, nie wiadomo co kobietom potrafi odwalić, szczególnie matkom. Niektóre widzą niebezpieczeństwo w szczepionkach, nawet Jayden nie rozumiał tej manii na antyszczepionkowców. Ale Verlac wolał nie myśleć zbyt wiele, więc szybko zjawił się u siostry. I tak jak spodziewał się kilkumetrowej wypowiedzi, tak jak on się zjawił, tak ona rzuciła jakieś słowa i uciekła, zanim ten zdołał wypowiedzieć się w temacie. Ale że co, ma być niańką, kiedy ona baluje w najlepsze? Zdecydowanie na to się nie pisał, lecz jak już się zjawił, to nie mógł zostawić dzieciaków same. Zdjął buty i wszedł do środka chaosu, w który został wciągnięty. Wielka trójca już zerknęła na taktyka, szukając wzrokiem jego siostrzyczki. Dwójka złota i jedna czarna, aż westchnął, zmuszając wargi do uśmiechu. Zdecydowanie opracowanie bitwy było łatwiejsze, niż kilku godzin opieki nad dziećmi. Ale spokojnie, może i były młode, to wujek Jayden znalazł na nie sposób. Żadna telewizja, czy jakieś przyziemne formy zabaw. Każdego umieścił koło siebie na łóżku, podarował po drewnianej łyżce i kucnął przy nich. Zaraz też zaczął im pokazywać różne sposoby walki - bawiąc się z nimi. No co, drewnianymi elementami nie zrobią sobie aż tak wielkiej krzywdy! A tak, to nie dość, że uczyli się fechtunku, to też było słychać śmiech, który roznosił się po całym domu. Nie obyło się bez dodatkowych uderzeń, wiec wtedy Jayden tak zaradził, że każdemu nałożył na głowę durszlak. Trzy durszlaki na trzy główki, drewniane łyżeczki aka mieczyki... Nic, tylko idealne kształcenie nowego pokolenia. I co, mówi że jest to trudne? No dobra, może musiał często poprawiać dzieciaki, aby te nie sturlały się na zimną posadzkę. Dźwięk drewna obijającego się o metal rozbrzmiał, kiedy to z drzwi rozbiegł się zadowolony głos siostry. Jayden zerkając na siostrę, odparł atak nadchodzący od Claire i słuchał, w jaki to łatwy sposób roztrwania pieniądze. Jak dobrze, że tu nie ma Jamesa, czy rodziców, bo pewnie by to stosownie skomentowali.
- Nie za mało butów sobie kupiłaś?- widząc te dwie kiecki, te słowa aż rzuciły się jemu z ust. No siostra nie próżnowała, ale jak już opróżniała konto, to mogła jeszcze trochę dokupić! Akurat Jayden nie miałby nic przeciwko, żeby ujrzeć minę Jamesa po usłyszeniu tej wiadomości. Tysiąc sto funtów... Niech no Rajzel trzyma Instytut w objęciach, aby szybko nie został bardziej zniszczony, niż był teraz. - Tys... dobra, nic nie mówię.- aż zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzania. Tyle poszło na co, na dwie pary butów? - Mogłaś przy okazji dokupić jakieś sukienki, czy też jakiś lepszy krawat dla Jamesa, aby poczuł się lepiej.- dodał rozbawiony. No może wtedy by nie zabił od razu, tylko kilka dni później? To by dało czas Jaydenowi, aby obronić siostrę, czy też zaplanować soczystą zemstę, jakby ten zabił brunetkę. Verlac zerknął na Claire, która śmiało wymachiwała drewnianą łyżką, obijając ją o durszlak jak i o Shantae. Aż kusiło, żeby zachęcić młodą, co by uderzyła raz w główkę mamusi, może by wtedy obudziła się z szału zakupowego. Ale zamiast tego, Jayden zaczął odparowywać ataki pozostałej dwójki, która po zabraniu jednej konkurentki, zaczęła uderzać swoimi drewnianymi łyżeczkami w jego czuprynę.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Kupowanie butów to bardzo relaksująca kwestia. Shantae w swojej szafie w Paryżu miała taką ilość szpilek, że mało która gwiazda mogłaby poszczycić się tak pokaźną kolekcją. Uwielbiała buty, uwielbiała zakupy, uwielbiała dobrze wyglądać. Ostatnimi czasy było z nią gorzej, bo szpilki zamieniła na wygodne baleriny czy inne niskie obuwie, a obcisłe sukienki z dekoltami na porozciągane swetry tudzież swetry swojego męża. Bycie matką zmieniało pewne kwestia, chociaż ta nie uległa zmianie. Shantae nadal uwielbiała dobrze wyglądać, ale strojenie się jak szczur na otwarcie kanału było… niespecjalnie dobrym wyjściem, kiedy po kwadransie spaceru w parku jedno albo drugie albo trzecie narobi w pampersa. Cały urok znikał!
- James nie jest fanem krawatów. Do czego miałby go niby ubrać? – stwierdziła tylko. Jej mąż posiadał krawaty, miał oficjalny strój, garnitur, do którego były dopasowane, ale nie widziała sensu w kupowaniu mu takich rzeczy. Nie będzie się gniewał za te szpilki, bo przecież ją kocha i wiedząc, że te niebotycznie drogie buciki sprawiły jej szczęście, on sam będzie szczęśliwy! Rodzina Whitelight nie była biedna, Verlac też mieli całkiem pokaźne fundusze, więc Shan na biedę narzekać nie mogła.
- Trenujesz je? – spytała, widząc całe przedstawienie i pokiwała głową. – Jayden, są jeszcze za małe na treningi, nawet jeśli sprawia im to ogromną frajdę. – stwierdziła tylko. Nie miała do brata pretensji, broń Aniele, po prostu nie był to najlepszy pomysł, szczególnie z tymi durszlakami na głowach! Choć dzieciaki wyglądały mega uroczo, to nadal nie było to najlepszym pomysłem. – Alexander ma dopiero miesiąc. Chyba nie chcesz, żeby Finlay się wściekł i poczęstował Cię nożem rzutką, co? – spytała rozbawiona, wciskając w ręce Parabatai Claire, która pacnęła go drewnianą łyżką w głowę. Ma za swoje. Sprawnie wzięła na ręce Alexandra. Brakowało rąk! Jeszcze ktoś przydałby się do trzymania małego Theo, a przecież ona nie chciała zaniedbać synka. Zsunęła durszlak z głowy Aleca i odłożyła go do bujanego leżaczka, przypinając pasami. Później Theodor wylądował w ramionach mamy.
- Dałeś radę? – spytała Jaydena, uśmiechając się lekko.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
Może dla niej zakupy były rzeczą odprężającą. Widok stosu pudełek, sukienek, bluzek u kobiet najczęściej wywoływały orgazm. A jemu pozostało jedynie spoglądanie na powiększającą się kolekcję siostry, która planuje ją jeszcze bardziej powiększyć. Oby Jamesa było stać na kolejne półki, które pewnie szybko zostaną zapełnione. W końcu kiedyś wyjdzie era pampersów i zacznie się era strojenia.
- Daj jemu krawat w smoczki, a będzie z dumą nosić w ciągu dnia.- rzucił spokojnie. A czy tak faktycznie będzie - nie miał zielonego pojęcia. Lecz kto wie, może przy takim krawacie, zacznie częściej nosić? W końcu jako szef Instytutu, powinien czasem odpowiednio wyglądać. Czasem strój bojowy, a czasem strój galowy, tak bywa.
- Nigdy nie jest za wcześnie. Nie widzisz - mają to we krwi, więc lepiej, aby ćwiczyły pod czyimś okiem, niż samemu.- może i były za młode, trudno. Ale co, jeśli właśnie tak wczesna edukacja, pozwoli im zostać wspaniałymi wojownikami? Dzieci lubią sie uczyć poprzez różne zabawy, więc takie rozwiązanie uznał za najlepsze. Nawet jeśli po przejęciu Claire, ta pacnęła drewnianą łyżką, to Verlac uśmiechał się zadowolony. Ten zdjął jej durszlak, który nałożył sobie na głowę i następnie zaczął młodą łaskotać po brzuszku. Śmiech młodej miała być odpowiedzią na pytanie siostry. Martwi się o Fina? Niepotrzebnie, z resztą im udało sie dojść do jakiegoś punktu neutralnego i Jay podejrzewał, ze Fin będzie bardziej zadowolony z zajmowania się Alexandrem, niż wściekaniem się o to, że miał okazję nieco pobawić się w nowatorski sposób. Ostatecznie udało się jemu odebrać drewnianą łyżkę, którą odłożył wraz z durszlakiem na pobliski stolik.
- No nie wiem, sama oceń.- odbił pytanie, dając jej możliwość połączenia faktów. Jak widziała, dzieciaki nie płakały, były zadowolone i energiczne, sam Jayden jakoś też nie czuł ani nie wyglądał na zmęczonego. Najgorsze było wymyślenie dobrego planu, ale on by nie wymyślił? On, strateg? - Jak sprawa z Margaret? Coś udało się znaleźć?- zapytał siostry. Już zamiast słuchania różnych plotek, informacje wolał zdobywać od solidnych źródeł. Dodatkowo jeśli wierzyłby wszystkim plotkom, dawno by osiwiał!
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
- Ej, nie nabijaj się z mojego męża. Zobaczymy jak Ty zostaniesz ojcem, cwaniaczku. – odparła nieco kąśliwie. James miał… nierówno pod sufitem, w kwestii dzieci. To prawda, oszalał na ich punkcie, był zwyczajnie zapatrzony w bliźnięta jak w obrazki. To naturalne, przynajmniej dla niektórych. Shantae też kochała swoje dzieci, ale ona podchodziła do spraw nieco chłodniej. Nie chciała z dzieci zrobić mamałyg, które z niczym nie będą mogły sobie poradzić, prawda? Lepiej dmuchać na zimne. Na szkolenie było jeszcze za wcześniej, dzieci nawet nie siadały same, bo były za małe. Lepiej poczekać aż zaczną chodzić. To super, że się śmiały, bawiły i były rozbawione ofertą Jaydena, na to jednak było jeszcze za wcześniej. Nawet, jeśli miały hełmy w postaci durszlaków!
- Jeszcze będą mieć czas na naukę. Nie chcę, żeby miały tak jak my… – powiedziała poważnie. Oni trenowali od kiedy zaczęli chodzić. To było naprawdę trudne, skomplikowane i utrudniało wiele. Shantae nie miała dzieciństwa, Jayden go nie miał… cholera, James też nie. Byli szkoleni na wytwornych zabójców demonów. Czarnulka chciała, żeby jej dzieci choć trochę mogły tego zasmakować.
- Niestety… – odparła, markotniejąc. – James spróbował już wszystkiego, zbadali ją od góry do dołu i nie mają pojęcia co wywołało ten stan… – westchnęła cicho, przygryzając wargę. – Chcemy spróbować jeszcze jednego… Wiesz… Dar życia. Jednej osoby nie dał nic, ale chcemy zrobić to, powiedzmy, grupowo. – dodała po chwili i zerknęła na brata. Ta sprawa była trudna, skomplikowana, przykra wręcz. Shan miała nadzieję, że to się uda, bo nie wyobraża sobie co przeżyje Finlay i James. – Może powinieneś zabrać gdzieś Finlay’a, na jakiś… męski wyjazd. – stwierdziła, spoglądając na niego. Może to lepszy pomysł, niż siedzenie na miejscu i zamartwianie się.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
Cóż, zanim on zostanie ojcem, może minąć nieco czasu! Lepiej było żartować z Jamesa, który no nadawał się idealnie! Więc siostra nie powinna się zdziwić, jak ten zareagował jedynie niewinnym uśmiechem, który dla Verlaca był uśmiechem zwycięscy. Zanim on znajdzie kolejną żonę, która nie ucieknie jemu w różne strony, mamo... Już szybciej zostanie obmyślony sposób szkolenia dzieci na przyszłych Nocnych Łowców. On w przeciwieństwie do siostry, nie widział w swoim działaniu niczego złego. Sami urodzili się jako dzieci Nefilim, byli potem edukowani, szkoleni, obecnie znają swoją wartość. A młokosy póki co, mogą żyć w swoim świecie, lecz i one mają w sobie krew anielską, które nie powinni lekceważyć. W innym przypadku skończą jak wiele osób ze Wzrokiem, czy też będą miały jakiś wypadek i zapomną całkiem o swojej przynależności. Cóż, zdecydowanie miał inny pogląd od siostry co do edukacji dzieci.
- A kto im teraz nakazuje się uczyć? Poza tym... lepiej aby wiedziały kim są, niż aby żyły w nieświadomości, nawet masz żywy przykład, którym jest mój przyrodni brat.- powiedział tylko tyle. Wiedział, że te słowa mogą wywołać kolejną awanturę, już nawet mentalnie zaczął się do niej przygotowywać. Jemu jakoś nie jest żal, że zamiast bawić się jakimiś autkami, miał sposobność nauki, poprawiania swojej sprawności. Nie widział powodu, dla którego młode pokolenie miałoby mieć przedłużony okres wakacyjny. Bo tak to można określić!
Wysłuchał o stanie zdrowia Mar, które nie miało dobrych wiadomości. Będą bawić się teraz w jakiejś ekipie z darem życia... może wykorzystają te łaski uzdrowicielskie niektórych łowców, nie byłby to jakiś głupi pomysł. - To życzę powodzenia.- tyle jedynie mógł dodać od siebie. Oczywiście, będzie trzymać niewerbalne kciuki za powodzenie tej próby. Aż takim bucem to nie jest. W przypadku Fina, sytuacja była bardziej skomplikowana. - Myślę, że to może być bardziej skomplikowane... Niech James da jemu jakiś przydział z młodymi Łowcami.- zasugerował. Ostatnie spotkanie może i zakończyło się na neutralnym gruncie, lecz już wolał zajmować się sprawami taktycznymi. Są inni łowcy, którzy mogą zechcieć wsparcia kogoś starszego, z doświadczeniem. A że Fin jest wojownikiem, to wystarczy, aby James dał jemu odpowiedni przydział i tyle.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
- Nie zamierzały z Jamesem ukrywać ich pochodzenia. Sam wiesz, że i tak więcej czasu spędzają w Instytucie niż w domu. Muszę wrócić do formy… – odparła, wywracając oczami. James zabierał je do gabinetu, gdzie w papirologii stosowanej nie przeszkadzały mu niemowlęta. Shantae w tym czasie oddawała się treningowi, czasem na tyle morderczemu, że do domu jechała taksówką razem z całą ferajną. Musiała być w pełni dyspozycyjna. Kochała swoje życie Nocnego Łowcy i była pewna, że dzieci również je pokochają. Na razie nie mogły decydować same o sobie, choć wiedziała, że jeśli przyjdzie czas, a jedno z dwójki nie będzie chciało walczyć… Nie miała zamiaru go zmuszać. Wystarczy, ze James był zmuszony przez demony do morderczych treningów, odizolowany od reszty rodzeństwa. To niesprawiedliwe. Jest masa innych zawodów, którymi mogły się zajmować w Świecie Cieni, niekoniecznie idąc ścieżką wojownika.
- Jayden. – wypowiedziała jego imię z dość solidnym naciskiem i pokiwała głową z dezaprobatą. – To Twój najlepszy kumpel i potrzebuje Twojego wsparcia, weź się w garść. – dodała, cały czas podobnym, ostrym tonem. Nie rozumiała co poszło nie tak i dlaczego relacja Finlay’a i Jaydena tak cholernie się spieprzyła. Powinni się wspierać. Shantae robiła dostatecznie dużo, zajmowała się w końcu jego synem, karmiąc własną piersią. Jayden mógł zachować się trochę bardziej po ludzku i dać kumplowi wsparcie, którego ten potrzebował. Shan przy trójce dzieci nie miała na to zwyczajnie czasu.
- Ja wiem, że nie jesteś duszą towarzystwa, ale zawsze dogadywaliście się całkiem dobrze… – dodała, przygryzając wargę. Nie chciała, żeby całkowicie zrezygnowali z tej przyjaźni. – Tylko Ty ostatnio połknąłeś chyba jakiś długi, duży przedmiot, może kij od miotły? Jesteś tak sztywny, że ciężko się z Tobą gada. – wypomniała mu. Parabatai nigdy nie należał do najbardziej rozmownych osób. Z nią jednak umiał rozmawiać, z Finem też… Ostatnio coś się popieprzyło, ale wątpiła, że to kwestia nie do naprawienia! Musiało dać się coś zrobić.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
- No zobacz, a jeszcze niedawno wściekałaś się, kiedy wspominałem o chwili treningu bez malców.- spostrzegł. Czy nie wtedy wściekała się, kiedy jedynie sugerował, aby odpoczęła i pomyślała o ćwiczeniach, a malce oddać pod czyjąś opiekę? Jak to łatwo kobiety potrafią zmieniać zdanie na samym początku macierzyństwa. Można rzecz, że nie zazdrościł szwagrowi, kobieta zmienną jest. Ale może wkrótce siostra zrozumie, że dzieciństwo jest iluzją, bez względu na próby starania się jej podarowania. Przecież nie muszą walczyć, mogą leczyć, siedzieć w Alicante i zajmować się sprawami administracyjnymi... przecież jest tyle możliwości. Owszem, życie łowcy skupia się na walce i każdy powinien umieć walczyć, a kwestia roli w społeczeństwie będzie od nich zależała. Temu Verlac zdecydowanie będzie popierał naukę od lat najmłodszych, wysłaniu do akademii. Może i nie ma dzieci, ale pewnie taką decyzję by podjął i miał nadzieję, że siostra nie będzie wstrzymywała edukacji. Chce ujrzeć uśmiech na twarzy, usłyszeć szczęście? Niech spojrzy na małą Teq, która krąży po Instytucie, uczy się i jednocześnie cieszy się, bawi w miarę możliwości.
W kwestii Fina, no cóż, Jay uważał, że udzielił już wystarczającej pomocy. Nie jego wina, że relacja zniszczyła się przez niefortunne wydarzenia spowodowane przez jego samego. Naprawa relacji nie jest łatwa, wiec nawet wszelkie próby popędzenia na nic się zdadzą. Więc po prostu jedynie wzruszył ramionami, nie przejmując się jej ostrymi słowami. Najbardziej w garść powinna się wziąć Shantae, nie kto inny. On starał się w miarę normalnie zachowywać, nawet ma pod opiekę Senę, z którą będzie musiał wkrótce pójść i poćwiczyć strzelanie. O Lexie nie było sensu wspominać, w końcu sobie wybyła do Alicante i zajmuje się szkoleniem. Kiedy siostra zaczęła mówić kolejne słowa, niezwiązane z Finlayem, ten spojrzał bacznie na czarnowłosą, uważnie ją obserwując, jak i słuchając jej słów. Dziwi się, że tak się zachowuje? Że rozmowy w ten sposób przebiegają? Niech winę znajdzie w lustrze, spojrzy nań i zyska odpowiedź, kto zawinił. -Ciekawe, kto taki kij sam podał... To nie ja skierowałem nasze relacje na ten tor. Racz przypomnij sobie, jakie słowa padły, czy nawet dałaś mi cień szansy na wytłumaczenie bez zbędnego komentarza. Wszystkie twoje słowa wiążą się z dziećmi, z macierzyństwem i się dziwisz, czemu nic nie mówię konkretnego.- zaczął mówić unikając spojrzenia na małe brzdące, które nie zawiniły ani odrobinę. - I co, jak wybyłem do Francji, jak walczyłem sam, to miałem zawołać po ciężarną siostrę, żeby potem ją narazić? Wystarczyło, że trzeba było walczyć całym Instytutem i potem należało wytropić resztki demonów. Chcesz wiedzieć co robiłem? Walczyłem, nie tylko jako taktyk, ale też jako wojownik, tropiciel. To mi pozwoliło przełknąć stratę i dopiero na święta wróciłem do paryskiego Instytutu. Wróciłem z myślą pomocy walki z Leytonem, z próbą odzyskania balansu i wsparcia Ciebie, ale jakże mocno się rozczarowałem przy naszym spotkaniu. Najwidoczniej powinienem zostać we Francji i wykonywać swoje obowiązki, skoro przypominam jedynie schowka do kija od miotły.- powiedział ostrym tonem. Jak tylko by próbowała przerwać, ten by spojrzał na nią z miną *milcz*. On teraz mówił i nie zamierzał się powtarzać, bo komuś coś się nie spodobało. Nie szukał współczucia, przytulenia, łez. Chciała wiedzieć - to teraz wie i niech potem nie marudzi, że ten jest mendą. Owszem, relację da się naprawić, jak najbardziej. Jayden próbował dwa razy - bezskutecznie. Teraz była trzecia próba i nie ma pojęcia, z jakim skutkiem to się zakończy.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Shantae nigdy nie wściekała się z tego powodu, bo ona nie widziała w tym problemu, aby dzieci oddać pod czyjąś opiekę. Wściekała się, że nie może poświecić tyle czasu treningowi i odpowiedniemu przekonaniu, bo dzieci były absorbujące. Dlatego właśnie nie chciała zostawać matką, bo nie widziała się w tej roli. Teraz musiała pogodzić jedno z drugim i jakoś sobie dawała radę. Czasem po prostu rekompensowała sobie swoje działania drogimi butami czy innymi atrakcjami. Dlatego też spojrzała na brata wymownie, w odpowiedzi na jego słowa. Jak zawsze przeinaczał i próbował „ugrać swoje”. Już tak to wyglądało z Jaydenem, do czego zdołała się przyzwyczaić.
Jak na Jaydena Verlaca stał się nagle bardzo wymowny, choć Shantae nie do końca zrozumiała, o co mu chodzi. Jej chodziło stricte o Fin’a i ich relacje, nie nawiązywała teraz do ich problemów, których nie dało się przeskoczyć i przejść do porządku dziennego. Z drugiej strony… Bardzo dobrze, że zaczął mówić i rozwiązał mu się język. Wiedziała przecież, że Jayden nie wybył na wakacje i nie grzał dupy w piasku na jakiejś wyspie. Czuła jego walkę, byli silnie związani. On prowadził swoją wojaczkę, ona swoją. Zmagania z ciążą i utrata dawnego „ja” było dla niej silnym przeżyciem. Nie mogli się porównywać, bo każde miało swoją historię, ale… nie powinien jej atakować w ten sposób, ani tym bardziej tym tonem. Nie wspominając już, że jego zarzuty były bezpodstawne.
- Mówiłam o Finlay’u… – mruknęła, wywracając oczami. Nie chciała kolejny raz się z nim kłócić, chciała naprawić łączącą ich relacje, bo gdyby tak nie było, nie zadzwoniłaby właśnie do niego. To bratu ufała i mogła mu powierzyć życie swoje i nawet własnych dzieci, bo wiedziała, że Jayden Verlac nie zrobiłby nic, co mogłoby ją wyraźnie skrzywdzić.
- Poza tym. Wybaczyłam Ci i dałam szansę, nie rozumiem skąd te oskarżenia. Chociaż wiesz… Teraz to zabrzmiało, jakbyś miał pretensje o to, ż zaszłam w ciąże i nie mogłam Cię wspierać w walce. – dodała jeszcze. Chciała naprawy relacji, Jayden zmienił się, był inny, ale wciąż była dla nich nadzieja. Nie w przypadku, kiedy on będzie wysuwał do niej tak śmieszne i niepoważne zarzuty. – Ale jak tak to widzisz, to okey. Ty walczyłeś, ja siedziałam zamknięta w domu w Idrisie i czytałam gazety. – mruknęła, odwracając się do niego plecami. Skoro on widział to właśnie w ten sposób…
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
Och nie, skądże. Tylko denerwowała się, kiedy ktoś próbował jej cokolwiek zasugerować - w celu pomocy oczywiście. Próby przerzucania winy na nic się zdadzą, przynajmniej Jayden nie widział powodu, dla którego to ona mogłaby wiecznie zmieniać swoje nastroje. Bo owszem, daje dojść do słowa, kiedy to żąda odpowiedzi. Można wiele zrozumieć, że jest to wywołane jej emocjami. Kobietę jest cholernie trudno zrozumieć, nawet jak jest się jej parabatai. W przeciwieństwie do niej, on podczas walk we Francji, starał się jak najbardziej ignorować połączenie, aby móc być bardziej skupiony na zadaniu.
Ale cóż, przeszłość minęła, obecnie dwójka przebywała w domu Shantae, młodej matki, która tak jak lubi przypominać o więzi parabatai, tak też najwidoczniej nie potrafi z niej skorzystać, skoro ciągle pyta się o Finlaya. Dziwi się, że nie odpowiada? Nie miał ochoty mówić o tym, o nim. Proste więc, że porzucił ten temat, nie widząc powodu, dla którego miałby omówić neutralne obecnie stosunki między nimi. Nie był świnią i spotkał się z nim niedawno w kawiarnii. Ba, nawet teraz zajął się jego dzieckiem bez najmniejszych pretensji.
Temu też bardziej wolał wykorzystać okazję to wyrzucenia słów, które w im siedzą odkąd się spotkali w sylwestra. Może powiedział zbyt wiele, ale bardziej były zadziwiające słowa siostry, które ewidentnie pokazały, że mimo wszystko, mówi i myśli wyłącznie o sobie i swoich dzieciach. Kiedy on zasugerował, że nie powinna nigdy zajść w ciążę? Raczej mówił, że nie chciał narazić jej na ryzyko. I weź tu zrozum kobietę, w siostru na dodatek, masakra!
- Nie wiem, gdzie w tych słowach usłyszałaś, że powinnaś stosować antykoncepcję. Nie chcę dla Ciebie źle, wręcz przeciwnie. Tylko też sobie przypomnij, że nie jesteś sama w instytucie. Są różne osoby o różnych charakterach, lecz wszystkich nas łączy misja, do której należy rozsądnie podchodzić.- powiedział, kiedy ta postanowiła odwrócić się do niego plecami. Widzisz siostrzycko, kiepsko u ciebie wygląda wysłuchiwanie i przyjmowanie innych pomysłów czy też nawet zwykłych słów. Verlac zerknął na małe szkraby, do których uśmiechnął się wesoło. Małe, niewinne dzieciaczki.Tak jak trudno jest zrozumieć kobiety, tak łatwo dziecko może przywołać uśmiech na twarzy dorosłej osoby.
- Nie moim obowiązkiem jest nakazanie ci wstrzemięźliwości. Teraz i tak cóż, masz kilka głów na swoim karku. Może lepiej będzie, jak każdy z nas dostanie nowe obowiązki.- westchnął próbując po prostu przeistoczyć konflikt w spokojniejszą rozmowę. Wystarczyło, że malce wyczuwają nieco napiętą atmosferę, zdecydowanie lepiej było to załagodzić odpowiednimi słowami.
 

Shantae Yvette Whitelight

30



Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Kieran, Noah
Zadziwiające było to, że ona i Jayden zawsze dogadywali się bezbłędnie. Niemal bez słów. To wszystko jednak minęło. Problemy i czas okazały się dla nich przeszkodą. Shantae nie miała zamiaru rezygnować z tego, w jej odczuciu przysięga nadal była aktualna i nie mogłaby jej złamać w żadnym wypadku. Wiedziała, że kwestią czasu jest naprawienie tego, ale miała wrażenie, że jej brat nie dopuszczał do siebie pewnych rzeczy. Przestali nadawać na jednych falach? Ona mówiła do niego jedno, a on rozczytywał drugie. Sama już nawet nie wiedziała kiedy w ciągu ich rozmów Jayden wywnioskował, że jego siostra jest kurą domową i woli spędzać czas z dziećmi tonąc w pieluchach, zamiast na treningach. Wszyscy wokół wiedzieli, ze tak nie jest, a to James chętniej zajmuje się malcami niż ona. Wszyscy to dostrzegli, tylko nie jej własny brat. Teraz te pretensje, bezpodstawne, tak jakby to była jej wina. Gdyby mogła, zrobiłaby wszystko, aby mu pomóc… To jednak nie było jej dane, a on najwyraźniej nie do końca to rozumiał, choć twierdził, że tak jest.
- Czyli wolisz się odciąć, tak? – spytała. Zabolało, jak cholera. Właśnie Jayden sprowadził ją do roli matki i nikogo więcej. Ona miała swoje obowiązki, kąpanie, przewijanie, zabawianie, karmienie. A on… Jayden Verlac. Wspaniały wojownik, niesamowity łucznik, przecież to oczywiste, że musiał walczyć. Ona nie nadawała się już do walki, bo musiała zajmować się nowymi obowiązkami, tymi „kilkoma głowami na karku”, które musiała ogarnąć. Zabolało. Liczyła na wsparcie z jego strony, na jakiekolwiek przychylne zachowanie. Nie wiedziała kiedy między nimi tak bardzo się popieprzyło…
- W takim razie… Dzięki, że przyszedłeś na chwilę ich popilnować. Więcej nie będę Ci przeszkadzać i odciągać Cię od Twoich nowych obowiązków. – dodała jeszcze, kiwając przy tym głową. Miała łzy w oczach. Jayden po prostu skreślał ich współpracę, mówiąc jasno, że każde z nich powinno dostać nowy przydział obowiązków. Nowy, co oznaczało z daleka od siebie. Odwróciła się i wyszła z małej sypialni. Dzieci były zabezpieczone w łóżkach, nic im nie groziło... A ona już naprawdę wolała tego nie ciągnąć.
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
To, że nie potrafili się zrozumieć, było winą obu stron. Każde z nich mówiło jedno, a rozumiało to całkiem inaczej. Wcześniej nie mieli takich problemów przecież, więc kiedy nastąpił rozłam w ich relacji? Może nieco runęło od strony Jaydena po utracie żony, po pobycie we Francji, gdzie nie musiał przejmować się zbytnio wieloma kwestiami, tylko działał i wspomagał rodziców. Za to ze strony siostry mogło nieco zmienić jej tok myślenia macierzyństwo, niczego nie można było wykluczyć. I nie, nie obwinia jej o to, że chce wrócić do ćwiczeń, do misji. Obwinia ją o to, że odkąd wrócił, to ciągle zmienia zdanie, krytykując jego dobrą wolę i wszelkie pomysły, które może nie były najlepsze, lecz chciał dla siostry dobrze. A że to ona ciągle mówi, że uważa się za kurę domową, no to przecież nie będzie na siłę jej przypominać przysięgi, którą składali podczas ceremonii parabatai.
- To są twoje słowa, nie moje.- rzekł jedynie tyle. Czy chciał się odciąć od siostry tak definitywnie? No skądże, w innym przypadku nawet by tutaj się nie zjawił, nie zająłby się malcami. Może i nieco ochłodzi się ich relacja, to jest bardzo mocno do przewidzenia, ale w razie problemów jest gotów przyjść i pomóc.
Na akt płaczu, desperacji, pokazania istoty ofiary, Verlac jedynie obserwował siostrę, lekko z niedowierzeniem kręcąc głową. Wiedział, że teraz cokolwiek by powiedział, nic by nie dotarło do czarnowłosej, więc po prostu odpuścił. Może potem ochłonie, James doda parę rozsądnych słów. Kiedy siostra wyszła, Jayden na chwilę przystał przy malcach, zerkając na każdego z nich, nawet pomiział po czubku nosa, a następnie cicho wyszedł z mieszkania, zostawiając siostrę samą z ciężkimi myślami.
zt x2
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo