Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Instytut w Paryżu
Autor Wiadomość
Shadowhunter
Administrator


Shadowhunter

666 lat

Czarownik

Śmierć

Adminowanie


All paths lead to death.

Wysłany: 2017-10-20, 19:20   Instytut w Paryżu [Cytuj]

Instytut w Paryżu
Jeden z najpiękniejszych Instytutów. Został zaadaptowany ze średniowiecznego kościoła. Jako że Francja poddała się, w czasie wojny wszystkie obiekty zostały zachowane w idealnym stanie. Instytut dla przyziemnych wygląda jak stary kościół, z którego zdążyło odpaść już kilka lub kilkanaście cegieł, dlatego oblepili go taśmami i oznaczyli zakazem wstępu. Dla Nocnych ?owców jest to niezwykle piękne i przede wszystkim ogromna miejsce. W podziemnych częściach znajdują się lochy i jedna sala treningowa, na parterze kilka gabinetów, pokój ogólny, przejście do neutralnej części budynku do spotkań z podziemnymi, na niepoświęconej ziemi. Na piętrze znajdują się kolejne sale treningowe i potężna, dwupiętrowa biblioteka, a wyższe kondygnacje zajmują pokoje Nefilim.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2019-04-01, 00:00   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Cisza… Ciemność… Strach…
Nie pamiętała zupełnie niczego, poza tym, że rozmawiała z Finlay’em i rozpoczął się poród. To właściwie ostatnie co utkwiło w pamięci Maragaret, bo później była kompletna pustka i ciemność. Nie słyszała płaczu dziecka, nie wiedziała czy żyje. Dziwny strach narastał w niej, miała wrażenie, że jest otoczona ciemnymi istotami, które choć nie mogą jej dotknąć… są w jej otoczeniu. Blisko, krzywdzą i próbują ciągle dotrzeć do niej. Jej umysł walczył, choć miała chęć się poddać, bo to wszystko było dla niej zbyt dużym obciążeniem.
Nie wiedziała ile to trwało, ale z pewnością długo.
Wątłe ciało Margaret Nightwind przeniesiono do Instytutu w Paryżu. Podobno właśnie tam była największa ilość Nefilim obdarzonych darem życia. Choroba przyniosła takie, a nie inne efekty i to z jednej strony było błogosławieństwem, z innej… nie dało się tego wszystkiego racjonalnie wyjaśnić. Próbowali, długi czas przywrócić ją do „życia” normalnymi metodami, choć i to nie przynosiło efektów, później zdecydowali się zastosować poważniejszą terapię, z większą ilością Aniołów i to właściwie była ostatnia deska ratunku dla Margaret. Jeśli to się nie powiedzie, nie będzie można naprawić szkód.
Była słaba, nie miała sił, a jej ciało było kruche. Ciemne sińce pod oczami, blada cera… to wszystko było niczym cień dawnej Margaret. Zaczęli proces, zaczęli działać, a wokół łóżka stało kilka osób z rozłożonymi skrzydłami, które dotykały jej ciała, aby przywrócić ją do normalnego funkcjonowania. Minęła dłuższa chwila, zanim przerwali połączenie, a wszyscy, którzy zebrali się w Sali… czekali na efekty ich działania. Mijały minuty, długie, ciągnące się w nieskończoność. Sprawne oko mogło zauważyć, że Margaret nabiera nieco rumieńców, pewnie dlatego, że krew zaczęła mocniej krążyć w jej żyłach. Dopiero po długiej chwili powieki rozwarły się, ale porażone światłem… szybko znów zacisnęły dość mocno.
- Gdzie ja jestem… – spytała, próbując otworzyć oczy, nie mając sił na nic, nawet nie mogła podnieść ręki. – Co się stało… – szepnęła, czując suchość w gardle. Coraz mocniejszą i cięższą. Nie piła nic od półtorej miesiąca. Podłączona do kroplówki, która była jedynym źródłem jej „żywienia”. Dopiero po chwili udało jej się otworzyć oczy na tyle, aby obraz wyostrzył się, a ona mogła ujrzeć tyle osób stojących wokół niej…
_________________

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Freya von Mainz


Freya von Mainz

30

Nefilim


Kocham zapach napalmu o poranku.

Wysłany: 2019-04-01, 23:09   
   Caranthir
[Cytuj]

Wiecie jakie to uczucie, wojować w odizolowanym od świata moskiewskim metrze, i dowiedzieć się sporo po fakcie, że twoja Parabatai leży praktycznie bez ducha od ponad miesiąca? Oczywiście pomijając kwestie porodowe i to jak mogło wyglądać coś skręcone z rudzielca i blondaska. Właśnie, jaki kolor włosów miało to bubu? W ogóle chłopiec czy dziewczynka? Również z heterochomią? Damn, chociaż dobre ogólniki odczytywała w przerwach od postsowieckiego kryzysu. Złymi pewnie jej specjalnie nie karmiono, za co listonoszowi powinna wpierw dać w pysk a później pogratulować dobrego manewru, bo kto wie czy nie chciałaby rzucić wszystkiego w cholerę i lecieć wprost do Marg? I zrobić... właściwie to dobre pytanie. Jak dotąd jej dar przejawiał się bardziej w rozumieniu technologii aniżeli anielskimi sztuczkami, a już na pewno tymi powiązanymi z życiem. Raczej wątpiła że "jej" chemia postawiłaby potomkinię aniołów na nogi. Usiąść, popsuć sobie humor, popłakać... i zawalić misję, ot na tym by się pewnie skończyło.

Pojawiła się w Paryżu w trybie przyspieszonym, w zasadzie to prosto z samej stolicy Putinolandu, nawet nie kłopocząc się ze zmianą ubioru. Pył, upieprzone juchą bandaże, poszarpany pancerz, rozpiżdżony w połowie hełm (prawa strona; na pełnym chodzie prezentował się tak)... heh, gdy wyszła z portalu stworzonego przez lokalsa z tamtej strony, omalże nie uznano jej za jakiegoś intruza! Na szczęście, od słowa do słowa i identyfikacji, rozeszło się po kościach.
- Gdzie jest Margaret? - W końcu zadała to kluczowe pytanie, ściągając z trudem hełm, dziadostwo nieco ucierpiało i poklinowało.

* * *


Spacer, a raczej marsz w kierunku sekcji medycznej nieco trwał. Z resztą nie było to wcale dla Freyi takie przyjemne, ciągnęła na wspomagaczach które stopniowo odpuszczały, więc i ból i zmęczenie dawały nieco o sobie znać. Pewnie za dwie godziny, jak padnie na łóżko, tak nie wstanie przez... a bądźmy hojni, całą dobę. Po fajrancie, i przed rozmowami z nowym Dyrciem Yorku, należy się ostatnia chwila na zaczerpnięcie powietrza! Ale póki co wykorzystywała sytuacyjny zasób motywacyjny do wprawienia w ruch czterech liter.
- Marg... - rzekła, gdy weszła do pomieszczenia w którym leżała Nefilim, i przecisnęła się przez tłumek skrzydlaczy. Wyglądała marnie, gdyby pokusić się o poezję, niczym koreański słodziak typu Hwanga Minhyuna po miesięcznej libacji w Rosji. Albo jak ktoś kto wrócił dosłownie z zaświatów.
Wyrwała jednemu z npc'ków dzbanek i szklankę, którą zalała wodę. Po takim zastoju było prawdopodobne, że poszkodowana chciała nawodnić organizm konwencjonalną metodą...
- Pij, tylko powoli - rzekła krótko, oczywiście mając zamiar jej w tym pomóc, ostrożnie, aby się nie zakrztusiła.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

25

Nefilim

Shantae Whitelight

Nefilim


Wysłany: 2019-04-02, 12:42   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

Prawdę mówiąc James w zabiegu pokładał całą swoją nadzieję. Nie istniała chyba potężniejsza lecznica magia niż Łaska Życia ofiarowana im przez Aniołów, więc jeśli i ona by zawiodła, mogli się równie dobrze poddać. Oczywiście nie takie plany miał Blondyn, ale cała swoją energię włożył w przekonanie samego siebie, iż wszystko się uda. Zwyczajnie nie dopuszczał do swojej świadomości innej opcji i był w tej kwestii uparty bardziej niż niejeden Verlac.
Samej Shantae oraz jej rodzinie był bardzo wdzięczny za pomoc. Właściwie nie musiał o nią nawet prosić, Paryżanie zaoferowali ją sami. Może nawet zaakceptowali go częściowo jako jednego ze swoich i członka rodu. Jakby nie patrzeć jako pierwszy zagwarantował jego przedłużenie, nawet jeśli Claire z Theo oficjalnie nosili nazwisko Whitelight.
Przeniesienie Margaret do francuskiego instytutu James nadzorował oczywiście osobiście. Z pomocą lokalnych medyków udało się dostarczyć wątłe ciało Rudzielca na miejsce. O wszystkim poinformował Finlaya oraz Freyę, dwie osoby, które jego siostra z pewnością chciałaby ujrzeć po przebudzeniu. Alexander też był z nimi rzecz jasna. Markotny maluch mimowolnie wyczuwał nerwową atmosferę i za żadne skarby nie chciał się dać odłożyć do fotelika. James cały czas trzymał go na rękach, nie chcąc obciążać tym małżonki, która musiała czuwać nad bliźniakami.
Te kilkanaście minut, które upłynęło nim Nocna Łowczyni otworzyła oczy zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Whitelight cały czas uparcie wpatrywał się w nieruchome ciało siostry, dopingując ją pod nosem - No, dalej Marg .. Wracaj do nas .. Dasz radę - przerwał dopiero, gdy dostrzegł, że ciało Rudzielca zaczyna nabierać zdrowszych kolorów. Nie minęło 5 minut jak Nefilim otworzyła na chwilę oczy, a James mógł wreszcie odetchnąć z ulgą. Właściwie to już stawiał pierwszy krok w kierunku łóżka chorej, ubiegła go jednak przepychająca się obok postać w charakterystycznym rynsztunku. Trwało to chwilę zanim rozpoznał znajomy profil, głos i specyficzny krok - Von Mainz! - zagrzmiał, całkowicie zapominając o zawiniątku trzymanym na rękach. Zaskoczony i przestraszony Alex od razu wybuchnął głośnym płaczem
_________________

she knows me like I know myself
[Profil] [PM]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

30

Nefilim

James Whitelight

Mama & Łowczyni na urlopie


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2019-04-03, 22:01   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Przyszła tutaj pełna obaw, choć starała się je ukryć. Wiedziała, że to ostatnia deska ratunku dla Margaret i jeśli ta metoda nie zadziała, mogą pożegnać się z Rudą na zawsze. Było jej szkoda Finlay’a, który cierpiał bez małżonki. Było jej szkoda małego Aleca, który przestał czuć obok siebie mamę i był w ramionach obcych. Było jej szkoda Jamesa, który tracił siostrę, którą tak niedawno odzyskał, po tylu latach problemów i cierpień! To niesprawiedliwe, cholernie niesprawiedliwe. Miała obawy, co było zupełnie naturalne, bo Czarnulka miała w zwyczaju zakładać te najczarniejsze scenariusze. Niemniej jednak, była wsparciem dla Jamesa, dla Finna i wszystkich, którzy się tu pojawili. Jej ojciec siedział z bliźniętami, bo Shantae również uczestniczyła w tym procederze. Ona miała dar życia, co miało ostatecznie przywrócić Margaret do żywych.
Trzeba przyznać, że osób z darem było kilka. Rozłożyli skrzydła i zaczęli używać danej im mocy, aby przywrócić do życia Margaret. Nie mogli zrobić więcej i kiedy większość była już wyczerpana, odsunęli się od jej drobnego ciała. Shantae poczuła jak kręci jej się głowie i z niepokojem spoglądała w stronę Rudej, podpierając się na ramieniu męża. Skrzydła schowała dość szybko, bo choć były imponujące i piękne, przy okazji były nieporęczne. Mijały chwile, a Shan coraz mocniej zaciskała szczupłe palce na przedramieniu ukochanego. Margaret zaczęła nabierać kolorów, a później… Otworzyła oczy. Ktoś się przepychał, później James krzyknął, a Alexander zaczął płakać.
- Uspokójcie się. – powiedziała dość ostrym tonem i wzięła od męża małego Aleca na ręce. – Marg… Położę go na Tobie… Tęskni za mamą… – szepnęła, zbliżając się do łóżka i ostrożnie ułożyła małego chłopca na brzuchu mamy. Od razu przestał płakać, wtulając się w ciało mamy. Shan spojrzała na Jamesa z uśmiechem i… odetchnęła z ulgą. Prawda jest taka, że wszystko mogło pójść nie tak. Na szczęście… Udało się.
_________________
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2019-04-08, 23:50   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Tłok wokół niej wcale nie pomagał. Zbyt duża ilość osób, zbyt dużo głosów… Tyle bodźców docierało do Margaret jednocześnie, że zaczynała odczuwać ból głowy. W jej umyśle przez tygodnie panowała zupełna cisza, a teraz wszystko się zmieniło. Przy łóżku pierwsza pojawiła się Frey’a. Nie spodziewała się, ze ją ujrzy. Ich drogi „rozeszły się” jakiś czas temu, jej parabatai wybrała inną drogą i nie zapowiadało się na to, że wrócą na tą samą ścieżkę, aby walczyć ramię w ramię. Ruda miała nawet wrażenie, że ich więź w ostatnich miesiącach osłabła… Potem krzyknął James i dziecko zaczęło płakać. Margaret miała wrażenie, że już kiedyś słyszała ten płacz, ale było to wspomnienie… Jak przez mgłę. Napiła się tego, co zaoferowała jej Freya. Jej brat stał obok z dzieckiem na rękach, które szybko przejęła Shantae, a później położyła chłopca na jej klatce piersiowej, która unosiła się dość wolno, jak na jej obecny stan. Margaret była w szoku, wszystko docierało do niej bardzo, bardzo wolno… i właściwie nie wiedziała co się dzieje. Z niemałym trudem przeniosła ociężałe dłonie na drobne plecy dzieciątka. To jej syn, mały Alexander… Nie był wcale taki mały. W końcu miał już półtora miesiąca.
- Co się stało? – ponowiła pytanie, bo żadne z zgromadzenia nie odpowiedziało na to, co powiedziała wcześniej. Nie byli w York. Rozpoznałaby Izbę Chorych w tamtejszym Instytucie, to miejsce było zupełnie inne, znacznie większe. Co tutaj robiła? Jak się tu dostała? Dlaczego Shantae dała jej tego chłopca do przytulenia, był całkiem duży. Może to Theodor? Ale dlaczego… dlaczego bratowa miałaby jej dać Theo mówiąc, że tęskni za mamą. Przecież ostatnią rzeczą, jaką pamiętała Margaret… poza ciemnością rzecz jasna… był poród. Jej dziecko powinno być maleńkie, na pewno nie tak duże. Też miał blond włosy… A może jej syn umarł przy porodzie i teraz… teraz trzymała na rękach innego chłopca? Był dla niej obcy, a jednak czuła z nim tą więź.
- Ktoś mi coś wyjaśni… – dodała, zachrypniętym głosem. Naprawdę nie wiedziała co się dzieje i z tego wszystkiego chciało jej się płakać. Rzuciła spojrzenie w stronę Jamesa. Był jej bratem, on MUSI jej to wyjaśnić.
_________________

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Freya von Mainz


Freya von Mainz

30

Nefilim


Kocham zapach napalmu o poranku.

Wysłany: 2019-04-09, 19:56   
   Caranthir
[Cytuj]

Kogo Freya odnotowała, wchodząc do zatłoczonego pomieszczenia? W pierwszej kolejności, na pewno nie Jamesa, i co za tym idzie, maluszka który musiał być oczkiem w głowie Margaret. Skąd te wnioski? Ponoć ten blondwłosy szcze... słodziaczek miał dwójkę, więc nie przyszedłby tylko z jednym dzieckiem, nieprawdaż? Za to Shantae, samica alfa w związku, była bardziej charakterystyczna, lecz wpierw i tak przyjrzenie się Marg, no i woda, miała priorytet.
- Zostaw to na później - odparła krótko, wręcz nie chcąc wdawać się w dalszą dyskusję, zwłaszcza w tym tonie, w izbie chorych. Rudej na pewno to nie służyło i dziecko się burzyło. Poza tym, skoro dwa słówka Dyrektora powodowały wybuch płaczu, to trzy zdania mogłyby wyprowadzić z równowagi dorosłego obserwatora tego spektaklu. W obecnej sytuacji konfliktowość, nawet jeśli tylko w ramach zadziornej "zabawy", była daleko poza dopuszczalnym scenariuszem. Na sprawy organizacyjne przyjdzie jeszcze czas, tego mógł być pewien. Niemniej łepkiem, w ramach "dzień dobry", skinęła. I gdy tylko szklaneczka została opróżniona, odstawiła całe wodne oporządzenie i zrobiła miejsce, tak aby Yvette miała swobodę manewru przy poszkodowanej.
Pytania Parabatai, z którą faktycznie nie miała kontaktu i będą musiały co najmniej poplotkować w niedalekiej przyszłości, były o tyle na miejscu, że sama Freya chętnie wysłucha odpowiedzi. Dysponowała ledwie strzępkami informacji o Yorku, a co dopiero przyczyną kryzysowego stanu zdrowia rudowłosej. Jak nie po dobroci, to zawsze mogą iść po odpowiednią chemię, i Mr James udzieli wtedy naprawdę wyczerpujących odpowiedzi...
Cholerne misje zagraniczne. Cisnęła gromem w myślach, bo to przez wyjazd do Ameryki, i później Mateczki Rosji, wypadła z obiegu. Ile mogło jej nie być, rok? Półtorej? Maksymalnie dwa lata? Gdyby miała mówić zgodnie z wyczuciem, obstawiłaby co najmniej dziesięć; pstryknięcie paluszka i znajome twarze pozakładały już własne rodziny. W sumie ciekawe, czy jeśli dożyje tej chwili, to będzie dla ichniejszej młodzieży sadystką ze Scholomacji? W końcu są to przyszli Centurioni... prawda? Bubu spoczywające na Marg na takowego wyglądało.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

25

Nefilim

Shantae Whitelight

Nefilim


Wysłany: 2019-04-10, 13:55   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

No dobra, może lekko go poniosło, ale zaczynał mieć po dziurki w nosie zawodnych parabatai, którzy znikają bez słowa tylko po to by pojawić się po jakimś czasie oczekując, że zostaną przyjęci z otwartymi ramionami. Całe szczęście, że James na swojej drodze nigdy nie spotkał kogoś, z kim chciałby taką więź nawiązać. W ciągu ostatnich miesięcy miał okazję przekonać się ile była warta. Freyę osobiście lubił, nawet jeśli dokuczała mu w dzieciństwie, ale z trudem przywoływał dzień, w którym widział ją po raz ostatni, a z Margaret byli w York już ponad rok. Zdążyli w tym czasie pochować rodziców, urządzić dwa wesela i powitać na świecie pierwsze potomstwo. Von Mainz będzie miała sporo do nadrobienia.
Płaczącego Alexandra oddał małżonce, samemu lustrując Łowczynię ze szklanką wody. Ta nie dała się jednak sprowokować, więc jedyne co pozostało Jamesowi to nieco ochłonąć. Jego wybuchowy charakter już od dawna nie dawał o sobie znać, tym razem jednak emocje zwyciężyły. Zjednoczony z wytęsknioną matką Alex zamilkł, a pozostali obecni na sali Nefilim wycofali się po cichu, dając rodzinie oraz jej bliskim nieco prywatności.
Whitelight w końcu dołączył do żony, nadal kręcącej się w pobliżu łóżka Rudej. Czuł ulgę mogąc wreszcie znów porozmawiać z siostrą. Wyglądało też na to, że nic się nie zmieniła, dzięki Aniołom.
- Witaj ponownie wśród żywych - nie widzieli się tak długo, że powitanie wydawało się na miejscu - Niezłego stracha nam napędziłaś - blondyn skarcił kobietę przy okazji, zaraz jednak spiesząc z wyjaśnieniami - Poród wyczerpał Twoje ciało, które całkowicie się odcięło żeby przetrwać. Byłaś w śpiączce aż do dzisiaj, zdołaliśmy Cię wybudzić dzięki skumulowanej Łasce Życia.... Mamy początek kwietnia.
_________________

she knows me like I know myself
[Profil] [PM]
   
 
Shantae Y. Whitelight


Shantae Yvette Whitelight

30

Nefilim

James Whitelight

Mama & Łowczyni na urlopie


Even Superwoman Sometimes needed Superman's soul

Wysłany: 2019-04-18, 00:01   
   Marg, Nyx, Kieran, Noah
[Cytuj]

Zmierzyła wzrokiem parabatai Margaret, która pojawiała się tu znikąd i szarogęsiła, przynajmniej zdaniem Czarnulki. Shantae nie przepadała za tego typu zachowaniem, nie wspominając już o tym, co zaistniało między nimi. Dziwne spięcie, napięcie, ciężko to nazwać, a w tym momencie jednak powinni odłożyć to na bok. Freya nie wywarła na Shan dobrego wrażenia, a to pierwsze można zrobić tylko raz, jak wiadomo powszechnie. Może też zareagowała w ten sposób, bo jednak była na swoim terenie. Instytut w Paryżu należał do rodu Verlac od pokoleń, więc… oczywistą sprawą było, że Shantae Verlac Whitelight mogła się nazwać panią na włościach.
Milczała. Nie była odpowiednią osobą, aby rozmawiać z Margaret. Zerknęła ukradkiem w stronę drzwi. Finlay został poinformowany, ale nie raczył się pojawić. Nie wiedziała już co się z nim dzieje, ale nie było to coś dobrego. Zrobiło jej się szkoda Margaret. Budzi się zdezorientowana po półtora miesiąca, a jej męża nie ma obok. James pospieszył z wyjaśnieniami. Widziała po ukochanym, że było mu lepiej. Odetchnął z wyraźną ulgą, widząc, ze Marg wróciła do żywych, a to cieszyło ją niezmiernie. Będzie musiała delikatnie zasugerować, że powinna wprowadzić się teraz do nich, zanim wróci na nogi. Nie było wiadome gdzie jest Finlay ani tym bardziej co robi, czy wróci, czy się pojawi. Ruda nie powinna zostawać sama w wielkim domu na obrzeżach. Najwyżej dziadka się odeśle do kwatery w Instytucie, nie był starym ramolem, poradzi sobie.
- Nie martw się, zadbaliśmy o wszystko. Mały Alec ma się dobrze, przybrał na wadze, urósł… – dodała jeszcze, aby dać jej pocieszenie. To musiało być dla niej cholernie trudne.
_________________
Shantae Y. Whitelight

I’d walk straight through the dagger, never break the pattern, diamonds don’t shatter, beautiful and battered...

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2019-04-18, 00:07   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

Skołowanie było coraz bardziej dobijające. Dziwne napięcie między Frey’ą i Jamesem, a do tego mina jej brata. Małe dziecko, które miarowo oddychało na jej piersi. Nieznane jej miejsce. Nigdy wcześniej nie była w Instytucie w Paryżu. Te wszystkie bodźce działały na nią bardzo negatywnie, wpływały na jej reakcje, na zachowanie… Była spięta. Rozglądała się nerwowo, aby zaraz usłyszeć krztę wyjaśnienia. Była w śpiączce, użyli łaski życia, aby przywrócić ją do „żywych”, był początek kwietnia… Pamiętała dokładnie kiedy rodziła małego Aleca. Walentynki. Skoro był początek kwietnia minęło półtorej miesiąca.
Próbowała się dźwignąć, ale była zbyt słaba, po drugie, dziecko na jej piersi nie pozwalało jej na to. Rozbieganym wzrokiem przesuwała od Jamesa do Shantae, od Shantae do Frey, od Frey do Jamesa. I tak w kółko, przez długą chwilę, analizując dokładnie całą sytuację. Jej wzrok… to jak błaganie o pomoc. Nie wiedziała jak się zachować ani co zrobić, była rozsypce, czuła się tak, jakby właśnie zapadł jej się grunt pod stopami.
- Gdzie… Gdzie jestem? – spytała jeszcze, tym samym zachrypniętym tonem. Nie poznawała tego miejsca i stąd też niepewność, na „własnym terenie” byłoby zupełnie inaczej. Przełknęła ślinę i utkwiła wzrok w młodszym bracie, biorąc głęboki wdech. – Gdzie jest Finlay? – ponownie zadała pytanie. Dlaczego go tu nie było? Dlaczego nie zajmował się ich synem? Dlaczego po takim czasie, kiedy w końcu otworzyła oczy… jego nie było obok? Coś się stało? Musiało istnieć racjonalne wyjaśnienie co z jej małżonkiem. Miała nadzieję, że James albo Shantae jej wszystko wyjaśnią.
_________________

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Freya von Mainz


Freya von Mainz

30

Nefilim


Kocham zapach napalmu o poranku.

Wysłany: 2019-04-18, 11:26   
   Caranthir
[Cytuj]

Napięcie? Sama nie zdążyła zrobić niczego poza powrotem z odgórnych zagranicznych wypraw, na którą ex-dyrektor ją, i paru innych posłał. Nie miała wspływu na to, że w ostatnim czasie York, i życia znajomych Nefilim, obfitowały we wszelakie wydarzenia bardziej niż w ubiegłych latach. No jeszcze podała wodę i zbyła Jamesa, którego w tym konkretnym momencie nie postrzegała jako Dyrektora a młodszego słodziaka, byle nie eskalować ewentualnej kłótni. Urządzania Instytutu Vichy nie miała zamiaru.
- Shhhh.... - próbowała nieco wyhamować Margaret, zanim zacznie istne bombardowanie pytaniami, wynikającymi z paniki. Pewnie sama byłaby skołowana, gdyby obudziła się półtora miesiąca po porodzie, a najważniejsza w życiu osoba była daleko poza zasięgiem wzroku. Znak zapytania rodzi kolejny, a w takich chwilach umysł zwykle sam dopowiada najgorsze scenariusze, i spirala beznadziejności nabiera tempa...
- Bezpieczna, w instytucie paryskim - odparła i delikatnie ułożyła dłoń na jej ramieniu, co być może choć minimalnie uspokoi Rudą. Kiedyś były ze sobą blisko, więc może więź parabatai dołoży pozytywną cegiełkę do kiepskiego momentu. Sama brak Fina odbierała jako... kiepski znak. Do cholery, był przecież ojcem ich dziecka, a obecność w takiej chwili była wręcz obowiązkowa.
Skierowała spojrzenie, na chwilę, na Jamesa, wzrok z cyklu "jeśli jest źle to chociaż lekko zełgaj." Z oczywistych względów, nie mogła powiedzieć tego na głos, a inne metody komunikacji również odpadały. Brutalna prawda zwykle jest, w dłuższej perspektywie, najlepszym rozwiązaniem... ale nie przy takim stanie zdrowia. Ot delikatność... "Oby w gabinecie nie zdążył się tego oduczyć."
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
James D. Whitelight


James Dominic Whitelight

25

Nefilim

Shantae Whitelight

Nefilim


Wysłany: 2019-04-18, 11:56   
   Adam, Misha, Minnie
[Cytuj]

Shantae nie była jedyną osobą co jakiś czas zerkającą w stronę wejścia. James również spodziewał się, że Finlay stanie w drzwiach lada moment. Tak się niestety nie stało i był to cios chyba dla wszystkich pokładających w blondynie nadzieję. Mimo wszystko to nie był czas na rozliczanie ani Nightwinda ani Von Mainz z ich przewinień. Najważniejsza była teraz Margaret i to na niej Whitelight skupił swoją uwagę. Podobnie jak jej Parabatai, Nefilim dostrzegł skołowanie oraz narastającą w siostrze panikę. Widocznie długi okres nieprzytomności dawał się jej we znaki. Potrzebowała teraz odrobiny spokoju i czasu by wszystko przetrawić, ale to dopiero po wyjaśnieniach.
- Coś ważnego musiało go zatrzymać. Jestem pewien, że dołączy do nas jak tylko będzie mógł - nie potrzebował wymownego spojrzenia Freyi by dojść do takich samych wniosków jak ona - Już wszystko dobrze. Jesteś wśród rodziny - zapewnił jeszcze tym ciepłym, miękkim głosem zarezerwowanym wyłącznie dla swoich bliskich. Widział też jak próbuje się podnieść, dlatego z wprawą podniósł maluszka z jej brzucha, ten jednak ani myślał ułatwić im sprawę. Jak tylko jego małe rączki oderwały się od nocnej koszuli matki, Alec wyraził głośno swoje niezadowolenie. James wiedząc na co stać płuca młodego Nightwinda spasował, odkładając go na miejsce. Od razu nastąpiła cisza - Chyba przez najbliższe kilka dni nie da się tak łatwo od Ciebie oderwać - stwierdził z uśmiechem, zaraz jednak poważniejąc nieco - Co nie zmienia faktu, że powinnaś odpocząć. Na pytania będzie jeszcze czas. Nie nadrobisz półtora miesiąca w pół godziny Marg.
_________________

she knows me like I know myself
[Profil] [PM]
   
 
Margaret Nightwind


Margaret Nightwind

26

Nefilim

nie wiem co się dzieje

wracam do żywych


dancing with the demons in our minds

Wysłany: 2019-04-19, 09:57   
   Nyx, Shan, Kieran, Noah
[Cytuj]

- Co Ty tu w ogóle robisz? – spytała, marszcząc brwi i lustrując uważnym spojrzeniem swoją parabatai. Dopiero teraz wracało do niej wszystko i docierały fakty, Freya zniknęła długi czas temu, zostawiając ją samą w York. To był jej wybór, choć wiedziała, że Margaret zajmuje w hierarchii wysokie stanowisko i jest silnie związana z tym miejscem. Nie chciała walczyć z nią ramię w ramię, co było swoistym łamaniem przysięgi. Von Mainz zawsze jednak było bliżej do wojaczki niż do siedzenia na dupie w Instytucie, chociaż szczerze mówiąc… Instytut w York był chyba jednym z najbardziej wymagających, bo tam ciągle się coś działo i ciągle był jakiś problem.
Coś ważnego musiało go zatrzymać? Z jakiegoś powodu nie była w stanie uwierzyć w słowa brata. Z Finlay’em działo się coś niedobrego od… od dłuższego czasu. Jeszcze jak żył Leyton był jakiś dziwny, milczący, znikał, unikał jej. Może fakt, że zostanie ojcem wcale mu nie odpowiadał i jednak wolałby nie mieć rodziny? To cholernie dziwne i niezrozumiałe dla niej. Marg choć była w ciężkim szoku, nadal potrafiła dodać dwa do dwóch i pewne fakty połączyć.
- James. Skoro jest tu Alec, Finlay też powinien tu być. A jak wszyscy widzimy, tak nie jest. Gadaj prawdę. – stwierdziła. – Kto się zajmował moim dzieckiem? – spytała, zaciskając nieco mocniej zęby, a linia wychudzonej szczęki uwydatniła się intensywnie. Wbiła spojrzenie w brata, patrząc przez chwilę na to, w jaki sposób chwyta małego Aleca i próbuje zabrać… Nabrał wprawy, wiedział już co ma robić i jak się zachować. Jeśli był kwiecień, to jego własne dzieci zaczęły czwarty miesiąc życia… Nic dziwnego, że wiedział co ma robić.
- Niech leży… – stwierdziła tylko, gładząc malucha po plecach.
_________________

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Freya von Mainz


Freya von Mainz

30

Nefilim


Kocham zapach napalmu o poranku.

Wysłany: 2019-04-20, 16:14   
   Caranthir
[Cytuj]

Von Mainz miała nadzieję, że będzie sądzona w warunkach polowych, zawsze miała słabość do mundurów, a kto wie czy nie będzie to ostatni widok przed rozstrzelaniem? Zapowiadały się cudowne perypetie, choć... po części ich rozumiała. Byłą przypisana do Yorku, związana z niesforną Rudą, i zaraz ochoczo pognała za granicę, gdy na barki m. in. Marg i Jamesa spadła nawała tragedii i obowiązków, z mniejszym współczynnikiem dobroci (gdyby liczyć wydarzenia na sztuki a nie wartościować, bo na ile wycenić dziecko? Albo dwójkę?).
Swoją drogą, wpierw myślała o tym aby ruszyć nieco młodego szkraba, ale skoro ten reagował fatalnie na Blondaska, to jak by dopiero się darł, gdyby swoje łapska położyła na nim Freya? Nie mogła jednak nie uśmiechnąć się delikatnie na sam ten widok, na swój sposób słodki. W końcu co mama to nie jakaś obca brzydota!
- W końcu urwałam się z misji zagranicznych, Ameryki Północnej z tamtejszą "wojną frakcji", ze zdarzeniami i widokami równie nieprzyjemne co wasze doświadczenia z Leytonem. - Starała się nie wchodzić teraz w szczegóły tj. brak potężnej hybrydy rekompensowany większą ilością ludzkiej chciwości i angażem Podziemnych po stronie "tych złych". Nie miała też szczegółowego wglądu w to co faktycznie wspomniany Pan wyprawiał, opierała się na ukochanych przez Niemców "raportach". - I "incydentem moskiewskim", wylęgarnią demonów z tamtejszego metra. Coś na wzór wojny okopowej, tyle że w podziemiu - dodała, choć wątpiła że przejdzie to od razu jako dobre usprawiedliwienie własnej nieobecności. Chociaż, sama sobie nie przytaczała tego jako zarzut, nie tylko York stawał w ogniu.
- W pełni robocze perypetie... i dlatego wolałabym posłuchać o twoich, w niedalekiej przyszłości - odparła, ponieważ obie miały sporo do nadrobienia. Wpierw jednak Ruda musiała dojść do siebie. Frey zaczęła też doszukiwać się jakiś matczynych cech w Alecu... maluszek miał może jej oczka? Albo nosek? "Dobrze jest wrócić..." Przynajmniej w sam raz na przesłuchanie młodszego braciszka.
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9