Sena

24


175 cm


Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Sena biedna nie miała pojęcia, że ją ograbiają, obmacują, oblukują i pewnie jeszcze kilka innych słów na o, które akurat narratorce nie przyszły do głowy. Leżała już dłuższą chwilę na tym chodniku i wcale się nie zanosiło na to by ten stan się miał zmienić.
Nawiasem mówiąc wyglądała w chwili obecnej jak kupka nieszczęścia. Podczas upadku zdarła sobie dłonie, które krwawiły. Czapka zleciała z głowy i ciemne włosy brudziły się na chodniku, blada twarz i ciężki, świszczący oddech wydobywający się z jej klatki piersiowej.
Pstrykanie nad uszami nie przyniosło żadnych efektów, ale użycie śmierdzącej nalewki, już owszem. Tylko, że nie taki jakiego spodziewał się nasz rabuś. Dziewczyna nie zerwała się nagle na nogi, jak rącza gazela i nie zaczęła dziękować swojemu wybawcy. Otworzyła powieki i nieprzytomnym wzrokiem spojrzała po Eriku, oczy błyszczały jej od gorączki. W głowie, gdzieś tam z tyłu, pojawiła się się myśl, że powinna wstać i ruszyć do domu, ale był to daremny trud. Nie była wstanie tego zrobić. Jak tylko uniosła głowę, zrobiło się jej niedobrze i zwymiotowała prosto na buty nieznajomego. Zaczęła mamrotać pod nosem słowa przeprosin i zupełnie sobie nie zdawała sprawy z tego, że w chwili obecnej posługuje się tureckim a nie angielskim.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Jej stan wizualny tylko utwierdził go w przekonaniu, że wszelkie bogactwa na nic jej się nie zdadzą. Nawet pokusił się o przywłaszczenie kart płatniczych, nie musiał znać pinu, żeby dokonać drobnych płatności zbliżeniowych, prawda? W razie wątpliwości przy kasie sklepowej powie, że to dziewczyny, że przyszłaby sama jednak umiera w domu z powodu okresu. Zawsze jakoś łatwiej było ściemnić z kobiecymi kartami niż męskimi. Raczej wymówka w stylu kumpel się najebał nie brzmiała zbyt poważnie. Mogła nawet budzić pewne podejrzenia.
Gdy dziewczyna podniosła głowę i shaftowała mu na buty nie miał już na nią po prostu sił. I co miał zrobić? Zarżnąć jak ranne zwierzę? W końcu nawet bogowie nie byliby zbyt szczęśliwi z takiej ofiary. Cholera, może i miała zgrabne, przyjemne w dotyku ciału ale na coś takiego się nie pisał. Nie wiedział nawet czy posiada wystarczająco dużo, interesujących go przedmiotów aby wkupić się w łaski czarnoksiężnika po uszkodzeniu obuwia. Upust swojemu niezadowoleniu dał poprzez kręcenie głową i nerwowe cmokanie w powietrzu.
- Najebana jak dzika świnia harcująca w zbożu. - odparł po turecku. To dopiero musiało być zaskoczenie dla młodej kobiety. Nie wiedział czy zapomniała jak się mówi po angielsku, może po prostu była turystką? Cholera wie, było multum możliwości. Tak samo jak języków, które znał wiekowy czarnoksiężnik.
No ale nie był aż takim dupkiem jak by się mogło wydawać i potrafił nawet pokazać gest miłosierdzia. Tak samo było w jej przypadku, złapał ją od tyłu pod pachami (zupełnie przypadkowo kładąc dłonie na jej biuście). Nie tylko pomógł jej usiąść ale i w bezpieczny sposób przetransportował ją opierając o pobliski płot.
Kucnął przed nią wlepiając w nie swoje niebieskie oczy. Co ciekawe ich barwa była bardzo intensywna, zdawać by się mogło, że mają w sobie coś hipnotyzującego. Sam się zastanawiał czemu właściwie jej nie dobił i czy warto mu marnować dalej przy niej czas. Niby nie miał nic produktywnego do robienia, ale. Właśnie ale czy było mu warto. Gdzie jego zysk z opieki nad konającym nefilim?
 

Sena

24


175 cm


Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Jak się dobrze składało, że katy nie miały włączonej funkcji zbliżeniowej. Kupującego tampony czarownika z pewnością lekko to zaskoczy, ale jego urok i czar osobisty na pewno pomogą mu zbajerować biedną kasjerkę siedzącą w jakimś sklepiku i zastanawiającą się nas sensem swego marnego istnienia.
Na wpół przytomna Sena, nie reagowała na kręcenie głową i nerwowe cmokanie, czy jakiekolwiek tam jeszcze dźwięki wydawał czarownik. Dziewczyna usilnie walczyła z grawitacją, gorączką i ze swoim żołądkiem, chociaż trzeba przyznać, że kiedy pozbyła się jego zawartości to jakby się jej lżej zrobiło. Tak naprawdę powinna być zawinięta w ciepły kocyk i znajdować się w łóżeczku, ale właśnie płaciła cenę za swoją niezależność i przekonanie, że w każdej chwili bez problemu da sobie radę. Okazywało się niestety, iż od czasu do czasu człowiekowi przydaje się pomocna dłoń. Ta tutaj to niezbyt pomocna była, raczej złodziejska, ale jak to mówią jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
Słowa czarownika dobiegły do niej jak przez mgłę. Czy się zdziwiła, ze mówił po turecku? Absolutnie nie, bo nie była wstanie rejestrować takich szczegółów jak to, że powinien mówić do niej po angielsku, bo byli w Yorku a nie w Stambule.
- Nie piłam. - wymamrotała ponownie w swoim, jak sądziła, ojczystym języku, kiedy pomógł się jej podnieść i oparł ją o jakiś płot. Udało się jej skupić wzrok na jego twarzy, ale nie zwróciła uwagi na to, że jest przystojny bo wpatrywała się w hipnotyzujące niebieskie spojrzenie. Nigdy takiego nie widziała. Pewnie soczewki miał założone. To była jedyna rozsądna informacja, która przeszłą jej przez głowę.
- Nie piłam, źle się czuję.- wychrypiała ponownie po turecku a wypowiedź zakończyła efektownym kaszlem.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Nie takie numery się robiło. Odrobina magii, odpowiedni bajer, jakby dobrze się zakręcił zapewne uzyskałby nawet pomoc w banku. Wiedział jak wygląda kobieta, przy pomocy drobnej iluzji miałby gotowe rozwiązanie problemu jej kart. Kto wie, może jak pomoże zapewni mu odpowiedni poziom rozrywki przez jakiś czas to nawet odda jej część jej fantów? Pytanie tylko, co tak właściwie knuł czarnoksiężnik?
Pani kochana, jakie szkła. Efekt genów dziedzicznych. Czy jak to się zwie. Po prostu odziedziczył niesamowite, błękitne oczy po ojcu – jak sama dziewczyna zdążyła zauważyć nie mogły być one ludzkie i przypisała ich barwę szkłom, niech sobie wierzy w co chce. Prawda była taka, że nie tylko oczy łączyły go z ojcem ale i pokręcony charakterek. O czym sam czarnoksiężnik miał okazję się przekonać poznając kilkaset lat temu Lokiego. To spotkanie uświadomiło go w jednym, prędzej wyciągnij rękę po pomoc do diabła niż do któregoś z tych dwóch figlarzy.
- Co brałaś? Gdzie twoi braciszkowie? - wolał się upewnić przed dalszą rozmową, że nie zwalą mu się na głowę jacyś inni Nefilim. Szkoda by było przedwcześnie umrzeć, chociaż... wrota Walhalli czekały na niego otworem, nie musiał się martwić o swój los po śmierci. Fakt, że tą zwodził już prawie osiemset lat unikając na wszelkie sposoby swojej żony.
Gdy zaczęła kaszleć odchylił się aby uniknąć możliwego wycieku wymiocin. W końcu już raz do niego strzeliła. Westchnął cicho unosząc głowę w stronę nieba i pogroził w tamtą stronę palcem.
- Loki ty figlarzu, nawet własnemu dziecku kładziesz kłody pod nogi? - fakt, wypowiedział te słowa po angielsku bo nie kierował ich w stronę dziewczyny, która jak błędnie zakładał była turystką z Turcji. W jego głowie pojawiła się koncepcja, że może jest jakimś łowcą z wymiany, czy coś w tym stylu.
- Mogę się tobą zaopiekować ale nie za darmo. - pomijając fakt, że przywłaszczył sobie wszystkie jej kosztowności. Bezczelny typ, co? Jeszcze żądał zapłaty za pomoc. W celu kupienia jej zaufania położył na jej poliku swoją dłoń. Na pewno poczuła grubą, dość szorstką skórę, która zahartowała się od wieków machania toporem. Czy kobieta była tak osamotniona aby ulec propozycji nieznajomego? Poza tym nadal nie znała jego ceny, która może okazać się dość intrygująca, związana z jej pochodzeniem.
 

Sena

24


175 cm


Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Sena z trudnością skupiała się na rzeczywistości, więc pytania nieznajomego docierały z pewnym opóźnieniem i mózg kobiety potrzebował chwili by udzielić jakiekolwiek sensownej odpowiedzi.
- Nic nie brałam i nie mam braci.- wychrypiała, nadal posługując się tureckim. Ni rozumiała dlaczego niebieskooki ją o to wszystko pyta.
Przez jej ciało przebiegł dreszcz, ale co się dziwić, kiedy stała tutaj z gorączką, w przemoczonych, ubrudzonych spodniach. Coraz bardziej robiło się jej zimno. Nieudolnie próbowała mocniej nasunąć czapkę na uszy i otulić się szalikiem. Tyle, że jej ruchy były zupełnie nieskoordynowane, dłonie nie chciały słuchać poleceń.
Dobiegły do niej słowa wypowiedziane po angielsku, ale nie widziała w nich najmniejszego sensu. widocznie gorączka już naprawdę mocno bruździła w jej organizmie.
Puściła się płotu, usiłując utrzymać równowagę, ale jej kolana same się uginały, by więc znowu nie upaść, chwyciła się ramienia mężczyzny. Nie był to zbyt mocny chwyt, ale nadal pozwalał jej zachować równowagę.
-Nic nie mam.- wychrypiała znowu i nawet nie zdążyła pomyśleć co za buc z niebieskookiego, skoro za pomoc żąda zapłaty, a straciła przytomność. Jej ciało zrobiło się bezwładne i miejmy nadzieję, że Erik miał dobry refleks i nie pozwoli jej ponownie upaść na chodnik.
 

Erik Godfrik

[Cytuj]
Multikonta: J. Verlac, S. Murdock, N. Black, C. L. Vaughan
Ta. Na pewno musiała nie wiedzieć o swoim pochodzeniu skoro szła w zaparte, że nic nie posiada a ton jej głosu sugerował, że jest o tym święcie przekonana. I może faktycznie, stan jej zdrowia nie rokował zbyt dobrze na dalszą rozmowę i przebywanie w tym miejscu. To nie tak, że się martwił o nieznaną mu osobę. Po prostu zależało mu na zapłacie za poświęcony czas a w tym stanie raczej nie byli w stanie dopiąć szczegółów płatności wraz z jej realizacją? Cholera. Całe życie pod górkę.
I niech nikt nie myśli, że złapał ją pokazując swą szlachetność. Nie, nie. Złapał ją, żeby nie uszkodzić za bardzo potencjalnej zabawki. Jeszcze musiałby poświęcić więcej uwagi żeby ją poskładać niż to wszystko byłoby warte. Trzymając ją pewnym chwytem w biodrach położył wolną dłoń na jej poliku i po prostu przy pomocy prostego zaklęcia uśpił. Doskonale je znał bo podczas pierwszego spotkania z kanalią z kraju kwitnącej wiśni sam padł jego ofiarą. Następnie przerzucił ją przez ramię jak worek ziemniaków i... I zniknęli w portalu.

[koniec wątku]
 

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
// gdzieś z otchłani

Tup, tup, tup... Choć szła na wysokich obcasach, nie słychać było żadnego dźwięku. Przemieszczała się prawie bezszelestnie, zmierzając w miejsce, o którym nie mógł wiedzieć nikt. Odkąd opuściła Otchłań, wszystko zupełnie się zmieniło. Obowiązki zeszły na drugi plan, bo nagle świadomość zaczęła zatracać się sama w sobie. Kobieta zapominała o części wykonywanych czynności, gubiła koncentrację, budziła się nagle w dziwnych miejscach. Oczywiście nikomu nie miała zamiar wyjawiać, że dzieje się z nią coś złego - jak również tego, że odwiedziła miejsce, które nawiedza koszmary każdego z nefilim. Wciąż miała dług u pewnej czarownicy i wampira, którzy zdołali ją stamtąd wyciągnąć. Miała jednak nadzieję, że przez wzgląd na wymienione między sobą słowa, nie zdradzą jej obecności w innym wymiarze tak po prostu. Nie chciałaby mieć na głowie Clave, szczególnie teraz, gdy miała na głowie zaręczyny i poznanie swojego ewentualnego przyszłego. Ponoć widziała go tylko raz, choć nie miała jeszcze pojęcia, kim dokładnie jest - Jia jak na złość rzucała jej tylko pod nos marne wskazówki, oczekując, że Lily sama wszystkiego się domyśli. Ostatnio sama Ke miała jednak o wiele ciekawsze rzeczy do roboty, niż dociekanie, który z mężczyzn okaże się zniewolić jej niezależność. Tak jak dzisiaj, gdy nie przejmując się niczym, kroczyła śmiało przez coraz to bardziej podejrzane uliczki York, ukryta odpowiednimi runami przed wzrokiem śmiertelnych. Demony tylko raczyły wiedzieć, gdzie się wybierała - wyraz twarzy ukrytej pod kapturem wskazywał na głębokie zamyślenie i chęć znalezienia się w zupełnie innym miejscu. Smukła sylwetka nie poddawała się mocnym wichrom - jedynie kołysała się łagodnie na boki, gdy naturalnie krągłe biodra poruszały się w rytm kroków. Jeden, drugi, trzeci, szybki takt eleganckich szpilek. W końcu księżniczki zawsze musiały wyglądać odpowiednio.

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.
 

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve
/#2 04.19

Ostatnio ciężej miała zmusić się do trwanie w postaci lisa. Nie bawiło jej to już tak samo, jak przez ostatnie parę lat. Odczuwała coraz mocniej, że brakuje jej dodatkowych wrażeń, które nie były zbyt przyjemne dla postronnych, a dla niej samej stanowiły słodką muzykę. Nie potrafiła już sobie samej odmawiać. Do tego, po spotkaniu w Świątyni z tajemniczą dziewczyną, przemienioną dopiero co w lista, myśli Ignis uciekały do tej, której przed laty nie zdołała zdobyć do końca. Ta pustka, cierń wywołany brakiem należytego pożegnania, tkwił w niej jak zadra. Bolało, ale zdołała oswoić się z tym bólem, jednak od pewnego czasu znowu z nim się mierzyła. Wiele razy miała wrażenie, że dostrzega tak dobrze znane rysy twarzy wśród przechodniów. Każda pomyłka odbijała się większą żądzą krwi. Można byłoby wręcz rzecz, że lisica nie radziła sobie z tęsknotą, która ponownie obudzona wybuchnęła ze zdwojoną siłą. Błąkała się więc po różnych klubach, czy uliczkach, podświadomie szukając tej, której niegdyś oddała serce i dla której była gotowa zrobić wiele, co jednak nie było im pisane.
Spacerowała bez większego celu, nogi same ją niosły. Ubrana w zieleń, na górę narzuciła płaszcz, pod którym skryły się jej dwa ogony. Na głowę ubrała kapelusz, nie przepadając za kapturami. Właśnie mijała kolejną kobietę, której miała nie zauważyć, gdyby coś nie kazało jej spojrzeć pod kaptur. W momencie odwróciła się za nią, stojąc przez moment w zaskoczeniu. Zaraz jednak na jej twarz wystąpił lekki, kuszący wręcz uśmiech.
- A myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę... – odezwała się na tyle głośno, żeby ją usłyszała. - Lily, skarbie – dodała, robiąc dwa kroki w jej stronę i zatrzymując się. Ciekawa była, czy kobieta odwróci się, czy pamięta jej głos. To, że nie zwróciła teraz na nią uwagi nie było niczym dziwnym. Wydawała się zamyślona. Zmieniła się przez te parę lat. Nie spodziewała się rzucenia w ramiona. Ciekawa jednak była, czy kobieta ją pamięta, a jeśli tak... to na ile.
Ignis stała teraz z dumnie uniesionym podbródkiem, w kapeluszu z szerokim rondem. Dłonie wsunęła w kieszenie oliwkowego płaszcza, spod którego wystawały końce jej rudych ogonów. Całą sobą zdawała się krzyczeć o uwagę. Nie zamierzała odpuszczać, skoro już ją dostrzegła. Może i sama zniknęła, może nie zdołała się pożegnać należycie, ale teraz znów była w pobliżu.
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore
 

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Widzicie, Lily w przeciągu ostatnich lat przeszła bardzo wiele. Trenowanie do roli laleczki, którą później ród miał zamiar sprzedać z ogromnym zyskiem, było o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Ciągłe oczekiwania i konieczność ich spełnienia były dla dziewczęcia niesamowicie obciążające, tym bardziej, że w tamtym okresie rodzina decydowała się również na selekcję jej bliskich przyjaciół. Z tego powodu Lily nie miała wielu przyjaciółek - nie pomagał też fakt, iż jako dziecko bywała znana ze swojej bezczelności i różnych innych, podejrzanych zachowań, wyniesionych oczywiście z sierocińca. Nie potrafiła się z początku odnaleźć w arystokratycznych realiach, toteż stworzyła wokół siebie swego rodzaju barierę, pozwalającą na uniknięcie zranienia. Tym samym jednak Lila pozbawiła się możliwości związania z kimś bliższych relacji. A chłopcy? Widywała ich tylko czasem, podczas treningów, na drugim końcu sali, lub też podczas posiłków. Ze starszymi mężczyznami miała styczność na bankietach, ale poza tym nałożono na nią absolutny zakaz randkowania i spotykania się z innymi nastolatkami. Powód? Ostatnia krew rodu musiała być nieskazitelnie czysta dla tego, kto zdecyduje się wkupić ją do własnej rodziny, dając przy tym Ke kolejne dzieci. Z tego samego powodu dziewczę miało wykonywane szereg badań, które kontrolowały jej zdrowie i kondycję. Nie mogła jeść zbyt wiele niezdrowych rzeczy, dbano o jej trening, pielęgnację, włosy, skórę... Powiedzielibyście - życie jak w Madrycie, czego można chcieć więcej. No właśnie, ona... Ona chciała czegoś więcej. Tylko nie potrafiła sobie uświadomić, czego tak właściwie pragnęła.
Świadomość ta pojawiła się razem ze spotkaniem pewnej niesamowitej wróżki. Młode, niedoświadczone dziewczę, niemal od razu dało się uwieść jej słodkiej tajemniczości i czułości. Zaczęły być ze sobą blisko, potem... Jeszcze bliżej. Tak blisko, że znały nie tylko sekrety swych dusz, lecz także niektóre tajemnice swej fizyczności... Lila myślała, że po raz pierwszy poczuła coś do kogoś - i było to to, o czym mówiły powieści dla nastolatek i dorosłych, samotnych jeszcze kobiet.
Niestety któregoś dnia ta sama piękna wróżka po prostu... Zniknęła. Ochłodziło to serce Liling jeszcze bardziej, uniemożliwiając jej spojrzenie na kogoś bliskiego drugi raz w podobny sposób. Nie chciała być zraniona, choć im więcej mijało czasu, tym ona bardziej spragniona była właśnie takiego uczucia, mimo swojego postanowienia.
Niech więc was nie zdziwi reakcja, którą lodowa księżniczka ukazała na dźwięk znanego głosu. Czy była zaskoczona? Owszem. Powiedziałabym nawet, że zszokowana. Smukłe brwi uniosły się ku górze, kącik ust zadrżał - lecz była to jedynie ulotna sekunda, zdradzająca jakiekolwiek uczucia. Mrok odpowiedział w jej ciele, kusząc serce, by nie okazało żadnej tęsknoty. Dlatego też, gdy kobieta wreszcie odwróciła się do dawnej przyjaciółki, na jej porcelanowej twarzy nie dało się odczytać żadnej emocji.
- Skarbie? Nie sądzę, żebyś po takim czasie wciąż miała prawo tak do mnie mówić - chłód emanował z zamkniętej sylwetki. W obyciu niczym nie przypominała tamtej delikatnej niczym lilia panny, która nie potrafiła ukryć rumieńców przy swojej przyjaciółce. Ta tutaj była silniejsza, zahartowana przez los - dzięki czemu w pewien sposób nawet piękniejsza.
- Też tak myślałam. Czy więc nie powinnaś wyminąć mnie bez słowa i zostawić, tak jak wtedy? - ironiczny uśmiech wykrzywił delikatne łuki ust, gdy Lila założyła na piersi ręce, jakby rzucając wróżce wyzwanie. Oczywiście, lisica w niczym się nie zmieniła - jej sylwetka wciąż kusiła powabem, jakimś nieodgadnionym sekretem, przyciągającym niebezpiecznie. Ke nie chciała się jednak znów na to nabrać - znała cenę dotykania tej aksamitnej skóry i niby niewinnego muskania tych diabelnych warg. Przekonana była, że wróżka po prosu zabawiła się jej uczuciami, by potem odejść bez słowa, nie mając się nawet ochoty tłumaczyć ze swojego przewinienia.

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.
 

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve
To nie tak, że dla Ignis wszystko, co wiązało się z Lily było jedynie zabawą. Prawdę mówiąc, po latach spędzonych na pogłębianiu mrocznej części siebie, dziewczyna była swoistym wybawieniem dla lisicy. Pomogła jej choć na chwilę oderwać się od własnych, krwiożerczych zapędów. Kto wie, może gdyby było im dane spędzić ze sobą jeszcze trochę czasu, Ignis pozbyłaby się w zupełności chorych pragnień oglądania cudzego cierpienia. Może nie pałałaby żądzą zemsty na każdym osobniku przeciwnej płci, której pozazdrościłyby jej nawet feministki. Gdybanie jednakże nic nie zmieni, nie można było cały czas pochylać się nad przeszłością, rozważając możliwe ścieżki, jeśłi postąpiłoby się inaczej. Przynajmniej, gdy chodziło o związki. Wszystko co miało związek z jej prywatną tragedią stanowiło przeszłość, teraźniejszość i przyszłość brunetki. Nie podlegało gdybaniom, wahaniom, zaprzeczeniom. Stanowiło część kobiety, która niczym cień podążała za nią, aby zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie, jak przed paroma laty. Wracając od drobnego kwiatu, któremu pomagała rozkwitnąć, który tak chętnie otwierał przed nią swe płatki, trafiła na scenę przywołująca nieodpowiednie wspomnienia. Pamiętała dokładnie swoją reakcję, ciepło szkarłatu na swoich dłoniach, radość z wybawienia oraz przerażenie w oczach drobnej istotki, której pomogła. Niestety ratując jedną duszę sama wpadła w błędne koło prób przestania. Jeszcze tylko jeden... Jeszcze tylko raz... Jeszcze tylko pojedyncze pchnięcie ostrzem... Jedno nacięcie... Dni mijały i nim się spostrzegła po ukochanym pąku kwiatu pozostała pustka w sercu. Nie trudno zgadnąć kogo za to winiła, prawda? Nienawiść zaiste była samonapędzającą się maszyną, której niewiele było potrzeba do pełnej sprawności.
Pamiętała. Mogła iść dalej, nie musiała zatrzymywać się. Mogła po prostu iść dalej, z dumnie uniesioną głową. Jednak odwróciła się i choć chłód, bijący od kobiety, docierał do Ignis z całą siłą, lisicy nie zszedł uśmiech z twarzy. Mieszanka łagodności z rzucanym wyzwaniem. Błysk w ciemnych oczach, lekkie poruszenie ogonami.
- Wiesz, że nie przepadam za egzekwowaniem prawa... Skarbie – ostatnie słowo wymówiła powoli, pozwalając językowi dopieścić je dostatecznie. Powoli zrobiła krok w stronę Łowczyni, a za nim kolejny, zbliżając się ostrożnie do Królowej Lodu. Nieprzystępna z pozoru, jak długo mogła się opierać. Nie przestawała uśmiechać się zaczepnie, prowokująco, jakby chciała zapytać, co może jej zrobić, jeśli nie przestanie się zbliżać, używać dawnego określenia. Czułego słówka, które obudziło wspomnienia z równą mocą co widok kobiety. Zmieniła się, Ignis nie wiedziała do końca co tak naprawdę uległo zmianom, ale nawet zapach się nieznacznie różnił. Nie ostudziło to jednak zapału lisicy aby sprawdzić, czy dawny ogień można jeszcze wzniecić.
- Nie sądzę, żebyś tego chciała Lily – odpowiedziała, a jej głos zniżył się do pomruku. Pokręciła karcąco głową, mrużąc na moment oczy, aby zaraz unieść wyżej głowę. Do tej pory to ona górowała kilka centymetrów, jednak szpilki potrafiły wszystko zmienić, a ruda nie przepadała za takimi butami. Wolała niższe obcasy, a najlepiej płaskie. - Gdybyś tego chciała nie zatrzymałabyś się, tak jak jak gdybym naprawdę cię wtedy porzuciła – dopowiedziała cicho, przesuwając spojrzeniem po gładkiej skórze jej twarzy. Szczególnie zatrzymała się na uderzenie serca na ustach kobiety, tyle razy pieszczonych jej oddechem, żeby w końcu wbić intensywne spojrzenie w ciemne tęczówki. Nie, nie opuściła i chętnie to udowodni. Pytanie, czy Lily miała ochotę powrócić do tego, co było kiedyś, a przynajmniej w pewnym stopniu to odtworzyć.
- Myślałam, że zostałaś gdzieś w Chinach – dodała po chwili wpatrywania się w kobietę. Prawdę mówiąc szukała jej tam. Próbowała odnaleźć cień zapachu, jakiś ślad. Nie znajdując niczego, co mogłoby dać jej nadzieję, poddała się znów demonom drzemiącym w niej, wpadając w kolejny ciąg, z którego znów próbowała wyjść. Próbowała. Piękne słowo.
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore
 

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Jak sama Lily mogłaby sądzić, że była dla Ignis kimś więcej niż tylko… Przygodą? Przecież lisica zawsze pojawiała się pod osłoną nocy, tajemnicza jak żadna inna postać nawiedzająca życie młodej Lilijki. Nigdy nie przedstawiła się oficjalnie jej rodzinie, nigdy nie uczestniczyła w jej życiu w ciągu dnia. Stąd młodziutka Ke miała o wróżce nietypowe, wręcz wyidealizowane wyobrażenie. Myślała, że lisiczka ochroni ją przed nieznającym kompromisów, arystokratycznym życiem – niestety nadzieja okazała się próżna. A wróżka? Rozpłynęła się, jak piękny sen, które Lila miała w zwyczaju śnić jeszcze w sierocińcu. Bez kontaktu z wyjątkową przyjaciółką, stała się o wiele… Chłodniejsza. Serduszko pełne nadziej zaczęło powoli gasnąć. Nie chciała angażować się już w podobne przygody, a już na pewno nie z dziewczętami swojego wieku. Lisica była przecież powiewem wolności, oznaczała pogoń za zakazanym… Łamanie zasad i podążanie za uczuciami – tego miała nauczyć młodej Ke. I w pewnym sensie jej się do udało, przynajmniej dopóki porzucona młódka przestała tęsknie oczekiwać całymi nocami, wpatrzona w okno, przez które wskakiwał zazwyczaj śliczny lisek. Nic to, trzeba żyć dalej, powtarzała sobie, próbując udawać, że brak tej ważnej osoby wcale nią nie wzruszył. Błąd. Chciała móc powiedzieć Ignis, że bardzo za nią tęskni – chciała znów przeczesać jej włosy palcami i zapewnić, że jest dla niej wyjątkowa. Niestety, nigdy już nie miała ku temu okazji. Starała się nie wspominać nigdy o wróżce, nie myśleć o niej – zabić w sobie tęsknotę, jak robiła to w przypadku zmarłej mamy czy ojca, który ją zostawił. Niemniej pierwsze miesiące były dla Lily bardzo trudne, nie wspominając już o momentach, w których znów rodziły się w niej problemy z zaufaniem, nabyte jeszcze w sierocińcu. Wszystko to przez kolejny zawód. I dziwić się, że nie lubiła spoufalać się z ludźmi, nie starała się zdobywać przyjaciół czy kogoś, kto mógłby zostać dla niej kimś więcej. Dziura pozostawała pusta, a z każdą kolejną Lila robiła się coraz bardziej podatna na chłód złych myśli. W pewnym sensie stała się idealną pożywką dla mrocznych sił – i choć nikt tego do tej pory nie zauważył, kobieta wcale nie czuła się najgorzej, nosząc w sobie prawdziwy Mrok. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy, czym jest, ale od pewnego czasu miała więcej siły, więcej pewności, by stawić czoła przeciwieństwom losu. Nie miała tyle złych myśli od lat młodzieńczych, ale nic nie szkodzi, w końcu wszystko dało się normalnie wytłumaczyć. Powracały co jakiś czas, w mniejszym natężeniu, ale… Zawsze były gdzieś obok. Teraz wróciły, ale wyjątkowo nie miała zamiaru ich powstrzymywać.
- Moje prawa musisz egzekwować. Już nie jestem dzieckiem – fuknęła księżniczka, przybierając obronną postawę. Nie miała zamiaru dać się wciągnąć w te gierki, nie drugi raz. Uśmiech Ig, kiedyś tak czarujący, nagle wydawał się Lili zupełnie fałszywy – jakby coś podszeptywało jej, że kobieta znów ma złe zamiary. Starając się ignorować własną słabość do wróżki, stała w odpowiednim odstępie, by nie zasygnalizować nawet cienia swojej tęsknoty. Zimna jak lód, czyż nie?
Rzeczywiście dorosła, wypiękniała nawet przez ten czas, nabrała ciała w odpowiednich miejscach. Czarująca laleczka, potrafiąca uwodzić ludzi gracją. Problem był taki, że sama zazwyczaj wcale nie miała takich intencji.
- Skąd możesz wiedzieć, czego chcę? Wiele się zmieniło, odkąd widziałaś mnie ostatnio – lekko urażony ton, zmarszczone brwi i poprawienie jedwabnego szaliczka związanego wokół szyi. Wszystko to świadczyło o ciągłej urazie, jaką Lila żywiła do Różki.
- Może gdybyś odezwała się choć raz… Może gdybyś dała znak życia… Ale nie dałaś. Zatrzymałam się z zaskoczenia, nie z sentymentu – szybko zdusiła wszelkie wątpliwości Ig, choć słowa, które wypowiadała, nieco mijały się z prawdą. – Nie sądzisz, że należą mi się przeprosiny? – dodała, a chłód znów dał się rozpoznać w jej głosie.
- Nie, nie zostałam. Teraz mieszkam tutaj. Za niedługo mam przeprowadzić się do narzeczonego – wyjaśniła. A choć wcale nie znała swojego przyszłego męża i szczerze nienawidziła pomysłu małżeństwa, przynajmniej ten argument przyda się, by nieco utrzeć nosa lisicy. A może nawet… Zranić ją? Choć Lila nie podejrzewała, że to możliwe. Gdyby Ig naprawdę się nią przejmowała, nie porzuciłaby jej wtedy.

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.
 

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve
Uśmiechnęła się kącikiem ust na fuknięcie Lily i jej dumną postawę. Och, ktoś próbował pokazywać pazurki? To nie działało na Ignis tak, jak zadziałałoby na kogokolwiek innego. Być może miało na to wpływ wcześniejsze spotkanie z innym Łowcom, po którym potrzebowała nieco odreagować, a może jedynie poznała już na tyle stojącą przed nią księżniczkę, że nie obawiała się jej. Owszem, minęło parę lat, obie zmienił się na lepsze, bądź gorsze, ale czy na pewno tak mocno?
- Och, bo nie jesteś już dzieckiem? – roześmiała się cicho, a jej spojrzenie błysnęło na moment równie lodowym blaskiem, co Lily. Jednak uśmiech ocieplił je ponownie. - Nie myślisz chyba, że to ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie? Chyba mi nie powiesz, że teraz, bo jesteś już dorosła, będziesz próbować ujarzmić wszystko, co wymyka się twojej kontroli – rzuciła lekkim tonem, podszytym ironią. Nie zamierzała się ugiąć i była pewna, że druga kobieta o tym wie. Musiała być tego świadoma. Ignis nie zamierzała zachowywać się teraz zupełnie inaczej, a co najważniejsze, nie zamierzała robić tego, co Lily kazałaby jej robić, o ile sama nie miałaby na to ochoty. Nie. Czasy, kiedy wykonywała polecenia minęły i nie zamierzała do nich wracać. Dla nikogo.
Obserwowała jej zachowanie, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Jedynie spojrzenie nabierało ognia, który w niej narastał. Pierwsza kłótnia poza dawnym rajem? Niech i tak będzie! Odnalazł się jej kwiat, do którego może nie miała prawa (!), ale którego zamierzała raz jeszcze dotknąć. Wspomnienia zapachu, smaku jej delikatnej skóry powracały słodką pieśnią do myśli lisicy. Nic więc dziwnego, że nie brała poważnie słów Łowczyni. Każdy lód topniał pod wpływem ognia, a one poniekąd symbolizowały oba żywioły. Który okaże się silniejszy, który ulegnie?
- To dlaczego wciąż tu stoisz i ciągniesz rozmowę? – spytała cicho, z nutą kpiny w głosie, która mogła drażnić księżniczkę, ale była jedynie dodatkiem do intensywnego spojrzenia ciemnych oczu. Mogła próbować rozwiewać potencjalne wątpliwości lisicy, ale ona była pewna swego. Obie pamiętały to, co się działo, obie przeżyły nieplanowane rozstanie, które pozostawiło w obu pustkę. Może poradziły sobie z nią jakoś, udawały, że nic takiego się nie stało, że nie było to nic ważnego. Ignis jednakże podejrzewała, że tak samo jak ona nie mogła zapomnieć o ciemnowłosej, tak ona miała ją wciąż w pamięci. Z tego powodu obie zatrzymały się, tocząc teraz niewielką bitwę.
Znieruchomiała na moment rozważając w głowie możliwości. Tłumaczyć się, czy przemilczeć. Och, dlaczego kłamstwo nie mogło jej przejść przez usta... Tak wiele mogło ułatwić, a jednak musiała balansować na delikatnej granicy prawdy. Ostatecznie wyjęła dłonie z kieszeni płaszcza, rozkładając ręce na boki, jakby chciała się poddać.
- Powiedzmy, że mam pewną słabość, która potrafi mną czasem zawładnąć, nie pozwalając na normalne funkcjonowanie – odezwała się, ostrożnie dobierając słowa. - Kiedy wróciłam do siebie, ciebie już nie było i nie wiedziałam gdzie szukać. Czy za czasową niepoczytalność powinnam przepraszać? Nie byłaś przygodą, ale żadna z nas nie miała drugiej na własność – dokończyła łagodnie, choć przy ostatnich słowach jej głos nabrał twardej barwy. Jedna ceniła sobie zupełną wolność, a druga tkwiła w złotej klatce. Nie przedstawiła się jej rodzinie, bo jak miała to zrobić? Miała wejść i powiedzieć, że jest jej... kim? Przyjaciółką? Kochanką? Dziewczyną? Nie skończyłoby to się w żaden pozytywny sposób, była tego pewna. Przychodząc nocami, wślizgując się jako lis... To był ich tajemniczy romans, ich chwila tylko dla siebie, która mogła trwać wiecznie, ale niestety skończyła się w taki, a nie inny sposób. Może Lily uciekłaby z nią, gdyby o to zapytała? Tylko dlaczego Ignis wydawało się, że nie? Że mimo wszystko dziewczyna, a obecnie kobieta, mimo wszystko nie była zdolna przeciwstawić się rodzinie?
Nie spodziewała się jednak następnych słów. Zdołała ukryć zaskoczenie, przymykając na chwilę oczy. Czego miała się spodziewać? Liczyła się z tym, że kobieta nie będzie na nią wiecznie czekać. Jednak wiadomość o narzeczonym zapiekła ją nieprzyjemnie. Mężczyzna. Znowu wszystko było ich winą. Najpierw rozłąka, teraz wzrastający mur. Gniew obudził się w lisicy, ale kiedy otwarła oczy i spojrzała ponownie na kobietę zachowywała pozory. Lekki, może nawet uwodzicielski w pewnym stopniu, uśmiech na twarz, krok do przodu.
- Więc koniec z wolnością. A szkoda... – odezwała się cicho, podnosząc dłoń, jakby chciała dotknąć jej policzka, ale zatrzymała dłoń niewiele przed jej skórą, muskając opuszkami powietrze między nimi. - [b]Wygląda na to, że naprawdę się spóźniłam, choć nie wyglądasz na szczęśliwą przyszłą pannę młodą. Pierścionka także nie widzę[b] – dodała, lustrując ją spojrzeniem. Jeśli wcześniej zastanawiała się czy będzie jeszcze miała możliwość choć jeden raz zasmakować tego, co kiedyś było między nimi, teraz pragnęła tego z całej siły. Ostatni raz, zanim stanie się czyjąś własnością. Och, słodka lodowa księżniczko... Jak wiele ognia potrzeba, aby stopić twój pancerz?
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore
 

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Czy próbowała? Raczej skutecznie posługiwała się tą metodą już od jakiegoś czasu, wyrastając na kocicę odtrącającą innych zaledwie poprzez jedno spojrzenie czy mruknięte z pogardą słówko. Księżniczka nie mogła przecież dać wróżce do zrozumienia, że mimo upływu lat wciąż jeszcze czuje doń jakiś sentyment i z chęcią przytuliłaby ją znów do serca. Teraz przypominało to bardziej grę, próbę sił, w której dwa drapieżniki starały się sobie udowodnić, który jest silniejszy. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie jednak do rękoczynów – choć ciekawe, na ile Lily byłaby w stanie stawić samej Ignis czoło. Wiele przecież zmieniło się od tamtego czasu…
- Dlaczego miałabym pozwolić, by coś zostawało poza moją kontrolą? Raz popełniłam ten błąd, teraz ostrożnie stawiam kroki – Lila uniosła blady nosek, odrzucając jednocześnie czarne loki na ramię. Ignis nie mogła już dyktować warunków ich spotkań, ani też pojawiać się tylko wtedy, gdy miała na to ochotę. – Znudziło mi się patrzenie, jak ktoś rozdaje karty – dodała, choć tym razem w jej głosie zabrzmiała nuta goryczy. Czy dosłyszysz ją, lisiczko? Miała do ciebie żal, że to zawsze ty kontrolowałaś sytuację i dyktowałaś warunki. Ona, jako dziecko, nie miała przecież żadnego pomysłu, jak ujarzmić żywioł podobny tobie. Ognia, mówili, nie da się niczym stłumić – on roztopi najtwardszy lód. Ale czym tak naprawdę jest płomień rozpalony w krainie wiecznego mrozu? Porzucone, skrzywdzone serce trudno było na nowo ogrzać, tym bardziej zlepić kawałki w jedną całość. Czy rzeczywiście chciałabyś się tego podejmować? Spójrz na nią… Takie księżniczki nie umiały odnajdywać w sobie prawdziwej pasji i uczuć. Ciekawe, co tak bardzo mogło ją zmienić.
- W każdej chwili mogę odejść – fuknęła znów, sfrustrowana nieco bezczelnością Ignis. Jak mogła wierzyć, że po tym wszystkim młoda Ke nadal będzie na nią czekać? Złamane serduszko przez wiele lat próbowało wyrzucić Ignis z myśli i wspomnień. Niestety, nie było to takie proste – a z tego powodu Lila jeszcze bardziej denerwowała się na nią. Nefilim co prawda starała się nie zdradzać żadnych emocji, ale nie potrafiła. Nie teraz, stojąc przed obiektem swoich niewinnych uczuć, który to porzucił ją na niedługo przed okropnymi dla Liling wydarzeniami. Nie ochroniłaś jej, choć tak bardzo wierzyła, że to właśnie w tobie znajdzie ostoję spokoju i… Czegoś jeszcze. Czulszego, delikatniejszego, o czym bano się między dwiema dziewczynami mówić. Niemniej działo się, zrodziło a później rozkwitało powolutku. Przynajmniej tak się młodej Ke zdawało, dopóki nie zniknęłaś nagle. Nawet z tego powodu Lila nie chciała tak łatwo dać się poddać. Mogłaby złapać cię za rękę i żyć chwilą, tak jak działo się to wtedy, gdy jeszcze nie bałyście się wymieniać słodkich pocałunków przy świetle księżyca wpadającym przez okno. Mogłaby, ale nie chciała tego robić, bojąc się wracać myślą do przeszłości, gdy choć przez moment mogła być szczęśliwa. Dałaś jej fałszywe poczucie nadziei, Ignis. Nadziei, którą wyszarpnięto z jej drobnych rączek podczas tamtego felernego wieczoru – i później, gdy wręczono jej list z komunikatem o oświadczynach.
- Słabość – prychnęła Lila, przekładając ciężar ciała z jednej smukłej nóżki na drugą. Niecierpliwiła się. – Więc uważasz, że zniknięcie na kilka lat bez słowa było zupełnie uzasadnione i nie należą mi się przeprosiny? Szalenie mi przykro, że my, nefilim, nie żyjemy setki, albo może nawet tysiące lat – choć nie wiem, czy i wtedy doczekałabym się słowa skruchy – zacisnęła smukłe dłonie, nie mogąc powstrzymać gniewu. – Oczywiście, nie miałyśmy siebie na własność… Najlepsze usprawiedliwienie! A skąd mam wiedzieć, że nie uciekłaś do jakiejś innej zabaweczki, rozkochując ją w sobie, obiecując gwiazdy i księżyc? Nie jestem głupia, nie musisz opowiadać mi swoich wróżkowych bajek. Odeszłaś, nie odwracając się przez ramię, więc i ja powinnam – ciemne oczy błysnęły raz jeszcze, bo sama Lila była na granicy wytrzymałości. Chciała Ignis wszystko wykrzyczeć prosto w twarz i jedyne, co ją powstrzymywało, to dobrze uformowana fasada księżniczkowości. – Jeśli miałam być tylko romansem, to dlaczego nie powiedziałaś mi tego wprost? Bo byłam za młoda i chciałaś mnie tylko wykorzystać? Trudno, takie jest życie. Myślisz, że ciągle spałam na stu miękkich materacach, pod którymi nie mogło być nawet ziarnka grochu? – ironiczne parsknięcie chyba tłumaczyło wszystko. Widzisz, lisiczko, nie znałaś całej historii – nie mogłaś wiedzieć, że Lila tak naprawdę pochodziła z sierocińca i wcale nie wychowała się otoczona luksusami. Tylko czy to cokolwiek by zmieniło, nawet gdybyś była tego świadoma?
Nagle Lila zamarła, gdy dłoń wróżki uniosła się, by musnąć jej policzek. Delikatne usteczka rozwarło westchnienie, oczy zatrzymały się na smukłych paluszkach lisicy. Tylko… Dlaczego Lila wciąż chciała na to przyzwolić? Czemu wciąż czuła tęsknotę.
- Owszem – odparła po chwili, tym razem nieco cichym, lekko speszonym tonem. – Nie spóźniłaś się, bo przecież mnie nie szukałaś – tym razem nuta smutku zabarwiła głos. – To był tylko głupi przypadek – Lila cofnęła się o krok, nagle trochę ogołocona z gniewu. Drobny gest bardzo zachwiał jej linią samoobrony. – Pierścionek… Jest u jubilera, narzeczony źle dobrał rozmiar – skłamała, choć nie tak gładko jak wcześniej. Jak miała wyznać, że to ustawiony ślub, a swojego przyszłego męża wciąż nie miała okazji poznać?

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.
 

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, kiedy Lily uniosła dumnie nos do góry. Gorycz nie przebrzmiała nieusłyszana, wrażliwe uszy, choć skryte pod kapeluszem, wyłapały charakterystyczny jej dźwięk. Jednak skrucha jeszcze nie pojawiła się na obliczu wróżki. Czuła żal przez tyle czasu, że chwila jego braku nie była niczym złym. Dodatkowo, co tu ukrywać, podobała jej się nowa księżniczka. Dominująca, pewna siebie, władcza. Nie przypominała tamtej niepewnej, zarumienionej dziewczyny, której pomagała poznać świat. Zdecydowanie chciała zawalczyć ponownie o nią, przekonać się, co w sobie skrywa, co się zmieniło. W każdej chwili mogła odejść? Ah tak...? A jednak coś ją utrzymywało w miejscu. Serce Ignis zabiło szybciej, kiedy podświadomość dyktowała jej jedno z możliwych rozwiązań. Czyżby nie tylko lisica tęskniła? Czy było to możliwe? Ciepło rozlało się w jej wnętrzu, kiedy determinacja wraz z dawnym uczuciem zaczynały ją ogarniać. Chciała przyciągnąć do siebie kobietę, jak kiedyś. Pocałować, objąć mocno ramionami, zanurzyć dłonie w ciemnych puklach. Być blisko, na ile pozwoliłaby im chwila, a później sprowokować kolejne spotkanie i kolejne, rozbudzając na nowo ogień w... ukochanej. Chyba mogła tak ją nazywać, we własnych myślach, gdyż na głos zbyt wielkie ryzyko. Nie mogła jej teraz wystraszyć, ani zniechęcić przed kolejną rozmową. Musiała więc przeprosić, pytanie pozostawało jak? Czy można było zmieścić żal w kilku prostych słowach, nie oddających tak naprawdę tego, co kobieta czuła? Przez lata tkwiła w złudzeniu co do miłości, a kiedy ponownie jej serce dla kogoś zabiło, nie było możliwości, aby pozostały razem. Ukrywały się niczym grzesznicy, zdane na łaskę księżyca. Pragnęły swojego ciepła i obie czerpały ze spotkań nadzieję na bycie szczęśliwą. Idylla dla Ignis trwała jednak zbyt długo, a pragnienia przejęły nad nią kontrolę. Teraz odczuwała tego konsekwencje.
- Przepraszam, Lily – odezwała się spokojnym głosem. - Przepraszam, że nie zdążyłam się pożegnać, poprosić, abyś zaczekała, że nie powiedziałam ci, że zniknę na jakiś czas. Przepraszam, że nie było mnie przy tobie – dodała szczerze. Nie było dnia aby nie wspominała jej z żalem o pozostawieniu w Chinach. - Nigdy jednak nie byłaś dla mnie zabawą, pierwszą lepszą. Nikt też nie znaczył dla mnie tyle, ile ty znaczyłaś... wciąż znaczysz – dokończył szczerze. Teraz miała możliwość naprawić wszystko, co tak niefortunnie zniszczyła, a przynajmniej tak odbierała ich przypadkowe zderzenie na ulicy. Musiała jednak kuć żelazo póki gorące, jak mawiali Przyziemni. Nie mogła czekać, ani zostawić Lily bez wywarcia na niej ponownie ogromnego wrażenia. Do tego niestety była potrzebna chwila szczerości, może z pominięciem niektórych faktów. Bądź, co bądź, ale Lily była nefilim.
Dostrzegła moment zawahania, gdy uniosła dłoń. Ta krótka chwila zaważyła na zakończeniu spotkania, a Ignis poczuła powiew zwycięstwa. Jeszcze jej nie dotknęła, w końcu kobieta zrobiła krok w tył, jakby chcąc zwiększyć między nimi dystans. Na to jednak lisica nie mogła pozwolić, więc sama przysunęła się o krok.
- Źle dobrał rozmiar? – spytała mrużąc oczy, wyczuwając kłamstwo. - Szukałam cię, ale urwał się trop... Wynagrodzę ci to – szepnęła podchodząc jeszcze bliżej. - Nie pozwolę, abyś to spotkanie nazwała jak własne zaręczyny, głupim przypadkiem – dodała, wbijając intensywne, płonące spojrzenie w tak dobrze znane ciemne tęczówki. Bliskość kobiety działała oszałamiająco, a ciało dobrze pamiętało ten gorąc. Ponownie uniosła dłoń, ale tym razem nie zatrzymała jej w połowie ruchu. Musnęła opuszkami delikatną skórę policzka kobiety, żeby po chwili przesunąć nimi na jej odsłoniętą szyję, przesuwając kciukiem po jej brodzie. Ujęła ją deikatnie, po czym wspiąwszy się nieznacznie na palce musnęła ledwie wyczuwalnie ustami wargi Lily. Był to delikatny gest, ostrożny. Pozwalała sobie na wiele, ale nie żałowała niczego.
- Chodź – rzuciła cicho, biorąc kobietę za rękę. Nie chciała jej puszczać ani w przenośni, ani w rzeczywistości. Uśmiechnęła się zachęcająco, a jej ogony otoczyły Łowczynię, jakby chciały nakłonić ją do przysunięcia się bliżej lisicy. Ruszyła ulicą, planując zabrać Lily na drinka, albo coś zjeść. Miały okazję pobyć chwilę same, na oczach innych, co było czymś nowym. Serce biło jej jak oszalałe, choć nie było to widoczne na jej twarzy. Jedynie ciemne oczy błyszczały podekscytowaniem, który wróżka odczuwała. Więc jej słodki kwiat miał narzeczonego? Mogła się tego spodziewać, nie oczekiwała, że kobieta będzie na nią czekać. Poczuła ukłucie zazdrości i prawdę mówiąc, zamierzała spróbować wszystkiego, byle tylko zatrzymać kobietę przy sobie. Czy wciąż była posłuszna rodzinie? A może coś się zmieniło...?
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore
 

Lily Ke

26 lat



she's a type of a woman who can elegantly say "fuck you" just with one glance





[Cytuj]
Multikonta: Xian Hu, Kai [nkt]
Widzisz, lisico, dominację i siłę księżniczka musiała ukształtować wraz z biegiem czasu, szczególnie po wydarzeniu, jakie dotknęło ją na jednym z bankietów. Nie chciała więcej dać się przestawiać przez żadnego mężczyznę, zresztą – mroczna istota w jej sercu również nie mogła dopuścić do myśli o małżeństwie z obcym partnerem. Oczekiwano od niej, że być może urodzi mu kiedyś dziecko – podczas gdy ona buntowała się temu każdą cząstką swego jestestwa. Siła nie była w niej przypadkowa, skrywała bowiem również sekret niezwykle wrażliwego serca, wciąż tkwiącego w piersi, a obecnie zamrożonego przez chłód Mroku. Nie przypominała niczym delikatnego dziewczęcia, bo wobec okrucieństwa świata nie mogła nim pozostać. Odsłonięte pisklę zmieniło się nie w pięknego łabędzia, lecz w drapieżnika, gotowego atakować ostrymi pazurkami. Pytanie, czy Ignis będzie potrafiła na nowo odkryć w niej przepiękne, białe piórka, czy raczej zmotywuje do ostrzenia kłów.
Widzisz, cudna wróżko, oczywiście, że Lila wciąż miała do ciebie słabość. Gdyby zapomniała, czy wciąż ciągnęłaby ten bezsensowny dialog? Czy próbowałaby sprawić ci ból, kłamiąc o szczęśliwych zaręczynach? Z pewnością nie zadałaby sobie tyle trudu, a jedynie uniosła główkę, odchodząc szybkim krokiem. Prawda była jednak oczywista, tak bardzo jak zdradzające ją sygnały. Przyspieszony oddech, rozszerzone źrenice, dłonie, które nerwowo drżały, jakby chciały wyciągnąć się w stronę kobiety. To nie iluzja, ona naprawdę pragnęła znów być blisko…
Odetchnęła, gdy padły wreszcie przeprosiny – jej pełna warga drgnęła lekko w czymś przypominającym bardzo żałosną, bardzo smutną minkę. I choć bardzo nie chciała dać po sobie poznać uczuć, wzruszenie zapanowało nad nią, odganiając na chwilę nawet sam Mrok. Sama nie wiedziała dlaczego, ale uwierzyła Ignis – może z powodu tęsknoty, a może z samotności. Wykorzystana przez rodzinę, chciała wierzyć, że istniała choć jedna osoba, która była wobec niej szczera i czuła. Choć jedna, która nie chciała sprawić jej przykrości czy krzywdy.
Więc co zrobiła mała Lila, której przebłysk zaświecił w oczach dorosłej, poważnej kobiety? Skinęła główką, przyjmując tym samym przeprosiny i przystając na propozycję dawnej kochanki. Bo tak naprawdę… Czy miała coś do stracenia? Wpatrując się w oczy lisiczki potrafiła przywołać wyłącznie dobre wspomnienia z nią związane, niemalże całkowicie zapominając o bólu, jaki sprawiła swoim zniknięciem. Bo tak to już jest, że tęsknimy najczęściej właśnie za takimi chwilami, wciąż wspominając bliską osobę, rozgrzebując momenty dawnej czułości i wrażliwych gestów.
Nie potrafiła się cofnąć jeszcze o krok. Jak jeleń złapany w światła reflektorów, stała nieruchomo, czekając na rozwinięcie sytuacji. Nie zatrzymała zbliżającej się Ignis, bo nawet gdyby rzeczywiście chciała ją powstrzymać – nie potrafiłaby. Znajome ciepło warg roztopiło większość lodu otaczającego serce księżniczki. Sama uniosła nieśmiało dłoń, by ostrożnie przeczesać palcami włosy wróżki, może nawet pogłaskać ją nieśmiało po policzku. Ba! Gdy ta chciała się odsunąć, Lila jeszcze przez moment śledziła jej ruchy, pochylając się, by podążyć za rozkoszą słodkich usteczek wróżki. Dopiero gdy znów stanęły naprzeciw siebie, młoda nefilim odwróciła spojrzenie na bok, jakby nieco skrępowana swoją śmiałością. Była bardzo zdeterminowana, by trzymać uczucia na wodzy – ale uniesienia kącików ust powstrzymać nie mogła.
- Wynagrodzisz? Obiecujesz? – cichszy, zdecydowanie spokojniejszy głos z tonem nadziei poparł niby przypadkowy gest. Ledwo muśnięcie palcami przedramienia kobiety, zwyczajne szukanie wsparcia i zapewnienia, że od teraz naprawdę wszystko będzie tak jak dawniej. – Nie ma pierścionka, bo jeszcze… Jeszcze go nie znam – przyznała niepewnie, cichym głosem, pochylając się nad uchem wróżki. – Dostałam list… List w którym oznajmiono, że wychodzę za mąż – gdy pękła lodowy mur, nie było już niczego co mogło powstrzymać głosu Lili od delikatnego drżenia – szczególnie, że bardzo Ignis ufała. Moment słabość był zupełnie zrozumiały, bo odkąd pojawiła się w York, nie mogła sobie na niego pozwolić.
- Nie wiem co robić… – zawahała się, nie będąc pewna, czy powinna zdradzać lisicy wszystkie szczegóły swojego narzeczeństwa. Czy jednak był sens ukrywania czegokolwiek, skoro znów znalazły się blisko?
- Opowiesz mi, co się działo? – zapytała, tym razem głosem pewniejszym, władczym, przypominającym znów tą kobietę, która przed momentem tak bardzo zadzierała do góry nosek. Nie przeszkadzało jej to jednak w ujęciu dłoni Ignis i podążeniu za nią do drogiej restauracji, w nadziei, że będą mieć chwilę na wyjaśnienie sobie wszystkiego. A choć Lil nie chciała mówić nic więcej, lekkie zaciśnięcie palców na dłoni wróżki zdawały się wystarczającym przekazem dla prostego słowa – „tęskniłam”.

/ Heworth Place

She was free in her wildness.

She was a wanderess, a drop of free water.

She belonged to
no man
and to no city.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo