Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Może rzeczywiście tekst był zbyt smutny do tego uroczego miejsca i dnia? Jednak coś w tym utworze było takiego, że Lennan nie potrafił ostatnio grać niczego innego. Nawet jak zaczynał utwór zupełnie innego wykonawcy, albo własne improwizacje, zawsze kończyło się to na Soud of Silence. Może powinien jakoś zastanowić się nad tym, czy nie będzie tu jakiegoś psychologicznego wytłumaczenia, ale po co? Po prostu kochał ten utwór, więc grał go na czym mógł. Tak jak teraz, wsłuchany w odgłosy lasu, przygrywając sobie. Przymknął nawet oczy, opierając głowę o pień drzewa. Tak było dobrze, spokój, bez dziwnych ludzi, szalonych, z niezrównoważonymi umysłami. Usłyszał, że ktoś się zbliża, ale o dziwo, tym razem nie zareagował równie gwałtownie jak kilka tygodni temu nad rzeką. Gdy tylko usłyszał głos i sam spojrzał na właścicielkę, pogratulował sobie opanowania. Jeszcze tego brakowałoby, żeby rzucał sztyletem w... Zaraz, zaraz... Aura oraz widoczna "ozdoba" kości policzkowych mówiły jasno z kim miał do czynienia.
- Miło, że w końcu ktoś to docenił - odpowiedział z lekkim uśmiechem, nieznacznie skinąwszy głową. Przesunął jeszcze raz spojrzeniem od jej oczu, do łusek, żeby zaraz omieść jej całą twarz. Prawdopodobnie się nie mylił, w końcu była znaną personą, a przynajmniej w Instytucie. Warto było jednak ryzykować? Ach, jak już przeżył spotkanie z dwoma czarownikami, może i z kolejnym da radę.
- Ty jesteś Opal? - spytał, podnosząc się z ziemi i otrzepując spodnie z maleńkich gałązek. Chyba nie miał powodów do bania się jej? Owszem, była Czarownikiem, nawet przewodniczyła Organizacji, ale Instytut chyba z nią współpracował, jeśli się nie mylił. - Lennan Fairwolf - przedstawił się, wyciągając ku niej rękę na powitanie. W tej samej chwili dostrzegł koszyk z lnianymi woreczkami, jeszcze pustymi. Oczy Łowcy aż się zaświeciły, zupełnie tak, jakby ktoś postawił przed nim ekspers z wiecznie parzącą się gorącą, świeżą kawą i powiedział, że jest jego na własność.
- Nie potrzebujesz pomocy? - spytał bez zastanowienia, uśmiechając się nieco szerzej. Ostatnio zastanawiał się, czy nie powinien zacząć uczyć się podstaw zielarstwa, żeby w razie konieczności móc jakoś pomóc sobie, czy też innym, a tu proszę! Wiedźma, która prawdopodobnie zna się na rzeczy. Kto wie, może będzie mógł ją poobserwować? A może nawet zacząć wypytywać o niektóre zioła i ich właściwości?
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Melodie potrafiły czepiać się nas i nie puszcza, nieważne co robiliśmy, nie ważne, w jakich to właśnie okolicznościach się znajdowaliśmy. Czasem dlatego, że miały przyjemny rytm, czasem chwytliwy tekst, a czasem po prostu potrafiły oddać nastrój, w którym się znajdowaliśmy. I to nie tylko ten powierzchowny, ale także te uczucia, które kryliśmy głęboko w sobie. Oczywiście nie u każdego to działało, ale na osoby, które były dość wrażliwe na muzykę i po prostu czuły ją w sercu, jak najbardziej. Może właśnie taką osobą był Len, a piosenka oddawała jego samopoczucie? A może ten wybór to zwykły przypadek?
York rzeczywiście był domem dla wielu szaleńców, wielu z nich Opal kojarzyła, niektórych nawet polubiła, była jednak czarownikiem, a oni już mieli to do siebie, że potrafili być nie do końca normalni. Zresztą nie tylko oni, większość długowiecznych prędzej, czy później zdobywała jakieś swoje dziwactwa, w końcu już nawet zwykła setka na karku sprawiała, że człowiek przeżył więcej, niż można było sobie wyobrazić. Nie wspominając o tym, że do tego dochodziła jeszcze świadomość posiadania krwi demona oraz możliwość władania magią. Tak, to nie zawsze było takie proste do przełknięcia. Opal jednak mimo wszystko należała do tych spokojniejszych długowiecznych. Zresztą, aż tak długowieczna, to ona i tak nie była.
Jak widać, sława Opal ją wyprzedzała, co zresztą całkiem ją zainteresowało, trochę zaniepokoiło, ale i połechtało po ego. W końcu to oznaczało, że cieszyła się sporym poważaniem. A także, że łatwo mogła stać się czyimś celem w przyszłości. Te myśli jednak szybko uleciały z jej umysłu, a ona uśmiechnęła się jedynie.
- Widzę, że nie grzeszysz skromnością. To dobrze należy znać swoją wartość, a muszę przyznać, że naprawdę miło się słuchało tej melodii - mówiła, gdy ten się jej przyglądał. Nawet puściła mu oczko, gdy tak ją sobie oglądał, w końcu nie mogła się powstrzymać, by jakoś na to nie zareagować.
- Moje imię jak słyszę, już znasz, ale pozwól, że się przedstawię bardziej oficjalnie. Opal Lengyel - pochwyciła jego dłoń i ścisnęła lekko. Młody Nefilim dobrze odrobił lekcje i się nie pomylił. Zresztą, ona i tak chyba była dość charakterystyczna. Drobna, z czarnymi łuskami na twarzy, które potrafiły przyjąć pod wpływem światła wiele innych kolorów.
Nie zwróciła uwagi na spojrzenie Lennana na koszyk, dopóki ten nie zaproponował jej pomocy. W sumie nie miała nic przeciwko temu, by ktoś jeszcze się koło niej kręcił, a we dwoje zawsze szybciej uwiną się z niektórymi żmudnymi czynnościami. Chociaż te nawet lubiła.
- Jeśli chcesz, możesz mi pomóc. Znasz się trochę na roślinach, czy po prostu chcesz się czegoś nowego nauczyć? - zapytała. W końcu sama uwielbiała zarówno zielarstwo, jak i alchemię. Kochała zbierać rośliny, by potem tworzyć z nich małe dzieła sztuki zamknięte we fiolkach i butelkach. Zresztą jeden z jej specyfików miał już niedługo sprawić, że dla dwójki nelifilim pijacki wieczór będzie niezapomniany.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Zupełnie jak w wierszu Charlesa Baudelarie'a "wino mordercy", gdzie stwierdza "nous sommes tous plus ou moins fous", czyli nie mniej nie więcej, ale że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej szaleni. Coś było w tym zdaniu, jak i w całym wierszu, który Lenn znał w oryginale. Zdawał sobie sprawę, że szaleństwo było wartością względną. Mógłby znowu parafrazować z kolei Oscara Wilde'a, który twierdził, że gdy wszyscy się z nim zgadzają, on wie, że się myli. Może to samo było z szaleństwem? Skoro Lennan uważał, że jest otoczony szaleńcami, czy nie było to oznaką, że tak naprawdę to on nie był w pełni poczytalny? Takie rozważania jednakże sprowadzały go na tak dziwne tereny teorii, że wolał szybko odrzucać je od siebie i nie zagłębiać się nadto.
- Ze swoją skromnością mógłbym iść dalej i twierdzić, że gdybym był faunem, roślinność rosłaby szybciej przy dźwiękach mojej lutni - odparł bez namysłu, uśmiechając się szeroko i jakby dla potwierdzenia swoich słów, zagrał kilka przyjemniejszych akordów, skocznego utworu. Szybko jednak przewiesił sobie instrument na plecy, tracąc nim zainteresowanie na rzecz poznanej właśnie Czarownicy i jej koszyka pełnego niespodzianek, które nie każdy potrafił docenić.
- Odróżnię sosnę od świerka, wilcze jagody od tych jadalnych... Wiem które grzyby można jeść, a którymi można się zatruć... Jeśli taka wiedza może być uznana za podstawy to chyba nie jest źle - odpowiedział śmiejąc się lekko. Cóż, w ramach nauki przetrwania w dziczy podstawowe zagadnienia znał. Nie miał tak łatwo jak Devana, nie mógł po prostu porozmawiać z roślinami, dlatego w czasie nauki od matki, starał się zapamiętywać jak najwięcej, licząc, że kiedyś mu się to przyda.
- Za dzieciaka dużo czasu spędziłem pośród natury, więc trochę liznąłem tematu... Chętnie jednak nauczyłbym się czegoś więcej. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie konieczność sięgnięcia po zioła czy inne specyfiki - dodał, wzruszając lekko ramieniem. Prawdę mówiąc, obawiał się, że jeśli nie podszkoli się w stawianiu run, to kiedyś jego średniej jakości Iratze może nie wystarczyć. Wolał wiedzieć jak przygotować odpowiednie wywary, byle tylko pomóc czy to sobie, czy to komuś innemu w potrzebie. Planował dojść nieomal do perfekcji z łucznictwem, czy nawet akrobatykę i większość czasu poświęcić na naukę zielarstwa i tych zagadnień z alchemii, które byłyby dla niego dostępne. O ile w ogóle mógł się tym parać.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Zapewne każdy znalazłby w sobie, choć odrobinę szaleństwa, choć wielu nie ma tyle odwagi, by zacząć go szukać, wielu po prosty za bardzo chce pasować do społeczeństwa, ignorując wszelkie niezwykłe cechy swojego charakteru. A szkoda, bo skoro wszyscy są nie normalni, to wychodzi na to, że robione to jest na próżno. Opal zapewne chętnie porozmawiałaby na ten temat, zresztą przygarniała każdą interesującą pogadankę, która coś mogła do jej życia wnieść. Dość łatwo było ją wciągnąć w dyskusję, a już na pewno nefilim miałby ją w garści, gdyby zaczął cytować francuską poezję, którą czarownica darzyła sporą sympatią, żeby nie powiedzieć, swego rodzaju miłością.
Zaśmiała się ponownie, widząc, że łowca nie zamierzał nagle stracić pewności siebie, a nawet musiała przyznać, że z całym tym popisywaniem było mu do twarzy. Miał w sobie coś psotnego, co na początku trudno było do końca określić. Chwilę jednak później, Opal dostrzegała małą wskazówkę w postaci spiczastych uszu.
- Potomek wróżki? W takim razie nawet bym się nie zdziwiła, gdybyś jednak przyciągnął do nas jakąś zwierzynę zauroczoną muzyką - stwierdziła lekkim tonem. W samym pytaniu za to nie kryły się żadne większe emocje. Ot, zwykła chęć potwierdzenia przypuszczeń. - Ja sama umiem grać na pianinie, ale na samą naukę miałam wiele lat, muszę więc przyznać, że i tak mi zaimponowałeś - mówiła dalej, nie robiąc sobie za wiele z tego, że znali się dopiero od paru minut. Chyba potrzebowała zwykłej, niezobowiązującej do niczego rozmowy, a właśnie na taką się u niech zapowiadało.
Słuchała o umiejętnościach Lennana, dalej się uśmiechając. Mistrzem może nie był, ale jakieś podstawy miał, co oznaczało, że mogła mu po prostu pokazać, co należy zbierać i w jaki sposób, a ten powinien sobie dalej poradzić. Zresztą, zawsze powtarzała, że na błędach też można się uczyć.
- Nie jest źle, jeśli chcesz, mogę ci parę rzeczy pokazać, mam nawet własny sklep zielarsko-alchemiczy - w którym ostatnio siedziała według niej zdecydowanie za mało, bo obowiązków miała naprawdę dużo, a sam sklep był raczej jej hobby, niż rzeczywistym sposobem zarobku. Fortunę zbierała na innych rodzajach biznesu, w tym nieruchomościach.
- Może zacznij od czegoś prostego, zbieram między innymi młode liście pokrzyw i podbiał, w sumie chyba nie powinno być z tym problemu. Masz jakiś nożyk? - zapytała, chociaż podejrzewała, że nefilim raczej coś przy sobie powinien mieć. Chociaż wiadomo, jak to bywało ze stereotypami. Te nie zawsze pokrywały się z rzeczywistością.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
W takim razie szkoda, że Lennan nie czytał w myślach. Ten wiersz z wielką przyjemnością wyrecytowałby jej, nawet przygrywając dla klimatu, choć na pierwsze spotkanie nie był może odpowiedni. Z drugiej strony, kto nie chciałby posłuchać wyznań zapijaczonego mordercy? Gdyby słowo "wino" w utworze zamienić na "kawa", Lennan mógłby uznać, że jest o nim samym. Wtedy zostałby uznany za szaleńca, a to prowadziłoby do kolejnej najwyraźniej interesującej dyskusji z Opal. Chociaż kto wie? Może nie wszystko stracone?
Spojrzał na nią uważnie, mrużąc nieznacznie oczy. Był nieco przewrażliwiony na punkcie uszu, które postanowił mimo wszystko nosić odkryte, ścinając włosy. Nie dostrzegł jednak w spojrzeniu Czarownicy cienia drwiny, a jej głos brzmiał lekko. Uśmiechnął się więc lekko, przekrzywiając nieco głowę.
- Nie próbowałem tego, ale zawsze jakiś sposób na przynętę - rzucił, wzruszając lekko ramionami. Prawdę mówiąc nie wierzył, że mógłby zrobić cokolwiek, co było możliwe dla zwyczajnych pół Faerie. - Czekaj, czekaj, i tak mi zaimponowałeś? Czyli gram dobrze jak na swój wiek i niewielkie doświadczenie pod tym względem? - spytał ze śmiechem w głosie, dorabiając własną teorię do jej słów i zastanawiając się, czy kobieta zacznie z nim się tym bawić. Ostatnio polubił gry słowne oraz różne spekulacje. Ciekaw był, czy każdy Czarownik był do tego chętny, choć sam znał już jednego, który raczej był skory do bitki niż do rozmów. Z drugiej strony może po prostu nie pałali do siebie jakąkolwiek sympatią i to był ten problem. Na całe szczęście ani nie rzucał w Opal ostrzem, ciekawe czy zdołała się o tym fakcie dowiedzieć, ani też nie próbował jej za nic ganić. Zapowiadało się więc na przyjemne spotkanie.
Oczy Lenna zabłyszczały ciekawością, gdy tylko usłyszał o sklepie zielarsko-alchemicznym. Był w mieście od miesiąca a nie zdążył jeszcze tego znaleźć. Najwyraźniej jednak los się do niego uśmiechnął i mógł zacząć rozwijać swoje pasje. Na propozycję kobiety tylko uśmiechnął się z zadowoleniem, sięgając do cholewy buta i wyjmując z niej niewielki nóż, którym można było zarówno rzucać, jak i zbierać zioła.
- Pokrzywy są proste, ale podbiał... Musiałabyś mi pokazać - powiedział, krzywiąc się nieznacznie. Nie zamierzał udawać większego specjalistę niż był. Wyglądało jednak na to, że będzie mieć dobrego nauczyciela. - W takim razie jesteś uzdrowicielem. Pacyfistka, czy miłośniczka trucizn? - spytał lekko, naprawdę ciekaw odpowiedzi. Sam nie zamierzał ukrywać, że interesowała go zarówno możliwość leczenia przy pomocy ziół i wywarów, jak również zanurzenia ostrza, albo grotu strzały w odpowiednim specyfiku, żeby nawet zadraśnięcie wywołało zamierzony skutek.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Ależ Opal chętnie wysłuchałaby wiersz jednakowo w formie oryginalnej, jaki zmienionej, w końcu na sztukę zawsze był odpowiedni moment, nawet jeśli sam utwór nie do końca pasował do nastroju. Był jednak naprawdę zmuszający do refleksji, a Opal mimo wszystko lubiła czasem pomyśleć i porozważać. Może właśnie dlatego lubiła poezję? Bo dawała ona sposobność do odkrywania nowych prawd. Co prawda do niej jednak lepiej trafiłaby wersja niezmieniona, bo wolała wino od kawy, ale zawsze dobrze też spojrzeć z innej strony na dzieło, prawda?
Opal lubiła i szanowała wróżki, tak naprawdę od czasów młodości spotykała się z nimi naprawdę często, a i miała wśród nich wielu przyjaciół i znajomych. Zresztą, sama nie miała w zwyczaju oceniać ani po rasie, ani po wyglądzie, po prostu poznawała daną istotę, i dopiero wtedy oceniała. A i tak starała się jej za szybko nie skreślać. Była dobrą duszyczką, póki ktoś jej nie skrzywdził.
- Ewentualnie będziesz mógł się pobawić w księżniczkę Disneya otoczony przez te wszystkie zwierzątka - o, żeby nie było, że czarownica jest zacofana z obecną kulturą. Ogarniała ją całkiem nieźle, nawet konto na Instagramie miała z całkiem sporą liczbą obserwujących!
Uśmiechnęła się, gdy Lennan wyłapał je stwierdzenie. Nie spodziewała się, że będzie to drążył, ale w sumie jej to nie przeszkadzało. Pytanie tylko, zacząć się z nim przekomarzać, czy może jeszcze bardziej podbić jego ego?
- Wiesz, Vivaldim nie jesteś, ale nie powiem, coś może z ciebie będzie, jak jeszcze poćwiczysz - zerknęła na niego, wzruszając ramionami, tak jak on zrobił to wcześniej. Sama może nie była Beethovenem, ale umiała całkiem nieźle zagrać wiele utworów, również tych bardziej skomplikowanych, chociaż miała wrażenie, że i tak jej narzeczony był od niej lepszy. Zresztą, on miał jeszcze więcej czasu, by dopracować technikę i przećwiczyć co niektóre utwory. Chociaż melodię z Piratów z Karaibów nadal grała lepiej!
Właśnie, z czarownika to bywało naprawdę różnie, a Opal o pożyciu z nimi mogłaby już chyba książkę napisać. Jedni byli mili i ugodowi, inni czepiali się o wszystko, co się dało, jeszcze inni mieli manię wielkości, a jeszcze inni wszytko w czterech literach. Każdy był inny, każdy miał inne cele, Opal nawet ostatnio miała tendencję do porównywania ich do stada kotów, z czego każdy chodził własnymi ścieżkami i trudno było go zatrzymać w jednym miejscu, a o zmuszeniu do czegokolwiek to już zapomnij. Temu myślała nawet o zmianie paru rzeczy w organizacji.
Lennan miał też szczęście, że spotkał najbardziej ugodową, przyjazną i pozytywnie nastawioną do innych czarownicę, jaką do tej pory chyba York gościł.
Dostrzegła błysk w oczach na wspomnienie o jej sklepie i uśmiechnęła się szerzej. O proszę, czyżby znalazła kogoś, kto także chciałby zając się zielarstwem?
- Jeśli chcesz, możesz kiedyś go odwiedzić. Chelidonium w centrum. Mam na sprzedaż parę ciekawych eliksirów, a i składni także potrafię sprowadzić nietypowe. W sumie można powiedzieć, że w tym się specjalizuję - mówiła dalej, ciekawa, czy łowca się na propozycję skusi. Zresztą, chyba jeszcze u żadnego Nefilim nie widziała takiego zainteresowania zielarstwem.
Posiadanie nożyka tak jak wcześniej wspomniane nawet jej nie zdziwiło.
Rozejrzała się po okolicy i nawet przeszła kilka metrów, by w końcu się zatrzymać przy żółtych, całkowicie niepozornych kwiatkach. Poczekała, aż Lennan do niej podejdzie, ewentualnie machając do niego ręką, a potem kucnęła i delikatnie wzięła w dłoń jedną główkę kwiatu.
- Są dość niepozorne, dla kogoś naprawdę niewprawnego przypominają trochę mniszka lub mlecz, mają jednak inaczej wyglądający sam środek - tu pokazała na niego palcem - i bardzo charakterystyczną łodyżkę. Potrzebne są tylko kwiaty, ale możesz też przyjrzeć się liściom, w razie, by móc zawsze się upewnić, czy to na pewno to. Idealny przeciwko suchemu kaszlowi, czy też na złagodzenie bólu gardła - zakończyła swoją krótką wypowiedzi i skinęła łowcy. W końcu od tego była, by czegoś go nauczyć, prawda? Na kolejne pytanie za to zaśmiała się krótko.
- Raczej miłośniczka pieniądza - powiedziała półżartem, półserio. - Tak naprawdę jestem bardziej medykiem i leczę tych, co są w potrzebie, zdarza mi się jednak wykonywać różnego rodzaju specyfiki na zlecenie naprawdę różnych osób. Szczególnie, jeśli w grę wchodzi porządna zapłata. Sama za to po truciznę sięgam naprawdę rzadko, raczej wtedy, gdy ktoś mi cholernie zajdzie za skórę - uniosła jeden kącik ust, a w jej spojrzeniu pojawiło się coś niebezpiecznego. Coś co mówiło, że lepiej nie stawać się jej wrogiem.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Kto wie, może kiedyś będzie mieć tę okazję, żeby zaprezentować Czarownicy swoje umiejętności w recytowaniu francuskiej poezji. Zawsze lepiej popisywać się takimi zdolnościami, niż umiejętnościami w zakładaniu więzów i wpychaniu do lochów. Prawdę mówiąc, Lennan starał się, gdy tylko miał okazję, udawać, że wcale nie jest Nefilim. Stąd wypady na łona natury, z ukulele, granie wesoło do roślinności. Można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że próbował w jakiś sposób stać się faunem, dzieckiem natury i tylko jej. Próbował stopić się w jedno z drzewami, siedząc zawsze tak, żeby nie było go od razu widać, ale mimo tego w mieście wciąż nosił czerń. Pewnie jego sztuczki udałyby się, gdyby nosił zieleń, jednak tłumaczenie się z jakiegoś przedziwnego kodu kolorystycznego nie było tym czego pragnął. Słysząc słowa Opal wybuchnął gromkim śmiechem, opierając dłonie na biodrach. Po chwili złapał ponownie za ukulele i zaczął przygrywać piosenkę z Arielki, kręcąc się w kółko tak, jakby chciał naprawdę przyzwać do siebie jakieś zwierzęta. Szybko jednak przerwał wygłupy, mrugając zaczepnie do kobiety.
- Pokój w rodzinnym domu mam rodem ze Śnieżki czy innej Aurory z czasu gdy mieszkały w lesie, więc kto tam wie, może jestem Księciem z Bajki - odpowiedział na jej zaczepkę, nic sobie z tego nie robiąc. Może, gdyby kto inny tak żartował, Lennan miałby ochotę uciąć mu język, ale ze strony Czarownicy nie wyczuwał złośliwości. Zaraz też uśmiechnął się na jej kolejne słowa. - Vivaldi z tego co mi wiadomo nie był wirtuozem ukulele - rzucił, wzruszając ramionami. Nie brał tego do siebie, ale przyjemnie było grać z kimś w taką grę. Bez sztywnych rozmów z serii kim jesteś, co tu robisz, do czego jest ci to potrzebne, nie chcesz nikogo otruć? Nie, nie potrafiłby w ten sposób prowadzić jakichkolwiek rozmów.
Zmrużył oczy, przygryzając policzek od środka, czując jak ciekawość zaczyna zjadać go od środka. Kolejny Czarownik, który mógł pokazać mu coś ciekawego. Z tą różnicą, że akurat ona mogła jeszcze go czegoś nauczyć... Ciemne oczy błysnęły po paru sekundach wahania. Nie będzie uciekał od wiedzy, prawda?
- Bądź moją nauczycielką, a pomogę przy szukaniu przeróżnych składników - zaoferował się, uśmiechając się szeroko, ale zapamiętując nazwę sklepu. Postanowił odwiedzić ją w najbliższej przyszłości. Gdyby nauczył się sporządzać odpowiednie maści, bądź eliksiry, mógłby znacznie zwiększyć swoje możliwości w czasie walki. Nie był mistrzem w stawianiu run, ale mając pod ręką wzmacniające eliksiry... Dlaczego nie miałby spróbować nauczyć się czegoś, co go naprawdę fascynowało? Prawdę mówiąc uważał, że Nefilim za bardzo polegają na runach, a to ich kiedyś zgubi. Bez steli, bez run, nie różnili się niczym od Przyziemnych, a jednak oni dawali sobie radę z poważnymi ranami. Który z Łowców mógłby powiedzieć o sobie samym, że ileś ran po bitwie wyleczył sobie samodzielnie, bez magii. Magia miała swoją cenę, którą prędzej czy później należało uregulować. Lennan nie chciał aż tak ryzykować, chciał móc się w razie kłopotów uchronić przed śmiercią, na ile pozwolą mu jego umiejętności.
Przyglądał się z uwagą pokazywanemu mu kwiatkowi, zastanawiając się mimowolnie jak zadziwiająca była natura. Tworzyła coś, co nie było szczególnie piękne, ale potrafiło leczyć, z kolei nie raz te najpiękniejsze były najbardziej zabójcze. Na jego twarzy zagościło skupienie, kiedy wyciągnął dłoń, żeby dotknąć kwiatu, zapamiętać fakturę płatków, liści. Przysunął nożyk i zaczął zbieranie kwiatków, zadając drugie pytanie. Jej odpowiedź nie zaskoczyła go, nawet wywołała lekki uśmiech na jego twarzy.
- Zapamiętam, żeby nie wchodzić ci w drogę - rzucił żartobliwym tonem, jednak ani uśmiech, ani ton głosu, nie pokrywał się z powagą ciemnych oczu. - Może kiedyś również trucizn mogłabyś mnie nauczyć? Takich, którymi mógłbym nasączyć ostrze, żeby jedno zadrapanie dawało porządany efekt - zaproponował, zastanawiając się, czy mimo wszystko byłaby chętna uczyć śmiercionośnych połączeń kogoś, kto może zostać jej wrogiem przy byle spięciu na tle politycznym.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Rzeczywiście, umiejętności pętania i wiezienia nie zawsze dobrze sprawdzała się przy zawieraniu nowych znajomości, a już na pewno nie tych pozytywnych. No dobrze, były wyjątki od reguły, ale w tym momencie nie mieli z nim do czynienia, a i Opal miała mieć niedługo małą przygodę, która sprawi, że jakiekolwiek wiązanie będzie jej się kojarzyć naprawdę nieprzyjemnie.
Nie spodziewała się jednak po łowcy, że ten byłby w stanie ją skrzywdzić. Nie tylko dlatego, że była silna, ale także przez to, że nie wyglądał na złego człowieka. A dla niej nieważna była rasa, do jakiej się należało, a to, co się sobą prezentuje. Nie przepadała za kategoryzowaniem kogoś na podstawie tego, kim się urodził, bo przecież to my kształtowaliśmy siebie i swoją przyszłość. W końcu ona mogła skończyć na wiele sposobów, ale po wzięciu życia w swoje ręce, stała tu, gdzie była. Zadowolona z siebie, że była na tyle odważna.
Zaczęła się śmiać, widząc, jak mężczyzna przed nią zaczął tańczyć i śpiewać piosenek z jednej z bajek. Wyglądał naprawdę zabawnie i lekko abstrakcyjnie, z runami, w czarnych ubraniach, a przy tym z ukulele i tym uśmiechem, który nie opuścił go nawet podczas śpiewania. Naprawdę, jeszcze chwila i dałaby sobie rękę uciąć, że zlecą się wszystkie ptaki z okolicy i obsiądą półwróżka. Nic się takiego nie stało, miała jednak poprawiony humor na resztę dnia.
- Książę z bajki to zazwyczaj ten, który musiał ratować biedną niewiastę. Czyżbyś był tym rodzajem Księcia, czy jednak będziesz wymagał ratunku z wysokiej wieży? - dalej się droczyła, widząc w tej rozmowie świetną rozrywkę. Lubiła to, a nie z każdym można było sobie po prostu pożartować, Wiele osób, szczególnie tych wiekowych, robiło z siebie mruków i niezwykle poważne osoby, a Opal miała już ich po dziurki w nosie. Za długo się z nimi użerała, miło było więc spotkać osobę, która była pewnego rodzaju odmianą.
Uniosła brew na jego uwagę, co zapewne nie uszło jego uwadze. No proszę, młody łowca potrafił być wygadany.
- A kto według ciebie jest mistrzem ukulele? - zapytała w sumie ciekawa tego, co się dowie. W końcu nie bardzo znała ten akurat instrument, może więc przy okazji się dowie czegoś interesującego. Zdecydowanie wolała dowiedzieć się o takich informacjach, nie o tym, czy łowca miał ochotę zamknąć ją za nielegalne zbieranie ziółek, czy inne naciągane przewinienie, czuła jednak, że nie powinna się akurat takich czynów po nim spodziewać. Musiała przyznać, że czuła się przy nim zdecydowanie swobodniej, niż przy każdym innym łowcy.
Oh, ona chętnie dzieliła się wiedzą, pewnie dlatego uśmiechnęła się szczerze, gdy usłyszała prośbę Nefilim. W sumie w życiu by nie pomyślała, że miałaby uczyć właśnie Łowcę, ale co jej szkodziło? Chętnie przecież doda kolejną osobę do swojej kolekcji znajomych i osób, do których mogłaby podejść, gdyby czegoś potrzebowała. Miała ich już całkiem sporą gromadkę, ale przygarniała do niej i tak każdego, kogo mogła. Sprawiało jej to ogromną radość.
- Mogę cię uczyć, a pomoc przy składnikach chętnie przyjmę. Tym bardziej że właśnie tak najefektywniej poznasz rośliny i ich zastosowania. Przerobiłam to na sobie - odpowiedziała, samej zabierając się za szukanie w ściółce odłamanych przez wiatr żywicznych gałązek sosny. Będzie z nich doskonały syrop.
Lennan miał rację, zielarstwo czy alchemia były idealnym dopełnieniem umiejętności, ona nie wyobrażałaby sobie bez nich życia. Ile to już razy przygotowane mikstury wyciągnęły ją z tarapatów, również tych finansowych, bo owe mikstury potrafiły kosztować całkiem ładne pieniądze. Zresztą, jej to po prostu sprawiało radość. Siedzenie nad kotłem i warzenie kolejnych niesamowitych specyfików.
Przyglądała się Lennanowi, który oglądał podbiał i skinęła głową, bardziej sama do siebie, niż do niego. A potem mogli kontynuować rozmowę.
- Nie jestem wbrew pozorom taka straszna - pokręciła głową i mrugnęła do Lennana. A potem musiała się chwile zastanowić. W sumie, czy nauczenie tego mężczyzny paru rzeczy nie mogło zaszkodzić, a może i przy okazji nauczy go kilku rzeczy.
- Jeśli chcesz, mogę ci co nieco poopowiadać o środkach trujących, niektóre eliksiry dają naprawdę ciekawe efekty - stwierdziła. I nie bała się, że daje właśnie broń potencjalnemu wrogowi. Nie podejrzewała, że Lennan mógłby się nim dla niej tym stać, zresztą ona w niektórych konfliktach wolała stać z boku. Teraz, przez organizację jednak pewnie by nie mogła.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Nie powinna tak się dziwić jego wygłupom, choć prawdę mówiąc pewnie sam pacnąłby się w czoło, gdyby mógł widzieć się teraz jej oczami. Widok na pewno był zabawny, bo proszę pokazać mi drugiego Łowcę, który skakałby w ten sposób w lesie. Jednak w jego ciele wciąż żył mały chłopiec, który był skory do zabawy i psikusów, których nie miał za bardzo komu płatać. Z tego powodu albo podbierał matce rzeczy, albo swojej ciotce. Może trochę smutne, ale najważniejsze, że nie zabił w sobie tamtego dziecka, dzięki czemu obecnie Czarownica miała błazeńskie przedstawienie na własność. Przekrzywił głowę, odwieszając na plecy instrument, zupełnie jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Przed oczami przelatywały mu przeróżne obrazy z własnego życia. Którym księciem w takim razie był?
- Chyba wszystko zależy od punktu widzenia, ale siedzenie w wieży i czekanie na ratunek raczej nie leży w mojej naturze – odpowiedział w końcu, mrugając do niej zaczepnie. W tej sytuacji byłby jak Fiona z alternatywnej wersji Shreka, w której sama uwolniła się z wieży i dowodziła armii ogrów. Wolał jednak nie mówić tego na głos, spodziewając się, że mogłaby albo go wyśmiać, albo nie do końca zrozumieć toku myśli. Z drugiej strony, przecież znała bajki Disneya, a przynajmniej główne elementy. Poniekąd było to zabawne, że długowieczni interesowali się takimi pierdółkami jak bajki dla dzieci Przyziemnych.
Uśmiechnął się tajemniczo, nachylając nieznacznie w jej stronę, jakby chciał zdradzić jej największy z możliwych sekretów.
- Widzisz... wszyscy grający na fortepianach mogą chcieć dorównać chociażby Chopinowi, kompozytorzy mogą konkurować z Vivaldim czy Bachem, a grający na ukulele... Są wolni od ograniczeń. Widzisz nie ma kogoś takiego jak wirtuoz ukulele. Jest to wolny instrument, który pomimo przetartych szlaków nie kładzie się cieniem poprzednich muzyków na tobie – wyjaśnił z lekkim uśmiechem. To samo mógłby mówić o harmonice. Owszem, na ukulele z takich obecnie znanych nazwisk mógłby nawet wymienić taką sławę jak Paul McCartney, ale wskażcie osobę, która widziała, że grał na tym instrumencie. Ba, wskażcie kogoś, kto wiedział, że ta maleńka gitarka nie pochodziła z Hawajów, z którymi nieustannie się ją wiąże! Widzicie? Ukulele to cudowny instrument, na którym każdy grany utwór nabierał magii, ale który również nie był okiełznany. Cztery struny i masa możliwości. Prawdopodobnie dlatego Lennan tak uwielbiał na nim grać, dlatego stale chodził z nim w czasie wolnym. Żałował tylko, że zgubił gdzieś kostkę do gry, którą samodzielnie zdobił.
Ucieszył się, kiedy zgodziła się na uczenie go o ziołach. Co prawda nie wiedział, że czarownik, z którym zdążył poznać się nieco wcześniej, również za się na zielarstwie i mógłby go czegoś nauczyć. W odczuciach Lennana właśnie znalazł tę jedną osobę, która byłaby zdolna nauczyć go czegoś i pytając obawiał się odmowy. Jednakże Opal zdawała się być równie chętna uczenia go, co on w pobieraniu nauk. Liczył na to, że kiedyś będzie mógł się jej odwdzięczyć za pomoc.
- NIkt nie mówi, że straszna, ale na pewno jesteś skuteczna – odpowiedział z uśmiechem na twarzy. - Wiesz, zawsze byłoby dobrze mieć możliwość być bardziej skutecznym, ale nie zbliżać się nadto do przeciwnika. Choć może, zanim zaczęłabyś mi opowiadać o trujących roślinach, byłoby lepiej jakbym nauczył się leczniczych mieszanek. W końcu, częściej będę ranny, niż będę musiał korzystać z trucizn – rzucił jeszcze dodatkowo, po czym zamyślił się chwilę, odbiegając nieznacznie myślami. Była głównym czarownikiem w ich organizacji. W takim razie znała wszystkich czarowników w mieście. A przynajmniej taka była logika Lenna.
- Wybacz wścibstwo, ale... z tą waszą organizacją... Każdy z was jest jednostką, jak i u nas, ale czy przystając do grupy, macie jakieś zasady działania? – spytał ostrożnie, nie chcąc żeby opacznie zrozumiała. Jednak tajemniczy osobnik uparcie przewijał się przez myśli Łowcy, który starał się jakoś wszystko sobie uporządkować. Jeśli dołączyłby do organizacji, to raczej byłby przyjacielem, niźli wrogiem, prawda? Choć z drugiej strony był taki Erik... To wszystko było zbyt skomplikowane!
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Łowcy zazwyczaj robili z siebie tych poważnych i odpowiedzialnych za cały świat, choć to akurat było raczej tylko ich mniemanie. Przyjemnym zaskoczeniem było więc widzieć Nefilim, który mimo wszystko nie starał się przy niej odgrywać maszynę, a nie człowieka, jak to oni często mieli w zwyczaju. Doceniała ludzi, którzy potrafili cieszyć się życiem, bo sama wiedziała, że bez takich drobnych chwil beztroski i radości życie było zbyt ciężkie do przełknięcia. Szczególnie jeśli w perspektywie miało się te kilka setek lat przed sobą. I ewentualny proces szarzenia, który wisiał nad tobą jak kat, z każdym dziesięcioleciem coraz wyżej unosząc swój miecz.
Uśmiechała się, patrząc na całe to przedstawienie, może by do niego dołączyła, gdyby umiała śpiewać, tak jednak tylko słuchała półwóżka. Szkoda, że ten nie wiedział, że naprawdę jest w pewnym sensie księciem. To się zdziwi.
- Chyba cię rozumiem, czasami lepiej jest puścić całą wieżę z dymem niż dać się w niej trzymać jak zwierzę. Godność czasami nam na niektóre rzeczy nie pozwala, prawda? - oparła się ramieniem o drzewo, przy którym stała. Sama była jedną z tych osób, które lubiły brać wszystko, co ich dotyczy we własne ręce i nie bardzo lubią wołać o ratunek. Nawet jeśli czasem było jej ciężko, to nie zrażało jej to. A i przecież w ten sposób życie było ciekawsze i bardziej niespodziewane, nieprawdaż? Może właśnie dlatego pchała się w sporą część możliwych kłopotów?
I hej, ona obejrzała po raz pierwszy Królewnę Śnieżkę, jak jego na świecie jeszcze nie było, proszę się więc nie dziwić znajomości owych bajek, w końcu przez te wszystkie lata można było liznąć sporo z kultury ludzkiej. Szczególnie jeśli w głębi duszy nie uważało się za kogoś aż tak bardzo od ludzi odmiennego. Owszem, była prawie nieśmiertelna, mogła czarować, nie starzała się, ale powiedzmy szczerze, nie różniła się od zwykłych przyziemnych pod innymi względami. Dlaczego więc miała się odcinać z życia? Czemu wiec miała nie rozumieć popkultury, czemu nie miałaby mieć Instagrama czy Facebooka?
Uniosła brwi, gdy Lennan przyjął pozycję, jakby miała jej coś wyszeptać na uszko, ale dalej się uśmiechała. A potem musiała pokiwać mu głową w ramach uznania i ogólnego zgodzenia się z jego stwierdzeniem.
- W sumie rzeczywiście nie słyszałam o żadnym wirtuozie ukulele, ale przyznaj, miło jest posłuchać takiego Bacha czy Mozarta. Tak samo ciebie, chociaż trochę w innej lidze startujesz - bo mistrzowie byli mistrzami i ich trudno było pobić. - Ciebie jednak kręci w tym wszystkim coś innego prawda? Jak to się mówi, swoboda twórcza? Ja jakoś nigdy nie miałam okazji stworzyć niczego na pianino, wolę odtwarzać pod akurat tym względem pracę innych - i to chyba nie przez brak umiejętności, a przez zwykły brak zainteresowania akurat tworzenia pod tym względem. Owszem, lubiła grać, uznawała to za odprężające i świetnie się przy tym bawiła, ale już nie wciągnęła się w to na tyle, by poświęcić się temu bardziej.
Opal lubiła uczyć innych, choć to raczej ona była tą, która częściej pobierała nauki, wbrew pozorom wśród czarowników nie była zbyt doświadczona, chociaż jak na swój wiek wiedzę i umiejętności miała spore. Mimo to miała nadzieję, że da radę pokazać wiele Lennanowi, który aż pałał chęcią zdobycia wiedzy, co było całkiem miłe, przynajmniej dla niej. Mogłaby mu nawet pożyczyć pewne książki, jak i zdobyte przez nią rękopisy, jeśli naprawdę podjąłby się nauki na poważnie. A co do kwestii zapłaty, kiedyś Opal pewnie poprosi go o jakąś przysługę. Zachowa ją sobie jednak na odpowiedni moment.
Uniosła brew na słowa o jej skuteczności. Ciekawe, czy tylko jej słodził, czy krążyły o niej jakieś ploteczki, których jeszcze nie słyszała.
- Całkiem miło słyszeć takie słowo, szczególnie że jakoś nie pasuje mi bycie tą przerażającą - posłała ciepły uśmiech, jakby udowadniając swoje słowa. - W taki razie zamiast klasycznych trucizn bardziej interesują cię smarowidła i wszelkiego rodzaju substancję działające po dostaniu się do krwiobiegu, jeśli o truciznach mówimy, co? - zastanowiła się, unosząc do dolnej wargi kciuk. - To nie jest aż takie skomplikowane, w sumie powiedziałabym, że alchemia z zakresu leczenia jest trudniejsza, w końcu, jeśli tu coś nie wyjdzie, zamiast uratować kogoś, możesz zaszkodzić. Jednak zaczęcie od niej wydaje się mimo wszytko lepszym pomysłem - mówiła, jednocześnie zabierając się za swoją część roboty. - Może znajdę dla ciebie jakieś proste przepisy na syropy czy napary tak na dobry początek? I nalewki - mrugnęła do niego, bo te były nie tylko przyjemne do tworzenia, ale i kuracja nimi potrafiła być całkiem miła.
I wbrew pozorom mogła jakiegoś czarownika nie kojarzyć, bo w sumie nie każdy uważał jej organizację za coś wartego zachodu. Mimo to znała ich całkiem sporą gromadkę, mogła więc co nieco o nich poopowiadać. I to zarówno w kwestii zalet, jak i ich wad.
Samo pytanie jednak o organizację sprawiło, że uniosła brwi i zerknęła na Lennana. Czyż to nie jeden z pierwszych od dawien dawna razów, gdy ktokolwiek z Łowców chciał z nią o organizacji porozmawiać? Cóż wywołało takie nagłe zainteresowanie? Coś ktoś przeskrobał, czy może nawet przeciwnie, chociaż tę opcję już mniej obstawiała.
- Organizacja, jeśli chodzi o nas to dość interesujący twór. Spróbuj zgromadzić w jednym miejscu grupę egoistów, którzy sądzą, że nikt nie powinien o nich decydować, można więc powiedzieć, że bywa ciekawie. Mamy jednak pewne zasady, które mimo wszytko, powinniśmy przestrzegać, jednak nie mogę zapewnić, że te kompletnie pozbywają nas możliwości bycia niegrzecznymi - szczególnie że Opal miała zamiar wprowadzić parę reform, które może nawet zmniejszą ilość obowiązujących ich reguł. Niestety, ale siedzenie pod czyjąś ścisłą władzą nie było dla dzieci Lilith najkorzystniejsze.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Może dobrze, że nie wiedział? W przeciwnym razie spinałby się na nazywanie go Księciem, a tak tańczył wesoło nucąc piosenkę, zachowując się nieco tak, jakby sam został wyciągnięty siłą z bajki. Nie przepadał za udawaniem sztywnego, choć były chwile, w których uśmiech nie ozdabiał jego twarzy. W tych momentach wyglądał jak prawdziwy Łowca, którym nie czuł się tak w pełni, ale to zupełnie inna sprawa.
- Godność... Wzniosłe słowo. Raczej określiłbym to pragnieniem pozostania wolnym – odpowiedział ostrożnie, nauczony już, że jego przemyślenia potrafią obudzić demony wewnątrz innych. Nie był pewien do czego mogą doprowadzić taką rozmową, ale ciemne spojrzenie Łowcy poza wesołością nabrało poważniejszych błysków. Może było t tylko złudzenie, ale wydawało mu się, że od momentu wspomnienia o zamknięciu w wieży nie mówili tylko o bajkach Disney'a. No nic, może mu się jedynie zdawało i niepotrzebnie powaga wkradała się do jego spojrzenia.
Och, znajomość bajek była na plusie! On sam zdążył poznać wszystkie produkcje, część z nich kochał całym sercem. Bawiły go, niekiedy nawet wzruszały, ale przede wszystkim stanowiły świetne źródło dobrej muzyki, którą później przenosił na swoje ukulele.
Właśnie, wolność, swoboda, pod każdym względem. Zarówno jeśli chodziło o życie, jak również o muzykę. Nie przepadał za narzuconymi ramami, choć rozumiał konieczność prawa. Mimo to, muzyka nie była polityką. W niej powinno dać się porwać sercu, własnej wyobraźni, pozwalając aby palce prowokowały dźwięki do przemawiania w naszym imieniu. Odtwarzanie cudzych utworów kojarzyło mu się z próbą odtwarzania cudzych emocji. Mówiło się o wybitnych następcach wielkich wirtuozów, ale czy można było naprawdę naśladować kogoś? Chyba, że tworzenie wielkich kompozycji jest tylko czynnością taką jak robienie prania...
- Liczę na to, że kiedyś stworzysz coś własnego. Podejrzewam, że byłoby to coś wielkiego – odparł, uśmiechając się kącikiem ust.
Cieszył się, że chciała go uczyć, że będzie mógł zostać jej uczniem. Możliwe, że gdy tylko się dowie o leczniczych umiejętnościach innego czarownika, będzie mieć poważny dylemat co do wyboru nauczyciela. Póki co radość z przyszłych nauk rozpierała go od środka, co dało się dostrzec w jego spojrzeniu. Oczy zwierciadłami duszy... W jego przypadku to stwierdzenie było prawdziwe do bólu. Słuchał jej uważnie, kiedy analizowała jego słowa, kiwając przy tym lekko głową. Tak, bardziej od dodawania czegoś komuś do napoju, pożywienia, wolał działać z odległości. W takiej sytuacji dobrze sprawdzałby się specyfik którym nasączony, posmarowany grot mógł zadać poważne obrażenia. W łatwy sposób można byłoby pokonać poważnych wrogów takich jak Nathaniel, czy wściekła banda wilkołaków, które w czasie ich uroczej pogawędki jeszcze nie stanowiły wyzwania.
- Myślę, że nalewki będą najciekawsze – odparł ze śmiechem, ale podzielał jej zdanie. Lepiej było wpierw nauczyć się kilku leczniczych przepisów, niż bawić się z truciznami. W końcu, gdyby przypadkiem sam się otruł, co byłoby wtedy? A tak, wciąż mógł dotkliwie ranić odpowiednio dobraną bronią, ale byłby w stanie również wyleczyć siebie, czy kogoś potrzebującego. Nalewki z kolei.. Jako profilaktyczne leczenie... Dlaczego nie?
Pytanie o Organizację rodziło się w jego głowie już od dawna. Zaczęło jednak nieprzyjemnie uwierać przy spotkaniu z Jonathanem. Sam do końca nie rozumiał dlaczego ta wiedza była dla niego tak ważna, ale nie zamierzał tego sprawdzać, szukać swoich odpowiedzi. Słuchał jej odpowiedzi, aż nie wybuchnął radosnym śmiechem.
- Przecież z Łowcami jest tak samo! Niby jesteśmy jednością, mamy narzucone zasady przez Clave, ale przecież... Nikt nie może zagwarantować, że będąc sam na sam z nefilim będziesz bezpieczna. Choć taki nefilim łatwiej ma o alibi przy zbrodni niż gdyby było przeciwnie – odpowiedział niby swobodnym tonem, ale gorycz. Mimo wszystko nie podobało mu się to, choć rzekomo zaliczał się do Łowców. - Zastanawiam się jednak, czy czarownik niezrzeszony stanowi większe niebezpieczeństwo od tego zrzeszonego. Oczywiście teoretyzuję! Pytanie co właściwie daje wam organizacja i przynależenie do niej? – dokończył swoje myśli. Był ciekawy wszystkiego z czym się wiązała. Niby znał ogólny zarys. Wpajano mu, że choć nie powinno się im ufać, ale czarownicy z organizacji są mniejszym złem niż niezrzeszeni. Czy aby naprawdę? A jeśli Organizacja nie była demonicznym odpowiednikiem Clave? Może była czymś jak... Stowarzyszenie Umarłych Poetów? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Jedno, które kotłowało mu się w głowie nie chciało przejść mu przez gardło. Wolał zadać je ponownie temu, którego ono dotyczyło.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Oj, zapewne już niedługo będzie to dla Lennana drażliwy temat, a to nie był koniec niespodzianek. Oj tak, zdecydowanie więcej tajemnic się przed nim kryło, zresztą nie tylko nim. Na razie jednak mógł spokojnie śpiewać piosenki, sprawiając, że atmosfera pomiędzy nim a czarownicą była naprawdę lekka i całkiem przyjemna, choć trochę dorzucali do niej, przynajmniej Opal, powagi.
- Pytanie, czym jest wolność i z czym się wiąże, co? Bo czy można być naprawdę wolnym, gdy inni nie czują do ciebie szacunku i traktują cię jak kogoś gorszego? - uśmiechnęła się. Ostatnio miała ciekawą rozmowę z pewnym czarownikiem, w sumie była więc ciekawa, jak to wszystko widzi akurat ten Łowca. Pewnie by nawet pociągnęła temat jeszcze dłużej, gdyby wiedziała, że to właśnie Lennan groził Jonathanowi zamknięciem w lochach.
I tak, nie mówili tylko o księżniczkach, akurat on powinie się nauczyć już, że czarownicy lubili czasem złapać za słówka, czy dość płynnie przejść do tematów zupełnie innych, niż od jakich zaczynali. Opal była po prostu ciekawa tego, co myśli Łowca, zresztą w ogóle była istotą ciekawską i lubiąca wyciągać z innych więcej, niż zamierzali powiedzieć.
I tak, lubiła bajki Disneya, potrafiły ją naprawdę odprężyć. Przyjemne, ze szczęśliwym zakończeniem na końcu, czasem całkiem inteligentne, a przy okazji naprawdę ładne wizualnie i z piękną oprawą muzyczną. Sama całkiem sporo piosenek potrafiła zagrać na pianinie, bo w sumie czemu nie? Może kiedyś zamiast nauki roślinek zrobią sobie mały koncert ów melodii? A i przy okazji Lennan pośpiewa jako ten, który z tej dwójki umie.
I tak muzyka rzeczywiście nie była polityką, w końcu samo odegranie utworu na instrumencie nie sprawi, że będzie to wykonanie zapierające dech w piersiach. Nawet jeśli grało się utwór, który wykonały już tysiące innych osób, można było go zaprezentować zupełnie inaczej. Chodziło o własne emocje, które w niego tchnęliśmy, o to, co czuliśmy podczas gry. Radość, smutek, może inne emocje, które inni akurat z tym dziełem nie skojarzyli? Nie musiało to być powtarzanie tego, co czuli inni. A jeśli chodzi o kompozycję utworów własnych...
- Nigdy tego nie planowałam, ale może kiedyś spróbuję i zobaczymy, co z tego wyjdzie - mrugnęła do niego. Musiała mieć tylko trochę wolnego czasu, a i coś, co zwali inni weną.
Zaśmiała się na jego stwierdzenie o nalewkach.
- O tak, szczególnie gdy do nalewek zaczynasz dodawać składników prosto z Faerielandu. Co w sumie chyba dla ciebie nie będzie takie tragicznie trudne, co? Tak czy siak, można uzyskać naprawdę ciekawe efekty - uśmiechnęła się. Oj tak, nie jednak osoba już skosztowała Opalowych specyfików, dziwiąc się później efektom. Dajmy zmianę płci, tak na przykład.
Pytania o organizację naprawdę dziwiła Opal, ale może powinna w końcu docenić, że jakikolwiek Łowca zaczął się ich tworem interesować. Zabawne, że większość zarządu po prostu przyjęła do wiadomości ich istnienie i dalej wykazywała zerowe zainteresowanie. Co w sumie jak dla niej wcale nie było takie złe. Mogli robić to, co w miarę chcieli, byleby łowcy za wiele nie zobaczyli.
- Stereotypy sprawiły, że Nefilim uznają się za tych, którzy z zasady są bardziej prawi. Wasz błąd. Właśnie dlatego inne rasy się organizują - patrzyła na niego, niby się uśmiechając, ale jednocześnie posyłając mu przeszywające spojrzenie. - Samotny czarownik jest dla was łatwym celem, co jeśli jednak stoi za nim grupa, nie tylko obeznana w magii, ale także w prawie i dyplomacji? Co, jeśli ma pomoc nie tylko w kwestii użerania się, przepraszam, ale czasem tak jest, z wami, ale także w przypadku samorozwoju, jak i innych kłopotów? Myślę, że to całkiem spore korzyści - wzruszyła ramionami, przechodząc kawałek dalej, bo zauważyła kolejną potrzebną jej roślinkę. Po chwili znów spojrzała na Lennana.
- Chcesz poznać kolejne zioło? - zaproponowała, wskazując na kolejną kępkę zieleni.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Popatrzył na nią z cieniem smutku w spojrzeniu. Prawdę mówiąc wiedział o czym mówiła. Nie tylko Czarownicy byli „gorsi” w oczach łowców, ale postanowił nie mówić na głos tego, co właśnie myślał. Czyżby miał coś wspólnego z panną Lengyel? Czasem Nefilim potrafili być tak bardzo zaślepieni swoim przekonaniem o wyższości nad innymi rasami, że często przekraczali granicę.
- Zależy jak bardzo zależy nam na opinii innych – odparł z namysłem, próbując pozbyć się niezbyt przyjemnych wspomnień. - W końcu, czy błazen, którego ludzie nie szanowali, nie był bardziej wolny od innych? Mógł nawet wyśmiać króla i wyjść z tego cało, podczas gdy inni, choć poważani, nie mogli nigdy pozwolić sobie na taką szczerość – dokończył, uśmiechając się krzywo. Prawdę mówiąc, wolałby być takim błaznem, niż pełnoprawnym członkiem królewskiej świty.
Miał mieć jeszcze okazje do przekonania się, jak bardzo czarownicy lubią łapać za słówka, a przynajmniej jeden. Mimowolnie przypomniał sobie jego twarz, zastanawiając się, czy warto o niego pytać Opal. Zrezygnował jednak, czując, że to nie byłoby dobre rozwiązanie. Jeśli zależało mu na pewnych odpowiedziach, powinien uzyskać je bezpośrednio od zainteresowanego. I w gwoli ścisłości, Lennan rzucał w niego sztyletem, fakt, ale nie groził zamknięciem w lochach. Ciężko stwierdzić jakie zachowanie jest gorsze, ale nie było to w tej chwili istotne.
Skinął głową na jej niejako obietnicę podjęcia rękawicy i skomponowaniu czegoś samej. Był ciekaw tego jak gra oraz co mogłoby wyjść spod jej palców. Muzyka mocno na niego działała, przepływała przez niego cały czas, nieomal na każdą sytuację miał utwór, ale nie pozwalał sobie za często na tę przyjemność. W końcu, sama Opal zauważyła komiczność widoku Łowcy z ukulele. Jednak byłby chętny na jakiś muzyczny wieczór z testem na znajomość utworów Disneya.
Spiął się nieznacznie z powodu wzmianki o rodzinnych stronach, ale w tonie głosu kobiety nie wyczuł wrogości, więc jedynie uśmiechnął się szeroko. Był ciekaw jak smakowałby taki trunek, a także jakie efekty można byłoby uzyskać. Co tak naprawdę składniki z Faerielandu mogły zmienić w nalewkach. Zaraz jednak temat zboczył na organizację i Lennan skupił się całkowicie na tym. Wyglądało na to, że w gruncie rzeczy nie panowała nad wszystkimi, ale dawała im ochronę. Muszkieterowie.
- Dobrze, że zapewniacie sobie wzajemnie wsparcie. Często nieporozumienie może doprowadzić do niezbyt przyjemnych sytuacji, a z tego co mówisz, przynajmniej u was nikt nie jest sam. Do tego możliwość wzajemnego uczenia się od siebie... Aż szkoda, że nie jestem czarownikiem – odpowiedział, na końcu siląc się na żart. Widać jednak było jak jego myśli zupełnie straciły na tę chwilę zainteresowanie ziołami. Na niekorzyść działał również fakt, że musiał się zbierać na kolejny patrol.
- Wybacz, ale muszę wracać. Odezwę się do ciebie niedługo, myślę, że taka wiedza jest zbyt kusząca, żeby nie skorzystać z pomocy – podziękował za pomoc, pożegnał się i odszedł do Instytutu z głową pełną nowych pytań, wątpliwości. Coś czuł, że będzie musiał więcej się dowiedzieć, żeby zaznać odrobiny spokoju.

zt x2
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
#2

Znalazła. Oczywiście, że go znalazła, chyba nie do końca zadowolonego z życia gówniarza. Do tego wszystkiego ona sama również była wyraźnie wściekła, jej duma cierpiała, została urażona i trudno było pewnie w pełni nad nią zapanować. Wiedziała jednak, że siostrzeniec nie wzywałby jej w takie miejsce z jakiegoś chujowego powodu. Nie miała trudności ze znalezieniem go, potrafiła w końcu wiele wypatrzeć dzięki otaczającym ją zwierzętom, toteż trafiła na niego dość prędko. I choć nosiła na sobie zdecydowanie współczesne ubranie, proste i praktyczne tym razem, to towarzyszyła jej również wierna broń. Niedźwiedzica nie sądziła, by Lenn wezwał ją w takie zasrane bagno po to, by porozmawiać z nią na osobności, a skoro mieli włóczyć się po lesie, wolała być gotowa na atak jakiegoś popaprańca, który nie wie, że nie powinien z nimi zadzierać. Czakram brzdęknął cicho, kiedy poruszała się wsuwając pomiędzy drzewa i jednocześnie obserwując siostrzeńca, czekając na to, aż ten wyjaśni jej, po co była mu pomocna dłoń ciotki. Nie uważała go za słabszego z powodu tego, że nie chciał wędrować tędy sam, nie miała go za tchórza, ani nic z tych rzeczy, ale liczyła na to, że gówniarz wyjaśni jej za chwilę, po co robili sobie ten spacerek pośród listowia i dokąd właściwie się udawali.
Miała swoisty problem z tym, żeby się skupić. Rozmowa z księciem wytrąciła ją nieco z równowagi, na dokładkę jeszcze wyszły problemy z tego, co przekazała Lennowi, uważała jednak, że to Devana powinna powiadomić brata o swoim synu i jego udziale w całej tej sprawie. Nie ona. Chyba że nie będzie miała wyjścia, a taka opcja zawsze, niestety, również istniała. I czarownik. Irytujący zasraniec! Nie zamierzał najwyraźniej wywiązać się ze swojej części umowy, co nieprawdopodobnie mocno ją wkurwiało, w końcu nie był słowny, a co za tym idzie, tracił zdecydowanie w jej oczach. Liczyła na to, że mimo wszystko udzieli jej jakiegoś wsparcia, tak jak obiecał, a tutaj chuj, dupa i kamieni kupa. Nie mogła nikomu innemu powiedzieć o portalu, o posiadanym kluczu, nie zamierzała wciągać w tę sprawę innych wróżek, tak jak ustaliła to z Oinarim, a co za tym szło, pozostawało jej jedynie udać się do siedziby czarowników i tam znaleźć kogoś, kto podejmie z nią dyskusję. Wiedziała już, że Mrok wtrącał się w Spiralny, teoretycznie więc mieli wspólne interesy, ale nie umiała do końca zaufać tej bandzie. Sigyn przyszła im z pomocą, Jon również. Był Erik. I był pewien zasraniec, który zgodnie z jej wiedzą potrafił naprawdę wiele, ale wystawił ją do wiatru. Nic zatem dziwnego, że warknęła wściekle i potrząsnęła głową spoglądając na gówniarza.
- Wyduś to z siebie - rzuciła w końcu.
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Czuł się już nieco spokojniej po rozmowie z Jonathanem, choć wciąż jeszcze daleko było mu do pełnego rozluźnienia. Właściwie był już w Instytucie, chcąc rozmówić się z Margaret odnośnie jego odejścia, kiedy dostał wiadomość, że jego odpowiedź na prośbę ukrywa się w tym lesie. Wiedział od kogo był to sygnał. Tank. Był jedynie ciekaw, czy Eleanor o tym wiedziała, czy jednak nie. Nie zamierzał jednakże o to pytać, zdradziłby się, a tego nie było mu potrzeba. Zabrał więc z instytutu jedynie łuk ze strzałami i skierował się do lasu, po drodze pisząc do ciotki. Nie chciał jej mieszać w swoje plany, ale chciał mieć pewność, że nic nie wymknie się spod kontroli plus zapewnić sobie alibi. Ponieważ zaś mieszkał właściwie z Marianne pod jednym dachem, sprawa była dość prosta, prawda?
Widział ją, jak się zbliżała, on sam szykował sobie łuk, sprawdzając stan cięciwy. Nie mógł pozwolić, żeby idiota miał jakąkolwiek nad nimi przewagę. według danych Tanka dzieliło ich od celu niewiele, musieli więc zachować ostrożność. Gestem wskazał Marianne, żeby mówiła ciszej, jeszcze zanim zdążyła się odezwać. Był przyzwyczajony do tego, że chodziła jakby wiecznie wściekła na cały świat, ale teraz wyraźnie była czymś... urażona? Zmarszczył niezacznie brwi przyglądając się ciotce uważnie. Wciąż miała żal do niego, czy jednak już coś innego zaprzątało jej mysli?
- Pierwsza ważna rzecz - nas tu nie ma, siedzimy w domu parząc ziółka i inne pierdoły robiąc - zaznaczył, a powaga w jego oczach jedynie się pogłębiła. Marianne znała go o zawsze, wiedziała z całą pewnością, że nie przepadał ani za zabijaniem dla przyjemności, ani za torturami czy zemstą. Teraz jednak czuć było od niego chłodną determinację.
- Parę miesięcy temu miałem za zadanie złapać żywcem opętanego przez Mrok wampira. Jednego z najstarszych w York. Został opisany jako szczególnie niebezpieczny, potrafiący mącić w głowach, jak się okazało miał również błogosławieństwo Hekate. Dostalem w przydziale partnera, zagorzałego przeciwnika Faerie, uważający także mnie za nieszczególnie godnego zaufania - zaczął mówić spokojnie, nakreślając dawne dzieje, które w końcu miały się zakończyć. - Dostaliśmy do pomocy dwa wampiry, które miały jego słuchać z racji tego, że starszy. Ostatecznie nas puścił przodem a sam zniknął. Nie został opętany, nie został porwany. Zwiał, nie bacząc na to co się z nami będzie dziać i zaszył się gdzieś. Dostałem cynk, ukrywa się tam, w marnym szałasie - dodał, wskazując strzałą kierunek. Nie używał dodatkowych run. Zamierzał zabić skurwiela bez wspomagania swoich zdolności. - Nawet jeśli mnie wykryją. Dezercja była karana śmiercią, zwłaszcza jeśli uznać ją za zdradę. Do tego przeciwnik wróżek, których jest teraz w York w zatrzęsienie. Nie mogę pozwolić, żeby zaczął je wybijać - dodał szyderczym tonem, po czym zwyczajnie zaczął ostrożnie stawiać kroki w stronę celu.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo