Sophie Lavoisier
[Usunięty]
Sophie Lavoisier
[Usunięty]
[Cytuj]
- Opal to twoja ciotka? - Sophie uniosła brew w wyrazie zdziwienia. No proszę, jak widać umknęła jej całkiem istotna informacja, bo w życiu by nie zgadła, że liderka czarowników może być spokrewnione z Mel. No ale to temat na inny raz, dziś nie miały zajmować się więzami rodzinnymi tylko wskrzeszaniem martwej wilkołaczki i Lavoisier zamierzała trzymać się tego planu. Musiała trochę poeksperymentować, zanim weźmie się za realizację swojego ambitnego przedsięwzięcia... bo oczywiście, mimo ostrzeżeń Natha i własnego przeczucia, że to nie może skończyć się dobrze, miała zamiar spróbować nekromancji na Vincencie. Musiała tylko poradzić się w kilku kwestiach jakiegoś czarownika, który zna się na rzeczy lepiej od niej.
- Słusznie. Szkoda tylko, że musiałaś nauczyć się tego na własnym błędzie - stwierdziła, bo choć Mel nie powiedziała wprost, o co konkretnie chodziło to Sophie podejrzewała, że gdyby nie interwencja Opal, z Melką nie byłoby zbyt ciekawie. Wkurwione duchy nigdy nie wróżyły niczego dobrego... tak samo jak zmarli, którym próbuje się przerwać wieczny spoczynek, ale akurat tą kwestię wampirzyca miała w tej chwili gdzieś.
Po dłuższej chwili oczekiwana wreszcie coś zaczęło się dziać - z początku było to tylko ledwo dostrzegalne drgnięcie któregoś z mięśni twarzy, czy minimalne poruszenie którymś z palców, jednak wprawne oko Sophie zdołało wyłapać to wszystko i wiedziała już, że pierwsza część eksperymentu zakończyła się powodzeniem. Jakby na potwierdzenie, Sally Kane gwałtownie wzięła głęboki oddech i otwarła oczy.
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
- Zgadza się..
Roześmiała się lekko słysząc jej słowa i widząc zaskoczoną minę Soph. Przeniosła wzrok na wampirzycę gdy nagle coś zaczęło się dziać. Fakt, że były wampirzycami dawał pewne plusy. Mogła dostrzec to, czego nikt inny by nie dostrzegł. A już w ogóle widząc to co po chwili miało miejsce.
- Udało się!
Pisnęła radośnie Melka przenosząc wzrok na wilkołaczycę.
- Ej...ciekawe, czy ona nadal jest wilkołakiem...
Zagadnęła do Soph spoglądając na dopiero co przebudzoną dziewczynę.
- Jak się czujesz?
Zapytała zaraz kierując słowa w stronę wilkołaczki. Zastanawiała się jak to będzie, czy normalnie będzie rozmawiała, czy w ogóle ma te same wilkołacze zdolności co przed śmiercią. W ogóle jaka jest teraz...
Sophie Lavoisier
[Usunięty]
Sophie Lavoisier
[Usunięty]
[Cytuj]
Sophie nie widziała nic śmiesznego w pogrywaniu sobie z wkurzonymi demonami, ale nie zdążyła wypowiedzieć tej jakże niezwykle pouczającej myśli na głos, bo większą część jej uwagi zajęła teraz wilkołacza zombie, którą stworzyły razem z Melką.
- Na pewno jest. Wątpię, żeby śmierć sprawiła, że przestała być Dzieckiem Księżyca - stwierdziła Sophka, choć wcale nie była tego taka pewna, jakby się mogło wydawać. Choć była stara i doświadczona, temat nekromancji był dla niej zupełnie nowy i musiała sporo się jeszcze nauczyć. Zdecydowanie pora zwrócić się o pomoc do kogoś starszego i mądrzejszego, a najlepiej będącego dzieckiem demona - oni byli chyba najbardziej zorientowani w tych sprawach.
Sally usiadła powoli, rozglądając się dookoła jakby ze zdezorientowaniem... Sophie była ciekawa, czy pamięta swoją śmierć i czy w ogóle ma taką samą świadomość jak za życia. Wilkołaczka-zombie chyba próbowała odpowiedźcieć coś na pytanie Melki, jednak gdy tylko otworzyła usta i spróbowała się odezwać, wypluła jedynie całkiem sporą grudę ziemi.
 

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
- Mam taką nadzieję, ciekawa jestem jak cholera...
Mruknęła pod nosem i wyszczerzyła się pod nosem z zadowoleniem widząc jak ich nowy "nabytek" zaczyna się rozglądać. Uśmiechnęła się lekko pod nosem i przeniosła wzrok na kobietę.
- Ej...może by dać jej coś do picia albo coś...wiesz...ocknąć się po takim czasie z piaskiem w gębie to dość...nieprzyjemne.
Przyznała chociaż sama była nieco zaskoczona, bo nie miała nic przy sobie. Skrzywiła się nieco i westchnęła pod nosem.
- Cholera jasna...dobra, powoli dojdź do siebie...wypluj ten syf potem pogadamy...
Mruknęła wpatrując się w Sophie.
- I co teraz Soph? Co z nią zrobimy? Nie może przecież paradować po ulicach. Oficjalnie jest martwa...
Zauważyła bo szczerze...nie po nosie jej kolejne problemy. Wystarczająco miała ich ostatnio na głowie.
Sophie Lavoisier
[Usunięty]
Sophie Lavoisier
[Usunięty]
[Cytuj]
- Wątpię, czy wilkołak zadowoli się krwią, a nic innego nie mogę w tej chwili zaoferować - skąd niby miała mieć cokolwiek do picia, skoro nie jadła i nie piła prawie od trzech stuleci? Chociaż z drugiej strony... czy zombie potrzebowało wody? Sophce ciężko było stwierdzić, bo jak już sobie wyjaśniliśmy, w kwestii nekromancji była kompletnie zielona.
- Na pewno nie możemy jej tu zostawić - stwierdziła to, co już i tak było oczywiste, po czym zastanowiła się przez moment, bo wcześniej jakoś o tym nie pomyślała. Co zrobić z żywym trupem, który dopiero co powstał z martwych i ciężko było przewidzieć, co może zrobić? Jedno było pewne, nikt nie mógł dowiedzieć się o zakazanych grobowych praktykach dwóch wampirzyc, bo pewnie miałyby kłopoty. - Możemy na razie zamknąć ją w mojej piwnicy, wtedy zastanowimy się, co dalej - a że aktualnie nie miały chyba lepszego wyjścia, Soph odwiązała wstęgę ze swojej sukni i skrępowała Sally ręce (względy bezpieczeństwa!) a następnie przerzuciła ją sobie przez ramię i razem z Mel udała się do swojej rezydencji.

/zt x2 i przenosimy się do piwnicy!
 
Ignis
[Usunięty]
Ignis
[Usunięty]
[Cytuj]
Coś kazało Ignis skierować się w stronę cmentarza. Czy to wisielczy humor, widmo przyszłego losu, czy może rzeczywiście wyczuwała potencjalny portal? Jeśli tak, to rzeczywiście niezbyt trafione miejsce, ale co poradzić? Portale musiały być w takich miejscach, żeby każdy w niego przypadkiem nie wpadł, prawda?
Skierowałą swoje kroki w stronę starej części cmentarza ostrożnie rozglądając się po nagrobkach. Czy tutaj trafiło parę mężczyzn, z którymi miała nieszczęście się spotkać? Nawet jeśli, nie żałowała. Jednak atmosfera miejsca nie podobała jej się. Lisy w końcu widziały duchy i choć Ignis bardzo starała się nie skupiać na nich w żaden sposób, wyczuwała wyraźnie ich obecność. Prawdę mówiąc, dziewczyna próbowała nie skupiać nawet wzroku w jednym miejscu, kierując swoje kroki za czymś, co nazwałaby niemym przyzywaniem.
W końcu dotarła do miejsca, gdzie nie było w ogóle widać betonowych płyt. Jedynie roślinność, która tworzyła swoiste posągi, oplatając wszelkie kamienne figury. Ignis przystanęła na moment, a jej ogony drgnęły nerwowo w ślad za uszami.
- Czujesz też to? - spytała, mając wrażenie, że dreszcze za chwile wstrząsną jej ciałem. Pomijając uczucie bycia obserwowaną, miała wrażenie, że wyczuwa magię... Tak jak podróżnik, który docierając do domu zaczyna czuć podekscytowanie, tak w tej chwili czuła się kobieta i chwilę zajęło jej namierzanie źródła owych fluidów. W końcu dotarła przed portal, w który wpatrywała się z szeroko otwartymi oczami.
- Usagi - rzuciła, uśmiechając się szeroko. Znalazła. Kolejny krok w stronę powrotu...


Portal?
 
Usagi
[Usunięty]
Usagi
[Usunięty]
[Cytuj]
Usagi od samego początku, gdy tylko zobaczyła, w jakim kierunku zmierzają, nie uważała tego za zbyt dobry pomysł. Cmentarz sam w sobie był dla niej miejscem, w którym nie chciała się znajdować za wszelką cenę. Gdyby zrobić listę miejsc, w których lisica lubiła przebywać, cmentarze i podobne miejsca wiecznego spoczynku nie znalazłyby się nawet w okolicy setki. Ba, zajęłyby mało dumne, ostatnie miejsce, a stopa lisicy, gdyby nie konieczność i zaufanie, jakim obdarzyła Ignis, nigdy by na tym konkretnym obszarze nie postała.
W odróżnieniu od Ignis, Usagi starała się właśnie skoncentrować głównie na duchach, które nawiedzały te miejsce. Świetliki dookoła jej ogonów rozgorzały ciepłym blaskiem, a zanim bura lisica zdołała w jakikolwiek sposób zareagować, już miała przed sobą sylwetki pary duchów. Mała dziewczynka i trochę od niej starsza, ale raczej młoda kobieta na pograniczu lat nastoletnich i wejścia w dorosłość. Duchy niewiele mówiły i nie miały złych zamiarów - skorzystały raczej z okazji, iż kitsune podświadomie sama szukała ich obecności, byle tylko nie myśleć o śmierci, która przypominała o sobie i swoim nadchodzącym widmie znacznie mocniej właśnie w podobnych miejscach.
Usta lisicy poruszały się, gdy niemo wypowiadała modlitwę poświęconą Amaterasu. Może wraz z użyciem kryształów jej obecność w tym wymiarze zanikła, ale... Usagi miała nadzieję, że boginia ją słyszy. Słyszy jej rozum, widzi zapał i ogromną chęć działania w jej imieniu, ku naprawie wszystkiego, co zostało naruszone przez Mrok jak i negatywne emocje, nawet (a może zwłaszcza) jej własne. Co by tu się dziwić, że gdy Ignis wyczuła i odkryła portal, ona sama była tak zaaferowana sprawami pary duchów, że wyrwana z transu przez swoją lisią towarzyszkę, zupełnie nie mogła pozbierać sygnałów, zupełnie tak, jakby po prostu odłączono jej prąd...
Zdezorientowanym spojrzeniem powłóczyła po okolicy, po czym wróciła do Ignis. Sama nie mogła zlokalizować portalu ze względu na traumę i lekkie zmęczenie przez kontakt z światem duchów, więc postanowiła jej zaufać. Przecież Ignis tak samo jak ona chciała wrócić do domu. Ich domu.

2 x z/t

Portal
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Portale robią boom czy nie:

Prawda o portalu

z/t

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Nadal była nabuzowana tym, co wydarzyło się w chatce. Po prostu nie potrafiła tego przetrawić, nie umiała sobie znaleźć miejsca ani w Instytucie ani poza nim. Dlatego wybrała patrol. Na patrolu trzeba było być uważnym, nie można było się rozproszyć, więc siłą rzeczy nie musiała wracać myślami do widoku zastanego w chatce. I kolejnego, gdy pewien inteligentny inaczej czarownik zdeptał najlepiej zachowane ciało. Choć jeśli być sprawiedliwym, ona sama rozsypała spalonego wisielca, pokrywając wszystko warstwą popiołu. No cóż, ale z popiołów i tak by nic nie wyczytała, a z ciała mogła. Nawet, jeśli było w stanie tragicznie zgniłym. No nic, tak czy siak potrzebowała myślowego odpoczynku od tamtego, więc patrol wydawał się idealny.
Z nudów za to udała się sprawdzać cmentarz. Nie liczyła, by było tam coś wartego uwagi, ale jak to na patrolu, należało zdecydowanie uważać. W sumie nie zamierzała włazić jakoś specjalnie głębiej, miała dość towarzystwa trupów, a sensor milczał. Znaczy bezpiecznie od demonicznego badziewia. Słusznie. Jednak jej uwagę przykuły jakieś krzyki z głębi cmentarza. Nie rozróżniała słów z tej odległości, ale kobieca intuicja podpowiadała jej, że należałoby to sprawdzić. Ubrana w standardowy strój bojowy Nocnych Łowców, uzbrojona po zęby z łukiem, tomahawkami i jeszcze sztyletami pobiegła w stronę krzyków. Nie pomyliła się, banda wariatów, bo inaczej nie mogła tego nazwać, postanowiła zakołkować jakiegoś faceta, wrzeszcząc coś o wampirach. Ray nie myślała. Po prostu stanęła, nałożyła strzałę na cięciwę i pamiętna nauk pewnego pirata odetchnęła i wypuściła strzałę, perfekcyjnie trafiając w łapę, która miała zakołkować zapewne bogu ducha winnego faceta. Tym samym zwróciła na siebie uwagę, jednak bez większego wahania wycelowała w nich kolejną strzałę. Ściągnęła runę glamour, by mogli ją widzieć. Banda psycholi
- Jeśli któryś spróbuje wykonać jeden gwałtowny ruch, wystrzelam was jak kaczki. - powiedziała lodowatym tonem. Oczywiście jeden musiał nie posłuchać, więc strzała utkwiła bardzo blisko pewnej bardzo ważnej dla mężczyzn części ciała. To zdecydowanie przekonało resztę, żeby nie próbować niczego z drobną Nefilim. - Rzucić broń, ostrza, kołki, opróżnić kieszenie. Już. - nie musiała nawet podnosić głosu, posłusznie robili to, co im kazała. - A teraz wypieprzać mi stąd, zanim się rozmyślę. - dodała zimno. Banda debili natychmiast ewakuowała się z miejsca przestępstwa, zostawiając Ray z zapewne przerażonym facetem. Odetchnęła, schowała broń i bardzo wolno podeszła do zmaltretowanej ofiary. W zasadzie nie wiedziała, co powinna powiedzieć, bo standardowe pytanie "czy wszystko w porządku" nie wchodziło w grę. Widziała przecież, że nie jest w porządku! Jednak z takiej odległości udało jej się rozpoznać ofiarę.
- Boże, Kenrick! - z szokiem spojrzała na wampira, od razu przyklękając przy nim i sprawdzając jego stan. - Żyjesz?! Jak daleko się posunęli?! - banda psycholi dorwała autentycznego wampira. Nie no, świetnie. Trzeba będzie poinformować wampirzy klan o tym, co się działo. - Nie rób mi tego, odezwij się...
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...


Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Najnowszy/

O wujku Sewerynie nie wiedziała nic od kilku dni, miał się nią opiekować a zniknął bez słowa nawet jego narzeczona nie wiedziała co się działo. Ale wiedziała jedno, nie mogła zostać z wilkołakiem w domu. Ona była przyszłym Łowcą, uczyła się i musiała być w Instytucie by wiedzieć co się dzieje. Poza tym, ktoś musiał przecież ją tam odstawić. No i też tak było, jednak Rose nie mogła jej bezpośrednio odprowadzić na miejsce. Zresztą,nawet nie chciała by ta ją odstawiła tam za każdym razem. Ona też miała swoje sprawy, swoje życie. Dzisiaj jednak postanowiła, że sama wróci do domu Seweryna, spakować kilka rzeczy i wrócić do Instytutu. Jednak nim wróci do domu postanowiła jeszcze wejść po drodze na cmentarzysko. Pamiętała, że tato jej mówił że nie ma znaczenia, jaki cmentarz czy kaplica, że liczy się to co chce się przekazać. Tak te znalazła się sama jak palec na cmentarzysku. Pozrywała po drodze jeszcze kilka "kwiatów" i przycupnęła przy jednym z grobów.
- Wiem, że gdzieś tam jesteś mamo...wiem, że żyjesz może nie tak jak ja czy inni ale jesteś i będziesz. Wiesz, chciałabym Ciebie spotkać, pomówić z Tobą. Strasznie mi brakuje taty a inni Łowcy to nie to samo. Chociaż są mili i w ogóle...
Zaczęła przygryzając dolną wargę z westchnieniem.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Wampirzyca szykowała się mentalnie na rytualne pożegnanie się z własnym małżonkiem. Co prawda minęło już kilka miesięcy od jego śmierci, ale wewnętrznie gdzieś tam wciąż odczuwała jego stratę. Ostatni miesiąc dał jej sporo do myślenia. Kilka nieoczekiwanych sytuacji nieco postawiło ją na nogi w ten, czy też inny sposób. A, że przy okazji mogła niektóre rzeczy sobie przypomnieć i odświeżyć stare znajomości, to tylko dla niej na plus. Ostatecznie choć nietypowy okres dla niej w życiu, to musiała przyznać, iż było jej to wszystko potrzebne. Na cmentarz trafiła właściwie przypadkiem, podczas swojego spaceru. Chciała w odosobnieniu wszystko ostatecznie poukładać w swej kudłatej główce. Nie spodziewała się jednak spotkać dziewczynki w takim miejscu i to o tej porze. Aby jej nie wystraszyć szła w jej kierunku nie ukrywając w ogóle swojej obecności. Zatrzymała się od niej w odległości około 3 metrów. Dłonie splotła przed sobą i uniosła delikatnie brwi.
- Zaczynam się zastanawiać, czy mówisz do osoby zmarłej, czy też może nie koniecznie. Chociaż bardziej zastanawiające, co tak mała dziewczynka robi tutaj w środku nocy. - zapytała spokojnie delikatnie się uśmiechając. Po chwili wskazała dłonią na siebie. - Jestem Estera. Jak tobie Skarbie na imię?- wskazując dłonią teraz na nią.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Siedziała tak nad nieznanym jej grobem rozmawiając od po prostu. Mając nadzieję, że mimo wszystko jej matka gdzieś tutaj się szlaja jak kiedyś, ale niestety jej nie było widać ani słychać. Właśnie miała ruszyć w drogę powrotną do domu Seweryna by rano ostatecznie wrócić do Instytutu nim wróci Rose. Nie ufała wilkołakom, słyszała co ostatnio się stało i jakoś tak...no zwyczajnie bała się zostać z nią sama. Czy to było złe? Może nie do końca jednak na pewno to, że sama postanowiła ogarnąć kilka rzeczy i wrócić do Instytutu z prośbą o jakiś pokój, albo coś. Na chwilę umilkła gdy niespodziewanie dostrzegła zbliżającą się w jej stronę kobietę. Uniosła brew zaskoczona jej słowami po czym spojrzała na zegarek. Faktycznie było późno i zrobiło się dość ciemno. Dla niej to dopiero początek, miała przed sobą jeszcze ogarnięcie kilku innych przedmiotów typowo przyziemnych. A nie miał jej kto wyjaśnić kilku tematów więc nic dziwnego, że jak znalazła w Instytucie książki i je przejrzała zajęło to tyle czasu, że droga powrotna do domu Seweryna okazała się znacznie dłuższa.
- Mama?
Zapytała słysząc głos, który był tak bardzo do niej podobny jednak gdy ujrzała lico nieznajomej cicho westchnęła zawiedziona.
- Przepraszam, myślałam że to mama.
Dodała spokojnie doskonale zdając sobie sprawę, że kobieta nie jest normalnym człowiekiem, w końcu nikt normalny o tej porze nie chodził po cmentarzu. Oczywiście mówimy tutaj o "potworkach" a nie tych co pod kluczem się trzyma dla dobra innych i to w pokoju bez klamek ze ścianami przypominającymi ogromne poduszki. Nie, nie...to zupełnie inny wymian "normalności".
- Moja mama jest martwa ale i żywa zarazem.
Wyjaśniła i skinęła głową na słowa Estery. Uśmiechnęła się lekko do niej.
- Tequilla proszę Pani.
Przedstawiła się obserwując nieznajomą. Wsadziła rączki do kieszeni jakby było jej zimno jednak cel był nieco inny. Po ostatnim spotkaniu z Kohortą nie rozstawała się ze swoją nieodłączną bronią...stelą. Czując pod palcami stelę wsunęła ją palcem pod rękaw bluzki. Tak, dla pewności w końcu nigdy nie wiadomo. Fakt, mogła ostatecznie wyssać z wampirzycy energię życiową co dałoby jej nieco czasu na ucieczkę czy skrzywdzenie jej, jednak jeśli tak nie atakowała, czemu ona miałaby to robić?

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Wampirzycę nieco ruszyło to, iż dziewczynka nazwała ją mamą. Zastanowiło ją przez chwilę dlaczego. Jak ją zobaczyła od razu się poprawiła. Czyżby to jej głos wywołał takie skojarzenie? Nie przypominała sobie żadnej wampirzycy, która miałaby do niej podobny głos. Patrząc na to, że dziewczynka jest młoda to i matka najwyraźniej musiała być pisklakiem w świecie Pijawek. W końcu któż inny jest martwy a zarazem żywy, jak właśnie wampiry? Uśmiechnęła się delikatnie i ciepło do dziewczynki. Nie podchodziła bliżej, bo nie chciała aby poczuła od niej zagrożenie. Przycupnęła sobie na jednym z podniszczonych nagrobków. Pokazała swoje dłonie na znak, iż nie ma złych zamiarów.
- Musze przyznać, że masz ciekawe imię Skarbie. - stwierdziła pogodnie kładąc obie swoje dłonie na własnych kolanach. Delikatnie przekrzywiła głowę przyglądając się Małej. Kącik ust uniósł się ku górze widząc, jak dziewczynka chowa dłonie do kieszeni.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię. Twoja mama jest teraz wampirem tak? A ty jesteś młodą Łowczynią, prawda? - były to pytania raczej retoryczne, zważając na fakt, iż Esti słyszała wcześniej wypowiadane przez dziewczynkę słowa. Rozejrzała się po okolicy by powrócić wzrokiem do Teq.
- Cmentarzysko nie jest odpowiednim miejscem na jednostronną rozmowę z istotą, która wciąż żyje, choć może jej serce już nie bije. Cmentarz to miejsce ostatniego pożegnania. - pogładziła dłonią kamień nagrobka i delikatnie go poklepała - Zważając również na fakt pałętania się po okolicy nieprzyjaznych nam istot... Tym bardziej skłonna jestem stwierdzić, iż to nie miejsce dla ciebie Skarbie. Co właściwie tutaj robisz? - zapytała. Ciepły uśmiech nie schodził z jej twarzy, a i ton głosu był bardzo delikatny.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
/MG

Opuszczone, stare cmentarzysko, mające swoje dni już dawno za sobą - czy nikt wcześniej nie ostrzegł Tequili, że takie miejsca nie są odpowiednie dla samotnych dziewczynek, szczególnie o takiej porze? Napotkanie wampirzycy może nie wydawać się być aż takie niespotykane jak obecność demonów. W końcu nie było szczególnie wielką tajemnicą, iż te lubowały się we wszelkich miejscach związanych z cierpieniem czy śmiercią.
Aura cmentarzyska sama w sobie nie należała do najprzyjemniejszych - ciemno, ponuro, z gęstą mgłą trzymają się przy gruncie do kompletu. Nocną ciszę przerywały mało podejrzane dźwięki, charakterystyczne dla opuszczonych, porośniętych roślinnością miejsc - doskonale było słychać miarowe cykanie świerszczy oraz szum traw i liści, poruszanych niezbyt silnym wiatrem.
Nagle jednak, podczas rozmowy przedstawicielek płci pięknej, do akompaniamentu nocnej natury dołączył kolejny odgłos, dochodzący z dalszej odległości, zza murów cmentarza. Wycie psowatego na czas jego trwania w większym stopniu zagłuszyło inne dźwięki, słyszane przez członkinie niewielkiego zgromadzenia na cmentarzu. W tym samym czasie aura uległa zmianie, jednak niestety nie na lepsze. Na pierwszy rzut oka nic nie zmieniło się w okolicy, jednak obydwie odniosłyście wrażenie, że zrobiło się nagle jakby… mroczniej? Z każdą chwilą cmentarz zdawał się być coraz mniej atrakcyjnym miejscem na spędzenia czasu i towarzyskie spotkania.
Kolejne wycie, tym razem dłuższe i nieco głośniejsze.
Tequila, poczułaś, jak coś od tyłu chwyta zębami twoją prawą nogę, tuż pod kolanem. Nie robi tego mocno, byś czuła ból czy żebyś otrzymała krwawy ślad po ugryzieniu, jednak coś cię trzyma i uparcie, jednak niezbyt silnie ciągnie w swoim kierunku.
Estera - twoją uwagę przykuł głośniejszy szelest i ruch w roślinach tuż obok jednego z nagrobków, przy którym się znajdowałaś. Nie minęło zbyt długo czasu, a wśród chwastów zabłysła para jarzących się, pomarańczowych oczu, około pół metra nad ziemią.

/nie blokuję bilokacji, nie narzucam czasu na odpis
w razie pytań - kontakt przez discord: Rez#8613 lub priv (Nerezza/Bies)

Tequila Blauerwasser

10 lat


140 cm

"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Tequilla nie obawiała się wampirzycy, tym bardziej, że ta dała jej do zrozumienia, że nie zrobi jej krzywdy. Jednak tamta nie wiedziała, że to prędzej Teq mogłaby zrobić jej krzywdę. W końcu posiadała skrzydła i nawet połowiczna forma mogłaby osłabić wampirzycę na tyle, że Teq zdołała by uciec chociaż w bezpieczne miejsce i wezwać pomoc. Na szczęście na razie nie miała takiej potrzeby.
- Dziękuję.
Uśmiechnęła się nieco niepewnie bo pierwszy raz ktoś stwierdził, że ma ciekawe imię. No cóż...
- Tak, moja mama jest wampirem od kilku lat. Tak, jeszcze się uczę. Dopiero od niedawna mam runy.
Przyznała nieco niepewnie i westchnęła cicho bo jednak, jakby nie patrzeć miała do rodziców mały żal, że dopiero teraz, gdy tato został zmuszony przyprowadzić ją do Instytutu dostała pierwsze runy. Nadal miała braki w wiedzy, nadal nie była przygotowana na walkę, gdzie inni w jej wieku już od dawna byli z wiedzą dalej niż ona sama. Czuła się z tym bardzo źle.
- Mama zawsze powtarzała, że jak niepokoję się czymś to mam przyjść na pobliski cmentarz taki, gdzie jest mrok i czuć w kościach jak to ujęła...strach. Tam zawsze ją spotkam. Jednak nie przychodziłam nigdy bo nie czułam tego co teraz. Ale tyle się stało, że postanowiłam przyjść. Obiecała, że będzie zawsze na mnie czekać, że obserwuje mnie i pilnuje. Okłamała mnie znowu.
Westchnęła zawiedziona. Co miała jej powiedzieć? Co tutaj robiła po części powiedziała jej.
- Wracam z Instytutu. Miała odebrać mnie pewna Pani, ale nie przyszła. A muszę zabrać kilka rzeczy z domu i wrócić do Instytutu...
Przyznała i wówczas poczuła ciarki na ciele. Jakby zrobiło się jej chłodno a wycie roznoszące się po cmentarzu z odległości nieco sprawiło, że Teq zamarła.
- Wilkołak?
Zapytała niepewnie spoglądając na wampirzycę totalnie zaskoczona. Chciała podejść do niej, bo jednak wydawało się jej, że u jej boku będzie bezpieczniejsza, tym bardziej że miała przy sobie tylko stelę. Nie było jej jednak dane podejść bo poczuła jak coś złapało ją pod kolanem. Nie za mocno, ale jednak. Pisnęła zaskoczona próbując się uwolnić. Ale to coś trzymało ją nadal. Czuła zęby na nodze, ale nie było to typowe ugryzienie. Tak, jakby coś chciało ją przyciągnąć do siebie ale zarazem nie zrobić jej krzywdy.
- Coś mnie trzyma pod kolanem. I ciągnie do siebie[/u]
Powiedziała cicho spanikowana do wampirzycy, jednocześnie na tyle spokojnie by nie zacząć krzyczeć z paniki i szarpać się. Musiała zachować zimną krew, nie reagować ostro tylko ostrożnie. Próbując utrzymać równowagę i nie pozwolić by to coś co ją trzymało wciągnęło ją do siebie.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo